Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror > Archiwum sesji RPG z działu Horror
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 09-01-2010, 00:26   #1
 
Tasselhof's Avatar
 
Reputacja: 186 Tasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie coś
Aliens - Origins (+18)



Statek matka: „ USS Queen”
Załoga: 25 osób i jeden android
Kurs: XV 418
Wpis dnia: 21 listopad 2186 roku


Wielki ociężały kolos sunął w pustce. Kosmiczna otchłań otulała go, dzięki czemu metaliczny połysk idealnie zlewał się na tle gwiazd i odległych układów. Wydawać by się mogło że sunie po woli, wręcz ociężałym tempem nic nie robiąc sobie z czasu który mijał. Naprawdę jednak poruszał się z naddźwiękową prędkością. Jego silniki zaczęły po woli przygasać, a jego prędkość spadać. Gdzieś na górnym pokładzie błysnęła lampa pokładowa, uruchomił się pierwszy komputer pokładowy. Korytarze, otulone wewnątrz spokojem, mrokiem i ciszą, nagle zaczęły rozbłyskać światłem z świetlówek umieszczonych po bokach. Włazy zostały odbezpieczone, lampki zapaliły się na zielono i drzwi rozsunęły się na bok. Po woli hala skąpana w ciemnościach zaczęła się przejaśniać. Przypominała wysokiej klasy sale szpitalną, krystalicznie czystą, skąpaną w bieli, wyłożoną lazurowymi płytkami i ścianami czystymi jak łza. W sali po obydwu stronach ciągnęły się rzędy kabin kriogenicznych. Razem było ich trzydzieści dwie.



W dwudziestu sześciu z nich podniosły się pokrywy. Najpierw drgnęły lekko i z sykiem wypuściły chłodne powietrze z wnętrza. Potem uniosły się odsłaniając sylwetki ludzi. Spali jeszcze nieruchomo gdy wszystko po woli ucichło. W końcu ktoś się poruszył, podniósł po woli rękę i przetarł sobie nią oczy. Ktoś dalej jęknął przeciągliwie i podniósł się do pozycji siedzącej. Po woli ruch zaczynał się zagęszczać. Jedna z kobiet po woli się podniosła. Przeciągnęła się kusząco. Miała duże piersi i zgrabne uda, ubrana była w skąpą bluzeczkę na ramiączka i króciutkie spodenki. Włosy miała długie, rozpuszczone. Dotknęła stopami podłogi, była lodowata. W kabinie obok niej podniosła się druga kobieta, tym razem z krótko przystrzyżonymi włosami i zachrypniętym głosem powiedziała.
- Zimno w stópki Bee?
- Zamknij się Corvax.

Zagadnięta kobieta odpowiedziała chłodno. Z drugiego końca ściany dało się słyszeć czyjeś człapanie bosych stóp. To szedł ten nowy, krótko ścięty blondyn. Kilka osób spojrzało na niego ponurym, zaspanym wzrokiem. Na poprzedniej misji poległ ich był sierżant , Malcolm Westice. Teraz dostali jakiegoś nowego, przed wylotem nawet nie mieli czasu na rozmowę z nim. Teraz miało się odbyć ich pierwsza wspólna zbiórka.
- Kuuuuurwaaaaa …
Ktoś obok syczy ze złością. W Sali zaczyna robić się tłok, wszyscy po woli wstają, zaspanym krokiem udają się do sali obok gdzie znajduje się szatnia. Zaczyna się przebieranie, jakiś wysoki dwumetrowy murzyn podnosi sztangę, dwóch stoi i pali w samych gaciach rozmawiając o czymś i śmiejąc się. Ktoś na kogoś się drze, ktoś nie może znaleźć spodni, innemu zacięła się szafka. Kolejny piękny dzień w raju.



