Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror > Archiwum sesji RPG z działu Horror
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02-12-2016, 18:40   #1
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 41505 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
Posiadłość

Pobudka była nieprzyjemna.

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=scOr236FNqI[/MEDIA]

Dźwięk klaksonu wwiercał się w obolałą głowę. Uniosłaś ją mrużąc oczy i rozglądając się dookoła. Oceniałaś sytuację w jakiej się znajdowałaś. Przypięta pasami do fotela całkiem porządnego mercedesa. Głowę unosząc znak kierownicy i poduszki powietrznej która z niej wystrzeliła ratując twoją głową. Czułaś krew spływającą ci po lewym policzku. Rozcięta brew, obolałe ciało, czucie we wszystkich kończynach. Wszystko to dobrze wróżyło. Nie było poważniejszych uszkodzeń ciała. Kości wydawały się całe, a odbicie w lusterku samochodowym pozwalało stwierdzić iż rana twarzy jest powierzchowna. Miałaś szczęście. Także i oszołomienie po wypadku szybko ci przechodziło i od razu skupiłaś na innych kwestiach. Jak choćby twoja tożsamość. Nie miałaś bowiem pojęcia kim jesteś. Nie pamiętałaś rodziny, pracy… nic. Wszystko było białą kartą. Poza imieniem... Laura, czy było twoje? Na razie musiało być. Innego nie kojarzyłaś.
Znajdowałaś się za kierownicą samochodu, który z impetem uderzył w bramę wjazdową do dużej posiadłości… i zaklinował się w niej całkowicie ją blokując. Wyjeżdżałaś najwyraźniej w pośpiechu, skoro nie poczekałaś na otwarcie bramy. Teraz ta droga była zablokowana, a w świetle działającego lewego reflektora widziałaś ścianę lasu. Posiadłość którą postanowiłaś w pośpiechu opuściłaś znajdowała się w leśnej głuszy. Nie wiadomo ile kilometrów było do najbliższego domostwa. A i musiałabyś znaleźć inne wyjście z tego miejsca, bo brama zablokowała się na amen.
Spojrzałaś za siebie, na milczącego świadka swego wypadku. Wspaniałą rozległą piętrową posiadłość spowitą w mroku nocy i nadchodzącej burzy, której gromy już było słychać.
Olbrzymią posiadłość w stylu kolonialnym otoczoną wysokim białym murem, którego bramę właśnie zatarasowałaś.
Stały w jej pobliżu dwa inne samochody. Sportowe porsche i wiśniowy cadillac.
I nikt nie wyszedł, nikt za tobą nie pobiegł. Nikt nie zwrócił uwagi. Ani twój wyjazd, ani na twój wypadek.
Nikt.
I nie wiesz jak to ocenić. Cy to dobrze czy źle?
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 02-12-2016 o 19:04. Powód: poprawki
abishai jest offline  
Stary 03-12-2016, 19:23   #2
 
kanna's Avatar
 
Reputacja: 29701 kanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputację
Sięgnęłam na siedzenie obok i otworzyłam – nie patrząc – torebkę. Wyjęłam chusteczki z bocznej kieszonki. Starłam krew z twarzy. Chusteczki były tam, gdzie powinny, podobnie jak torebka, choć… powinna być w bagażniku „Zawsze trzymaj torebkę w bagażniku!” odtworzył mi się w głowie rozkazujący głos, ale nie wiedziałam, do kogo należy ani nie widziałam twarzy. „Zawsze trzymaj torebkę w bagażniku, Lauro!”. Skoro jednak chusteczki były tam, gdzie powinny… chyba była moja. Przejrzałam zawartość. Komórka z ładowarką, wyciągnęłam telefon i przesunęłam palcem po czytniku linii papilarnych. Urządzenie wpuściło mnie do środka. Nie było zasięgu. Zdjęcia w aparacie.. przejrzę zdjęcia, może coś mi się skojarzy.. zaraz, chciałam uciec z tej posiadłości? Dlaczego? Ktoś mnie gonił? Przełknęłam ślinę. Nic nie pamiętałam! To było wkurzające… Czy to skutek uderzenia? Spokojnie, oddychaj.. Zajrzałam znów do torebki. Portfel, prawo jazdy z moim zdjęciem wydane na Laurę Cunnigham w Chicago dziesięć lat temu. Moje zdjęcie z mężczyzną i starszą parą. Nie rozpoznawałam nikogo – poza sobą, oczywiście – ale wydawało mi się, ze kobieta ma podobne do mnie rysy tworzy…Czy to możliwe, że nie poznałabym własnej matki?! Jeszcze dwa kolejne zdjęcia z jakimś mężczyzną… Spokojnie.. oddychaj. Musze dostać się do jakiegoś szpitala… może mam uraz mózgu po uderzeniu?

