![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Archiwum sesji Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami) |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #231 |
![]() | Calien przebudziła się kiedy usłyszała krzyk dochodzący prawdopodobnie z sąsiedniego pokoju. Podparła głowę o dłoń i przez chwilę zerkała tak na Maxa leżącego obok niej. Czuła się bezpiecznie, czuła się inaczej. Nie chcąc obudzić towarzysza powoli przeszła przez niego muskając delikatnie twarz włosami. Uf...nie obudził się. Muszę być cicho. Przeze mnie pewnie nie wiele odpoczął. Calien podeszła do okna i otwarła okiennice. Delikatne promienie słoneczne wpadły do środka rzucając swój blask na ściany i podłogę. Wzięła kilka głębszych oddechów i przeciągnęła się. Starając się nie narobić hałasu nałożyła na siebie ubranie, uporządkowała włosy, obmyła twarz i po cichu udała się na dół do karczmarza. Goście powoli schodzili się na poranny posiłek. Karczmarz i jego śliczna córka z uśmiechem witali swoich gości. Calien odwzajemniła uśmiech i stanęła przy ladzie baru. -Witaj szanowny gospodarzu. Zapowiada się słoneczny dzień. Jakaś odmiana po tej burzliwej nocy, nie prawdaż? Chciałabym prosić cztery ciepłe i syte śniadania, i do tego po kubku wina na popitkę. Połowę proszę zanieść do moich towarzyszy do pokoju, a pozostałe dwa sama odbiorę- uśmiechnęła się do niego. Wydaje mi się, że nie powinniśmy za długo przebywać w jednym miejscu. Na pewno już wiedzą gdzie nas szukać. Musimy odszukać Andresa. Jak najszybciej. Kiedy Calien oczekiwała na śniadanie, powrócił do niej obraz rzeczywistości. Ponownie szare myśli poczęły kłębić się w jej głowie. Kiedy karczmarz podał jej posiłek udała się na górę do pokoju. Powoli otwarła drzwi i weszła do środka.
__________________ Didn't you read the tale Where happily ever after was to kiss a frog? Don't you know this tale In which all I ever wanted I'll never have For who could ever learn to love a beast? Ostatnio edytowane przez Scarlet : 02-17-2008 o 14:04. |
| |
| Reklama |
| |
| | #232 |
![]() | Andres po przespaniu części nocy, nie nadążał z początku za słowami medyka. po chwili milczenia, zaczął odpowiadać na zadane pytania. - Nie wiedziałem panie, że to heretyk i nie wiedziałem, że jest poszukiwany. Po prostu człowiek potrzebował pomocy i chciałem mu pomóc. Też chciałbym się coś więcej o tym dowiedzieć, ale o to musimy spytać samego kapłana. Co do mojej osoby, nie wiem czy pan uwierzy mi, czy mundurowym z miasta, ale nastały ciężkie czasy dla obywateli Middenheim. Jestem nie wygodną istotą dla spiskowców działających w mieście. Po prostu znalazłem się w nie odpowiednim miejscu w nie odpowiednim czasie. Natomiast Calizn, to osoba która znalazła się w takiej samej sytuacji jak ja, a ten Maximilian Teufelfeuer? Nie znam takiej osoby, nie wiem kto to. Zdaje sobie sprawę, że moja gościna i obecność kapłana są panu nie na rękę. Chciałbym podziękować za posiłek i możliwość spoczynku, nie wiem jak mogę się panu odwdzięczyć. Jeśli mogę to postaram się zniknąć, aby nie narobić kłopotów, tylko nie wiem co z kapłanem. Nastała długa chwila ciszy Już mnie szukają i wiedzą jak wyglądam i jak się nazywam. Gdzie mogę być bezpieczny za dnia w tym mieście?
