Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror > Archiwum sesji RPG z działu Horror
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 09-03-2015, 16:20   #1
Łysa Pradawna Groza
 
Armiel's Avatar
 
Reputacja: 10277 Armiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputację
ŻNIWIARZ [horror 18+]

Słońce powoli kryło się po zachodniej krawędzi płaskowyżu. Robiło się ciemniej i chłodniej, co akurat wszyscy przywitali z wyraźną ulgą.

- Co za zadupie – mruknęła Sally Sarkis z nienawiścią w zielonych oczach obserwując krajobraz otaczający zepsuty autobus.

Dziewczyna miała rację. Jak okiem sięgnąć wokół rozciągały się tylko rozległe pola kukurydzy, małe leśne zagajniki i czyste, zarośnięte gęstymi trawami pola. I droga. Przecinająca te rolnicze tereny szara blizna ze spękanego cementu. Widać było, że raczej niewielu kierowców zapuszczało się na nią.

- Najlepszy skrót do White Fall, też coś – wysoki, przystojny Danny zerknął z niechęcią w stronę kierowcy, który zdecydował się zjechać na bok chcąc zaoszczędzić czas i pieniądze. – Głupi kutas.

- Danny. Słownictwo – jeden z trójki nauczycieli, Albin Storz spojrzał na sportowca groźnie. Efekt popsuła kropla potu ściekająca z czoła.

Danny zamilkł. Storz uczył matematyki i wszyscy wiedzieli, że nie warto z nim zadzierać.

Ktoś zerknął na komórkę. Oczywiście. Brak zasięgu. A autobus, który raczył zepsuć się na tym właśnie zadupiu, nie miał radia.

- Nie dam rady tego zreperować – poddał się kierowca, który od trzech godzin próbował bezskutecznie naprawić autobus.

- Mapa pokazuje, że cztery mile stąd jest jakaś miejscowość. Nazywa się Old Harvest. Może spróbujemy tam poszukać pomocy. Jeżeli złapiemy zasięg, to można będzie wezwać pomoc oraz auto zastępcze. Będziemy w White Fall jeszcze dzisiaj.

Dorośli i młodzież popatrzyli po sobie.

To rozwiązanie wydawało się być lepsze, niż tkwienie w zepsutym autobusie na środku opustoszałej drogi prowadzącej donikąd. Mniej lub bardziej chętnie opuścili autobus i narzekając na pecha, ustawili się w rzędzie, by nauczyciele mogli przeliczyć wszystkich.

Zapadał zmierzch, a oni musieli przejść cztery mile. Niektórzy na butach z wysokim obcasem.

***

W sumie autobus opuściło osiemnaścioro uczniów i dwójka nauczycieli. Pierwszym z nich był surowy i wzbudzający respekt matematyk Albin Storz, drugim nielubiany i wyśmiewany przez uczniów anglista, Julian Aspectro, który ich szkołę traktował, jako degradację społeczną, a młodzież, jako coś irytującego i niewątpliwie szkodliwego.

W autobusie została panna Ewa Jurpock i kierowca, któremu zawdzięczali tą nieciekawą sytuacją.

- Pewnie Juropck chce, by ten tępy kutas wydymał ją, jak już sobie pójdziemy – zwrócił uwagę Danny Brown cicho, by znów nie podpaść Storzowi.

- Dobra. Panowie. – Aspectro poganiał wszystkich wydając komendy, tak jak to miał w zwyczaju. - Pomóżcie koleżankom z bagażami. Zostawić, co cięższe rzeczy w autobusie. Ruszajmy się, nim zapadnie noc.

Droga prowadziła prosto, jak zaprojektowana przez inżyniera – wielbiciela równych linii. Teren nie był równy. Raz wspinali się na niewielkie pochyłości innym razem schodzili nimi w dół. Tak przeszli pierwsze dwie mile.
- Daleko jeszcze – wyjęczała Sally Sarkis, „królowa” czirliderek - Nóg już nie czuję.

- To powąchaj moje – zaśmiał się Danny Brown.

Ale nikt nie miał ochoty się śmiać. Przed nimi bowiem kończyły się pola i droga wchodziła w mroczny, ciemny już las.

Ujrzeli również tabliczkę pokazującą odległość

OLD HARVEST 2 MILE

- Dobra. Idziemy. Już niedaleko! – przerwał milczenie anglista. – Jedna latarka do tyłu, jedna do przodu. Reszta trzyma się razem. Nie chcemy pogubić się w nocy.

Weszli pomiędzy ciche, wilgotne drzewa. W gęsty, niemal fizyczny mrok.
Poza światłem latarek zdawało się czyhać coś paskudnego, coś groźnego. Jakiś dyszący żądzą mordu drapieżnik. Co jakiś czas do ich uszu doleciał jakiś tajemniczy odgłos, który mógł być pohukiwaniem puszczyków budzących się do nocnych lotów lub trzaskiem uginającego się pod naporem wiatru drzewa.

Na szczęście las skończył się dość szybko i znów wyszli na drogę prowadzącą pomiędzy wielkimi zagonami kukurydzy.

Nagle Sally Sarkis pisnęła przeraźliwie. Kilka słabszych emocjonalnie osób zawtórowało jej bezwiednie, zarażonych strachem dziewczyny.

- Co jest? Czego się wydzierasz? – Aspectro podszedł do dziewczyny.

- Coś widziałam! – czirilderka wskazała pole kukurydzy po prawej stronie. – Ktoś tam był! Przysięgam!

- Niech ktoś tam przyświeci – polecił Storz. – Halo! Jest tam ktoś!

Snop latarki przeszły ciemność i wyłuskał z niej stojący pomiędzy kukurydzami, kilkanaście metrów od linii drogi kształt. Dziewczyny znów pisnęły z przestrachu.

- Spokojnie, to tylko strach na wróble. Przyznam, że paskudny. Nie zatrzymujmy się. Idziemy dalej. Jest już bardzo ciemno.

Oddalili się od miejsca ze strachem, który tak przeraził Sarkis, by po chwili dostrzec kolejną tablicę informacyjną.

OLD HARVEST – 0,5 MILI

- Już prawie jesteśmy! – Storz dodawał im sił, motywując do jeszcze chwili wysiłku. – Zaraz będziemy mogli odpocząć i napić się czegoś ciepłego. Na pewno któryś z mieszkańców chętnie nas ugości.

- Ja pierdolę – zamruczał ktoś widząc kolejny las.

Ten wyglądał tak, że nawet najtwardsi uczniowie poczuli się nieswojo.



- Idziemy. Idziemy. Nie zatrzymywać się. Zaraz odpoczniecie.
Weszli pomiędzy pochylone nad drogą, ponure drzewa. Szli w absolutnym milczeniu rozglądając się wokół, jak spłoszone króliki. Szpaler pokręconych drzew doprowadził ich do mostu, którym droga wiodła dalej.

Po drugiej stronie mostu ujrzeli światła, co dodało im pewności siebie i odwagi.

- Widzicie! – Storz dalej dodawał im otuchy, podnosił morale. – Już jesteśmy na miejscu. Jest prąd, a to oznacza, że jest szansa na wezwanie mechaników i drugiego autobusu. Jeszcze tylko chwila. Idziemy.

Kiedy przeszli przez most zobaczyli pierwszy dom, prawie przy samym moście, i tablicę.

OLD HARVEST - 118 OSÓB

- W tamtym domu palą się światła. – Storz wskazał pobliski dom położony nieopodal drogi. - Chodźmy zapytać o telefon i pomoc.

- Hej. A gdzie są Sarkis i Brown?!

Jak się okazało dwójki uczniów nie ma z nimi. Nikt też nie potrafił powiedzieć, w którym momencie się odłączyli. Wolanie po imieniu też nic nie dało.

- Dobra. Storz. – Powiedział Aspectro. - Weź dzieciaki i zaprowadź do domu. Ja ich poszukam. Który z Panów chce mi towarzyszyć?
 

