Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - Horror > Archiwum sesji RPG z działu Horror
Zarejestruj się Użytkownicy


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 23-04-2010, 01:16   #1
 
Ra6nar's Avatar
 
Reputacja: 38 Ra6nar jest na bardzo dobrej drodzeRa6nar jest na bardzo dobrej drodzeRa6nar jest na bardzo dobrej drodzeRa6nar jest na bardzo dobrej drodzeRa6nar jest na bardzo dobrej drodzeRa6nar jest na bardzo dobrej drodzeRa6nar jest na bardzo dobrej drodzeRa6nar jest na bardzo dobrej drodzeRa6nar jest na bardzo dobrej drodzeRa6nar jest na bardzo dobrej drodzeRa6nar jest na bardzo dobrej drodze
Nova 0

Migocące lampy, które nigdy nie działają jak trzeba w tego typu pomieszczeniach, urywany i nieustający dźwięk lekkiego zwarcia i jakieś bliżej nieokreślone cykanie jeszcze jakiejś innej maszynerii. To już czwarty dzień jak jesteście uwięzieni w tej przeklętej ładowni. Dobrze, że są tu chociaż lodówki z żarciem i czymś do picia, przynajmniej nie doskwierał wam głód. Przy jednej z żelaznych skrzyń z medykamentami kucał dość dobrze zbudowany, czarnowłosy mężczyzna z niewielką, ale dość wyraźną blizną z prawej strony twarzy. Był to Derek Sarano, starszy kapral z oddziału Marines, drużyna alpha, medyk. Grzebał jedną ręką w skrzyni, możliwe, że rozglądając się za jakimiś konkretnymi medykamentami, w drugiej zaś trzymał zapalonego papierosa, którym od czasu do czasu się zaciągał. Nieco za nim, pod ścianą stał z grobową miną Cyrus Parker, wysoki mężczyzna w kombinezonie inżyniera technicznego, który już chyba z dziesięć razy gmerał przy drzwiach odkąd tutaj utknęliście. Za każdym razem kończyło się tak samo, mężczyzna najpierw teatralnie kopał drzwi a następnie obracał się z soczystym 'Kurwa mać!' na ustach i wracał pod ścianę, tam często sięgał do jednej z kieszeni kombinezonu skąd wyciągał niewielką fiolkę z jakimś płynem i obracał się do wszystkich plecami, potem często drzemał. Zaraz z prawej strony drzwi, na jednej ze stalowych skrzyń siedziała Inez Fereiro, śliczna latynoska i komunikatywna dziewczyna ale przede wszystkim starszy kapral z oddziału Cobra Gold. Dzięki swojemu talentowi do nawiązywania kontaktów, poznała już przez te cztery dni wszystkich 'więźniów' z ładowni. Aktualnie rozmyślała nad sobie tylko znanym tematem, a jej piękne, brązowe oczy patrzyły nieprzytomnie przed siebie. Przed nią stało dwóch jej podwładnych, szeregowy Jim Cash i Albert Stein, których zabrała do ładowni ze sobą do pomocy. Żołnierze ci bardzo szanowali swoją przełożoną i w zasadzie było to widać po każdej rozmowie jaką z nimi prowadziła. Pod ścianą przeciwległą do tej, przy której stał inżynier, siedział młody mężczyzna. W dłoni trzymał ołówek i odruchowo wykonywał nim najdziwniejsze i najbardziej palcołomne triki jakie można z takim ołówkiem wyczyniać. Głowę miał opartą o ścianę, odchyloną w tył, oczy zamknięte. Sprawiało to, że to co wyczyniał z ołówkiem było jeszcze bardziej imponujące. Mężczyzna nazywał się Bob Watcher i był lekarzem, jednym z najwybitniejszych oczywiście...jak większość ludzi na Novie 0. Zaraz obok Boba siedział z rozłożonym na kolanach palmtopem, znudzony mężczyzna. Był szczupłym brunetem o zielonych oczach, ubrany był w bojówki i t-shirt z logiem jakiejś kapeli heavy-metalowej. Znudzony wodził oczami po wyświetlaczu swojego sprzętu. Był informatykiem, przedstawił wam się po prostu jako John. Co jakiś czas wyciągał jakiś dysk i obracał go w dłoni.

W sumie wszyscy trochę się znaliście, było nie było cztery dni wspólnego 'aresztu' w ładowni. Jednak tak naprawdę jedynie Inez zaczynała rozmowę jako pierwsza i dzięki temu trochę się poznaliście. Po trzech dniach jednak, nawet i ona miała już powoli tego dość... Jeden z towarzyszących jej szeregowych, Albert, spojrzał w końcu w stronę Johna i zapytał:
- Co to za dysk?
Inez spojrzała na swojego podwładnego i tylko uniosła brew wykrzywiając jednocześnie usta, prawdopodobnie w geście dezaprobaty. Najwyraźniej chciała by Albert dał chłopakowi spokój. W sumie to wszyscy preferowaliście teraz milczenie. Etap zapału i nastawienia 'dawajcie naprawimy to gówno' dawno już minął i po prostu nie wiedzieliście teraz co macie robić.
W końcu przez węzeł nadający w ładowni doszedł was komunikat, ten sam co wczoraj, przedwczoraj i dzień przed dniem wczorajszym:
- Ciągle pracujemy nad naprawą, usterka jest jednak wyjątkowo złośliwa. W ogóle nie wiemy co jest przyczyną tych wszystkich awarii drzwi. Mamy nadzieję, że jeszcze trochę wytrzymacie. Wkrótce otworzymy te cholerne drzwi.
Taki komunikat dobiegał was codziennie na zmianę z pokładów inżynieryjnych i komunikacyjno-informatycznych. Tym razem jednak głos inżyniera dodał:
- Aaaaa, tak przy okazji, spieprzyły się nam właśnie dzisiaj drzwi w jednym z pokojów laboratoryjnych na pokładzie naukowym. Jest on teraz priorytetem jako, że właśnie tam rozgrywają się tak ważne dla projekty Nostromo, badania. Oczywiście nadal pracujemy nad wyciągnięciem was z...
W tym momencie Inez nie wytrzymała, chwyciła najbliższy zasobnik z amunicją jaki stał obok niej i cisnęła w nieosłonięty głośnik z całej siły. Łuski plazmowe rozsypały się we wszystkie strony nie czyniąc żadnej szkody, jako że jest to najbezpieczniejszy rodzaj amunicji jaki wynaleziono i nie reagują inaczej jak tylko pod bezpośrednim wpływem mechanizmu wbudowanego w karabin szturmowy Marines. Głośnik chyba się zepsuł i już nie będziecie codziennie słuchali tych komunikatów, chyba nawet nikt nie miał tego dziewczynie za złe. Poza tym, nadal mieliście komunikatory osobiste, każdy żołnierz posiadał taki w hełmofonie, a informatycy i inżynierowie mieli je wbudowane w narządy słuchowe pod postacią małego implantu, który można było usunąć w każdej chwili z pomocą drugiej osoby, która choć trochę znała się na obsłudze takich mikro-urządzeń.

