Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror > Archiwum sesji RPG z działu Horror
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 25-08-2011, 03:28   #1
 
werewolf's Avatar
 
Reputacja: 0 werewolf nie jest za bardzo znanywerewolf nie jest za bardzo znany
Dickson's Greed [SURVIVAL/HORROR][18+]

ROZDZIAŁ I
WITAJCIE W DICKSON!


Jazda była długa, długa i nad wyraz męcząca. Wewnątrz starego, mocno zdezelowanego autobusu robiło się na zmianę lodowato i piekielnie gorąco.
Ogrzewanie wpompowywało do środka zatęchłe, cuchnące i o wiele zbyt ciepłe powietrze, pasażerowie musieli co jakiś czas otwierać okna żeby zaczerpnąć tchu. Głośniki i światełka zamontowane nad siedzeniami nie działy już od wielu lat. Pod fotelami pokrytymi brudnymi i postrzępionymi pokrowcami pełno było starych gum do żucia a po podłodze walały się najrozmaitsze śmiecie.
Kierowcy zdawało się to zupełnie nie przeszkadzać, przez całą drogę dociskał pedał gazu do oporu, tak, że wnętrze pojazdu wypełniał ryk krztuszącego się silnika. Wszelkie pytania, skargi oraz prośby o postój zbywał machnięciem ręki i gardłowym chrząknięciem.
Trzeba było kogoś naprawę upartego i wyjątkowo nieustępliwego żeby zmusić go choćby do krótkiego postoju. Powody tego pośpiechu, poznaliście dopiero w połowie drogi...

***

Do siedzenia kierowcy podeszła młoda dziewczyna, była wyraźnie wściekła. Jej jasnozielone oczy dosłownie sypały skry, rude gęste włosy miała poczochrane od ciągłych przeciągów a twarz zaczerwienioną ze zdenerwowania. Spore piersi pod obcisłą czarną bluzką unosiły się i opadały w rytmie jej przyśpieszonego oddechu.

-Człowieku, do kurwy nędzy! Jedziemy tym pieprzonym złomem już bóg jeden wie ile godzin! Ludzie na zmianę zamarzają i duszą się w tym przeklętym smrodzie! – wydzierała się coraz bardziej rozjuszona faktem, że kierowca nie zwracał na nią uwagi – Do tego wszystkiego mój pęcherz zaraz eksploduje! I zapewne nie tylko mój!

Ze wszystkich stron rozległy się pomruki aprobaty. Wielu z was podzielało jej zdanie, jednak tylko ona była dość bezczelna i odważna a może najzwyczajniej w świecie wystarczająco głupia żeby wstępować na wojenną ścieżkę z 2 metrowym osiłkiem o twarzy pooranej bliznami po ospie.

-ehe – wyburczał beznamiętnie mężczyzna.

-Co? Ehe!? – ruda niemal udławiła się wciąganym powietrzem – Czy ty pod tą czapką masz w ogóle mózg!? Masz się zatrzymać! Tu jest nawet stacja benzynowa! Widzisz!? – wskazała palcem przez okno – Albo sam się zatrzymasz albo ci kurwa pomogę! Nie po to przepłacam za tą wycieczkę żeby szczać do kubka po kawie na oczach całego tłumu! – tłum był oczywiście przesadą, w pojeździe było zaledwie kilkanaście osób siedzących z dala od siebie, nastrój panujący w czasie tej podróży nie skłaniał was do rozmów.

-Dobrze, już dobrze... Przestań zawodzić...– odpowiedział wielkolud zwalniając – Ale to będzie jedyny przystanek jaki zaliczymy, rozumiesz? Lepiej więc będzie jak panienka opróżni ten swój przymały pęcherzyk. W przeciwnym wypadku będzie panienka musiała wystawiać dupę przez okno. – ciągnął beznamiętnie – W radiu zapowiadali na dziś silne opady śniegu... a silne opady śniegu w Dickson znaczą, że droga dojazdowa będzie zasypana... a jak już ją raz zasypie to do wiosny nikt do Dickson ani nie wjedzie ani się z niego nie wydostanie, zrozumiałaś? A ja nie mogę sobie pozwolić na kilka miesięcy z dala od san... – przerwał nagle orientując się, że prawie powiedział więcej niż powinien.

Autobus zatrzymał się przy stacji a dziewczyna natychmiast wyskoczyła na zewnątrz nie odpowiadając już ani słowem.

