Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 08-12-2015, 01:48   #1
 
Gettor's Avatar
 
[DnD 3.5 FR] Nasze Wody


Skarb Melediny zostawił daleko za sobą Murann kiedy słońce zaczynało zachodzić. Żagle łopotały wściekle na wietrze niosąc okręt jakby na skrzydłach diabła. Obrany został kurs na północny-zachód, jednak żaden z nowo wybranych członków załogi nie wiedział czemu. Kapitan nie zwierzał im się ze swoich decyzji.

Pokład potężnego, trój-masztowego galeonu przemierzało kilka tuzinów szubrawców, chcących się zwać jeśli nie marynarzami, to chociaż piratami. Wielu z nich mogło opowiedzieć własną, bolesną, historię życia, jednak chętniej i łatwiej przychodziło im podżynanie gardeł, chlanie na umór zagryzane grabieżą i gwałtem. Pokład galeonu podzielony był na trzy części - kasztel tylni, wnękę zwaną “Mordownią” pośrodku, oraz kasztel przedni.

Tylni kasztel był zwyczajowo zwany “Mostkiem”, gdyż to tam kapitan wraz ze sternikiem i nawigatorem ustalali wszystko co najważniejsze.
Mordownia była zasadniczym sercem statku: miejscem, gdzie stał główny maszt i wykonywano większość robót codziennych. Miała klapę w podłodze, a także drzwi do wnętrza obu kaszteli: do tylnego, gdzie znajdowała się kajuta kapitana i do przedniego, gdzie znajdowała się kuchnia.
Przedni kasztel nie pełnił żadnej oficjalnej roli, jednak miał tę zaletę, że od reszty statku oddzielała go drewniana ścianka wznosząca się na wysokość prawie metra. Czasami przychodzili tutaj ci, którzy chcieli się ukryć przed oficerem, albo zwyczajnie odpocząć. To tutaj też wieczorami grano w kości.

Galeon miał nie tylko pokład, ale też dwa poziomy poniżej.
Pierwszy z nich mieścił w sobie kubryk załogi i dwie niezależne koje oficerskie na przodzie, zaś a tyle znajdował się magazyn ze zrabowanymi skarbami, amunicją do armat i sprzętem zapasowym, takim jak niekończące się metry lin.
Drugi poziom zwany był przez załogę “Zgnilizną”. Znajdował się tu głównie prowiant tak suchy jak i żywy. Całe tuziny kur i dwie świnie gnieździły się w tej części statku. Trzeba było co najmniej czterech chłopów, żeby tego wszystkiego upilnować i wiadomym było, że to “Zgnilizny” na służbę trafiało się za karę. Gdakające i dziobiące ptaszyska były nie do zniesienia, a tratujące wszystko knury humoru nie poprawiały.

A niechby tylko który spróbował dopuścić, żeby zwierzak jaki został zatłuczony bez zgody kucharza! Ostatniego takiego śmiałka, zwanego Krzywym Billym, krasnoludzki kucharz ponoć sam zarżnął i podał jako gulasz. Ponoć.
Żywy inwentarz był trzymany po co, żeby Chudy Ronald - wspomniany kucharz - miał z czego codziennie rano robić jajecznicę dla oficerów. Czasami na takie śniadanie byli zapraszani ci z załogi, którzy spisali się w ostatnich czasach wyjątkowo dobrze.
Świnie z kolei zarzynano tylko od wielkich okazji, kiedy załodze wpadł w ręce istny skarb.

Skarb Melediny prezentował sobą uzbrojenie łącznie dwunastu dział: po sześć na każdą stronę okrętu i takoż po sześć na pokładzie i na pierwszym poziomie. Nie było to imponujące uzbrojenie, jednak dzięki temu potrafił gonić okręty kupiecie jak żaden inny.

Słone powietrze piekło wściekle w oczy tych, którzy wcześniej go nie uświadczyli. Na pokładzie trwała krzątanina: szorowanie pokładu, porzątkowanie lin, zbieranie i luzowanie żagli, wspinanie się na maszt, by coś poluzować albo zacisnąć. Czwórka oficerów wydzierała się przy tym niemiłosiernie na “zjebaną robotę, którą kurwa by własną pochwą lepiej wykonała”, po to, by po chwili palnąć delikwenta w łeb i kazać mu zrobić coś jeszcze raz.

Szóstka nowych delikwentów, którzy zostali zwerbowani na okręt poprzedniej nocy, kręciła się między załogą niebardzo wiedząc co ze sobą zrobić. Szczęście w nieszczęściu, zostali wyłapani wzrokiem przez oficerów.


