Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Archiwum sesji Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 01-23-2008, 22:43   #171
 
harry_p's Avatar
 
Reputacja: 2 harry_p jest na bardzo dobrej drodze
$: 5 570
Feliks spojrzał na nią niepewnie chwile się wahał, co uczynić. Kilka kropel spadających z dziurawego daszku, pod którym się skrył pomogło podjąć mu decyzję.

Co to ma znaczyć wszyscy czekają? Wolfgang też? Widziałem jak padał na ziemię. Te szczyle, co się nam tyle bieganiny zafundowały mówiły ze to środek na spanie, ale coraz trudniej mi w to uwierzyć, ale to by znaczyło, że…

Potrząsną głową Feliks jak by chciał odgonić złe myśli. Po chwili uzmysłowił sobie jak zwróciła się do niego Jenna ”…Mój drogi…” zrobiło mu się dziwnie cieplej, ale i tą myśl odgonił o siebie. Ponownie zacisną lewą dłoń na rękojeści sztyletu, która wydawało by się nie ostygła jeszcze po pogoni za dorożką.

- Jak to czekają? Gdzie? Widziałem jak Calien i Joachima zamknięto w garnizonie plecakiem gdzie jest Andres. Miał tu na mnie czekać?

Zarzucił Feliks czarodziejkę pytaniami tonem, w którym łatwo dało się wyczytać żądanie.
Jednak nadal szedł za magiczką.

Weszli do domu. Gdy poczół woń zadła, zamiast do izby gdzie były jego rzeczy Feliks najpierw podszedł do stołu porwał kromkę chleba wsadziło ust. Dopiero wtedy uzmysłowił sobie jak bardzo był głodny. Szybko wepchną w zanadrze kilka owoców i chwycił ćwiartkę twardego sera. Potem szybko poszedł po swoje rzeczy. Szybko upewnił się czy ma wszystko wepchną do torby jedzenie i bełty. Przepasał się mieczem i okrył płaszczem. Wychodząc przez główny pokój porwał ze stołu jeszcze kawałek chleba. Spojrzał z miną niewiniątka na niecierpliwiąca się Janne.

- Od rana nic nie jadłem…

I wyszedł za nią z domu z chlebem w prawej, kuszą w lewej i dziwnie wypchanym plecakiem.
 
__________________
i tak umrzesz, więc po co odwlekać nieuniknione
harry_p jest offline  
Reklama
Stary 01-24-2008, 07:51   #172
 
Andres's Avatar
 
Reputacja: 2 Andres jest na bardzo dobrej drodze
$: 5 184
A niech to szlag... nie mam nic do jedzenia. Niby nic wielkiego, ale jak potrzebnego... przyglądał się przybytkowi w oddali... im to dobrze, jedzą i piją.

Rozgląda sie po parku wyczekując towarzyszy.

Ładny park i dość sporych rozmiarów, w samym środku miasta. Za to pogody to mają tu paskudne. Całkiem inny klimat niż w Tillei, wszystko tam jest w jasnych kolorach i w cieple. Tam to dopiero były upały, czasami nie dalo się podrozowac w ciagu dnia. Tesknie za tym ciepłem i widokami przeplatanym słonecznymi promieniami

Na myśl o rodzinnych kątach Andresowi zrobilo sie cieplej

No chociaż to, ale nadal jestem głodny... rozglądał się dalej po parku a jego uwagę przciągneły drzewa, nie tyle iglaste co liściaste... Hmm trzeba jakość poskromić ten głód... zerwał liście z drzewa, włożył do buzi i zaczął rzuć... ale paskudne... nie przestawał rozdrabniać liści zębami.

