Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror > Archiwum sesji RPG z działu Horror
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 16-10-2013, 11:55   #1
Konto usunięte
 
brody's Avatar
 
Reputacja: 2410 brody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputację
Zew Cthulhu - Przypadek Malvina Bernarda Badocka

Wiadomości o śmierci bliskiej osoby pobudzają umysł do snucia wspomnień, do sięgania w przeszłość i głąb siebie.
Nie inaczej było z trójką przyjaciół Malvina Bernarda Badocka. Każdy z nich jadąc na pogrzeb przyjaciela, przypominał sobie sceny z czasów, kiedy spędzali razem mnóstwo czasu. Czas młodości, czas w którym człowiek czuje się panem świata i wierzy, że może zrobić i osiągnąć wszystko. Cudowny czas nieskrępowanej wolności i swobody. Nikt wtedy nie myślał o podatkach, o światowym kryzysie, czy globalnym ociepleniu. Wtedy zajmowały ich zupełnie inne sprawy i zupełnie inny świat.
To Malvin stał się katalizatorem ich zainteresowania okultyzmem i metafizyką. To on rozbudzał i rozpalał ich wyobraźnię, opowiadając historię pełne tajemnicy, grozy i niebezpieczeństwa. To on zasiał w nich ziarno zwątpienia w świat materialny i rozpalił wiarę w to, że można odszukać drzwi do tego drugiego świata. Zajrzeć za kurtynę i odkryć coś co nie śniło się filozofom.
Te lata były jak drugie dzieciństwo. Naiwna wiara i łapczywe poszukiwania każdej informacji o niewyjaśniony, czy tajemniczych zdarzeniach.

Jednak ten cudowny i niewinny świat został zniszczony ledwo opuścili bramę uniwersytecką. Realne życie wciągnęło ich w swoje nieznające litości tryby i pochłonęło bez reszty.
I choć obiecywali sobie, że będą się trzymać razem i nie zapomną o sobie, to stało się zupełnie inaczej.
Teraz, gdy każdy z nich otrzymał informacje o śmierci Malvina, wypominali to sobie i bardzo żałowali, że nie zrobili nic aby dotrzymać słowa.
Teraz było jednak za późno i nie pozostawało nic innego, jak spełnić ostatnią wolę przyjaciela i godnie go pożegnać.

Raccoon Creek to mała, zabita dechami mieścina, jakich pełno w Alabamie. Nie ma się co silić na poetyckie porównania i próbować przekonywać o urokach wiejskiego życia. W tym mieście dobrze czuli się jedynie samotnicy i ludzie nienawidzący współczesnej cywilizacji. Niewielka i nieczynna od lat stacja kolejowa, jedna główna ulica i dwa skrzyżowania, kościół, sklep rodem z dzikiego Zachodu, gdzie można było kupić zarówno puszkę fasoli, jak i strzelbę na niedźwiedzie, pub, mały ratusz i posterunek policji oraz kilka domów plus następnych kilkanaście domostw rozrzuconych wokół oto całe miasteczko o jakże dumnej nazwie Raccoon Creek.
W tym miejscy wyglądało na to, że czas zatrzymał się jakieś sto lat temu. Nic zatem dziwnego, że to właśnie miejsce na świecie Malvin Badock wybrał na swój dom.
Choć każdy z trójki przyjaciół Malvina przybył inną drogą i w innym czasie, to wszyscy spotkali się na obiedzie w pensjonacie “Matylda”
Pensjonat ten był jedynym miejscem w mieście, gdzie przejezdni mogli się zatrzymać na noc. Nie był to ani luksusowy, ani nawet komfortowy hotel. Był to zwykły dom mieszkalny z początku wieku XX przerobiony na pensjonat. Dwa piętra, łazienki na korytarzu, szwankująca elektryczność i kłopotliwe i kapryśne ogrzewanie. Wystrój także pozostawiał wiele do życzenia. Wiele mebli na pewno, gdyby mogło mówić opowiedziałoby nie jedną ciekawą historię z przeszłości. Jedno trzeba było gospodyni zostawić, porządek był wręcz idealny. Pani Matylda Fairway dbała o to, żeby kurz z każdej półeczki był wytarty, dywany wytrzepane, a podłoga umyta. Pani Matylda miała jeszcze jedną zaletę. Była mianowicie doskonałą kucharką i trójka przyjaciół mogła tego doświadczyć już na powitalnym kolacji..
Co prawda nie wszyscy mieli ochotę na posiłek, ale zapachy była nader zachęcające, a pani Matylda stanowczo nalegała, że po tak długiej podróży trzeba się posilić i odmowa nie wchodzi w grę.

