Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror > Archiwum sesji RPG z działu Horror
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 30-01-2016, 11:31   #1
 
Ranghar's Avatar
 
Reputacja: 5836 Ranghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputację
Nawiedzony dom [Horror]

Nastał termin z zagadkowego listu. Pogodny ranek, powoli przerodził się w pochmurny dzień, by zakończyć go solidną ulewą pod wieczór. Pod wskazanym adresem z koperty znajdowała się duża, odosobniona posiadłość ogrodzona metalową bramą i wysokim brązowym murem. Brama wjazdowa stała otwarta pojękując przy większych powiewach wiatru. Od bramy prowadzi kamienna ścieżka otoczona żywopłotami przedstawiającymi mitologiczne zmagania bohaterów z potworami. Sam budynek wygląda okazale, gdzieniegdzie nadkruszony upływem czasu, szeroki z zewnątrz parter, mocno rozbudowane piętro oraz poddasze na tle sadów owocowych skąpanych w mroku. Przed wejściem do posiadłości zaparkowanych jest kilka pojazdów, a przy drzwiach wejściowych stoi kilka osób z otwartymi parasolami. Wszyscy zebrani wpatrują się w przypiętą do drzwi kartkę papieru powiewającą na wietrze.

Wejdźcie do środka i czujcie się jak u siebie. Wszystko co zmieści wam się w ręce jest wasze, jeśli chcecie odziedziczyć pozostały majątek musicie doczekać w środku domu mojego przyjazdu z dokumentami o świcie. Wśród was ukryty jest mój współpracownik, który w razie wątpliwości zatwierdzi komu udało spełnić się ten wymóg.
Notariusz
Thomas Renfield


- To chyba jakieś żarty. – Burknął straszy mężczyzna, przed sześćdziesiątką. Ubrany w brązowy garnitur i podpierając się drewnianą laską ze złotą głową orła ruszył krok do przodu i pchnął drzwi. Ciężkie solidny drzwi sapnęły i powoli ustąpiły otwierając się szerzej. Z wnętrza budynku wylało się światło i przyjemne ciepłe powietrze. Mężczyzna przekroczył próg wchodząc na zielony dywanik i zatrzymał się w przedsionku przed długim czerwonym dywanem sunącym się przez korytarz ku schodom na piętro. W przedsionku znajduje się para drzwi i dwa popiersia na drewnianych szafeczkach. W korytarzu znajduje się kolejna para drzwi, a dalej schody na ciemne piętro.W ślad za nim do środka weszła blondynka po trzydziestce ubrana w czerwony żakiecik, mini i kapelusz. Przeciągnęła palcem po posągu zbierając grubą warstwę kurzu. – To coś może być wartę po wypucowaniu. Do środka wszedł chłopak w błękitnej bluzie z kapturem, z wyglądu coś przed trzydziestką. Zaraz za nim wsunęła się dziewczynka w wieku dwunastu lat w różowej sukience z białym paskami. – Ooooo, jak w pałacyku. – Wyszeptała z zachwytem.


Mapa

Parter:
Drzwi wejściowe
Przedsionek
Korytarz
Schody na piętro


 

Ostatnio edytowane przez Ranghar : 30-01-2016 o 16:05.
Ranghar jest offline  
Stary 31-01-2016, 13:11   #2
MTM
Komendant Pazur
 
MTM's Avatar
 
Reputacja: 10895 MTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputację
Saul z uporem maniaka wpatrywał się w boczną szybę taksówki, próbując przez strugi spływającego deszczu dostrzec posiadłość, do której się zbliżali.
Młody mężczyzna – na oko dwadzieścia kilka lat – wydał niemal ostatnie oszczędności, by przyjechać w to miejsce. Chłopak uśmiechnął się krzywo i palcem wskazującym poprawił okulary. Nadal nie mógł uwierzyć w to, że dał się wciągnąć do jakiejś gry z odziedziczaniem majątku. Właściwie do ostatniej chwili myślał, że kiedy wysiądzie, to okaże się, iż został mu spłatany niezbyt zabawny figiel. Posiadłość pod wskazanym w liście adresie istniała jednak naprawdę, co mógł zaobserwować, kiedy żółty samochód zajechał przed bramę wjazdową.

