lastinn

lastinn (http://lastinn.info/)
-   Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku (http://lastinn.info/archiwum-sesji-rpg-z-dzialu-horror-i-swiat-mroku/)
-   -   Londyn 2005 (http://lastinn.info/archiwum-sesji-rpg-z-dzialu-horror-i-swiat-mroku/2015-londyn-2005-a.html)

Lhianann 19-10-2006 18:33

Gabrielle

Będąc już o krok od swojego samochodu odebrała kolejną wiadomość.
Zmęłła w ustach litanie mało pochlebnych słów.

Wsiadła do samochodu, z gniwewm popatrzyła raz jeszcze na wiadomość widoczną na wyświetlaczu.

Nienawidze, nienawidze, nienawidze...!!!
W coś ty się Bertram wpakował??


Przez chwilę siedziała w milczeniu poczym zdecydowanie spokojniejszym ruchem włączyła odtwarzacz samochodowy.

Przekręciła kluczyk w stacyjce i ruszyła w stronę Northumberland Avenue.

No more nights.
Of blood & fire

Lorn 19-10-2006 20:32

Nick nie miał czasu by spojrzeć na numer, ale już po pierwszych słowach rozpoznał krewniaka po głosie. Cześć Nick, to znowu ja. – powiedział Andrew, widocznie zdając sobie sprawę z tego, że jego telefony mogą już wydać się Nickowi dość intensywne. – Dzwonię żeby się upewnić, że przyjdziesz na spektakl tak jak się wczoraj umawialiśmy. – powiedział szybko z lekką zadyszką – Kończymy właśnie szybką próbę Otella, no i mam taką nadzieję, że starczy Ci czasu i przyjdziesz zobaczyć mojego Jagona. – Andrew był poetą i aktorem w The Venue, często razem rozmawiali z Nickiem. Oczywiście głownie o sztuce, jak to Toreadorzy, ale Andrew bardziej fascynowała mistyczna część natury Nicka i filozofia, która czasem mimo chodem przebijała się do głosu nawet w zwykłej rozmowie. Było w niej coś takiego, co Andrew chłonął jak gąbka, gdyż najdotkliwiej dawały mu się we znaki problemy natury egzystencjalnej, a rozmowa z Nickiem działała na niego jak dobra terapia. Nick po części zdawał sobie z tego sprawę, ale i on przyznawał się przed samym sobą w duchu, że Andrew był jak dotąd jedyną osobą w Londynie, z którą mógłby przegadać pół nocy zupełnie się przy tym nie nudząc. Na szczęście poznawał dopiero Londyn i Rodzinę, a Andrew był do niej idealnym pomostem. – Poza tym – kontynuował Andrew – chciałbym Ci dzisiaj po spektaklu kogoś koniecznie przedstawić. Przyjdź, to będzie wielki wieczór. Dasz radę?


Erick - Jego szept rozpłynął się w scenicznym szeleście. Erick czuł jeszcze mocno smak tej dziewczyny, okruchy jej życia wirowały w jego wnętrzu w euforycznym tańcu, dzisiejsza zabawa, wypity alkohol, pocałunki, wczorajszy orgazm i sex z obcym mężczyzną, o którym dzisiaj starała się zapomnieć, ból i strach, jego nie mogła zapomnieć. – Dzisiejszy Otello będzie smutnym zwycięzcą. Cios mu zadano nim jeszcze strudzoną stopę na lądzie postawił. Pomóż mi Theodorze! – zawołał w myślach spinając całą swoją wolę.
Za kurtyną teatr żył ostatnimi przygotowaniami. Napięcie przed występem podnosiło adrenalinę, Aktorzy bawili się słowem i ruchem scenicznym, grając krótkie scenki dla zabicia czasu. Raz po raz któryś z nich zerkał przez szczelinę w kurtynie obserwując jak 350-osobowa widownia na Leicester Place powoli zapełnia się.

