Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror > Archiwum sesji RPG z działu Horror
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 16-03-2010, 20:34   #1
Łysa Pradawna Groza
 
Armiel's Avatar
 
Reputacja: 10562 Armiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputacjęArmiel ma wspaniałą reputację
[18+ storytelling] Powrót

Autobus relacji Idaho Falls – Colorado należący do firmy Greyhund jednego z bardziej znanych przewoźników w USA opuścił terminal dworca w Idaho Falls zgodnie z rozkładem jazdy. Był 18 marca 2010r. Godzina 17.20. Wczesna wiosna, lecz na dworze już było ciemno. Co prawda słońce zachodziło dopiero za niespełna półgodziny, lecz od popołudnia niebo zasłaniały ciężkie chmury w barwie brudnego ołowiu, z których padał nieprzyjemny deszcz marznący niekiedy w ciężkie, zlepione ze sobą płatki śniegu.
Kierowca autobusu, wesoły, uśmiechnięty czarnoskóry mężczyzna włączył światła wewnątrz pojazdu dając możliwość wyboru miejsca pasażerom.



Od razu zrobiło się przyjemniej. Autobus był luksusową wersją niedawno wprowadzona na rynek. Miał konkurować z transportem lotniczym oraz z szybką koleją. Wygodne, rozkładane do pozycji niemal lezącej siedzenia w ciemnoniebieskiej barwie ustawione w dwa podwójne rzędy z dość szerokim przejściem pomiędzy nimi. Nad każdym siedzeniem lampka do czytania, nawiew, przycisk wzywający obsługę oraz mały głośniczek z którego leciał właśnie jakiś kawałek country typowy dla tej części Stanów Zjednoczonych. Oczywiście nie mogło zabraknąć rozstawianego stolika i własnego luku bagażowego nad głową w którym znajdował się świeżo uprany, pachnący, ciepły koc i poduszka. Przewoźnik zatroszczył się starannie o ty, aby podróżni spędzili czas w miarę wygodnie.
Kiedy wszyscy pasażerowie znaleźli się na swoich miejscach, kierowca zamknął drzwi i ruszył włączając się w ruch uliczny.
Idaho Fall wyglądało żałośnie zasypywane mokrą breją. Nieliczni przechodnie szybko uciekali z ulic, a samochody jechały wyjątkowo powoli nie ryzykując szybkiej jazdy w tak trudnych warunkach.
W końcu jednak autobus opuścił granice miasta Idaho Fall. Zaszemrały cichutko głośniki zamontowane nad głowami pasażerów i zamiast muzyki dał się słyszeć wesoły głos idealnie pasujący do oblicza kierowcy.
- Szanowni Państwo. Nazywam się Bob Sanders i jestem kierownikiem autobusu. Za mną siedzi mój zmiennik – Duncan Sperter. Naszym zadaniem będzie dowieźć Państwa bezpiecznie do celu. Właśnie wyjeżdżamy z Idaho Falls kursem numer 6962 do Colorado Springs. Na miejsce dotrzemy jutro, o godzinie 7.15. Przed nami 680 mil podróży, ale autobus, którym Państwo podróżujecie posiada komfortowe siedzenia lotnicze, chociaż oczywiście nie jest tak szybki jak samolot – he he he – zażartował.
- Do Państwa dyspozycji jest jeszcze nasz koleżanka, Amanda Dee, która ma za zadanie serwować Państwu ciepłe napoje i przekąski oraz, gdyby ktoś z Państwa cierpiał na chorobę lokomocyjną, odpowiednie tabletki. Toaleta znajduje się w środkowej części pojazdu. Przewidujemy trzy między-postoje w największych mijanych miastach. Będą wtedy mieli Państwo czas rozprostować nogi lu pozostać w autobusie, wedle życzenia. Życzę Państwu miłej podróży.

Po przemowie kierownika autobusu podróżni rozluźnili się nieco i zajęli własnymi sprawami. jakaś kobieta uspakajała kilkuletniego chłopaka, wypytującego o kogoś imieniem Tom. Ubrany w garnitur mężczyzna wyjął telefon komórkowy i zaczął głośną rozmowę z kimś o imieniu Sara. Rozmowa szybko przerodziła się w kłótnię i mężczyzna rozłączył się w pół słowa klnąc cicho. Kobieta w średnim wieku podróżująca z układającym się do snu mężem zapaliła światło i zaczęła rozwiązywać krzyżówki. Pękaty i niski mężczyzna siedzący w środku autobusu pod oknem obserwował ze znudzeniem ciemność po drugiej stronie. Inny pasażer, szpakowaty jegomość w sile wieku, zaczął czytać. Jak na swoją wielkość jednak autobus uznać można było za prawie pusty. Podróżowało nim niespełna 20 osób. Zwiększało to oczywiście komfort jazdy. Można było zająć dowolne miejsce nie narzucając się swoją osobą współpasażerowi.

Szczególnie jedna osoba wydawała się stanowić źródło ewentualnego marudzenia. Starsza już murzynka, której tuszy pozazdrościć mogła niejedna bywalczyni znanych sieci „szybkiego i śmieciowego żarcia”. Ważyła na pewno nie mniej niż 150 kilogramów.



Widać było, że kobieta się nudzi. Rozgląda wokół. Szukając, niczym rekin, ofiary, którą mogłaby zagadać na śmierć. W końcu podniosła się i zahaczając szerokimi biodrami o kolejne fotele, przepraszając ewentualnych podróżnych, którym zburzyła spokój, podeszła do Amandy Dee. Stewardesa spojrzała na nią z wystudiowanym, nieco przestraszonym uśmiechem.



