Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror i Świat Mroku > Archiwum sesji RPG z działu Horror i Świat Mroku
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-04-2007, 19:40   #21
 
Wernachien's Avatar
 
Joanna

No bardziej oficjalnego i uniżonego tonu nie mógł przybrać? Joanna zadawała sobie w głowie pytania, przeklinając moment w którym wybrała Adama by mówił w ich imieniu. Facet truchło jedno... Może padnij im do stóp i zacznij od razu całować? Szacunek szacunkiem, ale trochę charakteru trzeba mieć, w końcu Pieprzona Rada Ornitologów się tak z nami nie cackała.

Po chwili złości i mordowania wzrokiem mówiącego mężczyzny, Joanna zrozumiała, że z Czarnulą nie miała do czynienia i że może więcej zyskają takim a nie innym tonem.
 
Wernachien jest offline  
Stary 10-04-2007, 20:18   #22
 
Tammo's Avatar
 
Janusz, sala rozpraw

Pytanie o cel konfliktu i pytanie o historię organizacji sprowadza się zgrubsza do tego samego. Skoro nas tu sprowadzili i zakładamy, że wyłożą nam cel konfliktu, to możemy również założyć, że wyłożą nam historię organizacji.

Janusz jednak nie wypowiedział tej myśli na głos. Dawno już uznał, że nie ma co się szarpać czy starać. Sekciarze mieli własny plan rozgrywki i wyraźnie nie mieli zamiaru od niego odstąpić. On zaś igranie z ludźmi w sprawach innych niż błahe uważał za objaw pychy i arogancji. Żadna z tych cech nie stała wysoko w jego oczach.

Słowa Joanny wywołały u niego skojarzenie majtek z orzełkiem, przez co prychnął krótkim śmiechem, który szybko postarał się stłumić. Bądź co bądź, sytuacja była, jaka była, a pan Adam, zadając pytanie postarał się o nastrój. Chłopak zatem zakaszlał, maskując śmiech, obiecując sobie podzielić się z towarzyszami spostrzeżeniem jak będzie po wszystkim.

To go otrzeźwiło. A jeśli oni nas rozdzielą? Stracę ludzi, którzy tak wiele wiedzą, tak wiele umieją! Oni znają ten świat, znalazłem właśnie kogoś, z kim mogę o tym spokojnie porozmawiać z kim mogę wyruszyc nocą, kto ze mną poniesie ten krzyż, to jest okazja jedna na milion!!

Zelektryzowany tą myślą porzucił i żarty i wygodną, wyluzowaną pozę, szybko przechylił się ku Joannie i szepnął jej na ucho:

- Jak coś, to niedzielna msza u Dominikanów o 5:45, zawsze jest w czyjejś intencji, tam się możemy spotkać. OK?

Zapomniał o tym, że ona może teraz myślec o czymś zupełnie innym i nie pojmować czemu tak nagle w sekrecie się z nią namawia, w dodatku przy tak niesprecyzowanym terminie.

Zapomniał też, że kiedy szepcze jej na ucho, kobieta może dojrzeć kątem oka chowaną dotąd część twarzy. Tą część, którą teraz wystawił gospodarzom na pokaz, pragnąc przekazać wiadomość tej kobiecie, uzyskać informacje, że się jeszcze spotkają, że nawet jeśli po usłyszeniu odpowiedzi mają stracić świadomość to nie będzie to stracony kontakt.

Zielone, zaaferowane, zmęczone i zmartwione teraz oczy, całkiem przystojny lewy profil, orli nos, wąskie usta, pociągła twarz, nieco kanciasty podbródek.

