Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 18-11-2020, 14:58   #1
 
Corpse's Avatar
 
[Autorski/Horror] Resident Evil (18+)

Raccoon Police Department

Scenario 2

27 wrzesień 1998, budynek R.P.D.

Raccon City, niegdyś było to pełne życia miasto, aktualnie zaś gasło z każdą chwilą, coraz bardziej zmieniając się we własną, ponurą karykaturę. Niezliczone ulice wymalowane były krwistym szkarłatem i błyszczącą tęczowo benzyną. Teraz przemierzały je wyłącznie hordy nieumarłych mieszkańców. Kiedyś ich ciała tętniły wigorem a oblicza zdobił znamionujący życie rumieniec i błysk źrenic, teraz jednak stanowili zaledwie pozbawione ducha powłoki. Zreanimowane kukły, poruszające się wyłącznie dzięki mrocznej i niezrozumiałej energii. Chaos, którego trzy ocalałe kobiety doświadczyły zmierzając do tej oazy spokoju, jaką miał być bezpieczny komisariat, powoli zanikał na rzecz czegoś wyrazistszego kształtu. Przeradzał się w coraz ciemniejszy, lecz milczący spokój, przyprawiony jedynie słodkawym odorem śmierci.

Ostatnie spojrzenia w stronę bezwładnego ciała ich przewodnika i być może przyjaciela, który ocalił im życie, mogły już rzucić tylko zza zamykających się krat bramy komisariatu. Rozszalałe, zmutowane zwierzę przed którym uciekały ruszyło za nimi w pogoń, roztrącając po drodze żywe trupy które parły dalej w ich kierunku.

- Szybko! - krzyknął czarnoskóry policjant, wskazując podwójne drzwi prowadzące do wnętrza budynku.


Nie ulegało wątpliwości że to najlepsza możliwa opcja w tej sytuacji. Brama wyglądała co prawda na solidną, ale słoń już zdążył udowodnić że potrafi przestawić nawet ciężkie samochody, więc nie stanowiłaba dla niego zbyt wielkiej przeszkody. Wejście do budynku jednak było na tyle niewielkie, że zwierzę nie miałoby szans dostać się do środka.

Cała czwórka podbiegła do drzwi, w tle słysząc potężne uderzenie i odgłos gnącego się metalu. Drzwi stanęły otworem i znaleźli się w środku, a ich zamknięciu towarzyszył jeszcze jeden odgłos uderzenia. Ostatnie usłyszeli już po zaryglowaniu wejścia prowizoryczną deską, zakończone głośnym rykiem potwora. Później natomiast nastała już cisza, przerywana tylko drżeniem podłoża wywoływanym ruchami mutanta. Udało się, byli bezpieczni.

Komisariat przywitał kobiety dość niespodziewanym widokiem. Różnie można było sobie wyobrażać główny hol takiej instytucji, ale miejsce w którym się znalazły, przypominało bardziej muzeum niż placówkę policji.




Pomieszczenie było ogromne, przypominając rozmiarami i wysokością halę sportową. Całość utrzymana była jednak w klimacie neogotyckim. Marmurowe posadzki w jasnym odcieniu z gigantycznym logiem policji Raccoon na wejściu, błyszczały pewnie niegdyś jak lustro, teraz jednak pokryte były głównie brudem, krwią i łuskami po wystrzelonych nabojach. Recepcja znajdująca się na wprost wejścia zagracona była kartonami, a samotny włączony komputer wyświetlał to samo logo, które zauważyły na podłodze. Po prawej stronie dostrzegły pojedyncze drzwi, a kawałek dalej po lewej kolejne dwie pary. W głąb pomieszczenia prowadziły dwa otwarte korytarze po bokach, zakończone robiącą niemałe wrażenie kamienną statuą przedstawiającą kobietę z flagą w jednej dłoni i tarczą opartą o ziemię w drugiej. Od posągu, w obie strony rozchodziły się schody, prowadzące na galerię okalającą całe pomieszczenie w połowie wysokości, gdzie dostrzegły po bokach kolejne dwie pary drzwi oraz kolejną statuę znajdującą się na samym środku i przedstawiającą lwa z łapą podpartą na tarczy, podobnej do tej z dolnej statuy. Po za tym dość niezwykłym układem schodów i korytarzy oraz dekoracji, dostrzegły jeszcze z dołu trzeci poziom w formie balkonu otaczającego cały budynek, na który jednak nie dało się dostać z ich pozycji. Całość ekscentrycznego widoku dopełniało gigantyczne okno naprzeciwko wejścia, ciągnące się do samej góry pomieszczenia i z olbrzymim zegarem zamontowanym po środku.

Ich obserwację przerwał stłumiony jęk. Nauczone doświadczeniem z dziwnymi dźwiękami w tym mieście, od razu rozejrzały się w poszukiwaniu zagrożenia, jednak źródłem okazał się ich czarnoskóry kolega, który właśnie usiadł na taborecie koło recepcji. Dopiero teraz dostrzegły ranę na jego boku za którą trzymał się, wykrzywiając twarz w bólu.

- Porucznik Marvin Branagh - przedstawił się niepytany, podnosząc wzrok i przyjmując bardziej profesjonalną minę - Ten facet który był z wami... to Stackhouse? - zapytał, nie dając jednak po sobie znać co mu chodzi po głowie.
 
