lastinn

lastinn (http://lastinn.info/)
-   Archiwum sesji RPG z działu Horror (http://lastinn.info/archiwum-sesji-rpg-z-dzialu-horror/)
-   -   [Horror 18+] Zdarzenie (http://lastinn.info/archiwum-sesji-rpg-z-dzialu-horror/18205-horror-18-zdarzenie.html)

Obca 28-11-2018 12:51

Hisako patrzyła z niedowierzaniem na ich przyjaciela, potem na Heater i na Jimmiego.
- Dlaczego my się z nim przyjaźnimy ? - Nie oczekiwała odpowiedzi, decyzja została podjęta, tak samo jak rok temu w szpitalu. - Choć zapakujemy sobie trochę kanapek. - Powiedziała do młodszej dziewczynki.

Kerm 28-11-2018 14:57

Jimmy również nie do końca wiedział, co kierowało Martim, który uparł się, by w taki sposób zapewnić swej siostrze kilka miłych chwil. Jakby się nie mogła zamknąć w swoim pokoju razem z Derekiem.

- Nie wiem - odpowiedział na pytanie Hisako. - Może to było jakieś zaćmienie... Pomogę wam z tymi kanapkami - zmienił temat.

WielkiTkacz 28-11-2018 17:54

Marti walczył ze sobą widząc ich reakcję. Może Pac Man był wymówką w obliczu strachu przed Hauserem. W dodatku zgodził się ze swoją siostrą i poszedł na ustępstwo - za co sam sobie powinien dać w nos.

- Wiesz co Dona... W nosie mam tego Pac Mana. Umówiłem się z przyjaciółmi, a przyjaciele trzymają się razem. Hisako ma rację. Podrzucicie nas autem i po sprawie... Tylko weźmiemy potrzebne rzeczy.

Mag 28-11-2018 21:05

Najmłodsza z dziewcząt zmrużyła oczy. Miała wyrobione zdanie o Donie, dzięki swojej starszej siostrze Iris i na tej podstawie oceniała, że nic co siostra Brainiego wymyśli nie jest ani dobre, ani pozbawione kłopotów. A wybieranie się na imprezę nastolatków mocno ją peszyło. Z resztą tata zawsze mówił, że takie zabawy tylko kłopoty przynoszą i pracy mu dokładają.
Uśmiechnęła się szeroko, kiedy Martin zmienił zdanie i odmówił jechania z siostrą i jej chłopakiem na imprezę.

- To jedziemy do mnie czy do ciebie? - zapytała Jamesa, pakując to co każde z nich przyniosło do domu. - U mnie możemy liczyć, że mój dziadek zawiezie nas za miasto na oglądanie gwiazd - dodała.

- Hisako, masz swój teleskop? - dopytała koleżankę.

waydack 29-11-2018 15:11

Dona nie była zadowolona kiedy Marty zmienił zdanie a przyjaciele go poparli. Wpadła w histerię, zaczęła ściągać biżuterię i krzyczeć, że w takim razie wszyscy zostaną w domu a Flanningan niech zabiera się na imprezę sam. "Brainy" niepotrzebnie narobił jej nadziei, zawód na jej twarzy był wręcz przejmujący, wszyscy słyszeli płacz dochodzący z łazienki. Derek musiał przez parę minut ją uspokajać. Musiał mieć niezły dar przekonywania bo Dona w końcu wyszła z łazienki, umalowana i boska jak zawsze.
- Pieprzyć to. Jadę na imprezę a was odwieziemy do Thompsonów – powiedziała. Przyjaciele spakowali wszystko co potrzebne, żeby miło spędzić wieczór, w tym też oczywiście teleskop.

