Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02-05-2014, 01:21   #21
Edgelord
 
Zell's Avatar
 
Liapola

Czy ta sytuacja nie została wręcz zesłana przez Maskę?
Cała ta afera z porwaniem dziewczynki, jak i zamieszanie wokół półelfa dało Liapoli mnóstwo czasu na subtelne przyjrzenie się świątyni. Piękne freski i malowidła przyciągały wzrok i nie jeden raz niziołka złapała się na tym, że bardziej ją obchodziły walory artystyczne Świątyni Srebrnych Gwiazd nad kwestie praktyczne dotyczące jej misji.
A błyskotka, po którą została tu przysłana przyciągała wzrok…
Liapola sprawnie oceniła pomieszczenia, do których miała dostęp. Architektura w środku sama w sobie bardzo zawiła nie była, ale to, szybko zrozumiała niziołka, działało na jej korzyść, a na szkodę dla złodzieja. Od głównej nawy boczne oddzielone były rzędami kolumn, po jednym rzędzie na ścianę. Przez całą długość pomieszczenia ustawione były ławy, a na jego końcu znajdował się ołtarz, za którym wisiała ta ważna ćwiartka księżyca. Na tej ścianie były też wejścia do pomieszczeń przeznaczonych dla kapłanów, którzy tam mieszkali, oraz dla gości, takich jak Liapola. W miejscu, które otrzymała do wypoczęcia znajdowało się kilka łóżek , szafa i niewielki stół. Nie było to miejsce przeznaczone do zamieszkiwania, a raczej do przespania nocy czy dwóch.
Obie kapłanki początkowo zajęte były wieszczeniem, skupione całkowicie na misie wróżebnej. W pewnym momencie przerwało im nadejście straży powiadomionej przez kapłankę Corellona i uwaga kobiet ponownie została przyciągnięta.
Liapola znajdowała się w środku chaosu… ale czy to było na pewno takie złe?





Sevotar

- To już niedaleko.
Erilyda prowadziła Sevotara uliczkami powoli usypiającego Silverymoon w stronę zachodniej bramy. Szła spokojnie, najwyraźniej porzucając już pozory, które opadły gdy zrozumiała, że w tej grze na pozory przegrała.
Tylko co chciała tym uzyskać?
Teraz jednak ważne było, że prowadziła go do dziewcznki, o której rozmawiała z tym drugim osobnikiem, a która to rozmowa wzbudziła niepokój Sevotara.
- Zaraz ją poznasz. To naprawdę urocze dziecko.
Sevotar szedł za Erilydą rozglądając się bacznie, jednak nic nie wzbudziło jego niepokoju. Dopiero moment, w którym kobieta zatrzymała się nagle przerwał monotonię tej podróży. Elf podążył wzrokiem za spojrzeniem Erilydy.
Zobaczył na drodze rudego półelfa trzymającego dłoń na mieczu, drugą ręką trzymając za dłoń, małą, może dziesięcioletnią dziewczynkę o jasnych włosach i niebieskich oczach. Z nimi był także słoneczny elf, który wyraźnie sprzeczał się o coś z mieszańcem. W końcu najwyraźniej doszli do porozumienia, bo półelf machnął ręką, a drugi z mężczyzn ruszył w innym kierunku.
Erilyda uśmiechnęła się ciepło i zawołała:
- Namena!
Dziecko spojrzało w ich stronę i również się uśmiechnęło, po czym pociągnęło za sobą zdezorientowanego półelfa zerkającego niecierpliwie w stronę, w którą udał się jego towarzysz.
- Ale… - zaczął, kiedy się przybliżyli, ale Erilyda mu przerwała:
- Namena, co robisz tu o takiej porze? - zapytała głaszcząc dziewczynkę po głowie.
- Nie mamy na to czasu… - półelf mruknął obserwując Erilydę i Sevotara, jednocześnie rzucając spojrzenia na okolicę.
- To jest ta dziewczynka, o której mówiłam - kobieta odezwała się do Sevotara.




Erilien en Treves, Ocero, Quelnatham Tassilar

Walka dobiegła końca. Znajdowali się teraz w nienazwanym domu z martwym porywaczem w głównej izbie i drugim człowiekiem pozbawionym przytomności w kolejnej. Erilien zajął się sprawą naprawy drzwi, jak i zajął się ich “demontażem”, która musiała zostać wykonana jeżeli pułapka na trzeciego miała się udać.
Quelnatham zaczął uważnie przeszukiwać domostwo pod kątem schowków czy ukrytych przejść. Mogła to być zwykła kryjówka, bez żadnych dodatkowych tajemnic, ale… czy nie warto było się przekonać samemu?
Elfi mag zatrzymał się przy sienniku w pokoju, w którym przetrzymywano małą Namenę. Wiedziony przeczuciem odsunął siennik, a jego oczom ukazała się klapa, która najwyraźniej wiodła do zejścia na dół, do piwnicy. Sięgnął już, aby ją uchylić, kiedy cała trójka usłyszała silne uderzenia w drzwi i podniesiony głos:
- Straż, proszę otworzyć! Czy wszystko w porządku?
No tak. Musieli brać pod uwagę fakt, że ktoś z sąsiadów zwróci uwagę na hałas jaki powstał przy “ognistym wejściu”.
Tyle, że porywacz mógł w każdej chwili się zjawić i pierwsze, co by zobaczył to stróżowie prawa przy wejściu do jego kryjówki...
 
__________________
Kiss your perfect day goodbye
Because the world is on fire
Tuck your innocence goodnight
You sold your friends like guns for hire

Ostatnio edytowane przez Zell : 03-05-2015 o 00:04.
Zell jest offline  
Stary 11-05-2014, 00:44   #22
 
Ferr-kon's Avatar
 
Sevotar kucnął przy dziewczynce i uśmiechnął się do niej miło. Cała sytuacja mocno niepokoiła, ale nie miał zamiaru ryzykować agresywnego przesłuchiwania w obecnośc miłej dziewczynki.
- Cześć! Jestem Sevotar. O, czekaj… - sięgnął jej do ucha i wyciągnął zza niego złotą monetę, którą wyczarował w tym momencie - Faktycznie czarujące dziecko, haha! Macie jakieś kłopoty?
Zapytał zaniepokojonego pół-elfa.
- Jestem Namena - odpowiedziała dziewczynka.
- Już nie - odparł półelf. - Już nie, ale wracamy teraz do świątyni…
- Mogę małą odprowadzić - odezwała się Erilyda. - Prawda?
- Tak - zgodziła się Namena, ale spojrzała na półelfa pytająco. Ten zmarszczył brwi.
- Ja już to zrobię… Nie zaryzykuję.
- Ze mną nie ma ryzyka, mój drogi - odparła kobieta cwytając dziewczynkę za dłoń.
- Jakiej świątyni? - zapytał Sevotar - I czy mogę w czymś pomóc?
- Świątyni Selune - odpowiedział półelf obserwując uważnie kobietę. - Właśnie byliśmy w drodze do niej, czyli do domu tej małej.Pomocy już nie trzeba… raczej. - spojrzał niepewnie na Erilydę i za siebie, w kierunku, w którym zniknął jego towarzysz. - Chcę tylko bezpiecznie odprowadzić Namenę.
- Więc możesz liczyć na moje wsparcie, krewniaku - elf uśmiechnął się szeroko i klepnął po przyjacielsku pół-elfa, jednocześnie czochrając włosy Nameny - To miasto, jak widzę, jest bardziej niebezpieczne niż myślałem, więc chyba każde wsparcie się przyda. A wszyscy przyjaciele Księżycowej Damy są i moimi przyjaciółmi.
Półelf uśmiechnął się i skinął głową, chociaż w jego spojrzeniu wciąż można było wyczuć podejrzliwość i nieufność.
- Naprawdę, nie chcemy robić niepotrzebnego zamieszania wokół siebie, a i sam sobie poradzić mogę - wskazał na trzymane ostrze.
- Jasne, oczywiście - Sevotar uśmiechnął się szeroko - Ale to nie jest żaden problem. Wydajecie się nieco zaniepokojeni, a ja nie chciałbym, by takiej uroczej dziewczynce stała się krzywda.
Jastrząb dyskretnie przycupnął na jednym z dachów nieopodal, obserwując okolicę.
- Dobrze, skoro to nie problem… - odparł trochę niepewnie rudy półelf. Erilyda uśmiechnęła się i skinęła głową.
- Nie będę więc was dłużej niepokoić. Jeszcze się przecież spotkamy, prawda malutka?
Dziewczynka pokiwała głową, a kobieta zaczęła się oddalać. Półelf spojrzał na barda.
- Uhm… Chodźmy więc, eee… Nazywam się Aeron.
- Nie zapomnij ćwiczyć! - elf zawołał za kobietą, po czym spokojnie ruszył za pół-elfem. Gdy ten nie patrzył, zakręcił palcem w powietrzu, dając znać chowańcowi, by dał mu znać o jakiejkolwiek podejrzanej aktywności wokół nich - Ja jestem Sevotar. Jestem wędrownym bardem, przybyłem tutaj z okolic Silverymoon. Jestem przyjacielem wyznawców Selune.
Uśmiechnął się miło i właściwie nawet nie skłamał.
- A kimże jest nasza urocza księżniczka Namena, że dostała taką zacną gwardię, hm? - kręcił między palcami monetą, którą wyciągnął zza jej ucha, po czym schował ją do kieszeni. Zaraz jednak wyciągnął, chociaż były to już dwie zwykłe monety, po czym zaczął żonglować nimi, mrucząc pod nosem rymowankę w smoczym, która brzmiała niezwykle przyjemnie dla ucha.
- Hej - podał jej jedną z monet, która wyglądała identycznie jak ta, którą wyciągnął zza jej ucha - Zatrzymaj, na szczęście.
Dziewczynka wzięła monetę i schowała ją w dłoniach. Aeron spojrzał na Sevotara.
- Namena to nasza mała wychowanka świątynna. - pogłaskał po głowie małą. - Jeszcze tego dnia została porwana… ale właśnie po odbiciu jej wracam teraz z nią do jej opiekunów.
- Ułożysz piosenkę o tym jak dzielny był Aeron i Erilien? - zapytała Namena patrząc na Sevotara.
- Ależ oczywiście! - Sevotar zmarszczył czoło, chociaż bardziej na samą myśl, zę ktoś próbował porwać te dziecko. Na tyle na ile znał ludzi o mentalności porywaczy, zwykle mieli jakiś plan awaryjny, także dobrze, że z nimi poszedł. Po krótkiej chwili elf odchrząknął i zanucił…

Straszne wieści niosą się po nocnym niebie:
Piękną księżniczkę Namenę, to jest Ciebie
Źli ludzie, o mądrość jej i piękno zazdrośni
Porwali ją, hujltaje, łobuzy nieznośni
Lecz nie bójcie słuchacze, ratunek nadchodzi!
Ze światłem Selune, smutek, rozpacz zachodzi!
Aeron Wspaniały! Erilien Przebiegła!
Bohaterowie tej nocy!
Aeron Wspaniały! Erilien Przebiegła!
Bohaterowie tej nocy!


