Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 28-04-2015, 21:04   #1
 
Draugdin's Avatar
 
[D&D 3.5] Karmazynowa Cytadela - Przedmioty Przymierza

Tajemnica istnienia Karmazynowej Cytadeli była tak dobrze strzeżona, że szczątki informacji o niej były na tyle już zapomniane, że obrosły legendą lub też nawet częściej uznawane były za mit. Niewielu wtajemniczonych o niej wiedziało, a dokładnie tylko ci, którzy byli odpowiedzialni za utrzymywanie takiego stanu rzeczy.

Przed wieloma wiekami Karmazynowa Cytadela była sercem okalającego ją labiryntu podzielonego na cztery skrzydła. Nie było tam żadnej drogi na skróty. Do serca budowli trzeba było przejść kolejno przez wszystkie cztery skrzydła. Nikt dokładnie nie wie kiedy zagnieździło się tam przedwieczne zło, ale gdy już się objawiło było na tyle potężne, żeby się stamtąd nie dać wypędzić.

Wiadomo było, że był to smok, który osiadł tam na swoim skarbie, którego zawartość sukcesywnie powiększał. Natomiast nikt nie pożył na tyle długo, żeby sprawdzić jakiego koloru był to smok i podzielić się to informacją z innymi. Skarb smoka był łakomym kąskiem i rozpalał wyobraźnię rzeszy awanturników. Zawierał nie zmierzone ilości złota, srebra, szlachetnych kamieni jak i wiele mniej lub bardziej potężnych magicznych przedmiotów.
Zawierał również bliżej niezidentyfikowany mroczny relikt, który jak się później okazało był przyczyną większości problemów. Artefakt ten żerował na krzywdzie, bólu i śmierci jakiej dopuszczał się smok i napełniał się negatywną energią. I więcej jej pochłonął tym pragnął jej jeszcze więcej i tym bardziej negatywnie zmieniał charakter smoka i wszystkich innych splugawionych istot w okolicy, ale też wzmacniał ich siły umiejętności. Jednym słowem im więcej energii zbierał relikt tym potężniejszy stawał się smok i podległe mu sługi. Na wołanie reliktu zaczęły one napływać do labiryntu i powoli zapełniać jego wszystkie skrzydła szerząc terror na jeszcze większą skalę. Zasada naczyń połączonych - im więcej złej energii pochłonął artefakt tym jeszcze większy był jego głód, tym bardziej oddziaływał negatywnie na smoka i podległe mu stwory tym bardziej je spaczając i zmuszając do siania jeszcze większego terroru, no i tym bardziej rozrastał się smoczy skarb.

Aby stawić czoło takiej wciąż rosnącej potędze zła doszło do zawiązania Przymierza trzech głównych ras elfów, krasnoludów oraz ludzi, które doprowadziło do bodajże największej bitwy w historii Zapomnianych Krain. Wzięły w niej udział niezliczone zastępy elfów, krasnoludów, ludzi oraz wielu innych ras, które dołączyły do wspólnej walki z realnym zagrożeniem dla całej krainy. Pomimo tak wielkiego nakładu sił i determinacji wolnych ludów szybko jasnym się stało, że wszystko to było nadal nie wystarczające. Oddziaływanie mrocznego reliktu zwiększało siły i zajadłość ataków wszystkich bestii z terenu budowli. Połączone dowództwa Wielkiej Armii (jak ją później nazwano) podjęło nie co desperacką decyzje o podjęciu próby rzucenia pradawnego zaklęcia przemieszczenia międzywymiarowego. Konsekwencje ewentualnego niepowodzenia przekraczały koszmar, z którym przyszło im się zmierzy. Zdecydowano się jednak postawić wszystko na jedną kartę. Przy pomocy najlepszych elfich magów, ochranianych na czas rytuału przez znaczną część armii udało się rzucić to niezwykle rzadko używane zaklęcie.