Derek swojego żółtego forda mustanga zaparkował na chodniku przed posesją Barkerów. Nastolatka wpakowała się na przednie siedzenie, pozostała czwórka musiała cisnąć się z tyłu. Nadwyżka pasażerów z pewnością nie spodobała się Heather, ale tego wieczora wszyscy policjanci patrolowali okolice parku a do domu Jimmiego też nie było strasznie daleko. Derek przekręcił kluczyki w stacyjce, silnik zamruczał melodią, która dla każdego faceta była miodem dla uszu. Ruszył z piskiem opon.
Kiedy dojeżdżali pod dom Thomposów, Flanningan zamiast zwolnić przyśpieszył. Minął posesję, przejechał kawałek a potem odbił w lewo na skrzyżowaniu.
- Co wy robicie? – zapytał jeden z dzieciaków.
Dona odwróciła się, szczerząc zęby.
- Porywamy was smarkacze – powiedziała Dona a Flannangan zaśmiał się głośno i włączył radio podkręcając głośniki do oporu.
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=TaivSqwgAvk[/MEDIA]

Na nic się zdały prośby, groźby, błagania. Mustang Flaningana kierował się na północ, minął kino samochodowe, młyn i piekarnię nad którą górował wielki silos. Przejechał przez Most Samobójców a kilometr dalej zjechał na piaszczystą drogę, która prowadziła prosto do willi Wrexlerów.


Już z daleka zauważyli, że olbrzymi dom jest rozświetlony w każdym pokoju, w oknach odbijały się kolorowe światła kul dyskotekowych. Gdy podjechali bramę zobaczyli kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt samochodów. Wydawało się, że to u Luke’a a nie w parku Waszyngtona odbywa się festyn a na imprezę zjechało się całe liceum w Breadhouse. Młodzi ludzie stali na podjeździe, pili piwo, sączyli drinki. Muzykę w domu puszczono na cały regulator.
- Nie bójcie żaby, jak impreza się skończy, odwieziemy was do domu – pocieszył całą czwórkę Derek bo Dona w tym czasie była zajęta poprawianiem fryzury i zupełnie zapomniała o swoich podopiecznych.
Pod drzwiami przywitał ich sam Luke Wrexler, który wybiegł z domu dziwnie pobudzony. Pod nosem został mu biały proszek.
- Dona! Derek? Co tak późno!? Impreza już się prawie kończy, zaraz przenosimy się na basen, obowiązują tylko stroje topless – zarechotał a potem zauważył dzieciaki.
- Cześć – uśmiechnął się niczym Jack Nicholson grający rolę szalonego ojca ścigającego rodzinę z siekierą. Widząc Hisaku, złożył ręce i ukłonił nisko – Konnichiwa!
- Przepraszam Luke, nie miałam co z nimi zrobić. Obiecuje że nie będą przeszkadzać – pośpieszyła z wyjaśnieniami Dona lekko się czerwieniąc
- Nie no, bez jaj, wszyscy są mili widziani na imprezach Luke’a. Napijecie się po browarku?
- Nie, żadnego alkoholu – zaprotestowała nastolatka– Starzy by mnie zabili.
- No dobra. To co chcecie robić? – spytał przyjaciół wciąż uśmiechając się jak szaleniec.

WielkiTkacz 29-11-2018 18:14

Marti był nieco przytłoczony sytuacją i czuł się winny, że zostali 'porwani'. Po drodze nawet zaczął głupio tłumaczyć się Hisako, że przecież Pac Man i w ogóle, ale pod domem Wrexlerów wszystko minęło jak ręką odjął. Teraz najważniejsze było to dobrze wykorzystać.

- Wydaje mi się, że to my jesteśmy w gościach, więc nam coś zaproponuj. Lepiej, żeby to było coś ekstra, bo Dona nie chciałaby żeby rodzice dowiedzieli się o uprowadzeniu nas...

Obca 29-11-2018 19:34

Hisako spojrzała na Martina jej stoicka twarz nie zdradzała jak nie pewnie się czuła.
- Nie mogłeś wiedzieć - To było wszystko co powiedziała, choć w środku była wściekła, wiedziała że Donna nie jest zbyt inteligentna, ale sam fakt, że nie pomyślała, że bardziej jej się dostanie jak któremuś z nich się coś stanie na tej imprezie niż gdyby ich zostawiła w domu Heater, świadczyło że dziewczyna rzeczywiście miała tylko ćwierć działającego mózgu.
Kiedy wysiedli z samochodu ‘gospodarz’ przywitał ich przy okazji kalecząc mocno jej język ojczysty swoim brakiem akcentu. Niemniej Hisako ukłoniła się w powitaniu i rozejrzała się po okolicy i domu. - I tak już tu jesteśmy, równie dobrze możemy się rozejrzeć.- Powiedziała do reszty trzymając futerał z teleskopem ściskając na nim dłoń w obawie że go zgubi albo któryś z tych przygłupów jej go zabierze. Niemniej ruszyła powoli do środka uwodzona dobrym uderzeniem muzyki jaki rozbrzmiewał z domu.