__________________
"It takes some intelligence and insight to figure out you're gay and then a tremendous amount of balls to live it and live it proudly."
- Jason Bateman

Ostatnio edytowane przez Corpse : 18-11-2020 o 20:50.
Corpse jest offline  
Stary 01-12-2020, 18:26   #2
Szefowa od PR i Promocji
 
Alex Tyler's Avatar
 

Malvolia pierwsza dotarła do bramy, ale na złość ta okazała się zamknięta. Tymczasem rozszalały zainfekowany zwierz wielkości małego busa szalał wokoło rozrzucając zombie i auta z lekkością równą temu, z jaką łatwością odpędza się natrętne muchy. Gdzieś tam rozlegały się strzały jej męskiego współtowarzysza podróży. W końcu jednak potwór dorwał nie do końca rozgarniętego, ale wielkiego sercem gliniarza.
Povero bastardo — wyrwał się krótki komentarz z ust półwłoszki-półfrancuzki, gdy tamten skonał na miejscu, ciśnięty przez mastodonta na wiele metrów w dal, niczym szmaciana lalka.
Adesso nie miała jednak czasu biadać nad śmiercią Stackhouse’a. O wiele bardziej interesowało ją własne życie niż funkcjonariusza poznanego parę godzin wcześniej. A było czym się martwić. Wokół niej i pozostałych dziewczyn zacieśniał się krąg truposzy, zaś na otwarcie zamka wytrychem nie miała dość czasu. Na szczęście, gdy już prawie porzuciła nadzieję, szarpiąc raz za razem nieustępujące wrota, usłyszała głos czarnoskórego gliniarza. Zwiastował on ocalenie. Mężczyzna już po chwili pomógł im wejść do środka. Inżynierka nie zastanawiając się zbytnio ruszyła do środka komisariatu, nawet nie czekając aż policjant z powrotem zamknie bramę. Odetchnęła z ulgą dopiero jak była w środku, a mężczyzna zablokował deską wejście.


Adesso uważnie obejrzała wnętrze komisariatu. Było rozległe i imponujące. Wyglądało na to jakby w siedzibę policji zamieniono jakieś muzeum albo XIX wieczną posiadłość. Monumentalizm i piękne wykończenia robiły wrażenie na kobiecie obeznanej z obróbką materiałów oraz techniczną stroną konstrukcji. Jej wzrok chwilę później wylądował na Marvinie. Był ugryziony, więc jego los był równie przesądzony, co Jacka. Nie zamierzała mu tego jednak mówić. Przynajmniej, dopóki nie zdobędzie istotnych dla siebie informacji.
Tak, Jack Stackhouse — Emma odpowiedziała na wcześniej zadane przez funkcjonariusza pytanie — Strzelał do słonia osłaniając nas i... — zawahała się. Czy Jack wierzył, że zdoła zatrzymać zmutowanego słonia? Chyba tylko Val mu w tym pomogła, ale efekt ostateczny sprawił, że mężczyzna poświęcił się, aby one mogły uciec. Ale on sam mówił im, aby uciekały, a Emma chciała, aby poszedł z nimi... tylko, że wtedy „słoń” dopadłby ich wszystkich, tak jak dopadł jego...
A gdzie są wszyscy? — spytała po chwili. Na posterunku miał być punkt obronno-ewakuacyjny. Czyżby wszyscy uciekli już wspomnianym przez Jacka tunelem?
Wszyscy… — rozpoczął Marvin i zawahał się przez chwilę, odwracając wzrok — ...wszyscy którzy tu dotarli zostali odeskortowani na tyły posterunku. W kilku grupach, pod opieką policjantów.
Wyjaśnił, zarzucając głową w tył w stronę prawej części budynku.
Cały czas miałem z nimi łączność, ale w pewnym momencie, paręnaście minut temu, wysiadł prąd… Zapasowy agregat odpalił, ale wszystkie drzwi w budynku z elektronicznymi zamkami zresetowały się i zamknęły, a komendant Irons przestał odpowiadać.
Nie wiem co z nimi… — dodał po chwili, krzywiąc się z bólu podczas mówienia — Wtedy też dopadł mnie jeden z umarlaków… ubiłem go, ale… cóż… zostawił po sobie pamiątkę.


Emma skrzywiła się niezadowolona i zasmucona. Jeśli było coś gorszego od walki z tymi zombiako-podobnymi „ludźmi”, to właśnie świadomość, że zostało się zarażonym i że wkrótce się do nich dołączy.
Tak mi przykro… — wtrąciła Nicoletta z udawanym żalem — Ale niestety muszę zapytać… szukam mojej córki i teściowej. Jest jakiś sposób by dostać się na tyły posterunku, do tych ocalałych?
I chętnie pomogę, jeśli coś trzeba zrobić by odblokować drogę — zaproponowała momentalnie.
Jedyne drzwi bez elektronicznego zamka to te prowadzące do lewego skrzydła — wskazał na podwójne dębowe wrota znajdujące się zaraz po lewej stronie od wejścia do budynku — ... żeby odblokować resztę potrzebna jest karta dostępowa kogoś wyższego rangą. Kogoś ze S.T.A.R.S., komendanta albo porucznika. Moja też by zadziałała, ale została w biurze — wyjaśnił rzucając głową za siebie, by wskazać ponownie lewe skrzydło budynku.
Masz jakąś mapę obiektu, z zaznaczonym biurem S.T.A.R.S.? — zapytała śródziemnomorska imigrantka. Na moment przegryzła wargę. Z trudem przychodziło jej maskowanie swojego zaangażowania.


