Spis Stron RPG Regulamin Artykuły POMOC Kalendarz Blogi
Wróć   lastinn > RPG - Play By forum > Sesje RPG - Warhammer > Archiwum sesji Warhammer
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz Fora Jako Przeczytane

Archiwum sesji Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02-24-2008, 19:47   #241
 
harry_p's Avatar
 
Reputacja: 2 harry_p jest na bardzo dobrej drodze
$: 5 570
- Zgadzam się z tobą Joachimie. Zarówno z tym, że ten pogrzeb to pułapka a my stanowić będziemy przynętę jak i w tym ze trzeba się spieszyć by się dobrze przygotować żeby nas jakieś szczury nie pokąsały.

Zakończył usiłując nadać swym siłową najbardziej mroczny i poważny ton. Atmosferę niepokoju rozładował kot. Uczepiony kurtki cyrkowca kot ożywił się, gdy tylko kapłan Mora wyszedł. Próbował złapać kosmyk włosów Feliksa oraz utrzymać się na jego ramieniu, gdy Ten ruszył Wszyscy kierunku stołu, przy którym zasiadł Joachim.

Wszyscy nawet surowa twarz Ulfa wykrzywiła się w uśmiechu na ten widok. Pochwali wszyscy jakby wyrwani z zadumy wrócili do swoich zajęć. Krasnolud przeklinał pod nosem. Służąca sprzątała za stołów. Karczmarz ruszył w stroną kuchni skąd po chwili dopłynęła do wszystkich smakowita woń śniadania. Po chwili służąca zniknęła w kuchni i pojawiła się niosąc strawę dla gości. Stawiając jedzenie przed Feliksem pogłaskała kota i uśmiechnęła się do cyrkowca. Feliks odwzajemnił jej uśmiech. Gdy się oddaliła zabrał się szybko do opróżniana półmisków. Nie zapomniał tez o swoim towarzyszu, którego karmił raz po raz.

- Było by dobrze też zobaczyć do tego parku gdzie się wczoraj spotkaliśmy. Nie wiem jak Andres ale Ja na jego miejscu bym tam przynajmniej raz czy dwa zajrzał.

Jak mają być problemy na uroczystości a na bogów na pewno będą to chciałbym móc samemu się obronić czy Calien nadal musi odpocząć by mnie uleczyć czy może cos innego jej nie pozwala. A jakoś mi niezręcznie, co chwila ja prosić a ona nawet nie raczy odpowiedzieć. Spróbuje ją jeszcze raz po śniadaniu zapytać…
 
__________________
i tak umrzesz, więc po co odwlekać nieuniknione
harry_p jest offline  
Reklama
Stary 02-24-2008, 21:31   #242
 
Scarlet's Avatar
 
Reputacja: 2 Scarlet jest na bardzo dobrej drodze
$: 10 690
Aprobata towarzyszy usatysfakcjonowała Calien. Kiedy kot zaplatał swoje pazurki we włosy Felixa rozbawiło ją to, aż wybuchła cichym śmiechem.

-Uważaj Felxie na swojego nowego pupilka bo może ci przyozdobić buźkę,delikatnie mówiąc.


Calien uśmiechnęła się do towarzysza i powoli podeszła do niego.
Wyciągnęła dłoń w stronę kota aby go pogłaskać jednak ten zamruczał na nią wyraźnie i przyjął pozycję iście bojową. Jego sierść na grzbiecie stanęła dębem ,a oczy mieniły się w blasku światła. Kot wbił swoje małe, ostre pazurki w ramię nowego pana, nie zdając sobie sprawy z bólu jaki tym mu przysporzył.
Calien cofnęła gwałtownie rękę.

-Spokojnie czarny...Nic ci nie zrobię.