Karmazynowa Cytadela razem z otaczającym ją labiryntem i wszystkim co znajdowało się w tych murach zostało przeniesione do innego wymiaru i zamknięte za dobrze ukrytym zarówno fizycznie jak i magicznie portalem. Tego dnia poległy setki jak nie tysiące elfów, krasnoludów, ludzi, niziołków i innych ras, które opowiedziały się po stronie dobra i w obronie znanego im porządku rzeczy w Zapomnianych Krainach. Poległo też wielu wielkich herosów tamtych czasów. Do dziś nie wiadomo czy było to produktem uboczny rzucanego potężnego zaklęcia czy też może oddziaływania mrocznego reliktu. Być może wszystko to nałożyło się na siebie. Jedno było pewne, że śmierć siedmiu z nich powiązało się z powstaniem sześciu magicznych broni, jakich jeszcze w Zapomnianych Krainach nie widziano. Jakby całość życia, dokonanych bohaterskich czynów oraz heroicznego poświęcenia własnego życia władających nimi postaci zostało zaklęte w broniach, którymi walczyli i z którymi w dłoniach zakończyli życie tego pamiętnego dnia. Nazwano je Przedmiotami Przymierza i użyto do dodatkowego zapieczętowania portalu. Zostały one wkomponowane w portal po trzy z każdej strony i jeden na samym szczycie - jak ten legendarny miecz w kamieniu. Legenda mówi, że gdy te Przedmioty Przymierza zdołają odszukać i przywołać do siebie godnych następców swoich poprzednich właścicieli możliwe będzie ich ponowne użycie i przeniesienie nowo powstałej Drużyny do wymiaru, w który została przeniesiona Karmazynowa Cytadela. Jedynie cała szósta na raz może otworzyć portal.

Zapytacie być może w jakim celu? Przecież wielkie i potężne połączone armie nie dały rady. Legenda wspomina, że drużyna wybrańców wyposażonych w Przedmioty Przymierza ma szanse przebić sobie drogę do centrum labiryntu i w Karmazynowej Cytadeli stoczyć ostateczną walkę ze smokiem co osłabi działanie mrocznego reliktu lub spróbować zniszczyć starożytny artefakt co osłabi smoka i sprawi walkę z nim łatwiejszą. Możliwe to będzie jedynie używając Przedmiotów Przymierza i kompletnej drużyny sześciu śmiałków, które jak z tego wynika mogą być najpotężniejszymi magicznymi przedmiotami w Zapomnianych Krainach. Potężniejszymi nawet niż legendarne Księżycowe Klingi. Zadanie tylko dla najodważniejszych lub dla całkowitych ryzykantów. Jednak nagrodą jest przecież skarbiec smoka i przejście do legendy.

Tyle mówi legenda. Faktem jednak jest zapomniany już z biegiem czasu portal oraz umieszczone w nim Przedmioty Przymierza, które przeszukują Zapomniane Krainy i wysyłają swoje nieme wołanie do wybranych. Pytanie tylko czy wybrańcy usłyszą to wołanie, a nawet ważniejsze pytanie czy starczy im sił i odwagi by na to wołanie odpowiedzieć.
A czy na to wołanie odpowiesz TY?

Wołaniu Przedmiotów Przymierza odpowiedziało dwóch paladynów, kapłan, łotrzyk, tropiciel, barbarzyńca i czarodziej.
Nie znali się wcześniej. Po raz pierwszy spotkali się tam gdzie przywiodło ich tajemnicze wołanie czyli u stóp zapomnianego portalu. Jednak każdy z nich bezbłędnie odszukał i rozpoznał przedmiot, który widział w nękających go wizjach.
Po sobie zaś patrzyli z pewną dozą nieufności. Chociaż powoli docierała do nich świadomość, że jeżeli przynajmniej cześć z tego co mówiły legendy jest prawdą wkrótce ich losy zostaną ze sobą związane nierozerwalnym braterstwem broni.

Nadszedł czas na wypełnienie się przepowiedni, otwarcie Portalu i stawienie czoła przeznaczeniu z pomocą legendarnych Przedmiotów Przymierza.

 
__________________
There can be only One Draugdin!

We're fools to make war on our brothers in arms.

