Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror > Archiwum sesji RPG z działu Horror
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02-07-2017, 10:44   #1
Architekt Horroru
 
Lomir's Avatar
 
Reputacja: 2621 Lomir ma wspaniałą reputacjęLomir ma wspaniałą reputacjęLomir ma wspaniałą reputacjęLomir ma wspaniałą reputacjęLomir ma wspaniałą reputacjęLomir ma wspaniałą reputacjęLomir ma wspaniałą reputacjęLomir ma wspaniałą reputacjęLomir ma wspaniałą reputacjęLomir ma wspaniałą reputacjęLomir ma wspaniałą reputację
[Sci-Fi, survival horror] Nadzieja

Nadzieja


Pustka. Nicość. Cisza. Mrok.

Spośród tego niebytu, z bardzo daleka zaczął dobiegać dźwięk. Rytmiczne uderzenia, początkowo bardzo ciche, z każdą sekundą nabierały na sile i prędkości. Bicie ludzkiego serca. Wkrótce potem dołączył inny dźwięk - miarowe wycie alarmu.


Umysł, z każdą sekundą coraz bardziej przytomny, zaczął odbierać nowe bodźce. Przez zamknięte powieki docierało migoczące światło. Gdy z wielkim trudem otworzył oczy zobaczył unoszącą się pokrywę łóżka stazowego. Mrugnął kilkukrotnie i poczuł szarpnięcie z żołądka. Szybkim ruchem ściągnął z twarzy maskę, która dostarczała tlenu i substancji odżywczych podczas hibernacji.


Budzące się ciało i umysł powoli dawało znać o złym wpływie długich lotów kosmicznych. Serce zaczęło bić jak oszalałe a żołądek wywracał koziołki. Jednak dobrze wyszkolony członek załogi jest w stanie przezwyciężyć objawy i w tym przypadku nie było inaczej. Mężczyzna usiadł w komorze i chwycił się jej brzegu. Z całej ferii dźwięków, świateł zaczął do niego docierać obraz sytuacji.

-Alarm! Kapitan Louis L. Jude zgłosi się na mostek. Alarm! Krytyczne uszkodzenie statku! Alarm! Zagłoga zgłosi się na mostek. Alarm!- powtarzał robotyczny głos sztucznej inteligencji.

Mężczyzna z trudem podniósł się z łóżka stazowego i niepewnie stanął na nogi. Rozejrzawszy się wokół, zobaczył jak pozostali członkowie załogi SRSV New Frontiers zostają wybudzani z hibernacji przez SI statku.



- Jakie uszkodzenia? - rzucił kapitan, stojąc już na mostku, gotów do podjęcia działań. Reszta załogi usadawiała się na swoich stanowiskach.

- Awaria systemu autopilota. Prawdopodobna przyczyna - uszkodzenie modułu nawigacji.
Uszkodzenie kadłuba - integralność na poziomie 60% - przyczyna: zderzenie z asteroidą
Uszkodzona sekcja C - ładownia, uszkodzona sekcja D - maszynownia. Automatycznie odcięto rozszczelnione sekcje.
-

Kapitan bez mrugnięcia okiem rzucił kolejną komendę -Lokalizacja?-

SI przez chwilę nie odpowiadało. Po czasie zakomunikowało - Lokalizacja nieznana. Błąd odczytu z modułu nawigacji. -

Jude dobrze wiedział co to znaczyło. Awarii uległ moduł nawigacji a bez niego nie było mowy o podróży nadświetlnej ani o informacji gdzie są. Co gorsza, w wyniku tej awarii statek przestał być sterowany automatycznie i w ramach procedury awaryjnej wyszedł z nadprzestrzeni w jakimś nieznanym miejscu. Jednakże podczas tego "hamowania awaryjnego" niedziałający poprawnie autopilot zderzył się z jakąś aseroidą, która rozerwała część poszycia statku, odcinając ich od ładowni i maszynowni, gdzie znajdowały się części zapasowe i moduły, wymagające naprawy.

Ostatnią deską ratunku była szansa na znalezienie w pobliżu Arki.

-Czy skanery krótkiego zasięgu wykrywają jakieś statki?-

SI znów zamilkło, tylko po to by po chwili odpowiedzieć - Potwierdzam. W odległości stu dwudziestu pięciu milionów dwustu sześćdziesięciu jeden tysięcy pięciuset sześćdziesięciu jeden kilometrów znajduje się obiekt kosmiczny nadający sygnał. Jego identyfikator to IAV Hope.

Serce Jude’a zabiło szybciej. To była arka. W tej sytuacji dostrzegł ironię w jej nazwie, jednak była to faktycznie dla nich szansa. Kapitan Louis rzucił do załogi

-Ustawić kurs na IAV Hope i próbować się z nimi skontaktować co dwieście pięćdziesiąt tysięcy kilometrów. -


Gdy SRSV New Frontiers zbliżał się do arki IAV Hope załoga mogła się jej przyjrzeć.


