Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror > Archiwum sesji RPG z działu Horror
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 04-10-2012, 07:04   #1
 
Pinhead's Avatar
 
Reputacja: 199 Pinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie coś
[Unhallowed Metropolis] - "Cena krwi"

Czarne chmury nad Londynem wciąż nie ustępowały. Z dnia na dzień niebo wydawały się jeszcze bardziej upiorne i dominujące nad miastem niż dnia poprzedniego. Naukowcy byli zgodni, że stężenie szkodliwy substancji lada moment osiągnie stan krytyczny. Ostrzegali oni publicznie przed niepotrzebnym wychodzeniem z domu. Ci, którzy nie musieli ochoczo przestrzegali tych wskazań. Jednak większość mieszkańców miasta była zmuszona opuszczać domowe pielesze, by zarabiać na życie. A ulice Londynu stały się w tych dniach bardzo niebezpieczne. Praktycznie każdy nieboszczyk musiał być natychmiast skremowany, gdyż procent ponownie wybudzających się do życia był wprost przerażający. Trupia straż i Grabarze nie nadążali z neutralizacją zagrożeń. Co i rusz słychać było o zamykaniu całych ulic i ich kompleksowej deratyzacji. Strach wśród mieszkańców był większy niż zazwyczaj.

Mimo tych jakże zadawałoby się niesprzyjających okoliczności, przyjęcie w domu rodziny Meldrum nie zostało odwołane. Lord Meldrum obawiał się co prawda, że wielu gości z uwagi na niebezpieczny czas może odmówić przybycia, ale wierzył że mimo wszystko bal będzie udany, nawet jeżeli przybędzie mniejsza liczba gości. Na szczęście dla niego i jego córki okazało się, że próżność londyńskich elit jest o wiele większa niż strach i obawa o własne życie i zdrowie. Urodzinowe przyjęcie Rebecci Meldrum miało być wydarzeniem sezonu i nikt nie chciał go przegapić. Byłoby to nie tylko wielkim faux pas, ale również oznaczałoby skreślenie takiej osobę z listy najbardziej wpływowych person Londynu.
Dlatego też goście zjeżdżali się do rezydencji rodziny Meldrum już od godziny dziewiętnastej.
Kolejne powozy zatrzymywały na podjeździe rezydencji i wysiadały z nich kolejni ważne persony londyńskiej society.


Lokaj w nieskazitelnie białej liberii i eleganckiej skórzanej masce przeciwgazowej witał wszystkich przybyłych. Każdy nowo anonsowany gość był także witany przez samego gospodarza i jego żonę. Służba już od progu częstowała wszystkich wybornym szampanem i delikatną przekąską.
Goście zebrali się w wielkiej sali balowej, gdzie przy dźwiękach Menueta Boccheriniego prowadzono niezobowiązujące rozmowy.
Na przyjęcie w domu rodziny Meldrum zjawiła się cała elita Londynu. Wszyscy goście wystrojeni w najmodniejsze kreacje i nieodzowne przy tej pogodzie maski przeciwgazowe. Większość pań zdecydowała się na modele lekkie i odsłaniające przynajmniej połowę twarzy.
Taki bal był przecież okazją do zaprezentowania swojej osoby i wdzięków. Tylko co bardziej strachliwe panie, decydowały się na maski, które może i zasłaniały całą twarz, ale gwarantowały za to większe bezpieczeństwo.
Większość prowadzonych rozmów dotyczyła najnowszej mezaliansu, jaki popełnił młody lord Pilckerton. Nie był to, ot taki sobie zwykły mezalians jakie to czasami się zdarzały, gdy młody , urodzi i bogaty panicz brał za żonę szlachciankę z jakiś podupadłej i zadłużonej szlachty. Tutaj przepaść była zdecydowanie większa i bardziej szokująca, bowiem młody Pilckerton wziął sobie za żonę zwykła robotnicę z fabryki. Krążyły różne plotki na temat tego, jak się poznali i co skłoniło młodego panicza do tak desperackiego, zdaniem większości kroku kroku. Zdecydowana większość arystokracji niezmiernie dbała o czystość krwi i nie pozwalała sobie na żadne uchybienia w tej materii. Wiadomym wszystkim był fakt, że słabsza krew oznacza choroby, ułomności i degenerację całej rodziny i przyszłych pokoleń. A przecież to właśnie przyszłe pokolenia były nadzieją na lepsze jutro. Dlatego też decyzja lorda Pilckertona tak mocno dziwiła i szokowała.
Całej sprawie pikanterii dodawał fakt, że młody lord zjawił się ze swoją świeżo poślubioną małżonką na przyjęciu w domu Meldrum. Oficjalnie wszyscy zachwycali się urodą młodej żony, ale za plecami słychać było tylko niepochlebne opinie na temat tego związku i tego, jak to rzutuje na cała szlachtę.
Wszyscy też zachodzili w głowę dlaczego lord Meldrum zdecydował się zaprosić ich do swego domu w tak wyjątkowym dniu. Oczywiście wieloletnia przyjaźń z seniorem rodu Pilckertonów do czegoś zobowiązywała, ale wobec takiego jawnego naruszenia konwenansów można było przecież pominąć osobę młodego panicza przy zaproszeniach.

Wśród zebranych gości przewijał się też drugi temat, równie ważny. Te rozmowy jednak były prowadzone pokątnie, przyciszonymi głosami i zawsze tylko w zaufanym gronie.
Sprawa była bowiem niezwykle poufna i tajemnicza. Mimo całej grozy sytuacji gazety i policja milczały w tej kwestii i wszyscy dokładnie wiedzieli dlaczego. Wyjście sprawy na jaw groziło nie tylko wielkim skandalem, ale także było bardzo niebezpieczne.
Nikt bowiem nie mógł zaprzeczyć, że dwa morderstwa dokonane w ciągu ostatniego tygodnia mogą być początkiem czarnej serii. Zabójstwa w szlacheckich rodach wskazywały, że morderca właśnie w tej grupie poszukuje ofiar.
Ściszonymi głosami wymieniano się skąpymi informacjami, jakie krążyły na temat tych morderstw i snuto różne teorie na temat potencjalnego sprawcy.