Ostatnio edytowane przez Draugdin : 28-04-2015 o 21:06.
Draugdin jest offline  
Stary 29-04-2015, 12:53   #2
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Sen był prawie ten sam.
Stale pokazywał te same trzy, promieniejące magią przedmioty, dzieło zapewne jednego, wspaniałego złotnika, prawdziwego mistrza w swym fachu.
Każdej nocy były trochę wyraźniejsze, niż poprzednio. Każdej nocy mógł dostrzec więcej szczegółów.
I każdej nocy ich wołanie było odrobinę głośniejsze.
A to, jak sądził, mogło znaczyć tylko jedno - źródło owego wołania było coraz bliżej.


***

A niech mnie... To TEN portal... I ONE też istnieją...
Te myśli przeszły przez głowę Thazara, gdy mag wpatrywał się w coś, co przez całe swe życia, od chwili, gdy po raz pierwszy usłyszał o Karmazynowej Cytadeli, uważał tylko i wyłącznie za legendę, nijak się nie mającą do rzeczywistości.

Wysoki mężczyzna, w ubraniu, noszącym na sobie ślady długiej podróży, w tunice nałożonej na koszulkę kolczą, przez moment wpatrywał się w portal, a w jego niebieskich oczach malowało się i zaskoczenie, i ciekawość.
Po chwili przeniósł wzrok na pozostałych uczestników spotkania. Ci, co w tym momencie spoglądali na niego, mogli dostrzec bliznę przecinającą skroń.

- Czy was też coś tutaj... wezwało? - spytał.

Ponownie spojrzał na portal i, nie czekając na odpowiedź, ruszył w stronę pełnych magii drobiazgów, które - czego był pewien - przeznaczone były właśnie dla niego.
 
Kerm jest offline  
Stary 29-04-2015, 21:07   #3
Mag
 
Mag's Avatar
 
List polecający podpisany przez jej mentora należącego do zakonu Czujnych Oczu Bóstwa sprawił, że przyjęto ją w pobliskiej świątyni Helma z otwartymi ramionami. Oczywiście nie obyło się bez wspominania przy mszalnym winie dawnych czasów kiedy jej mentor był jeszcze młodzieńcem.
Wyjątkowo dobrze spała, a w śnie znów nawiedziła ją wizja wspaniałego orężu, dla którego opuściła swe rodzinne strony. Miała w tym śnie wrażenie, że on tak samo jak ona nie może doczekać się ich spotkania.
Wyspana i podekscytowana, że jest już prawie u celu dosiadła swego konia i ruszyła przed siebie. Opuściła świątynię wczesną porą nim pierwsi kapłani ruszyli na poranne modlitwy. Nie lubiła się tłumaczyć.

Przed portal dotarła chyba w tym samym momencie co szóstka nieznajomych.
- Wow - wymsknęło jej się widząc portal.
Koń zastrzygł uszami i prychnął na obcych. Tori zaprzestała podziwiania i poklepała swego wierzchowca po szyi by dodać mu otuchy. Robił się nerwowy przy nieznajomych.

- Spokojnie Kelben - powiedziała do wałacha po czym zsiadła z niego.
Ubrana była w zwykłe szaty podróżnika, przy pasie miała miecz, a w dekolcie połyskiwał wisiorek z symbolem Helma.
Złapała konia za uzdę i prowadząc go podeszła bliżej do zebranych przy portalu. Próbowała ocenić zamiary tych osób. Już chciała się przywitać, gdy jej uwagę zwróciło coś na portalu. Natychmiast go poznała.
Przepiękny długi miecz. Był dokładnie taki jak w wizjach i snach. Nie zważając na innych podeszła do portalu i pogładziła oręż po płazie jego ostrza.
 