- Te, podejdź tu! - warknął, szarpiąc chwiejącego się Evameta za płaszcz. - Rzygać będziesz mnie tu gówniarzu? Na moim świeżo wypolerowanym pokładzie? Wypad gdzie indziej!
Rzucił tropicielem jak szmacianą lalką w kierunku burty. Ten niemalże by wypadł, gdyby nie wielka małpa, która pojawiła się niewiadomo skąd i go chwyciła.
- Ki chuj? - zaklął oficer przyglądając się zjawisku przez chwilę, po czym zaczął się rozglądać.
-Wszystkie nowe kurwiszony, które zostały wczoraj zwerbowane, na Mostek do kapitana! - wrzasnął na całe gardło, po czym splunął w kierunku tropiciela. - Nie będziecie mnie tu defetyzmów roznosić, już się znajdzie dla was zajęcie!

Wspomniany oficer już wcześniej skupił całą uwagę jednego z “nowych”, Kolwena Jastera. Człowiek stał oparty plecami o przedni kasztel i wierzyć oczom nie mógł. Jack. Jego dawny “przyjaciel” Jack był oficerem u… no właśnie, kogo? Jak się nazywał ich nowy “mocodawca”?

Niechętnie i jakby z ociąganiem, cała szóstka ruszyła ku schodom prowadzącym na Mostek. Znajdowały się na nim wtedy dwie osoby: sternik, który leniwie pilnował utrzymywania kursu i kapitan. Pół-ork tak potężny, że pierwszą myślą było “drugie pół to pewnie z ogra”, jednak nikt nie śmiał tego powiedzieć na głos. Ubrany był w potężną skórznię z metalowymi naramiennikami. Na nogach miał ciężkie, wojskowe, metalowe buty, które mogłyby zapewne kruszyć głazy.
Był kompletnie łysy, zaś spod dolnej wargi wystawały mu dwa duże kły: jeden pożółkły, zaś drugi kompletnie czarny. Na twarzy miał wyrysowane wieczne niezadowolenie.
- Po jaką cholerę mi ich tu przyprowadziłeś, Jack? - Spytał, zwijając trzymaną w ręku mapę.
- Nie umieli se znaleźć zajęcia, sir. - Oficer nagle stanął prosto i skrzyżował ręce za plecami. Patrzył nieco w dół, jakby nie śmiał spojrzeć kapitanowi prosto w oczy. Może i słusznie.

Półork warknął z niezadowoleniem i odprawił tamtego machnięciem ręki.
- No dobra panienki. Nie wychwyciłem waszych imion, ale to nieistotne. Nazywam się Filigan “Czarny Ząb” i każdy kto się zapyta dlaczego wyleci za burtę. - Zwrócił się do nowych, po czym niemalże krzyknął. - Od teraz jesteście Szczurkami. Każdy kto zawoła “Szczurek” ma się spodziewać, że zaraz przybiegniecie na zawołanie chociażby po to, żeby wypolerować mu zafajdane gacie, jasne? Spiszcie się dobrze, to może dostąpicie zaszczytu przybiegania tylko na moje i oficerów wezwanie.

- Z małpiszonem do Zgnilizny, nie będą mi tu zawszańce biegać po pokładzie! - rozkazał, zwracając się ewidentnie do Evameta, po czym wskazał grubym, pazurzystym paluchem na Gildiel - Ty zostaniesz tutaj, reszta niech szybko wybeczy do czego się nadają, żebym wiedział którego władnego do nich zawołać.
 

Ostatnio edytowane przez Gettor : 08-12-2015 o 10:44.
Gettor jest offline  
Stary 08-12-2015, 11:24   #2
 
Googolplex's Avatar
 
Tagren od rana kręcił się tu i tam starając się wyglądać na zajętego. Nie był to pierwszy raz kiedy był nowym nabytkiem na statku i wiedział jak “lubiani” są lenie, jednak miał powody by nie brać się do pracy na serio. Pierwszym był gigantyczny kac który pozostał po lekarstwie na wczorajszego kaca.

Kolenym ważniejszym powodem dla którego unikał pracy była jego twarz a dokładniej to co po niej zostało. Oczywiście nos nastawiła mu Rita kiedy jeszcze był nieprzytomny więc powinno się wszystko ładnie zrosnąć ale do tego czasu minie jeszcze pewnie kilka dni. Dziś więc zaplanował sobie schodzić z drogi i nie prowokować niepotrzebnych zgrzytów.

Niestety, nie wszystkim udawało się to w ten sam sposób. Zaklął w duchu słysząc wezwanie do kapitana. Coś czego przez kilka dni miał ochotę nie słyszeć. W jego osobistym wykazie złych omenów stawanie przed kapitanem już pierwszego dnia było jednym z najgorszych. Wróżącym, że niedługo zdarzy się coś naprawdę złego, najpewniej praca której nikt inny nie chciał.


O dziwo nie było aż tak źle. Kapitan wyglądał na… ekhm… istotę dość rozsądną i co najważniejsze mało zainteresowaną nowymi. Wspaniale, czyli nie będzie wymyślał dla każdego pracy która udręczy go jak najlepiej a jedynie jakiś wspólny kierat. No i “szczurek” nie brzmiał tak źle, na pewno lepiej niż “kurwa” na którą musiał przybiegać na ostatnim statku.

