Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 23-03-2021, 22:32   #1
 
Ribaldo's Avatar
 
Sakramencka czereda


Sakramencka czereda

takowoż
Rapt infernalny
czyli jak to książę piekielny Asmodeusz, waćpannę Urszulę Duniewiczównę za żonę chciał brać
Rozdział pierwszy
czyli jak to diabły, wąpierze, a i innsze charakterniki przy jednym stole biesiadowały i o tem, jak wolę swego diabolicznego pryncypała, księcia piekielnego Asmodeusza spełnić dumały.


“Deszcze listopadowe budzą wiatry grudniowe”
przysłowie ludowe


Znicze na grobach nadal się jeszcze tliły, gdy cała ziemię wiatr srogi i mroźny we władanie wziął. W darze przyniósł on słotę i chmury ciężkie i ciemne, co od świtania, aż po sam zmrok niebo zasnuwały. Na próżno lud w górę spoglądał, coby choć najmniejszy promyczek słońca wypatrzeć. Obfite deszcze przez wiele dni ziemię chłostały, wskutek czego drogi rozmokły i w rzeki błotniste się zmieniły. .
W połowie miesiąca nawałnice ustały, ale wiatr mroźny, co do szpiku kości przenikał, nadał ze wschodu dął.
Wielu pobożnych i bojaźliwych za znak to poczytywało, że mroczne i straszliwe dni nadchodzą, co śmierć i trwogę wielką przyniosą.

Ach… gdyby tylko wiedzieli, jak wiele prawdy w ich obawach i przewidywaniach było, serce ich ze strachu zamarłoby.


***
Gdzieś na szlaku pomiędzy Kamarowiczami, a Turowem samotna karczma stoi. Dom prosty, a schludny, słomą kryty, o ścianach wapnem bielonych. Już z daleka podróżnym przyzywał, ciepło i schronienie obiecując.
Żyd stary, Ezechielem zwany, ją prowadził wraz synem Izaakiem i żoną Rachelą. We troje żywot spokojny wiedli, a szanował ich jednak lud prosty, jak i szlachta okoliczna. Ezechiel piwa, ni wina nie rozwadniał, kapustę z grochem i pieczyste miał smaczne, a i ceny przystępne.
Co wieczór, więc Ezechiel Bogu Najwyższemu dziękczynienie zanosił, że tak dobrym i szczęśliwym życiem obdarzył.

Od dwóch dni jednak spać on nie mógł. Mimo, że całodzienną pracą umęczon, to spokoju zaznać nie potrafił. Z boku na bok się przekręcał i z zazdrością na swą żoną Rachelę spoglądał, która w najlepsze snu zażywała. A on za nic w świecie nie mógł zaznać owego błogiego stanu. Niepokój wielki duszę i umysł mu mącił. Przyczyny nie znał, ale czuł, że coś strasznego się ku niemu zbliża.
Kolejną godzinę w okno bezmyślnie się wpatrywał, ale powieki choć ciężki opaść nie chciały. Gwiazdy by policzył, coby umysł zmęczyć i odpłynąć w krainę morfeusza, ale niebo czarne nad nim wisiało, jako wieko trumny. Chłód nieziemski ciało mu przeszył, gdy grozę tej myśli uświadomił sobie.

Nagłe w drzwi walenie, omal o zawał serca go nie przyprawiło i nim krzyk z podwórza się rozległ Ezechiel już wiedział, że Zły w jego progi zawitał.

- Otwieraj Żydzie! - darł się wniebogłosy Wielgusz - Piwa i strawę szykuj, bo gości zacnych mieć będziesz.
Goście z piekła rodem, ogiery swe do pala uwiązawszy, do drzwi karczmy walić poczęły i drzeć się wniebogłosy. Oba w kontusze szlacheckie odziane i pasem słuckim przewiązane, jako obyczaj każe, za ludzi uchodzić mogły. Rodowód ich jednak ostre rogi zdradzały, co im spod bujnych czupryn wystawały i kopytami, któremi ziemię w zniecierpliwieniu rozgrzebywały.
Ezechiel drzwi otworzył i nisko się skłonił.
- Ileż można czekać - warknął Kusy, diabeł niski o brzuszysku niczym jakowyś bęben kozacki - Piwa i miodu dawaj gospodarzu, bośmy po podróży spragnieni.
- I wieczerzę zacną szykuj, bo goście lada chwila się tu stawią, a z gołymi rękami to ich witać nie wypada. Wszak to same znamienite postacie - dorzucił Wielgusz, kompan jego, co smukły i wysoki był niczym brzoza.
- Dobrze prawisz, bracie. Sami możni i charakterni lada chwila się tu zjawią. Jak się dobrze sprawisz Żydzie, to nagroda cię nie minie. Zatem nie żałuj ni jadła, ni napitku i na stół dawaj, to co masz w piwnicy najlepsze - rzekł Kusy przy kominku stając.
Wdech wziął głęboki i w palenisko z całej siły dmuchnął i w mig ogień wielgi polana rozpalił.