Posiłek przebiega jak to zwykle bywa w gwarze i przepychankach. Po jego zakończeniu wszyscy dostają rozkaz udania się do luku ładunkowego gdzie ma się odbyć zbiórka. Luk jest obszerny, stoją w nim trzy jednostki UD 4, dwie jednostki APC, kilka dźwigów, i skrzynie z uzbrojeniem i niezbędnymi rzeczami. W lewym krańcu hali znajdują się ławeczki przygotowane do zbiórek. Stoi tam już połowa załogi, reszta się zbiera. Nowy sierżant oczekuje w ciszy przybycia reszty. Gdy już wszyscy siedzą rozpoczyna swoją przemowę.
- Witajcie żołnierze! Nazywam się Max Taylor i Jestem nowym sierżantem tej jednostki! Nie dane było przed wylotem nam się poznać. W każdym razie, was już znam z bazy danych i wiem czego po kim powinienem oczekiwać! Lecimy z akcją rozpoznawczo zwiadowczą! Kopalnie wzbogaconej rudy i metanu na XV 418 zerwały kontakt z matką niespełna dwa tygodnie temu.
Wyciągnął z kieszeni na piersi paczkę papierosów, stanął na chwilkę i zapalił jednego. Zaciągnął się dymem i z wyrazem błogości wypuścił szary obłok, po czym kontynuował.
-Podejrzewa się, że może to być akcja dywersyjna Republiki Wschodnio Indyjskiej, której jednostki dostrzeżono ostatnimi czasy w tym regionie! W każdym razie cicha robota w plenerze, możecie ją uznać za wakacje! Naszym celem będzie główny kompleks kopalniany należący do Wayland Inc które pracowało przy okazji nad zmianą atmosfery w tamtym rejonie. Podejrzewane jest także przegrzanie się reaktora jak to miało miejsce 6 lat temu na LV 426 gdzie zginął doborowy oddział marines!
Przyjrzał się uważnie ich minom, nie wzruszone, u niektórych wykrzywione przez pokraczny uśmieszek i wredne spojrzenie. To dobrzy ludzie, zawodowi żołnierze. Dadzą sobie rade. Kontynuował.
- Zadanie jest proste, zbadać teren, zdać raport matce i w najgorszym wypadku pomóc ocalałym. A jeśli nie będzie innego wyjścia, przechwycenie jakiś ważniejszych danych z laboratorium. Innymi słowy nic szczególnego co powinno was zaskoczyć żołnierze!
Jeden z marines podniósł rękę, był to wysoki murzyn od sztang.
- Słucham cię Drake.
Ciemnoskóry odezwał się tubalnym, gardłowym głosem.
- Jakie jest ryzyko że Generator znowu może się przegrzać?
Sierżant po chwili odpowiada.
- Spore, jednak nic nam nie grozi, jako że bazę od generatora przeniesiono 40 km w głąb litosfery, aby uniknąć nie potrzebnej tragedii.
Spojrzał na resztę zebranych.
- Jakieś pytania?!
 

Ostatnio edytowane przez Tasselhof : 09-01-2010 o 22:14.
Tasselhof jest offline  
Stary 09-01-2010, 23:20   #2
 