Tak, więc trójka przyjaciół spotkała się po raz pierwszy od wielu lat, właśnie w jadalni pensjonatu “Matylda” przy długim dębowym stole. Oprócz nich przy stole zasiadł jeszcze jeden starszy mężczyzna o niezwykle chudej posturze. Gdyby nie fakt, że właśnie siedzi nad talerzem gorącej zupy i powoli ją zajada, można by pomyśleć, że jest strasznie głodny gdyż nie jadł od wielu dni, jeśli nie tygodni.
Przyjaciele usiedli blisko siebie i smakując wybornej zupy grzybowej wspominali stare czasy i nieobecnego wśród nich Malvina.

Za oknem zrobiło się szaro i mgliście. Zaczął padać drobny deszczyk, który delikatnie dzwonił o szyby. Trójka przyjaciół najedzona po domowej kolacji raczyła się cydrem, który wedle słów pani Matyldy był wyrobem jej męża wedle jego tajnej receptury. Aromatyczny alkohol szybko rozgrzewał i wprawiał w dobry nastrój. Zapach jabłkowego soku unosił się w powietrzu i przywodził na myśl wspomnienia z dzieciństwa.
Miłą rozmowę o dawnych latach, przerwało przybycie adwokata, pana Victora Terenbacha.
Mężczyzna pozdrowił zebranych na skinięciem dłoni, po czym przez dłuższą chwilę jego wzrok spoczął na staruszku ciągle siedzącym w rogu stołu. Pani Matylda odebrała płaszcz adwokata i jego kapelusz i podała jeszcze jedną zdobioną szklankę.
- Witajcie szanowni państwo - odezwał się mężczyzna - Nazywam się Victor Terenbach i jestem adwokatem oraz wykonawcą ostatniej woli waszego zmarłego przyjaciela. Przyjmijcie moje najszczersze kondolencje. Cieszę się, że przybyliście wszyscy. Znałem Malvina bardzo dobrze i wiem, jak bardzo ucieszyłby go ten fakt.
Adwokat upił łyk cydru i ponownie spojrzał na staruszka, siedzącego po drugiej stronie stołu. Po chwili jednak znowu przemówił:
- Pozwólcie jednak państwo, że przejdę do rzeczy. Po pierwsze z powodu dość niezwykłych okoliczności pogrzeb zostanie przełożony o jeden dzień. Mam nadzieję, że nie sprawi to państwo problemów. Dostałem jednak informację od córki pana Badocka, że utknąła na lotnisku w Toronto i nie zdąży na czas. Dlatego też na jej prośbę przełożyłem pogrzeb o jeden dzień. Drugą sprawą, którą chciałem omówić jest kwestia testamentu. Jestem jego wykonawcą i dlatego też prosiłbym, aby po pogrzebie pozostali państwo w Raccoon Creek. Zapewniam, że odczytania testamentu nie zajmie wiele czasu. Wiem, że każdy z państwa jest wymieniony w tym dokumencie i chciałbym znać zdanie państwa w pewnych kwestiach. Na razie jednak nie mogę o nich mówić. Uprzedzam jednak z góry, ażebyście mogli sobie państwo zaplanować czas. Jeżeli macie jakieś pytania służę oczywiście pomocą. Nasze miasto nie ma zbyt wielu atrakcji, ale gdybyście państwo sobie życzyli, to mogę służyć za przewodnika.
W tym momencie staruszek, siedzący w drugim końcu stołu wstał z głośnym rumorem krzesła. Z jeszcze większym hałasem dosunął krzesło do stołu, po czym ostentacyjnie wyszedł.
Adwokat spojrzał za wychodzącym mężczyzną i rzekł szybko:
- Jeżeli nie macie państwo żadnych pytań, to ja pozwolę sobie oddalić się. Jakbyście czegoś potrzebowali, to tutaj jest mój adres i telefon.
Adwokat położył na stolę wizytówkę i szybko zabierając z wieszaka płaszcz i kapelusz wyszedł z jadalni.
 
__________________
Konto usunięte na prośbę użytkownika.

Ostatnio edytowane przez brody : 16-10-2013 o 12:32.
brody jest offline  
Stary 16-10-2013, 22:43   #2
 
student's Avatar
 
Reputacja: 6 student nie jest za bardzo znany
- nie wiadomo co o tym wszystkim myśleć... - urwał nie kończąc.
Powoli przystawił szklankę do ust i zamoczył górną wargę w alkoholu tak, aby poczuć bąbelki. Tkwił w tej pozycji jeszcze przez chwilę, po czym z cichym chlipnięciem zgarnął nieco napoju.

