Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror > Archiwum sesji RPG z działu Horror
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 30-01-2017, 00:18   #1
 
woltron's Avatar
 
Reputacja: 996 woltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwu
[Horror/II wojna światowa] W służbie jej królewskiej mości...

14:30 Swansea, Collin Road, Miss Parky Bed and Brefkest

Drzwi otworzyła im starsza pani, która wyglądała jak wyjęta z czasów później królowej Wiktorii.

[MEDIA]http://whowerethey.files.wordpress.com/2011/03/dobb050.jpg[/MEDIA]

- W czym mogę państwu pomóc? – zapytała się 80-latka poprawiając przy tym okulary.
- Szukamy Harrego Newfieldsa – odpowiedziała Szkota podając imię i nazwisko nadane Hansowi przez Mastermana – miał się zatrzymać u pani i odwiedzić nas dzisiaj w siedzibie, ale się nie pojawił.
- Och… pan Harry to taki ciekawy człowiek – stwierdziła pani Lilly. Jamesa fascynowało jak szybko Szkota potrafiła przekonać ludzi, że jest ich przyjaciółką i osobą godną zaufania. Nawet gdy nie podała swego imienia. - Wypiłam z nim wczoraj herbatę, opowiadał mi niezwykłe historie o pobliskimi zamku i o swoich zainteresowaniach historią. Fascynujący człowiek, fascynujący, choć chyba nie mający spokojnego snu, bo w nocy budził się dwa lub trzy razy – dodała.
- Tak? Może nam pani powiedzieć coś więcej?
- Oczywiście, proszę wejść. Jooohnnn, Johnnnn zaparz herbatę, mamy gości!

Cała trójka weszła do środka. W domu panował nienaganny porządek. Nie dało się też niezauważyć zamiłowania gospodyni do jaskrawych kolorów i Allana Edgara Poe, którego książki, czasami te same tytuły, ale różnych wydań, zajmowały całą, niewielką szafkę.

Pani Lilly zaprowadziła Jamesa i Rudą do niewielkiego salonu. Po chwili do salonu przyszedł John. Na oko wyglądał na czterdzieści lat, był wyższy o pół głowy od Jamesa i dwukrotnie szerszy. Miał też głupkowaty, niemal tępy wyraz twarzy na której były ślady bicia kijem lub innym drewnianym przedmiotem. Rysy twarzy aż za bardzo zdradzały pokrewieństwo z kobietą. Mężczyzna był ubrany w coś, co przypominało worek. I z całą pewnością nie był normalny. „Tyle dobrego, że z nim nie będziemy musieli rozmawiać” pomyślał James.

John podał tacę z herbatą. Japoński imbryczek, trzy filiżanki i parę ciasteczek. Bardzo angielskie, choć ani James, ani Ella chyba tego nie docenili. Spieszyli się, a jednocześnie oboje wiedzieli, że nie mogą zignorować tego co miała im do powiedzenia kobieta. Lilly nalała herbatę i kazała Johnowi włączyć radio co ten też wykonał, a następnie usiadł w ogromny fotelu. Po pierwszych trzaskach z głośnika popłynęła muzyka.

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=MPF38fYkBjc[/MEDIA]

- A więc mówią państwo, że są przyjaciółmi pana Harrego?
- Tak proszę pani – odpowiedział James. - I bardzo się o niego niepokoimy, nigdy mu się nie zdarzyło by przepadł jak kamień w wodę – dodał.
- Hmmm… Wyszedł dziś rano, bardzo rano. Podziękował za śniadanie, powiedział, że nie może się spóźnić na spotkanie. Spieszył się tak, że biedaczek zapomniał nawet parasola. Powiedział, że wróci na noc.
- Nie powiedział przypadkiem gdzie się udał? - wtrąciła Ella, upijając przy tym łyk herbaty.
- Niestety nie. Za to wczoraj opowiadał sporo o lokalnych legendach. Bardzo interesujące, nawet Johny się zainteresował. Prawda Johny – kobieta krzyknęła na syna, który wyprostował się niemal jak struna. Dopiero gdy dotarło do niego, że matka niczego od niego nie chce. Opadł na fotel, niepewnie i wyczekująco. - I o zamku Laugharne, a także o legendach arturiańskich. Wiedzieli państwo, że Merlin był rasy nordyckiej?
- Zaprawdę? - James próbował nie parsknąć śmiechem z powodu tonu i tego z jakim przejęciem kobieta wypowiedziała ostatnie zdanie.

Rozmowa zeszła na poboczne tematy. Kobieta nie wiedziała nic więcej o „Harrym”, a czas uciekał. Pozostawało otwarte pytanie co teraz: udać się do John Renkins Rapair, Inc. , gdzie Hans miał nadać swój komunikat, jechać do zamku Laugharne, który tak zafascynował Niemca czy też zrobić jeszcze coś innego. Czas naglił.
 
__________________
"Co do Regulaminów nie ma o czym dyskutować" - Bielon przystający na warunki Obsługi dotyczące jego powrotu na forum po rocznym banie i warunki przyłączenia Bissel do LI.

Ostatnio edytowane przez woltron : 30-01-2017 o 11:26.
woltron jest offline  
Stary 02-02-2017, 15:35   #2
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 14345 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
-“Wiedzieli państwo, że Merlin był rasy nordyckiej”- śmierdziało to Jamesowi Himmlerem i jego obsesyjnym wpychaniem germańskości, gdzie się dało i gdzie się nie dało. Zupełnie jakby Niemcy musieli leczyć sobie jakoś kompleksy… tylko nie mieli w garażu odpowiednio długiego samochodu, więc podkradali mitologie. Nic dziwnego że O’Railly się uśmiechnął.
- Ello moja droga… nie wspominałaś przypadkiem, że drogi Harry obiecał ci jakiś prezent niespodziankę? Może zostawił go w swoim pokoju?- zwrócił się do swej partnerki James, po czym odezwał do Pani Lilly.- Mam nadzieję, że nie będzie problemu z tym, aby panna McKennzie sprawdziła jego pokój? Na wypadek gdyby tam ów prezent zostawił. No i może przy okazji jest tam jakaś wskazówka co do miejsca jego pobytu? Naprawdę się o niego martwimy.- zakończył smutnym tonem.
Kobieta przez chwilę się zastanawiała, ważąc czy powinna pozwolić panie McKennzie wejść do pokoju. Musiała dojść do wniosku, że nic strasznego się nie stanie jak pozwoli:
- Och… oczywiście. Co prawda niewiele z sobą miał, ale jeżeli uważacie to państwo za konieczne. JOHN! Zaprowadź panią McKennzie do pokoju Harry’ego.
Ruda w odpowiedzi uśmiechnęła się ślicznie najpierw do gospodyni, potem do jej syna. Ruszyła po schodach na górę, kręcąc przy tym biodrami przed oczyma Johna.
O’Railly uśmiechnął się na tę prowokację ze strony rudowłosej Szkotki. Ale nic nie powiedział. Uznał bowiem, że należy ograniczyć widzów owego przeszukiwnia pokoju, więc zwrócił się do pani Lily zagadując.- Wspaniałe ciasteczka, czy to pszenica? Smakują jak pszeniczne… choć to przecież niemożliwe, przy dzisiejszych ograniczeniach dostaw.
- Och, to mój mały sekret. W tych czasach trzeba sobie radzić, jeszcze herbatki? Jak poznał pan Harry’ego panie?
- James… proszę mi mówić James, w tych ciężkich czasach szkoda się tak oddalać przez nazwiska.- rzekł uprzejmie agent.- Z wielką chęcią. Jest wyborna muszę przyznać. Lepsza niż ta którą pijam w biurze projektowym.
Po czym dodał.- Poprzez moją przyjaciółkę, panną McKennzie. To ona nas sobie przedstawiła któregoś dnia. I tak jakoś wywiązała się udana znajomość.
- Też pan zajmuje się historią? - zaciekawiła się staruszka. - To taka ciekawa gałąź nauki, szczególnie u nas, nieprawdaż?
- Tylko… w ramach hobby. Bo z wykształcenia jestem inżynierem.- odparł z uśmiechem James i uprzejmie zapytał.- To jaka epoka panią szczególnie fascynuje?
- Oczywiście legendy o królu Arturze i rycerzach okrągłego stołu. Obawiam się jednak, że moja wiedza nie jest zbyt rozległa. Mój świętej pamięci ojciec, niech spoczywa w pokoju, uważał, że wykształcenie to fanaberia, a porządna kobieta powinna dobrze wyglądać, potrafić śpiewać, tańczyć i ugotować obiad. I tego zostałam nauczona. A pan, panie James jaką epoką lubi najbardziej?
- Raczej Rzym i nieco epokę napoleońską. Moja świętej pamięci babka, niech jej ziemia lekką będzie, była prapraprawnuczką niani samego admirała Nelsona.- zełgał gładko O’Railly.
- Och, jakie to ciekawe - odpowiedziała. W tym momencie w salonie pojawił się John i Ella.
- Widzę, że znalazła pani co trzeba - skomentowała. Widać albo nie pamiętała albo nie widziała walizki Harry’ego; szczęście znowu uśmiechnęło się do Szkotki i Irlandczyka.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline  
Stary 02-02-2017, 19:39   #3
Jej mackowatość
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 11094 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Jeżeli John zauważył sposób w jaki Ella się poruszała, jak kręciła biodrami, to się z tym nie zdradził. Miał ten sam tępy wyraz twarzy co na dole - zdawało się, że jedyną zmianę wywołują w nim krzyki matki.