Radagast's Avatar
 
Reputacja: 201 Radagast ma w sobie cośRadagast ma w sobie cośRadagast ma w sobie cośRadagast ma w sobie cośRadagast ma w sobie cośRadagast ma w sobie cośRadagast ma w sobie cośRadagast ma w sobie cośRadagast ma w sobie cośRadagast ma w sobie cośRadagast ma w sobie coś
Rozległ się syk i wieko komory hibernacyjnej powoli się podniosło. Mięśnie twarzy Jeremy'ego lekko zadrgały i mężczyzna znów znieruchomiał. Przez chwilę mogło się wydawać, że w hibernatorze leży zimny trup. Jednak głęboki, powolny oddech świadczył o czymś innym, choć akurat słowo zimny w tej chwili było bardzo odpowiednie. W końcu poruszył się. Gdy ludzie w sąsiednich kapsułach już zaczynali się podnosić, z mniejszą lub większą dawką jęków, syków i wulgaryzmów, J.D. przewrócił się na bok i mruknął
- Jesze piesz minuf.
Ciche parsknięcia towarzyszy broni uświadomiło mu, że nic z tego. Podniósł się, przetarł zaspane oczy i przeciągle ziewnął. Rozejrzał się po sali. Głównie po tej części sali bardziej na prawo, gdzie spały dziewczyny. Przynajmniej ten jeden plus pobudek w korpusie - niezłe widoki. Jego wzrok napotkał spojrzenie jednej z dziewczyn. Imienia nie pamiętał, ale po zimnym śnie zawsze się czuł jak skacowany i miał problemy z przypomnieniem własnego imienia. Oblizał górną wargę dość niedwuznacznie.
- Wargi mi spierzchły od tego zimna. - wyjaśnił z uśmiechem i puścił do niej oko.
Podrapał się po brzuchu i w końcu wygramolił z kapsuły. Raźno ruszył w stronę szatni. Nie to, żeby mu się spieszyło, ale tam podłoga była przynajmniej czymś wyłożona i miała temperaturę różną od zera absolutnego. Po latach szkolenia i kolejnych długich latach służby mógł śmiało powiedzieć, że widział wiele i wiedział wiele, ale co za idiota wyłożył pomieszczenie z komorami hibernacyjnymi płytkami glazurowymi do tej pory pojęcia nie miał.
Po drodze minął sierżanta. Nowego. Dwa określenia niezbyt lubiane w wojsku. Choć po prawdzie z poprzednimi przełożonymi pracowało im się nieźle i nic nie wskazywało na to, żeby tym razem miało być inaczej.
- Nie przemęcz się, czarnuchu. - mruknął do ćwiczącego Drake'a i klepnął go po przyjacielsku w ramię, mniej więcej na wysokości własnej głowy.
- Spoko, asfalt. - Drake nie pozostał mu dłużny.
Sam uderzył kilka razy w worek treningowy i poszedł do swojej szafki, żeby się ubrać. Na ćwiczenia będzie jeszcze dużo czasu, trzeba było się tylko upewnić, że mięśnie pamiętają, za co im płacą.
Założył spodnie, buty i podkoszulek. Kurtkę wziął tylko pod pachę i poszedł na śniadanie. Pełne umundurowanie musiał mieć dopiero na apelu.

- Witajcie żołnierze! Nazywam się Max Taylor bla bla bla.
J.D. słuchał żyjąc coś leniwie i starając się nie wyglądać na znudzonego.
- Podejrzewa się, że może to być akcja dywersyjna Republiki Wschodnio Indyjskiej, której bla bla bla na LV 426 gdzie zginął doborowy oddział marines!
Standardowe farmazony jakimi się karmi żołnierzy przed akcją. Powinni to raz nagrać i puszczać z płyty z drobnymi przeróbkami.
- Zadanie jest proste, zbadać teren, zdać raport matce i w najgorszym wypadku pomóc ocalałym. A jeśli nie będzie innego wyjścia, przechwycenie jakiś ważniejszych danych z laboratorium.
Najciekawsze jak do tej pory z całej tej gadki było pytanie Drake'a o generator. Znowu mógł ich wysłać do Matki w trybie przyspieszonym i z pominięciem procedur bezpieczeństwa. Ale rzekomo nie powinien, bo... "Że co on powiedział? 40 km wgłąb litosfery?" J.D. nie mógł uwierzyć własnym uszom. Gdy sierżant zgodził się łaskawie odpowiedzieć na jakieś pytania Douglas podniósł rękę i widząc, że nikt nie zamierza się wtrącić, zapytał powoli:
- Czy ja dobrze zrozumiałem, sir, że mamy zleźć 40km pod tak zwaną ziemię? I stamtąd wyciągać poszkodowanych? I w razie czego najpierw wyciągamy dane, czy poszkodowanych?
 
__________________
Within the spreading darkness we exchanged vows of revolution.
Because I must not allow anyone to stand in my way.
-DN
Dyżurny Purysta Językowy

Ostatnio edytowane przez Radagast : 10-01-2010 o 23:48. Powód: Mówisz - masz: skróciłem cytat.
Radagast jest offline  
Stary 10-01-2010, 00:15   #3
 
Tasselhof's Avatar
 
Reputacja: 186 Tasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie coś
Teylor spojrzał w twarz drugiemu w załodze murzynowi. Po namyśle i dwóch pociągnięciach fajka odpowiedział.
- Źle zrozumiałeś Douglas! Tam gdzie lądujemy jest punkt ładunkowy czyli gdzieś w bloku C. Cały kompleks znajduje się nad ziemią, generator jest oddalony od laboratorium o 40 km, na północny wschód. Dopiero szyby kopalniane zaczynają się jakieś 4 km pod ziemią, dodatkowo nie są wielkie, łączna ich długość wynosi 5 km. Jak już mówiłem to jest kompleks laboratoryjny i łącznościowy, serce całej spółki kopalnianej. Bez niej nie mamy kontaktu z resztą planety. Jasne?
Spojrzał pytająco na resztę.
 