***
Iście sakramencka czereda w karczmie Żyda Ezechiela się zebrała. Biesy, charakternicy, wąpierze, przy jednym stole się zebrały. Natura, jakby dla uczczenia tego infernalnego sabatu o odpowiedni nastrój zadbała,
Niebo bezgwiezdne nad karczmą się rozpościerało, a luna za gęstymi chmurami skryta została. Zimny, porywisty wiatr po polach hulał, drzewa do ziemi gnący. Jeno ulewnego deszczu, co strugami obfitymi, by glebę chłostał i świetlistych piorunów brakowało.
Nastrój iście grobowy wszystkim zawładnął. Nic zatem dziwnego, że Ezechiel i jego najmłodszy syn, Izaak, co to piekielnym gościom usługiwali twarze mieli blade i oczy pełne strachu.

- Salutem diabolus! - krzyknął Kusy, wznosząc w górę kielich pełny najprzedniejszego miodu z piwnicy Ezechiela.
- Salutem diabolus! - odkrzyknęło całe zebrane towarzystwo.
Złocisty trunek spłynął w gardziele i wnętrzności miłym ogniem wypełnił. Panowie bracia i reszta czeredy, bigos pałaszować poczęli. Jeno Kociebor, co ze swej ciekawskiej natury był znany był, ręce na piersi zaplótł i w te słowa do siedzący u szczytu stołu biesów się odezwał.
- Doprawdy cudne okoliczności przyrody naszemu spotkaniu towarzyszą. Mówcie jednak lepiej braciszkowie piekielni, po cóżeście nas zawezwali.
Kusy i Wielgusz spojrzeli po sobie. Po prawdzie liczyli, że towarzystwo już mocno pijane będzie, gdy im rozkazy księcia piekieł oznajmią, ale skoro pytanie padło nie było powodu, coby prawdy nie wyjawić.
- Nie my, mości panie, jeno sam Asmodeusz, książę piekielny, hetman infernalny siedemdziesięciu dwóch legionów demonicznych, możnowładca ósmego kręgu piekielnego, kniaź pożądania i pan udzielny lubieżności, kazał was tu zebrać. Wielki to zaszczyt i nobilitacja, że to wy wybrani zostaliście, aby wolę jego wypełnić.
Wielgusz wąsa podkręcił i waląc pięścią w stół, przemowę swego piekielnego przerwał.
- Rapt! - wrzasnął na całe gardło - Panowie rapt was czeka!
Kusy spode łba na brata spojrzał i dalej zebranym sprawę wyłuszczał.
- Pan nasz wszechmocy i potężny, świętobliwą panienkę za żonę pragnie wziąć i was wybrał, abyście mu ją przed jego tron piekielny dostarczyli. Wybranką jego jest waćpanna Urszula Duniewicz, córka charakternika zacnego, hultaja i swawolnika, co imię jego w całej Rusi i na Podolu jest znane. Imić Adam Duniewicz herbu Dulęba, wielkiego zaszczytu dostąpi, gdyż zięciem samego księcia piekieł zostanie. Imić Duniewicz żadnego sprzeciwu wobec małżeństwa tego nie wnosi, jeno siostra jego Jadwiga, co opiekę nad wybranką naszego pana trzyma, przeszkodę może stanowić. Stąd też raptem musicie ją wziąć i przed tron księcia doprowadzić. Dwór Duniewiczów cztery mile stąd stoi, we wsi Gruzdowo.

Cisza po przemowie Kusego zapadła niewymowna. Rapt obyczajem znanym był z dawien dawna, ale nikt nigdy nie widział, coby jeden z panów piekieł za żoną śmiertelną kobietę chciał brać. Sprawa niechybnie musiała mieć drugie, a może i trzecie dno. Piekielnicy jednak zobowiązani byli rozkazów infernalnych przestrzegać. Nie pozostało im zatem nic innego, poza tym coby do misji owej się sposobić.