Pokój w którym zatrzymał się Harry znajdował się Olna trzecim piętrze na którym były tylko drzwi do jego pokoju i do pokoju naprzeciwko. Wspólna toaleta i łazienka znajdowała się piętro niżej.

W środku pokoju Harrego znajdowało się tylko niewielkie łóżko, stół z krzesłem i szafka, którą otworzyć można było wyłącznie wsuwając krzesło pod stół. “Typowy pokój na stancji dla studenta” pomyślała. To co uderzyło kobietę był silny zapach opium, ziół i jakiegoś kadzidła. Co do pierwszego zapachu to Szkota była pewna, znała go aż za dobrze, dwa pozostałe wydawały się bezpieczne. Nie dało się też nie zauważyć, że jeżeli ktoś tu mieszkał to skutecznie po sobie posprzątał, przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Ella rozejrzała się uważnie, na razie niczego nie dotykając.
- Myślę, że to miał być drobiazg - coś niedużego... może zostawił to w łazience? John, skarbie, mógłbyś sprawdzić? Wiesz, tobie wypada, tak po męsku, a mi nie bardzo... - udała zawstydzoną.

Olbrzym zastygł i przymknął oczy. A potem, bez słowa sprzeciwu, ruszył powoli piętro niżej. Ella została sama.
Bez wstępów uniosła materac i zajrzała pod niego z każdej strony, wkładając też głębiej rękę, by wymacać, czy nie znajdzie czegoś w sprężynach.*

Pod materacem Ella znalazła niewielką, podróżną walizkę stosowaną w krótkich wyjazdach. Nie miała żadnego zamka więc otworzyła ją bez większych problemów. W środku znalazła szereg kart na których były szkice jakiegoś urządzenia, a po bokach notatki. Niektóre były pisane ładnym, wyuczonym gotykiem, inne były kreślone szybko i bardzo niedokładnie. Kobieta nie miała wątpliwości, że nie miała czasu by przejrzeć je dokładnie. Otwartym pozostawało pytanie co dalej. John chyba nadal przeszukiwał łazienkę. Upchnęła pospiesznie kartki do walizki i wyjęła całość. Szybko złapała leżące na biurku pióro, jakąś kartkę i napisała na niej swoje imię z serduszkiem obok, a następnie kartkę wcisnęła w szparę walizki tak, żeby lekko wystawała.
Położyła walizkę na ziemi tak, jakby wysuwała ją dopiero co spod łóżka, po czym radośnie obwieściła:
-Znalazłam!

John pojawił się chwilę później. Z dużym trudem stwierdził:
- Nie ma - po czym, niczym wyuczony zwierzak, dodał - zapraszam na dół. Nie dyskutował na temat tego czy znaleziona walizka była tym przedmiotem który czekał na panią McKennzie, czy też nie. Było to, jak się zdawało, poza jego obszarem zainteresowań.
Sama walizka okazała się dużo cięższa niż spodziewała się tego Szkotka. Oprócz papierowych kart w środku musiało być też coś metalowego.

Wrócili do salonu. John opadł na swój fotel, pani Lilly rozmawiała, jak się wydawało bardzo zadowolona, z Jamsem.
- Widzę, że znalazła pani co trzeba - skomentowała. Widać albo nie pamiętała albo nie widziała walizki Harry’ego; szczęście znowu uśmiechnęło się do Szkotki i Irlandczyka.

Ella puściła oko do Jamesa.
- A jakże, Harry nigdy nie zapomina o bliskich. - rzekła z przekonaniem - No dobrze, to my się już nie narzucamy. Może następnym razem sam Harry zaprosi nas na herbatę. Wtedy z przyjemnością znów panią odwiedzimy. Naprawdę śliczne zasłony. Napatrzeć się na nie nie mogę! - szczebiotała radośnie, stojąc w progu.
- Jaka szkoda, jaka szkoda… JOHN!!! Odprowadź państwa do drzwi.
James pożegnał się wylewnie z kobietą i ruszył za Ellą. Dopiero gdy opuscili budynek spytał zaintrygowany.- Owocne były te poszukiwania? Znalazłaś coś ciekawego?
- Dużo notatek, nie miałam czasu tego przejrzeć. Poza tym wydaje mi się, że ta walizka ma drugie dno. Może skoczymy gdzieś na kawę i się temu przyjrzymy? Albo może i coś z procentami? Muszę czymś zapić tę lurowatą herbatę. - Ruda skrzywiła się ze wstrętem.
- Jeżeli ty poprowadzisz, to może ja będę miał okazję je przejrzeć w drodze.- odparł James po chwili namysłu. - I zobaczę co one są warte. A ty w tym czasie znajdziesz dla nas jakąś knajpkę która ci będzie pasowała. Tu w okolicy muszą być jakieś... dobre puby, prawda?
Co prawda nie był pewien, czy wśród nich są jakieś postępowe, które wpuszczają kobiety do środka. Bądź co bądź puby w Irlandii nadal były ostoją maskulinizmu. A niektóre puby w samym Londynie też.

Dokumenty był zbiorem szkiców: brytyjskich zamków, dziwnego mechanizmu, którego działania James nie mógł się doczytać jako że notatki na bokach kart były często kreślone zupełnie nieczytelnie, czy dziwacznego tańca. Na tych ostatnich kartach Jamesowi udało się odczytać takie zdania jak “już niedługo”, “nadejdzie”, “wygramy”. Całość sprawiała wrażenie jak zapiski kogo, kto oszalał.
Interesujące… choć raczej ekscentryczne hobby. W każdym razie szkice podpowiadały Jamesowi, że właściwym kierunkiem poszukiwań były zamki angielskie.
Jego towarzyszka nie wydawała się jednak tym specjalnie przejmować. Zawiozła ich do dzielnicy dokowej, a pub, który wskazała był tak obskurny z zewnątrz, że sam James miałby normalnie opory, by tam iść... o ile nie miał żadnego interesu w tym. Ella jednak wydawała się entuzjastycznie nastawiona.
- Ty po prostu lubisz szukać kłopotów, co? - westchnął James sprawdzając dłonią, czy jego broń leży grzecznie w kaburze. - Kawy tu nie dostaniemy. Co najwyżej procenty.

Wzruszył jednak ramionami, bo nie było sensu kłócić się z Ellą. Dziewczyna, w jego ocenie, źle znosiła cukierkową atmosferę i teraz musiała jakoś odreagować szczerzenie ust w fałszywym uśmieszku w przeciągu ostatniej godziny.
W odpowiedzi tylko uśmiechnęła się pięknie i ruszyła przodem, kolebiąc przy tym krągłymi biodrami, jak miała w zwyczaju.
 
