Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 16-06-2021, 22:23   #1
Banned
 
Tajemnica Miasta Sauk


Ethan Price siedział za kierownicą nissana vanette. To był całkiem nowy van. Dość komfortowy. Największy samochód, jaki mieli na stanie w wypożyczalni przy lotnisku Long Prairie Municipal Airport. Po locie z Chicago zasługiwali na nieco komfortu i mężczyzna był prawdziwie zachwycony tym, że znaleźli pojazd, w którym mogli się wszyscy pomieścić. Na szczęście nie musieli mieć przy sobie bagaży. Te już wcześniej zostały wysłane i powinny czekać na nich przy rezydencji nad Jeziorem Jelenim. Prowadził nissana po autostradzie numer 71, zmierzającej na południe stanu. Cieszył się przyjemnością, jaką dawało kierowanie samochodem. Nieznacznie uchylił okno po swojej stronie, aby wpuścić nieco orzeźwiającego powietrza. Powoli dochodził wieczór, jednak słońce wciąż prażyło wysoko na niebie. Odciskało się na dachu, podgrzewając całą zawartość pojazdu. Można było się spocić. No cóż, van był stosunkowo komfortowy, lecz klimatyzacja nie należała do jednej z jego mocnych stron.

Na pewno jednak należało do niej radio z odtwarzaczem kaset. Ethan włączył je, aby wszystkim uprzyjemnić jazdę do nowego domu. To nie był miły dzień. Rano musieli wstać, co łączyło się z bolesnym zdzieraniem dzieci z łóżek. Tak właściwie dla dorosłych to również nie była przyjemność. Mężczyzna dość długo denerwował się poprzedniego wieczora przeprowadzką, przez co słabo spał. Kiedy już zmrużył powieki, pół godziny później zadzwonił budzik. Mimo to robił dobrą minę do złej gry. Starał się być wesoły i podekscytowany, a przynajmniej takie wrażenie sprawiać. Czuł się poniekąd podporą rodziny. Musiał więc się tak zachowywać.

Rozmyślał przez chwilę, po czym zauważył, że piosenka Fleetwood Mac Family Man zakończyła się i wnet rozległ się kolejny hit. U2 z piosenką Desire. Ethan poczuł się niezbyt komfortowo, słuchając jej w towarzystwie dzieci. Chyba nie po to została napisana. Drgnął i odchrząknął.
- Nick dał mi na odchodne jedną z kaset ze swojej kolekcji Poznaj Wszystkie Stany z Maxem Rogersonem. Pomyślałem, że powinniśmy posłuchać jej razem. Minnesota jest całkiem wspaniała i chciałbym, żebyście również to dostrzegli! Mieszkałem tutaj przez jakiś czas, kiedy byłem w waszym wieku. Dom wuja mojego ojca jest naprawdę cudowny. Jestem przekonany, że spędzone w nim chwile będą niezapomniane również dla was - rzekł, kierując swój uśmiech do lusterka. Tak, aby ci na tyle mogli go dostrzec. - Przekonacie się, że nie ma co tęsknić za smrodem Chicago. W takim wielkim mieście czas płynie zbyt szybko i wszyscy spalamy się razem z nim. To, czego naprawdę potrzebuje człowiek, to nie wieżowce i rock’and’roll. Tylko przyroda i powrót na łono natury. Zasługujemy na spokój. I jeśli jest jedno miejsce na ziemi, gdzie napewno go znajdziemy, to jest nim stary dom ciotecznego dziadka - powiedział Ethan.

Następnie wyłączył radio i włożył kasetę, która wcześniej odpoczywała w schowku. Wnet rozległa się idealna dykcja Maxa Rogersona.
Minnesota. Stan leżący w środkowo-zachodniej części Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Posiada wiele różnych przydomków. Niektórzy nazywają ją Krainą Dziesięciu Tysięcy Jezior ze względu na dużą liczbę zbiorników wodnych na jej obszarze. W rzeczywistości jest ich jeszcze więcej! Zazwyczaj przydomki przesadzają. Wyolbrzymiają. Bardzo rzadko są zgodne z rzeczywistością. A naprawdę nigdy nie zawierają elementu niedoszacowania. Hmm… nigdy? Otóż to jedyny wyjątek! Minnesota posiada w rzeczywistości jedenaście tysięcy osiemset czterdzieści dwa krystalicznie czyste jeziora. No cóż, to właśnie od nich pochodzi nazwa tej części kraju, oznaczająca w języku Indian Dakota wodę, w której przygląda się niebo.

- Czyż to nie cudowne? - zapytał Ethan.
Łatwo mu było utrzymać wesoły ton, kiedy Max Rogerson sam brzmiał tak energicznie. Opowiadał o tym stanie zupełnie tak, jak gdyby faktycznie tu było coś interesującego. Jednak Price liczył na to, że nie znajdą tutaj takich rzeczy. Przecież dlatego właśnie udawali się do tego miejsca. To był w każdym razie jeden z licznych powodów. Spojrzał raz jeszcze w lusterko i uśmiechnął się do pozostałych.

Wnet zastygł… kiedy ujrzał swoje własne odbicie w tafli. Zmarszczki wokół oczu. Cienie pod nimi. Nieco nabrzmiałe powieki. Ziemista cera. Kiedy tak bardzo się postarzał? Przez moment odniósł wrażenie, że widzi ducha swojego własnego ojca. Raz jeszcze zerknął w lusterko. Lata spędzone w Chicago odcisnęły na nim swoje piętno. Był wziętym prawnikiem. Jednym z lepszych. Walczył o swoje. Nie tylko dla siebie. Również dla pozostałych. Dla rodziny. Tylko… jeśli tak było naprawdę… to dlaczego praktycznie w ogóle nie pojawiał się w domu? Jedynie pracował. I zarabiał. A potem zarabiał i pracował. Tak bez przerwy. W pewnym sensie zatracił siebie oraz wszystkie swoje pasje oraz faktyczne marzenia. Kiedyś tak bardzo lubił grać na gitarze, również malował. To wszystko zniknęło. Zamienił muzykę i sztukę na suchy, zimny marmur sal sądowych. Nie brakowało im pieniędzy, ale właśnie przez nie zginął. Ethan jakiego znał i pamiętał umarł. Pozostał tylko ten poważny, dojrzały mężczyzna, który spoglądał na niego w odbiciu luster. Zbyt spięty, żeby nawet posłuchać piosenki U2 z rodziną. Price nie chciał nim być. Jeśli coś jeszcze pozostało z jego młodości, to chciał o nią zawalczyć. Wczepić się w nią i zagarnąć dla siebie te ostatnie, żałosne resztki.

W Illinois to byłoby niemożliwe.
Dlatego znaleźli się w Minnesocie.
Kraina Dziesięciu Tysięcy Jezior nie jest jedynym przydomkiem Minnesoty. Inny to Stan Gwiazdy Północnej. Skąd takie określenie? Co może oznaczać? Otóż pochodzi z francuskiego motta stanowego, które zostało ustanowione w 1861. L’etoile du nord. Co oznacza właśnie „gwiazdę północy”. Pierwsi ludzie najpewniej przybyli tutaj około dwanaście tysięcy lat temu. Rdzenni Amerykanie, należący do klanów takich jak Dakota Sioux, Arapaho, Cheyenne, Iowa, Omaha, Winnebago i Ojibwe… a także wielu innych… przybyli tutaj wiele wieków później.

- Oj tak, właśnie cioteczny wuj prowadził pertraktacje z tym Indianami - powiedział Ethan. - Z tego co opowiadał mi tata, był prawdziwym dyplomatą. No cóż, najwyraźniej wszyscy mężczyźni rodu Price'ów od pokoleń mieli gadane - zaśmiał się, nawiązując do swojej kariery prawniczej. Teraz porzuconej, ale niegdyś wyjątkowo prężnej. - Zaraz miniemy Little Sauk. To mała miejscowość położona tuż przy autostradzie. Niekiedy z ciotką jechaliśmy tam rowerami na lody - powiedział. Zamilkł na moment. - O boże, a co, jeśli ta lodziarnia nadal istnieje?!