Oszołomiona Valerie długo nie mogła wydobyć z siebie głosu. Bestia, która zabiła sympatycznego gliniarza, a mogła zabić ich wszystkie, napędziła jej niezłego stracha. Uspokoiła w końcu oddech, uważnie lustrując dziwne wnętrze posterunku. Miała już kiedyś okazję być zatrzymaną przez policję, zwiedziła wówczas wielki komisariat w Seattle po demonstracjach przeciw wojnie w Zatoce oraz w Portland po jakichś zamieszkach studenckich. Porównania jednak żadnego być nie mogło. Przepych tutejszej hali przyćmiewał funkcjonalne i zdroworozsądkowe układy komisariatów Północnego Zachodu. To tutaj mogło stać w Beverly Hills, a nie w średnim mieście o niewielkim znaczeniu. Ktoś tu miał za dużo pieniędzy, stanowczo za dużo. Policjanci pracując w takich warunkach na pewno odczuwali presję, wiedzieli, że pracują nie dla stanu czy miasta, a dla hojnego fundatora tych luksusów.
Czy ci którzy ocaleli byli w dobrym stanie, czy też mogło spotkać ich coś niespodziewanego? Skąd przylazł ten truposz, z którym walczyłeś? — dyskretnie, lecz znacząco zerknęła na ranę Marvina. Obiecała sobie, że zajmie się głównie ocaleniem swej skóry, ale będąc na miejscu nie mogła odsuwać dalej myśli o ukochanej. Nic nie stoi na przeszkodzie, by parasol ochronny roztoczyć nieco szerzej. Świat wróci przecież do normy, Ameryka opanuje te okropne zjawiska, na pewno będzie miejsce na normalność. A jej normalność upomina się o wypełnienie życia o uczucia, z których zmuszona była niegdyś zrezygnować.
Kiedy miałem jeszcze z nimi kontakt, ostatnia informacja jaką dostałem to taka, że wszyscy dotarli do kryjówki u komendanta i są bezpieczni. Później już cisza radiowa… Jeśli chodzi o truposza, to po resecie zasilania chciałem dotrzeć do reszty, ale jeden z nich czaił się dosłownie za drzwiami. Dopadł mnie zanim zdążyłem zareagować — odpowiedział Valerie, po czym zwrócił wzrok na recepcję z komputerem PC, by pokierować czarnowłosą — Tam powinna być jakaś mapa, przynajmniej parteru. Poszukajcie w szufladach.
Malvolia zdecydowanie podeszła do recepcji i zaczęła grzebać w poszukiwaniu mapy obiektu. Po chwili wydobyła jakiś papier z jednej z szuflad. Zadowolna z siebie uniosła go triumfalnie.


