Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror > Archiwum sesji RPG z działu Horror
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 18-05-2012, 04:18   #1
 
Issander's Avatar
 
Reputacja: 33 Issander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodze
[18+] Those who crawl through the edges

Prolog.

What crawls may not fall lower, while it is able to rise.




Pierwszym wrażeniem był ból. Później coś obrzydliwego powoli wyślizgnnęło się z żył, co było jeszcze gorsze od bólu. Z cichym sykiem coś przed nim odsunęło się, schowały się też podtrzymujące go, zimne, metalowe ramiona. John upadł przed siebie bezwładnie. Wszystkie mięśnie go bolały, napuchnięte, jakby napompowane płynem.

Spróbował otworzyć oczy i nagle wszystko zrobiło się jeszcze gorsze - odzwyczajone od światła zareagowały gwałtownym bólem, silnie odczuwanym pod czaszką. Gdzie ja jestem?

Poczuł, jak ktoś (kto?!) podaje mu ubranie. Tak... był wszakże nagi, choć go tej pory nawet o tym nie pomyślał, ani o tym, że mogłoby mu być wstyd z tego powodu. Czyjeś ręce pomagały mu się ubrać. Niewyraźnie słyszał pospieszenia, lecz wydawały się być wypowiedziane innym, niezrozumiałym językiem - głosy wirowały, kręciły mu się w głowie, tracąc swój sens.

Spróbował jeszcze raz otworzyć oczy, tym razem wolniej. Zaczynał też dochodzić do siebie. Znajdował się w niewielkim pomieszczeniu, oświetlanym białym światłem, pochodzącym... skąd? To same ściany się świeciły. Teraz natężenie nie wydawało się jakieś ogromne, ale z początku oślepiło go tak mocno, że aż boleśnie. A może zmieniało się, i teraz było po prostu słabsze?

Z pokoju prowadziły jedne drzwi. Nie wyglądały na zwykłe - metalowe, bez zamka czy klamki... Widywał takie... gdzie? Chyba czasem w filmach science-fiction... Tym bardziej zaniepokoił się odnośnie swojego położenia.

W pomieszczeniu znajdowało się osiem kontenerów. A więc z czegoś takiego wypadłem? - Niejasno skojarzył John - Kto i po co, do cholery, mnie tam wsadził, i co mi zrobił?! Pytanie było tym bardziej istotne, że ze ścianki we wnętrzu kontenera sterczało mnóstwo gumowych rurek, zakończonych igłami. Kilka nosiło delikatne ślady krwi.

Otwarty kontener był wilgotny, tak jakby wcześniej znajdował się w nim jakiś płyn, lecz został wylany. John pomyślał, że w takim razie on też powinien być mokry - i rzeczywiście, był, po prostu wcześniej tego nie zauważył. Ubrania wchłonęły większość płynu ze skóry - miał na sobie jednolity, biały kombinezon. Choć było to dopiero przed chwilą, już nie pamiętał, jak udało mu się go założyć. W głowie mu się kręciło.

W pomieszczeniu znajdowało się, razem z nim, sześciu mężczyzn i dwie kobiety. Wszyscy, poza z wyjątkiem jednego mężczyzny i jednej kobiety byli najwyraźniej w tym samym położeniu, co on, zaś pozostała dwójka pomagała im zakładać ubrania. Dwa nieruszone komplety wisiały na ścianie, a pod nimi - osiem par butów, bowiem tych jeszcze nie założyli. Poza tym pokój był pusty - nie licząc niewielkiej kontrolki pod tą samą ścianą, najpewniej obsługującej kontenery.

Co się tu, do kurwy nędzy, dzieje?!