Jednostka, którą udało się im spotkać należała raczej do średnich, mogła pomieścić około czterdziestu tysięcy osób, w porywach do sześćdziesięciu tysięcy. Wszystkie jej moduły zdawały się być zasilone, ze strony od której podchodzili nie było widać żadnych uszkodzeń. Mimo to nie byli w stanie nawiązać z nią kontaktu radiowego. Odpowiadała im jedynie cisza w eterze lub ewentualne trzaski i szumy.

- Tu SRSV New Frontiers do IAV Hope. W związku z awarią prosimy o pozwolenie na lądowanie i naprawę. Powtarzam, tu SRSV New Frontiers do IAV Hope, prosimy o pozwolenie na lądowanie. -

Nagle z radia dobiegły głośniejsze trzaski i szumy, przez które można było doszukać się głosu, jednakże zniekształcenia całkowicie uniemożliwiały zrozumienie komunikatu. Mimo to, jedne z wrót hangarów znajdujących się na arce zaczęły się otwierać. Kapitan Jude wydał rozkaz zadokowania.

[media]http://www.youtube.com/watch?v=YocGqsszB7I[/media]



Pojedynczy hangar na arce mieścił dwa statki i przypominał coś na kształt przystani. Miejsca na statki znajdowały się po bokach, a środkiem szedł pomost, a całość ogromnego pomieszczenia tonęła w mroku.


Nigdzie nie było żywej duszy, a wszystkie światła naprowadzające i zwykłe oświetlenie było wyłączone. Załoga SRSV New Frontiers, korzystając ze swoich lamp zewnętrznych, z trudem zadokowała po prawej stronie i oczekiwała na zamknięcie wrót hangaru i włączenia oświetlenia jednak nic takiego się nie stało. Kolejne próby wywołania kogoś z załogi arki spełzły na niczym, odpowiadała im głucha cisza. Kapitan Louis Jude podjął decyzję
-Ubierać się w skafandry. Wychodzimy na zewnątrz, spróbujemy zamknąć wrota ręcznie i może uda nam się włączyć oświetlenie. Weźcie broń, nie podoba mi się ta cisza.-


Załoga składająca się z dziesięciu osób ruszyła do części statku, w której znajdowały się kombinezony, które umożliwiały przebywanie w przestrzeni kosmicznej. Każdy załogant stanął przed wieszakiem, na którym znajdował się skafander z jego imieniem na piersi.


Liunid, Glynn, Stratus, Rivera, Li Wong, Alesto, Parker, Thomson, Nuniez, Jude. Gdy każdy z załogi był już gotowy kapitan Louis dał sygnał do przejścia do śluzy i po chwili wszyscy znaleźli się przed potężnymi drzwiami, które oddzielały ich od zimnej i martwej próżni.

-Otworzyć śluzę- padł rozkaz, a SI statu natychmiast odpowiedziało -Uwaga, śluza będzie otwarta. Przygotować się do dekompresji. Załoga bez skafandrów ochronnych proszona jest o opuszczenie śluzy. Uwaga. Wyrównuję ciśnienie.- po tych słowach komputera pokładowego w pomieszczeniu zamknęły się drzwi za załogą i dał się słyszeć ogromny szum i huk wypompowywanego powietrza. Nagle wszystko ucichło i wypełniło uszy oddziału zwiadowczego martwą ciszą. Dopiero po chwili w słuchawkach zamontowanych w skafandrach zabrzęczała melodyjka interkomu świadcząca o przychodzącej wiadomości, po której nastąpił komunikat SI
-Dekompresja zakończona. Drzwi zewnętrzne - otwarte.-

I stało się to co powiedział komputer, przed załogą powoli zaczęły rozchylać się ciężkie stalowe drzwi, a jedyne co świadczyło o ich fizycznym ruchu to drgania podłoża, które przechodziły przez skafandry załogi. Było to bardzo nieprzyjemnym uczuciem - być otoczonym ciszą, a jedyne co dociera do uszu to własny oddech i dźwięki przenoszone przez drgania podłoża, na którym się stało.

Jude machnął ręką aby dać znać załodze, że mogą opuścić pokład. Wszyscy posłusznie wykonali rozkaz wyłączając buty magnetyczne i odrywając się od stalowej podłogi śluzy. Niewielkie silniczki kierunkowe zamontowane na ramionach, przedramionach, lędźwiach i łydkach pomagały nawigować w przestrzeni kosmicznej i już po chwili załoga znajdowała się na "pomoście" hangaru.