Lorn 19-10-2006 22:04

Gabrielle - Inwestycja w GPS okazała się dobrym wydatkiem, pod wskazany adres można było podjechać od tyłu. Gabrielle przejechała powoli zatrzymując samochód kawałek za willą. Nie uwolniona od podejrzeń wyjęła ze swojej torby glocka wciskając go za pasek. Wyszła z samochodu i stanęła na chwilę po drugiej stronie ulicy, żeby się lepiej przyjrzeć. Pogaszone światła domu wyraźnie dawały znak że nikogo w nim obecnie nie ma, albo tak tylko ma to wyglądać. Świergot nocnych ptaków spomiędzy drzew uspokajał ją, odcięła wszystkie inne dźwięki, zamknęła oczy i przez chwilę poczuła się jak w lesie. Ulica była opustoszała, ale nie milcząca. Odkręcone głośno regulatory odbiorników telewizyjnych w sąsiednich domach rozrzucały echem wokoło trwającą, drugą połowę meczu Manchester-Olimpique. Rząd identycznie postawionych jasnych willi o czterospadowych dachach z daleka przypominał ogromny płot. Gabrielle podeszła do furtki i nacisnęła lekko klamkę. Wąska alejka z kruszonego piaskowca prowadziła przez przystrzyżony krótko trawnik prosto do tylnego wejścia. Cicho podeszła do drzwi i przyłożyła ucho, nic nie było słychać. Wykręciła raz jeszcze numer do Bertrama. Nie odbierał. – Kur... !!- zaklęła pod nosem. Odbezpieczyła broń, powoli nacisnęła klamkę i weszła do środka. Klamka zaskrzypiała delikatnie wiec postanowiła jej nie domykać. Przenikając wzrokiem ciemność bez trudu rozejrzała się po parterze. Znalazła się w dużym otwartym salonie połączonym po lewej stronie z aneksem kuchennym oddzielonym częściowo od niego ścianką i kominkiem. Dalej w głębi pokoje i łazienka. Z jednego pokoju spod drzwi przebijało się delikatne światełko. Wcześniej dostrzegła też schody na górę, - Murowane – uśmiechnęła się do siebie – przynajmniej nie będą skrzypieć.

Lhianann 19-10-2006 22:24

Gabrielle

Wsunęła zabezpieczony pistolet spowrotem do torby.
Oparła się o ściane, zamkneła oczy i skupiła się na informacjach dostarczanych jej przez zmysł słuchu.

Starała się usłyszeć czy w najbliższych pomieszczeniach ktoś jest, jeśli tak, to ile osób, czy jeśli ktos coś mówi, to czy rozpoznaje głos Bertrama.

Jej usta poruszały się bezgłośnie wraz z cichym utworem który nasuneła jej pamięć.

Hello, darkness, my old friend
I've come to talk with you again

Solfelin 20-10-2006 00:27

Nick

Mimowolnie spojrzał po pokoju szukając swoich rzeczy oraz robiąc krótką lustrację jego dzisiejszych zajęć. Błyskawicznie zadecydował, mówiąc - Przyjdę. - po krótkiej rozmowie telofonicznej i zdobyciu kilku cennych informacji, rozejrzał się po pokoju. Wziął ze sobą dokumenty. Popatrzył z pewnym skrzywieniem na bankoty oraz inne mniej potrzebne rzeczy.

Przed wyjściem z pomieszczenia zrobił pewien gest rękoma. Złożył palce w domek, tworząc go z wskazujących, środkowych oraz serdecznych, a z małych i kciuków jego podstawę. Uniósł z początkowo poziomu na serca na wysokość czoła, później znowu zniżając na poziom serca, przysuwając do siebie, do klatki piersiowej. Odsunął i rozsunął palce, pozwalając im swobodnie się ruszać. Zrobił to w maksymalnym skupieniu.