Tasselhof jest offline  
Stary 10-01-2010, 09:00   #4
 
Karmazyn's Avatar
 
Reputacja: 1145 Karmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumnyKarmazyn ma z czego być dumny
Wieko komory kriogenicznej podniosło się z sykiem. Denis z ulgą otworzył oczy. Nienawidził hibernacji.
Leżał nieruchomo, w głębi duszy mając nadzieję, że świat o nim zapomni. Słowa:
- Wstawaj żołnierzu! - słowa wypowiedziane przez właściciela twarzy, która na moment pojawiła się w polu widzenia mężczyzny zmusiły go porzucenia takich nadziei oraz leżącej pozycji.
Usiadł na brzegu kapsuły i rozejrzał się leniwie po sali. Tak jak przypuszczał był jednym z ostatnich, którzy opuścili swoje kapsuły. Powoli stanął na nogach. Zimna podłoga zmusiła jego twarz do przybrania grymasu niezadowolenia. Szybkość, z jaką grymas znikł była równa szybkości, z jaką się pojawił.
Z obojętną miną Den skierował się w stronę szatni. Tam ubrał na siebie podkoszulek, spodnie, buty i kurtkę, w której odruchowo podwinął rękawy. Ze swej szafki wyjął jeszcze paczkę fajek i piersiówkę, z której pociągnął spory łyk. Jedno i drugie wetknął za pas.
Z niezmienionym wyrazem twarzy udał się na posiłek. Tam zajął miejsce jak najbardziej oddalone od reszty oddziału. Nie żywił do nich o nic urazu. Po prostu najlepiej czuł się we własnym towarzystwie. Reszta, jeżeli tego nie rozumiała to przynajmniej jak dotąd akceptowała.
Posiłek zjadł szybko, nie myśląc o tym, co znikało w jego gardle. Żarcie było kolejnym nielubianym przez niego elementem służby wojskowej.
"Żołnierz musi wykonywać polecenia przełożonego." Najczęściej słyszane przez niego zdanie utwierdzało go w przekonaniu, że w wojsku jest tylko dla broni, a w szczególności dla smartgun’a.
Teraz jednak nie było czasu na rozmyślania. Jako, że „żołnierz musi…” udał się do luku załadunkowego na zbiórkę.
Wysłuchał przemowy i odpowiedzi sierżanta. Rzeczywiście. Szykowała się kolejna standardowa i nudna misja.
 
__________________
Dłuższy kontakt może zagrażać Twojemu zdrowiu lub życiu.
Toczę batalię z życiem. Nieobecny na długi czas.

Ostatnio edytowane przez Karmazyn : 10-01-2010 o 16:45.
Karmazyn jest offline  
Stary 10-01-2010, 11:59   #5
 
Roni's Avatar
 
Reputacja: 160 Roni ma w sobie cośRoni ma w sobie cośRoni ma w sobie cośRoni ma w sobie cośRoni ma w sobie cośRoni ma w sobie cośRoni ma w sobie cośRoni ma w sobie cośRoni ma w sobie cośRoni ma w sobie cośRoni ma w sobie coś
-Au. - Maks powoli opuścił komorę. Strasznie bolała go głowa. - Jebana komora kriogeniczna. Jak ja tego nienawidzę.
W szatni spostrzegł że jego szafka jest dziwnie wygięta.
-Kurwa! Kto mi wgiął szafkę? Cholera jasna. - Z wielkim trudem otworzył drzwiczki. Nie chciały się z powrotem zamknąć. Maks powoli ubrał mundur. Z schowka wziął jeszcze swój nóż, który zawsze nosił i schowaną za laptopem butelkę wódki.
-Ach...stara dobra czysta.
Pociągnął solidny łyk i odstawił. Ruszył do stołówki. Spokojnie zjadł śniadanie.
"Cholera, co to za gówno? No nic. Trzeba iść na zbiórkę."
Po dotarciu do luku, dokładnie zapamiętał wszystkie szczegóły misji.
-Jakieś pytania?!
-Tak. Kiedy będziemy pod ziemią, czy będą tam jakieś duże przestrzenie? Czy tylko ciasne korytarze? To dla mnie ważna informacja. Jest to dla mnie ważne, gdyż jestem snajperem i musiałbym zabrać inną broń.- Ze strachem spojrzał na Maxa.
"Cholera, twardziel. Zaraz wyjeżdża z przekleństwami."
-To kiedy wyruszamy, Sir? Chcę jak najszybciej zacząć, by jak najszybciej skończyć.
"Kurwa, mam nadzieję że przez niego nie zginę. Nie wydaje się być zbyt inteligentnym."
Max spojrzał na niego. Wilanowski stanął na baczność i skierował wzrok na przeciwległy koniec luku.
 

