![]() | ![]() |
![]() |
| |||||||
| Archiwum sesji Warhammer Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie Warhammer (wraz z komentarzami) |
| | Narzędzia wątku | Wygląd |
| | #51 |
![]() | - Gdyby nie on pewnikiem już bym pod drzewkiem leżał, a okoliczne robactwo zwoływało by się na ucztę z mojego truchła. Przeto mi potwierdzeń żadnych nie trzeba. Na razie... - rzekł Wolfgang do Joachima idąc powoli w kierunku wozów, kulał mocno - Dopadliście wszystkich? Szybkim spojrzeniem obrzucił porozrzucane tu i tam ciała. Jeno głową pokręcił. Z ukrytej pod kapturem twarzy nie dało się wyczytać, lecz widać było, że ledwo już na nogach sie trzyma. Syknął z bólu próbując na wóz wskoczyć, a gdy ta sztuka w końcu mu się udała odłożył na bok swe wielkie mieczysko i rzekł: - Trzeba się wyrwać z tego piekielnego lasu... - ponurym spojrzeniem obrzucił swą poharataną nogę - Odsapnąć gdzieś i połatać się. Strawy, medyka i ognia tego mi teraz trzeba, a nie gadania po próżnicy. Zbierajmy sie kompania... |
| |
| Reklama |
| |
| | #52 |
![]() | Co za buraczy syn… Nagle znów krzykną z ból trochę ochłoną. Rana w prawym barku zapiekła ponownie. Przyklękną upuścił miecz i chwycił się za zranione miejsce. Co za buraczy syn. Gdybym nie zaszedł maga od tylu ten pewnie posiekałby go na kawałki a tak nawet dziękuje. I jeszcze dobiera się do sakiewki „mojego” sierżanta. Spojrzał na Joachima z wyrzutem. Wstał i kopniakiem odwrócił ciało kusznika i przeszukał. Zabrał ze sobą kusze kołczan z bełtami sakiewkę sztylet i miecz, który upuścił. I skierował się w stronę wozu. Po drodze przystaną zabrał z ziemi leżący sztylet. Wrzucił wszystko na wóz potem cofną się do ciał sierżanta. Zabrał mu rękawice kolcze i sztylet i odpiął pochwę miecza wrzucił wszystko tam gdzie kusze. Wspiął się na wóz i usiadł koło Wolfganga. Przez cały czas sycząc z bólu narzekał cicho i przeklinał, na czym świat stoi. Gdy skończył spojrzał na swojego kompana. Pokiwał ze zrozumieniem i rezygnacją i bólem wypisanym na twarzy. -Dobrze mówisz. Tsza się nam gdzieś połatać. Wskazał na wystający z ramienia bełt. Cholerni wojownicy tacy twardzi… pojechać, połatać, a ja zaraz zesram się z bólu.
__________________ i tak umrzesz, więc po co odwlekać nieuniknione |
| |
| | #53 |
![]() | Ciężko było... Ale przynajmniej teraz wiem, iż mogę liczyć na mych towarzyszy. Wszyscy oddali się w szał walki, nikt nie próbował uciekać. Zasługują na na pochwałe.... Calien wyciągneła z juków kawał materiału i zanim ruszyli w dalszą drogę podniosła z ziemi, należacy do upadłego maga miecz. Zawineła go szczelnie i odłożyła na wóz między pakunkami. -Nie ruszajcie tego. Oddamy to magom, niech sprawdza wlsciwosci tego miecza, lepiej nie używać go bez wiedzy... Słyszałam, że niektóre bronie karmią się duszą swojego właściciela.... Calien znacząco opadła z sił. Jej ruchu, zawsze energiczne stały sie powolne, a na twarzy widoczne było wyczerpanie. -Dobrze się spisaliśmy, na razie... Myśle, żę już nie daleko i wkrótce dotrzemy do zajazdu. Im szybciej, tym lepiej. Dobrze, że się odnalazłeś Wolfgangu i witam nowego towarzysza. Wszak jeśli nie jesteś posłańcem naszego szanownego czarodzieja, sam się ukarałeś wstępując w nasze szeregi... Przywiazała konia na tył wozu, a sama usiadła obok Wolfganga. Z torby wyciągnęła mały kawałek bandaża i przyłożyła go do rany na nodze. Szepneła jednym tchnieniem wiązankę niezrozumiałych słow. W wokół reki Calien poczęła falować masa powietrza, rozgrzewając delikatnie nogę Wolfganga. Przez jego ciało przechodziły delikatne drgawki, oraz na zmianę fale ciępła i zimna. Kiedy skonczyła, chciała podejść do Feliska, jednak wyraźnie wyczerpana opadła na deski wozu...