Laura. Laura Cunnigham .

- Dzień dobry, jestem Laura.- powiedziałam na głos.
- Miło mi poznać, nazywam się Laura Cunnigham.- powtórzyłam.
Słowa brzmiały... dziwnie. Nie jak kłamstwo, ale też nie jak prawda. Niby Laura do mnie pasowała, ale .. miałam mętlik w głowie.

Uciekać do lasu, czy wrócić do posiadłości poszukać telefonu? Na razie postanowiłam przejrzeć schowek i bagażnik samochodu. A potem sprawdzić, czy te dwa obok są otwarte. A potem obejść posiadłość dookoła – powinny być inne wyjścia. Nie uśmiechała mi się przedzierać na piechotę przez ten ciemny las.. Mogłam użyć latarki w komórce, ale i tak nie wiedziałam, dokąd mam iść. Gdzie jestem. Jak się tu znalazłam i po co. Kim jestem. Laura Cunnigham. Jestem Laura Cunnigham. Uczepiłam się tej myśli.
 
__________________
Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy. Pół wieku poezji
kanna jest offline  
Stary 04-12-2016, 22:37   #3
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 41505 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
Skupiłaś myśli na ważnych sprawach, na praktycznych sprawach. Odgoniłaś w cień nurtujące cię pytania. A przynajmniej próbowałaś to uczynić. Znaleźć przydatne rzeczy.
Schowek samochodu zawierał rękawiczki, paczkę papierosów oraz zapalniczkę. Nie wiesz tylko czy twoją, czy… Nie pamiętasz czy paliłaś papierosy, ale zapalniczka była przydatna. Zapalniczka to ogień, a ogień to światło. Nie było za to broni. Nie powinno być… tak czułaś w duchu. I teraz żałowałaś tej pewności…
Otworzyłaś drzwi i wyszłaś z wozu instynktownie rozglądając się za zagrożeniem. Nikogo nie było w pobliżu, ale i tak nie czułaś się bezpiecznie. Żwir pod twoimi stopami szurał zbyt głośno. Ostrożnie otworzyłaś zamek i uniosłaś klapę bagażnika nie znajdując nic osobistego. Nie było tam żadnych walizek. Może były już w posiadłości? Może nie zabrałaś żadnej ze sobą? Była za to apteczka pierwszej pomocy, wielce użyteczna rzecz we właściwych rękach. A ty przypuszczałaś, że twoje akurat są właściwe.
Było coś jeszcze… opona i co najważniejsze.
Łyżka do zmiany opon , solidny kawałek żelastwa w dłoni. Ciężki i dodający otuchy. Była to wszak jakaś prowizoryczna broń… nawet jeśli nie wiedziałabyś jak jej skutecznie użyć. Miałaś bowiem wrażenie, że jeszcze nigdy nikogo nie zaatakowałaś. Że nigdy nie zabiłaś.
To tyle jeśli chodzi o twoją maszynę… teraz ruszyłaś w kierunku samochodów stojących bliżej domu, raz po raz zerkając w okna olbrzymiej budowli. Niczym w oczy przyczajonego giganta. Czy już się otwarły, czy błyśnie w nic złowroga sylwetka? A jeśli dostrzeżesz wśród ciemnych okien człowieka, to co zrobisz?
Pytanie na którego odpowiedź będziesz musiała sobie w końcu udzielić. Taki duży budynek na pewno miał lokatorów. Tylko kim oni byli i gdzie byli?
Żwir pod twoimi stopami szurał głośno, na szczęście zrywał się wiatr szumiący jeszcze głośniej wśród drzew. Burza nadchodziła.
Jeszcze krok, dwa… ufff, dotarłaś.