***


Kiedy wreszcie dotarliście w góry, szybko przekonaliście się, że kierowca wcale nie przesadzał. Śnieg sypał już jednostajnym powolnym rytmem a szare chmury pokrywające niebo dawały do zrozumienia, że to dopiero początek imprezy. Droga z każdym kilometrem stawała się coraz bardziej zaniedbana i kiedy minęliście miasteczko o wymownej nazwie Last Hope, wjechaliście na drogę prowadzącą w wyższe partie gór, dotarło wreszcie do was jak ważny był cały ten pośpiech.
Droga wiodła pod górę, była wąska, pełna dziur i wertepów. Z jednej strony mieliście wysoką, niemal idealnie pionową ścianę a z drugiej coraz głębszą przepaść. Szosa wiła się przed wami, co chwilę wchodziliście w ostre zakręty zbliżając się przy tym niebezpiecznie do starej przerdzewiałej barierki.
Na każdym wyboju i ostrzejszym zakręcie pasażerowie zaciskali ze strachu dłonie na poręczach foteli, co poniektórym wyrywały się nawet jęki przerażenia. Minęliście również kilka tuneli wydrążonych w zboczu góry, sprawiały one wrażenie jakby mogły się w każdej chwili zawalić i pogrzebać was żywcem.
Dopiero kiedy autobus zjechał ze zbocza i zakręcił w leśną drogę, mieliście wreszcie szansę odetchnąć z ulgą. Okazało się jednak, że to jeszcze nie koniec atrakcji...
Ponad dachem autobusu pochylały się potężne, stare drzewa a wąska droga pokryta była wysoką warstwą śniegu. Pojazd poruszał się w ślimaczym tempie a ślady kół za wami szybko znikały pod świeżymi opadami.
Za oknami robiło się coraz ciemniej, uważny obserwator mógł nawet dostrzec, śledzące was z pomiędzy drzew oczy wilków a także ślady obecności innych dzikich zwierząt. Ktoś bojąc się, że ugrzęźniecie zapytał nawet czy nie powinno się założyć na koła łańcuchów, jednak kierowca i tym razem udał, że nie słyszy.
Warstwa śniegu stawała się coraz wyższa a wielu z was zaczynało podzielać obawy, że grozi wam utkniecie w środku lasu. Napięcie rosło wprost proporcjonalnie do spadku szybkości autobusu, który z każdą upływającą minutą grzązł coraz bardziej.
Kiedy nerwowa atmosfera osiągnęła swój szczyt, las nagle się urwał i autobus wtoczył się na most rozciągnięty ponad niesamowicie głęboką rozpadliną. Przed waszymi oczami wyrosło ponure miasteczko pełne starych domów z nie pokrytej tynkiem cegły lub drewna. Przejechaliście powoli główną ulicą Dickson’s Greed, w mieście paliło się niewiele świateł a ulice były całkiem opustoszałe. Większość z domów wyglądała na opuszczone, okna zabito deskami, ściany były obdrapane i brudne. Nawet nieliczne zamieszkane budynki były w opłakanym stanie i nikt na razie nie pofatygował się żeby rozpocząć odśnieżanie.
Bus poruszał się coraz wolniej i wolniej aż wreszcie zatrzymał się na samym początku sporego okrągłego placu będącego centrum miasta.
Kierowca otworzył drzwi i wysiadł bez słowa, pasażerowie ruszyli w ślad za nim. Osiłek uniósł klapę luku bagażowego i odsunął się kilka kroków, żeby wszyscy mogli odebrać swój dobytek.
Ludzie po wyciągnięciu swoich rzeczy rozglądali się dookoła. Plac podobnie jak ulice był wyłożony kocimi łbami teraz pokrytymi już grubą warstwą białego puchu. W jego centrum stał pomnik przedstawiający mężczyznę z opartym na ramieniu kilofem, wystawiany przez lata na ciężkie warunki pogodowe i prawdopodobnie nigdy nie odnawiany był już w tak złym stanie, że nie dało się rozpoznać rysów twarzy. U stóp rzeźby stała spora tablica informacyjna zawierająca mapę miasta i kilka ogłoszeń.
Dookoła placu znajdowały się trzy bary, z których co najmniej dwa z pewnością były od dawna nieczynne a trzeci budziłby poważne wątpliwości gdyby nie palące się w nim światło. Pozostałymi budynkami był niewielki sklepik, dwa dwupiętrowe hotele, ratusz w którym mieściły się zarówno biuro szeryfa, sąd, archiwum miejskie i biblioteka. Ostatnia budowla opisana jako „Kompania Górnicza – Dickson Mining”, była w zadziwiająco dobrym stanie jeśli brać pod uwagę, że w kopalniach dookoła Dickson od dawna nic nie wydobywano.
Hotel „Little Foxy Home”, który sądząc po nazwie był niegdyś również burdelem, miał teraz pozabijane deskami okna i drzwi, natomiast w kilku oknach „Bastard’s Wife Hotel” świeciły się światła sugerujące, że przynajmniej on nadal funkcjonuje.

-Którędy do DeMeo? – zapytał niewysoki otyły jegomość w grubych okularach.

Wielkolud spojrzał na niego spode łba i wskazał palcem na górujący nad miastem, wielki, dziesięciopiętrowy budynek na północy. Wszystkie spojrzenia powędrowały we wskazanym kierunku. Najbardziej zaniepokoił was wszystkich fakt, że ani jedno światło w tym gmachu nie było zapalone, biorąc pod uwagę ile wysiłku kosztowało was zarezerwowanie tam pokoju to hotel powinien być w tej chwili pełen ludzi.
Mężczyzna wsiadł z powrotem do autobusu i zapalił silnik.

-Omal nie zapomniałem... – wyszczerzył się paskudnie w waszą stronę– Witajcie w Dickson.

Drzwi pojazdu zamknęły się ze zgrzytem i autobus odjechał pogrążoną w mroku uliczką.
Kiedy ryk silnika ucichł, na placu zapadła absolutna cisza, przerywana tylko przyśpieszonymi oddechami niektórych z was.
W uszach wciąż jeszcze dźwięczały wam słowa „witajcie w Dickson!”, które z jakiegoś powodu brzmiały naprawdę upiornie.

