Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02-10-2012, 00:50   #1
 
Tadeus's Avatar
 
Reputacja: 6228 Tadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputację
[Pathfinder] Skull & Shackles

Część Pierwsza: Na pokładzie Goryczy





Dzień Pierwszy

Obudzili się wszyscy z okropnym bólem głowy. Otaczająca ich ciemność pozwoliła im ujrzeć jedynie zarysy licznych stłoczonych
pod drewnianymi ścianami skrzyń. Z poprzedniej nocy pamiętali niewiele, karczemne śmiechy, brudny smak grogu i zapachy tanich perfum. Rzeczywistość wokół nich huśtała się niczym statek na falach, powodując, iż na języki wracał im kwaśnawy posmak przetrawionych trunków i mocno doprawionego jedzenia. Po chwili usłyszeli tez miarowy dźwięk skrzypiącego drewna. Niewątpliwie byli w ładowni jakiegoś statku. Nim zdążyli na dobre się podnieść usłyszeli miarowe kroki wielu par ciężkich butów. Chwilę później jasne światło latarni uderzyło w ich wrażliwe oczy. Podszedł do nich wysoki, chudy mężczyzna z pejczem.


Za jego plecami ujrzeli sześć następnych, wrednych gęb. Zdawali się uzbrojeni w pałki, które trzymali uniesione na widoku, gotowe do uderzeń. Przewodzący im mężczyzna uśmiechnął się złośliwie, ukazując dwa rzędy dorobionych krzywo, złotych zębów. Trzymany w jego dłoni bicz trzasnął parę razy przy samych ich twarzach. Huk natychmiast spotęgował ogłuszający ból głowy powodując, iż o mało co nie omdleli na nowo.
- No już! Zbierać się, wy pieprzone lądowe nieroby! Słonce od dawna stoi już nad masztem! Ruszać żałosne rzycie na pokład, nim Kapitan Harrigan przemieli wasze mięso na parówki i każe podać je załodze!

Dopiero teraz, po tym otrzeźwiającym przemówieniu zdali sobie sprawę, iż przy sobie nie mają nic poza ubraniem. Nim zdążyli jednak zastanowić się nad tym faktem, znów przy ich głowach trzasnął bicz. Reszta drabów otoczyła ich popychając niedelikatnie w stronę wyższego pokładu. Złotozęby dokładnie przyjrzał się ich twarzom, szczerząc brzydko. Poczuli mdlący odór wydobywający się z jego ust.
- No już, dajcie mi tylko powód... - zasyczał przenosząc drugą dłoń na rękojeść pokaźnego topora trzymanego za pasem. Pałki uniosły się wokół nich. Nawet gdyby jednak chcieli robić na tym etapie kłopoty jasnym było, iż ledwo trzymali się na nogach, zrobiliby więc tylko z siebie durniów i dali oprawcom satysfakcje.
- Jestem Bosman Scourge, i na tym pokładzie wasze żałosne dupy nalezą do mnie! - wrzasnął im na odchodnym, gdy poprowadzono ich na wyższy pokład i potem jeszcze wyżej na światło dzienne.

Wyprowadzono ich na główny pokład, gdzie czekał już tłum gapiów z z załogi. Parunastu uzbrojonych piratów ustawiło się pod burtami i zwisało z takielunku. Wśród nich ujrzeli zaledwie parę gęb, które wyglądały, jakby nie życzyły im źle. Większość jednak, nawet jeśli kiedyś może zaczynała w ich sytuacji, obecnie cieszyła się z maltretowania "nowych" na pokładzie. Było tam też kilka kobiet i nie-ludzi, w większości wcale nie wyglądali jednak sympatyczniej. Nagle coś nad nimi zaskrzeczało.

- Arr! Lądowe szczury! Maszt wam w rzyć, maszt wam w rzyć! - chorobliwie wyglądająca, pozbawiona połowy piór papuga przeleciała nad nimi zrzucając zaskakująco obfity ładunek guana.

Raegan: reflex save; d20+6 vs 10 = 12

Smukłemu pół-elfowi ledwo udało się uniknąć podstępnego zrzutu. Odchody z głośnym plaskiem ufajdały za to kurtę idącego za nim pirata, wywołując u jego kompanów salwy złośliwego śmiechu.

Minęli główny maszt dostrzegając pokrywające go rozpryski krwi. Wiele z nich wydawało się niemal świeżych, były tam też liczne żłobienia od potężnych uderzeń bicza. Odwrócono ich w stronę rufowego kasztelu. Na nim, przy samym zdobionym misternie kole sterowym stały dwie potężne postacie. Wysoko nad nimi z masztu zwisała klatka z wysuszonymi zwłokami jakiegoś człowieka. Brzydka, oskubana papuga usiadła na niej zagadując coś po papużemu do martwego lokatora klatki.