- Nic specjalnego - powiedział po zakończeniu - Ale daj mi kilka godzin, a możesz mi zaufać, będą to śpiewać na drugim końcu Nowego Domu… Moment…
Odwrócił się do Aerona.
- Erilien? Elf? Białe włosy? Ach, to muszę zmienić, to jest mężczyzna, to imię czasem traktuje się w literaturze jako imię żeńsk... W każdym razie “przebiegły…” Moment, co się właściwie stało? Poznałem tego elfa na drodze tutaj, pomógł mi na szlaku z bandytami. Gdzie się teraz znajduje?
- Został wraz z dwoma innymi w domu, w którym odnaleźliśmy małą. To od niego mam pożyczony ten miecz. - wskazał na oręż. - Chciał, abyśmy byli jak najbezpieczniejsi w drodze.
- Więc tym bardziej tym bardziej nie powinieneś iść sam - Sevotar podszedł teraz dość poważnie do całej tej sprawy - Hej, Nameno? Nie zgub tej monety. A jeśli coś miałoby ci się stać, nie daj sobie jej odebrać. Dopóki ją masz, mogę cię znaleźć zawsze, kiedy masz kłopoty.
Przez kilka najbliższych godzin, ale tego nie chciał jej na razie wspominać.
- W każdym razie… Wiecie coś o tym, kto na nią czycha? Ach, nie przejmujcie się moim jastrzębiem, pilnuje by nic nam się nie stało. Aeronie, nasz może elfi? Albo smoczy?
- Znam elfi… Mój ojciec mnie go trochę uczył.
- Więc elfi w takim razie. - Sevotar zaczął mówić płynnie w tym języku, chociaż jego akcent zdecydowanie był inny, niż ten który Aeron mógł słyszeć od innych elfów. Trochę bardziej syczący i trochę twardszy od normalnego elfiego, ale mogli się bez problemu porozumieć - Więc wiesz kto was zaatakował?
- Nie, niestety nie. Może tamci trzej coś zrozumieją z tego, jeden z porywaczy przeżył.
- Jak tylko odprowadzę was do świątyni, pójdę do nich. Jeśli mogę jakoś pomóc komuś w kłopotach, doprowadzę sprawę do końca. Na to możecie liczyć.
- Dobrze, choć mogą wrócić wcześniej, niż ty do nich dotrzesz. Ilidath poszedł właśnie straż zawiadomić… Nie tak jakbym go potrzebował, tego dziada… -parsknął pod nosem.
- Uch, cóż, tym lepiej dla mnie, można się polenić - Sevotar przeciągnął się i założył ręce na kark, na moment przymykając oczy, by Selune na momencik przestała go razić w oczy - Widzę, że na porwaniu nie kończą się kłopoty… Właściwie, jesteś kapłanem, czy…
Elf spojrzał na Aerona zaciekawiony.
- Nie, nie, nawet nie przebywałem dużo z kapłanami. - pokręcil głową. - Jestem… błaznem… dla niektórych. - parsknął, ale wzruszył ramionami. - Nic ciekawego.
Oczy barda zaświeciły się.
- Błazen! Prawdziwy błazen? Nie żartujesz? - wyglądał na naprawdę rozemocjonowanego - Ach, cóż za szlachetna sztuka! Komedia jest lepsza niż muzyka w wielu sytuacjach. Mam nadzieję, że nie żartujesz, bo jeśli tak się dzieje, to… Cóż, kiepski byłby z ciebie błazen w takiej sytuacji, więc w sumie nie masz czego żałować. Ale niezależnie od tego, czy jesteś błaznem obiektywnym, czy błaznem subiektywnym, skoro… Wyraźnie nie przepadasz za kapłanami, co robisz pomagając w świątyni?
- Mój fakt bycia błaznem nic nie ma ze sztuki. - westchnął. - Nie mam nic do kapłanów i nie pomagam w świątyni. Po prostu… lubię tam przebywać. I lubię tą małą. Mamy ze sobą sporo wspólnego, mam nadzieję tylko, że z niej nigdy błazna nie zrobią…
- Szlachetny z ciebie chłopak - elf puścił do niego oko i klepnął go po ramieniu, próbując dodać mu otuchy. Może nawet dodał do tego trochę swojej magii, starając się ubrać ją w słowa - Wszyscy jesteśmy dziećmi tego świata. Dlatego wszyscy jesteśmy rodziną, wszyscy jesteśmy jego częścią. Samo spędzanie z kimś czasu jest czynem chwalebnym, ponieważ pomaga tym wszystkim drobnym cząstkom większej całości zgrać się ze sobą i uczynić ten świat lepszym, pełniejszym. Dlatego nie smuć się tym, że ktoś nie dostrzega twoich uczynków… Ważne byś ty je dostrzegł. I ci, których obdarzasz swoim dobrem.
Znowu poczochrał włosy dziewczynki, uśmiechając się szeroko.
- Nie wszyscy na to dobro zasługują. -- uśmiechnął się półgębkiem. Tak naprawdę to mało kto.
- Wszyscy zasługują na dobro - wrócił do elfiego Sevotar, również wzdychając ciężko, chociaż te słowa zabrzmiały, jakby były wyuczone. Jakby codziennie je sobie powtarzał, by samemu w nie uwierzyć - Tylko nam czasem ciężko jest się nim dzielić.
 
Ferr-kon jest offline  
Stary 11-05-2014, 23:44   #23
 
Googolplex's Avatar
 
Erilien otworzył drzwi starając się przy tym aby widzieli go tylko strażnicy. Skłonił się z szacunkiem ludiom chroniącym to miasto po czym przemówił tymi słowy.
- Nie obawiajcie się szlachetni obrońcy Silverymoon, zło pleniące się w tym przybytku zostało już srodze ukarane za swe haniebne czyny. Oczekujemy jednak z towarzyszami w zasadzce na jednego z podłych porywaczy którego nie było z jego zbójeckimi kamratami. Takoż proszę was czcigodni abyście nas nie zdekonspirowali i opuścili to miejsce w jak najmniej podejrzany sposób. - Gdy mówił jego oblicze elfa jaśniało dumą i zapałem.
Dwóch strażników spojrzało z wyrazem zaskoczenia na paladyna. Starszy z dwójki zmarszczył brwi.
- Oczekujecie w zasadzce? Porywacze? - pokręcił głową. - Coś mi się wydaje, że mamy do porozmawiania. - spojrzał twardo na elfa - Wejdźmy do środka i tam sobie wszystko wyjaśnimy z tobą i twoimi towarzyszami… w zasadzce. Ilu was jest? - odparł tonem nie znoszącym sprzeciwu.
Erilien zobaczył także trzeciego strażnika stojącego nieopodal.
W tej chwili z drugiego pokoju wyłonił się Quelnatham.
- Odkryłem przejście do piwnic. Powinniśmy je… O… Dobrze, że straż została poinformowana. Kapłanki Selune przekazały wam co się stało? Dziewczynka została uratowana, nie martwcie się.
Z pomieszczenia wydobyło się zawołanie Selunity.
- Mamy tu jednego z porywaczy. Jeżeli mości straż byłaby miła i zabrała go do aresztu, bylibyśmy wdzięczni.
Strażnicy spojrzeli dość zdezorientowani, ale starszy z nich odparł:
- Najpierw wejdźmy do środka i porozmawiamy o dziewczynce… o porywaczach… i waszym udziale w tym wszystkim.
Erilien usunął się strażnikowi z drogi i gestem zaprosił do środka.
- Oczywiście czcigodni obrońcy Silverymoon.
Dwaj najbliżsi strażnicy podążyli za zaproszeniem, a trzeci zatrzymał się przy drzwiach rozglądając po okolicy. Kiedy tylko ci dwaj weszli do środka młodszy z nich skrzywił się i mruknął:
- Pięknie…
Starszy, będący dowódcą położył dłoń na broni i spojrzał po dwóch elfach i człowieku wskazując na martwego porywacza.
- A na ciało przypadkiem trafiliście?
-Nie jesteśmy z tego dumni oficerze. Ale albo to jedno, albo nasze trzy. Więc zakładam, że teraz zacznie się seria niezręcznych pytań? - Zaczynając od: Czemu nie wezwaliście straży…” pomyślał Selunita.
- Śmiem wątpić czcigodni czy właściwie zrozumieliście sytuację. Zarówno ten martwy człowiek jak i drugi nieprzytomny, są porywaczami z rak których odbiliśmy niewinne dziecię. - Po czym zwrócił się do Quelnathama. - Światły, naprawdę nie czujesz dumy iż udało Ci się wziąć udział w tym chwalebnym dziele?
- Doprawdy nie czas na to. Uwolniliśmy dziewczynkę. Jest już w drodze do świątyni Selune, której kapłanki wezwały straże - Wieszcz odwrócił się do strażników.
-Erm…koledzy.. nie chce psuć wam momentu chwały, ale… Jest nas trzech, w towarzystwie jednego ciała i jednego nieprzytomnego… w ICH posiadłości… nie wygląda to najładniej. Więc radzę być grzeczniejszymi dla czcigodnych strażników i wytłumaczyć tą sytuację. - Ocero uśmiechnął się nerwowo do strażników -Więc może ja streszczę sytuację. Denat i jego nieprzytomny kumpel porwali małą dziewczynkę, która była pod opieką świątyni. Razem we trójkę oraz czwartym, który teraz idzie z dziewczynką do świątyni, przybyliśmy tutaj, aby ją odbić. Sprawy przybrały brzydki obrót i zostaliśmy z jednym ciałem. Dziewczynkę posłaliśmy z naszym kolegą, a sami zostaliśmy bo czekamy na trzeciego z tej paczki, który ponoć ma się tu zjawić… jak dla mnie pięć do dziesięciu lat.
- Cieszę się, że przynajmniej z jednym z was mamy podobne spojrzenie na rzecz - i odezwał się starszy ze strażników. - Weszliście do cudzego domostwa, gdzie zabiliście jednego z rezydentów, drugiego ogłuszliście, a jedyna linia obrony to fakt, że robiliście to, aby odbić jakąś dziewczynkę, która do tego nie jest na miejscu, bo już ją odprowadzono. - spojrzał po trójce. - Teraz bezproblemowo oddajcie broń i pójdziemy do aresztu, gdzie poczekamy na wyjaśnienie sprawy.
-Z ciekawości… do straży nie trafiła informacja o porwaniu małej dziewczynki?- Ocero postawił buławę i tarczę na ziemi.
- Nawet jeżeli zgłoszone zostało, to do nas jeszcze ta informacja nie dotarła. - skinął głową na swojego podkomendnego, który przywołał trzeciego ze strażników.
- Obawiam się, że nie jestem w stanie zastosować się do tej prośby. Jeśli mamy udać się do aresztu to tylko wówczas kiedy będę miał pewność, że trzeci zbir nie będzie już stanowił zagrożenia dla Nameny. - Elf był nieugieęty. - Raz już zawiodłem, to się nie powtórzy nawet jeśli przyjdzie mi zapłacicć najwyższą cenę. Klnę się na miecz Corellona!
Quelnatham skrzywił się myśląc co mogą zrobić złoczyńcy, kiedy oni będą wykłócali się z ludźmi. - Nie myślałem, że w Silverymoon aresztuje się paladynów i gości pani Alustriel - uśmiechnął się chłodno. - Zgadzam się z Erillenem. Panie oficerze, niech wezwie pan posiłki, żeby zabezpieczyć ten budynek. Wtedy pójdziemy spokojni.
- Paladynów? Gości pani Alustriel? - strażnik wyglądał teraz na zaskoczonego i dość zdezorientowanego, ale wciąż nieufnego… co chyba było cechą jego profesji. - Rozumiem obawy, ale…
- Przyszło wsparcie - odezwał się młody, a jego dowódca spojrzał zaskoczony.
- Wsparcie? Przecież my nikogo…
Wtedy do środka wszedł inny strażnik prowadzony przez nikogo innego jak Ilidatha.
- Gdzie są…. - spojrzał na martwego mężczyznę. - … jest ten pojmany porywacz?*
-W pomieszczeniu obok. Ilidath, wyjaśniłeś straży sytuację?- Ocero wolał jeszcze nie sięgać po swoje rzeczy.
Ilidath pokiwał głową. Nowy strażnik przeszedł do drugiego pomieszczenia, ale sprawdziwszy stan mężczyzny powrócił do reszty.
- Powiedziano mi, że miało być ich trzech…
- Ponoć… oczekiwali w pułapce na niego… - mruknął starszy strażnik wyraźnie nie wiedząc co o tym zamieszaniu myśleć.
- Dobrze. - nowo przybyły skinął głową i zwrócił się do trójki. - Resztę proszę pozostawcie straży. Zaczekamy tutaj i jeżeli osoba się ujawni zostanie zatrzymana. Odpocznijcie.
- Jestem więc gotów podporządkować się i ruszyć do aresztu. - Oznajmił Erilien strażnikowi. - Albowiem sumienia nie splamiłem dziś przez dokonanie złych czynów.
- Sądzę, że nie będzie aż takiej konieczności - oznajmił nowo przybyły. - Wyjaśnienia zostały już złożone, wystarczy żeby wasze słowa je potwierdziły.
- Ale… - zaczął starszy strażnik, co przerwał nowo przybyły:
- Wszystko pod kontrolą. - spojrzał na Eriliena, Quelnathama i Ocero. - Dziś zajmiemy się trzecim winnym. Jest już późno, więc może nie tej nocy, ale jutro chciałbym, abyście złożyli wyjaśnienia u nas.
Ocero spokojnie podniósł swoją broń z ziemi.
-Bardzo chętnie. - Selunita spojrzał na dwa elfy - Wróćmy do świątyni, wolę się upewnić, że mała wróciła bezpiecznie.
Wychodząc wieszcz uśmiechnął się do drugiego wieszcza. - Dziękuję, że zakończyłeś to nieprzyjemne nieporozumienie.
Ilidath skinął głową.
- Proszę. I tak sądziłem, że przyda się straż nakierować na dobry kierunek.
 
