Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror > Archiwum sesji RPG z działu Horror
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 01-05-2017, 08:18   #1
 
Tabasa's Avatar
 
Reputacja: 9947 Tabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputację
[Zew Cthulhu] Sprawa Augustusa Shrewsbury


26 maja 1910 roku,
23A Broxholm Road,
dzielnica Norbury, gmina Croydon,
Londyn, Wielka Brytania


Cała Wielka Brytania żyła w ostatnich dniach wydarzeniami politycznymi, gdy zmarłego szóstego maja króla Edwarda VII zastąpił młodszy o dwadzieścia cztery lata Jerzy V. Prasa prześcigała się w spekulacjach, jakie rządy sprawować będzie świeżo upieczony władca i choć koronacja miała odbyć się dopiero za rok, niektóre gazety już wieszczyły czasy prosperity Wielkiej Brytanii, gdyż Jerzy uchodził ponoć za człowieka zainteresowanego wyłącznie sprawami brytyjskimi i dążeniem do utożsamienia monarchii z potrzebami oraz pragnieniami zwykłych ludzi. Prywatny detektyw Wilbur Crawley nie był jednak z tych, którzy interesowali się przesadnie polityką, czy sprawami kraju w ogóle. Miał swoje sprawy i całą energię skupiał na nich.


Biuro znajdujące się pod adresem 23A Broxholm Road w północnej części dzielnicy Norbury nie rzucało się zbytnio w oczy, głównie za sprawą faktu, że mieściło się w jednej z kilku przylegających do ulicy podobnych kamienic, a umiejscowienie "Crawley Investigations" zdradzała jedynie niewielka, umieszczona nad drzwiami wejściowymi żelazna tabliczka, na którą Wilbur na początku działalności srogo się wykosztował.

To było wszystko, na co obecnie mógł sobie pozwolić Wilbur - z zarobkami rzędu dwóch i pół tysiąca funtów rocznie nie stać go było na wynajęcie czegoś lepszego, nie mówiąc już o przeniesieniu się w okolice centrum, gdzie ceny wynajmu szybko sprowadzały niepoprawnych optymistów na ziemię. Detektyw jednak nie narzekał na swój los, a pocztą pantoflową zdobywał kolejnych klientów, dla których liczyła się solidność, jakość i profesjonalizm.

Nie inaczej było tego pięknego, późnowiosennego dnia, gdy około godziny jedenastej rano rozległo się delikatne pukanie do drzwi biura Crawleya. Mężczyzna kończył akurat jajecznicę i z talerzem w dłoni otworzył, a jego oczom ukazała się młoda, ładna, elegancko ubrana kobieta. Z delikatnym zafrapowaniem wpatrywała się w detektywa.


- Dzień dobry, czy pan Wilbur Crawley? Nazywam się Beatrice Felder i potrzebuję pańskiej pomocy. Mogę wejść? - Spytała przyjemnym, kobiecym głosem.
Mężczyzna zauważył, że palcami obu dłoni bawiła się rondem kapelusza trzymanego na wysokości bioder. Musiała być nieco zdenerwowana, możliwe, że również skrępowana.

 

Ostatnio edytowane przez Tabasa : 01-05-2017 o 08:23. Powód: literówka :)
Tabasa jest offline  
Stary 01-05-2017, 20:58   #2
Konto usunięte
 
Kenshi's Avatar
 
Reputacja: 11280 Kenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputację
Obudził się z delikatnym bólem głowy po wczorajszym wieczornym piciu i z trudem wygrzebał z łóżka, marszcząc brwi. Niby mógł sobie jeszcze trochę pospać, ale nigdy nie wiadomo, czy nie odwiedzi go jakiś klient, a żaden pieniądz nie śmierdział, zwłaszcza, że Wilbur miał swoje rachunki do opłacenia. Jak choćby za to dwupokojowe mieszkanie, które wynajmował od jakiejś pseudo-hrabiny z Westminsteru. Cieszył się, że w końcu przyszły cieplejsze dni, bo zimą nie dało się tu wytrzymać przez nieszczelne okna, a w łazience czasami zbierał się nawet szron. Mógł sobie tłumaczyć swojej landlady, że okna pasowałoby wymienić, a ona w kółko powtarzała, że jak mu nie pasuje, to może się wyprowadzić.

Pewnie zrobiłby to już dawno, gdyby nie fakt, że jak na tak spore mieszkanie, płacił naprawdę niski czynsz, a biznes wciąż nie szedł tak, jakby tego chciał. Pewnego dnia jednak, jak już się dorobi, przeniesie biuro gdzieś w okolice centrum. Mógłby to w sumie potraktować jako inwestycję, gdyby nie fakt, że wciąż był na dorobku. Ubrał się dość ospale i odsłonił ciężkie zasłony - majowe słońce wpadło do pokoju, raniąc otrym światłem oczy Wilbura. Mrużąc je, mężczyzna podszedł do biurka, na którym stał słoik z wodą z ogórków i pociągnął kilka słusznych łyków. Napój orzeźwił go i natchnął do ogarnięcia mieszkania, w którym panował niezły bałagan. Cóż, Crawley nigdy zbytnim czyścioszkiem nie był, przynajmniej jeśli chodziło o otoczenie. Gdzieś czytał jednak, że ludzie leniwi są bardziej inteligentni, więc zawsze sobie tłumaczył, że jest po prostu zbyt mądry, żeby regularnie po sobie sprzątać.

Pozbierał oblepione resztkami jedzenia talerze i przeszedł po skrzypiących deskach korytarza do kuchni. Pomieszczenie było niewielkie, ale oprócz sękatego stołu, zmywaka i małego, żeliwnego piecyka posiadało lodówkę, z której Wilbur był bardzo zadowolony. Wrzucił naczynia do zlewu, zalewając je wodą, po czym wrócił do głównego pokoju dziennego, który z racji tego, że był najbardziej reprezentatywny, został jego "biurem". Znajdowało się tu biurko, półka z książkami odziedziczonymi po ojcu, krzesła i parę innych mebli, które należały do landlady. Na ścianach wisiały jakieś obrazy, które w jego opinii dodawały miejscu powagi, więc nie zdjął ich, gdy się wprowadził, a przyjemnej atmosfery przydawał kominek, w którym Wilbur palił, gdy tylko stać go było na zakup drewna i odrobinę luksusu.


