Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 11-03-2007, 23:11   #1
Konto usunięte
 
Mira's Avatar
 
[Mroczne Wieki] Noc Kupały


Dawne czasy odeszły...
Pogańscy bogowie zepchnięci zostali w niepamięć przez wiernych słowu bożemu – fanatycznych kleryków i skrupulatnych inkwizytorów.
Starsi ludzie mawiali, że dawni bogowie płaczą, a każdy szum trawy, szelest liści niesie ze sobą ich żałosną skargę i strach. Strach, że wraz z zapomnieniem przestaną istnieć.
Jednak nie wszyscy bogowie poddali się. Byli wśród nich tacy, którzy wraz z zapomnieniem rośli w straszliwą siłę - obrastali w czarną moc, aby z bogów sprzyjających ludziom, przeistoczyć się w demony zniszczenia. Tak właśnie stało się z Kupałą.
Słowiański bóg płodności i miłości patronował niegdyś zakochanym. Noc Kupały zwana Sobótką była jednym z najradośniejszych świąt pogańskich. Wówczas nikt nie wstydził się kochać, nikt nie wstydził się cieszyć życiem. Dzień sobótki wiązał się jednakże z pewnym istotnym dla boga rytuałem. Puszczanie na wodzie wianków oraz rytualne kąpiele w rzekach stanowiły nie tylko obrzęd oczyszczenia, lecz także były sposobem uczczenia bóstwa. Kupała zapewniał bowiem harmonię powołując nowe życie, po tym które już odeszło oraz dbał o równowagę między żywiołami, zmywając z ludzi zła moc w trakcie rytualnych kąpieli.
Niestety, wraz z nową wiarą ludzie zatracili świadomość sensu święta Sobótki. Nieskrępowana miłość stała się grzechem, a pieśni i nocne tańce obrazą boską.
Zapomniano...
Zapomniano o rytuale oczyszczenia, a wszystkie brudy... wszystkie niegodziwości i nieprawości niczym błoto oblepiły coraz to smutniejszego boga. Kupała był jednak zbyt dumny. aby rozpaczać jak pozostałe bóstwa. Wraz ze złem, które wdrążało się w jego istotę, rósł gniew, mający z czasem przerodzić w zimną nienawiść do tych, którzy ośmielili się „zapomnieć”.
Kupała wezwał resztki swych wyznawców, którzy tak jak ów demon – już nie bóg, nienawidzili nowego porządku. Dzieci Kupały dzięki naukom swego boga zgłębiły tajniki czarnej magii, aby w Noc Kupały odprawić krwawy rytuał.
Niebo zawyło zatrwożone plugawym obrzędem, a ziemia się zatrzęsła. Góra, na której śmiałkowie wypowiedzieli bluźniercze słowa pękła na pół, grzebiąc nieszczęśników pod zwałami odłamków skalnych. Potężny ryk rozdarł powietrze, ci którzy go usłyszeli oszaleli od nienawiści, która nasączyła każdy ton niesamowitego głosu. Wybiła godzina Czerwonego Byka!

