![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Archiwum sesji Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami) |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #251 |
![]() | ![]() Woźnica ubrany w brązowe skóry ze zgniło zielonym płaszczem, prawie udusił się ugryzionym kawałkiem suszonego mięsa, gdy Andres go zagadał. Zadziwiły go wypowiedziane słowa. Odkrztusił kawałek jedzenia i wypluł na ziemię. Gdy Ren skończył gadać, przed powozem pojawił się wóz znajomego już Andresowi halflinga. ![]() Mały awanturnik wydarł się na woźnicę. - Te cwaniaczku! Zabieraj te swoje szkapy z tą trumną z drogi! Nie ma miejsca na dwa wozy a gdybyś nie zauważył, to właśnie jedzie wóz Gildii Inżynierów z Nuln. Andres zauważył, że po drugiej stronie dreptała wycieczka pielgrzymów kultu Ulryka. Nie było szans żeby przejechał drugi wóz. - Do mnie to było kurduplu?! Srał pies wasze Nuln i cały ten wasz zasrany interes. Jak się wam coś psy chędożone w żyć kurważ mać nie podoba, to wypierdalać na około Freiburga i nie zawracajcie mi dupy z samego rana! – Wydarł się woźnica. - Jak się wyrażasz synu! Jesteś w Grodzie Ulryka. – Oburzył się jeden z pielgrzymów. - A jebał go pies! A ty zasrańcu nie mów do mnie Jeremi, bo nie jestem żaden Jeremi tylko Peter! – Wykrzyczał z zadyszką w twarz Andresa. Woźnica wyraźnie stracił panowanie nad swoimi nerwami. Jego twarz czerwona od zaduszenia się kawałkiem mięsa, stała się jeszcze bardziej czerwona z nerwów. Andres zauważył dziadka siedzącego w fotelu bujanym po drugiej stronie ulicy, który śmiał się w najlepsze niczym z przedniej satyry, ośmieszającej Cesarza. * * * Max zastanowił się chwilę i odezwał się. - Nie powinniśmy odwiedzać Arcymaga bez zgody Dammenblatza. Nie wiemy czy Arcymag współpracuje z kultystami. Na początek możemy udać się do świątyni. Znajduje się we Freiburgu, więc musimy uważać. Następnie udamy się na cmentarz. Pasuje Ci taka alternatywa?
__________________ God Hate Us All ! Wróciłem do żywych mili Państwo. |
| |
| Reklama |
| |
| | #252 |
![]() | Calien uśmiechnęła się delikatnie do Maxa. -Masz rację. Zaczekajmy na Dammenblatza. Więc chodźmy do świątyni. Załatwisz swoje sprawy, a później udamy się na cmentarz. Wiesz co Max, trudno mi jest zrozumieć pewien fakt. Nie wiem dlaczego urlykanie tak gardzą teraz wyznawcami Sigmara. Powiem Ci, wychowałam się wtym mieście ale wcześniej nie zauważyłam takiej przepaści pomiędzy wyznwacami tych bóstw. Nie rozumiem tego wszystkiego... Idąc do świątyni Calien rozmawiała z Maxem rozglądając się co jakiś czas. Czuła się niepewnie. Nikt w obecnych czasach nie mógł zagwarantować jej bezpieczeństwa. Mijała przechodniów , życie na ulicy zdawało się być zwyczajne, bez uniesień. A jednak czuła, że to nie jest to samo. To nie to samo miasto, które kochała. - A ty Max, jak długo jesteś śledczym Sigmara? Czujesz powołanie w tym co robisz? Calien nie chcąc myśleć o przytłaczającej rzeczywistości, jakby rozbudzona rzuciła pytanie do mężczyzny.