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=pfv_19a_ML4[/MEDIA]

Wśród nieprzeniknionej ciemności, rozświetlanej jedynie przez nieliczne zewnętrzne światła SRSV New Frontiers oraz latarki wmontowane w kombinezony, załoga ruszyła powoli w kierunku drzwi znajdujących się w głębi hangaru, prowadzących do wnętrza Arki. Oddział zwiadowczy uaktywnił buty grawitacyjne w celu oszczędzania paliwa do silników manewrowych. Przemieszczali się powoli, w ciszy, zarówno radiowej jak i tej wynikającej z próżni, w z góry ustalonym szyku. Na przedzie szła V, pewnie trzymając swój karabin, omiatając otoczenie jego celownikiem laserowym, który był doskonale widoczny w mroku. Pochód zamykał Parker z Thomsonem, dwóch byków, którzy na SRSV pełnili tą samą rolę co Glynn - byli zbrojnym ramieniem okrętu. Gdzieś pośrodku stawki szedł kapitan Jude.

-Miecie oczy szeroko otwarte- powiedział Louis. -Idziemy do tych drzwi. Powinien znajdować się tam hub, może jakiś komputer albo radio. Spróbujemy wywołać załogę tej Arki.-

Po kilku chwilach załoga znajdowała się bezpośrednio przed drzwiami stanowiącymi śluzę do wnętrza okrętu.
-Parker, sprawdź je. - powiedział Louis, a wywołany załogant ruszył w kierunku panelu drzwi. Spróbował je otworzyć jednak na ekraniku wyświetlił się jedynie napis "ODMOWA DOSTĘPU".
-Li Wong, do roboty.- wydał rozkaz kapitan. Dziewczyna ruszyła w kierunku panelu, przy którym stał Parker. Rzuciła mu oziębłe spojrzenie, a gdy ten zrobił jej miejsce przystąpiła do dzieła. C166, który do tej pory bezgłośnie za nią podążał "podpłynął" do niej i pozwolił wyciągnąć z siebie małą spawarkę, którą Ceska wycięła otwór w panelu sterującym drzwiami. Gdy dostała się do wnętrza w kilka chwil ekran rozświetlił się na żółto głosząc "WYRÓWNYWANIE CIŚNIENIA", a następnie na zielono z napisem "DRZWI OTWARTE". Załoga weszła do śluzy, a drzwi zamknęły się za nimi.



W środku znajdowali się w pomieszczeniu, które było równie ciemne jak hangar. Jedyni źródłami światła były lampki awaryjne świecące na czerwono pod sufitem i na niebiesko przy podłodze, dając możliwość zorientowania się w razie gdyby sztuczna grawitacja zawiodła.


Znaczyło to mniej więcej tyle, że zasilanie główne było wyłączone, a bez niego nie było mowy o oświetleniu czy bardziej zaawansowanych funkcjach Arki. System Podtrzymywania Życia na szczęście był tym mniej zaawansowanym, więc powietrze było tłoczone do pomieszczeń znajdujących się na okręcie.

W pomieszczeniu, które okazało się łącznikiem, znajdowały się cztery pary drzwi, w tym te, prowadzące do śluzy. Pozostałe trzy pary, jak głosiły napisy wyświetlane na ekranach nad nimi, prowadziły do kolejnych hangarów oraz do pionu komunikacyjnego.

-Kurwa, trzeba przywrócić zasilanie. - rzucił Jude. -Bez tego nie naprawimy naszego statku. Ja, Parker, Thomson i Nuniez zostajemy tutaj. Reszta z was pójdzie znaleźć generator, sprawdzić co się stało i przywrócić zasilanie. Dowództwo przejmuje Rivera, zostajemy w kontakcie radiowym.
Pamiętajcie, to jest Arka, tu są ludzie - strzelajcie jedynie w ostateczności i dopiero jak ktoś do was zacznie strzelać. To nie abordaż, rozumiemy się?
-

-Kapitanie, proszę rzucić na to okiem- odezwał się Nuniez, stojący przy jednej ze ścian. Świecił na coś swoją latarką, a gdy załoga zbliżyła się zauważyła, że była to schematyczna mapa Arki IAV Hope. Był to przekrój przez cały okręt, który składał się z dwóch głównych części przypominających żagle. Jeden znajdował się niżej od drugiego, gdzieś o jedną czwartą wysokości, a pomiędzy nimi znajdowały się pomosty łączące obie części. Po wewnętrznej stronie obu segmentów oznaczone były pionowe sekcje opisane "PIONY KOMUNIKACYJNE". Na czerwono oznaczony był najniższy pokład z niższego segmentu, opisany "TU JESTEŚ - HANGARY". Cel wyznaczony przez kapitana znajdował się na najniższym pokładzie wyższego segmentu, czyli aby do niego się dostać należało dostać się do pionów komunikacyjnych, a tam, pewnie windą, wyżej.