Tyle Joanna widzała dotąd. Druga strona medalu była wstrząsem. Przez prawy policzek, oko, czoło, łuk brwiowy i skroń ciągnęły się białe, głębokie szramy po pazurzastej dłoni. Nie sposób było uznać tego za poparzenie czy blizny poporodowe. Nawet blizny po nożu wyglądałyby inaczej. Prawa strona twarzy Janusza przywodziła na myśl cios łapy niedźwiedzia. Uważne przyjrzenie się jednak kazało i w to powątpiewać, bardziej to wyglądało na przejechanie po twarzy rękawicą ze szponami, rozstaw blizn, ich cienkość i głębokość przejmowały grozą. Twarz chłopaka była zrujnowana, szkaradna. Poszarpany policzek, zdeformowany łuk brwiowy, porośnięty cienką, czarną brwią, która nijak nie mogła przykryć czy zasłonić poczynionej szkody, a w kontraście do lewej brwi nasuwała myśli o Frankensteinie, potworze skleconym z części różnych ludzi. Szramy, wchodzące w gęste wszędzie, tylko nie przy nich włosy chłopaka. Nic dziwnego, że nosił czapkę. Nawet oko zdawało się być poharatane, choć może było to wrażenie wynikłe z tego, że szramy omijały je tuż tuż. Blizny zaczynały się na wysokości kącika warg (jedna nawet wyglądała jak przedłużenie ust), a dochodziły niemal czubka głowy.

Widok był wstrząsający. Janusz nadal nie mógł przyzwyczaić się do pierwszej reakcji ludzi, choć potrafił już z grubsza maskować emocje, jakie one wzbudzały. Nadal jednak wolał chować swoją twarz niż się z nią obnosić. Nie wiedział, czy bardziej raniło go odrzucenie tych, co wzdrygali się z grozą czy obrzydzeniem, czy niezdrowa fascynacja, jaką przejawiali zaciekawieni, w chwilę przed zasypaniem go pytaniami skąd, jak, kiedy, w jaki sposób.

Jedna dotąd osoba zareagowała nań jak na każdego innego człowieka. Uczucie było niezapomniane... lecz jak dotąd niepowtarzalne. Póki co jednak, Janusz nie zdawał sobie jeszcze sprawy z tego, jak się odsłonił. Zbytnio zależało mu na odpowiedzi kobiety...
 
__________________
Zamiast PW poślij proszę maila. Stare sesje:
Dwanaście Masek - kampania w świecie Legendy Pięciu Kręgów, realia 1 edycji
Shiro Tengu
Kosaten Shiro
Tammo jest offline  
Stary 10-04-2007, 21:02   #23
 
Wernachien's Avatar
 
Z zamyślenia wyrwał ją ciepły oddech tuż przy uchu. Nie zrozumiała słów, poczuła jedynie czyjąś niepokojącą bliskość, dlatego obróciła twarz gwałtownie ku chłopcu ze słowami:

- Nie radzę aż tak się do mnie zbliżać. Naruszasz moją przestrzeń osobis.... - urwała nagle widząc obok całą twarz Janusza. Zmarszczyła brwi jakby nie do końca rozumiejąc jak te potworne blizny mogły umknąć jej uwadze. Zdecydowanie musiała być zmęczona.

Opuściła wzrok. Nie było sensu o tym rozmawiać. A przynajmniej nie teraz i nie tutaj. Zresztą to nie była jej sprawa a ona nie miała zamiaru wnikać w historie obcych ludzi.

-Mówiłeś coś...?
Zapytała spokojnie spoglądając z powrotem na chłopaka i starając się o naturalny ton głosu. Blizny co prawda były paskudne, ale po takim dniu, cuchnących kozłach i przeźroczystych ludziach nie robiły na niej już takiego wrażenia. Nie zdziwiłaby się bardzo nawet jakby Janusz pod pachą ukrywał parę kształtnych, kobiecych piersi.
 
Wernachien jest offline  
Stary 10-04-2007, 22:57   #24
 
Solfelin's Avatar
 
Czas prawdy to czas gorzki dla ujawnionej niesprawiedliwości oraz braku litości, a czas słodki dla objawionej i pokazanej sprawiedliwości oraz miłosierdzia.

Wernachien, Tammo, Szusaku

Kruczowłosa przyjrzała się im, lustrując ich tak jak poprzednio, zimno, może wydawało im się, że z jakby naturalną, całkowicie bez udziału jej świadomości, wyższością.


Wernachien

W międzyczasie Jo otrzymała czyjś wzrok na sobie. Popatrzyła na nich i zauważyła, że nikt patrzy na nią, a „Federalny” patrzy wprost. Poczuła na sobie wyraźny wzrok kogoś. Przeczuwała, że kogoś innego niż Kruczowłosej. Ale kogo?