Ostatnio edytowane przez Armiel : 10-03-2015 o 22:59.
Armiel jest offline  
Stary 09-03-2015, 20:09   #2
 
Anonim's Avatar
 
Reputacja: 2282 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
- Grubo, dokładnie tak się zaczynają Wrong Turn, Teksańska Masakra Piłą Łańcuchową i Wzgórza Mają Oczy, że grupa przygłupów łapie gumę na środku nigdzie, a potem są mordowani przez jednego albo wielu psychopatów. - powiedział jakby do nikogo, ale usłyszało go kilka osób wokół niego (w sumie ten kto chciał). Nie ma to jak budować morale przed pieszą wędrówką w nieznane. Eric w ogóle nie był podekscytowany tym wszystkim. Lubił oglądać horrory, ale nie brać w nich udziału. Miał bardzo złe przeczucia odnośnie tego wszystkiego.

Rozejrzał się po wszystkich, poprawił swoją kurtkę, a potem dość głośno powiedział do nauczycieli (tym razem wszyscy słyszeli) w związku z czekającą ich pieszą wędrówką:

- Przepraszam bardzo, a nie byłoby na przykład, no bo tak tylko mówię, lepiej... pozostać w autobusie do rana, a dopiero w dzień iść po pomoc? Może tu ktoś w nocy będzie przejeżdżał i nam pomoże. - po wypowiedzeniu tych słów przyszły mu do głowy dość dziwne i niepokojące myśli. Po pierwsze jeżeli rzeczywiście to jest jak w powyższych filmach to przecież to nie są te czasy jak tam - teraz jest inaczej. Teraz jest tak jak mówili w Krzyku 4, że ten który odchodzi mówiąc "zaraz wracam" rzeczywiście wraca i natyka się na zwłoki tego co został - dokładnie tak było w Piątku Trzynastego 8 z kapitanem statku. Eric postanowił, żeby gdyby mieli się rozdzielać to on znajdzie się w grupie, która pójdzie do miasta. A tak w ogóle "Old Harvest" - Stare Żniwa... i tutaj przyszło mu do głowy, żeby jeszcze raz odezwać się:

- Ktoś ma w ogóle jakieś informacje na temat "Old Harvest"? - pewnie nie, ale warto było zapytać. W sumie pewnie z miejscem, które tak się nazywa łączy się jakaś z pewnością stara, mistyczna i krwawa historia jak w Silent Hill, czy Tucker & Dale vs Evil.

**§*******§**
jakiś czas później
i dwie mile dalej


Ale nikt nie miał ochoty się śmiać. Przed nimi bowiem kończyły się pola i droga wchodziła w mroczny, ciemny już las. Eric patrzył na to wszystko z lekkim zdziwieniem. Na początku wszystko przypominało Wrong Turn, ale teraz raczej skojarzenia szły w kierunku piątego odcinka oryginalnej serii Strefy Mroku - Walking Distance. Pewnie przechodząc przez ten las będzie można cofnąć się w czasie albo inne gówno ich spotka - myślał Eric mówiąc jakby do siebie:
- Wyglądało to na las pełen mroku, ale w rzeczywistości wkraczali do Strefy Mroku gdzie zwykłe rzeczy nie dzieją się zbyt często. - bez zmiany mimiki po chwili dodał w kierunku żartownisia - Dobry żarcik nie jest zły.

Ujrzeli również tabliczkę pokazującą odległość

OLD HARVEST 2 MILE

Nagle Sally Sarkis pisnęła przeraźliwie. Kilka słabszych emocjonalnie osób zawtórowało jej bezwiednie, zarażonych strachem dziewczyny. Eric czujnym wzrokiem prześledził najbliższy teren skąpany w ciemnościach i nawet na chwilę nie przestał myśleć o tym co to wszystko przypomina: czyżby to wszystko było wstępem do jakiegoś Silent Hill dla leśnych dziadków?

- Co jest? Czego się wydzierasz? – Aspectro podszedł do dziewczyny.
- Coś widziałam! – czirilderka wskazała pole kukurydzy po prawej stronie. – Ktoś tam był! Przysięgam!
- Niech ktoś tam przyświeci – polecił Storz. – Halo! Jest tam ktoś!
- Wyjdź z podniesionymi rękami! - dodał Eric tak że ładnie zgrało się ze słowami Storza.

Snop latarki przeszły ciemność i wyłuskał z niej stojący pomiędzy kukurydzami, kilkanaście metrów od linii drogi kształt. Dziewczyny znów pisnęły z przestrachu.
- Spokojnie, to tylko strach na wróble. Przyznam, że paskudny. Nie zatrzymujmy się. Idziemy dalej. Jest już bardzo ciemno. - powiedział nauczyciel, a Eric jakby od niechcenia dodał w kierunku dziewczyny - Niezrażaj się, najwyraźniej masz dar sokole wzroku. To może okazać się bardzo cenne na planie tego horroru.

Oddalili się od miejsca ze strachem, który tak przeraził Sarkis, by po chwili dostrzec kolejną tablicę informacyjną.

OLD HARVEST – 0,5 MILI

- Już prawie jesteśmy! – Storz dodawał im sił, motywując do jeszcze chwili wysiłku. – Zaraz będziemy mogli odpocząć i napić się czegoś ciepłego. Na pewno któryś z mieszkańców chętnie nas ugości.

- Ja pierdolę. – zamruczał Eric widząc kolejny las - Przeż to, kurwa, jak prosto z horroru. Nawet widać, że tu samochody nie jeżdżą. Gdzie my się w ogóle wpierdalamy? - Eric mówił, ale wiedział, że już nie zmieni swojego losu, teraz to są naprawdę głęboko w Strefie Mroku. Co prawda mógłby zawrócić, ale wtedy nie trzeba być geniuszem, żeby zrobił klasycznego "zaraz wracam" i tamten strach na wróble by go zabił. Zresztą nie ma żadnego powrotu, bo za nimi nie ma już żadnego autobusu. To jest Silent Hill leśnych dziadków! Postanowił jednak nie zdradzać się ze swoimi myślami, jeszcze by kogoś przestraszył.

- Idziemy. Idziemy. Nie zatrzymywać się. Zaraz odpoczniecie. - kutas zignorował wulgarny komentarz Erica. Weszli pomiędzy pochylone nad drogą, ponure drzewa. Szli w absolutnym milczeniu rozglądając się wokół, jak spłoszone króliki. Eric zwracał uwagę na kształty drzew, które kojarzyły mu się jedynie z bluźnierczymi wizerunkami dzieci Shub Niggurath nabazgranymi na kartach Necronomiconu jaki niegdyś przeglądał w bibliotece szkoły, której bramy dla niego są na wieczność zamknięte. Włamanie było jednym z występków, które się tam dopuścił. Miał ochotę krzyczeć Ia, Ia Cthulhu Ia, Ia ale powstrzymał się - znów, ze względu na słabszych nerwowo i tych, którzy uznaliby go za świra. Istnienie tego miejsca łączyło w sobie estetykę horrorów rodem z Mitów Cthulhu. Być może to w Old Harvest mieszkał niegdyś stary czarownik Witheley i to tu zgładzono dziecie Yog - Sothotha w latach dwudziestych? Szpaler pokręconych drzew doprowadził ich do mostu, którym droga wiodła dalej.

Po drugiej stronie mostu ujrzeli światła, co dodało im pewności siebie i odwagi.
- Dorotko, już nie jesteśmy w Kansas. - powiedział Eric zaniepokojony trochę całą sytuacją. Bardzo lubił oglądac horrory, a nawet o nich czytać, ale... ale nie bardzo podobały mu się treści poznane z pewnych zakazanych lektur, a otoczenie jakie teraz miał przed sobą zbyt mocno przypominało mu Strefę Mroku.