„Swego czasu mieliśmy cały zestaw kluczy” – Emma w międzyczasie przypomniała sobie, że nie tak dawno w magazynie czymś takim dysponowali i fajnie jaby mieli to i teraz. Zdjęła plecak, aby nie obciążać się bez potrzeby. Jej ramiona, choć silne, odczuły ulgę.
Została tu może jakaś broń? Kamizelki kuloodporne, latarki, kajdanki? — zagadała spokojnie do policjanta, starając się nie urazić „umierającego” i brzmieć jak osoba, która po prostu bardzo chce przeżyć, a nie jak jakiś tam szabrownik.
Według mapy na parterze jest zabezpieczony pokój na depozyty — powiedziała brązowooka przyglądając się planowi posterunku — Jeśli pójdziemy pierwszymi drzwiami po lewej od wejścia, to trafimy do korytarza, którym podążając dalej powinniśmy dotrzeć w końcu do wymienionego miejsca.
Marvinie, masz klucze, albo kody do szafek? — zapytała od razu funkcjonariusza.
„Pierwszymi po lewej od wejścia... i co?!” – Emma nie była pewna o które drzwi chodzi i w ogóle nie wiedziała jak dalej iść.
Pokaż — powiedziała i stanęła obok Malvoli, przyglądając się uważnie planom pomieszczenia.
Tak… tak jak Pani mówi... — wskazał głową na Malvolię, jednocześnie dając im delikatnie do zrozumienia, że się nie przedstawiły — ...nie wiem wprawdzie co tam zostało, bo jak zaczął się ten cały syf, to większość broni i sprzętu została rozdysponowana… ale…
Czarnoskóry mężczyzna z trudem cedził słowa.
... być może coś tam jest. Kody natomiast znajdziecie w zachodnim biurze… Co prawda nie powinienem wam tego wszystkiego udostępniać, ale chyba cały ten burdel jest wystarczającym powodem do pewnych… nagięć.
Brązowooka zbyła wzruszeniem ramion sugestię Afroamerykanina odnośnie przedstawienia się. W obecnej sytuacji to były zbędne formalności, nie zamierzała też szastać swoimi personaliami na prawo i lewo bez powodu.
Widzę, to po drodze — stwierdziła wgapiona w mapę — I dziękujemy za wyrozumiałość, wszystkie zasoby są teraz na wagę złota.
Nie ma tu jednak zaznaczonego biura S.T.A.R.S. — rzuciła po chwili, odkładając wreszcie mapę do swojej torebki — Czy jest na którymś z wyższych pięter?
Marvin zmarszczył brwi wpatrując się w ciemnowłosą i przez chwilę wyraźnie zawahał się. Coś mu najwyraźniej nie pasowało w jej pytaniu. W końcu jednak rozluźnił twarz i odpowiedział.
Tak, na pierwszym piętrze, lewe skrzydło.
Dziękuję — odparła, zastanawiając się o co chodzi funkcjonariuszowi. Biuro S.T.A.R.S. było jedyną znaną i dostępną lokacją, gdzie mogliby dostać kartę dostępową. Dlaczego zdawał się jej nie ufać?
W czymś problem? — zapytała udając głupią — Są tam jakieś niebezpieczeństwa?
Nie, nie ma problemu. Co do niebezpieczeństw… same wiecie co się dzieje i tam, i tu — odpowiedział stanowczo Marvin, nie dając już więcej wskazówek na temat swoich emocji.
Proszę nas zrozumieć oficerze. Przeszłyśmy naprawdę dużo, dużo utraciłyśmy i nie chcemy już więcej porażek. Pańska pomoc i informacje pomogą nam przetrwać. Żałuję, że nie możemy się niczym odwdzięczyć, no chyba że … zdecyduje się pan na ostateczne rozwiązanie — wtrąciła się truckerka.
Choć starała się nadać brzmieniu swego głosu naturalny ton, pobrzękiwała w tej wypowiedzi dysharmoniczna nuta. Lekkie załamanie głosu zdradziło z jak wielkim, skrywanym napięciem proponowała policjantowi odejście przed przemianą w potwora. Miała w sobie dość siły, by pomóc potrzebującemu, by ofiarować mu czysty dar ostatecznej śmierci. To humanitarne, to coś jak eutanazja mająca ulżyć bezmiarowi cierpienia. To coś, co warto wdrożyć w życie, nim policjant stanie się dla tegoż życia zagrożeniem. Zerknęła też w mapę piętra odnalezioną przez Adesso. Postarała się zapamiętać mniej więcej rozkład, zwracając uwagę na schody przeciwpożarowe, które mogły posłużyć jako alternatywna droga na górę.
Oficerze, spróbujemy dostać się do depozytów, przy okazji może znajdziemy jakieś środki opatrunkowe na twoją ranę. Byłoby wspaniale, gdybyś mógł zabezpieczać nasze pozycje pilnując tego hallu na wszelki wypadek — naiwnie brzmiące słowa blondynki w bejsbolówce miały stanowić alibi, by nie zabierać rannego ze sobą. W końcu się podda i może być groźny, lepiej więc mieć go daleko od siebie, albo usunąć od razu.
Rozumiem do czego zmierzasz. Widziałem już co się dzieje z ugryzionymi. Mam jeszcze kilka godzin, przy dobrych wiatrach — jego ton był beznamiętny. Nie wyrażał sobą nic poza, być może, lekką rezygnacją — Zostanę tu, w razie, gdyby pojawił się jeszcze ktoś. Rozmawiałem z pewną grupą przez radio, mniej więcej w tym samym czasie co z wami, ale nadal tu nie dotarli…
Czy macie na posterunku jakieś środki komunikacji satelitarnej? — z kolei inżynierka zapytała Branagha — Bez tego nie uda się nam wezwać pomocy. Standardowa komunikacja telefoniczna leży albo została zagłuszona...
Zawiesiła ponuro głos.
W biurze S.T.A.R.S. jest całkiem dobry sprzęt. Możecie spróbować, o ile jeszcze działa — odparł porucznik.


Zanim Nicoletta schowała mapę, Emma zdążyła dobrze wpatrzeć się w plan posterunku. Wiedziała już, którędy do depozytów. Te drzwi za nimi i przejść przez pokój. I już, będą przed pokojem na dowody. Po co tak komplikować?
A gdzie jest tunel ewakuacyjny? — spytała, gdyż nie mogła go znaleźć na planie, a słowa Marvina potwierdzały to co wcześniej mówił Jack, o tunelu ewakuacyjnym.
Marvin tylko uśmiechnął się krzywo.
Gdzieś jest. Wszyscy o tym wiemy, ale tylko komendant Irons wie dokładnie, jak się tam dostać. Procedury i takie tam… rozumiecie…
Gdyby wiedzieli, gdzie jest tunel, to pewnie by z niego skorzystali, czyż nie? — zapytała retorycznie Malvolia — Myślę, że powinniśmy już ruszać do depozytów.
No właśnie myślałam, że oni właśnie tamtędy poszli. Na tyły posterunku i do tunelu — odpowiedziała Emma, która sądziła, że tamtędy właśnie ewakuowano ludzi.
Niekoniecznie. To tylko jeden pociąg, który łączy komisariat z obrzeżami miasta. Jeśli ktoś się chce tą drogą wydostać, musi czekać na wszystkich.
Ruszajmy, wcale nie mam pewności co do tego, że pociąg na nas zaczeka. Zgarnijmy jakieś wyposażenie i poszukajmy komendanta — rzuciła Richards. Nie dodając głośno, że skoro wierzy w powrót do normalności, to planuje zadbać by ten powrót nie zastał jej stratnej. Spalonej ciężarówki na pewno nie zwróci jej standardowe ubezpieczenie, musi więc sama zadbać o rekompensatę. Magazyn dowodów to może być istna kopalnia złota. Woreczek białego proszku dostarczony znajomemu ukraińskiemu bandziorowi na pewno pomoże zrefundować straty. Nie po to harowała ponad siły odbudowując firmę ojca, by zasrane zgnilce odbierały jej profity.
Pokój z depozytami. Te drzwi — potwierdziła Emma, wskazując kciukiem drzwi za po boku.
Valerie ruszyła w kierunku drzwi które wskazała Emma. Jakby co postanowiła po prostu przestrzelić zamek. Drobiazgi nie powinny ich zatrzymywać. Trzeba usuwać przeszkody, trzeba zadbać o wszystko, trzeba żyć. Dziewczyny podeszły do drzwi prowadzących według mapy do zachodniego biura. Zgodnie z tym co mówił Marvin, okazały się być zamknięte. Drzwi co prawda wyglądały na drewniane, ale po szybkiej inspekcji Val doszła do wniosku, że w środku znajduje się zbrojona płyta, co w sumie nie stanowiło wielkiego zaskoczenia, biorąc pod uwagę miejsce, w którym się znajdowali.
Malvolia z kolei podeszła do drzwi prowadzących do recepcji i je otworzyła.
Tylko tędy dostaniecie się do zachodniego biura, nie próbujcie bezpośrednio. Słuchałyście w ogóle policjanta? — powiedziała z wyrzutem do nieroztropnych dziewuch — Idziemy?
Dopytała patrząc na nie i trzymając klamkę od uchylonego wejścia. Emma westchnęła z rezygnacją. Wystarczyło się odwrócić na chwilę i już się pojawiały kłopoty... No cóż. Należało teraz podjąć jakieś działanie dla odwrócenia uwagi, aby uciąć wszelkie dyskusje, bo temat nie sprzyjał ich wzajemnym relacjom.
Idziemy — potwierdziła, biorąc swój plecak i ruszając w odpowiednim kierunku.
Richards z daleka dostrzegła, że połyskująca metaliczne powierzchnia nie nadaje się do forsowania siłą. Nawet trzymając pod pachą Mossberga z przedłużoną lufą nie wyważyłaby przeszkody. Zrezygnowała z dzikiego ataku. W zamyśleniu stała jak palec, rozglądając się uważnie wokół, analizując otoczenie. Adesso za to w końcu weszła do recepcji, robiąc to z odbezpieczonym pistoletem w ręce. Emma z kolei machnęła ręką, zachęcając Val do pójścia z nimi. Potem podążyła za Europejką. Teraz z plecakiem na plecach, a rewolwerem w dłoni.
 