Deszcz lał z nieba bez przerwy przestając tylko chwilami, lecz nie po to być dać odpocząć chorej ziemi, ale by dobić pozostałe na powierzchni życie straszliwym gradem.
Ósemka wędrowców przemierzała zrujnowaną krainę pod osłoną nocy. Choć ciemność skrywała najgorsze, nie dało się ukryć spustoszenia, które nawałnice i trzęsienia ostatnich tygodni poczyniły na tej niegdyś uprawnej ziemi. Trudno było powiedzieć czy gorzej wyglądały nagie, zdewastowane ostępy leśne, czy też wyludnione wioski, które wędrowcy napotykali od czasu do czasu na swej drodze.
Poruszali się niemal ślimaczym tempem od kiedy pozostawili swe konie, gdy te nie mogły ich już dłużej nieść w taką pogodę. Na dodatek śmiałkowie mieli jeszcze jedno ograniczenie, jako stwory nocy – „wampierze”, mogli wędrować tylko od zachodu do wschodu Słońca. Wiedzieli jednak, że niedługo znajdą się w centrum zniszczenia. Wszak im bliżej siedziby demona, tym większym chaosem było to co się wokół nich działo. Zmrożone krople raniły skórę obojętnie jak dobrze ktoś otulił się szatami, które wiatr szarpał i darł dręcząc dodatkowo uszy wędrowców swym przeraźliwym wyciem. Gdyby ludzi mieszkających niegdyś na tych ziemiach nie wybiła zaraza, zginęliby pewnie z wyziębienia lub innych skutków działalności szalonego boga, który siał zniszczenie wszędzie tam, gdzie kiedyś pilnował harmonii.
Rzec jednak można, iż ósemka wybrańców lekce sobie ważyła wybryki demona, wszak oni już raz umarli – dokonanie tej sztuki po raz drugi nie było łatwe.
Kim byli? W kronikach Kainitów pozostała o ich zebraniu wzmianka, jako o jednym z dwunastu porozumień, na bazie których później powstać miała Camarilla.
Ich imiona zapisane były czytelnie i z ogromną uwagą, a brzmiały one:
Mitru Łowca z klanu Gangrel
Radu Bistri z klanu Tzimsce
Herodian z klanu Toreador
Nova Arpad z klanu Ventrue
Marusca z klanu Nosferatu
Lucretia z Herdtzów (później Sapieha po mężu) z klanu Ventrue
Vlad Tepes z klanu Tzimsce
Etrius z Tremere

Ośmiu wybranych stoczyło ciężki bój z demonem, który przybrał postać płonącego Byka -większego niźli normalne zwierze tego gatunku niemal dziesięciokrotnie. Walka była trudna, lecz śmiałkowie już wówczas byli zaprawieni w boju lub też wyjątkowo uzdolnieni. Dzięki swym nadludzkim siłom oraz magicznym rytuałom przeklętego wówczas i niepoważanego klanu Tremere, zepchnęli demona do wnętrza góry zagrzebując go pod skałami i pogrążając w magicznym letargu. Dawne bóstwo gdy zrozumiało, że poniosło klęskę, ryknęło raz jeszcze obiecując, iż dzień zemsty nadejdzie wraz z Nocą Kupały. Wielokrotnie później wampirom śnił się ten krzyk, napawając ich zgrozą mimo upływu lat.

Wieki minęły od tej heroicznej walki Kainitów. Każdy z nich dostał w nagrodzie za swój czyn zamek zaprojektowany przez najzdolniejszego wówczas budowniczego i rzemieślnika – Zeliosa z klanu Nosferatu. Wampir ten, choć brzydszy od najstraszliwszej wiedźmy, umysł miał niezwykle bystry. Opracował bowiem konstrukcję zamków tak, aby przepływające miedzy nimi pole energii samo w sobie tworzyło barierę dla demona. Dopóki zatem runy wyryte były w zimnych murach wampirzych zamków, dopóty Kupała spoczywał uśpiony pod ziemią. Żył jednak, a moc jego wciąż była potężna - na tyle potężna, by wabić tych, którzy byli jej spragnieni...



***

Nieduży, urządzony ze smakiem salonik służył za „poczekalnię” gościom Księżnej, gdy przyszło im czekać na audiencję. Pani na zamku Balgrad dbała jednak o to, by czuli się komfortowo. Eleganckie, hebanowe meble cechowała bardziej wygoda niźli przepych, dzięki czemu oczekujący bez skrępowania mogli wypoczywać. Lucretia Sapieha troszcząc się również o to, aby nie dręczyło ich poczucie dłużącego się czasu, wyposażyła ów salon w kilka gier – ostatnio coraz modniejszych form rozrywki. Do tego na małym stoliku przy drzwiach spoczywał nieduży dzwoneczek. Wystarczyło nim potrząsnąć, a już zjawiała się jakaś urocza dziewoja z pytaniem: „W czym mogę Waści pomóc”.
Obecnie w pomieszczeniu przebywało dwóch mężczyzn... no właściwie to jeden mężczyzna i jeden chłopiec. Podczas gdy pierwszy bawił się nożykiem, wycinając w jabłku przeróżne wzorki, drugi -młodszy siedział nad partią szachów i marszcząc brwi przestawiał figury. Obaj co jakiś czas ciekawie zerkali na drzwi prowadzące do gabinetu Księżnej, jednak żaden dźwięk nie zdradzał, co też się za nimi dzieje. Mijały minuty. W pewnym momencie drzwi jak pod wpływem czaru otworzyły się na oścież. Wyszła z nich wysoka kobieta w szeleszczącej zielonej sukni, która ciągnęła się po ziemi za swoją właścicielką. Oczekujący podnieśli się gotowi przyjąć rozporządzenia. Lucretia najpierw jednak zadzwoniła energicznie dzwoneczkiem po służącą. Dopiero gdy odłożyła przedmiot, spojrzała na mężczyznę i chłopca. Jej piękna twarz była zarazem spokojna i bardzo poważna – jak zwykle nie dało się z niej wyczytać emocji. Kobieta odezwała się silnym głosem, który mimo niewieściej nuty wyraźnie nawykły był do wydawania rozkazów.

