Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror > Archiwum sesji RPG z działu Horror
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 07-01-2007, 20:25   #1
 
Esco's Avatar
 
Reputacja: 969 Esco ma wyłączoną reputację
Cthulhu Hills, 90210

[center:ee92352d43]Zew Cthulhu
Cthulhu Hills, 90210

„Niektóre z plotek związanych z grupą studentów uczelni Miskatonic były zaiste
niewiarygodne. Mówiono nawet o czarnej magii i wydarzeniach wykraczających poza zdolności ludzkiego pojmowania…”

-- H.P. Lovecraft, The Thing on the Doorstep[/center:ee92352d43]
 
Esco jest offline  
Stary 07-01-2007, 21:53   #2
 
Esco's Avatar
 
Reputacja: 969 Esco ma wyłączoną reputację
[center:802d929f13] [/center:802d929f13]

Późne lato dobiegało już końca, ale nikt z załogi jachtu nie myślał nawet jeszcze o mającym się rozpocząć roku szkolnym. Piękna, sierpniowa pogoda, ciepły letni wiatr i szum morza wprawiał wszystkich w doskonały nastrój.

Dziób prowadzonego przez Chris'a białego Boston Whaler'a wgryzał się w fale prowadząc łódź w stronę wyspy. Chłopak spojrzał w dal, w znikającą na horyzoncie poszarpaną linię brzegową i wznoszące się nad nią zabudowania Innsmouth. Przez chwilę zastanawiał się czy jego Dodge Ram i przyczepa będą bezpieczne przez siedem dni na parkingu tego wyludnionego miasteczka, ale po chwili zapomniał o swoich troskach gdy jego wzrok padł na rozpromienioną twarz Kate.

Kate McCall siedziała na łodzi uśmiechając się do Chrisa. Ostatnio układało się pomiędzy nimi wprost wspaniale. Perspektywa imprezy na pożegnanie lata dla wszystkich studentów z kampusu Miscatonic na wyspie sprawiała, że nie mogła już się doczekać tego wydarzenia. To w końcu na "jej wyspie" odbędzie się ta coroczna, najważniejsza z nieoficjalnych imprez na Uniwersytecie Miskatonic i to jej przypadnie miano najlepszego organizatora na uczelni. Potrzebowała tego jak powietrza. Po ostatniej osobistej porażce, jaką odniosła oddając tytuł królowej balu zakończenia roku w ręce tej rosyjskiej larwy - Anny. Na szczęście wszystko miało się zmienić dzięki jej najlepszej przyjaciółce i jej genialnemu planowi - posłała ciepły uśmiech w stronę Marici.

Marica O'Brien - jedna z najładniejszych i najinteligentniejszych istot zamieszkujących akademik Uniwersytetu Miskatonic odwzajemniła uśmiech. W końcu musiała jakoś pomóc Kate odzyskać reputacje najpopularniejszej dziewczyny w szkole. Kate wiele razy wspominała o tym, że jej rodzice kupili jakąś dużą, posiadłość na wyspie w okolicach Massachusetts Bay. Czemu by więc nie zorganizować imprezy końca lata właśnie tam? Dodatkowo, nadarzyła się okazja aby Kate mogła zemścić się na Annie - Marice udało się namówić na wyprawę Jeremy'ego, do którego jak było wiadomo, Anna bezskutecznie smarowała cholewy, po tym jak oboje zdobyli tytuł króla i królowej balu. Plan był genialny - obejmował on przypłynięcie na wyspę na tydzień przed planowaną imprezą, oczywiście w towarzystie Jeremy'ego oraz najlepszej przyjaciółki Anny i zarazem szkolnego kujona - Oksany...

Oksana nadal nie mogła uwierzyć, że najpopularniejsza na całym campusie paczka, czyli Chris, Kate, Marica i Jeremy - zaprosili ją aby wspólnie spędzić ostatni tydzień lata na wyspie, w posiadłości należącej do rodziców Kate. Miała nadzieję, że nie zepsuje to jej przyjaźni z Anną, która wraz z Jeremy'm zdobywając tytuł królowej balu niewątpliwie naraziła się Kate. Ale co tam - dzień był piękny, morze kołysało a wiatr wiał tak przyjemnie. Gdzies nad głową krążyła mewa pokrzykując co chwilę. Spojrzała na przyjaciół i jej wzrok zatrzymał się na Jeremym