[Trauma z powodu wybudzenia, bazowo +10]
[Rupert, trauma=12, psychodeliki=0]
[John, trauma=10, psychodeliki=0]
[Ignaac, trauma=12, psychodeliki=0]
[Mike, trauma=10, psychodeliki=0]
[Lisa, trauma=8, psychodeliki=0]
[Zack, trauma=10, psychodeliki=0]
 

Ostatnio edytowane przez Issander : 18-05-2012 o 06:04.
Issander jest offline  
Stary 19-05-2012, 16:51   #2
 
Corvus's Avatar
 
Reputacja: 7 Corvus nie jest za bardzo znany
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=yohb3uhnmrs[/MEDIA]

Isaac odczuwał ból w każdym zakamarku swojego ciała. Zdezorientowany, rozmasował mięśnie ramion, czuł się bowiem jakby spędził noc na niesprzyjającej powierzchni. Przetarł oczy palone ostrym, białym światłem, po czym powoli jego wzrok zaczął przyswajać się do nowych warunków. Natychmiast rozejrzał się dookoła z niemałym lękiem stwierdzając iż znajduje się w hermetycznie zamkniętym pomieszczeniu. Nieskazitelnie czyste, niemalże laboratoryjne warunki. Isaac od kilku lat pracował w szpitalu lecz nigdy nie zdarzyło mu się być w nim pacjentem a to jest zupełnie co innego, jak druga strona monety. Ku zdziwieniu dostrzegł iż w pokoju nie znajduje się sam. Z ulgą stwierdził iż pozostali ludzie znajdują się w tym samym położeniu co on, budzili się bowiem powoli tudzież krzątali po pomieszczeniu ospali. Nie docierał do niego jeszcze fakt iż może mu coś grozić, nie potrafił ogarnąć tej sytuacji. Wciąż mu szumiało w uszach a mięśnie drażnił tępy ból. Dostrzegł w końcu czarnoskórego mężczyznę który najwidoczniej tak jak i on, próbował odnaleźć się w zaistniałej sytuacji. Mężczyzna ten zdawał się Isaaca nie zauważać, wykrzyczał jedynie pytanie do nikogo w szczególności i chyba do wszystkich zarazem.

- Sam chciałbym wiedzieć kolego - odrzekł Isaac. - Ciebie też tak łeb napierdala? Co oni nam zrobili?
 
Corvus jest offline  
Stary 19-05-2012, 17:30   #3
 
Martadiana's Avatar
 
Reputacja: 12 Martadiana nie jest za bardzo znanyMartadiana nie jest za bardzo znanyMartadiana nie jest za bardzo znanyMartadiana nie jest za bardzo znany
Jeden oddech, drugi, trzeci.

Biała karta umysłu Lisy zaczęła powoli się wypełniać. Poki co jedyne co się na niej pojawiało to niepokojące wrażenie pustki pamięciowej oraz gwałtowne impulsy bólu tańczące po całym jej ciele. Gdy ustąpiły, a ich miejsce zastąpił stały ból, poczuła jak czyjeś ręce poruszają jej ciałem, zmieniają pozycję, podtrzymują, ubierają. Nie miała sił otworzyć oczu, by sprawdzić co się dzieje, co więcej, zaczynała się bać na jakiej to imprezie wylądowała, że aż straciła przytomność. I od kiedy to kac, objawia się bólem każdej części ciała, a nie tylko głowy? Próbowała przeszukać pamięć, żeby chociaż wiedzieć gdzie się wybrała poprzedniego wieczoru na alkoholowe świętowanie, ale za nic nie mogła dojść do jakichkolwiek wskazówek w swojej głowie, gdzie się znajduje.

W pewnym momencie pomocne dłonie ją puściły, a ona nie mając sił w nogach, całym ciałem upadła na podłogę. To zmusiło ją do otwarcia oczu.

Auuuu, to bolało. Gwałtownie zaciśnięte powieki, próbowała otworzyć wolniej, dłonią przysłaniając oczy.

Gdy w końcu miała jako taką możliwość rozejrzeć się dookoła jej obawy wzrosły. Zaczęła się zastanawiać po jakiej ilości alkoholu mogłaby wylądować w szpitalu, a po dalszych obserwacjach w jej głowie pojawiły się pytania, na jakie to eksperymentalne badania się zgodziła i czy można tę zgodę anulować, jeżeli podpisała ją nietrzeźwa.

