Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror > Archiwum sesji RPG z działu Horror
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 21-04-2018, 09:58   #21
 
Armiel's Avatar
 
Reputacja: 22829 Armiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputację
WYZWANIE - ZAJĘCIE WYRA!

Ruszyli, aby wykonać pierwsze zadanie. Zajęcie łóżka.

Niektórzy potraktowali to jako dziecinne przepychanki, ale niektórzy dobrze wiedzieli, jak ważne jest odpowiednie łóżko. Na przykład w więzieniu decydowało ono o tym, kto dominuje w wieloosobowej celi. Może nie byli w więzieniu, ale jednak ustalali w ten sposób hierarchię dziobania. Znaczenie miała też taktyka. Niektórzy, tak jak Mark Buffet, popędzili na złamanie karku, solo, nie patrząc za siebie i zajęli wyrko, jako pierwsi. Pokazali tym jednocześnie skuteczność w działaniu, jak i brak chęci na grę zespołową. Inni potraktowali wyścig do łóżka, jako okazję do przepychanek, do prężenia muskułów i pazurków. Zresztą, dla niektórych każda okazja do przepychanek była pretekstem do bójki. Jeszcze inni, jak Jerome Samboro, chcieli pokazać, że będą rządzić, chcieli zdominować lub zdopingować swoich. Niektórzy wyścig wykorzystali jako okazję do budowania relacji i sojuszy w drużynach. Byli też tacy, którzy pomagali innym nie dlatego, aby drużyna przegrała, lecz dlatego, że ta dyktowała im to przyzwoitość.

Mieszkańcy Domu Marzeń i Koszmarów byli inni. Każdy z nich. I ta inność miałą być strategią do zwycięstwa.

W drużynie czerwonych
pierwszy łóżko w męskim pokoju zajął Mark Bufett. Pierwszą dziewczyną w pokoju czerwonych była niezbyt bystra, ale za to piękna chillrdierka - Kelly. Ostatnią osobą, która dotarła do pokoju mężczyzn w drużynie czerwonych był Jerome Samboro, który blokował przez chwilę drzwi do skrzydła niebieskich, lecz w końcu uległ przeciwnikom. Napór zawodowego zapaśnika przeważył szalę, tym bardziej, że nikt z jego drużyny nie pofatygował mu się na pomoc. Sprawę „blokera” załatwił w końcu Triple Kay, Rhys O’Sullivan i Tornado, którzy chwycili Jeromego i wrzucili do basenu. Spośród dziewczyn w drużynie czerwonych swoje miejsce ostatnia zajęła piękność internetowych forów – Alicja Winter.

U niebieskich, ze względu na chwilową przepychankę, jaka wywiązała się z winy czarnoskórego Jerome, zajmowanie miejsc przyjęło zgoła inny obrót.

Pierwszą dziewczyną, która wśliznęła się na łóżko ostro przy tym przepychając swoje koleżanki była Irmina Wacken. Ostatnią, Bethany Payne, która jednak pomogła koledze z drużyny. Pierwszym facetem w pokoju okazał się być Tony Brandon, który nie angażując się w przepychanki skupił się na celu. Ostatnim, po tym jak stracili czas na wrzucenie Jeromego do wody, okazał się być – ku swojemu wielkiemu zaskoczeniu – Tornado.

Kiedy mokry Jermoe wygramolił się z basenu i dotarł do pokoju Czerwonych jako ostatni ze wszystkich uczestników, z głośników w DOMU popłynął modulowany głos MISTRZA GRY.

- Drużyna CZERWONA! Przegrywacie! Powiedziałbym, że jest mi przykro ale musiałbym skłamać! Ha, ha, ha! Uczestnicy drużyny NIEBIESKIEJ zajęli swoje miejsca pierwsi! Dobra robota! W nagrodę NIEBIESCY otrzymają małą pomoc przy czekającym was jutro rano pierwszym zadaniu! Jerome, łajzo, na pocieszenie muszę ci powiedzieć, że skoczyły ci słupki poparcia ze strony publiczności. Ona lubi takie ekscytujące momenty! Nadal jednak nie masz najdłuższego słupka ze wszystkich, bo największą fujarę popularności ma pewna kobietka. Która?! Oczywiście nie powiem! A teraz macie pół godziny na rozpakowanie się, szybki prysznic i wyłączymy wszystkie światła. Sugeruję wam, byście poszli spać, bo za trzy godziny pobudka i pierwsze wyzwanie z nominacją jednego z was. Ktoś nawet nie musi się rozpakowywać, ha, ha, ha – tak szybko poleci z programu! Bawcie się dobrze!

Mistrz Gry umilkł, a oni mieli czas by zrobić to, o czym mówił.