Ostatnio edytowane przez Alex Tyler : 07-01-2021 o 18:29. Powód: MG zawraca dupę
Alex Tyler jest offline  
Stary 14-12-2020, 14:25   #3
 
Corpse's Avatar
 
Drzwi skrzypnęły przeciągle w zawiasach, kiedy Malvolia popchnęła prawe skrzydło do przodu. Spodziewając się ewentualnych niebezpieczeństw, od razu skierowała broń w stronę pomieszczenia, ale ku jej przyjemnemu zaskoczeniu, okazało się że nie dość że jest tam pusto, to jeszcze jasno jak w dzień.






Recepcja okazała się nad wyraz przyjemnym i zapraszającym pomieszczeniem, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Po prawej kobiety dostrzegły dwie brudne szyby, za którymi niewyraźnie majaczyło zachodnie biuro, stanowiące ich cel. Tuż pod kontuarem dla interesantów, na stercie kartonów, Valerie dostrzegła znajomą roślinkę. Obok niej znajdował się okrągły cokół z niewielkim popiersiem mężczyzny w policyjnej czapce. Po bliższej inspekcji Malvolia zanotowała w pamięci, że ten niezbyt przystojny facet z wąsem to sam Brian Irons, komendant R.P.D.

Druga strona recepcji w większości zastawiona została ławkami dla oczekujących petentów. Na jednej z nich Emma znalazła, porzuconą pewnie przez jakiegoś policjanta, paczkę naboi do pistoletu z trzema z nich nadal w środku. Bardziej niż naboje jednak, jej uwagę zwrócił ustawiony pod ukosem kontuar służący do wypełniania dokumentów, a konkretniej dwie wąskie szufladki ukryte pod nim. Ta dość nietypowa konstrukcja, rzuciła się też w oczy ciemnowłosej, kiedy skończyła już inspekcję popiersia. Dostępu do szufladek broniły dość prostej konstrukcji zamki, które nie powinny stanowić większego zabezpieczenia dla wprawnych rąk i wytrycha.

Kiedy dziewczyny zajęły się szufladami, kierowczyni rozglądała się dalej, badając wszystkie zakamarki niewielkiego pomieszczenia.


Za przepierzeniem Val znalazła ślady krwi na podłodze, zapewne należące do trupa który pogryzł Marvina, kiedy ten próbował tędy przejść. Prowadziły one do kolejnych drzwi, znajdujących się przy pogrążonym w ciemności oknie.

Uwagę dziewczyn zwrócił też sufit, który, jak na tak małe pomieszczenie, znajdował się o wiele za wysoko, tworząc tym samym efekt "komina". Mniej więcej w połowie wysokości pokoju, dostrzegły coś w rodzaju antresoli na której stała kolejna statua, podobna do lwa z głównego holu. Nie dało się z tej perspektywy określić co przedstawiała, ale na pewno warto było zapamiętać jej położenie w stosunku do innych pomieszczeń, aby ułatwić sobie dalszą orientację w terenie.

Ostatnią interesującą rzeczą na jaką trafiły ocalałe dziewczyny okazała się porzucona na podłodze, odręczna notatka.


Walanie się takich rzeczy po podłodze w ogólnodostępnej recepcji było co najmniej dziwne, ale biorąc pod uwagę co się działo w całym tym mieście, praktycznie nic nie miało już prawa sprawiać wrażenia oderwanego od rzeczywistości...
 