Googolplex jest offline  
Stary 16-05-2014, 03:20   #24
Edgelord
 
Zell's Avatar
 

Wszystko zdawało się znakomicie układać.
Quelnatam, Ocero i Erilien wracali zwycięsko do świątyni, jedynie w podświadomości mając niepewność czy mała Namena czekała już na nich u progu boskiego domostwa. Ilidath zapewniał ich, że musiało tak być. W końcu pozostawił Aerona z dziewczynką niedaleko świątyni Selune... a przynajmniej tak twierdził ów mag.

Sevotar i jego nowopoznani towarzysze dotarli do miejsca, w które ta dwójka zmierzała. Obyło się bez incydentów, a i żadnych niebezpieczeństw nie spostrzegło bystre oko Tazzta. Przez całą drogę Aeron był spięty i rozglądał się na boki, zaś Namena tak, jak wsunęła dłoń w uścisk półelfa nie chciała go puścić. Wyraźnie jednak czuła się bezpiecznie w jego obecności pomimo tego, co niedawno przeszła, nawet spoglądała zaciekawiona na Sevotara.
Erilyda nie pojawiła już się.
Erilyda… Sevotar kiedyś widział to słowo w elfiej poezji, wytworzone na potrzeby sztuki, a oznaczające “mały cień”.
W świątyni oczekiwani już byli przez dwie kapłanki Selune, w objęcia których wpadła Namena już od samego progu. Wtedy też Sevotar zobaczył na spiętym obliczu Aerona uśmiech ulgi. Półelf opadł na jedną z ław kładąc na niej ostrze, z którym nie rozstawał się odkąd bard go poznał.
Nie minęło dużo czasu zanim świątynia przywitała resztę wybawców.

Sevotar zobaczył jak próg przekraczają cztery osoby, z czego dwie były już mu znane. Prócz Eriliena, o którego udziale dowiedział się od Aerona, zobaczył również Ocero. Z nimi przybyło dwóch słonecznych elfów, których jednak bard nie kojarzył. Cała czwórka widząc dziewczynkę w dobrym zdrowiu uśmiechnęła się z ulgą i radością, a szczególnie uradowany wydawał się być Erilien. Podszedł do małej i uściskał ją, po czym zaczęło się opisywanie tego, co zaszło.
A zaszło sporo.
Porywacze na pewno nie spodziewali się, że odsiecz wręcz spopieli drzwi ich kryjówki oraz, że będzie stawiała tak zacięty opór. Jeden z nich przeżył obławę, na trzeciego straż czekała w zasadzce. Pozostawało wiele pytań oczywiście, jak chociażby to, dlaczego Namena została porwana. Czy odbyło się to z inicjatywy tych mężczyzn, czy to było zlecone? Jaki ktoś miał w tym wszystkim cel?
Kiedy opowiedziano już wszystko zapadła chwila milczenia, którą przerwał jeden ze słonecznych elfów, Ilidath, jak się dowiedział Sevotar.
- Teraz pora na dotrzymanie słowa - odezwał się patrząc na Aerona, który właśnie z podziękowaniem oddawał Erilienowi jego miecz. Na te słowa półelf przybrał poirytowany wyraz twarzy.
- Znowu o tym? Nie macie innych rozrywek, tylko mnie zamęczać?
- Dałeś słowo Aeronie. - napomniała go główna kapłanka Shalyssa.
Rudy półelf skrzywił się i założył ręce na piersi.
- A co, jeżeli nie powiem? Oddacie mnie straży?
Na te słowa mała Namena podeszła do Aerona i chwytając go za dłoń zapytała.
- Co obiecałeś?
Aeron westchnął, a wyraz jego twarzy złagodniał. Położył dłoń na głowie dziewczynki.
- Obiecałem, że jeżeli mi pomogą cię uratować to powiem im o… wizji… o której tak bardzo chcą wiedzieć. Bez sensu.
- Ale obiecałeś - pouczyła go Namena z wyrazem dziecięcej powagi.
- Wiesz, jak się to kończy - jęknął Aeron.
- Obiecałeś… - szepnęła dziewczynka wpatrując się uważnie w półelfa.
Aeron westchnął przeciągle i puścił dłoń Nameny. Podszedł do ławy, na którą opadł zdawałoby się bez sił. Omiótł wzrokiem świątynię, a jego spojrzenie zatrzymało się na Ilidathie. Uśmiechnął się nieprzyjemnie.
- Powiem… o ile on nie będzie przy tym.
Złoty elf pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Bezczelność… - mruknął.
- Wybierajcie. Może i nie spełnię swojej części obietnicy, ae co tam. - spojrzał ostro na Ilidatha. - A może sam wyjdziesz?
Wieszcz przez chwilę wpatrywał się w oczy Aerona, jakby próbując go zmusić do zmiany zdania, ale kiedy to się nie udało dał za wygraną.
- Niech więc i tak będzie. - odparł i ruszył do wyjścia.

Kiedy Ilidath opuścił świątynię Aeron spojrzał po zebranych. Opuścił głowę przez dłuższą chwilę wpatrując się w posadzkę świątyni. Kiedy odezwał się jego głos był cichy, jakby sam nie wiedział czy powinien robić to, co robi.
- Niepokojące wizje zaczęły się pojawiać w Faerunie, prawda? Bogowie milczą co do ich przesłania? - westchnął. - Tak, mnie też one nie ominęły. Nie jest jednak tak… Nie jest tak, że Silverymoon jest w nich uprzywilejowane. Nic nie jest… - dodał ciszej. Przetarł oczy i spojrzał na swoje dłonie. Przez moment milczał, ale zanim ktokolwiek zdecydował się coś powiedzieć Aeron odezwał się suchym i zrezygnowanym tonem.
- Faerun płonął, ale nie ogniem, który znałem. Był furią samą w sobie, magią i potęgą. Trawił drewno, trawił kamień, trawił wodę. - urwał na chwilę. - Widziałem… Splot. Niczym pajęczą sieć oplatającą świat, a ten ogień trawił jej misterną strukturę. Widziałem maga, który próbował zaczerpnąć z siły Splotu i został wraz z nim spopielony…
- Największe miasta Faerunu doprowadzone do ruiny… Nie tylko Silverymoon. - dodał z naciskiem. - Widziałem zniszczone świątynie, które zbezczeszczono do gołego gruntu, a na ich ruinach pozostawiono piętna innych bogów. Widziałem samotnego kapłana desperacko układającego kamień na kamieniu, jakby chciał w ten sposób odbudować przybytek jego boga. Wypowiadający poprzez łzy słowa modlitwy, odwetu.
- Cały świat był pełen tego ognia, tej mocy, przy której zdawałem się być mały i nieznaczący. Zupełnie, jakby to już nie był mój świat. Odczuwałem… porzucenie? Pewną pustkę, której nie rozumiałem i nie rozumiem, jakby coś bardzo ważnego mnie opuściło… a wymiary… - przełknął ślinę. - Były takie ciche...
Aeron zamilkł nie kończąc, niepewnie unosząc wzrok na zgromadzonych oczekując, a jego spojrzenie świadczyło o tym, że jest gotowy na najgorsze.

 
__________________
Kiss your perfect day goodbye
Because the world is on fire
Tuck your innocence goodnight
You sold your friends like guns for hire

Ostatnio edytowane przez Zell : 16-05-2014 o 14:35.
Zell jest offline  
Stary 27-05-2014, 09:47   #25
 