Potężniejsza z postaci, ogromny ciemnoskóry człowiek wyglądający na kapitana, ruszyła do przodu. Była w tym kolosie jakaś uśpiona siła i zatrważający potencjał gniewu, który trafiał do pierwotnych lęków w większości członków załogi.


Gdy tylko podszedł bliżej do tłumu, ten natychmiast zamilkł, z ledwością opanowując się przed cofnięciem o parę kroków. Kapitan niewątpliwie budził grozę wśród załogi. I wszystko wskazywało na to, że były to uczucia słusznie.

- Rad jestem iż zechcieliście się do nas przyłączyć - orzekł basowym głosem olbrzyma do nowych członków załogi. - Witamy na Goryczy! Jestem Barnabas Harrigan. Dla was, żałosnych majtków, kapitan Barnabas Harrigan. Nie żebyście jednak kiedykolwiek mieli czelność mnie zagadywać. Mam tylko jedną zasadę - nie zwracajcie się do mnie. Lubię strzępić język, nienawidzę jednak, gdy tacy jak wy przy mnie gadają. Trzymajcie się tego, a nie będę musiał przeciągać waszych żałosnych rzyci pod kilem!
Kapitan zarechotał brudnym, ciężkim głosem, a załoga się przyłączyła.
- A! I jeszcze coś! - dodał olbrzym, wskazując ich wielkim palcem. - Nawet mimo waszego zamustrowania ciągle brakuje nam ludzi. Gdy tylko przyłapię więc kogoś na zabiciu innego członka załogi zapozna się z chropowatym kadłubem Goryczy od dołu! Panie Plugg!
Zwróci się do stojącego koło niego oficera. Niemal łysy, choć zadziwiająco zadbany jak na te warunki mężczyzna, wystąpił do przodu. W jego dłoni spoczywał egzotyczny bicz o dziewięciu końcach, zwany przez marynarzy "kotem". Na sobie miał modną drogocenną kamizelkę wysadzaną perłowymi guzikami.


Kapitan kontynuował:
- Będzie pan na tyle łaskawy, by zrobić z tych śmieci przyzwoitych piratów. Oszczędzi mi to konieczności wrzucenia ich do potnego pudła na parę miesięcy!
To mówiąc, odszedł zostawiając ich z nowym przełożonym. Ten zszedł na niższy pokład i zmierzył ich z kwaśną miną, pokazując wyraźnie jak bardzo męczy go użeranie się z tak żałosnymi stworzeniami.
- Na tym pokładzie jestem pierwszym matem i moim zadaniem jest zadbanie o to, by wszystko działało tu równie sprawnie, jak w cheliańskim burdelu! Potrzebuje nowego takielarza!
Spojrzał na nich z niesmakiem, wskazując im biczem główny masz jednostki.
- Nie marnujcie mojego czasu! - wrzasnął - Kto pierwszy wespnie się po takielunku do bocianiego gniazda będzie pracował bezpośrednio dla mnie przy ożaglowaniu! Ruszcie swoje żałosne, zaspane rzycie, nim zrobię z nich kotem mięsny gulasz! - co bardziej spostrzegawczy zauważyli, że pierwszy mat wyraźnie krzywił się, gdy musiał używać wulgarnego słownictwa, najwyraźniej jednak chciał trzymać się konwencji.

Uzbrojeni piraci przysunęli się bliżej, niemal wciskając im szpice szabli w plecy. Spojrzeli w górę. Statek bujał się na falach, a gniazdo było naprawdę wysoko...

Za sobą spostrzegli, jak część piratów chwyta w dłonie różne poręczne przedmioty. Wyglądali, jakby mieli nimi zaraz zamiar rzucać. Mr Plugg skrzywił się z niesmakiem. Szykował się już, by zabronić im tego rodzaju wygłupów, w końcu najwyraźniej stwierdził jednak, że to dobry pomysł, bo tylko skinął głową.
 
Tadeus jest offline  
Stary 02-10-2012, 08:25   #2
 
Wnerwik's Avatar
 
Reputacja: 125 Wnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znanyWnerwik wkrótce będzie znany
- To musiało się kiedyś tak skończyć - rzekł sam do siebie, przyglądając się swemu nowemu otoczeniu. Miał jakieś przebłyski dotyczące ostatniej nocy, lecz nie pamiętał jej zbyt dokładnie - dużo alkoholu, dzikie śpiewy i cycata karczemna dziewka. I, najwyraźniej, jakiś narkotyk, który zapewnił mu głęboki sen... Nawet będąc pijanym nie miał na tyle głupich pomysłów, by zaciągać się na statek. Znaczy, miał taki zamiar, w końcu po to przybył na Kajdany, lecz kompletnie inaczej wyobrażał sobie żeglarzy z którymi będzie pływał - na pewno nie mieli to być niedomyci idioci, których widział wszędzie wokół.