- Jesteśmy na miejscu - powiedział czarnoskóry kierowca taksówki, odwracając się do swojego klienta.
Saul przez kilka chwil nie reagował, ciągle zapatrując się w mokrą szybę.
- Dziękuję - odpowiedział, wyrywając się z otępienia. Zaraz też zapłacił mężczyźnie i wyszedł z pojazdu prosto w tę ulewę.
- Szlag by to. Nie wziąłem parasola - mruknął Saul, spoglądając na poprzecinane strużkami deszczu niebo. Chłopak wzruszył tylko ramionami, poprawił plecak na grzbiecie i ruszył w stronę zebranych przed wejściem ludzi.


Wyglądało na to, że nie tylko prosty student informatyki z Chicago został zaproszony do tego miejsca.
- Witam wszystkich. Jestem Saul Feldmann - powiedział niezbyt przekonany, siląc się na słaby uśmiech. Widać było, że chłopak nie chciał ściągać na siebie uwagi tych ludzi. Mimo to uznał, że warto się przedstawić, okazując odrobinę kultury.
Nim jednak doczekał się na jakąś odpowiedź, starszy mężczyzna otworzył drzwi posiadłości i wszedł do środka. Saul z chęcią podążył za pozostałymi.


- Niezła chata - powiedział cicho i gwizdnął z podziwem. Przez pierwsze kilka chwil student kręcił się po przedsionku z rękoma w kieszeniach spodni. Udając zainteresowanie rzeźbami, chłopak przystanął za kobietą w czerwieni, dyskretnie skupiając się na jej atutach aniżeli na kunszcie rzeźbiarskim prezentujących się na meblach popiersi.
Upewniając się, że kobieta ma mocne osiem na dziesięć, odszedł w bok, do drugiej szafeczki i jakby od niechcenia zajrzał do jej zawartości.
Może znajdzie tam coś ciekawego.
 
__________________
"Pulvis et umbra sumus"

Ostatnio edytowane przez MTM : 31-01-2016 o 14:50.
MTM jest offline  
Stary 31-01-2016, 14:41   #3
 
Gortar's Avatar
 
Reputacja: 159 Gortar ma w sobie cośGortar ma w sobie cośGortar ma w sobie cośGortar ma w sobie cośGortar ma w sobie cośGortar ma w sobie cośGortar ma w sobie cośGortar ma w sobie cośGortar ma w sobie cośGortar ma w sobie cośGortar ma w sobie coś
- Prawy, lewy, prawy i odejście. Jeszcze raz kombinacja i solidne trafienie w żołądek. Wypad w nogi i zejście do parteru, a tam już szybka dźwignia na łokieć i … tak mamy poddanie. Szanowni państwo Jack “Hammer” Malone zwycięża przed czasem na dzisiejszej gali MMA w Dallas. Proszę o wielkie brawa dla zwycięzcy!

Sukces - to coś do czego Jack chciał dążyć od małego. Walczyć i zwyciężać - to było jego marzenie. Niestety brak dobrego promotora skutkował słabo opłacanymi, lokalnymi walkami, z których “Hammer” co prawda wychodził zwycięsko ale bez odczuwalnej zmiany w portfelu - ot na tyle by związać koniec z końcem. Lata leciały, a sukces o jakim marzył nie nadchodził.
Jakież więc było zdziwienie dwudziestosześcioletniego zawodnika MMA gdy znalazł w swojej skrzynce pocztowej wiadomość o możliwości zbicia fortuny. Czyżby los w końcu się do niego uśmiechnął?
Spoglądając na tysiąc dolarowy czek, który zdobył na ostatniej gali Jack zastanawiał się co zrobić. Włożył rękę do kieszeni i znalazł w niej ćwierć dolarówkę. Rzut monetą? Czemu nie. Schwyciwszy monetę rzucił ją wysoko i w tym momencie uświadomił sobie, że wynik rzutu jest nieważny bo on już wie co chciałby zobaczyć po złapaniu monety.