- Kochanieńka! – zagrzmiała gruba murzynka głosem słyszalnym nawet na końcu autobusu. – Daj mnie trzy, nie lepiej cztery, pączki i mocną kawę. Do kawuni potrójny cukier! Tylko kochanieńka nie mieszaj, bo po cukrze mam gazy!

- Zaraz pani wszystko przyniosę – odpowiedziała dziewczyna miłym tonem – Proszę sobie usiąść. Nie trzeba podchodzić. Wystarczy głośno poprosić, lub wcisnąć taki guziczek nad pani głową, a ja podejdę.

Murzynka wróciła na miejsce, znów potrącając biodrami siedzących w zasięgu pasażerów. Stękając i pojękując zwaliła się na swoje miejsce.
W tym czasie stewardesa przygotowała zamówienie, ustawiła na poręcznej tacce i zgrabnie manewrując pomiędzy siedzeniami podeszła do klientki.
- Proszę, oto pani zamówienie – powiedziała wręczając kobiecie tacę.
- Dziękuję, kochanieńka – pasażerowie słyszeli uszczęśliwiony głosik grubaski. – Jesteś aniołkiem. Mniam, mniam pączusie, chodźcie do mamusi.
Stewardesa uśmiechnęła się słysząc pochwałę i ruszyła na swoje miejsce.
Zdążyła zrobić zaledwie trzy kroki, gdy niespodziewanie gruba murzynka krzyknęła z wściekłością unosząc opasłe cielsko z siedzenia.
- Ty głupia kurwo!!! – najwyraźniej kierowała te słowa w stronę Amandy DeeTy jebana szmato!!! Prosiłam o cztery pączki, a ty dałaś mi tylko trzy!!! Co to kurwa ma być!!!! Jesteś jakaś niedorozwinięta!!! Matka puszczała się z każdym, to i córka jest durną kurwą!!! Tak!!! Dostałaś tą robotę robiąc komuś laskę, czy jak, niekompetentna cipo!!??

Wszyscy pasażerowie spojrzeli zdumieni na odgrywającą się przed nimi scenę. Czarna pasażerka wpatrywała się w stewardesę z wybałuszonymi oczami. Jej twarz stała się sina z gniewu, a wykrzykując kolejne obelgi zapluwała wszystko wokół siebie mieszaniną śliny i częściowo przeżutego pączka. Jej ryk zagłuszał wszystko. Był niczym wściekły grzmot nadchodzącej burzy przewalający się wewnątrz autobusu. Przerażona obrotem sytuacji stewardesa wpatrywała się oniemiała w niezadowoloną klientkę. Jej wytrzymałość psychiczna zbliżała się do kresu i wydawało się, że za chwilę wybuchnie płaczem.
- Co tak milczysz głupia ździro! – wypluła z siebie murzynka. – Mam ci wbić uprzejmość do głowy piąchą!!! – ryknęła grubaska i zaczęła przepychać się między krzesłami w stronę Amandy Dee, która zamarła z przerażenia wpatrując się w rozszalałą pasażerkę.
 

Ostatnio edytowane przez Armiel : 17-03-2010 o 17:24.
Armiel jest offline  
Stary 16-03-2010, 22:29   #2
 
Roni's Avatar
 
Reputacja: 160 Roni ma w sobie cośRoni ma w sobie cośRoni ma w sobie cośRoni ma w sobie cośRoni ma w sobie cośRoni ma w sobie cośRoni ma w sobie cośRoni ma w sobie cośRoni ma w sobie cośRoni ma w sobie cośRoni ma w sobie coś
-Dzięki, tato. Na razie. - Powiedział do ojca, który siedział w nowiutkim Porsche Carrera.



Kuba wysiadł z wozu i zamknął drzwi. Popatrzył jak ojciec odjeżdża w stronę lotniska.
"Co za szpaner. Wynajął taką furę, by przejechać może ze 3 kilometry." - Pomyślał. Jego tata lubił się popisywać kasą. Zarzucił plecak "kostkę" na ramię i ruszył w stronę peronu. Telefon zadzwonił. Kuba wyciągnął Avile.
-Tak? Cześć Sylwia. Tak, już dojechałem. No pewnie, że tęsknie. Pozdrów Alfiego i Zygera. Kocham Cię. Pa. - Szybko skończył rozmowę i schował komórkę. Spojrzał jeszcze na zegarek.
"17.15 Zaraz przyjedzie."
Usiadł spokojnie na ławce. Wyciągnął z plecaka iPoda. Włożył słuchawki do uszu i zapuścił ciężką muzę.