Kolejne pięć godzin minęło w grobowej ciszy, która niespodziewanie została przerwana przez głuchy łomot, jakby coś dość mocno uderzyło w krążownik. Cyrus natychmiast przyłożył palec do ucha i skontaktował się ze swoim oddziałem inżynierskim, wiedział bowiem, że oni jako pierwsi będą mieli informację o ewentualnej kolizji:
- Marvell, co to było? - rzucił szybko i po chwili otrzymał odpowiedź z pokładu technicznego:
- W sumie to dobra wiadomość, Cyrus. Mieliśmy małe zderzenie, ale mój osobisty nadzorca usterek pokazuje status drzwi maszynowni jako...zielony. Użyj swojego do analizy i bierz się za otwieranie. Zaraz jak wrócisz pomożesz nam naprawić szkody poczynione przez impakt. Szczęście w nieszczęściu, stary! Do dzieła...



John

Słuchałeś muzyki siedząc pod ścianą, zapatrzony w sufit gdy nagle potężny wstrząs zerwał Cię na równe nogi. Zobaczyłeś jak inżynier kontaktuje się ze swoimi a potem...poczułeś przez ułamek sekundy okropny ból w głowie, potem nie było już nic...

Inez
- Co u diabła? - skomentowałaś nagły hałas i całe to trzęsienie statkiem.
Twoi dwaj towarzysze rozglądali się tylko nerwowo na boki. Spojrzałaś pod ścianę, John ciągle wyglądał jakby zobaczył ducha, po tym całym wstrząsie a po chwili z jednej ze skrzyń wiszących tuż nad nim wysunął się ciężki klucz francuski.
- Cholera - zdążyłaś tylko syknąć i ruszyłaś w jego stronę ale było za późno. Chłopak leżał nieprzytomny na podłodze.

Bob
Wstrząs, hałas, klucz francuski niemal roztrzaskujący czaszkę siedzącemu obok Ciebie informatykowi. Wytrzeszczyłeś oczy. Za chwilę była tuż obok Ciebie Inez:
- Dalej doktorku, cucimy chłopaka. - zwróciła się do Ciebie spokojnie, a Ty natychmiast zabrałeś się do roboty.

Derek
Potężny wstrząs spowodował że odrzuciło Cię od skrzyni i upadłeś na plecy, papieros wypadł Ci z ręki i potoczył się w tył. Upadłeś tak, że uchem przycisnąłeś właśnie żarzący się fragment peta. Zasyczałeś i zakląłeś chicho.
Gdy wstawałeś, widziałeś jak inżynier idzie do drzwi i jak nieprzytomny chłopak, którego palmtop nadal leżał na jego kolanach był cucony przez tą kobietę z Marines i lekarza, Boba...

Cyrus

Drzemałeś sobie spokojnie, gdy nagle potężny wstrząs i jakiś hałas postawiły Cię na nogi. Po tym jak skontaktowałeś się ze swoim oddziałem technicznym poinformowano Cię o tym, że nastąpił ciężki impakt, i że doprowadził on do odblokowania niektórych drzwi. Od razu podszedłeś do drzwi ładowni, a uśmiech ukazał się na Twojej twarzy. Przeskanowałeś mechanizm osobistym nadzorcą usterek umieszczonym na nadgarstku a po chwili na małym okienku pokazał się zielony napis: sprawne. Odetchnąłeś z ulgą i odwróciłeś głowę w kierunku towarzyszy. Wszyscy w napięciu oczekiwali efektu. Przejechałeś ręką przez czytnik...Drzwi ani drgnęły...
 
Ra6nar jest offline  
Stary 23-04-2010, 22:46   #2
 
Baczy's Avatar
 
Reputacja: 546 Baczy jest jak niezastąpione światło przewodnieBaczy jest jak niezastąpione światło przewodnieBaczy jest jak niezastąpione światło przewodnieBaczy jest jak niezastąpione światło przewodnieBaczy jest jak niezastąpione światło przewodnieBaczy jest jak niezastąpione światło przewodnieBaczy jest jak niezastąpione światło przewodnieBaczy jest jak niezastąpione światło przewodnieBaczy jest jak niezastąpione światło przewodnieBaczy jest jak niezastąpione światło przewodnieBaczy jest jak niezastąpione światło przewodnie
Ostatnie kilka dni, które spędził w ładowni były najgorszymi, jakie spędził na Novie 0, włączając to lata, podczas których pracował przy budowie statku. Przede wszystkim przeszkadzała mu nuda. Czasem po prostu z braku zajęcia podchodził do zatrzaśniętych drzwi i majstrował przy nich, chociaż doskonale wiedział już, że nic nie zdziała bez dostępu do głównych mechanizmów odpowiedzialnych za otwieranie drzwi. Grzebał w dostępnym od wewnątrz panelu, po raz n-ty próbując a to znaleźć jakąś dobrze ukrytą usterkę, a to stworzyć zwarcie, które awaryjnie otworzyłoby drzwi. Po każdej porażce, która była wręcz nie do uniknięcia, z wściekłością uderzał w drzwi, chcąc wyładować na nich rosnącą frustrację. Bezradność przytłaczało go, przypominała mu o innej sytuacji sprzed wielu lat, kiedy, mimo usilnych prób, nie był w stanie pomóc przyjaciołom, ani nawet samemu sobie.