Gdy wszyscy goście już się zebrali w jednej sali, lord Meldrum dał znak orkiestrze, by przestała grać. Sam wszedł na podwyższenie ustawione obok orkiestry i przemówił:
- Witam wszystkich moich szanownych gości, przyjaciół i znajomych. Jak wiecie dzień ten jest dla mnie i dla całej mojej rodziny bardzo ważny i niezwykły. Moja ukochana córka Rebecca kończy właśnie dzisiaj, osiemnaście lat.
W sali rozległy się brawa i okrzyki młodych kawalerów życzących “Wszystkie najlepszego”
Lord gestem dłoni podziękował i uciszył towarzystwo.
- To przyjęcie zorganizowane jest właśnie po to, by godnie uczcić ten jakże niezwykły dzień. Moja córka wkracza w dorosłe życie. Rozstaje się ze swoimi lalkami, misiami i innymi przymiotami dzieciństwa i rozpoczyna nowy etap. Staje się już dorosłą panną, zyskując tym samy wiele praw, ale i obowiązków. Teraz jest jednak czas zabawy. Mam nadzieję, że atrakcje które przygotowaliśmy przypadną wszystkim do gusty i każdy będzie się świetnie bawił. A teraz
zatańczmy walca.
Pary ruszył w tan i bal oficjalnie się rozpoczął.
Przyjęcie toczyło się swoim ustalonym rytmem. W jednej sali trwały nieustanne tańce, a dyrygent i orkiestra dwoili się i troili, by muzyka była najwyższej jakości. Na tarasie z widokiem na ogród, gdzie było zdecydowanie ciszej trwały niezobowiązujące rozmowy i dyskusje.
Duża część gości zainteresowała się jednak występem znanego na całą Europę jasnowidza i medium, pochodzącego z Prus Karla von Mithoffa.
Von Mithoff zabawiał towarzystwo odgadywaniem wizerunków kart z zawiązanymi oczyma, wróżył z tarota i interpretował sny. W pewnym momencie jedna z mniej znanych młodych szlachcianek zapytała:
- Sir Mithoff słyszałam, że zajmuje się pan również wywoływaniem duchów.
Młody jasnowidz pokiwał głową, spoglądając uważnie na kobietę:
- Owszem. Pozwoli pani jednak, że uprzedzę kolejne pytanie. Tutaj, na obczyźnie nie zamierzam organizować żadnego seansu. Po pierwsze nie znam tutejszych warunków astralnych, a pod drugie ta pogoda - odpowiedział Von Mithoff unosząc dłoń w górę.
- Ale dlaczego nie - odezwała się gwałtownie Rebecca Meldrum - Czy nie po to, tatko pana sprowadził?
Po twarzy Von Mithoffa przebiegł dreszcze niepokoju.
- Myślę, że suma jaką pan otrzymał za przyjazd tutaj, warta jest ewentualnego ryzyka z jakim ponoć wiąże się wywoływanie duchów.
- Lady... - zaczął niepewnie jasnowidz wstając z krzesła - panienka naprawdę nie rozumie.
- Doskonale rozumiem. Proszę tutaj zaczekać - powiedziała już do wszystkich - Zaraz pójdę po papę.

Mijały minuty, a ani Rebecca, ani lord Meldrum nie pojawili się w małym saloniku. Gdy minął kwadrans i ani ojciec, ani córka się nie pojawili, znudzone towarzystwo opuściło pokój głośno wyrażając swoje niezadowolenie i dezaprobatę wobec lekceważenia gości..
Jedni poszli się czegoś napić, inni potańczyć, a jeszcze inni usiąść i w spokoju porozmawiać.
Dopiero po trzech kwadransach, gdy na głównej sali służba wniosła ogromny tort urodzinowy, lord Meldrum, poprzez zaufanego lokaja wezwał kilku bliskich przyjaciół do swego gabinetu.

WSZYSCY
Cała czwórka stawiła się na prośbę lord w jego gabinecie. Był to niewielki pokoik urządzony ze smakiem i dbałością o szczegóły. Lord stał przy oknie i wpatrywał się w kłębiące się na niebie czarne chmury.
Cała czwórka znała się dobrze i to od dłuższego czasu, ale żadne z nich nie znało powodów dla których gospodarz poprosił ich o rozmowę na osobności. Lokaj, który przekazał im informację był bardzo tajemniczy i zdenerwowany.
- Usiądźcie przyjaciele - odezwał się po dłuższej chwili lord Meldrum.
Gdy odwrócił się do swych gości na jego twarzy malował się grymas głębokie smutku i zatroskania.
- Mam poważny kłopot, moi mili. - zaczął niepewnie - Moja córka... moja ukochana Rebecca... ona zniknęła.
Lord złapał się za brodę i głośno przełknął ślinę. Widać było, że walczy ze sobą, by się nie rozpłakać.
- Sam nie wiem, co mam o tym myśleć. W takim dniu... w takim wyjątkowym i świątecznym dniu... To do niej nie podobne.
Cała czwórka oczywiście miała zupełnie inne zdanie niż ich gospodarz na temat Rebecci. Znana była ona ze swego frywolnego stylu życia i swobodnego podejścia zarówno do konwenansów, jak i ważnych spraw. Lord Meldrum albo żył w kompletnej iluzji i święcie wierzył w niewinność córki, albo starał się nawet przed przyjaciółmi utrzymać pozory normalności.
- Coś się jej musiało stać. Służba przeszukała cały dom... ale nigdzie jej nie ma - głos łamał mu się i drżał z emocji - I jeszcze to plotki o mordercy szlachty. Mam nadzieję, że nic jej nie jest. Błagam was pomóżcie mi. Jak Rebecca się szybko nie znajdzie, to grozi mi poważny skandal. Przez jakiś czas mogę zwodzić gości, ale urodziny bez solenizanta nie mogą się przecież odbyć. Odszukajcie ją, proszę. Znacie ją przecież równie dobrze, jak ja, a może nawet lepiej. Powiedźcie co się z nią mogło stać.
W czasie przemowy lord Meldruma, Henry Vestey przypomniał sobie, że widział Rebeccę udającą się na górę z jakimś młodym mężczyzną, którego widział pierwszy raz w życiu. Mężczyzna ów mimo, że ubrany wytwornie nie wyglądał na przedstawiciela londyńskiej society, a bardziej na zakapiora z doków.
 