__________________ Didn't you read the tale Where happily ever after was to kiss a frog? Don't you know this tale In which all I ever wanted I'll never have For who could ever learn to love a beast? Ostatnio edytowane przez Scarlet : 01-12-2008 o 17:18. |
| |
| | #54 |
![]() | - Co do diaska...! - Wolfgang chciał się poderwać gdy ta dziwna kobieta zaczęła majstrować przy jego poranionej nodze, lecz nagle dziwna słabość wstąpiła w jego ciało - A niech mnie jeśli to nie jest magia... Ze zdziwieniem odkrył ze pod bandażem, który przytknęła do jego nogi Calien śladu nawet nie widać, jeno biała linia blizny świadczyła o tym, że w ogóle był raniony. Pokręcił głową z niedowierzaniem spoglądając na opadłą bez ducha magiczkę. Ciekawym czy ktoś tu jest tym za kogo się podawał. Bardzom ciekawy... Spojrzał na trakt przed nimi. Westchnął ciężko i za lejce się złapał. Konie popędzone ruszyły z wolna, niechętnie. Wolfgang zdjął swój wytarty płaszcz i rzucił go na omdlałą kobietę. Pierwszy raz w pełnej krasie zobaczyliście jego gębe. Jej widok nielicho was zmroził. Ponad połowa jego wychudzonej twarzy jest poparzona. Blizna zdaje się być dość świeża. Sam Wolfgang okazał się młodszy dużo niż wam się zdawało może mieć najwyżej 20 lat, choć jego oczy zdają się należeć do dużo starszego człeka. - Zdało by się żeby ktoś przodem ruszył na koniu co byśmy znów w pułapkę jakąś nie wpadli. - Rzekł do towarzyszy - Ja nie dam rady na kulbace się utrzymać ten też nie - Wskazał na Felixa Zaciął konie i ruszyli szybciej. Ostatnio edytowane przez Avaron : 01-13-2008 o 00:15. |
| |
| | #55 |
![]() | No takie moje szczęście Pomyślał gorzko Feliks. Delikatnie dotkną drzewca wystającego z rany. Fala bólu wstrząsnęła jego ciałem. Popatrzył na leżącą kobietę i westchną. Chyba będzie trzeba poczekać aż ona dojdzie do siebie. Odwrócił się do jadących z tyłu kompanów - Umie ktoś jeszcze oprócz niej opatrzyć ranę?