Cyrus Parker. Inżynier techniczny na pokładzie krążownika Nova 0. Dzień czwarty.
Oczywiście, nie wyprawy, tylko tego pieprzonego uwięzienia w ładowni. Siedem osób zostało zamkniętych w ładowni, z powodu awarii pieprzonych drzwi. Nie wiem, co mogło nawalić. Oczywiście, możliwości jest wiele, ale co by to nie było, nie mogę nic zrobić. I oczywiście nie mam pieprzonego dyktafonu, więc gadam do siebie w myślach, zamiast do małego krążka z wbudowanym mikrofonem. Kurwa, zajebiście, to prawie jak awans. Uznałem samego siebie za lepszego rozmówcę niż głupią maszynkę. Może i ucieszyłbym się, gdyby nie było to spowodowane brakiem głupiej maszynki. No cóż, nie mam sobie za dużo do powiedzenia, jaki sens jest prowadzić dziennik tylko w głowie? Może uda mi się przypomnieć moje myśli z tych wszystkich dni i nagrać je jak tylko nas stąd wyciągną. Może. A jak nie, to i tak luka będzie mało ważna, w końcu nie mogę powiedzieć nic o zawodności statku, oprócz tego, że pieprzone drzwi od ładowni od czterech dni są zamknięte, i nikt nie potrafi nic z tym zrobić, chociaż zapewniają nas, że się starają. Kończę tak do siebie myśleć, to męczące. Mam ochotę odpłynąć na jakiś czas, ale nie wiem, jak długo tu jeszcze będziemy siedzieć, muszę więc oszczędzać. Kończę nagra… Eh, kończę twórcze myślenie na dziś.


Cyrus stał oparty o ścianę, jak to mu się zdarzało wielokrotnie, potrafił tak stać nawet kilka godzin. Znowu zaczęli nadawać komunikat, który chyba tylko miał mi przywrócić nadzieję na szybkie uwolnienie. Ale potem znajomy już głos dodał, że muszą niestety zająć się drzwiami do jednego z laboratorium, które również się zacięły, przez co drzwi prowadzące do ładowni dostaną niższy priorytet… Nie wróżyło to dobrze, i zdecydowanie nie tylko Parker zdawał sobie z tego sprawę. Inez, „Czarna Inez”, jak nazywał ją w myślach inżynier, cisnęła w głośnik zasobnikiem amunicji, nie dając nawet dokończyć zdania miłemu głosowi, który nawet nie zdawał sobie sprawy ze swojej nagłej śmierci. Cóż za temperament. Z jednej strony wesoła i rozmowna, z drugiej, jak na sierżanta przystało, twarda i… mająca problemy z trzymaniem nerwów na wodzy. No cóż, trzeba było przyznać, że w tej sytuacji takie nic nie warte zapewnienia mogłyby wyprowadzić z równowagi nawet Papę Smerfa.

Sen, bardziej czy mniej naturalny, pozwalał na mały „time-skip”, co nie tyle umilało pobyt w ładowni, o ile nie drażniło tak, jak ciągłe siedzenie w ciszy, zakłócanej tylko stukotem klawiszy obecnego informatyka. Dlatego też Cyrus starał się przestawić organizm z ośmiogodzinnego snu na kilka dwu-trzygodzinnych drzemek. Tym razem zasnął bez problemu, ledwo zdążył wypalić czwartego papierosa z rzędu i nałożyć na oczy przyciemniane gogle.

Obudziło go trzęsienie pokładu, o ile można tak powiedzieć. Mocny wstrząs, który na pewno nie był wywołany nagłym, ostrym manewrem, statek miał nie sprawiać takich niespodzianek i wszystko potwierdzało, że tak będzie. Najprostszym wyjaśnieniem jest to, że w coś uderzyli, lub coś uderzyło w nich… Parker zsunął gogle, czekając przez chwilę na kolejne szarpnięcie, siedząc na podłodze, nic takiego jednak nie miało miejsca. Nie tracił czasu na domysły co do przyczyny wstrząsu, wstał i podchodząc do drzwi skontaktował się z inżynierami.
- Marvell, co to było? – powiedział, przyciskając tragus prawego ucha, uruchamiając tym samym wszczepiony nadajnik.
- W sumie to dobra wiadomość, Cyrus. Mieliśmy małe zderzenie, ale mój osobisty nadzorca usterek pokazuje status drzwi maszynowni jako...zielony. Użyj swojego do analizy i bierz się za otwieranie. Zaraz jak wrócisz pomożesz nam naprawić szkody poczynione przez impakt. Szczęście w nieszczęściu, stary! Do dzieła...

- Dobra nasza, wychodzimy- powiedział, odwracając się do towarzyszy, którzy skupieni byli na informatyku, któremu na głowę spadł klucz francuski… No cóż, nieszczęścia chodzą po ludziach. Technik nie pchał się między nich, podszedł do drzwi i podpiął się do urządzenia sterującego drzwiami. Uśmiechnął się szeroko gdy zobaczył zielone światło wskazujące na brak usterek i długo wyczekiwany napis SPRAWNE.
Z triumfem wymalowanym na twarzy przejechał lewą ręką przed czytnikiem i spojrzał na drzwi. Nie tak powinny się zachować. Ich upór zdecydowanie nie był na miejscu. Inżynier zaklął i zaczął wściekle machać prawą ręką przed czytnikiem, lecz nie przynosiło to żadnych rezultatów.

- No co to kurwa jest?! Dlaczego to cholerstwo nie działa?- nie ukrywał zdenerwowania, w końcu wszystko jest w porządku, oprócz tego, że drzwi się nie otwierają… Jeszcze raz podpiął nadzorcę usterek, lecz ten ponownie nie wykazał żadnych nieprawidłowości.
- Kurwa, Marvell, nie działają! Nadzorca nic nie wykrywa, a mimo to się nie otwierają!- krzyknął, stojąc zwrócony do drzwi, jakby to na nich się wyżywał. Postanowił spróbować, jak to nie raz czynił, wywołać zwarcie, stykając ze sobą kabelki, które stykać się ze sobą nie powinny, licząc, że tym razem sygnał awaryjny dotrze do głównego silnika i otworzy drzwi na stałe, do naprawienia „usterki kontrolowanej”.
 