Sięgnęła do torby wyraźnie szukając czegoś. Po chwili wyciągnęła poszczępiony skrawek czystego płótna. Nie pytając nawet o zgodę włożyła rękę pod koszulę mężczyzny, przykładając materiałem do rany.
Felix nie zdążył nawet zareagować , kiedy dłoń kobiety przywarła do rany.
W karczmie panowało małe zamieszanie. Podpity krasnolud przewracał butelki, Ulf uspakajał wzburzonych gości gotowych dobyć oręża aby uciszyć niesfornego gościa, toteż słowa inkantacji wypowiedziane przez Calien uleciały gdzieś w tym hałasie. Felix poczuł jak przez jego ciało przechodzą fale ciepła. Przez chwilę czuł się, jak w najcieplejszy dzień lata. Chwilę później odczuł delikatne swędzenie wokół rany. Skóra nieco naciągnęła się zasklepiając rozcięcie i tworząc niewielką, czerwoną smugę.

- I po problemie Felixie. Przepraszam, że musiałeś tak długo na to czekać. Nie mogłam się skupić... Tyle spraw dzieje się wokół nas. Ale teraz jesteś zdrów. Możesz już zdjąć te bandaże.


Calien uśmiechnęła się do niego po czym zwróciła się do reszty.

- Więc jak? Zabieramy się do pracy? Powinniśmy się nieco przygotować do pochówku Wolfganga, a przedfewszystkim znaleść Andresa. Poźniej, chciałabym porozmawiać z wami wszystkimi o moich przemyśleniach.
 
__________________
Didn't you read the tale Where happily ever after was to kiss a frog? Don't you know this tale In which all I ever wanted I'll never have For who could ever learn to love a beast?

Ostatnio edytowane przez Scarlet : 02-25-2008 o 09:42.
Scarlet jest offline  
Stary 02-25-2008, 11:25   #243
 
harry_p's Avatar
 
Reputacja: 2 harry_p jest na bardzo dobrej drodze
$: 5 570
Feliks spojrzał na Calien szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami. Zupełni zaskoczony jej gestem jak i efektem czaru otworzył buzię ze zdziwienia. Przez ułamek sekundy jego oczy wyrażały strach potem ulgą radość i… Chciał coś powiedzieć przytrzymać jej dłoń, ale w tym momencie poczuł na nodze wbijające się pazurki kota i usłyszał jego wściekłe syczenie. Zwierze momentalnie zeskoczyło na ziemię i jakby chciało żuci się na czarodziejkę jednak cofało się pod stuł małymi kroczkami jeżąc sierść i sierść gniewnie sycząc.
Feliks zaczerwienił się po same uszy pod wpływem emocji, jakie w nim się mieszały. By ukryć zażenowanie schylił się po wystraszonego kota. Ten najpierw prychną na jego dłoń. Potem jednak ostrożnie ją powąchał i po chwili podszedł.
Feliks wyprostował się z ulga sadowiąc kota powrotem na kolanach.

- No nie bój się Rękawiczka. Calien nie chciała zrobić mi krzywdy. Powiedział uspakajająco kota.

Potem zwrócił się do czarodziejki.

- Dziękuje ci. – Powiedział wkładając w te słowa tyle ulgi i szczerej radości ile zdołał. – A o Rękawiczke nie musisz się martwić. Widzisz ze żyjemy w dobrej komitywie. Chociaż przyznać musze ze ten mały nocny łowca to ma dusze wojownika. Ale o tym to wie lepiej Joachim. – Zakończył śmiejąc się cyrkowiec. Zaraz jednak dodał, – Ale myślę ze i do niego się wkrótce przekona.

Gdy to mówił ściągną bandaże z miejsca gdzie jeszcze przed chwilą była rana. Komasował miejsce gdzie utworzyła się blizna i z zadowoleniem stwierdził ze nie czuje bólu. Z zadowoleniem poruszył barkiem. Schował bandaże do torby wyciągną z niej karwasze i założył i przygotował się do wyjścia.
 