I tu nastąpiło rozczarowanie. Zarówno cadillac jak i porsche były zamknięte, a choć mogłabyś rozbić szyby w obu samochodach za pomocą łyżki, to… czy coś to by dało? Wątpiłaś, byś potrafiła uruchomić samochód bez kluczyków, a w żadnym z nich klucze nie tkwiły. Poza tym nie wiedziałaś jak jest w przypadku cadillaca, ale kojarzyłaś że porsche ma bardzo głośny alarm i jest bardzo wrażliwe na dotyk. Mocniejsze kopnięcie i ryczy jak zarzynany osioł… Nie wiedziałaś jednak skąd masz pewność że tak właśnie jest.
Samochody więc na razie były bezużyteczne dla ciebie. O ile nie znajdziesz kluczyków do któregoś z nich.
Pozostało więc zrealizować kolejny punkt twego planu i obejść po ciemku posiadłość dookoła. W końcu musiało tu być inne wyjście. Niemniej poruszanie się w mroku nie było łatwe. Chmury zakryły księżyc i gwiazdy, a budynek nie był oświetlony z innych stron, tak dobrze jak od frontu. Musiałaś trzymać się blisko białego wysokiego muru, który oddzielał obszar posiadłości od lasu. Idąc wzdłuż niego i wypatrując zagrożeń dostrzegłaś co znajdowało się z tyłu budynku. Żywopłotowy labirynt.
Uroczy koncept za dnia, ale teraz w nocy… miałaś wrażenie, że wejście do niego byłoby niebezpieczne. Że coś czai się w tym roślinnym labiryncie. Jakaś bestia.
Nie obeszłaś jeszcze całego muru dookoła, ale dostrzegłaś coś ciekawego. Mały budynek postawiony z boku. Nieduża jednopokojowa chatka, pewnie przeznaczona na narzędzia ogrodnicze. Przez zadymione i zabrudzone okienko widać było światło, ale gdy podeszłaś bliżej przekonałaś się, że widać niewiele więcej. Ot, źródłem światła był chyba jakiś duży monitor, a w środku była męska sylwetka w niego wpatrzona. Drzwi były zamknięte, ale zamek nie wydawał się solidny. Teoretycznie, jeśli starczyłoby ci sił, mogłabyś wyważyć go łyżką. Mogłabyś też rozbić okno, które było blisko drzwi i otworzyć w ten sposób zamek sięgając do niego przez okno. Tyle że to na pewno byłoby głośne. A drzwi w teorii mogłabyś otworzyć cicho za pomocą łyżki. No i mogłabyś jeszcze zapukać w sposób cywilizowany zamiast świrować… prawda?
Lub sobie odpuścić i szukać dalej wyjścia z tej sytuacji.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 04-09-2017 o 16:28.
abishai jest offline  
Stary 05-12-2016, 22:52   #4
 
kanna's Avatar
 
Reputacja: 29701 kanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputację
Bałam się.

To wszystko było dziwne i irracjonalne, ta posiadłość, ta utarta pamięci… Nie wiedziałam, czemu ten kawał metalu do opon ma mnie uspokoić, ale uspokajał. Ściskałam go w dłoni, jakby miał mi w czymś pomóc. W czym? Ataku szaleńca zza rogu? Generalnie byłam przecież rozsądna kobieta, trzeźwo myślącą… zaraz, zaraz a jeśli nie byłam? Może byłam panikarą, może miałam nerwicę, schizofrenię? Lub inną depresję? Bo dlaczego to miejsce tak mnie przerażało?

I w końcu zrozumiałam – było tu za pusto. Za pusto i za cicho. Nic się nie działo, nie było niczego słychać i przez to każdy dźwięk brzmiał nienaturalnie, a przez to przerażająco. Dlaczego nikt nie zainteresował się, kiedy wjechałam w bramę? Przecież to nie mogło się odbyć bezgłośnie…Nikogo nie było? To co robiły te inne samochody?

Przedzierałam się wzdłuż muru, zbyt zaniepokojona, aby włączyć latarkę w komórce. Nie chciałam zwracać nie siebie uwagi. A jednocześnie chciałam dostać się do szpitala. Na zdrowy rozsądek wiedziałam, że te chcenia wykluczają się, ale nie myślałam logicznie. „Musze dostać się do szpitala, ale tez musze nie zwracać na siebie uwagi”. Musze poradzić sobie sama.