Ethan faktycznie poczuł się nieco lepiej. Jak gdyby przez samo to wspomnienie odmłodniał kilka lat.
- Następnie po lewej stronie zobaczycie Cedar Lake. Ale my pojedziemy dalej. Od autostrady odchodzi na wschód mała droga hrabstwa. Tam dojedziemy do campingu odziedziczonego po waszym zmarłym dziadku. Jestem przekonany, że wystarczy trochę wspólnej pracy i to miejsce znów będzie tętnić życiem i ludzie z całego stanu będą tu przyjeżdżać - rzekł. Jego oczy zaczęły błyszczeć. - My zamieszkamy na cyplu wysuniętym najbardziej w stronę Jeziora Jeleniego. To właśnie tam znajduje się rezydencja dziadka ciotecznego. Zamierzam dobrze wydać oszczędności. Przerobimy je na najwspanialszy Dom Weselny, jaki widziała Minnesota! Jezioro jest stosunkowo wąskie, ale długie. Ciągnie się na jakieś dziesięć kilometrów. Po drugiej stronie znajduje się miasto Seuk Centre. Czyli dość daleko od nas, jednak raz na miesiąc będziemy mogli zrobić zakupy w Walmarcie. Albo zjeść kanapkę w Subwayu. Żebyście nie mówili, że kompletnie odcinam nas od cywilizacji - Ethan zaśmiał się.
Jak już mówimy o latach, to może pokrótce poruszymy historię tego stanu. Otóż po zwycięstwie w Wojnie o Niepodległość Stanów Zjednoczonych nasz kraj opanował ziemię na środkowym zachodzie kontynentu, która wcześniej należała do Brytanii. Następnie w 1803 zakupiliśmy terytorium Luizjany od Francji. Fragmenty obu tych obszarów razem z ziemią wynegocjowaną od rdzennych Amerykanów została połączona w nasz stan. Najlepszy stan. Minnesotę! Potem już tylko dalej się rozrastała wraz z kolejnymi pokojowymi ugodami z indiańskim klanem Dakota, aż została oficjalnie ustanowiona w 1858 jako trzydziesty drugi stan. Kiedy trzy lata później wybuchła Wojna Secysyjna… nasi dzielni przodkowie byli pierwszymi, którzy posłali oddziały do walki!

Ethan zaczął rozpoznawać rzeźbę terenu i poszczególne drzewa. Serce w nim rosło. Poczuł ukłucie smutku, że większość ludzi, z którymi tu mieszkał, już nie żyli. Wujek, ciotka, ojciec, dziadek, dziadek cioteczny… wszystkich już niestety nie było. Został tylko Ethan oraz jego siostra. Ale na wszystko można było spojrzeć w sposób negatywny lub pozytywny. Price nie przeprowadził się tutaj, aby rozpaczać. Należało patrzeć w przyszłość. I dlatego tak bardzo cieszył się, że sprowadził tu rodzinę. Oni też musieli poznać to wspaniałe miejsce. Kolejne pokolenie Price’ów wnet zasiedli Jezioro Jelenie i wszystko wróci do normy. Chicago było potworem. Ethan mógł je zdobyć, ale nigdy nie było jego domem. W przeciwieństwie do tych obszarów, z których pochodził. Poczuł ciarki na przedramionach. Nie był tak podekscytowany od czasów… chyba właśnie dzieciństwa.
- Tylko nie jedzcie tu grzybów - rzekł. - Większość jest trujących - mruknął, jak gdyby coś wspominał. - A także… macie bezwzględny zakaz wchodzenia do jeziora. Nie wolno wam się w nim kąpać - powiedział.
Użył głośnego, wyraźnego i zdecydowanego tonu. Przez chwilę to nie był „tata Ethan”, a prędzej „prawnik Price”. Jednak po chwili uśmiech znów zagościł na twarzy mężczyzny.

Otworzył raz jeszcze schowek, w której wcześniej znajdowała się kaseta. Wyciągnął z niej pocztówkę, którą kupił na stacji benzynowej z myślą o dzieciach. Miała pozytywne przesłanie i liczył na to, że również na nie wpłynie. Położył ją w kieszonce tak, aby wystawała i była widoczna dla zebranych z tyłu.
- Każda przeprowadzka to prawdziwa przygoda - powiedział.

Minnesota to prawdziwe dzieło sztuki stworzone przez Matkę Naturę. Według legendy gigantyczny drwal Paul Bunyan i jego niebieski wół uformowali nasze jeziora swoimi odciskami stóp. Jednak w rzeczywistości topografia stanu została utworzona tysiące lat temu przez lodowce. To właśnie te powoli poruszające się masy lodu wyrzeźbiły liczne pola, niskie wzgórza oraz miriady jezior. Głębokie stawy, strumyki, skalne granie, gęste lasy i najwyższy szczyt Minnesoty… Orla Góra… Mamy tu naprawdę wszystko! Zachwyci was tutaj różnorodność nie tylko flory, ale również fauny. Amerykańskie kuny, rude rysie, piżmaki, szopy, jelenie o białych ogonach… cóż za wspaniałe ssaki! Dumne białozory, puchacze wirginijskie, bekasy… takie wyjątkowe ptaki! Chórzystki trójpasiaste, salamandry czerwonogrzbietowe, żółwie mapowe… jakże wyjątkowe płazy! Są tu również wspaniałe okazy należące do innych grupy świata zwierząt… ale o nich lepiej nie wspominać. Zapraszamy was do Minnesoty! Krainy topól osikowych, wiązów amerykańskich, klonów kłosowych, świerków białych i sosen czerwonych! Te ostatnie to oficjalne drzewa stanu! Rozkochajcie się w kolorach kwiatów Krainy Dziesięciu Tysięcy Jezior! Czerńce grubopędowe, znane również jako oczy laleczki ze względu na charakterystyczny kształt kwiatów. Czarnookie rudbekie! Słoneczniki! Tawuła biała! Słodki groszek! To prawdziwy raj na ziemi!

Ethan ekscytował się wraz z Maxem Rogersonem. Minęli Little Sauk oraz Jezioro Cedar. Mężczyzna odniósł wrażenie, że cofnął się w czasie.
- Prawdziwa przygoda, a nie mówiłem? - zapytał. - Jestem przekonany, że nie odróżnilibyście sosny od świerka, nawet gdyby zależało od tego wasze życie - zwrócił się do dzieci. - Kiedy byłem w waszym wieku, w wolnym czasie przechadzałem się po lesie, obserwowałem ptaki… pamiętam takie gniazdo szopów. Zakradaliśmy się za pole wiązów i oglądaliśmy przez lornetki małe pracze - Ethan zaśmiał się. - Chciałem nawet jednego wziąć do domu! Ale mama się nie zgodziła. To powiem wam, że jeśli wy napotkacie jakieś fajne zwierzątko, to je zachowamy. Oczywiście jeśli będzie tego chciało. Naszym zadaniem nie jest ingerencja w naturę. Jeśli będziemy dobrzy dla Sauk, to Sauk będzie dobre dla nas.


Byli już tak blisko. Po obu stronach drogi wznosiły się drzewa, rozciągały jeziora. Powietrze było świeże, czyste i słodkie. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, jednak kolor nieba był tak niebieski… Ethan czuł się jak w raju. W Chicago mieli nad sobą jedynie smutną, poważną biel. Czarne smogowe chmury, który wylewały z siebie toksyczny deszcz skażony chemikaliami. Człowiek nie powinien tak żyć. Miasta z metalu powinni zostawić androidom również stworzonym z tego surowca. Ludzie natomiast pochodzili od Boga i ich miejsce było pośród tego co stworzył.
- To początek - uśmiechnął się Ethan. - Początek lepszego życia. Na swojej drodze napotkacie wiele rozgałęzień, drogie dzieci - powiedział. - Grunt to umieć znaleźć to odpowiednie. A także potrafić zawrócić wtedy, kiedy zagłębicie się w złą odnogę. Byleby powrócić do domu. Dobrego domu.