 

Ostatnio edytowane przez student : 16-10-2013 o 23:09. Powód: + zdjęcie
student jest offline  
Stary 17-10-2013, 02:46   #3
 
Cattus's Avatar
 
Reputacja: 17059 Cattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputację
List od adwokata... Takie listy nigdy nie zwiastują nic dobrego, szczególnie jeśli przychodzą od nieznanego Ci adwokata. Tak też było i tym razem. Wiadomość o śmierci przyjaciela wstrząsnęła Charlesem. Usiadł głębiej w fotelu i jeszcze parokrotnie przeczytał całe pismo.

„Szanowny panie
Z przykrością informuję, że w dniu wczorajszym w tragicznych okolicznościach poniósł śmierć Pański wieloletni przyjaciel Malvin Badock.”


Zdanie to bezlitośnie wryło się w umysł i nie chciało dopuścić do głosu innych myśli. Charles odłożył list na stolik i siedział tak w ciszy przez dłuższą chwilę. Nie wiedział co zrobić, jak zareagować. Jego przyjaciel zmarł i to w tak młodym wieku. Jak dotąd nie zastanawiał się zupełnie nad śmiercią i nie oswoił się z myślą że ktoś mu bliski może odejść tak nagle.
Powoli wstał i zrobił sobie mocną kawę. Zachodzące słońce wraz z wieściami jakie przyszły zamknięte w tą niepozorną kopertę zwiastowały długą noc, a tyle spraw było jeszcze do załatwienia.
Antykwariatem zajmie się jego pracownica, i tak zajmowała się tym przez większość czasu. Była to spokojna i odpowiedzialna dziewczyna którą Charles zatrudnił już parę miesięcy temu. Lubiła książki i swoją pracę, szczególnie że mogła czytać w niej do woli. Więc przynajmniej tę sprawę uważał za załatwioną. Wybrał numer.

-Witaj Annie, mam do ciebie pewną prośbę. Wiem że jest późno ale to bardzo ważne.
-...
-Czy mogła byś zająć się sklepem przez najbliższe parę dni? Muszę wyjechać...
-...
-Mam zmieniony głos? Tak, pewnie masz rację. Właśnie dostałem list... mój przyjaciel nie żyje.
-...
-Dziękuję. Muszę jechać na jego pogrzeb.
-...
-Tak, jutro rano.
-...
-Nie, nie trudź się. Nic mi nie jest. Zobaczymy się po moim powrocie. Gdybyś miała jakieś pytania to dzwoń.
-...
-Jeszcze raz dziękuję. Dobrej nocy.


Cisza która zapadła w słuchawce uświadomiła Charlesowi jak bardzo chciałby teraz z kimś usiąść i porozmawiać. Ale nie było czasu, należało się przygotować.
Zapakował najpotrzebniejsze rzeczy, ubrania. Postanowił również zabrać ze sobą saksofon. Malwin z pewnością chciałby usłyszeć jeszcze jakieś melodie grane przez Charlesa. Tak jak na studiach gdy spędzali we wspólnym gronie niemal każdą wolną chwilę... Choć studiowanie historii było czasochłonne i wymagało ślęczenia w książkach i bibliotekach zawsze znajdowali z przyjaciółmi jakiś wieczór czy noc aby wspólnie spędzić czas. Wspomnienia wracały jedno po drugim i nie dawały spokoju. Tak miało być już przez resztę nocy.
Postanowił również zabrać ze sobą lornetkę, a nuż trafi się okazja żeby poobserwować gwiazdy? Zawsze go to uspokajało. Wybrać się nocą za miasto i obserwować rozgwieżdżone niebo. To samo, niezmienione niebo które obserwowali starożytni. Było to dla Charlesa jak podróż w czasie.

Gdy był już spakowany zostało mu tylko wziąć prysznic i spróbować się wyspać. Jutro czekała go długa i męcząca podróż.


***


Mężczyzna wszedł do pomieszczenia jakby spóźniony, chociaż nie mieliście ustalonej żadnej konkretnej godziny spotkania. Po prostu przeczuwaliście że prędzej niż później ono nastąpi.
Był to Charles Brooks, ten sam roztargniony chłopak z którym studiowaliście, choć już znacznie starszy.