W świetle dnia reszta rekrutów mogła się mu dobrze przyjrzeć, co wcześniej nie było możliwe ze względu na mrok panujący w ładowni. Był nieco wyższy od większości ludzi, a przy tym zadziwiająco szczupły. Na pierwszy rzut oka można było go wziąć za człowieka, widząc śniadą skórę, starannie przystrzyżoną brodę i ciemnobrązowe włosy swobodnie spływające na plecy... "Taldanin" rzekłbyś i pomyliłbyś się jeno o połowę - jeśli przyjrzałbyś się uważnie mógłbyś dostrzec lekko spiczaste uszy i ogromne, ciemnoniebieskie tęczówki jego oczu. Wniosek był prosty - półelf.
Był odziany w ubrania świetnej jakości, szczególnie jeśli je porównać do łachmanów w które byli odziani piraci. Jego ubranie - ciemna koszula, wams, spodnie i wysokie buty - wyglądało całkiem znośne, mimo iż zdążyło się już trochę pobrudzić podczas wczorajszej libacji i przymusowego nocowania w ładowni.

Z chwili na chwilę cała sprawa zaczynała wyglądać jeszcze gorzej niż na początku. Raegan (bo tak się właśnie zwał ten półelf) powoli zaczął sobie uświadamiać w jak wielkie bagno wpadł. Zamyślony, ledwie uniknął ataku z powietrza wykonanego przez papugę, najpewniej należącą do kapitana.
Gdy zauważył, iż "pocisk" trafił idącego za nim pirata pozwolił sobie na lekki uśmiech...
Który zaraz zniknął, gdy oczy półelfa ujrzały kapitana. Wyglądał cokolwiek strasznie, lecz mimo tego Raeganowi chciało się śmiać - przypomniał sobie pewien żart o murzynie z papugą wchodzącym do baru... Miał jednak na tyle rozumu, że jakoś się powstrzymał. Wątpił by Barnabas Harrigan odpuścił by rekrutowi, który naśmiewa się z jego przemowy.

Pan Plugg również był zabawny. Od razu zauważył, iż nie w smak było mu przeklinanie i krzyczenie na podwładnych. Jego słowa mogły skłonić do działania co najwyżej dziesięciolatka, a nie bandę buntowniczych piratów... Pewnie dlatego nosił ze sobą bicz. Z tego też właśnie powodu Raegan nadal milczał, mimo że do głowy przyszedł mu przynajmniej tuzin ripost, które sprawiłyby, że pierwszy mat zaczerwieniłby się aż po sam czubek łysej głowy.

Półelf zerknął w górę. Nie był pewien czy chce być nowym takielarzem na "Goryczy"... właściwie to on w ogóle nie zamierzał tu trafić. Lecz z drugiej strony - ta praca zapewne będzie prostsza i przyjemniejsza niż czyszczenie pokładu z krwi i odchodów tego złośliwego ptaszyska albo... w sumie to nie wiedział jakie jeszcze zajęcia mogły go czekać na statku - był kompletnie zielony w tej kwestii. Szczerze mówiąc to chyba nie chciał się dowiedzieć.

- Patrzcie - zawołał wskazując na niebo - cóż to takiego?
Na błękitnym niebie było... nie było nic. Półelf blefował, licząc na to, że uda mu się oszukać pozostałych "zawodników" i zdobyć przewagę. Nawet nie przyglądał się ich reakcji, tylko od razu zaczął biec, nie dając współtowarzyszom niedoli nawet chwili na zastanowienie. W biegu podwinął rękawy swej koszuli (niedawno ją kupił - straszna szkoda, że się zniszczy, lecz wolał być żywym łachmaniarzem niż trupem, nawet tak świetnie ubranym), wcześniej jeszcze rozpiął kilka guzików kamizelki.
Wspinanie się po takielunku nie powinno być trudne - nie dla kogoś kto spędził dzieciństwo biegając po cassomirskich dachach. Najgorszym wrogiem podczas wspinaczki był lęk wysokości - a tego Raegan pozbył się już dawno, jako akrobata-amator.
Nie bał się - dotąd zawsze spadał na cztery łapy...