__________________
"It takes some intelligence and insight to figure out you're gay and then a tremendous amount of balls to live it and live it proudly."
- Jason Bateman

Ostatnio edytowane przez Corpse : 14-12-2020 o 15:32.
Corpse jest offline  
Stary 14-12-2020, 20:46   #4
Szefowa od PR i Promocji
 
Alex Tyler's Avatar
 
Adesso z gwałtownością i metodycznością komandosa wkroczyła do recepcji, celując w każdy kąt z przygotowanej broni. Szybko jednak zaniechała ostrożności i odetchnęła z ulgą, upewniwszy się, że pomieszczenie jest w pełni bezpieczne. Z racji działającego oświetlenia mogła też tymczasowo wyłączyć swą latarkę. Dobrze orientując się we wszelkich mapach i planach, od razu spojrzała na osadzone w ścianie po prawej recepcyjne szyby. Za nimi to majaczyło zachodnie biuro, stanowiące jej tymczasowy cel. Niestety były one pancerne, więc musiała się tam dostać w tradycyjny sposób, na około.

W międzyczasie Valerie znalazła kolejną z osobliwych zielonych roślin. Dostrzegłszy to półwłoszka-półfrancuzka pochwyciła nietypowy egzemplarz flory i od razu zaczęła łączyć z wcześniej przez siebie posiadanym, w rezultacie czego po odrobinie wysiłku uzyskała utartą mieszankę, która według znanych jej materiałów botanicznych mogła służyć jako prowizoryczny medykament, przywracający siły fizyczne zmęczonym i rannym.
Pojedynczo są słabsze, ale razem dają niezłego kopa — wytłumaczyła towarzyszkom — Szczególnie w zróżnicowanych kombinacjach.
Nie dodała, że w laboratorium osadzonym w rezydencji w górach Arklay w pewnym zakresie prowadzono badania nad tymi roślinami.


Po dokonaniu operacji na roślinie opalona choleryczka dokładnie obejrzała stojące na pobliskim cokole popiersie. Podpis ewidentnie wskazywał, że wyobraża ono Briana Ironsa, aktualnego komendanta R.P.D. Nicoletta dobrze zapamiętała sobie ten charakterystyczny wizerunek. Istniało spore prawdopodobieństwo, że będzie musiała złożyć wspomnianej personie wizytę... W tym samym czasie pośród ławek dla petentów druga z jej kompanek, Emma Press, znalazła porzuconą paczkę z kilkoma nabojami do pistoletu. Bardziej zajęta oględzinami popiersia, niż resztą pomieszczenia brunetka pozwoliła postawnej blondynce je zachować, nie zgłaszając do nich żadnych pretensji. Zwłaszcza że nieco później jej uwagę zwróciły dwie szufladki pod kontuarem służącym do wypełniania dokumentów. Po krótkiej inspekcji zorientowała się, że dostępu do nich bronią dość prostej konstrukcji zamki. Niestanowiące dla kogoś o jej wybitnych zdolnościach żadnego wyzwania. Od razu więc przeszła do ich otwarcia. Co nie zajęło jej dłużej niż dwie minuty. Jedna z szuflad okazała się pusta, lecz druga kryła w sobie dwa całkiem niezłe skarby. Mianowicie pasujący do jej egzemplarza broni celownik laserowy i przedłużony magazynek.


Zręczna inżynierka dość szybko zainstalowała obie modyfikacje i z ekscytacją zaczęła podziwiać ostateczny efekt.


Nieco później uwagę Malvolii zwrócił wysoko osadzony sufit. A także galeria usadowiona nieco pod nim, na której znajdowała się statua architektonicznym stylem nawiązująca do tej z głównego lobby. Zależność ta wydała jej się interesująca, więc odnotowała ten fakt w pamięci. Poza tym z ciekawych znalezisk jej i towarzyszkom trafiła się porzucona na podłodze notatka. Po odczytaniu tekstu śródziemnomorska ślicznotka przemówiła.
To po drugiej stronie budynku, ale później warto byłoby to sprawdzić. S.T.A.R.S. to jednostka specjalna, kto wie, może znajdziemy tam jakieś ciekawe fanty?
Szczerze mówiąc, liczyła na znacznie więcej...
 

Ostatnio edytowane przez Alex Tyler : 03-10-2021 o 18:23.
Alex Tyler jest offline  
Stary 19-12-2020, 02:50   #5
 
Mekow's Avatar
 
Szły powoli, w napięciu. Marvin co prawda mówił, że został sam w budynku, ale w zaistniałej sytuacji ogólnej - ostrożności nigdy za wiele. Trzeba uważać na wszystkie strony! Aby nie podzielić losu tegoż mężczyzny, skazując się na dołączenie do grona zombie.
Recepcja wyglądała czysto... a pomieszczenie w zasadzie jak każde inne - Emma nie zauważyła aby jego architektura miała oznaczać coś wyjątkowego. Choć przekonała się już, że popiersie nie musi służyć tylko jako ozdoba czy też drabina i zapamiętała jego obecność.
Jak to ostatnio bywało, nie przechodziły ot tak przez pokój, ale skanowały pomieszczenie w poszukiwaniu łupów i jakiegoś przydatnego sprzętu. Nie rabowały, tylko przeszukiwały i ratowały co przydatne. Musiały, jeśli chciały przeżyć. Emma dorwała kilka naboi więcej, a znała się na broni na tyle, aby rozpoznać, że kaliber jest odpowiedni. Zawsze coś, a może się wręcz okazać zbawienne.
Europejka zajęła się ziołami, a choć Press znała się na dietetyce, to z ziołolecznictwem nie była zaznajomiona. Ufała jednak czarnowłosej - jeśli ta mówi, że mieszanka ma właściwości lecznicze, to z pewnością tak właśnie jest.
- Super - odpowiedziała zadowolona, gdy Malvolia powiedziała o ich działaniu.