__________________
– ...jestem prawie całkowicie przekonany, że Bóg umarł.
– Nie wiedziałem, że chorował.

Ostatnio edytowane przez Baczy : 23-04-2010 o 22:50.
Baczy jest offline  
Stary 24-04-2010, 19:55   #3
 
Andrij's Avatar
 
Reputacja: 0 Andrij nie jest za bardzo znanyAndrij nie jest za bardzo znanyAndrij nie jest za bardzo znany
89%...
90%...
-Przez te zabezpieczenia przywracanie danych trwa cholernie długo.-pomyślał- Jeżeli to nie zadziała to chyba rozwalę to gówno o ścianę.
Odkąd tylko uświadomił sobie że nic nie zdziałają w sprawie zamkniętych drzwi, zajął się dyskiem który dostał od jednego z naukowców na krótko przed feralną wyprawą. Nie narzekał zbytnio na obecną sytuację. Prawdopodobnie gdyby zajął się zadaniem we własnej kajucie nie opuścił by jej dopóki by nie skończył. Teraz miał do kogo się odezwać, co wcale nie sprawiał że odzywał się często. Nie lubił mówić zbyt wiele, przekazywał informacje które chciał przekazać i na tym kończył wypowiedź. Jedzenie nie było najgorsze, brakowało mu tylko ulubionych wafelków prince polo.
91%...
Cyrus, ten narwany inżynier raz po raz podchodził do drzwi i majstrował przy mechanizmie, jak można było łatwo przewidzieć nic nie zdziałał. John był pewny że to błąd w programie spowodował całe zamieszanie ale nie miał dostępu do łącza które znajdowało się po drugiej stronie drzwi. Ciekawiło go ile jeszcze niepowodzeń zniesie cierpliwość porywczego inżyniera zanim spróbuje przepalić drzwi palnikiem lub właduje w nie serię z plazmowego karabinu marines. Oczywiście próby takie nie przyniosły by żadnego skutku ale na pewno ciekawie by to wyglądało.
92%
Jego rozmyślania przerwał silny wstrząs który poderwał go na równe nogi. Palmtop zsunął mu się z kolan. Chwycił go w ostatniej chwili. Spojrzał na ekran.
93%
Potem była chwila bólu i ciemność.
 
Andrij jest offline  
Stary 24-04-2010, 23:01   #4
 
kamil_314's Avatar
 
Reputacja: 0 kamil_314 nie jest za bardzo znanykamil_314 nie jest za bardzo znanykamil_314 nie jest za bardzo znany
-Jasny gwint, cztery dni to już całkiem sporo jak na malutką usterkę. Teraz już na pewno będę mógł powiedzieć białym, że przeszedłem swoisty chrzest bojowy na tym kolosie. Haha, te leniuchy siedzą tam gdzieś na drugim końcu i pewnie popijają kawkę, nie zauważywszy nawet mojej nieobecności!

Biali. Swoista "społeczność", jeśli można to tak nazwać. Byli to zwykli lekarze, ich własny slogan, jednak dla nich samych znaczył on dużo i wszyscy, którzy siedzieli w tym dobroczynnym fachu mieli do siebie szacunek. Tak właśnie jak jeden z nich, Bob, początkujący w stosunku do innych członków personelu medycznego.

Co kilka godzin przypominał sobie o niedokończonych zadaniach powierzonych mu przez nadzorców.
-No i cóż mi zrobią, haha, przecież śledź w puszce nie wychowa już potomstwa!-zarzucił kolejnym żartem spoglądając na pozostałych.

Siedział tak znudzony bawiąc się swoim ołówkiem i już nie zwracając uwagi na podchodzącego co jakiś czas do drzwi technika. Poczuł się znużony całą tą sytuacją i opierając głowę o ścianę oddał się medytacji. Tak na prawdę jednak nie myślał o niczym innym tylko o swoim pokoju z najwygodniejszym łóżkiem na świecie. Brakowało mu bowiem wygody, nie był przyzwyczajony do przebywania w zamkniętym pomieszczeniu przez tak długi czas.

Z zamyślenia wyrwał go wstrząs, niosący za sobą dziwny łomot. Bob nie zdawał sobie jeszcze sprawy, co stało się z jego towarzyszem obok. Odchyliwszy jeszcze nieco otępnie głowę, ujrzał nieprzytomnego Johna, osuwającego się na podłogę.

Błyskawicznie doskoczyła do niego Inez.

-Dalej doktorku, cucimy chłopaka!
-Co racja to racja! Jasny gwint, jak się urządził! Czekaj, przytrzymaj mu głowę! Zabrał się do rozrywania kawałka materiału, który ułożył sobie wcześniej celem wygodniejszego siedzenia. Jego reakcja była odruchowa. Krótka, ale porządna praktyka nauczyła go szybkich reakcji. Razem z kobietą zabrali się do zatamowania krwotoku.
-Dobra, powinno się trzymać. Kurczę, nie ma tu nic odkażającego??? Przydałby się tu bandaż. Długo nie utrzyma mu się na głowie ta prowizorka.

Bob zabrał się do szukania bandaży i jakichś środków odkażających. W chwilę przed odejściem od rannego zauważył jeszcze leżący klucz francuski obok nogi informatyka.

-Ty bezczelny kawałku żelaza! Tylko ciebie mi tu brakowało! Rzucił z sarkazmem i odwróciwszy się ruszył w stronę półek z zaopatrzeniem w nadziei, że znajdzie to, co chciał znaleźć.
 
kamil_314 jest offline  
Stary 24-04-2010, 23:22   #5
 
Khas's Avatar
 
Reputacja: 0 Khas nie jest za bardzo znanyKhas nie jest za bardzo znanyKhas nie jest za bardzo znany
4 dni. Pieprzone 4 dni. Derek przeżył już wiele, ale to co ich tutaj spotkało było jakimś pierdolonym żartem. Wojskowy medyk sądził, że w tak historyczny rejs zbiorą najlepsza ekipę z ziemianki. Tymczasem techniczni, których zaokrętowano na ten statek nie skończyli chyba podstawówki. Bo jak inaczej wyjaśnić to, że przez 4 dni nie można sobie poradzić z pierdolonymi drzwiami, choćby pancernymi? Kto zaprojektował tak gówniany mechanizm, który tworzył swoiste więzienie? Sarano był na ogól spokojnym człowiekiem, ale ilekroć spoglądał na zegarek, na twarzy malowała mu się mieszanka złości i frustracji.

Z głodu, pragnienia czy braku fajek na pewno nie umrze, ale z nudów chyba tak. Byłby to nawet ciekawy przypadek medyczny. Chłopaki i dziewczyny z drużyny alpha też mu nie pomagali. Początkowo przez komunikator sporo dowcipkowali na temat jego pecha jakim było zamknięcie w ładowni, później jednak szczerze mu współczuli i po całym tym wydarzeniu jak już się wydostanie obiecali mu postawić kolejkę w kantynie. Tak, można było na nich liczyć. Opierdolu od dowódcy też nie powinno być.