___________________________
Rzut 1k10 = 9
 

Ostatnio edytowane przez Wnerwik : 02-10-2012 o 12:32. Powód: Rzut
Wnerwik jest offline  
Stary 02-10-2012, 17:43   #3
 
Anonim's Avatar
 
Reputacja: 6478 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
Po wysłuchaniu wszystkiego zaczął wspinać się jakby od tego zależało jego życie. Być może rzeczywiście zależało...
 
Anonim jest offline  
Stary 02-10-2012, 23:20   #4
Warhammer
 
xeper's Avatar
 
Reputacja: 47321 xeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputację
Łotry. To jedno z najdelikatniejszych określeń jakie przychodziły Ragnarowi do głowy. Teraz przynajmniej już wiedział co się stało w dokach. Niemożliwością było przecież żeby sam stracił przytomność. To jeden z piratów musiał mu przypieprzyć w łeb. No i znalazł się znowu na łajbie. Tyle, że tym razem w roli majtka. Poprzednio był jednym z wojowników w niefortunnym rajdzie. Może tym razem będzie lepiej, pomyślał. Chyba nie, odpowiedział sobie niemal natychmiast, gdy wraz z grupą jemu podobnych „ochotników” został przedstawiony wierchuszce Goryczy, gdyż taką nazwę nosił statek.

Ragnar był wysokim, dwumetrowym mężczyzną o długich blond włosach i szarych oczach. Był muskularnie zbudowany a jego skóra była ogorzała od wiatru i słońca. Nie miałby problemu z wspięciem się do bocianiego gniazda, gdyby tylko od tego zależało jego życie. Nie miał jednak ochoty zostawać takielarzem. Skoro będzie musiał tyrać i być pomiotłem, to wolał mniej ryzykowne zajęcia, na przykład mycie pokładu albo pracę w kuchni. Podbiegł do lin i zaczął się wspinać, jednak tak żeby przypadkiem nie wygrać.
 
xeper jest offline  
Stary 03-10-2012, 12:21   #5
 
Qumi's Avatar
 
Reputacja: 429 Qumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetnyQumi jest po prostu świetny
Kallen potrząsnął głową i pomasował czoło. Sytuacja w której się znalazł nie należała do zbyt przyjemnych. W głowie mu się nieco jeszcze kręciło po narkotyku, który mu zafundowała para w barze... Elf przyglądał się statkowi i marynarzom idąc w kierunku, jak mniemał, kapitana.

Kallen miał białe włosy z niebieskimi przebłyskami i fiołkowe oczy. Sylwetkę miał szczupłą, jak to zwykle mają elfy, ale umięśnioną. Ubranie miał proste,takie jakie normalnie noszą marynarze - szara koszula, spodnie ze skóry i skórzane buty. Był on dziwną mieszanką elegancji i prostactwa. Na szyi wisiał mu naszyjnik z muszelek i kości ptaków, ozdoba, która jeszcze pogłębiała jego inność.

W porównaniu więc do kapitana, Kallen wyglądał mizernie i nie miał zamiaru się z nim spierać.

Po przedstawieniu "nowym członkom załogi" sytuacji, w której się znaleźli, Kallen nieco się skrzywił. W sumie nic nowego dla wiedźmiarza, ale właśnie dlatego średnio mu się to podobało.

Tak jak się spodziewał każdy z nowych zaczął niemal natychmiast wspinać się po maszcie. Kallen również miał taki plan. Najpierw jednak wyciągnął dłoń przed siebie.

- Tańczące wśród cieni, zagubione wśród fal, szukacie promieni, które tylko ja mogę wam dać. - przed elfem pojawiły się trzy kule światła.

Elf zaczął się wspinać.

- Bierzcie ich moi mili. - wyszeptał. Dobrze znał pirackie życie i wiedział, że nie tylko siła ale i spryt się liczyły.

Podczas gdy światła ruszyły do wspinających się współczłonków niedoli, w górze rozległ się pisk jakiego ptaka.

Alfred nie odlatywał nigdy zbyt daleko od swojego pana, choć obydwoje dawali sobie sporą dozę swobody. Kallen wspinał się, a światła i jego chowaniec zaczęli przeszkadzać innym. Światła krążyły i stawały tuż przed oczami, ptak starał się drapać i szarpać wspinających, wiedząc, że ci z kolei musieli koncentrować się na wspinaniu bo mogą spaść.
 