Oczy Ethana iskrzyły optymizmem i ekscytacją.
- Naszego domu.
To tu urodził się Charles Schulz, twórca słynnych Fistaszków. Również aktorka Judy Garland, najbardziej znana jako Dorotka z Czarnoksiężnika z Oz. Minnesota wydała na świat Prince’a oraz Boba Dylana. To tutaj zostało wynalezione narciarstwo wodne. No cóż, przy takiej ilości jezior trzeba je jakoś wykorzystać! A ile inwestycji?! Budujemy centrum handlowe Mall of America, które zostanie oddane do użytku w 1992. Będzie największym w całych Stanach Zjednoczonych! Pięćset sklepów, siedmioakrowe wesołe miasteczko pełne prawdziwych, ogromnych kolejek górskich i zjeżdża…

- No, to dobrze, że czekają nas jeszcze co najmniej cztery lata bez tego ogromnego molocha - rzekł Ethan.
Wyłączył kasetę. Nie chciał, aby dzieci słuchały opowieści o niewłaściwych atrakcjach. Wszystko, czego potrzebowały, znajdowało się tutaj. Przy Jeziorze Jelenim i w okolicach. Do Mall of America nie udadzą się w najbliższym czasie, jednak wolał nie słuchać narzekań o tych okropnych galeriach, które zostawili za sobą w Chicago. Ethan czuł się szczęśliwy, ale nadal był zmęczony. Nie miał ochoty na niczyje narzekania.

Bardzo zależało mu na tym, aby wszyscy zaklimatyzowali się tutaj jak najszybciej. Kochał swoją rodzinę. Byli zwartą, trzymającą się razem grupą. Oczywiście, czasami kłócili się i nie zawsze odnajdywali kompromisy… jednak to było normalne. Cieszył się, że udało mu się ich tutaj ściągnąć. Wiedział, że jeszcze mu za to podziękują.


- To co? - zapytał i odwrócił się. - Wkrótce dojeżdżamy. Gotowi na spotkanie swojego nowego domu? - głos Ethana był pełen entuzjazmu.

Spojrzał po twarzach członków rodziny i najbliższych przyjaciół.
 

Ostatnio edytowane przez Ombrose : 17-06-2021 o 02:56.
Ombrose jest offline  
Stary 17-06-2021, 20:25   #2
 
Tildan's Avatar
 
Alexa Hatch nie najlepiej czuła się w rozgrzanym wnętrzu vana, choć musiała przyznać, że to było najrozsądniejsze rozwiązanie, by dotrzeć na miejsce. Tęskniła za swoim trójkołowym Harleyem Davidsonem – najnowszym nabytkiem, którym dopiero zaczynała się cieszyć, a który wynajęty kierowca miał doprowadzić z warsztatu za parę dni. Mimo to radowała ją wspólna podróż i perspektywa nowego życia u boku przyjaciół.


Kto by pomyślał, że nie tak dawne spotkanie z rodziną Price`ów w ZOO w Denver, zaowocuje tak radykalnymi zmianami w życiu ich wszystkich? Ale była przekonana, że było to najlepsze, co mogło ją w tej sytuacji spotkać. Po śmierci rodziców nic ją w Denver już nie trzymało. Nawet rozwód miała już dawno za sobą. Czas było pójść naprzód, a życzliwi i otwarci Price`owie po prostu jej to uświadomili.
Propozycja wspólnego zamieszkania w starym domu nad jeziorem początkowo ją spłoszyła. Nie chciała być dla nikogo ciężarem. Po szczerej rozmowie, w której obie strony opowiedziały o sobie na tyle szczerze na ile trzeba, by każdy zachował swój kawałek prywatności, Alexa podjęła decyzję. Postawiła też warunek, że będzie płacić Price`om czynsz i partycypować w kosztach remontów.

Nie znaczy to jednak, że przyznała się do terapii psychologicznej, korzystania z uroków marihuany oraz drobnych, acz niewytłumaczalnych incydentów, które przydarzały jej się po śmierci rodziców. Terapeutka składała je na karb jej nadwrażliwości i skłonności do depresji, ona jednak czuła, że kryje się za tym jakiś pierwiastek transcendentalny, a nie chciała być uważana za wariatkę.
Nie określiła by siebie jako osoby religijnej w zwykłym tego słowa znaczeniu. Już dawno odrzuciła katolickie wychowanie, które jej rodzice, Maura i Chris Hatchowie – Polak i Irlandka - usiłowali wpoić jej za młodu. Ciekawość wobec innych kultów i związanych z nimi artefaktów, które chętnie zbierała, wyniosła po części właśnie z owego barwnego imigranckiego środowiska oraz ze studiów humanistycznych na University of Colorado. Tam też połknęła bakcyla malarstwa i rękodzielnictwa. Ale jedyne co było w jej pojęciu najbliższe wiary, to szacunek dla niedefiniowalnej Istoty Najwyższej i powiązanego z nią, nieznanego bliżej świata duchowego. Bliska jej też była idea reinkarnacji, jednak o tym też zazwyczaj nie wspomniała, bo zwykle wywoływało to docinki i kpiny.

Alexa dostrzegła wyraz twarzy z jakim Ethan przez moment patrzył na swoje odbicie we wstecznym lusterku. Ona nie miała złudzeń, co do swojego wyglądu. Rude, krótkie włosy, jasna cera z wystającymi kośćmi policzkowymi i ledwo widocznymi piegami. Do tego szczupła sylwetka i „kurze łapki” w kącikach oczu, sprawiające że wyglądała starzej niż te 38 lat wpisane w jej prawo jazdy. Poprawiła słomkowy kapelusz leżący na kolanach, niezbyt uważnie słuchając pochwalnych peanów na cześć Minnesoty, płynących z odtwarzacza. Z lekkim niepokojem myślała o zimowych miesiącach, kiedy to przyjdzie jej się rozstać z ulubionymi, kolorowymi strojami w hipisowskim stylu. Motocykl też pewnie nie na wiele jej się wtedy przyda.
„Trzeba będzie pomyśleć o samochodzie terenowym,” – przemknęło jej przez głowę, ale odsunęła tę myśl na później. W końcu było takie piękne lato.
W tym momencie dotarło do niej pytanie Ethana. Uśmiechnęła się, by podtrzymać dobrą atmosferę.

- A co inaczej robilibyśmy wszyscy w tej puszce, co? – rzuciła żartobliwie. – Co do jeziora zaś, to przed kąpielą wolałabym popytać. Może mieszka w nim jakaś miejscowa Nessie?
 
__________________
Życie to ciągłe czekanie: na dorosłość, na miłość, na autobus, na ulubiony serial, na szczęście, na wakacje, na przyjaciela... aż w końcu na śmierć.

Ostatnio edytowane przez Tildan : 18-06-2021 o 19:46.
Tildan jest offline  
Stary 18-06-2021, 18:35   #3
 
Vesca's Avatar
 

Trumna.
Parna. Duszna…
Trumna.
Pachnąca…


Jej wzrok przeniósł się na wiszące z przodu samochodu odświeżacze o świerkowym zapachu.

Pachnąca świerkowym drewnem.
Łódź Charona powinna mieć taką samą woń.
Woń zapomnienia i tego wszystkiego co można było osiągnąć,
A co zostanie zapomniane.


Pisała tekst nie mogąc znaleźć ujścia dla własnych emocji. Lepsze było to niż patrzenie w szybę i obserwowanie kolejnych mijanych drzew. Po pewnym czasie zaczęło ją mdlić i musiała zmienić punkt zainteresowania. Wyciągnęła więc swój ‘Bazgrolnik’ i zaczęła spisywać myśli.

Midnight spał spokojnie w swoim transporterze pod jej nogami. Cieszyło ją, że przebrała się na lotnisku w coś dużo lżejszego, w skórzanych spodniach nie zniosłaby tej temperatury. Teraz krótkie do pół uda wyszargane jeansowe shirty dobrze komponowały się z koszulką ACDC, którą miała na sobie. Na głowie miała jadowicie żółte duże okulary. Chroniły jej wzrok przed słońcem i choć trochę zniekształcały obraz, który widziała… Nadawały mu surrealistycznego, nieprawdopodobnego koloru i dzięki temu mogła sobie po prostu wmówić, że był to pieprzony, bardzo zły sen…
A jak było powszechnie wiadomo, sny miały to do siebie, że kiedyś się kończyły.

- Pieprzona śpiączka - szepnęła sama do siebie, podsumowując wszystko co miało miejsce wokół niej. Upewniła się, że nikt tego nie dosłyszał. Celowo usiadła na samym końcu tego potwornego auta. Nie byłaby w stanie zdzierżyć siedzenia bliżej ze swoim ojcem…

Jej uwaga spoczęła na wezgłowiu siedzenia kierowcy. Gdyby miała wzrok Supermana, wypaliłaby mu teraz dwie dziury w czaszce. Niestety… Nie miała.
Spuściła oczy na swój notatnik i znów zaczęła pisać…


Zanotowała rzeczy do zrobienia na dziś, po czym zamknęła zeszyt i schowała do swojej torby.