Zajdł kilka listków zerwanych z drzewa. Ucieczka i walka o przetrwanie nauczyły go, jak oszukać żołądek

Wystarczy na chwilę, ale i tak pożądnej strawy mi trzeba... Andres właśnie przełknął ostatni kawałek liścia kedy w oddali zauważył Calien i Joachima w towarzystwie nieznanego mu mężczyzny...A niech mnie, jak oni się tu znależli, i co to za człek idzie przy nich? Szybko się wydostali z więzienia, albo w ogóle tam nie byli. Może to są zdrajcy? Chcieli poprostu nas zostawić, a może ten ich towarzysz utrzymuje ich przy sobie jakąś zaplchlona magiczną mocom i nie wiedzą co czynią. Trzeba to sprawdzić!

Andres, między zaroślami i drzewami parku zmierzał w kierunku grupki jaką tworzyli Calien, Joachim i nie znajomy. Szedł z rękoma skrzyżowanymi na klatce piersiowej, a w dloniach trzymał miecze skierowane ostrzami w dół. Tylko kciukami przytrzymywał sobie płaszcz tak, aby szczelnie go okrywał. Gdy znalazł się wystarczająco blisko, wyszedł z zarośli na drużkę w parku by stanąć im na przeciw, w nie dalekiej odległości. Wyciągnął ręce z mieczami na wierzch i zdjął kaptur, czekał nie ruchomo na ich reakcje.

No to zaraz się wszystkiego przekonamy...
 
__________________
Oddajmy im wszystko to, co do nich należy- krew dla boga krwi!... ;) no i śmierć samobójcom

Ostatnio edytowane przez Andres : 01-24-2008 o 08:13.
Andres jest offline  
Stary 01-24-2008, 10:00   #173
 
Scarlet's Avatar
 
Reputacja: 2 Scarlet jest na bardzo dobrej drodze
$: 10 690
Idąc drogą Calien rozmyślała o sytuacji w jakiej się znaleźli, a wszczególności o nowo poznanym mężczyźnie.

Nie powinniśmy nikomu ufać. Znaleźliśmy się w najgorszym położeniu jakie tylko mogło zaistnieć. To brak zaufania potrafi zburzyć największą potęge. Ziarno niepewności zostało zasiane. Czy wśród nas jest ktoś, kto może przyczynić się do naszej rychłej zguby? A on...herr Teufelfeuer... czy na prawdę chce nam pomóc, czy poprostu wystawić jak na platerze...Muszę porozmawiać z mym mistrzem...Potrzebuję jego rady.

Pomimo tego, iz nie uszli daleko, przez głowę Calien przeleciało mnóstwo pytań. Najgorszym w tym całym zamieszaniu był fakt, iż pozostają bez odpowiedzi.

Po co im proch? Czego chcą dokonąc???
Zamyślona podążała spokojnym krokiem obok Joachima. Deszcz splywał po jej płaszczu, a wiatr rozwiewał delikatnie włosy ukryte pod kapturem.

To jedna wielka maskarada...




Przemierzali spokojnie parkową alejkę, gdy na przeciw nich stanął Andres w pozycji gotowej do ataku. Jego twarz wyrazała zarazem zdziwienie jak i wzrastającą agresje.

Co jest? Co mu się stało?

Calien zdziwiła się na widok towarzysza dzierżącego miecze w dłoni. Szybkim krokiem wystąpiła przed Joachima i Maxa wyciągając rekę przed siebie, w geście zatrzymania się.

-Spokojnie Andres. Schowaj miecze. Wszystko w porządku...Ten mężczyzna pomógł nam opuścić więzienie. To herr Maksymilian Teufelfeuer. Wyjaśnimy Ci wszystko na spokojnie.

Calien rozejrzała się na boki w poszukiwaniu Felixa. Niespokojnie spojrzała na Andresa.

-A gdzie sie podział Felix? Wszystko z nim w porządku?
 
__________________
Didn't you read the tale Where happily ever after was to kiss a frog? Don't you know this tale In which all I ever wanted I'll never have For who could ever learn to love a beast?