***

W wypadku pensjonatu DeMeo nazwa okazała się myląca, z daleka wyglądał raczej na nowoczesny hotel niż przytulny pensjonacik. Wybudowano go w sporej odległości od miasta. Dickson znajdowało się w naturalnym zagłębieniu chroniącym mieszkańców przed silnymi wiatrami. Natomiast hotel usytuowano na wzniesieniu.
Gmach górujący nad miastem sprawiał upiorne wrażenie, nie świeciło się w nim ani jedno światło. Droga, która do niego wiodła, pięła się pod górę, zupełnie nie osłonięta przed wiatrem i śniegiem.
Stojąc w centrum miasteczka łatwo było wam stwierdzić, że przy dobrej pogodzie dotarcie na górę musi zajmować przynajmniej pół godziny i kosztować wiele wysiłku. W panujących teraz dookoła warunkach tylko szaleniec mógłby się tam udać.
Głośne kliknięcie otwieranej zapalniczki benzynowej wyrwało was z zamyślenia.

-Nie wiem jak wy ale ja nie jestem na tyle głupi żeby się tam dzisiaj pchać – powiedział młody mężczyzna ubrany w ciężkie buty, czarne dżinsy i czarny skórzany płaszcz, odpalając trzymanego w ustach papierosa – Ten hotel – wskazał brodą na „Bastard’s Wife Hotel” stojący po drugiej stronie placu – wygląda na czynny. Lepiej spędzić tą noc w mieście. Nie żebym chciał się wtrącać w wasze sprawy, to tylko taka przyjacielska rada. – uśmiechnął się i ruszył przed siebie.

-Facet ma rację – powiedziała ruda dziewczyna do swojej koleżanki – Śnieg pada coraz mocniej a już samo wyjście z miasta tymi wąskimi i kiepsko oświetlonymi uliczkami wydaje się mało zachęcające...

Obie ruszyły w ślad za chłopakiem, pozostali pasażerowie również podążyli za nimi. Wszyscy, którzy mieli towarzystwo narzekali między sobą, ci samotni szli w ciszy.

-I to ma być ta niesamowita przygoda? Jesteś idiotą, Harry! Totalnym kretynem! – pokrzykiwała otyła kobieta po 40.

-Kochanie, zobaczysz... nie będzie tak źle, to miejsce wygląda... eee... całkiem ładnie i na pewno czeka nas tu masa zabawy, sama zobaczysz kiedy jutro wejdziemy na górę do DeMeo, przecież widzisz jaki to wspaniały hotel i wcale nie drogi... – Starał się ją uspokoić mąż – Katie, nie stój tak, chodź szybko! – dodał przez ramię do swojej nastoletniej córki, która poczłapała za nimi z wyrazem umęczenia na twarzy.

-Słyszałeś co on powiedział w autobusie!? Nie ruszymy się stąd do wiosny! Wiosny! Mówiłeś, że przesadzał! A ja ci powiedziałam, że powinniśmy zrezygnować! Ale nie! Po co!? Katie musi przecież wrócić do szkoły! Zarezerwowaliśmy pokój tylko na tydzień! Wiesz ile to będzie kosztować!? – darła się dalej.

-Kotku, to bzdura... Na pewno jakoś da się stąd wyjechać... Prawda Katie? – mężczyzna szukał poparcia u córki.

-Tak, tato – odpowiedziała beznamiętnym tonem dziewczynka, coraz bardziej zawstydzona zachowaniem rodziców.

Ludzie zaczęli powoli wchodzić do wnętrza budynku.


Przywitał was niewielki kiepsko oświetlony hol, ściany pokryte starą obłażącą tapetą, na podłodze leżał przegniły i przeżarty przez mole dywan. Pod ścianami poustawiano paskudne, fioletowe kanapy i stoliki.
Przed recepcją utworzyła się spora kolejka z mrocznym jegomościem na czele. Recepcjonista nawet pomimo ciągłego dzwonienia kazał wam czekać na siebie naprawdę długo. Kiedy wreszcie wyszedł z małego pokoiku za recepcją wyglądał na raczej rozdrażnionego. Jego wygląd świadczył dobitnie o tym, że wyrwano go z przyjemnej drzemki.

- Czego dzwoni? Czego? Czekać się nauczy! – mówił drapiąc się po posiwiałej, łysiejącej głowie – Cieszcie się miastowe ludziska, że w ogóle otworzyłem w tym roku hotel, 20 lat stał zamknięty! Ale ja poczciwy chłop jestem i przygarniam takich pechowców jak wy – zaśmiał się nieprzyjemnie.

-Pechowców? – usłyszeliście czyjeś pytanie.

-Ano, pechowców, pechowców – roześmiał się znowu – Jak się ludziska dowiedziały, że utkną w Dickson na całą zimę to się wzięły zmyły... zostało z pięciu narwańców i szukali noclegu... tośmy z żoną i synem otworzyli tą ruinę, nawet się udało prąd i ogrzewanie uruchomić.

-Jak to się zmyły? – zapytała wściekle Barbara, matka Katie – Co znaczy, że się zmyli? I niech mi pan nie wmawia, że naprawdę nie da się wyjechać z tej przeklętej dziury aż do wiosny!

-Co się drzesz kobieto? Zmyły znaczy się wyjechały, nikogo chyba nie stać na kilka miesięcy w tym „kurorcie”...hehe... Goście wyjechali to i obsługa dostała wolne, DeMeo zamknięty do wiosny... Dzwonili dziś z rana odwołać rezerwacje ale widać nie byliście ludziska pod telefonem – zakaszlał właściciel – A wyjechać nie da rady, absolutnie nie da. Chyba, że ma pani helikopter w walizce... Tak czy inaczej, jesteście skazani ludzie na mój hotel... dziesięć dolców za jedynkę, 20 za dwójkę i 30 za trójeczkę... ceny jak widać nie wygórowane, dużych pokoi jest mało ale jak coś to dostawimy wyra do mniejszych...