__________________
"Just remember, there is a thin line between being a hero and being a memory"

Gram jako: Irya, Marion, Venora, Riva, Lyn i Ursula
Mag jest offline  
Stary 30-04-2015, 18:15   #4
 
Zaalaos's Avatar
 
Łotr westchnął głęboko widząc dwa krótkie miecze, tak czarne że zdawały się wsysać światło w pobliżu. Ostatnią rzeczą którą pamiętał był długi korytarz, naszpikowany magicznymi alarmami obok których musiał się przekraść. Potem długo nic i nagle znalazł się tutaj. W normalnych warunkach starałby się zorientować gdzie jest, jak tu dotarł, ale te dwa ostrza śniły mu się od zawsze, czuł się niemal tak jakby posiadały one własną, i to wcale nie małą, grawitację. Ledwo zauważył obecność innych osób. Z rąk zdjął parę cienkich, aksamitnych rękawic i przeczasał swoje długie, niezbyt zadbane włosy, którym towarzyszyła równie zapuszczona broda o kolorze węgla. Ciemne owłosienie kontrastowało z jasną skórą, której jednakże nie było zbyt wiele widać. Nosił workowate, ciemne ubrania stosowne w złodziejskim fachu.

- Czy was też coś tutaj... wezwało? - usłyszał, słowa te wyrwały go z transu, T'jantar obrzucił szybkim spojrzeniem wszystkich zgromadzonych, notując którzy z nich mają na sobie święte symbole, czy też księgi zaklęć, względnie przedmioty konieczne każdemu parającemu się magią. Odruchowo odsunął się od kobiety służącej Helmowi. Musiał unikać z nią kontaktu fizycznego, nawet najbardziej przelotnego.
- Tak. - rzekł i ruszył prosto po broń z jego snów.
 
Zaalaos jest offline  
Stary 01-05-2015, 11:52   #5
 
Molkar's Avatar
 
Dorgan wyczuwał, że podróżuje w dobrym kierunku, zew czegoś co go wzywało był coraz silniejszy a sny coraz bardziej nabierały szczegółów przez co wiedział, że miejsce które mu się ukazuje na pewno zostanie przez niego rozpoznane.
Tego dnia wyruszył z samego rana ciągnący przeczuciem, że jest na tyle blisko, że cel jego podróży zostanie dziś osiągnięty.
Z oddali dostrzegł grupkę ludzi stojących przed kamiennym łukiem, gdy podjechał bliżej spostrzegł, że w łuku są umiejscowione różne bronie, w tym od razu dostrzegł obiekt jego wizji, majestatycznie wyglądający ciężki buzdygan, od którego biła moc. Aby podejść bliżej musiał zsiąść z konia, idąc spostrzegł kobietę z symbolem Helma, czyżby również kapłanka, może rycerz w służbie Boga. Skinął do zebranych głową i rzekł :

- Witam, widzę, że nie tylko mnie przywołała tu nieznana siła - mówiąc to popatrzał na to jak każdy ze zebranych przygląda się innemu przedmiotowi widniejącemu w kamiennym portalu.

Dorgan wyglądał na dobrze zbudowanego, wysokiego człowieka, ubrany w ciężką zbroję krytą, z tarczą na plecach i ciężkim buzdyganem przy pasie. Krok stawiał pewnie a na szyi zawieszony miał symbol Lathandera. Widać było, że przyzwyczajony był do podróży, juki były wypełnione i wyglądało na to, że miał za sobą dość daleką podróż.
 
Molkar jest offline  
Stary 05-05-2015, 20:06   #6
 
Googolplex's Avatar
 
Duchy
Przodkowie
Rodzina

Nie odstępowali go na krok. W każdej chwili, w każdym oddechu, każdym ziemi poruszeniu czuł ich obecność. Nieme wołanie, ostrzeżenia i pouczenia. Dzięki nim zawsze wiedział co jest słuszne, honorowe. Dzięki nim wiedział, że kieruje się w dobrą stronę w tym bezsłonecznym, mrocznym miejscu.

Miękka ziemia ustępowała z zatrważającą prędkością, woda zalewała korytarz, podmywała ściany aż w końcu zapadał się pod ciężarem jaki musiał dźwigać. Lecz mrocznego wędrowca to nie obchodziło, drążył swoją drogę do celu. Uparty i wytrwały niczym sama natura. Niczym potężne korzenie drzewa rozbijał skały na swej drodze, przemierzał rzeki i wyrywał ziemi każdy kolejny metr. Wiedział jak nienaturalna jest ta droga, jak bardzo wiedźma go przemieniła, jakimi łańcuchami skuła jego przeznaczenie. Wiedział lecz nie rozumiał. Czuł siłę którą mu dała, wielką siłę jakiej nie miał nikt przed nim.