- Renualdzie, chyba nadszedł czas abyś się wykazał. Zaraz zjawi się tu trójka Kainitów: pani Milla oraz panowie Marcel i Dorn. Zaczekaj tu na nich i przywitaj ich, a gdy już wszyscy się zbierzecie przyprowadź do mego gabinetu...

W tym momencie drzwi prowadzące na korytarz również się rozchyliła i stanęła w nich młoda blondwłosa służąca.

- W czym mogę pomóc moja Pani?
- Przyprowadź mi tu zaraz naszego gościa, pana Marcela, który wczoraj przybył.
- rzekła Księżna przyglądając się krytycznie strojowi dziewczyny. - Wyślij też Martę, aby poprosiła tutaj Millę. Jeśli nie znajdzie jej w komnacie, powinna zajrzeć do salonu, gdzie grywa Róża.

Gdy dziewczyna wyszła, Lucretia wreszcie odwróciła się do mężczyzn. Zmierzyła obu uważnym spojrzeniem niebieskich oczu, którym przed chwilą taksowała służkę, jakby wypatrując rzeczy do poprawienia. Zmarszczyła lekko brwi, kiedy dostrzegła w dłoniach dorosłego mężczyzny nożyk.

- Nie mamy czasu, aby służący szukali naszego Kapadocjana po całych podziemiach, dlatego Malak wysłał po niego szczura. Mówię ci to po to, żeby Jose znów nie zapolował na zwierzaka, myśląc, iż ma do czynienia ze zwykłym szkodnikiem. Chyba nie muszę ci przypominać, co ostatnio chciał mu za to zrobić Malak, prawda?

Nie czekając nawet na odpowiedź, Księżna na powrót znikła w swym gabinecie, a drzwi zamknęły się za nią z lekkim trzaskiem.



Milla Araj

Zapowiadał się wieczór podobny do wszystkich poprzednich, które spędziłaś w Balgradzie. Najpierw spotkanie z damami dworu, które znów "dyskretnie" skomentują Twoje prowincjonalne maniery, a następnie już tylko piękna muzyka w wykonaniu Róży i rozmowa z nią... Może dojdzie do tego jakieś lakoniczne zlecenie Lucretii, ot i wszystko.
Akurat kończyłaś toaletę i miałaś iść do salonu, kiedy zza drzwi dobiegło dyskretne pukanie. Po chwili do pokoju nieśmiało weszła pucułowata kobieta w wieku około trzydziestu lat ubrana w strój służącej.

- Pani... -
złożyła nienaganny ukłon, po czym rzekła dalej przepraszającym tonem - Wybacz, że ci przeszkadzam, ale Księżna Pani chce się z tobą widzieć. Mam cię natychmiast prosić do jej salonu.