Ponad dwugodzinny lot z Dallas do Cleveland odbył się bez przeszkód. Na lotnisku Jack wynajął samochód i ruszył pod wskazany w dziwnym liściku adres. Pogoda nie rozpieszczała więc liczył, że może zjawi się na miejscu sam. Gdy jednak dojechał do oddalonej od centrum posiadłości zauważył, że pieniądze są większym motywatorem niż pogoda. Wyłączył silnik i ruszył w kierunku grupy, która właśnie wchodziła do środka domu. Zdążył jeszcze rzucić okiem na notkę wiszącą na drzwiach. Sama posiadłość robiła wrażenie ale wielki dom to dopiero było coś. Nigdy nie sądził, że będzie mu dane zamieszkać w takim miejscu. A teraz wystarczy, że spędzi tu noc z grupą którą widział przed sobą i już będzie mógł sobie pozwolić na takie luksusy. Krótkim “Witam” oznajmił reszcie swoją obecność i zaczął zastanawiać się kto może być ukrytym agentem właściciela. Zamknął za sobą drzwi i udał się do starszego jegomościa który być może wiedział coś więcej o tym co tu się dzieje.
 
__________________
[Horror] Nawiedzony dom
---------------
Gortar jest offline  
Stary 01-02-2016, 20:56   #4
 
Anonim's Avatar
 
Reputacja: 2282 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
Wojownik nie miał czasu na jakieś pieprzenie głupot. Miał misję do wykonania polegającą na pozostaniu godzinę w jednym miejscu. Typowo jak w sławetnym Konwoju Klingenborga gdzie niemalże wszyscy zginęli, a jemu jakoś, dzikim fartem udało się. Spodziewał się, że jak i poprzednim razem zaraz wszyscy rozlezą się po pomieszczeniach. Może i zamienią się w żywe trupy albo inne straszydła. Podejrzewał też, że agent z liściku to wszyscy oprócz niego i na tym polegal dowcip. A właściciel domu pewnie żył i gdzieś się zasadził na wszystkich, żeby ich bezczelnie wymordować. No, ale dość cwaniakowania.

Wojownik zdarł z drzwi karteczkę i przyjrzał się czy nie ma niczego drobnym drukiem, a także czy nie ma niczego po drugiej stronie kartki. Tak czy inaczej to schowa ją do kieszeni - oczywiście tajemną zawartość kartki wszystkim pokaże, bo jego taktyką jest współpraca. Zdarzyło mu się grać w gry w trybie kooperacji - w jednej ręce miał jeden kontoler, w drugiej drugi, a pozostałe sterował stopami i wygrał wszystko. Taki był twardy.

- No dobra, kurwa. Witam wszystkich. - po czym spojrzał na malą dziewczynkę, która przypominała mu opętane dzieciaki z tej misji z Konwojem Klingenborga - Ciebie też witam, a gdzie twoi rodzice? A może mi powiesz, że przyjechałaś tutaj z "wujkami" z Syrii? - po tym jak zapewnił sobie co najmniej jednego wroga to już agent powinien wiedzieć, że ma zapewniony przysłowiowy wpierdol.

- Nazywajcie mnie Wojownik. Proponuję zinfiltrować parter, a potem zająć się piętrem. Moja wstępna hipoteza jest taka, że właściciel budy robi nas w chuja jak w filmie Zabity na Śmierć. Mam nadzieję, że to nie przerodzi się w sceny z Cube, bo się wkurwię. - po czym poszedł zajrzeć do pierwszego pomieszczenia po prawej od wejścia.
 
Anonim jest offline  
Stary 02-02-2016, 13:36   #5
Adi
 
Adi's Avatar
 
Reputacja: 2507 Adi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputację
Darren jest kierowcą tira w firmie przewozowej. Pewnego dnia otrzymał dziwny list bez nadawcy i udaniem się w pewne miejsce. Następnego dnia Darren zabrał swoją białą czapkę z daszkiem wsiadł do Scanii i pojechał po naczepę z samochodami do komisu. Podróż trwała pięć godzin aż dotarł na miejsce. Zaczepił i pojechał do Nowego Jorku. Podróż trwała osiem godzin. Po dotarciu na miejsce i odczepieniu samochodów dostał wynagrodzenie i ruszył z powrotem do domu.