Każdy z pokojów był sześcioosobowy, więc z łóżkami nie było problemów. Wyra były wygodne, poście czysta i pachnąca, taka hotelowa. Każdy z uczestników miał lampkę nocną nad łóżkiem, własną szafkę i zamykaną na kluczyk szafę z bieliźniarką. Przy każdym z pokoju były dwie łazienki – obie z kabiną prysznicową i toaletą. Poza tym – wiedzieli o tym – na korytarzu, w części wspólnej były jeszcze dwie dodatkowe łazienki i jedna duża, monitorowana łaźnia z dwoma jacuzzi. Tyle toalet i tak wymagało ustalenia jakiegoś grafiku z ich korzystania przy takiej ilości ludzi.

Większość posłuchała gadaniny Mistrza Gry obawiając się jutrzejszego wyzwania. Wiedzieli już, że zakończy się ono nominacją i ktoś zostanie wywalony z zabawy przez innych graczy, nim ta zacznie się na dobre. Trzeba było odpocząć. Poza tym byli już zmęczeni ciągłym melanżem i podróżą.
Pół godziny później zgasło światło i DOM pogrążył się w ciemnościach. Wiedzieli, że kamery i tak pokazują ich śpiących w łóżkach lub robiących to, co chcieli robić w tym krótkim okresie pomiędzy snem a pobudką.

DZIEŃ PIERWSZY - PIJACKIE IGRZYSKA ŚMIERCI


Tę ostatnią zafundowała im piosenka ze znanego filmu.

A potem głos MISTRZA GRY

- Dzisiaj śniadania nie będzie! Tak zdecydowali widzowie dając Wam pierwsze zadanie, które nazwaliśmy IGRZYSKAMI ŚMIERCI. Pijackimi igrzyskami śmierci. Zapraszam do jadalni. Główny korytarz i drzwi na końcu. Smacznego!

To był obłęd. W pięknej, dużej sali jadalnej, czekało na nich morze wiskhey – dziesiątki butelek ustawionych na stole i jeden duży kieliszek (na oko jakaś „setka” – przepraszam za nasze miary, ale nie chce mi się przeliczać) stojąca na miejscu, gdzie normalnie stały talerze. Patrzyli na to z lekkim niepokojem i obrzydzeniem.

- Oto zasady wyzwania. Każdy z Was zajmuje swoje miejsce i nalewa sobie do kielonka. Do pełna! A potem, na moją komendę, wypija jej zawartość – na opróżnienie szklanki widzowie dali wam 30 sekund! Nie można wylać, nie można napełnić mniej niż zaznaczono na szklaneczce, nie można dopijać po czasie wyznaczonym przez uczestników! Każdy, kto skończy szklaneczkę zdobywa dla swojej drużyny 1 punkt! Każdy, kto padnie nieprzytomny odejmuje swojej drużynie 2 punkty! Każdy złapany na oszustwie powoduje, że drużyna traci aż 5 punktów. Każdy, kto puści pawia przy stole – traci wszystkie zebrane przez niego dla drużyny punkty! Wygra ta drużyna, która zdobędzie więcej punktów! Przegrana drużyna będzie musiała wytypować jedną osobę ze swojego składu, która pożegna się z nami już dzisiaj. W każdej chwili uczestnik może przerwać zabawę i odejść od stołu. Wystarczy, że obróci swój kielonek do góry dnem, w tym momencie nie liczy się, że wyleje! A teraz uwaga! Z drużyny niebieskiej, jako że ma przewagę liczebną, w wyzwaniu nie bierze udziału Tornado! Po pierwsze, dlatego, że wczoraj, jako ostatni posadził dupę na swoim łóżku! Po drugie, dlatego ze potrafi wypić jak chyba nikt inny, czym chwalił się w swoim zgłoszeniu! Tornado zostaje wyznaczony do tego, aby posprzątać po uczestnikach, jeśli nabrudzą! I doprowadzić ubzdryngolonych do łóżek, jeśli zajdzie taka konieczność. Nadal jednak, jeśli NIEBIESCY przegrają to wyzwanie, Tornado może zostać nominowany, więc nie jest bezpieczny. Ponadto, za to, że wczoraj drużyna NIEBIESKA wygrała łóżkowy wyścig otrzymuje na starcie bonus w postaci 5 punktów. Wypili jedną buteleczkę a to Jerome umoczył ale nie zamoczył! Ha, ha, ha.

Anonimowy Mistrz GRy nie byłby sobą, gdyby nie wplótł w swoją wypowiedź jakiegoś suchara o podtekście seksualnym.

- Wszystko zostało powiedziane! Pozostaje wam zająć swoje miejsca – Czerwoni po prawej stronie stołu, Niebiescy po przeciwnej i napełnić kieliszki. Tornado, ty dbasz o to, aby był porządek!