Nagle poczuła u siebie ciepełko, przeskakujące pomiędzy żebrami. Czuła w głębi jakieś wewnętrzne uspokojenie. Uświadomiła sobie, że to właśnie „Federalny” na nią patrzy, ale czymś innym, niż oczyma. Zaraz wybaczyła mu, w końcu była bez wiedzy, czy jej pomagał wcześniej, tak, że ona to przeoczyła.


Tammo

Wcześniej był osamotniony w sali, oprócz pewnej obecności tych obok siebie, którzy i tak wydawali mu się lepsi. Teraz przez chwilę doznał dziwnej obecności.

Przez mgnienie oka przeczuł impuls jakby współczucia ze strony „gospodarzy”. Po raz pierwszy raz takie coś poczuł. W upływie kolejnych sekund ogarnęło go uczucie czegoś spoza ich, spoza tej kulistej sali i wydarzeń rozgrywających się tutaj.

Obecność boską, której bardzo rzadko doświadczał poprzednio.


Szusaku

Kruczowłosa milczała w myślach do niego. Dopiero teraz to sobie przypomniał.

Mało przewidywał to, co się stanie. Myślał, że zrobił to, co do niego należało. Po chwili wróciło do niego jej przepowiednia, że niczego się dowie. Może miała rację. Ale skoro tak, to jak to zrobią? W jaki sposób?

Zastanawiał się.


Wernachien, Tammo, Szusaku

Wstała, skacząc lekko na brukowaną, kamienną podłogę sali. Przy okazji zobaczyli, z jaką lekkością opada, jakby grawitacja mało się jej imała. Mało to przewidzieli, bo w gruncie rzeczy oczekiwali odpowiedzi w takiej samej pozycji, siedzącej, dumnej - być może przez kilka osób.

Ona jednak stała przed nimi. Tak po prostu.

Nim ochłonęli po tym małym szoku, jaki w nich wywołała, ona odezwała się swoim zimnym, przywódczym tonem.

- Dostaniecie odpowiedź na dwa pytania. - zanim dała im jakikolwiek czas na odpowiedź lub ripostę, tak kontynuowała: - Zaczniemy od tego, dlaczego Wy.

- To proste.
Bardzo. Byliście przygotowani na prawdę, którą wcześniej już znaliście. Przecież wiedzieliście, a przynajmniej domyślaliście się, kim są wampiry.

- Skoro tak, to wiadomym jest, że widok bitwy wampirów mało Was zdziwi, albo przynajmniej mniej, niż „wybrańców” spośród innych śmiertelników. A czemu akurat Wy? Wydawało się i nadal wydaje, że jesteście na tyle cisi i mało znani, że ubytek Was zrobi bardzo mały rozgłos, albo Wasze wypowiedzi mało przekonają innych.

Mówiła to odstępami, robiąc jakby czas na oddech i dalej kontynuowała wypowiedź, jakby pragnęła, by przyjmowali to do wiadomości w porcjach.

- Jest to o tyle ważne, że gdybyście byli sławni i powiedzieli za dużo, łatwo mogliby by Was wziąć do jakiegoś wariatkowa, albo w najlepszym wypadku ktoś by Was sprzątnął. Musiałby.

- A tak, możemy razem działać.

- Albo musimy - jak wolicie powiedzieć.

Popatrzyła na nich, teraz zdawało im się, że bardzo ciekawym wzrokiem. Spuszczone, długie włosy, ładnie ułożone w falę, ładna buzia oraz śliskie oczy, które teraz przepełnione były ciekawością.

- Co z wampirem? Też to bardzo proste. Spaliliśmy go. Tak ma szansę na reinkarnację i powrót do cyklu życia jako śmiertelnik. W innym wypadku, tym, w jakim znalazł się kozioł, gdyby skończył w sposób - morderstwa lub ucięcia głowy - od razu trafiłby do tego, co nazywacie piekłem, a my wymiarem wiecznej kary.

Teraz na nich patrzyła równie ciekawa. Stała cały czas mając ręce rozluźnione, wiszące w powietrzu, jakby była przygotowana do szybowania, a sama była odziana w białą szatę Teraz, dla nich, naprawdę była jak bielista orlica. Brakowało jej tylko skrzydeł, które jak się domyślali, były bardziej duchowe i ulotne, niż materialne i twarde.
 