Wraz z biegnącymi latami wydoroślał i zaczął wyglądać znacznie poważniej. Jego, zwykle dłuższe, czarne włosy były przystrzyżone na krótko, a twarz pokrywał jednodniowy zarost. Ubrany był w ciemne spodnie od garnituru i bordową koszulę rozpiętą pod szyją. Pomimo wieku, pewne rzeczy są niezmienne. Dalej roztaczał wokół siebie aurę roztargnienia. Jakby nieustannie chodził z głową w chmurach.
- O! Witajcie. Jak dawno się nie widzieliśmy. Powiedział gdy tylko was dostrzegł. Podszedł najpierw do Olivii i uściskał serdecznie swoją przyjaciółkę. Następnie podał rękę Władimirowi mocno ściskając jego dłoń.
- Szkoda że spotykamy się w tak smutnej chwili. Powiedział lekko przyciszonym głosem siadając na przygotowane dla niego miejsce.
Zupa była, co tu dużo mówić, przepyszna. Nie przypominał sobie żeby kiedykolwiek jadł lepszą. Podczas posiłku wraz z innymi zaczął wspominać zmarłego przyjaciela. Wspólny wyjazd do europy, zabawne momenty które zapadły wam w pamięci. Podczas rozmowy dyskretnie rozglądał się po pomieszczeniu i delektował jedzeniem. Jak zwykle zdawał się zainteresowany wszystkim naraz, a jego zielone oczy skakały od przedmiotu do przedmiotu. Pewnie stąd brało się to jego roztargnienie, ale taki już był i pomimo lat jego charakter nie uległ zmianie.

Po przybyciu adwokata, Charles, odpowiedział na jego powitanie skinieniem głowy. Gdy ten zaczął mówić o sprawach bieżących, stosunkowo pozytywny nastrój spowodowany spotkaniem starych przyjaciół, ulotnił się. Smutek powrócił do umysłu Charlesa i jakby na odzwierciedlenie jego nastroju ze stalowoszarego, ciężkiego nieba zaczął kropić deszcz. Podczas gdy adwokat mówił Charles nie przerwał ani razu, po prostu słuchał. Aktualnie nie miał żadnych pytań choć zaskoczyło go to że Malvin posiadał córkę. Nie miał o tym pojęcia i wydawało się to bardzo interesujące.
Gdy staruszek który siedział cały czas z drugiej strony stołu z łoskotem od niego odszedł Charles nie zwrócił na powstały hałas większej uwagi. Wydawał się pogrążony w myślach. Po wyjściu adwokata jakby ożywił się i wstał.
- Wyśmienity cydr Pani Matyldo. Proszę pogratulować mężowi kunsztu. Pochwalił trunek, skłaniając głowę z lekkim uśmiechem i podszedł do okna.

Chmury wiszące na niebie były ciężkie od deszczu, a mgła i delikatna mżawka dodawały temu miasteczku magicznej tajemniczości. Charles doskonale rozumiał co przyciągnęło Malvina w te strony, a pomysł zamieszkania w takim miejscu przypadł mu do gustu. Spokój, cisza, brak hałaśliwych tłumów, korków i ogólnego pośpiechu. Okolica przypadła mu do gustu.
- Więc chyba nie ma co liczyć na bezchmurną noc... Bardziej stwierdził niż zapytał, ciągle odwrócony w stronę okna i uniósł zdobioną szklankę do ust.
 
__________________
Our sugar is Yours, friend.

Ostatnio edytowane przez Cattus : 17-10-2013 o 04:19.
Cattus jest offline  
Stary 17-10-2013, 21:02   #4
Ali
 