Qumi jest offline  
Stary 03-10-2012, 19:18   #6
 
Someirhle's Avatar
 
Reputacja: 2495 Someirhle ma wspaniałą reputacjęSomeirhle ma wspaniałą reputacjęSomeirhle ma wspaniałą reputacjęSomeirhle ma wspaniałą reputacjęSomeirhle ma wspaniałą reputacjęSomeirhle ma wspaniałą reputacjęSomeirhle ma wspaniałą reputacjęSomeirhle ma wspaniałą reputacjęSomeirhle ma wspaniałą reputacjęSomeirhle ma wspaniałą reputacjęSomeirhle ma wspaniałą reputację
Obudził się dziwnie spokojny, jakby to kto inny posiadał pulsującą bólem głowę, wyschnięte gardło i zesztywniałe członki. Zająwszy miejsce widza, chłodnym spojrzeniem objął obraz sytuacji, lecz ingerencja nie wydawała się na miejscu... Płynął z prądem wydarzeń, przynajmniej aż do obecnej chwili, gdy otrząsnąwszy się już nieco, powrócił do rzeczywistości na tyle, by uświadomić sobie potrzebę wspinaczki. Zamglone wysepki przyczyny i skutku majaczyły mu dopiero na horyzoncie świadomości... Trzeba się wspinać, zrozumiał i nie bacząc nie znaczące dlań nic jeszcze szczegóły i ospale formujące się myśli, ruszył oporne ciało ku linom.
 
__________________
Cogito ergo argh...!
Someirhle jest offline  
Stary 03-10-2012, 20:23   #7
 
Tadeus's Avatar
 
Reputacja: 6228 Tadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputacjęTadeus ma wspaniałą reputację
Sztuczka Raegana może nie była zbyt wyrafinowana, ale dobrze rozegrana. Dała mu moment przewagi [+2], który pozwolił mu dopaść do masztu jako pierwszemu. Reszta jednak nie pozostawała daleko w tyle. Momentalnie wskoczyli na olinowanie wdrapując się na górę. Chwile później w ich stronę poleciał prawdziwy grad różnych śmieci.

Ragnarowi było to na rękę. Miał doświadczenie w tego typu robocie, wiedział więc jak to zrobić, by wyglądało, iż naprawdę się stara, a jednocześnie nie być na górze pierwszym. A przynajmniej wydawało mu się, że wiedział jak to zrobić. Instynktownie wyczuł na swoich plecach spojrzenie. Gdy spojrzał na dół zobaczył Plugga wpatrującego się w niego ze zmrużonymi, czujnymi oczami.

Bluff check vs sense motive Plugga = 16 + 0 vs d20+2 = 16 vs 10.

Mael parł do góry niczym w transie, jakby zupełnie nie zauważał uderzających wszędzie wokół niego śmieci. Był zadziwiająco systematyczny i obojętny, do tego stopnia, iż sfrustrowani jego obojętną postawą piraci zaczęli na dole buczeć i rzucać pod jego adresem siarczystymi bluzgami. Okazało się to jednak błogosławieństwem. W pewnym momencie, gdzy wszedł już częściowo między żagle obok niego w maszt uderzył rzucony przez jakiegoś frustrata kozik. Nożyk odbił się rękojęscią i miał już spaść. Undine odruchowo złapał go i schował za pas.

Climb check Maela = 20!+0 vs 13 = 20


Shackleton przypadł do lin z iście niepokojącą stanowczością, korzystając ze swoich potężnych, umięśnionych ramion, by szybko podciągać się na górę, w stronę bocianiego gniazda.

Climb Shackletona = 18+9 vs 13 = 27


Raegan mający na początku przewagę, szybko musiał zauważyć, iż nie przyszło mu się ścigać z byle kim. Większość konkurencji we wspinaniu była naprawdę niezła i jego prowadzenie już po paru chwilach wydawało się wyraźnie zagrożone.

Climb Raegana = 18+4 vs 13 = 22 [+2]


Kallen, wysmukły elf również nie miał zamiaru dać za wygraną, co udowodnił rozpoczynając zawody od efektownego magicznego atatku i przywołania wsparcia swojego latającego towarzysza. Fruwające wśród żagli światła o jasności porównywalnej z pochodnią faktycznie robiły wrażenie, w jasny słoneczny dzień wśród cały chmar śmieci i tak już szybujących w stronę wspinaczy nie miały jednak zbytnio wpływu na zawody. Co innego z sokołem, ten w przeszkadzania innym był jak najbardziej skuteczny [+3], choć nim przystąpił do ataku wspinający byli już w większości w połowie drogi na szczyt.