”Minnesota. Stan leżący w środkowo-zachodniej części Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Posi…”

Ojciec włączył jakieś rzewne gówno, które miało wszystkich wprawić w ten wspaniały nastrój.
Sprzedawał je wszystkim wraz z lodami od kilku ładnych tygodni. Większość już połknęła. Jej to stanęło w gardle. Miała wrażenie, że zaraz się udusi. Konwulsyjnie wyciągnęła z torby walkmana i założyła słuchawki na uszy. Przewinęła kasetę do początku i puściła sobie składankę ‘Fuck U vol.1’. Kiedy jedni rozważali jak wspaniale będzie im nad jeziorami, ona zaopatrywała się w szwadron sprayów na owady i nagrywała swoje ulubione kawałki na kasety. Na sytuacje takie jak ta.

‘Iron Maiden - Run To The Hills’ podkręcone na odrobinę zbyt głośno, by zupełnie zbojkotować nagranie ojca, wypełniło jej głowę. Oparła się ponownie rozluźniona. Spojrzała na sufit samochodu. Poruszały się na nim cienie i wzory igrających świateł i odbłysków.

”To niefortunny obrót spraw dla wschodzącego zespołu MESS. Gitarzystka, założycielka i twórczyni tekstów rezygnuje ze współpracy i opuszcza nasze kochane Chicago. Plotki mówią, że miało to związek z jej burzliwą relacją z perkusistą Markiem i jego romansem z wokalistką Susan…”

Niechciane wspomnienie radiowej audycji wkradło się w jej głowę niczym paskudny karaluch. Ugryzło ją boleśnie i nim zdąrzyła je zatłuc, uciekło w mrok jej świadomości, zapewne, by czekać na kolejną okazję do ataku. Edith wzdrygnęła się.
Jej ojciec i jego kancelaria zadbali o to, by jej menager miała związane ręce i nie mogła przedstawić prawdziwej historii jej współpracy z grupą.
Edith rządała. Prosiła. Próbowała przekupstw. Wszystkiego, ale jej ojciec nie ustępował. Rozważała nawet ucieczkę z domu, ale on jakby czytał jej w głowie. Przewidywał jej ruchy zanim sama na nie wpadała. Był cholernie niesprawiedliwy…

"- Jeszcze mi za to będziesz dziękować."

Takimi słowy podsumowywał każdą kłótnię do której doprowadził jego samolubny, egoistyczny pomysł. Miała zaoszczędzone pieniądze i mogła sobie radzić bez jego pomocy. Kilka miesięcy sama by przeżyła, a potem coś by wymyśliła. Zawsze miała plan B i plan C. Obecnie jej wszystkie plany zamykały się w tym, że gdy dojadą na miejsce najchętniej postawiłaby wszystko w płomieniach i napisała o tym następny utwór. Nazwała go jakoś chwytliwie… ‘Beltane’, albo coś podobnego.

Gdzieś pomiędzy utworami dosłyszała, że jej ojciec coś gadał. Przechyliła głowę i oparła skroń o szybę. Wibracje samochodu sprawiały, że lekko obijała się o nią co kilka chwil, ale była w stanie znieść taki dyskomfort.
Czym była ta odrobina niewygody, przy tym morzu cierpienia, w którym brodziła?!

Ponoć jej ojciec miał wielkie serce. Ona uważała, że miał tak wielkie serce i tak cholernie dużą rodzinę, że jak już je wszystkim porozdawał, to o niej zapomniał…
Albo się mścił. Wiedziała, że sam kiedyś lubił muzykę. To on kupił jej pierwszą gitarę. Może zrobił to wszystko z zemsty? Była prawie pełnoletnia na tyle by móc pić hektolitry alkoholu. Jeszcze jeden rok i mogłaby imprezować do woli. Zwiedzić całe Stany.
Nie.
On miał dla niej lepszy scenariusz. Z rodziną i z nim. Na pogromie komarów, brodząc na rozmiękłym pokaleczonym jeziorami terenie. Jak nie zasklepione rany na skórze, liczne jeziora Minnesoty czyniły krajobraz za oknami pięknym i zarazem monotonnym. Nie zwróciła zbytniej uwagi na miasteczko, które mijali. Zapomniane przez Bogów i Demony miejsce z najdenniejszych seriali familijnych…

Nie usłyszała wesoło zadanego przez ojca pytania. Żadnych zakazów, ani żadnych historyjek, o których wspominał.
Zapewne nawet gdyby je usłyszała, miałaby to wszystko gdzieś.
Chciała zapalić. To był ten dzień.

Otworzyła transporter. Podrapała Midnighta za uchem. Kot zamruczał chwilę, przeciągnął się i znów ułożył wygodnie. Chociaż jemu jednemu wszystko było tak błogo obojętne.

Nie miała nic do nikogo… Tylko do swojego ojca. To wszystko była jego wina. Edith była już zmęczona tą podróżą. A nie wiedziała nawet, czy będzie miała swój własny pokój. Może i o tym Ethan Price zapomniał, kiedy już i tak nie miał dla niej litości. Może będzie spała w szopie, albo w budzie z Charliem… Skrzywiła się i wróciła do oglądania krajobrazu.
 
__________________
If I had a tail
I'd own the night
If I had a tail
I'd swat the flies...

Ostatnio edytowane przez Vesca : 18-06-2021 o 18:38.
Vesca jest offline  
Stary 19-06-2021, 07:46   #4
 
Arthur Fleck's Avatar
 
Noah siedział w fotelu, z nosem przyklejonym do szyby. Obserwował panoramę błękitnego nieba przesuwającą się leniwie za oknem vana. Wydawało się, że chłopak skupiony jest podziwianiu sielskich krajobrazów, żywcem wyjętym ze starych pocztówek, ale nie. Miał inny problem i musi z nim wytrzymać, bo jeśli nie wytrzyma i poprosi rodziców by zrobili krótki postój, znów usłyszy od matki „A nie mówiłam?”. Nie chciał dawać jej tej satysfakcji, dlatego chociaż prawie od godziny pęcherz wysyłał rozpaczliwe sygnały, że czas się odlać, wstrzymywał. Mógł nie wypijać całego sprite’a, ale gdy bateria w przenośnej konsoli się w końcu rozładowała i zaczęło go skręcać z nudów, z braku lepszego zajęcia co jakiś czas pociągał z butelki, nie wiedząc nawet, kiedy opróżnił jej zawartość. W międzyczasie próbował polaroidem pstryknąć parę fotek, za cel obrał miejscowych rednecków mijanych na jednej z malutkich, obskurnych stacyjek benzynowych postawionych na odludziu. Samochód taty był w ruchu, zdjęcie wyszło gównianie, tubylcy wyglądali na nim jak zjawy. Przez krótki moment zastanawiał się czy przypadkiem nie udało mu się uchwycić wizerunku ducha. Słyszał, że niektóre gazety płacą kupę dolców za takie fotografie. Zapomniał o perspektywie łatwego zarobku, gdy w podbrzuszu poczuł niemiły nacisk. Zacisnął kurczowo kolana od tego czasu odliczając czas, gdy w końcu ich oczom ukaże dom stryjecznego dziadka. Robił dobrą minę do złej gry, i chyba tylko Noelle widziała co jest grane. Pokręcił do niej głową by się nie odzywała, zawsze był zawzięty, nawet w takich sytuacjach.