[media]http://www.youtube.com/watch?v=XtgYfzy-9RU&feature=related[/media]

Wyciągnął obute w glany nogi i odprężył się. Akurat piosenka skończyła się, gdy podjechał autobus. Wstał z ławki i podszedł do drzwi. Te otworzyły się z sykiem. Wegnerowski poczekał, aż przejdą kobiety i zamierzał wsiąść, gdy jakiś debil mu się wepchał.
"Kurwa, co za kretyn."
-Ave! - Przywitał się z kierowcą.
"Co on taki uśmiechnięty? Pewnie mu za to płacą."
Podał mu bilet. Gdy ten go skasował, Kuba przeszedł przez autobus. Usiadł na przeciwko jakiejś murzynki. Zmierzył ją wzrokiem.
"Boże. Powinna przestać żreć. Wygląda jak nosorożec. I to czarny."
Wyciągnął PSP z plecaka, po czym wrzucił go na półkę nad siedzeniem. Usiadł i włączył konsolę. Pogłębił się w zabawie. Przeczesał włosy rękami i jeszcze raz spojrzał na babkę. Patrzyła na niego dziwnym wzrokiem.
-Co sie lampisz? - Warknął nieprzyjaźnie.
-Hołota. - Szepnęła do siebie i odwróciła wzrok.
"Niech popatrzy na siebie. Głupia krowa."
Dostrzegł jak murzynka wstaje i przepycha się do stewardessy.
"Na bank zamawia żarcie."
Zgodnie z jego oczekiwaniami, całkiem ładna panienka przyniosła grubasce tacę z jedzeniem.
- Ty głupia kurwo!!! – najwyraźniej kierowała te słowa w stronę Amandy Dee – Ty jebana szmato!!! Prosiłam o cztery pączki, a ty dałaś mi tylko trzy!!! Co to kurwa ma być!!!! Jesteś jakaś niedorozwinięta!!! Matka puszczała się z każdym, to i córka jest durną kurwą!!! Tak!!! Dostałaś tą robotę robiąc komuś laskę, czy jak, niekompetentna cipo!!?? - Zaczęła się drzeć. Wstała i miała zamiar iść w stronę stewardessy. Słysząc to, Kuba zbulwersował się. Wstał i złapał murzynkę za ramię.
-Zamknij się głupia pizdo. Gruba dziwko jedna. Ona stara się wykonywać pracę. Ona coś robi. Ty tylko byś wpierdalała. Teraz siadaj, bo mój but wyląduje na Twojej twarzy. A wierz mi, że glany są jebitnie ciężkie. - Wrzasnął jej w twarz. Nie czekając na reakcję ruszył do łazienki. Musiał się wylać.
 

Ostatnio edytowane przez Roni : 16-03-2010 o 22:54.
Roni jest offline  
Stary 16-03-2010, 22:44   #3
 
S.W.A.T's Avatar
 
Reputacja: 2862 S.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputacjęS.W.A.T ma wspaniałą reputację
Na samym początku wzrok byłego żołnierza przykuła wrzeszcząca bezdomna. Zboczenie zawodowe kazało mu obserwować wszystkich ludzi wokoło. Nie wiedział skąd się mu brało. Po prostu. Nie lubił zmian. Nie lubił przebywać z ludźmi. Na szczęście naliczył tylko 30 pasażerów na przystanku, z czego 10 mogło się okazać rodziną żegnającą się z krewnymi lub oczekującymi na inny autobus. Mógł być spokojny o wolne miejsca. Ale... Ale ta bezdomna nie dawała mu spokoju. Miała w sobie coś... Coś strasznego. Przypatrywał się jej chwilę, ale postanowił nie zawracać sobie nią głowy.
Po chwili podjechał duży, luksusowy autobus z numerem linii za oknem.
Nie no... Coś tu nie tak. - sprawdził cenę biletu i numer linii. Wszystko się zgadzało - Jakim cudem?
Nie pamiętał aby za dużo płacił za taki bilet. Stawka normalna. A tu taki luksus? Nie spodziewał się tego. Myślał że podjedzie stary amerykański autobus i to będzie ich transport aż do samego Colorado. Był w błędzie.
Chwycił swój marynarski worek, który leżał obok niego na ławce. Przepuścił przodem kobiety i zawahał się gdy spostrzegł długowłosą postać. Kobieta? Mężczyzna? Nie, to z pewnością facet. Kobieta miała by większe piersi. Jeden z tych fanatyków gotyckiego metalu.
Bez zastanowienia wszedł mu bezpośrednio przed nos. Przywitał się z kierowcą. Cholerny murzyn - pomyślał. Cyrus był może flegmatykiem, ale do tego był rasistą. Może nie ortodoksyjnym, ale nie przepadał za kolorowymi. Irak wyrobił w nim tą cechę. Następnie pokazał ciemnoskóremu bilet. Ten przyłożył go do kasownika. Urządzenie zrobiło radosne *pip*. Czarnoskóry oddał Parkerowi bilet i wskazał ręką, żeby zajął miejsce.
Cyrus ruszył wgłąb autobusu. Zawsze lubił samotne miejsca na samym tyle autokaru. A ponieważ jak dobrze przewidział, do pojazdu weszło tylko 20 pasażerów, miejsca miał pod dostatkiem.
Wrzucił swój bagaż do luku i usiadł wygodnie, na sąsiednie siedzenie rzucając kurtkę z demobilu.
Faktycznie. Autobus był taki na jaki wyglądał. Wygodny i zbajerowany. Od razu odchylił się do tyłu na siedzeniu, wyjął słuchawki od telefonu i puścił sobie uspokajający i nastrajający hip-hop. Kochał tą muzykę.