Zebrał walające się wszędzie gazety "Daily Telegraph" oraz "The Independent" i zaskoczeniem zauważył, że najstarsze wydanie pochodzi z kwietnia zeszłego roku. Polityką się nie interesował, czytywał jedynie działy związane z Londynem, jego póświatkiem i nekrologi. Lubił być w temacie, kto i w jaki sposób wyciągnął kopyta, w końcu to mogło przełożyć się na kolejne zlecenie. Od kilku dni jednak nie kupował nowych numerów, ponieważ jedzenie było ważniejsze od gazet, a fundusze z ostatniej sprawy zaczynały powoli topnieć. Na flaszeczkę Guinnessa jednak zawsze trochę zaskórniaków się znalazło.

Stwierdziwszy, że mieszkanie wygląda całkiem do rzeczy, ruszył do kuchni, by zrobić sobie jajecznicę. Świętej pamięci mama zawsze powtarzała, że to najważniejszy posiłek dnia, a on nie zamierzał go pomijać. Z talerzem pełnym pachnącej potrawy i pięcioma kromkami przedwczorajszego chleba zasiadł przy biurku, skupiając się na jedzeniu. Po wieczorze zakrapianym alkoholem takie żarcie zawsze bardziej mu smakowało i zastanawiał się, czy to z głodu, czy organizm potrzebował po prostu uzupełnić pewne braki.

Kończył jeść, gdy odniósł wrażenie, że ktoś zapukał do drzwi. Zastygł z widelcem w ustach, nasłuchując. Istotnie, pukanie powtórzyło się, więc z talerzem w dłoniach ruszył, by sprawdzić, kogo gnało o tak wczesnej godzinie. Zaskoczył go widok młodej, ładnej kobiety.
- Tak, to ja - odparł, uśmiechając się spod wąsa. - Trafiła pani do najlepszego detektywa po tej stronie Tamizy. Proszę, proszę...
Postąpił w bok, schodząc jej z drogi i zapraszając gestem ręki do środka.
Gdy przeszła obok niego, wyczuł delikatny, przyjemny zapach perfum pasujący do jej urody.

Zamknął drzwi i zaprowadził pannę Felder do salonu przerobionego na biuro. Odsunął fotel przy biurku, wskazując na niego kobiecie i sam usadowił się w krześle naprzeciw niej. Wziął jeszcze jeden widelec jajecznicy i unosząc dłoń, powiedział.
- Proszę mi wybaczyć maniery, od wczorajszego popołudnia nic nie jadłem. - Oczywiście to było nieprawdą, ale nie musiała o tym wiedzieć. Szkoda by było zmarnować tak zacną jajecznicę. Gdy w końcu przełknął posiłek, wytarł rękawem koszuli usta i usadowił się wygodnie na krześle. - Co panią do mnie sprowadza, proszę mówić.
Na razie nie wspominał o cenach swoich usług - najpierw wysłucha tej kobiety, a potem pomyśli, ile sobie policzyć, zwłaszcza, że zauważył, iż ciuchy, w których do niego przyszła, nie należały do najtańszych i słabych jakościowo.

 

Ostatnio edytowane przez Kenshi : 08-06-2017 o 13:13. Powód: zmiana hostingu zdjęć.
Kenshi jest offline  
Stary 02-05-2017, 17:00   #3
 
Tabasa's Avatar
 
Reputacja: 9947 Tabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputację
Beatrice zwilżyła usta językiem, po czym spojrzała na Wilbura.
- Czy mogłabym dostać szklankę wody? Ma pan tu strasznie suche powietrze. Przydałoby się trochę przewietrzyć, gdyż zapachy też nie są zbyt przyjemne. Odstręczające, jeśli miałabym być szczera- powiedziała, siedząc wyprostowaną, jakby między łopatkami miała niewidzialny wieszak.
- Oczywiście, już podaję. - Crawley wyskoczył zza biurka, pobiegł do kuchni i wygrzebał z kredensu najczystszą możliwą szklankę.

Uzupełnił wodą i przyniósł pannie Felder. Kobieta upiła dwa łyki i postawiła ją na blacie naprzeciw siebie.
- Chodzi o mojego wujka i jego zagadkową śmierć. - Zaczęła, patrząc detektywowi posto w oczy. - Policja twierdzi, że robi co może, ale jak dla mnie działają zbyt opieszale. Dlatego przyszłam do pana. Z polecenia, bo ponoć jest pan niedrogi, a dobry.
- Czy niedrogi, to się okaże, gdy zdradzi mi pani istotę sprawy, droga pani - powiedział Wilbur pewnym tonem.
- No tak, więc do rzeczy. - Odchrząknęła. - Mój wujek, sir Augustus Shrewsbury został zamordowany 16 maja tego roku. Był on emerytowanym pułkownikiem któregoś z pułków piechoty bombajskiej wojsk Jej Królewskiej Mości oraz Komandorem Orderu Łaźni i Orderu Cesarstwa Indii. Po śmierci moich rodziców, przysyłał pieniądze na moje utrzymanie oraz opłacenie stancji. Gdy przeszedł w stan spoczynku, wrócił do Anglii i wynajął mieszkanie przy Brown Street 16, a swoją posiadłość przepisał mnie.

Kobieta chwyciła za szklankę, upiła łyk wody i kontynuowała.
- Prowadził spokojne życie badacza i naukowca. Jego wielką pasją była religia Indii i związane z nią obrzędy. Miał na tym punkcie prawdziwego bzika, potrafił rozmawiać o tym godzinami. - Beatrice uśmiechnęła się nieśmiało do wspomnień, które musiały nagle powrócić. - W każdym razie od pewnego czasu twierdził, że wpadł na trop niebywałej sensacji. Utrzymywał, że odkrył nowy, zupełnie nieznany, tajemniczy kult do dziś wyznawany w północnych rejonach Indii, w Butanie i Birmie. Niestety, nie zdążył się z nikim podzielić tą wiedzą, o jego śmierci poinformował mnie Scotland Yard...
Podbródek panny Felder zadrżał, a oczy naszły łzami. Z niewielkiej torebki wyciągnęła jedwabną chusteczkę, by otrzeć twarz.