- Ta jest - Wyrwało mu się nim zdążył ugryźć się w język. A przecież wiedział, że pierwszy który po takiej przemowie się odzywa od razu przyciąga uwagę. W duchu modlił się do Umberlee by tym razem jednak było inaczej.
 
__________________
De mortuis crepitus
Aberdonensis de furor
Infernus irae!
Then they died

Ostatnio edytowane przez Googolplex : 08-12-2015 o 11:47.
Googolplex jest offline  
Stary 08-12-2015, 13:11   #3
 
Morfik's Avatar
 
Atmosfera na statku nie należała do najprzyjemniejszych. Żeby nie to, że na stałym lądzie jest poszukiwany przez wiele osób, które chcą mu spuścić manto, to nigdy w życiu zapewne nie zaciągnąłby się do załogi. W całym tym zamieszaniu, jedynym chyba pocieszeniem było to, że uciekł od swoich kłopotów daleko. Wszystkie te problemy nie wynikały tak do końca z jego winy. Owszem przespał się raz czy dwa z kobietami, które za mężów miały wysoko postawionych urzędników, ale czy to od razu powód, żeby wysyłać za nim bandę zabójców? Na szczęście, teraz nie musiał się tym martwić.

Okazało się, że będzie miał inne rzeczy na głowie, podczas pracy na statku. Od wejścia na pokład, jego uwagę przykuł jeden z oficerów. Kolwen skądś go kojarzył, ale za nic nie mógł sobie przypomnieć skąd. Czy ten mężczyzna kiedyś mu groził albo próbował o zabić? Nie… Twarz znajoma, ale o co mogło chodzić?

Może wkrótce sobie przypomni, na razie musiał skupić się na tym, żeby za bardzo nie rzucać się w oczy swoim nieróbstwem. Był w tym mistrzem, więc udawało mu się to przez dosyć długi czas. Niestety jego towarzysze zbyt mocno rzucali się w oczy, przez to wszyscy zostali wezwani przez oficera na mostek.

Wtedy go olśniło. Kolwen od razu poznał kim był osobnik i aż zdziwił się, że tak długo zajęło mu przypomnienie sobie tego. To był ten zgniły, obślizgły, śmierdzący łajnem tchórz, który kiedyś zostawił go w potrzebie. Proszę, proszę, dorobił się ciepłej posadki na statku, jest kapciowym kapitana. Trzeba będzie obmyślić jakiś plan zemsty, ale na spokojnie, wszystko w swoim czasie.

Kapitan wyglądał tak, jak to sobie Kolwen zawsze wyobrażał, potężna osoba, z którą każdy, kto ma choć trochę oleju w głowie, nie będzie próbował zadrzeć. Niestety na Jastrze takie autorytety nie robiły żadnego wrażenia. Przez cały czas trwania przemówienia kapitana, łotrzyk wpatrywał się albo w niebo, albo we własne buty. Szczerze powiedziawszy nudziło go to wszystko bardzo.

- Ta jest – bąknął cicho pod nosem, gdy przemówienie się skończyło. Nie miał doświadczenia w pracy na statku, więc nie wiedział za bardzo, do czego najlepiej się nada. Jedyne co wiedział to to, że do czegokolwiek nie zostanie przydzielony, będzie kombinował jak się od tego wymigać.
 
Morfik jest offline  
Stary 08-12-2015, 14:47   #4
 
Gettor's Avatar
 
Kapitan spojrzał nienawistnie na Tagrena, a następnie na Kolwena, po czym podszedł do tego drugiego.
- Te, piękniś, a w ryj byś nie chciał? - Trzepnął go “lekko” wierzchem dłoni po policzku, co prawie że zwaliło Jastera na ziemię. Kiedy łotrzyk odzyskał równowagę, Czarny Ząb uśmiechał się już paskudnie.
- Dwójka! - wrzasnął do góry, wołając ową “Dwójkę”. Okazała się nią być całkiem zgrabna kobieta, która po kilku chwilach ześlizgnęła się z jednej z lin masztowych i wylądowała tuż obok kapitana.


- Tia? - Zapytała niedbale przeżuwając coś i jednocześnie poprawiając sobie stanik. Widok był dość rozpraszający, ale stres związany z całą sytuacją nie pozwolił załogantom nacieszyć się nim długo.
- Szczurki, to jest Fiona Westerbauch. Dla was: pani Westerbauch. Dwójka, weźmiesz te dwa Szczurki na dół do Zgnilizny. - Zadecydował kapitan wskazując na Tagrena i Kolwena - I przyprowadzisz z powrotem Piętkę i Krasnala.

Po tych słowach Czarny Ząb przestał się interesować wspomnianą dwójką, zaś Fiona zaczęła dość mocno poszturchiwać swoje nowe Szczurki bosakiem, który znalazła leżący na podłodze.
Tagren i Kolwen - chąc nie chcąc - zeszli na dół. Klapa w pokładzie była cały czas otwarta i prowadziła na pierwszy poziom z kubrykiem i magazynem. Tam zaś była kolejna, już zamknięta klapa, która prowadziła do Zgnilizny.