__________________
Up high in the middle of nowhere
Don't know, but you know, when you get there
Walk slow and low on a tightrope
Hope it last, but you know, you never know...
Mira jest offline  
Stary 04-02-2017, 17:20   #4
 
woltron's Avatar
 
Reputacja: 996 woltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwu
Pub “Morski Strzelec” był jedną z licznych mordowni położonych w dzielnicy portowej. Znajdował się w niezniszczonej części portu. W sali było kilku marynarzy marynarki z dwoma młodymi dziewczynami. James i Ella wybrali niewielki boks z drewna w wiktoriańskim stylu, tak aby nikt im nie przeszkadzał.
- Tu chyba nie mają kelnerów - zachichotała ruda - Popatrz sobie na te papiery, a ja pójdę coś zamówić. Co ci przynieść?
- Przyznaj od razu, że chcesz na mnie zrzucić wszystkie przykre biurowe obowiązki.- odparł z przekąsem James nadal nie mogąc otrząsnąć się z widoku, którym go kusiła kilka chwil wcześniej. Był półkrwi Irlandczykiem, a nie oziębłym Angolem, by po prostu zignorować jej prowokację.- Piwo… guinnessa jeśli tu mają coś takiego.
- Jeśli tylko mają, wyciągnę je dla ciebie choćby z piekła. Schłodzone. - mrugnęła do niego, po czym ruszyła do szynku, przyciągając spojrzenia chyba wszystkich bywalców lokalu. Kobieta oparła się o bar, wypinając przy tym nieznacznie i z uśmiechem poczekała na barmana. Miała na sobie ostatni krzyk mody (i bulwersacji) - kraciastą, taliowaną sukienkę, sięgającą zaledwie kolana - rodem z paryskiego magazynu mody.

[MEDIA]http://www.lovefashionblog.com/wp-content/uploads/2014/12/modne-lata-40.jpg[/MEDIA]

James nie omieszkał zerknąć na łydki dziewczyny. Bądź co bądź jej kreacja służyła po to by Ella mogła przyciągać męski wzrok do swych zgrabnych nóg i nie mniej uroczego tyłeczka.

Barman był 55-letnim walijczykiem, sądząc po tatuażach i posturze byłym marynarzem. Miał nieznośny walijski akcent, który nawet dla Szkotki był trudny do zrozumienia. Dostała jednak to czego chciała, czyli zimnego Guinnessa i whiskey z colą. Trzeba było przyznać, że pub - jak na warunki wojenne i miasto, które niedawno było przetrwało kolejny nalot - był całkiem nieźle zaopatrzony. Z drugiej strony bywalcami byli zapewne głównie amerykańscy marynarze, a ci płacili dolarami.
Coś jeszcze - rzucił mężczyzna, ale gdy Szkotka podziękowała wrócił do wycierania kufli.
 
__________________
"Co do Regulaminów nie ma o czym dyskutować" - Bielon przystający na warunki Obsługi dotyczące jego powrotu na forum po rocznym banie i warunki przyłączenia Bissel do LI.

Ostatnio edytowane przez woltron : 05-02-2017 o 17:20.
woltron jest offline  
Stary 04-02-2017, 20:40   #5
Jej mackowatość
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 11094 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Ruda wróciła do stolika z dwoma niezbyt czystymi kuflami pienistego napoju. Jeden postawiła przed Jamesem, naciągając się przy tym nad stolikiem. Widział po jej minie, że jest w pełni świadoma wrażenia, jakie wywiera i że tak naprawdę dla niej to tylko gra. Następnie kobieta postawiła drugi kufel naprzeciwko i usiadła na krześle.

- Jak to mawiał mój tatuś, chlup w ten głupi dziób! - uniosła kufel w geście toastu.

O’Railly uśmiechnął się i odpowiedział na toast, po czym chyłkiem wychylił gwałtownie kufel.

Uśmiechnął się szeroko dodając.
- Lepsze od herbatki z pewnością. Więc… hotelik ci się nie spodobał?
Teraz on droczył się z nią wyraźnie unikając przejścia do sedna sprawy.
- Wiesz, zależy, co chciałbyś w nim robić... - oparła podbródek na dłoni i uśmiechnęła się kocio.
- Chętnie bym posłuchał twoich planów, a jeszcze chętniej… przekonał się ile z nich jest prawdą, a ile tylko przekomarzaniem.- uśmiechnął się w odpowiedzi James. I stuknął palcem o papiery. - Tu też są plany i… dopiski godne szaleńca. Słyszałaś może o Towarzystwie Thule?
Przygryzła dolną wargę, kręcąc przecząco głową.
- Nauczaj mnie, mistrzu - szepnęła, jakby to o inny rodzaj wiedzy chodziło.
- Ileż razy przypominać ci muszę, że nie z zimnym angolem rozmawiasz.- zaśmiał się cicho James i nachylił ku Elli, przesunął palcem po dolnej wardze dziewczyny, aż wreszcie dotarł opuszkiem do tego czego szukał. Kropelki piwa, która umknęła pragnieniu Szkotki. Zebrawszy ją zlizał ze swego palca dodając.- Też potrafię być prowokujący, a wracając do Thule… Kiedy byłem w Berlinie usłyszałem o nich plotki, także i inne związane z czymś co można określić… niemieckim mistycyzmem. Choć to raczej obłęd niemiecki. Wyobraź sobie więc jakie moje zdziwienie było, gdy ten obłęd posłyszałem od naszej gospodyni. Nie dość że sądziła że król Artur był nordykiem, to jeszcze…- zaśmiał się cicho.- Sądziła że był postacią historyczną. On… wytwór dworskich trubadurów.

Stuknął palcem o mapę dodając.

- Absurd. Ale ona w to wierzyła. A Thule i Himmler z tego co wiem… wierzą w podobne bajeczki. W mitycznych German, Ariów… wydaje się że Harry też wierzył w te bajki i szukał niemieckiego rodowodu Artura w jednym z naszych zamków. Laugharne właśnie.

Kiedy trzeba było Ella porzucała rolę kokietki (choć robiła to rzadko) i uruchamiała spryt, którego miała wcale niemało. Kobieta zmrużyła teraz oczy, zastanawiając się nad słowami Irlandczyka.

- Ten zamek już wcześniej mnie kusił, gdy tylko spojrzałam na te papiery. To co mówisz, przekonuje mnie, że warto zrobić sobie tam wycieczkę. - upiła spory łyk bursztynowego trunku - I dla jasności. Nie chodzi o to, czy potrafisz prowokować, lecz czy jesteś w stanie nie dać się sprowokować. - mrugnęła, wracając do roli.
- Jestem gorącokrwistym irlandczykiem. Nie jestem zbyt odporny na flirt ze strony pięknej kobiety.- O’Railly wygiął smutnie usta w podkowę.- Elle… moja droga, tobie za łatwo wychodzi prowokowanie mnie. - zaśmiał się cicho i wesoło.

Po czym splótł dłonie razem.

- Trochę mnie dziwi reszta zawartości zapisków. Dotyczą jakiejś maszyny, a… spodziewałem, że Harry chce tylko udowodnić, że król Artur był Niemcem dla celów propagandowych. Szkice mechanizmu nie pasują do tego równania.-
- Wiesz, jestem tylko zwykłą prowokatorką - uśmiechnęła się - ale na ile kojarze wszelkiego rodzaju ciemne zgrupowania, wiara jest tym, co trzyma tych ludzi. Strach to narzędzie, ale poza nim musi być idea. Może ta machina to jakiś święty graal tych twoich Thulich. Wiesz, wehikuł czasu, kamień filozoficzny, drzazga z krzyża Jezusa... zawsze coś takiego się znajdzie. Pytanie na ile ten przypadek jest realny. Przydałby się ktoś, kto takie plany potrafi zrozumieć. - odchyliła się na krześle i przeciągnęła, jakby sama znudziła się własną przemową. Guziki w okolicy dekoltu niebezpiecznie zatrzeszczały.
- Nieprawda… prowokatorką tak… zwykłą… zdecydowanie nie.- odparł żartobliwie James przyglądając się temu dekoltowi nieco rozkojarzony. Po czym znów skupił się na jej wypowiedzi.- Na temat Thule wiele powiedzieć nie mogę. To taka masoneria dla ludzi wpływowych, do których zwykły student z Anglii zaliczyć się nie mógł. Jedynie plotki słyszałem. W każdym razie szkice możemy podrzucić na Oxford, na pewno znajdzie się tam ktoś odpowiednio wykształcony, by móc je ocenić. Pozostaje tylko kwestia tego, czy… trzymamy się razem, czy rozdzielamy. Niby moglibyśmy obstawić i zamek i Renkins Rapair, Inc.,ale… obawiam się, że to mógłby być błąd z naszej strony.
- A na Oxfordzie koledzy naszego Harry’ego je przechwycą? Myślę, że powinieneś je wysłać prosto do biura. - gwałtownym ruchem znów wróciła do stołu, wstając z krzesła i nachylając się nad Jamesem, tak że jego wzrok nawet gdyby chciał, nie mógł ominąć jej walorów - Zamek. Może się mylę, ale na myśl o nim... aż mnie świerzbi. - spojrzała wymownie na mężczyznę, po czym jak gdyby nigdy nic zmieniła temat - Sprawdziłeś dokładnie walizkę czy czegoś jeszcze tam nie ma?
- Jeszcze nie miałem okazji.- odpowiedział James wyraźnie rozmyślając nad jej słowami.- Oxford gwarantuje odpowiedzi od razu. Papiery przesłane do biura...hmm… utkną w nim na dłużej. Z drugiej jednak strony machina nie jest aż tak ważną dla nas kwestią. Gdy złapiemy naszego Harrye’go to i tak wszystkiego się dowiemy.
- O ile wciąż żyje. - Ella dopiła piwo i uśmiechnęła się uroczo, ponownie siadając.
 