- Widzicie! – Storz dalej dodawał im otuchy, podnosił morale. – Już jesteśmy na miejscu. Jest prąd, a to oznacza, że jest szansa na wezwanie mechaników i drugiego autobusu. Jeszcze tylko chwila. Idziemy. - dodał nauczyciel, a Eric uzupełnił: - Rodzina z Teksańskiej Masakry Piłą Łańcuchową też miała elektryczność.

Kiedy przeszli przez most zobaczyli pierwszy dom, prawie przy samym moście, i tablicę.

OLD HARVEST - 118 OSÓB

- W tamtym domu palą się światła. – Storz wskazał pobliski dom położony nieopodal drogi. - Chodźmy zapytać o telefon i pomoc.

- Hej. A gdzie są Sarkis i Brown?!

Jak się okazało dwójki uczniów nie ma z nimi. Nikt też nie potrafił powiedzieć, w którym momencie się odłączyli. Wolanie po imieniu też nic nie dało.
- Pewnie Sarkis chce, by ten tępy kutas wydymał ją, jak już sobie pójdziemy. - Eric nie mógł powstrzymać się od komentarza niemal idealnie cytując tego tępego kutasa Browna. Pewnie już nie żyją, a szkoda, bo Sarkis miała naprawdę dobry wzrok w ciemnościach.
- Dobra. Storz. – Powiedział Aspectro. - Weź dzieciaki i zaprowadź do domu. Ja ich poszukam. Który z Panów chce mi towarzyszyć?
- I przyłapać ich jak się pieprzą? Wolałbym nie i Panu, panie Aspectro też radzę nie iść. Nie rozdzielajmy się. Pomyślmy tu logicznie, Sarkiz była bardziej spięta niż fan kebabów z ostrym zatwardzeniem siedzący na klopie - jakby miała kłopoty to by krzyczała. Zakładając jednak, że ma kłopoty to jesteśmy głęboko w gównie skoro coś (no bo człowiek to by nie był) cicho załatwił dwójkę osób pod naszymi oczami i jeszcze podpierdolił ich zwłoki w taki sposób, że byśmy nie słyszeli jak upadają. W końcu szliśmy przez większość czasu w ciszy po tym, gdy ta blondyna krzyczała na stracha na wróbla. - odetchnął głęboko - Albo jedziecie w ostrą fantazję i to jest jakiś Wrong Turn i coś nas pozabija, a wówczas rozdzielanie się jest fatalnym pomysłem albo to jest rzeczywistość, a ciemność trochę pobudziła naszą wyobraźnię i Sarkis i Brown gdzieś tu są w pobliżu i się pieprzą. - była i trzecia możliwość, ale jej już nie wymieniał, a mianowicie taka, że Sarkis widziała jak Brown umiera, ale nie mogła nic mówić, bo wówczas robiła mu loda. Zanim wyjęła go z ust to już jej czaszka pękła. Eric pomyślał, że to całkiem oryginalny pomysł i zapamięta go i jak będzie kiedyś pisał scenariusz to zawrze taką scenę. Choć najpierw trzeba by było odświeżyć serię Piątek Trzynastego, bo tam mogłoby to być... w Srpskim Filmie tego napewno nie było...

- Sarkis i Brown nie są głupi i są prawie dorośli. Sami do nas dojdą. - w sumie nie wierzył w co mówił. Byli głupi i to były szczyle. Dodał więc: - Sarkis by krzyczała i jej krzyk byśmy słyszeli z ponad mili jakby miała kłopoty. Nie ma to i nie krzyczy.

Eric został z główną drużyną i pójdzie z nimi do domu (z pewnością mieszka tam rodzina z Teksańskiej Masakry Piłą Łańcuchową albo miła starsza pani współpracująca z kazirodczymi mutantami rodem z Wrong Turn) i będzie przekonywał, żeby nikt się nie oddalał i trzymali się razem. Będzie nalegał, żeby Aspectro nie odchodził, bo choć nie lubił go to nie chciał jego śmierci.
 

Ostatnio edytowane przez Anonim : 09-03-2015 o 20:27.
Anonim jest offline  
Stary 09-03-2015, 21:25   #3
 
valtharys's Avatar
 
Reputacja: 2800 valtharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputacjęvaltharys ma wspaniałą reputację
Średniej budowy blondyn od momentu gdy tylko autobus się zepsuł nie opuszczał swojej kamery. Nowiutki Sony HDR-PJ650 idealnie nadawał się by upamiętnić na nim każdą chwilę tej wycieczki. Thomas Ward nie należał do żadnej paczki, nie miał zbyt wielu przyjaciół, ani nie miał żadnej dziewczyny. Był zbyt nieśmiały na to. Rzadko do kogoś się odzywał, z reguły przypatrując się wszystkiemu z boku. Mierny z algebry, średni w sporcie, ale za to świetny w historii kina. Dzięki pamięci fotograficznej potrafił rzucać cytatami z filmów na zawołanie. Zafiksowany na punkcie kina a szczególnie horrorów, przez dużą grupę uczniów uważany za dziwaka.
Zawsze schludnie ubrany, dziś miał akurat na sobie białą, obcisłą koszulę, która to idealnie leżała na jego dość szczupłej sylwetce. Na głowie miał jak zawsze dziwny, czarny kapelusik typu melonik, który odróżniał go od reszty klasy. Jeansy, oraz zwykłe białe conversy stanowiły jego ubiór.

Oko kamery najechało na Dannego, w momencie gdy ten rzucał uwagę:
-Głupi kutas - Thomas prawie się zaśmiał, gdy to usłyszał.

Zapadał zmierzch, a oni kazali im przejść na piechotę cztery mile. Gdyby to był horror jakiś młodzieniec za cholerę by nie wysiadał z tego autobusu. W końcu zasada numer 14 brzmiała “Nigdy nie nocuj w środku lasu, jak nie sadysta to cie wiedźma wykończy”. No ale życie to nie film podobno, więc ze spokojem przyszły filmowiec ruszył wraz resztą klasy. Oczywiście kamera wciąż nagrywała, a zapas baterii trzymany przy sobie, pozwalał na taką ekstrawagancję.

Droga prowadziła prosto, idąc raz pod górkę a raz z niej. Tak było przez dwie mile, a Thomas starał się od czasu do czasu iść tak by żaden z nauczycieli go nie zauważył. Wtedy mógł sobie w spokoju pociągnąć dymka. A najlepiej dwa. W końcu rak nie zabija od razu. Sally Sarkis, czołowa cheerleaderka, jak zwykle narzekała co jakiś czas dąsając się, i wydymając dziwnie usta. Wyglądała wtedy niczym aktorka porno, która zaraz miała przystąpić do polerowania berła. Gdy dostrzegł tabliczkę Old Harvest 2 Mile, oraz gęsty i ciemny las dziwne dreszcze przebiegły po plecach młodzieńca. Nie był przesądny, ani bardzo strachliwy ale przez chwilę poczuł się jak jeden z tych aktorów filmów klasy B. Ciche, wilgotne drzewa, a także gęsty, niemal fizyczny mrok ograniczający widoczność sprawił, że to uczucie zaczynało się nasilać. Tym bardziej Thomas obiecał sobie nie oddalać się od grupy. W końcu sam Wes Craven i jego zasada numer osiem mówiła “Nie wolno rozdzielać się od grupy. Jeśli to zrobisz, zginiesz”. Thomas co jakiś czas najeżdżał obiektywem na kogoś z klasy, przyglądając się mu.

Aż dobiegł go pisk dziewczyn. Ukryty w zaroślach strach na wróble, niczym Smakosz, spokojnie sobie dyndał drewnianym krzyżu. Sarkis jak zawsze musiała spanikować, i to jej zachowanie było nagrywane. Ku wielkiemu zadowoleniu “reżysera”.

