Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-02-2007, 20:24   #1
 
Junior's Avatar
 
[Mag: Wstąpienie] Alea iacta est

A zatem kości rzucic czas...
 
Junior jest offline  
Stary 10-02-2007, 21:11   #2
 
Junior's Avatar
 
Dworzec w Zagrzebiu. Chorwacja
 
Junior jest offline  
Stary 10-02-2007, 21:45   #3
 
Junior's Avatar
 
Chorwacja to najbardziej dwulicowy kraj na świecie. Kiedy tam przyjeżdżasz jest piękna i gościnna. Rozchyla swe wdzięki aby oczarować. Kolebka turystyki, wypoczynku. Wspaniały kraj o historii tak długiej i fascynującej. Perły architektury! Cudowna kuchnia! Piękne morze! Ach, jakie to piękne.

Gorzej jest kiedy poznasz to miejsce.. Kiedy znudzisz się pławieniem w morzu, objadaniem się kalmarami, popijaniem piwa które jest zawsze tak cudownie schłodzone. Wtedy właśnie nieszczęśniku możesz, ot tak przypadkiem od niechcenia zajrzeć w oczy Chorwacji. Spojrzysz na barmankę, która uśmiechnięta podchodzi do twego stolika i zobaczysz jej oczy. Oczy które widziały zbyt wiele. Krzyków, krwi, strzałów, śmierci. Oczy które są tak piękne, choć tak wiele łez przelały. Bowiem Chorwacja to kraj który niezręcznie stara się zakryć rany wojny, która dopiero co się skończyła. Ale kto tam patrzy w oczy barmanki?! Kto się tym przejmuje?! Dziś jest taniec, śpiew i rakija! Do samego rana!

***

Smród diesla. Upalna pogoda. Słońce. Ukrop. Ludzki pot, adrenalina i szum tłumu. Warkot silników oczekujących aż kierowca znów poderwie ich w trasę. Wciąż przejeżdżające niebieskie cienie. Cienie, bo tak naprawdę nie mogły one być niczym więcej. Choć niektórzy mówili jeszcze „autobusy”.

Pierwszego dnia pobytu na dworcu wszystko wydaje się przerażające. Śmierdzi, jest głośno i nieprzyjemnie. Następnego dnia zapach spalonego paliwa nie jest już tak dotkliwy. Po tygodniu zdaje się on zanikać. Nie tylko on! Również wylane nieczystości, resztki jedzenia, potłuczone piwo. To wszystko już nie przeszkadza. Nie ma zapachu, kształtu. Idealnie komponuje się z otoczeniem. Wpasowuje się w paradygmat tego miejsca.

Z czasem dworzec staje się schronieniem. Bezpieczną twierdzą przed tym co obce. Oazą bezpieczeństwa. Pełną śmieci, rozpędzonych autobusów, zdenerwowanych ludzi, ciągłego gwaru, zepsucia. Ale ciągle oazą. Ciekawe czy gdyby dworzanin znalazł się nagle w innym świecie. Pełnym perfum, mydła, pięknych zapachów, opakowań, czystych sztućców, eleganckich sukien owiniętych w koło ogolonych mężczyzn. Ciekawe czy gdyby znalazł się w takim miejscu to czy potrafił by oddychać? Patrzeć i czuć się jak u siebie. A może zapragnął by wrócić do swego dworca? Zawsze wiernego, obecnego, cierpliwego i tak samo śmierdzącego.

***

Upiorny odgłos megafonu.
– Autobus do Rijeki odjedzie ze stanowiska trzeciego. Autobus do Rijeki...
Bożenka drgnęła. Chyba się obudziła, ale od dawna nie spała. Ile to już lat?
Przed jej oczyma przebiegła jakaś ładna para. Młodzi ludzie z plecakami. Dziewczyna z jasnymi dredami i jej chłopak ubrany w ładną koszulkę. Wyraźnie byli zagubieni i zakłopotani. Plecaki i tobołki. Zapewne turyści. Ciekawe dokąd zmierzali? Hmm... czy słysząc chorwacki komunikat, można odgadnąć gdzie stoi ich autobus? Pewnie nie. Dziewczyna wyraźnie była zmęczona. Chłopak bardzo chciał coś uczynić. Znaleźć rozwiązanie. Wszak był mężczyzna...
Uroczo było na nich patrzeć. Mimo zdenerwowania trzymali się za ręce. I jak ona na niego patrzyła? Kochali się. Czyż to nie było piękne?