W końcu autobus ruszył. W autobusie pociemniało. Mimo dosyć wysoko ustawionego poziomu głośności w telefonie, we znaki dawały mu się rozmowy pasażerów. Zrezygnował na jakiś czas ze słuchania muzyki. Usiadł wygodnie i obserwował sytuację. Spostrzegł grubą babę. Pamiętał ją jeszcze z przystanku. Widać wygody w tym autobusie ją przytłaczały, bo kręciła się kornik. W końcu wstała i podeszła do biednej stewardesy. Coś zamówiła. Parkera nie interesowało co to było. Po prostu miał to głęboko.
Ale gdy zaczęła się przez nią wywołana burza, zdenerwował się jak mało co. Zwłaszcza że miał słabość do ładnych kobiet, którą z pewnością była stewardessa. Zaczęła się wiązanka wyzwisk od czarnej grubaski.
Pierdolonych murzynów powinno się rozstrzelać... - nie wytrzymał. Nikt, a zwłaszcza grubas, kobieta i to z czarną skórą nie będzie mu przeszkadzała w podróży do domu. Wstał energicznie z miejsca i ruszył w stronę murzynki.
Słyszał dobrze co wykrzykiwała:
- Ty głupia kurwo!!! – najwyraźniej kierowała te słowa w stronę Amandy Dee – Ty jebana szmato!!! Prosiłam o cztery pączki, a ty dałaś mi tylko trzy!!! Co to kurwa ma być!!!! Jesteś jakaś niedorozwinięta!!! Matka puszczała się z każdym, to i córka jest durną kurwą!!! Tak!!! Dostałaś tą robotę robiąc komuś laskę, czy jak, niekompetentna cipo!!??
Pieprzony murzyn... - syczał w myślach.
Widać nie tylko on miał na uwadze to, żeby podróż przebiegała szybko i sprawnie. Got również wstał i najechał na murzynkę.
-Zamknij się głupia pizdo. Gruba dziwko jedna. Ona stara się wykonywać pracę. Ona coś robi. Ty tylko byś wpierdalała. Teraz siadaj, bo mój but wyląduje na Twojej twarzy. A wierz mi, że glany są jebitnie ciężkie.
Jego kwestia wydała mu się niepotrzebna, ale mimo wszystko podszedł do stewardessy. Delikatnie objął ją ramieniem:
- Jakiś problem?
Ze łzami w oczach odpowiedziała, że nic się nie stało. Wtedy babsko dołożyło do pieca nie zwracając uwagi na oburzonych jej zachowaniem ludzi.
- Ta głupia cipa podała mi trzy, anie cztery pączki! Kurwa jebana! Tępa ciota! - ciągnęła dalej i zbliżając się do wyraźnie przerażonej damy z obsługi autobusu.
Kurwa! - rzucił w myślach.
Wyskoczył przed wielkim, tłustym babskiem i wyciągnął w jej kierunku rękę. Nie miał zamiaru jej bić. Był to raczej gest w stylu "Lepiej się zatrzymaj!".
Gdy kobieta stanęła, teraz on jej rzucił wulgaryzmami.
- Ty tłusta suko! Siadaj na swoim miejscu, żryj te pączki i nie przeszkadzaj ludziom w podróży! A jak jeszcze raz do kurwy nędzy powiesz coś niemiłego do tej miłej damy - wskazał palcem stewardesę - to obiecuję Ci, że wypierdolę Cię z tego autobusu na środku drogi i będziesz musiała iść do zajebanego Colorado na piechotę! Jasne?! To siadaj!
Nie czekał na odpowiedź kobiety. Podszedł do szlochającej kobiety i powiedział:
- Nie płacz. Na świecie są dni, są chwile, są ludzie i są debile! - wskazał murzynkę. Kobieta uśmiechnęła się do niego serdecznie. Kiwając przecząco głową, wrócił na swoje miejsce na tyle autobus.
 
__________________
Po prostu być, iść tam gdzie masz iść.
Po prostu być, urzeczywistniać sny.
Po prostu być, żyć tak jak chcesz żyć.
Po prostu być, po prostu być.
S.W.A.T jest offline  
Stary 17-03-2010, 14:53   #4
 
vigo's Avatar
 
Reputacja: 20 vigo jest na bardzo dobrej drodzevigo jest na bardzo dobrej drodzevigo jest na bardzo dobrej drodzevigo jest na bardzo dobrej drodzevigo jest na bardzo dobrej drodzevigo jest na bardzo dobrej drodzevigo jest na bardzo dobrej drodzevigo jest na bardzo dobrej drodzevigo jest na bardzo dobrej drodze
- Tak, panie Black. Robota będzie, jak zawsze wykonana profesjonalnie.

Jack uśmiechnął się i schował swoją komórkę do kieszeni. Poprawił przeciwsłoneczne okulary, chwycił za rączkę podróżnego bagażu i ruszył w stronę srebrzystoniebieskiego autokaru. Korzystał z przewozów firmy Greyhund nie od dziś. Nigdy nie zawódł się na jakości ich usług. Wchodząc do środka kiwnął do kierowcy. Bob uśmiechnął się do niego odwzajemniając przywitanie. Autobus nie był przepełniony, co bardzo mu odpowiadało. Znajdowało się w nim około 18, może 20 osób. Oszacował szybko i zaczął rozglądać się za odpowiednim miejscem. Pierwszą osobą, na którą zwrócił uwagę była otyła afroamerykanka. Zajmowała dwa siedzenia. Przechodząc koło niej zauważył, że strasznie sapała. Na przeciwko niej siedział młody chłopak z konsolą PSP.
"Nie patrzy mu dobrze z oczu" pomyślał zerkając na niego z pod byka. Przypomniał sobie, jak kiedyś banda na czarno ubranych dzieciaków zglanowała go za to, że nosi granitur.

Kolejną osobą, którą zauważył był pewien mięśniak.
"Harceszyk" pomyślał i parsknął delikatnie pod nosem. Rozglądnął się szybko, czy aby ktoś tego nie zauważył. Nie chciał pakować się w kłopoty.