Solfelin jest offline  
Stary 11-04-2007, 00:36   #25
 
Szusaku's Avatar
 
Adam

Tego sie spodziewal, niemal wyczuwal ze nie otrzyma calej wiedzy jakiej pragnal. Musial przyznac, ze Szachistka udzielila dosc wyczerpujacej odpowiedzi na pytanie o zakolkowanego wampira. Musial to jeszcze przemyslec.

Tego ze wybrano ich ze wzgledu na to, ze juz widzieli o istmnieiu wampirow nie bylo dla niego zaskoczeniem. Byla to w zasadzie jedyna cecha jaka ich laczyla. Druga czesc wypowiedzi byla bardziej zajmujaca. Zaciekawilo go jak Orly traktowaly prawo Maskarady.

Zdal sobie sprawe, ze trzecie pytanie bylo strzalem w dziesiatke. Dlatego nie dostali na nie odpowiedzi. Liczyl przynajmniej na lakoniczna odpowiedz, jedna date, jakas legende. Brak jakiejkolwiek reakcji byl odpowiedzia sama w sobie. W tej chwili zdal sobie sprawe z tego, ze prawda nie jest tak prosta - przyczepil Orlom w myslach tabliczke obroncow przed wampirami, jednak obroncy nie byli do konca obroncami, bylo cos wiecej.

Poznanie odpowiedzi ktora byla im winna Szachistka stalo sie dla niego nowym celem. Musial byc cierpliwy. Przeszedl go dreszcz czlowieka odkrywajacego nowy kontynent. Pozostawalo jeszcze jedno jedna sprawa.

- Co w takim razie dalej? - powiedzial starajac sie nawet nie patrzyc na cudownie wygladajaca Szachistke. Oskarzenia o lamanie zasad zostawil innym, on juz dostal nauczke w parti szachow.
 
Szusaku jest offline  
Stary 11-04-2007, 08:35   #26
 
Wernachien's Avatar
 
Joanna

Mimowolnie roześmiała się. Uczucie rozluźnienia jakie ją ogarnęło sprawiło, że zrobiła się po prostu szczera.

-A do czego my wam w zasadzie jesteśmy przydatni? Macie te swoje... moce, więc używajcie ich. Ja lubię swoje życie i chyba nie mam ochoty nadstawiać karku za ludzi o których nic nie wiem. Potrzebujecie mięska armatniego? Kupcie, kurki, wyjdzie więcej i taniej, a w dodatku niektóre sa całkiem ładne. I łatwo się rozmnażają.

W postaci cynizm wyrzuciła z siebie wszystko co uwierało ją pod sercem. Zrozumiała o czym mówił Federalny: jego chęci i ich chęci. Chociaż to nie mogły być zupełnie dwa rozbieżne interesy, poczuła jakąś ulgę i usprawiedliwiła go. Poczuła się gorsza od Ornitologów, ale w końcu miała powody.

Powstrzymała się przed ostentacyjnym wyjściem i ścisnęła mocniej krzesło jakby miało ją uchronić przed napadami chorobliwej dumy.
 
Wernachien jest offline  
Stary 11-04-2007, 19:59   #27
 
Tammo's Avatar
 
Post Janusz, sala rozpraw

Mnóstwo wrażeń. W górę i w dół. Ekscytacja, która poderwała go na widok bitwy. Rozczarowanie zachowaniem gospodarzy. Ekscytacja odkryciem ludzi takich, jak on, ba, bardziej doświadczonych i zorientowanych w temacie! Strach po odsłonięciu się, kiedy zobaczył reakcję kobiety, jej w połowie urwane zdanie i oczy, nagle skupiające się na jego bliznach, przejeżdżające po nich z niedowierzaniem, pytające "jak"...

Ekscytacja wyczutą obecnością. To, jak dotąd, było najlepsze, choć znalezienie innych łowców nie plasowało się bardzo daleko. Rozczarowanie, ze tylko dwie odpowiedzi. Ekscytacja, że jednak ich nie rozdzielą. Rozczarowanie, że mogą próbować przymusić.

Za wiele. Chłopak czuł, że ta huśtawka potwornie go męczy. Wyczute współczucie rozstroiło go. Skąd to wrażenie, że to od gospodarzy? Dręczące pytanie. Zebrał siły.

Rany, ale jestem rozbity. Chciałbym móc wreszcie odpocząć. Długi dzień...