__________________ Oddajmy im wszystko to, co do nich należy- krew dla boga krwi!... ;) no i śmierć samobójcom |
| |
| | #233 |
![]() | Feliks momentalnie rozbudzony otworzył szeroko oczy. Podrywając się z posłania wyrwał z pod poduszki sztylet gotowy rzucić się na przeciwnika. - Co? Gdzie? Kto? Zacza rozglądać się nerwowo po izbie. Nagle mignęła mu między nogami bura kita uciekającego kota. W tym samym przypomniał sobie nocnego gościa. Parskną szczerym śmiechem patrząc na najpierw wystraszoną a potem zdziwioną i podrapaną twarz Joachima. Śmiejąc się upuścił nuż i położył się na łóżko trzymając się na za brzuch. Przypomniał sobie również własną reakcję w nocy na hałas za oknem. - Widzę ze i ciebie dopadł nocny łowca. Wyksztusił między jednym a drugim atakiem śmiechu. Uspokoiwszy się nieco nachylił się znowu pod łóżko i wydobył z pod niego wystraszone zwierze. Usiadł powrotem na posłaniu i głaskał niesfornego kota. - W nocy obudziły mnie jakieś hałasy za oknem otwarłem je i wskoczył do pokoju. Oniemiałem serca go wygonić na ten przeklęty deszcz. Widocznie w nocy musiał stwierdzić ze Ty jesteś lepszym kompanem do spania niż ja. Wytłumaczył całą sytuację nadal rozbawiony Feliks. - No nie patrz takim wzrokiem on się pewnie bardziej wystraszył twojego krzyku niż ty jego. Chociaż tsza mu oddać bronił się zawzięcie. Powiedział cyrkowiec patrząc na zadrapaną twarz Joachima.
__________________ i tak umrzesz, więc po co odwlekać nieuniknione |
| |
| | #234 |
![]() | Joachim obudził się, coś lekko uciskało go na piersi, ale pomyślał, że jedynie mu się zdaje. Otworzył oczy i spojrzał w wielkie wpatrzone w niego, żółtawe ślepia. ![]() Zwadźca z krzykiem zerwał się z łóżka. Kot błyskawicznie uciekł pod łóżko Feliks, przedtem jednak zdążył drapnąć pazurami po twarzy mężczyzny. Joachim złapał się za lekko krwawiący policzek i spojrzał na towarzysza, który wyciągnął czarną bestię spod łóżka i usadziwszy go na kolanach głaskał. - Bronił. Psia, a raczej kocia jego mać. Cholera, Tak mnie wystraszyć. I jeszcze to. - Zwadźca syknął z bólu dotykając ostrożnie policzka, zadrapania mocno piekły, choć przestały już krwawić -Niech ja go dorwę, to go na rękawiczki przerobię sierściucha jednego. Tak, o tobie mówię draniu jeden. - Zwadźca pogroził kotu, który przekrzywiwszy łepek spoglądał na niego. Mężczyzna westchnął tylko i machnął ręką. Odwrócił się i zaczął powoli się ubierać.
__________________ Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie. Armia Republiki Rzymskiej Moje gg: 8819833 |
| |
| | #235 |
![]() | - Rękawiczka hm…. Ładne imię. Ciekawe czy da się oswoić. I co powie na to szanowny pan Ulf nas gospodarz powie. Czy nas nie wyrzuci jak niedoszłego zalotnika. Karczmarze miewają różne odchyły by roić awanturę o byle co. Rozmyślania Feliksa przerwał donośny bulgoczący dźwięk wydobywający się z jego brzucha. Ty pewnie też „nocny łowco” jesteś głodny. Nie wiem jak to jest, ale przez tą nerwówkę, jaka mam od czasu walki na trakcie ciągle głodny jestem. - No daj już spokój, bo naprawdę pomyślę ze ta mała bestia napędziła ci strachu. Z drugiej strony przyznać się musze ze nocy sam jeden stawiłem „Rękawiczce” czoła z kuszą w ręku jak chodziła po parapecie… Nabrał powietrza i kontynuował poważniejszym już tonem …No w sumie to czas na śniadanie. Zobaczymy czy nasz gospodarz powie na naszego 3 lokatora. Feliks ostrożnie położył na łożu kota. Ubrał się opatrzył swój ekwipunek. Uszykował sobie ziółka, jakie otrzymał od Wolfganga. Ponownie podniósł zwierze i pogwizdując ruszył w stronę alkierza.