Ostatnio edytowane przez Scarlet : 01-24-2008 o 11:24.
Scarlet jest offline  
Stary 01-24-2008, 11:07   #174
 
Andres's Avatar
 
Reputacja: 2 Andres jest na bardzo dobrej drodze
$: 5 184
Andres stojąc nie ruchomo milczał przez chwile...

-Skąd mam wiedzieć, że przez twoje usta wychodzą twoje słowa, a nie kogoś kto cię opentał. Niczego nie mogę być pewny. Dlaczego ten jaśnie pan was uwolnił, skoro Janna mi powiedziała, że ona to zrobi. Dziwie się że, pan Maksymilian doprowadził was, dokładnie w to miejsce gdzie mieliśmy się wszyscy spotkać, zgodnie ze słowami Janny. Ale najbardziej mnie zastanawia to, gdzie jest Felixs, poszedł za wami i już nie wrócił. Czekałem na niego ale nie przybył, rónież zagineła panna Eberhauer. Ktoś tu jest zdrajcą i ja nie wiem kto, więc nie będę się zastanawiał, czy mam zabić czy nie, wystarczy mi tylko jakiś pretekst.

Nie umiem tego wszystkiego objąć myślami. Prościej było po prostu uciekać przed pościgiem, a teraz ktoś ich wyręcza i to w tak wyrafinowany sposób, ze trudno sie spodziewac z czyjej reki mozna zginac. Ale napewno nie pójdzie im łatwo!

W ciele Andresa krązyła mieszanka emocji. Począwszy na niepewności na złości skączywszy. Jego ręce chciały pokierować ostrzem, jednak umysł podsuwał wstrzemieźliwość. Patrzył na nich wszystkich, jakby stali się mu całkowicie obcy, ciągła niepewność podgrzewała w nim krew, która krążyła coraz szybciej, zagrzewajac go do walki. Za wiele niewiadomych otacza go z każdej strony, a myśl, że jego prześladowcy stale depczą mu popiętach jeszcze bardziej potęgowała nieufność...Co robić? Czy dalej plątać się wtej być może nie konczącej się intrydze?... Słowa Calien wcale nie przyniosły mu ukojenia. Opuścił miecze, lecz gotów był w każdej chwili ich użyć.
 
__________________
Oddajmy im wszystko to, co do nich należy- krew dla boga krwi!... ;) no i śmierć samobójcom

Ostatnio edytowane przez Andres : 01-24-2008 o 11:22.
Andres jest offline  
Stary 01-24-2008, 20:28   #175
 
John5's Avatar
 
Reputacja: 4 John5 ma w sobie cośJohn5 ma w sobie coś
$: 88 660
Joachim ze złością wypisaną na twarzy spiorunował wzrokiem stojącego przed nim mężczyznę.

-Schowaj to żelastwo i zdecyduj się wreszcie. Nie mamy czasu, żeby tak sterczeć na ulicy. Zresztą gdybyśmy byli w spisku to mogliśmy was zabić choćby na tym postoju przy spalonym zajeździe, kiedy ja stałem na drugiej warcie. Okazja była ku temu idealna. Więc uspokój się i nie pleć bzdur. Miasto jest ogromne i nie nie wszystkie miejsca są bezpieczne, Felix mógł natrafić na rabusiów, lub tych ludzi, którzy nas ścigają, maja na tyle wielu współpracowników, że byłoby to całkiem możliwe. Tak czy siak, decyduj się szybko, leje jak z cebra a jeszcze trzeba go znaleźć, zanim zrobią to inni..-

Zwadźca poprawił kołnierz i starł wodę z czoła, by nie zalewała mu oczu. Zabieg bezcelowy jak się okazało, bo deszcz ani myślał słabnąć.

Dureń. Zaraz gotów rzucić się na nas z okrzykiem na ustach. Ale ciekawe co z Felixem? Czyżby już go dopadli? Tak szybko? Jeśli to prawda, to trzeba im przyznać, że sprawnie działają. Cholera, mam nadzieję, że to nie jest prawda.
 