Powlekli się na swoje miejsca. Głodni, niektórzy jeszcze zmęczeni wczorajszym piciem w samolocie wiedząc, że na starcie mają przez to nieco mniejsze możliwości od tych, którzy odpoczywali. Żadnego jedzenia. Żadnej zagryzki. Żadnej popitki. Tylko oni i nawet nie najlepszej jakości wóda. W sam raz na pijackie wyzwanie.
Publiczność musiała być mocno przegięta. Pić wódę na czczo prosiło się o zwrot gorzałki w tempie pożyczki ekspresowej i z siłą Niagary. A nie trzeba dodawać ile spustoszenia mógł przy stole zrobić taki rzygacz. Reakcja łańcuchowa, jak nic. Trzeba było się pilnować.

Zajęli swoje miejsca – niektórzy jeszcze nieprzytomni, myśląc że śnią. Inni udając, ze się dobrze bawią. A jeszcze inni z uśmiechem na twarzach – dla tych „whiskey z rana, jak śmietana”.

Butelki zostały odkręcone. Kieliszki napełnione. Bursztynowy płyn pachniał torfem i odrzuconymi hamulcami moralnymi. Kusił i przerażał.

- Panie, panowie PIJACKIE IGRZYSKA ŚMIERCI czas zacząć. Broń w dłoń i na mój rozkaz, kiedy powiem, OGNIA, pijemy. Pamiętajcie, że macie tylko 30 sekund na skończenie porcyjki!

- OGNIA.

Pierwsze kieliszki wódki popłynęły w gardła, wprost do żołądków.

(MG: Zerknijcie do komentarza - do tego POSTA ([Horror 18+] DOM MARZEŃ I KOSZMARÓW - KOMENTARZE)).
 

Ostatnio edytowane przez Armiel : 21-04-2018 o 10:05. Powód: wstawienie linka do komentarza
Armiel jest offline  
Stary 21-04-2018, 11:22   #22
 
Rozyczka's Avatar
 
Reputacja: 9754 Rozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputację
Phil nie miał specjalnie chęci katować wątroby kolejną falą alkoholu, ale chyba nie miał zbytniego wyboru. Co jak co, jeśli zrezygnuje z wyzwania zanim się na dobrze zacznie, jego drużyna z pewnością przegra. Co więcej, z pewnością nominowali by właśnie jego. Całkiem słusznie zresztą…
Postanowił więc mimo wszystko wcisnąć w siebie jeszcze trochę wódki. Z dalszej zabawy zrezygnował po pięciu kieliszkach, czując, że dalszy udział w wyzwaniu może skończyć się tragicznie.
 
Rozyczka jest teraz online  
Stary 21-04-2018, 15:30   #23
 
waydack's Avatar
 
Reputacja: 16751 waydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputacjęwaydack ma wspaniałą reputację
Jerome starał się skupić na zadaniu. Pijackie Igrzyska Śmierci mogły wydawać się karą, dla niego jednak okazały się wybawieniem. Chciał się dzisiaj porządnie schlać. I z rozpaczy i ze szczęścia. Z rozpaczy, bo ostatni dobiegł do łóżka a jego drużyna przegrała. Z rozpaczy bo w jego ulubionym dresie w trakcie szamotaniny puściły szwy i nadawał się do wyrzucenia. Z rozpaczy nad swoim pechem. Dlaczego w drużynie niebieskich znalazł się pieprzony Triple Kay?
Gorycz porażki osładzały małe zwycięstwa. Notowania Jerome’a poszybowały w górę. A przecież o to właśnie chodziło! W Los Angeles nie popisał się na konferencji a podczas imprez trzymał się raczej na uboczu. W ciągu jednej nocy odrobił straty wizerunkowe. Największym jednak zwycięstwem i powodem do upicia się na wesoło była dla Jerome’a porażka Tornado. Szczerząc swoje białe zęby Jerome patrzył jak ten usługuje pozostałym. Pierdolony białas robi za czarnucha, cha,cha,cha,cha!
Dziękował Bogu, że oszczędzał się w trakcie lotu. Może nie był wypoczęty, w nocy długo nie mógł zasnąć, ale i tak miał przewagę nas skacowanymi melanżownikami. Martwił się tylko jednym. Niebiescy lepiej wyglądali na papierze. Co prawda Tornado został zdjęty, ale mieli w drużynie jakiegoś rockmana a z nimi to wiadomo, nie ma żartów. W ekipie Jerome’a nie było chyba takich mocnych zawodników. Na Hasselhofa i tego starego dziada, (tfu, jebać policję!) nie ma co liczyć, ten pedałek z grzywką Supermana też nie wyglądał na wielkiego hulakę. A dupeczki…no szkoda słów.
Jerome zaczął pić. Nie miał nic do stracenia. Jeśli czerwoni przegrają pożegna się z programem, nie darują mu tego co zrobił. A że jego notowania rosły, tym bardziej czuł się zagrożony. Na pohybel wam biali rasiści! Cheers!
W trakcie chlania, gdy miał już lekko w czubie zatkał jedna dziurkę w nosie a drugą smarknął prosto na stół i popatrzył wymownie na Tornado.
- Pościeraj to mój wierny sługo – zarechotał złośliwie.
 