__________________ i tak umrzesz, więc po co odwlekać nieuniknione |
| |
| | #56 |
![]() | Joachim spojrzał nowo przybyłego, ale tym razem już o wiele przyjaźniejszym wzrokiem. -Skoro tak się sprawy mają jak to przedstawia Wolfgang, tedy nie widzę przeszkód do wspólnej podróży. Wybacz dociekliwość, ale cholera wie kogo to spotykać można na szlaku.- wymownie spojrzał na ciało sierżanta -Ale dość już o tym. Przez tych skurwieli i tak wystarczająco wiele czasu i sił straciliśmy, a tak jak mówicie trzeba nam się pospieszyć. Ale najpierw musimy opatrzyć Felixa, choćby prowizorycznie, bo nam jeszcze skapieje po drodze. Zna się któryś z was na opatrywaniu ran? Po minach widzę, że nie. Cóż bełt trzeba będzie wyciągnąć, a krew czymś zatamować i obwiązać. Niech któryś odetnie trzy kawałki materiału z ubrania któregoś z nich i podrze jeden na pasy, tylko sporawe. Jak znajdziemy chwilę na postój rozpali się ognisko i wypali się ranę, albo zrobi to Calien kiedy odpocznie.- Zwadźca spojrzał po towarzyszach zmęczonym wzrokiem. -Wiem, że za bardzo się na tym nie znam ale ktoś to musi zrobić, inaczej, wykrwawisz się Feliks i to dość szybko. Bełt nie ruszył żadnej większej żyły, inaczej już byś witał się z Morrem, więc nie powinno być dużego problemu z opatrzeniem cię.- Felix się poruszył jak by sobie coś przypomniał. - Nie trzeba drzeć materiału z tych psich synów. W torbie mam coś co posłużyć za bandaż- tu wskazał torbę i sykną z bólu. -Tym lepiej. Zawsze to lepiej czystym materiałem ranę opatrzyć. A te ścierwa nie wiadomo gdzie się szlajały.- Joachim otworzył torbę i wyciągnął z niej trzy kawałki sukna. Z dwóch z nich przygotował opatrunki a trzeci kawałek materiału podarł na paski, które miały podtrzymać resztę - Weź coś w zęby bo będzie cholernie bolało, najlepiej pasek- Felix zwinąwszy kawałek rękawa w rulonik, zagryzł go mocna przygotowując się na ból, po czym kiwną głową na znak, że jest gotowy - Wolfgang ty go przytrzymasz kiedy będę wyciągał bełt. Masz tu jeden opatrunek. jak tylko wyciągnę bełt przyłóż do rany i mocno przyciśnij.- Joachim obok siebie położył drugi opatrunek i opaskę po czym ostrożnie chwycił bełt w miejscu gdzie wychodził on z barku kompana. -Gotowy? No to dobra, zaczynamy.- Po czym szybkim ale ostrożnym ruchem wyszarpnął bełt. Niemal od razu odrzucił zakrwawiony grot i przyłożył do obficie krwawiącej rany opatrunek Felix wygiąwszy się jak struna i jęknął gryząc materiał ale nie zemdlał wytrzymując ból. Joachim zaklął szpetnie i zmrużył oczy. -Wolfgang przytrzymaj oba a ja w tym czasie obwiążę to wszystko, żeby się jakoś trzymało.- Starając się jak najdokładniej wykonać pracę zwadźca obwiązał szybko bark towarzysza. Felix wyczerpany bólem obwisł w rękach trzymającego go Wolfganga. Joachim otarł pot z czoła i westchnął. -No i to by było na tyle. Zajmiemy się tym na spokojnie przy pierwszej okazji jaka się nadarzy. A teraz jedźmy.- Zwadźca otarł zakrwawione dłonie w ubranie leżącego na ziemi sierżanta po czym wsiadł na drugi z wozów. -Andres jeśli możesz to pojedź kawałek do przodu, sprawdź czy nie ma tam czasem jakichś kolejnych niechcianych gości. Bo nie mam ochoty pakować się w kolejne kłopoty.- po czym lekko trzasnął lejcami i wóz z wolna ruszył z miejsca.