Rozejrzała się w koło. Leżała na Swojej Ławce. Na prawo, dwie ławki dalej siedziała Grubsza Pani. Zawsze we wtorki o 0708 odjeżdżała do pracy. Zawsze jej autobus się spóźniał. I zawsze prowadził go Wesoły Ivo. Lubiła go nawet. Przechodząc zawsze był uśmiechnięty, powiedział coś, zagadał. Zresztą... już idzie. Wszak 0701. zaraz zapali papierosa ii będą mogli ruszać. Tak samo jak życie na dworcu. Zataczało kręgi każdego dnia. Tak i dziś. We wtorek, 2 sierpnia 2005 roku.
 
__________________
To nie lada sztuka pobudzać ludzkie emocje pocierając końskim włosiem po baraniej kiszce.
Junior jest offline  
Stary 14-02-2007, 09:45   #4
Banned
 
Bodzia chwilę jeszcze posiedziała na ławeczce, jakby zastanawiając się gdzie jest, co to za gruba pani i ta para młodych, kochających się ludzi. Chwilę zajęło jej przypomnienie sobie wszystkiego, ale tak naprawdę nie zrobiło to na niej jakiegoś szczególnego wrażenia. Liczyło się dla niej najbardziej to, gdzie jest i, że zaczął się kolejny upalny dzień a głowa znowu będzie ją bolała. Może zostało jej jakieś 20 min na uzbieranie marnych drobnych...
Zsunęła z siebie stary płaszcz, którym zwykle się przykrywała i zdjęła z siebie sweter. Noce nie były takie gorące, czasem można było zmarznąć. Od tygodnia nie padało i cały Zagrzeb trawiło słońce. Trawa na trawnikach zupełnie wyschła, a na dworcu zdarzały się coraz częściej omdlenia. Karetka pogotowia była tu praktycznie codziennie. Bożenka lubiła patrzeć na ekipę ratowników, ruszających się z taką gracją i szybkością. Kolorowe światła, szczególnie w nocy przyciągały jej wzrok. Nawet bezdomne psy nie wytrzymywały już tego upału. Właśnie, psy! Będzie musiała nalać im wody o ile ktoś nie sprzątnął puszek.

Podniosła się w końcu z ławki i przeciągnęła, aż na twarzy Grubszej pani zawitało zniesmaczenie.
- Dzień dobry, proszę pani. Ivo znowu się spóźnia? Zaraz go pogonię... - powiedziała nieco niewyraźnie Bodzia i ruszyła pośpiesznym krokiem w kierunku zagubionej pary młodych ludzi.
- Du ju spik inglisz? No to comon! Właśnie tam idę. Pewnie jedziecie do Rijeki na studia...? - zagadała do młodych kalecząc angielski i przeplatając słowa niemieckie i chorwackie.
- Ja się nazywam Bożenka, hahaha, ale masz fajne włosy... pokaż! Miałam kiedyś koleżankę, która miała takie włosy, jesteś od niej jeszcze piękniejsza... - zagadywała w kółko parę podróżnych, aż w końcu zaprowadziła ich na stanowisko, gdzie czekał na nich autokar.
Słońce już prażyło, więc Bodzia zmrużyła oczy i oparła lewą dłoń o czoło, chroniąc twarz przed rażącym światłem.
- No to, tu jest wasz autobus... ale masz fajną czapeczkę - Bodzia pozwoliła sobie zdjąć z głowy chłopaka czerwoną czapkę z daszkiem i założyła ją na swoją głowę - Fajna czapka w sam raz na takie upały, no dobra to szerokiej drogi i miłego studiowania. Przyślijcie mi kartkę z Rijeki... papapa... - Studenci nigdy nie mieli kasy, więc Bodzi było szkoda prosić o jakąkolwiek gotówkę. Poczekała aż para tych uroczych młodych ludzi wejdzie do autobusu i wygodnie się w nim rozsiądzie.

Wesoły Ivo właśnie kończył papierosa, więc Bodzia szybko pobiegła w jego stronę.
- Hej! Zobacz jaką mam super czapkę! - krzyczała już z daleka - Fajna co? Dasz fajkę?
 