__________________
i tak umrzesz, więc po co odwlekać nieuniknione

Ostatnio edytowane przez harry_p : 02-25-2008 o 13:31.
harry_p jest offline  
Stary 02-25-2008, 21:54   #244
 
DrHyde's Avatar
 
Reputacja: 3 DrHyde ma w sobie cośDrHyde ma w sobie coś
$: 50 626
Andres wyszedł na niesamowicie zatłoczoną ulicę. Nagle z nieba na głowę spadł mu jakieś obiekt, odcinając widoczność jedynie do zielonego tła.

-Uwaga! Nie ruszaj się i najlepiej nie oddychaj!


Andres usłyszał krzyk bardzo blisko siebie i niechybnie skierowany właśnie do niego. Ktoś sprowadził go powoli po schodach i ściągnął mu z głowy jak się okazało jakąś zieloną lampę, która spadła mu na głowę. Krasnolud błyskawicznie wrócił z lampą na drabinę. Dopiero teraz poczuł ból na ramionach. Wszędzie kręcili się zabiegani robotnicy z różnych lokalnych Gildii, które mogły pomóc w strojeniu ulic. Na domkach i kamienicach zawieszali lampy i lampiony. Kolorowe ozdoby, flagi, herby i dodatkowe kwietniki. Andres nieco zaskoczony zaistniałą sytuacją rozglądał się wokół. Nie miał pojęcia co dzieje się w mieście. Słońce świeciło dosyć mocno. To też jesienny poranek w ten Wellentag zachęcał do życia. Niziołek, który nadzorował wyładunek lampionów z wozów podszedł do Andresa.



- Panie ja wiem, że fajnie tak sobie postać i się poobijać, ale przeszkadzasz Pan porządnym obywatelom z południa pracować w tej noże. - Niziołek machnął palcem w górę domu. – Powiedzcie krasnoludom, żeby dodali tu coś, bo ten dom wygląda jakby tu mieszkało jakieś bezguście. No już, już! A Pan Wielki może sobie już iść na spacer.


* * *

Max rozejrzał się po pomieszczeniu zaraz po tym jak wyszedł kapłan i usiadł ciężko przy stoliku. Wyłożył nogi na stół i popatrzył po wszystkich.

- Skoro Dammenblatz chce żebyśmy tam przyszli to przyjdziemy. Sugeruje zrobić co następuje. Ja musze się zgłosić do świątyni. Podejdę rozejrzeć się po cmentarzu przed pogrzebem. Dobrze by było, żeby ktoś szedł ze mną. Pozostałe dwie osoby popytają jak już powiedział Joachim o Andresa i zaczerpną języka na temat Kompani Przewozowej o której mówił Felix. Przede wszystkim jednak musicie się dowiedzieć czegoś o tym tajemniczym mordercy. Będziemy tu nocować, wiec jeśli ktoś nas tu będzie szukał to dostanie informację, że można nas tu znaleźć. Pytania lub sugestie?


Krasnolud wstał nachylił się nad Maxem i z trudem wydobył z siebie:

- Jest jeszcze … hik …. Rum….?

Moc oddechu krasnoluda była tak powalająca, że Max niemalże spadł z krzesła. Ulf buchnął śmiechem.
 
__________________
God Hate Us All !

Wróciłem do żywych mili Państwo.
DrHyde jest offline  
Stary 02-26-2008, 13:02   #245
 
Scarlet's Avatar
 
Reputacja: 2 Scarlet jest na bardzo dobrej drodze
$: 10 690
Calien stanęła obok stolika przy którym wygodnie rozsiadł się Max. Zaśmiała się na widok wykrzywionej miny towarzysza, kiedy krasnolud potraktował go swoim "ognistym oddechem". Po chwili jedna i jej dał się odczuć niemiły zapach. Pomachała ręką przed twarzą chcąc odpędziś odór po krasnludzkiej bibie.

-Uważaj Max, żeby krasnolud nie obdarował cię jakąś niespodzianką. Któż to wie co skrywa żołądek mośći Knuhdiego, wielkiego poety. Nie wiem jak ty, ale ja nie chcę się przekonać.