Przykuty do skały daremnie próbował się oswobodzić. Potęzne ogniwa nie ustępowały. Wrastały w żywe ciało i martwy nieustępliwy kamień. Trzymały swego więźnia... jak długo już?

Potrząsnął głową. Kolejny sen, wizja? W ciemności nie trudno było wsłuchać się w głosy z innego świata. Wiedział o tym, po części dlatego wybrał taką drogę. By słyszeć lepiej głos który go wołał. Po części zaś by nie straszyć dobrych ludzi. Nie musieli go widzieć, ci którzy o nim nie wiedzieli w strachu mogli by zrobić sobie krzywdę. Nie tego chciał. Nigdy więcej nie będzie krzywdzić niewinnych...

- NIGDY WIĘCEJ!! - Z gardła wyrwał się dziki krzyk wprawiając w dziwne wibracje ściany korytarza i wodę w zagłębieniach podłoża.
Uderzał w ziemię mocniej i szybciej, myśli i wspomnienia wprawiły go we wściekłość a ta z kolei tchnęła w niego nowe siły, nową determinację.

***

Ziemia w pobliżu portalu wybrzuszyła się niczym niewiasta przy nadziei. Targnęły nią pierwsze spazmy porodu, drżenie które poczuli stojący najbliżej. W końcu jej łono pękło a z jego wnętrza na świat zalany promieniami słońca wynurzyła się obsydianowo-czarna poznaczona czerwonymi żyłami ręka. Po chwili dołączyła do niej druga rozwierając przejście.
Nie minęła chwila kiedy ukazał się wszystkim zgromadzonym mężczyzna. Olbrzym raczej niż człowiek. Potężnej postury, z pewnością liczył dobrze ponad dwa metry wzrostu. To jednak nie jego rozmiary a wygląd budził niepokój. Skóra niczym metal, poznaczona czerwonymi i pomarańczowymi żyłami niczym wulkan znaczą rzeki magmy. Oczy jak rubiny zdawały się żarzyć wewnętrznym złowrogim światłem. Ubrany zaś był niczym najgorszy żebrak, szaty jego wraz z płaszczem były postrzępione i sfatygowane. Kolczuga na piersi w stanie tak fatalnym, iż cudem było, że jeszcze się trzyma. Widać musiała być w dawnych czasach stworzona przez mistrza rzemiosła skoro nawet w takim stanie potrafiła chronić swego posiadacza.

Olbrzym nie odezwał się do ludzi, nie wiadomo nawet czy dostrzegał ich obecność. Kiedy tylko powstał z ziemi, ruszył do portalu wyciągając dłoń ku jego szczytowi.

- Witaj. - Wychrypiał olbrzym niskim zdartym od krzyku głosem. Lecz jednocześnie w sposób całkowicie przeczący jego posturze, słowa wypowiedział z zaskakującą łagodnością.
 
__________________
De mortuis crepitus
Aberdonensis de furor
Infernus irae!
Then they died

Ostatnio edytowane przez Googolplex : 06-05-2015 o 10:36.
Googolplex jest offline  
Stary 10-05-2015, 13:37   #7
 
Cedryk's Avatar
 
Słońce świeciło oślepiająco. Nawet drobny wietrzyk nie uginał gałązek i liści drobnych krzaków. Z za niewielkiego wzgórka na drodze wyłonił się młody mężczyzna. Prowadził za sobą muła objuczonego jego dobytkiem. Ubrany był jak każdy podróżny jednakże spod peleryny widać było kolczugę. Na piersi połyskiwał srebrny symbol Tyra.
Młodzieniec zamyślony podążał pewnie traktem.
Prowadziła go wizja.
Zwycięstwo dobra nad złem.
Z początku mało dokładna stawała się coraz wyraźniejsza.

W końcu dostrzegł portal z wizji przy którym znajdować miała się broń z wizji. Wiedział, iż będzie miał towarzyszy, było to wyraźne pokazane w wizji bez towarzyszy nie dało się pokonać zła.

Uśmiechnął się do stojących.

- Jak mniemam sprowadziła was ta sam wizja. Gideon Sandemo paladyn Tyra.