Ostatnio edytowane przez Roni : 10-01-2010 o 18:29.
Roni jest offline  
Stary 10-01-2010, 12:24   #6
Mae
 
Mae's Avatar
 
Reputacja: 10 Mae nie jest za bardzo znany
Utknęła gdzieś na krawędzi snu, otworzyła oczy, ziewnięcia, kaszlnięcia, kapsuła była otwarta. Wszystko wokół rysowało się niewyraźnie, do oczu napłynęły jej łzy, które zdawały się ranić źrenicę i palić swym zimnem. Wzięła głęboki oddech, ukłucie w klatce piersiowej tylko ją upewniło, co do jej stanu... Obudziła się, śmiało mogłaby stwierdzić, że w tej chwili jej sutki osiągnęły poziom twardości nieosiągalny dla penisów niektórych mężczyzn, zadygotała. Złapała się krawędzi tej cholernej lodówki, zastanawiała się czasami czy warto było, dźwignęła się w górę i przeszła w kucki, po czym wysunęła jedną stopę, stawiając ją na podłogę, na próbę, po chwili dołączyła drugą. Lodowata. Przeklęła w myślach.
Bogini budzi się do życia, chłód rzeczywistości oplata jej idealne ciało, śmiertelnicy wokół nie są świadomi wagi sytuacji. Niezwykłości dodaje obłok wzbijający się ze skorupy, w której miała pozostać na wieczność... Niestety jej wyobrażenia - Czy to już megalomania? - przerwał mało przyjemny, aczkolwiek znajomy głos.
-Zimno w stópki Bee?
-Zamknij się Corvax. - Odpowiedziała chłodno.
-Wargi mi spierzchły od tego zimna. - Oznajmił męski głos, zerknęła w tamtą stronę.
Gość robił dziwne miny w stronę Corvax, a może jej? Pewnie mięśnie mu się zastały, postanowiła nie zawracać sobie tym głowy, uśmiechnęła się tylko. Poprawiła szorty niezbyt dyskretnie, obrała już sobie cel - szatnia - znalezienie ciuchów i ubranie się. A gdy już podeszła do swojej szafki musiała w nią solidnie przyłożyć, zanim łaskawie się otworzyła, no, za trzecim razem działała już całkiem sprawnie. Przebieranie się w prawie męskim gronie nie sprawiało jej problemów, co innego wybranie odpowiedniego stanika - sportowy czy z miękkimi fiszbinami? Wybrała ten drugi, tak czy inaczej nie obejdzie się bez docinków, już słyszała, jak koledzy próbują podładować poziom testosteronu, po tym, jak z zimna skurczyły im się jądra. Zaśmiała się w myślach, wyobrażając sobie, co będzie za parę dni. Naciągnęła na siebie czarny podkoszulek, potem wsunęła na tyłek spodnie i ściągnęła luźno pasek, skarpety nałożyła, poprawiła, a buty związała ciasno. Mogła iść na posiłek - była ciekawa, co na to jej zmarznięty i zasuszony żołądek.
O tak, obiad w mesie, coś, co wręcz uwielbiała. Nie była pewna czy to, co dostała było mięsem, ziemniakami czy może półproduktem zwierzęcym albo zwykłym kocim żarciem z puszki, bo w smaku nie przypominało zupełnie niczego. Miała czas, żeby zbadać wzrokiem pomieszczenie, a w tym, żeby rozejrzeć się po gębach znanych, kojarzących się i tych, z którymi musiała zapoznać się w formie multimedialnej. Wsadziła łyżkę do ust i przełknęła to, co na niej było.
-Myślisz, że to również zawiera śladowe ilości orzechów arachidowych? - Zapytała z uśmiechem osobę obok, nie bacząc nazbyt kto to. To i tak nie miało większego znaczenia, wojsko od początku było dla niej prawie tak samo sadystyczne, ordynarne i rodzinne, jak jej dom.
Po śniadaniu nadszedł czas na „najciekawszą” część dnia. Nowy sierżant, blondwłose ciacho, ciekawe czy będzie miał w sobie to coś, co sprawi, że ludzie go pokochają i znienawidzą, inaczej pozostanie obojętność, a skutki takowej w armii są powszechnie znane.
-Bla bla bla, nazywam się Max Taylor, bla bla bla. - Standardowa przemowa, niezbyt porywający opis misji, jakoś pójdzie.
Uśmiechnęła się dość dwuznacznie i rozprostowała plecy, co niektórzy mężczyźni odczytywali jednoznacznie jako prowokację. Spojrzała na Drake'a, a przynajmniej w jego stronę, gdy mówił, potem ten drugi głos... Przyjrzała się Douglasowi, tak, to ten sam facet, którego widziała po przebudzeniu. Złapała się na tym, że ciężko poznać jej kogoś, gdy nie jest w mundurze. Co też to z nią robiło?
-Sir!- Przejęła inicjatywę, wchodząc w słowo Maxowi. - Mamy, jak zauważyłam, dwie jednostki APC, mniemam, że w stanie nienagannym, do tego trzydzieści... parę lodówek. Ile przypuszczalnie osób pozostało w jednostce badawczej? O ile nie będzie zagrożenia z zewnątrz, a reaktor nawalił na dobre razem z systemem łącznościowym, może się okazać, że będziemy musieli przetransportować lub przynajmniej wspomóc ileśtam osób... - Orłem z matematyki nie była, ale to wszystko zdawało się jej zbyt zawiłe. -A do tego wszystkiego, zauważyłam, sir, że w mesie brakuje dań laktowegetariańskich z dużą zawartością białka, sir.
U niektórych winny na nowo się budzić wątpliwości - co ona do cholery tutaj robi?
 