__________________
Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie.
Armia Republiki Rzymskiej Moje gg: 8819833
John5 jest offline  
Stary 01-24-2008, 23:05   #176
 
DrHyde's Avatar
 
Reputacja: 3 DrHyde ma w sobie cośDrHyde ma w sobie coś
$: 50 626
Zdziwiona Janna popatrzyła na Felixa i krzyknęła z oburzeniem w głosie.

-Zauważyłam, że jesteś głodny! Czy musisz się tak opychać?!

Felix w połowie z pełną buzią odpowiedział:

-No…

Zaburczało mu głośno w brzuchu, gdy chował jedzenie na drogę. Nagle usłyszał podjeżdżający powóz. Janna uśmiechnęła się.

-Jest nasz transport Felixie. Pospiesz się, bo zmokniesz!

Wbiegła do powozu. Felix zastanowił się i przyjrzał nieufnie woźnicy i pojazdowi. Powóz przypominał mu bardziej środek do transportu zwłok, niż do przewozu ludzi. Woźnicy skąpany w deszczu, okryty był do cna czarnym postrzępionym płaszczem. Na niebie uderzyła błyskawica. Felix przełknął ślinę, zamknął za sobą drzwi i wsiadł mimo wszystko do powozu.

-Dokąd się wybieramy? Mówiłaś, że gdzie na nas czekają?

-W karczmie Bakałarz. To nie daleko stąd.

-Czemu zaprowadzono Calien i Joachima do więzienia?

Zaraz po pytaniu Felixa powóz ruszył z miejsca.

-To upozorowane aresztowanie. Powiedz mi gdzie jest Andres?

-Gdzie jest Andres?
– Powtórzył pytanie Felix.

-Myślałam, że ty mi powiesz…

-Co z Wolfgangiem?
–Rzucił kolejne pytanie.

-Wolfgang zostanie zabrany przez kapłanów Morra.

-Jak to zabrany?
–Felix na te słowa pobladł wyraźnie zdziwiony.

Ci gówniarze albo kłamali albo ich okłamano…Cholera komu ufać? Komu?


-Wolfgang nie żyje Felixie. Ktoś go zamordował… -Złapała go delikatnie za dłonie i pogłaskała.

Felix wzdrygnął się i cofnął ręce z jej uścisku.

Jak to zamordował?

-Jak?

-Tego jeszcze nie wiemy…

Musisz zachować czujność…Musisz…

-Miasto się zmienia Felixie. –Kontynuowała Janna. –Potrzebuje nowych lepszych rządów. Nie martw się zaopiekujemy się tobą musisz tylko mnie wysłuchać.

Jakich lepszych rządów? O co chodzi? Coraz mniej mi się to podoba…

Felix popatrzył w kierunku okna dorożki i uświadomił sobie, że to tylko atrapa. Powóz nie miał okien. Za zasłonkami były ścianki.

-Jakich nowych rządów?

-Graf jest starym człowiekiem, który nie potrafi poradzić sobie z władzą w mieście. Jego syn jest ułomny. Cóż więcej dodać…

-Da się wpuścić tu trochę świeżego powietrza?

-Zaraz wysiadamy Felixie.


Teraz naprawdę zrobiło mu się gorąco.

-Przyłącz się do nas. Będziesz wiódł dostatnie życie. Nie braknie Ci niczego.

Jak to przyłączyć się? Co to ma znaczyć? Pierwsze słyszę, żeby ktoś się tak wypowiadał na temat swego władcy. Czemu tu nie ma okien? Uważaj Felix…

Powóz zatrzymał się i Janna uśmiechnęła się szeroko.

-Jesteśmy na miejscu. –Powiedziała z uśmiechem na twarzy.

-Panie przodem. –Odparł Felix i otworzył drzwiczki.

-Dziękuje. –Rzuciła Janna i wyszła z powozu.