Potem młodzieniec podszedł i ujął w dłoń lekki korbacz z wizji.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974
Cedryk vel Dumaeg czasami z dopiskiem 1975
Cedryk jest offline  
Stary 10-05-2015, 14:44   #8
 
CCORD's Avatar
 
Nie wiedziała gdzie iść. Pomimo tego, czuła że z każdym dniem zbliża się do celu. Co było tym celem? Podejrzewała, że to przedmiot przez który co noc budzi się z krzykiem. Za każdym razem, z każdym dniem wędrówki sen był ten sam - za każdym razem jednak udawało jej się podejść bliżej do świecącego przedmiotu.

Jak znalazła się przed portalem? Skąd tutaj się wzięła ta grupa ludzi? Tego nie wiedziała.
- Może to kolejny sen? - pomyślała. Szybko odrzuciła tę myśl. Wszystko było zbyt prawdziwe, a przedmiot - łuk - na który patrzyła nie świecił oślepiającym blaskiem. Skinęła głową odpowiadając na przywitanie i idąc śladem innych osób, podeszła do przedmiotu. Zanim jednak złapała za niego, poczekała aby sprawdzić co się stanie gdy inni to zrobią. Nigdy wcześniej nie trzymała takiego oręża w dłoni. Jakby to nie była broń, przedmiot, a coś co jej towarzyszyło od dawna ale z jakiegoś powodu zniknęło.

Odziana była tak aby nie zwracać na siebie uwagi. Ubranie typowe dla wędrowca, kaptur zarzucony na głowę, zbroja zakryta płaszczem, a na plecach kołczan.
Spojrzała jeszcze raz szybko na tą dziwną gromadę i schowała łuk na plecy cofając się trochę od portalu.
 
CCORD jest offline  
Stary 13-05-2015, 20:44   #9
 
Draugdin's Avatar
 
Legenda okazała się prawdą. Siódemka śmiałków stanęła przed magicznym portalem, który nie powinien istnieć, a przynajmniej nikt o zdrowych zmysłach nie wierzył w jego istnienie. Jednak portal tu był - namacalny i materialny. Tak samo jak wtopione w jego obwód bronie w liczbie siedmiu. To były dokładnie te przedmioty, które każdy z nich widział w swoich snach czy tez wizjach. Były to te przedmioty, których wołanie było tak natrętnie nieznośne, że w końcu wszystkich ich tu sprowadziło.

Niektórzy byli tak zdesperowani i podnieceni odnalezieniem tych przedmiotów, z którymi obcowali od tak dawna, że niezwłocznie próbowali wydobyć je z portalu. Niestety nic się nie wydarzyło.

Legenda mówiła, że jedynie wszyscy śmiałkowie na raz mogą wydobyć magiczne przedmioty z portalu i otworzyć między wymiarowe przejście. Gdy w końcu zorientowali się, że muszą ze sobą ściśle współpracować magia zadziałała. Siedmiu śmiałków podeszło równocześnie do portalu. Jak na komendę każdy z nich wyciągnął rękę w kierunku tej broni, którą widział w swoich wizjach. Siedem dłoni jednocześnie spoczęło na przedmiotach.

Przez chwilę nic się nie wydarzyło choć bardzie uważny obserwator zauważył by, że nagle zapadła absolutna cisza. Przestał wiać wiatr, zamilkły wszystkie ptaki i owady. Zjawisko było tak nadnaturalne, że aż przerażające. Jednak nie mieli nawet czasu na zastanowienie się na tym gdyż przedmioty, które trzymali zaczęły nagle lekko wibrować w ich dłoniach. Równocześnie poczuli bijące od nich ciepło oraz po chwili zaczęły lśnić. Wszystkie te zjawiska jakby się równomiernie potęgowały.

Portal nagle ożył. Jego wnętrze dotychczas puste zaczęło wypełniać się błękitnym światłem a od środka pojawił się stale rosnący wir. Gdy światło wypełniło całą sferę portalu, wir zaczął się obracać z intensywnością nie do wytrzymania dla wzroku nastąpiła bezgłośna eksplozja światła. Legenda się wypełniła. Przedmioty Przymierza znówu znalazły nowych właścicieli, nawiązały z nimi nierozerwalną więź i obdarzyły każdego z nich indywidualnymi unikalnymi mocami.