Ali's Avatar
 
Reputacja: 240 Ali ma w sobie cośAli ma w sobie cośAli ma w sobie cośAli ma w sobie cośAli ma w sobie cośAli ma w sobie cośAli ma w sobie cośAli ma w sobie cośAli ma w sobie cośAli ma w sobie cośAli ma w sobie coś
- Senhora, um telegrama para você – w drzwiach do pokoju pojawiła się postać żwawej kobiety przy kości, w ręku trzymającej świstek niewielkiego papieru.
- Telegrama? – zdziwiła się Olivia, odkładając wiolonczelę i smyczek na miejsce. - Mostrar, por favor – poprosiła Marię, która usłużnie podała pismo i, lekko się ukłoniwszy, wyszła z pomieszczenia.
Brązowowłosa kobieta z uwagą przeczytała tekst. Wyraz jej twarzy z zaciekawionego zmienił się w niedowierzanie. Jej wzrok po raz kolejny prześledził kolejne linijki, aż wreszcie zatrzymał się na tych konkretnych słowach: „poniósł śmierć Pani wieloletni przyjaciel Malvin Badock”.
Poczuła pieczenie oczu. Dała sobie chwilę na opanowanie emocji, przecież nie mogła się tak pokazać rodzinie i służbie. Że też przypomniała sobie o grze na instrumencie akurat teraz, kiedy to się stało. Głupotą było uważać, iż ma to jakiś związek… ale przecież Malvin karmił ją wieloma głupstwami, które ona z taką radością łykała.
Smuciła się, to jasne. Nie wiedziała tylko, dlaczego dokładnie. Czy naprawdę żal jej było przyjaciela, którego nie widziała tyle lat i z którym rozstała się w nie najlepszych stosunkach? Czy może dlatego, że jej sumienie nie miało już szansy zostać oczyszczone ze słów, które wypowiedziała na pożegnanie?
Do Raccoon Creek droga była daleka, dlatego nie zamierzała dłużej zwlekać z podróżą. W gabinecie męża zjawiła się już po tym, kiedy jej walizka za sprawą szofera wylądowała w aucie.
- Jadę na pogrzeb przyjaciela – zakomunikowała krótko oschłym tonem.
- Słucham? – spytał z nutką oburzenia w głosie André. – Co to znaczy, że jedziesz? Sama? Tak bez wcześniejszej zapowiedzi?
Taki był. Na pozór troskliwy i z otwartym umysłem. Jednak tkwił w nim typowy Brazylijczyk, który najchętniej uwiązałby swoją kobietę w domu. Rzecz w tym, że ani nie czuła się już jego, ani jej praca nie pozwalała na zamykanie się na świat.
- Zapowiadam, że jadę sama na pogrzeb starego przyjaciela, który miał czelność umrzeć bez wcześniejszych uzgodnień. Nie widzę powodu, by ktoś miał mi towarzyszyć. Wrócę jutro, może pojutrze. Postaraj się spędzić trochę czasu z Robem i Gaby, obiecałam im dziś wspólną zabawę – dodała na odchodne, nie słuchając już dłużej tego, co do powiedzenia miał André. Ucałowała bliźnięta i ze ściśniętym żołądkiem wyszła z domu.

Z lotniska wzięła taksówkę. Oczywiście, musiała trafić na Hindusa gustującego w swej rodzimej muzyce, ale na szczęście to ona płaciła i, choć minę miał nietęgą, kierowca włączył stację ClassicArt. Spokojne, melancholijne dźwięki popłynęły z marnej jakości głośników, a Olivia zastygła…

[media]http://www.youtube.com/watch?v=2Fy4kSo7Xx8[/media]

Elegia. Czy to był kolejny znak, czy zwykły przypadek? Dała się ukołysać smutnej melodii do przepełnionego niepokojem snu, z którego objęć wyrwała się dopiero po wjeździe do samego Raccoon Creek. Miasteczko nie przypadło jej do gustu. Lubiła przedmieścia, w których zazwyczaj mieszkała, ale takich zapomnianych przez wszystkich miejsc już nie. W dodatku aura zapowiadająca deszcz sprawiała, że było tu jeszcze bardziej ponuro.
Pensjonat, przed którym zatrzymała się taksówka, również nie należał do takich, w których zwykła bywać pani Nascimento. Mimo wszystko nie była rozpieszczonym typem i nigdy nie pozwalała sobie na narzekanie, tym bardziej w takim dniu. Weszła do budynku, a za nią Hindus wraz z jej niewielkim bagażem. Otrzymawszy więcej niż stosowną zapłatę, odjechał autem w asyście orientalnej muzyki.