Chwycił za list i pojechał we wskazany adres po drodze zasnął na najbliższej stacji paliw. Gdy dojechał na miejsce padał deszcz.
Dobrze, że wziąłem czapkę - uśmiechnął się mężczyzna wysiadając z tira. Zauważył, że przed domem stoi parę osób i się na coś gapi. Darren podszedł do kartki, która wisiała na bramie i z racji wzrostu przeczytał ją zza głów wszystkich gdyż miał dwa metry i czternaście centymetrów.
-Witam zebranych jestem Darren Downing i mam zamiar przeżyć tą noc i zastać błogiego poranka - oznajmił mężczyzna i wszedł do domu po czym skręcił w prawo za mężczyzną, który zwie się Wojownik.
 
__________________
Mets ta main, dessents la au dessous de mon coeur.
gg 53887240

Ostatnio edytowane przez Adi : 02-02-2016 o 13:38.
Adi jest offline  
Stary 03-02-2016, 19:07   #6
 
Kanra's Avatar
 
Reputacja: 93 Kanra wkrótce będzie znanyKanra wkrótce będzie znanyKanra wkrótce będzie znanyKanra wkrótce będzie znanyKanra wkrótce będzie znanyKanra wkrótce będzie znanyKanra wkrótce będzie znanyKanra wkrótce będzie znanyKanra wkrótce będzie znanyKanra wkrótce będzie znanyKanra wkrótce będzie znany
LeiLa jadąc taksówką zastanawiała się po co ogóle odpowiadała na tą wiadomość. Faktycznie, większy dom przydał by jej się ale jaka była szansa że faktycznie ktoś chciał tak po prostu oddać dom nieznajomej. Do tego na za tydzień miała do oddania dość skomplikowany program i nie miała czasu na takie idiotyczne zabawy. Do tego jeszcze padało. Wreszcie dojechali, Lirael zapłaciła i zakładając na głowę czarno-zielony kaptur swojej bluzy poszła szybkim krokiem w stronę grupy ludzi która zebrała się przy drzwiach budynku.

-Siema, mówcie mi LeiLa- powiedziała dziewczyna i weszła za wszystkimi do budynku.

Nie jest tak źle jak myślałam. Trochę kurzu ale spałam już w gorszych miejscach, pomyślała.
Rozejrzała się dokoła. Zdziwił ją i zaniepokoił widok dziewczynki. Wyglądała podejrzanie, tak samo starszy mężczyzna. LeiLa podeszła do pierwszego popiersia i zaczęła szukać podsłuchu, tak z przyzwyczajenia, potem dokładnie przebadała drugie popiersie ale nic nie znalazła. Wzruszyła ramionami i poszła za mężczyzną który nazywał się Darren
 

Ostatnio edytowane przez Kanra : 04-02-2016 o 21:06.
Kanra jest offline  
Stary 06-02-2016, 17:12   #7
 