Rhamona jest offline  
Stary 14-02-2007, 10:51   #5
 
Junior's Avatar
 
Ivo spojrzał na dziewczynę z góry. Wydął wargi i beznamiętnie przypatrywał się Bożence. Wydawał się taki butny, wyniosły, pełen pogardy, aż... aż nienaturalny. Chwilę to trwało, poczym na jego twarzy zagościł spontaniczny, szeroki i urzekająco szczery uśmiech.
– Masz mała – Ivo zaśmiał się ze swojego żartu, patrząc na Bożenkę, która najwyraźniej przez chwilę naprawdę myślała że może być on na nią zły. Podał papierosa, poczym sięgnął po „ogień”.
– Wzięła byś się za siebie mała. No wiesz... trzeba mieć dystans do siebie. Do swojej pracy i w ogóle – mówiąc to spoglądał na Grubszą Panią, która w odpowiedzi piorunowała go wzrokiem, coś paplając pod nosem – Ty też powinnaś. Daj se dystans i zacznij wszystko jak trzeba.
– Ivo... - dziewczynie wyraźnie było nie w smak poruszanie Tego tematu.
– Już dobrze, dobrze. Ja tak tylko mówię co myślę. Gdyby wszystko było takie proste... – Ivo zamyślił się – A właśnie. Ktoś o Ciebie pytał
– O mnie? Kto? – Informacja wydała się nawet ciekawa. Może bardziej zaskakująca.
– Nie wiem. Jakiś facet. Bogacz. Uważaj na takich. Zresztą Mira pewnie coś wie. Ja muszę jechać. No to cześć
 
__________________
To nie lada sztuka pobudzać ludzkie emocje pocierając końskim włosiem po baraniej kiszce.
Junior jest offline  
Stary 14-02-2007, 12:09   #6
Banned
 
Bożenka od dawna miewała lęki, czasami coś ją napadało i uciekała z przerażeniem oglądając się za siebie przez cały dworzec. Potem nikt ją nie widział do następnego ranka. Prawdopodobnie chowała się w licznych "skrytkach" na dworcu lub pomieszczeniach magazynowych i siedziała bujając się w ciemnościach.
Gdy Ivo wspomniał coś o tajemniczym Bogaczu Bożenka, od razu zesztywniała i spoważniała schowała fajkę i pudełko zapałek do kieszeni i pobiegła nie dziękując nawet. Rozglądała się przy tym uważnie dookoła.
- To policja, policja... - mruczała pod nosem.
Z łatwością znalazła tutejszą sprzątaczkę Mirę, która właśnie kończyła poranne sprzątanie kurzu na dworcu.
- Cześć Mira... podobno ktoś o mnie pytał, Wesoły Ivo, coś gadał. To prawda? - była śmiertelnie poważna i trochę zziajana biegiem.
- Kto pytał? Jakiś elegancki starszy pan. Pytał kim jesteś i co robisz. Dziwne. Nawet bardzo - kobieta w granatowym fartuchu w drobne kwiatki była najwyraźniej zaniepokojona.
- Wyglądał na policjanta? - zapytała znowu.
- Nie. Zdecydowanie nie. Jakiś biznesmen albo co...
Bożenka wyjęła papierosa z kieszeni. Trochę się wykrzywił, więc go wyprostowała i odpaliła. Zaciągnęła się głęboko, uspokajając się nieznacznie
- Idź mi stąd już z tym dymem! Wiesz, że nie znoszę tego smrodu! - Mira pogoniła ją szczotą, więc Bodzia odsunęła się o kilka kroków.
- Zabierałaś miskę Filipka? - zapytała ni z tego ni z owego sprzątaczki
- Tego twojego pchlarza? Oby zdechł z tego upału...
Poprawiła nową czapkę i z uśmiechem krzyknęła:
- Mira, jakby ktoś o mnie pytał, to powiedz, że wygrałam na loterii i wyjechałam do Polski!

Poszła w kierunku garaży, gdzie przy niewielkim składziku kręciły się bezdomne psy. Po drodze napełniła wyciągnięta ze śmietnika pustą plastikową butelkę po jakimś napoju wodą. Miska, zrobiona z puszki po wielkiej konserwie była nietknięta. Bodzia przywitała się z psami a w szczególności z Filipkiem, niewielkim kundelkiem i wlała do miski wodę z butelki.
Potem siadła w cieniu, dokańczając papierosa. Niewiele osób się tutaj kręciło, czasami jakiś mechanik przychodził po kanister z olejem. Liczyła, że tutaj będzie miała spokój.

Obudził ją potworny ból głowy. Było już około południa, cień przesunął się tak, że teraz leżała w pełnym słońcu.
 