Towarzystwo zamknięte razem z nim należało chyba do wszystkich rodzajów służb Novy 0. Od technicznych po informatyków. Tego drugiego lekarza o imieniu Bob nie kojarzył. Pewnie należał do drużyny bravo i raczej nie był wojskowym. Medycy wojskowi, według Dereka 'Ci lepsi' służyli w drużynie alpha. Dla Sarano ciekawostką było, że jeden z Marines to kobieta i w dodatku tej samej szarży co On. Osobiście nic do niej nie miał, a podczas rozmowy wydała mu się nawet sympatyczna, ale medyk nie mógł pozbyć się wizji sytuacji jaką miał w wojskowym centrum medycznym na ziemiance. Otóż w ramach zajęć praktycznych na ludzkiej 'świeżej' tkance - major profesor Goldstein omówił ze słuchaczami budowę ludzkiego ciała. Eksponatem jaki im dostarczono był jakiś szeregowy. Przybył do nich razem z plotką, że wdał się w zbyt poufałe stosunki z jakąś panią kapitan i skończył z dziurą w miejscu gdzie powinien mieć głowę. Paskudny wypadek, ale w cywilu na pewno by nie miał tak praktycznego wykładu i późniejszego krojenia nieboszczyka. Potem od starszych kolegów dowiedział się, że sprawa rozeszła się po kościach bo szeregowiec rodziny nie miał, a oskarżenie o próbę gwałtu skutecznie przechyliło szalę na stronę pani kapitan.

Od tych niewesołych rozmyślań wyrwał go widok niszczonego głośnika. Zrozumiałym wzrokiem przytaknął starszemu kapralowi, bo komunikaty stamtąd dolatujące wkurwiały go strasznie. Gdy stąd wyjdzie osobiście narobi bałaganu szefowi technicznych za ten cały burdel i złoży odpowiednią skargę. Skoro nie potrafią zreperować jebanych drzwi to co zrobią jak dajmy na to zepsują się silniki? Według Sarano zrobią kupę, wywieszą białą flagę i ogłoszą kapitulację bo tylko tyle zdołają zdziałać. Banda niedouczonych partaczy.

Gdy tak grzebał w skrzyni, chyba z nudów, okrętem mocno zatrzęsło. Derek upadł a pech chciał, że akurat trafił uchem na żarzącą się końcówkę papierosa. Natychmiast wstał i zaklął soczyście dotykając oparzonego miejsca. Na szczęście nie wyczuł krwi, ale dość mocne pieczenie. Wystarczy Korozol w sprayu na oparzenia i będzie po sprawie. Tymczasem obserwował sytuację reszty ludzi w ładowni, zastanawiając się w co statek pierdolnął lub odwrotnie co pierdolnęło w statek na tyle mocno, że się poprzewracali.
 
Khas jest offline  
Stary 25-04-2010, 00:41   #6
 
Felidae's Avatar
 
Reputacja: 4986 Felidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputację
To dziwne jak słuch wyczula się na jakieś nieistotne dźwięki, kiedy nuda sprawia, że nawet wsłuchiwanie się w brzęczenie świetlówek staje się rozrywką. Inez Fereiro miała serdecznie dość przymusowego koczowania w ładowni, a pod koniec czwartego dnia dosłownie kipiała ze złości.
Ci cholerni nieudacznicy z centrali nadal nie mogli sobie poradzić z głupimi drzwiami! I to miała być ekipa planująca kolonizację nowej planety?? Kpiny jakieś!

Mało już było cierpliwości w tej kobiecie, dla której tak długa bezczynność była katorgą większą niż najgorszy wycisk na treningu.
Siedziała na jednej ze skrzyń w pobliżu drzwi przyglądając się z naburmuszoną miną kolejnej próbie otwarcia drzwi przez muskularnego technika o imieniu Cyrus. Znała już ten schemat. Genialna idea - próba - porażka - rozładowanie frustracji na blaszanej okładzinie drzwi.

Cash i Stein, oparci o dwie inne skrzynie ziewali mało dyskretnie, a Stein upierdliwie próbował zagadnąć towarzyszącego im w ładowni informatyka o
zawartość sprawdzanego przez niego dysku.
Nawet to ją wkurzało, dlatego syknęła cicho. Stein zamilkł.

Kiedy nadano nowy komunikat z centrali, który od wczorajszego różnił się
tylko tym, że ich uwolnienie zmieniło priorytet na niższy z powodu jakiejś usterki w laboratorium, nie wytrzymała i cisnęła w głośniki amunicją.

"Kurwa mać"- zaklęła głośno i dodała do niewidzialnego odbiorcy - "Niech was szlag trafi za waszą szybką pomoc."

Zacisnęła usta wściekła na cały świat. Zdawała sobie sprawę, że powinna
bardziej kontrolować nerwy, ale w tej chwili gówno ją to obchodziło.
Westchęła i pogrążyła się w myślach. O tym jak trafiła na statek i jak
dumna była z przydziału do tej misji. Oby tylko nie okazało się, że do końca wyprawy przesiedzą w ładowni. Już słyszała te epitety, jakimi koledzy z teamu będą sypać."Zagubieni w ładowni" - "Obrońcy ostatnich zapasów" czy "Pogromcy nudy i karaluchów".

Z gorzkiej zadumy wyrwał ją silny wstrząs i głośny łomot. Najwyraźniej statek uderzył w jakąś przeszkodę.

- Co u diabła? - Fereiro skomentowała nagły hałas i wstrząs.
Stein i Cash rozglądali się nerwowo na boki.

Inez spojrzała na przeciwległą ścianę, pod którą John ciągle wyglądał jakby zobaczył ducha. Wtem z jednej ze skrzyń wiszących tuż nad informatykiem wysunął się ciężki klucz francuski.
- Cholera - Fereiro zdążyła tylko syknąć i skoczyła w jego stronę ale było za późno. Chłopak leżał nieprzytomny na podłodze.

Rzuciła okiem w stronę siedzącego w pobliżu lekarza - Boba i powiedziała
spokojnym głosem:

- Dalej doktorku, cucimy chłopaka.

Szybko udało im się zatamować krwotok, ale do prawdziwgo zabezpieczenia rany potrzeba było bandaży i jakichś środków odkażających. Doktorek zajął się osobiście ich poszukiwaniem, a Inez mogła wreszcie skupić się na słowach technika, który od jakiegoś czasu gadał na głos z innymi inżynierami.
Wyglądąło na to, że wreszcie opuszczą to miejsce...
Kiedy jednak drzwi nadal pozostały zamknięte pomimo zielonego swiatła w kontrolce, zrezygnowana zajęła się ponownie rannym mężczyzną, ukłądając go w bezpiecznej pozycji.
 