W środku siedział już Władimir, któremu posłała ciepły uśmiech. Zamieniła kilka zdań z gospodynią, po czym ruszyła w stronę dawnego przyjaciela i ucałowała go w oba policzki. Zwyczaj, którego nabrała w czasie emigracji.
Olivia nie zmieniła się wiele, od kiedy widzieli się ponad dobre dziesięć lat temu. Właściwie ciężko było ocenić jej wiek, gdy nie było okazji do przyjrzenia się jej bliżej. Te same inteligentne, piwne oczy i brązowe, falowane włosy, którym wyjątkowo pozwoliła spływać na ramiona i plecy. W pracy to było niedopuszczalne, ale teraz miała więcej swobody. Ubrała się - jak zwykle - prosto i elegancko. Czarna sukienka o klasycznym kroju, sięgająca nieco za kolana. Skórzane kozaczki na niewielkim obcasie – bo większego nie potrzebowała ze swoim wzrostem klasyfikującym ją do grupy „przeciętnie wysokich”. Płaszcz piaskowego koloru był świetnie skrojony na miarę, wykonany z dobrego materiału i podszyty dobrze rozpoznawalnym logiem Louis Vuitton. Musiała mieć jakiś sentyment do tej marki, bo walizka i torebka również były upstrzone literami „LV”. Kiedy ściągnęła atłasową apaszkę, odsłoniła sznur czarnych, idealnych pereł.
Nie było wątpliwości, że Olivia Wright-Nascimento na brak pieniędzy narzekać nie może. Mimo to daleko jej było do przepychu, a wręcz mogła uchodzić za wzór skromności… wśród zamożnych tego świata, oczywiście. Już same jej dostojne ruchy czy nieśpieszny sposób mówienia dowodziły, że nie pochodzi ze średniej klasy. I taka była od zawsze.

Jako ostatni przyjechał Charles, którego również rozpoznała bez problemu. Chłopak z głową chmurach - inny niż ona, ale mimo to bardzo przez nią lubiany. Przywitała go z sympatią, jednak daleko było do entuzjazmu należnego tak długiemu okresowi niewidzenia. Zdystansowana Olivia rzadko się unosiła i był to ogólnie znany fakt, nikogo to dziwić nie mogło. Zauważyła wśród bagażu Brooksa saksofon, co skwitowała na wpół żartobliwie:
- Szkoda, że moja wiolonczela nie jest tak poręczna. Gdybym wiedziała, że masz plan muzykować, zabrałabym ją zamiast podręcznego bagażu.
Zupę zjadła ze smakiem, odsuwając od siebie początkową nieufność co do umiejętności kucharskich pani Matyldy. A cydr? Tyle czasu raczono ją tylko winem i szampanem, że taką odmianę przyjęła z radością. Przyjemności skończyły się jednak, kiedy przybył adwokat. Czekała na ten moment z trwogą, nie lubiła być wystawiona na próbę przez emocje.
Z niezadowoleniem przyjęła fakt opóźnienia pogrzebu, ale niczego nie dała po sobie poznać. Jej praca nie lubiła czekać, a ona sama nie lubiła zwlekać. Ożywiła się, słysząc o córce Malvina. Nie potrafiła go sobie wyobrazić w roli ojca, a poza tym ile mogła mieć lat, skoro - prawdopodobnie - sama podróżowała? I, oczywiście, kim była jej matka? Olivia nie znalazła w sobie jednak na tyle odwagi, by spytać o to i owo.
Oprócz niefortunnej pogody, nie mogła nie przejąć jej osoba staruszka. Grzeczność nie pozwoliła jej jednak na dłuższe spojrzenia w jego stronę, aż do chwili, kiedy wyszedł, jak poparzony… atmosfera stała się ciężka i mogła tylko liczyć na to, że jej dwóch przyjaciół na powrót umili jej czas.
 
__________________
"We train young men to drop fire on people, but their commanders won't allow them to write "fuck" on their aeroplanes because it's obscene." Apocalypse Now
Ali jest offline  
Stary 17-10-2013, 23:16   #5
 
Cattus's Avatar
 
Reputacja: 17059 Cattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputacjęCattus ma wspaniałą reputację
- Urokliwa, mała mieścina... Powiedział Charles jakby do siebie będąc ciągle odwróconym w stronę okna. Zrobił dłuższą pauzę jakby wsłuchując się w dźwięki otoczenia, podmuchy wiatru za oknem, delikatne szumienie leniwie kapiącego deszczu. Zastanawiał się czy byłby w stanie zamienić ten melancholijny klimat w melodię, melodię którą mógłby pożegnać swojego przyjaciela...
Nagle dość energicznie odwrócił się ze swoim zwyczajowym, lekkim uśmiechem na twarzy.
- Pani Matyldo, od jak dawna mieszkał tutaj Malvin? To małe miasteczko, dobrze go pani znała? Niestety po studiach mieliśmy raczej sporadyczne kontakty. Zapytał podchodząc do stołu i dolewając sobie cydru. Ten subtelny alkohol doskonale nadawał się do obecnej sytuacji. A tyle pytań jeszcze cisnęło mu się na usta.
 