Deszcz lał nie ubłaganie. Felix wychylił się i dostrzegł jak Janna wbiega za czterech uzbrojonych ludzi w płaszczach z kapturami. Dwóch z nich podniosło kusze z pod płaszczów i wycelowało w Felixa. Byli przy jakimś wysokim murze.

-To ma być porządek i opieka? –Rzekł zirytowany Felix.

-Nowy Ład i Porządek. Nadszedł Czas Zmian Felixie.

-Dojechałem tu z tobą tylko po to, abyś mnie teraz zabiła?

-Wysłuchaj mnie… -Wtrąciła Janna.

-Mów… Mam nadzieję, że mnie nie zabiją…

-Składam Ci propozycję, nie do odrzucenia. Zatrzymaliśmy się przy murze miasta. To Urwisko Westchnień. Zrzuca się stąd ciała ludzi, których nie było stać na wykupienie miejsca w Ogrodach Morra. Jeśli będziesz agresywny, to zwiedzisz las, który jest za murem z lotu ptaka… -Powiedziała poważnie Janna. –Radzę mnie wysłuchać, ponieważ chłopcy bywają porywczy.

Ta… -Mów…

-Chcę abyś się do nas przyłączył Felixie, abyś informował nas o każdym posunięciu twoich przyjaciół. Współpracują z groźnym przestępcą. Nie wiedziałam, że Calien po tylu latach znajomości mi to zrobi… Ten człowiek to Herr Maxymilian Teufelfeuer. Jest wyznawcą Złych Bogów.


-Już przestaje cokolwiek rozumieć… -Powiedział zmieszany Felix.

-Sprowadziliśmy cię tutaj, bo musieliśmy mieć pewność, że nie jesteś zdrajcą. Wiedziałam, że można na tobie polegać …Można prawda?


Zapadła cisza.

-Zapłacę za twoje usługi. Wiem, że jesteś zdolny. Będą cię zwodzić i obracać przeciwko nam. Nie możesz się dać omamić. Cena nie gra roli…

Na słowo zapłaty Felix się ożywił.

-Nie gra roli…? –Zapytał z niedowierzaniem.

-Może da się przekonać twoich przyjaciół, by obrali właściwą ścieżkę. Mam nadzieję, że nie jest za późno…

-Dobrze. Obiecaj, że spróbujesz przekonać moich towarzyszy.

-Obiecuję Felixie…Obiecuję…

Janna wyciągnęła z sakiewki garść monet i wręczyła Felixowi.

-Opuśćcie broń. –Powiedziała do zbrojnych. –Idź coś zjeść Felixie. To część zapłaty, za oddanie naszej sprawie…Usatysfakcjonowany?

-Tak… -Felix nie mógł uwierzyć. –Nie znam miasta…

-Odwieziemy cię tam gdzie trzeba Felixie… -Przerwała mu Janna. –Część to stare monety. Nie wszędzie je przyjmą. Masz tu sakiewkę złota na drobne wydatki.

Rzuciła w jego kierunku pękatą sakiewkę. Felix złapał ja w locie. Felix zamarł z zachwytu posiadanej gotówki.

-Trochę mi się spieszy Felixie. Wsiadaj po powozu. Wysadzimy cię na tyłach Oręża Templariusza. Tam wynajmij sobie pokój.

Janna wsiadła do powozu. Zaraz za nią zadowolony Felix. Powóz ruszył szybko z miejsca i Felix podjął rozmowę.

-Mówiłaś o tym Maxymilianie…Czemu go po prostu nie zamkną, skoro jest przestępcą….

-Chcemy ich wyłapać jeden po drugim…To polityka zbyt skomplikowana dla ciebie Felix. Nie zrozumiesz tego. Nie pchaj się w politykę.

Powóz się zatrzymał po chwili ciszy. Felix wyszedł na zewnątrz. Janna złapała go za rękaw.