__________________
Podpis zwiał z miejsca zdarzenia - poszukiwania trwają!
Felidae jest offline  
Stary 25-04-2010, 02:35   #7
 
Ra6nar's Avatar
 
Reputacja: 38 Ra6nar jest na bardzo dobrej drodzeRa6nar jest na bardzo dobrej drodzeRa6nar jest na bardzo dobrej drodzeRa6nar jest na bardzo dobrej drodzeRa6nar jest na bardzo dobrej drodzeRa6nar jest na bardzo dobrej drodzeRa6nar jest na bardzo dobrej drodzeRa6nar jest na bardzo dobrej drodzeRa6nar jest na bardzo dobrej drodzeRa6nar jest na bardzo dobrej drodzeRa6nar jest na bardzo dobrej drodze
Cyrus Parker

- No co to kurwa jest?! Dlaczego to cholerstwo nie działa? - Twoje zdenerwowanie sięgało zenitu. Byłeś tak ostro wkurzony...nie czekaj - wkurwiony, że gdyby drzwi nie były rzeczą martwą, tylko w jakiś sposób spersonalizowałyby się pod postacią żywej osoby, to właśnie teraz straciłyby życie ginąc z Twojej ręki. Czym prędzej dałeś znać Marvell'owi:
- Kurwa, Marvell, nie działają! Nadzorca nic nie wykrywa, a mimo to się nie otwierają! Po tak krótkim, ale jakże wymownym sprawozdaniu, postanowiłeś się nie bawić w BHP. Marvell z nieznanego Ci powodu milczał. Wysunąłeś mały śrubokręt z rękawicy inżynierskiej i nie bawiąc się w odkręcanie wszystkich śrubek, a jedynie dwóch u góry, podważyłeś nim delikatnie pokrywę czytnika chipów dostępu umieszczonego w panelu. Wiedziałeś, że zaraz udowodnisz swoim 'współwięźniom' z ładowni, że naprawdę mają tu najlepszych specjalistów. Spośród olbrzymiego węzła kabli (a prawie każdy w innym kolorze lub odcieniu), wyciągnąłeś dwa. Skorzystałeś ponownie z rękawicy inżynierskiej i dobyłeś lekkiej piłki plazmowej, za pomocą której sprawnie przeciąłeś dwa kabelki, a następnie doprowadziłeś do zwarcia. Drzwi natychmiast rozsunęły się, by po jednej sekundzie z ogromnym łomotem zatrzasnąć się ponownie. Twój uśmiech nie zdążył jeszcze zniknąć z twarzy po reakcji na ich otwarcie...Drzwi łomotały jak oszalałe, raz w jedną raz w drugą stronę, a robiły to z taką częstotliwością, że gdyby wpuścić między nie człowieka to zadziałały by mniej więcej jak maszynka do mięsa. Nie traciłeś głowy, bowiem Twój plan w mniejszym lub większym stopniu się powiódł, a bardzo lubiłeś gdy tak się działo. Każde rozwiązanie problemu w sposób niekonwencjonalny było dla Ciebie jak rozwiązanie super-trudnego zadania z matematyki dla ucznia podstawówki. By uniknąć wszelkich pretensji towarzyszy odnośnie 'czemu nie zrobiłeś tego od razu bla bla bla', jak sformułowałeś to w myślach, rzuciłeś do nich:
- Spróbowałem wywołać zwarcie, które nie ma racji działania dopóki drzwi nie są aktywne, skoro więc aktywowały się nie chcąc się otworzyć wpadłem na to... - wskazałeś dwa stykające kabelki, które syczały teraz wesoło podrygując i puszczając złote iskierki. - ... tak czy inaczej nie wyjdziemy jak widać - zrobiłeś kwaśną minę - no chyba, że są chętni - wskazałeś wymownie na oszalałe drzwi. Twój palec ponownie nacisnął mikro urządzenie w uchu i znów próbowałeś się połączyć z Marvell'em. Usłyszałeś coś jak szept, ale odbiór nie był czysty:
- Hej..Ej, Cy---s, nie pr---e stamtą- sp----dalać, pod za----m ----em. Sie---ie g-----e -----i---e. - nerwowe sapanie przerywane szumami - Ni--- --m ----o ----o---i a--- n---- p----o---ba mi ---e-- ---t----
Totalnie nie wiedziałeś o co chodzi ale po chwili usłyszałeś kolejne zdanie, tym razem nie rozumiejąc już ani jednego słowa...

John

Miałeś sen. Wszędzie ciemność i pięć sylwetek...Tak! To byłeś Ty i czterech spośród sześciu pozostałych uwięzionych w ładowni. Była Inez, to wiedziałeś na sto procent, od razu ją rozpoznałeś, mimo, że wszystkie postaci były lekko rozmazane a krawędzie ich sylwetek poruszały się jak gdyby ich obraz znajdował się pod wodą. Cyrus, ten inżynier, Bob i Derek...A gdzie Ci szeregowi? Po chwili Inez zniknęła...i zostało Was tylko czterech. Potem zniknął Derek a Bob odwrócił się w Twoją stronę...Patrzył na Ciebie tak jak lekarz patrzy na pacjenta, dla którego nie ma już nadziei. Po chwili także i on rozpłynął się w powietrzu i został tylko Cyrus. Patrzył na Ciebie przeszywającym wzrokiem pełnym nienawiści i pretensji. Pociłeś się zimnym potem. Dyszałeś ciężko, Cyrus ruszył w Twoją stronę z rękawicy wydobywając piłkę plazmową. Tnący strumień z charakterystycznym warkotem uformował ostrze a Cyrus skierował je w Twoją stronę. Podniosłeś się i zlękniony zacząłeś szukać wyjścia...ale jak to? Gdzie ma być wyjście z pomieszczenia które składa się z nicości...przecież wszędzie jest tylko ciemność. Obróciłeś się za siebie i ujrzałeś szyb wentylacyjny. Cyrus widząc to ruszył w Twoim kierunku i z zamachem wykonał cios niebezpiecznym narzędziem. Uchyliłeś się i krata kanału wentylacyjnego została ucięta jednym sprawnym machnięciem plazmowego ostrza. Wskoczyłeś tam...nie! Ty tam wefrunąłeś...Z wnętrza szybu dobiegł Cię krzyk...potężny, przenikliwy i zadający ból...

Otworzyłeś oczy!