__________________
Up high in the middle of nowhere
Don't know, but you know, when you get there
Walk slow and low on a tightrope
Hope it last, but you know, you never know...
Mira jest offline  
Stary 07-02-2017, 13:58   #6
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 14345 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
- Wtedy nie musimy się martwić że nam ucieknie. Sztywniaki są mało ruchliwe.- wzrok Jamesa starał się skupić na twarzy Elli, co nie było takie łatwe gdy pochylała się nad nim. Z pewną ulgą więc przyjął fakt że usiadła z powrotem, acz.. niechętnie przyznał, że walory Szkotki naprawdę przyciągały uwagę, gdy się ku niemu nachylała.- Więc… co powiesz na zakup koszyka, wypełnienie go wiktuałami i romantyczny wypad na wieś, akurat w okolice zamku Laugharne? Myślę że to dobra przykrywka.
- Przykrywka wspaniała. Bo gdyby był to pretekst... to by było dość tanie, wiesz? - znów puściła do niego oko, szczerząc się szelmowsko.
- Powiadają że w miłości i wojnie wszystkie chwyty są dozwolone, więc wojna to miłość i na odwrót.- odparł żartobliwie James i oparł na dłoniach swój podbródek przyglądając się spod półprzymkniętych oczu na Ellę dodając z dwuznacznym uśmiechem. - Poza tym… desperackie czasy wymagają tanich rozwiązań.
Zaśmiał się wesoło, po czym rzekł spokojnie.- Zresztą jeśli boisz się ewentualnych awansów z mej strony to… zawsze mogę odegrać rolę tego biednego nieszczęśnika, który dla kobiety którą podrywa nie może być niczym więcej niż przyjacielem.
- Sam zdecyduj. Ja jestem tylko małą dziewczynką od brudnej roboty - zrobiła smutną minę.
- Jesteś pewna że chcesz zaryzykować. A jak zachował się nieprofesjonalnie?- zapytał żartobliwie O’Railly przyglądając się obliczu Elli i westchnął smutno.- Przyjemnie tak gdybać, ale przypuszczam że raczej przyjdzie mi obejść się ze smakiem. Wątpię bym znalazł czas na nieprofesjonalne zachowania.
Ruda w odpowiedzi założyła tylko nogę na nogę i rzuciła nonszalancko.
- Zobaczymy. Na razie sam wykonujesz na zmianę ofensywę i defensywę w tej wojnie. Czyżbyś był targany sprzecznymi pragnieniami, panie agencie? - postawiła akcent na ostatni wyraz.
- Angielską obowiązkowością i irlandzką gorącą krwią panno McKennzie.- potwierdził jej przypuszczenia James z enigmatycznym uśmieszkiem.- Jak dwa bloodhoundy, każdy szarpie w swoją stronę.
- Zatem może któryś pociągnie cię w stronę naszej walizeczki, a ja pójdę przypudrować nosek. - po tych słowach kobieta wstała i niespiesznie ruszyła w kierunku zaplecza speluny. Co prawda, nie przypuszczała, by ten lokal dysponował toaletą dla dam czy w ogóle jakąkolwiek, ale twarda Szkotka, urodzona w wielodzietnej rodzinie rudzielców - za nic sobie miała niebezpieczeństwo. I ciężko było stwierdzić, czy stało za tym szaleństwo, wiara we własne umiejętności czy w umiejętności Jamesa. Mężczyzna mógł mieć jednak wrażenie, że Ruda celowo pakuje się w opresje, od kiedy razem zaczęli pracować.
- Za bardzo cię bawi wodzenie mnie za nos.- mruknął do siebie James zadziwiająco ciepłym tonem głosu patrząc na idącą Szkotkę. Uśmiechnął się pod nosem i sięgnął po teczkę. Cóż… przywykł do charakteru swej partnerki i jej zachowań. Co prawda istniało zagrożenie, że w końcu skusi się przenieść tę relację na mniej profesjonalny grunt, ale… cóż… ta wizja miała swoje uroki. Na razie musiał zająć mniej przyjemnymi sprawami… czyli resztą zawartości walizki “Harry’ego”.

Zgodnie z oczekiwaniami walizka miała drugie dno, a jego otwarcie nie było zbyt trudne gdy James w końcu zlokalizował zamek. Znajdowała się w nim niewielka, metalowa szkatułka, a w środku coś co na pierwsze oko przypominało busolę. Nie wyznaczała jednak żadnego kierunku, składała się też z siedmiu kręgów z których jednego - środkowego brakowało. Napisy zostały wykonane po łacinie, gotykiem na każdym z kręgów: Alfheimr, Nioavellir, Midgard, Jotunheimr, Vanaheimr, Nilfheim, Muspelheim, Asgard. Była też szpila którą dało się ustawić na dwa napisy wykonane po niemiecku: brama, więzienie. Całość została wykonana z drewna z niesamowitą dokładnością i dbałością o detal, i to pomimo że ząb czasu mocno naruszył całość.

W żaden sposób nie przybliżał Jamesa do zrozumienia za czym podążał herr Harry. “Ella ma rację, brakuje jeszcze drzazgi z krzyża Chrystusa” stwierdził rozczarowany. Także dlatego że w sumie nie dowiedział się niczego nowego. Z rozważań wyrwały go krzyki marynarzy, jednoznacznie zwiastujące, że Ella skończyła pudrować nos. Była to nowa grupa, która musiała dopiero dotrzeć do “Morskiego Strzelca”.
- Hej Ruda nie dasz całusa dzielny wojakom Wujka Sama - rzucił któryś z obrzydliwym amerykańskim akcentem.
- Johny nawet jakbyś miał więcej dolarów niż masz to i tak jest moja - wtrącił się drugi, a oświadczeniu towarzyszył rechot pozostałych.
Szkotka oparła się plecami o bar i przyglądała marynarzom z uśmiechem. Podziwiała ich ogorzałe od słońca twarze i twarde muskuły. Rzuciła szybkie spojrzenie na Jamesa, by mrugnąć do niego i dać mu znać, że panuje nad sytuacją. Odruchowo dotknęła przez materiał sukni podwiązki na udzie, za którą nosiła ukryty rewolwer. Cały czas się uśmiechała, pozwalając mężczyznom trochę się popuszyć. W końcu odezwała się tonem rozkapryszonej dziewczynki:
- Mmm.. Zgoda. Dam słodkiego buziaka, ale tylko jednemu z was. Temu, który jest najsilniejszy.
Uśmiech, ton, spojrzenie… to wszystko przemieniło dumnych marynarzy w bandę szczeniaczków kłócących się o nagrodę. Któryś z nich walnął kolegę pierwszy, tamten oddał i rozgorzała bójka przypominającą “wolną amerykankę” w której każdy walczył przeciw każdemu. Alkohol, pokusa i nadmiar testosteronu sprawiły, że rozsądek zszedł na dalszy plan. A że marynarze to twardy lud morza teraz nieco pijany, to i walka była równie brutalnym co radosnym chaosem.
Z rozbawieniem patrzyła teraz na puszkę Pandory, którą otworzyła. Marynarze zaczęli prać się po mordach, a jeszcze kilku bywalców pubu się do nich dołączyło. I jak to przy bitkach bywa, po chwili nikt za bardzo nie pamiętał o co poszło. Ella tymczasem odczekała chwilę, po czym chyłkiem przemknęła do Jamesa. Ich stolik na szczęście był położony na tyle ustronnie, że mogli pozostać jedynie biernymi obserwatorami.