Jeno Ezechiel, Żyd pobożny i prawy, choć wielki lękiem zdjęty, cichym głosem zapytał.
- Jak? Toż to nie godzi się, coby demon ze śmiertelną za żonę brał. Waćpanna Urszulka to przecież taka święta i niewinna niewiasta. Jakże to tak?
Wielgusz przeszył karczmarza ognistym spojrzeniem.
- Zamilcz parchu i wina dolej, bo toast wznosić będziem - po czym racicą kopnął Ezechiela w piszczel.
Ten wzrok w ziemię wbił i kulejąc, począł kielichy panom braciom napełniać.
- Za młodych - krzyknął Kusy z obleśnym uśmiechem, kielich ku górze wznosząc.
- Za młodych! - odpowiedziało całe towarzystwo.
Zabulgotało w przeklętych gardzielach i alkoholowy ogień brzuchy wypełnił.
- Jeśli jakieś pytania macie, mości panowie, to śmiało - rzekł Wielgusz, po udko kurze sięgając szponiastą dłonią - Wielce rad będziemy wszelkie wasze wątpliwości rozwiać.
 
__________________
I never sleep, cause sleep is the cousin of death
Ribaldo jest offline  
Stary 24-03-2021, 00:12   #2
 
Deszatie's Avatar
 
Lewko siedział w karczmie z diablim uśmiechem na ustach. Otoczony gwarem i wielce osobliwą kompanią, młody czart biesiadował ochotnie spełniając liczne toasty. Było co świętować. Połacie ziem zdobyte po kampaniach wojennych na wschodnich rubieżach, z Moskwicinem pokój, ze Szwedem rozejm, brać szlachecka zjednoczona. Obce siły piekielne, nie miały dostępu do Rzeczpospolitej, pludrackie i zdradzieckie nasienie nie zatruło szlacheckiej krwi. Dusze panów braci należały jedynie do polskich czartów i Pana z Łęczycy, którego Lewko wielce szanował. Tylko Ukraina - wyrodna siostra Korony i Litwy, targana częstokroć niepokojami, domagała się daniny z krwi, by nasycić pragnienie i użyźnić swe ziemie, rodzące obfite plony. Na wieki przeklęta ziemia, rozpacz i śmierć sprzyjały jednak polskim diabłom, które przekuwały je w grzech, by umacniać swoje wpływy i kusić tamtejszych okrutników do złego.

Tego wieczora Mazur nie był nawet skory do bitki, mimo że wokół roiło się od znanych potępieńców, charakterników i infamisów. Miód lipiec słodyczą rozlewał się po trzewiach i tłumił zapędy do bójek. Nie wypadało też czynić burd, niczym pospolici zawalidrodzy czy łotry. Wszak ten karczemny sabat miał szlachecki rodowód i zebrał czeredę wielu znamienitych gości.

- Zatem brankę mamy przynieść w darze Asmodeuszowi? - rzekł zaskoczony, jakby upewniał się jeszcze powtarzając echem to, co usłyszał od diablich posłańców. - Czarna kompania, a nie pośledniejsi banici czy klienci? Musieć cudna persona owa dziewuszka, skoro nas do tego weselnego orszaku zawezwano! - mlasnął, smakując miód, czarne oczy roziskrzyły się, choć sam zwykł tylko rozkazów Boruty słuchać, by jednak diabłów nie rozsierdzić dodał pojednawczo. - Takiej łaskawej prośbie nie lza jednak odmówić, ino żal tracić uroki biesiady. Młody czart powiódł wzrokiem po współtowarzyszach oceniwszy, czy żywią podobne uczucia. - Nic to, weselisko nam je jednak wynagrodzi, bo wasz książę w swym pysznym zepsuciu pewnikiem zaprosi nas na te sakramenckie gody! - Lewko łypnął na Wielgusza i wychylił kielich do cna, po czym stłukł go na z lekka wystającym spod czupryny rogu.

- A z ciotuchną, co opiekę sprawuje nad sikorką , cóż mamy uczynić? Wedle własnej fantazji, czy też udzielny los jej jest wyznaczony? - dodał kiedy tylko kolejny kryształ objawił się w jego dłoni.
 

Ostatnio edytowane przez Deszatie : 24-03-2021 o 07:13.
Deszatie jest teraz online  
Stary 24-03-2021, 18:26   #3
Rot
 
Rot's Avatar
 
Kociebor jadł i pił za dziesięciu. W jednej ręce dzielnie dzierżył skrzydełko perliczki, a w drugiej udziec barani. Był głodny jak wilk! A jak pany diabły stawiają to przecież nie będzie się ceregielić ze strawą, miodu sobie też nie żałując.