Usiadła krzyżując nogi, by obserwować co się dzieje, póki ból nie zmniejszy się do akceptowalnego limitu.
Nagle, usłyszała krzyki ludzi:
- Szybko, pospieszcie się! Tu nie jest bezpiecznie, musimy uciekać!
 
__________________
„Always tell the truth. That way, you don't have to remember what you said.” - Mark Twain

Ostatnio edytowane przez Martadiana : 20-05-2012 o 15:17.
Martadiana jest offline  
Stary 19-05-2012, 18:00   #4
 
MateoVIII's Avatar
 
Reputacja: 0 MateoVIII nie jest za bardzo znany
Przebudzenie

"Koniec z zabawą w podwodnego jeża?"
"Co...?"

Rupert, z racji samotnego życia, przyzwyczaił się już dawno temu do wewnętrznych dialogów z samym sobą, jednak to wydało mu się dziwne.

"Pora wstawać królewiczu, już nie jesteśmy w domu."

Mimo iż Rupert był na nogach od jakiegoś czasu, dopiero teraz tak naprawdę się obudził. Ogrom otaczającej rzeczywistości spadł na niego z wielkim impetem, o ile można to wszystko nazwać rzeczywistością. Wcześniej wszystko było jak sen, Rupert wstał i ubrał się(chociaż jakoś nie może sobie przypomnieć jak to robił), a później wpatrywał się bezmyślnie w metalowe drzwi. Wtedy jeszcze go nie dziwił fakt, że znajduje się w jakimś nienaturalnie sterylnym pomieszczeniu z grupą ludzi, których w ogóle nie zna.
Jednak teraz to wszystko go przeraziło. Zaczął się nerwowo rozglądać po pokoju, którego ściany... świeciły?

+ + +

Rupert zaczął sobie w końcu zdawać sprawę z tego, że jest cały spocony, i że całe ciało go boli i piecze. Czuł się jakby ktoś mu zaserwował dziesięć sesji akupunktury, pod rząd.
"Podwodny jeż? Chyba taki co mu kolce wyrwali."

Kropla jakiegoś płynu spadła mu na głowę, co go już całkowicie wybudziło. Rupert powoli zwrócił swój wzrok do góry, po czym niedobrze mu się zrobiło. Tuż nad nim znajdowały się ogromne pojemniki, spływała z nich powoli jakaś ciecz, a w samym ich środku były przewody albo rurki o ostrych zakończeniach.
"To nie pot... to ta dziwna woda... i ból jak po igłach... nie... błagam, nie..."

"Podwodny jeż", jak się okazało, był adekwatnym określeniem poprzedniego stanu Ruperta.

+ + +

Wpatrywał się w obrzydliwy pojemnik, gdy do rzeczywistości przywołał go krzyk jakiegoś mężczyzny. Gwałtownie się odwrócił w stronę głosu. Większość ludzi, tak jak on, była już ubrana i (w miarę) przytomna, jedni siedzieli nic nie robiąc, drudzy pomagali tym którzy dopiero się przebudzili.

Rupert miał nadzieje, że którekolwiek z tych ludzi wie, co się tutaj dzieje.
 

Ostatnio edytowane przez MateoVIII : 19-05-2012 o 22:54.
MateoVIII jest offline  
Stary 22-05-2012, 16:15   #5
 
zabawowy sigmund's Avatar
 
Reputacja: 19 zabawowy sigmund jest na bardzo dobrej drodzezabawowy sigmund jest na bardzo dobrej drodzezabawowy sigmund jest na bardzo dobrej drodzezabawowy sigmund jest na bardzo dobrej drodzezabawowy sigmund jest na bardzo dobrej drodzezabawowy sigmund jest na bardzo dobrej drodzezabawowy sigmund jest na bardzo dobrej drodzezabawowy sigmund jest na bardzo dobrej drodzezabawowy sigmund jest na bardzo dobrej drodze
"Ta śmieszna granica między jawą a snem... między rzeczywistością, a nierealnością, wszystko jest wtedy takie oczywiste. Jestem tu, bo gdzie indziej mogę być?
Wkładam rękę w rękaw, bo on tam jest. Ooo! Pani mi pomaga. Jak dobrze..."