Powrócili do stołu. Ella spojrzała na “busolę” i skrzywiła się lekko:
- Widzę, że znalazłeś święty Graal - dodała nieco ironicznie. Po czym wzięła urządzenie do ręki i zaczęła mu się przyglądać. - Asgard? To nie z mitów skandynawskich? Dom Odyna?
- Nie mam pojęcia… kojarzy mi się to tylko z Wagnerem i jego Der Ring des Nibelungen. Ale to tylko luźne skojarzenia. - odparł z wyraźną konsternacją O’Railly.- A i o samym Pierścieniu Nibelungów niewiele mogę powiedzieć. Tylko tyle że Niemcy lubią pompatyczne przedstawienia operowe. Ja zaś, gdy poszedłem na nią, to nie dotrwałem do drugiego aktu. Zasnąłem mimo, że się wydzierali wniebogłosy.
Ruda uśmiechnęła się, mimochodem obserwując losy bójki w pubie.
- Chyba oboje nie pasujemy do takich miejsc. - rzekła w zamyśleniu, po czym sprostowała - Mówię o operze, oczywiście. Tutaj, myślę, że obiłbyś mordki im wszystkim. - zachichotała.
- Myślę że bym sobie poradził.- ocenił James i zerknął na walczących konkurentów, a potem na zmysłowe usta Szkotki. - O taką nagrodę warto się bić.
- A jednak wciąż tu siedzisz. - podjudzała Ella.
- Bo trzeba uszanować ducha sportu. Najpierw niech wybiorą zwycięzcę, a potem ja się zmierzę z ich czempionem.- zaśmiał się James i zmienił temat.- A wracając do przykrych obowiązków, wygląda na to że nie musimy się tak bardzo martwić o misję herr Harry’ego. To czubek… być może na tropie jakiegoś antyku z czasów najazdów Wikingów na Anglię, ale taki stary toporek nie może się mierzyć z dobrym Lee-Enfieldem. Wygląda na to że ta misja będzie bardziej urlopem niż poważnym zadaniem.- bo też ciężko było O’Railly’emu brać ją na poważnie.- Jeśli znajdziemy go żywego to pewnie i tak nic ciekawego nam nie powie. Wysłano go by tropić jedną z tych obsesji Himmlera dotyczącej “starożytnej glorii” niemieckiej rasy.
McKennzie przysłuchiwała się towarzyszowi, wodząc opuszkami palców po rączce pustego już kufla. Wydawało się, że jest nieświadoma powolnych, pieszczotliwych ruchów, jakimi obdarzała naczynie.
- Poczekaj na zakończenie sprawy, zanim wydasz o niej osąd. Może właśnie na tym polega niebezpieczeństwo? Nikt nie traktował sprawy poważnie, aż urosła gdzieś w cieniu?

Przeczesała teraz palcami rude włosy. W przeciwieństwie do większości kobiet, Ella nie wiązała ich w żadne fryzury, ani nawet nie przycinała. Jej grzywa była jednak tak piękna i charakterystyczna, że trudno było wyobrazić sobie Szkotkę bez niej.
- Myślę, że powinieneś się cenić, drogi agencie. Skoro przydzielono tobie to zadanie, musiały być ku temu przesłanki. Chyba nie chcesz podważać decyzji jej wysokości? A może po prostu szukasz pretekstu, by trochę odpuścić służbowego drygu? - uśmiechnęła się szeroko, po czym wstała z krzesła - W takim razie czuję się zobowiązana, by zmotywować cię i przypomnieć, iż obiecałeś mi piknik pod zamkiem. A ja... robię się bardzo szybko... głodna.
Kobieta mrugnęła doń zalotnie, po czym bokiem lokalu ruszyła w kierunku wyjścia, nie zostawiając O’Railly’emu praktycznie wyboru. Wydawało się, że Ella zupełnie straciła zainteresowanie bitką, którą sama wywołała.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline  
Stary 07-02-2017, 18:06   #7
Jej mackowatość
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 11094 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
- Przydzielono nam zadanie zanim ktokolwiek wiedział że ten agent, zamiast zajmować się wojskowością bawi się w archeologa. - przypomniał jej ten fakt James podążając za kobietą. - Co nie znaczy, że zamierzam mu odpuścić. Harry musi być złapany. Miło jednak mieć świadomość, że tym razem losy wojny nie zależą od naszego sukcesu. Mniejsza presja.
Gdy już byli za drzwiami pubu zapytał żartobliwie. - Wygląda na to, że z konkurentów do twych ust tylko ja zostałem. Czyżby zwycięstwo przez walkower?

Oparłszy się o maskę samochodu, Ruda uśmiechnęła się promiennie.
- Można tak powiedzieć. Pytanie czy będziesz miał odwagę odebrać nagrodę. - powiedziała, siadając na miejscu pasażera.
James siadł na miejscu kierowcy, a potem… oplótł ramienie rudą kusicielkę wyraźnie podejmując jej wyzwanie. I bynajmniej nie zamierzał skraść jej tylko całusa. Przyciągnął dziewczynę ku sobie, zaborczo przycisnął usta jej do swych warg całując zachłannie i władczo, niczym samiec alfa. Jego wargi rozkoszowały się miękkością jej ust, jego język czubkiem wodził po jej wargach zapraszając języczek Szkotki do namiętnego tańca.
W pierwszej chwili Ella zesztywniała - zaskoczył ją. Naprawdę. Kiedy objął ją, oparła jedną dłoń na jego piersi, jakby chciała się bronić. Lecz nie broniła się. Odwzajemniła pocałunek, pozwalając mężczyźnie wślizgnąć się pomiędzy karminowe wargi. Tam jednak czekał już jej zwinny języczek, gotów do kontrataku.
Z wyraźną przyjemnością i dość długo O’Railly smakował pieszczotę tych kuszących ust partnerki, nim oderwał się od nich z łobuzerskim uśmiechem pytając dwuznacznie.- Czy taka… odpowiedź cię satysfakcjonuje, madame?
Po raz pierwszy wydawało się, że Szkotka nie wie, co powiedzieć. Jej policzki zaróżowiły się, a ona sama przez chwilę przyglądała się Jamesowi jakby zaspanym wzrokiem.
- Mmmmhmmm - zamruczała - Jeśli wykonujesz swoje obowiązki z podobnym zaangażowaniem, świat jest bezpieczny. - przygryzła wargę, po czym dodała ciszej. - W przeciwieństwie do mnie.
- Wykonywanie obowiązków nie sprawia mi tyle przyjemności, co obdarzanie pieszczotami pięknej kobiety, ale wierz mi Ello. W obu sprawach jestem profesjonalistą.- rzekł żartobliwie James i ruszył samochodem z kopyta, tym szybciej, że bójka w barze najwyraźniej się kończyła.
Spojrzał na Szkotkę dodając.- Lepiej żebyśmy jednak na miejscu podawali się za młode małżeństwo. Na purytańskiej prowincji będzie to bezpieczniejsze i ewentualne… kolejne takie wybryki będzie łatwiej wytłumaczyć potencjalnym świadkiem.
Uśmiechnął się wesoło.- Bo obawiam się panno McKennzie, że jesteś żywiołem nie do okiełznania.-
Odrzuciła ramiona do tyłu i oparła je na zagłówku, przeciągając się przy tym zmysłowo. Wyglądała teraz jak rozleniwiona kocica - bardzo zadowolona z siebie, rozleniwiona kocica.
- Nie do okiełznania? - powtórzyła, patrząc w lusterku na wybiegających przed pub marynarzy - Dlaczego zatem mam wrażenie, że będziesz próbował mnie okiełznać, panie... mężu?
- Okiełznać ?- zaśmiał się James i spojrzał ironicznie na Ellę.- To raczej niemożliwe. Jesteś jak syrena… wabisz ku sobie słodkimi obietnicami. Jesteś też…- tu spojrzenie Jamesa powędrowało wzdłuż sukienki Szkotki, aż do odsłoniętych nóg.- Zbyt kontrowersyjna jak na angielską prowincję. Myślę że miejscowy pastor przełknął by to łatwiej wierząc, że jakaś obrączka hamuje twój impulsywny charakterek. Mam ci przypomnieć, że wywołałaś bójkę za pomocą tylko jednej obietnicy?
- Jestem zatem złą syrenką. Myślę, że nie tylko bójkę wywołałam... - odparła, a jej wzrok prześlizgnął się po kroczu mężczyzny, po czym z enigmatycznym uśmiechem Ella zaczęła patrzeć przez szybę, na przemykający krajobraz.
- Nie jestem z kamienia.- jęknął James usprawiedliwiając fakt, że tam niżej wydawał się być twardy.- Ani eunuchem. Cóż poradzić, że mam zdrowe reakcje. A poza tym… Co myślisz o tej znalezionej przeze mnie busoli? Nie pasuje do okresu w którym teoretycznie powinna postać. W czasach Wikingów nie było tak zdolnych rzemieślników, a w okresie późniejszym: bo przedmiot wygląda na coś, najwcześniej z okresu renesansu, triumfowało chrześcijaństwo.
- Hmmm... - kobieta znów na niego spojrzała, po czym wyciągnęła się, by złapać walizkę, leżącą na tylnym siedzeniu. Wyjęła z niej dokumenty i ponownie zaczęła wertować - Może to część tej mistycznej machiny? Wiek renesansu przez wielu badaczy był nazywany właśnie wiekiem wynalazku. Może więc nasza okultystyczna maszynka do mięsa istnieje nie tylko w sferze wyobraźni... - rzuciła, przeglądając schematy i szukając na nich czegoś, co mogło opisem lub rysunkiem przypominać “busolę”.

