![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Archiwum sesji Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami) |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #251 |
![]() | - Nie zawsze mam wybór – powiedział w odpowiedzi na uwagę o używaniu mniej widowiskowej magii. W drodze do domu Chloe zdążył jeszcze zauważyć siwe kosmyki swoich włosów wystające spod nakrycia głowy. Z lekkim niedowierzaniem spoglądał na swoje długie włosy, niedawno jeszcze smoliście czarne a obecnie siwusieńkie jak u staruszka. Może i dobrze, udawanie starca dawało kilka korzyści, najczęściej starcy nie zwracali uwagi młodych jakby Ci obawiali się, że się zestarzeją przez sam kontakt, poza tym nikt nie spodziewa się, że staruszek może kipić energią i możliwościami młodzieńca – jakim był Lilawander. W sumie czuł ulgę, że przemiana byłą bardziej zewnętrzna niż wewnętrzna, zastanawiał się czy młody mag – którego imienia wciąż nie znał – zauważył różnicę, nic na to nie wskazywało, choć kto wie? Ponieważ byli już w sporej odległości od miejsca napadu, elf odetchnął z ulgą i zdecydował się na chwilę rozmowy. - No niestety, ale złodziej zdążył uciec. Powiedz mi coś więcej o tym co się tam stało, bo chcąc nie chcąc wplątałeś mnie w swoje kłopoty. Złodziej który uciekł mógł widzieć jak czaruję i jest to już wystarczający powód bym spróbował go odnaleźć, muszę jednak wiedzieć dla kogo oni pracują, kim są i czego chcą. W skupieniu przyglądał się rzucanej magii, domyślił się, ze czarodziej w jakiś sposób się uleczył a że sam czuł ból który utrudniał mu funkcjonowanie zapytał: - Czy mógłbyś i mnie uleczyć ? Ja również nie wyszedłem z tej walki bez szwanku a obawiam się, że mogę nie mieć czasu na tygodniową rekonwalestencję. Tak przy okazji to Lilawander jestem, wyciągnął dłoń stronę maga lecz uważnie i spokojnie, tak by nie zdenerwować psa. Sokół tymczasem krążył swobodnie nad miastem w pobliżu elfa, na tyle blisko, że elf mógł dojrzeć szybującego towarzysza na tle nieba. Ostatnio edytowane przez kset : 10-28-2007 o 18:16. |
| |
| Reklama |
| |
| | #252 |
![]() | Wolfgang wstał niczym porażony piorunem -Nie porównuj mnie do Maxa. Nawet nie wymawiaj imienia tej chciwej gnidy w mojej obecności. – rzekł przez zaciśnięte zęby, zły nie na żarty. Widząc że Susie opuszcza salon natychmiast pobiegł za nią. -Susie! Zaczekaj! To nie tak! – krzyczał. Dwoma susami doskoczył do dziewczyny i złapał ją mocno za rękę. Może nawet trochę za mocno ale w całym tym zamieszaniu i szale nie czuł z jaką siła ją trzyma. Odwrócił Susie twarzą do siebie i zaczął mówić jak katarynka -Wysłuchaj mnie chociaż! Już nie jestem hieną! Daje ci moje słowo! Skończyłem z tym! Teraz zabijam pijawki! I nawet jeśli muszę rozkopać jakiś grób to nie okradam go! Słowo! Nie była to może szczera prawda (czasem mu się zdarzało coś zachachmęcić w myśl idei „im się już nie przyda”) ale Wolf mówił z niezwykłym uczuciem i mocą. Wpatrywał się w piękne oczy Susie i nie mógł uwierzyć w to co