__________________ Didn't you read the tale Where happily ever after was to kiss a frog? Don't you know this tale In which all I ever wanted I'll never have For who could ever learn to love a beast? |
| |
| | #253 |
![]() | Andres stał spokojnie czekająć, aż zdenerwowany człowiek skończy. Owszem, również poczuł rosnący poziom adrenaliny w swoim ciele, ale opanował emocje i nerwy spłyneły po nim, jak krople wczorajszego deszczu. Gdy człek skończył Andres pozwolił sobie na nonszalandzki gest i gdy tylko zostało wykrzyczane ostatnie słowo przez wożnice, Ren otarł twarz i zwrócił się do niego. - Jeremi czy Peter, czy jak tam wolisz. Mógłbyś nie otwierać buzi, gdy do mnie mówisz lub w moim kerunku? Strasznie chlapiesz. Mama nie zdążyła nauczyć dobrych manier? Jego ręce rwały się, aby odsłonić płaszcz i ździelić "ważnego" woźnice po ciele mieczami które bez przerwy dźierżył. I co teraz patałachu? - Być może pomyliłem Cię panie z kimś, ale po co te nerwy. Szukam pracy i skierowano mnie do tego budynku. Ponoć tu będę mógł w pełni wykorzystać swoje umiejętności. Zamilkł czekając na reakcje i odpowiedź woźnicy Zrób coś nie tak, a Cię potne jak jakieś najgorsze ścierwo. Już mnie ścigają, więc kolejny przeciwnik w tą, czy wewtą nie robi różnicy.
__________________ Oddajmy im wszystko to, co do nich należy- krew dla boga krwi!... ;) no i śmierć samobójcom Ostatnio edytowane przez Andres : 03-03-2008 o 16:14. |
| |
| | #254 |
![]() | Joachim spojrzał dyskretnie na wychodzących już z karczmy szczurołapa i krasnoluda. Plugastwo? Ciekawe, co miał dokładnie na myśli? Po tym wszystkim, co nas ostatnio spotkało gotowy jestem uwierzyć niemal we wszystko. Może ma to coś wspólnego z tą sprawą? Kto wie. Trzeba będzie później zasięgnąć języka u źródła, a raczej kiedy owo źródło odrobinę wytrzeźwieje. Zwadźca po krótkiej chwili odpowiedział na pytanie Feliksa. -Na targowisku raczej go nie znajdziemy, bo też co miałby tam robić? Wątpię, żeby chciał coś kupić, poza tym teraz musi tam być potworny tłok i zamieszanie. Park raczej też odpada, bo tam tez nie miałby nic do roboty. Pozostaje nam sprawdzić karczmy, gdzieś musiał spać i jeść. Jeśli będziemy mieć odrobinę szczęścia wpadniemy na jakąś wiadomość o nim. Jeśli nie to cóż, przyjdzie nam albo szukać dalej, albo poradzimy sobie sami innej rady nie ma.- Joachim uśmiechnął się do towarzysza. -To jak idziemy? Im szybciej zaczniemy tym lepiej.-
__________________ Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie. Armia Republiki Rzymskiej Moje gg: 8819833 |
| |
| | #255 |
![]() | - Też fakt. To Zmierzajmy. Choć karczm pewnie tu sporo to ja bym zaczął od tych, które są najbliżej znanych nam miejsc. Czyli i tak i tak przyjdzie chyba nam zacząć od centrum. By dodać sobie animuszu skłonił się dwornie przed obecnymi w karczmie zagadkowym uśmiechem na twarzy. I wychodząc z karczmy puścił oczko chichoczącej dziewczynie niosącej tace z brzęczącymi naczyniami. Plugastwo... ech… dziś nie mam nastroju na żadne plugastwo. Aż dziwne ze mam taki dobry humor może to jakiś efekt czaru Calien.