__________________
Wakacje - poza siecią prawdopodobnie do 14.09
"Zastanawiałeś się, czemu piekło ma bram siedem i dni w tygodniu jest siedem..." Martwy Snajper
"We have such sights to show you" - Hellraiser

Ostatnio edytowane przez Pinhead : 07-10-2012 o 12:53.
Pinhead jest offline  
Stary 07-10-2012, 20:47   #2
 
F.leja's Avatar
 
Reputacja: 246 F.leja ma w sobie cośF.leja ma w sobie cośF.leja ma w sobie cośF.leja ma w sobie cośF.leja ma w sobie cośF.leja ma w sobie cośF.leja ma w sobie cośF.leja ma w sobie cośF.leja ma w sobie cośF.leja ma w sobie cośF.leja ma w sobie coś
Kenna przybyła na bal w powozie. Ragnar nalegał, Kenna nie potrafiła mu niczego odmówić. Wzięła więc powóz, wzięła Calluma Westa - kamerdynera i wzięła swoje strzelby myśliwskie w razie jakby po drodze nadarzyła się okazja do zapolowania. Od kiedy pojawili się nieumarli miasto nie było już tak nudne i męczące. Mimo wszystko Kenna wolała otwarte przestrzenie swojej rodzinnej wyspy na dalekiej północy Szkocji i rozległe puszcze swojego męża w jego szwedzkim majątku. Często zapraszała znajomych na polowania i dłuższe pobyty zdrowotne. Świeże powietrze i wysiłek były według niej najlepszym lekarstwem na wszelkie humory. Od dawna proponowała Muldrumom, że zabierze ich dzieci na lato na Barra. Niestety, Lord i Lady Muldrum, jak w każdej innej i w tej kwestii byli niezdecydowani i słabi.
O ile Kenna czuła do nich sentyment ze względu na czas spędzony po ich opieką, o tyle nie przepadała za ich irytującą dyspozycją. Dlatego też nie zaciągnęła Ragnara na urodziny małej Rebecci. Jej mąż miał, o ile to możliwe, jeszcze mniej cierpliwości dla słabych i wrażliwych.
Mimo to, Kenna miała wobec Muldrumów towarzyski obowiązek. Gdy po śmierci jej matki, pozbawiona kobiecej ręki Kenna niemal ostatecznie zdziczała, to Lady Muldrum przypadł obowiązek opieki nad zagubioną dziewczyną. To w wyniku tej opieki, Kenna wywołała skandal, którego ostatecznym efektem był pojedynek między jej ojcem, a kochankiem i śmierć ich obu.
Kenna uczestniczyła w swoim życiu w niejednym skandalu, ten jeden ciążył jej jednak jak kamień i sprawiał, że niezmiennie ciążyła ku Muldrumom.
- Lady Kenna Gustaffson-MacNeil, baronessa Barra i Oxenstierna - zapowiedziano ją, gdy przekraczała próg sali balowej. Wiele osób z niechęcią spoglądało na jej męski strój - srudut, spodnie i buty do jazdy konnej, wszystko szyte na miarę i wykonane z najlepszej jakości materiałów. Ragnar lubił ją w spodniach, nie przejmowała się więc naganą w spojrzeniach obcych.
Gdy wreszcie stanęła pośród tych wszystkich wypacykowanych lalusiów i ledwo trzymających się na nogach damulek, poczuła ogromną chęć na cygaro. Postanowiła jednak dać szansę towarzystwu. Krążyła przez chwilę szukając znajomych twarzy, wypatrzyła kilka, jednak nie śpieszyła się do konwersacji. Popijała whisky i obserwowała. Lekką ulgę w nudzie przyniosła jej prezentacja Von Mitthofa jednak i to nie trwało długo. Dopiła drinka i właśnie zdecydowała, że czas się zbierać, gdy Lord Meldrum wezwał ją i kilka innych znajomych duszyczek by poinformować o dramatycznych okolicznościach. Dobrze, że nie zaczął płąkać, dla Kenny nie było na świecie nic obrzydliwszego niż łzy mężczyzny.
Wyciągnęła z wewnętrznej kieszeni surduta papierośnicę i uraczyła się tłustym cygarem. Nie miała przy sobie, jak zwykle obcinaczki, ale przechowywany w bucie nóż myśliwski również się nadał. Zużytą zapałkę wrzuciła do szklanki.
- Czy dziewczyna ma jakichś przyjaciół? - zapytała wreszcie - I jej osobista służąca, rozmawiałeś z nią? Co ma do powiedzenia?
 
__________________
I don't mean to sound bitter, cold, or cruel, but I am, so that's how it comes out. ~~ Bill Hicks
F.leja jest offline  
Stary 07-10-2012, 20:57   #3
 
Pinhead's Avatar
 
Reputacja: 199 Pinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie coś
Lord z niechęcią popatrzył na zachowanie baronessy, ale odpowiedział bez zająknięcia.
- Oczywiście, że ma przyjaciółki. Chyba wszystkie są tutaj obecne. Nie podejrzewam jednak, by wiedziały coś o zniknięciu Rebecci. Jak wiecie... - gospodarz zawiesił głos i widać, że było strasznie ciężko mu to wyznać - moja córka o wiele bardziej woli towarzystwo mężczyzn niż kobiet.
Co do służącej, to już ją przepytywałem. Jednak nie wie ona nic. Rebecca nie miała dla niej specjalnych wytycznych, więc dziewczyna zajęła się jak wszyscy obsługą przyjęcia.
Lord zrobił kilka nerwowych kroków po pokoju i dodał po chwili:
- Ja rozumiem, że zalezienie mojej córki wymaga, by zapytać tego, czy owego o to, czy jej nie wiedzieli. Jednak błagam was bądźcie dyskretnie i bardzo ostrożni. Gdyby ktokolwiek dowiedział się, że solenizantka zniknęła przed końcem przyjęcia... To byłby straszny skandal. Byłbym pośmiewiskiem całego Londynu przez najbliższe tygodnie.
 