Szkotka zaczęłą przeglądać notatki, starając się rozczytać to co nakreślił na szybko “Harry”. Nie było to proste, bo choć kobieta znała dość dobrze niemiecki to jednak nie pisała nigdy gotykiem. Tym razem jednak szukała konkretnych informacji, tych powiązanych z “busolą”. I takie też znalazła Klucz Światów - Schlüssel Welten. Z notatek wynikało, że pozwalał on przywołać stworzenia z światów do których prowadzą, były też dwa problemy: kontrola nad stworzeniem i fakt, że klucz był zepsuty. Dodatkowo przeglądając kolejne karty trzykrotnie natrafiła na imię doktora Joachima Sturmera z oddziałów SS.


- Czary? Wiek renesansu miał być wiekiem rozumu i nie wiary w magię, choć paradoksalnie wtedy zaczęto palić czarownice podczas wojny trzydziestoletniej.- uśmiechnął się ironicznie James i dodał.- Możliwe, że to ustrojstwo jest powiązane z alchemią, ale wtedy alchemia i astrologia były poważanymi naukami, a nie magią. A poza tym..- wzruszył ramionami O’Railly.- Żaden wynalazek tamtych czasów oparty o metafizyczne teorie ówczesnych alchemików i wynalazców nie zadziałał.

- Albo my nic o tym nie wiemy. - z uporem ciągnęła Ruda, po czym zaczęła machać dokumentami na desce rozdzielczej samochodu. - Zobacz...

Pokrótce opowiedziała Jamesowi o swoich obserwacjach na temat busoli, czy raczej Klucza Światów. Zakończyła to też podsumowaniem:
- Nie musimy w to wierzyć, jednak skoro wierzył Harry i... inni, wygląda na to, że mamy do czynienia ze sporą grupą fanatyków. Dlatego warto dowiedzieć się, o co im chodzi. - dłoń Elli na moment spoczęła poufale na udzie mężczyzny - Wiesz... Myślę, że musimy dobrze ukryć busolę, a w zamku trzeba będzie zapytać o tego doktora SS.
-Waffen-SS to kochane dziecko Himmlera, więc niewątpliwie idziemy tropem jego fantazji.- ocenił James i spojrzał na dziewczynę, po czym na jej dłoń na swym udzie. Starał się zachować panowanie nad kierownicą, bo reakcja na jej dotyk całkiem mu się wymykała spod kontroli. Następnie rzekł żartobliwie. - To gdzie chcesz ukryć tą busolę? Jeśli między swymi piersiami to… myślę, że każdy hitlerowiec od tego miejsca zacząłby przeszukiwanie ciebie… potem pewnie pomacał pod spódnicą.-
Wzruszył ramionami.- Najwięcej sensu ma zdeponowanie przedmiotu w centrali. I niech specjaliści rozgryzają jak użyć…- co prawda wątpił by znaleźli się jacyś, bo wywiad raczej nie zajmował się mitami skandynawskimi.
- Pod spódnicą czeka na takich gagatków mój kochany rewolwerek. - uśmiechnęła się, a na jej twarzy przez moment pojawił się cień okrucieństwa. Ella z pewnością nie bała się używać broni i miała na swoim kącie kilka trupów... jeśli nie więcej.
Kobieta ujęła Klucz Światów w dłonie i zaczęła go znów oglądać.
- Depozyt w centrali to dobry pomysł, ale póki co niech dołączy do mojej puderniczki - wsadziła przedmiot do nieodłącznej, malutkiej torebeczki.
- I tak uważam, że nagroda jest warta ryzyka.- zaśmiał się James zerkając na udo Elli ukryte pod materiałem i skierował samochód pod sklepik z artykułami spożywczymi.- Co powiesz na taką legendę, świeżo poślubieni pan i pani Wilkinson w podróży poślubnej zwiedzają romantyczne miejsca, które znali z opowieści dziadków. I zamek Laugharne… jest takim z nich. Myślę że twój uroczy uśmiech sprawiłby, że pozwolono by młodemu małżeństwu połazić po murach i nacieszyć w samotności klimatem zamku i sobą nawzajem?
- Jak sobie życzysz, mężu. - zaśmiała się - Mów mi Ann. Nienawidzę tego imienia.
- Jeśli sobie tego życzysz Ann. Co planujesz umieścić w koszyczku piknikowym? Coś drobnomieszczańskiego, czy bardziej pikantne potrawy planujesz? - zatrzymał samochód i zerknął na sklepik.- Z win… pewnie przez blokadę, jedynie amerykańskie sikacze są.
Kobieta przeciągnęła się, eksponując swoje zgrabne łydki.
- Ty mi powiedz... mężu. - odparła, posyłając mu taki uśmiech, że właściwie sam już potrafił wyczytać z niego odpowiedź.
- Obstawiam, że postarasz się bym… nie skupił się na jedzeniu… a pikanterii widzę… sporo.- James już nieraz udowodnił, że nie radzi sobie z prowokacjami Szkotki. I teraz też nie zawiódł jej oczekiwań dając się gładko podpuścić, nachylił się ku niej i “niby przypadkowo“ delikatnie przesunął palcami po nagiej skórze jej łydki. Pieszczotliwie i zmysłowo.
Spojrzała na niego z niekrytą satysfakcją.
- Krakersy. - powiedziała, najwyraźniej celowo ignorując jego pieszczotę - Jeśli są, to możesz kupić krakersy.
- Krakersy. Jakiś ser do nich?- zapytał James prostując się z łobuzerskim uśmieszkiem, acz mówiąc obojętnym pozornie tonem. Jego palce przesunęły się w górę po łydce, musnęły kolano Elli, zanurzyły się nawet pod sukienkę… i Szkotka przypuszczała, że gdyby mógł… posunął się dalej. Ale to co już uczynił w samochodzie, na ulicy miasta i za dnia miało ostry i słodki zarazem posmak skandalu. Toteż szybko jego dłoń odsunęła się do nogi dziewczyny.
Poczochrała jego włosy dłonią.
- Czytasz mi w myślach, mój mężu. Zapowiada się prawdziwa uczta... - puściła do niego oko.
- No to idę po te przekąski.- uśmiechnął się James i będąc “świeżo upieczonym małżonkiem” cmoknął czule Szkotkę w policzek. Po czym opuścił pojazd i skierował do sklepu zostawiając na chwilę partnerkę samą. Powrócił ze zdobyczą po chwili: serem, piwem angielskim, konserwami wojskowi a nawet… krakersami, czym wywołał uśmiech na twarzy rudowłosej. Mogli ruszać dalej.
 
__________________
Up high in the middle of nowhere
Don't know, but you know, when you get there
Walk slow and low on a tightrope
Hope it last, but you know, you never know...
Mira jest offline  
Stary 09-02-2017, 15:50   #8
 
woltron's Avatar
 
Reputacja: 996 woltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwuwoltron jest godny podziwu
20:30, 15 marca 1944 r., Laugharne

Historyjka o młodocianym małżeństwie, które ruszyło śladami okazało się zupełnie niepotrzebne pani McKennzi i panu O’Railly z prostego i prozaicznego powodu nikt się o nią nie zapytał.