Zack
nie miał zielonego pojęcia jak w tym momencie wyglądał. Zresztą nikt nie zna swojego wyrazu twarzy w śnie...
Był on zapewne błogi. Taki tępy, szczęśliwy uśmiech dziecka, ubieranego przez matkę... ogólnie człowieka, który nie jest świadom co się z nim dzieje.

Oczywisty był biały mundurek. Sterylne pomieszczenie zalane białym światłem, kontener z igłami również były oczywiste. Były elementem snu...

Mężczyzna zauważył jedną niepokojącą prawidłowość. Robiło się coraz bardziej statycznie. Sny Zacka miały to do siebie, że działo się w nich
dużo, dziwnie i dynamicznie. Tu sytuacja, zdawała się zastygać.


Rozejrzał się. Oczy przyzwyczaiły się do blasku.

***

Przysadzisty mężczyzna, stojący na czworakach, podniósł głowę rozglądając się nieprzytomnymi oczyma, po czym opuścił go ponownie. Potrząsnął głową energicznie.

***

Zack poczuł siłę odśrodkową wypychającą jego policzki. Czuł też twardą, zimną powierzchnię pod swoimi dłońmi... czuł materiał na swoim ciele.
On to rzeczywiście postrzegał. Nie był jeszcze pewien, czy jest to prawdą.
Wytrwałość z jaką gówniarze doprowadzają się do stanu, w którym nie są w stanie zaufać własnym zmysłom, była zdecydowanie godna podziwu.
Jej efekty- pożałowania.


Ku coraz większemu zdumieniu stwierdzał, że to nie był żaden flashback, ani chory wymysł jego wyobraźni. Nigdy wcześniej nie widział tych ludzi i na pewno wcześniej sobie nie wymyślił.
Pewnie też nie potrzebował sobie wizualizować dziewczyny...
Usiadł wsparłszy się o ścianę, rozejrzał się po po zgromadzonych i po pomieszczeniu, oczyma już trzeźwiejszymi.

To miejsce mogłoby wywołać skojarzenia ze szpitalem, dla kogoś, nie bywającego tam zbyt często.
Dla Zachariasa to na pewno nie był szpital.
Jego skojarzenia najpierw powędrowały do "Matrixa". Tak! Tam widział coś podobnego.

Matrix - White Room - YouTube

Z drugiej strony... Stroje jak z "Ghostbusters"...
Boże! O czym on myśli! Był w jakimś świrówku i myślał o cholernych filmach.
Jego myśl jako pierwsza powędrowała w stronę panelu, stojącego w pokoju.
Rozejrzał się po zgromadzonych, patrząc im w oczy. Wskazał palcem na panel.

-Nie wiem co się dzieje, ale to może pomóc.
 
zabawowy sigmund jest offline  
Stary 23-05-2012, 12:02   #6
 
Issander's Avatar
 
Reputacja: 33 Issander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodzeIssander jest na bardzo dobrej drodze
Po chwili wreszcie ból odpłynął, choć ciągle czaił się gdzieś pod czaszką i ćmił od czasu do czasu, gotowy, by znów wydobyć się na powierzchnię. Ostatnie osoby w pomieszczeniu kończyły zakładać buty. Można też było lepiej przyjrzeć się dwójce osób, które najwyraźniej wyciągnęły ich z tych kontenerów... Choć rzadna z sześciu osób nie wiedział jak... ani po co.