-No to przynajmniej wiecie już, gdzie iść. Ruszajcie. - rzucił kapitan do oddelegowanej części załogi.

Po tych słowach ruszyli w kierunku odpowiednich drzwi, a po chwili znaleźli się w korytarzu prowadzącym do pionów komunikacyjnych, zostawiając kapitana i resztę załogi za sobą.



Korytarz ciągnął się niemiłosiernie długo, potęgował uczucie niepokoju i niepewności, a omiatanie ściany światłami latarek rzucały niepokojące cienie. Jednakże po kilku minutach załoga znalazła się w czymś na kształt lobby z szeregiem drzwi, które prowadziły do wind, które niestety były bez zasilania...
 
__________________
Zajęty prywatnym życiem, obecność na forum ograniczona do minimum.

Ostatnio edytowane przez Lomir : 03-07-2017 o 00:28.
Lomir jest offline  
Stary 04-07-2017, 20:38   #2
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 8575 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
„Czemu ja?!”
„Stary się na mnie uwziął...”
„Wiedziałem, że to mój pechowy dzień...”


Jęczenie z powodu przydziałów kapitańskich było niemal rutyną w kantynie, toteż Thomson i Nuniez śmiało sobie poczynali z narzekaniem, dopóki Jude do nich nie dołączył podczas ubierania skafandrów. I nie to, że go nie lubili. Ot, taka tradycja… A jednak była osoba, która tego nie rozumiała i nigdy nie narzekała – główna automatyczka.

Miała na imię Ceska, choć mało kto miał odwagę zwracać się do niej po imieniu. Chyba nikt nie czuł się z nią w dostatecznej komitywie - nawet Luna, która nieraz korzystała z pomocy Ceski przy aktualizacjach i błędach oprogramowania SI, niekiedy spędzając razem po kilkanaście godzin – kilkanaście godzin ciszy lub suchych komunikatów.
Oficjalnie więc zwracano się do automatyczki po nazwisku – Li Wong. Nieoficjalnie zaś, gdy nie było jej w pobliżu - „Robocik”. Określenie to było wręcz idealne, ponieważ Ceska nie budziła jako tako niechęci - stąd pieszczotliwe zdrobnienie. Ot, zawsze opanowana, uprzejma, zawsze… sztywna, jakby połknęła jedną z tych swoich dźwigni. I to tych zepsutych. Coś z tą kobietą było bowiem nie tak…

Pomijając jednak emocjonalne zubożenie, Li Wong funkcjonowała jako wysokiej klasy mechanizm – zawsze gotowa do działania, zawsze zaangażowana, zawsze na rozkaz. Nie było w teamie osoby, która nie skorzystałaby z jej pomocy – od zablokowanych drzwiczek szafki na buty, po poważne awarie. Jedyny problem mogły stanowić działania, które chciano zataić przed dowództwem. Niestety, takie subtelności nie wchodziły w zakres usług Ceski. Niemniej poza tymi półlegalnymi działaniami, w których nigdy nie brała udziału, automatyczna była zawsze chętna do pomocy każdemu członkowi załogi.

Teraz też to Li Wong wyszła z inicjatywą działania. Chwilę wsłuchiwała się w piski, dochodzące z drona naprawczego C166 oraz poruszające się na jego ekranie z zawrotną szybkością znaczki.

[MEDIA]http://s5.ifotos.pl/img/DroneWIP3_qpxhwwh.jpg [/MEDIA]

Potem podeszła do Waltera Rivery, który oficjalnie dowodził niewielkim oddziałem i stając przed nim sztywno jak na prezentacji, zaczęła mówić:

- Sir, przy pomocy C166 mogę otworzyć mechanicznie windę. W szybie powinna znajdować się awaryjna ścieżka, tzw. drabinka, po której możemy przemieszczać się dalej. Oczywiście, jest to rozwiązanie niewskazane dla osób z lękiem wysokości czy agorafobią, jednakże akta personalne oddziału nie wskazują, by ktokolwiek z tego zespołu na nie cierpiał. Ponadto istnieje jakieś 2-8% prawdopodobieństwa wypadku koordynacyjnego dla każdej osoby oraz około 0,5-5% że w trakcie zasilanie zostanie przywrócone i odniesione zostaną przez nas uszkodzenia fizyczne na skutek ruchu wind. W przypadku obu tez szacuję możliwość nastąpienia zgonu każdego załoganta na 30-60%. Nieco precyzyjniej będę w stanie przeprowadzić szacowanie dopiero, gdy zajrzę do szybu. – powiedziała beznamiętnie, po czym unosząc wzrok na Waltera, dodała sucho – Sir, jaka decyzja?
 