Seachmall's Avatar
 
Quelnatham, Erilien, Ocero, Sevotar

Ocero westchnął ciężko, kręcąc głową rozmasował sobie nasade nosa zbierając myśli.
- Dlatego ja nigdy nie bawie się w przepowiadanie przyszłości. Ktokolwiek za to odpowiada sądzi, że pokazywanie obrazów zniszczenia i rozpaczy to dobra zabawa. Do tego oczywiście żadnego “Jeśli Helgar z Waterdeep wygra nastepną walkę w barze, to Silverymoon spłonie”, tylko krótkie “To was czeka, miłego dnia.” - spojrzał na Aerona - Nie neguje twojej wizji chłopcze, ale nie zapowiada ona niczego przyjemnego.
- Nie lekceważ wizji, przyjacielu - Sevotar założył ręce na pierś i dłonią gładził się po brodzie, uważnie analizując tę wizję - Nasze kultury zostały zbudowane na wizjach słynnych wieszczów. Przypomnę ci, że lata nadal nazywa się według klucza słynnego Alaundo i zawsze mają one coś wspólnego z tym co dzieje się w Nowym Domu. A ta wizja… Powiedziałbym, że mówi o śmierci Mystry, ale to nie tłumaczy czemu nagle wyznawcy innych bogów niszczą “naszych”. Inwazja z innych planów? Czy może chodzi o martwych, lub upadłych bogów?
Aeron wzruszył ramionami.
- Zawsze jest tak z tymi wizjami, że są kurewsko niejasne, a ja nigdy nie byłem szczególnie skory do zastanawiania się nad ich sensem, bo zazwyczaj są zbyt pokręcone. Ta jednak mnie zmartwiła i poświęciłem jej trochę swojej uwagi, ale raczej nic konkretnego z tego nie wynikło. Zbliża się coś wielkiego, co zapewne uderzy najbardziej w magów i kapłanów. Dlaczego w nich? O co codzi ze Splotem? Nie wiem jaka siła byłaby w stanie zagrozić jego stabilności… prócz boskiej.
Złoty elf popatrzył się twardym wzrokiem na chłopca. Głupi, uparty młokos! Spróbował się jednak uspokoić, na tyle by nie było widać po nim wzburzenia. Przybrał ton nauczyciela. Mówił powoli i spokojnie, może zbyt spokojnie.
- Jak już mówiłem nie powinno się lekceważyć takich ostrzeżeń. Jesteś jeszcze młody, być może brakuje ci wiedzy albo chęci, ale nie możesz zmarnować takiego daru. Nawet jeśli najmędrsi nie rozumieją co może znaczyć twoje widzenie to znak. Znak od Mocy większych niż każdy śmiertelnik.
Po tych słowach zwrócił się do reszty zgromadzenia:
- Według naszej wiedzy Splotu nie można uszkodzić żaden człowiek. Znacie historię Netherilu. Macie zatem rację. To widzenie może ostrzegać o najstraszliwszej z wojen. Wojnie bogów! - zawiesił na chwilę roztrzęsiony głos.
- Jeśli rzeczywiście tak jest musimy zrobić wszystko żeby choć części Faerunu ją przetrwały. Dziedzictwo poprzednich pokoleń nie może pójść w zapomnienie!
Ocero spojrzał na Quelnalatma i umiósł delikatnie brew.
-Bez urazy mój drogi… ale chyba odrobinkę przesadzasz. Nie mówie, że mamy zamiar to zlekceważyć, ale co proponujesz? Każdy z nas ma załatwić sobie konia, pojechać w cztery strony świata krzycząc “NADCHODZI KONIEC, CHOWAJCIE DZIECI, SPISUJCIE WSZYSTKO CO SIĘ STAŁO?”. Nie mam zamiaru unikać kamieni rzucanych we mnie do końca moich dni.
Sevotar nie wyglądał na przesadnie rozbawionego, ani tym bardziej sceptycznego. Usiadł dość gwałtownie na jednej z ław, zakładając nogi na oparcie kolejnej i złożył dłonie w piramidkę, wyraźnie się nad czymś zastanawiając.
- Jeśli między bogami dojdzie do wojny, wątpię by bili się pomiędzy nami. Owszem, zniszczenie splotu byłoby dość… Dramatyczne, ale wątpię, by byłoby końcem, o nie… Ale możemy się przygotować. Możemy poszukać innych, którzy czują niepokój, czy mają wizje takie jak taj. Może damy radę z fragmentów obrazka złożyć jeden, wystarczająco duży by znaleźć jakiś sposób na minimalizację strat?
Wieszcz spojrzał na starszego człowieka. Jak daleko kult Selune musiał odejść od swoich chwalebnych początków? Żeby kapłan bogini wieszczów w taki sposób lekceważył wieszczenia...
- Możliwe, że w całym Ferunie pojawiają się podobne widzenia. Jeśli tak każda kraina została już ostrzeżona. Wystarczy, że każdy skupi się na swojej społeczności i przygotuje ją na nieszczęście.
Następnie odwrócił się do swojego pobratymca. Tak, ten zdecydowanie miał, więcej racji, ale Quelnatham obawiał się, że zagłada już nadciąga.
- Możemy spędzić całe lata na poszukiwania tych, którzy zostali ostrzeżeni. Nie wiemy ile mamy czasu. Nie wiemy, czy to cokolwiek pomoże.
“To musi być coś w elfiej naturze” pomyślał Selunita.
-Nie wiemy nawet czy to faktyczna przepowienia, a nie zły sen. Na prawdę macie zamiar przeprowadzać krucjatę, bo Aeron przewidział zagładę? Jeżeli, ktoś doznał podobnych wizji w pozostałych częściach swiata, nie sądzicie, że powiedzieli o tym komuś?
Ocero spojrzał na dwa elfy.
- Nie zrozumcie mnie źle. Lubie podróżować, ale jak sobie to wyobrażacie?
- Candlekeep - Sevotar wystrzelił od razu - Nie musimy jechać na cztery strony świata, bo świat ma więcej stron. Nie mówiąc o tym, że wypadałoby też skoczyć w dół. Ale każdy, kto poszukuje wiedzy, albo posiada wiedzę i nie wie co z nią zrobić, zwykle zmierza do Candlekeep.
- Ja doznałem podobnej wizji - odparł Quelnatham lodowym głosem - dlatego właśnie przybyłem do Silverymoon aż z Cormanthoru. Pani Alustriel z powodu tych “złych snów” zwołała wczoraj nadzwyczajną radę.
Sevotar zerwał się, uderzył rapierem o ławę, ten wysunął się lekko z pochwy dzwoniąc niezwykle melodyjnie, elf wydawał się tym przestraszyć, przez go gwałtownie się odwrócił, uderzy nogą o ławę, uniósł ją nagle i przewrócił się między jedną ławę a drugą.
Aeron patrzył na spierających się z pewnym smutkiem.
- Te wizje… - zaczął cicho. - Nie chcę waszego zapału gasić, ale zdarza się, że są one zupełnie nie przystające do tego, co ma się zdarzyć. Stawia się wszystkich na nogi, aby okazało się, że to wszystko miało jedynie metaforyczny sens. A obrywa się za wszystko wieszczowi…
- To nie ma znaczenia! - bard poderwał się zaraz po jego słowach i wycelował palcem w Quelnathama - Czemu nie powiedziałeś od razu!? To przecież zmienia wszystko! Jeśli Alustriel uważa, że te sny to kłopoty, to nie możemy tego lekceważyć. Co z tą radą?
Ocero usiadł podziwiając pokaz.
- Nie ładnie pokazywać palcem.
Sevotar uniósł jedną brew, zmarszczył czoło i otworzył usta dość szeroko, chociaż był to naturalny wyraz zaskocznia, a nie teatralna prezentacja.
- Ależecojacięprzepraszam? - wyrzucił z siebie na jednym oddechu.
Złoty elf przerwał dyskusję
- Przepraszam. Dałem się ponieść emocjom. Sam nie byłem pewien wagi moich snów. Dlatego przybyłem do Silverymoon. Na radzie obiecałem pomóc w zbadaniu sprawy. Widzenia nie ominęły też Waterdeep, ale wraz z Ilidathem pragnęliśmy dowiedzieć się co ma nam do przekazania ten oto sławny wieszcz - wskazał gestem na Aerona. - Teraz jestem pewien, że to poważna sprawa o światowej skali.
- Nawet jeżeli… nie przeceniajmy swoich możliwości. Jesteśmy czwórką nic tak naprawdę nie znaczących osób. Nie dostaniemy się na dwór Cormyru, nie wkradniemy się do Twierdzy Zhentil, nie dostaniemy audiencji u Elminstera. Jeżeli macie zamiar coś zrobić, zróbcie to tu. Jak skończycie z tym miejscem idźcie dalej. Poważnie, jak na elfy strasznie niecierpliwi jesteście.
Sevotar przywołał się do porządku i odchrząknął. Natychmiast przywołał na twarz swój zadziorny uśmiech, zaś jego oczy dziwnie błysnęły w ciemności świątyni.
- Och, zdecydowanie mnie nie doceniasz. I o sobie też musisz mieć dość niskie mniemanie. Bo jeśli ten tutaj - wskazał Quela kciukiem - Dostał wezwanie do Alustriel, podejrzewam że nie zarobił na tę śliczną kieckę rozwożąc węgiel. Wyobraź sobie, że ja dałem radę żyć pośród istot, które zarąbałyby mnie, gdyby tylko wiedziały kim jestem. I to nie przez dwa dni, tylko długie lata. Królowie to nic przy czymś takim.
 
__________________
Mother always said: Don't lose!
Seachmall jest offline  
Stary 27-05-2014, 23:55   #26
 
Ferr-kon's Avatar
 
Quelnatham, Erilien, Ocero, Sevotar

Erilien słuchał tych przekomarzań i uszom własnym nie wierzył. Mędrcem co prawda nie był ale jakiś tam zdrowy rozsądek posiadał. I z tego co wiedział wizje zwykle były niejasne, zbyt niejasne by zaraz mówić o boskich wojnach i końcu świata. Owszem to o czym mówił Aeron było niepokojące, dlaczego jednak bogowie mieliby zsyłać wizję której nie mozna zapobiec? Tego nie rozumiał ale i nie było najważniejszym w tej chwili.
- Czcigodni! Pamiętajcie gdzie się znajdujemy, okarzcie szacunek tej dla której świątynia została wzniesiona i sobie nawzajem. - Zaczął zwracając na siebie uwagę wszystkich zgromadzonych. - Wizja walecznego Aerona istotnie niepokojem napawa lecz nie traćcie głów. Wszak sami medrcy przedemną i którz jeśli nie wy znajdzie odpowiedzi na pytania nas palace? Którz jeśli nie wy odgadnie boskie przesłanie? Dlatego błagam was w imię wszystkich Mocy nie dajcie się ponieść emocjom. - Tu wyraźnie zwrócił się w stronę Sevotara z pewnością przez jego niestosowną uwagę na temat stroju Quelenthama. - Bowiem jedynie z chłodną głową można o wielkich sprawach decydować. A wiem, czuję to, że ta sprawa jest właśnie jedną z największych.
Ocero podziękował w myslach Pani Księżyca za te słowa. Nawet jeżeli wypowiedział je Erilien w typowym dla siebie stylu.
- Dokładnie. Zrozumcie, my tak naprawdę nic nie wiemy. Nie rozumiemy znaczenia tych wizji, nie wiemy jak im przeciwdziałać. Pochopne i gwałtowne działania mogą tylko zaszkodzić.
- Oczywiście. - zgodził się wieszcz. - Te zapowiedzi nie są dokładne. Nie proponuję zatem żadnych gwałtownych działań. Nie radzę ruszać na wyprawę w nieznane jak sugerował pan Sevotar. Uważam tylko, że należy przygotować się na to co może nastąpić niebawem. Gotować się do wojny, napełnić spichlerze i wzmocnić mury. Przede wszystkim zaś pogłębić naszą wiedzę na temat tej sprawy.
- Jaki pan - Sevotar machnął ręką, wyraźnie zrezygnowany i załamany całą tą tyradą - Wiedza, panowie. Wiedza jest nam potrzebna. I nie gwałtowność, ale stanowczość.
- Nie przebywałeś długo wśród ludzi prawda? - Ocero zastawiał się jak obszerna jest wiedza elfa w tej dziedzinie.
- Och, nie przyjacielu - bard pokręcił głową, wzdychając ciężko - Przebywałem wśród ludzi zbyt długo. Ale uwierz mi, wolę spędzić z dowolnym człowiekiem cały jego żywot, niż wrócić na dzień do swojego ludu.
W uśmiechu elfa było coś zaskakująco szczerego w tym wyznaniu. Jakby faktycznie czuł się zawiedziony postawą reszty, ale gotów to zaakceptować niezależnie od własnego zdania na ten temat.
- To na przyszłość. My nie lubimy jak nam się mówi co mamy robić. Nawet jeżeli uda nam się dobrze zinterpretować tą wizję, nie spodziewaj się, że Sigmund co krowy pasie na wsi będzie skory robić to co każesz. Nie możesz podchodzić do tego wszystkiego jak do sztuki teatralnej. Ludzie mają własne życia, własne zdania i naprawdę mówienie im jak mają żyć i co robić zakończy się tym, że będziesz miał krowi placek na twarzy.
Paladyn położył dłoń na ramieniu kapłana chcac ostudzić jego zapał. Wygladąło to jednak dość zabawnie gdyż człowiek był zarówno wyższy jak i potęzniej zbudowany, przez co wydawało się, że elf pragnie uspokoić olbrzyma.
- Czcigodny, ci których bogowie dotykają talentem nie czesto pozostają tacy sami jak reszta śmiertelnych. To musi być cena za boska iskrę w ich duszach.
Twarz Sevotara nagle stała się kamienna i kompletnie bez wyrazu, dokładnie w momencie, gdy Ocero powiedział o tym, że ludzie nie lubią, gdy mówi im się co mają robić. Zaczął rozmasowywać sobie nadgarstek i zacisnął pięść, ale ostatecznie uśmiechnął się tylko lekko.
- Mylisz rozkaz z sugestią, przyjacielu - elf dziwnie zaakcentował ostatnie słowo - Nikomu nie rozkazywałem, nikomu nie miałem zamiaru rozkazywać. Więc i tobie, na przyszłość, dam naukę, która może ci się przydać. Nie spiesz się z osądem, dopóki nie poznasz tego, którego osądzasz.
Opuścił nieco głowę i spojrzał na Ocero spode łba.
- Dziwi mnie, że tak szybko zacząłeś osądzać i nauczać. Czy Selune nie patronuje przypadkiem likantropom, którzy nie mają zła w swoim sercu, hm? Ach, ale nie kłóćmy się, nie kłóćmy. Jedno wiemy na pewno. Zbliżają się kłopoty. I zanim zaczniemy stawiać mury, moim zdaniem powinniśmy dowiedzieć się więcej o tym, co może nam zagrażać.
- Jeżeli chcecie… - odezwał się nagle Aeron bez przekonania w głosie. - …jeżeli chcecie mogę komu trzeba potwierdzić, że ta wizja naprawdę miała miejsce o ile… ochronicie mnie przed możliwymi konsekwencjami.
- Elué… to znaczy pani Alustriel nie słyszała jeszcze twoich słów - przypomniał sobie Quelnatham. - Zmartwiłeś ją swoim zachowaniem. Czy to o nią chodzi?
- Wątpię, aby mi groziły jakieś konsekwencje z jej strony. - westchnął. - Ale jeżeli będziecie szukali posłuchu u innych… Może taki dowód być potrzebny, a do Alustriel… Pójdę. Z rana.
- Najpierw poznajmy opinię Lady Alustriel zanim podejmiemy jakieś działania. Podejrzewam, że jest starsza od każdego z nas więc będzie też miała więcej doświadczenia z działaniami w czasach kryzysowych. Do tego czasu… napiłbym się.
- W tym się zgadzamy - bard uśmiechnął się szeroko - Nie przejmuj się, Aeronie Wspaniały, możesz liczyć na to, że cię obronię, a przynajmniej sprawię, by wszyscy po tobie płakali. To nie zabrzmiało dobrze.
Sevotar westchnął.
- Chyba czas na trochę medytacji, humor mi się tępi - westchnął ciężko.
- Zdecydowanie - przytaknął wieszcz. - Wszyscy powinniśmy udać się na spoczynek po tak ciężkim dniu. Jutro także pójdę do pałacu Elué Dualen. Powiadomię was… jeśli czegoś się dowiem. Muszę tylko wiedzieć gdzie mogę was znaleźć.
- Wypatruj jastrzębia kołującego nad miastem. Powinienem być gdzieś pod nim - powiedział Sevotar udając się do swoich rzeczy rzuconych gdzieś w kąt - W tym momencie go nie zawołam, bo złapał mysz i jak przerwę mu posiłek, to będzie mnie dziobał co godzinę, jak będę próbował odpocząć. Ach, no i oczywiście idę z tobą, o tym nie zapomnijmy.
- Proponuję spotkać się w “Obnażonym Ostrzu Jasności”, to popularna karczma. A piwo rozwiązuje języki podróżnym. Może ktoś coś słyszał i rozpowie w półpijanym przypływie słowotoku.
 