__________________ i tak umrzesz, więc po co odwlekać nieuniknione |
| |
| | #256 |
![]() | Pielgrzymi minęli powozy i naburmuszony niziołek ruszył w dół wraz z ludźmi z Nuln i miejscowymi krasnoludami, którzy do tej pory starali się opanować śmiech, wywołany nerwami woźnicy. Peter nie zauważył obelg skierowanych w jego kierunku. Pochłonęły go śmiechy krasnoludów i przejeżdżający wóz niziołka. - Pracy szukasz powiadasz? – Peter uspokoił się i zainteresowaniem spoglądał na Andresa. – Kto ci dał informację, że możesz znaleźć tu pracodawcę i jakiej szukasz roboty? * * * Calien rzuciła pytanie, które Max przyjął z lekkim uśmiechem. - Zazwyczaj ludzie pytają o to, gdy poznają kapłana lub sługę Boga. Max zastanowił się chwilę i podjął dalej rozmowę, idąc w północnym kierunku miasta. - Moja służba dla kultu Sigmara ma dosyć skomplikowaną historię i pozwolę, zachować ją dla siebie. Czy czuję powołanie? Oczywiście, że tak. Nie doświadczyłem objawienia lub innych znaków Boga, lecz wiem, że jestem wybrany do tego co robię. To wiąże się z moją przeszłością, ale o tym nie będę ci mówił. Może kiedyż poznasz tą historię. Skręcili w uliczkę obok targu i wyszli na główną ulicę, wiodącą w górę miasta. Targ tętnił życiem. Wszyscy węszyli łatwy zysk i szykowali się do nadchodzącego festynu. Max zatrzymał się przed pędzącym w dół wozem, powożonym przez niziołka i odskoczył na bok. Mały woźnica śmignął niczym burza. Pozostawiało to wiele do myślenia, czy w ogóle potrafił powozić? Łowca podniósł się z beczek, w które niefortunnie wpadł i podszedł do Calien. Dziewczyna miała więcej szczęścia i schowała się wcześniej w bocznej uliczce. Max zaczął się śmiać, gdy zobaczył grupę robotników z południową urodą i krasnoludów w szaleńczym pędzie biegnących w dół za wozem. Obrócił się i spojrzał w górę ulicy. - Czy to nie Andres? Tam na końcu ulicy. – Max starał się nie pokazywać palcem. Calien dostrzegła postać i faktycznie zauważyła podobieństwo. - Co on robi we Freiburgu z jakimś woźnicą? Jeszcze nie tak dawno był tam ścigany przez kult. - Zdziwił się Max. * * * Zaraz po wyjściu ujrzeli wielkiego poetę, rzygającego śniadaniem i całym alkoholem. Joachim i Felix wyszli z alejki karczemnej i zaczęli zagadywać ludzi o lokalizację jakichś przybytków. Jeden z rzemieślników wywnioskował, że jeśli ostatnio widzieli go koło parku to pewnie nocował, w którejś z tamtejszych lokali. W końcu nie zna miasta, po co miał by gdzieś się oddalać. Nakierowani na odpowiednią drogę ruszyli. Wyszli na główną ulicę miedzy dzielnicą Wynd i Altmarkt. Przed nimi w północnym kierunku rozciągały się uliczki wiodące do placu targowego. Już w dzielnicy Wynd gdzie na co dzień można spotkać jedynie rzemieślników, było widać przygotowania do festynu. Wszędzie zabiegani cyrkowcy, artyści i ludzie, którzy liczą na łatwy zarobek w tym czasie. Im dalej w górę miasta tym większy zamęt organizacyjny. Brnąc uliczką między rozwieszonymi na sznurku ubraniami i beczkami, nagle usłyszeli krzyk i tętent kopyt. Po chwili ubrania na sznurku przyozdobiły łby koni. Wóz z przerażonym Niziołkiem uderzył w stragan z warzywami. Kobiety wrzeszczały z przerażenia. Rozzłoszczony handlarz, którego stragan uległ destrukcji, złapał za deskę i zaczął okładać niziołka po łbie i rękach. Joachim powoli wynurzył się z rozwalonych beczek z kapustą kiszoną, którą można było sprzedawać wprost z jego ubrania. Niezbyt rozbawiony całą sytuacją, zaczął się zastanawiać, czy Felix nie przynosi jakiegoś pecha. Najpierw kot, teraz to. Dramat. Felix wygramolił się z niedawno upranych ubrań i poczuł siedzącego mu na głowie Rękawiczkę. W oddali dało się słyszeć krzyki halflinga. - Pomocy! Mordują! Aaaa! Boli! Nie po głowie! Aaaa!