Climb Kallena = 16+0 vs 13 = 16 [+3]

Druga runda wspinania

Mael = 4+0 vs 13 = 4
Shackleton = 1! +9 vs 13 = 10
Raegan = 9 +4 vs 13 = 15
Kallen = 2+0 vs 13 = 2


Druga połowa okazała się nieść ze sobą znacznie więcej emocji. Wszyscy z wyjątkiem poruszającego się wolno do góry Ragnara wspięli się już całkiem wysoko. Nim sokół zdażył na poważnie zaatakować, z pokładu poleciał w jego stronę grad bełtów, zmuszając zwierzę do zaprzestania ataku. Jednocześnie jednak pociski te odwróciły uwagę wspinajcych się i jakby tego było mało, statkiem wstrząsnęła niespodziewanie mocna fala. Zapanował totalny chaos. Pierwszy od lin odpadł Mael, a zaraz za nim Kallen. Shackleton miał mniej szcześcią, wspiąl się wyraźnie wyżej i wyglądał jakby miał się jeszcze utrzymać, ale jakiś zagubiony bełt wycelowany w oddalającego się sokoła o niemal nie trafiłby jego, tak że musiał nagle odskoczyć. Cała trojka runęła w dół, pozostawiając na górze jedynie Reagana i nieporadnego Ragnara, któremu daleko było do gniazda.

30 feet Acrobatics Mael d20+3 vs 15 = 9 = full dmg
30 feet Acrobatics Kallen d20+ 3 vs 15 = 13 = full dmg
40 feet Shackleton d20 + 1 vs 15 = 16 = -1d6 dmg

Nieszczęśnicy próbwali jeszcze łapać się przylegającego olinowania, by wyhamować, i przez moment wyglądało to nawet tak jakby Shackletonowi udało się zupełnie się zatrzymać jednak w końcu wszyscy runęli z olinowania na pokład.

Mael 3x1d6 = 1+5+3 = 9
Kallen 3x1d6 = 1+6+4 = 11
Shackleton 4x1d6 - 1d6 = 6+4+5 = 15


Wojownik jęknął boleśnie, wyglądał jednak, jakby był w najlepszym stanie z całej trójki. Piraci patrzyli z podziwem na potężnego człowika, który przetrwał tak poważny upadek. Ktoś tam w tłumie nawet parę razy klasnął. Pozostali, nim zemdleli zdążyli jeszcze usłyszeć wściekłe bluzgi pierwszego mata.
- Banda żałosnych, nieprzydatnych śmieci!!! Scourge!!!
- Aye, panie Plugg?
- Gdy tylko felczer doprowadzi tych idiotów do porządku, zadba pan o to, by ten czarokleta zrozumiał, iż na tym pokładzie nikt nie używa czarów bez mojej zgody!!! I każcie wyglądać wachcie tego przeklętego ptaka. Jak jeszcze raz się tu pojawi, ma to być w sosie na moim talerzu!

- Aye, z przyjemnością. - w głosie Scourge'a wyraznie słychać było sadystyczną nutę.

Dwójka nieprzytomnych wyniesiona została pod pokład, zaś nadal przytomny, choć skrajnie poobijany Shackleton poprowadzony pod szablami za nimi. Po tym pan Plugg kazał przywołać pozostałą dwójkę do siebie.

Raeganowi dostała się obiecana i tak ciężko wywalczona praca przy żaglach, zaś Ragnar również dopiął swego:
- A ty brodaczu?! Lepiej będzie jeśli nigdy więcej nie zbliżysz się do żadnego żagla! Na szczęście mamy jedno wolne miejsce dla kuchcika. Może stary Amrose Rybieflaki, znajdzie dla ciebie jakieś zastosowanie!

Raegana od razu zagoniono do roboty, wpuszczając go na żagle rozbujanej na falach jednostki. Na szczęście bez latających wszędzie pocisków, wściekłych sokołów, bełtów i przesadnego pośpiechu pracowało się trochę bezpieczniej.

Reagan Climb d20+4 vs 10 = 13
Reagan Dexterity/sailor d20+ 4 vs 10 = 12


W czasie pracy co jakiś czas spotykał się z innymi członkami załogi pracującymi na żaglach, jednak większość schodziła mu z drogi, jakby mogli zarazić się jego "nowością" na pokładzie. Tylko pewna niziołcza dama o brązowych włosach i hardym spojrzeniu zdawała się nim trochę zainteresowana, ciągle pracowała jednak pod nadzorem Plugga więc nie było okazji, by zagadać.