Mimo, że eksplozja była jedynie bezgłośnym rozbłyskiem światła, jednak spowodowała odrzucenie śmiałków od portalu i chwilową utratę przytomności.
Powoli kolejno budzili się. Zorientowali się, że coś jest inaczej przede wszystkim po tym, że wcześniej portal stał ukryty w jaskini, a teraz znajdował się na niewielkiej polance w środku lasu. Poza tym każdy z nich trzymał w ręce nową broń.
Otrzepali się z kurzu potrząsając głowami aby pozbyć się resztek chwilowego otumanienia. Oglądali i podziwiali przedmioty, które wydobyli z portalu i które ich tu sprowadziły.
Powoli i stopniowo docierało do nich, że nowe przedmioty przemawiały do nich. Może nie w tradycyjny sposób dlatego trudno było im to odkryć, a jeszcze trudniej zaakceptować, ale jednak przemawiały. Była to raczej mentalna więź, która wpełzała do umysły każdego z nich by zakotwiczy się tam na stałe. Prędzej czy później, wolniej lub szybciej będą musieli tą więź poznać, przyzwyczaić się i zaakceptować. Jeszcze o tym nie wiedzieli, ale weszli w posiadanie bodajże najpotężniejszych magicznych przedmiotów w historii Zapomnianych Krain. Przedmioty Przymierza obudziły się do życia i znalazły nowych godnych siebie właścicieli.

Pierwszy przekaz jaki każdy z nich otrzymał był praktycznie ten sam różnił się jedynie treścią. Było to jak początek rozmowy dwóch wiernych przyjaciół.
“Witaj. Okazałeś się godnym noszenia Przedmiotu Przymierza. Nasza wieź odtąd będzie nierozerwalna. Nazywam się… i obdarzam się pierwszą mocą…
I każdy z nich usłyszał to co było przeznaczone dla niego.

Paladynowi przypadł lekki korbacz, który przedstawił się imieniem Potęga Światłości i obdarzył właściciela mocą dzięki której normalne tempo zdrowienia właściciela ulega podwojeniu. Dodatkowo daje umiejętność leczenie lekkich ran dwa razy dziennie.

Barbarzyńca otrzymał łańcuch kolczy o nazwie Furia Zemsty która powoduje że jeżeli bronią tą włada postać bardzo silna (Siła 20+) otrzymuje zdolność zadania dodatkowych dwóch obrażeń przy każdym skutecznym trafieniu.

Czarodziej zyskał dwa pierścienie i naszyjnik - zestaw nazywany Źródła Mocy, a właściciel magicznego zestawu może dziennie rzucić dodatkowo 3 czary 1 poziomu lub 2 czary drugiego poziomu lub 1 czar 3 poziomu.

Paladynowi przypadł długi miecz jednoręczny Zjawa, który otrzymuje zdolność świecenia eterycznym światłem, rozjaśnia mroki jak czar światło, można użyć trzy razy dziennie po 10 minut.

Kapłan dorobił się ciężkiego buzdygana o budzącym postrach imieniu Zguba Nieumarłych, a używając tą broń właściciel zyskuje atut Dodatkowe odpędzanie nieumarłych zatem daje możliwość użycia dodatkowe cztery razy dziennie poza umiejętnościami właściciela.

Spelthief otrzymał dwa krótkie miecze których imiona brzmią Cisza i Furia a używając obu ostrzy właściciel zyskuje atutu defensywna walka dwoma orężami.

Tropiciel zaś przypadł długi refleksyjny łuk Władca Żywiołów dający właścicielowi dostęp do atutu Szybki Strzał, może oddać dodatkowy strzał na turę bez dodatkowych kar.