Calien zachichotała odsuwając się na bok. Kilku gości przesiadujących w gospodzie rozbawiła ta sytuacja i podśmiechiwali się między sobą.

Ulf pewnie też nie chciałby sprzątać po tym gawędziarskim pijaczynie

- A wracając do naszej sprawy- Calien popatrzyła się na Felixa i Joachima- Chciałbym pójść razem z Maxem, jeśli wam to odpowiada. Myśle, że poradzicie sobie w mieście, a ja mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Po drodze możemy zawitać do kilku karczm i popytać o Andresa.

Calien spojrzała przez okna zza którego dochodziły odgłosy wrzawy, pracy i przytłumione dźwięki muzyki. Pewnie grajkowie ćwiczą przed wielkim wydarzeniem umilając ty samym dzień przechodniom.

Wiele zamieszania...tłok. Gdzieś tam może kryć się zabójca.

-Uważajcie na siebie panowie. Owocnych poszukiwań i do zobaczenia wkrótce.

Calien spojrzała na Joachima i Felix. Poczuła się, jakby mówiła do braci. Do rodzeństwa, którego nigdy nie miała. Uśmiechnęła się do nich jeszcze raz, poprawiła torbę i skierowała się w stronę wyjścia.

-To od czego zaczynamay?
- spojrzała na Maxymiliana otwierając drzwi.
 
__________________
Didn't you read the tale Where happily ever after was to kiss a frog? Don't you know this tale In which all I ever wanted I'll never have For who could ever learn to love a beast?

Ostatnio edytowane przez Scarlet : 02-26-2008 o 13:06.
Scarlet jest offline  
Stary 02-26-2008, 13:41   #246
 
Andres's Avatar
 
Reputacja: 2 Andres jest na bardzo dobrej drodze
$: 5 184
Andres przez chwilę poczół sie zdezorientowany, kiedy krasnolud zdjął z jego głowy papierowy lampion. Rozmach z jakim przygotowywano miasto do festynu zaskoczył go niewątpliwie. Wszytko powoli nabierało kolorów. Miasto, na codzień zgaszone szarością, teraz przybierało barwy tęczy stając się powoli jak z najbardziej wymyślnych opowieści pisarzy. Wielkie, kolorowe łańcuchy rozciagały się pomiędzy budynkami, lampiony ruszały się przy silniejszym powiewie wiatru.

Czuję się prawie jak na przyjęciu na arabskim dworze. Oni zawsze z wielkim rozmachem dekorowali swoje domostwa na ważne uroczystośći. Ale przecież nadchodzi ważna uroczystość...

Promienie słoneczne delikatnie muskały twarz mężczyzny, kiedy przed Andresem pojawił się niziołek. Prawie jednym tchem zaczął prawić morały, które i tak nie zrobiły na nim wielkiego wrażenia. Odszedł kawałek dalej aby nie przeszkadzać małemu, zrzędliwemu halflingowi.

To ich miasto, niech więc pracują. Ja muszę odnaleść moich towarzyszy i sprowadzić tego łowcę. Zacznę więc od karczmy.

Andres spokojnie przemierzał uliczki kierując się do najbliższej karczmy. Nie zapomniał jednak o tym, że wzrastające zamieszanie i przybywające tłumy mogą skrywać zagrożenie. Sciskał pod płaszczem rękojeści miecza, w każdej chwili gotowy do obrony.
 
__________________
Oddajmy im wszystko to, co do nich należy- krew dla boga krwi!... ;) no i śmierć samobójcom

Ostatnio edytowane przez Andres : 02-26-2008 o 13:50.
Andres jest offline  
Stary 02-26-2008, 21:42   #247
 
harry_p's Avatar
 
Reputacja: 2 harry_p jest na bardzo dobrej drodze
$: 5 570
A jednak jest jakaś sprawiedliwość na tym świecie. Uśmiechną się w duchu Feliks patrząc na zajście między Maxem a krasnoludem. No i tsza by się do roboty zabrać… Musze jakoś jeszcze dopisać coś o tym pogrzebie, chociaż nie sądzie by Jannie umknęło coś takiego.