Ostatnio edytowane przez Mira : 04-07-2017 o 20:41.
Mira jest offline  
Stary 05-07-2017, 00:15   #3
 
S.W.A.T's Avatar
 
Reputacja: 2862 S.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputację
Walterowi od razu lądowanie na tej arce się nie spodobało, a to z jednego, ważnego powodu. Mimo braku zakłóceń i sprawnych przekaźnikach „New Frontiers” oraz „Hope”, nie udało im się z nią nawiązać żadnej komunikacji ni to za pośrednictwem radia, lasera czy nawet na krótszej odległości, emitera fal elektromagnetycznych. Ten pojedynczy sygnał który odebrali przed otwarciem się wrót… Walter z przyjemnością wziąłby się za jego oczyszczanie, lecz kapitan nie miał jak widać tyle czasu. Walter nie miał zamiaru się sprzeciwiać.

Na szczęście Stary pozwolił, a wręcz nakazał wziąć broń. I ta decyzja Waltera ucieszyła, bo dawała im szansę. A co się stało na ARCE? Miał w głowie mnóstwo możliwych scenariuszy od zwykłej choroby, po zabawę w politykę i wyniszczającą wojnę.

Kiedy przejął dowodzenie i znalazł się na korytarzu, w końcu się odezwał.
- System podtrzymywania życia działa, ale jeśli nie musicie to nie ściągajcie hełmów. Nie wiemy co tu się stało, a możliwym scenariuszem jest jakaś epidemia.
Nie miał zamiaru umrzeć na jakieś paskudztwo które mogli przywieźć zwiadowcy z pobliskich planet czy nawet mieszkańcy Hope, mogli sami sobie wytworzyć śmierć w probówce. Cisza, którą przerywały tylko ich kroki cieszyła go tak samo jak niepokoiła. Z jednej strony dawno powinni spotkać kogoś, kto wyszedłby im na spotkanie. Z drugiej jeśli nikt tego nie robi, Rivera miał nadzieję że będzie tak aż do samego końca misji. Całą drogę rozglądał się za terminalami komunikacyjnymi, które po obejściu zabezpieczeń, mogły rzucić nieco światła na to, co tu się wydarzyło.
- Rozglądajcie się za terminalami do komunikacji i informujcie jeśli jakiś zauważycie. – polecił na krótko przed tym, jak znaleźli się lobby, samemu takowych wypatrując. Tu wysłuchał Li Wong.
- Oczywiście, drzwi są twoje. Tylko zlokalizujmy te, które zaprowadzą nas jak najszybciej do celu. Nie chcę tu spędzać więcej czasu niż trzeba.

Ta smutna i mroczna aura ARKI sprawiała, że Walter co jakiś czas mechanicznie sprawdzał czy przy pasku znajduje się jego rewolwer. Co prawda nie był to pistolet czy karabin, lecz moc obalająca tego kopyta była wystarczająca na wszystko, co można było spotkać w kosmosie. Mały bębenek na 8 kul rekompensowała celność i kaliber. Z resztą ten model pamiętał jeszcze jego służbę na ARCE w Straży Porządkowej i choć nigdy nie musiał go użyć na służbie, ostrzelał się z niego na strzelnicy w ramach obowiązkowego, cotygodniowego szkolenia.
 
__________________
Po prostu być, iść tam gdzie masz iść.
Po prostu być, urzeczywistniać sny.
Po prostu być, żyć tak jak chcesz żyć.
Po prostu być, po prostu być.
S.W.A.T jest offline  
Stary 05-07-2017, 17:08   #4
 
Leoncoeur's Avatar
 
Reputacja: 8026 Leoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputacjęLeoncoeur ma wspaniałą reputację
Szanse na zgon w widełkach od 0,15% do 3% będące wypadkową szacunków pani kapral nie wyglądały wstrząsająco. Niemniej gdyby jakimś cudem to zasilanie wróciło, to już liczby "30-60%" przestawały pozwalać o sytuacji jako 'niezła'. Myśli te osłabiły euforię Cotisa.
A był nią przepełniony od palców stóp po czubek uszu.

Sama szansa jaką mu dano poprzez włączenie w zespół SRSV, była czymś niewiarygodnym, a teraz okazało się, że zamiast 'pustego' rejsu zwiadowczego trafili na Arkę.
Na Arkę!
Dla Ljunida było to uczucie nawet porównywalne z ewentualnym odkryciem planety na której panowałyby warunki umożliwiające życie. Badanie próbek, fauny, flory, składu geologicznego i innych kwestii dawałyby radość odkrywcy i większe perspektywy dla rodaków z "Przeznaczenia", ale z drugiej strony od ludzi żyjących tu, na "Nadziei" mogli dostać wiele odkryć naukowo-technicznych, jakie zostały wypracowane tu przez pokolenia. Chłopak aż cieszył się, że porucznik Rivers zakazał zdejmować hełmy, bo wypieki na twarzy i prawie świecące się z euforii oczy mogły być źródłem docinków starszych kolegów. Cotis i tak był nieśmiały i czuł się niepewnie w grupie starszych specjalistów i weteranów, spuścił wzrok na odpalonego datapada wywalając takie myśli z głowy.