 
Tabasa jest offline  
Stary 03-05-2017, 22:49   #4
Konto usunięte
 
Kenshi's Avatar
 
Reputacja: 11280 Kenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputację
Crawley co prawda nie wiedział, gdzie leżały Butan i Birma, ale wiedział natomiast, że znów trafiła mu się ciekawa sprawa. Podskórnie wyczuwał takie rzeczy. Emerytowany pułkownik interesujący się kultami zamordowany. Czyżby komuś za bardzo nadepnął na odcisk? Póki co Wilbur nie zamierzał tkać sieci domysłów, a po prostu wypytać pannę Felder o szczegóły.
- Czy wujek panienki miał jakichś wrogów? Skarżył się na kogoś? Może ostatnio chodził jakiś nie w sosie? - Will chwycił za notes i ołówek leżące na biurku, zamierzając notować wszystkie najważniejsze informacje.
Beatrice zmarszczyła brwi, zastanawiając się dłuższą chwilę.
- Nie, nic takiego sobie nie przypominam. To był człowiek do rany przyłóż, wszędzie miał przyjaciół, bo na niego po prostu nie można się było złościć. Był bardzo ciepły, pomocny... nie wierzę, że mógł mieć jakichś wrogów.
- A więc było to morderstwo na tle rabunkowym? Czy coś zginęło?
- Jeden z dzienników wujka i manuskrypt, który kupił okazyjnie gdzieś u jakiegoś antykwariusza
- powiedziała Beatrice, a Will zanotował. - Wszystkie pieniądze i kosztowności pozostały nietknięte.

Ciekawe, pomyślał Crawley. Może zwykły złodziej stał się mordercą? Historia znała takie przypadki, gdy przyłapanemu na gorącym uczynku rabusiowi puszczały nerwy i w emocjach mordował świadka jego niecnych uczynków. Jeśli jednak to był złodziej, musiał wiedzieć, że Shrewsbury dysponuje tym, co chciał ukraść. Bądź po prostu był i jednym, i drugim, czego Will nie wykluczał.
- Dobrze, to niech mi panienka teraz powie, jak zginął wujek? - Mężczyzna przygotował ołówek do pisania.
- Z tego, czego dowiedziałam się od detektywa inspektora Horace'a Harkera, który prowadzi śledztwo, wujek miał głęboką ranę ciętą gardła. Więcej nie chciał mi powiedzieć, podobno żeby nie narażać mojej psychiki na nieprzyjemności.

No tak, Horace Harker. Stary wyga, który chyba urodził się z odznaką, nigdy nie był przesadnie skłonny do udzielania informacji. Tak rodzinie, mediom, jak i prywatnym detektywom. Na szczęście Wilbura, ten służbista wisiał mu przysługę, więc chyba będzie trzeba mu o niej przypomnieć.
- Jak odkryto zwłoki? Przepraszam... ciało wujka? - Pytał dalej.
- Trafiła na nie jego gosposia, która przychodziła codziennie rano sprzątać i gotować. Biedaczka do tej pory jest w szoku, ponoć wszędzie było pełno krwi. - Beatrice położyła dłoń na policzku, jakby bolał ją ząb i pokręciła głową.
- Ma pani dostęp do mieszkania wujka?
- Tak, gdy policja zakończyła czynności, oddano mi klucze. Od momentu jego zabójstwa nie byłam tam jednak.
- Wezmę tę sprawę, jednak chciałbym, żeby pozwoliła mi pani rozejrzeć się po mieszkaniu sir Augustusa i towarzyszyła mi na tę okoliczność.
- Ale... dlaczego? Mogę zostawić panu klucze, jeśli pan chce.
- Chodzi o to, że policja, niezaznajomiona z mieszkaniem pani wujka, mogła coś pominąć, niedopatrzyć. Jak rozumiem, była pani częstym gościem wujka, sądząc po zażyłości?
- Tak, odwiedzałam go czasami nawet trzy razy w tygodniu. Do czego pan zmierza?
- Zatem zna pani wystrój jego mieszkania, gdzie trzyma poszczególne rzeczy i tak dalej. Po prostu chcę, żeby poszła pani ze mną i rzuciła okiem. Wiem, że to może być dla pani trudne, ale chcę mieć pewność, że niczego nie przeoczymy.
- Will uśmiechnął się do niej najcieplej, jak potrafił.

Panna Felder skinęła głową.
- Dobrze. Chce pan iść teraz? Tak się składa, że klucze mam przy sobie. Noszę je od tamtej chwili, gdy policja mi je oddała, w sumie nie wiem nawet dlaczego. - Wzruszyła ramionami i prychnęła pod nosem.
Chciał powiedzieć, że być może była to jedna z rzeczy, dzięki którym miała wrażenie, że wujek wciąż żyje, jednak zachował to dla siebie. Nie był od filozofowania, tylko od rozwiązywania spraw kryminalnych. I innych takich.
- Tak byłoby najlepiej. Chodźmy od razu. Jeśli chodzi o cenę moich usług, to będzie trzysta funtów.
- Zgadzam się
- odparła bez mrugnięcia okiem, czym zaskoczyła nieco Crawleya. Mógł powiedzieć czterysta, gdyby wiedział.
- Połowa płatna z góry. - Podkreślił.
Brunetka sięgnęła do wiszącej na ramieniu torby i wyciągnęła z niej stylową portmonetkę, a następnie odliczyła sto pięćdziesiąt funtów i wręczyła detektywowi, jakby to były jakieś drobne.
- Mam nadzieję, że uda się panu znaleźć morderców mojego wujka. To dla mnie bardzo ważne. Liczę na pana - rzuciła chłodniejszym tonem, patrząc prosto w oczy Crawley'owi.
- Zrobię, co w mojej mocy, panno Felder - powiedział Wilbur, wstając od biurka. - Jedźmy na Brown Street 16.