-Jeśli jesteś blondynką z dużym biustem, zginiesz - rzucił po cichu kolejną Cravenowską zasadę, tak by tylko przechodząca koło niego Lillian Ortis usłyszała to.

-Super. Zero cycków, zero blondu... - burknęła nawet nie odwracając się w jego kierunku -No to jestem tu nieśmiertelna

I pewnie umrzesz dziewicą, a ja prawiczkiem. Na szczęście to powiedział tylko w myślach.

Old Harvest czyli grande finale wędrówki dobiegło końca, gdy wszyscy ujrzeli stary, dom położony nieopodal drogi. Wyglądał prawie jak te, które można było spotkać w horrorach.
-To są jakieś jaja. Poważnie. - mruknął do siebie -Nigdy nie wchodź do Przękletnego Domu. Unikając takich miejsc zwiększysz swoje szanse na przeżycie

Lilian Ortis tylko cicho parsknęła, pojawiając się koło Thomasa nie wiadomo skąd po raz kolejny.

- Chodźmy zapytać o telefon i pomoc - rzucił Storz, lecz nim ktokolwiek coś powiedział, okazało się, że Sarkis i Brown zniknęli. Thomas prawie zaczął się śmiać, bo to wszystko wyglądało jak tani film. Erik Ponti zaczął odwodzić Pana Aspectro od pomysłu by sam jej szukał.

Kamera cały czas była włączona nagrywając uczniów i nauczycieli. Jeśli naprawdę chcieli iść do tego domu, który wyglądał równie zachęcająco co Motel Batesa, to proszę bardzo. Cóż jeśli Pan Aspectro na pewno pójdzie sam w tą noc, to zginie. Murzyni zawsze giną w horrorach.

A im przypadnie odwiedzenie domku rodziny Leatherface’a. Cóż takie życie, a decyzję Aspectro mógł skomentować tylko:
- Nie wolno rozdzielać się od grupy. Jeśli to zrobisz, zginiesz.

***
Jim spojrzał na Thomasa z politowaniem i rzucił w niego plecakiem z różowym.
- Łap. – zawołał.

Thomas i jego słynny refleks. Plecak upadł tuż koło jego nogi. Głupi uśmiech pojawił się na twarzy kamerzysty.

Jim spojrzał z uśmieszkiem na kolegów.
- Ktoś idzie z nami? Cykory.

Zawsze! Zawsze musi się znaleźć jeden odważny. Głupi i odważny. No ale dobra. Trzeba pokazać, że ma się jaja. Suki Jordan. Ach. No to był powód. Może go w końcu zauważy. Nadzieja matką głupich.

- Dobra, ja idę - zgłosił się na ochotnika. Podszedł do Jima i rzucił -Nie wolno rozdzielać się od grupy. Jeśli to zrobisz, zginiesz - a potem mając pewność, że go nauczyciel nie usłyszy powiedział szeptem- Czarny i tak pierwszy ginie.

Kamera była wciąż włączona. Może przyłapie blondynę i Browna świntuszących gdzieś w krzakach. Może akurat będzie.. Uśmiechnął się znowu. Może będzie materiał na Redtube'a do wrzucenia.
 
__________________
Dzięki za 7 lat wspólnej zabawy:-)

Ostatnio edytowane przez valtharys : 10-03-2015 o 10:15. Powód: Post Toma Atosa
valtharys jest offline  
Stary 09-03-2015, 22:20   #4
 
Vivianne's Avatar
 
Reputacja: 2253 Vivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputacjęVivianne ma wspaniałą reputację
Suki nie rozumiała oburzenia spowodowanego awarią autobusu. Takie rzeczy się zdarzają, po prostu. Wzięła z bagażnika torbę, przerzuciła ją przez ramię i czekała cierpliwie aż reszta grupy będzie gotowa do drogi. Oczywiście nie obyło się bez pokazówek i scen niezadowolenie czy oburzenie zaistniałą sytuacją. Nie chciało jej się słuchać pretensji do całego świata i wzajemnych oskarżeń włączyła więc ulubioną muzykę, w uszły włożyła słuchawki odcinając się tym samym od zamieszania.
Dziewczyna uważała, że 4 mile to nie powód do narzekanie i rzucania bluzgami na prawo i lewo. Nie warto przejmować się rzeczami, na które nie mamy wpływu. Niestety niewiele osób podzielało jej zdanie.
Fakt, współczuła trochę koleżankom, które musiały przejść tą odległość w butach na całkiem wysokim obcasie. No ale cóż, ich wybór, jeśli hołdują zasadzie - wygląd nade wszystko- niech teraz cierpią. Idiotki. Uśmiechnęła się pod nosem.
Suki ubrana w jeansy, kwieciste martensy i koszulę w kratę mogła przejść tą odległość bez najmniejszego problemu. Podręczny plecak, niewielka torba zarzucona przez ramię i bluza przewiązana na biodrach nie przeszkadzały w wędrówce. Trzeba przyznać, że miała pewną przewagę nad innymi uczniami. Lata spędzone w siodle sprawiły, że nogi dziewczyny były bardzo mocne i wytrzymałe. Jazda konna doskonale rzeźbi i wzmacnia ciało. Szła więc mniej więcej w połowie tej śmiesznej zbieraniny nastolatków z zainteresowaniem przyglądając się otoczeniu a było na co popatrzeć. Otaczające ich krajobrazy zdecydowanie nadawały się do namalowania. Starała się zapamiętać jak najwięcej, by potem móc przenieść te mroczne, niepokojące widoki na płótno.

Z własnego świata wyrwał ją przeraźliwy pisk, którejś z dziewczyn. Niechętnie wyjęła słuchawkę z jednego ucha i rozeznała się w sytuacji. Nie było to nic szczególnego, ot po prostu durna laska, która za wszelką cenę chce zwrócić na siebie uwagę i zaczyna krzyczeć na widok średniej urody stracha na wróble, żenujące.

Gdy dochodzili do Old Harvest wyjęła z uszu słuchawki i postanowiła włączyć się do życia społecznego.
Nie przejęła się specjalnie tym, że Sarkis i Brown odłączyli się od grupy, była przekonana, że bawią się całkiem nieźle w swoim towarzystwie. Zupełnie nie zwróciła też uwagi na Aspectro i jego pomysł szukania zaginionej parki. Zwróciła się za to do nauczyciela matematyki.

- Nie sądzi pan, że to będzie dość nietaktowne, jeśli dwudziestoosobowa grupa zwali się do domu tych ludzi? – skinęła głową w kierunku domu. - Może niech pan pójdzie wytłumaczyć sytuacje a my tu zaczekamy?
 
__________________
"You may say that I'm a dreamer
But I'm not the only one"
Vivianne jest teraz online  
Stary 09-03-2015, 22:22   #5
 
BoYos's Avatar
 
Reputacja: 199 BoYos ma w sobie cośBoYos ma w sobie cośBoYos ma w sobie cośBoYos ma w sobie cośBoYos ma w sobie cośBoYos ma w sobie cośBoYos ma w sobie cośBoYos ma w sobie cośBoYos ma w sobie cośBoYos ma w sobie cośBoYos ma w sobie coś
- Przygoda, każdej chwili szkoda. - mruknął siedząc na tyłach z ekipą Hikaru. Jego palce były obwinięte bandażami, na co wskazywało, że są powybijane - istotnie. Ostatnio lekko przesadził na treningu, ale przecież mieli grać przeciwko ich głównemu rywalowi z licealnej ligi koszykówki.

Hikaru nie był zbyt wysoki jak na koszykarza, jedyne 1.78 wzrostu, co świadczyło, że jeśli został kapitanem w składzie gdzie graja same konusy po 2 z hakiem. Jego sekret leżał w szybkości. Mimo, że dopiero autobus stanął, gdy okazało się, że trzeba pomaszerować, jeszcze Hikaru nie zdawał sobie sprawy, że lata jego treningu prawdopodobnie okażą się zbędne, w niedalekiej przyszłości, gdyż - nie zagra następnego meczu. Trudno gra się bez głowy.