__________________ Jeśli masz zamiar wznieść miecz, upewnij się, że czynisz to w słusznej sprawie. Armia Republiki Rzymskiej Moje gg: 8819833 Ostatnio edytowane przez John5 : 01-13-2008 o 18:52. |
| |
| | #57 |
![]() | Wycieńczony Felix zasnął na wozie, zaraz obok odpoczywającej Calien. Andres Ren wsiadł na konia i wyjechał na przód, oświetlając sobie drogę pochodnią. Przemęczeni Wolfgang i Joachim, zajęli się powożeniem. Koń Calien i dwa wierzchowce strażników zostały przywiązane do wozu Joachima. Ruszyli z miejsca w kierunku Miasta Białego Wilka. Andres bacznie rozglądał się po lesie. Do ich uszu dochodziły dziwne odgłosy, które nie przypominały zwierząt. Niecała mila doprowadziła ich do zajazdu, a raczej do tego co z niego pozostało. Cała okolica usiana była przepalonymi deskami. Gdzie niegdzie można było dostrzec kawałki ciał. Andres zatrzymał konia przed osmoloną i umazaną we krwi głową karczmarza. W powietrzu unosił się jeszcze swąd spalenizny i zapach śmierci. Po chwili Andres ruszył z miejsca, a obok głowy przejechały wozy. Jakieś sto metrów dalej Andres ponownie się zatrzymał. Wolfgang i Joachim zatrzymali wozy. Zaraz obok traktu dostrzegli ciało mężczyzny z rozłupaną na pół czaszką. Ubrany jest na modę szlachecką i z pewnością nie Imperialną. Kolorowe ubrania aktualnie są całe brudne od błota i krwi. W prawej dłoni ma mocno zaciśnięty rapier. Przy lewej dłoni nie ma trzech palców. Zaraz obok w błocie leży otworzony tubus na papiery i porozwalane rzeczy osobiste. Jedna rzecz wydała wam się dziwna. Nie skradziono żadnych kosztowności.
__________________ God Hate Us All ! Wróciłem do żywych mili Państwo. Ostatnio edytowane przez DrHyde : 01-14-2008 o 18:20. |
| |
| | #58 |
![]() | Widząc całe to pogorzelisko i szczątki popalonych ciał porozrzucane do okoła Andres przypomniał sobie chwilę masakry, ktorej jeszcze tak niedawno był świadkiem. Cholerne ścierwa, urżnąłbym im łby gdybym tylko mogł ... Podjechał do ciała leżącego nieopodal.Rozglądnął się powoli do okoła, przez chwilę nasłuchując, czy nic się nie czai w pobliżu. Zszedł z konia i zaczął przeszukiwać zwłoki, ręką przysłaniając usta. Unoszący się wszędzie smród palonych ciał dusił mimo woli. Omacał ciało doszukując się szczególnie ukrytych przedmiotów. Podniósł kilka złotych monet i schował do torby. Resztę kosztowności pozostawił nieruszoną. -Przyda sie na jakieś cieplejsze odzienie. Dzieki Ci panie za ten hojny dar... Powiedział cicho pod nosem. Zanim odszedł rozejrzał się dokładnie po ciele mężczyzny, czy czasami i on nie posiada tajemniczych tatuaży. Zdjął jego koszule i obrócił na plecy. Sciągnął buty i potrząsł w poszukiwaniu ukrytych przedmiotów. Kiedy skończył przykrył mężczyzne jego ubraniem i podniusł z ziemi otwary futerał na pergaminy. Począł sie mu uważnie przyglądać i potrząsał nim nasłuchując, czy coś nie kryje się w jego wnętrzu. Ostatnio edytowane przez Andres : 01-14-2008 o 17:44. |
| |
| | #59 |