Jeremy stał na dziobie Boston Whaler'a a wiatr przyjemnie owiewał jego tors, opinając na nim błękitną koszulkę "Arkham Warriors". Morska bryza przynosiła świeży, przyjemny zapach a słońce odbijało się w jego okularach przeciwsłonecznych. Chłopak nie wachał się ani chwili, gdy jego najlepszy kumpel Chris zapytał, czy nie pomógł by mu w wyremontowaniu domu, należącego do Kate i zorganizowaniu imprezy pożegnania lata. Byli najlepszymi kumplami i nawet to, że Jeremy w tym roku zdobył tytuł króla balu, odbierając ten przywilej Chrisowi, nie było w stanie ich poróżnić. W końcu i tak to Chris pozostawał królem strzelców drużyny koszykówki. Spojrzał na ich japońskiego towarzysza - ten wydawał się jak zwykle być w swoim świecie. Pewnie nawet nie zrozumiał, że będą razem przez tydzień remontować dom. Uśmiechnął się jakby sam do siebie - wszystko było w porządku, i ten stan Jeremy lubił najbardziej...

Takeda Kao, zwany przez innych "Otakujonem" (ciekawe, co to słowo mogło znaczyć), siedział na łodzi i nie mógł wyjść z zachwytu. Na tym odludziu, niemal na środku morza jego Nokia N95 miała aż pięć kresek zasięgu! Internet po GPRS-ie śmigał jak szalony, wyłapując pakiety z powietrza i przesyłając przez modem Bluetooth prosto do notebook'a. Niebieska lamka "błękitnego kła" mrugała wesoło, gdy najnowsze pliki MP3 wędrowały na twardy dysk laptopa, a stamtąd do iPod'a Takedy. Chłopak był bardziej niż szczęśliwy - jego koledzy zabierali go (z tego co zdołał zrozumieć) na jakąś wielką imprezę. Będzię mógł zatem wreszcie wypróbować swój nowy mega-system głośników i wzmacniaczy Creative, który spoczywał teraz w olbrzymich kartonach w małej ładowni jachtu. Takeda ze słuchawkami na uszach gapił się beztrosko w błękitne niebo przesłuchując kolejne MP3-ki i układając w głowie set-y na nadchodzącą imprezę...

W końcu łódź przybiła na przystań. Chris wyłączył silnik i wyskoczył na drewniany pomost a w ślad za nim Jeremy. Obaj mężczyźni przywiązali liny do drewnianych pali. Cała grupa w końcu znalazła się na pomoście.
- Masz jeszcze te klucze, kochanie? - zażartował Chris. Kate mimowolnie sięgnęła do torebki. Klucze, które wręczył jej w Innsmouth agent nieruchomości i stary przyjaciel rodziny, pan Justin Goeffrey, były tam nadal. Pod palcami wyczuła też wizytówkę, którą wręczył jej pan Goeffrey z zaleceniem, aby dzwonić do niego we wszelkich sprawach dotyczących domu, w których mógłby on pomóc.
- No to gdzie jest ta wielka posiadłość? Nie mogę już się doczekać... - mruknęła Marica.
W końcu wszyscy zeszli z pomostu kierując się piaszczystą drogą w głąb wyspy, w kierunku, w którym miał znajdować się dom. Droga prowadziła w gęsty, leszczynowy zagajnik, który w końcu zmienił się w las. Kopuła liści w końcu zamknęła się nad ich głowami, jedynie smugi światła prześwitywały przez nie, tworząc jasne plamy na ziemi. Gdzieś na końcu drogi miała znajdować się posiadłość Crowninshield...
 
Esco jest offline  
Stary 07-01-2007, 22:19   #3
Lady Redone
 
Redone's Avatar
 
Reputacja: 1868 Redone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłośćRedone ma wspaniałą przyszłość
- Chodźcie, jeszcze tylko kawałek!

Kate mrugnęła porozumiewawczo do Marici i z uśmiechem na ustach wsunęła swoją dłoń w dłoń Chrisa. Czy coś mogło popsuć tak wspaniały dzień? Cudowne słońce, zapach lasu, który tak uwielbiała, a nad głową korony drzew pełne różnych ptaków umilających spacer śpiewem. Jeszcze chwila i staną przed bramą posiadłości, która na pewno zrobi na wszystkich wrażenie.
 