Wyszedł do przedpokoju, wchodząc do kuchni. Spojrzał na radio i leżące obok niego kompakty, otworzył kilka szafek jakby szukając czegoś. W jednej z nich dostrzegł kilka fiołek krwi, przyglądając się napisom. Krew krowy, krew psa, mruczał pod nosem, dodając za każdym razem "nie", Krew człowieka - tu zatrzymał się w bezruchu, milcząc. Równie cicho i bezbarwnie wziął tą małą buteleczkę. Było ich tam kilkanaście, ale ta jedna była wyjątkowa, bo nietknięta. Przez chwilę wahał się i walczył ze swoim własnym pragnieniem. W końcu z trudem włożył ją do kieszeni.

Wziął klucze, pogasił światła, wyszedł w noc, na miasto. Miał jeszcze zamiar skoczyć do British Library, lecz pospiesznie udał się w kierunku najbliższej stacji metra.

Lorn 20-10-2006 10:35

Monique jak kotka podeszła bezdźwięcznie na palcach do biurka siadając na odsuniętym fotelu. Wyciągnęła maleńką latarkę zamocowaną na opasce i nasunęła sobie na czoło. Kilka sprawnych ruchów wytrychem i zamki biurka stanęły otworem. – Berkins, ty leszczu! – pomyślała. – gdzie to schowałeś? – Cicho i szybko przejrzała szufladę, przybory biurowe i inne drobiazgi, nic nie mówiące notatki, kilka karteczek postit z nazwiskami i godzinami spotkań. Szafka wyglądała bardziej interesująco, całą jej przestrzeń zajmował wpasowany na wymiar sejf. Model wyglądał znajomo ale te robione na zamówienie mogą zawsze zrobić jakąś niespodziankę. Wyjęła szybko słuchawki i kucając zabrała się za stalowego potwora. Był problem. – Szit, nie będzie łatwo. – wkurzała się – Po 5 minutach pot po jawił się na czole, kilka razy dochodziła już prawie do końca i coś się wtedy nie udawało, jakiś mylący odgłos. Ręce zaczęły drżeć ze zdenerwowania. Wypuściła powietrze przez zęby starając się uspokoić, strzepnęła dłonie. Jeszcze raz skupiła swoją uwagę starając się nie popełnić błędu. Wtedy usłyszała miłe jej sercu stukniecie. Potwór padł z rozprutym brzuchem. W środku siedział laptop i kartoteki prowadzonych spraw. Wyciągnęła je na biurko i po chwili znalazła tą właściwą. Przejrzała szybko zakładki: zdjęcia, dowody, poszlaki, przesłuchania świadków i podejrzanych. – Tego mi było trzeba.

Rhamona 20-10-2006 11:43

Monique Blanch

O rękaw wytarła czoło, na którym wystąpił czerwony pot. Nie pamiętała kiedy ostatnio aż tak musiała się wysialać.
- Ach... prawda kilka miesięcy temu, podobny manewr, no ale bez przesady... nie aż taki!
W głębi duszy była zadowolona z trudności, jakie dziś napotkała na swej drodze a skoro już minęły w ciszy zastanawiała się na innymi, które dopiero miały nadejść.
Włączyła laptop, chwile czekała jeszcze przeglądając kartotekę.
- Podaj hasło? Berkins, ty stary dziadu!
Wyłączyła bezużyteczną maszynę. Zmarszczyła brwi, było jej zimno. Potarła lodowate stopy o siebie, były już suche ale zimno było bardzo nieprzyjemne.

Zabrała się więc za kartotekę sprawy, rozłożyła ją na podłodze. Z plecaka wyjęła mini aparat cyfrowy i zaczęła pstrykać zdjęcia najważniejszym fragmentom - wyniki z kostnicy, adresy świadków, podejrzani, opinie biegłych medycyny sądowej i innych śledczych.
Pojedyncze błyski flesza rozświetlały ciemność panującą w pokoju.

Nieopodal stała wysoka komoda z drzewa wiśniowego, całkiem przyzwoicie zdobiona. Z nad niej zerkał swoimi cyrkoniowymi ślepiami mosiężny Jaguar. Figurka dosyć niewielkich rozmiarów, zdaje się, że część jakiegoś kompletu, śliczna drobnostka.