waydack jest offline  
Stary 21-04-2018, 18:43   #24
 
Buka's Avatar
 
Reputacja: 24703 Buka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputacjęBuka ma wspaniałą reputację
Kelly nie porąbała drogi, i jako pierwsza wpadła do sypialni dziewczyn z teamu Read. Przez chwilkę, drobną chwilkę, podziwiała wnętrze, kilka razy nawet przestępując z nogi na nogę, i do tego klakała w dłonie, po czym rzuciła się na łóżko... ale nie tam byle jakie łóżko, zajęła sobie jedno z tych przy drzwiach łazienki.

Usiadła na nim, po czym metodą nogi o nogę ściągnęła swoje adidaski, by w końcu całkiem wpakować się na wyrko. Na nim zaś, na kolanach, lekko podskakując, oczekiwała pozostałych dziewczyn, a za każdym razem, gdy jedna z nich się zjawiała, towarzyszyło temu jej "Wooo-hooo", klaskanie aprobaty, oraz wyciągnięty w stronę wbiegającej do pokoju kciuk uniesiony w górę.

~

- Geeeez... - Cherleederka zwiesiła głowę na wieści o tym, iż jej drużyna jednak przegrała, po czym tak jak klęczała na łóżku na kolanach, opadła teatralnie w przód, lądując twarzą w poduszce. Przez chwilkę coś tam marudziła pod nosem, po czym w końcu się podniosła, rozglądając po dziewczynach z którymi przyszło jej nocować.

- Hiiiiiiii, jestem Kelly! - Stanęła przy pierwszej z nich, wyciągając dłoń w powitalnym geście. A gdy ten został odwzajemniony, energicznie, i naprawdę, naprawdę jakoś tak... sztucznie, a zarazem cukierkowo, potrząsnęła ową dłonią dokładnie 3 razy - Miło poznać! - Zaszczebiotała z uśmieszkiem od uszka do uszka.

Czasu na spanie było naprawdę cholernie mało, a wcześniej wydarzyło się tak wiele... rozpakowała te klika drobiazgów jakie miała, po czym:

- Idę się umyć! - Obwieściła wszem i wobec, po czym pomaszerowała do łazienki, nie zamykając jednak za sobą drzwi na klucz. Tam najpierw zrobiła siusiu, nucąc na kibelku najnowszy przebój Rihanny i bujając się odrobinkę do wyimaginowanej muzyki, a następnie skorzystała z prysznica. Głowy nie myła, ot szybki prysznic trwający może 10 minut, żadnych tam po nim balsamów i tych spraw, niestety nie było na czasu. Jedynie jeszcze szybko ząbki umyć.

W końcu zjawiła się ponownie we wspólnym pokoju, mając na sobie shorty i podkoszulkę do spania. W ustach zaś jakiś plastik? Jej kolejny, szeroki uśmiech zwrócił na to uwagę pozostałych dziewczyn...

- Sżyam fęfami - Powiedziała, po czym zdała sobie sprawę, że jej nie rozumieją. Pacnęła się więc w czółko, i wyciągnęła z ust nakładki.


- Zgrzytam zębami - Powtórzyła, wzruszając przy okazji ramionami - Jestem wykończona... czas spać?


***

Trzy godziny to były stanowczo za mało, nawet dla takiego porannego skowronka jak panienka McClendon. Obudziło ją jakieś głośne rzępolenie, i otworzyła oczy, leżąc rozwaloną na całym łóżku na plecach, z nogami i rękami dosyć szeroko rozpostartymi... a kołdra zwisała już do połowy na podłogę, jej koszulka z kolei była nieco wyżej podwinięta niż powinna.

Z trudem zwlekła się z wyrka, przemyła buzię, umyła ząbki, po czym wciąż zaspana skierowała swe kroki do kuchni, by zjeść śniadanie... chwila, głos gadał, że śniadania nie będzie.

IGRZYSKA ŚMIERCI. Pijackie igrzyska śmierci. W jadalni.

Powlokła więc tam swoje 4 literki, po drodze raz po raz przecierając oczka. Plasku, plasku, plasku, bosymi stopami po schodach, po podłodze... oprzytomniała nieco dopiero, gdy zauważyła co też znajdowało się w owej jadalni. A niejeden czy niejedna, mógł i zauważyć spoglądając na nią, iż Kelly pod koszulką nie miała staniczka, a i chyba było jej odrobinkę zimno.


- Dzień dobry! - Powitała wszystkich ze sporym uśmieszkiem na usteczkach.