-W parku jest drzewo z wyrytym sercem. W tym drzewie jest głęboka dziupla. Umieszczaj tam listy z informacjami. Tam będzie czekać też zapłata dla ciebie. Raportuj co wieczór. Jeśli nie będzie informacji, to przyjmę, że jej nie zdobyłeś… -Zamknęła drzwiczki powozu. -…lub cię zabili…

Powóz odjechał w dół miasta. Błyskawice trzaskały ze wszystkich stron. Rozszalała się burza.
 
__________________
God Hate Us All !

Wróciłem do żywych mili Państwo.
DrHyde jest offline  
Stary 01-25-2008, 14:27   #177
 
Scarlet's Avatar
 
Reputacja: 2 Scarlet jest na bardzo dobrej drodze
$: 10 690
Calien spojrzała na Joachima, który wybuchnął gniewem na Andresa.

-W tej sytuacji nie powinniśmy urzadzać publicznych przedstwien i zwracać na siebie uwagę. A już napewno pokazywać naszemu wrogowi, że udało mu się nas podzielić i zasiać niepewność. To głupie posunięcie z waszej strony.

Calien spojrzała na obu mężczyzn gotowych doskoczyc sobie do gardeł. Rozglądneła się dookoła, czy nikt przypadkiem nie zaiteresował się zajściem. Opuściła na chwilę głowę i pokiwała zrezygnowana.

Nie dobrze...A może być coraz gorzej. Gdzie do cholery podziewa się Feliks!? Po co wogóle się rozdzielali.

- Dlaczego poszliście w różne strony? I gdzie jest Janna? Juz dawno powinna była stawić sie po nas. Chodźmy czym prędzej, nie ma tu co stać jak takie kołki.

Calien ruszyła do przodu wyraźnie poddenerwowana. Poprawiła kaptur, by zakryć niepokój i smutek malujący sie na jej twarzy. Jak najszybciej chciała znaleść się w pokoju. Mijając co jakiś czas przechodniów, którzy ze względu na rzęsisty deszcz podąrzali do schronień, myślała sobie...

Hm...zazdroszcze Ci człowieku...twoim jedynym zmartwieniem w tym momencie jest ta ulewa...
 
__________________
Didn't you read the tale Where happily ever after was to kiss a frog? Don't you know this tale In which all I ever wanted I'll never have For who could ever learn to love a beast?

Ostatnio edytowane przez Scarlet : 01-25-2008 o 14:32.
Scarlet jest offline  
Stary 01-25-2008, 18:21   #178
 
Andres's Avatar
 
Reputacja: 2 Andres jest na bardzo dobrej drodze
$: 5 184
Andres stał i wysłuchiwał wzystkiego w spokoju, nawet się nie poruszył.

Nerwowy coś Joachim się stał, ciekawe czy to jego prawdziwa natura, czy ktoś nim kieruje. Natomiast, Calien jak zawsze opanowana i rosądna, ale z jej wypowiedzi, zdawałoby się, że jest obojętna, jakby nie chciała zwracać na siebie uwagi. Dlaczego się rozdzieliliśmy? Pytasz? Bo uznaliśmy z Felixsem, że to dobry plan, a jeśli według Ciebie tak nie było, to gdzieś była, jak podejmowaliśmy decyzje? Bawisz się w jakieś spiskowe zabawy z Janną? Nie znam was zbyt długo, a takie wasze zachowanie widzę pierwszy raz. Nie wiem, czy wy to wy, czy ktoś wami kieruje, może ten wasz nowy towarzysz? Nie będę ufał nikomu i nie zawacham się pchnąć miecz w plecy!

Andres się wyprostował i założył kaptur na głowę. Schował miecze pod płaszcz, w taki sam sposób jak poprzednio, trzymając w rękach skrzyżowanych na klatce piersiowej.

- Nie będę was już zatrzymywał. Mam nadzieje, że znajdziecie to co szukacie i mam nadzieje, że wiecie co robicie. Obyście tylko nie szli jak barany na rzeź!