Dojrzał skulonego w kącie gospodarza.

-Zacna strawa panie bracie! – powiedział nie wypuszczając udźca z ręki i wlewając w siebie cały kufel piwa za jednym haustem.

-Salutem diabolus! – zawołał ze wszystkimi. Ale wreszcie ciekawość wzięła górę i o cel spotkania zagadał.

„Rapt?” Sam się zdziwił, ale toast za młodych wypił no bo wina przecież szkoda. W końcu otarł usta by przemówić.

-Panie diabły, ja żem nie od tego żeby wybory wielkiego Asmodeusza poddawać w dyskutę. Jeno twierdze, że ta niewiasta Urszula licha i chorowita jakaś, na modlitwach samych wychowana jeno do tego nadawać się może. Nie lepsza była by dorodna karczemna dziewka co ma czym oddychać i na czym na ławie usiąść? Taka też wie jak dogodzić lubemu i przed diabłem nie pęknie gdy staną przy łożu. Ja to bym jej nie brał pany bracia… Nawet jakby mi garść złota zapłacili. – powiedział wgryzając się w barani udziec. Przełknął.

-Dobra, żem się nagadał, ale do rzeczy przejść trzeba. Dwór Duniewiczów dużo ma straży? Jakieś niespodzianki brzydkie, klechy, czarownice? Dobrze to nam wiedzieć zawczasu.
 
Rot jest offline  
Stary 24-03-2021, 19:17   #4
 
Arthur Fleck's Avatar
 
Przy stole zajętym przez Azraela von Czirn pełno było palących się świec. Rozjarzone płomyki kaganków rzucały na twarz mężczyzny pomarańczowy poblask nadając trupiej karnacji żywszych, pełniejszych kolorów. Przez moment mniej uważny obserwator mógłby nawet pomyśleć, że to jakiś niewydarzony szlachcic zbłądził na gościńcu i przypadkowo trafił do przeklętej gospody. Von Czirn od trzydziestu trzech lat nie zaznał kąpieli słonecznych, dlatego po zmroku, gdy wybijała godzina drapieżnika uwielbiał się otaczać blaskiem świec i pochodni. Przyglądał się przy tym tańczącym ognikom, co jakiś czas wysuwał upierścieniowane długie palce ponad płomień. Choć skóra pozostawała zimna jak nagrobny kamień, ogień sprawiał mu taki sam ból jak śmiertelnym. Ból, łaknienie i pożądanie odróżniały go od zwłok choć cała reszta pozostawała w nim martwa. Miast ciała gniła jego dusza a wspomnienia dogorywały, stając czerwoną plamą. Rozpaczliwie starał przy sobie zatrzymać to najtragiczniejsze, noc swojej śmierci, noc swoich narodzin gdy zębami rozorał tętnicę świeżo poślubionej Katarzyny i wychłeptał z niej życie. Wiedział, że jeśli ją zapomni zniknie ból a zostanie już tylko łaknienie i pożądanie.

Wąpierz leniwie rozwalił się w ławie przysłuchując rozmowom. Co jakiś czas wznosił pusty puchar do toastu, wznosił też okrzyki, czy raczej może poruszał bezdźwięcznie ustami, bo nie w smak mu celebry i wiwaty. Bliżej zainteresował się spotkaniem, gdy padły w końcu pierwsze konkrety. Zaintrygował go ten piekielny mezalians, wiedział, że demony lubią chędożyć nie tylko lubieżne wiedźmy ale i rozmodlone szlachcianki, ale żeby brać je sobie za żony? Uświęcać związek sakramentem małżeńskim? Nie do pomyślenia. To musi być niezwykła pannica, pomyślał i od razu zaczął zastanawiać jak smakuje, skoro sam Asmodeusz tak uległ wdziękom niewiasty, że zdecydował porzucić kawalerski stan.
Gdy podszedł karczmarz z dzbanem wina chcąc uzupełnić puste naczynie trzymane w ręku mężczyzny, krwiopijca uniósł nieznacznie szczupłą dłoń pełną sygnetów i pierścieni uprzejmie mu dziękując. Skinieniem wskazał na chłopca pomagającemu staremu Żydowi.
- To twój syn? Powinszować. Pracowity i obrotny chłopak, chociaż niezbyt urodziwy. A macie może córkę panie? Nie zawołalibyście jej tu do mnie? Spragniony jestem. Towarzystwa.