__________________ God Hate Us All ! Wróciłem do żywych mili Państwo. Ostatnio edytowane przez DrHyde : 03-04-2008 o 20:40. |
| |
| | #257 |
![]() | Andren nie zwrócił uwagi, gdy niziołek ze swoją "grupą cyrkową" ruszyli dalej. Nie chciał się dekoncentrować, co mogłoby przyśpieszyć zejście jego z tego pełnego plugastw świata. Tylko lekko się uśmiechnął, gdy woźnica zmienił ton głosu i zafascynował się właśnie tym co usłyszał. I co? Teraz dopiero zrobiłeś się poważny. Interesy przedewszystkim? Bądź ostrożny. Cały czas obserwuje Twoje dłonie. Nie prowokuj mnie. - Widzisz człeku. Na spokojnie wiele spraw łatwiej się załatwia... Ren rozejrzał się do okoła, jakby chciał, aby nikt nie powołany nie usłyszał, tego co właśnie chce powiedzieć. Jednak, tak naprawdę sprawdzał, czy w pobliżu nie ma znajomych pana woźnicy, którzy właśnie go zachodzą od tyłu... Do tego domostwa kazała mi się zgłosić panna Janna Eberhauer. Uważa, iż moje umiejętności bardzo się przydadzą w rozwiązywaniu wielu problemów... Przybliżył się do osobnika, który napawał go odrazą i począł mówić ciszej nie tracąc czujności... Moja umiejętność polega na tym, iż szybko i po cichu załatwiam problemy z niewygodnymi ludźmi. Więc jak będzie? Odsunął się od niego i lekko się uśmiechnął, czekająć na odpowiedż i reakcje woźnicy.
__________________ Oddajmy im wszystko to, co do nich należy- krew dla boga krwi!... ;) no i śmierć samobójcom Ostatnio edytowane przez Andres : 03-04-2008 o 21:40. |
| |
| | #258 |
![]() | Joachim spojrzał na wymiotującego krasnoluda jedynie raz i to już wystarczyło, by zupełnie stracił ochotę, na to by spotkać go jeszcze kiedykolwiek. Wypytywani od drogę ludzie okazali się być dobrze rozeznani w terenie, dzięki czemu nie tracąc czasu ruszyli ku pierwszej z karczm. Droga przebiegała spokojnie, jeśli pominąć incydent, kiedy Joachima potracił jakiś mężczyzna, zbyt pijany jednak by zwadźca tracił czas na uczenie go jak powinien poruszać się po ulicy. Droga była zatłoczona, kupcy, artyści, rzemieślnicy, złodzieje i żebracy, wszyscy gdzieś się spieszyli dokądś zmierzali. Joachim przeklinał w duchu przyjazd następcy księcia. Przeciskając się z wysiłkiem pomiędzy jakimiś beczkami oraz zawieszonymi ubraniami zwadźca parł do przodu torując drogę dla towarzysza.. Kto do diaska wiesza tak nisko ubrania? Nie da się przejść prawie. Co za miasto… Nagle rozległy się krzyki i po chwili dał się słyszeć huk uderzającego w stragan wozu. Chcąc nie chcąc Joachim zmuszony został do uskoczenia z drogi pędzącym koniom, a efektem było bolesne raczej lądowanie na beczkach, które pod jego ciężarem rozpadły się w drobny mak. Ich zawartość dość szybko dała się zidentyfikować, po zapachu. Zwadźca wściekły spojrzał na wstęgi kiszonej kapusty zwisające z jego ubrania. Po drogiej stronie ulicy Felix właśnie wygrzebywał się spod sterty ubrań, na jego głowie siedział kot. Cholera ten sierściuch chyba przynosi mi pecha. Niech ja tylko dorwę woźnicę. Mężczyzna wstał szybko i nie ściągając nawet z siebie kapusty ruszył w miejsce, gdzie rozzłoszczony kramarz bił niziołka. Joachim odtrącił handlarza i chwycił sprawcę zamieszania za kaftan. - Jak zaraz nie zamkniesz jadaczki to rzeczywiście cię zamorduję skurwielu skarlały. Widzisz co żeś narobił zasrańcu?! Myślisz, że co samo się wyczyści i naprawi do jasnej cholery? – potrząsnął niziołkiem, aż tamtemu zadzwoniły zęby, handlarza odsunął się na bezpieczną odległość widząc wściekłość Joachima – Zapłacisz za wyczyszczenie ubrania. A jak nie… Uwierz mi wolisz nie wiedzieć co się stanie jeśli nie zapłacisz. -
__________________ Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie. Armia Republiki Rzymskiej Moje gg: 8819833 |
| |
| | #259 |
![]() | Widok krasnoludów goniących za halflińskim woźnica rozbawił Calien, która nie mogąc wytrzymać, ze śmiechu chwyciła się za brzuch. Kiedy Max wspomniał o Andresie , Calien rzeczywiście spostrzegła go wśród przechodniów. - Hm...albo załatwiam jakieś interesy albo zamierza sie gdzieś wybrać- czarodziejka odpowiedziała na uwagę towarzysza.- Chodźmy do niego- Calien spojrzała na Maxa i uśmiechnęła sie. Pospiesznym krokiem ruszyła w dół ulicy. W końcu się znalazła nasza zguba. Dobrze, że nie musieliśmy daleko szukać. Widząc Andresa rozmawiającego z woźnicą i nie chcąc zakłócać przebiegu dyskusji, Calien przystanęła niedaleko tak, aby towarzysz ją dojrzał. -Jak myślisz Max? Powinniśmy mu przeszkodzić? Ciekawe czego Andres może chcieć od tego jegomościa.