- Eee, chopcy...yyy - zaczął w swoim żartobliwym tonie - trzeba popchnąć i tym razem to nie jest Sally.
- Spierdalaj kutachu - dziewczyna nie była dłużna.
- Spokojnie, spokojnie. O kutasach będzie później. - Hikaru wstał pomału z tylnego siedzenia, gdy Erik zaczął wywód na temat zbieraniu informacji. Nastolatek o japońskich rysach przechodził akurat obok niego w ciasnym autobusim korytarzyku, kładąc mu rękę na barku.
- Stary, nigdy nie lubiłem horrorów, ale czuję, że dziś Twoja wiedza się nam kurewsko przyda. Nie nakręcaj tylko dziewczyn z przodu bo się posikają ze strachu. Dawaj, kaman'szejkerap wychodzimy.

Jak powiedział tak zrobił. Wziął ze sobą jabłko, przegryzając po drodze i butelkę wody. Nie zapomniał zagadać do jego ulubionych koleżanek w swoim gentlemańskim stylu przechodząc obok.
- Ortis, chcesz gryza?

***

- Ja pierdole, Erik naprawdę mnie nakręciłeś tym swoim gadaniem. - skwitował ich podróż. Jabłko już dawno wyrzucił, teraz została mu tylko woda. - Z drugiej strony, zawsze ktoś musi nakręcić ekipę. Taki must have.

Zwolnił trochę tempo i poczekał na Thomasa. Wyczuł jego dymka i już się obok niego zakręcił.
- Mordeczko, nie powinieneś tyle palić. Dziś zapraszam Cię do pokoju na dobre party, ogarniemy jakiś towarek i coś pomyślimy, nie? - Hikaru już miał w głowie dobry plan.

Cała podróż to był jeden wielki syf. Hikaru zagadywał co jakiś czas do każdego, szczególny nacisk kładł na teksty w stronę żeńskiej części wyprawy.

- Jordan, dziś u mnie w pokoju kręcimy balety. Widzę Cie tam. - w taki i podobny sposób pozapraszał wszystkich oprócz nauczycieli.

***


- Ja chętnie się przejdę. Do domu domu oczywiście. To, że głównym atrybutem Sarkis są mocne kolana za klubem nie znaczy, że nie trafi do domu. Poszła siknąć w krzaki, przecież nie będzie wszystkim komunikować tego. - Goro miał swoją wizję w tym temacie.
- Mimo tego, że Erik nakręcił mnie jak jasny ch... to musimy jakoś zorganizować podróż. - Hikaru niezbyt przejął się Sarkis. Brownem bardziej, w końcu byli ustawieni na melanż wieczorem.
- Erik, jeżeli naprawdę tam będzie jakiś hardkor z tych Twoich opowiadań, to wiedz, że jak będziesz spał, zrobię Ci arabskie gogle. - Zapowiedział z uśmiechem Hikaru. Cóż...Erik jeszcze wtedy nie wiedział, co go niedługo czeka, o ile Hikaru dotrwa poranka.
 

Ostatnio edytowane przez BoYos : 10-03-2015 o 10:15.
BoYos jest offline  
Stary 10-03-2015, 00:09   #6
Szpieg Reptilian
 
Zombianna's Avatar
 
Reputacja: 33442 Zombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputacjęZombianna ma wspaniałą reputację
Lillian przywitała awarię autobusu z radością, traktując przymusowy postój jako wybawienie od konieczności tłoczenia się w ciasnej, rozklekotanej tubie razem z bandą dupków, których najchętniej wsadziłaby w rakietę i wystrzeliła w kosmos. Nie znosiła swoich rówieśników, a rówieśnicy odwzajemniali wszelkie negatywne uczucia, jakimi mrukliwa i wycofana z życia społecznego dziewczyna wręcz emanowała. Ubrana w obszerną bluzę z kapturem poprzebijaną masą agrafek, dziurawe spodnie, ubłocone do granic przyzwoitości trampki i z parcianym plecakiem przewieszonym przez ramię, stanowiła kontrast dla wypindrzonych panienek. Tych wszystkich Gwiazdeczek, co szkolny spęd bydła pomyliły z paryskim wybiegiem.
Wycieczka szkolna - sama koncepcja budziła w Ortis grozę, pomieszaną z dużą dozą niesmaku. Nie miała pojęcia czemu matka zmusiła ją do udziału w tej farsie. “Dowiesz się czegoś nowego, poznasz bliżej kolegów z klasy i będziesz się dobrze bawić” - powiedziała tym irytującym, wszystkowiedzącym tonem, nieznoszącym najmniejszego sprzeciwu. Oczywiście ojciec zaraz zawtórował swej połowicy, a jego przytakująca energicznie głowa przywodziła na myśl ozdobnego pieska, umieszczanego zazwyczaj na tylnej półce samochodu.

Poznać bliżej kolegów...taaa, jasne. Zupełnie jakby Lillian miała na to chociażby cień ochoty. Lubiła ciszę i miała swój własny, szkicowany na przeróżnych kartkach świat, do którego nie wpuszczała nikogo z zewnątrz. Czasem ktoś próbował wtargnąć w jej prywatną strefę z buciorami, zalewając potokiem pytań, kiepskimi żartami, lub najzwyklejszym w świecie, międzyludzkim skurwysyństwem. Nie raz i nie dwa wracała do domu z porwanymi ciuchami, pociętym plecakiem i podrapaną twarzą, aż pewnego pięknego dnia przyniosła do szkoły łańcuch od roweru i na długiej przerwie ostatecznie wyjaśniła z koleżankami wszelkie nieporozumienia. Od tamtej pory reszta panienek atakowała ją tylko słownie, ale z pustych gróźb Ortis niewiele sobie robiła. Storz stwierdził kiedyś, że w olewaniu tego, co się do niej mówi, Lillian zdobyła już dawno czarny pas.

Swoim zwyczajem wytoczyła się z autokaru ostatnia, spoglądając spode łba na zebrany przy poboczu tłumek. Mieli drałować do jakiejś wiochy, super. Spaceru Gwiazdeczki na bank się nie spodziewały, inaczej darowałyby sobie te niebotyczne szpile, bardziej pasujące do tandetnego pornosa, niż czegokolwiek innego. W tym się prawie nie dało chodzić, nie mówiąc o bieganiu, kopaniu...a nawet szybszym marszu.
-No to już wiemy kogo odstrzelić na początku - parsknęła do siebie i z rękami w kieszeniach ruszyła za tłumem. Kilka chwil później usłyszała swoje nazwisko, wypowiedziane gdzieś z lewej strony. Obróciła niechętnie głowę i widząc Goro ofukała go, sięgając do kieszeni. Po chwili wyciągnęła z niej słuchawki i z ostentacyjne wsadziła je do uszu, odgradzając się od zbędnego gadania solidną dawką decybeli.



Pełen przerażenia pisk był na tyle intensywny, że przedarł się przez muzykę...co stanowiło poniekąd spore osiągnięcie. Wpierw Lillian myślała, że ktoś szlachtuje świnie, zaraz jednak doszło do niej, że to przecież niemożliwe. Po cholerę ktokolwiek miałby robić coś takiego pośrodku totalnego zadupia? Skonsternowana podniosła wzrok, przestając podziwiać własne buty. Wyłączyła muzykę i zaciekawiona rozejrzała się dookoła. Dopiero wtedy dotarło do niej, że znajdują się pośrodku pola kukurydzy, a naczelna Gwiazdeczka o mały włos nie poszczała się w stringi przez stracha na wróble. Ortis tak rozbawiła ta sytuacja, że nawet odcięła się Wardowi, lecz gdy oko jego kamery spojrzało prosto na nią, odwróciła się na pięcie i odpalając Ipoda, zniknęła w tłumie.