Lorn 20-10-2006 19:53

Gabrielle – Dwa czerwone punkciki zawieszone w powietrzu na tle ciemnej ściany zgasły. Gabrielle wytężyła cały swój słuch, lecz w tym miejscu słyszała najwyraźniej transmisję meczu atakującą jej uczy przez przymknięte drzwi. – Zamknąć je czy wejść dalej... - pomyślała.

Lhianann 20-10-2006 20:04

Gabrielle

Podeszła do drzwi wejściowych i tak cicho jak się dało zamknęła je, by chodź troche wyeliminowac dzwięki z zewnątrz.

Przez kilka chwil poczekała, czy jednak skrzypienie nie zwróciło niczyjej uwagi jednocześnie pilnie nasłuchując.


Bertram...ty...ehhhh myśli ciągle niespokojnie krążyły wokół jego osoby.

W co on sie wpakował ???? I w co teraz pakuje mnie????

Lorn 20-10-2006 20:38

Gabrielle - Krew podgrzała się w jej wnętrzu. Na szczęście klamka z tej strony drzwi nie skrzypiała. Zamknęły się niemal bezgłośnie. Powtórzyła nasłuchiwanie, lecz w dalszym ciągu bez rezultatów. Dom był zupełnie cichy.


Nick – Przeszedł dwie przecznice wyprzedając wielu sfrustrowanych kierowców tkwiących w ulicznym korku i zszedł na podziemny peron metra. Piątkowy wieczór w centrum był najgorszy, miasto dusiło się we własnym smrodzie. Odetchnął zanurzając się w ciszy długiego peronu. Ta jednak nie trwała długo, stalowy wąż wsunął się ze świstem z ciemnego tunelu i wyhamował łagodnie. Tłum osób wylał się na zewnątrz przez drzwi. Miejsca siedzące były niestety zajęte, stanął przy słupku próbując ułożyć sobie w myślach resztę dnia i zatrzymał spojrzenie w oknie. Gdy pociąg na powrót zanurzył się w ciemnym tunelu, w odbiciu w szybie zwróciła jego uwagę para młodych ludzi siedzących za jego plecami. Rozmarzona twarz dziewczyny wpatrzonej w swego ukochanego przypominała mu bardzo osobę za którą obecnie bardzo tęsknił. Sięgnął ku niej myślami, daleko odszukując wołającą za nim bliźniaczą tęsknotę. – Już niedługo kochana, znowu będziemy razem.
Błogi spokój zmącił wjazd pociągu na następną stację, jasne światło poraziło oczy. Ludzie znowu zaczęli przemieszczać się przez drzwi w jedną i drugą stronę. Ryk syreny już uprzedził zamknięcie się drzwi. Nagle z dużej grupy osób stojących na peronie, oderwały się trzy postaci i błyskawicznie wbiegły do jednego z tylnych wagonów przytrzymując zamykające się już drzwi. Mężczyźni byli rośli niemal jak koszykarze lecz znacznie potężniej zbudowani. Długie, skołtunione włosy zasłaniały uszy i bijąca spomiędzy nich agresją twarz. Przyglądając się uważnie ludziom siedzącym na siedzeniach ruszyli przez przedział w kierunku przodu pociągu. Wzrok Nicka wytężył się i wyostrzył przybliżając wykrzywione jakimś niesmakiem twarze, już prawie nie miał wątpliwości kim są. Ta świadomość ugięła lekko jego nogi. – Wielki wieczór… - wspomniał z sarkazmem słowa zachęty z ust Andrew. – Raczej koszmarny.
Trzech typów szło szybkim krokiem w jego stronę rozglądając się na boki i roztrącając stojących im na drodze ludzi, którzy nie raczyli się sami odsunąć. Byli dwa przedziały dalej. – Coś trzeba by zrobić. I to szybko.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 03:14.

Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170