Myśli o ich szczęściu znalezienia "Hope" nie potrafiły przykryć pewnego dziwnego wrażenia, coś nie dawało mu spokoju i czuł się dziwnie gdy tak stali tu w arce bez zasilania i żywej duszy w zasięgu wzroku.
I do tego te 30-60%...

- Ehm. Ja... - zaczął jak to zwykle mając problemy z tym. Gdy walczyły ze sobą dwa Cotisy: jeden co chciał powiedzieć coś co może pomóc i drugi co bał się zrobić z siebie durnia, oraz miał opory z wcinaniem się w rozmowy starszych. - Pani Cesko, to znaczy pani kapral. Czy nie lepiej odciąć windę od zasilania? Zniwelujemy tym szanse na rąbnięcie w nas windą jakby wróciło, a w razie czego można przywrócić podpięcie do systemu, albo... są przecież inne windy.
Ljunid był rosły i dobrze zbudowany, ale w takich chwilach niepewności jakby zapadał się w sobie.
- Tak głupio byłoby oberwać w szybie... - dodał jakby się tłumaczył czemu zabrał głos.
 
__________________
"Soft kitty, warm kitty, little ball of fur...
Happy kitty, creepy kitty, pur, pur, pur."

"za (...) działanie na szkodę forum, trzęsienie ziemi, gradobicie i koklusz!"
Leoncoeur jest offline  
Stary 05-07-2017, 18:01   #5
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 8575 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Li Wong nie była przyzwyczajona do tego, by zwracano się do niej po imieniu, jednak poza chłodnym spojrzeniem, jakim obdarzyła Cotisa, nie dała po sobie tego poznać.
Za to przemyślała szybko propozycję młodego medyka. W końcu żadnego pomysłu nie należało z góry odrzucać. Nawet najgłupszego.

- Żeby odpiąć zasilanie bez użycia elektroniki musiałabym odnaleźć skrzynkę zasilającą, rozpruć ją i przeciąć kabel. – wyjaśniła jak zwykle beznamiętnym tonem „Robocika” - Szanse, że to będzie ten właściwy bez szczegółowego przekroju pionu i miernika napięcia, to jakieś 70-80%. Natomiast sama czynność zajęłaby od pół godziny do 2-3 godzin. Wydaje mi się więc, że nie jest to miarodajna wymiana. Bez ryzyka…

Umilkła. „Bez ryzyka nie ma zabawy” – powiedziałby Vincente. Lecz jego nie było już wśród załogi. Zamiast niego przyjęto tego gołowąsa. Ceska uśmiechnęła się lekko do chłopaka, po czym zabrała się do roboty.
 

Ostatnio edytowane przez Mira : 05-07-2017 o 18:04.
Mira jest offline  
Stary 05-07-2017, 20:54   #6
 
Buka's Avatar
 
Reputacja: 8577 Buka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputację
Przebudzenie ze stazy było wredne jak zawsze. Zawroty głowy, wywracający się żołądek, ogólnie fatalne samopoczucie… Violet spojrzała po pozostałych, i zacisnęła pięści. Skoro oni się jakoś trzymali, nie mogła być gorsza. Pierwszy niepewny krok, drugi, trzeci… słaby uśmiech, środkowy palec prawej dłoni wyciągięty w kierunku Thompsona.

Trzeba się rozruszać, pobudzić ciało do działania. Przeszła ledwie kilka kroków, słuchając co ma w te chwili do powiedzenia kapitan, po czym padła na podłogę. Ale nie jak jakaś lalunia, padła po wojskowemu, by zaraz zacząć robić pompki. 1, 2, 3… 5… 9… 14… 20. Poczuła się lepiej, choć i głodna. W drodze do szafki, by się ubrać, jeszcze na szybko zajęła się drążkiem do podciągania. 1, 2... 4… 7… 9… 15. Skończyła te popisy szczerząc ząbki do trzech pozostałych “zbrojnych”.

~ * ~

Szybki prysznic, szybki posiłek z automatu żywnościowego. Lepsza zupa niż nic… mała odprawa z całą załogą, przedstawienie obecnej sytuacji. Dziwy nad dziwami, sprawa nietypowa, własny statek uszkodzony, do tego Arka-straszydło, czy jak tam się takie nazywało… odwiedziny w toalecie. Więc i od środka już odtajała.