Marcel

Został ci przydzielony przestronny pokój, pośrodku którego stało wielkie łoże z fioletowymi baldachimami. Dawno już nie spałeś na czymś tak miękkim i to w dodatku opatulony ciepłą, haftowaną pościelą. Nic dziwnego, że obudziłeś się cały obolały. Kiedy wstałeś, na stoliku przy drzwiach czekała już na ciebie misa z wodą oraz dzban i nieduży puchar. Odruchowo ostrożnie wyjrzałeś za zasłonę, dzięki czemu zorientowałeś się, że spałeś nadzwyczaj długo. Słońce zaszło parę godzin temu i niebo było już zupełnie czarne. Widać trudy podróży i na twoje ciało miały wpływ.
Ciekawie zajrzałeś do dzbana, stojącego na stoliku. Krew!
Ostrożnie posmakowałeś czerwonej cieczy, która jeszcze nie zakrzepła. Niestety, była to tylko świńska krew, wobec czego odstawiłeś z grymasem na twarzy naczynie z powrotem na stolik. Wtedy też usłuszałeś pukanie. Po chwili do pokoju wsunęła się rezolutna blondynka, która – jak sobie przypomniałeś - wczoraj cię tu przyprowadziła. Młoda dziewczyna złożyła ci ukłon, po czym z uśmiechem rzekła:

- Cieszę się panie, że już wstałeś. Księżna Lucretia pragnie cię zobaczyć. Mam cię zaprowadzić do jej salonu, bowiem sam mógłbyś się jeszcze zgubić... gdzieś.

Blondynka zachichotała cicho, jakby w tym stwierdzeniu była jakaś ukryta aluzja.



Dorn Mali

Wszechobecna cisza katakumb jak zwykle działała na ciebie kojąco. Tylko dźwięk ściekających z północnej ściany kropel wody przypominał ci, że śmierć jeszcze cię nie utuliła do swego łona.
Czytając skaligańską kronikę, którą Bibliotekarz łaskawie wypożyczył ci ze swojej kolekcji, natknąłeś się wśród tradycyjnych zapisków na mowę, jaką ponoć wygasił niezwykle blady młodzian na dworze hana Mihu.

"Czym całe życie?
Szaleństwem?
Czym życie?
Iluzji tłem?
Snem cieniów?
Nicości dnem?
Cóż szczęście dać może nietrwałe,
Skoro snem życie jest całe?
I nawet sny...
Są tylko snem."


Zamyśliłeś się chwilę nad tym utworem. Jakaż szkoda, że w dalszej części opisano ćwiartowanie owego młodzieńca, chyba zatem nie uda ci się go poznać...
Z melancholii wyrwał cię cichy pisk dochodzący z ziemi. Gdy odwróciłeś się, aby ustalić źródło dźwięku, zobaczyłeś szczura, który wpatrywał się w ciebie swymi czarnymi oczkami.
Znałeś tu chyba wszystkie zwierzęta tego rodzaju, bowiem wraz z tobą zamieszkiwały podziemia zamku, nie potrzebowałeś zatem przyglądać się czerwonej wstążeczce na szyi zwierzaka, aby dostrzec inicjały Księżnej, które zapewne tam się znajdowały. Szczur bezsprzecznie należał do Malaka - Gangrela, który nie odstępował Księżnej na krok. Już dawno Lucretia zaniechała wysyłania służących, aby wezwać do siebie Dorna. Nie dość, że zwykle się gubili, to bywało, że gdy w końcu odnajdywali Kapadocjana, uciekali z krzykiem, bo akurat mali nieszczęście trafić na Kainitę w czasie, kiedy badał ludzkie ciała.
Szczur wpatrywał się wyczekująco w wampira, dopiero gdy ten ruszył się, aby wstać, zwierze odstąpiło i pobiegło przed siebie w ciemny korytarz - zapewne do swego pana.
 
__________________
Konto zawieszone.

Ostatnio edytowane przez Mira : 13-04-2007 o 14:35. Powód: wrzuciłam prolog z rekrutacji
Mira jest offline  
Stary 12-03-2007, 00:01   #2
 
Dorn1908's Avatar
 
Cóż za kretyński pomysł, by szczura odziewać w wstążki, to tak jakby świnie perfumować - pomyślał Dorn. Z drugiej jednak strony .... Czymże te stworzenia są gorsze od nas, albo czym my jesteśmy gorsi od nich ? Co gdyby jakiś baran zapolował na tę istotę ?! Wszystko ma swój cel, Dorn pownien wiedzieć o tym najlepiej, czyż nie ? Nie pierwszy bowiem raz posłano po niego w ten sposób i dobrze, albowiem dosyć miał wrzasków i bladości bledszej niż ta, która mógł się poszczycić, a wszystko w chwili, gdy jego kolejne cięcie, zaniechane było z powodu paniki, w którą wpadł posłaniec spoglądający na leżące przed nim zwłoki. Przecież i tak nie żył, cóż zatem w tym tak przerażającego ?!