Ferr-kon jest offline  
Stary 30-05-2014, 04:06   #27
Edgelord
 
Zell's Avatar
 
Zawiść

(Preludium do rozdziału pierwszego)


Wschodzące słońce łaskawie użyczało Faerunowi swego światła, które leniwie wylewało się na Krainy obmywając ich powierzchnię, napełniając sobą domostwa niechronione ciężkimi zasłonami. Jak co dzień ogłaszało się władcą nieba odbierając koronę Selune, której panowanie dopiero od niedawna zaczęło wzrastać, gdy czas dominacji słońca dotarł do apogeum, i dziecię bogini poczęło wyrywać skradzione chwile z jego ognistych objęć.

Światło umiłowanego Lathandera nieśmiało muskało mury wschodniej strony twierdzy i wlewało wciąż delikatną poświatę w jej domenę. Przy jednym z najwyżej położonych okien stał mężczyzna o ledwo kilku pasmach, siwiejących, brązowych włosów, ułożonych schludnie lecz bez nadmiernej pedanterii, a oświetlony był bladym blaskiem wschodzącego słońca. Opierał się o futrynę okna ważąc w dłoni srebrny wisior, przesuwając palcami po krawędziach wypukłego symbolu bóstwa, któremu poprzysiągł oddanie duszy i posłuszeństwo woli. W srebrze odbijały się promienie porannego słońca zdającego przeglądać się w tej gładkiej, prawie lustrzanej powierzchni. Wysoki mężczyzna spojrzał przez okno w dół, w stronę gruntu i skał rysujących się kilkanaście metrów niżej. Zacisnął dłoń w pięść oplatając palcami święty znak i wystawił rękę za okno. Beznamiętnie rozluźnił palce pozwalając, srebrnemu wisiorowi wysmyknąć się z uścisku i zawisnąć nad odmętami wysokości jedynie na cienkim łańcuszku, który jakby w desperacji owinął się wokół dłoni mężczyzny. To było takie proste, odrzucić wszystko, okazać swoje myśli i przejść do ofensywy. Takie proste, jednak zarazem ciągnące za sobą poważne implikacje takiej decyzji.

Łańcuszek zaczął ześlizgiwać się z palców mężczyzny, kiedy ten przechylił dłoń w dół obserwując powolne zsuwanie się insygnium w stronę widniejącego u dołu podłoża.
Mężczyzna rozważał.
Nie - zganił się w myślach chwytając w ostatniej chwili łańcuszek i wycofując do środka dłoń z wisiorem - nawet jeżeli to tylko symbol apostazji... jeszcze nie czas.

Niegdyś trawiące duszę uwielbienie boskiej istoty i tego, co sobą reprezentowała przeistoczyło się w coś, jak powiedziałoby wielu, bardziej przyziemnego. On jednak nie dbał o słowa innych, a i gardził nimi, kiedy na szali leżało to, czego nic nie zdoła przeważyć.

Nawet życia innych, wrogów jak i przyjaciół; tych, którzy mu ufają oraz tych, których opętała podejrzliwość. Nawet własne życie, które w razie wygranej i tak zostanie bezpowrotnie stracone… ale nagroda będzie tego warta.

Gwałtownie odwrócił się od okna.

Odnajdzie nieśmiertelny byt wobec którego składał śluby, a wtedy... wtedy nic go już nie powstrzyma.

Tylko jak oszukać boga?








Szaleństwo kapłanów
ROZDZIAŁ I


Quelnatham Tassilar, Sevotar


Nie poszło tak szybko, jak mogli sobie to zaplanować.
Quelnatham, Sevotar i Aeron wyruszyli około południa w kierunku pałacu lady Alustriel. Wcześniej ten ostatni, do którego to domu ci towarzysze z przypadku się udali, jakby próbował odkręcić wszystko i ogólnie wykazywał niechęć do udania się do władczyni Silverymoon. Spotkało się to jednak z oporem obu elfów, z których każdy na swój sposób wyrażał swój sprzeciw. Sevotar z poruszeniem sytuacją próbował przekonać półelfa, jak ważne jest, żeby podzielił on się swoją wizją także z innymi osobami, szczególnie że przecież już to zrobił. Quelnatham natomiast był bardziej poirytowany postawą niemożliwego mieszańca, chociaż maskował to za napomnieniami. Obaj jednak musieli przyznać, że dopiero teraz zauważyli coś, czego dnia poprzedniego nie spostrzegli. Aeronem najwyraźniej kierowała nie tyle upartość, co jakiś rodzaj obawy podsycany… czym? Tego nie wiedzieli.
Półelf widząc, że nic nie wskóra dał za wygraną.
Dotarli do pałacu z milczącym Aeronem u boku, żeby stanąć przed obliczem Alustriel. Kobieta nie spodziewała się zobaczyć ponownie Quelnathama, a już zupełnie Aerona, więc ich pojawienie się było dla niej nie lada niespodzianką. Po krótkim przedstawieniu trzeciego przybyłego przeszli do rzeczy. Alustriel Silverhand ucieszyła wieść, że wieszcz zdecydował się przemówić o swojej wizji, widząc jednak wyraz twarzy Aerona zapytała go czy aby na pewno tego chce. Zapytany milczał przez chwilę, ale w końcu skinął głową.
I zaczął mówić.
Alustriel słuchała w powadze i skupieniu, nie odzywając się ani słowem. Milczała jeszcze przez chwilę, po czym wstała i poleciła wysłać posłańców do kilku osób, w tym Ilidatha (co spowodowało, że Aeron się skrzywił) z zaproszeniem do pałacu na dziś. Poprosiła trójkę, aby zostali, jako że problem najwyraźniej wymagał przedyskutowania w większym gronie.
Zaproszeni zjawili się szybko, najpewniej odkładając na później swoje zajęcia.
Ilidath był zadowolony słysząc, że Aeron miał jeszcze raz opowiedzieć o wizji przy zgromadzonych i, o dziwo, półelf tym razem nie oponował, chociaż pewnie miał ochotę.
Opowieść wywołała poruszenie, chociaż było troszkę sceptycyzmu.
Quelnatham i Sevotar zauważyli, że Aeron wyraźnie nie czuł się dobrze w tym miejscu, jakby przybity tym, że znalazł się w centrum uwagi z powodu swojej wizji, na co nie mógł nic poradzić. I przygotowywał się na coś. Czy to nadeszło, czy nie- nie wiedzieli.
Ożywione dyskusje trwały długo, a elfy zatraciły w nich rachubę czasu. Kiedy okazało się, że i oni mogą włączyć się do dyskusji nie poniechali tego, więc czas leciał im innym rytmem. Dysputanci mieli różne opinie co do znaczenia tej wizji, ale zgadzali się co do jednego. Nie szkodziło powziąć środków bezpieczeństwa. Możliwe, że nic poważnego nie będzie miało miejsca, ale po co ryzykować?
Kiedy wyszli z pałacu było już późne popołudnie i powoli zbliżał się wieczór. Zmęczeni kierowali się do karczmy, o której wspomniał Ocero, a Aeron wlókł się za nimi, jakby wyprany z życia. W sumie elfie poczucie upływu czasu było inne od ludzkiego, a półelf najpewniej je dzielił ze swoim ludzkim rodzicem.
Widząc już karczmę mogli się zastanawiać czy ich towarzysze wciąż na nich czekają.



Erilien en Treves, Ocero


Potrzebował tego…
Aylleri znalazł go, wczesnym popołudniem, chociaż czy to mogło go dziwić? Mag w jakiś niesamowity sposób potrafił znaleźć każdego i jakby odpowiedział tym samym na potrzebę innego towarzystwa. Przywitał go więc z radością i od razu ruszyli oni coś zjeść (na co nalegał Erilien) i napić się dobrego wina.
Napychając sobie usta jedzeniem paladyn słuchał swojego przyjaciela ciesząc się jego obecnością. Aylleri opowiadał o tym, co ostatnio go spotkało, a Erilien odwdzięczał się tym samym… kiedy przełknął jedzenie. Paladyn Corellona korzystając z okazji podpytał swojego przyjaciela o to, co się w świecie dzieje, w myślach wciąż mają wizję Aerona, która nie dawała spokoju. Nie dowiedział się jednak niczego nowego, jako że wyglądało na to, iż świat zdaje się przeżywać relatywnie spokojniejszy okres. W Waterdeep nie mówiono o żadnych niepokojach, chociaż to mogło się zmienić. Z drugiej strony zapewne wieści o wieszczeniu nie przedostaną się do opinii publicznej, aby nie siać zamętu.
Jednak zdawało się, że coś czyhało, tylko nie wiedzieli co…
Czas mijał na przyjemnej rozmowie i dobrym trunku… oraz jadle, jako że Erilien dbał o to, żeby nie zabrakło go na tym spotkaniu. Aylleri jedynie uśmiechał się na to przyzwyczajony do tego nawyku przyjaciela.
Kiedy paladyn z magiem wreszcie wyszli na ulice okazało się, że jest już późne popołudnie i niedługo zacznie się wieczór. Wtedy też Erilien zdał sobie sprawę z tego, że miał się spotkać w karczmie ze swoimi niedawnymi kompanami, ale… czas w końcu dla elfa płynął trochę inaczej.
Pożegnał się z przyjacielem i udał się do ustalonego miejsca spotkania. Dotarwszy na miejsce nieśpiesznie wszedł do karczmy i rozejrzawszy się zobaczył sączącego piwo Ocero siedzącego na ławie przy jednym z ciężkich, drewnianych stołów. Erilien zastanawiał się ile czasu spędził tutaj kapłan Selune… i ile zdążył wypić.