- No panienki, znacie zasady. - powiedziała Fiona, dźgając ich cały czas bosakiem, bo zaczęli się ociągać z otworzeniem drugiej klapy. - Żaden kurczak i żaden świniak ma nie ucierpieć, bo będzie manto na maszcie, a za każde zbite jajko dziesięć batów. Jeśliby…
W tym momencie klapa otworzyła się sama. Wyskoczył z niej potężny knur, którego bezskutecznie próbował powstrzymać chudy chłopak. Świniak nic sobie nie robił z jego wysiłków i popędził prosto do magazynu.
- St-ó-ó-ó-j ty-y-y kurwo-o-o! - krzyczał w miarę jak świnia pokonywała kolejne metry. Po chwili zniknęła za wejściem do magazynu.
-Co tak sterczycie? ŁAPCIE ŚWINIĘ! - wrzasnęła Fiona, a sama wskoczyła na dół sprawdzić dalsze szkody.
 
Gettor jest offline  
Stary 08-12-2015, 15:47   #5
 
Cedryk's Avatar
 
Gildiel Izunn


Młoda czarnowłosa kobieta w napierśniku opierała się o reling obserwując oddalający się brzeg.
Wprawni obserwatorzy mogli by dostrzec wiele. Płatnerzy zainteresował by pancerz wykonany z mithrilu z kilkoma specyficznymi udogodnieniami. Artystów zainteresowały by trawienia na zbroi obrazujące fale, delfin, chmury burzowe oraz błyskawice. Wojowników kord, a raczej jego wytarta rękojeść noszony w zdobnej pochwie. Żeglarze od razu dostrzegli, iż jest jedną z nich, chociażby po ty, iż miała już na stopach buty żeglarskie wykone z delikatnej skórki, które nie utrudniały wspinaczki oraz nie kalają brudem i ciężkimi podeszwami pokładu. Swoboda z jaką poruszała się po pokładzie, postawa i nonszalancja w ruchach świadczyły o tysiącach, jeśli nie dziesiątkach czy nawet setkach tysięcy godzin spędzonych na pokładach statków. Podrywaczy zainteresował by zaś jej wygląd. Cera kobiety była lekko opalona w odzieniu bardzo delikatnie błękitnym, ktoś by powiedział by, iż taką cerę mogą mieć księżniczki z opowieści. Wygląd zbroi sugerował ponętne kształty dziewczyny, Czarne włosy przytrzymywała kolorowa jedwabna bandana, zdobiona złotą nicią. Druga, podobna była zawiązana w ozdobny węzeł na szyi i wystawa spod zbroi. Dyskretny makijaż podkreślał jeszcze piwne oczy, brwi i usta młodej kobiety. W uszach tkwiły złote obręcze kolczyków, zaś na nadgarstku lewej dłoni trzy cienkie srebrne bransoletki.
[MEDIA]http://lastinn.info/rpgimages/15727_4344.jpeg[/MEDIA]


Gildiel Izunn bo to była ona spokojnie oczekiwał na rozkazy i przydzielenie do wachty. Dziwiło jednak ją to szybkie przeniesienie z poprzedniego statku floty.
W głowie brzmiały jeszcze słowa ballady usłyszanej w tawernie.
[MEDIA]http://www.youtube.com/watch?v=A7WzqPigAlw&index=7&list=PLKTtWB5DmATL-JAxBwS7cYArm4qFPkppG[/MEDIA]
Piraci szybko dostrzegli nową kobietę na pokładzie. W końcu jeden z bardziej odważnych piratów zbliżył się do niej. Gildiel widząc zbliżającego się pirata z wypisanymi na twarzy zamiarami, małym macaniem czy też poklepanie ponętnej pupci, uśmiechnęła się promienie, po czym wyciągnęła ramiona, tak jakby miał zamiar go objąć. Sytuacja momentalnie zmieniła się, szczeknęły, przy wysuwaniu się płetw, płytki ukrywające płetwy znajdujące się na przedramionach.
- Dotknij mnie tylko bez mojej zgody, a zabiorę ci na dno morza i tam zatrzymam na wieki.
Pirat odskoczył jak oparzony. Poznał, iż ma do czynienia z aventi, wiedział też, że nie były to groźby bez pokrycia. Aventi oddychali również w wodzie.
Zadowolona z efektu Gildiel schowała płetwy z cichym szczękiem metalu.

W końcu oficer „bardzo miłymi” słowy zaprosił ich do kapitana, Gildiel obdarzyła go promiennym uśmiechem.