Wskazał kobiecie wyjście z biura, chwycił swój płaszcz i kapelusz z oparcia jednego z foteli, po czym wyszedł wraz z klientką na chłodną klatkę obskórnej kamienicy. Upewnił się, że zamknął drzwi i rozmyślając o sprawie ruszył wraz z Beatrice schodami na dół.

 
Kenshi jest offline  
Stary 04-05-2017, 19:22   #5
 
Tabasa's Avatar
 
Reputacja: 9947 Tabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputację
Wyszli na ciepłe, majowe powietrze i przyjemnie przygrzewające słońce. Po brukowanych chodnikach kręciło sie sporo zajętych swoimi sprawami przechodniów, a niektórzy z mijanych mężczyzn oglądali się za panną Felder i pogwizdywali. Wilbur miał nadzieję złapać jakąś taksówkę, bądź dorożkę, jednak kobieta zaprowadziła detektywa do alejki nieopodal kamienicy, w której mieszkał i wsiadła do zadbanego, czerwonego samochodu konstrukcji Thomasa Flyer'a, a Crawley zajął miejsce pasażera. Biorąc pod uwagę, czym jeździła, Wilbur nie musiał już się dziwić, że bez problemu zgodziła się na podaną przez niego kwotę.


Chwilę później wyjechali na główną ulicę, a Beatrice zwalniała i tak niezbyt szybkie tempo jazdy, gdyż musiała uważać na inne samochody, furmanki, dorożki, pałętających się po jezdni przechodniów i wbiegające co jakiś czas dzieciaki, które za nic miały uliczny ruch. W oddali, nad czerwonymi i czarnymi dachówkami domów i kamienic widzieli czarny dym unoszący się z kominów w dzielnicy przemysłowej. Powietrze nie było zbyt przyjemne, ale przynajmniej nie jechali popołudniem, gdy mgła i smog zalegały nisko przy ziemi, zupełnie rozmywając kontury miasta i zamieniając je w twór, który niektórzy nazywali magicznym, a inni paskudnym, w zależności od gustu.

Podróż na Brown Street 16 trwała niecałe pół godziny i nie obfitowała w żadne niespodzianki. Londyn miał to do siebie, że ludzie tutaj zajęci byli swoimi sprawami, swoją codzienną gonitwą za lepszym życiem i nie zwracali uwagi na innych bardziej, niż powinni. Beatrice zaparkowała samochód niemal przed samymi drzwiami dużego, wiktoriańskiego budynku i oboje weszli przez dwuskrzydłowe, odmalowane świeżą, czerwoną farbą drzwi. Na klatce panował przyjemny chłód i neutralny zapach, co Wilbur przyjął z zaskoczeniem. Weszli na drugie piętro, panna Felder wygrzebała z torebki klucze i po chwili znaleźli się w mieszkaniu Augustusa Shrewsbury.


Miejsce było bardzo przestronne i dobrze oświetlone, choć już od wejścia w nozdrza detektywa wbił się ten charakterystyczny, mdły odór śmierci. Lepki zaduch utrudniał oddychanie, dlatego Beatrice błyskawicznie otworzyła okna w salonie. Wszędzie panował pedantyczny wręcz porządek, a pokój dzienny olśniewał drogimi meblami i malunkami wiszącymi na ścianach. Półki, biurko i kredens zajmowały dziwne przedmioty, które zmarły przywiózł z pewnością z Indii. Na dywanie przy kominku Wilbur odkrył trzy duże, ciemne plamy, które musiały być krwią nieboszczyka i kilka mniejszych, nieco wyblakłych.

Dwa pozostałe pokoje w mieszkaniu zastawiono regałami z przeróżnymi książkami, których nie sposób było zliczyć, a tytuły tych opasłych tomiszczy nic Crawleyowi nie mówiły. W większości nawiązywały do Indii i tamtejszej kultury oraz wierzeń, co potwierdzało słowa Beatrice o fascynacji wujka. Łazienka i kuchnia wyglądały na nietknięte, jakby dopiero co czekały, aż ktoś się tutaj wprowadzi.
- Proszę, niech pan się czuje jak u siebie i sprawdza, co chce - powiedziała Beatrice, wyrywając Wilbura z rozmyślań. - Wujek nie byłby rad, gdyby widział, że ktoś myszkuje w jego rzeczach, ale cóż... wujek już nigdy nie postawi swojej stopy w tym mieszkaniu.
Ze smutkiem w głosie kobieta poczęła przechadzać się wzdłuż kredensu, oglądając pamiątki Augustusa.

 

Ostatnio edytowane przez Tabasa : 08-06-2017 o 18:15.
Tabasa jest offline  
Stary 05-05-2017, 18:47   #6
Konto usunięte
 
Kenshi's Avatar
 
Reputacja: 11280 Kenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputację
Will aż miał ochotę zatrzeć ręce, taki mu się trafił klient. Oczywiście nie mógł tego zrobić przy pannie Felder, ale strasznie się cieszył, że trafiła się osoba wypłacalna, która nie będzie kombinować, gdy przyjdzie uiścić ostateczną opłatę. Bo na pieniądze młoda Beatrice narzekać na pewno nie mogła, skoro jeździła nowym modelem Flyer'a, który wyglądał jak wypuszczony spod igły. Musiała też mieć tę swoją posiadłość w jakiejś lepszej dzielnicy, bo w Norbury to by jej od razu to cacko na czterech kółkach podprowadzili którejś mglistej nocy.

Nie rozmawiał za wiele z kobietą w czasie jazdy, rozmyślając nad sprawą. Shrewsbury niby nie miał wrogów, ale któż ich nie ma w obecnych czasach? Nawet, jeśli był duszą towarzystwa i otaczał się przyjaciółmi, ktoś mógł mu zazdrościć zbiorów i po prostu zlecić kradzież, zabójstwo, albo jedno i drugie. Sprawa była podejrzana i śliska, będzie musiał solidnie przyjrzeć się mieszkaniu nieboszczyka i postarać się niczego nie przeoczyć. Kto wie, może jeśli uda mu się rozwiązać tę sprawę, panna Felder rozgłosi jego imię wśród wyższych sfer do których z pewnością należała? Gra warta była świeczki.