Dotarli do Laugharne jakąś dwie godziny po tym jak wyjechali z Swansea. Jechali dłużej niż to sobie założyli, ale pogoda szybko zaczęła się psuć – najpierw zrobiło się ciemno od ciężkich chmur na niebie, a później lunęło tak, że Szkotka musiała zwolnić. Nie było co ryzykować, że rozbiją auto gdzieś na walijskich dróżkach. Nie, gdy byli na tropie.

Laugharne okazało się dużą wsią. Jeżeli byli tu jacyś mieszkańcy to albo siedzieli w domu albo w pubie i nie byli zainteresowani tym, co się dzieje w okolicy. Nic dziwnego, pogoda była paskudna, a deszcz nadal lał.

Zamek, a raczej jego ruiny, Laugharne znaleźli szybko. Wznosił się na pagórku, górując nad całą okolicą. Zatrzymali się przed budynkiem stojącym tuż obok murów i dawnej bramy prowadzącej na dziedziniec zamku. Raczej nikt ich nie zauważył, szczególnie, że Szkotka wyłączyła światła, gdy dojeżdżali do wsi.

Zdążyli wysiąść z samochodu, gdy w oddali zobaczyli niewielką racę świetlną, którą ktoś wystrzelił z łodzi rybackiej znajdującej się u ujścia rzeki. Szkotka wyjęła lornetkę, podbiegła kryjąc się w cieniu muru na najbliższe wniesienie, i spojrzała w kierunku łodzi, po czym przeklęła cicho. Oddała lornetkę Jamesowi, który zdążył wyjąć cały arsenał, jaki posiadali.

Na łodzi było przynajmniej sześciu żołnierzy. Wszyscy byli ubrani w jednolite zbroje, jakich wcześniej ani Ella, ani James nie widzieli. Byli też dobrze uzbrojeni, każdy miał karabin maszynowy.

[MEDIA]http://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/9f/c7/8f/9fc78f3a9c0d0568d71c12880c535f18.jpg[/MEDIA]

Dowódca, o paskudnej szramie idącej przez pół twarzy, był za to w stroju oficerskim, który James znał aż za dobrze – Waffen SS. Jedyną rzeczą która była nietypowa był symbol wilka na lewym rękawie. Łódź zbliżała się dosyć szybko w stronę Laugharne.
 
__________________
"Co do Regulaminów nie ma o czym dyskutować" - Bielon przystający na warunki Obsługi dotyczące jego powrotu na forum po rocznym banie i warunki przyłączenia Bissel do LI.

Ostatnio edytowane przez woltron : 09-02-2017 o 15:56.
woltron jest offline  
Stary 23-02-2017, 13:53   #9
Jej mackowatość
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 11094 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Ella zaklęta w tak opisowy sposób, że nawet marynarze z puby byliby pod wrażeniem.
- Co robimy? Śledzimy ich? - zapytała szeptem Jamesa.
- Szlag. Nie mamy wyboru. Mogłabyś zdjąć paru z nich. - przyznał James wyraźnie poirytowany. - Ale wszystkich chyba nie zdołasz, a dwójka ludzi z pistoletami ma małe szanse z liczniejszą grupą uzbrojoną w broń maszynową. Trzymamy się na razie na odległość lunety, by móc ubić paru zanim nas zauważą. I czekamy okazji. Co ty na to?- zaproponował w końcu.
- Ty tu rządzisz - powiedziała, na wszelki wypadek jednak biorąc snajperkę i układając się z nią na ziemi - Jestem ciekawa po co tu przybyli. I to z oficerem. Sporo ryzykują jakby nie patrzeć.
- Myślę że przybyli na wezwanie naszego Harry’ego. Planują jakiś rytuał? - wydawało się Jamesowi niedorzeczne, ale jaki inny powód by mieli ? Położył się koło Elli pytając.- Ile zdołałabyś zdjąć ich zanim dobiegliby do nas ?
- Przy tej pogodzie? Czterech może pięciu - oceniła. - Zakładajac, że nie ma ich więcej pod pokładem... Jeśli mam ich dorwać, najlepiej będzie na plaży. Tu nie będą mieli żadnych osłon. Tak więc, decyzja, szefie? - zakręciła lekko pupą, moszcząc się wygodniej na prowizorycznym stanowisku snajperskim.
I poczuła na pośladku dłoń mężczyzny, niby przypadkiem, masującą jej zgrabny tyłeczek gdy James kucał.- Dobra… to strzelaj póki zasięg i zaskoczenie jest po naszej stronie. A nuż hałas broni ściągnie nam tu jakieś wsparcie. W razie gdyby się zaczęli zbliżać dajemy dyla do wozu i wciskamy gaz do dechy. Nikt nam nie płaci za umieranie.-
Ella tylko uśmiechnęła się, nie zmieniając pozycji. Przez lunetę obserwowała żołnierzy. Czekała na moment, gdy zaczną wyciągać łódź na brzeg. Wtedy zacznie strzelać, poczynając od oficera.
A James czuwał obok niej z wyciągniętym już pistoletem proponując żartobliwie. - Jak na strzelnicy podczas festynu, ustrzelisz każdego z nich jednym strzałem to dostaniesz… misia, na to za dużą jesteś dziewczynką. Nagroda do negocjacji?-
Znów się uśmiechnęła, cały czas jednak trzymając dłoń na spuście i nie odrywając oczu od lunety.
- Dlaczego? Lubię misiaczki. Szczególnie gdy ich celem jest nagradzanie mnie. Mogłabym się dać ponagradzać takiemu miśkowi... jeśli jakiegoś znasz.
- Możliwe że ten miś jest bardzo blisko, tyle że pytanie się od razu pojawia. Czy miś byłby nagrodą dla ciebie, czy ty dla misia. Więc proponuję bardzo gorącą kąpiel z tym misiem , tam gdzie będziesz go chciała mieć podczas tej kąpieli… jeśli trafisz każdego.- dłoń mężczyzny nadal pieszczotliwe gładziła pośladek Szkotki, acz delikatnie, co by jej nie rozpraszać.
- A skąd ci przyszło do głowy, że o takim misiu mowa? Wydajesz się bardzo pewny siebie, Irlandczyku. - rzekła, napinając lekko pośladki. Po chwili też dodała z rozbawieniem - I mnie.
- Nagroda warta ryzyka, nieprawdaż? - uśmiechnął wodząc palcami po napiętych pośladkach rudej pokusy. - Tego zaprzeczyć nie możesz.-
- Ale coś czuję, że jak nie zabierzesz tej dłoni zaraz, to nie ja wystrzelę. - zachichotała.
- Wybacz, omsknęła mi się.- James nawet nie próbował nadać szczerego tonu swemu kłamstwu. Ale dłoń odsunął.

Łódź podpłynęła do brzegu i zarzuciła kotwicę. Pierwsza szóstka żołnierzy, niczym w balecie, wylądowała w wodzie. A po nich kolejna. Ella wybrała pierwszy cel, uspokoiła oddech i nacisnęła za spust. Kula przebiła hełm żołnierza na wylot, przeszła przez czaszkę i wyszła z drugiej strony. Niemiec osunął się do wody.

Usłyszeli nerwowe rozkazy i posypał się w ich kierunku grad kul. Na ich szczęście niecelny, choć szturmowcy na dole musieli korzystać z jakiś zmodyfikowanych karabinów o dalekim zasięgu.
Ruda nie dała się jednak łatwo przestraszyć, trzymała pozycję. Uśmiechnęła się do siebie, celując. Lubiła ryzyko. Znów namierzyła kolejnego szwaba i strzeliła. James zaś próbował określić jak daleki jest ów zasięg hitlerowców. Trochę się zdziwił i nieco przeraził, gdy okazało się, że przewaga zasięgu (jedyna obecnie jaką mieli), nie była tak duża jak zakładał.

Kolejny z nazistów padł trafiony przez Rudą. Pozostali jednak nie zatrzymali się o krok, brnąc w błotnistym podłożu w kierunku ruin. Ostrzał stawał się coraz ostrzejszy, a kule latały nad głową Jamesa i Szkotki coraz bliżej. I wtedy Irlandczyk zauważył kątem oka, że w ich stronę zbliża się Herr Hans. Był całkiem blisko, a w prawej ręce trzymał pistolet starego Colt z 1922 roku. W lewej ręce miał pistolet z flarą.