Labirynt. Kreta. Minotaur. Harry Potter. Ciąg skojarzeń przemknął przez moją głowę. Pamiętałam, że da się przejść przez labirynt pod warunkiem, że zawsze skręca się w jedna stronę. Na każdym zakręcie tą samą. Tylko prawą, czy lewą? A może to nie ma znaczenie? Pamięć znów odmawiała współpracy.

Jak to możliwe, że pamiętam literaturę popularną, a nie wiem, kim jestem z zawodu? Albo czy mam dzieci? Boże, dzieci bym chyba pamiętała… choć pewnie bym miała jakieś zdjęcia, zwykle kobiety noszą zdjęcia dzieci… chyba.
Czy więc ten facet był moim mężem? Partnerem? Nie miałam obrączki.. ale dlaczego były zdjęcia dwóch różnych facetów? Chyba nie jestem w jakiejś porąbanym związku polimorficznym. Spokojnie, spokojnie.. nie nakręcaj się. Nie musisz sypiać z obydwoma. Zakryłam twarz rękoma. Boże, wariuję. A dodatkowo żaden facet ze zdjęć nie był w moim typie.

Pooddychałam chwilę, a zaraz potem zobaczyłam szopę. W środku paliło się światło. Zamiast podejść jak człowiek, zapukać i poprosić o pomoc, zakradłam się jak kretynka i zajrzałam przez okno. Facet. Odsunęłam się po cichu, na czworaka, pod ciemny mur. Dlaczego nie potrafiłam zapukać? Nie wiedziałam. Ale nie potrafiłam. Czy krwiak w moim mózgu narastał? A jeśli nawet – i tak nie potrafiłam się zmusić, aby podejść do faceta w szopie.

Telefon! Jeśli mam ustalić, kim jestem, muszę przejrzeć telefon. Uplasowałam się wygodnie pod murem, osłonięta niewielkim żywopłotem. Z jakiegoś powodu ustalenie własnej tożsamości było dla mnie w tym momencie zagadnieniem kluczowym. Sprawdziłam wszystko: ostatnie połączenie, ulubione kontakty, maile, nagrane wiadomości głosowe, smsy, zdjęcia. Trudno mi było wyobrazić sobie siebie jak pstrykam swoje sweet focie na każdym rogu, ale chyba lubiłam robić zdjęcia? Każdy chyba lubi, nie?
 
__________________
Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy. Pół wieku poezji
kanna jest offline  
Stary 06-12-2016, 22:39   #5
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 41505 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
Ukryta pod żywopłotem zbierałaś myśli i starałaś się uspokoić. Przeglądanie pamięci telefonu w celu odkrycia tożsamości pomagało w tym. Ale może pomogłyby papierosy?
W każdym razie przeglądanie rozpoczęłaś od ostatnich połączeń i kontaktów. Zapisane w nich nazwiska, imiona i przydomki niewiele ci mówiły, ale dużo kontaktów zapisałaś z dopiskiem dr…. Dr. Bennets, dr. Simmons, dr.Fredrikson. Albo znałaś wielu lekarzy, albo miałaś wyjątkowo kiepskie zdrowie.
Kolejne były maile… te pozwoliły ci stwierdzić, że prawdopodobnie jesteś lekarką. Być może nawet jakąś wysoko postawioną szychą w prywatnym szpitalu. I że masz brata… i męża chyba.
Zdjęcia które potem oglądałaś wprowadziły pewne zamieszanie w tę teorię. Bowiem na kilku z nich całowałaś się z jakąś rudą kobietą obciętą na pazia. Ale może to był tylko wybryk po pijaku, bo owo całowanie miało miejsce podczas jakiejś dużej imprezy. Z której było też kilka innych zdjęć. Byłaś niewątpliwie śmiałą i pewną siebie kobietą wyzwoloną od pruderii.
Wszak kto inny zrobiłby sobie selfie w wyzywającej pozie i jedynie koronkowych majtkach. Niewątpliwie przeznaczone dla kochanka, kochanki… takich rzeczy nie wysyła się byle komu.
Było kilka zdjęć obcych osób w twoim towarzystwie, pewnie znajomych. Zdjęć zrobionych w szpitalach i poza nimi. Na części z nich byłaś w kitlu więc musiałaś być lekarką. A kobieta z którą całowałaś się też była w kitlu na paru zdjęciach. Może pracowałyście razem?
Starsza para musiała być twoimi rodzicami. Bo kim innymi mogli być? Wszak miałaś ich zdjęcia w komórce.
Udało ci się też ustalić że mężczyzna ze zdjęcia ze starszą parą musi być twoim bratem lub jakoś spokrewniony z tobą. Bowiem miałaś w komórce kilka jego zdjęć na których tulił jakąś ładną blondynkę. Gdyby był twoim chłopakiem to nie miałabyś takich zdjęć w swojej komórce. Miałaś za to zdjęcia innego przystojniaka, także w postaci dwóch półnagich selfie. Tego drugiego mężczyznę ze zdjęć w portfelu.
Filmik miałaś tylko jeden...