Kapadocjanin ostatni raz przeczytał ową mądrość płynącą z nieruchomych już ust młodzieńca. Swoją drogą, ciekawe, czy były one nadal przytwierdzone do jego głowy w chwili śmierci, czy też postanowiono je oddzielić od reszty, dla przykładu, by inny mędrzec, nie wypowiadał na głos swych myśli ?

Dorn obrucił się szybkim ruchem, a gdy osobliwy posłaniec biegł już przed siebie, zawołał:

- poczekaj mój czarnooki, ogoniasty przyjacielu, moje szaty choć czarne i długie, nie pozwalają na swobodne biegi, bez uszczerbku dla materiału, toż to tunika duchownego a nie strój do jazdy konnej.

Choć komunikacja ze zwierzętami, nie była jego dziedziną, to była formą komunikacji, nawet gdyby jednostronną, przecież klimat katakumb, sprzyjał konwersacjom, nawet z samym sobą, o ile taka miała miejsce.

Kainta przeczesał opadające do łopatek włosy. Nadgarstki i szyje skropił ziołami. Choć używane do leczenia gardeł, miały przyjemny, orzeźwiający zapach.
Udając się do Księżnej, nie mógł z sobą wnieść odoru rozkładu i stęchlizny, Bóg jeden wie, jaki to mogło by mieć wpływ na wizerunek w oczach innych ?

No właśnie, czy będą inni ?! Po cóż został wezwany ?!
Teraz to i tak nie istotne, jest potrzebny, a to oznacza sprawę wysokiej wagi !

Nie tracąc ani chwili dłużej ruszył za nerwowo popiskującym posłańcem.
 

Ostatnio edytowane przez Dorn1908 : 12-03-2007 o 08:54.
Dorn1908 jest offline  
Stary 12-03-2007, 08:24   #3
 
Wernachien's Avatar
 
Milla

-Oczywiście, możesz odejść. Zaraz pojawię się w gabinecie. - uśmiechnęła się delikatnie bez zbytniego spoufalenia. Kobieta skłoniła się ponownie i zamknęła drzwi niezwykle ostrożnie.

"To zabawne jak życie się zmienia po przemienieniu" - kiedyś wstawała rano gdy słońce było już na niebie, a teraz 'poranną' toaletę rozpoczyna w nocy. Trudno było jej zapomnieć dni beztroski, spacery po łące i dziedzińcu dworu z ogromnym parterem kwiatowym i strzyżonym żywopłotem. Westchnęła... To wspomnienie było wciąż żywe i... barwne.

Upięła ciemne włosy wysoko, tym samym odsłaniając srebrny naszyjnik z bursztynami. Uwielbiała te kamienie, miały niezwykłą pozytywną moc, której nie potrafiła wytłumaczyć. Może fakt, że idealnie komponowały się z jej ciemną, jak na Wampirzycę, skórą dodawał jej codziennego blasku? A może to, że naszyjnik dostała od Ojca w kilka dni po Przemienieniu, zmuszał ją do myślenia o nich w wyjątkowy sposób?
Spojrzała krytycznie w duże, kryształowe lustro - ciemnobrązowa suknia z brokatowym deseniem delikatnie opinała jej ciało, prezentując smukłą sylwetkę. Milla zdawała sobie sprawę z tego, że urodą nie dorównuje wielu pięknościom tego dworu, ale jakie to miało znaczenie?

Z udawanym uśmiechem opuściła komnatę. Nie lubiła błąkania się po korytarzach zamku i prób przypomnienia sobie, które arrasy znaczyły drogę na dziedziniec a które wiodły do gabinetów. Odetchnęła z ulgą widząc znajomą 'poczekalnię'. Spojrzała na siedzące postacie - "Intrygujące zestawienie mroku i delikatności w jednym pomieszczeniu". Lekkim skłonem głowy przywitała mężczyznę i chłopca.
 