Polecenie kapitana nie dziwiło jej, w końcu była zdolnym żeglarzem, płatnikiem i kwatermistrzem, nie wypominając już o tym, iż była też doskonałym płatnerzem, lecz nie o to chodziło by raczej kapitanowi.
Kiwnęła tylko głową potwierdzając rozkaz.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974
Cedryk vel Dumaeg czasami z dopiskiem 1975

Ostatnio edytowane przez Cedryk : 31-12-2015 o 13:30.
Cedryk jest offline  
Stary 08-12-2015, 19:44   #6
 
mORGAN's Avatar
 
Rashamitka, już od jakiejś godziny stała oparta tyłem o reling okrętu. Splecione ręce trzymała przed sobą, zmrużonymi oczyma śledząc codzienną pokładową krzątaninę. Zwyczajowy rytuał, odbywający się przy każdym wyjściu na otwarte wody. Patrząc na sytuację z perspektywy czasu, podejrzewała, że mogła trafić gorzej. Skarb Melediny miał swoje minusy. Tak, prawda. Nie był najbardziej imponującym w porcie okrętem a oficerowie, mogła przyznać otwarcie, mieli w sobie coś… łagodnie mówiąc niepokojącego. Na domiar złego po pokładzie przechadzał się jakiś małpiszon. Widziała na własne oczy. Spodziewać się mogła kapitańskiej papugi, no ewentualnie kapucynki, ale ten małpiszon był większy niż niejeden marynarz! Natomiast jeden plus był oczywisty, wypływali już dzisiaj. A to oznaczało, że na ladzie musiała spędzić jedynie jeden dzień. I szlag niech trafi pannę Afrię.

Dziewczyna zastanawiała się właśnie, jak też przysłużyć się swojej załodze. Nie było żadną tajemnicą, że obiboków i darmozjadów szybko spotykało na morzu coś nieprzyjemnego. Na dodatek, zwykle spotykało ich to wcześniej niż później. Więc im prędzej znajdzie sobie coś do roboty tym lepiej. Zakasała rękawy i już miała wybrać się na przechadzkę od dziobu do rufy, w poszukiwaniu zajęcia. Wtedy usłyszała wrzask jednego z oficerów. Wyraz jego twarzy, kiedy tak nawoływał i wzrokiem szukał nowych mówił jasno: lepiej będzie stawić się na wezwanie.

W kierunku mostka ruszyła rzeczywiście niezbyt chętnie, nie śmiała się jednak ociągać. Parę kroków i kilkadziesiąt drewnianych stopni wyżej stanęła przed swoim kapitanem. Rozmiar okrętowego zwierzaka natychmiast przestał być dla niej zagadką. Każda papuga czy kapucynka, która odważyłaby się siedzieć na tym ramieniu, musiałaby być chyba najbardziej szalonym zwierzęciem na morskich wodach. Kapitan Ząb był ogromny, szeroki, a gębę miał tak paskudnie zakazaną, że Ymir wcale nie dziwiła się oficerowi. Który teraz, jak to dziecko, nieśmiało wlepiał wzrok w ziemię.

Wysłuchała z należytą uwagą przemowy Filigana, przez całą tyradę była względnie spokojna i nie spuszczała wzroku. Patrzyła zwyczajnie przed siebie, sprytnie. Co by o nim nie mówić, trzeba przyznać, że kapitan był szybkim organizatorem. Nie minęło pięć minut, a dwa pierwsze szczurki dostały przydział obowiązków. Następne kilka chwil, zajęło Filiganowi wyczarowanie „Dwójki”, która po jakże efektownym wejściu odprowadzała Tagrena i Kolwena pod pokład. A w międzyczasie małpiszon został zdegradowany z pokładowej maskotki do żywego inwentarza. Chyba jednak nie należał do kapitana Zęba.

Spokojnie Ymir, jeszcze chwila, zajmie się i tobą. Wysłuchasz, pokiwasz głową i tyle. I tak wyśle cię pewnie, do co cięższych towarów. Żaden problem masz kilkumiesięczne doświadczenie.” - myślała.

- Mogę pomagać przy cięższym ładunku, wytaczać działa a na życzenie kapitana nosić worki kartofli kucharzowi. Ale moim fachem jest miecz, i to nim służę. - odpowiedziała na zadane pytanie skłaniając rudą głowę.
 

Ostatnio edytowane przez mORGAN : 08-12-2015 o 23:38.
mORGAN jest offline  
Stary 08-12-2015, 21:23   #7
 
Googolplex's Avatar
 
Tagren pochwycił pierwszy zwój liny jaki wpadł mu w ręce i podał go towarzyszowi nieszczęścia.
- Masz, przepłoszę ją na ciebie. - Rzekł i ruszył w pogoń.
Kolwen spojrzał ze zdziwieniem najpierw na linę, którą złapał od Tagrena. Świetna pierwsza robota nie ma co, ale jeżeli chciał uzyskać względy pięknej pani Westerbauch to musiał się pokazać z jak najlepszej strony.
- Musimy ją szybko złapać! – krzyknął za Tagrenem i pobiegł za nim trzymając linę w pogotowiu.