***

Thomas Blackshire

Miałeś za zadanie napisać artykuł o DeMeo. I co teraz? Jesteś zirytowany po długiej i męczącej podróży a w dodatku pensjonat możesz co najwyżej pooglądać sobie z daleka. Pozostało ci tylko poszukać jakiejś sensacji dotyczącej samego miasta. Jednak już teraz, będąc na miejscu masz przykre wrażenie, że jedyne o czym będziesz mógł pisać to nieuprzejmi mieszkańcy.

Po długim staniu w kolejce wreszcie udało ci się dostać jednoosobowy pokój na pierwszym piętrze, numer 11.

Pokoik okazał się niewielką klitką w której unosił się zapach stęchlizny, wszędzie zalegał kurz a po kątach pełno było pajęczyn. Dzięki bogu ktoś przynajmniej położył na łóżko świeżą pościel. Zajrzałeś do łazienki w nadziei na kąpiel, ale lejąca się z kranów bura substancja skutecznie cię do tego zniechęciła. Położyłeś się spać nie mogąc nawet wywietrzyć swojego nowego lokum ponieważ ktoś, zaśrubował okna na amen.

Bartek Michalak

Do Dickson przywiodła cię wrodzona ciekawość i fascynacja wszystkim co niesamowite i szczerze mówiąc wcale się nie zawiodłeś. Mimo ciężkiej podróży, ożywiłeś się kiedy tylko wjechaliście do miasteczka. Oglądając stare, rozpadające się domy i opustoszałe ulice w świetle nielicznych latarni bez trudu możesz uwierzyć we wszystko co o tym mieście czytałeś. Zarówno duchy, straszliwe sekty, mroczne tajemnice i zaginięcia stają się całkiem realne kiedy ogląda się to mroczne miejsce.
Ogólne rozdrażnienie panujące pośród towarzyszy podróży wcale ci się nie udzieliło i nawet sterczenie w kolejce po pokój nie zmniejszyło twojego zadowolenia.

Dostałeś pokój numer 2 na pierwszym piętrze.

Twój pokoik okazał się mały, kiepsko wyposażony i śmierdzący zgniłym serem. Zaraz po wejściu do środka otworzyłeś okno i rozkręciłeś kaloryfery na maksa. Pościel na łóżku była świeża, po za nią wszystko było zakurzone i brudne. Wszelkie plany kąpieli musiałeś porzucić widząc jak z kranów sączy się brązowa cuchnąca ciecz. Przed snem ogarnąłeś trochę swoje nowe miejsce zamieszkania, rozpakowałeś się i zaplanowałeś jutrzejszy dzień.

Blake Anker

Poszukiwania siostry zawiodły cię aż do Dicksons Greed. Jesteś zmęczony, w ciągu ostatnich tygodni nie miałeś zbyt wielu okazji do snu. O Dickson nie wiesz właściwie nic i ciągle czekasz na telefon z informacjami od przyjaciela. Kiedy dowiedziałeś się, że utkniesz na tym zapomnianym przez boga zadupiu na całą zimę zalała cię fala wściekłości. Jeśli twoja mała siostrzyczka faktycznie nigdy tu nie dotarła to wpadłeś w paskudną pułapkę bez wyjścia.
Jakby mało ci było zmartwień dochodzi do tego jeszcze jakieś ciężkie do sprecyzowania, nieprzyjemne uczucie które ogarnęło cię po przejechaniu przez most. Sam nie wiesz czy po prostu ci się wydaje czy naprawdę twoje wyczulone przez lata służby zmysły starają się wysłać ci ostrzeżenie. Jeszcze kilka lat temu nie miałbyś wątpliwości co do tego jak się w tej sytuacji zachować... teraz jednak nie potrafisz sobie zaufać...

Pokój który dostałeś w hotelu to, numer 6 na pierwszym piętrze.

Wnętrze twojego lokum okazało się całkiem czyste i schludne, ktoś włożył sporo pracy w wysprzątanie go i wywietrzenie. Rozpakowałeś się i położyłeś spać. Wykąpiesz się jutro, teraz potrzebujesz odrobiny odpoczynku żeby zebrać siły na jutrzejszy dzień.

Przez cały czas od kiedy wszedłeś do pokoju masz wrażenie, że ktoś cię obserwuje.

Erick Molden

Próbowałeś dotrzeć do miasta na swoim wiernym motorze. Wszystko szło dobrze aż do momentu kiedy zaczął sypać śnieg, najpierw powoli a potem coraz mocniej i gęściej. Twój motocykl odmówił ci posłuszeństwa w lesie, musiałeś go zostawić na poboczu i ruszyć pieszo przed siebie. Nie miałeś pojęcia jak daleko jest do Dickson ale do ostatniego mijanego miasteczka miałeś kilka godzin pieszej wędrówki.
Dotarłeś do miasta przemarznięty, zmęczony i wściekły na własną głupotę... motor już pewnie zniknął pod śniegiem i zanim będziesz miał okazję go odzyskać minie zapewne bardzo dużo czasu. Twoja kochana zabawka będzie się do tej pory nadawać co najwyżej na szrot.
Przeszedłeś przez miasto, brodząc niemal po kolana w śniegu. Nikt nie przejmował się odśnieżaniem kiedy ciągle jeszcze sypało. Dotarłeś wreszcie do centrum miasta i udałeś się do jedynego budynku gdzie świeciło się światło. Wszedłeś do hotelu i zadzwoniłeś na recepcjonistę, od niego dowiedziałeś się, że DeMeo jest zamknięty, drogi dojazdowe będą zasypane do wiosny i jesteś skazany na pobyt w tym podłym, cuchnącym i chylącym się ku upadkowi przybytku.