__________________
Wakacje - poza siecią prawdopodobnie do 14.09
"Zastanawiałeś się, czemu piekło ma bram siedem i dni w tygodniu jest siedem..." Martwy Snajper
"We have such sights to show you" - Hellraiser
Pinhead jest offline  
Stary 07-10-2012, 23:50   #4
 
Pietro's Avatar
 
Reputacja: 16 Pietro jest na bardzo dobrej drodzePietro jest na bardzo dobrej drodzePietro jest na bardzo dobrej drodzePietro jest na bardzo dobrej drodzePietro jest na bardzo dobrej drodzePietro jest na bardzo dobrej drodzePietro jest na bardzo dobrej drodzePietro jest na bardzo dobrej drodze
Nawet teraz, kiedy znalazł się już pośród osób przybyłych, by świętować urodziny Rebecci Meldrum, nadal miał wątpliwości co do celowości swojego przybycia. Z zasady nie odrzucał zaproszeń, te były bowiem doskonałą okazją do znalezienia nowych przyjaciół, wzmocnienia stosunków z już obecnymi, czasem nawet zniszczenia niezbyt bliskich jego sercu dusz. Z drugiej strony tego typu spotkania obfitowały również w okazję do łowów, a Henry ponad wszystko był drapieżnikiem z krwi i kości.

Poza kilkoma wyjątkami to okazało się być jednak sporym zawodem. Szczególnie biorąc pod uwagę wszystkie środki ostrożności oraz trud włożony w samo dotarcie do posiadłości. Większość czasu poświęcał więc na lawirowanie między tańczącymi parami i kręgami dyskusyjnymi formującymi się w praktycznie każdym miejscu sali.

Taaaaaaak, ci ludzie uwielbiali dyskutować. Nawet wielogodzinne dywagacje nie potrafiły zaspokoić ich apetytu na potyczki słowne. Henry również miał do nich słabość, choć jak ze wszystkim czego się podejmował - gra zawsze musiała być warta świeczki. Z tego powodu nie robił nic czego nie wymagałyby od niego zasady etykiety. Zaczepiony odpowiadał, by chwilę później zbyć rozmówcę, pozostawiając mu tylko wspomnienie uśmiechu i racząc go widokiem swych znikających w tłumie pleców. Zupełnie jakby były to najwspanialsze z darów.

Nie zainteresowały go dyskusje o skandalu, którego dopuścił się ten idiota Pilckerton. Podobnież kłótnia solenizantki z Karlem von Mithoffem, bo i podobnego zachowania doświadczył z pierwszej ręki. Sama postać medium być może stanowiła kuriozum i na swój sposób rozbudziła jego akademicką ciekawość. Niestety był bardziej niż pewien, że w tych okolicznościach nie dane mu będzie wymienić z gościem honorowym choćby jednego zdania. Spodziewał się heroicznej szarży troskliwego ojczulka, który wtargnie do sali na białym koniu. Wszystko by spełnić życzenie swej rozpieszczonej córki. Po gospodarzu i samej solenizantce nie było jednak śladu. Henry nie uznał tego za dobry znak. Wymknął się z pomieszczenia i postanowił rozejrzeć po posiadłości. Minęła ledwie chwila, a jego oczom ukazały się dwie postacie znikające na piętrze.

Widać Rebecca znalazła sobie nową zabawkę. Choć była z tego sławna, Vestey nigdy nie wątpił, że seanse spirytystyczne nie są w jej oczach nawet w połowie tak atrakcyjne, jak te odbywające się w towarzystwie prawdziwego mężczyzny. Jego umysł potrzebował chwili, by poukładać wszystko w całość i dopiero wtedy uświadomił sobie, że jego twarz była mu obca. Było w niej coś tak odstającego od utartego modelu, brakowało mu arystokratycznych rysów, jego ubiór wykraczał również poza zwyczajowy strój służby. Czyżby przemyciła kogoś do własnego domu? Nie wiedział co knuła, ale nagle całe to przyjęcia wydawało się nabierać rumieńców.

Jego uwagę odwróciły dźwięki ludzi wyraźnie zachwyconych urodzinowym tortem, który właśnie pojawił się na sali. Z wolna ruszył więc w kierunku reszty towarzystwa, a przynajmniej taki miał zamiar, przed tym jak na jego drodze pojawił się członek służby z więcej niż intrygującą prośbą.

***

Udając się do prywatnego pomieszczenia, w którym oprócz lorda znalazło się jeszcze kilka doskonale znanych mu figur i wsłuchując się w słowa zdesperowanego rodzica, miał wrażenie że bal dopiero się zaczął. Przepuszczenie takiej okazji byłoby więcej niż ogromną stratą, byłoby niewybaczalnym błędem. Henry w myślach widział już tysiące możliwości na późniejsze wykorzystanie tej sytuacji. Tym bardziej, że cała sprawa nie zdawała się być zbyt skomplikowana.

Ot kolejny potencjalny skandal, w których tak lubowała się ulubienica Meldruma. Z tą rodziną działo się coś złego, to nie ulegało wątpliwości. Co gorsza nie rozprzestrzeniało się wyłącznie przez krew, co mógł wywnioskować spoglądając na lady Gustaffson. Lubił wyzwania, choć mimo wszystko trochę bardziej kobiety. Jego uwaga powędrowała ku gospodarzowi dopiero kiedy w odpowiedzi na jej pytanie użył słowa “dyskrecja”. Ledwie zdołał powstrzymać kąśliwą uwagę. Doprawdy w tak doborowym towarzystwie, kto martwiłby się o subtelne działanie?