Koniec koszmaru, byłeś przytomny...tak, na pewno byłeś przytomny. Nad Tobą twarz pięknej kobiety i Boba, tego doktora. Dzięki Bogu - szepnąłeś i odetchnąłeś ciężko...Wciąż chodził Ci po głowie ten sen...okropny sen, w Twojej głowie wciąż pojawiał się ten okropny motyw z Cyrusem i to jak próbowałeś ucieczki kanałem wentylacyjnym...

Bob

Za pomocą kawałka materiału sprawnie zatamowałeś krwawienie z głowy. Wiedziałeś jednak, że będziesz potrzebował czystego bandaża, żeby wszystko działało tak jak miało zadziałać. Czułeś pewną presję związaną z czasem i okolicznościami w jakich doszło do wypadku, ale pomimo to byłeś nieziemsko spokojny jak na profesjonalistę przystało. Byłeś spokojny ale jednocześnie szybki w swoich działaniach i myśleniu. Skrzynia - powiedziałeś do siebie patrząc na metalową skrzynkę, przy której jeszcze niedawno majstrował ten medyk z Marines. Podszedłeś tam i od razu znalazłeś bandaże. Chwyciłeś jedno z opakowań i sprawnym ruchem rozerwałeś je. Wziąwszy bandaż wróciłeś do potrzebującego i fachowo obwiązałeś jego głowę. Chłopak niesamowicie się pocił a gałki jego oczu szalały jak to zazwyczaj miało miejsce w fazie snu zwanej REM (Rapid Eye Movement) związanej z doznaniem intensywnego marzenia sennego. Troszkę Cię to zdziwiło, gdyż zazwyczaj miało to miejsce dopiero w 3,4 godzinie snu ale możliwe, że moc uderzenia spowodowała pewne zaburzenia i nienaturalne reakcje mózgu. Nie było teraz czasu by się nad tym zastanawiać. Założyłeś bandaż i uśmiechnąłeś się szczerze do Inez, dziękując jej tym samym za pomoc w opatrzeniu 'współuwięzionego'.

Derek

Wstałeś i pomacałeś się po uchu. Nie wystąpiło krwawienie, tylko cholernie piekło. Nic to. Słuchałeś rozmowy inżyniera, potem obserwowałeś jak majstrował przy drzwiach, coś tam kombinował przy tym panelu, następnie rozwalił jakiś kabel czy dwa. Pod ścianą składali do kupy tego informatyka, któremu klucz francuski spadł na łeb. Twoją pierwszą myślą było, żeby im pomóc, ale to był tylko odruch związany z Twoim zawodem. Przecież ten doktorek, Bob już się za to wziął, a piękna pani kapral przytrzymuje dzielnie głowę pacjenta. Dziwny i mimowolny uśmiech rzucił Ci się na twarz gdy porównałeś tą sytuację do przypadków, z jakimi przyszło Ci się podczas Twojej kariery zmierzyć. Facet, który wpadł pod maszynerię na stacji wiertniczej na "Ziemiance"...chociażby to...Gość stracił...nie stracił tułowia i głowy. Darł się jak opętany. Żyje i ma się dobrze, udało Ci się go wtedy poskładać. Wszystkie kończyny - nowoczesne implanty z tytanu. Taaaaaak.

Inez

Cyrus obrócił się w Twoją stronę i wyglądał na zadowolonego. Po chwili jednak znów wrócił do majstrowania przy drzwiach, co oznaczało, że operacja 'sezamie otwórz się' zakończyła się porażką. Podbiegłaś z powrotem do nieprzytomnego informatyka i podczas gdy Bob szukał bandaży w skrzyni, Ty przytrzymałaś kawałek materiału na jego głowie, tak by się nie zsuwał. John chyba śnił, jego usta lekko się poruszały. Nie wypowiadał żadnych słów ale poruszał ustami tak, że rozpoznałaś niektóre słowa. Jednym z nich było...Twoje imię, a jak się po chwili okazało również i imiona Twoich towarzyszy. Wszystkich z wyjątkiem Twoich podwładnych, szeregowych Cash'a i Stein'a. John pocił się jakby był topniejącym bałwanem ze śniegu. Bob wrócił szybko i profesjonalnie założył bandaż w miejsce krwawienia. Uśmiechnął się do Ciebie, co odebrałaś jako nieznaczną, ale zawsze, pomoc. Wtedy John się obudził dysząc ciężko...
 
Ra6nar jest offline  
Stary 28-04-2010, 12:39   #8
 
Felidae's Avatar
 
Reputacja: 4986 Felidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputację
"Fanta-kurwa-stycznie" - pomyślała Inez widząc efekty "naprawy" Cyrusa. Drzwi waliły jak oszalałe, czyniąc hałas gorszy niż w czasie niejednego ostrzału. Skrzywiła się i pokręciła głową.

-Dasz radę to cholerstwo wyłączyć? - wrzasnęła do technika ciągle podtrzymując głowę nieprzytomnego Johna - może centrala ruszy teraz dupę?

Cyrus wzruszył ramionami i przytkąwszy rękę do ucha zaczął coś nadawać. Pewnie połączył się z działem technicznym. Odwróciła głowę do doktorka.

Bob oczyszczał w tym czasie ranę na głowie chłopaka. Inez dziwiła sie trochę, że John poci się jak mysz.

"To pewnie wstrząs pourazowy" - pomyślała

Przyglądając mu się dostrzegła, że usta chłopaka poruszają się jakby starał się wypowiedzieć jakieś słowa. Skupiła na nich swoją uwagę i wydawało jej się, że rozpoznaje w układzie jego warg swoje imię, a także imiona innych towarzyszy niedoli. Właściwie to wszystkich oprócz Steina i Cash'a.

"Dziwne... Czyżby śnił o nas? Już się stęsknił?" - rozbawiło ją to trochę.

W tym momencie John ocknął się z omdlenia. Usmiechnęła się do niego i głośno powiedziała:

- Witamy z powrotem Johnny

W odwecie usłyszała jego cichy szept:

- Dzięki Bogu

Chłopak wyglądał na przerażonego, dlatego uśmiech Inez szybko zniknął z jej twarzy

- Coś się stało? Wyglądało na to jakbyś o czymś śnił... Jak się czujesz?
 