Ostatnią rzeczą godną uwagi, była zwykła notatka, ale bardzo liczyła się tu jej treść. Emma doskonale zdawała sobie sprawę, że to właśnie w sejfie trzymano najlepsze fanty. A sejf na posterunku policji można było liczyć jako drugą co do wartości okazję, zaraz po sejfie w banku. Z pewnością tam pójdą! A kod też łatwo było zapamiętać 2236, nawet Emma zapamięta, bo to jak wymiary jakiejś wychudzonej Barbie 36-22-36.
- Z pewnością warto. - odpowiedziała Emma. - A sejf jak telewizor, nieczęsto się go przenosi. Na pewno już tam został - zauważyła, bardzo zadowolona z perspektyw.
Ale żeby się tam dostać, potrzebowały najpierw kodów do drzwi, a te według Marvina znajdowały się w zachodnim biurze; którego drzwi były vis-a-vis z drzwiami do pokoju z depozytami. Dziewczyny były już blisko celów, więc nie należało się zatrzymywać na długo.
 
Mekow jest offline  
Stary 07-01-2021, 17:41   #6
 
Corpse's Avatar
 
Przeszukanie na pozór pustego pomieszczenia okazało się niezwykle owocne dla ocalałych dziewczyn. Uzbrojone w ulepszoną broń, dodatkową amunicję i roślinkę o niezwykłych właściwościach, ruszyły dalej w głąb komisariatu.


Drzwi za przepierzeniem okazały się o dziwo otwarte, jednak widok który zastały za nimi nie napawał optymizmem.


...klik, klak...

Korytarz pogrążony był w mroku, poprzetykany jedynie wątłym światłem z zewnątrz i pojedynczą lampą która świeciła zza zakrętu. Całość sprawiała wrażenie jakby rozegrała się tutaj nie lada batalia. Podłoga usłana była łuskami od naboi, ściany podziurawione i porysowane, a całości rozpaczy widoku przed nimi dopełniały walające się wszędzie śmieci i plamy krwi. Słabe światło latarki Malvolii omiotło pomieszczenie w poszukiwaniu niebezpieczeństw, ale na szczęście wydawało się puste, z wyjątkiem pojedynczego ciała policjanta, leżącego pod ścianą w miejscu gdzie korytarz skręcał w prawo.

...klik, klak...

Ruszyły przed siebie w ciszy, rozglądając się uważnie. Mniej więcej w połowie długości w prawo prowadziła krótka odnoga zakończona ścianą w innym odcieniu niż reszta korytarza. Wyglądało na to że dobudowano ją później, tym samym blokując na stałe jedno z przejść. Na ich nieszczęście, było to przejście, które akurat najbardziej by im się przydało.

...klik, klak...

Nie mając większego wyboru, ruszyły dalej prosto. Dotarłszy do ciała, uwagę Valerie zwróciła nienaturalna jego pozycja. Kucnęła i uniosła delikatnie głowę umarlaka.


Twarz mężczyzny została dosłownie rozcięta na pół. Dolna szczęka zwisała smętnie, trzymając się jedynie na kilku ścięgnach i resztkach mięśni. z dokładnością co do jednego, mogły obejrzeć jego uzębienie i plomby. Gdyby trzeba go było zidentyfikować, patolog miałby ułatwioną sprawę.




...klik, klak...

Dziwny odgłos który słyszały od wejścia do korytarza, przypominający kapanie wody, rozległ się teraz o wiele bliżej nich i gdzieś z góry. Czarnowłosa skierowała promień latarki na sufit i aż zachłysnęła się powietrzem.


Po suficie, z przerażającą łatwością, kroczył w ich stronę stwór z najgorszych koszmarów. Mimo humanoidalnych kształtów, przypominał bardziej eksponat z wystawy BodyWorlds, niż człowieka. Potwór pozbawiony był skóry, przez co z chirurgiczną dokładnością, można było obserwować wszystkie ruchy jego odsłoniętych mięśni i kości łopatek. Na wierzchu znajdował się również jego pulsujący, różowy mózg, a dłonie i stopy zmieniły się w olbrzymie kostne wyrostki przypominające zwierzęce pazury. W jednej chwili dotarło do nich co stało się policjantowi pod ścianą. Po prostu "zahaczył" twarzą o łapę stwora.


Jakby tego wszystkiego było mało, potwór odwrócił głowę w ich stronę, otworzył uzbrojone w ostre zęby szczęki i sycząc głęboko, wysunął długi na dobre dwa metry, różowy, oślizgły jęzor, którym zamachnął w powietrzu niczym biczem. Czubek języka prawie trafił Emmę w twarz, ale usunęła się w porę o krok do tyłu. Demonstracja mięśnia jamy gębowej stwora, przyniosła też jedyny jak dotąd plus. Dziewczyny dostrzegły że nie ma on oczu, a jego odsłonięty mózg łączy się bezpośrednio z makabrycznymi ustami.

Potwór stąpał powoli po suficie, ciągle zbliżając się do nich... Nawet jeśli był ślepy, miał też inne zmysły którymi w końcu je zauważy...
 