Na szczęście udało ci się dostać ostatni wolny pokój, numer 12 na pierwszym piętrze.

Powlokłeś się po schodach i od razu po wejściu padłeś na łóżko i zasnąłeś, nie zwracając nawet uwagi na panujący dookoła brud.

***

Pokój jednoosobowy:

1. Wanna.
2. Umywalka z lustrem.
3. Muszla klozetowa.
4. Biurko
5. Lampka.
6. Krzesło.
7. Fotel.
8. Szafka nocna.
9. Łóżko
10. Szafa.
11. Stolik.
12. Telewizor.
13. Człowiek.
14. Telefon.
 
__________________
"Tylko w milczeniu słowo, tylko w ciemności światło, tylko w umieraniu życie: na pustym niebie jasny jest lot sokoła." - Ursula K.LeGuin "Pieśń o stworzeniu Ea"

Ostatnio edytowane przez werewolf : 05-09-2011 o 00:52.
werewolf jest offline  
Stary 05-09-2011, 00:39   #2
 
Rekkor's Avatar
 
Reputacja: 0 Rekkor nie jest za bardzo znany
"Szybciej...szybciej...dalej...jeszcze chwila...jeszcze...Kurwa...
Wiedziałem...po prostu pięknie... Dickson...zabawa czeka a ja tu utykam...
Kłopoty kiedyś i kłopoty dziś pech ten los.
Idę przed siebie, brodzę, pada. Biednemu piach w oczy i kosa w plecy.
Dlaczego ja, dlaczego Saszka stalowy mój rumaku,w rurę pchany ty"

Myśli kołatały się w mojej czaszce Jak, Dlaczego, Po co... Dlaczego znowu ja ?
Ugrzęzłem w lesie co za rozczarowanie...Padał śnieg z deszczem...

-Saszka jesteś ZŁOMEM-krzyczałem w myślach-Co za złomem-wzdycham za czymś co zostawiłem- tak wrócę po ciebie lalka nie puszczaj się z innymi- z takimi myślami idę dalej nie wiem ile jeszcze... juki zdjęte z Saszki ciążyły ale to były moje narzędzia i... fajki.

-Ile idę ? Godzinę ? Dwie ? Cały dzień ? Do wafla pędzla.- czas mijał ja mokłem idę dalej i dalej.

-Widzę światło, juki ciążą, jest mokro... to stanowczo nie jest mój dzień!- kolejna myśl pełna rozczarowania na świat.
Zbliżyłem się do miejsca gdzie było światło.

"-Kurwa DeMeo jest zamknięty, drogi dojazdowe będą zasypane do wiosny i jestem skazany na pobyt w tym podłym, cuchnącym i chylącym się ku upadkowi przybytku.-" Tak stanowczo za wiele jak dla Ericka,fajka za fajką"- dobrze że dostałem pokój niech i to będzie, mam dość.- "Popłakany z złości staram się zasnąć, zmęczenie pomaga

Dopiero rano zobaczyłem syf i brud tego miejsca 12 pierwsze piętro" -raczej jakieś piekło- myśl poszła- gdzie juki?-" zostawione pod barłogiem nazywanym szumnie łóżkiem.

Dobra telewizornia i pogoda. W tym syfie nie znalazłem pilota więc ręcznie na kneflu włączyłem, pierwszy dźwięk"-Co do Kur...-myśl nie doszłą do końca "Iskry sypneły, błysło, krzesłem trafiłem w kabel a raczej jego mizerną atrapę nigdy nie stojącą obok kabla coś pękło i telewizor się uspokoił."- telepudło zdechło -Trzeźwa myśl w tej chorej sytuacji?"

"-trzeba pokminić za szamunkiem, ta mam nadzieje że lepiej gotują niż sprzątają albo że nie gotują"- te słowa wypowiedziane po cichu Erick zapamiętał.

Ludzie na drogach, ludzie na motorach, ludzie na korytarzu jakiś kolo puka do jedynki, a coś pomarszczonego i czerwonego mu otwiera.

Nieśpiesznie przybliżam się do kolesi, stary i młodszy, jeden ubrany a jeden w szlafroku,
trza okazać pokojowe zamiary i wypytać o koryto -Aleśmy polecieli w �-kit z tym miejscem, jak tam komarunek pansko?- nie czekając na odpowiedź pytam- Obczajeli jak z szamunkiem?- Teraz czekam na odpowiedź.

"-Swoją drogą ciekawe czy zrozumieli że pytam o to jak się wyspali i o posiłek?"- taka myśl pod koniec przebiegła po czaszce.

-Słucham?-

-No tak...- kolejna myśl jak błyskawica.
 