Pancerz, nóż, pistolet, karabin, kilka dodatków. Violet uśmiechnęła się pod nosem, szykowała się 100% draka, skoro kapitan kazał zabrać broń. Nie wiadomo, co tam na nich czekało, może odwaliło załodze Arki, zrobili jakiś przewrót, wybili się wzajemnie, może zaraziło ich jakieś paskudztwo z odwiedzanych planet, “coś” zagnieździło się na Arce, sabotaż? (meh), może w końcu ktoś obcy przejął kontrolę nad ogromnym statkiem? Możliwości było wiele, w każdym bądź razie, w końcu działo się coś nietypowego, coś co nie było rutyną, a ona w samym środku. Nie zawiedzie Louisa, oj nie!

~ * ~

Pustka, cisza, ciemności.

Brak załogi, brak oznak, iż ktoś tu jeszcze żył. Spięta i gotowa “V” przesuwała się na przedzie sporej grupki, z karabinem gotowym do otwarcia ognia. Owszem, kapitan wydał rozkaz, by strzelać w ostateczności, by strzelać, gdy do nich strzelą, jednak Violet i tak wolała być naprawdę przygotowaną na wszelkie możliwości, a gdy zajdzie już taka konieczność, nie tracić czasu na odbezpieczanie broni i możliwość zarobienia czymś w bebechy.

- “System podtrzymywania życia działa, ale jeśli nie musicie to nie ściągajcie hełmów. Nie wiemy co tu się stało, a możliwym scenariuszem jest jakaś epidemia.” - Powiedział Walter, a Violet z dłonią już przy hełmie, zatrzymała się w pół ruchu. Dla ściemy poklepała się po nim, czy to po lampie na nim.
- Może macie jakieś… “dingsy”, żeby sprawdzić co z powietrzem? - Burknęła, zezując na Ceskę, Cotisa i Lunę. Dokładnie w tej kolejności.

….

Wzrokiem omiatając najbliższy teren, jak dziesiątki razy ćwiczyła, jak tuziny razy już wprowadzała w czyn na badanych planetach, znów była na czele pochodu, idąc krok za krokiem w półmroku Arki IAV Hope. W końcu, gdy się rozdzielono, gdy Luis wydał rozkazy, a grupa w której się znajdowała, natknęła się na pierwszą przeszkodę, przysłuchiwała się dyskusji odnośnie wind, i dalszego postępowania.
- Ej, a może są tu gdzieś jakieś zwykłe, pierniczone schody? - Wtrąciła się w rozmowę, i wielkie dumanie nad tym co i jak dalej.




.
 
__________________
"Nawet nie można umrzeć w spokoju..." - by Lechu xD
Buka jest offline  
Stary 07-07-2017, 16:24   #7
 
fujiyamama's Avatar
 
Reputacja: 856 fujiyamama jest godny podziwufujiyamama jest godny podziwufujiyamama jest godny podziwufujiyamama jest godny podziwufujiyamama jest godny podziwufujiyamama jest godny podziwufujiyamama jest godny podziwufujiyamama jest godny podziwufujiyamama jest godny podziwufujiyamama jest godny podziwufujiyamama jest godny podziwu
Znaleźli się w ciemnym korytarzu arki. Po parudziesięciu sekundach marszu napiętą ciszę przeciął dźwięk interkomu, a po nim podszyty ironią głos głównego inżyniera systemów New Frontiers, Luny Alesto - Szykujcie się na pierdolony bunt maszyn kochani…

Szczerze mówiąc, miała ogromną nadzieję, że to nie był scenariusz w który właśnie się wpakowali. Z jakiegoś powodu wolała już trafić na arkę, którą spustoszył konflikt czy choroba - te możliwości ludzkość już przerabiała, wiadomo było przynajmniej z czym to się je. Ale wrogo nastawiona sztuczna inteligencja? Rząd Faith od pokoleń powtarzał, że to bezpieczna technologia i naukowcy IASA mają wszystko pod kontrolą. Luna jednak jakoś przestała podzielać oficjalną wersję po incydencie na SRSV Dawn, kiedy to Matka postanowiła załadować ich wszystkich siłą do komór hibernacyjnych gdy nie chcieli kontynuować wyznaczonego przez nią kursu. Jeżeli technologia tej arki przekroczyła próg superinteligencji i coś poszło nie tak z systemami kontroli, to najprawdopodobniej wylądowali właśnie w samym środku upiornej pułapki na myszy. Tak właśnie wyobrażała sobie bunt maszyn Luna - nie jako nagłe odcięcie systemu wspomagania życia, a wymyślne polowanie. W ramach zemsty. Myśląc o tym, Luna sprawdziła dłońmi, że dwa pistolety laserowe dobrze leżą w kaburach. Nie, żeby to miało pomóc w przy wrednej Matce…





Pierwsza trudność. Windy. Jeżeli to pułapka przyszykowana przez kurewsko podły system, to wspinanie się po drabince równa się śmierci. Jeżeli jednak Hope dopadł zwykły kryzys energetyczny, to faktycznie - główną przeszkodą może okazać się po prostu wysokość i ewentualnie wagon windy który utknął w szybie. Wydawało się to jednak dziwne, by nie była ona wyposażona we własną baterię, która w razie odcięcia zasilania automatycznie posyła wagon na najniższy poziom - czyli ten, na którym się właśnie znajdowali. Zaraz - bateria… - złapała się Luna.