- Skoro tu będziemy nocować to niepotrzebnie biorę te graty ze sobą - powiedział no to do siebie ni to do Joachima.

Zabrał z pod ściany swoje rzeczy poszedł do pokoju. Gdy upewnił się ze jest sam i nikt nie nadchodzi szybko wyją przybory do pisania i pośpiesznie skreślił kilka słów na pergaminie o tym, co powiedział kapłan. Schował skrzętnie przybory do torby a pergamin w zanadrze. Zabrał ze sobą cześć pieniędzy. Nim wyszedł wydobył z niej jeszcze rękawice kolcze i zatkną je za pas by użyć ich w razie potrzeby. Sprawdził czy sztylety są „pod ręką”. Nim wyszedł spojrzał jeszcze na miecz.

Szkoda zostawić, w końcu zdobyczny tak jak i kusza. Ale w tłumie będą tylko zawadą no i niepotrzebnie zwrócą na mnie uwagę.

Zamkną pokuj i zszedł na dół do czekającego nań Joachima.

- No to możemy ruszać. To gdzie najpierw? Targ? Jakaś karczma czy park gdzie się spotkaliśmy?
 
__________________
i tak umrzesz, więc po co odwlekać nieuniknione
harry_p jest offline  
Stary 03-02-2008, 11:53   #248
 
DrHyde's Avatar
 
Reputacja: 3 DrHyde ma w sobie cośDrHyde ma w sobie coś
$: 50 626
Andres zlekceważył upierdliwego niziołka i ruszył w głąb miasta. Ulice nabierały barw tęczy. Middenheim szykowało się na jakąś uroczystość. Ren zastanawiał się, jakie święto się zbliżało? Może ktoś miał odwiedzić miasto? Skierował się w południową, dolną część miasta. Słońce rozpieszczało od samego rana dość zjadliwą temperaturą. Mimo wszystko w powietrzu czuć było zapach nadchodzącej zimy. Na północy zima przychodziła szybciej. Według mieszkańców północnych rubieży Imperium to Ulryk zasiadał na tronie i obejmował władzę na całą nadchodzącą zimę. Zwiastunem tego były pierwsze śniegi na północy. Andres spojrzał na park w centrum miasta. Ostatnio właśnie tam rozmawiał z Calien. Jesienne liście opadały już z drzew. Tylko patrzeć kiedy spadnie biały puch. Zdecydowanie nie było to dla niego pocieszającym faktem. Był przyzwyczajony do ciepła. Wszedł na główną ulicę i zaczął brnąć przez tłum ludzi. Dziwnym zrządzeniem losu w połowie drogi od domu medyka do parku, dostrzegł znajomą z opisu Felixa postać. Mężczyzn ubrany w czarną, postrzępioną szatę i turban na głowie wysiadł z powozu i wszedł do małego domku na rogu ulicy.



Andres dostrzegł jakieś tatuaże na jego twarzy i dosyć ciemną skórę. Nie miał wątpliwości, że człowiek ten musi pochodzić z Arabii. Widział takich wielu. Woźnica wyciągnął z torby kawałek jakiegoś jedzenia i zaczął jeść.

* * *

Max wstał włożył za pas pistolet i poprawił miecz. Ruszył w kierunku wyjścia. W tym samym czasie Felix pobiegł na górę, aby zanieść rzeczy. Joachim spojrzał na Calien.

- Spotkajmy się o pierwszej pod świątynią Ulryka. Jest charakterystycznym punktem w mieście i widać ją z daleka, więc trafimy tam z Felixem.

Calien wstała i skinęła głową. Wyszła z Maxem na zewnątrz. W powietrzu unosił się zapach z okolicznych warsztatów i pracowni. W niektórych momentach nie dało się tego nazwać zapachem. Huk i ogólny hałas w dzielnicy nie sprzyjał rozmowie. Minęli szewca, kowala, zbrojmistrza, cieśle, warsztat kamieniarza i budynek wyrabiacza świeczek. Po burzy i wichurze Calien z uśmiechem na twarzy powitała promienie słońca. Max spojrzał na ogólny syf i szkoda jakie wyrządziła burza w nocy.