__________________
Smile, if you're horny!
Mae jest offline  
Stary 10-01-2010, 13:19   #7
 
Tasselhof's Avatar
 
Reputacja: 186 Tasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie cośTasselhof ma w sobie coś
- Wilanowski jeżeli boisz się małych przestrzeni, to zabieraj swoje dupsko z powrotem do komór i nie pokazuj mi swojego ryja do końca misji. Co do ciebie Lawrance o ludzi nie musisz się martwić, nie będziemy ich wozić APC tylko od razu spakujemy ich do UD 4 i przeniesiemy na matkę, zresztą jeśli sprawdzą się podejrzenia że to robota RWI* to raczej nadamy info przez sieć do bazy z prośbą o wsparcie. Innymi słowy szykujcie się na to że możemu tu równie dobrze pozostać.
Taylor rzucił peta o ziemie i rozdeptał go.
- A jeżeli żarcie kłuje w ząbki panno Bee sugerowałbym zabierać w podróż kocie żarcie, na pewno ma w chuj białka. Jakieś pytania, spieszcie się bo mi zimno!
 
Tasselhof jest offline  
Stary 10-01-2010, 13:20   #8
 
Spiryd's Avatar
 
Reputacja: 9 Spiryd nie jest za bardzo znany
Mały błysk światła przedostał się przez otwierającą się komorę kriogeniczną, padając na zaspanego jeszcze człowieka który leniwie zaczął się poruszać. Ubrany był w luźne czarne spodnie bez żadnej koszulki, więc widać było wyraźnie jego dobrze wysportowaną klatkę piersiową. Gdy się podniósł spojrzał lekko przymrużonymi oczami po okolicy, jego obserwację zostały zakończone na rozciągającej się dziewczynie powodując uśmieszek na twarzy, tak to właśnie dla takich widoków został żołnierzem.
- Znowu to samo...- Zrobił głęboki wdech i wyskoczył z leża powoli idąc do szafki. No tak jak zwykle ktoś próbując być śmiesznym zamienił tabliczki z imieniem.
- ha ha ha, który taki mądry? Zrobił krzywą minę rozglądając się po okolicy ale z góry wiedział że nikt się nie przyzna po prawił więc tabliczki i ubrał się.
Śniadanie jak zawsze zjadł szybko i w milczeniu, zawsze tak robił bo uważał że posiłek to plac zabaw, je się i tyle. Po skończeniu posiłku dopiero można sobie z kimś pogadać. Ale jakoś nie miał ochoty na wybitne rozmowy zwłaszcza że wszyscy kierowali się na odprawę więc co tu zrobić "jak wszyscy to i babcia", tak sobie zawsze powtarzał, poszedł na odprawę i tylko czekał aż się skończy stojąc spokojnie w ciszy.
 