Londyn o tej porze roku, skąpany w przygrzewającym słoneczku zdawał się być przyjemniejszy dla oka i zachęcał do zwiedzania, jednak wszystko skryte było pod fasadą pozorów (no i smogu oraz mgły rzecz jasna). To wciąż było miasto, gdzie silniejszy wykorzystywał słabszego, bogaty biednego, a kobiety dzielono na upadłe i tak zwane domowe anioły, czyli niewiasty piękne, zaradne i pracowite. Wilbur wiedział, że parając się swoim zawodem nigdy z taką się nie zwiąże. Zresztą, takie wolały stabilizacje przy mężczyźnie, którego dochody były znacznie większe, niż dwa i pół tysięcy funtów rocznie. Nie było o czym marzyć.

Mieszkanie sir Augustusa wprawiło detektywa w spore zaskoczenie. Widywał już ładnie urządzone miejsca zbrodni, ale to miejsce wyrywało się wszelkim schematom. Crawley nawet pomyślał, że gdyby sprzedać wszystko, co się tutaj znajdowało, możnaby żyć na wysokim poziomie przez kilka dobrych lat. Całość urządzono jakby pod szablon, nawet obrazy z dziwnymi malunkami oprawiono w ten sam rodzaj drewna. Will był naprawdę pod wrażeniem, a gdy obszedł całe, wielkie mieszkanie, zabrał się za przyzwoleniem panny Felder do pracy.

Poprzeglądał książki, zapoznał się z zawartością szuflad, sprawdzając każdą dłonią. Wiedział z doświadczenia, że tacy filantropowie rzadko trzymają wszystkie swoje perełki na widoku, dlatego wolał się upewnić, że niczego nie przeoczy. Szafki w kredensie nie zawierały żadnych ukrytych schowków, więc Wilbur skoncentrował się na biurku. Przejrzał szuflady, w których znalazł tylko przybory piśmiennicze, odwrócił do góry krzesło, by sprawdzić siedzisko i gdy tak siedział niemal w kuckach, w oczy rzuciło mu się kwadratowe wcięcie w spodniej części blatu biurka.
- No proszę... - powiedział na głos, ale bardziej do siebie i odstawił krzesło, by przyjrzeć się znalezisku.
- Coś się stało? - Zapytała panna Felder.
- Jeszcze nie wiem, ale jak na moje oko, to panienki wujek miał w biurku skrytkę.
- Skrytkę?
- Beatrice podeszła do biurka i pochyliła się, jednak nie mogła za dużo zobaczyć, gdyż Wilbur już tam leżał, blokując calym sobą widok.

Istotnie, była to ukryta szuflada zamknięta na niewielką kłódkę. Wilbur odruchowo szarpnął za nią, jednak w żaden magiczny sposób się nie otworzyła.
- Nie ma panienka małego kluczyka przy kluczach do mieszkania? - Zapytał, zerkając na Beatrice.
- Nie, niestety. Znalazł pan schowek? - Zapytała zaciekawiona.
- Na to wygląda. I widzę, że będę musiał zająć się kłódką w klasyczny sposób. Jeśli nie masz nic przeciwko, Beatrice? Mogę ci mówić Beatrice, prawda? Ta ciągła "panienka" mnie męczy.
- Oczywiście. I jak najbardziej może pan otworzyć tę kłódkę.
- Wilbur, Beatrice, mów mi po imieniu.

Uśmiechnął sie spod wąsa i sięgnął do kieszeni spodni, skąd wygrzebał niewielki pęk dziwnych narzędzi, które zrobił mu swego czasu zaprzyjaźniony ślusarz z Whitechapel. Kolekcja ośmiu wytrychów potrafiących zdziałać cuda. Przez dłuższą chwilę dopasowywał kolejne, aż w końcu któryś zaskoczył i zamek odskoczył, uwalniając kłódkę. Will szybko ją zdjął i asekurując się drugą ręką wyjął szufladę, po czym wygramolił się spod biurka i położył ją na blacie.

Zmarszczył brwi, przeglądając zawartość. Nie było tego dużo - największą część szuflady zajmowała dość gruba książka o nazwie "Katalog wierzeń" niejakiego Spaeytsa. Pod nią detektyw natrafił na trzy niewielkie skrawki materiału, pokryte równymi rządkami dziwnych symboli. Od patrzenia na nie robiło się Crawley'owi dziwnie niedobrze.


- Widziałaś to wcześniej? Wiesz, co to oznacza? - Zapytał, pokazując kobiecie materiał.
Beatrice pokręciła głową, wpatrując się w symbole.
- Nie, nie mam pojęcia, co to jest.
- Pewnie coś cennego, skoro twój wujek trzymał to w zamknięciu.