__________________ i tak umrzesz, więc po co odwlekać nieuniknione |
| |
| | #236 |
![]() | - W porządku. Znam Calien, lecz tylko z nazwiska. Jegomość o nazwisku Teufelfeuer to dosyć znany Łowca Czarownic. Skoro znasz Calien to po części mogę Ci zaufać. W dodatku przyprowadził Cię tutaj Tomas, który jest moim prywatnym woźnicą. Nie wiem zbyt dobrze co dzieje się w tym mieście. Ściągnij mi tutaj jak najszybciej Herr Teufelfeuera. On będzie wiedział co zrobić z tym heretykiem z kultu Sigmara. Słowa Franza przerwał odgłos otwieranych drzwi do kuchni. W blasku słońca, które wpadało przez okiennice na korytarz, Andres ujrzał najprawdopodobniej uczennice Schrödinger. ![]() Jej ubranie lśniło nienaganną bielą. Suknia, która przypominała trochę tunikę, zakrywała jej ciało aż po samą szyję. Delikatną dłonią poprawiła włosy i delikatnie uśmiechnęła się na widok Andresa, który wyglądał bynajmniej śmiesznie obok pieca rozespany z drobinkami popiołu na twarzy. - Oto i moja uczennica Angela Dietrich. – Franz pokazał na kobietę i spojrzał z powaga na Andresa. -To nasz wyrośnięty nowy kot domowy. – Nie wytrzymał i buchnął śmiechem. - Angela załatwiłaś tą sprawę, o którą Cię prosiłem? - Tak Herr Doktor. W mieście jest wielkie poruszenie z powodu rozpoczęcia przygotowań do festynu, ale udało mi się załatwić ubrania. Wiszą w korytarzu. - Znakomicie. Panie Andres… W korytarzu na wieszaku wiszą nowe ubrania dla Pana. Middenheim to nie Tilea czy też Estalia, czego mógł Pan wczoraj doświadczyć. Jadalnia jest naprzeciwko kuchni. Proszę się przebrać. Łaźnia jest na dole. Niech Pan zejdzie schodami obok drzwi wejściowych na dół. Musi Pan cos zjeść żeby nie stracić przytomności w trakcie poszukiwań. –Doktor się uśmiechnął i ruszył do kuchni wraz z Angelą. Andres wstał i podszedł do wieszaka aby zobaczyć swoje nowe ubrania. Na wieszaku wisiał brązowy, skórzany wams z rękawami, czarne wełniane spodnie, pas z ćwiekami, czarne buty na grubej podeszwie ze skóry, ciemno zielone rękawice skórzane podszywane futrem, zgniło zielony, impregnowany, wełniany płaszcz z kapturem, płócienna koszula i gacie. * * * Calien niosła na tacy śniadanie przygotowane przez karczmarza. Powoli otworzyła drzwi by nie hałasować. Weszła do pokoju i położyła posiłek na stole. Max właśnie przewracał się na drugi bok. - Śniadanie wystygnie. Szkoda żeby jadł zimne. Chyba nie będzie miał mi za złe jeśli teraz go obudzę. Calien podeszła do łóżka i przykucnęła obok na wysokości twarzy mężczyzny. Przyłożył usta do jego ucha i szepnęła nieco głośniej czekając na reakcję Maxa. - Śniadanie podano Max. - Już wstaję Eleno... – Wyszeptał przez sen Max. Calien wyraźnie zdziwiona wstała od łóżka i ruszyła w stronę stolika. Milczała. - Elena...Musiała być bardzo ważna dla niego, skoro nawet przez sen wymawia jej imię. Niepotrzebnie .... Pomyślała. Max podniósł się z łóżka i uśmiechnął się nieświadomy tego co przed chwilą powiedział w resztach świadomości ogarniającego go snu. - O...Przyniosłaś śniadanie...Wyśmienicie...Słyszę, że wesoło w pokoju obok u naszych kompanów. Z pokoju obok dało się słyszeć maniakalny śmiech Felixa. Calien również uśmiechnęła się ukrywając nieco zdziwienie, a