Spiryd jest offline  
Stary 10-01-2010, 13:57   #9
 
Lhianann's Avatar
 
Reputacja: 692 Lhianann jest godny podziwuLhianann jest godny podziwuLhianann jest godny podziwuLhianann jest godny podziwuLhianann jest godny podziwuLhianann jest godny podziwuLhianann jest godny podziwuLhianann jest godny podziwuLhianann jest godny podziwuLhianann jest godny podziwuLhianann jest godny podziwu
Zimny sen.
Kłamstwem była już sama nazwa. Zasypianiu w hibernatorze, tak samo jak budzeniu się towarzyszyło odczuwanie ciepła, które w pierwszym przypadku mile rozleniwiało do granicy utraty przytomności, zaś w drugim wyrywało łagodnie z odmętów nieświadomości.
A sen…snem nie mogło być coś, co trwało nawet dziesiątki lat i było jak wpadnięcie w ciemną otchłań.

Zawsze dopadały ją tego typu przemyślenia przy budzeniu się z ‘zimnego snu’. Ale i tak były lepsze niż te które miała wchodząc do hibernatora.
Uczucie chłodu po podniesieniu się całkowicie pokryw ‘lodówek’ było dla niej jak miły gest, chodź wiedział doskonale, że na innych robiło to wręcz odwrotne wrażenie, ale jej pojęcie chłodu i ciepła były dość…subiektywne.

Złowiła wyraz odrazy na twarzy chyba najbardziej, w opinii większości, kontrowersyjnej osoby w drużynie.
Bee.
Laska która wydawała się żywcem wyjęta z gazety typu Playboy czy Penthouse, a będąca całkiem niezłym mechanikiem i myślącą, chodź nieco pofiksowaną żołnierką.
Ale taka złota zasada- jeśli jesteś kobieta, i chcesz w wojsku do czegoś dojść musisz myśleć.
W ekipie w jakiej się aktualnie zładowała były aż trzy przedstawicielki płci powszechnie uważanej za ładniejszą.
I Raine postawiłaby orzechy przeciwko złotu, że w sytuacji skrajnie stresowej w trójkę z Bee i Venom poradzą sobie prawdopodobnie lepiej niż ta zgraja napakowanych mięśniami i testosteronem aż do obrzydzenia facetów. Chodź czas to pokaże.

Nie mogła się powstrzymać od lekkiego komentarza, co tylko uświadomiło jej, jak bardzo ma spierzchnięte gardło.
Chłód posadzki pod stopami wydał jej się czymś doskonałym, po cieple wybudzenia, jaki na jej gust było za wysokie. Ubrana w figi i przydługą koszulkę na ramiączkach ruszyła w stronę swej szafki.
Coś na gardło i zestaw witamin.
Na inne przyjemności przyjdzie czas później.
Po drodze zauważyła kilka nowych twarzy, ale na zapoznawanie przyjdzie czas później.
Ciekawe kogo im tym razem dowalili z góry.
Miała nadzieje, że tym razem ich ‘gównodowodzący’ będzie myślał i wyciągał wnioski, a nie zasłaniał się rozkazami, tak jakby mogły mu zastąpić zdrowy rozsądek. Na samo wspomnienie GX-114 lekko zacisnęły się jej pięści.
Ale żegnaj pieśni, niżej jej nie zdegradują, a nie sądziła by karne usunięcie z wojska też wchodziło w grę…
Ubrała się szybko i sprawnie, na szczęście od dawna sort mundurowy brał pod uwagę trafianie się kobiet, więc nie tonęła w ubraniach. Mimo wszystko lubiła swój wzrost, 176 nawet w kwestii ubrań był według niej kwestią korzystną.
Z szafki zabrała ze sobą niewielki pudełko i plastikową buteleczkę.
W przetworniku zrywności wstukała kod na chybił trafił, wojskowe racje żywności typu MRE tej klasy i tak i tak wszystkie smakowały tak samo. Sok jabłkowy który obok jabłek pewnie nawet nigdy nie leżał gwarantował jak zwykle ten sam, syntetyczny słodko- kwaśny posmak.
Walnęła krótko pięścią w dno opakowania, gdzie znajdował się chemiczny wyzwalacz ciepła, poczekała 20 sekund po czym zerwała górę pre-packa.
W środku znajdowała się masa nie przypominająca niczego, o nikłym, trudnym do zidentyfikowania, acz miłym zapachu intensywnie parująca.
Z pudełeczka jakie po chwili wylądowało ponownie w kieszeni bojówek wyjęła niewielka kostkę owinięta w papier, skruszyła ja i posypała nią masę spożywczą. Trzy krople intensywnie żółtego płynu z buteleczki również zostały po chwili energicznie wmieszane do masy, która nie zmieniła koloru, ale zapach zdecydowanie. Ale i tak najważniejszy był smak, jaki w końcu osiągnęła.