Nadszedł czas zorientować się gdzie przeniósł ich portal i przetestować nowe przedmioty z praktyce.
Gdy już emocje i zauroczenie nowymi przedmiotami opadło próbowali się zorientować gdzie skierować swoje kroki dalej. Wybór okazał się o tyle prosty co jednoznaczny. Na polankę, na której znajdował się portal wiodła jedna jedyna leśna ścieżka. Nie mając innej alternatywy ruszyli nią niespiesznie. Po około pół godzinie marszu las zaczął się przerzedzać, a między drzewami majaczyły kształty jakiejś potężnej budowli. Gdy doszli do skraju lasu zatrzymali się jeszcze w obrębie drzew żeby dobrze przyjrzeć się otoczeniu i zaplanować dalsze posunięcia.


Przed nimi rzeczywiście wznosiła się legendarna Karmazynowa Cytadela stojąca po środku cztero-skrzydłowego labiryntu. Aspekt szukania wejścia do niego odpadł na samym początku gdyż patrzyli właśnie na wejście. Problem był tylko jeden, a nawet dwa. Niestety w sumie problemów było cztery więcej.
Pierwszy problem był taki, że wejście było strzeżone, a drugi, że od linii drzew do wejścia było coś ponad 200 metrów otwartej niczym nieosłoniętej przestrzeni. Natomiast na straży bramy do labiryntu stały cztery stwory z czego dwa stały przed wejście do labiryntu, a dwa stały z drugiej strony przed wyjściem. Wyglądało jakby w równym stopniu pilnowały wejścia jak i wyjścia z labiryntu. Dziwne prawda.
Stwory były wielkie, potężne i nie trzeba było być znawcą żeby nawet z tej odległości rozpoznać z kim przyjdzie im stawić czoła na początek. To były Minotaury, a każdy z nich opierał się na szeroko-ostrzowym potężnym dwuręcznym mieczu wielkości dorosłego człowieka.

Bohaterów czekały pierwsze decyzje. Atak frontalny czy pod osłoną nocy? No i jak stawić czoła czterem potężnym Minotaurom.
Pewne było tylko jedno. Po to tu zostali wezwani i po to tu przybyli. Mieli stawić czoło swojemu przeznaczeniu i spróbować przejść do legendy i zasłużyć na wpisanie do panteonu niezapomnianych bohaterów Zapomnianych Krain.
 
__________________
There can be only One Draugdin!

We're fools to make war on our brothers in arms.

Ostatnio edytowane przez Draugdin : 13-05-2015 o 20:50.
Draugdin jest offline  
Stary 14-05-2015, 13:23   #10
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Naszyjnik. Pierścień. Drugi pierścień. Całkiem jak we śnie. Nie do wiary...

Jednak sen nie przygotował Thazara na wybuch światła, przeniesienie nie wiadomo dokąd i, na dodatek, utratę przytomności.
Może nie trzeba było brać do ręki tych błyskotek?
Ale żył. I czuł się całkiem dobrze. Na dodatek przedmioty pulsowały magią. I, mógłby się założyć, mówiły do niego. Bo skąd niby w jego głowie odzywałby się głos, mówiący o Przedmiotach Przymierza? O i nowej mocy? Głos który się odezwał, ledwo Thazar włożył pierścienie i naszyjnik?
Źródło Mocy.
Brzmiało to... ciekawie. I obiecująco.
A że wylądowali w innym miejscu, niż przed chwilą byli? Wszak tak działały portale...


Thazar zatrzymał się na skraju lasu.
Byłoby tu całkiem przyjemnie. Nawet labirynt nie był taki zły. Niestety, przy wejściu stały przerośnięte człeko-byki. Już sam ich widok był nieco zniechęcający, a owo wrażenie pogłębiał oręż, który minotaury dzierżyły w dłoniach.

Podkraść się do nich raczej było trudno. Wszak nie mogli przebrać się za wędrujące drzewka i powolutku przesuwać się w stronę minotaurów.
Atak frontalny... Gdyby mieli więcej broni strzeleckiej, to może coś by się dało z tym zrobić, a tak? Taki minotaur z pewnością potrafił walczyć. No i... biegać szybciej, niż on był w stanie.

- Macie jakieś pomysły? - zwrócił się do pozostałych posiadaczy Przedmiotów Przymierza. A nuż któryś miał tęgi łeb pełen możliwych do realizacji planów.
 
Kerm jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:30.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168