- Jeśli dobrze pamiętam, było powiedziane, że mamy nie pytać o odpowiedzi, jakie dostaliśmy. Nie pamiętam nic odnośnie braku tychże. Zatem pytam. Zadaliśmy trzy pytania. Dostaliśmy dwie odpowiedzi. Z tych dwóch odpowiedzi części w dodatku nie rozumiem, a część budzi mój wewnętrzny sprzeciw. Natomiast - chłopak powstał, zdjął czapkę, stanął wyprostowany mierząc wzrokiem postać kobiety przed nim, tej, która zdawała się prowadzić i przewodzić całej tej sytuacji - pokażę klasę. Uszanuję Wasze życzenie i nie zadam pytań. - podkreślił ostatnie słowa.

- Zamiast tego coś Wam powiem. Nie podoba mi się sposób, w jaki to przeprowadzacie. Jednym z najwspanialszych darów jakie człowiek posiada, jest jego wolna wola. Nie pojmuję nawet ósmej części tego, co próbujecie przekazać, a forma, w jakiej to robicie dodatkowo niesamowicie to utrudnia. Zamiast koncentrować się na tym, co próbujecie mi powiedzieć, powodujecie, że koncentruję się na skontrowaniu Waszego niewątpliwego wpływu na moje życie. Jeśli możecie zatem, zmieńcie to, będzie nam łatwiej. I jeszcze jedna prośba. Chciałbym się dowiedzieć, jaki dziś dzień i która jest godzina. Są ludzie, którzy mogą się o mnie martwić. Niewielu ich, ale tym bardziej ich cenię. I, przyznam, jestem mocno zmęczony. Jeśli to nie problem, chciałbym napić się wody, przemyć twarz. Ogarnąć się trochę, zjeść coś. Odzyskać mój plecak, lub przynajmniej dowiedzieć się co się z nim stało. Dowiedzieć się gdzie jestem. I jeszcze jedno. Nazywam się Janusz Konarski i jestem uczniem liceum ojców Pijarów. A Wy?

Po ostatnich słowach ogarnął wzrokiem całe audytorium. Nie Adama i Joannę. Nie do nich kierował te słowa.
 
__________________
Zamiast PW poślij proszę maila. Stare sesje:
Dwanaście Masek - kampania w świecie Legendy Pięciu Kręgów, realia 1 edycji
Shiro Tengu
Kosaten Shiro
Tammo jest offline  
Stary 11-04-2007, 20:45   #28
 
Solfelin's Avatar
 
Odpowiedzi przychodzą niespodziewanie.

Wernachien, Tammo, Szusaku

Kruczowłosa popatrzyła na nich skrzywiona z bezsmaku, w milczeniu. Wysłuchała ich, po czym krótko, zwięźle i dobitnie im zripostowała.

- Idziemy. Odpowiedź na pozostałe pytanie dostaniecie gdzie indziej.

Przy okazji rzuciła na boku:

- Złamaliście zasady, tak à propos. Jedyną konsekwencją tego będzie nasz brak odpowiedzi na Wasze pytania poza-regułowe.

Mało dała im czas na sprzeciwianie się czy odpowiedź. Wszyscy stali, oni również ku swoim własnym zdumieniu, gdy nagle zobaczyli, co się dzieje z sufitem.

Sufit mienił się kolorami, najpierw orzeł stał się kolorowy i iskrzył się płomykami spadającymi jedynie do połowy w dół i zanikającymi w powietrzu, a zaraz potem mienił się czerwonymi płomieniami, na kilkadziesiąt centymetrów w dół od sufitu.

Tak samo czuli się podczas tych fajerwerków. Przy tęczy mieli dziwne odczucia, na przemian ciepło i zimno, gorzkość i słodkość, a przy płomieniach czuli nadnaturalne ciepło, niemal gorąc spalający coś wewnątrz nich, ale bez parzenia, tak zupełnie delikatny.

Kruczowłosa to także krótko skwitowała.
- To cały czas się dzieje, wcześniej także się działo, tylko jesteście ślepi i jesteście bez mocy lub energii, by to dostrzec. - uśmiechnęła się przy tym, prawie drwiąco, jakby na wspomnienie ich ciągłych zaskoczeń.

Teraz też czekało ich zaskoczenie, bo również i teraz mało przewidzieli, że jednak dostaną odpowiedź na trzecie pytanie, ale w innej formie.