Jack usiadł w centralnej części autokaru. Jak zawsze zajał miejsce przy oknie i rozłożył swojego laptopa na kolanach. Afroamerykanka sapiąc podeszła do stewardesy. Następnie wróciła na miejsce oblizując swoje olbrzymie murzyńskie wargi. Znów zatopił swój wzrok w ekran komputera. Jednakże po kilku minutach dźwięczne słowo "kurwa" bezczelnie przerwało mu pracę. Wyzwiska rzucane przez grubą czarnoskórką kobietę brzęczały mu w uszach. Później chłopak, na którego Jack przedtem zwrócił uwagę wstał i dołożył swoją wiązankę przekleństw. On jednak skierował je w stronę afroamerykanki. Na tym się jednak nie skończyło. Żołnierz, a przynajmniej na takiego wyglądał, warknął coś i podszedł do stewardesy. Objął ją i kokieteryjnie zaczął ją pocieszać.
Nie miał ochoty wtrącać się w tą, jego zdaniem, komiczną sytuację. Gruba baba kłóci się o brak pączka. Gotycki dzieciak szuka możliwości wyrzucenia swoich frustracji, a jakiś osiłek widzi w tej sytuacji szanse na kolejne bzykanko ze stewardesą, kiedy to autokar dojedzie na miejsce.
"Poza tym nie lubię konfliktów" pomyślał Jack i wrócił do pracy przy laptopie.
 
__________________
"A kiedy się chimery zlatują mój drogi,
to wtedy człowiek powoli na serce umiera"

Ostatnio edytowane przez vigo : 17-03-2010 o 17:29.
vigo jest offline  
Stary 17-03-2010, 23:05   #5
 
Ravanesh's Avatar
 
Reputacja: 2126 Ravanesh ma wspaniałą reputacjęRavanesh ma wspaniałą reputacjęRavanesh ma wspaniałą reputacjęRavanesh ma wspaniałą reputacjęRavanesh ma wspaniałą reputacjęRavanesh ma wspaniałą reputacjęRavanesh ma wspaniałą reputacjęRavanesh ma wspaniałą reputacjęRavanesh ma wspaniałą reputacjęRavanesh ma wspaniałą reputacjęRavanesh ma wspaniałą reputację
Annie rozglądała się nerwowo po peronie po raz kolejny żałując, ze ojciec nie mógł jej odwieść. Z drugiej jednak strony pocieszała się, ze tak jest lepiej. Nigdy nie lubiła uzewnętrzniać swoich uczuć przy obcych ludziach a wiedziała, że jej pożegnanie z rodzicami byłoby tkliwe. Poza tym miała już 23 lata i powinna radzić sobie w takich sytuacjach sama.
Trzymając kurczowo rączkę wielgachnej walizki na kółkach kręciła się po peronie wypatrując autokaru do Colorado. Bala się, ze przez przypadek wsiądzie do nie tego autobusu i pojedzie Bóg wie gdzie. Mimo, ze nigdy jej się nic takiego nie przytrafiło to przerażała ja ta perspektywa.
Najbardziej bala się zbliżyć do mamroczącej, bezdomnej kobiety, lękając się, że ta zagada do Annie. Nigdy nie wiedziała, jak zachować się w takiej sytuacji a nienajlepiej radziła sobie w kontaktach z ludźmi.
Na szczęście autobus podjechał na czas. Sprawdziwszy z dziesięć razy, czy to ta linia w końcu ruszyła w stronę bagażnika. Udało się! Nie była jedyną osobą, która miała większy bagaż i chciała schować go w bagażniku. Jakiś uprzejmy mężczyzna pomógł jej z wielką walizą i Annie szybko ruszyła w stronę wejścia. Zmieszała się troszkę, kiedy obcy jej mężczyźni przepuścili ja przodem i nie patrząc im w oczy szybko wskoczyła na stopnie.
Pokazała bilet kierowcy i nie chcąc przepychać się daleko zajęła miejsce blisko wejścia, z lewej strony za kierowcą, pod oknem. Z podręcznego bagażu wyjęła wszystko co było jej potrzebne w podroży, by potem już nie wstawać. Plecak schowała w luku nad głową, wyjmując z niego jednocześnie poduszkę i koc. Umościła sobie wygodne „gniazdko” i z ulgą zauważyła, że pasażerów jest niewielu i raczej nikt się do niej nie powinien dosiąść. Nałożyła słuchawki na uszy, wybrała ulubioną stację radiową i zatopiła się w lekturze książki.
Autokar ruszył.
Po dłuższej chwili przez głośną muzykę przebił się czyjś podniesiony głos. Przetrwała lekturę i rozejrzała się w popłochu czy przypadkiem nikt na nią nie krzyczy. Kiedy zobaczyła, że to nie o nią chodzi powróciła do lektury. Podkręciła głośniej muzykę, by zagłuszyć rozpraszający ją hałas. Przypomniawszy sobie, że nie poinformowała rodziców o tym, że autokar wyjechał z miasta sięgnęła po komórkę, napisała smsa i znów dała pochłonąć się lekturze.
 