Dał sobie jeszcze moment na zlustrowanie twarzy obecnych w pomieszczeniu i dopiero uświadamiając sobie, że jako jedyny posiada jakiekolwiek istotne informacje postanowił zabrać głos.

- Lordzie Meldrum - wykonał krok w przód i uraczył go jakże wystudiowanym spojrzeniem pełnym na pozór szczerego współczucia. - Modlę się by w twym sercu znalazło się wystarczająco dobroci by mi wybaczyć. Tak się bowiem składa, że na własne oczy widziałem jak panienka udaje się na piętro w towarzystwie nieznanego mi mężczyzny. Powinienem był ją zatrzymać, ale obawiałem się, że doprowadzi to tylko do kolejnej awantury. Jej zniknięcie uświadomiło mi jednak jak straszliwy błąd popełniłem.
 
Pietro jest offline  
Stary 08-10-2012, 11:02   #5
 
Pinhead's Avatar
 
Reputacja: 199 Pinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie coś
Lord pobladł jeszcze bardziej o ile to było w ogóle jeszcze możliwe. Popatrzył z lękiem na Vestey i powiedział:
- A kim był ów mężczyzna? Jeden z moich gości? Jeśli tak to trzeba go jak najszybciej znaleźć i wypytać o Rebeccę.
Lord Meldrum znowu zaczął nerwowo chodzić po pokoju i zaczął głośno mówić ni to do siebie, ni to do swoich gości:
- Przecież nikt bez zaproszenia nie mógł wejść na bal. Z drugiej strony po kuchni kręciło się tylu gońców, że ktoś się mógł zakraść do domu.
Gospodarz ponownie przystanął przed Vesteyem i zapytał:
- A jak wyglądał ten mężczyzna?
 
__________________
Wakacje - poza siecią prawdopodobnie do 14.09
"Zastanawiałeś się, czemu piekło ma bram siedem i dni w tygodniu jest siedem..." Martwy Snajper
"We have such sights to show you" - Hellraiser
Pinhead jest offline  
Stary 08-10-2012, 22:32   #6
 
Volkodav's Avatar
 
Reputacja: 27 Volkodav jest na bardzo dobrej drodzeVolkodav jest na bardzo dobrej drodzeVolkodav jest na bardzo dobrej drodzeVolkodav jest na bardzo dobrej drodzeVolkodav jest na bardzo dobrej drodzeVolkodav jest na bardzo dobrej drodzeVolkodav jest na bardzo dobrej drodzeVolkodav jest na bardzo dobrej drodzeVolkodav jest na bardzo dobrej drodzeVolkodav jest na bardzo dobrej drodzeVolkodav jest na bardzo dobrej drodze
Ogród był cichy i martwy. Z oddali dochodziły przytłumione głosy zachwyconych ludzi. Dla Kinga był to odległy świat, który oglądał jak przez mgłę. Bardziej wyraźne były dla niego dźwięki łamanych gałęzi i szeleszczących liści, które słyszał około stu metrów na wprost od siebie. Szedł w ich kierunku już od jakiegoś czasu. Broń była w pogotowiu, latarka ściśnięta lewą dłonią w każdej chwili mogła rozświetlić noc światłem UV, nerwy na całe szczęście trzymał jeszcze na wodzy...
-Panie King - ktoś wołał - Panie Bishop, tfu King...
-Tu jestem matole - wyprostował się rozumiejąc na co polował przez ostatnie kilkanaście minut - Tutaj!
-Lord Meldrun wzywa... proszę za... mną... - kamerdyner wygrzebał się z krzaków i ledwo łapał dech w piersiach
-Dobra, dobra. Syn, córka, czy brat? - spytał wprost
-Ja... ja... nie wiem takich rzeczy...
Nawet nie czekał na dalsze wyjaśnienia po prostu ruszył w stronę budynku. Dla niego i tak był to służbowy wieczór. Pierwotnie miał ochraniać przyjęcie, teraz najwidoczniej pojawiła się kolejna wpadka lub eksces którejś z pociech Meldruna (do jego pociech wliczał też brata - najbardziej niesfornego bachora w całej zgrai).

Do pokoju wszedł z garścią przekąsek, które zgarnął z tacy któregoś z kelnerów. Wrzucając kolejną krewetkę do ust, kiwnął głową na powitanie i siadł na jednym z foteli. Historia, którą przedstawił Meldrun pasowała jak ulał do tego co zwykle mówił w podobnych sytuacjach. Córeczka zostawiła go na granicy skandalu a biedny lord nie wie co zrobić. Czasami King miał już tego dość.
-Jakbyś powiedział to bym na nią miał oko - wrzucił do ust ostatnią krewetkę i odchylił się na fotelu - Tak... a zresztą skoro i tak ją widziano na piętrze. Może ktoś z Was - zwrócił się do reszty zgromadzonych - iść i tam i sprawdzić czy czasami nie umila czasu gościom? Ja w moich moro ciuchach i z bronią będę tam wyglądał jak awangarda oddziału szturmowego.
Bishop nie lubił wiele gadać jeśli nie widział w tym potrzeby (wojskowe przyzwyczajenia) a tutaj potrzebne było działanie. Dlatego od razu zaproponował plan.
-Ja w tym czasie skoczę za budynek, od strony ogrodu są balkony. Może tam gdzieś siedzi? Jeśli to tylko miłosna eskapada to pewnie zaraz będziemy tutaj razem z Twoją córką - zwrócił się do lorda - Jeśli nie to zacznę szukać śladów w ogrodzie.
 