- Jenny... czy wyjdziesz za mnie?- krewniak klęczał przed blondynką na lotnisku chicagowskim oświadczając się jej.
Była szczęśliwa, zaskoczona i wyraźnie zakłopotana. W końcu jednak wybąkała.- Ttttak-
A zza kadru było słychać męski głos.- My też tak moglibyśmy…-
-Już ci mówiłam.- odparł z telefonu twój własny głos.- … że nie jestem gotowa na taki krok. Dobrze jest tak jak jest. Oboje nie mamy czasu na taki związek.-
- Ale najpierw muszę wrócić z wykopalisk. Są dla mnie ważne… to może być przełom w mojej karierze. Porozmawiamy o szczegółach jak wrócę.- rzekła dziewczyna nazywana imieniem Jenny i pożegnała się z twoim… bratem? Krewnym?

Filmik się urwał.

Bateria komórki była w połowie wyczerpana. Huknął piorun. Burza zbliżała się, wiatr robił się coraz bardziej porywisty. Odkryłaś co nieco ze swej przeszłości, ale nadal nie miałaś odpowiedzi na kilka ważnych pytań. Co tu robiłaś? Co się wydarzyło? Czemu uciekałaś? Przed kim? Ba… w komórce nie było nawet odpowiedzi gdzie jesteś, bo GPS też nie działał.
Robiło się też chłodniej. I zaczęły padać pierwsze krople deszczu.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 04-09-2017 o 16:28.
abishai jest offline  
Stary 08-12-2016, 22:49   #6
 
kanna's Avatar
 
Reputacja: 29701 kanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputację
Wyłączyłam komórkę.

Wiedziałam już – poniekąd – kim jestem: biseksualną lekarką bez zahamowań, z upodobaniem do dobrej zabawy i koronkowych majtek. Świetnie, świetnie.. brzmiało jak zarys fabularny scenariusza pornosa. Lub powieści erotycznej dla sfrustrowanych gospodyń domowych.

Pocieszało mnie jedno – skoro znam się na leczeniu, to powinnam rozpoznać u siebie objawy krwiaka mózgu. Czy splątanie i lekka paranoja wystarczały? Czy powinnam poszukać innych objawów diagnostycznych?

Westchnęłam. Nic nie przychodziło mi do głowy. Moja cała wiedza na tematy medyczne wydawała się ograniczać do tego, co pamiętałam z seriali ER I Dr House.
- Dzień dobry, jestem dr Cunnigham. – spróbowałam.
- Proszę się nie martwić, wszystko będzie dobrze. To zstępujący tętniak aorty.
- Doktorze! Proszę podać ssak!
- Nazywam się dr Cunnigham. Dr Laura Cunnigham
.

Nic. Żadnych skojarzeń, nagłych rozbłysków w mózgu, natłoku wspomnień. Napiłabym się Ice Wine lub zwykłej wódki z dietetyczną pepsi. Westchnęłam. Robiło się coraz zimniej, zaczynało padać. Moje wykształcenie medyczne mówiło mi, że zaraz przemoknę i dostanę kataru, hipotermii oraz zapalenia płuc.