Rhamona jest offline  
Stary 18-02-2007, 22:25   #7
 
Junior's Avatar
 
Z cichym brzękiem przesuwała się w prawo. Puszka. Smagana podmuchami delikatnego letniego wiatru przesuwała się wzdłuż krawężnika. Następnie zastygała w bezruchu czekając na kolejne tchnienie wiatru.

Bożenka upodabniała się do tej puszki. Tak jak i ona wyczekiwała na kolejny podmuch wiatru, który dawał choć odrobinę oddechu. Dzisiejszy dzień był straszliwie upalny. Powiedzmy sobie wprost – nie do zniesienia.

Ale nie mogła tak czekać cały dzień. Czuła narastające ssanie w żołądku i brak pomysłu co z tym poradzić. Jak zawsze. Wpatrując się w puszkę zastanawiała się w którą stronę się udać. Gdzie będzie najlepiej. Dawno nie była u Mirca. Prowadził on niewielki kramik sprzedając kanapki na wynos. Bardzo pyszne kanapki.

Podniecona pomysłem, wstała kierując się w stronę bocznej uliczki. Kramik dzisiejszego sponsora mieścił się kilka przecznic od dworca. Oczywiście jeśli znało się drogę. Bo idąc głównymi ulicami to i w pół godziny nie starczyło by dojść...

Bożenka od dawna nie bała się wchodzić w boczne uliczki. Takie chodniki dla zaopatrzenia, bezdomnych psów i składowiska odpadków. Doskonałe skróty, którymi normalni ludzie raczej się nie poruszali. Minęła ze dwie osoby, które zlęknione poruszały się w podcieniach nie bardzo zwracając na siebie uwagę. Ot kolejni bezdomni, którzy niczego dobrego nie spodziewali się spotkać od innych.

Takich jak... mężczyzna w ciemnym garniturze? Bożenka przystanęła. Elegancki mężczyzna, blondyn o krótko przyciętych włosach? Wieku najwyżej 35 lat? Wyróżniający się dobrą budową ciała? Ale było w nim coś jeszcze. Bożenka nigdy tak się nie czuła. Jakby wewnętrzny duch podpowiadał jej że coś się zmieniło. Że coś jest inne. Ale co? Poczuła zakłopotanie. Zdenerwowanie i niepokój. O kogoś. Ale o kogo mogła się martwić?! Nie. To nie ona. Ten mężczyzna? On się bał?

Rozbolała ją głowa. Nagle, gwałtownie. Oparła się o ścianę. Zauważyła tylko jak mężczyzna znika za zaułkiem skręcając w bok. Ale to przestawało mieć znaczenie. Czuła że głowa pulsuje i boli przeraźliwie. Stopniowo przestawała zauważać otaczający świat. Jej dłonie były takie zdrętwiałe i obce, kiedy chwyciła się za głowę. Co jest? Poczuła coś ciepłego i lepkiego. Na karku i dłoni kiedy dotykała nosa. Odjęła rękę i spostrzegła że jest cała we krwi. Jej krwi.

Osunęła się na kolana. Powoli zaczynała zdawać sobie sprawę że coś złego się z nią dzieje. Coś kompletnie niezrozumiałego. I wtedy dotarł do niej zwierzęcy strach. W najczystszej swej postaci obawa o samą siebie. Ciężko oddychała. Nie miała siły. Upadła na kolana i osuwając się uderzyła głową o mur.

Zimny, twardy, obecny. I nagle wszystko wróciło do normy. Zapach ulicy, głosy miasta. Widok brudnej ściany o którą się opierała.
 
__________________
To nie lada sztuka pobudzać ludzkie emocje pocierając końskim włosiem po baraniej kiszce.
Junior jest offline  
Stary 19-02-2007, 16:29   #8
Banned
 
Nie wierzyła. Spojrzała na swoje dłonie - brudne od piachu, z nosa nic nie kapało. Ani kropli krwi na chodniku. Wiele razy miała dziwne przewidzenia, nawet całe wręcz halucynacje, potem budziła się i chwilę tylko poświęcała myślom czy to działo się naprawdę. Jednak tym razem resztkami sił pobiegła spojrzeć za róg ulicy, tam gdzie znikł zadbany mężczyzna. Czy on się bał? To słowo budziło w Bożence bliżej nieokreślone emocje. Właściwie czym był strach? Przez te dwa lata, żyjąc w totalnym upodleniu, zapomniała cóż to za uczucie, choć tak naprawdę to była jej codzienność.
- Hej ty! - zawołała mężczyznę z ledwością, biegnąc w jego stronę - Daj parę kun na picie... albo i bułkę, dziś jeszcze nic nie jadłam... Niedaleko jest kiosk z kanapkami - wysapała, wyciągając otwartą dłoń.
 