__________________
Podpis zwiał z miejsca zdarzenia - poszukiwania trwają!
Felidae jest offline  
Stary 01-05-2010, 13:32   #9
 
Khas's Avatar
 
Reputacja: 0 Khas nie jest za bardzo znanyKhas nie jest za bardzo znanyKhas nie jest za bardzo znany
Gdy Derek sądził, że gorzej już być nie może, statek udowodnił, że jednak może. Drzwi, które wcześniej nie chciały się otworzyć teraz trzaskały jak oszalałe. Nie było mowy, aby się przez nie przebić. No chyba, że ktoś miał ochotę być przerobiony na miazgę. John chyba dochodził do siebie i nic poważnego mu się nie stało. Naturalnie 100 % pewności miałby dopiero po przepadaniu informatyka w szpitalu, teraz jednak nie było to możliwe, zresztą Bob już się nim zajął.

- Parker jak boga kocham, wolałem, już jak te drzwi były zamknięte i nie robiły takiego hałasu jak ostrzał artyleryjski. Co do kurwy nędzy robią twoi techniczni, że nie mogą tego naprawić? Nie można jakoś wyłączyć zasilania i ręcznie otworzyć tego gówna? - zapytał Derek wyładowując swoją frustrację. Jednak nie na Cyrusie, bo sam technik nie był w stanie tego naprawić, a na reszcie personelu technicznego, która uznała, że mogą ich jeszcze tu trochę potrzymać.

- A tak właściwie z czym się zderzyliśmy? - rzucił do wszystkich. Może ktoś będzie miał jakieś pojęcie.
 

Ostatnio edytowane przez Khas : 01-05-2010 o 18:34.
Khas jest offline  
Stary 02-05-2010, 18:40   #10
 
Baczy's Avatar
 
Reputacja: 546 Baczy jest jak niezastąpione światło przewodnieBaczy jest jak niezastąpione światło przewodnieBaczy jest jak niezastąpione światło przewodnieBaczy jest jak niezastąpione światło przewodnieBaczy jest jak niezastąpione światło przewodnieBaczy jest jak niezastąpione światło przewodnieBaczy jest jak niezastąpione światło przewodnieBaczy jest jak niezastąpione światło przewodnieBaczy jest jak niezastąpione światło przewodnieBaczy jest jak niezastąpione światło przewodnieBaczy jest jak niezastąpione światło przewodnie
Czy tym razem grzebanie w kabelkach przyniesie jakiś efekt? Powinno, w końcu drzwi są "sprawne", tylko najwidoczniej jest problem z przesyłem informacji z czytnika, może nawet z ich odczytaniem. Tylko że to też powinno zostać wykryte przez "nadzorcę"... No, ale tak czy siak, udało się. Taka myśl zdążyła dojść do umysłu technika, gdy drzwi się otworzyły, a właściwie, w momencie, w którym zamknęły się. Co gorsza, robiły tak ciągle_ zamykały się, otwierały się, zamykały, otwierały, zamykały...

- Kurwa!- wrzasnął technik, kopiąc w ścianę tuż pod czytnikiem chipów.
- Nie lataj tak, kurwa! Stój!- drzwi nie miały zamiaru go słuchać, jednak wydzieranie się na nie pozwoliło mu wyżyć się nieco i wyzbyć części frustracji wzbierającej w nim od kilku dni.
Reszta zaczęła się burzyć do Cyrusa, żeby wyłączył drzwi całkowicie, bo im hałas przeszkadza.

- Ta, jasne, mości państwo...- odpowiedział, nie dając nawet dokończyć Derekowi, dodając pod nosem "Kurwiszony wredne". Nie naprawi drzwi, a ten dźwięk i jemu zaczynał działaś na nerwy, ponownie włożył więc rękawicę pośród pęk kabli i wyjął kilka, odpowiadających za główne oraz awaryjne zasianie. Były one owinięte specjalnym tworzywem, odpornym na otarcia, zagięcia i ręby gryzoni, jednak nie miały nawet ochoty opierać się cążkom inżyniera. Drzwi zatrzymają się, a może nawet zatrzymają się otwarte, pozwalając im wyjść? Parker nie liczył na taki łut szczęścia, ale gdyby tak się stało, twardo utrzymywałby, że wszystko to było zamierzone.

Parker połączył się z Marvelem, jednak to co usłyszał, wyraźnie go zaniepokoiło. Głos inżyniera w słuchawce był niewyraźny, jakiś wyciszony i przerywany szmerami zakłóceń. Cyrus starał się wytężyć słych i zbić w sensowną całość zlepki wyrazów.

- Hej..Ej, Cy---s, nie pr---e stamtą- sp----dalać, pod za----m ----em. Sie---ie g-----e -----i---e. Ni--- --m ----o ----o---i a--- n---- p----o---ba mi ---e-- ---t----
W myślach technika układało się to w następujący komunikat:
- Hej..Ej, Cyrus, nie próbujcie stamtąd spierdalać, pod żadnym pozorem. Siedźcie gdzie siedzicie. Ni--- --m ----o ----o---i a--- nie podoba mi się to.

Nie wiedział, co powiedział jego przyjaciel, wiedział jednak, że nie było to nic dobrego i że nie może tu siedzieć, wbrew radom kumpla. Co takiego się stało, że musiał szeptać? Bo teraz Cyrus wiedział, że był to szept, po tylu latach używania komunikatorów elektronicznych wiedział, jak rozpoznać tonację głosu, modulację czy akcent. Bardzo możliwe, że to tylko jakiś żart, jednak Cyrus nie myślał o tym. Zbyt dużo przeżyć, zbyt napięte nerwy. Najpierw awaria drzwi ładowni, potem laboratorium, następnie wstrząs a potem ten komunikat... Nie mógł uwierzyć,że to wszystko zbieg okoliczności. Coś się tu działo, i to coś, z czym nie mogli sobie poradzić lub zidentyfikować.
Może coś ze statkiem? Najpierw drzwi, jedne i drugie, potem awaria sterów uniemożliwiająca wykonanie poprawnego manewru i otarli się o szczątki asteroidy... Tylko czemu Marvel szeptał? I czemu nie można się z nim ponownie połączyć?
Parker ponownie przyłożył palec do ucha i zaczął wręcz krzyczeć imię zaprzyjaźnionego technika, jednak bez efektów.

Rozejrzał się, nie wiedział co powiedzieć reszcie.
Uspokoił się nieco, zapalił papierosa.
- Nie mogę się z nimi połączyć... A co z Tobą, młody? Żyjesz?- zwrócił się do otwierającego właśnie oczy Johna, kucając przed nim z papierosem w ustach.
 
__________________
– ...jestem prawie całkowicie przekonany, że Bóg umarł.
– Nie wiedziałem, że chorował.
Baczy jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 11:18.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2018, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166