Ich kombinezony nie były tak sterylnie czyste, jak te, które właśnie założyli. W kilku miejscach były nawet porwane (choć te, które właśnie założyli wydawały się być bardzo wytrzymałe), a do tego śmierdziały. Do tego para nie była... w pełni sprawna. Mężczyzna nie miał oka (albo z jakiegoś innego powodu na jego głowie znajdował się solidny opatrunek), zaś kobieta dwóch palców.

Bardziej niepokojące od ich wyglądu było jednak zachowanie. Mówili naprzemian bardzo cicho i głośno, jakby bojąc się, że ktoś ich usłyszy, a potem śpiesząc się z rzucaniem słów, jakby sytuacja ich zmuszała do pośpiechu. Do tego co chwila oglądali się za siebie, jakby coś tam się znajdowało... szczególną uwagą obdarzali w tym względzie kąty pomieszczenia. Kobieta zdawała się znosić cokolwiek ich spotkało lepiej. Na twarzy mężczyzny było widać desperację. Co chwila przebiegał po niej nerwowy tik.

- Słuchajcie - zaczęła jeszcze raz kobieta, jakby rozdrażniona, że dopiero teraz doszli do siebie i nie zareagowali na ich poprzednie pośpieszenia. - W jakiś sposób to... miejsce zostało uszkodzone. A nie chcemy przebywać w uszkodzonym miejscu, prawda? Udamy się teraz do centrum dowodzenia, żeby w miarę możliwości ustalić nasze położenie. Jak tylko znajdziemy się w bezpiecznym miejscu, wszystko wam wytłumaczymy.

Kiedy to mówiła, Zack podszedł do pulpitu.

- Nie wiem co się dzieje, ale to może pomóc.
- Za późno - tym razem odpowiedział mężczyzna - To coś steruje tymi kontenerami.

Zack spojrzał w dół. Rzeczywiście. Co prawda wszystkie napisy były w jakimś dziwnym języku, ale kilka obecnych piktografik przedstawiało kontenery i różne urządzenia. Lecz sam język niesamowicie go niepokoił... Cokolwiek było napisane na ekranie, zlewało się w jeden symbol - wielki i niesamowicie skomplikowany. Nie wydawało mu się, żeby do tej pory spotkał się z czymkolwiek w tym stylu.

- Skoro mamy się zbierać... - Rzuciła Lisa i podeszła do drzwi, lecz kiedy tylko miała ich dotknąć, pokój się zmienił. Światło nadal było białe, ale nabrało delikatnie czerwonej poświaty... Nie takiej, jaka pojawia się w filmach z wielkim napisem "ALARM" i syreną... Znacznie bledszej, kojarzącej się raczej ze stwierdzeniem "odmowa dostępu".

Dwójka, która ich uwolniła, natychmiast odksoczyła, kiedy w środku pomieszczenia pojawił się hologram. Przedstawiał człowieka - kobietę, lecz wyraźnie zdraczał cechy wygenerowania za pomocą programu - wszystko było zbyt perfekcyjne i sztuczne, od wyglądu, po zachowanie, gesty i głos.

- Witajcie. Nie bójcie się. Nasze systemy wykryły, że zostaliście wybudzeni w nieautoryzowany sposób. Nie b-ó-ó-ó-j-j-jcie si-ię - Obraz zaczął się zacinać - Nic wam nie grozi. Odpowiednie systemy zostały już powiadomione i niedługo zjawią się tu odpowiednie osoby. - Głos był zdecydowanie zbyt miły jak na prawdziwego człowieka. Mógłby budzić zaufanie, ale tylko u dziecka. U każdego, kto miał już ż życiem do czynienia, stwarzał raczej potrzebę szybkiego oddalenia się od mówiącej nim osoby. - Prosimy o pozostanie na miejscach i nie wpadanie w p-p-p-panikę. W żadnym wypadku nie należy opuszczać tego pokoju-koju-koju-koju-koju-koju-koju...