Na szczęście miałam przyjaciół i rodzinę. Zaczną mnie w końcu szukać, prawda? Ta myśl było pocieszająca.
Podniosłam się powoli na nogi i zaczęłam obchodzić budynek. Chciałam wejść do środka, ale nie głównym wejściem. Powinny być jakieś okna do piwnicy, drzwi dla służby i dostawców.. w razie czego mogłam posłużyć się moją metalową wajchą do ich sforsowania.
 
__________________
Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy. Pół wieku poezji

Ostatnio edytowane przez kanna : 08-12-2016 o 22:54.
kanna jest offline  
Stary 09-12-2016, 21:58   #7
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 41505 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
Byłaś? Czy nie byłaś lekarką?
- Nazywam się dr Cunnigham. Dr Laura Cunnigham. - powtórzyłaś cicho. Brzmiało to znajomo? Nie potrafiłaś stwierdzić. Na pewno nie brzmiało to obco. Tego byłaś pewna. Ale czy to znaczyło, że byłaś lekarką. Zdjęcia sugerowały że tak. Sugerowały też inne rzeczy.
Na razie jednak skupiłaś się na sobie. Podejrzewałaś krwiaka, więc… jakie powinny być objawy?
Nudności zapewne. Tych nie odczuwałaś. Zawroty głowy? Hmm... może. Ale w głowie ci się nie kręciło. Rozcięcie skóry piekło troszkę, ale to była świeża rana. Wymioty? Też nie.
Niedowład nerwu okołoruchowego i narastający niedowład połowy ciała.. długa nazwa, która jakoś przyszła ci do głowy. Ale co się pod nią kryło? A tak… przekładając na ludzki, rozprzestrzeniające się po ciele drgawki obejmujące grupy mięśni.
Spojrzałaś na swe dłonie. Drżały ci… ale ze strachu. Nie z powodu niedowładu nerwów. Najwyraźniej nie miałaś krwiaka. Chyba.


Więc pozostawiłaś gościa w jego małej komórce na narzędzia i ruszyłaś w kierunku swego celu. Posiadłości… wznoszącej się nad tobą niczym budynek z gotyckiego horroru. Choć styl w jakim została postawiona był bardziej neoklasyczny.
Od strony której nachodziłaś widać było okrągły taras z kolumienkami. Za nim widać było olbrzymie okna… wręcz przeszklone ściany sali balowej wyłożonej machoniową boazerią. U góry w ścianach dostrzegłaś w blasku błyskawicy poziome szczeliny. Nie wiedziałaś do czego służyły, ale… coś innego przykuło twą uwagę bardziej. Po pierwsze, wąskie okienka pod tarasem. Takie przez które byłabyś w stanie się przecisnąć, gdybyś je otworzyła. Po drugie… ciemność. W przeciwieństwie do chatki na narzędzia od której się oddaliłaś, posiadłość była ciemna. Owszem paliły się światła przed samym budynkiem. Ale jak dotąd nie dostrzegłaś świateł wewnątrz budynku. Wyglądało, że albo ktoś zgasił wszelkie światła. Albo w samym budynku odcięto prąd. Zapewne też odcięto prąd od systemów alarmowych posiadłości.
Kucnęłaś przy tarasie i wykorzystałaś łyżkę do podważenia okna i… cholera nic z tego nie wyszło. Przyglądając się okienku pomyślałaś iż… mogłabyś sam zamek okienka otworzyć mając jakąś cienką twardą blaszkę… najlepiej ostrze scyzoryka. Skoro siłą nie mogłaś otworzyć okienka pod tarasem to dałoby się pewnie sposobem. Tylko że wpierw… musiała byś skombinować skądś odpowiedni sprzęt. Bądź znaleźć inną drogę do środka.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline  
Stary 13-12-2016, 20:05   #8
 
kanna's Avatar
 
Reputacja: 29701 kanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputację
Odetchnęłam głęboko. Nie mam krwiaka – w każdym razie, na ten moment nie jest na tyle duży, aby cokolwiek uciskać. Może nawet wcale go nie mam? Nie uderzyłam się w końcu zbyt mocno… To skąd amnezja? Czy możliwe, ze ktoś wywołał ją farmakologicznie? Tylko po co?