właśnie usłyszał. Inna sprawą jest że trzeba będzie pogadać z Nikolausem o tym aby trzymał język na uwięzi nawet gdy sobie trochę popije. „Zawsze miał słabą głowę…” – pomyślał Dopiero po chwili zauważył że sprawił Susie ból i natychmiast ją puścił. Jego różnokolorowe oczy jednak dalej wpatrywały się w dziewczynę. „Cóż ja najlepszego zrobiłem. Dlaczego niszczę wszystko dookoła?” -Ale skoro nie chcesz abym kalał twój dom… – dodał po chwili, lekko urażony –Już wychodzę. Szkoda tylko że nie mogłem zobaczyć Nadii…pewnie jest piękna jak jej matka. –dodał już cieplejszym tonem. Skłonił się lekko i już miał skierować swe kroki do wyjścia ale jakoś nie mógł się ruszyć. Nie chciał się jeszcze poddawać. Chciał aby zrozumiała. Potem wyjdzie. Najwyżej wróci tu później. Czy będzie tego chciała czy nie. W głowie kołatały mu się różne myśli „Będę próbował do usranej śmierci. ” „Musze znaleźć jakąś karczmę. Kocie szczyny zwane tu piwem i jakaś bójka dobrze mi zrobią. Nie ma to jak obita morda, tak swoja jak i cudza…” „Na pijany pysk Alberta! Jaka ona piękna…”
__________________ Logic will get you from A to B. Imagination will take you everywhere - Albert Einstein Problemy z komputerem i Internetem – przepraszam wszystkich. Wkrótce się odezwę. |
| |
| | #253 |
![]() | - Uciekł? - spytał zaskoczony. Skupił sie próbując przypomnieć sobie całe zajście. - Rzeczywiście, na początku był chyba jeszcze jeden, widocznie zbiegł gdy było ciemno. Chęć odwetu u elfa nieco go zaskoczyła. Być może miał już nieprzyjemności związane z nieuprawnionym uzyciem magii? Tym bardziej dziwiła go pewna beztroska w użyciu wiatrów magii u nowo poznanego maga. -Feliks z Waldenhof - uścisnął wyciągniętą dłoń. - Niestety w kwestii bandytów niewiele mogę ci pomóc. Natknąłem się na nich wczoraj wracając nieco zbyt późno do swojej kwatery. Jeden jak pewnie słyszałeś nie żyje, reszta zbiegła. Sądzę, że dzisiejsze spotkanie, podobnie jak wczorajsze, było przypadkowe. Spojrzał badawczo na elfa. - Co ci dolega? Odniosłeś w starciu jakieś obrażenia? Poczekaj chwilę, spróbuję ci pomóc, ale nie licz na wiele - leczenie ran jest w mej tradycji mało istotnym dodatkiem Po chwili skupienia położył rękę na ramieniu nowopoznanego towarzysz i spokojnym głosem wypowiedział magiczną formułę: - jhaer si shyl tyri eil taes |
| |
| | #254 |
| Newsman ![]() | Felix wypowiedział uzdrawiającą formułę, nagle niespodzianie Lilawander zaczął dygotać odczuwając nienaturalne zimno. Przez dłuższą chwilę nie mógł zapanować nad dreszczami wstrząsającymi jego ciało, dość szybko dreszcze przeminęły a ból zmniejszył się widocznie. W tym czasie Felix przypomniał sobie o jednej regule, elf nie mógł być członkiem kolegiów magii i wykupić licencji, ale mógł zostać członkiem Middenheimskiej Gildii Czarodziejów i Alchemików, dzięki temu zyskałby na terenie miasta i w najbliższej jego okolicy takie prawa i ochronę jak czarodzieje licencjonowani. Mógłby się bronić magią przed atakami zbójów i nic by mu nie groziło.