Denerwujący, zacięty głos brzmiał przez chwilę, po czym coś strzeliło za ścianą, obraz zachwiał się i rozmył, a ściany powróciły do poprzedniego koloru.

- Nasze szczęście - rzuciła kobieta. - Gdyby to się nie skończyło, pewni po chwili włączyłby się gaz, żeby nas uśpić. Chodźmy.

Postanowili jej posłuchać. Wyszli - na korytarz. Był szeroki i niski - przynajmniej dwa razy szerszy niż wyższy. Światła były podobne do tych w pomieszczeniu - z tym, że w połowie wysokości znajdował się ciemny, nieoświetlony pas. Gdzieniegdzie znajdowały się drzwi do kolejnych pomieszczeń.

Na korytarzu było cicho. Jedynie co chwila brzęczała jedna zepsuta lampa, rozbrzmiewały też ich kroki, ale poza tym nie było słychać żadnego dźwięku.



- Musimy iść w tamtym kierunku - zadecydowała kobieta.

Reszta nie miała wyboru - musiała jej zaufać. Wszak najwyraźniej ona i ten drugi mężczyzna wcześniej jakoś się dostali do pomieszczenia z kontenerami. Skoro zachowują się, jakby nie groziło im złapanie, to pewnie tak własnie jest. Poza tym, sami nigdzie by nie trafili w takim otoczeniu. Nie wiedzieli gdzie się znajdują, a w zasięgu wzroku nie widzieli żadnych znaków szczególnych.

Korytarz zakręcał delikatnym łukiem. Wszędzie to samo otoczenie - jednakowe, ciche i martwe. Słyszeli jedynie odgłosy własnych oddechów, serc i stóp.

Po chwili marszu dotarli do końca korytarza - znajdowały się tam duże, otwarte wrota. Weszli do pomieszczenia. Na samym środku znajdował się rząd jakichś maszyn - pewnie komputerów. Było też kilka siedzeń o conajmniej... dziwnym kształcie. Jednak pierwszym, co rzucało się w oczy, było wielkie okno, za którym rozpościerał się widok na planetę... która zdecydowanie nie była Ziemią.

Planeta była czerwona z czarnymi cieniami. Jednak nie przypominała w ogóle znanej spoglądającym na nią "czerwonej planety" - Marsa. Była intensywnie czerwona. Czarne elementy (łańcuchy górskie? kaniony?) Tworzyły żyłki na całej jej powierzchni.

Widok najwyraźniej nie zrobił wrażenia na parze, która ich uwolniła. Natychmiast podeszli do pulpitów, najwyraźniej próbując coś z nich wyczytać.

Reszta osób gapiła się w widok za oknem z rozdziawionymi ustami...
 
Issander jest offline  
Stary 24-05-2012, 21:14   #7
 
MateoVIII's Avatar
 
Reputacja: 0 MateoVIII nie jest za bardzo znany
http://www.youtube.com/watch?v=MAvzA...feature=relmfu

Najpierw te kontenery, potem komputery korzystające z jakiegoś dziwnego języka, ta czerwień jakby wszystko zalało się krwią i ten głos, ten cudny głos, niemal tak nienaturalny jak wszystko tutaj.

"To jest piekło... no i kim do cholery są te "Odpowiednie Osoby" co?"

Wędrówka przez długi niezmienny korytarz, niczym wędrówka przez nicość, za dwójką ludzi, którzy zdają się wiedzieć o wiele więcej od Ruperta i pozostałych. Mówią nam co mamy robić, czemu jeszcze nie powiedzieli co tu robią? Kim oni są?

"To oni są "Odpowiednimi Osobami"?"

Rupert sam do końca nie rozumiał dlaczego, ale z jakiegoś powodu "Odpowiednie Osoby", bez względu na to czy to ta dwójka czy ktoś zupełnie inny, bardzo źle mu się kojarzyły.

Teraz z kolei...