Kończąc zdanie, odwrócił się i wszedł w gęstwinę zarośli i dzrew parku.
 
__________________
Oddajmy im wszystko to, co do nich należy- krew dla boga krwi!... ;) no i śmierć samobójcom
Andres jest offline  
Stary 01-26-2008, 10:31   #179
 
DrHyde's Avatar
 
Reputacja: 3 DrHyde ma w sobie cośDrHyde ma w sobie coś
$: 50 626
-Niech idzie jak chce. Nie przeżyje dłużej niż jeden dzień. Jeśli nawet mu się uda, będą go ścigać aż go znajdą…

Przerwał zdanie i spoważniał. Błyskawicznym ruchem wyciągnął pistolet zza płaszcza
Max nagle i odwrócił się za siebie w kierunku Oręża Templariusza. Jego płaszcz zawirował w powietrzu, rozcinając spadające z nieba krople deszczu.

-Wyjdź z ukrycia. Wiem, że tam jesteś!


Postać skryta za drzewami, bez skrępowania wyszła na ścieżkę parku. Felix w przemoczonym ubraniu stanął naprzeciwko Maxa.

-Felix! –Krzyknęła Calien.

Max popatrzył na Calien i z powrotem na nieznanego mu faceta. Nie opuścił jednak pistoletu.

-To wy się znacie…? Wyśmienicie… -Wtrącił Max.
 
__________________
God Hate Us All !

Wróciłem do żywych mili Państwo.
DrHyde jest offline  
Stary 01-27-2008, 19:30   #180
 
John5's Avatar
 
Reputacja: 4 John5 ma w sobie cośJohn5 ma w sobie coś
$: 88 660
Joachim szybko obrócił się na pięcie i chwycił za rękojeść miecza, gotów w każdej chwili go wyciągnąć. Kiedy jednak ujrzał twarz Felixa opuścił dłoń i spojrzał uważniej na towarzysza.

-A ty gdzie się podziewałeś? Właśnie mieliśmy cię szukać. Wolfgang nie żyje wiesz o tym? Głupie pytanie, przecież sam widziałeś jak tamci dwaj dmuchnęli mu czymś w twarz. Wygląda na to, że ta cała Janna jest w to wszystko zamieszana, przez nią wylądowaliśmy w celi. A właśnie, swoją drogą to jest pan Teufelfeuer, śledczy świątyni Sigmara. To on wyciągnął nas z więzienia. Ale mniejsza z tym trzeba by znaleźć jakieś schronienie przed deszczem. Macie pomysł gdzie się schować?-

Zwadźca rozejrzał się po okolicy. Po zalanych wodą uliczkach, po ścianach kamienic i domów stojących nieopodal.

Pogoda zaiste pasuje do naszej sytuacji. Dookoła wrogowie, może nawet wśród nas. Nikomu, absolutnie nikomu nie mogę zaufać. Nie wiadomo kto mówi prawdę, a kto łże. Cholera trzeba będzie solidnie się napracować, zanim uda mi się wygrzebać z tej kabały. Oczywiście o ile uda mi się ujść z życiem.
 
__________________
Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie.
Armia Republiki Rzymskiej Moje gg: 8819833
John5 jest offline  
Reklama
 


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[Warhammer I] "Purpurowy Cień Śmierci" DrHyde Archiwum sesji Warhammer 39 03-20-2008 06:28
"Cienie Doliny Sedgemoor" LARP Warhammer, 26-26.08 Wrocław nika Konwenty oraz forumowe zloty 0 07-14-2007 10:55
[sesja] "Bezowocne noce" - Warhammer 40k Azazel Archiwum sesji Innych 18 01-18-2006 09:16
[komentarze] "Bezowocne noce" - Warhammer 40k Azazel Archiwum sesji Innych 7 01-03-2006 18:28
"Warhammer nieco inaczej" Fistus Warhammer Fantasy Role Play 10 04-01-2005 18:29


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 04:56.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2009, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111