Mekow's Avatar
 
Reputacja: 2282 Mekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputacjęMekow ma wspaniałą reputację
Amelia dotarła pod dom jakoś tak w połowie dnia. Wolała mieć sporo czasu w zapasie, wszak nigdy nie wiadomo kogo się spotka i co się stanie po drodze. Raz przejazd z jednego końca miasta na drugi zajął jej dwa dni - impreza tu, impreza tam. Tym razem obyło się bez niespodzianek, wiec dziewczyna zdrzemnęła się na tylnym siedzeniu samochodu, którym przyjechała.
Początkowo miała zamiar pożyczyć motocykl od swojego chłopaka, ale gdy okazało się że mają padać solidne deszcze, zdecydowała się na samochód. Nie zmokła, a w dodatku mogła się zdrzemnąć. Pożyczyła go od swojego drugiego chłopaka, a on pożyczył go od swojego ojca... Oczywiście całe to pożyczanie odbywało się za pełną wiedzą i zgodą właścicieli, bo po co kłamać.
Cały ten list był dość dziwny. Wcześniej Amelia nie wiedziała nic, że stryjeczny wuj szwagra drugiego męża jej matki, posiadał majątek ziemski. Nic dziwnego, bo dla niej była to jakaś dziesiąta woda po kisielu. I tym dziewczyna była dla niego, ale uznała, że najwidoczniej zanim staruszek kopnął w kalendarz, musiał się dowiedzieć o dalszej rodzinie, rodzinach starych znajomych i tak dalej.
Tych kilka osób, które się zebrało, świadczyło o tym, że zmarły nie chciał nikogo wyróżniać, a każdemu dać szansę. No i przede wszystkim, że naprawdę było czym się dzielić. Cokolwiek było w spadku, cokolwiek krył w sobie ten dom, warto było przyjechać.
- Ja jestem Amelia. Za dużo nowych imion na raz, więc wyluzujcie jeśli kogoś zapomnę - powiedziała kilkunastoletnia dziewczyna o kolorowych włosach.
Zaparkowała zaledwie kilkanaście metrów od wejścia, dzięki czemu nie zmokła zbytnio podczas drogi z samochodu. I dobrze, bo nie miała parasola, a jej dżinsowa kurtka nadawała się bardziej na koncert niż bieganie po deszczu. Z resztą, cienkie czarne getry też nie były wodoodporne, a spódnica była dość krótka. Na szczęście w domu było cieplej niż na dworze, choć ogrzewanie pewnie i tak nie działało, ale z całą pewnością było tam bardziej sucho, niż na dworze.
- Poczekaj no ziomek - zwróciła się do boksera/wojownika. - Notariusz napisał, że co komu wpadnie w ręce to jego. Fajnie, że chcesz iść razem, ale... No, kto wchodzi w tę spółkę? - powiedziała.
Osobiście była gotowa iść z kimś i w razie potrzeby się podzielić, ale zdawała sobie sprawę z tego, że jeśli znajdzie jakiś złoty zegarek, czy portfel pełen pieniędzy, to schowa go za pazuchę zanim ktokolwiek zauważy. W końcu miała już pewne doświadczenie w takim działaniu. I szczerze mówiąc, tego samego zachowania spodziewała się po innych zgromadzonych... Ale myśli te już zachowała dla siebie.
 
Mekow jest offline  
Stary 07-02-2016, 13:36   #8
 
Ranghar's Avatar
 
Reputacja: 5836 Ranghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputacjęRanghar ma wspaniałą reputację
Saul odchodząc od kobiety w czerwieni mógł przysiąść, że ta zerknęła na niego i się uśmiechnęła przez ułamek sekundy. Gdy odszedł do następnego popiersia znalazł w szafce czarną latarkę oraz dwie baterie do niej. Obok niego pojawiła się LeiLa, która po ciekawsku skupiła się na popiersiu starszego mężczyzny, który mógł uchodzić za żołnierza z wojny secesyjnej. Nie znalazłszy podsłuchu przesunęła się do następnego popiersia, które oceniała blondynka. Popiersie przedstawiało kobietę z wyższych sfer, aktualnie haniebnie zakurzoną. Dziewczyna w czerwieni otworzyła szufladę pod rzeźbą. Wyciągnęła ze środka strzępek mocno podartej kartki. LeiLa zdążyła rzucić okiem na szufladę, w której znajduję się pomarańczowa mała latarka. Następnie na chwilę spojrzała na kartkę, pismo było bardzo nieczytelne i zdążyła odczytać wyrywkowe słowa: gdzie... największy... świeci... możesz... mieć... czarta... zgubi.. Blondynka uśmiechnęła się i schowała kartkę do kieszonki żakietu.

Wojownik zerwał kartkę i obejrzał ją dokładnie z obu stron, jego bystre oko nie odnotowało żadnej dodatkowej treści, ani żadnych misternie utkanych mistycznych run, ot trzymał w ręce przemokniętą kartkę, w swej pospolitości wyglądała na wręcz oburzoną tak gwałtownym zerwaniem z drzwi i nawet nie jęknęła, gdy została upchana do kieszeni spodni. Nim dziewczynka zaczepiona przez Wojownika zdążyła otworzyć usta odpowiedział mu inny głos, chrapliwy jak żużel trzeszczący pod stopami – Przyjechała tu ze swoim dużym, starszym bratem, dziękuje panu bardzo za troskę. Właścicielem głosu okazał się chłopak w błękitnej bluzie, który ściągał z głowy przemoczony kaptur. Jegomość łudząco podobny z pyska do „buźki” ze starych filmów Bonda. Brakowało mu tylko tej oczojebnej biżuterii nazębnej.