- Li Wong, z tego co pamiętam większość wind na Faith ma swoje zapasowe baterie które ściągają windę na dół w razie awarii. Jeśli światło padło im niedawno, może coś jeszcze z niej zostało? - odezwała się w typowy dla siebie luźny sposób Alesto. Ceska cała się spinała słysząc ten brak technicznego żargonu... Całe szczęście, że to ona była podwładną Luny a nie odwrotnie - Albo, może da się jakoś ją doładować? Mamy parę zajebistych akumulatorów, na przykład w działkach.

Luna nie bardzo znała się na hardwarze i maszynerii, ale w tym momencie zaciskała kciuki czekając na reakcję automatyczki.
 

Ostatnio edytowane przez fujiyamama : 07-07-2017 o 17:54.
fujiyamama jest offline  
Stary 07-07-2017, 18:26   #8
 
Mira's Avatar
 
Reputacja: 8575 Mira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputacjęMira ma wspaniałą reputację
Ceska wysłuchała Luny bez drgnięcia powieką. Pozostawiła nawet trzy sekundy ciszy na udawany namysł, żeby nie obrazić starszej stopniej koleżanki, po czym odpowiedziała jak zwykle obojętnym tonem.

- Zjazd na najniższe piętro ma sens, a raczej miał... na Ziemi, w budynkach, gdzie w razie ewakuacji winda zjeżdżała na sam dół, gdzie działała grawitacja, gdzie ludzie musieli dostać się na dół, by się wydostać. Tutaj ma to mniejszy sens, bo niekoniecznie zawsze chce się zjeżdżać do hangarów. Równie dobrze można założyć, że oprogramowanie awaryjne wzywa windy do pionu dowództwa.

Wyminąwszy panią chorąży, Li Wong podeszła do panelu sterującego. Z pomocą C166 rozkręciła kokpit i spojrzała do środka.

- Tak, jak myślałam, tylko nadajnik bezprzewodowy. - powiedziała, a gdy na twarzach towarzyszy zobaczyła brak zrozumienia, dodała - Te windy są innego typu niż te u nas na Faith. Nie znam ich mechanizmu ani wariantów programu. Pozostaje więc w dalszym ciągu otwarcie szybu lub szukanie innej drogi.
 
Mira jest offline  
Stary 07-07-2017, 20:39   #9
 
fujiyamama's Avatar
 
Reputacja: 856 fujiyamama jest godny podziwufujiyamama jest godny podziwufujiyamama jest godny podziwufujiyamama jest godny podziwufujiyamama jest godny podziwufujiyamama jest godny podziwufujiyamama jest godny podziwufujiyamama jest godny podziwufujiyamama jest godny podziwufujiyamama jest godny podziwufujiyamama jest godny podziwu
Ach, stary dobry zespół Aspergera. Najniższe piętro czy którekolwiek - co za różnica, grunt że windy na Hope były upośledzone, bo nie miały awaryjnego zasilania.

Luna obróciła się na pięcie, by złapać kontakt wzrokowy z V.

- Wskazania są w normie, masz je na nadgarstku pod >>Conditions<<. Niby można oddychać, ale tak jak mówił Walter, lepiej nie próbować - ostatecznie nie wiadomo, co dojechało mieszkańców. No chyba, że mają się świetnie i grają z nami w ciuciubabkę. - powiedziała. - To co, włazimy do windy czy szukamy schodów?
 
fujiyamama jest offline  
Stary 07-07-2017, 23:00   #10
 
S.W.A.T's Avatar
 
Reputacja: 2862 S.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputację
Walter stał z boku "swojego" stadka i przysłuchiwał się rozmową. Kiedy Luna zadała pytanie co dalej robią, przyjął je jako pytanie do siebie.

- Violet, Luna i Cotis, rozejrzyjcie się za schodami. Miejcie się cały czas w zasięgu wzroku. Macie 15 minut. My zajmiemy się drzwiami do windy i spróbujemy zobaczyć czy tunel faktycznie posiada awaryjną drabinkę. Spróbujemy też wybadać gdzie znajdują się windy i czy nie są uszkodzone, żeby na nas nie spadły. Najwyżej jedna z dróg zostanie nam w zapasie w razie problemów. Pani Kapral, do dzieła.
 
__________________
Po prostu być, iść tam gdzie masz iść.
Po prostu być, urzeczywistniać sny.
Po prostu być, żyć tak jak chcesz żyć.
Po prostu być, po prostu być.
S.W.A.T jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 12:00.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166