Rekkor jest offline  
Stary 05-09-2011, 00:46   #3
 
Dudi00's Avatar
 
Reputacja: 26 Dudi00 jest na bardzo dobrej drodzeDudi00 jest na bardzo dobrej drodzeDudi00 jest na bardzo dobrej drodzeDudi00 jest na bardzo dobrej drodzeDudi00 jest na bardzo dobrej drodzeDudi00 jest na bardzo dobrej drodzeDudi00 jest na bardzo dobrej drodzeDudi00 jest na bardzo dobrej drodzeDudi00 jest na bardzo dobrej drodzeDudi00 jest na bardzo dobrej drodzeDudi00 jest na bardzo dobrej drodze
Ze snu wyrwał go nie kontrolowany poślizg i uderzenie w górę śniegu. Nie zrobiło to wrażenia na kierowcy to też Bartek z powrotem położył się spać. Już prawie odpłyną gdy pewna kobieta krzyknęła.
-Jezus, w końcu!- Otworzył oczy, spojrzał przez ramie kierowcy, jego oczom ukazała się tabliczka z napisem “Witam w Dickson Greed, mieście widmo.”, po za nią było tylko ścianę śniegu.

-Pani się uspokoi do Miasta jeszcze dobre 40 min drogi.- Nie dało się nie słyszeć westchnień, prychów oraz przekleństw. “Nie ma co, przemiła okolica” pomyślał Bartek i wrócił do starannego uśnięcia.

-No i koniec, przemiłej podróży- To pierwsze słowa jakie pamięta po przebudzeniu, o nocy w DeMeo mógł zapomnieć. Droga do hotelu była zasypana i tylko kompletny ignorant próbował by teraz domagać się swoich praw u rzecznika wycieczki. Pozostawało wędrować w stronę rudery z napisem “Little Foxy Home”, pewna rodzina obok idąc kłóciła się. Z rozmowy wynikało że raczej nie wydostaną się z miasteczka szybciej jak na wiosnę. To by się zgadzało, śnieg padał jak by zapomniał że epoka lodowcowa dawno minęła, a ludzie nie lubią za dużo śniegu.

-To nic przynajmniej jakieś to wytłumaczenie dla rodziców, czemu nie wracam po dwóch dniach. Zapamiętać, wysłać e-mail do rodziców- powiedział sam do siebie i brną dalej w śniegu. W recepcji przywitał ich nie zbyt miły jegomość, jak by cała wycieczka nie była już wystarczająco wkurzona, oburzona lub niezadowolona (w zależności od płci). Z rozmowy szybko dowiedział się, iż nie tylko tę noc jest zmuszony spędzić w tym zacnym przybytku, ale i całą zimę. Bartek modlił się tylko by był prąd, zasięg oraz łóżko. W tej chwili tylko to się dla niego liczyło, wiedział że żadne skarki, narzekania nie odniosą żadnego skutku i nieczego nie zmienią, jedynie popsuje sobie nastrój. Szoda czasu, lepiej przejrzeć okolicę. Dostał jedynke na pierwszym piętrze, pokój był w opłakanym stanie, śmierdziało, było brudno. Ogólne wrażenie, pokój nie użytkowany przez bardzo długi czas, nikt nawet nie próbował udawać że są spełniane pewne standardny. W krótkim czasie ogarną pokój, otworzył okno żeby się przewietrzyło po czym położył się spać.

Noc była mroźna, a otwarte okno na pewno nie pomogło. Zaraz po przebudzeniu, chłopak dopadł się laptopa, przez godzinę szukał zasięgu.

“Miasteczko sprawia wrażenie, odciętego od świata, jest dla siebie całym światem, obecnie przebywam w “Hotelu” Little Foxy Home, na DeMeo nie ma co liczyć. Dziś zamierzam wypytać miejscowych na temat legend.”

-Pierwszy post, no nic każdy od czegoś zaczyna- mówił do siebie, co go trochę niepokoiło.

“W Dickson Greed posiedzę trochę dłużej, śnieżyca uniemożliwia wcześniej ustalony powrót. Napiszę jak będę wiedział coś więcej.
Bartek”

-No to e-mail załatwiony, czas na jakieś śniadanie- narzucił na siebie co popadnie po czym wyszedł na korytarz prowadzący do schodów. Korytarz trochę go zawiódł, był to jedynie stary zaniedbany korytarz, gdzie wieczorem był, był, miał w sobie coś. Kuchnia okazała się zamknięta, a śniadanie na mieście odpadało ze względu na pogodę.
-Czas poznać resztę gości- Jak pomyślał tak zrobił. Na pierwszym piętrze, pukasz do pierwszych drzwi, po trzecim pukaniu Bartek daje sobie spokój, gdy w ostatniej chwili drzwi otwiera, guru, mistrz i władca, toż to sam Charles Wintrop II. Chłopak zbiera szczękę z ziemi i wdaje się w rozmowę z alfą i omegą.
 