Amelia nie musiała czekać długo na odpowiedź. Chociaż zapewne nie takiej się spodziewała. Za rękę złapała ją dziewczynka w różowej sukience. – Chodź z nami duża siostro, chodź z nami! – wskazała na siebie i jej groteskowego brata w niebieskiej bluzie, który niezdarnie się uśmiechnął.

Jack spojrzał jak starszy jegomość nie oglądając się na innych zaczął stąpać do przodu podpierając się o lasce. Wkroczył na czerwony dywan i zaczął rozglądać się po suficie. Jack podchodząc do mężczyzny słyszał jak ten sapie w gniewie. – Elektryczne żyrandole? Kto za to będzie płacił! Będzie trzeba wymienić! Podłogi zakonserwować! Pozbyć się wilgoci, a schody… - Postawił nogę na pierwszym stopniu prowadzącym do góry spodziewając się przeraźliwego skrzypienia, które nie nastąpiło. - … ujdą. Zaraz podepczesz moje pięty. Czego chcesz? – Spojrzał na Jacka unosząc wysoko brwi.

Dziewczyna w czerwieni niezainteresowana latarką w szufladzie poszła za Jackiem na korytarz i skręciła w lewe drzwi znikając w progu.

Wojownik chwycił za klamkę drzwi po prawej stronie od przedsionka. Drzwi zaskrzypiały lekko i uchyliły się. Zaraz za nim podążyli z ciekawością Darren i LeiLa. Wszyscy troje znaleźli się w kuchni. Po prawej stronie znajduje się blat, szafki, zlew i patelnia. Na wprost potłuczone talerze oraz blat z wbitym nożem. Dalej pod ścianą kuchenka gazowa i lodówka, a między nimi martwy duży szczur. Po lewej stronie blat z dwoma krzesłami na którym leży popielniczka i papierosy oraz wejście do pokoju po lewej.

Nagle waszą uwagę przykuł szczur, a raczej wystająca z niego srebrno złota włócznia przyszpilająca martwego nieszczęśnika do podłogi.

Mapa

Parter:
Schody na piętro
Korytarz
Przedsionek -> Kuchnia
Drzwi wejściowe



 

Ostatnio edytowane przez Ranghar : 07-02-2016 o 17:17.
Ranghar jest offline  
Stary 07-02-2016, 20:05   #9
MTM
Komendant Pazur
 
MTM's Avatar
 
Reputacja: 10895 MTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputacjęMTM ma wspaniałą reputację
- To się może przydać - mruknął do siebie Saul, oglądając w rękach zdobycz. Zwykła, czarna latarka. Nic specjalnego, ale na pewno nie zaszkodzi przez chwilę ją ponosić. Wprawnymi rucham załadował do niej jedną z dwóch baterii. Pogwizdując cicho sprawdził kilkakrotnie, czy sprzęt działa, a następnie wrzucił latarkę do małego plecaka. Zapasową baterię wsunął do kieszeni w spodniach, aby mieć do niej łatwiejszy dostęp później.

Student rozejrzał się wokół siebie. Część ludzi zdążyła już opuścić przedsionek. Wulgarny mężczyzna, który kazał się tytułować Wojownikiem sprawdził pomieszczenie po prawo. Tuż za nim podążył facet w czapce, niejaki Darren i dziewczyna w bluzie. Wyglądało na to, że do tamtego pokoju wybrała się spora wycieczka, dlatego Saul postanowił poszukać szczęścia gdzie indziej.

Saul spojrzał na kobietę w czerwieni, która ruszyła korytarzem i przeszła przez drzwi po lewej, a następnie przeniósł wzrok na pozostałych w przedsionku. Mężczyzna z małą dziewczynką nie byli dla niego zachwycającym towarzystwem. To samo staruszek, który skierował się na piętro. Była jeszcze Amelia, jeśli Saul dobrze zapamiętał jej imię. Przez chwilę student zastanawiał się, czy nie odpowiedzieć na propozycję dziewczyny z kolorową fryzurą. Rozmyślił się jednak, kiedy przypomniał sobie skryty uśmiech kobiety w czerwieni.
Kto wie, może całkiem przypadkiem trafią do jakiejś sypialni, gdzie będą mogli się poznać lepiej.