Rhamona jest offline  
Stary 21-02-2007, 10:12   #9
 
Junior's Avatar
 
Wypadła za róg wołając za nieznajomym i.... nic. Nigdzie go nie było. Była tylko ściana. Bożenka stała oniemiała, wpatrując się w ślepy zaułek. Stał tam jedynie kontener na śmieci. Obiegła go w koło szukając jakiś drzwi. Nic. Gołe ściany. To nie morze być prawda! Była pewna tego co widziała!

Przystanęła w miejscu nie wiedząc co począć. Gdy tak wpatrywała się w chodnik, zauważyła jakiś błysk. Na ziemi leżał medalion. Czy to możliwe że ten nieznajomy upuścił go? Złoty medalionik leżał porzucony na chodniku. Zdawał się otwarty, a wewnątrz jakieś zdjęcie. Bożenka schyliła się i ujęła zgubę w dłoń. Był zaskakująco zimny. Niczym właśnie wyjęty z lodówki. Uwagę przyciągało zdjęcie. Młodej, uśmiechniętej dziewczynki o płowych włosach i intrygująco przenikliwym spojrzeniu.

Bożenka obróciła w ręku medalion. Na odwrocie znajdował się wygrawerowany napis w obcym języku – „ma choute Lilli” Oglądając medalion dostrzegła jeszcze jeden napis - Guidomimoni, Paris .
 
Junior jest offline  
Stary 22-02-2007, 12:50   #10
Banned
 
- Dziwne - powiedziała do siebie, podnosząc medalion.
W pierwszej chwili, pomyślała, że te złotko jest sporo warte i starczy jej zapewne na kilka działek. Jakich innych myśli, można było spodziewać się po kimś takim? Tylko czemu ten medalik był taki zimny?

- Cześć Lili - powiedziała do dziewczynki uśmiechającej się ze zdjęcia - schowam cię głęboko w kieszeni, bo znowu pomyślą, że cię ukradłam.

Tak też zrobiła. Wetknęła złoty medalik najgłębiej w całą kieszeń spodni jak tylko potrafiła i poszła nerwowo się rozglądając do kramika z kanapkami.

- Cześć Mirc! - powiedziała radośnie - Masz kanapkę jakąś? Dziś jeszcze nic nie jadłam. Piepszone słońce we łbie mi się już miesza od tego słońca, cholera.

Po tym jak Mirc poczęstował ją bułką z małą ilością nadzienia, zwaną kanapką, Bożenka udała się wolnym krokiem w kierunku dzielnicy położonej zaraz za dworcem. Tam właśnie na ostatnim piętrze, bardzo zaniedbanej kamienicy znajdywała się melina.

- Hej Peter - krzyknęła trochę zziajana gdy tylko przestąpiła przez próg wiecznie otwartych drzwi - O, cześć Marzena. Gruby jak się czujesz w tym upale? - przywitała się ze wszystkimi, którzy tam dniowali i nocowali, wiecznie na haju.
- Peter mam coś dla ciebie - uśmiechnęła się do wychudzonego chłopaka palącego właśnie papierosa. Sięgnęła do kieszeni i wyjęła medalik - Zobacz, jakie cudeńko znalazłam. Tak, znalazłam, możesz nie wierzyć, ale leżał sobie na ziemi, ot tak, podniosłam więc i jestem u ciebie. Ile za to będzie?

Po dwudziestu minutach Bożenka miała już wszystko co jej do życia wystarczało. Nie wytrzymałaby z dojściem na dworzec, więc od razu w melinie uraczyła się towarem. Lekko zamroczona wyszła z mieszkania zwiedzając wnętrze tak bardzo przecież znajomej jej kamienicy. Po drodze usnęła na 1 piętrze. Już nic ją nie obchodziło, ból głowy przeszedł, znikło wszystko, była sama i ta dziwna dziewczynka z medaliku, śniąca się wciąż...
- Wypierdalaj stad! I to już! - poczuła nagle sowity kop w plecy, nie bolało ją ale wybudziła się na chwile i ruszyła z miejsca.
- Wynocha! Nie ma tu miejsca na zaćpane mordy, takie jak ty!

Słońce wciąż prażyło, a ona teraz była na zewnątrz. Z ledwością, opierając się o budynki, powoli wracała "do domu", na dworzec, do Filipka.
 
Rhamona jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 06:42.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168