__________________ Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę. Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem. gg 643974 Zło kroczy ulicami. Coś się psuje. *** Warsztaty - Życie. |
| |
| | #255 |
![]() | Elf dostrzegł malujące się zaskoczenie na twarzy Feliksa. Nie był to jednak czas ani miejsce na wyjaśnienia, tym bardziej, że Lilawander nie wiedział dokładnie co tak zaskoczyło maga. Nie wierzył w przypadki, co jednak nie zmieniało w tym momencie jego położenia. „Będzie problem z odnalezieniem uciekiniera, trudno może taki już jest ten los.” Oczywiście nie przeszkadzało mu przy tym wierzyć, że przy odrobinie szczęścia i wysiłku odnajdzie świadka jego magii. Gdy Feliks zapytał o źródło obrażeń elf zamyślił się na moment, po czym przyznał, że ból jest raczej wynikiem niefortunnego nagromadzeniem mocy w miejscu w którym czarował, co odbiło się na skutkach jego własnej magii. Z wdzięcznością przyjął też pomoc maga w procesie leczenia, co prawda poczuł lodowate zimno, które zaraz skojarzyło mu się z efektem przekleństwa, ale skutek czaru i tak był dobry. Elf poczuł się wyraźnie lepiej a ból zmniejszył się o połowę. Zastanawiał się jednocześnie czy w ten sam sposób nie pomógłby i jego towarzyszom, postanowił zapytać gdyż nic w tym momencie nie miał do stracenia. - Przebywam w tym mieście wraz z kilkoma przyjaciółmi, jeśli mógłbyś odwiedzić nas i przyśpieszyć także ich leczenie to zarówno ja, jak i oni bylibyśmy wdzięczni. Jak wspominałem jest tam też medyczka, więc gdybyś kiedyś potrzebował pomocy natury innej niż magiczna, to będziesz miał już dobry kontakt. Rozumiem, jeśli jesteś zapracowany i masz swoje zajęcia, jeśli jednak skorzystasz z zaproszenia na wieczorną kolację to wszystkim nam z pewnością będzie miło. Tylko nie spodziewaj się zbyt wiele, jedyne co mogę zagwarantować to dobre wino, które dziś kupiłem – uśmiechnął się do maga wskazując na bukłak. Elf opisał magowi okolice domu Chloe i podał adres, to były jedyne wskazówki, jakich mógł udzielić. Z miejsca w którym się znajdował sam nie potrafił znaleźć właściwej drogi do domu, no ale od czego miał jeszcze sokoła? - Jeżeli będziesz miał ochotę i możliwość wymiany magii powszechnej czy też rytuałów, to właśnie znalazłeś osobę chętną i gotową do dyskusji na te tematy. Jak słusznie wcześniej zauważyłeś, moja magia była widowiskowa, ale wynika to jedynie z pewnych braków magii ofensywnej w moich zasobach. Ścieżka, która podążam po wielokroć wynagrodziła mi to w innych możliwościach. Nie mam natomiast niczego lepszego, co mogłoby skutecznie zatrzymać kilka atakujących osób. Mógłbym bez szwanku wydostać się z całej tej walki, ale wówczas obawiam się, że miałbym Twoją śmierć na sumieniu. Jakoś nie zauważyłem by nasza magia wystraszyła kogokolwiek, może z wyjątkiem tego, co uciekł na początku. Ostatnio edytowane przez kset : 10-28-2007 o 22:13. |
| |
| | #256 |
![]() | Otto skinął głową na wzmiankę kapłana o tym, że najważniejsze są własne umiejętności a nie poleganie na łasce bogów. W pełnie się z tym zgadzał, wolał brać los we własne ręce niż liczyć na łut szczęścia. Kiedy opuścili świątynię udali się na plac handlowy. Można było tam dostać niemal wszystko. Otto ze zdziwieniem patrzył na to jak szybko ludzie dochodzą do siebie po wojnie. Kilka chwil spędzili na przymierzaniu kurtek. Zainteresowanie Otta przyciągnęła pewna talia kart oferowana na jednym ze straganów, kiedy kupiec podał cenę ze zdziwienia mało się nie złapał za głowę. ""Niemożliwe są te ceny. Kto im to kupi za taką kwotę? Nie ma co się zastanawiać, nie stać mnie i już."" Wojownik z rezygnacja pokręcił głową dając znak, że rezygnuje z zakupu. Widząc to kupiec chciał się jeszcze targować, jednak powstrzymał go stanowczy gest. Kilka chwil spędzili oglądając pokazy cyrkowców, którzy rozłożyli się nieopodal straganu zbrojmistrza. Przez moment Otto z zaciekawieniem patrzył na popisy tresera i niedźwiedzia, zaraz jednak przeniósł uwagę na to co leżało na straganie.