Wernachien jest offline  
Stary 12-03-2007, 15:24   #4
 
Francois de Fou's Avatar
 
Zarówno mężczyzna jak i chłopiec, widząc księżną przerwali swe zajęcia i powstali, aby następnie złożyć pokłon. Po wysłuchaniu przemowy Lukretii milczeniem dali jej znać, że zrozumieli. Gdy księżna zniknęła w swym gabinecie, powrócili do swych zajęć. Nie minęła długa chwila, gdy przyszła kainitka, zapewne pani Milla, której oczekiwała księżna. Mężczyzna powstał by godnie przywitać przybyłą, delikatnym pocałunkiem w wierzch dłoni. Chłopiec nie wstał od stłu. Wykonał kolejny ruch na szachownicy po czym lekkim skinieniem głowy przywitał Milly.

Mężczyzna odziany był w zbroję płytową przykrytą materiałem z godłem kraju. Był to wysoki mężczyzna, mieżący ok 175 cm wzrostu. Liczne blizny wskazywały na to, że był zaprawiony w boju. Dość ciemna karnacja, oraz długie czarne włosy wskazywały na to, że dużą część życia spędził na południu kontynentu, zapewne na walkach z niewiernymi.

Dokłądne przeciwieństwo stanowił chłopiec, spędzający swój czas na partii szachów, grając z samym sobą. Bląd włosy spływały mu do ramion. Niebieskie oczka urzekały. Podkreślone były niebieską, niezwykle drogą szatą, typową dla francuskich dworzan królewskich z tego okresu. Jego urodę podkreślała dodatkowo dość jasna karnacja. Na oko można było go oceniać na 8-10 lat. Choć urodę miał dość przeciętną, to jednak dość ciężko było się obszeć wyglądowi małego, słodziutkiego chłopca.
 
__________________
Tańcząc jak tobie zagrają, spraw by grali to co chcesz tańczyć...
Francois de Fou jest offline  
Stary 12-03-2007, 16:10   #5
Konto usunięte
 
Mira's Avatar
 
Podążając za odgłosem szczurzych łapek, Dorn przemierzał podziemne korytarze. Nie potrzebował światła ani nadprzyrodzonych mocy, żeby wiedzieć gdzie jest - podziemia Balgradu były jego domem. Tak jak zwykły śmiertelnik zauważa, kiedy ktoś dotykał jego rzeczy na nocnym stoliku, tak on od razu widział, gdy coś w lochach zostało zmienione. Księżna nie musiała się z nim kontaktować, żeby zauważył pojawienie sie nowego więźnia - szalonego Malkavana, którego echo głosu dochodziło teraz do jego uszu.
"Pierwsze głowy padły na jego ołtarz! Chwała, chwała! Niiiieeeee! Giń potworze, nie wygrasz ze mną! Chwała, chwała! Noc nadchodzi! Oni wiedzą już i nie pozwolą ci go obudzić! Zamilcz niewierny..."
Dorn nie miał czasu słuchać bezsensownych wywodów, spiesząc się na wezwanie Księznej - zresztą Lukretia zapewne nie życzyłaby sobie tego.
Wreszcie dotarł do wyjścia z katakumb...
Aaaaa!
No tak, znów zobaczyła go jakaś służaca. Coż, trudno sie mówi.
Podążając za zwierzęciem przez oświetlone korytarze wampir w końcu dotarł do pomieszczenia, gdzie skręciło zwierzątko...
Uff! Kainita zderzył się z jakąś damą, która również stała w wejściu do salonu.
 
__________________
Konto zawieszone.

Ostatnio edytowane przez Mira : 12-03-2007 o 16:13.
Mira jest offline  
Stary 12-03-2007, 19:21   #6
 
Dorn1908's Avatar
 
- jak słodko .......... , przepraszam, dziś nieco niżej spoglądam niż zwykle, dlatego panienki nie zauważyłem, proszę wybaczyć

Kainta płynnym ruchem poprawił kaptur, by nie odsłaniał zbyt wiele. Dawał mu on bowiem osłonę, czuł się bardziej pewnie, gdy jego twarz pozostawała anonimowa.
Szybko przeleciał wzrokiem po salonie, by zorientować się w sytuacji. Po czym znów odezwał się do kobiety stojącej przed nim.