Dudi00 jest offline  
Stary 06-09-2011, 23:37   #4
 
MatrixTheGreat's Avatar
 
Reputacja: 938 MatrixTheGreat jest godny podziwuMatrixTheGreat jest godny podziwuMatrixTheGreat jest godny podziwuMatrixTheGreat jest godny podziwuMatrixTheGreat jest godny podziwuMatrixTheGreat jest godny podziwuMatrixTheGreat jest godny podziwuMatrixTheGreat jest godny podziwuMatrixTheGreat jest godny podziwuMatrixTheGreat jest godny podziwuMatrixTheGreat jest godny podziwu
W autobusie robiło się na zmianę gorąco i lodowato. Thomasowi przypominało to znienawidzony przez niego klimat Afganistanu, w którym przyszło mu spędzić trochę czasu. Otwierał okno od razu, gdy zaczynało się robić cieplej, natomiast gdy było chłodno ubierał sweter i trząsł się z zimna. Podróż dłużyła się niezmiernie, bateria laptopa padła po dwóch godzinach, więc Thomas nie miał praktycznie nic do roboty. Wspominał miły lot do Waszyngtonu w przytulnym wnętrzu samolotu. W tej chwili dałby wszystko, żeby warunki w autobusie były, chociaż w połowie takie jak tam.
Większość z pasażerów nie umiała już wytrzymać, gdy zaczęło się coś dziać. Pyskata, młoda dziewczyna wywarła nie małe wrażenie na Thomasie, ochrzaniając napakowanego kierowcę, chociaż ona nie dostałaby tak szybko po mordzie jak facet, który rzuciłby się z pretensjami.
Po zatrzymaniu się na stacji Thomas wyskoczył z autobusu zaraz za dziewczyną, nie tyle po to by się odlać (choć do toalety także się udał), co pooddychać trochę normalnym powietrzem. Reszta podróży przez śnieg i góry minęła w takiej samej nudzie jak poprzednia część z tą różnicą, że teraz dochodziły także momenty strachu.

***

Thomas dawno nie czuł się tak radośnie jak wtedy, gdy kierowca wreszcie się zatrzymał i otworzył drzwi. W podskokach wydostał się na zewnątrz i wziął swoje walizki z luku bagażowego. Rozejrzał się dookoła. Nie obchodziła go architektura, budynki, atrakcje czy co jeszcze tam było. Rozglądał się za przytulnym pensjonatem gdzie już powinien na niego czekać cieplutki pokój. Tymczasem on i reszta „turystów” stała na mrozie po kolana w śniegu.
-Którędy do DeMeo? - zapytał ktoś wreszcie. Kierowca spojrzał krzywo i wskazał jakiś wysoki punkt w oddali. „No to pięknie… Nie ma to jak dobrze zacząć.”
-Omal nie zapomniałem... - wzrok Thomasa znów powędrował na krzywą gębę kierowcy - Witajcie w Dickson - dziennikarz słyszał w głowie te słowa jeszcze długo po tym jak autobus odjechał. Miał długo je zapamiętać…

Blackshire nie czekał długo, gdy ktoś zaproponował zatrzymać się w hotelu w pobliżu. Było cholernie zimno, a do DeMeo był kawał drogi. W środku, poczuł się o wiele lepiej, choć wystrój nie zachęcał zbytnio do pozostania tam dłużej. Wiadomość o zamknięciu pensjonatu, w którym miał się zatrzymać trochę wytrąciła go z równowagi. „No to trochę dupa… Nie wydostanę się do wiosny, a główny temat poszedł się…” Z braku lepszej możliwości wynajął pokój na kilka dni i od razu się do niego udał.

Po przejściu przez próg Thomasowi opadła szczęka, lecz na pewno nie z zachwytu. Pokój był obleśny i brudny, a z kranu zamiast wody lała się brązowa breja. Jedynym pocieszeniem było to, że chociaż pościel była czysta. Dziennikarz szybko się rozpakował, podłączył laptopa do ładowania, przebrał się i poszedł spać.

***

Obudził się następnego ranka i pomimo dość długiego snu był strasznie niewyspany. Spowodował to zaduch w pokoju, w którym nie można było nawet otworzyć okien, oraz towarzyszący mu bez przerwy niepokój. Thomas nie potrafił określić dlaczego go prześladował. Ale to było teraz nieważne, Blackshire ubrał się najszybciej jak potrafił i pognał na parter, by tylko jak najbardziej się oddalić od dusznego pokoju. Wyciągając ciuchy z szafy natknął się na czyjąś kartę kredytową. „Będę musiał ją dać właścicielowi, chociaż i tak pewnie to nic nie da. Z tego co widzę, ten ktoś był tu dużo wcześniej niż ja.”

***

Thomas na dole spotkał kobietę zajętą zamiataniem parteru. Nie zwróciłby pewnie na nią uwagi, ale przeszyła go dziwnym wzrokiem i powiedziała:

-Dobry, parter jeszcze nie gotowy więc kuchnia jest nieczynna, żarcia nie będzie. A na dwór wychodzić nie polecam bo ciągle trwa śnieżyca – kończąc wraca do pracy nie czekając na odpowiedź.

- A dobry, dobry... - odpowiedział mało przytomnym głosem. „No więc zjedzenie czegoś na zewnątrz odpada, a o fajki będę musiał chyba kogoś poprosić. Hm... dobrze, by było powiadomić Matt’a o zamknięciu DeMeo. Byle się nie wścieknie…” Blackshire wyciągnął telefon z kieszeni i spróbował złapać zasięg. Było ciężko, ale w końcu udało mu się dopaść jedną kreskę. Wykręcił numer Matthew’a i zadzwonił. Udało mu się połączyć, niestety nie na długo.