- Ostatni powiew jesieni w tych stronach. Myślę, że jeszcze tydzień i spadnie pierwszy śnieg. Burza wyrządziła okropne szkody w nocy.

Wyszli na główną ulicę miedzy dzielnicą Wynd i Altmarkt. Przed nimi w północnym kierunku rozciągały się uliczki wiodące do placu targowego. Już w dzielnicy Wynd gdzie na co dzień można spotkać jedynie rzemieślników, było widać przygotowania do festynu. Wszędzie zabiegani cyrkowcy, artyści i ludzie, którzy liczą na łatwy zarobek w tym czasie. Im dalej w górę miasta tym większy zamęt organizacyjny. Max popatrzył na Calien pytającym wzrokiem.

- Mamy jakiś plan?



* * *


Felix zbiegł na dół i zastał jedynie czekającego Joachima, który starał się odpędzić od upierdliwego krasnoluda. W izbie poza trzema rzemieślnikami, którzy kończyli przedwczesną przerwę na piwo, siedział też szczurołap, którego widzieli wczoraj.




- No to możemy ruszać. To gdzie najpierw? Targ? Jakaś karczma?Czy park, gdzie się spotkaliśmy?
- Powiedział Felix.

Joachim już otworzył buzię i miał coś powiedzieć, lecz ubiegł go błyskotliwy krasnolud i rzucił błyskawicznie.

- Do kanałów! Bo się monety kończą.

Szczurołap wstał i podszedł do Knuhdliego.

- Chodź wielki poeto. Musimy szukać wielkich szczurów.


Złapał krasnoluda niezdarnie i zaczął go prowadzić do wyjścia.

- Wybacz Ulf. Knuhdli poczuje zapach szlacheckich gówien i szybko otrzeźwieje.


Ulf buchnął śmiechem wraz z rzemieślnikami. Krasnolud obrócił głowę w kierunku Felixa i powiedział.

- Ja swoje wiem. Pijany czy nie. Widzieliśmy plugastwo pod miastem. - Pijackim głosem rzekł oburzony krasnolud.

- Zamknij się Knuhdli i tak nikt nie uwierzy.
- Odparł szczurołap.
 
__________________
God Hate Us All !

Wróciłem do żywych mili Państwo.
DrHyde jest offline  
Stary 03-02-2008, 13:54   #249
 
Scarlet's Avatar
 
Reputacja: 2 Scarlet jest na bardzo dobrej drodze
$: 10 690
Calien przyglądała się zapracowanym i zabieganym mieszkańcom. Dotrzymując kroku Maksymilianowi zastanawiał się od czego zacząć. Od czasu do czasu pod ich krokami pękały małe gałązki porozrzucane przez wczorajszą ulewną wichurę.Delikatny wiatr rozwiewał jej włosy bezwładnie opuszczone na ramiona.

-Zgadza się-Calien przytaknęła na uwagę Maxa- trzeba będzie zapewnić sobie znacznie cieplejsze odzienie.A co do planu. Hm... W pierwszej kolejności możemy pójść do świątyni Sigmara. Masz tam jakąś ważną sprawę do załatwienia, prawda? Po drodze możemy zawitać do kilku gospód i zapytać o Andresa. Ja chciałabym jeszcze rozejrzeć sie po cmentarzu przed pogrzebem, a także zawitać do świątyni Morra. Może oni będą wstanie wytłumaczyć mi sen. Trochę miejsc mamy do odwiedzenia.

Calien zamyśliła sie przez chwilę, a jej oczy wpatrywały się nieruchomo w jakiś punkt. Wyglądała jakby była nieobecna, jakby była w całkiem innym miejscu.

A może odwiedzimy arcymaga. Ciekawa jestem dlaczego się z nami nie skontaktował...