Will odłożył skrawki materiału i chwycił za złożoną na cztery kartkę papieru, która była ostatnim znaleziskiem z szuflady. Po rozłożeniu jej, jego oczy zaatakowało pismo w języku, którego zupełnie nie rozumiał. Od dziwnych zawijasów aż zakręciło mu się w głowie.
- Coś ci to mówi? - Podetknął kobiecie papier niemal pod nos.
- To język hindi.
- To znaczy?
- Indyjski.
- Potrafisz przetłumaczyć?
- Nie.
- Brunetka pokręciła głową. - Wujek wielokrotnie pokazywał mi pisma w tym języku, dlatego wiem, że to hindu, ale nie rozumiem tego języka. Kiedyś starałam się go nauczyć, ale nie poszło mi zbyt dobrze.
- Kto mógłby mi to przetłumaczyć? Skoro leżało w szufladzie pod kluczem, musi być ważne. I nie dla oczu wszystkich.
- Crawley spojrzał na nią.
- Hmmm.... może profesorowie z British Museum? Albo w Królewskim Towarzystwie Nauk? - Rozłożyła ręce.
- Jasne, sprawdzę. - Wilbur złożył kartkę i schował do wewnętrznej kieszeni płaszcza. Spojrzał raz jeszcze na symbole wymalowane na starych materiałach przypominających len i wrzucił wraz z książką do szuflady, a następnie umieścił ją tam, gdzie była, zatrzaskując kłódkę. - Będę potrzebował kluczy do tego mieszkania, w razie, gdybym musiał jeszcze z niego skorzystać.
- Mogę ci zaufać i być pewną, że nic nie zginie?
- Możesz. Ewentualnie wiesz, gdzie znajduje się moje biuro. Okolicznym stróżom prawa też jestem dość znany.
- Puścił jej oczko.
- Jakoś mnie to nie dziwi po tym, co tu widziałam. - Uśmiechnęła się cierpko i przekazała Wilburowi klucze.
- Jedziesz gdzieś na miasto?
- W sumie...
- Spojrzała na zegarek. - Za godzinę mam spotkanie z przyjaciółką w Westminsterze, dlaczego pytasz?
- Podrzucisz mnie na posterunek Harkera? Chciałbym zamienić z nim kilka słów odnośnie twojego wujka. Potem jakoś zorganizuję sobie transport do British Museum.
- Uśmiechnął się.
- Mi nie chciał nic powiedzieć, chociaż jestem z rodziny, a powie tobie? Masz o sobie wysokie mniemanie, detektywie.
- Mam swoje sztuczki, droga Beatrice
- rzucił, poruszając brwiami.
- No dobrze, ale wieczorem chcę wiedzieć, jak się sprawy posuwają - powiedziała i wyciągnęła z torebki niewielką karteczkę. - Tutaj jest mój numer telefonu i adres. Wybierz sobie, jaka forma kontaktu będzie ci bardziej na rękę.
- Oczywiście dam ci znać, co udało mi się ustalić, szefowo.
- Zapewnił i schował wizytówkę do kieszeni płaszcza, nawet na nią nie patrząc. - Panie przodem. - Zachęcił ją do wyjścia gestem ręki.

Plan był prosty - najpierw odwiedzić detektywa inspektora Horace'a Harkera, a następnie wybrać się do Muzeum Brytyjskiego i wypytać o kogoś, kto mógłby mu przetłumaczyć tekst z kartki, którą miał schowaną w kieszeni płaszcza. Spojrzał na stary, wysłużony zegarek, który dostał od ojca na łożu śmierci - dochodziła pierwsza, więc miał jeszcze sporo czasu, by pozałatwiać te sprawy. Wyrobi się. Na pewno.

 

Ostatnio edytowane przez Kenshi : 08-06-2017 o 13:17.
Kenshi jest offline  
Stary 08-05-2017, 13:15   #7
 
Tabasa's Avatar
 
Reputacja: 9947 Tabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputację
Droga na osiemnasty posterunek, gdzie mieściło się biuro detektywa inspektora Horace'a Harkera ciągnęła się w nieskończoność. Pierwszą przeszkodą, która znacznie wydłużyła podróż, był wypadek na rogu Langley i Lambeth. Zderzyły się dwa powozy, panował straszny rozgardiasz, zatem Beatrice musiała nadłożyć drogi objazdem. Kolejnym utrudnieniem okazały się być roboty drogowe na całej długości Rampayne Street, przez co ruch kierowano na Tachbrook i Moreton, które ze względu na nawał pojazdów pogrążone były w zupełnym chaosie.


W końcu jednak dojechali na miejsce. Pana Felder wysadziła detektywa na Marsham Street i odjechała. Wilbur omiótł wzrokiem wysoki, przyjemny dla oka budynek policji i dziarskim krokiem zniknął w środku. Wiedział, że na drugim piętrze mieści się biuro starego detektywa, jednak zanim mógł tam podążyć, musiał wpisać się w księgę w recepcji, a młody Bobby Fisher, który był strasznym nadgorliwcem, nigdy mu tego nie ułatwiał.
- Był pan umówiony?
- Nie, ale to ważna sprawa
- powiedział Wilbur.
- Gdybym miał wpuszczać wszystkich z ważnymi sprawami do pana Harkera, to ten biedak nie miałby czasu nawet zjeść ryby z frytkami - mruknął władczym tonem Fisher.
- Nie mam na to czasu, naprawdę. - Crawley chwycił za długopis i wpisał się szybko w otwartą księgę, po czym ruszył szybko w stronę schodów.

Fisher wypadł za nim, próbując go zatrzymać.
- To wbrew przepisom, proszę opuścić budynek, zanim pana aresztuję, panie Crawley.
- Chcę porozmawiać z Harkerem, to zajmie mi nie więcej, niż dziesięć minut. Bądź człowiekiem, Fisher. Wiem, że mnie nie lubisz, ale mnie nie powstrzymasz. A jeśli się na mnie rzucisz, będę mieć pełne prawo do obrony koniecznej, więc się zastanów.

Posterunkowy był mikrej budowy mężczyzną i z Wilburem nie miałby najmniejszych szans w walce, dlatego też już na półpiętrze odpuścił dalsze próby przekonania detektywa, by opuścił posterunek.

Crawley uśmiechnął się do siebie i szybko wbiegł na drugie piętro, bezbłędnie odnajdując biuro Harkera z wypisanym na szybie jego imieniem i nazwiskiem. Zapukał dwa razy i wszedł do środka. Stary detektyw oderwał się od gazety i spojrzał na swojego gościa, wyraźnie zachmurzony. Czyli tak, jak zawsze, gdy go widział.


- Crawley? Do kurwy nędzy, mówiłem Fisherowi, żeby cię tu nie wpuszczał, ten chłopak niczego nie potrafi dobrze załatwić. - Warknął od drzwi, uderzając gazetą o blat biurka. - Co tym razem zmajstrowałeś? Czego ode mnie chcesz?
Horace Harker rozsiadł się w swoim fotelu, aż ten zatrzeszczał. Nic dziwnego, ponad pięćdziesięcioletni mężczyzna nie odmawiał sobie tłustego jedzenia i doskonale było to po nim widać. Kartoflowatą twarz zdobił szeroki nos, gęste, siwe wąsiska i wiecznie ściągnięte brwi. Jedno oko zakrywało szkło na łańcuszku, które bacznie przyglądało się detektywowi.