Unikała go aż do samego Old Harvest. Jeszcze tego brakowały, by jej morda znalazła się w jakim reportażu, szkolnej galerii, lub innym chujostwie. Jakaś część jej duszy byłą ciekawa co za idiota przyjmie pod dach cały tabun rozpuszczonej jak dziadowski bicz młodzieży...albo kto zapłaci za ich nocleg w motelu...o ile podobnie zapyziała dziura wiedziała czym motel w ogóle jest.
Wściekła i zmęczona ludzką gadaniną, Lilian jedynie pokręciła głową na wieść o zniknięciu parki. Dla niej mogliby już nigdy nie wrócić.
Świat dużo by na tym nie stracił.
 
__________________
A God Damn Rat Pack

"I am the bad one, distant and cruel one.
I am the dream that, keeps you running down."

Ostatnio edytowane przez Zombianna : 10-03-2015 o 00:17.
Zombianna jest offline  
Stary 10-03-2015, 09:00   #7
 
Tom Atos's Avatar
 
Reputacja: 4254 Tom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputacjęTom Atos ma wspaniałą reputację
Powiedzmy sobie szczerze, że wycieczki szkolne nie należały do najciekawszych zajęć. Właśnie kumpel ściągnął mu „Imię Róży” na ebooka i Jim jadąc szkolnym autobusem czytał sobie o mnichach anno domini 1327. No nie. Mnisi. Zero walki, zero rycerzy. Jakieś filozoficzne ględzenie o teologii, ale … gdzieś w trzecim rozdziale załapał klimat. Jim wsiąkł w XIV wiek.
Przebudzenie było brutalne w postaci awarii autobusu. Pięknie. Jak zwykle złośliwe maszyny psuły się na bezludziu. Jakby jechali konno, to nie byłoby problemu. Pomyślał śmiejąc się w duchu. Zebrał swoje graty i zgodnie z poleceniem wziął jakiś dziewczyński plecak. Taki z Różowym. Nawet niezbyt ciężki.
- Panie Aspectro. – Jim zgłosił się podnosząc rękę – Mogę iść z przodu jeśli dostanę latarkę.
Zaproponował.
Cztery mile to nie było tak znów dużo. Powinni dać radę. Wkrótce jednak zapadł zmierzch i Jim mimo wszystko poczuł się nieswojo. Okolice nie wyglądała na sympatyczną.
Przyłapał się na tym, że rozgląda się po lesie za jakimś solidnym kijem. Na szczęście nie brakowało tego towaru i Jim wkrótce znalazł kawał dębowej pały. Solidny, ale nie za ciężki. Taki jakim bawił się, gdy z kumplami z roty odtwarzali ryciny z Lichtenauera.
Poczuł się pewniej, gdy miał cokolwiek innego w ręku poza latarką. Po za tym miał się czym podpierać.

Zganił się w duchu. Wyobraźnia płatała mu figle. Co się mogło stać? Okolica nieprzyjemna, to prawda, ale przecież są w Stanach. To pewnie przez gadanie Erika. Ponti potrafił być naprawdę irytujący.

Postanowił pomyśleć o czymś przyjemnym dla poprawienia humoru. Suki. O tak ta dziewczyna mu się podobała. Ładna, zgrabna i umiała jeździć konno. Marzenie. Jim chciał się nauczyć jeździć konno. Przy okazji spyta ją, czy nie wkręciłaby go do klubu jeździeckiego. Chłopakom szczeny poopadają, jak na spotkanie przyjedzie wierzchem. Ha!
W wyobraźni już widział się zbrojno i konno na turnieju, jak galopuje z kopią i tarczą. Prawdziwy rycerz …

Aż podskoczył, gdy Sally się wydarła. Co jest? Odruchowo poświecił w miejsce wskazane przez dziewczynę. To tylko strach na wróble i blondynki. Co za ulga. By pokryć zdenerwowanie powiedział.
- Weźmy trochę kukurydzy. W końcu nie wiadomo kiedy będziemy jeść kolację.
Jak powiedział, tak zrobił i nim ruszyli dalej zerwał parę kolb.

Po jakimś czasie idąc przodem dostrzegł światła, a potem stojący w oddali dom. Nie przyznałby się do tego, ale poczuł ulgę. Okolica była dziwna i Jim czuł tu się , mówiąc delikatnie nieswojo.

Na odpoczynek jednak się nie zapowiadało. Gdzieś zginęła dwójka z nich. Na sakramentalne pytanie Aspectro „kto idzie” nikt się nie zgłosił. Typowe.

Jim spojrzał na Thomasa z politowaniem i rzucił w niego plecakiem z różowym.
- Łap. – zawołał.
- „Tchórz, zanim umrze, kona wiele razy, walecznych jedna tylko śmierć spotyka”, ale chyba tego nie znasz. Tommy.
Odwrócił się do nauczyciela.
- Ja pójdę. Może zabłądzili i wrócili się do autobusu. Trzeba to sprawdzić.
Spojrzał z uśmieszkiem na kolegów.
- Ktoś idzie z nami? Cykory.
 
Tom Atos jest offline  
Stary 10-03-2015, 15:08   #8
 
Halfdan's Avatar
 
Reputacja: 68 Halfdan wkrótce będzie znanyHalfdan wkrótce będzie znanyHalfdan wkrótce będzie znanyHalfdan wkrótce będzie znanyHalfdan wkrótce będzie znanyHalfdan wkrótce będzie znanyHalfdan wkrótce będzie znanyHalfdan wkrótce będzie znanyHalfdan wkrótce będzie znanyHalfdan wkrótce będzie znanyHalfdan wkrótce będzie znany
Gordon Preston zaczął żałować że zapisał się na tę wycieczkę. Jutro z rana powinna przyjść do niego paczka z dronem, kamerą i innymi bajerami. Nie mógł się już doczekać aż wróci do domu i polata sobie nad wodospadem, nad rzeką, nad wzgórzem... Kto wie, może nawet da się na tym zarobić, robiąc zdjęcia. Chłopak ciężko pracował żeby kupić sobie taką zabawkę. Był synem stolarza i od dziecka pomagał ojcu przy pracy w rodzinnym zakładzie. Jego tata, mimo iż był bystry żył jeszcze w poprzedniej epoce. Gordon zaś nie dość że odziedziczył smykałkę do majsterkowania, to wychował się w epoce internetu i ebaya. Nie mógł więc narzekać na brak klientów i wpadł na genialny pomysł – pod czujnym okiem staruszka zrobił biurko z prawdziwego drewna (nie żadnych wiórów), którego było tutaj pełno. Następnie wizualnie je postarzył i ozdobił tak by wyglądały jak te, które widział w muzeum na wakacjach u wujka we Francji. Nie był artystą i sam by nie wymyślił takiego zdobnictwa. Był jednak rzemieślnikiem, a skopiowanie wzoru było o wiele łatwiejsze. Prawie miesiąc pracy, ale opłaciło się – internetowy kupiec znalazł się w dwa dni. Chłopak posłał mebel do Seattle i zarobił na tym na czysto 500 dolarów. Kupa kasy jak dla nastolatka. Kolejne meble robił coraz szybciej i jak do tej pory sprzedał już 15 sztuk. Mógł sobie pozwolić na markowe rzeczy, podobnie jak dzieciaki bogatych rodziców. Był jednak pragmatykiem i bardziej doceniał wartość pieniądza – w końcu sam ciężko na nie tyral swoimi pulchnymi rękoma. Zamiast modnych ciuchów różniących się od szmat tylko metką, kupił sobie specjalną odzież w sklepie dla wyczynowych sportowców. Może i bez modnej metki, ale za to wytrzymałe, lekkie, ciepłe i oddychające. Jedyne czym mógł przyszpanować to jego smartphone – miał najnowszy model z mnóstwem bajerów. Dokupił też ogromną przenośną baterię, tak by starczyło mu bez ładowania na całą podróż tam i z powrotem.