-Tommy? Tommy? To ty? - usłyszał zanim zdążył cokolwiek powiedzieć - Pół nocy do ciebie wydzwaniam, ponieważ… - i tu nastało tylko denerwujące: Beep! Beep!
- Halo? Halo?! Szefie?! Kurw… - odsunął komórkę od ucha i zaklął pod nosem. Zaczął biegać po całym holu próbując znowu złapać zasięg, jednak z mizernym skutkiem.
- Pięknie… - Thomasowi doskwierał głód, ale również ciekawiło go dlaczego Matt do niego wydzwaniał, a jeszcze bardziej dlaczego nie przyszło na jego telefon nawet powiadomienie. Zwrócił się do kobiety:

- O której mniej więcej można by się spodziewać czegoś do jedzenia? I chciałbym porozmawiać z właścicielem, woda lecąca z kranu... no delikatnie ujmując: to nie woda.
-O której? A bo ja wiem… Jak dobrze pójdzie to kolacja będzie serwowana… jak nie pójdzie dobrze to może jutro śniadanie… No i szefem jest mąż, na razie zajęty, ale powiem, że pan się pytał o niego… - kobieta wróciła do swojej roboty. Reportera drażniło takie podejście do klienta, ale w tej chwili i tak nie miał co liczyć na nic lepszego. Wrócił do pokoju z nadzieją na rychły koniec śnieżycy i zostawił otwarte drzwi, żeby trochę wywietrzyć. Wchodząc sprawdził jeszcze czy naładowała się już bateria laptopa z czym mogło być różnie. Następnie zaczął biegać po całym pokoju, a później także po korytarzu, by spróbować się znowu dodzwonić do swojego szefa. „Choćbym miał nawet zacząć chodzić po suficie, czy zwisać głową w dół z tej szafy muszę złapać przynajmniej tą jedną kreskę!”
 
MatrixTheGreat jest offline  
Stary 10-09-2011, 13:08   #5
 
Dudi00's Avatar
 
Reputacja: 26 Dudi00 jest na bardzo dobrej drodzeDudi00 jest na bardzo dobrej drodzeDudi00 jest na bardzo dobrej drodzeDudi00 jest na bardzo dobrej drodzeDudi00 jest na bardzo dobrej drodzeDudi00 jest na bardzo dobrej drodzeDudi00 jest na bardzo dobrej drodzeDudi00 jest na bardzo dobrej drodzeDudi00 jest na bardzo dobrej drodzeDudi00 jest na bardzo dobrej drodzeDudi00 jest na bardzo dobrej drodze
Zbity z tropu wędruję wzrokiem w stronę zadanego pytania.
- Szamu... co ? W każdym razie wszystko na dole jest zamknięte, a na zewnątrz raczej bym się nie wybierał. Rozumiem że Pan również na wycieczkę do DeMeo?- Wyciągam rękę na przywitanie.
-Bartek jestem, miło mi poznać.- Zwracma się w stronę pisarza, również wyciągam rękę.
-Pan panie Wintrop nie musi się przedstawiać, czy jest Pan może w sprawie tych wszystkich plotek na temat tego miejsce? Co pan sądzi o tych wszystkich teoriach na temat obcych, porwaniach i eksperymentach? Czy może skłania się Pan w kierunku zachwiań czasoprzestrzennych na wzór trójkąta bermudzkiego?- Wypowiedziane jednym tchem, mogło brzmieć jak bełkot.

Kręci mi się w głowie zamykam oczy, podpieram się ręką o ścianę. Gdy znowu spoglądam w stronę pisarza i nowego przybysza, zamiast nich stały potwory, nie naturalne wykręcone stawy bredządzące coś o krwi i morderstwie.

Niezwłoczne podbiegam do budki z toporkiem strażackim. Podbiegam do pierwszego, zasłania się swymi odwłokami lecz to nic w porównaniu z toporem, jego zielona, ciepła krew tryska mi na twarz. Pada na kolana drugi wydaje z siebie przerażający pisk, po czym rzuca się do ucieczki. Nie przebiega 5 metrów, robię nieduży zamach i rzucam w jego stronę toporem, który wbija się mi w głowę. Potwór zdaje się jak by jeszcze biegł lecz to tylko pęd. Spokojnym krokiem podchodzę do drgających jeszcze zwłok w zielonej kałuży. Wyciągam toporek za drugim podejściem. Musiał się mocno wbić. Odwracam głowę w stronę pierwszego potwora, chyba próbuje wstać lecz , co dziwne, wydaje być się w szoku ponieważ nic nie mówi. Zaczynam biec w jego stronę, gdy już jestem jakieś dwa metry od niego, biorę zamach. Świst, dźwięk upadającego korpusu, głowa toczy się swobodnie po korytarzu. Chyba powieniem zobaczyć co z resztą, czy potwory ich też dopadły?

Godzina, tyle zajeło mi obejście całego budynku nikogo nie było, same potwory. Chyba spały, nie stawiały oporu, co zrobiły z ludźmi? Muszę się tego dowiedzieć. Najpierw jednak trzeba upewnić się że żadne z tych rzeczy nie wyjdzie z motelu, właściciele napewno zrozumieją. Schodzę do piwnicy, obok dislowskiego generatora, zapewne pracującego gdy elektrownia zawodzi, znajduję kilka baniaków z bęzyną. Rozlewam ją na pierwszym piętrze, na parterze, woń bęzyny unosi sie w powietrzu, drażni moje nozdrza. Lepsze to niż widok potworów. Spakowany, ciepło ubrany, wychodzę głównym wyjściem. Jest na tyle wcześnie że nikogo nie ma na drodze. Butelka z benzyną zatkana kawałkiem szmatki ciąży mi w prawej ręce. Przez chwilę jeszcze patrzę na motel, podpalam i rzucam w lewe okno. Pożar ogarnia cały budynek momentalnie. Po 2 minutach słychać walenie w frontowe drzwi, to jedna z tych rzeczy, chyba próbuje się wydostać. Dobrze zaryglowane drzwi jednak jej to uniemożliwiają. Patrzę jej prosto w oczy, widze jak płonie.
-Zdychaj- Odwracam się i idę w stronę DeMeo.
 
Dudi00 jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:06.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166