 

Ostatnio edytowane przez Tabasa : 08-06-2017 o 18:17.
Tabasa jest offline  
Stary 10-05-2017, 12:10   #8
Konto usunięte
 
Kenshi's Avatar
 
Reputacja: 11280 Kenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputację
Harker przyjął go tak, jak zwykle, czyli dostał umysłowego płaskostopia na jego widok. Crawley zawsze w duchu się cieszył widząc inspektora z podniesionym ciśnieniem, choć jednocześnie troszkę się obawiał, że pewnego dnia to ciśnienie go zabije. Rozsiadł się wygodnie przy biurku policjanta i uśmiechnął lekko, a potem przeszedł do rzeczy.
- Chciałbym się dowiedzieć wszystkiego, co się da na temat morderstwa sir Augustusa Shrewsbury dokonanego szesnastego maja tego roku na ulicy Brown Street 16. - Wilbur posłał inspektorowi ironiczny uśmiech.
- Mówiłem ci tyle razy, że nie udzielam informacji na temat prowadzonych przeze mnie spraw - burknął Harker.
- A ja tyle razy przypominałem, że gdyby nie moja interwencja, córkę odwiedzałby pan na okolicznym cmentarzu a nie w tym ładnym domu, który pan jej kupił w zeszłym roku - odrzekł prywatny detektyw.
- Będziesz mi to przypominał do końca życia? - Harker obdarzył go jadowitym spojrzeniem.
- Tylko, jeśli będę musiał. Sądzę, że opowiedzenie o sprawie, którą mam nadzieję rozwiązać nie jest aż tak strasznym przestępstwem, biorąc pod uwagę co zrobiłem dla młodej Katherine, czyż nie? - Crawley splótł dłonie za głową.
- Kiedyś naprawdę każę cię aresztować. Wkurwiasz mnie, Crawley.
- Tak jak wielu ludzi, ale tylko do pana odnoszę się z szacunkiem, nawet, jeśli mnie pan obraża.
- Will wiedział, jak rozmawiać z tym starym piernikiem. - To jak będzie? Sir Augustus Shrewsbury. - Przypomniał.
- Wiem, o kim mowa, nie musisz mi dwa razy powtarzać. Może mam już swoje lata, ale pamięć jak u młodego chłopaka.
- Warknął inspektor i zajrzał do szuflady.

Grzebał w niej przez dłuższą chwilę, najpierw jedną ręką, potem zaangażował i drugą. Przekładał przeróżne teczki, jedne grubsze, inne cieńsze, aż w końcu wyciągnął tę, o którą mu chodziło. Pacnął nią o blat biurka, otworzył i skupił się na dokumentach.
- To co chcesz wiedzieć?
- Wszystko, co pomoże mi rozwiązać tę sprawę. Panna Beatrice Felder, bratanica nieboszczyka pokłada we mnie spore nadzieje.
- Szkoda, że nikt jej wcześniej nie uprzedził, oszczędziłaby sobie czasu i pieniędzy
- mruknął Harker.
- To co pan tam ma? - Wilbur zignorował docinkę.
- Shrewsbury'ego znalazła jego gosposia. Kiedy przyszła rano do pracy, gazowe kinkiety były zapalone, a podłoga w salonie cała we krwi. Ciało odkryła schowane nad paleniskiem kominka - gdy pojawiliśmy się na miejscu, z wylotu zwisała tylko ręka denata.
- Zaraz, zaraz.
- Wilbur wyprostował się nagle. - Ciało znajdowało się w wylocie kominka?

- No przecież powiedziałem
- odburknął Harker. - Co ciekawe, gosposia zarzeka się, że wychodząc po pracy zamknęła drzwi wejściowe zapasowymi kluczami i otworzyła je dopiero następnego dnia. Wszystkie okna w domu były zamknięte, zatem w związku z tym, że w całym pomieszczeniu znaleźliśmy drobinki sadzy, wysnułem hipotezę, że morderca musiał wejść przez przewód kominowy, jednak aby to zrobić musiałby to być akrobata pierwszej wody. Poza tym, na kominku i wewnątrz wlotu odkyliśmy krwawe odciski rąk. Były one wielkości dłoni dziecka, miały jednak nienaturalnie długie palce. Jak żyję, nie trafiłem na taką sprawę. - Inspektor poprawił szkło na oku.
- Dziwne, bardzo dziwne... - Crawley zawiesił się na moment. - Może to jakiś zdeformowany człowiek... albo zwierzę... może małpa?
- Małpa?
- Harker zarechotał głośno. - Pojebało cię, Crawley? Z mieszkania zginęły manuskrypty i jakaś książka, myślisz, że ktoś byłby w stanie tak wytresować małpę, żeby poderżnęła człowiekowi gardło i jeszcze ukradła konkretną rzecz? Daj spokój...

Policjant otarł łzy śmiechu ze zdrowego oka.
- Jeśli drzwi i okna były zamknięte, a ktoś dostał się szybem komina, to ja tu widzę tylko taki związek - rzucił Wilbur. Nie potrafił tego inaczej wytłumaczyć, ale też nie zamierzał przekonywać na siłę starego detektywa.
- Z takimi rewelacjami nie za długo popracujesz w tym zawodzie. - Harker opanowywał rechot.
- To się okaże, detektywie inspektorze. - Crawley wstał z fotela. Właściwie wiedział już wszystko odnośnie okoliczności śmierci Shrewsbury'ego, więc mógł zająć się pożyteczniejszymi rzeczami.
- Cały czas rekrutujemy do policji, mimo wszystko jakoś mógłbyś się nam przydać - rzucił wesoło Harker.
- Nie, dzięki, wolę być na swoim. Źle znoszę, jak mi ktoś wydaje rozkazy. Zwłaszcza ktoś głupszy ode mnie. - Zaśmiał się, po czym pożegnał szybko z Horace'em i wyszedł z jego biura.