Gdy zepsuł się autobus Gordon grzecznie czekał na decyzję nauczycieli, słuchając muzyki. Nie miał problemu z dyscypliną, słuchał się przełożonych. Liczył na to że jednak posłuchają rady Eryka i zostaną wszyscy w autobusie – to było rozsądniejsze niż wysyłanie bandy nieogarniętych i nasiąkniętych hormonami nastolatków na zwiad w pole kukurydzy. Zaakceptował jednak decyzję starszych – bez jednego dowódcy zrobiłby się bałagan, a to nie czas na bunt. Mógł sobie jednak ponarzekać w myślach: Kurwa mać, 4 mile, ja pierdolę chyba w życiu tyle nie przeszedłem za jednym razem! - Gordon był gruby i miał słabą kondycję, taka wyprawa była dla niego wyzwaniem. Szedł na samym końcu, ale nie dlatego że chciał zamanifestować jakim to jest mającym system w dupie outsiderem. Po prostu już nie mógł. Cały się spocił i ledwo dyszał, ale szedł dalej by nie dać innym satsfakcji. Wiedział że jeśli się zatrzymają z jego powodu to Sally, Danny i inni uczniowie będą stroić sobie z niego żarty. Już sobie to wyobrażał jak ten kretyn Danny podkłada mu z tyłu kijek ze sznurkiem z zawieszoną na końcu paczką czipsów piszcząc przy tym "dalej prosiaczku, dasz radę dojść do swojej paszy, to tylko pół metra!".


Fizyczny wysiłek miał jednak pewien plus – Gordon nie miał siły żeby się bać. Miał gdzieś fakt że było ciemno, strachy na wróble i ciemny las też nie robiły na nim wrażenia. Myślał tylko o tym kiedy wreszcie się zatrzymają. A gdy doszli do Old Harvest, Gordon przyklapnął sobie z boku. Miał w dupie Sally i Dannego. Jak dla niego mogliby znaleźć sobie norę na tym polu kukurydzy, wejść do środka i pieprzyć się cały dzień i całą noc, jak już tak bardzo lubią się zachowywać jak króliki. Miałby trochę spokoju. Nawet jeśli siłą ktoś by zmusił go do pójścia na poszukiwania, usiadłby za najbliższym drzewem i po godzinie powiedziałby że nic nie znalazł. No i jeśli to faktycznie horror, to czarny nauczyciel zginie jako pierwszy, lepiej z nim nigdzie nie chodzić!
 

Ostatnio edytowane przez Halfdan : 10-03-2015 o 21:42. Powód: też chciałem dorobić sobie fajne łapki
Halfdan jest offline  
Stary 10-03-2015, 18:18   #9
 
Fearqin's Avatar
 
Reputacja: 1707 Fearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłośćFearqin ma wspaniałą przyszłość
Na podróż nie narzekał Viktor, o nie. Leżał sobie na siedzeniu, nogi podpierając na miejscu naprzeciwko, bo akurat zostało tam troszkę, ale troszeczkę wolnej przestrzeni bo siedział tam Gordon zwany również Śnieżynką. Przynajmniej przez Viktora. Przynajmniej w myślach. Głowę miał nisko choć nie kładł jej na siedzeniu, bo cholera wie kto co tam robił jak siedział, ale i tak nie interesowało go co za oknem. Podrzucał sobie piłkę do bejsbola raz wyżej, raz niżej, marząc sobie o rzuceniu nią z pełną siłą, w którąś z wystających, rozgadanych, roześmianych, zidiociałych głów. Gdy się zatrzymali usiadł już i podwiązał mocniej glany, włożył w środek nogawki i czekał cierpliwie co też wymyślą Bardzo Dorośli i Bardzo Rozsądni Opiekunowie.

Zarzucił sobie wojskową, zieloną torbę, której nie zapełnił rzeczami choćby do połowy na plecy i ruszył przodując, zauważając sporą tendencję do zostawania w tyle wśród swoich rówieśników. Gordona rozumiał, bo ten nie wyrabiał, ale reszta idiotów i tępych cip... tak, dajcie się prowadzić i sprawdzić ciemny obszar przed wami dla życiowych nieudaczników, którzy mają jedną z najbardziej poniżających prac.

Pochód ciemnych lasem przerażał go w takim samym stopniu w jakim powrót ze szkoły do domu po swoim osiedlu w środku dnia, czyli za dzieciaka przyprawiał prawie o zawał, a teraz było mu to absolutnie obojętne. Bardziej niż ciemnych, starych drzew, wolał wystrzegać się kosy pod żebra od jebanego czarnucha.
Splunął w bok, przypadkiem pod nogi jakiejś dupery, która wetknęła sobie słuchawki w otwory i i tak chyba tego nawet nie zauważyła. Nawet jeśli to niewiele go to obchodziło.
W ogóle było dość nudno, dopóki Ekstra Dupera nie przestraszyła się na widok stracha na wróbla. Co niby innego miało stać na środku pola o takiej porze?
Viktor uśmiechnął się pod nosem, ruszając do przodu nieco przyspieszając tempo. Tylko kłopoty miały wyniknąć z tej wycieczki.
Opieszałość i powolne tempo reszty grupy wywoływały u niego frustracje, ale póki co powstrzymywał się od uwag. Starczyło, że reszta grupy z Erikiem na czele, puszczała na drodze kolejne idiotyczne uwagi w taki sam sposób, w jaki zaśmiecały ją krowy swoimi odchodami.
Taaa... z krowami przynajmniej wiesz na czym stoisz, a ta banda... Viktor odwrócił się do nich na chwilę, popatrzył i w końcu pokręcił głową wzdychając ciężko, wypuszczając z siebie pełne zawodu powietrze.
Przejechał kciukami pod cienkimi, czerwonymi szelkami i strzelił nimi uderzając w twarde ciało skryte pod obcisłą, czarną bluzką z krótkimi rękawami, zdjął z siebie czarną, masywną kurtkę z wysokim kołnierz i nie przestając iść wcisnął ją do torby. Szedł zamyślony, starając się nie skupiać na reszcie grupy, by nie denerwować się niepotrzebnie.

W końcu doszli (a niektórzy dotoczyli się) do miejsca, które Aspectro uznał za wspaniały azyl. Stara chata pośrodku niczego, z pewnością to, że pali się tam światło oznaczało, bezpieczne, przyjazne schronienie. Ostatnie czego chciał to zwalać się wraz z banda imbecyli na głowę jakiegoś starego, prostego farmera i rujnować mu noc.
Jako, że brakowało dwóch z jego licznego grona najbardziej znienawidzonych ludzi, powstała inicjatywa założenia grupy poszukiwawczej. Viktor wzruszając ramionami stanął przed Jimem Collinsem i czarnoskórym nauczycielem, wyrażając jako taką "chęć" wyruszenia z nimi na poszukiwania. Jeśli coś stało się dla Danny'ego i tej panienki, to chciał być pierwszym, który się o tym dowie.
 
__________________
Pół człowiek, a pół świnia, a pół pies

^(`(oo)`)^
Fearqin jest offline  
Stary 10-03-2015, 19:16   #10
 
Proxy's Avatar
 
Reputacja: 4972 Proxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputacjęProxy ma wspaniałą reputację
- Trzeba było jechać autokarem wybranym przez ojca... - Tera podczepiła się do marudzenia i niezadowolenia Sally.

- Kochana... Za cenę jego wynajęcia postawiłabym basem na środku swojego pokoju... - usłyszała w jej odpowiedzi.

- Autokary z pięcioma gwiazdkami się nie psują w takich miejscach! W ogóle się nie psują! - odwarknęła prychliwie do Sarkis - Ale najwidoczniej ktoś z nimi ma problem skoro stoimy a kierowca grzebie w silniku...