„Spokojnie” – zmitygowałam samą siebie – „Nie nakręcaj się”. Na pewno niedługo rodzina zorientuje się, że zaginęłam i poruszy niebo i ziemie. Mogłam im pomóc – jeśli dostanę się do środka, znajdę tam aparat, może komórkę z zasięgiem? A może w środku sygnał będzie silniejszy? Jeśli tam jest router… Zwykle routery mają zasilanie awaryjne, może nawet złapie jakąś siec? Maila poślę? Pożałowałam, ze nie uruchomiłam sobie usługi lokalizacyjnej w komórce.. inni mogli by mnie namierzyć.

Potrzebowałam tylko dostać się do środka. Nie udało mi się wyważyć okienka, bałam się naciskać mocniej, żeby nie narobić hałasu. Przyjrzałam się uważniej… mogłam otworzyć zamek, potrzebowałam tylko coś długiego i cienkiego, do podważenia zapadki.

Sięgnęłam do torebki – najpierw spróbuję z karta kredytową. W filmach to zawsze działało, nie żebym miała jakieś osobiste doświadczenia w tej materii. A może miałam? Tylko nie pamiętałam? Jeśli się nie uda – poszukam czegoś w samochodzie , może nożyczki z apteczki? Otworzyłam wewnętrzną kieszonkę torebki, gdzie trzymałam etui z kartami, kiedy w oczy wpadło mi coś jeszcze – metalowa, cienka blaszka z wygrawerowana nazwą i numerem. Jak rozumiem producenta torebki. Nazwa nic mi nie mówiła, ale podoba blaszka – tylko solidniejsza, była na froncie torebki. Szarpnęłam podszewkę, nie szło prosto, ale w końcu udało mi się oderwać metalowy skrawek od materiału.

Wyposażona w dwa narzędzia – do samochodu pójdę ewentualnie potem – zaczęłam mocować się z zamkiem.
 
__________________
Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy. Pół wieku poezji
kanna jest offline  
Stary 15-12-2016, 22:41   #9
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 41505 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
Zabrałaś się za rozpracowywania zamka cicho i ostrożnie. Czułaś się jak włamywaczka… dziwne uczucie. Nieprzyjemne. Jakbyś robiła coś wbrew sobie. Jednakże nie powstrzymało cię to. Mimo wszystko sytuacja była pokręcona i jedyna nadzieja twoja leżała w telefonie do domu. Ale gdy oddzierałaś blaszkę od torebki naszła niepokojąca myśl. Właściwie to gdzie ty jesteś? Zadzwonisz do rodziców, partnera i powiesz, żeby przybyli po ciebie do…?
Taaak… To również musisz zrobić. Ustalić gdzie jesteś, by wiedzieli dokąd sprowadzić pomoc.
Zaczęłaś od karty. Nie wyszło. Za miękka. Blaszka jednak okazała się idealna. Ostrożnie wsunęłaś ją i powoli przesunęłaś i… zamek puścił. Uniosłaś okno i powoli wczołgałaś się na dół. Skoczyłaś w dół i jęknęłaś bólu. Może powinnaś też zmienić buty. Niski obcas to może nie szpilki, ale i tak niezbyt wygodne przy skakaniu. Swoją drogą nie zwróciłaś dotąd uwagi na swój strój. Szykowny i wygodny… wyjściowy strój godny jakiejś bizneswoman. Dobrze że założyłaś spodnie a nie mini do tego żakietu. Niemniej skoro nie miałaś mini, to nie przybyłaś tu flirtować, ani robić wrażenia na mężczyźnie. Dobrze wiedzieć, że to nie randka poszła tak źle.

Zaklęłaś coś pod nosem sprawdzając czy obolała kostka została skręcona. Chyba nie. Przejdzie za chwilę… zresztą, nagle zamarłaś w przerażeniu. Bowiem zobaczyłaś jego.
Siedział w mroku plecami do ciebie. Ze słuchawkami na uszach?
Mężczyzna. Dość rosły. Dość duży.
Szlag… materiał na gwałciciela.
Nie ruszał się. Ty też nie. Rozważałaś różne scenariusze. Może cię nie słyszał. Może… ruszyłaś się. Nie zareagował. Podeszłaś bliżej niego ostrożnie, próbując go wyminąć i wtedy...zauważyłaś że jest z nim coś nie tak. Ostrożnie podeszłaś z boku i wtedy zrozumiałaś. Był martwy. Cała twarz jego była poparzona. Białka oczu dosłownie się ścieły. Skórę na głowie miał spaloną, włosy wypalone. Jakby ktoś mu walnął kilka tysięcy woltów w głowę. Szybka acz bolesna śmierć, niczym na krześle elektrycznym. Zginął przez kabel ze słuchawkami? Wyglądało że olbrzymi ładunek prądu przeszedł właśnie przez nie.
Potencjalny gwałciciel był więc martwy. Jakoś nie odczuwałaś ulgi z tego powodu.