Gdy Edith założyła na uszy słuchawki od walkmana, na chwilę zapomniał o swoich katuszach. Trącił lekko siostrę bliźniaczkę łokciem i nieznacznym skinieniem wskazał na blondynkę. Wieczorem, przed wyjazdem, gdy Edith brała prysznic, młodsze rodzeństwo dobrało się do jej kasety ze składankami zatytułowaną Fuck U vol.1 . Miejsce jednego ze szlagierów Iron Maiden zastąpił przegrany z radia hit zespołu Abba. Teraz bliźniak w napięciu obserwował minę starszej siostry, czekając na moment, gdy w głośnikach słuchawek rozlegnie „Mamma mia”. Noah nie był typem złośliwca, ani żartownisia, lecz odkąd Edith skończyła liceum i zaczęła grać w tym głupim zespole, czuł że przestała się nimi interesować. Właściwie to nigdy nie byli za mocno zżyci, dzieliło ich osiem lat różnicy, dla niej zawsze pozostaną już smarkaczami. Mimo wszystko ta jej obojętność trochę bolała. Może dlatego chciał zwrócić na siebie uwagę. Sprawić by zobaczyła coś więcej niż czubek własnego nosa. I nie podobało mu się jak traktuje tatę. Uważał, że stary jest całkiem w porządku. A pomysł by pomieszkać w innym miejscu niż Chicago też wydawał spoko. Starsza siostra się o to ciskała, ale podejrzewał, że to trochę taki bunt na pokaz. Przecież miała dwadzieścia lat, Ethan Price nie mógł jej już do niczego zmusić, gdyby miała odrobinę samozaparcia zostałaby w Illinois i żadna siła by jej stamtąd nie ruszyła a na pewno nie ich stary. Ale kasa ojca nie śmierdziała, a może po prostu Edith sama przed sobą nie chciała przyznać, że trudno jej rozstać się z rodziną, że nie jest gotowa pożyć na własny rachunek? Kolejną zagadką była ta baba, którą spotkali w Denver. Niezbyt spodobał mu się pomysł, by mieszkali pod jednym dachem z obcą kobietą. Chociaż dla taty obca się nie wydawała. Co nim kierowało, dlaczego to akurat jej złożył taką propozycję? Chłopak nie miał pojęcia. Dwunastolatkom zazwyczaj niczego się nie tłumaczy, tylko wydaje dyspozycje i polecenia.
- To co? Wkrótce dojeżdżamy. Gotowi na spotkanie swojego nowego domu? - głos Ethana Price był pełen entuzjazmu.
Noah słysząc pytanie poczuł niepomierną ulgę, jednocześnie nacisk na pęcherz się zwiększył, jakby ten żył własnym życiem i też zrozumiał słowa ojca, wystawiając chłopaka na ciężką próbę. Jeszcze mocniej zacisnął kolana.
- Nie mogę się doczekać. Gazu tato.
 
Arthur Fleck jest offline  
Stary 21-06-2021, 16:57   #5
 
Kelly's Avatar
 
People are lonely because they build walls instead of bridges.

Joseph F. Newton Men


Ludzie pozostają samotni, ponieważ budują mury zamiast mostów, ale niektórzy całkiem nieźle się w tej sytuacji czują. Owszem faktycznie, Martin Eden zwariował od samotności oraz braku zrozumienia. Jakże inaczej bowiem zinterpretować zakończenie powieści Jacka Londona? Niby był wśród ludzi, rodziny … miał narzeczoną oraz wreszcie pieniądze, kupę forsy. Chyba jednak lepiej niewiele oczekiwać, zwyczajnie skupiać się na swojej pracy oraz rzeczach, które są po prostu naprawdę fajne. Programowanie właśnie należało do takich rzeczy lubianych przez Tima. Siedział sobie w vanie, na kolanach kartkę papieru. Szkoda jedynie, że trzęsło na wertepach amerykańskiej prowincji. Stanowczo autostrad wycyzelowanych suwmiarką i poziomicą miejscowe szlaki nie przypominały. Przez to niekiedy, zamiast na przecinek, można pisało się jakiś zygzak. Kiedy wreszcie dojadą wytarga swoją walizkę oraz cud amerykańskiej myśli, czyli PC-eta jabłkowitej firmy. Spokojnie usiądzie sobie, zacznie programować, później wyśle dyskietkę na adres firmy. Póki co wynotowywał pomysły na usprawnienie aplikacji.

Ethan usiłował podnieść nastrój na poziom średnioprzyzwoity. Nadawał niczym katarynka na temat stanu oraz ludzi, których nie znał. Charles Schulz, który coś wynalazł? Nie znał, jednak świetnie znał Charlesa Schulza zwanego popularnie przez kumpli „Pierdołą”, kierownika zaopatrzenia oraz aprowizacji. Nikt go nie cierpiał, poza właścicielem firmy. Nieważne, a poza tym, C był sympatyczniejszy od Charlesów Schultzów. Choć trzeba przyznać, iż niekiedy, kombinując nad wyborem pętli, uprzejmie odzywał się powtarzając:
- Aha.
- Ciekawe.
- Interesujące.
Jakby naprawdę było ciekawe. Cóż, dojechać, dotrzeć oraz generalnie zamknąć się wewnątrz pokoju. Właściwie chyba zaczynał go boleć zadek.
- Początek hemoroidów? – pomyślał. – Albo jednak zbyt wyrobione siedzenie vana, które ugniatało kość ogonową. Szczególnie paskudne uczucie, kiedy koło podskakiwało na jakimś kamieniu. – Ciekawe, ile jeszcze? – pomyślał. Chciał wiedzieć, ale nie aż na tyle, żeby spytać kogoś. Pewnie Ethana, który zapewne śledził mapę. Jako prawik, znaczy prawnik, niewątpliwie obadał ją od góry do spodu zapamiętując najważniejsze kamienie, nie mówiąc już osadach.




Wreszcie nadeszła wiekopomna chwila, kiedy ogłoszono spotkanie z domem, oczywiście Ethan i jak zwykle usiłował wzbudzić entuzjazm.
- Oczywiście wujku – odpowiedział chyba zdawkowo, jednak uznając, iż coś odpowiedzieć wypada. - Na pewno słodki, wspaniały oraz ogólnie czeka na swoich nowych właścicieli, których przyjmie cudownym uśmiechem - rzucił jakoś coś, co chyba powinno zabrzmieć zarówno normalnie, jak optymistycznie. - Oczywiście gazu - powtórzył pełne wigoru oraz ulgi wezwanie kuzyna.
 

Ostatnio edytowane przez Kelly : 23-06-2021 o 13:02.
Kelly jest offline  
Stary 22-06-2021, 16:53   #6
 
Pan Elf's Avatar
 
Noelle spędziła część podróży wpatrzona w mały ekran przenośnej konsoli, należącej do Noah. Z fascynacją obserwowała jego zmagania z przejściem kolejnego poziomu, od czasu do czasu próbując wspomóc te wysiłki dopingującym komentarzem. Niestety, nawet najlepszy kibic nie był w stanie uchronić baterii przed rozładowaniem.
- Przykro mi - powiedziała szczerze, posyłając bratu pocieszający uśmiech. Chciała coś jeszcze powiedzieć o tym, że być może niedługo dotrą na miejsce i będzie mógł naładować konsolę, ale sama w to nie wierzyła, a była raczej optymistką.

Siedziała na środku, pomiędzy Noah a Edith, więc nie mogła pójść w ślady żadnego z nich i przykleić nos do szyby. Nie mogła też wyciągnąć z plecaka swojego pamiętnika. To znaczy mogła, ale nie chciała ryzykować koślawego pisma, bo starała się prowadzić zapiski bardzo starannie. Lubiła swoje notatki zaopatrywać w różne ozdoby. Często były to kolorowe naklejki, ale również wycinki ze starych czasopism, które mama pozwoliła uratować przed makulaturą, czy też własnoręcznie wykonane rysunki. Bardzo to lubiła, może nawet bardziej niż samo pisanie?
Pomyślała przez chwilę nad książką, ale żadnej nie spakowała do plecaka, wszystkie jechały zapakowane w kartony z resztą przeprowadzki, a poza tym, gdy czytała podczas jazdy, zaczynało jej się kręcić w głowie i ogarniało ją to dziwne uczucie, jakby zaraz miała puścić pawia.

Westchnęła cicho i wzruszyła ramionami. Edith wydawała się pogrążona we własnych myślach, a poza tym chyba już jej nie lubiła, bo przestała spędzać z nią czas i tylko krzyczała i złościła się na nią. Noelle często było przykro z tego powodu, ale nie mówiła o tym nikomu. Jedynie Noah wiedział, choć ani razu o tym nie rozmawiali. Pamiętała jak jeszcze kilka lat temu Edith znajdowała czas na wspólną zabawę czy po prostu siostrzane rozmowy. Teraz była już dorosła i najwidoczniej nie chciała mieć nic wspólnego z takim dzieciakiem. Może dlatego Noelle dała się namówić na ten psikus z kasetą? Czuła się winna, chociaż właściwie stała jedynie na czatach, a całą robotę wykonał Noah. Zawsze jednak tak było.