"Wielka czerwona planeta, może to jakaś gra, albo film? Bohaterowie budzą się w jakimś kosmicznym miejscu, są awarie, wybuchy, tajemnicze technologie, niech nam teraz ktoś da tylko broń masowego rażenia i powie jak mamy ocalić świa..."

Rupert w końcu rozumiał, że to jest prawdziwe, że to nie jest element jego snu.

"JASNA CHOLERA! Wielka czerwona planeta! Gdzie my do, do cholery, jesteśmy?!"

Ogromna kula, w której czerń i czerwień mieszały się ze sobą, przywodziła na myśl Rupertowi tylko jedno skojarzenie.

"Co to za miejsce? Gdzie my jesteśmy?" - Chciał się zapytać dwójki, która ich tu przyprowadziła. Jednak sam już sobie odpowiedział na to pytanie.

"To jest piekło..."

To wszystko go przerastało, nie wiedząc co robić, postanowił poczekać aż ktoś w końcu im powie co się dzieje.
 
MateoVIII jest offline  
Stary 24-05-2012, 21:39   #8
 
Martadiana's Avatar
 
Reputacja: 12 Martadiana nie jest za bardzo znanyMartadiana nie jest za bardzo znanyMartadiana nie jest za bardzo znanyMartadiana nie jest za bardzo znany
To jest chyba ten moment, kiedy swój status ze studenta, pora zmienić na abstynenta, pomyślała Lisa. I patrzeć, czy uprzejmi koledzy nie dosypują czegoś do napitku.
Chociaż na imprezach bynajmniej nie stroniła od wszelkich rodzajów alkoholu, to jednak do narkotyków się nie zbliżała, a teraz zastanawiała się, czy ktoś nie zbliżył ich do niej. Dziwiła się jednak klarowności myślenia, ale z braku doświadczenia, uznała to za normę.

Czerwona planeta wyglądała pięknie. Czuła, że to złe słowo, by opisać ten obraz, który znajdował się przed nią, ale wiedziała, że zwykłymi, człowieczymi sylabami nie odda jej potęgi. Zatrzymała się patrząc przez okno z wyrazem podziwu na twarzy, a z jej ust wydobyło się jedno, głośne:

- Wow.

Po chwili jej uwagę przyciągnęły maszyny. Będąc z natury ciekawska podeszła do nich i zaczęła przyglądać się wszystkim przyciskom, czytając podpisy i oglądając obrazki.
Myśląc dalej, że to rzeczywistość, którą widzi po zakazanych substancjach, zaczęła kręcić gałkami.
 
__________________
„Always tell the truth. That way, you don't have to remember what you said.” - Mark Twain
Martadiana jest offline  
Stary 25-05-2012, 01:34   #9
 
zabawowy sigmund's Avatar
 
Reputacja: 19 zabawowy sigmund jest na bardzo dobrej drodzezabawowy sigmund jest na bardzo dobrej drodzezabawowy sigmund jest na bardzo dobrej drodzezabawowy sigmund jest na bardzo dobrej drodzezabawowy sigmund jest na bardzo dobrej drodzezabawowy sigmund jest na bardzo dobrej drodzezabawowy sigmund jest na bardzo dobrej drodzezabawowy sigmund jest na bardzo dobrej drodzezabawowy sigmund jest na bardzo dobrej drodze
Wstał, rozprostował nogi, zarzucił parę razy rękoma... Złapał się za twarz i powoli, rozcierał skórę. Przeciągnął się. Zastałe kręgi strzelały niemiłosiernie.
Przyjrzał się jeszcze raz. Obraz wyostrzał się powoli, jak w obiektywie aparatu.
Tak... 8 osób, z czego dwie wyraźnie wcześniejsze.
Obdarci i zranieni... przerażeni...

Uciął tok myśli.

Nie powinien teraz się nad tym zastanawiać. Nie chciał.

***


Szedł korytarzem. Był on przytłaczający swoją długością i niskim sufitem. Biała, zamknięta przestrzeń, brak możliwości zmiany kierunku.

"Hologramy... Dziwne znaki, gdzie ja k**** jestem?"