__________________
Regulamin jest do bani.

Ostatnio edytowane przez Volkodav : 08-10-2012 o 22:37. Powód: literówka
Volkodav jest offline  
Stary 09-10-2012, 11:50   #7
 
Caleb's Avatar
 
Reputacja: 8070 Caleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputację
Abraham ubrał na bal swój brunatny surdut, wąskie spodnie oraz długie buty ze srebrnymi klamrami. Suma sumarum przedstawiał sobą schludny choć nie ostentacyjny widok. Na miejsce przyjechał wynajętą karetą. Dźwigając się z pluszowego siedzenia, rzucił przez okienko woźnicy srebrną monętę. Zaraz już wtopił się w tłum przed ogromną rezydencją rodziny Meldurm. Jako jedyny tutaj nie nosił maski. Plotki głosiły, że jego płuca są niczym stalowe miechy i w zasadzie było to prawdą. Abe co chwila zanosił się zduszonym kaszlem, gdyż jego układ oddechowy od lat był skażony osadem będącym wspomnieniem przeszłych eksperymentów. Stężenie dwutlenku węgla oraz siarki w powietrzu było dla niego śmieszne.
Unikał rozmów, zazwyczaj trzymając się na dystans i ograniczając się do obserwacji z kieliszkiem szampana w dłoni. Dobrze wiedział, że nie brakuje tu takich jak on. Czyli tych, którzy przyszli na bal z towarzyskiej konieczności, aby nie wypaść z londyńskiej elity, nie dlatego, żeby komuś personalnie zależało na smarkuli czy jej ojczulku. Z tego, co już słyszał, Pilckerton wziął sobie jakąś młódkę z fabryki. Pewnie po prostu ma czym oddychać - temu facetowi nie potrzeba więcej niż mieć co ścisnąć. Nie aprobował tego typu mariaży. To jakby rozcieńczyć silną zasadę. Można, tylko po co? Bardziej intrygowały te doniesienia o morderstwach, choć takie rzeczy zdarzały się w tych sferach periodycznie. Ktoś przeszkadzał w przetargu na budowę gmachu dla lokalnego barona - trafiało do niego wino z niespodzianką. Inny skarżył na łapownictwo - budził się z nożem w plecach. Bywa.
Abraham został wezwany do gabinetu wraz z trójką znajomych. Zdarzyło się im sprzedać to i owo. Primo, był tu nieokrzesany Bishop. Prywatnie Roche zastanawiał się dlaczego w ogóle jest dopuszczany na salony tak prosty człowiek jak ów osobnik. Z drugiej strony ten nie miał w zwyczaju przynudzać niczym archetypowa, błękitna krew. Wręcz przeciwnie, był konkretny w relacjach z innymi. Kenna stanowiła bardzo pewną siebie jednostkę, o której życiu mówiło się dużo i barwnie. ,,Chytra lisica, trzeba będzie na nią uważać" - pomyślał alchemik. Henry'go kojarzył jako podejrzanego mężczyznę, który potrafi dużo mówić, jednocześnie nie przekazując niczego, co naprawdę myśli. Zdarzało im się wymienić parę słów oraz pohandlować. Wydawał się być równie cyniczny, co Abraham, jednak nie znaczyło to, że czuł z nim jakąkolwiek więź. Cóż, podsumowując tą trójkę, mógł trafić gorzej.
Odczekał, kiedy inni skończą mówić, spokojnie spoglądając na gospodarza. Co te ojcostwo robi z człowieka? Gówniara pewnie puszcza się z jakimś nadzianym gogusiem, a ten ma ją pewnie za definicję niewinności. W ogóle, gdyby zaprosił go z podobną sprawą ktoś inny, Abraham głośno zaśmiałby się z trywialności problemu. Jednak Meldurm wiele znaczył w mieście, także gość nie okazał nic, co mogłoby zdradzić pogardę wobec sytuacji. Nie pozwalając, aby kamienna mina zdradziła choć cień emocji, zapytał:
- Z całym szacunkiem dla tutejszego personelu, ale ktoś z tak ordynarną aparycją... - mimowolnie spojrzał również na Bishopa - ...winien zwrócić uwagę wielu osób. Czy jest pan pewien swojej służby? Może ktoś ostatnio zachowywał się podejrzanie? Niczego nie insynuuję. Po prostu trzeba przewidzieć każdą możliwość. Tymczasem dowiedzmy się od pana Henry'ego jak wyglądał ten zagadkowy jegomość. Ja sam mam zamiar zróbić mały obchód na górnych piętrach. Nie ma co zwlekać i niepotrzebnie przeciągać tej uroczystości.
 

Ostatnio edytowane przez Caleb : 09-10-2012 o 12:48. Powód: kosmetyka
Caleb jest offline  
Stary 09-10-2012, 20:18   #8
 
Pinhead's Avatar
 
Reputacja: 199 Pinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie cośPinhead ma w sobie coś
Gdy w gabinecie lorda Meldruma trwała narada w sprawie zniknięcia Rebecci, na sali balowej goście coraz bardziej się niecierpliwili. Służba dwoiła się i troiła, by zatrzeć złe wrażenie, ale coraz głośniejsze były głosy o skandalu i obrazi gości.
Tort ustawiony na ruchomym podeście był niczym piętno na niewolniku, niczym bolesny blizna, która przypominała o wstydliwej przeszłości.
Lord Meldrum zasypany lawiną pytań, co prawda odpowiadał na nie wszystkie, ale po jego minie można było wywnioskować, że chyba mocno żałuje swojej decyzji. Poproszeni o przysługę przyjaciele domu raczej nie okazali należytej troski i zakłopotania sytuacją. Wręcz przeciwnie kolejnymi aluzjami i pytaniami wyraźnie sugerowali, że zniknięcie Rebecci nie jest ani żadnym porwaniem, ani czymś czym należałoby się martwić.
Po kilku minutach ustalono, że Rebecca widziana była po raz ostatni w towarzystwie, jakiegoś podejrzanego mężczyzny. Prawdopodobnie z własnej woli udała się z nim na piętro, być może do swego pokoju.
Pobieżne przesłuchanie służby niejako potwierdziło słowa Vestey’a. Jeden z lokai przyznał, że widział tajemniczego mężczyznę o aparycji bliższej mętom z doków, niż jakiemuś paniczowi. Jednak jego nienaganny strój sprawił, że służący nie dopytywał się o niego, ani nie badał sprawy.
Jedna z pokojówek po dłuższym namawianiu w końcu wyznała, że widziała panienkę jak znika z jakimś mężczyzną w swoim pokoju. Był to jednak przystojny młodzieniec, o twarzy iście anielskiej, a nie jakiś hultaj z doków, czy inny przebieraniec.