Ona i Noah byli praktycznie nierozłączni. Rozumieli się bez słów, zawsze się wspierali i zawsze stali za sobą murem. Noelle nie mogła więc nie pomagać mu w tych żartach, chociażby dlatego, by móc zawsze wziąć część winy na siebie. Teraz jednak był zajęty swoim polaroidem, więc i na niego nie mogła liczyć podczas dalszej części podróży.

- Nie wiem tylko czy Charlie polubi się z takim Panem Praczem - powiedziała wesoło w odpowiedzi na słowa swojego ojca. W końcu to on i jego opowieści przyszły jej z ratunkiem.
Kiedy on mówił, Noelle oczami wyobraźni widziała małego chłopca biegającego z rówieśnikami po lasach, z lornetkami przewieszonymi na pasku przez ramię.
Uwielbiała swojego tatę. Mamę też, ale to tato miał najfajniejsze opowieści. Cieszyła się bardzo na tą przeprowadzkę. Owszem, było jej trochę smutno, że musiała zostawić swoich przyjaciół w Chicago, ale obiecała im, że będą do siebie pisać listy i dzwonić od czasu do czasu. A może nawet rodzice pozwolą im się odwiedzić na wakacje? Cieszyła się, ponieważ oznaczało to, że w końcu tato będzie miał więcej czasu dla niej i reszty rodziny. Nie lubiła tego, że tak dużo czasu spędzał w pracy, że tak rzadko miał dla niej czas - podobnie jak Edith, ale z zupełnie innych powodów. Teraz to wszystko miało się zmienić!

- Nie mogę się doczekać nowego domu! - powiedziała z ekscytacją i szczerym uśmiechem, a potem spojrzała na swojego brata, czując pewną ulgę, że będzie mógł w końcu skorzystać z toalety.
- Ciekawe jaki będziemy mieć pokój? Może z balkonem? Ale byłoby super! Czy będziemy mieć huśtawkę w ogrodzie? A może basen?
Zastanawiała się na głos, wyliczając kolejne niesamowite rzeczy.
 
Pan Elf jest offline  
Stary 23-06-2021, 11:12   #7
 
Delimbre's Avatar
 
Wiadomym nie od dziś jest, że życie zatacza kręgi, a historia lubi się powtarzać. Tak było i tym razem, gdy Ethan Price wraz z rodziną zdecydował, że pora uwolnić się od tłocznego i głośnego Chicago, by wrócić na dziewicze ziemie Minnesoty.
Starsza kobieta nie mogła powstrzymać radości, gdy usłyszała te wieści od swojego zięcia. Sama uwielbiała przyrodę, a przeprowadziła się lata temu w okolice wielkiego miasta tylko po to, by być blisko ukochanych wnuków i w razie potrzeby móc zapewnić im opiekę. Im dzieci jednak były starsze tym rzadziej ją odwiedzały, bo były na tyle dorosłe, że mogły zostawać już w domu same, lub spędzały czas w towarzystwie swoich rówieśników. Z radością wspominała czasy, gdy maluchy ledwie chodziły, a ich rodzice przyprowadzali je, gdy sami musieli zostać w pracy po godzinach, lub wybierali się na kolację. W końcu teraz, gdy będą mieszkali razem, miała nadzieję spędzać więcej czasu z młodzieżą, jak i nadrobić relacje z własną córką i zięciem. Bo rodzina to najważniejsza wartość i Mitena zdawała sobie z tego doskonale sprawę.

Początkowo chciała wyjechać kilka dni wcześniej, by uprzątnąć nieco ich nowy dom, przygotować wszystko na ich przybycie, by nie musieli zajmować się tym po dojechaniu, a jedynie spokojnie poznać nowe otoczenie. Wyobrażała sobie także, jak reszta rodziny przyjeżdżała, a ona na powitanie serwowała im ciepły obiad, racząc od razu słodkim zapachem pieczonego ciasta.
Niestety, ze względu na jej wiek, nie pozwolono jej podróżować samej, zapewne w obawie, że się zgubi lub zasłabnie, w te gorące dni, sama na lotnisku. Pomimo tych obaw zapewne i tak sama by się wybrała, jednak nie znała dokładnego adresu tego nowego domu, a że nie była już tak rześka jak kilka lat temu, nie mogła pozwolić sobie na błądzenie po okolicy i pytanie przypadkowych ludzi o rzekomą posiadłość z nowymi właścicielami.
Dodatkową przeszkodą, która uniemożliwiła jej taką wyprawę był także kłujący ból w kolanie, choć ona raczej nazywała go lekką niedogodnością.

W samochodzie było duszno i gorąco, logiczne, biorąc pod uwagę temperaturę na zewnątrz jak i nagromadzenie ludzi wewnątrz. Nie dziwne więc, że Mitena często sięgała po wodę w szklanej butelce, a gdy z niej piła, rozlegało się ciche dzwonienie różowych kryształów górskich, zatopionych w cieczy, jednak monolog z radia skutecznie zagłuszał ten dźwięk.
Nie wdawała się raczej w dyskusje, zajęta myślami, a raczej planami zagospodarowania nowego ogródka. Z pewnością roślinność będzie zajmowała dużą część terenu, a ona miała nadzieję posadzić całe mnóstwo kolorowych kwiatów i ziół leczniczych w specyficznej konfiguracji. Wymagało to nieco architektonicznych zdolności, ale nie mogła przecież pozwolić, by rośliny przebywały w nieszczęśliwym towarzystwie. Każdy z kwiatów i ziół potrzebował otoczenia jakie będzie akceptował i lubił, a nie gryzł się i dominował o zasoby wody i promienie słońca.
Niestety nie mogła zabrać ze sobą sadzonek, więc przy najbliższej okazji będzie musiała znaleźć sklep ogrodniczy, lub lepiej jakąś szkółkę. "A po upieczeniu aromatycznych ciasteczek spróbuję zapytać jakieś sąsiadki o szczepki ich roślin." Oczywiście miała nadzieję, że będą mieli sąsiadów, a nie jedynie posiadłość pośrodku niczego.
O finanse nie musiała się martwić, odziedziczyła niewielki majątek po swoim mężu, za zwłaszcza po sprzedaży gospodarstwa, które ten prowadził, jednak nie była rozrzutna. Mawiała, że ma akurat tyle, żeby mieć spokojną emeryturę, bez zamartwiania się o to, czy będzie miała co włożyć do garnka. Wiedziała, że w razie problemów rodzina z pewnością ją wesprze, jednak powtarzała, że wolałaby wylądować w przytułku niż być dla kogoś ciężarem.

Kątem oka obserwowała także innych pasażerów pojazdu, dalszego kuzyna, którego nie miała jeszcze okazji lepiej poznać i rzekomą przyjaciółkę rodziny, bo bidulka nie miała się gdzie podziać po jakiejś tragedii życiowej, a przynajmniej tak słyszała. Oczywiście nie miała nic przeciwko zabraniu ich, w końcu im więcej tym weselej, a im także należał się odpoczynek od wielkiego miasta i zaznanie spokoju na łonie natury.
W międzyczasie podrzucała też dyskretnie dzieciom landrynki i konspiracyjnie puszczała im oczko.

W końcu, po zdecydowanie zbyt długich godzinach jazdy, Ethan zapowiedział, że są już niedaleko i Mitena odetchnęła z ulgą, uśmiechając się lekko kącikiem ust. Była chyba równie podekscytowana jak dzieci zobaczeniem tego nowego domu wraz z ogrodem.
 
Delimbre jest offline  
Stary 25-06-2021, 16:38   #8
 
Obca's Avatar
 
- Tam po lewej stronie znajdują się pola - powiedział Ethan. - Oraz jakieś stare budynki. Nawet jako dziecko tam za bardzo nie przebywałem. Mama bała się mnie puścić w otoczenie nieznajomych. Bo wtedy camping również funkcjonował. Postaramy się doprowadzić go znowu do czasów świetności - dodał. - Te pola należą do nas. Dobry gospodarz potrafi zadbać o swój dobytek. No, ale to później. Z tego co pamiętam, to teraz skręcimy w prawo.