__________________ Didn't you read the tale Where happily ever after was to kiss a frog? Don't you know this tale In which all I ever wanted I'll never have For who could ever learn to love a beast? Ostatnio edytowane przez Scarlet : 03-07-2008 o 14:43. |
| |
| | #260 |
![]() | Przechodząc koło krasnoluda Feliks skrzywił z politowaniem usta. Nawet będąc krasnoludem tsza umieć pić Widząc ścisk na wąskich ulicach Feliks szedł spokojnie za Joachimem, którego sama postura wydatnie pomagała przecisnąć się między stłoczonymi ludźmi i nie tylko. Feliks chłoną atmosferę miasta. To nerwowe podniecenie krzątanina wszędzie pojawiające się ozdoby wszelakiej maści kuglarze… Wszystko to wyłapywał momentalnie z tłumu przechodniów kolorów i dźwięków… Jak by nie patrzeć on sam najprawdopodobniej by brał w tym udział gdyby nie… Z zamyślenia wyrwał go nagły hałas i poruszenie burzące rytm życia ulicy. Kontem oka dostrzegł zbliżający się olbrzymi kształt. Niewiele się zastanawiając uskoczył w coś mokrego, co go momentalnie oblepiło. Leżąc na wznak szarpną się raz i drugi krzycząc nerwowo i rzucać obelgi. Po chwili usłyszał dźwięk dartego materiału i zobaczył słońce a pochwali kilka przerażonych twarzy. Rozejrzał się i uświadomił sobie ze wylądował w stercie mokrego prania. Po chwili poczuł drobne pazurki wczepiające się we włosy. Rękawiczka z żałosnym miauczeniem wskoczyła mu na głowę. Pogłaskał kota. Feliks dzielny pogromca bielizny Zakpił z siebie w duchu ja myśl ze jeszcze przed chwilą chciał walczyć z oblepiającym go praniem. Po chwili rozejrzał się uważnie. Kilka osób wyciągnęło rękę w jego stronę by pomóc mu wstać. Gdy już staną na własnych nogach. Dotarło do niego, co się stało. W tej, że chwili usłyszał wściekłe krzyki Joachima, który cały uwalany kapustą wściekle potrząsał niziołkiem, który musiał być najprawdopodobniej sprawcą całego zajścia. - Uspokój się ważne ze nikomu nic się nie stało… chyba. – Powiedział z trudem opanowując śmiech. Ale widząc ze jego słowa nie odniosły pożądanego rezultatu podszedł kilka kroków i już zupełnie poważniej i bardziej stanowczo się odezwał. - Postaw go na ziemi, bo wytrzęsiesz całe życie z niego. A trup ci za pranie, niezapłaci.
__________________ i tak umrzesz, więc po co odwlekać nieuniknione |
| |
| Reklama |
| |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [Warhammer I] "Purpurowy Cień Śmierci" | DrHyde | Archiwum sesji Warhammer | 39 | 03-20-2008 06:28 |
| "Cienie Doliny Sedgemoor" LARP Warhammer, 26-26.08 Wrocław | nika | Konwenty oraz forumowe zloty | 0 | 07-14-2007 10:55 |
| [sesja] "Bezowocne noce" - Warhammer 40k | Azazel | Archiwum sesji Innych | 18 | 01-18-2006 09:16 |
| [komentarze] "Bezowocne noce" - Warhammer 40k | Azazel | Archiwum sesji Innych | 7 | 01-03-2006 18:28 |
| "Warhammer nieco inaczej" | Fistus | Warhammer Fantasy Role Play | 10 | 04-01-2005 18:29 |