***

Ocero przebudził się z niejasnym wrażeniem, że wydarzenia dnia poprzedniego były naprawdę szalonym snem. Porwanie i odbicie Nameny, wieszczenie Aerona… Oczywiście porwanie zdawało się być bardziej realne od tego, co powiedział ten półelfi, młody wieszcz. Płonący Splot? Ile trzeba było wypić albo co wziąć, aby mieć podobne wizje?
Wyglądało jednak na to, że wystarczyło być w ten sposób obdarowanym przez bogów.
W sumie, pomyślał w duchu kapłan Selune, bycie wieszczem najwyraźniej nie było łatwe, a przynajmniej nie było łatwe dla Aerona. Coś musiało go spotkać, że utworzył i otoczył się skorupą nieprzystępności i ciężkiego charakteru oraz tak bardzo nie chciał dzielić się swoimi wizjami, że zataił przed światem tak, możliwie, ważne widzenie.
Ocero nie miał zamiaru jednak próżnować.
Cokolwiek mogło się zdarzyć należało to potraktować poważnie, jakkolwiek niemożliwa nie wydawałaby się ta wizja. Kapłan Selune postanowił zasięgnąć języka u podróżnych, żeby zorientować się w tym, co działo się wokół. Możliwe, że odpowiedzi na tę zagadkę leżały blisko i można było je wywnioskować z tego, co się działo, nawet w najbliższej okolicy. Niestety, zawiódł się. Po długim czasie spędzonym pośród podróżnych dowiedział się, że ceny w Waterdeep skoczyły w górę, a w okolicach danego odcinka drogi na szlaku do Wrót Baldura zadomowił się troll. Podobne sensacje napływały do uszu Ocero, jak i szybko z nich ulatywały nie znajdując tam miejsca.
Zrezygnowany Ocero popołudniu ruszył w kierunku karczmy, w której umówił się ze swoimi nowymi towarzyszami. Idąc na miejsce zastanawiał się czy czekają już na niego, ale… oszukał się. Nie było ani Quelnathama i Sevotara ani Eriliena. Ocero zamówił coś do jedzenia i usadowił się na jednej z ław.
A czas mijał.
Żeby przerwać monotonię oczekiwania przysłuchiwał się rozmowom z nadzieją usłyszenia czegoś ważnego, zagaił nawet rozmowę czy dwie, ale nie dowiedział się niczego, co przykułoby jego uwagę. Musiał czekać…
Zbliżał się już powoli wieczór, kiedy znad kufla piwa, które sączył już dłuższy czas, zobaczył jak do karczmy wchodzi nikt inny, jak paladyn Erilien.
Wreszczcie, ale… gdzie tamta dwójka?
 
__________________
Kiss your perfect day goodbye
Because the world is on fire
Tuck your innocence goodnight
You sold your friends like guns for hire

Ostatnio edytowane przez Zell : 02-07-2015 o 18:51.
Zell jest offline  
Stary 07-06-2014, 02:15   #28
 
Googolplex's Avatar
 
Scena w gospodzie w której to sens wizji się rozstrzyga

Erilien, Ocero, Sevotar i Quelnatham

Ocero uśmiechnął się do kufla. “Chwała Bogom” pomyślał i podniósł rękę.
-Erilien! Tutaj! - Selunita zamachał jeszcze aby upewnić się, że długouch go zobaczy.
Nim Erilien dotarł do kapłana, zdążył zaczepić jedna z dziewek służebnych i zamówiś “drobną przekaskę”.
- Witajcie waleczny! Zechciejcie mi wybaczyć późne przybycie, trafiłem na przyjaciela i spędzilismy na rozmowie trochę czasu. - Zajął miejsce naprzeciw Ocero i z tęsknym spojrzeniem zwrócił twarz w stronę kuchni.
- Nie gniewam się. Cokolwiek robiłeś pewnie było bardziej owocne od moich poczynań.- Selunita przechylił kufel opróżniając do końca zawartość -Więc, czy dowiedziałeś się czegoś na temat możliwej przyszłości?
- Niestety, rozmowa choć ciekawa i przyjemna nie wydała owoców jakich byśmy chcięli. Być może pozostali wiecej szczescia mieli i odniesli sukces tam gdzie mnie się nie udało.
Na te słowa drzwi karczmy otworzyły się i stanęło w nich dwóch elfów. Pierwszy szedł Sevotar już uśmiechnięty na widok znajomych. Za nim Quelnatham ze słabo ukrywanym niesmakiem na twarzy.
- Witajcie - rzekł zmęczonym głosem złoty elf. - Mają tu jakieś porządne wino?
Ocero podniósł ręke przywołując obslugę.
- Jeszcze jeden kufel i najlepszy sfermentowany soczek dla moich kolegów. - na minę służki Ocero się delikatnie uśmiechnął - Wino.
Służka skinęła głową i odeszła realizować zamówienie, zaś druga podeszła do stolika, na którym postawiła zamówienie Eriliena. Była to kasza z sosem oraz porcja pieczeni… dla czterech osób.
- Przepraszam, ale wina mam dość na najbliższe stulecie, piwo poproszę! - Sevotar opadł na ławę obok reszty towarzyszy i przeciągnął się. Jego rzeczy leżały w pokoju na górze, ale mimo wszystko nie mógł się powstrzymać przed zabraniem skrzypiec ze sobą, zdjął więc futerał i położył obok siebie na stole.
- Ach, lady Alustriel - westchnął ciężko, przyglądając się i przekręcając na palcu srebrny pierścień, ozdobiony liścianymi wzorami - Nigdy nie przypuściłbym, że kogoś takiego jak ja spotka zaszczyt rozmowy z jedną z Sióstr…
- Tak - zgodził się Quelnatham - Elue Dualen to wspaniała osoba.
Zasiadł do stołu i skosztował wina, które zdążyła przynieść służebna dziewka. Skrzywił się jakby wypił ocet. Odstawił kielich i złożył ręce tak, że tylko ich opuszki stykały się ze sobą.
- Zapewne chcielibyście wiedzieć jak pani Alustriel i jej dwór zareagowali na opowieść Aerona. Śpieszę zatem przedłożyć wam sprawę. Pani Dualen zwołała kolejną nadzwyczajną radę. Uczestniliśmy - wskazał tu na Sevotara - w niezwykle ciekawych dyskusjach. Co prawda nie wszyscy dowierzali sile argumentów, jednak ostatecznie miasto podejmie przygotowania na wypadek wojny i zamętu.
Ocero siedział oparty na ręku, kiedy elf przestał mówić przez chwilę nic nie robił, po czym nakreslił kółko dłonią zachęcając do kontynuacji.
-... To wszystko? Dobrze, więc co mamy zamiar zrobić teraz?
Złoty elf uniósł pytająco brew.
- Nie rozumiem. Czego oczekiwałeś? Ja przybyłem tu by rozwikłać znaczenie wizji. Jestem jeszcze daleki od swojego celu. Będę szukał odpowiedzi w księgach. Wy? Jesteście wolnymi istotami, możecie czynić co chcecie.
- Pokręcę się po okolicy, będę czekał na rozwinięcie sytuacji - odpowiedział bard, opierając się łokciem o stół i kładąc policzek na dłoni - To nudne, tak, ale przynajmniej wiem, że sytuacja MOŻE się rozwinąć.
Selunita westchnął - Nie byłbym zbyt optymistyczny na twoim miejscu. Jedyną ciekawostkę jaką ja zasłyszałem na mieście to to, że na jednej ulicy jest krasnoludzka dziwka ze słabością do elfów. Podejrzewam, że wieszcze zapowiadający koniec czasów albo są bardzo rzadcy, albo nie brani na poważnie.
Słowa Ocero sprawiły, że Erilien zakrztusił się jedzonym właśnie posiłkiem. I jedynie szczescie sprawiło, że nie wyzionął ducha przy stole.
Sevotar zacmokał pod nosem.
- Hmm… Intrygujące. Gdzie to usłyszałeś? - bard zapytał z pełną powagą.
Ocero spojrzał na barda.
- Trzy przecznice stąd w stronę rzeki. Nie kojarze imienia… i nie wiedziałem, że jesteś z ciekawskich.
Elf aż prychnął ze śmiechu, popijając piwo.
- Proszę cię, jestem bardem! Muszę się interesować wszystkim, co wykracza poza ogólnie pojętą normę - Sevotar uśmiechnął się szeroko - No to pytałeś mnie o plany na najbliższe dni, masz już odpowiedź. Będę szukał rzeczy wykraczających poza ogólnie pojętą normę.
- No cóz, opowiedz mi potem jak było.
Czwórka ani się spostrzegła, jak na niebo zawitał wieczór rozgaszczając się wygodnie. Rozmawiali swobodnie, czasem naprawdę o niczym, czasem schodząc na poważniejsze tematy, których wszak im nie brakowało, a szczególnie przysporzył im Aeron.
Wszystko wydawało się być w jak najlepszym porządku….
Erilien właśnie kończył posiłek, może nawet trochę zasmucony tym, że uczta dobiega końca. Miał właśnie zamiar włożyć do ust jeden z ostatnich kawałków, gdy…
Zatrzymał rękę.
Sevotar i Quelnatham zobaczyli, że elf zastygł wpatrzony w stół.

Czuł…. Nie, nie czuł. Tam, gdzie kiedyś była ta iskra… To ciepło, to poczucie bezpieczeństwa i przynależności… znikło.
Zupełnie jakby odcięte brutalnie, pozostawiając jedynie broczącą krwią ranę.
Znikła boska obecność…