- Może później - powiedział do Amelii, a następnie ruszył korytarzem i obrał drzwi po lewej.
 
MTM jest offline  
Stary 07-02-2016, 22:04   #10
 
Anonim's Avatar
 
Reputacja: 2282 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
- I dobrze, bo już miałem do Opieki Społecznej dzwonić. - Wojownik rzucił do wielkiego typa, który twierdził, że jest starszym bratem dziewczynki. Tak naprawdę za grosz mu nie wierzył. To pewnie jacyś źli okultyści, demony albo osoby w związku pedofilskim. Nigdy niewiadomo. Nie ufać nikomu - to była dewiza Wojownika (jedna z dewiz, bo sypał nimi z rękawa jak Obszczyfurtek pchłami), choć dało się zaskarbić jego zaufanie przynajmniej w ograniczonym zakresie.

W kuchni Wojownik natychmiast doskoczył do srebrno złotej włóczni. Spodziewał się w tym miejscu wilkołaków, więc taka posrebrzana broń mogła przydać się. Poza tym można nią było dłubać komuś w nosie z dobrych kilku metrów, więc i zasięg miała niezły. No i fajnie zastępowała kijek do trzymania kiełbaski nad ogniskiem. A propo ogniska przydałoby się zabezpieczyć jakiś kanister paliwa. Nigdy nie wiadomo kiedy trzeba będzie podpalić okolicę - Wojownik pomyślał sobie kolejną ze swoich dewiz.

Później ostrożnie zajrzał do kuchanki gazowej - najlepiej stojąc z boku na wypadek jakby tam miało buchnąć gazem, kwasem, kwaśnym deszczem, szczurzym miotem, czy kosmitami. Spodziewał się wszystkiego po tym miejscu, bo przecież to jakaś ukryta kamera jest. Cholerny Wielki Brat, a miał nadzieję, że wygra główną nagrodę przy okazji nie odnosząc ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, czy też śmierci (złamania nie przeszkadzały mu dopóki otrzymałby sowitą nagrodę, poza tym miałby przyczynek, żeby pozwać odpowiedzialnych - Wojownik był również Wojownikiem Sal Rozpraw).

Jakby nikt inny nie brał to Wojownik weźmie również popielniczkę i papierosy. Papierosy oczywiście były zatrute, ale dobrze by było pogrzebać w opakowaniu. Z drugiej strony ciekawość to pierwszy stopień do Piekła, a ten już został przekroczony w momencie wejścia do tego bezbożnego przybytku rijaliti szoł (oczywiście Wojownik dobrze zna prawo karne i wie, że w obronie własnej przy odpowiednich warunkach można zabijać - nikomu nie przyzna się, że wie, że to wszystko ściema, bo jeszcze nagra się i jego wersją z obroną konieczną pójdze na szczaw).

Wojownik sprawdzi również, czy kuchenka gazowa działa - czy jest gaz. Miał nadzieję, że w krytycznym momencie, gdy cała nadzieja ujdzie z niego to będzie miał szansę dobiec do tego miejsca, odkręcić gaz i nie sprzedać swojej skóry tanio. Plany, plany, plany. Wojownik był trochę bipolarny - lubił improwizować i lubił planować. Improwizatorski planista. Planistyczny improwizator. Dualizm.

- Czego się spodziewacie? Bo ja nadal utrzymuję, że właściciel tej nieruchomości żyje i po prostu chce z nami zagrać w grę tak jak w serii Piła. Oglądaliście? - zadał niewinne pytania obecnym w kuchni po czym zaczął ją dokładniej przeszukiwać. Kuchnia była dobrym zaczepieniem, bo można było zobaczyć teren od kuchni, a poza tym sprawdzić co tu się pichci. - Dawno nie jadłem szczura. - stwierdził na koniec.
 
Anonim jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 12:18.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166