- Ja pierniczę - Mruknęła po chwili cicho pod nosem, przy okazji po raz kolejny ziewając i przeciągając się. Spojrzała jeszcze raz na postawiony tam alkohol zamiast śniadania, po czym przeszły ją dreszcze.

No dobra, skoro trzeba...

Kelly za każdym razem, gdy chlapnęła kielona, najpierw obcierała dłonią usta, następnie pojawiało się jej typowe "Wooo-hooo" z uniesionym w górę, pustym kieliszkiem do wglądu kogokolwiek, po czym ją "trzepało", a na końcu lekko trzaskała dłonią w blat stołu, przy okazji komentując każdy strzał "Ughhh". Postanowiła podejść do tego pierwszego zadania bezpiecznie, na miarę własnych możliwości, i to jeszcze przy pustym żołądku...

Skończyło się chyba ledwie na 3 kieliszkach, po czym wstała od stołu, mając zdecydowanie dosyć.
- Soooorki - Powiedziała do "Czerwonych".




.
 
__________________
"Nawet nie można umrzeć w spokoju..." - by Lechu xD

Ostatnio edytowane przez Buka : 22-04-2018 o 10:28.
Buka jest offline  
Stary 21-04-2018, 18:47   #25
 
GreK's Avatar
 
Reputacja: 20110 GreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputacjęGreK ma wspaniałą reputację
Ale jazda! Jasiek na śniadanie. Wyszczerzyła zęby. Niezła zabawa. Zeszła do wspólnej sali na bosaka. W samej tylko koszuli kończącej się w pół uda, rozpiętej na tyle szeroko, że było widać niewielki biust, którego nie więził żaden stanik. Siedziało tam już dwóch czerwonych. W tym czarnuch. Czerwony czarnuch. Ja pierdolę. Uśmiechnęła się na tą myśl. Wiedziała już, że ma między nogami coś więcej niż przeciętny białas. Uśmiechnęła się do niego uroczo...
[MEDIA]https://i.gifer.com/KEq7.gif[/MEDIA]
...i zasiadła na przeciwko. Postawiła pustą szklaneczkę przed sobą i zalała całą aż alkohol polał się po stole. Unurzyła palec w mokrej plamie i włożyła do ust ssąc wulgarnie i nie spuszczając wzroku z Jeroma. Czekała na sygnał do startu. To miała być ostra jazda.
 
__________________
Aktualnie gram w:
Sicarios. Horror. Storytelling. Meksykańskie kartele narkotykowe
Oblężenie. Z przymrużeniem oka. Pod miasto nadciąga armia nieumarłych.
GreK jest offline  
Stary 22-04-2018, 08:55   #26
Adr
 
Adr's Avatar
 
Reputacja: 8204 Adr ma wspaniałą reputacjęAdr ma wspaniałą reputacjęAdr ma wspaniałą reputacjęAdr ma wspaniałą reputacjęAdr ma wspaniałą reputacjęAdr ma wspaniałą reputacjęAdr ma wspaniałą reputacjęAdr ma wspaniałą reputacjęAdr ma wspaniałą reputacjęAdr ma wspaniałą reputacjęAdr ma wspaniałą reputację
Kurt postawił wyspać się, aby mieć świeże siły na nadchodzące wyzwania. Bo zorientował się już po zapoznawczych imprezach i wczorajszych wyścigach, że ta gromadka napalonych i buzujących testosteronem małolatów będzie znów szaleć i trzeba im jakoś kroku dotrzymać. Hottrain wstał lewą nogą.

Wielki Brat z niezdrową ekscytacją w głosie wymyślił pijackie zawody, ze skomplikowanymi zasadami, ale czegoś takiego można się było programie. Kurt jako, że obracał się w muzycznym światku, gdzie za kołnierz się nie wylewa poczuł się jak za dawnych czasów. Kiedy nie raz i cały koncert grywał na bani ululany jak każdy mężuś wracając o świcie po tygodniowym tournee po okolicznych barach.

Kurt nie raz brał też udział w takich zawodach, ale było to ładnych 20 lat temu. Dziś pewnie młodziki będą chciały się popisać. Kurt wierzył, że dadzą czadu; a ich nie przepalone jeszcze młode gardła, zdrowe wątroby okażą się wytrzymalsze niż jego stary bebech.

Hottrain planował, co innego. W domu poszukał znicza, ale skoro znalazł tylko świeczki. Jedną rozebrał nożem, aby wyciągnąć knot. Potem wyszukał jakiś ładny, rżnięty kryształ i zaczął topić wosk. Przygotował prowizoryczny znicz. Bo już miał plan jak przyciągnąć uwagę i być może przy okazji zdobyć nieco głosów publiczności. Wiedział, że ostrą najebką nie przebije młodszych więc musiał użyć innych sposobów.