Tymczasem dyskusje i narady trwały, padało coraz więcej szczegółów. Gdy von Czirn uznał w końcu, że czas zabrać głos wstał by wszyscy dobrze go usłyszeli i zobaczyli. Udało mu się dożyć wieku chrystusowego i na tyle właśnie wyglądał, brązowe długie włosy spięte w kucyk upstrzone były pasemkami, mieniącymi się na srebrno lub złoto, w zależności od tego jak padało światło. Pełne usta, mocno zarysowane kości policzkowe i skupione oczy. Dla słabych i podatnych na uroki, ciepłe, migdałowe, skrzące żarem a dla reszty zimne i zdradzieckie. Gadzie ślepia.
- W imieniu swoim i wszystkich tu zebranych pogratulować pragnę zaręczyn. Zaszczytem dla nas będzie poprowadzić pannę młodą pod samiuśki ołtarz by oddać ją w ręce tak zacnego oblubieńca – trudno było stwierdzić czy Azrael kpi czy mówi szczerze. On sam chyba tego nie wiedział –Nagród i zaszczytów oczywiście się nie spodziewam, niemniej jednak… słyszałem, że nasz książę piekielny jest niezwykle szczodry dla swych sług i zniewagą dla niego jest odmawiać gratyfikatów. Dlatego chętnie posłucham co szlachetni panowie mają do zaproponowania, nam skromnym profesjonałom.
Niewielu rzeczy w życiu pragnął wąpierz. Raz jeszcze ogrzać w blasku słońca. Przywrócić życie ukochanej żonie. Przetrwać za wszelką cenę. Do tej krótkiej listy dołączyła własnie chęć skosztowania, panny Urszuli Dunielewicz. Nie mógł jednak na głos wypowiedzieć tego życzenia, nie przy tych wszystkich diabłach i charakternikach. Zaczął się jednak zastanawiać czy to możliwe. Ona nic by przecież nie pamiętała, nie poskarżyła się mężowi. Ale zostałby ślad na szyi a wtedy Gabriel Czarniawa a, teraz Azrael von Czirn zyskałby kolejnego wroga. Najgorszego z wszystkich, gorszego od braci Katarzyny i ich synów.
- A jeśli o profesjonałach mowa. Skoro to nas, zacnych diabłów, wąpierzy i charakterników, sprawdzonych i skutecznych w czynieniu wszelakich niegodziwości poproszono o przysługę, to zakładam, że pani Duniewiczowa bratanicy sama nie zamierza zasłaniać wątłą piersią i gdzieś tkwi haczyk. Chętnie posłucham szczegółów panie starosto, do świtu jeszcze sporo czasu.
 

Ostatnio edytowane przez Arthur Fleck : 24-03-2021 o 21:12.
Arthur Fleck jest offline  
Stary 24-03-2021, 20:49   #5
 
Lynx Lynx's Avatar
 
Pan Bibrowski żarł i pił i pił i żarł. Był to diaboł słusznej wagi o posturze dużej beczki, czerwonej twarzy i paluchami jak serdelki, którymi zawsze trzymał kielich, lub mało co nieco dla swego niewybrednego podniebienia.

Biesiadował sobie i słuchał co tam kompani gadają, aż w końcu zdecydował iż nastał czas włączyć się do rozmowy.

Potężny bek zapowiedział, że Arkadiusz Bimbrowski będzie mówił. Wytarł jeszcze palce w obrus wziął kufel, by mieć czym gardło zwilżać jak gadać będzie i dopiero rozpoczął swą przemowę.
- Jakże to tak Pannice siłą chcecie brać mości Panowie? Siłą i groźbą to pobożnemu, a my Piekielniki jesteśmy. My ludzi wiecznym cierpieniem nie straszymy, ani nie każemy robić im czegoś wbrew swej woli. Duniewiczówna musi z nami po dobroci pójść inaczej nasz Pan posiądzie jedyne ciało, lecz nie dusze. Tak diabli obyczaj i tradycja nakazuje. Dzieweczka i tak zgodzi się na wszystko byle ojczulka swego ratować. O Ciotce cnotce powiem tyle "na pochybel z nią". Przybędziem do nich z pokojem i napitkiem prosić o gościnę dla wędrowców. Będą musieli nas wpuścić, albo złamać obyczaj. Tak czy siak otworzą się wtedy na nasze wpływy. Potem wystarczy wyłożyć Panience Urszulce iż najlepsze co zrobić może to pójść z nami. Słowa i kuszenie mości Panowie, nie siła gwałt. Na nie czas nastanie jak nas powstrzymać zechcą psubraty jedne.
Tak zakończył gadać i wrócił do jedzenie bo nową michę bigosu na stół podano, a wołał do Żyda jeszcze by mu piwa donieść.
 