__________________
Courage doesn't always roar. Sometimes courage is the quiet voice at the end of the day saying, "I will try again tomorrow.” - Mary Anne Radmacher
Redone jest offline  
Stary 07-01-2007, 22:33   #4
 
Kutak's Avatar
 
Reputacja: 172 Kutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie cośKutak ma w sobie coś
- Mam nadzieje, że tylko kawałek, bo tym razem niósł ciebie nie będę!- krzyknął, poczym zaśmiał się głośno Chris. Zapowiada się impreza, którą będą wspominać latami. Przynajmniej jeżeli nic się nie poposuje... Zresztą co mogło się popsuć!? Nawet piwa nie zabraknie, sam kupował je i wrzucał pod pokład. Bo co to za remont bez piwka czekającego w lodówce po ciężkiej pracy?

Czując dłoń Kate chwycił ją na tyle mocno, by obyło się bez bólu dziewczyny. Jego ukochanej dziewczyny. Mógłby spędzić te siedem dni tylko z nią, to by było dopiero coś... Chociaż nie, już trzeciego dnia nie miałby z kim wypić piwa.

- No to, droga wycieczko, zerkniemy na dom, a potem wrócimy po nasze rzeczy. To chyba najlepsze wyjście- zawołał, tradycyjnie wcielając się w rolę lidera, poczym zaczął iść "w las". Chciał w końcu zobaczyć to cudo.
 
__________________
Kutak - to brzmi dumnie.
Kutak jest offline  
Stary 07-01-2007, 23:40   #5
 
Lhianann's Avatar
 
Reputacja: 692 Lhianann jest godny podziwuLhianann jest godny podziwuLhianann jest godny podziwuLhianann jest godny podziwuLhianann jest godny podziwuLhianann jest godny podziwuLhianann jest godny podziwuLhianann jest godny podziwuLhianann jest godny podziwuLhianann jest godny podziwuLhianann jest godny podziwu
Z uśmiechem zarzuciła na ramię całkiem sporych rozmiarów plecak jaki jednak niosła bez widocznego wysiłku.

Z czarującym uśmieszkiem zwróciła się do Jeremy'ego który nadal wpatrywał się z zachwytem w igrające na błękitnych falach wody promienie słońca.

-Chodź, fale ni słońce nie znikną tak szybko...

Pomysł Katie spodobał się jej niezwykle.
Być może w końcu kilka spraw jakie od pewnego czasu zaprzątało jej umysł i uczucia znajdzie tu rozwiązanie...
Szum drzew, śpiew ptaków sprawiały iż miała ochotę zrzucić z siebie wszystko i nago zanurzyć się cała w tej bujnej zieleni, której już tak długo jej brakowało...

Być może to małe szaleństwo również zrealizuje...
W jej oczach zabłysł odbity promień słońca, inny wplótł się we włosy sprawiając że zabłysły miękkim kasztanowym blaskiem.
 
__________________
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I'm home again
Dear diary I'm here to stay
Lhianann jest offline  
Stary 08-01-2007, 00:15   #6
 
Yarot's Avatar
 
Reputacja: 340 Yarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skał
Jeremy spojrzał na stojącego obok Kao, który lekko ruszał głową. Pewnie w takt muzyki sączącej mu się z jego iPoda. Uśmiechnął się mimowolnie i jeszcze raz zerknął na plażę i łódź, którą przypłynęli. Wszystko wydawało się być w porządku. W dodatku zapowiada się ładne popołudnie i wieczór. Są ludzie, będzie wspaniały zachód słońca, impreza. Coś w nim jednak kazało spojrzeć drewniane molo, przeszukać kieszenie i rozejrzeć się wokół. Westchnął tylko i spojrzał w błękit wody.
-Chodź, fale ni słońce nie znikną tak szybko... - usłyszał. To Marica. Odwrócił się w jej stronę. Zmrużył jedno oko od słońca i od promienia, który bawił się we włosach dziewczyny. Od razu odegnał niepokój i uśmiech znów pojawił się na jego twarzy.
- Jasne, że nie znikną. Chodźmy, bo jeszcze Chris zostawi nas tu i zacznie bez nas. - powiedział. Odwrócił się do Takedy i Oksany.
- Chodźcie za nimi, bo jak się tu zgubimy to piwa dla nas zabraknie. Chodźmy.
I ruszył piaszczystą ścieżką za znikającą w lesie parą. Co jakiś czas zerkał, czy Marika idzie obok niego. Dziwnie dodawało mu to otuchy.
 