Kiedy nadeszła jego kolej na picie. Wziął ze sobą gitarę usiadł przy stole. Na stoliku postawił przygotowany znicz. Zaplniczka pstryknęła i zapłonęło światełko w krysztale.

- Jak pić to czasem na smutno. Za zmarłych kolegów.

Kurt kolegów muzyków, którzy zmarli miał wielu. Ale dobrze wiedział, że masowa publiczność nie będzie ich znała. Musiał zacząć od czegoś znanego.Grał krótki riff i pił. Pił w myśl zasady Cornellowi świeczkę, a Cobainowi ogarek.

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=tmqmVfBtxUM[/MEDIA]

Swoje wypił i dalej przestał przejmować się dalszym rozwojem konkursu o picie wódy i zamiast obserwować pijące towarzystwo usiadł przed jedną z kamer i zaczął dalej jechać z kolejnymi riffami. Publiczność trzeba nakarmić już od rana. Solidne śniadanie oto czego wszyscy teraz potrzebują.
 

Ostatnio edytowane przez Adr : 22-04-2018 o 09:53. Powód: Śniadanie, którego nie było
Adr jest teraz online  
Stary 22-04-2018, 11:17   #27
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 53037 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Mark sprawdził godzinę. Było po drugiej. Dość późno, jak na wystepy przed publicznością. Oczywiście bywało, za młodych lat, gdy balował do rana, a potem szedł na następną imprezę, ale to było dawno, dawno temu. Pół roku, albo i dawniej...
Teraz rozsądku mu przybyło, na stare lata, i wiedział, że kac oznacza ból głowy, a brak snu wiąże się z kiepskim wyglądem. I że tylko na filmach, niektórych, bohaterowie zawsze, bez względu na okoliczności, wyglądali świeżo jak nowalijki. Czerwone oczka, nieprzytomny wzrok - to mogło zrobić na widzach kiepskie wrażenie. A on miał zamiar trichę pobawić. I skorzystać z uroków życia.

Przybycie mokrego jak szczur Jerome'a nie wróżyło nic dobrego.
Parę chwil wcześniej Mark dowiedział się, że tamten chciał robić za Zaporę Hoovera i powstrzymać Niebieskich.
Pomysł był może i dobry w założeniach, ale z góry skazany na porażkę. Lepiej było wziąć zakładnika lub zakładniczkę i wypuścić po czasie. No ale było już po ptakach i nie warto było sprawy komentować, bo co można było rzec komuś, kto dokopał własnej drużynie by samemu dostać plusy? Nic.

Szybki prysznic i poszedł spać, rzuciwszy pozostałych krótkie "Dobranoc".

* * *

Jak się okazało, Mistrz Gry nie minął się z prawdą.
Pobudka skoro swit (czy może przed świtem) nie tylko Markowi nie przypadła do gustu, a niektórzy (nie pokazujac palcem) wyglądali nieco mniej uroczo, niż dnia poprzedniego.

Wszystkie mądre (i doświadczone) źródła głoszą, iż do pijatyki trzeba przystąpić z odpowiednim "podkładem" w żołądku. Białko, tłuszcz... a z pewnością nie sama woda czy powietrze.
Ktoś miał paskudny pomysł i zboczone poczucie humoru. No ale trzeba było stanąć w szranki i spróbować wspomóc drużynę. Nie zależało mu na tym, by wstać od stołu jako ostatni (lub jako ostatni lec pod stołem), lecz nie chciał zejść z pola walki jako jeden z pierwszych.

Nalał sobie do pełna, po czym uniósł kieliszek.
- Wasze zdrowie - powiedział, kierując te słowa do Czerwonych, po czym wypił do dna, nawet nie mrugnąwszy okiem.
Kolejny toast poszedł w stronę Niebieskich. Tym razem bez słów, więc chociaż gestowi towarzyszył uśmiech, to trudno było orzec, czy Mark życzy im powodzenia, czy wprost przeciwnie.
A potem był kolejny kieliszek. I następny. I jeszcze jeden. Za każdym razem toasty kierowane były w stronę kamer.
Aż wreszcie Mark doszedł do wniosku, że dość już poświęcania się. Wypił ostatni kieliszek, obrócił go do góry dnem i skinieniem pożegnał tych, co jeszcze trwali na posterunku.

Wstał od stołu, by poszukać innych, przyjemniejszych wrażeń.
 
Kerm jest teraz online  
Stary 22-04-2018, 11:56   #28
 
Lord Melkor's Avatar
 
Reputacja: 23892 Lord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputacjęLord Melkor ma wspaniałą reputację
Jack nie zdążył się wyspać, ale też nie była to pierwsza niedospana noc w jego życiu. Zdeterminowanym spojrzeniem ocenił rzędy stojących przed nim butelek, zastanawiając sie nad najlepszą strategią - jego drużyna już przecież przegrała jeden z tych kretyńskich zawodów.