- Oj dobra no... Uspokój się... - wycofała się Naczelna Gwiazdeczka - Przecież od początku byłam za tym pomysłem - przyznała zapobiegawczo racje choć fakty były nieco inne.

- Już dawno bylibyśmy na miejscu, gdyby ktokolwiek i tym razem posłuchał się ojca... W ogóle trzeba było jechać prywatnie, jak mówił na początku... "Będziemy w White Fall jeszcze dzisiaj", po prostu świetnie! - zaciągnęła się przedrzeźniającym cytatem. Oparła się głęboko w fotel, skrzyżowała ręce i nogi - W takim tempie nigdy tam nie dojedziemy a festiwal filmowy jak psu w dupę... Może się pojawimy jak już będą zbierali sprzęt...

- Swoją drogą oszukanie przeglądu autokaru przed wyruszeniem jest przestępstwem! - odezwała się głośniej, coby i kierowca usłyszał. Po tym już naburmuszona zamknęła się na jakiś czas.


Tera - Dystyngowana lalunia z salonów, której największym utrapieniem w karierze filmowej to liczący się publiczny średniak a nie prywatny. Nie mniej trzeba było zejść do plebsu i się przeczołgać dla przydatnych referencji. W bandzie idiotów jednak wytrąciła śmietankę, do której ciężko było się dostać. Z obecnych na wycieczcie oczywiście nie mogło zabraknąć tam Sally Sarkis i Dannego Browna, należących do kółeczka wzajemnej adoracji Tery. Ta natomiast była kłótliwa a publiczne awanturki, czy wojenki były jednym z elementów w pakiecie. Osoby ze szczytu drabinki społecznej szkoły były zawsze bardziej słyszalne niż te, które brodziły w mule.

Niestety na pechową wycieczkę wybrali się tylko nieliczni:

Eric... Miał francusko brzmiące nazwisko... A w dziedzinie filmów... Ciężko było go zagiąć... Co było dobre. Poza jego mniej znośnym zacięciem do grobowych żartów miał w sumie szanse się wkręcić do towarzystwa. Nie mniej tematy filmowe, które lubił często kręciły się właśnie przy Terze, co skutkowało rozmowami na poziomie. Prawda jest taka, że żadna oficjalna propozycja jeszcze nie padła.

Suki... Nie była głupia a ładna twarzyczka miała branie, lubili ją a jej konie wyrażały w pewien sposób kobiecą klasę. Żeby tylko nie zgrywała do bólu niezależnej i nie przywiązującej się do żadnej grupki... Dla niej miejsce było od dawna, ale nie chciała go. Szkoda, wielka szkoda. Może jeszcze zmieni zdanie.

Thomas... Filmował. Tera była artystką w tym, co robiła. Wysoka jakość była koniecznością. On natomiast produkował trzęsące się gówno w orientacji pionowej wrzucane na YouTuba... Nawet jakby był trochę zdolny, zajmował się filmowaniem - był rywalem w tym co sama robiła. Rywali się niszczy a nie współpracuje. Dlatego też nie mógł od niej oczekiwać czegoś innego niż ciągłej krytyki i wytykania błędów.

Hikaru... Był skończonym dupkiem a jego docinki były co rusz bardziej egzotyczne i oburzające, ale nie było równego w organizowaniu imprez, co on. To była jego karta przetargowa. Na czas imprezy zawierali tymczasowy rozejm. Balangi skośnookiego były obowiązkowe a bez Sally, Tery i ich paczki reszta imprez była nieznacząca.

Lilian... Chodząca żenada i popychadło. Oddychanie wspólnym powietrzem to wieczna udręka. Wrzucona do jednego worka nic nie wartych frajerów, którzy jedynie mogą zarażać syfem od kontaktu z nimi. Tera robiła wszystko by inni również podobnie ją traktowali. Szmaty, które nosiła wyrwała siłą bezdomnym. Siłą? Ha! Żeby tylko! Psychopatka jeszcze się przy tym w coś uzbroiła grożąc śmiercią. Tak jak dziewczynom po jednym napuszczeniu Tery na tą mizernotę. Jak tak piękne imię można spier*olic taką osobą… Świat nie zna granic.


Trzeba było wychodzić, co nie obeszło się o dodatkowe niezadowolenie. Jej bagaż mieścił się w prostokątnej torbie na kółkach, wyciągnęła parę klamotów do swojej torebki. Sally przyzwyczajona do toreb treningowych stwierdziła, że w dupie ma taszczenie się ze swoim worem. Chwyciła za plecak, którego i tak wcisnęła Jimowi. Jej szpilki były prawdziwym bólem, ale jak nie wzięła pary na zmianę to jej wina. Tera była w bluzeczce z wiązaniem, spódniczce i baletkach z lekkim szerokim obcasem. Na takie okazje trzeba wiedzieć tak się ubrać z klasą a nie wyglądać jak Lilien, która właśnie rozwarła swoją jadaczkę.

- Słyszysz...? - obróciła się do niej na chwilę - Oh... Wygląda na to, że gówno wszystkich obchodzi, co masz do powiedzenia... Więc stul dziób i zjeżdżaj - odpyskowała po czym została w naturalny sposób wchłonięta przez współszydzącą gromadkę.


- Tępa cipo! Wystraszyłaś mnie! - Warknęła na Sally popychając ją mocno ramieniem.

- Bujaj się! - odszczekała nie mając ochoty kajać się i tym razem.

- Co Ty, wróbel jesteś, że stracha się boisz? Pruć się nad uchem będziesz o takiej porze?

- Odpier*ol się ode mnie, co?

- Bardzo chętnie... - burknęła złośliwie Tera nie mając nawet szansy rozwinięcia swojej kwestii.

Wspólny pisk spowodował, że obie gwiazdeczki straciły raptownie humor, co nie mogło się skończyć inaczej jak kłótnią. Damski duecik rozłączył się. Sally poleciała od razu do Deana a Tera jeszcze bardziej nastraszona wytrzymała zaledwie paręnaście minut mniej więcej samotnego spaceru. Po tym czasie przykleiła się do Erica. Oplotła się o jego ramię.

- Nie twoja liga, nie myśl nawet - wymamrotała ze skwaszoną miną unikając jego wzroku.

Tera była spietrana. W takiej ciemnicy potrzebowała kogoś dla uspokojenia. Najeżona słowem nawet się nie odzywała na wszystkie nawiązania do horrorów i grobowy humor. Prawda była taka, że nie cierpiała ich. Szczególnie w warunkach średnio sprzyjających. Nieprzyjemności narastały a dziewczyna była coraz bardziej spięta.

- Nigdzie nie idziesz... - wymamrotała nie wiedząc, czy ma dalej się trzymać chłopaka, czy najpewniej zostać pod bramą sama.

- Zgubiliście dwójkę uczniów po zmroku… Macie przeje*ane… - wtrąciła komentarzem odpowiednio, by usłyszał to czarny nauczyciel.

- Mógłbyś nie rzucać jej rzeczami..? - wysyczała z niezadowoleniem - Daj mi to - rozkazała - Ja się nigdzie nie ruszam. Jak chcecie czegokolwiek tu szukać to proszę bardzo. Mogę co najwyżej tu zaczekać...

Zniknięcie Sally i Dannego wkurzyło ją. Siksa z pewnością zrobiła to celowo, by jeszcze bardziej nastraszyć Terę. Obrażona dziewczyna miała ją gdzieś. Jak chcą iść to niech idą. Czemu ma się tym zajmować? To ona kogoś zgubiła? Nigdy w życiu. Sama przecież niczego robić nie będzie. Są od tego odpowiedni ludzie. Niech oni się tym zajmą. Domem niech zajmie się Storz, to jego zasrany obowiązek.
 

Ostatnio edytowane przez Proxy : 10-03-2015 o 20:19.
Proxy jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 12:27.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166