Quelnatham i Sevotar spojrzeli na Ocero, aby zobaczyć, że kapłan pobladł.
Selunita zasłonił usta, aby chociaż odrobinę zakryć swoje przerażenie. Ocero zrobił szybki rachunek sumienia, czy mógł narazić się czymś swej bogini, aż tak, aby go porzuciła? Z jego punktu widzenia nie, postanowił więc sprawdzić inne możliwości. Selune nie mogła zginąć, prawda? Istota tak pradawna była ponad śmiercią. Ocero był sam… bywał samotny, czasem przebywał dłużej bez ludzi, ale też zawsze wiedział, że ktoś tam jest. Razem z nim na drodze, w nocy oświetlający jego drogę. Teraz tej osoby nie ma… i po raz pierwszy odkąd Selunita pamiętał.. czuł się naprawdę samotny. Spojrzenie na Corellonitę powiedziało mu dostatecznie dużo.
- Zaczęło się…
Erilien otworzył usta chcąc powiedzieć… cokolwiek. Jak jednak miał wyrazić słowami to uczucie? Jak opisać tą przerażajacą, bolesną pustkę? Czuł jakby jego dusza została rozdarta na części i umierała w agoni, porzucona, samotna, bez nadzieji i szansy na pocieszenie. Poczuł jak łzy spływają po jego policzkach. Nie próbowal ich nawet powstrzymywać, nie mial sił. Wszystko czym był, w co wierzył znikało a on nie umiał tego zatrzymać. Miejsce nadzieii zajęła teraz rozpacz, przygniatająca, niszczaca ostatnie resztki woli paladyna. Nawet kolory straciły swą barwę. Rozmowy w karczmie przypominały teraz bardziej skrzek sępów nad padliną niż radosne rozmowy którymi były jeszcze chwile temu. Elf zapadł sie w sobie, jego ramiona opadły, twarz zastygła w grymasie bezbrzeżnego smutku i cierpienia. W tej krótkiej chwili wszystko co dokonał lub dokona straciło znaczenie. A jedyne słowo które potrafił wykrztusić z siebie było cichym rozpaczliwym szeptem.
-...odszedł…
Quelnatham natychmiast pojął co się stało. Teraz i ci niedowiarkowie poczuli grozę tego co nadchodzi. Sklął się w duchu i wymruczał najgorsze, znane mu staroelfickie przekleństwo. Miał przecież mieć jeszcze czas! Nie patrząc na niedawnych współbiesiadników rzucił się do drzwi i wypadł na ulice Silverymoon.
Bard w przeciwieństwie do innych nie wyglądał jak rażony piorunem. Elf odstawił gwałtownie kufel, starając się szybko przekalkulować co się tutaj dzieje. A nie działo się dobrze. Ci powiązani z bogami nagle zastygli i w ich oczach było te same spojrzenie, co w oczach osoby porzuconej przez ukochanego bez powodu, bez żadnej racji. Jak w oczach dziecka, patrzącego na śmierć swojego rodzica. Nie tyle rozpacz, ile pustka i brak zrozumienia.
- Nie ma pustki. Coś musiało się stać, ale nie jest to koniec. Cokolwiek się stało, nie jesteście sami, nie zapominajcie o tym. Wiem, czym jest samotność, ale samotność ma to do siebie, że rzadko trwa długo - jego słowa wydawały się idealnie pasować do sytuacji, nawet jeśli wyraźnie było sklecone na poczekaniu. Ciepło wpłynęło do serc tych których patroni zamilkli, dodając przynajmniej na chwilę trochę otuchy.
Ocero spojrzał na barda. Wyczuł magię w słowach elfa. Pomogło, ale nie wystarczająco.
- Nie wiesz co gadasz… to nie jest porzucenie przez nastoletnią miłostkę. To żadne chędorzone rozstanie ze starym płomieniem. Nasi bogowie ZAMILKLI! Nie masz pojęcia jaka to strata! Wyobraź sobie, że straciłeś głos i słuch, coś tak pewnego i koniecznego dla twego istnienia, że nie wyobrażasz sobie żyć bez nich. My teraz to przeżywamy, więc bez urazy, wepchnij te swoje słowa otuchy w jakieś ciepłe i wygodne miesjce…
W przeciwieństwie do człowieka Erilien nie potrafił tak szybko poradzić sobie z szokiem. On znacznie dlużej czuł boską moc przepełniającą jego ciało, duszę i umysł. Znacznie dłużej budował swoje życie na tej skale która teraz, bez żadnego ostrzeżenia, po prostu zniknęła.
-...odszedł...milczy...nie ma nic… pustka… - mamrotał nie zwracając uwagi na nic ani nikogo. Słowa barda nie potrafiły sięgnąć jego duszy, rozgrzać serca, ich iskierka była niczym w porównaniu z płomieniem boskiej miłości który zniknął bez śladu.
-...tylko ciemność…
- Nie mam zamiaru udawać, że wiem co czujecie - Sevotar zabrzmiał zadziwiająco jak na siebie spokojnie, a już na pewno nadzwyczajnie poważnie. Rzucił okiem na Eriliena, ale tylko na moment, żeby reagować, gdyby ten zrobił coś… Niemądrego - Ale wiem jak jest stracić całe swoje życie i wszystko, co świadczyło o jego sensie. Wiem doskonale. I przeżywajcie to, jasne, chcę wam pomóc. Jak potrafię.
Paladyn spojrzał w oczy Sevotara a w jego spojrzeniu czaiła się tylko pustka. zimna, samotna, okrutna pustka. Dawny blask pewności i spokoju zniknął całkowicie. A kiedy przemówił, głos miał pusty i cieżki niczym stumiony huk zamykającego się grobowca.
- Nie masz pojęcia. - Nie dodał nic ponadto jak zwykł był czynić wcześniej, jedynie wpatrywał się tym przeszywajacym pustym wzrokiem wprost w oczy Sevotara. Jakby chciał przewiercić jego czaszke na wylot, przebić się do jego duszy…
Ocero westchnął i położył ciężko dłoń na ramieniu Paladyna.
- Erilienie… nie wiem co powiedzieć, aby dodać ci otuchy. Nie wierzę, aby nasi bogowie zginęli, czy odwrócili się od nas… ciągle gdzieś są… musimy się tylko dowiedzieć gdzie. Potraktuj to jak test… i nie zawiedź.
-Tak. - Paladyn zwrócił swoją twarz w kierunku kapłana, powoli niczym nacierajacy lodowiec. - Masz… rację. - Wahał sie wypowiadając te słowa jakby własnie w swym wnetrzu toczył zażartą batalię o nieśmiertelną duszę a przeciwnikiem był nie kto inny jak on sam.
- Ja.. przepraszam… wstyd mi, że sam tego nie dostrzeglem. Corellon nie porzuca swych dzieci, jedynie my nie jesteśmy dość silni… Rozumiem twe słowa kapłanie Ocero i widzę ich madrość. Dziekuję Ci. - I był to pierwszy raz kiedy Erilien zwrócił się do kapłana w tak bezpośredni sposób, co zapewne o czymś swiadczyło. Tylko o czym?
- Nie masz za co… - kapłan rozejrzał się po karczmie - Świetnie, czaroklep nam się ulotnił. Znajdźmy go i dowiedzmy się czy ma jakiś plan działania… najwyraźniej lubi je.

***

Quelnatham
Za wyższą potrzebą karczmę był opuścił

Na ulicy złoty elf zwolnił kroku. Może uda mu się załatwić gońca zanim ludzie zorientują się co się stało. Pierw jednak skierował swoje kroki do wieży Ilidatha. Zaklęta wiadomość dotrze szybciej niż każdy posłaniec, jeśli tylko Splot jeszcze trwa. Przerażony tą myślą spojrzał na miasto magicznym wzrokiem. Świeciło się delikatnie, ale to raczej za sprawą magii, jaka otaczała te ulice, niż jakiegoś dodatkowego efektu. Nic także nie wskazywało na to, żeby Splot został uszkodzony, a na pewno nie płonął. Wieszcz ochłonął nieco. Mógł jeszcze pokładać ufność w Sztuce. Wyciągnął cienki, miedziany drut i wyginając go w dłoniach zaintonował zaklęcia przesłania. Słowa płynęły przez Splot szybciej niż wiatr, w mgnieniu oka docierając do Melue Inariell, jednej z czarodziejek wraz z Quelnathamem strzegących Semberholme.
-Nadchodzą straszne czasy. Widzenia na całej Północy. Teraz bogowie zamilkli. Nadchodzi chaos i zniszczenie. Strzeżcie Domu. Wrócę jak szybko będę mógł.
Po dłuższej chwili dotarła odpowiedź.
Uzbroimy się w ostrożność i będziemy uważać, nie martw się o nas. Jeżeli będziesz w stanie spróbuj określić naturę tych problemów. Co oznaczają widzenia? Co się stało z bogami?
Złoty elf przytaknął nieobecnej rozmówczyni. Nie miał odpowiedzi na jej pytania, a zaklęcie już się skończyło. Uspokojony, jego dom wiedział już o niebezpieczeństwie, wrócił do karczmy. Zachował się jak uczniak! Nawet jeśli sprawa była tak ważna nie powinien w taki sposób opuszczać zgromadzenia. Illidath może chwilę poczekać, jeśli jeszcze nie dowiedział się o niepokojach kapłanów.

***

Z powrotem w karczmie

Chwilę po wypowiedzeniu tych słów rzeczony czaroklep pokazał się w drzwiach i wrócił do stołu. Nie siadając zwrócił się do swych towarzyszy z głosem pełnym szczerego ubolewania:
- Zechciejcie mi wybaczyć za tak… niestosowne opuszczenie was. Emocje wzięły nade mną górę. Splot jednak jeszcze nie płonie, przynajmniej nie w Silverymoon, i Sztuka pozostaje skuteczna. - widząc cierpienie na twarzach duchownych zapytał przyjmując możliwie łagodny ton. -Jak się czujecie?
- Przetrwamy tą próbę. - Odezwał się paladyn choć już bez dawnego zapału w głośie. Tym razem chciał przekonać przede wszystkim samego siebie.
- Znośnie… zwarzając co zostało nam odebrane… - Kapłan uniósł dłoń zamawiając jeszcze jeden kufel piwa - Muszę się napić… więc, co robimy teraz?
Sevotar skrzywił się lekko, pod przeszywającym spojrzeniem Eriliena, ale zdecydowanie nie z powodu zakłopotania czy poczucia niższości w obliczu takich problemów. O nie, Erilien dojrzał w jego oczach podobną pustkę - nie tak rozpaczliwą, ale zdecydowanie równie istotną dla samego spiczastouszego barda. Nie miał jednak ochoty niczego mówić, więc spojrzał tylko na Quela.
Mina złotego elfa mówiła za niego. Był gotów stawić czoła nieznanemu. Nie było widać śladu niepewności na jego twarzy.
- Odwiedzę ponownie Ilidatha Onmerena. Prawdopodobnie wie już co się stało, ale jest blisko dworu pani Alustriel. Obiecałem pomoc Silverymoon w zbadaniu wizji, ale w obecnej sytuacji muszę wrócić do Cormanthoru. Jeśli moja osoba nie będzie konieczna natychmiast pojadę na południe.
-To ten las gdzie zagęszczenie demonów jest większe, niż zagęszczenie drzew prawda? I ty chcesz tam iść, kiedy prawdopodobnie wszyscy bogowie Faerunu zamilkli? Nie wydaje mi się to… rozsądne.
- A może właśnie jest najrozsądniejsze? - Trudno było ocenić czy paladyn pytanie kierował do Ocero czy tez do siebie samego. - Czyż nie bedzie to jdno z miejsc w którym powinnismy zacząć szukac odpowiedzi? Miejsce gdzie mogą być odpowiedzialni za… - Pomimo iż wydawał się być już w dobrym, jak na okoliczności, stanie to jednak dalej nie potrafił wypowiedzieć na głos tego co się stało.
- Być może... - odpowiedział Quelnatham - Jeśli rzeczywiście bogowie zniknęli, przynajmniej z zakresu percepcji wiernych, trudno uwierzyć mi, że sprawiła to jakakolwiek siła z tego świata. Owszem, słyszeliśmy o bogobójstwie, ale nigdy masowym.
-Nie twierdzę, że jestem ekspertem w dziedzinie niższych planów… ale jeżeli Demony i/lub Diabły byłyby w stanie cokolwiek zrobić bogom… czemu dopiero teraz? Myślałem, że są bardziej zajęci rzucaniem się sobie do gardeł.
- To jałowa dyskusja. Nieliczni mają dobrą wiedzę o sferach. Niestety, ja do nich nie należę. Teraz kiedy bogowie milczą mamy jeszcze mniejsze możliwości by się dowiedzieć. Przede wszystkim nie wiemy jeszcze które Moce zamilkły. Być może w niebiosach toczą się walki, o których nie mieliśmy pojęcia.
- No dobrze. Ale ty pytasz pierwszego demona, którego spotkamy.
- Cormanthor mówicie… - Sevotar mruknął pod nosem - Cóż. Będzie ciekawie, tyle mogę wam obiecać.
Bard uśmiechnął się lekko, bardziej podekscytowany perspektywą podróży, niż poruszony tym co się działo. Jednak nie było to lekceważenie, lecz wyćwiczony przez długie, elfie lata optymizm.
 
__________________
De mortuis crepitus
Aberdonensis de furor
Infernus irae!
Then they died
Googolplex jest offline  
Stary 09-06-2014, 02:46   #29
Edgelord
 
Zell's Avatar
 
Cormanthor…
Kto by z nich jeszcze dwa dni temu przypuszczał, że obiorą za cel właśnie to miejsce? Kto by z nich przypuszczał, że wyruszą w towarzystwie trzech innych, nowo poznanych osób, o których tak naprawdę niewiele wiedzieli?
Kto by z nich przypuszczał, że bogowie zamilkną?
Znaleźli się postawieni przed sytuacją, która zdawała się ich przerastać, a jednak postanowili spróbować jakoś działać w tej sprawie, nawet ci, nienależący do kleru. Musieli teraz tylko…. właśnie. Co musieli? Co mogli zrobić w obliczu tej tragedii dla Krain?
Na razie jednak musieli dostać się do Cormanthoru, a to nie miało być takie proste. Quelnatham podróżował do Silverymoon chyba najdłuższą z dróg, bo prowadzącą głównymi, utartymi szlakami, ale jednocześnie drogą najbezpieczniejszą z dostępnych. Najkrótsza prowadziła oczywiście przez Anauroch, ale nawet zapominając o zagrożeniach, jakie czaiły się pośród piasków należało pamiętać o samych warunkach pustyni. Dodatkowo niezaprzeczalnym bólem był brak miejsc, w których można by uzupełnić zapasy…
Nie wyczerpywały oczywiście te dwie opcje puli możliwości. Musieli zdecydować…
Ale to lepiej na świeży umysł...