Kiedyś był jednym z lepszych w piciu na posterunku, ale jak się przekroczyło pięćdziesiątkę to wątroba już nie taka... ale raz kozie śmierć, nie zgłosił sie przecież do tego cyrku, aby grać ostrożnie.

-Zdrowie naszych przeciwników, niech wygra najlepszy! - Skinął Markowi, stykając sie kieliszkami w odpowiedzi na jego toast.

-Za zmarłych kolegów! Pogrzebałem paru kumpli, zginęli by inni mogli spać spokojnie. - Kolejnym toastem odpowiedział Kurtowi.

-I za nas, starych pryków, też wypijmy, pokażmy że jeszcze umiemy wypić! -Przy trzecim kieliszku poczuł przyjemne gorąco przepływające przez jego ciało. I nie był to koniec.
 

Ostatnio edytowane przez Lord Melkor : 22-04-2018 o 11:58.
Lord Melkor jest offline  
Stary 22-04-2018, 21:44   #29
 
liliel's Avatar
 
Reputacja: 9622 liliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputacjęliliel ma wspaniałą reputację
Bethany wyglądała na załamaną gdy zeszła półprzytomna do jadalni i głos płynący zewsząd jak sam Bóg Wszechmogący (dla ścisłości ta jego wersja, która kazał Hiobowi porąbać żywcem jego syna albo zsyłała plagi na Egipcjan tylko dlatego, że mieli asertywnego króla) oznajmił przed jakim wyzwaniem właśnie staną.
Bethany Payne ziewnęła przeciągle, klapnęła przy stole ściągając poły egzotycznego szlafroka w żurawie i zaczęła przecierać szkła okularów rękawem tak natrętnie i nerwowo jakby oczekiwała, że gdy powtórnie je założy, obraz przed oczami się rozwieje jak koszmarna fatamorgana i butelki whiskey wyparują zastąpione słodkimi rogalikami i kawą.
- Oj, rety rety - żaliła się White'owi jakby oczekiwała z jego strony jakiejś pomocy.
A w istocie panna Payne wyglądała jakby takowej desperacko potrzebowała. Metr pięćdziesiąt (uwzględniając niedbały kok na czubku głowy), gabaryty mieszczącego się w damskiej torebce ratlerka i wyraz twarzy osoby, która upija się gdy zbyt obficie wypłucze usta płynem do dezynfekcji.
- Pamiętasz kiedy na imprezie integracyjnej zaczął plątać mi się język a później usnęłam na stole? - mruknęła niepocieszona obracając w palcach pierwszy wypełniony po brzegi kieliszek. - Wypiłam dwa martini.
- Słucham? - White sprawiał wrażenie przywołanego z bardzo daleka. Po nalaniu kieliszka solidnie ponad wyznaczoną kreskę, w całości oddał się rozmarzonej kontemplacji zapachu trunku. - A tak... w zasadzie nie uważam, żebyś powinna pić więcej niż ten kieliszek, jeśli mamy to wygrać.
Bethany ujęła w dwa palce kieliszek i uniosła do ust z taką ostrożnością jakby wypełniał go trotyl. Wlała w siebie i zaraz zaczęła chuchać w szlafrok, krzywić się jak dziecko, w które wepchnięto słabo wysmażoną wątróbkę, sarkać i wietrzyć wywalony na brodę język.
- To jakiś koszmar. - Powachlowała się białą rączką.
White wzniósł kieliszek w odpowiedzi na jakiś toast z przeciwnej strony stołu, po czym wypił trzema małymi łykami, powoli i z namaszczeniem, w pełni celebrując dane na to trzydzieści sekund.
- Dobrze się trzymasz. - Odparł szelmowskim uśmiechem nalewając sobie kolejną literatkę. - Mogło być gorzej, wiesz, ta whisky mogła być na przykład ciepła.
Bethany drżącą ręką sięgnęła po drugi kieliszek. Jego rąbek już niemal dotykał jej ust kiedy nagle ciemnoskóry facet o wyglądzie dilera smarknął gilem na stół i nakazał drugiemu z czerwonych ( białemu!) pościerać własne wydzieliny.
- Zaleciało niemieckim porno i apartheidem - skomentowała drobna okularnica nie odrywając wzroku od kieliszka jakby go chciała zahipnotyzować jak jadowitą kobrę by nie uczynił jej krzywdy. - Za dżentelmenów! - rzuciła toast i wypiła jednym haustem. Zaraz potem powtórzyła kabaret z chuchaniem, dmuchaniem i wietrzeniem jamy ustnej.
White powtórzył swój rytuał sączenia, a następnie bez słowa, zapewne odruchowo, napełnił kieliszek swój, Bethany i wszystkich do których sięgał i którzy mu na to pozwolili, nie wykluczając najbliżej siedzących czerwonych. Pewną ręką, równiutko milimetr powyżej regulaminowej kreski.