Nie pozostawało nic innego, jak zakończyć naradę i zacząć prawdziwe poszukiwania. Lord Meldrum blady, jak ściana podziękował swoim przyjaciołom i jeszcze raz prosił o dyskrecję.
Wszyscy wrócili, więc na salę balową gdzie gospodarz przemówił do zniecierpliwionych gości.
- Szanowni goście! Przyjaciele! Bardzo was przepraszam za tak nagłe zniknięcie, jednak dostałem pilny telegram. Sprawy służbowe - wyjaśnił krótko - Troszkę was przez to zaniedbałem, za co was serdecznie przepraszam. Jak się okazuje również moja służba pospieszyła się z wniesieniem tortu. Zapomnieli o niespodziance wieczór.
Lord Meldrum zrobił teatralną pauzę, po czym zaczął mówić jeszcze głośniej i donioślej.
- Pozwólcie państwo, że wam przedstawię. Nasz wielce szanowny, zagraniczny gość. Europejska sława spirytyzmu. Wielki jasnowidz i medium, czcigodny Karl von Mithoff.
Lord zaczął klaskać, co szybko podchwycili inni goście.
Wywołany von Mithoff stawił się obok gospodarza i ukłonił się wszystkim.
- Z tego co wiem, sir Mithoff raczył już pokazać państwu próbkę swoich umiejętności. To jednak było dopiero preludium przed tym, co nas dopiero czeka. Nasz szanowny gość obiecał mi, że z okazji urodzin mojej córki zorganizuje największy dotychczas seans spirytystyczny w całej Europie, a może i na świecie. Oczywiście w seansie tym weźmiemy udział my wszyscy.
Pomruk niedowierzania przebiegł po sali, a sam von Mithoff wyraźnie pobladł. Chciał coś powiedzieć, ale lord Meldrum nie dał mu dojść do głosu.
- Prosiłbym państwa o to, aby się przygotować, bo za dziesięć minut zaczynamy. Służba potrzebuje czasy, by wszystko przygotować.

Lady Kenna Gustaffson
Gdy lord Meldrum przemawiał do stojącej pod ścianą lady Gustaffson podeszła, lady Meldrum.
- Witaj droga Kenno - szepnęła - Słyszałam, że mój mąż już zrzucił na was swój problem. Jak zwykle boi się skandalu i zrobi wszystko, by przyjęcie zakończyło tak jak sobie zaplanował.
Niestety jego wyobrażenia o naszej małej córeczce, ni jak się mają do rzeczywistości. Nasza Rebecca już dawno wkroczyła w świat dorosłych. I niestety córeczka tatusia nie jest już taka niewinna, jak to się wszystkim wydaje. To, co jednak ta smarkula zrobiła teraz przechodzi ludzkie pojęcie. Sprowadzić sobie kochanka pod rodzinny dach i to w czasie, gdy na dole trwa w najlepsze przyjęcie na jej cześć. A najzabawniejsze jest to, kogo wybrała sobie na swego oblubieńca. Nie zgadniesz. Młodego Pilckertona. To Rebecca namówiła ojca, by go zaprosił. To z nim Rebecca zniknęła w swoim pokoju. I to właśnie młodego panicza trzeba, by zapytać gdzie jest nasza ukochana córeczka. Tylko nie mów tego za szybko Fryderykowi. Niech się troszkę podenerwuje. Znikam przypilnować służbę. Pa.


Henry Vestey, Abraham de la Roche

Dwaj dżentelmeni stali na tyłach zgromadzonego tłumu gości i jak reszta słuchali przemówienia lorda Meldruma. Nagle coś ukuło sir Vestey’a w plecy. Gdy się odwrócił ujrzał panicza Meldruma, który ponownie ukuł go swoją laską.
- Teee - wysyczał, a jego wzrok błądził gdzieś po suficie - Ja wiem, gdzie jest ta mała kurewka. Hi, hi, hi - zachichotał zakrywając usta dłonią - Moja siostrzyczka zapewne świętuje teraz swoje urodziny w towarzystwie innych kurew z “Perły Albiony” Mój tatuś pewnie poprosił was, byście ją sprowadzili z powrotem. Zabierzcie mnie ze sobą, a pokażę wam gdzie mieści się to upojone i jak mawiają niektórzy rajskie miejsce.
Zarówno Vestey i de la Roche słyszeli kilka plotek o ekskluzywnym klubie, gdzie ponoć dostępne były wszelkie rozkosze tego świata. Niestety ani jeden, ani drugi nie wiedział, gdzie ów klub się znajduje, więc propozycja Thomasa Meldruma wydawała się kusząca, o ile oczywiście była prawdziwa. Wszyscy wiedzieli, że lord Meldrum często nie wypuszcza swego syna z domu z obawy przed jakimś jego wybrykiem.