__________________
...and the Dead shall walk the Earth once more
_. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._
Yarot jest offline  
Stary 08-01-2007, 00:29   #7
Banned
 
Reputacja: 0 Rhamona nie jest za bardzo znany
Oksana była wprost w siódmym niebie, choć doskonale zdawała sobie sprawę, że nie wypada dopuszczać swoich buzujących hormonów do działania.
W trakcie podróży miała dużo czasu aby wszystko dobrze przemyśleć, ale gdy już dochodziła do logicznych wniosków, orientowała się nagle, że uporczywie gapi się na tyłek Chrisa. Tak! Zdecydowanie potrzebowała chwili spokoju, w takim towarzystwie trudno jej było cokolwiek mówić a nawet myśleć.
Trzymała się z boku i 'wlepiała gały' w otaczającą przyrodę. Wolała to, niż po raz kolejny zastanawiać się dlaczego Marica ją tu zaprosiła.

- Boso będzie ci wygodniej - powiedziała nieśmiało do idącej przed nią Kate, gdy po chwili zrozumiała, że dziewczyna jej najwyraźniej nie usłyszała, powtórzyła głośniej - Zdejmij klapki! Obcasy zapadają ci się w piasek, nie przejdziesz daleko...

Po co w ogóle to powiedziała? - zastanawiła się Oksana.
 
Rhamona jest offline  
Stary 08-01-2007, 01:12   #8
 
Esco's Avatar
 
Reputacja: 969 Esco ma wyłączoną reputację
S
[center:2cf606fcab] [/center:2cf606fcab]

Szli przez zagajnik gdy za którymś z zakrętów leśna, nieuczęszczana droga doprowadziła ich na drugą stronę lasu. Tam wśród zarośli dostrzegli białe niegdyś ściany budynku. Cicha i opuszczona posiadłość Crowninshield wznosiła się pośród zielni, niczym zapomniana pradawna świątynia jakiejś cywilizacji. Chwasty rosły wokół niej niezwykle bujnie, co nie zdarza się na zamieszkanych terenach. Frontowa ściana domu pokryta była martwą winoroślą, a okna świeciły pustką. "Boże... ten dom to ruina" pomyślał Jeremy, a Chris tylko wypuścił głośno z płuc powietrze i potarł ręką kark. Nawet dziewczyny nie były pewne, co do słuszności przyjazdu tutaj. "A co jeśli tu nie ma prysznica? Nie mówiąc już o bieżącej wodzie?" te i inne niepokojące myśli zaprzątnały umysły Oksany, Kate i Mariki.
Takeda nieświadomie podśpiewując pod nosem jakiś kawałek wpadł na plecy Jeremy'ego i dopiero teraz zauważył budynek. Jego mina z uśmiechniętej nagle zmieniła się na poważną...
 
Esco jest offline  
Stary 08-01-2007, 01:23   #9
 
szelest's Avatar
 
Reputacja: 0 szelest ma wyłączoną reputację
Takeda sprawiał wrażenie jakby do niego nie docierało co robi i gdzie się znajduje. Wsłuchany w lecącą dość głośno muzyczkę, według niektórych nawet przegapił moment w którym zza krzaków pojawiły się mury posiadłości. W rzeczywistości nie chciał być natarczywy i przyglądać się swojej wybrance. Dlatego też nie rozglądał się zbytnio tylko tonął w mp3-jkach. Ale wcześniej czy później, Ona i on znajdą się sam na sam. I wtedy jej To powie.... Wiedział, że taka okazja się nie powtórzy. Byli tu niemal sami, nie licząc zaledwie kilku innych uczestników. Uśmiechał się tylko pod nosem do momentu gdy wpadł w plecy Jeremy’ego.

- Sumimasen, sorki – powiedział dość głośno, gdyż nie słyszał sam siebie. Cofnął się o krok i przyjrzał budynkowi.

- Przecież tutaj nie ma pewnie nawet prądu – wyszeptał już sam do siebie. I to go zmartwiło najbardziej.
 
szelest jest offline  
Stary 08-01-2007, 01:35   #10
 
Yarot's Avatar
 
Reputacja: 340 Yarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skałYarot jest jak klejnot wśród skał
- Spoko, stary - powiedział Jeremy. Przyglądał się właśnie rezydencji i oczom nie wierzył.
- Oż w mordę. Chris, jesteś pewien, że to ten dom mamy odremontować? Ja nie chcę krakać, ale nawet do Święta Dziękczynienia nie damy rady.
Kao wspomniał o prądzie. Jeremy popatrzył czy gdzieś dochodzą jakieś przewody, kable, cokolwiek. Obrzucił wzrokiem powybijane okna, pootwierane okiennice i tą wszędobylską roślinność.
- Ja tu widzę jedno rozwiązanie - albo remont, albo impreza. Nie da rady zrobić tego razem.
 
__________________
...and the Dead shall walk the Earth once more
_. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : .__. : ! : ._
Yarot jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 16:24.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166