Sterylna, nierealna czystość. Brak jakichkolwiek bodźców. Brak jakiejkolwiek odpowiedzi.
W pustej ciszy, szum oddechów, i niosący się echem tupot nóg, zlewały się w nieznośny szum, potęgujący poddenerwowanie, skołowanie.
To było zbyt natrętne, by nie być jawą.

Gdziekolwiek nie działa się ta farsa, Zack tam był -naprawdę.

Następstwa były tu boleśnie logiczne. Nieprzyjemne bodźce nie ustawały. Cholera jasna! On się tu znalazł i musi się dowiedzieć, co się dzieje.

Mimo to, milczał. Był w tym momencie pogrążony w sobie. W burzy wściekłych odruchów poznawczych, daremnie usiłujących wychwycić w tym bezsensie choć zlepek, sensownej przydatnej informacji.

Nawałnica pytań w końcu przemogła za sprawą czerwonej widoku za oknem. CO TO DO JASNEJ CHOLERY JEST!?

-K***... - rzucił półprzytomnym tonem.
Powtórzył to jeszcze trzy razy, zmieniając akcent.

Do tej pory wszystko zdawało się tak rzeczywiste... Mógł być w Hmmm... świrówku, albo na oddziale szpitalnym. Ale gdyby flashback zakrzywiał jego postrzeganie, ale wtedy to czy byłoby to aż tak realne. Nie wiedział już w co wierzyć. W realność doznań, czy w cholerny rachunek prawdopodobieństwa.

On usilnie przeczył możliwości znalezienia się w latającym domu wariatów, na orbicie nieznanej, rażącej czerwienią, planety. Prawda?


Jak mógł znaleźć się tak daleko?

Miał już otwierać usta do odpowiedzi, kiedy zauważył, że dziewczyna - jedna z szóstki, świeższych, z błogim uśmiechem zaczęła dobierać się do konsol.

To było ryzykoewn. Nie mogła tego zrobić. Zack wpierw domagał się odpowiedzi, a szperanie przy wszelkim sprzęcie wprowadzało tylko dodatkowy chaos.
Dotknął delikatnie jej ramienia.

-Zostaw to. Na razie. Nie wiem co się do cholery dzieje, ale na pewno jesteś tak samo prawdziwa jak ja.
 
zabawowy sigmund jest offline  
Stary 26-05-2012, 10:50   #10
 
Corvus's Avatar
 
Reputacja: 7 Corvus nie jest za bardzo znany
Isaac, ociągając się nieco, podążał za parą oszpeconych. Ni w ząb im nie ufał. Miał wrażenie że to jest jeden wielki eksperyment medyczny którego stał się częścią, tylko dlaczego on?

Rozglądał się dookoła niepewnie, mając ochotę, co więcej, potrzebę wydostania się z tej sterylnej trumny.

Nikt się do siebie nie odzywa, wszyscy zamroczeni a ta laska, nawet całkiem atrakcyjna, wygląda mi na niezłe ziółko - pomyślał Isaac. - Przejebane.

Wkroczywszy do pomieszczenia z komputerami przyszła mu na myśl sterownia, tudzież pokój zarządzania rodem z filmów s-f. Zobaczywszy, co ma miejsce za oknem, kompletnie zgłupiał. Nie wiedział czy ma się ciszyć, na widok czegoś tak pięknego, czy się poważnie bać. Wszystko wskazywało na to że coś jest tu grubo nie halo.

- Tego już za wiele. - rzucił pod nosem, po czym pośpiesznym krokiem podszedł do mężczyzny skupionego na jednym z pulpitów. Delikatnie acz stanowczo pociągnął go za ramie - Rządami wyjaśnień - rzekł groźnie, acz nie do końca przekonywająco, wpatrując się w jedyne oko mężczyzny.
 

Ostatnio edytowane przez Corvus : 26-05-2012 o 18:58.
Corvus jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 14:22.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166