Ragnara zaprowadzono zaś do kambuzy i o mało co nie przypłaciłby już pierwszych momentów tam życiem. Pomieszczenie może i pierwotnie było przestronne, ale obecnie dosłownie wszędzie chybotały się na falach ogromne góry najróżniejszych przedmiotów, z czego utensylia kuchenne wydawały się jedynie ich nieznaczną częścią. Gdy tylko otworzył drzwi taka góra śmieci zwaliła się z głośnym łoskotem i wojownik tylko z trudem uniknął uderzenia leżącego na niej... nocnika? Poza dużymi stołami do przyrządzania posiłków do ktorych ledwo dało się dopchnąć, były tam jeszcze kury. Pełno biegających wolno po podłodze i skaczących po stołach kur. A na samym końcu pomieszczenia, na zydlu siedział sam Ambrose.


W dłoni ściskał pustą już niemal butle rumu. Rozbiegane oczy świadczyły o tym, iż opróżnił ją cała dość niedawno. Zamamrotał coś pod nosem wskazując swojego nowego pomocnika. Ragnar nic nie zrozumiał. Podszedł bliżej wychwytując ze słów w końcu coś jak:
- Fjdzisz fffapatshh rb...
Na szczeście udało mu się też unieść rękę, którą wskazał sieci łowiecie... niemal zupełnie przysypane hałdą śmieci. W końcu zdołał je je oswobodzić i zabrał się do roboty.

Ragnar fisherman/survival d20+5 vs 10 = 19


Tymczasem poranionych bezceremonialnie wrzucono w hamaki na dolnym pokładzie pod ładownią. Posłań i hamaków było tyle, iż zapewne nocowała tam większość załogi. Shackleton zdążył też zauważyć rzędy zabezpieczonych słabymi zamkami skrzyń, które rozstawione były przy ścianach, mniej więcej w pobliżu hamaków. Chwile później zjawił się przy nich mężczyzna wyglądający na pokładowego felczera, wióry drewna, którymi było pokryte jego odzienie znaczyły zapewne, że był też pokładowym stolarzem. Otworzył torbę, ukazując zestaw narzędzi, które równie dobrze mogły służyć do obróbki drewna po czym zabrał się do roboty wpierw podając pacjentom mocny środek. Chrupało, łupało, charczało. Ale na szczęscie dla nich tego już nie usłyszeli. Obudzili się dopiero wieczore, jak okazało się na Krwawą Godzinę. Shackleton czuł się niemal jak nowo narodzony, jakby bliskie spotkanie ze śmiercią nie zrobiło na nim prawie żadnego wrażenia. Kallen za to ledwo chodził.

Spędzono ich wszystkich na pokład, gdzie zebrała się też reszta załogi, w iście świątecznym nastroju. Był tam też kapitan, Pan Plugg i inni oficerowie, których wcześniej nie widzieli. Łącznie niemal 30 osób.

Spod pokładu sprowadzono jakiegoś pobitego biedaka skutego kajdanami. Mr Plugg przemówił:
- Oto i Krwawa Godzina! Wszyscy znamy zasady. Kto kradnie ze składu kwatermistrza kradnie od samego kapitana!
Tłum zawrzał.
- Kto zaś kradnie od kapitana umrze przeciągnięty pod kilem!!!
Rozległy się wiwaty. Więźnia podprowadzono do oficerów, a ten nagle, nie wiadomo w jaki sposób wyrwał się, wyciągąjąc zza pazuchy sztylet i rzucając się na kapitana. Jeden z oficerów, starszy mężczyzna w spiczastym kapeluszu momentalnie wyszeptał krótkie zaklęcie, powodując, że zamachowiec zastygł w miejscu, niczym sparaliżowany. Kapitan zarechotał.
- Pepp, zostaw, daj mu spróbować
Zaklęcie zostało zdjęte, a nieszczęśnik momentalnie wyskoczył do przodu celując w serce tyrana. Niewielu widziało co naprawdę się stało. Jedno mrugnięcie oka później przed kapitanem leżał kulący się człowiek pozbawiony ręki. Oderwaną kończynę, nadal z dłonią zaciśniętą na nożu trzymał kapitan rechocząc z okrucieństwem. Chwilę później pod kadłubem przewleczono linę i przywiązano do niej wijącego się już ledwo kalekę. Dużo długich chwil później wyłonił się po drugiej stronie z wody. Gdy wciągnięto jego ciało na pokład zostało z niego już naprawdę niewiele. Ostre muszle skorupiaków porastające dolną część morskiego kadłuba zostawiły jedynie ciężką do rozpoznania papkę. Ciało wrzucono z odrazą z powrotem do wody.

Potem przyszedł czas na kary chłosty za różne drobniejsze przewinienia na statku, jak na przykład nie przykładanie się do pracy. Nieszczęśników przykuwano do masztu, gdzie bez litości i z wielką lubością chłostani byli przez Scourge'a batem. Wyglądało na to, że był to stały punkt programu. Tego dnia dostało się też dość oryginalnej postaci. Pod masztem postawiono bowiem gnoma o szlachetnej fizjonomii, noszącego na sobie resztki drogiego odzienia, które obecnie rwane były w strzępy razami bicza. Zdecydowanie nie wyglądał jakby zamustrował się na Gorycz dobrowolnie.