może rozczarowanie. - Tak, obudził mnie jakiś krzyk i tak już nie mogłam spać, więc postanowiłam zamówić śniadanie dla nas wszystkich. Mam nadzieję, że będzie Ci smakować. Spojrzała przez chwilę na Maxa po czym opuściła wzrok w talerz. - Mają wesoło. Ciekawe co ich tak rozbawiło z samego rana? - Ponownie uśmiechnęła się. - Smacznego Max. Jedz póki gorące. Przepraszam, że Cię obudziłam, nie powinnam była... - Nic się nie stało… - Max zaczął jeść. * * * Na całym piętrze rozległ się krzyk jakiejś kłótni. Do pokoju Felixa i Joachima ktoś głośno zapukał. Po chwili głośne pukanie rozległo się również w pokoju Calien i Maxa. Max, który skończył już jeść i rozdrażniony Joachim otworzyli drzwi. Na korytarzu stał rozzłoszczony Ulf z kuflem w ręce. Felix wychylił się zza drzwi, lecz gdy zobaczył kufel momentalnie się schował, gdyż przypomniała mu się sytuacja z wczorajszego wieczoru. - Macie towarzystwo. Na dole czeka jakiś kapłan z kultu Morra. Mówi, że przysłał go Dammenblatz i że to pilne. Ulf obrócił się i schodząc na dół po schodach ryknął. - Zamknij w końcu ten pijacki ryj! Wszyscy po wizycie w „łaźni” karczemnej Ulfa i gotowi do wyruszenia w Miasto wzięli ze sobą rzeczy i zeszli na dół. Felix wziął kota, który chyba się do niego przywiązał. Karczma na parterze rankiem świeciła pustkami. Stoliki wycierała służąca, która gdy zobaczyła Felixa jakoś momentalnie postanowiła sobie zrobić przerwę. Przy kontuarze stał już kapłan w czarnej szacie Morra z założonym kapturem. Joachim spojrzał na niego i aż mu ciarki przeszły po plecach z myślą, że oni sami wyglądają jak wysłannicy śmierci. Przy najbliżej położonym stoliku siedział krasnolud , który wczoraj zabawiał publiczność grą na dudach. Spojrzał na grupę ludzi, którzy zeszli z piętra i momentalnie wywęszył w nich potencjalnych słuchaczy. Zalany jak topiąca się łódka strącił wszystkie puste butelki po rumie ze stołu i chwiejnymi ruchami wszedł na niego. Po czym zaczął patetyczną mowę: - Jam jest wielki krasnoludki poeta Knuhdli Mądry. Słuchajcie: Stalaktytyczne piękno ołtarzy podziemnych, Gdzie widuje się z Tobą w snach mych nieśmiałych. Oczy niczym stawy pośród najwyższych wierchów. Cisza, jak w zapomnianej kopalni Davich. Wulkany południa, są niczym w tych chwilach, A lawę ich czuję kojącą me stopy, Nie budźcie mnie obowiązki moje. Jeszcze przez chwilę che poczuć, Ciepłej dłoni jej dotyk. - Zamknij się Knuhdli! Oni maja ważną sprawę z kapłanem do obgadania. Później możesz im truć dupę. -Ściął krótko Ulf. Krasnolud oburzył się niesamowicie, że aż spadł tyłkiem wprost w krzesło. - Wam, ludziom, wydaje się, że jesteśmy do was podobni jak dalecy kuzyni różniący się wzrostem, że niby rozumiecie o czym mówimy. Gówno prawda! Co wy możecie o nas wiedzieć?! Nie potraficie samych siebie zrozumieć, a twierdzicie, że rozumiecie nas krasnoludów. Kapłan podszedł do Calien. - Pośpiech matką upadku klecho. –Powiedział krasnolud i zaczął się śmiać. Nie zwracając na krzyki Krasnoluda odezwał się. - Po południu na cmentarzu odbędzie się pochówek waszego przyjaciela Wolfganga. Dammenblatz prosił abym wam przekazał. Nie będzie go na spotkaniu w umówionym miejscu. Zjawi się na pogrzebie.