- Kurwa, kurwa, kurwa. - Klął Tagren goniąc wieprza, przekleństwa niosły z sobą niewielką ale zawsze ulgę. Ból był niemal nie do zniesienia, zupełnie jakby wraz z pulsowaniem krwi w żyłach ktoś urządził sobie koncert walenia w bębny używając jego czaszki. - Kurwa. - Dodał jeszcze by zebrać myśli. Niewiele to pomogło, dalej nie miał pomysłu jak złapać zwierze. Nigdy w życiu nie robił czegoś podobnego, choć jeśli liczyć ten raz kiedy spił się w karczmie… nie tamtego karła raczej do świń nie można zaliczyć, choć trzeba oddać sprawiedliwość, że wyglądem się niewiele różnili.
W końcu obmyślił nie głupi przecież plan. Świnia jak człowiek ma cztery kończyny, trzeba ją tylko odpowiednio złapać…

Kolwen szybko dogonił swojego towarzysza i lekko dysząc zaczął mu opowiadać swój plan.
- Musimy ją zagonić w kozi róg, ja się na nią rzucę, wtedy ona powinna odbić w twoją stronę, wtedy ty ją złapiesz i przytrzymasz, wyglądasz na silnego, więc raczej nie powinieneś mieć z tym problemów. Ja wtedy podejdę i zwiążę jej nogi – Kolwen uśmiechnął się szeroko. – To powinno załatwić sprawę. Co Ty na to?
- Wygląda jak plan. - Odrzekł przytakując kiwnięciem głowy. Którego to czynu zaraz pożałował. - Kurwa! - Po raz kolejny ból spowodował, że przywołał swoją boską patronkę po imieniu.

Wojownik wyglądał bardzo nietęgo, ale był zdeterminowany wykonać zadanie. We dwójkę wpadli do magazynu i od razu zlokalizowali chrumkającą apokalipsę, która tam zapanowała.
- Kwik! KWIIK! - ryczała świnia, biegając od prawej do lewej. Gdzieś pod ścianą leżał chłopak, który jeszcze przed chwilą niemalże ujeżdżał zwierzę.
- Cholera jasna, wiedziałem żeby nie dawać jej tego grogu… - wymamrotał tylko.
Tagren wraz z Kolwenem próbowali zapędzić świnię w róg, przy czym Jasterowi szło to o wiele sprawniej i już niemalże Aventi był gotów się na nią rzucić, kiedy knur przewrócił jakąś beczkę. Po magazynie rozległ się intensywny zapach prochu palnego, na co żołądek Kolwena ogłosił ewakuację. Wojownik zgiął się w pół i wypuścił linę, ale jeszcze jakimiś resztkami siły woli tłamsił bunt w swoim brzuchu. Świnia najwyraźniej zwietrzyła okazję, bo ruszyła pędem w jego kierunku.

Widząc co się dzieje Tagren wdzięczny był za swój chwilowo upośledzony węch. Tyle, że te dziękczynienia nie pomogą mu złapać wieprzka.
- Szlag!- Wycedził przez zęby wracając do swojego pierwotnego pomysłu by użyć na świni dźwigni z podcięciem.
Kolwen ledwo powstrzymywał swoje treści żołądkowe przed wydostaniem się na zewnątrz. Wziął głęboki oddech i starał się nie pobierać powietrza przez kilka sekund. W końcu, gdy zrobił się czerwony, wypuścił powietrze z ust.
- Złap go - udało mu się jeszcze powiedzieć w stronę Tagrena, licząc na to, że jego plan się powiedzie, po czym znów wstrzymał oddech.

Z pełną determinacją na twarzy, wojownik przygotował się na spotkanie ze świnią. Ta na niego wpadła, on zaś złapał ją tak jak został wyuczony, by następnie odruchowo ją zagiąć i rzucić w…
- Kwiiiik! - chrumknęła świnia.
- O kurwwww. - wrzasnął Kolwen na chwilę przed tym jak został przygwożdżony do ziemi wieloma dziesiątkami żywego bekonu.

- O kurwa! - Zawturował mu Tagren przerażony tym co właśnie zrobił. Miał tylko nadzieję, że Kolwen i co ważniejsze świnia są w miarę żywi.
-Co się gapisz?! Tam jest lina! Zwiąż jej nogi! - ledwo krzyknął w stronę Tagrena, cały czerwony na twarzy Kolwen.
Wojownik tylko przez ułamek sekundy się wahał nim porwał upuszczoną wcześniej linę i rzucił się wiązać świni racice… tylko kurwa jak? Węzłów znał w cholerę i jeszcze trochę, jak każdy na statku, ale który użyć do wiązania świni?!
- Strzykwę jej w dupę… - Pozwolił sobie na luźną uwagę odnośnie wieprzowiny. Kiedy w końcu po kilku nieudanych próbach węzły zaczęły się jako tako formować.
 