...nie zdołali jednak od razu zasiąść do dyskusji…


Quelnatham Tassilar

- Bogowie zamilkli, ale z tego, co mówisz już wiesz o tym. Nie jesteśmy tylko pewni ilu i którzy.
Ilidath już rano skontaktował się magicznie z Quelnathamem prosząc go o przybycie do jego wieży w sprawie ostatnich zdarzeń. Quelnatham i tak miał przecież zamiar skontaktować się z tym magiem, więc udał się na to spotkanie.
- Lady Elué udała się skonsultować sprawę z resztą wybrańców. Nie wiemy na razie kiedy do nas powróci.
Ilidath podszedł do okna ze skrzyżowanymi rękoma za plecami, patrząc na rozpościerające się w dole miasto.
- Kapłani są zdruzgotani i zdezorientowani, ale nie ma się co im dziwić. Nie do wszystkich zwykłych mieszkańców te wieści dotarły, ale to tylko kwestia czasu. Mam tylko nadzieję, że nie wybuchnie jakaś panika… - odwrócił się do Quelnathama. - Przynajmniej Splot jest cały.
Wtedy niespodziewanie rozległo się pukanie do drzwi. Ilidath nieśpiesznie podszedł i otworzył je. Widząc jednak gościa stanął mu na drodze zakrywając go przed wzrokiem Quelnathama. Ten jednak był pewien, że przez chwilę widział rude włosy.
- Tak? O co chodzi? - zapytał suchym tonem Ilidath.
- Wiesz gdzie jest Quelnatham? - elfi mag usłyszał znajomy głos, który słyszał wielokrotnie ostatniego dnia.
Aeron.
- Czemu niby mam wiedzieć?
- Przyszedłeś po mnie z nim, pamiętasz? Musicie jakoś się znać czy coś… - cichy i wyczerpany głos półelfa nie pasował Quelnathamowi do wizerunku tego upartego dzieciaka.
- Odejdź już - mruknął Ilidath.
Aeron najwyraźniej miał dać za wygraną, gdy wtedy Ilidath przesunął się lekko dając mu spojrzenie do środka. Półelf od razu zauważył tego, którego poszukiwał. Spojrzał wściekle na Ilidatha i warknął:
- Palant.
Przepchnął gospodarza i pomimo protestów wszedł do środka od razu kierując się ku Quelnathamowi. Zatrzymał się przed nim ważąc najwyraźniej słowa. Spojrzał na złotego elfa zmęczonym spojrzeniem podkrążonych oczu.
- Quelnathamie… Musisz mnie wysłuchać...




...ale nie było co marnować czasu.

Erilien en Treves, Ocero, Sevotar

Pozostała trójka postanowiła przygotować się do drogi, zakupić to, czego im brakowało, a co na pewno będzie potrzebne nieważne którą z dróg wybiorą. Szczególnie Erilien miał problem, jako że większość swojego ekwipunku pozostawił z boskim rumakiem, a do tego nie miał teraz dostępu odkąd Corellon zamilkł. Inni także mieli swoje sprawunki, a i dobrze było pomyśleć o koniach, a przecież aktualnie żaden z nich nie był w posiadaniu takowego.
To, co rzuło się w oczy to nienaturalne wręcz dla paladyna zachowanie. Przez cały czas, odkąd tylko stracił kontakt z bogiem, nie miał nic w ustach. Nic nie jadł, chociaż wcześniej wciąż coś przeżuwał.
Sevotar szybko zauważył, że obaj boscy słudzy nie są zbyt skorzy do rozmów, choć to nie mogło dziwić. Minęło zbyt mało czasu, aby zdołali przejść z tym do porządku dziennego… o ile będą w stanie w ogóle, napomniał się bard. To w końcu jakby ktoś odebrał mu wszystkie zdolności oratorskie i muzyczne pozostawiając pustą skorupę.
Zakupowali właśnie prowiant na targu, gdy Ocero pierwszy zauważył nadciągające problemy. Placem szedł chwiejnie, obejmując się kurczowo młody mężczyzna, o chłopięcej urodzie, która przyciągała wzrok. Jego blond włosy były w nieładzie, a oczy zaczerwienione. Z szyi zwisał mu symbol Sune, co szybko określił kapłan Selune.
Zatrzymał się on w pewnym momencie i rozejrzał po placu. Zerwał z szyi symbol i uniósł go w górę.
- Nie ma ich! - krzyknął skupiając na sobie uwagę pobliskich osób. - Bogów nie ma! Odeszli! Zginęli! - krzyczał desperacko przechodząc pomiędzy zgromadzonymi, którzy patrzyli po sobie nie za bardzo wiedząc jak zareagować. Najwyraźniej jeszcze nie do wszystkich dotarło, co stało się poprzedniego wieczoru.
Zbliżył się do Eriliena, Sevotara i Ocero zauważając symbole, które dwaj z nich nosili. Podszedł bliżej z desperacją w oku.
- Jaki jest sens… Jaki jest teraz sens wszystkiego, bracia? - zwrócił się do Ocero i Eriliena, najwyraźniej tego drugiego też biorąc za kapłana. - Czy jesteśmy jeszcze po coś potrzebni? Kim jest kapłan bez boga? Pozostawiono nas…
Spojrzał na Eriliena i skierował do niego następne słowa:
- Czy czujesz tą pustkę? Czujesz ją?
Spuścił głowę i wyszeptał.
- Wszyscy zginęli...
Przykucnął i skulił się w sobie zaciskając dłonie wokół symbolu Sune, a łzy same płynęły mu po policzkach.
 
__________________
Kiss your perfect day goodbye
Because the world is on fire
Tuck your innocence goodnight
You sold your friends like guns for hire
Zell jest offline  
Stary 09-06-2014, 16:15   #30
Edgelord
 
Zell's Avatar
 


Zemsta i sprawiedliwość
PROLOG (II)


Gaspar Wyrmspike, Theodor Greycliff


Noc w Waterdeep była tego dnia naprawdę ciepła i przyjemna. Idąc uśpionymi ulicami Miasta Wspaniałości można było zapomnieć o niebezpieczeństwach, jakie w tak dużym mieście były nieuniknione. Nie powinno się chodzić samemu, szczególnie z pełną kiesą złota, ale niektórzy nie mieli wyjścia i musieli testować swoje szczęście.
A niektórzy z rozmysłem wybrali właśnie taką porę na spacery.

Theodor miał przed oczami cel, wobec którego względy bezpieczeństwa stawały się praktycznie nieistotne. Oczyma wyobraźni widział uśmiechniętą twarz Machy i rozpacz rodziny brata po stracie żony i matki. Takich rzeczy się nie wybacza.
A jego nowi pracodawcy dawali mu szansę na odwet.
Wygnani niegdyś z Miasta Wspaniałości teraz powoli, ale prężnie powracali ukradkiem gotując się na realizację swoich planów, o które oczywiście nie były znane komuś takiemu nak Theodor. Jedno było pewne. I oni, i Theo poprzysięgli zemstę, co ich w pewien sposób łączyło, chociaż naiwne byłoby sądzić, że tylko z tego powodu zgodzili się pomóc swojemu nowemu pracownikowi. Na pewno mieli swoje plany, i może urazy, co do Machy, ale dopóki prowadziły one do zrealizowania celu Theodora… czy był powód do narzekania?
Szczególnie, że dzięki nim zyskał kontakt.
Szedł właśnie spokojnymi uliczkami na spotkanie informatora, który miał mu opowiedzieć coś więcej o aktualnej sytuacji Machy w Porcie Czaszek, a o którym jego pracodawcy mu donieśli i pomogli zaaranżować spotkanie. Theodor wymacał w kieszeni płaszcza swoją szczęśliwą monetę z wizerunkiem uśmiechniętej Tymory. Sprzyjała mu.
Znalazł się na ulicy, przy jednym z zaułków. Zobaczył stojącego mężczyznę po pięćdziesiątce, który bacznie czegoś wypatrywał. Kiedy zobaczył Theodora skinął na niego i powiedział, jak ten znalazł się blisko.
- Byliśmy umówieni, prawda?
Theodor potwierdził co wywołało nieprzyjemny uśmiech na ustach mężczyzny.
Theo zareagował zbyt późno.
Ustawiony był tyłem do zaułka, z którego wyszło dwóch uzbrojonych mężczyzn otaczając wraz ze swoim kompanem ofiarę.
- Macha zastanawia się czy chcesz od niego autograf lub piszesz jego biografię, skoro tak szukasz kontaktu.
Cholera… A może tym razem to Beshaba wyrwała siostrze los Theodora i zaczęła się nim bawić….

Gaspar wracał do domu w znakomitym nastroju. Jego sztuka została bardzo pozytywnie przyjęta, a do tego dowiedział się, że ma fankę… bardzo… ładną fankę. Z fascynującą osobowością, podobnie jak i ciałem.
A najważniejsze, że ona była zafascynowana Gasparem.
Chciał ją zabrać do jednej z najlepszych restauracji w mieście, ale ta wolała lokal o mniejszym, choć wciąż, standardzie, gdzie według niej podawano najlepsze w mieście przystawki i mięsa. Gaspar nie miał zamiaru się z tym kłócić, jako że to w końcu było lepiej dla jego sakiewki, prawda?
Rozmawiali długo, do późna, zaprawiając rozmowę winem, a Amelia śmiała się szczerze z żartów Gaspara i co jakiś czas rumieniła nieśmiało. Wyrmspike miał nosa do takich okazji i tutaj ją wyczuł, więc kiedy przyszedł czas, aby opuścić restaurację dał jej wybór. Mógł ją odprowadzić do domu lub zaprowadzić do swojego, gdzie w spokoju będą mogli… kontynuować rozmowę. Amelia spłoniła się rumieńcem, ale chętnie zgodziła się na propozycję.
Idąc przez miasto Gaspar obejmował Amelię w pasie i dalej zabawiał ją rozmową, próbując rozluźnić nieco młodą dziewczynę, chociaż pomagał mu w tym także wypity przez ich oboje alkohol. Wieczór zapowiadał się zaiste cudownie.
W pewnym momencie Gaspar zatrzymał się i spojrzał w oczy dziewczynie. Delikatnie ujął w palce jej podbródek i skierował, jakby nieśmiało, jej usta ku swoim. Amelia struchlała, ale za chwilę rozluźniła się i nie opierała. Złączyli się w głębokim acz dość delikatnym pocałunku. Nie chciał jej spłoszyć.
Wtedy wszystko wzięło w łeb.
Gaspar kątem oka zobazył poruszenie z przodu. To trzech mężczyzn otoczyło czwartego i wątpił, aby chcieli tylko zapytać o drogę. Chwycił Amelię za rękę i odsunął trochę rozważając co powinien zrobić. W końcu miał pod swoją opieką to dziewczę… Wtedy zza nich rozległ się głos.
- Radzę panu odejść. - kiedy odwrócił się w jego stronę zobaczył kolejnego mężczyznę, ktory najwyraźniej stał na czatach. - A pani może zostać - dodał i uśmiechnął się obleśnie.
Amelia skryła się za Gasparem.
Tak czy inaczej został teraz w to wszystko wplątany….

Theodor z oddali zauważył Gaspara, ale ten miał swoje problemy. Tymoro… Pomóż…
 
__________________
Kiss your perfect day goodbye
Because the world is on fire
Tuck your innocence goodnight
You sold your friends like guns for hire

Ostatnio edytowane przez Zell : 01-05-2015 o 18:26.
Zell jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:29.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2023, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170 171 172