- panienka również oczekuje na Księżną Lucretię ? Jestem Dorn, miło mi poznać. Nie pozostaje nam chyba nic innego jak tylko oczekiwanie. Bardzo tego nie lubię. Może zobaczymy jakie gry nam oferują ? Jak mogę się do Pani zwracać ?
 

Ostatnio edytowane przez Dorn1908 : 12-03-2007 o 19:26.
Dorn1908 jest offline  
Stary 12-03-2007, 20:40   #7
 
Wernachien's Avatar
 
Milla

Obrzuciła spojrzeniem mężczyznę w habicie, który w wyraźny sposób starał się ukryć twarz - "Czyżby szpetny Nosferatu?" pomyślała. Uśmiechnęła się jednak i dodała:

-Milla z Dworu Araj. Usiądźmy. - wskazała wolne miejsca i ruszyła przodem. Jako kuzynka Księżnej czuła obowiązek zadbania o jej gości w chwili, gdy nie mogła zrobić tego sama. Księżna Lucretia co prawda nie należała do zbyt wylewnych osób, ale troszczyła się o komfort gości na terenie jej posiadłości.

Uwagę Millli przykuł chłopiec o egzotycznym wyglądzie. Przyglądała mu się przez dłuższą chwilę w końcu powiedziała:
- Rzadko zdarza się tak wyjątkowy błękit spojrzenia. - Skłoniła się lekko doskonale wiedząc, że odwieczne Wampiry mogą się kryć w ciałach niepozornych dzieci.

Usiadła wygodnie zastanawiając się, czy ma wejść do gabinetu ot tak, czy zaczekać aż zostanie poproszona. Jednego była pewna - Księżna nie lubi, gdy się jej przerywa istotne dyskusje.

Czuła głód.
 
Wernachien jest offline  
Stary 12-03-2007, 21:06   #8
 
Francois de Fou's Avatar
 
Chłopiec spojrzał na kainitkę, po czym powstał
-Pani wybaczy, że ośmielę sięspytać, lecz cóż takiego wyjątkowego w tym błękicie? -chłopiec uśmiechnął się promiennie- Pani Milla jak mniemam? Proszę przyjąć wyrazy szacunku z rąk Renualda Marca z Piccard - powiedział niemal jednnym tchem składając delikatny pokłon- księżna Lukretia, prosiła aby stawić się w jej gabinecie, gdy będziemy w komplecie. Oznacza to, że musimy poczekać na jeszcze jednego pana... Proponuję umilić sobie jakoś czas zanim przybędzie.

Towarzyszący chłopcu mężczyzna czym prędzej doskoczył do Milli, podsówając jej krzesło, tym samym proponując by usiadła.

Dopiero gdy Milla usiadła, usiadł Renauld, a do piero po nim jego opiekun.
 
__________________
Tańcząc jak tobie zagrają, spraw by grali to co chcesz tańczyć...

Ostatnio edytowane przez Francois de Fou : 12-03-2007 o 21:13.
Francois de Fou jest offline  
Stary 12-03-2007, 21:35   #9
 
Dorn1908's Avatar
 
Gdy dwójka mężczyzn przysiadła się, Dorn przedstawił się po raz kolejny i nic więcej już nie powiedział. Splótł ręce, zupełnie jakby się modlił. Zadziwiające mogło by się zdać postronnemu obserwatorowi, że ruch ten ma wyuczony do perfekcji. Nie widać było bowiem, jak je splata. Po prostu, ułamek sekundy i ręce spoczywały na kolanach.
Chrząknął tylko i opuścił głowę.
 
Dorn1908 jest offline  
Stary 12-03-2007, 22:08   #10
 
Wernachien's Avatar
 
Milla

Spojrzała nieśmiało w oczy Renualda. Chłopiec wyglądał raczej jakby przybył z Północy, jego oczy były zimne jak lód, niespotykane w tych stronach, miała wrażenie, że dostrzega w nich odcień fioletu, ale mogla się mylić.

- Błękit jest pięknym kolorem, jak niebo, jak morze, jak rzadkie kwiaty, jak drogocenne kamienie. - uśmiechnęła się tęsknie - To szlachetny odcień wzniosłych rzeczy, Panie

Głód doskwierał jej coraz bardziej.
 
Wernachien jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:00.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171