Samochód zjechał z głównej drogi na leśny podjazd przy jakimś rozklekotanym drogowskazie. Pewnie trzeba będzie to naprawić, w swoim czasie. Grube pnie starych drzew mijanych w oknach najpierw się zagęszczały, by po chwili rozrzedzić się. Teraz przepuszczały jak najwięcej słońca na leśne runo i w końcu ustąpiły wielkiej polanie oraz brzegu jeziora.
Dom był spory. Z zewnątrz drewniany, obok niego stał daszek, zdecydowanie wybudowany niedawno, a na pewno nie wtedy kiedy dom. Daszek zamiast garażu. Garaż zrobi się później.
Około stu metrów od domu zaczynało się jezioro i pomost. Ciemna woda odbijała promienie słoneczne i lekko szumiała. Istna sielanka dla kogoś kto potrzebował oderwać się od cywilizacji.

Ethan Price zaparkował samochód w cieniu i zgasił silnik. Drzwi pojazdu zaczęły trzaskać, kiedy cała rodzina wylała się z niego na świeże powietrze. W środku pozostała tylko żona i siostra Ethana oraz jej córka. Wszystkie cierpiały na migrenę i chorobę lokomocyjną, więc lepiej było ich w tej chwili nie dręczyć.

Panował upał, ale świeża bryza zawiewała od strony wody. Ich czteroletni owczarek niemiecki o imieniu Charlie, sierściuch, zaczął krążyć po polanie z nosem przy ziemi. Zatrzymał się koło pierwszego drzewa, oznaczył go moczem i poszedł dalej obwąchując cały nowy teren. Oznaczył kolejne drzewo a potem krzaki by w końcu puścić się biegiem w kierunku wody jakby chciał się ochłodzić.

Jednak zamiast wskoczyć i wrócić jako szczęśliwy mokry pies. Charlie zatrzymał się nad samym brzegiem. Postawił uszy, zapiszczał i zaczął chodzić wzdłuż małej plaży jakby bał się zamoczyć. By w końcu wrócić do rodziny z położonymi po sobie uszami.

Ethan westchnął ciężko.
- No cóż, zwierzęta mają dobry instynkt. Skoro Charlie boi się kąpać w jeziorze, to macie najlepszy dowód na to, że wy również nie powinniście. Wydaje mi się, że to przez… - mężczyzna zamilkł na moment, zastanawiając się. - Przez pijawki. Pamiętam, że jak byłem mały, to babcia zachorowała i lekarz próbował ją nimi leczyć. Może zostały złowione właśnie tutaj? - mężczyzna wzruszył ramionami.
Następnie zgiął się w stronę Noego i Elle. Zaczął ich łaskotać.
- Chcecie, by was pożarły oślizgłe, okropne robaki?! - rzucił, z trudem powstrzymując śmiech. - No chcecie? Chcecie?


Słońce zachodziło nad Jeziorem Jelenim. Wiatr szumiał w okolicznych drzewach, delikatnie smagając taflę wody. Odcienie żółci, brązu i pomarańczy wzięły we władanie tę cząstkę świata. Niebo pokryło się niskimi, ciemnymi chmurami, jak gdyby przepowiadając nadchodzącą burzę. Mimo to można było dostrzec pomiędzy kłębiącą się warstwą przebłyski światła. Lśniły jasno niczym nadzieja w sercu Ethana, że właśnie w tym miejscu odnajdą szczęście.

Wrócił do samochodu. Znalazł w skrytce mapę domu oraz okolicznych terenów. Zaczął przeglądać umiejscowione na niej napisy.


Sam domy był wielki, parter, pitro i pewnie duże poddasze, o czym świadczyły okna na drugiej kondygnacji. Był zbudowany z kamienia i wyglądał jak coś z innej epoki. A na pewno na jakiś domek kamienicy a nie dworek w lesie… choć za taki mógłby z pewnością uchodzić.

- Muszę przyznać, że architektura może być nieco myląca - rzekł Price. - Widzicie tutaj dwa osobne wejścia od przodu? Są nie bez powodu. Dworek został wybudowany przez obu braci Price’ów. Mieli na imię Jeremiah i Elijah - tłumaczył Ethan. - Jak się domyślacie, miało to miejsce bardzo dawno temu. To w rzeczywistości bliźniak. Lewą część posiadał Jeremiah, a prawą Elijah, nasz przodek. Mieszkali razem, choć osobno. Niestety rodzina Jeremiah znik… przedwcześnie umarła. Bez dziedzica, lewa część została odziedziczona przez gałąź rodu Elijah. Od tego czasu w rodzinie krąży przesąd, by za wszelką cenę nie wchodzić przez lewe drzwi do środka, bo może to przynieść pecha. Można jedynie przez prawe - mruknął. - To stare zabobony, ale i tak zostałem wychowany w tym, że lewe złe, a prawe dobre - mruknął mężczyzna, stojąc przed dwójką drzwi. - Jak ktoś chciał przedostać się do lewej części, to musiał przejść przez ogród wewnętrzny. Babcia sadziła tam tyle oczyszczającej szałwi, że starczyłoby dla aptek w całej Minesocie. Uważała, że ten ogród to swoisty odpowiednik śluzy oczyszczającej w szpitalu zakaźnym… czy coś takiego - Ethan wzdrygnął się.


- Oczywiście to tylko głupie zababony i nie ma co przywiązywać do tego większej wagi - wzruszył ramionami Ethan. - Mimo to wciąż do tej pory obie części domu nie są połączone, jak przyjrzycie się planom. Z lewej części budynku do prawej i odwrotnie można przedostać się jedynie przez ogród wewnętrzny. Poza tym nie ma żadnych drzwi, które łączyły obie części w budynku. Dziadek mówił, że wyburzenie ściany i dodanie ich nie zajęłoby dużo czasu, ale nie można tego robić, żeby energia obu stron nie mieszała się z sobą. To oczywiście debilizmy. Jak przerobimy to na dom weselny, obie części będą musiały zostać połączone. Możecie wejść do środka i rozejrzeć się. Zamek w obu drzwiach frontowych jest wadliwy i nie można ich zamknąć. Na szczęście wokół nie ma złodziei, więc raczej nie będziemy mieć niespodziewanych gości. Ale zamierzam zająć się tym w pierwszej kolejności - Ethan wzruszył ramionami. - Do tego czasu cieszmy się, że mamy Charliego, będzie nas ostrzegał przed włamywaczami.

Następnie Ethan przeszedł od osoby do osoby, pokazując oba plany.


- Tuż za lewymi drzwiami powinien być magazyn, w którym znajdują się nasze bagaże - rzekł. - Powinniśmy teraz pójść i sprawdzić, czy nic nie zginęło w transporcie.


Mitena E. Harris
Może to długa droga albo gorąco, ale kiedy patrzyłaś na wodę jeziora to wydawało się zafalować. Co powinno być normalne, woda w jeziorze faluje i chlupocze pod wpływem wiatru. Niemniej to falowanie wydało się jakieś inne. Ale być może to tylko starość, bo kiedy zamrugałaś wszystko wróciło do normalności.



 
Obca jest offline  
Stary 25-06-2021, 23:19   #9
 
Vesca's Avatar
 
Nie chciała tego przed samą sobą przyznać, ale droga do domu, a potem sam budynek zrobiły na niej wrażenie.
Gdy nadeszła jej pora by wysiąść z samochodu, wyniosła transporter z Midnightem, ale jeszcze nie puszczała go wolno.
W tym momencie kolejny utwór wskoczył na jej kasecie…

[media]http://www.youtube.com/watch?v=unfzfe8f9NI&ab_channel=AbbaVEVO[/media]

Edith stanęła dwa kroki poza samochodem, napięta jak cięciwa łuku. Nie była fanką tego typu muzyki, ale piosenka była na tyle popularna, że już po pierwszych nutach wiedziała Z CZYM ma do czynienia. Pozostawało jednak jeszcze pytanie jak TO COŚ znalazło się na jej kasecie. Nie było możliwością, by przez jakąś pomyłkę nagrało się tam cokolwiek, w końcu sama dobierała utwory. Pozostawała więc tylko jedna opcja.