![]() | Kiedy Calien poczuła swąd spalenizny nasilający się z każdą chwilą podniosła się powoli z wozu. Na jej twarzy malowało się przerażenie na widok obrazu który ujrzała. Nie mogąc się powstrzymać wychyliła się przez wóz zwracając na drogę resztki niestrawionego pokarmu. Trwało to krótką chwilę. Kiedy się pobierała otarła usta, wyciągnęła z torby bukłak i popiła nieco a następnie przemyła twarz. Kiedy wóz się zatrzymał, powoli zeszła z niego. Nie czuła się jeszcze na siłach, wszak że daleko nie ujechali. Nadzieja na spokojny odpoczynek ,umknęła gdzieś w głęboki i niebezpieczny las. Starała się ogarnąć rozumem przerażającą istotę tej masakry. Gdybyśmy wcześniej przybyli, może nie doszło by do tego... Panie snów... Pozwól tym istotą przejść przez bramy twego królestwa... Otwarła swoją torbę i wyciągneła z niej laskę. Ci którzy to widzieli, zdziwili się rozmiarami przedmiotu, który schowany był w torbie niewielkich gabarytów. Laska mierzy nie więcej jak cztery łokcie. Wykonana z mahoniowego drewna, harmonijne kształty, zwieńczenie wydaje się ciężkie przypomina jakby owalny przedmiot opleciony gałęziami, mieniący się czerwienią, widać, że to dzieło prawdziwego artysty. Wzdłuż osadzone są trzy, pięciokątne kamienie o czarnej barwie. ![]() Powolnym krokiem podeszła do Andresa przyglądając się jego poczynaniom. -Czego szukasz człowieku? Powinniśmy zostawić w spokoju tego nieszczęśnika... Odwróciła się w kierunku reszty towarzyszy i z zaciekawieniem w głosie poczęła rozważać kwestie obu przypadków. - Dlaczego zniszczyli tą gospodę i wymordowali ich wszystkich...? A ten szlachcic? Wygląda na to, że miał przy sobie coś ważnego...
__________________ Didn't you read the tale Where happily ever after was to kiss a frog? Don't you know this tale In which all I ever wanted I'll never have For who could ever learn to love a beast? Ostatnio edytowane przez Scarlet : 01-14-2008 o 18:20. |
| |
| | #60 |
![]() | Feliks poruszył się niespokojnie przez sen. Stał w wielkim namiocie cyrkowym przed. Drabiną wiodąca na szczyt słupa, z którego w nicość biegła długa cienka lina. Na stole obok leży 6 kolorowych kul. Bierze je i zaczyna żonglować. Wchodzi na drabinę na sam szczyt. Potem na linę. Nagle czuje ból w prawym ramieniu. Patrzy z barku wystaje mu gigantycznych rozmiarów bełt. Upuszcza kule i spada, spada, spada, ląduje w kałuży krwi zewsząd słyszy śmiech widzów. Obudził się spojrzał wokoło mętnym wzrokiem oblizał wyschnięte usta. Wziął głęboki oddech by poprosić o wodę. Wtedy uderzył go przeraźliwy smród, jaki unosił się w okolicy. Chciał coś powiedzieć, jedyny dźwięk, jaki wydobył był cichy jęk. Przy kolejnym oddechu ponownie odpłyną w niespokojny płytki sen.
__________________ i tak umrzesz, więc po co odwlekać nieuniknione |
| |
| Reklama |
| |
| Użytkownicy aktualnie czytający ten wątek: 1 (0 użytkownik i 1 gości) | |
| Narzędzia wątku | |
| Wygląd | |
| |
Podobne wątki | ||||
| Wątek | Autor wątku | Forum | Odpowiedzi | Ostatni Post / Autor |
| [Warhammer I] "Purpurowy Cień Śmierci" | DrHyde | Archiwum sesji Warhammer | 39 | 03-20-2008 06:28 |
| "Cienie Doliny Sedgemoor" LARP Warhammer, 26-26.08 Wrocław | nika | Konwenty oraz forumowe zloty | 0 | 07-14-2007 10:55 |
| [sesja] "Bezowocne noce" - Warhammer 40k | Azazel | Archiwum sesji Innych | 18 | 01-18-2006 09:16 |
| [komentarze] "Bezowocne noce" - Warhammer 40k | Azazel | Archiwum sesji Innych | 7 | 01-03-2006 18:28 |
| "Warhammer nieco inaczej" | Fistus | Warhammer Fantasy Role Play | 10 | 04-01-2005 18:29 |