Lynx Lynx jest offline  
Stary 25-03-2021, 19:43   #6
 
Ribaldo's Avatar
 

Kusy i Wielgusz westchnęli ciężko, a oddech ich gorący niczym wyziewy spod miecha kowalskiego. Żaden z nich tak licznych pytań i wątpliwości ze strony sakramenckiej czeredy się nie spodziewał. Z kurtuazją, jaką obyczaj nakazuje, jeno zapewnili pozostałych piekielników, że im wszelkich informacyi udzielą, ale kto to widział, żeby się eksplikacyi domagać. Toż to wbrew obyczajowi piekielnemu. Każden jeden bies wszak wie, że prikaz, to jest prikaz. Miejsca na dysputy i polemiki tutaj nie ma.
Dobrze prawił Hejdarz, podwojewodzi trzeciego kręgu, nadzorca smolarzy i widlarzy, że diabły, co po ziemi chadzają to swawolnicy, hulajdusze i niecnoty, co im we łbach jeno Aurea libertas i wszytkie prawa za nic mają.

Kusy szponiastą łapą chwycił miedziany kielich i wychylił go do dna, jednocześnie łokciem bodząc w bok swego brata. Wielgusz nie tylko większą swadę miał w mowie, ale takoż i pamięć lepszą.
Wstał zatem bies smukły i wysoki, niczem brzoza, a rogi jego powały niemal dotykały.
- Braciszkowie mili, ciekawość wielga u was. A przeta już dziecka wiedzą, że to jeno pierwszy stopień do piekła.
Kusy zarechotał z przedniego dowcipu brata i dłonią na karczmarza skinął, coby mu kielich uzupełnił.
- Pan nasz wielki i potężny przewidział to i dla waszego i misji dobra, wiedzę nam rozległą objawił. I tak... Nie wasza, to rzecz dumać, po cóż i na cóż księciu piekielnemu żona nie tylko śmiertelna, ale takoż cnotliwa i święta. Jego to zamysł, a wasim psim obowiązkiem wolę jego spełnić i tela.

Widać było, że bies straszliwie się męczy mowę wygłaszając. Umysł jego teraz jeno pijatyka i tłuste potrawy zaprzątały, a nie jakieś uczone dysputy. Siedzący obok Kusy, nie inaczej sądził. Któż to widział, żeby poważne dysputy toczyć, kiedy stół się od wina, miodów i smakowitego jadła ugina. Wielgusz wargi jeno zacisnął i kontynuował przemowę.
- Jak misję wykonacie, to rzecz bez znaczenia. Ważne jeno, żeby cnotliwa Urszulka żadnego szwanku nie zaznała i czystość swą, panu naszemu ofiarowała. Z ciotuchną i resztą jej sług czyńcie, co uznacie za stosowne. Dwór i domiszcze wszelakie w nim, spalić nawet możecie, jeno skarbczyk i piwniczka ocaleć musi. Posag wszak jakiś panna do małżeństwa wnieść musi.

Wielgusz westchnął ponownie i gardło piwem spłukał.
- Dwór Duniewiczów w cełym powiecie słynie z urody i gospodarskiej ręki, ciotuchny Jadwigi. Sług wielga tam liczba, a i zbrojnych do obrony nie brakuje. Precyzyjnym raportem to my nie dysponujemy, ale przeta mnogo was i siła wielka z wami i żadne pludraki i szaraki, szyku wam pokrzyżować nie mogą. Co do nagrody, mości Gabryielu, to nią niech umysł twój zaprzątnięty nie będzie. Książę Asmodeusz, jako sam mówisz, wobec sług swoich wiernych, wielce jest hojny i gratyfikcyi i tytułów nikomu nie poskąpi, jeśli tylko z zadania waszego się wywiążecie. Żadnych zatem waść haczyków nie szukaj, jeno pannę cnotliwą z Gruzdowa przed tron książęcy przyprowadź, a resztą się nie kłopotaj.

Na koniec bies z szerokim uśmiechem w stronę imić Bimbrowskiego spojrzał i tak do niego rzecze:
- W tobie bratku jeno ostatnia nadzieja. Widać, żeś piekielnikiem nie od dzisiaj i obyczaj dobrze znasz. Zatem musisz resztę czeredy moresu nauczyć, bo towarzystwo iście gadatliwe, a i wobec naszego pan podejrzliwe. Toż to się przecież nie godzi. Dobrze, że ani ja, ani mój brat w zwyczaju denuncjatwa nie mamy, bo różnie to by mogło z wami być, panowie. Plan zatem gotowy! - krzyknął - Wyśmienicie! Nie ma co zatem jęzorów strzępić. Wypijmy, bo mi w gardle zaschło.