__________________ God Hate Us All ! Wróciłem do żywych mili Państwo. |
| |
| | #237 |
![]() | Feliks popatrzyła na kapłana nieufnie, budził w nim uczucia nabożnego jak i strachu przed śmiercią oraz coś jakby odrazy do posługi, jaką oddają poryci zmarłym. Gdy kapłan skończył mówić odczekał chwilę by upewnić się ze ten już skończył. - Czy to nie będzie nie bezpieczne? Przecież… Spojrzał na zebranych Czy to bezpiecznie tak przy wszystkich mówić o tym teraz mówić? Chociaż zielonooki przekazał informacje temu Kapłanowi a on bez skrępowania tak przy wszystkim o tym mówi? Przynajmniej nikt nie ukrywa ze chcą z nas zrobić prawdziwe przynętę. Bo nie sądzie ze będzie to „mała ceremonia dla najbliższych” - Calien zanim ruszymy gdziekolwiek czy mogłabyś mnie uleczyć? Tak samo jak zaczarowałaś rany Wolfganga? Rana wydaje się goić, ale wczorajsza bieganina i pogoda nie wdaje się dobrze na nią działać. Odłożył torbę pod ścianę i podszedł do czarodziejki. Międzyczasie czarny kot wskoczył mu na ramie Rozglądając się w około złotymi oczkami. Gdy przechodził obok poryty kot zjeżył sierść mocniej wbił pazurki w ramie Feliksa, na co ten skrzywił się lekko i pogłaskał zwierze po karku próbując je uspokoić.
__________________ i tak umrzesz, więc po co odwlekać nieuniknione |
| |
| | #238 |
![]() | Calien nieco zmieszana porannym zajściem jadła sniadanie, kiedy dały sie słyszeć hałasy z korytarza. Chwilę później usłyszała pukanie do drzwi. To gospodarz karczmy przyszedł ich zawiadomić o czekającym na nich Morycie. Hm...Moryta? Ciekawe czego chce. Calien pospiesznie przygotowała sie do opuszczenia karczmy. Schodząc do karczemnej sali rzuciła okiem na gości, których powoli przybywało. Na dole czekał na nich kapłan. Dotrzymywała kroku Maksymilianowi. Czuła sie wypoczęta po tej nocy, mimo, że miała ten sen. Uspokoiła się, a nowy dzień rzucił jej inne spojrzenie na cały ten bałagan. Jeśli chce przeżyć, muszę kierować się tym, co widzę w snach. Powoli to wszystko zaczyna mieć jakiś sens.Tylko...tylko boję się, że sama nie dam rady... Krótkie przemyślenia przerwał jej donośny śpiew podpitego krasnoluda. Mimo upojenia rumem, płynnie i z gracją, iście godną krasnoluda wypowiadał słowa pieśni, jakby to był najwiekszy jego skarb. Urazony krasnolud, któremu wspaniałą pieśń przerwał gospodarz, wzburzył sie i począł prawić wywody. Masz rację-pomyślała Calien- Nie potrafimy nawet zrozumieć siebie... Kiedy kapłan przedstawił powód swojej wizyty Calien zdziwiła się nieco. Widoczne zaskoczenie pojawiło się na jej twarzy. Dlaczego Dammenblatz posłuzył się Morytą aby przekazać nam wiadomość? -Dobrze. Dziękujemy za informacje kapłanie. Przyjdziemy uczcić pamięć naszego towarzysza. Kiedy kapłan odszedł Calien zwróciła się do towarzyszy. -Mam nadzieję, że sniadanie wam smakowało panowie- usmiechnęła się do nich.- A teraz pomyslmy, gdzie możemy znaleść Andresa? Może ja poszukam w karczmach a wy rozglądnijcie sie na mieście. Nie podoba mi sie ta sprawa z pogrzebem. Musimy uważać.