Ravanesh jest offline  
Stary 18-03-2010, 14:23   #6
 
Zaan's Avatar
 
Reputacja: 18 Zaan nie jest za bardzo znanyZaan nie jest za bardzo znanyZaan nie jest za bardzo znanyZaan nie jest za bardzo znanyZaan nie jest za bardzo znanyZaan nie jest za bardzo znanyZaan nie jest za bardzo znanyZaan nie jest za bardzo znany
- Reszty nie trzeba. – rzuciła Jenny zamykając drzwi taksówki.
Zarzuciła plecak na plecy, złapała torbę i ruszyła w stronę dworca. Była już kilka razy w tym budynku, więc bez marnowania czasu ruszyła do kasy. Po chwili z biletem w ręku udała się na peron. Postawiła torbę, wyciągnęła z plecaka lusterko i bardzo uważnie ułożyła włosy, by zakrywały jej lewe oko.
To już ostatnia pamiątka po tobie skur... – mówiła pod nosem, dokładnie maskując siniec – nigdy więcej, nigdy....
Na szczęście ilość ludzi na peronie można było zamknąć w trzech dziesiątkach, co napawało Jenny optymizmem. Uda się jej zaszyć w autokarze, nie powodując niepotrzebnych rozmów, czy pytań. Kilka sekund później autokar podjechał i można było wsiadać. Nie wsadziła torby do luku, zabrała ]ją ze sobą. I tak będzie pusto pomyślała. Przemknęła szybko obok przepuszczających ją mężczyzn, nawet na nich nie patrząc. Zatrzymała się dopiero przed kierowcą. Kolor jego skóry nie sprawiał jej problemu, nigdy nie była rasistką. Podała mu bilet. Chciała odwzajemnić jego uśmiech, ale włosy zaczęły odkrywać jej lewą stronę twarzy, więc szybko uciekła wgłąb autokaru. Zajęła miejsce między środkiem, a tyłem, od strony okna.
Szukając odtwarzacza w plecaku, mimowolnie widziała, kto będzie z nią podróżował. Pierwszy pojawił się metal/got – nigdy nie umiała ich rozróżniać. Świetnie – pomyślała – to mam kilkanaście godzin słuchania ciężkiej muzyki. Następnie wszedł jakiś osiłek. Ten chociaż będzie cicho – zawyrokowała. Potem weszło jeszcze kilka osób, między innymi jakiś businessman – Jenny już słyszała w głowie stukot klawiatury laptopa. Dopiero po chwili, wyglądając zza mocno zbudowanej (tudzież po prostu grubej) murzynki, zauważyła dziewczynę. Hmmm wydaje się być miła, szkoda że zakręciła się w koc niczym kot, bo mogłabym z nią porozmawiać – pomyślała Jenny, lecz odruchowo dotknęła kości policzkowej i odrzuciła te myśli.
Autokar ruszył, Jenny wyjęła książkę o dźwięcznym tytule „wirusologia praktyczna” i zatopiła się w lekturze. Już po kilku chwilach poczuła coś w rodzaju małego trzęsienia ziemi – to wstała ta grubaska. Moment później w jej uszy uderzył niewyobrażalny potok przekleństw i bluźnierstw pod adresem stewardesy. Ehhh i po spokojnej jeździe. Trzeba uciszyć tą babę, bo tu zejdę... – stwierdziła i zaczęła wstawać z miejsca. Zanim jednak przesunęła torbę, aby się wydostać, kilka osób zajęło się już problematyczną pasażerką. Pozostało jej wziąć aspirynę, głowa zabolała ją od tego natłoku dźwięków i ponownie zanurzyć się w lekturze.
 
__________________
"Z równin odległych, z gór, z zapadłych wiosek, ze stolic i z miasteczek, spod strzech i z pałaców, z wyżyn i z rynsztoków ciągnęli ludzie nieskończoną procesją do tej 'Ziemi Obiecanej'."

Ostatnio edytowane przez Zaan : 18-03-2010 o 15:13.
Zaan jest offline  
Stary 18-03-2010, 17:12   #7
 
Katze's Avatar
 
Reputacja: 0 Katze nie jest za bardzo znany
Michael nie zauważał ludzi wokół siebie, nie obchodzili go. Myślał o tym co spotka go w Colorado i jak sobie poradzi. Próbował już wielu różnych sposobów na unikanie wspomnień o rzeczach, które pragnął zapomnieć. Spotkania z terapeutą, do których wcześniej podchodził sceptycznie, okazały się wielką pomocą.
Niespiesznie ruszył w stronę nadjeżdżającego autobusu i wsiadł jako ostatni. Jego bagaż był na tyle mały, że spokojnie mógł umiescić go w luku nad głową. Zdążył wyjąć jeszcze odtwarzacz MP3 i notes i usiadł na miejscu z przodu, po prawej stronie. Przeczytał swoje notatki w notesie i spojrzał za okno akurat, gdy opuszczali już Idaho Falls. Wiedział, że wróci tu w przyszłym roku żeby zobaczyć się ze swoim wujem.
Rozmyślania przerwały mu krzyki dobiegające z tyłu autobusu. Obejrzał się i ściszył muzykę żeby słyszeć kłótnię.
"Głupia sytuacja, a to pewnie jeszcze nie koniec" pomyślał, gdy najwyraźniej sytuacja została opanowana, podgłośnił znowu muzykę i zapisał w notesie: "Szkoda życia na kłótnie o pączkach".
Odwrócił głowę w stronę okna i znowu pogrążył się w myślach.
 