Kurt Hottrain rzucił toast za zmarłych kolegów. Patrick złapał spojrzenie muzyka, a następnie policjanta. Uśmiechnął się smutno i wypił całą zawartość jednym haustem. Alkohol zdawał się wsiąkać w niego jak kropla wody w suchą gąbkę.
Trzeci kieliszek wędrował do ust Bethany już jak za karę. Patrzyła przez te gruba szkła okularów na busztynowoprzezroczysty płyn i coś rosło jej w gardle.
- Spójrz na tego gliniarza. Doi jak koń wodę. Szacun, no... ale polegniemy z kretesem jeśli nie zaryzykujemy ponad normę. Co niniejszym czynię, dla dobra grupy - wlała w gardło alkohol i przez moment zamroziło jej rysy twarzy. Możnaby pomyśleć, że Panna Payne umarła albo dostała jakiegoś ataku ale ona w końcu przełamała ten impas i parsknęła niepochamowanym pijackim śmiechem. - Nie czuję nóg... Ale jaja... zaraz się poszygam.... - zatrzymała rozdygotany wzrok na White'cie. - Wooow, aleś ty... - chyba brakło jej słów, za to podsunęła byłemu mistrzowi lodowisk pusty kieliszek. - Szuję... sze... dam szadę...
- Dałaś. - White uśmiechnął się i podał dziewczynie rękę zachęcając do wstania. Pewny, zrozumiały gest, jak w tańcu. - Glinę zostaw mnie.
- Doceniam trofskę... ale muszę dać z siebie więszej... Polej ten cholerny kielisssszek, Patricku... - O dziwo nie przestawała się uśmiechać jakby alkohol odblokował jakiś tryb neurotycznej wesołości. Przy okazji szeroki uśmiech i wachlarz wypielęgnowanych białych zębów sprawił, że okuary wydały się nagle wystudiowanym aktorskim rekwizytem jak w przypadku Clarka Kenta. Właściwie gdyby nie te denka od słoików byłby z panny Payne nienajgorszy towar.
- Ostatni toast, co? Za... - jej pełen iskierek wzrok zatrzymał się na Triple Key'u - Wreastling! Uwielbiam wrestling! Gdybym była troszke wienksza... byłabym latynoskom zapaśniczkom. - Ale zaraz dodała ze skruchą. - Albo łyżwiarkom. To tesz fajny zawót.
- Byłabyś świetną latynoską zapaśniczką. A teraz spać.
Głos blondynki zaczął się łamać, zapał osłabł i (niestety) pomniejszył jej promienny zaraźliwy uśmiech.
- Nihkt nie lubi miękich buł. Wyjtę na mięką bułę...
- Ja cię lubię. - Stawianie czoła pijackiej logice było dla Patricka codziennością, choć zwykle stał po przeciwnej stronie barykady. - Walczyłaś dzielnie. I wstaniesz o własnych siłach. Miękkie buły będą spać pod stołem.
- Ja tesz cie lubię - odpowiedziała Bethany po chwili siermiężnej analizy podczas której jej twarz wyglądała jak pierwsza maszyna licząca. - Myszlę jednak, że powinnam... jeszcze jednego... bo skończę z najgorszym wynikiem w ogóle. Wyfalą mnię... - Chyba walczyła ze sobą by się nie rozpłakać.
White, westchnął i napełnił kieliszek Bethany.
- Cheerliderka będzie miała dokładnie ten sam wynik, odradzam, ale to twoja decyzja.
- Za folę falki... - uśmiech rozbłysnął ponownie na twarzy okularnicy, uniosła czwarty kieliszek jakby brała się za bary z całym światem.
Siup, niech się dzieje wola nieba.
Każdy punkcik się liczy.
 
liliel jest offline  
Stary 22-04-2018, 22:15   #30
 
Gryf's Avatar
 
Reputacja: 6605 Gryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputacjęGryf ma wspaniałą reputację
Trochę później, około siódmego kieliszka White rozejrzał się po pozostałych przy stole i życiu zawodnikach.

- To co panienki, rozgrzaliśmy się, chyba czas się napić naprawdę. - Patrick brzmiał przytomnie, dykcję miał nienaganną, ale kwestia została wygłoszona odrobinkę głośniej, niż powinna. Znów był pijany i czuł się wspaniale. Gitarowy jam Kurta Hottraina, krew pulsująca w skroniach, cudownie schłodzona przyzwoita gorzała. Był w domu. A co tam do cholery, to ostatni sport w którym White jest obecnie dobry. Wygra lub polegnie.
 
__________________
Show must go on!
Gryf jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:13.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167