No i gdzie byłaś do licha?
Pomieszczenie było półokrągłe i ciemne. Głównie dlatego że światło wpadało tylko przez okienka u góry. Podeszłaś do włącznika światła. Jego naciskanie nie dało nic. Nie było prądu. Były za to dwa wyjścia i może kolejne w dwóch przeciwległych prostokątnych wnękach. Drzwi oba były zamknięte na zasuwkę. Na szczęście od twojej strony. Poza tym były tu duże komputery… jakby serwerownia. Oraz...


Duży… stół? Pełen przycisków i przełączników. Coś jakby… pokój monitoringu w firmie? Potwierdzeniem tego mogły być rzędy monitorów. Obecnie czarnych, ale gdy był prąd, pewnie pokazywały obrazy z różnych pomieszczeń posiadłości. Niektóre przyciski miały jednak dziwne podpisy: Dym, hologramy, jęki, szczęk łańcuchów, pies.
Głównie znajdowały się one na oddzielnej części konsolety, z podpisem FX. Nie żeby to miało jakieś znaczenie w tej chwili. Wszak te urządzenie nie działało bez prądu.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.

Ostatnio edytowane przez abishai : 16-12-2016 o 11:32.
abishai jest offline  
Stary 20-12-2016, 14:22   #10
 
kanna's Avatar
 
Reputacja: 29701 kanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputacjękanna ma wspaniałą reputację
Facet był martwy, bez dwóch zdań. Ciekawe, czy ten w szopie na narzędzie też… starałam się sobie przypomnieć, czy tamten się ruszał, czy nie. Chyba tak… No, ale ten już na pewno nie. Nie musiałam nawet sprawdzać parametrów, sprawa była jasna.

I dokładnie w tej chwili dotarło do mnie, co zrobiłam: włamałam się do czyjejś posiadłości, znalazłam trupa, i teraz wszędzie rozsiewam mój materiał biologiczny…Nie uwierzą, że mam amnezję, wsadza mnie! Spędzę resztę życia w więzieniu! Trzeba choć było założyć rękawiczki jednorazowe zanim zabrałam się do naruszania czyjegoś miru. No, ale zdecydowanie nie był to mir tego faceta.

Podeszłam bliżej. Nic złego nie zrobiłam, szukam po prostu pomocy. Technicy kryminalni od razu się zorientują, ze okno otworzono od zewnątrz…

Spojrzałam na konsolę – FX, efekty specjalne, był taki film. Może właśnie włamałam się do sterowni jakiegoś ekskluzywnego ecape roomu? Te serwery tez by na to wskazywały. Lub innego miejsca nastawionego na dostarczanie rozrywki bogatym pasjonatom strachów i duchów? Nawiedzony dom w wersji de luxe? „Jęki” i „łańcuchy” jasno na to wskazywały… Za dużo Scooby Doo w dzieciństwie. Wżera się w mózg i człowiek potem nie może się uwolnić. Tylko co tu robiłam? Na pewno nie przyjechałam na zabawę, nie ten strój poza tym – nie lubiłam takich rozrywek. Unikałam nawet do prostych kolejek z duchami wyskakującymi ze ściany w wesołych miasteczkach.

Dotknęłam delikatnie faceta, przesunęłam dłonią po jego kieszeniach w spodniach i spróbowałam sięgnąć na przód bluzy. Może będzie miał komórkę z zasięgiem, dokumenty, cokolwiek…
 
__________________
Takimi, jakimi wydają się być, rzeczy są rzadko. A kobiety nigdy. Pół wieku poezji
kanna jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 16:14.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169