__________________ Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie. Armia Republiki Rzymskiej Moje gg: 8819833 |
| |
| | #257 |
![]() | -komendant Werment! - Chloe powtórzyła zapamiętując nazwisko. Z uśmiechem niestosownym do miejsca przyjęła korespondencję. Wszak dała taką samą ekspertyze co jej, jeszcze całkiem niedawno nauczyciel, doktor Grawer. A to komplementem było nie mały. Szybkim szarpnięciem ściagnęła ust chustę i schowała ją do torby. -Miłego dnia! Trup gdyby mógł uśmiałby się do łez. Chloe jak na skrzydłach biegła w kierunku głównej strażnicy gdzie przebywał komendant. Było to dużo przyjemniejsze zajęcie niż przyjmowanie porodu małego mutanciątka. A dzień zapowiada się dość pogodnie....
__________________ "Bretonnia to kraj spokojny i sprawiedliwy, w którym kazdy człowiek wie, gdzie jego miejsce. Twoje jest na stryczku" Za Panią Jeziora! |
| |
| | #258 |
![]() | Z trudem przepychali sie przez tłum ludzi i nieludzi okupujacych dzielnicę handlową. - Dlaczego wszyscy musieli zejść się tu akurat teraz? - spytał Otta znieciepliwiony. Jedno z tych głupich pytań bez żadnej sensownej odpowiedzi. Ludzie śmierdzieli potem, ciągle się przepychali i kłócili o bzdury. Celahir pociagnął towarzysza za rękaw i zaciągnał w jedną z bocznych uliczek. Jakaś kobieta wylała z okna pomyje, które niechybnie znalazłby sie na ich głowach i ubraniach, gdyby nie świetny refleks Otta i to, że udało mu się przeciagnąć elfa na drugą stronę ulicy. - Suka! - krzyknęli obaj, ale jedynym odbiorcą ich złości okazało się zamkniete już okno i kot poszukujący czegoś na stercie śmieci. Po chwili wyszli na prostopadłą, dużą ulicę, pełną straganów i sklepów. Było tu trochę mniej tłocznie niż poprzednio. Celahir zaciągnął Otta do jednego ze stoisk, pełnego kurtek i ubrań wiszących na sznurach obok. Dosyć długo zajęło mu podjęcie decyzji, aż w końcu wybrał jedną z lepszych skórzanych kurtek, którą od razu na siebie założył. - Nie ma co, pięknie wyglądam - powtarzał ze smiechem, kiedy odeszli już od siwowłosego straganiarza z długim nosem. - Jeśli chcesz, mogę spróbować kupić Ci tę talię Otto - rzekł do wojownika, kiedy zatrzymali się, by pooglądać tresera ćwiczącego wielkiego niedźwiedzia. Piękne, potężne zwierzę... - pomyślał - iście król lasu. - Zajmowałem się tym kiedyś, myślę, że nie jesteśmy bez szans w starciu z tym kupczykiem - zaśmiał się. Mówiąc to chwycił za koszulę jakiegoś smarkacza, który wyszedł przed szereg ludzi i zaczął się zbliżać do tresera i zwierzęcia - Lepiej nie próbuj - ostrzegł go i cofnął do szeregu. |
| |
| | #259 |
![]() | Przez ciało elfa przebiegł dreszcz. Felix wiedział dlaczego. Ani odludne miejsce, ani dyskrecja , nie chronią przed wzrokiem Pana Przemian. Tym razem rozeszło się po kościach. "I to do tego nie moich" - pomyślał. - Cóż, jeśli nie razi ich widok wymiotującego czarodzieja, to mogę podjąć te ryzyko - zażartował, bardziej chyba, by rozbawić siebie niz rozmówcę. Interwencje chaotycznych bóstw do rzadkich nie należały, zawsze jednak czuł się po nich nieswojo. - Za zaproszenie dziękuję,wiem jak tam trafić, podejmowaliśmy z kapłankami Shallyi pewne wspólne przedsięwzięcia, jeśli zdąże załatwić wszystkie swoje sprawy to przyjdę - być może będę miał dla ciebie pewną propozycję. Pożegnawszy się z czarodziejem ruszył tak szybko, jak tylko pozwalała mu zraniona noga na umówione spotkanie. Siedziba Gildii znajdowała się w lepszej częsci miasta, nie miał jednak czasu podziwiać uroków middenheimskiej architektury. Podchodząc do furty spostrzegł, że budynek nie nosił śladów najmnieszych nawet zniszczeń. Zastukał mocno i zdecydowanie w bramę. |