Kerm 30-11-2018 09:26

Porwanie?
Tak, bez wątpienia było to pierwsze porwanie w życiu Jimmy'ego. I mimo tego, że znał 'porywacza', nie należało to do najprzyjemniejszych wydarzeń w jego życiu. Nie dlatego, że nie lubił jeździć szybkimi samochodami (oczywiście jako pasażer... na razie), ale dlatego, że nie znosił być zmuszanym do robienia tego, czego nie chciał...
Ale wyskoczyć nie mógł, pozostawało więc robić dobrą minę do złej gry i udawać, że jest zachwycony możliwością wzięcia udziału w 'dorosłej' zabawie.
Z drugiej słowa 'stroje topless' brzmiały zachęcająco, ale Jimmy wolał nie zdradzać swego zainteresowania tym tematem. Poza tym nie do końca w to wierzył...

- Cześć - powiedział. - Nie musisz się nami przejmować. Znajdziemy sobie jakąś rozrywkę i nie będziemy się wam pchać przed oczy.

Mag 03-12-2018 20:51

Nie mogła uwierzyć w to co się stało. Wystarczyłoby żeby jeszcze dwie przecznice pojechali w prawo i już by znaleźli się w jej domu. A teraz? Kierowali się na tą durną imprezę. Była w lekkim szoku.

- Marti, jesteś adoptowany - stwierdziła ponuro Heather. - Albo ona. Niemożliwe żebyście byli rodzeństwem - wyraziła na głos swoją opinię co do poziomu inteligencji jego domniemanej siostry Dony.

Nie odezwała się gdy przywitał ich "gospodarz" balangi. Z rękami schowanymi w kieszeniach bluzy, stała za swoimi przyjaciółmi. Czuła w kościach, że to wszystko źle się dla nich skończy. Jednak pewnym będzie, że najbardziej oberwie się Donie, gdy rodzice o wszystkim się dowiedzą.

waydack 05-12-2018 12:37

Luke okazał się przyzwoitym gospodarzem i przemiłym człowiekiem. W przeciwieństwie do Dony traktował dzieciaki z pełną powagą, jak kolegów i koleżanki i chyba naprawdę chciał, żeby dobrze czuli się w jego domu. Co prawda jego zachowanie – ciągłe pociągnie nosem, przeciągły śmiech przypominający kwik świni, zęby wyszczerzone do granic elastyczności żuchwy - mogły wydawać się irytujące, ale przecież każdy ma mniejsze i większe wady. Młody Wrexler zaprowadził ich najpierw do swojego pokoju. Plotki okazały się prawdą – na honorowym miejscu, przy biurku stał nowiuśki komputer Commodore Amiga 1000 z monitorem o imponującej rozdzielczości 640x400, paletą 4096 kolorów, 4 kanałami stereo. Prawdziwa multimedialna bestia, idealna do gier i słuchania muzyki. Pokój był pełen dyplomów, pucharów, nagród co mogło dziwić, zwłaszcza, że Luke nie wydawał się wybitnym intelektualistą. Okazało się jednak, że zanim poszedł do liceum był najwyraźniej cudownym dzieciakiem. Wygrał dwa razy z rzędu międzystanowy konkurs ortograficzny, należał do szkolnej drużyny szachowej i w 1978 zdobył z drużyną pierwsze miejsce w turnieju młodzików a to była tylko część wyróżnień, która zdobiła jego ścianę. Widząc, że Hisako trzyma w ręku teleskop Wrexler klepnął się po czole jakby o czymś sobie przypomniał po czym otworzył jedną z szaf. Grzebał w niej przez parę minut wyrzucając stare podręczniki, globus i podarte trampki aż w końcu znalazł to czego szukał. Składany teleskop na statywie, dwa razy większy od tego jaki trzymała w ręku Azjatka.
- Ja też kiedyś lubiłem gapić się w niebo – uśmiechnął się niczym sobowtór Jacka Nicholsona – Myślicie, że naprawdę wylądowaliśmy na księżycu?
Kiedy przyjaciele zapoznali się z pokojem Luke’a i jego skarbami, chłopak zaprowadził ich do piwnicy. A raczej pomieszczenia, które w normalnym domu jest piwnicą, lecz w domu bogacza zostało przerobione na prywatny salon do gier. Automaty były ustawione pod ścianą w równych odstępach. Wrexler po kolei zaczął wkładać wtyczki do kontaktów i przedłużaczy i maszyny rozświetliły się futurystycznym światłem. To nie był jednak koniec wrażeń, bo po przeciwległej ścianie, w szklanej gablocie Luke trzymał komiksy – oryginalne wydanie Amazing Fantasy gdzie debiutował Spiderman, pierwszy numer Fantastic Four i Avengers. Pochwalił się nawet, że jako dzieciak wysyłał listy do redakcji Marvela i odpisał mu sam Stan Lee. Ciekawą pogawędkę przerwało najście Flanningana.
- Dona was szuka – powiedział a uwagę dzieciaków na pewno zwrócił szczegół, że Derek w ręku trzymał piwo i beztrosko delektował złocistym trunkiem.
Kiedy wyszli na górę do salonu, impreza trwała w najlepsze. Wielki pokój połączony z jadalnią, był pełen ludzi. Jedynym źródłem światła były dyskotekowe kule rzucające na ściany i sufit niebiesko-czerwone odbłyski. Muzykę puszczano z gramofonu podpiętego do potężnych kolumn, w tym hałasie trudno było nawet usłyszeć własne myśli.