__________________
"It takes some intelligence and insight to figure out you're gay and then a tremendous amount of balls to live it and live it proudly."
- Jason Bateman

Ostatnio edytowane przez Corpse : 07-01-2021 o 17:48.
Corpse jest offline  
Stary 11-01-2021, 23:21   #7
Szefowa od PR i Promocji
 
Alex Tyler's Avatar
 
Zablokowany korytarz raczej nie wzbudził w Malvolii optymizmu. Trzeba było iść na około, a skoro zmierzch rozlał gęsty atrament i źródłem światła pozostawała zaledwie pojedyncza latarka, to każdy cień potencjalnie mógł być uzbrojony w pazur i zęby zainfekowanego mordercy. Ślady krwi i porozrzucane łuski tym bardziej wskazywały na namacalność niebezpieczeństwa. Wkrótce razem z towarzyszkami dotarła do zastygłego w pozycji siedzącej ciała funkcjonariusza RPD. Val widocznie postanowiła upewnić się, czy mężczyzna nie śpi bądź nie uległ reanimacji, ponieważ podeszła do niego i uniosła mu głowę. Adesso z trudem powstrzymała odruch wymiotny, widząc zmasakrowaną twarz i szyję policjanta. Poleciła tylko blondynie, by sprawdziła, czy nie ma on jakiegoś klucza albo amunicji, po czym szybko obróciła głowę, by nie patrzeć dalej na to makabryczne widowisko. Mniej więcej w tym samym momencie usłyszała coś jakby odgłos kapania wody o posadzkę. I powiedziałaby po prostu, że gdzieś tam cieknie instalacja, gdyby nie to, że dźwięk nabierał siły z każdą sekundą. Już wkrótce stał się on niemal namacalny i wydawał dobiegać wprost znad jej głowy. Wtedy inżynierka skierowała promień latarki na sufit, by sprawdzić jego źródło i aż zaniemówiła. W okamgnieniu jej opalona skóra przybrała barwę popielatoszarą, serce zabiło niczym dzwon, a cisnący się na usta krzyk powstrzymało jedynie instynktowne ugryzienie się w język. Europejka z przezorności natychmiast zgasiła latarkę, jednak bioorganiczna broń w ogóle na to nie zareagowała. Tak samo jak jej ataku nie wywołało pierwsze w kolejności skierowanie nań świetlistego strumienia. Czyżby była ślepa? Jej dotychczasowe zachowanie i badawcze wysunięcie paskudnego jęzora wydawało się to potwierdzać. Jeśli tak, to zwinna brunetka z łatwością mogła ją wymanewrować. Nie wiadomo jak dalece ów eksperyment był odporny na ostrzał, z pewnością jednak mógł urządzić je tak samo jak pobliskiego glinę. A to sprawiało, że o ile Nicoletta nie zostałaby do tego zmuszona, to wolała nie próbować swojego szczęścia w starciu z potworem. Zamiast tego pokazała towarzyszkom gestem, by zachowały milczenie. Potem ruszyła cichym krokiem w kierunku pobliskiego wejścia do archiwów. Z nadzieją wymalowaną na twarzy nacisnęła klamkę, najdelikatniej jak tylko potrafiła, zakładała bowiem że mutant kompensuje sobie brak wizji słuchem. Drzwi jednak, ku jej zawodowi, nie ustąpiły. W takim wypadku zachęcając pozostałe kobiety gestem, zaczęła się skradać dalej korytarzem. Byle oddalić się od źródła niebezpieczeństwa, w postaci szkaradnej istoty.
 

Ostatnio edytowane przez Alex Tyler : 03-10-2021 o 18:23.
Alex Tyler jest offline  
Stary 17-01-2021, 13:33   #8
 
Mekow's Avatar
 
Emma skrzywiła się z niesmakiem, gdy Val ruszyła napotkane zwłoki. Był to wręcz paskudny widok. Przynajmniej w przeciwieństwie do innych trupów, te tutaj już się nie ruszały, więc jedyne zagrożenie stanowiły dla psychiki ich trójki. Blondynka przymknęła oczy i odwróciła głowę, nie chcąc na to patrzeć.

Niestety nie dostrzegła prawdziwego zagrożenia. A to samo przypełzło do nich, po suficie.
Emma odruchowo odskoczyła do tyłu! W przeszłości, nie jeden obrzydliwiec leciał już do niej z jęzorem, ale to tu było zdecydowanym przegięciem pały!
Zaraz potem kucnęła nisko aby znaleźć się dalej od stwora i wycelowała w niego rewolwer. Sama nie wiedziała co zrobić i nie zdecydowała się na otwarcie ognia. Jej towarzyszki tego nie zrobiły, a poza tym stwór wydawał się ich nie widzieć. Nie miał oczu! Polegał na słuchu? Zapachu? A może to właśnie ten jęzor stanowił jego główny zmysł? Mówi się, że 90% smaku jest w zapachu, więc stwór mógł równie dobrze węszyć jęzorem... Emma nie znała się na biologii, więc pozostawała w domysłach. Wiedziała jednak w co celować, bo wyglądało na to, że potwór miał mózg na wierzchu.
Nie miała jednak zamiaru strzelać, skoro jej towarzyszki tego nie zrobiły. Zgodnie z pomysłem Malvolii, Emma zaczęła się skradać w odpowiednim kierunku. Przemieszczanie się w kuckach, nie było dla wysportowanej kobiety niczym niezwykłym. Trzymała się nisko, również ręce. Jednak nie spuszczała stwora ani z oczu, ani z celownika, gotowa w razie czego zareagować... Z nadzieją, że to nie będzie konieczne i uda im się przemknąć bez walki.
 
Mekow jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:18.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168