__________________ Didn't you read the tale Where happily ever after was to kiss a frog? Don't you know this tale In which all I ever wanted I'll never have For who could ever learn to love a beast? Ostatnio edytowane przez Scarlet : 02-24-2008 o 12:01. |
| |
| | #239 |
![]() | Hm...Dobrze, że zna Calien. Przynajmniej jestem dla niego wiarygodny. Co nie znaczy, że działa to w obie strony. - Zna pan Calien? To bardzo dobrze. Ostatnio sprawy się nieco skomplikowały. Mamy małe problemy. Sam nie wiem dokładnie przez co, ani przez kogo. Na razie muszę odnaleźć Herr Teufelfeuera i moich towarzyszy. Swoją drogą ciekaw jestem, jaki udział w tym wszystkim ma ten typ Teufelfeuera. Nie ufam mu, choć może medyk ma rację. On powinien wiedzieć kim jest ten heretyk, skoro szczyci sie mianem łowcy. Kiedy kobieta weszła do izby Andres spojrzał na nią nieco przenikliwym wzrokiem. Jej chłodny a zarazem delikatny wygląd przykuł jego uwagę. Andres podniósł się z posłania umorusany na twarzy sadzą z kominka przy którym spał. Uśmiechnął się nieco na uwagę i śmiech karczmarza. -Lepszy taki nocleg, niż pod gołym niebem panie Schrodinger. I to w taką pogodę jak nas zastała zeszłego dnia. Racja. Może i spałem jak ten kocur, ale przynajmniej odpocząłem jak nigdy. Spojrzał w stronę kobiety i uśmiechnął sie nieznacznie skinając głową. -Dziękuję panienko Angelo za pomoc. Co prawda mój strój może i nie odpowiada waszym trendom Imperialnym ale czuję się w nim wygodnie. Choć co racja to racja. Zwracam w nim na siebie zbyt dużą uwagę. Przebiorę się jeśli pozwolicie. Andres skierował się do miejsca wskazanego przez gospodarza przybytku. Zażył krótkiej kąpieli, a następnie przywdział odzienie przyniesione przez kobietę. Andres wykonał kilka gimnastycznych ruchów sprawdzając czy strój nie krępuje go w żaden sposób. Hm...Nie jest tak źle jak myślałem. Całkiem, całkiem. I nie krepuje ruchów. No! Ale płaszcz zostawiam. Resztę upakuję do torby. -Teraz trzeba by było coś zjeść. Praca na pusty żołądek nie wpływa dobrze na trzeźwe myślenie. Szczególnie, kiedy kiszki marsza grają. Andres skierował się do kuchni gdzie czekał na niego posiłek. Najadł się do syta i zapakował coś na później. od czasu do czasu spoglądał na dziewczynę, która rozmawiała z herr doktorem. Kiedy skończył, zwrócił się do medyk. -W takim razie idę poszukać mych towarzyszy. A herr Schrodinger jeśli by mógł niech przypilnuje tego rannego. Wiem, że sam raczej stąd nie wyjdzie. Ale nie chciał bym, żeby ktoś mu pomógł opuścić to pomieszczenie, bądź co gorsza chciał znów wysłać go do Mora. Andres nałożył płaszcz na siebie i schował miecze pod ubranie. Założył torbę na ramię i zmierzał w kierunku drzwi. -Rozpocznę od karczmy. Pewnie w którejś nocowali.