__________________
Our sugar is Yours, friend.
Cattus jest offline  
Stary 17-10-2013, 23:20   #6
 
student's Avatar
 
Reputacja: 6 student nie jest za bardzo znany
Cytat:
Napisał Charles Brooks
- Więc chyba nie ma co liczyć na bezchmurną noc... Bardziej stwierdził niż zapytał, ciągle odwrócony w stronę okna i uniósł zdobioną szklankę do ust
.

Wladimir mimowolnie skierował wzrok w stronę okna.
W Magnitogorsku ulewa.... - przerwał i tym razem opróżnił szklankę. - Idę na papierosa – wyciągnął paczkę Marlboro i skierował ją w stronę Olivii, potem Charlesa. - Ktoś ma ochotę?

W poluzowanych butach klekotał język i wariowały sznurówki. Przy każdym kroku pięty szurały o tył buta, a wkładka wahała się pomiędzy skarpetką a podeszwą. Nogawki granatowych dżinsów chowały się pod skórą glanów. Wytarty zielony sweter z rękawami podciągniętymi do łokci znikł pod płaszczem. Czapka zakryła półkrótkie czarne włosy, a okulary zsunęły się z nosa. Wladimir odwrócił się na pięcie i zachęcającym gestem wstrząsnął paczką.... - kuszenie diabła. - Zaczepił zabawnie.

 

Ostatnio edytowane przez student : 18-10-2013 o 00:10. Powód: j.w.
student jest offline  
Stary 18-10-2013, 01:31   #7
Konto usunięte
 
brody's Avatar
 
Reputacja: 2410 brody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputację
Na pytanie skierowane bezpośrednio do niej, Matylda lekko speszyła się. Lekko spuściła wzrok i przez dłuższą chwilę nie odpowiadała. Charles wyczuł jednak, że to zachowanie nie jest wcale spowodowane nieśmiałością, czy też wstydliwością gospodyni. Przyczyny tego zachowania były zupełnie inne i najwyraźniej miały swój związek z osobą Malvina.
- Tak to mała mieścina - potwierdziła gospodyni - To jednak nie znaczy, że się wszyscy znają.
Nie tylko Charles, ale i pozostali goście nie mieli wątpliwości, że pani Matylda omija prawdę szerokim łukiem. Biorąc pod uwagę rozmiar miasteczka, jak i prawie bezludną okolicę, to nie tylko Raccoon Creek wszyscy znali się doskonale, ale także w promieniu wielu mil od niego każdy wiedział wszystko o każdym.
- Pan Badock mieszkał w naszym mieście od ponad dziesięciu lat. To był typ samotnika. Ja go przez ten czas widziałam może ze dwa razy. Nie więcej.
Ciepło, gościnność i uprzejmość gospodyni zniknęła, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Fakt ten bardzo zaniepokoił Charlesa.
 
__________________
Konto usunięte na prośbę użytkownika.
brody jest offline  
Stary 18-10-2013, 15:51   #8
 
student's Avatar
 
Reputacja: 6 student nie jest za bardzo znany
- No i się posypało - powiedział odpalając papierosa jeszcze w progu. - Nic się nie zmieniłeś stary. - Spojrzał jeszcze tylko wymownie na Olivię i wyszedł.

Zszedłszy ze stopni stanął na trawie. Jej miękkość zdumiała go na tyle, że zapaliwszy papierosa kucnął i dłonią pogłaskał mech. Wilgoć biła razem z zimnem, kropelki rosy ściekały w stronę łokcia, a mgła uciekała spod palców. Jego dłonie były duże, ale delikatne, żeby nie powiedzieć, że lekko nabrzmiałe.

Wladimir podniósł głowę znad trawy i skierował wzrok w stronę drzew. Wyraźnie było widać nie tylko pierwszy, ale i kolejne rzędy. Było szaro, tylko szaro, zbyt jasno jak na tę porę dnia. Podniósł wzrok ponad koronę drzew. Patrzył na pochmurne niebo i odnalazł księżyc - wielki i błyszczący bielą talerz. - A tu cię mam latareczko. - powiedział sam do siebie i zaciągnął się mocno, nie spuszczając głowy.