| |
| | #260 |
![]() | Elf zamierzał jeszcze uzupełnić zapasy jedzenia, przy okazji starając się dobrać różnorodną strawę na wieczorny posiłek. Kupił też nieco piwa, gdyż wątpił, aby ludzie docenili subtelny smak wina, choć kto wie? Zresztą i tak nie zamierzał poświęcić całości swych dzisiejszych zapasów, chyba, że…Lilawander zerknął na dzisiejszą zdobycz z bandziorów i spokojnie ocenił wartość amuletu szefa. "Dzisiejsze plany z odwiedzenia Nikolausa nieco się odmieniły, no ale tak to zazwyczaj bywa gdy coś się planuje." Dzięki wskazówkom udzielanym przez sokoła, dość szybko dotarł na targowisko. Szedł nieco przygarbiony, ruchem mniej energicznym niż zazwyczaj, chciał, aby wygląd jego włosów wskazywał na wiek a nie na nic innego. Zakupił kilka kiełbas, trzy bochenki chleba, nieco sera i tyle owoców i warzyw ile się dało, łącznie za dwa złote karle. Przy okazji kupił laskę i długi płaszcz z kapturem w którym nawet włosów nie było widać, nie mówiąc już o twarzy jeśli noszący sobie tego nie życzył. Płaszcz jednocześnie był najtańszy jaki się dało, bardziej przypominał strój żebraka niż coś innego. Zakupił też żebraczą miskę, choć oczywiście z żadną z tych rzeczy w tym momencie się nie obnosił. Elf postanowił, że nie będzie dziś żadnej większej biesiady. Potrzebował się jeszcze wyleczyć a spokój, ciepły kat i strawa wraz z winem doskonale się do tego nadawały. Po zrobieniu zakupów udał się do domostwa Chloe, gdzie zamierzał posilić się korzystając z zakupionego jedzenia i przyszykować trochę strawy na później dla wszystkich, postanowił wprowadzić do ich diety nieco warzyw, które są nieodzownym składnikiem żywienia się elfów. W trakcie sporządzania kolejnej sałatki przypomniał sobie o wcześniejszej ranie, postanowił udać się do pokoju i sprawdzić co mu się stało. Ostrożnie podwinął spodnie i ze zdziwieniem dostrzegł jakiś dziwny znak na swoim udzie. Dostrzegł przy okazji, że schudł nieco, gdy tak siedział i oglądał zmiany na swoim ciele dostrzegł także, że cienie wokół zdają się do niego zbliżać, miał wrażenie, że przyciąga pobliski cień, po dłuższej obserwacji dostrzegł, że to nie tylko jest wrażenie…Na szczęście nie było to jakieś wyraźne widowisko, choć uważny obserwator mógł już coś dostrzec, no cóż tak to już jest z ta magią. Przez resztę dnia pracował nad swoim nowym projektem, a w chwilach przerwy szykował wieczorny posiłek, chociaż tak tym razem mógł się odwdzięczyć za gościnę. Nie zapominał o swym towarzyszu podróży, sokół zadomowił się również, jego podstawowy instynkt - jedzenie był na bieżąco zaspokajany, więc w przeciwieństwie do innych sokołów nie musiał łowić zdobyczy cały dzień. Elf i jemu poświęcił dłuższą chwilę pomagając mu przy czyszczeniu piór i gaworząc radośnie jak za starych czasów. Jego rozmowy miały na celu kształcenie chowańca tak bardzo jak się da, wierzył i nie raz miał tego dowody, że jego chowaniec uczy się dość sprawnie, przewyższając w tym względzie zwykłe zwierzęta. |
| |
| Reklama |
| |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| Zło kroczy ulicami | Cedryk | Archiwum sesji Warhammer | 107 | 08-24-2008 13:42 |
| rekrutacja dodatkowa (II edycja Warhammer) Zło kroczy ulicami | Cedryk | Archiwum rekrutacji | 6 | 01-25-2008 16:50 |
| Warhammer IIedycja Zło kroczy ulicami | Cedryk | Toplista sesji | 0 | 10-01-2007 08:53 |
| [Warhammer] Zło kroczy ulicami | Cedryk | Archiwum rekrutacji | 31 | 08-26-2007 22:07 |