Blondynka powoli przeniosła spojrzenie na dwójkę bliźniąt, które zaraz po niej wysiadły z samochodu. Nie spędzała z nimi tyle czasu co kiedyś…To nie oznaczało, że nie przyglądała im się.
Lubiła swoje rodzeństwo, było jej… Musieli mieć więc parę wspólnych punktów, czy to w zainteresowaniach, czy też może w charakterze… I według jej opinii ten pomysł należał do Noah…
Niezłe. Całkiem niezłe.
Zupełnie niesmaczne, ale nie na tyle, by znacząco pogorszyć relacje. Perfekcyjne.
Zatrzymała odtwarzanie i zsunęła słuchawki z głowy by swobodnie zwisały jej na szyi.
- Uduszę was, małe gnojki… - uprzedziła surowo z delikatnym, lodowatym uśmiechem. W rzeczywistości jednak nie była aż taka zła za ten wybryk. W sumie nawet ją rozbawił… A potem ojciec zajął uwagę bliźniąt swoją osobą i Edith mogła odejść parę kroków, by odetchnąć świeżym, niesamochodowym powietrzem.

Widok był napawający weną i fantazjami…
Co z tego, skoro nie miała się tu nimi z kim dzielić? Dzieciaki były dzieciakami. Ze swoimi rodzicami nie chciała rozmawiać. Kuzyn był komputerowcem z innej planety. Ta ruda laska była podejrzana…
Babcia…
Babcia zawsze była klawa. Chociażby jej różne opowieści, które Edith pamiętała z dzieciństwa zawsze robiły na niej wrażenie. Poza tym rozpieszczała i ją i teraz bliźniaki. Szkoda, że była troszkę zbyt wiekowa, by mogła dzielić się z nia swoimi pomysłami na piosenki. Westchneła ciężko.

Jezioro było piękne, chciałaby w nim popływać… Charlie podbiegł do wody, a potem wrócił się jakby spłoszony...

“No cóż, zwierzęta mają dobry instynkt. Skoro Charlie boi się kąpać w jeziorze, to macie najlepszy dowód na to, że wy również nie powinniście. Wydaje mi się, że to przez…”

No to sobie nie popływa. Przynajmniej nie na widoku ojca. Pijawki nie przerażały jej zbytnio.
Chwilę później została jej zaprezentowana mapka okolicy, a potem samego domu. To było najbliżej jak stali obok siebie z ojcem od czasu ostatniej kłótni i opuszczenia domu.

Edith zmarszczyła lekko brwi. Przytrzymała mapę palcami, by czasem nie poszedł z nią nigdzie dalej…
- Dwa pytania… Pierwsze. Jest sześć sypialni, nie licząc pokoju obsługi i osiem osób. Wy z mamą śpicie razem… Ale co z resztą? Bliźniaki też razem? W sumie chyba są na to za duże… - zauważyła suchym tonem. Nie spoglądała ojcu w twarz, mówiła do mapki.
- Drugie pytanie, co jest na strychu, nie widzę go na mapce, a tu jest wejście - zauważyła.
- A tak poza tym, skoro sugerowane jest wchodzić prawymi drzwiami wejściowymi... To czemu po prostu nie zamurowano lewych? Po co w ogóle dawać taką możliwość wyboru? - zapytała. Cały ten motyw z przeklętym wejściem wydawał jej się tajemniczo mistyczny, ale i kompletnie głupi, skoro można było mu po prostu zapobiec poprzez takie banalne rozwiązanie.

Dopiero tu podniosła wzrok w górę na ojca. Starała się nie okazywać tego jak bardzo była na niego wkurzona, ale nie dało się. Jej spojrzenie mówiło to, czego nie wypowiadały usta. Milczała, czekając na jego odpowiedzi. Chciała dowiedzieć się który będzie jej pokój, chciała nakarmić Midnighta. Chciała przejść się po okolicy i zapalić…

Nie zamierzała na razie wchodzić do budynku. Zrobi to później. Najpierw chciała wszystko ustalić. Kiedy ruszy po swoje rzeczy, przynajmniej będzie wiedziała dokąd ma je sobie zabrać.

 
__________________
If I had a tail
I'd own the night
If I had a tail
I'd swat the flies...

Ostatnio edytowane przez Vesca : 25-06-2021 o 23:31.
Vesca jest offline  
Stary 26-06-2021, 13:27   #10
 
Kelly's Avatar
 
W on czas wszyscy inni, ilu z nich uniknęło zagłady, wyrwawszy się wojnie i morzu, byli już w domu …”
Odyseja” Księga I, Homer

- Jak uważasz wujku – skonstatował generalnie obojętnie Tim. Właściwie Ethan był wcale nie starszy od niego, ale licząc generacje kuzynowskie pozostawał jego wujkiem. Przeto właśnie tak go zawsze nazywał, jakkolwiek śmiesznie brzmiało. Ale Tim nie przejmował się śmiesznością. – Ale czy przypuszczasz, że ludzie będą chcieli organizować wesela w domu nad jeziorem, gdzie nie można popływać? – generalnie nie znał się na marketingowych chwytach oraz interesach, ale jego znajomi z firmy, którzy żenili się lub znajome, które wychodziły za mąż, ogólnie preferowali raczej bliższe hotele, czy coś podobnego. Jeśli jednak już chcieli świętować na terenie nad jeziorem, owo jezioro stanowiło istotną część ich planów. Jachting chyba jakiś, pływanie, kajaki, rowerki wodne oraz inne. Pijawki stanowiły coś wielce … wiadomo … Jednak ostatecznie nie jego sprawa oraz nie jego pieniądze, wujek posiadał chyba wiedzę oraz doświadczenie, więc może uda się rozkręcić interesy …

***

Wyglądał niczym wyjęty z wiktoriańskich opowieści. Oraz podobną się szczycił historią. Wejścia, ogród, czy jeszcze inne …
- Zakładam, iż prąd dochodzi … - zainteresował się. Ostatecznie bez tego sprzęt nie pójdzie. Pecet wszak nie jest trzonkiem od łyżki, ale skomplikowanym instrumentem. Jego apple’owski Macintosh 512K, wręcz techniki cud, któremu nie równały się jakieś Sinclair Spectrum, Commodore C64 czy Atari, pozwalał na pisanie wspaniałych kawałków. Gigantyczne wszak 8 megaherców napędzało inteligencję procesora, zaś 512 tysięcy bajtów pozwalało na możliwości, które nie śniły się poprzednim informatykom.
- Szałwia mi się podoba – przyznał, bowiem lubił jej zapach. – Wydaje mi się, ze mógłbyś ją wujku pozostawić w ogrodzie. Zapach stanowiłby wartość in plus, jeśli chciałbyś otworzyć hotel, czy cokolwiek podobnego.
Obiecał sobie, iż jeśli wujek zechce zlikwidować ogródek, chętnie zgarnie część nasadzonych szałwii oraz nasadzi sobie w doniczkach. Lubił szałwię, nawet pastę używał szałwiową do zębów. Zdarzały mu się bowiem jakieś drobne urazy w ustach, szałwiowa pasta świetnie zapobiegała wszelkim krwawieniom, opuchliznom oraz podobnym.


Jakoś właśnie przepychał przez umysł pastę szałwiową, kiedy kuzynka stwierdziła całkiem sensownie, iż wartoby zamurować wrota. Generalnie pomysł nie najgorszy. Właściwie niezły. Skoro zwalają się jacyś goście, weselne pary raczej nie specjalnie przepadają za takimi historiami. Warto chyba więc od razu sprzedać im gadkę na temat owego wejścia. Nieważne. Ale nagle stwierdził, że pokój jest ważny. Wiecie, odpowiednio ułożone gniazdka, słońce, które nie waliłoby na monitor swoimi promieniami oraz podobne jakieś … Kuzynka, znaczy kuzynka, raczej piąta woda po kisielu pokrewieństwo ich łączyło, ale generalnie kuzynka, powinowata raczej już, pewnie kombinowała podobnie, zasugerowała bowiem podobnie ażeby sprawdzili pokoje.
- Największa jest chyba sypialnia 1 – wydawało się sensowne oraz oczywiste, iż dla wujka i cioci – najmniejsza 3 i 4. Pasuje mi każda z nich – wydawało się to rozsądne. Niechaj większe pomieszczenia wykorzystują osoby, które potrzebują jakiej solidnej przestrzeni. Ponadto skoro wujek chciał organizować wesela, pewnie jakoś planuje sprowadzenie ekipy, które poprzestawia ściany. – Chodźmy spojrzeć – postanowił ruszyć prawym wejściem, skoro wszyscy wchodzili właśnie owym wejściem, nie postrzegał jakiegokolwiek powodu, żeby cokolwiek zmieniać. – Idziecie? – spytał jeszcze.
 
Kelly jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:53.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168