Nieszczęśnik zemdlał jeszcze przed ostatnim ciosem, co spowodowało, że na twarzy spoconego od wysiłku Scourge'a wykwitł szeroki uśmiech chorej satysfakcji. W końcu Krwawa Godzina dobiegła końca.

- A teraz pijcie i bawcie się! To był ciężko dzień! - orzekł kapitan wycofując się z oficerami do swoich kajut.
Na odchodnym do utykającego Kallena podszedł jeszcze Scourge.
- Z obiecaną chłostą pan Plugg pozwolił poczekać, nim będziesz w lepszym stanie, w ten sposób będzie więcej zabawy... Nie myśl jednak, że cokolwiek cię ominie!
Przystawił mu do twarzy bicz, szczerząc wrednie krzywe złote zęby. Wyglądały, jakby wyrwał je jakiemuś trupowi i taką samą wonią zapachniało.

Wszędzie wokół rozsiadły się grupki piratów, snując opowieści, pijąc, uprawiając hazard i plotkując. Podano też przyrządzone przez kucharza i jego nowego pomocnika ryby, które okazały się o dziwo całkiem jadalne i smaczne. Najwyraźniej przestano ich już też specjalnie pilnować. Każdy dostał też swoją porcję mocnego grogu. Czuli już przejmujące zmęczenie koszmarnego pierwszego dnia, ale może opłacało się jeszcze nie iść spać?

+100xp dla Ragnara i Raegana za wykonanie przydzielonych zadań pierwszego dnia.
 
Tadeus jest offline  
Stary 03-10-2012, 21:42   #8
 
Anonim's Avatar
 
Reputacja: 6478 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
Shackleton uznał, że miał sporo szczęścia, że nie połamał się na maszcie. Ogółem jednak sytuacja nie przedstawiała się zbyt ciekawie... wszystko mu aż nazbyt dobrze przypominało dzieciństwo, gdy musiał harować jak wół i gówno z tego miał. Teraz prawdopodobnie będzie tak samo i jedyne co mu przyszło do głowy to ucieczka. Nie wiedziałem tylko jeszcze jak, gdzie i przede wszystkim z kim. Nie zasnął i czekał, aż ktoś się odezwie, żeby przyłączyć się do rozmowy... ewentualnie czekał, aż ktoś coś zrobi, żeby zadecydować co dalej.
 
Anonim jest offline  
Stary 03-10-2012, 21:58   #9
Warhammer
 
xeper's Avatar
 
Reputacja: 47321 xeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputacjęxeper ma wspaniałą reputację
Cuchnął rybą, ale był najedzony i nawet niezbyt zmęczony. Jednak opłacało się nie wyrywać do przodu. Teraz jakiś frajer musiał gonić po linach i ryzykować życie, a Ragnar spokojnie łowił rybki, oporządzał i przyprawiał. Przy okazji nie omieszkał rozejrzeć się po kuchni, pozaglądać do skrzyń i obejrzeć sobie zgromadzone tam sprzęty.

Po Krwawej Godzinie, która jak się okazało była całkiem ciekawą rozrywką o ile nie było się jednym z nieszczęśników, Ragnar zasiadł na zwoju liny pod frontową ścianą kasztelu i zaczął się raczyć przydziałową porcją grogu. Popatrzył na sadowiącego się niedaleko niego olbrzyma. Mięśniak był jeszcze większy od niego, zauważył Ragnar i aż gwizdnął z podziwu. Rzadko się coś takiego zdarzało.
- Ej, ty – zwrócił się przyjaźnie do olbrzyma wznosząc kubek w geście toastu. – Za nowych, bo takim chyba też tu jesteś. Jestem Ragnar. Ciebie zwą jakoś?
 
xeper jest offline  
Stary 03-10-2012, 22:03   #10
 
Anonim's Avatar
 
Reputacja: 6478 Anonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputacjęAnonim ma wspaniałą reputację
- Nazywam się Shackleton. Jak ciebie przekonali do tej podróży? Zauważyłem, że mają tutaj iście ciekawe taktyki rekrutacyjne. Nie to, żeby mi w jakimkolwiek sensie przeszkadzały. - wypił z Ragnarem toast i uważał co mówi na wypadek jakby ktoś podejrzany słuchał. Nie to, żeby Ragnar nie był podejrzany w tym momencie.
 
Anonim jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 19:27.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169