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=LHEsE9yN2CY[/MEDIA]

Siostra Martina brylowała w towarzystwie, wesoło chichotała z koleżankami racząc się drinkiem i podrygując w rytm muzyki. Gdy zauważyła brata i jego przyjaciół zmarszczyła brwi.
- Macie być grzeczni i nie przeszkadzać, zrozumiano!? Nie chcę się potem za was wstydzić! Za godzinę wracamy do domu więc zajmijcie się czymś pożytecznym -
Dona szybko straciła zainteresowanie dzieciakami i przeszła z salonu do drugiego pokoju, gdzie mogła dalej swobodnie plotkować. Nim przyjaciele zdążyli się naradzić co do dalszych planów, nagle Jimmy i Martin poczuli jak ktoś ich łapie za ręce i zaciąga na środek pokoju. Najwyraźniej starsze, podpite dziewczyny uznały, za zabawnie jest tańczyć z małolatami. Rudowłosa piękność i nie mniej atrakcyjna blondynka wzięły chłopców do kółeczka wywijając przed nimi swoimi biodrami.
Wyglądało na to, że Hisako i Heather zostały na lodzie. Za plecami usłyszeli parskania i śmiechy. Gdy się odwróciły zdały sobie sprawę, że nie tylko one są jedynymi dzieciakami na imprezie. W domu Luke’a Wrexlera pojawił się niesławny Jesse Bulligton.