King Bishop
Gdy goście wysłuchiwali przemówienia lorda Meldruma, Bishop ruszył obejrzeć teren wokół rezydencji. Spodziewał się znaleźć tam jakieś ślady, które pomogą mu wysnuć jakąś teorię na temat zniknięcia córki gospodarza.
Ani późna pora, ani mrok panujący w ogrodzie nie zniechęciły Bishopa. Miał on ze sobą jeden z wynalazków galwanistów i umiał go wykorzystać. Przenośna lampa elektryczna nie tylko rozpraszała mrok, ale również pozwalała wprawnemu oku dostrzec o wiele więcej szczegółów.
Bishop się nie zawiódł. Pod oknami pokoju Rebecci znalazł wyraźne ślady kobiecych butów. Prowadziły one wprost do ogrodzenia posiadłości i tam się też kończyły. Wskazywało to wyraźnie, że to właśnie tędy Rebecca Meldrum opuściła rezydencję. Ślady były na tyle wyraźne i świeże, że nie było wątpliwości że zostały pozostawione tej nocy.
Wracając Bishop znalazł jednak coś jeszcze. Coś co przykuło jego uwagę o wiele bardziej niż sprawa zniknięcia córki lorda. Zarówno przy płocie, jak i w kilku miejscach ogrodu znalazł on wiele śladów tej samej osoby. Prawdopodobnie mężczyzny sądząc po wielkości buta. Rozmieszczenie śladów oraz ich fakt, że były różnej świeżości wskazywał na to, że ktoś od kilku dni, a może nawet tygodni obserwuje dom państwa Meldrum.
 
__________________
Wakacje - poza siecią prawdopodobnie do 14.09
"Zastanawiałeś się, czemu piekło ma bram siedem i dni w tygodniu jest siedem..." Martwy Snajper
"We have such sights to show you" - Hellraiser
Pinhead jest offline  
Stary 10-10-2012, 10:27   #9
 
Caleb's Avatar
 
Reputacja: 8070 Caleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputacjęCaleb ma wspaniałą reputację
Abraham znajdował się teraz na stopniach schodów prowadzących ku wyższym kondygnacjom. Pod nim kłębił się tłum przysłuchujący słowom lorda. W pewnym momencie do Henry'ego, który stał nieopodal podszedł Thomas, wyjątkowo odrażający jegomość nawet jak na standardy Abe'a. W tym człowieku było coś ewidentnie ,,oślizgłego". Do kompletu wizerunku zabrakło mu łusek i rozdwojonego języka. Jego słowa bynajmniej nie dziwiły. O tym jakie ziółko jest z córki Meldruma wiedział każdy. Roche wtrącił się w słowo mężczyźnie:
- Doprawdy? A skąd to wiesz? Niech zgadnę. Siostrzyczka zakłada palto i mówi ci: wychodzę do burdelu Thomas, nie czekajcie z kolacją? - wyraźnie nie krył się z lekceważącą postawą wobec tego człowieka.
Kątem oka zerknął na von Mithoff'a. Zaraz miał zacząć się pokaz. Abe nie miał co przed sobą ukrywać, że seans go intrygował. Sam miewał dziwne wizje, których nie do końca rozumiał.
- Henry, rób jak uważasz. Ja powiedziałem, że pomogę, ale nie będę biegać po jakichś kurwidołkach dla starego.
Tym samym uznał, że zostanie pooglądać seans, tym bardziej, że zdawało się to być jedyną, interesującą rzeczą tego wieczoru. Potem miał zamiar zrobić to, co wcześniej zapowiedział, to jest przejść się po piętrach, w tym także zajrzeć do pokoju Rebecci. Chociaż nadal uważał, że mała zwyczajnie dokonała głupawego, młodzieńczego wybryku, to jednak w tym wszystkim tkwił dziwny szczegół. Widziano ją ostatnio, gdy kierowała się właśnie do siebie. Planował sprawdzić okna, przez które mogła uciec jak też poszukać śladów: na przykład pospiesznie zostawionego dziennika lub kto wie - skrytki w ścianie. Stare domostwa potrafią kryć wiele sekretów.
 
Caleb jest offline  
Stary 10-10-2012, 19:58   #10
 
Volkodav's Avatar
 
Reputacja: 27 Volkodav jest na bardzo dobrej drodzeVolkodav jest na bardzo dobrej drodzeVolkodav jest na bardzo dobrej drodzeVolkodav jest na bardzo dobrej drodzeVolkodav jest na bardzo dobrej drodzeVolkodav jest na bardzo dobrej drodzeVolkodav jest na bardzo dobrej drodzeVolkodav jest na bardzo dobrej drodzeVolkodav jest na bardzo dobrej drodzeVolkodav jest na bardzo dobrej drodzeVolkodav jest na bardzo dobrej drodze
-No ładnie... - mruknął przez zęby
Ślady Rebecki Meldrun nie były dla niego wielkim zaskoczniem. Jakoś nie mógłby uwierzyć, że ta rozpuszczona pannica nie zrobi czegoś głupiego właśnie w dniu swoich urodzin. Bardziej martwiły go inne ślady znalezione w ogrodzie. Pierwszym co przyszło mu do głowy to to że córka lorda uciekła ze swoim kochasiem. Po odkryciu starszych śladów dodał do tej historii proste założenie, że widocznie Rebecca znalazła sobie kogoś na stałe i ich schadzki trwają już od dłuższego czasu, ale... no właśnie. W obliczu tej mgiełki paranoi, która jak smrud unosiła się po londyńskiej arystokracji, takie odkrycie jak to z ogrodu było trochę niepokojące. King nie był strachliwy i nie chciał siać paniki, lecz uznał, że lord powinien wiedzieć.
Będą już w budynku złapał jednego z kelnerów z ramię i wyszeptał, że chce się spotkać z lorder na osobności. Chłopak kiwnął głową i zniknął między gośćmi. Niedługo potem rozmawiał już ze swym kuzynem.
-Rebecca wyszła przez płot i nie wyszła sama. Co jednak dziwne niektóre ślady w ogrodzie są starsze, dużo starsze. Nie ma sensu się przejmować, ale warto by to sprawdzić. Dlatego pójdę jej poszukać a Ty zastanów się nad ochroną, o której mówiłem. Najlepiej o kimś kto może tu być 24/7.
Kiwnął głową i poszedł poszukać kogoś z pozostałych "powierników". Zdał im szybką relację z tego co znalazł w ogrodzie i zasugerował by zostawić to przyjęcie na rzecz poszukiwań w miejscach bardziej typowych dla dziedziczki Meldrun.
 
__________________
Regulamin jest do bani.
Volkodav jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:31.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166