Na to tylko czekał Kusy, który wnet z ławy się podniósł i już do toastów kielich wznosić.
- Za rapt i za kompanyię naszą!
- Salve! - wrzasnęła cała czereda.
- Dawaj tu mośku, córuchnę swoją! - krzyknął Wielgusz w stronę karczmarza - Niech nam co zaśpiewa, a i zatańczy.
Nie czekając na odpowiedź żydka, Kusy zaparł się pod boki i zaintonował ochrypłym głosem.
- Jestem sobie panem, gdy siedzę nad dzbanem...

Towarzystwo z ochotą pieśń podchwyciło i dalej wraz z diabelskimi posłańcami ryje wydzierać z całych sił. Po prawdzie każden jeden po kilka kielichów opróżnił był, ale mimo to nadal trzeźwość umysłu wszyscy zachowali. Stąd też wymijające odpowiedzi Wielgusza jeszcze większą ich wątpliwości budziły.
Biesy, jak to biesy, całej prawdy nigdy nie mówiły, zamiast tego wolały z lubością biesiadować. Kwestią otwartą pozostawało zatem, czy sakramencka czereda pragnie więcej informacyi zdobyć przed wyruszeniem na rapt, czy zadowoli się tym, co do tej pory z ust biesów padło. Kłopot jedynie polegał na tym, jak Kusego i Wielgusza, to większej wylewności zmusić.
 
__________________
I never sleep, cause sleep is the cousin of death

Ostatnio edytowane przez Ribaldo : 25-03-2021 o 21:26.
Ribaldo jest offline  
Stary 25-03-2021, 21:08   #7
 
Deszatie's Avatar
 
Szlachcicowi z ziemi rawskiej perora Wielgusza wystarczyła aż nadto, jeno skrzywił się wtenczas, kiedy ich tak pospolicie nazwano, wyższość okazując, niby jakowymś chudopachołkom. Czuły był zaiste na punkcie honoru i mazurska krew zawrzała w nim jak rtęć w tyglu rozgrzana. On w kompanii Boruty zasiadał! W łęczyckich ruinach pospołu z najczarniejszymi rogatymi biesami zamysły wojewody piekielnego spełniał, który przecież udzielnie władał terenami Rzeczpospolitej, a i przed samym Lucyferem karku nie zwykł zginać. A ten Wielgusz śmie na szlacheckiej ziemi, godności uwłaczać?! Szczęściem miód załagodził krewki temperament młodego czarta, który przekuł gniew w dalsze raptu roztrząsanie.

- Ano odwiecznym szlacheckim prawem pannę zagarniemy, my przecie nie łyczki jakieś, by prosić i w łaski się wkupiać. Niech lud tutejszy pozna, co to diabla fantazja! - Lewko uderzył otwartą dłonią w rękojeść szabli i przetarł wąs nadgarstkiem. - Wyrwiemy ją z ciotuchny drogich ramion, a dewotkę w czarnej żałobie ostawimy, że bratanicy żadnym sposobem ocalić nie mogła.

- Sądząc po waszmosciów apetycie. - spojrzał na pijanicę i charakternika, którzy pałaszowali wszystko, co pojawiało się na stole. - To piwniczka i spiżarnia biednego Icka osuszone i ogołocone zostaną przed północą. Trza nam ruszyć, co rychlej, a nie deliberować nad pustymi kuflami, bo gotowa nam jeszcze ta urodzona anielica w niebiosa ulecieć i cóż wtedy poczniemy? -rzekłbyś prawdziwa troska w tych słowach zabrzmiała, choć przez twarz czarta żaden grymas nie przemknął.

Mazur poczuł pragnienie, aby odetchnąć od zaduchu karczemnej izby i puścić się na smoliście czarny gościniec, z upiorną kompaniją. Dla czarta bowiem lepszej pory na rapt, kuszenie czy insze występki, nie było. Pełnie swych mocy zyskiwał, a i kryć się ze swą czarcią naturą nie musiał.