Po chwili jakby ocknęła się i zwróciła do Maksymiliana z pytaniem.

-Jak myślisz, czy powinniśmy udać się do Arcymaga? Chciałabym z nim pomówić. Nie wiem, dlaczego nic nie robi. Nie pokoi mnie to bardzo. Boję się o niego.
 
__________________
Didn't you read the tale Where happily ever after was to kiss a frog? Don't you know this tale In which all I ever wanted I'll never have For who could ever learn to love a beast?
Scarlet jest offline  
Stary 03-02-2008, 14:30   #250
 
Andres's Avatar
 
Reputacja: 2 Andres jest na bardzo dobrej drodze
$: 5 184
Na samą myśl o nadchodzącej zimie Andresa przeszył dreszcz. Zasłonił sie szczelnie płaszczem aby nie wpuścić pod ubranie powiewu wiatru.

Jeszcze kilka dni i bez solidnego, ciepłego ubrana sie nie obędzie. Ponoć zima w tych okolicach potrafi być sroga- pomyślał mężczyzna na widok ostatnich liści, bezwładnie niesionych podmuchem wiatru. Szedł spokojnie ulicą w poszukiwaniu towarzyszy, kiedy zauważył znajomą z opisu postać.

Czy to nie ten obcokrajowiec z opisu tych dzieciaków? Tak... to chyba on. Ten tatuaż na twarzy...


Mężczyzna wyszedł właśnie z powozu i kroki skierował do jakiegoś domostwa. Gabaryty budynku nie należały do najmniejszych, toteż Andres pomyślał, że pewnie ktoś majętny go zamieszkuje.

Andres rozglądnął się przez chwilę po czym szybkim krokiem podszedł do powozu na którym siedział woźnica zajadający sie racją.

Może warto by było zagadać z tym woźnicą. Spróbujmy...


-Witaj Jeremi!- Andres podszedł do mężczyzny i machnął ręka w geście przywitana. - ileż to beczek wina upłynęło chłopie od czasu kiedyśmy to sie ostatnio widzieli. Ależ sie zmienił-Andres klepnął przyjaźnie mężczyznę w ramię- Ostatnim razem stary tożeśmy sobie popili. W głowie tak mi szumiało, że czułem sie jak by bym był pod jakimś wodospadem, czy gdzie. Gdzież Cię szlak zawiózł stary? Chyba nie uciekałeś przed ta dziewką gabarytów maciory która ganiała za tobą po całej gospodzie, co stary?- Andres wybuchnął gromkim śmiechem nie zważając na reakcję mężczyzny, po chwili uspokoił się- Co tu robisz Jeremi? Wozisz jakiś zagranicznych?Chodź ze mną, postawie ci kolejkę stary?

Andres udawał rozbawienie zagadując mężczyznę.
 
__________________
Oddajmy im wszystko to, co do nich należy- krew dla boga krwi!... ;) no i śmierć samobójcom

Ostatnio edytowane przez Andres : 03-02-2008 o 14:32.
Andres jest offline  
Reklama
 


Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości)
 
Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wł.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.

Podobne wątki
Wątek Autor wątku Forum Odpowiedzi Ostatni Post / Autor
[Warhammer I] "Purpurowy Cień Śmierci" DrHyde Archiwum sesji Warhammer 39 03-20-2008 06:28
"Cienie Doliny Sedgemoor" LARP Warhammer, 26-26.08 Wrocław nika Konwenty oraz forumowe zloty 0 07-14-2007 10:55
[sesja] "Bezowocne noce" - Warhammer 40k Azazel Archiwum sesji Innych 18 01-18-2006 09:16
[komentarze] "Bezowocne noce" - Warhammer 40k Azazel Archiwum sesji Innych 7 01-03-2006 18:28
"Warhammer nieco inaczej" Fistus Warhammer Fantasy Role Play 10 04-01-2005 18:29


Czasy w strefie GMT. Teraz jest 04:37.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2009, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111