__________________
De mortuis crepitus
Aberdonensis de furor
Infernus irae!
Then they died
Googolplex jest offline  
Stary 08-12-2015, 21:24   #8
 
Morfik's Avatar
 
Świnia została uwiązana i kiedy sytuacja wyglądała na opanowaną, udało się nawet Kolwena wydostać spod knura, który - zdawałoby się - zmęczył się i zasnął. Chłopak, który wcześniej leżał pod ścianą niezdolny do żadnych ruchów, wygramolił się spomiędzy trocin, otrzepał się i podszedł chwiejnie do dwójki “bohaterów”.
- Bardzo ładnie panowie, żeśmy temu świniakowi pokazali! - zakrzyknął radośnie, zarzucając Kolwenowi rękę na bark. Zarówno jego, jak i Tagrena uderzył zapach taniego rumu, co wywołało w nich na nowo torsje.

- Ta, kurwa, myśmy mu pokazali… - Tagren nie mógł się powstrzymać od rzucenia sarkastycznej uwagi, nawet pomimo odoru i mdłości. Ale jak wiadomo jest na mdłości dobry lek…- Masz więcej tego co jej dałeś?
- Właśnie, właśnie, masz tego więcej? - ożywił się nagle Kolwen.
- No, eee, znaczy tak, znaczy… - Chłopak trochę się plątał. Najpierw sprawdził swój pas, potem spojrzał tam gdzie chwilę wcześniej leżał, aż w końcu przypomniał sobie:
- No tak, na dole zostawiłem, trochę do miseczki świniakowi nalałem, a reszta stoi obok i…

-GROGU?! DALIŚCIE JEJ GROGU? - Przez wejście do magazynu wpadła jak huragan Dwójka.
- No…eee… - Chłopak spojrzał błagalnie na pozostałą dwójkę.
Tagren w mig odsunął się o półtora kroku od chłopaka. Pić tak ale odpowiadać za niego nie miał zamiaru.
Kolwen szybko zabrał ze swojego barku dłoń mężczyzny.
- Właśnie, jak mogłeś napoić tę świnię grogiem? Oszalałeś? - powiedział głośno i pokręcił głową. Nie chciał, żeby piękna kobieta pomyślała, że miał z tym cokolwiek wspólnego.

- Ja… ale… nieeeee… - Chłopak bełkotał i nie był w stanie skleić pełnego zdania, kiedy Fiona szarpnęła nim za kołnierz i wywlokła z magazynu, wrzeszcząc coś o “mancie na maszcie”. W ostatniej chwili odwróciła się jeszcze do Tagrena:
- A wy zanieście Pusię na dół! - warknęła.
- Się robi, Pusia będzie miała jak w domku. - Później sam przed sobą musiał się przyznać, że brzmiało to przynajmniej głupio. Ale PUSIA?!
- Natychmiast się robi - odpowiedział Kolwen i poczekał, aż kobieta będzie już dostatecznie daleko. - Pusia? Co to za imię? Dla świni? Dobra, nieważne, choć bierzemy ją, miejmy to już z głowy - powiedział i podszedł do związanego świniaka, żeby wziąć go razem z Tagrenem.
- Taa, bierzemy Pusię. - Musiał sobie powtórzyć, to imię go niepokoiło. Czuł, że Pusia da im się jeszcze we znaki i to nie raz. Coś ją Dwójka za bardzo lubiła.
 
Morfik jest offline  
Stary 09-12-2015, 08:06   #9
 
Nemroth's Avatar
 
Gdy wylądował w Murann nie minęło dużo czasu by znalazł sobie kolejną robotę. Po krótkiej naradzie z Yimir, wybór padł na Skarb Melediny. Był to duży galeon, dobrze uzbrojony a posiadający także swoja sławę. Na piracki sposób można by rzecz piękny okręt a przynajmniej tak ocenił go Gaax. Gdy już znalazł się na pokładzie, stwierdził że to największa jednostka na jakiej miał okazję dotychczas służyć. Stała załoga, wykonująca zlecone im prace robiła dobre wrażenie, oczywiście na ile banda piratów może owe robić. To wszystko pozwalało mu przypuszczać ze dobrze wybrał.

Korzystając z chwili wolności konwersował z Ymir, pykając w międzyczasie fajkę nabitą tanim i niezbyt dobrym tytoniem. Tak jak się spodziewał nie musiał długo czekać by zainteresować swoją bezczynnością oficera. Wynikły z tego przymusowy spacer do kapitana ucieszył go jednak. Dobrze było poznać swoje obowiązki i chociaż chwilę pozmawiać z dowódcą. Przy okazji Gaax mógł się wreszcie przyjrzeć reszcie podobnych mu nowych nabytków do załogi. I choć ich twarze nie wiele zdradzały, pocieszająca była myśl że wraz z nim i Ymir jest ich szóstka. Przeważnie większa grupa podobnych sobie żółtodziobów lepiej znosiła trudy aklimatyzacji do starszej części załogi.