- Zatem jedźmy, nim kałdun Ariusza zacznie przypominać wór mąki z czarciego młyna, bo wtedy to tylko ochota, by lec i zachrapać na ławie przyjść może. Poza tem żaden koń, chyba że jedynie piekielna inflancka kobyła unieść go wtedy zdoła. - rzekł o kompanie-pijanicy jowialnie i rubasznie wierząc, iż ten nie obrazi się o drobny diabli przytyk, a i humor całej czeredzie się poprawi.
 

Ostatnio edytowane przez Deszatie : 25-03-2021 o 22:06.
Deszatie jest teraz online  
Stary 25-03-2021, 22:27   #8
Rot
 
Rot's Avatar
 
-Tylko nie psim wać pany! - powiedział oburzony Kociebor wstając.
-Nie godne to w towarzystwie robić ludziom takie przytyki! Jam że szlachcic i w służbie piekła ładne 10 lat już robię. O szacunek się upraszam, bo godmość moja znieważana być nie może! - Kociebor uniósł łeb wyniośle patrząc na oba czarty. Milczał chwilę.
-Brankę do Asmodeusza przyprowadzę. Tu dyskuty żadnej nie ma jeno o kulturę apeluje. - Na słowa czarciego kompana zastanowił się chwilę.
-Jak my wszycy wybór mamy to ja jednak fortel wole. Żal mi dobrej krwi szlacheckiej w tak błachej sprawie rozlewać. - westchnął smętnie.
-No chyba że po dobroci nie oddają to ich trochę poszturchamy, żeby decyje lepszą powzieli.
 

Ostatnio edytowane przez Rot : 25-03-2021 o 22:31.
Rot jest offline  
Stary 25-03-2021, 23:10   #9
 
Arthur Fleck's Avatar
 
Von Czirn bezszelestnie i znienacka zjawił się przy biesiadnym stole charakterników. W spokoju przeczekał alkoholowe jak sądził napady złości mości Kotowskiego, uśmiechnął się do niego wyrozumiale a gdy nastała w końcu cisza, zasiadł na końcu ławy i bawiąc kielichem zaczął przemowę
- Z panem Lewko, zgodzić się niestety muszę. O ile panom szlachciom stary Żyd jak może dogadza, jadło i miód pod czerwone nochale podstawia, tak o wąpierzu nikt nie pomyślał. Pan starosta na występy córuchny Ezekiela rozochocony, a boję się, że póki ja tu w jestem w gościnie, to panienka urodziwa pod kluczem będzie trzymana i do wschodu słońca nie wyściubi nosa poza swoją izbę. A Czarniawa swój szlachecki honor ma i nikomu zabawy psuć nie zamierza. Panie Bimbrowski, dobrześ pan prawił, tu trzeba panienkę Urszulę sposobem. Biorę to na siebie, chętnie się narzeczoną naszego rogatego pryncypała zaopiekuję i zatroszczę by ochoczo rozłożyła nóżki.
Von Czirn pauzę wymowną zrobił, jakby z żalem w pusty kielich spojrzał a potem przeniósł gadzi wzrok z powrotem na towarzyszy.
- Asmodeuszowi, w noc poślubną, rzecz jasna, zapomniałem dodać. Gdy ja będę urabiał Duniewiczównę, wy możecie zabawić się z ciotuchną i jej poplecznikami, uwagę jej odwracać i fortele stosować. Słyszę, że nie ma sprzeciwów. To dobrze, bardzo dobrze. Nawet po tym miodzie i węgrzynach trzeźwy osąd i rozsądek panowie wykazujecie, winszuję. Dobrze nam się będzie razem pracowało, ku chwale Księcia Piekieł.
 
Arthur Fleck jest offline  
Stary 26-03-2021, 17:48   #10
 
Deszatie's Avatar
 
- Sprytnie to sobie wykoncypowałeś Aspan, aleć my statystować w twoim teatrum nie zamiarujemy. - Lewko pokręcił głową, a grot jego spojrzenia utkwił w postaci nieumarłego.

- Ty szykownie panną się zajmiesz, urok wąpierzy rzucisz, niewiastkę w narzeczonym rozkochasz, jeszcze przed pokładzinami. Potemże splendory na cię sypną się, jak śniegi zimową porą. A nam cóż z tego skapnie? Słowo pochwalne? Drobne specyjały? Okruszyny wdzięczności? Nie, na to godzić się nie możem. Wespół dystynkcje obdzielić trzeba, by każdy na koniec równo obdarowan został przez Księcia Pysznego w Swej Lubieżności. - zakończył respons.
 

Ostatnio edytowane przez Deszatie : 26-03-2021 o 18:51.
Deszatie jest teraz online  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:24.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168