Stary coś jeszcze za nim krzyknął, ale już nie słuchał. Skoncentrował się na sprawie - zakładając, że zdeformowany człowiek lub małpa zabiły Augutusa zlecenie stało się jeszcze bardziej podejrzane, niż wcześniej. Inna rzecz, że po co komuś potrzebne były stare manuskrypty pułkownika? Do sprzedaży na czarnym rynku? Wilbur podświadomie czuł, że tu chodzi o coś grubszego i że związek z tym ma szuflada ukryta pod blatem biurka. Miał zamiar udać się do British Museum, ale po drodze wstąpić do mieszkania Shrewsbury'ego, żeby zabrać książkę i resztę papierów. Może jak pokaże to jakiejś mądrzejszej od siebie głowie, to popchnię sprawę w jakimkolwiek kierunku. Bardzo na to liczył i miał nadzieję, że w tłumaczeniu tajemniczego języka odnajdzie jakieś poszlaki. Coraz bardziej to wszystko śmierdziało, a to nigdy nie była dobra oznaka.

 

Ostatnio edytowane przez Kenshi : 10-05-2017 o 12:14.
Kenshi jest offline  
Stary 12-05-2017, 15:45   #9
 
Tabasa's Avatar
 
Reputacja: 9947 Tabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputacjęTabasa ma wspaniałą reputację
Wilbur wyszedł z komisariatu wprost na rzęsisty deszcz. Krople rozbijały się o budynki, samochody i dorożki mknące powoli ulicami. Londyn spowiła szarość potęgowana wiszącymi nisko nad miastem chmurami, a ulice opustoszały z przechodniów. Detektyw złapał szybko taksówkę i pojechał na Brown Street 16 z zamiarem zabrania ze sobą książki Spyaetsa i pozostałych materiałów. Kierowca był mocno gadatliwy, jednak widząc, że Crawley nie ma zamiaru uczestniczyć w rozmowie, uciszył się i skoncentrował na drodze.

Na miejsce dotarł dość szybko, gdyż tym razem nie zatrzymywały go roboty drogowe ani wypadki. Wszedł do pięknej kamienicy i ruszył na górę, choć już od wejścia nie opuszczało go dziwne, nieprzyjemne uczucie, że coś złego za chwilę się wydarzy. Będąc na półpiętrze prowadzącym do mieszkania Shrewsbury'ego przekonał się, że instynkt i tym razem go nie oszukał.

Drzwi prowadzące do środka były delikatnie uchylone, co od razu wzbudziło ostrożność detektywa. Gdy tylko wszedł na piętro, cicho, niczym kot i zbliżył się do wejścia, usłyszał stłumiony hałas, który kojarzył mu się z przesuwanymi meblami i rozrzucanymi przedmiotami. Nie ulegało wątpliwości, że ktokolwiek był w środku, czegoś szukał i bardzo się spieszył.

 
Tabasa jest offline  
Stary 14-05-2017, 10:56   #10
Konto usunięte
 
Kenshi's Avatar
 
Reputacja: 11280 Kenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputacjęKenshi ma wspaniałą reputację
Wśród Brytyjczyków krążyło ciekawe powiedzenie, a mianowicie: jeśli chcesz w ciągu jednego dnia przejść przez wszystkie pory roku, przyjedź do Anglii. W tym stwierdzeniu zawierała się cała prawda odnośnie pogody - nierzadko Wilbur miał tak, że wchodził do sklepu przy pełnym słońcu, a wychodził z niego w lekkiej śnieżnej zadymce. Aura zmieniała się tutaj jak w kalejdoskopie i o ile rdzenni mieszkańcy byli do niej przyzwyczajeni, tak przyjezdni w wielu przypadkach nie zagrzewali tutaj miejsca na dłużej.

Przebiegł przez lejący deszcz do przyzwanej taksówki i zatopił się w myślach na temat sprawy. Harker był zbyt sceptyczny, jeśli chodziło o niektóre sytuacje, a Will z doświadczenia wiedział, że ludzie są w stanie posunąć się czasami do wszelkich, niekonwencjonalnych sposobów, by uzyskać to, co chcą. Dlaczego więc ktoś miałby nie wytresować małpy tak, by była w stanie ukraść jakiś przedmiot, lub zrobić człowiekowi krzywdę? Przecież mieli w mieście Cyrk Królewski, może powinien do niego zajrzeć? Może jutro to zrobi, teraz musiał jechać do mieszkania Augustusa, by zabrać dziennik i resztę materiałów, a potem odwiedzić British Museum. Taksówkarz z początku go zagadywał, jednak widząc, że Will jest w swoim świecie, słusznie zrezygnował. I dobrze, bo detektyw nie miał zamiaru wysłuchiwać, że facet tyra po dwanaście godzin, żeby wyżywić sześcioro dzeci. Trzeba było trzymać fiuta na smyczy.

W końcu dojechali na miejsce i detektyw ruszył na górę, prosto do mieszkania nieboszczyka. Coś od wejścia jednak mu nie pasowało, jakby jakieś dziwne uczucie w trzewiach podpowiadało, żeby zachował czujność. Wszedł po schodach najciszej, jak potrafił, a gdy zobaczył uchylone drzwi, przeszedł go dziwny dreszcz, a serce zaczęło bić mocniej. Nasłuchiwał przez chwilę, szybko zdając sobie sprawę, że w środku grasuje złodziej. Czyżby nie dokończył swojej roboty tydzień wcześniej i wrócił na miejsce zbrodni, by znaleźć to, po co przyszedł otatniego dnia życia Augustusa? Wilbur miał zamiar się przekonać. Spokojnym ruchem sięgnął do kieszeni płaszcza, skąd wyciągnął przedmiot pomagający mu czasami przekonać kogoś do współpracy.


Wcisnął palce w kółka kastetu, po czym delikatnie otworzył drzwi i wślizgnął się do środka. Zachowując czujność i ostrożność, miał zamiar wybadać, kto kręci się po mieszkaniu Shrewsbury'ego i w razie konieczności obezwładnić nieproszonego gościa. Adrenalina pulsowała mu w skroniach, był skupiony i gotowy, by podjąć wszelkie potrzebne działania.

 

Ostatnio edytowane przez Kenshi : 08-06-2017 o 13:18.
Kenshi jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 19:14.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166