Kapitan zaś na Gaaxie zrobił wrażenie nie gorsze niż okręt jakim dowodził. Potężny pół ork o paskudnej mordzie idealnie wpasowywał się w rolę dowódcy piratów, ale zapewne nie tylko aparycji zawdzięczał swoją obecną rolę. Spryt, bezwzględność, doświadczenie a także zdolność do oceniania innych pewnie też musiały też być atutami Filigana a Gaax musiał teraz przed nim dobrze wypaść. Bo od tego w dużej mierze zależał jak długi i jak uciążliwy będzie okres bycia najniższym szczebelkiem w hierarchii na statku.

-Jestem Gaxkang– zdecydował się przedstawić imieniem które miał zamiar używać na morzu mieczy -Przez wiele lat pracowałem w porcie a kilka ostatnich miesięcy spędziłem na statkach podobnych do tego. Tym samym większość podstawowych obowiązków marynarza jest mi znana i mogę je wykonywać bez większych trudności.– Gaax łatwo się uczył -Oczywiście walka też nie jest mi obca. Oprócz tego czarodziej, uczony i początkujący alchemik, do usług kapitanie. – zakończył i była to może odpowiedź aż nazbyt wylewna ale liczył że kwiecista mowa wywrze pozytywny efekt.
 
Nemroth jest offline  
Stary 09-12-2015, 17:15   #10
Konto usunięte
 
Ulli's Avatar
 
Przebudzenie na statku nie należało do przyjemnych. Kilka ostatnich dni spędzonych na piciu w karczmach Murann mocno nadwyrężyło jego siły witalne. Jak przez mgłę pamiętał spotkanie Deneutha - kapłana Panny Nieszczęścia i wykład teologiczny, który mu walnął. Na wychowanym w lesie Evamecie zrobił takie wrażenie, że od razu zadeklarował przystąpienie do kultu. Do tej pory, w ciągu swego dwudziestoletniego życia, żył w religijnej próżni. Wychowywany wśród elfów nie wyznawał żadnych bogów. Do kultu Corellona, człowieka i wyrzutka nie dopuszczano, a innych kultów próżno było szukać w Zielonym Mateczniku.

-Przeklęty Deneuth, sprzedał mnie jak prosię.

Wysyczał przez zaciśnięte zęby łapiąc się za głowę zaraz po przebudzeniu. Przypomniał sobie jak nowo poznany "przyjaciel" zaciągnął go na statek i wymienił na parę sztuk złota. Z trudem wstał i wytoczył się na pokład ze śmierdzącego kubryku. Kołysanie statku odczuwał podwójnie ze względu na nieco zaburzony niedawnym upiciem błędnik. Żołądek także dawał znać o sobie. Powiódł nieprzytomnym wzrokiem po pokładzie.

- Cóż za menażeria- wymruczał pod nosem.

Zdecydowanie tu nie pasował. Jego uwagę na chwilę przykuły dwie kobiety także wyglądające na nowe i zagubione. Jedna olbrzymka odziana w skóry, którą wziął za druidkę i druga przypominająca mu portową kurtyzanę. Obie nie w jego typie. Mężczyzn nie zaszczycił swą uwagą.

Stał bezczynnie wpatrując się to w pokład, to w linię horyzontu. Kontemplował swój nienajlepszy stan fizyczny i wydarzenia ostatnich dni. Przyzwyczajał ciało do nieustannego kołysania. Był bliski uzyskania ukojenia. Niestety zainteresował się nim jakiś troglodyta o urodzie ogra. Na samo wspomnienie o rzyganiu zrobiło mu się niedobrze, ale na szczęście miał puściuteńki żołądek. Nieoczekiwaną pomoc od małpy przyjął szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami.

-Na mostek? Czemu nie mogę iść na mostek.

Zataczając się powlókł się za grupą.

Spotkanie z kolejną ważną osobistością na statku, ba z najważniejszą osobistością na statku znowu nie poszło dobrze. Dowodzący półork nie wiedzieć czemu był do niego uprzedzony.
"Może wychowywali go ludzie, jak mnie elfy i ma do swoich opiekunów żal."- przeszło mu przez myśl. Szybko jednak wyciszył myśli na wypadek, gdyby ktoś posiadał zdolność ich czytania. Nie chciał napytać sobie większej biedy. Na szczęście zainteresowanie kapitana przeniosło się na dwójkę innych nowych, co przyjął z pewną ulgą.

Wszystko wskazywało na to, że spędzą najbliższy czas razem. Evamet wstrzymał się jednak z prezentacją. Kiedy najnowsze ofiary kapitana wyszły, odwrócił się mając zamiar udać się za nimi. Ku swojemu zaskoczeniu potężna łapa kapitana spadła na jego ramię i szarpnęła do tyłu. Z trudem utrzymał równowagę. Zakręcił się jak bąk. Kiedy już zapanował nad swoim ciałem wlepił zaskoczone i nieco wystraszone spojrzenie w Filigana.
 

Ostatnio edytowane przez Ulli : 09-12-2015 o 17:41.
Ulli jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 02:54.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168