Nie przypominał człowieka ze zdjęcia. Prawdę powiedziawszy wyglądał jak ktoś, kto wiele ostatnio przeszedł. Był bardzo, niemal chorobliwie chudy. Oddychał ciężko. Ubranie miał poplamione czarną mazią, która przypominała Jamesowi zaschniętą krew. Miał też dziwacznie poszerzone źrenice, które wyglądały zwierzęco.

Starał się skradać, ale nie szło mu najlepiej. Kroki stawiał niepewnie i bardzo ostrożnie. Doszedł jednak blisko, wystarczająco blisko by wycelować w Jamesa i nacisnąć za spust.

BANG!

Rozległ się huk wystrzału, a kula przeszła tuż obok ramienia Irlandczyka. Hans poprawił rękę...
BANG! Poleciła kolejna kula, przecinając lewą rękę i płaszcz Jamesa. Irlandczyk odpowiedział ogniem, celnie. Hans zachwiał się, oddał jeszcze trzy strzały w kierunku Jamesa i Elli, ale na szczęście niecelnie, jednocześnie znikając za ruinami murów.

- Nic ci nie jest?! - starając się nie wychylać głowy ponad osłonę, Ella poderwała się i przyskoczyła do Jamesa. Szybko zlustrowała go wzrokiem.
- Spadamy stąd, co? - zapytała, zmieniając snajperkę na pistolet.
- Nie… musimy dotrzeć do ruin przed tymi złotymi chłopcami Himmlera, dopaść Hansa i go przejąć. Albo zabić. Nie może opuścić Anglii żywy.- stwierdził Irlandczyk ignorując postrzał.- Trafił mnie w rękę ale tym martwimy się później.-
Jak adrenalina przestanie działać jako środek przeciwbólowy.
Ruda uśmiechnęła się do niego w odpowiedzi. Jej oczy błyszczały. To nie był typ zamartwiający się kwoki. Ta dziewczyna kochała pakować się w kłopoty.
 
__________________
Up high in the middle of nowhere
Don't know, but you know, when you get there
Walk slow and low on a tightrope
Hope it last, but you know, you never know...
Mira jest offline  
Stary 27-02-2017, 23:24   #10
 
abishai's Avatar
 
Reputacja: 14345 abishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputacjęabishai ma wspaniałą reputację
Mieli może parę minut, góra dziesięć, zanim zamek nie zostanie opanowany przez Niemców. Ruszyli za krwawymi śladami pozostawionymi przez Hansa. Mężczyzna musiał mocno krwawić. Szli jedno za drugim, rozpaczliwie szukając czegoś za czym mogliby się schować, jednocześnie osłaniając siebie nawzajem. Ogień Niemców ustał, a w okolicy nastała cisza przerywana pomrukami burzy i kroplami spadającymi na kamienny bruk.

Znaleźli go w środku ruin, w dużej i wysokiej komnacie tuż za pierwszą basztą. Komnata, niegdyś zapewne sala tronowa lub główna komnata zamku, miała zniszczoną jedną ze ścian. Całość była oświetlona przez trzy lampy naftowe. Na środku zostały wyrysowany dziwny pentagram, a na jego środku znajdowało się ciało dziecko z otwartą klatką piersiową. Z miejsca w którym stali nie byli w stanie poznać czy ofiarą była dziewczynka czy też chłopiec. Hans stał nad ciałem i mamrotał coś pod nosem, po czym pochylił się nad ciałem i wyjął z niego serce, które zjadł.

W komnacie zrobiło się odczuwalnie chłodniej, a cienie wydłużyły się. Ruda poczuła jak włosy na karku jej się jeżą, a zmysły zaczęły krzyczeć by uciekała. James zdawał się niczego nie zauważyć, a na jego twarzy było widać wściekłość.

A Hans… Hans wyprostował się, wydawał z siebie dziwny zwierzęcy pomruk, a potem odwrócił się w ich stronę.
- Poddaj się…- rzekł Irlandczyk i nie czekając jednak aż Hans się podda, nacisnął spust wycelowanej w niego broni. Sytuacja robiła się nerwowa i należało ją szybko rozwiązać.
Więc… uczynił to za pomocą kuli posłanej w klatkę piersiową, mając nadzieję, że dojdzie do celu i unieszkodliwi Hansa. Z niemieckimi żołnierzami za plecami nie było sensu cackać się ze szwabskim szpiegiem.
Ella przełknęła ślinę. Nie podobało jej się to. I to bardzo. Otoczenie, atmosfera, zachowanie Hansa i ten cholerny pentagram na ziemi. Mimo to jednak stanęła z boku sali, by w razie czego przywitać ostrzałem każdego, kto wbiegnie przez ogromne drzwi. Kiedy James wystrzelił, prawie podskoczyła, tak mocno były napięte jej nerwy. Pełna złych przeczuć spojrzała na ranionego szpiega. Teoretycznie facet nie miał szans.

James trafił mężczyznę w klatkę piersiową na wysokości lewego płuca, odrzucając Hansa o pół metra. Niemiec jednak stał na własnych nogach. Dopiero teraz dostrzegli, że jego oczy zrobiły się czarne.
- Wrrrrrrrrrrrrrrraggggggggggg - wydał z siebie Hans, a raczej coś co nim kiedyś było i ruszyło w ich stronę. Było szybkie, bardzo szybkie, ale nie na tyle by coś im zrobić. James nie czekał co stanie się dalej. Komnatę oświetliły pięć wystrzałów po których w końcu Hans padł omal nie przewracając przy tym Jamesa.

W tym samym momencie w mieście rozległy się syreny - widać mieszkańcy w końcu zdali sobie sprawę, że coś jest nie w porządku. W oddali zaczęły padać strzały, tym razem, czego byli pewni zarówno James, jak i Szkotka, strzelali Walijczycy - nie dało się nie poznać, że w użyciu były stare strzelby myśliwskie.
- Musimy wiać. - krzyknęła Ella, choć zamiast zabierać z sali swoje zgrabne pośladki, postanowiła przykucnąć przy ciele i przeszukać kieszenie czegoś, co kiedyś było Hansem.
- Jesteśmy na swoim terenie. To angielska ziemia, a my jesteśmy agentami korony.- odparł choć bez przekonania James przeładowując przy okazji broń. Mimo wszystko Ella miała rację. Lepiej nie bawić się w dyskusje z uzbrojonymi Walijczykami. Obudzeni strzałami i po spotkaniu ze Szkopami, mogli nie mieć cierpliwości do rozmów.
- A skąd oni to mają wiedzieć, jeśli najpierw będą strzelać do obcych, a dopiero potem pytać? - Ruda widać myślała podobnie - Pamiętasz jak tu jechaliśmy? Pięć minut stąd była taka wielka szopa na uboczu z podjazdem. Pewnie do przechowywania siana na zimę. - powiedziała Ella, której rodzina miała własny kawałek pola i nieraz musiała z rodzeństwem kopać buraki - Tam można by schować samochód i nas... przynajmniej do rana. No i trzeba o ciebie zadbać, chłopcze.
Nawet obszukując umarłego, Szkotka potrafiła uśmiechnąć się zalotnie do towarzysza.
- Sprawdzimy jak urocza z ciebie pielęgniarka. Tylko pamiętaj, że niesforny ze mnie pacjent.- odparł James rozglądając się dookoła i wypatrując innych potencjalnych zagrożeń, oraz… starając się zapamiętać pomieszczenie.

W kieszeni Hansa, który wrócił do normalnego wyglądu, znalazła drewniany pierścień przypominający te, które widziały w busoli. Poza tym mężczyzna miał w kieszeni pistolet i niewielki notatnik.
Ella zabrała wszystkie rzeczy, po czym przykurczona lekko, by nie sięgać linii okien, ruszyła w kierunku drzwi.
- No to chodź, kaleko. - ponagliła Jamesa gestem dłoni.
Jamesowi nie trzeba było dwa razy powtarzać, ruszył pierwszy rozglądając się bacznie i wypatrując wszelkiego ruchu. Jego celem było jak najszybsze dotarcie do ich samochodu i opuszczenie tego miejsca. Hans nie żył, więc nie stanowił już problemu. Cokolwiek chciał przekazać niemieckim mocodawcom… nie będzie miał już okazji. Nie wszystkie sekrety zdążyć zabrać do grobu, ale te których nie zdążył były obecnie w zgrabnych dłoniach Szkotki.
 
__________________
I don't really care what you're going to do. I'm GM not your nanny.
abishai jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:39.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166