 

Ostatnio edytowane przez student : 18-10-2013 o 16:01. Powód: dopis sytuacji.
student jest offline  
Stary 18-10-2013, 15:58   #9
Ali
 
Ali's Avatar
 
Reputacja: 240 Ali ma w sobie cośAli ma w sobie cośAli ma w sobie cośAli ma w sobie cośAli ma w sobie cośAli ma w sobie cośAli ma w sobie cośAli ma w sobie cośAli ma w sobie cośAli ma w sobie cośAli ma w sobie coś
Władimir zaproponował jej papierosa, a ona przez chwilę rozważała, czy taki mały bunt nie wyszedłby jej na dobre. Przyzwyczajenie jednak zwyciężyło, w końcu matka niejednokrotnie powtarzała jej, że eleganckim kobietom nie przystoi palenie.
"Picie cydru pewnie też nie" - pomyślała pochmurnie, jednak przyjacielowi odmówiła z uśmiechem:
- Dziękuję, w kwestii mojego niepalenia nic się nie zmieniło - odparła dość niskim, ciepłym głosem. - I oby wyszło mi to na zdrowie - dodała trochę nauczycielskim tonem, choć usta serdecznie odsłoniły rząd równych, białych zębów. Kiedy wychodził, nie mogła odpędzić od siebie myśli, że dobrze by było, gdyby Władimir znalazł jakiś odpowiedniejszy strój na pogrzeb. Może umarłemu było wszystko jedno, ale ona lubiła porządek i schludność - była naprawdę wyczulona na opinie innych.
Olivię również zastanawiało, co gospodyni ma do powiedzenia o Malvinie, więc obróciła ku Matyldzie spojrzenie. Ten widok wywoływał w niej te same uczucia, co staruszek, który opuścił pokój. Czuła, że powinna uszanować niechęć kobiety do rozmowy, ale tym razem postanowiła zagrać wbrew swojemu dobremu wychowaniu.
- A wie pewnie pani, czym się zajmował? Poza tym chyba żadne z nas nie wiedziało, że Malvin ma dziecko. Tak wywnioskowałam po minach kolegów - wymownie uniosła kącik ust, spoglądając na Charlesa. - To... interesująca sprawa. Słyszała pani coś o córce pana Badocka lub jej matce? - musiała być wyjątkowo naiwna, żeby wierzyć, iż tak zawróciła w głowie tego biednego człowieka, by nie znalazł sobie kogo innego. Naiwna, egoistyczna i zapatrzona w siebie. Sumienie ukłuło ją tym dotkliwiej, że w głowie brzęczała jej myśl: "Kto chciałby się z nim związać?"
 
__________________
"We train young men to drop fire on people, but their commanders won't allow them to write "fuck" on their aeroplanes because it's obscene." Apocalypse Now

Ostatnio edytowane przez Ali : 18-10-2013 o 15:59. Powód: likwidacja powtórzenia ;)
Ali jest offline  
Stary 18-10-2013, 16:16   #10
Konto usunięte
 
brody's Avatar
 
Reputacja: 2410 brody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputacjębrody ma wspaniałą reputację
Matylda popatrzyła na swoich rozmówców wzrokiem iście buntowniczym. Jej oczy wyrażały ogromne zdumienie, że państwo z wielkiego miasta nie zrozumieli wyraźnej aluzji, że ona o tym całym Malvinie Badocku nic nie wie, a nawet jakby wiedziała, to nie ma ochoty o tym mówić.
Dobre wychowanie nie pozwoliło jej jednak zbyć pytania milczeniem. Zacisnęła nerwowo wargi i głosem pełnym wymuszonego spokoju powiedziała:
- Trudno powiedzieć. To był niewątpliwie człowiek wolnego zawodu i chyba żadną poważną pracą się nie skalał. Ja jak mówiłam, nie znałam go prawie wcale, więc trudno mi to ostatecznie oceniać. Mówiło się, że jest jakimś naukowcem, czy kimś takim. Więcej na pewno powie państwu, pan Terenbach. On znał go o wiele lepiej i zapewne udzieli państwu wszystkich informacji.

Skrytość i niechęć gospodyni do rozmów o Malvinie była iście zagadkowa. Najwyraźniej ich przyjaciel nie był lubiany w okolicy, a na pewno przez panią Matyldę. Sprawa wydawała się podejrzana, tym bardziej, że przyjaciele pamiętali Malvina, jako co najwyżej nieszkodliwego dziwaka.
Malvin nigdy nikomu nie przeszkadzał. Zawsze dbał o dobre maniery i przestrzeganie ustalonych od wieków zasad. Niechęć pani Matyldy do niego musiała mieć jakieś powody, a może po prostu był to zwykły przykład zaściankowego myślenia i nieakceptowania obcych.
 
__________________
Konto usunięte na prośbę użytkownika.
brody jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:15.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166