***


31 sierpnia 1985 roku, w sobotni poranek, kiedy członkowie „Klubu wietrznej ospy” raczyli się lemoniadą na ganku w domu Barkerów, Jesse Bulligton całkowicie zatracił się w „Wyspie skarbów”. Jego mały pokoik znajdujący się w czynszówce na Magnolia Street pełen był modeli statków i samolotów, miesiącami pieczołowicie sklejanymi fragment po fragmencie. Mało kto wiedział, że ten wyrośnięty dzieciak, który na lekcjach sportu nie potrafił nawet stanąć na głowie może być modelarzem. Mało kto też przypuszczał, że Jesse w ogóle czyta książki. Mówili o nim szkolny zabijaka i nie bez powodu, zasłużył sobie na takie miano. Pobicie niedorozwiniętego, Aarona Coopera przyniosło mu złą sławę. Kto normalny bije upośledzone dzieciaki? Jakim trzeba być potworem, żeby znęcać się nad kimś takim? Tylko Jess znał całą prawdę, ale zła sława i tak się za nim ciągnęła zarówno w podstawówce jak i liceum. Marti, Hisako i Jimmy chodzili z nim na niektóre zajęcia a Heather znała jego siostrę Klarę, młodszą o niecałe trzy lata. Miała (nie)przyjemność zobaczyć Bulligtona w akcji, gdy pod szkołą dorwał paru gówniarzy, którzy zaczepiali dziewczynkę. Sam Jesse też obrywał od starszych kolegów, ale nigdy się nie skarżył, nigdy nie donosił, cierpliwie znosił upokorzenia. Znosił je w samotności, bez przyjaciół, bo nikt o zdrowych zmysłach, nie chciałby się kolegować z chłopakiem, który problemy rozwiązywał za pomocą pięści.
Gdy skończył czytać, spakował książki do plecaka i wyszedł z mieszkania. Do biblioteki miał tylko parę kroków. Bibliotekarka Jessica Thompson, widząc chłopca w progu przywitała go serdecznym uśmiechem. Jak zwykle poleciła mu parę klasyków, choć ich lista stawała się z każdym tygodniem coraz krótsza. Jess pochłaniał literaturę w ilościach hurtowych, mama Jimmiego patrzyła na to z podziwem i zazdrością, sama na pewno chciała by jej synowie zamiast tracić czas na turlanie kostkami sięgnęli czasem po jakąś porządną książkę.
Trzynastolatek wyszedł z biblioteki z trzema powieściami Juliusza Verna’a. Większości mieszkańców Breadhouse miała plany na sobotni wieczór, ale nie on. Nie znał nikogo kto by miał teleskop a gdyby poszedł na festyn stałby tam jak kołek, albo wdał się w bójkę ze starszymi chłopakami. Schodząc z chodnika na ulicę, nagle zahamowała przed nim czerwona corvetta kabrio.


W środku siedziało trzech starszych chłopaków z liceum, Rick Morgan, Patrick Grand i Dennis Lumier. Chłopcy wspaniałomyślnie postanowili zaprosić Jessiego na imprezę do Luke’a Wrexlera. W odróżnieniu od większości normalnych nastolatków, im młody Bullington imponował a pobicie upośledzonego Aarona uznawali za świetny żart. „Udowodniłeś młody, że masz jaja!” „Jesteś mistrz!” „Może następnym razem wytarzasz mu mordę w psim gównie?” słodzili i choć Jesse nie był dumny ze swojego występku nie mógł być obojętny wobec komplementów, starszych o pięć lat kolegów. Kumplowanie się z kimś takim jak Rick, Patrick i Dennis dodawało mu powagi i wzbudzało podziw rówieśników. Nawet przejażdżka na „El Diablo” nie była tak epicka jak impreza u Luke’a Wrexlera więc Jesse przyjął zaproszenie. Przed dziewiętnastą chłopaki odebrali go sprzed kamienicy i nic nie zapowiadało nadchodzącej katastrofy. Przez kolejną kilkadziesiąt minut trzynastolatek pałętał się po domu i nie za bardzo miał co ze sobą zrobić, potem jednak kumple zaciągnęli go do salonu, gdzie znajdowało się epicentrum imprezy. Wtedy Jesse zauważył znajome twarze - Japonka, okularnik, syn bibliotekarki i małolata rozmawiali z Doną Barker. Nie miał jednak czasu zastanowić się co tu robią, miał swoje własne problemy. Rick, Patrick i Dennis przydusili go do kanapy i siłą próbowali wlewać piwo do ust.
- No masz napij się, nie bądź cipa Bullington!

***


Hisako i Heather obserwowały jak trzech licealistów pastwi się nad trzynastolatkiem, wlewając mu piwo do ust. Nikt nie reagował, a ci którzy to widzieli zanosili się śmiechem. W pewnym momencie muzyka się zmieniła i prawie wszyscy, nawet Dona i Derek ruszyli na środek, przytulając się, całując, obmacując i robiąc wszystko o czym trzynastolatki mogą tylko pomarzyć.

[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=y0Qz0wZSzZc[/MEDIA]

Rudowłosa i blondyna patrzyły rozbawione na Jimmiego i Martina czekając na ich ruch.
A Bullington walczył i przegrywał.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:58.

Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169