Katze jest offline  
Stary 18-03-2010, 20:10   #8
 
Sam_u_raju's Avatar
 
Reputacja: 2310 Sam_u_raju ma wspaniałą reputacjęSam_u_raju ma wspaniałą reputacjęSam_u_raju ma wspaniałą reputacjęSam_u_raju ma wspaniałą reputacjęSam_u_raju ma wspaniałą reputacjęSam_u_raju ma wspaniałą reputacjęSam_u_raju ma wspaniałą reputacjęSam_u_raju ma wspaniałą reputacjęSam_u_raju ma wspaniałą reputacjęSam_u_raju ma wspaniałą reputacjęSam_u_raju ma wspaniałą reputację
- Dzięki Lukas – zwróciłem się do brata wyciągając średniej wielkości sportową torbę z bagażnika jego rodzinnego samochodu – naprawdę nie musiałeś. Sam bym tutaj dotarł
- Taa, jasne – rzekł – Już to widzę. Wcale nie ciągnie cię, by jechać do Colorado
- Muszę to zrobić dla tego co dla mnie uczyniliście z Angi no i przede wszystkim dla siebie samego. Szlag by to wszystko trafił, było tak pięknie.... no ale nie ważne. Czas na mnie. Autobus już stoi – trzymana w lewej ręce torbę zarzuciłem na ramię. Uścisnąłem dłoń brata.
- Jak już dojadę to dam wam znać. Do Angi też zadzwonię. Ucałuj Jenny i dzieciaki
- Trzymaj się Derek. Odwiedzę cię w Colorado najszybciej jak się da.
Popatrzyłem jeszcze za bratem, kiedy odjeżdżał i kuśtykając ruszyłem do autokaru.
No nie – pomyślałem przystanąwszy po przeczytaniu napisu na busie „Greyhound”. Jakieś fatum czy co? – poprawiłem czapkę wolną ręką i zbliżyłem się do autobusu. Wchodząc na stopnie widocznie prostowałem prawą noge w kolanie. Wyciągnąłem z tylnej kieszeni spodni bilet. Podałem go czarnoskóremu kierowcy rozglądając się po autobusie. Kilkoro ludzi już siedziało. Szybko rozejrzałem się po autobusie. Kiedy odwróciłem się do kierowcy ten trzymał już bilet by mi go oddać i przypatrywał się mi badawczo.
- Ja pana skądś .... - zaczął
- Na pewno nie - przerwałem mu biorąc z powrotem bilet i naciskając głębiej baseballową czapkę na czoło wszedłem w głąb autobusu szukając jakiegoś miejsca. Czarnoskóry przez chwilę patrzył za mną ale na szczęście zaraz do autobusu weszła kolejna osoba. Na razie nie było tłoczno. Zerknąłem na zegarek. Do odjazdu zostało już niewiele czasu. Jak jakiś tłum nagle nie naprze na drzwi to będę siedział sam. Kierowałem się w środek autobusu. Za mną siedział dzieciaka, chyba z matką. Ściągnalem kurtkę i położyłem ją obok na krześle. Wrzuciłem torbę na górę wyciągnąwszy z niej wcześniej mieszczącą się w dłoni gumową kulkę. Usiadłem na miejscu i ściskajac oraz rozluźniajac prawą dłoń na kulce ćwiczyłem mięśnie dłoni. Od czasu do czasu masowałem obolałe kolano. Gapiłem się przez okno kiedy autobus ruszył. Potem chwilę przyglądałem się innym osobom jakie miałem w zasięgu wzroku. Miałem ochotę posłuchac muzyki ale słuchawki do telefonu miałem w torbie a kolano od włażenia na te kilka schodków strasznie mnie bolało więc nie wstałem po nie.
Ciekawe czy w autobusie są inni wykolejeńcy. Jak ja? Z zamyślenia wyrwały mnie wrzaski jakie wypełniły autobus. Dodatkowo wywołująca całe zamieszanie czarnoskóra gruba baba potrąciła jedno z krzesło obok którego siedziałem. Szlag. Co jest? – wychyliłem się ciekawsko nad krzesła. Po chwili do całego zamieszania dołączyło dwóch innych pasażerów.
Przyglądałem się z zaciekawieniem całej sprawie. Nawet kolano już mnie tak nie bolało pomimo niewygodnej pozycji w jakiej się znajdowałem.
 
Sam_u_raju jest offline  
Stary 18-03-2010, 21:07   #9
 
Dominik "DOM" Jarrett's Avatar
 
Reputacja: 13 Dominik "DOM" Jarrett nie jest za bardzo znanyDominik "DOM" Jarrett nie jest za bardzo znanyDominik "DOM" Jarrett nie jest za bardzo znanyDominik "DOM" Jarrett nie jest za bardzo znanyDominik "DOM" Jarrett nie jest za bardzo znany
Każda minuta poza więziennymi kratami była jak odrodzenie, dorastanie, dojrzewanie. Cieszyłem się jak dziecko kiedy mijałem ludzi na ulicy. Jakiś pijaczek zaczepił mnie prosząc o kilka centów na browar. Dałem mu. Przez długi czas błąkałem się ulicami nie wiedząc dokąd pójść. Usiadłem na ławce w małym parku nieopodal dworca autobusowego. Otworzyłem kopertę którą dostałem od klawisza wychodząc. Tom nie był zły jak na klawisza. W środku było wszystko o czym marzyłem. Kilka dolarów na start uczciwie zarobionych grzebiąc w brykach na warsztacie, Zegarek, Zapalniczka i...
...Zdjęcie Moniki i małego Brayana.
Podniosłem głowe i zobaczyłem na placyku zabaw ojca bawiącego sie z synkiem. "Brayan ma już 8 lat. Czas synku byś pozanł tatusia" - pomyślałem i pobiegłem na dworzec.