Słuchała briefingu spokojnie, zadawanie pytań teraz i tak nie ma najmniejszego sensu, jeśli jest coś więcej niż standardowe rozkazy, to i tak się tego nie dowiedzą teraz, a w trakcie. Typowa kolonia wydobywcza, prawdopodobnie po wstępnym procesie terraformacji powierzchni. Oczywiście należąca wraz z większości zakontraktowanych kolonistów, jako części wyposażenia do koncernu Weyland-Yutani.

‘Budujemy lepsze światy’.

Taa, jasne. Mogła się tylko cieszyć, że Trondheim na długo zanim ona sama się urodziła przestało być kolonią, a stało się częścią Konfederacji Planet.

Ktoś o coś spytał, standardowa odpowiedź, ktoś coś źle zrozumiał, również standardowa odpowiedź.
Nuudy....
 
__________________
Whenever I'm alone with you
You make me feel like I'm home again
Dear diary I'm here to stay
Lhianann jest offline  
Stary 10-01-2010, 16:46   #10
Banned
 
Reputacja: 0 darlar nie jest za bardzo znany
Wstał jakby nieco niechętnie, zupełnie jakby dobrze leżało mu się przez ostatnie kilka tygodni. Nie odzywał się do pozostałych zupełnie jakby był jeszcze ospały, a wyglądał wręcz jakby miał mocnego kaca, co było niewykluczone, w końcu mógł strzelić kilka głębszych przed zamrożeniem, przynajmniej w teorii. Rozbudził się dopiero podczas śniadania, jajecznica i ciepła herbatka szybko postawiły go na nogi i dały siły do późniejszego słuchania nudnej odprawy.

Mężczyzna popatrzył na boki, na delikatnie mówiąc pieprzących głupoty kolegów i koleżanki, westchnął cicho. Pytania w stylu "Kiedy idziemy?" strasznie go irytowały, miał wrażenie, że otaczają go wyższe wersje jego własnych, ciekawych wszystkiego do zboczonej wręcz przesadu dzieci. W końcu postanowił się odezwać.

- Zamknijcie ryje.... Panie sierżancie, mamy informacje dotyczące samej planety i stopnia w jakim przeprowadzono na niej proces terraformingu? Bo nie wiem czy brać wętke... No chyba, że to planeta klasy ziemia, ale wtedy pana normalnie wyściskam.

Kapral Walsh uśmiechnął się delikatnie, kichnął i potarł swój nos palcami. Nabierał wrażenia, że hibernacja wpływa kiepsko na jego zatoki. Znów spojrzał na sierżanta a uśmiech zniknął z jego twarzy. Chciał dowiedzieć się jak najwięcej o samej misji, zresztą podobnie jak inni, ale trzeba było w końcu dowiedzieć się konkretów.

- Chciałbym też wiedzieć kim są ci hindusi, posiadamy jakieś informacje dotyczące wroga? To terroryści? Piraci? Czego można się po nich spodziewać? No i ilu górników tam pracuje i jaka jest populacja planety? Mamy jakieś wytyczne gdzie ich ewakuować, gdyby tamci sprawiali problemy przez dłuższy czas?
 

Ostatnio edytowane przez darlar : 11-01-2010 o 12:12.
darlar jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 08:33.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166