__________________ Oddajmy im wszystko to, co do nich należy- krew dla boga krwi!... ;) no i śmierć samobójcom |
| |
| | #240 |
![]() | Kiedy zwadźca otworzył drzwi dostrzegł Ulfa, który zawiadomił ich o kapłanie Morra czekającym na dole. Joachim zamknął drzwi i zaczął pakować swoje rzeczy lekko rozrzucone, po tym jak przestraszył się kota, który najwyraźniej upodobał sobie towarzystwo Feliksa. Zaraz potem zszedł wraz z towarzyszem na dół, do sali, gdzie czekał już na nich kapłan, kiedy mężczyzna spojrzał na zakapturzoną sylwetkę poczuł dziwny niepokój. Do diaska! Jeszcze tylko kosy mu brakuje, a wyglądałby jak prawdziwa kostucha! Ponury nastrój zbudowany wyglądem kapłana zaburzył zupełnie krasnolud, strącając szereg pustych butelek i recytując przed nimi utwór, który najwyraźniej w jego mniemaniu należał do najwyższej klasy poezji. Sprawą zajął się jednak Ulf, zwadźca musiał przyznać w myślach, ze sam lepiej by tego nie skomentował. Kiedy kapłan wspomniał o pogrzebie Wolfganga, Joachim spuścił wzrok na podłogę, w końcu to on szedł drugi. Gdyby nie przypadek to on otworzyłby drzwi i to jego ciało, by grzebano. Kiedy kapłan odszedł, zwadźca bez słowa zajął miejsce przy stole. Przez chwilę milczał, a kiedy w końcu się odezwał, z trudem dało się go usłyszeć. - Pogrzeb może być zastawioną na nas pułapką. Nie wiemy jak szeroko sięgają koneksje kultystów, ale podejrzewam, że mają bardzo wielu mniej lub bardziej zaplątanych w sprawę agentów. Część zapewne nawet nie wie dla kogo pracuje. Ja proponowałbym obserwować uroczystość z oddali, i dopiero, gdy upewnimy się co do bezpieczeństwa pokazać się na niej. Jeśli chodzi o Andresa, to trzeba go odnaleźć tu przyznaję ci rację Calien. Ja mogę rozejrzeć się w okolicach targowisk. Przydałoby się też zajrzeć do karcz i tam zasięgnąć języka, w końcu musiał gdzieś spać. Możliwe, że również będzie nas szukał, więc trzeba zostawić wiadomość u Ulfa, na wypadek gdybyśmy się minęli. Decydujmy się szybko i ruszajmy, czas nagli.-
__________________ Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie. Armia Republiki Rzymskiej Moje gg: 8819833 Ostatnio edytowane przez John5 : 02-24-2008 o 18:55. |
| |
| Reklama |
| |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [Warhammer I] "Purpurowy Cień Śmierci" | DrHyde | Archiwum sesji Warhammer | 39 | 03-20-2008 06:28 |
| "Cienie Doliny Sedgemoor" LARP Warhammer, 26-26.08 Wrocław | nika | Konwenty oraz forumowe zloty | 0 | 07-14-2007 10:55 |
| [sesja] "Bezowocne noce" - Warhammer 40k | Azazel | Archiwum sesji Innych | 18 | 01-18-2006 09:16 |
| [komentarze] "Bezowocne noce" - Warhammer 40k | Azazel | Archiwum sesji Innych | 7 | 01-03-2006 18:28 |
| "Warhammer nieco inaczej" | Fistus | Warhammer Fantasy Role Play | 10 | 04-01-2005 18:29 |