Wkurzała mnie kolejka do kasy wiec się wepchnołem. Starszy facet wygladający na włocha nie stawiał oporów. Tatuaze na powiekach budziły respekt i strach. "Musze kupic ciemne okulary".
Z biletem w ręku i okularami na nosie po paru minutach znalazłem się na peronie. Oparłem się barkiem o lampe i uważnie obserwowałem otaczających mnie ludzi. Odpaliłem papierosa. Dym malował w powietrzu wzory.
Dziwnie wyglądałem pośród nich wszystkich objuczonych jak osły walizami a ja...? A ja nie miałem nic. Jedynie pragnienia. Siedem lat to długo.
Do autobusu wsiadłem ostatni pospiesznie ściągając jeszcze dwa machy z fajki. Nie odpowiedziałem kierowcy na słodkie "Dzień Dobry".

Przetoczyłem się na sam koniec autobusu. Mijając pasażerów zerkałem raz na prawo raz na lewo.
"Fajna ta małolata, chętnie bym wślizgnoł jej się pod ten kocyk. Mrrry" przeszło przez myśli.
Gdy usiadłem włączyłem sobie odrazu klimatyzacje , mimo ze wcale nie było za ciepło ale w pierdlu tego nie było.
Mijały kolejne minuty podróży. Wpatrywałem sie w zdjęcie bez mrugnięcia oka. W wiezieniu nauczyłem się wyłączac. Cały świat wokoło mógł dla mnie nie istnieć jeśli się naczymś mogłem skupić wystarczająco mocno.
Kiedy murzynaka wyrzygał ten potok bluzgów nawet nie spojżałem w tamtą stronę. Nie chce sie ładować w kłopoty. Musze sie najpierw nacieszyć wolnością. Grubaska przypominała troszke Harrego, kumpla z celi obok. On tez wyglądał jak wieprz i tak samo śmierdział.
Odwróciłem wzrok na chwile w tamtą stronę po czym spojżałem za okno gdzie chmury nabierały coraz bardziej granatowej barwy. To nie będzie upojana i miła podróż. Nacisnołem przycisk by przywołać stewardese.
 
__________________
Who wants to live forever?
Dominik "DOM" Jarrett jest offline  
Stary 18-03-2010, 23:02   #10
 
Hesus's Avatar
 
Reputacja: 297 Hesus jest jak klejnot wśród skałHesus jest jak klejnot wśród skałHesus jest jak klejnot wśród skałHesus jest jak klejnot wśród skałHesus jest jak klejnot wśród skałHesus jest jak klejnot wśród skałHesus jest jak klejnot wśród skałHesus jest jak klejnot wśród skałHesus jest jak klejnot wśród skałHesus jest jak klejnot wśród skałHesus jest jak klejnot wśród skał
Poczuł nagły ucisk w żołądku, tętno nienormalnie podskoczyło.
Co się dzieje?!-zapytał sam siebie. Fala adrenaliny rozlała się po całym ciele powodując dreszcze.
Co jest cholera jasna, skąd to przyszło?- Georg obrócił się i bezwolnie dał się wciągnąć w konflikt który rozpętał się w środku autobusu o…. pączka(?), jeśli dobrze usłyszał.
Coś tu jest cholernie nie w porządku… .

Nie chciał... .

Nie chciał jechać na to zadupie, ale redaktor naczelny się uparł.
-Georg tylko ty dasz radę! Mam wysłać tego żółtodzioba Franka żeby zmarnował tak piękny temat… .
-Tak, oczywiście tylko ja
( się zgodzę-dodał w myślach)
-Oczywiście Georg. Przecież „Terra Industries” to nasz główny reklamodawca musisz napisać ten cholerny artykuł o ich nowej fabryce nawozów. Dla nas Georg, dla nas i dla wszystkich cholernych rolników czytających „Przegląd Agrarny”.
-Ok. Ale chcę trzy razy więcej niż normalnie szefie!
-Podwójna stawka Georg!
-….. Ok.

Przedłużył sobie pobyt w Idaho Falls o całe cztery dni. Mimo, że szef nalegał na szybkie zamknięcie artykułu Georg wiedział jak umiejętnie spławić gościa obietnicami najlepszego artykułu, który przyciągnie większą i większą liczbę reklamodawców. Wprawdzie miał go już gotowego po dwóch dniach ale przecież musiał uszczknąć coś z diety za pracę w terenie. Każda kasa na tę cholerną operację się przyda. No ale wszystko dobre co się dobrze kończy. Stał teraz w wymiętym garniturze, jedynym jaki miał, na peronie i czekał. Autobus w końcu pojawił się. Georg wyciągnął tabletki nasercowe i łyknął dwie. Wgramolił się powoli do pojazdu, zajął pierwsze wolne miejsce i rozparł się w fotelu.
Oooo tak!- Stęknął.
Jest o wiele wygodniej niż w motelowym łóżku-powiedział pod nosem i spróbował drzemki.
Obudziło go jakieś zamieszanie, ktoś krzyczał, leciały wyzwiska a on tylko bezwolnie potrafił się przyglądać. Gdyby zareagował to pewnie już maiłaby drugi zawał, za bardzo kuło go w piersiach, żeby cokolwiek wykrztusić.
 
__________________
Nikt nie jest nieśmiertelny.ODWAGI!
Hesus jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:50.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166