Po jej bokach zaczęli wychodzić z krzeseł pozostałe „Orły”. Nim sformułowali krąg, przez chwilę jeszcze płonął Orzeł na suficie i nagle rozbłysnął się światłem, który ujawnił wokół nich obecność niezliczonej ilości cieni.

Wystraszyli się na ten widok. Wszędzie po bokach, oprócz przed nimi, gdzie byli „Orli”, co widocznie ich ta obecność odpędzała, były widocznie przeraźliwe cienie, formy kleksowe i inne, bardziej złożone, jakby rurowate lub krzywo-krzyżowe.

Wyglądały okropnie. Były dość blisko nich, ale jednak w pewnej odległości.

Usłyszeli przyjazny, ale proroczy śmiech Kruczowłosej.
- To Wasze. Zaraz się dowiecie, kim są.

W następnym momencie, gdy światło z rozbłysku znikło, te cienie również znikły. Jednak coś po nich pozostało. Czuli obecność czegoś mazistego, cienistego obok nich. Widzieli także małe przekształcenia cieni wokół nich. To jest bardzo cieniutkie i subtelne, tak ukryte przed człowiekiem, ich ruchy - że byli jak dotąd w życiu bez świadomości tych przemian, gier cieni.

Orły sformułowały wokół nich krąg, tak, że na lewej stronie, teraz na przedzie stała Kruczowłosa, z ich dawnego przodu i tyłu stały bliźniaczki, czyli teraz bo ich bokach. Z tyłu zaś szła cała reszta, włącznie z tymi wampirami z bitwy szła za nimi, czyli wcześniej za po ich prawej stronie. Odwrócili się więc w stronę Kruczowłosej, tak, że widzieli jej tył i jej włosy.

Odezwała się nieco piękniejszym, wydawało się im, cieplejszym głosem.
- Chodźmy.

Weszli do jakby przedsionku, do bocznego korytarza, jak widać, bardzo długiego. Bliźniaczki wzięły po obu stronach pochodnie i zapaliły, a ciepło wraz ze światłem od tej pory towarzyszyło im w podróży.

Korytarz, czy też bardziej tunel, skręcał w dół i lekko w prawo.
 
Solfelin jest offline  
Stary 11-04-2007, 21:16   #29
 
Szusaku's Avatar
 
Adam, tunel

Byl zafascynowany tym co sie dzieje, nie mogl uwierzyc w to co widzi. Wiedza zdawala sie niemal unosic wokol niego w postaci cieni. Nie rozumial tego ... nie rozumial jeszcze, ale czul ze dotyka trzeciego dna. Nie pojmowal tez jak spektakl, jaki ogladali, byl odpowiedzia na jego pytanie. To po co przybyl bylo jednak tak blisko, choc wciaz daleko.

Nie protestowal kiedy formowal sie orszak do wyjscia z sali rozpraw. Nie protestowal gdy Kruczowlosa-Szachistka oskarzyla ich o zlamanie zasad. Byl juz do tego przyzwyczajony. Sadzil ze nie miala ona zbyt czesto dotyczynienia ze smiertelnikami i jej lekcewarzenie, zniecierpliwienie byly tym wlasnie spowodowane. Wyczuwal zmeczenie u swoich towarzyszy, jednak wogole go nie rozumial. Czul sie niemal niezdrowo aktywny i jego zmysly w ekscytujacej goraczce rejestrowaly wszystko dokola.

Ruszyl tunelem, niemal czujac ze prowadzi on we wlasciwa strone. Strone wiedzy.
 
Szusaku jest offline  
Stary 11-04-2007, 21:35   #30
 
Wernachien's Avatar
 
Gdyby tylko przyjrzeli mi się lepiej to bez problemu by zauważyli, że lubię konkrety. Łamią chyba wszystkie moje świętości. Pieprzona Rada Ornitologów.

Była zmęczona i to zmęczenie dawało coraz bardziej o sobie znać - w rozdrażnieniu, braku cierpliwości, senności.

-Jestem już tym wszystkim bardzo zmęczona.

Powiedziała cicho ze zrezygnowaniem w głosie. Nie dbała o to, czy ktokolwiek ja usłyszał. Pragnęła ciepła spokoju i wielu godzin snu.
 
Wernachien jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 01:39.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170