Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 14-07-2016, 00:56   #61
 
Perrin's Avatar
 
Dolit niewiele rozumiał z tego co się dzieje wokół. Najpierw Zehirla poszła ot tak nikogo nie pytając na spotkanie tych dwóch... dziwadeł. Potem coś do nich przemówiła, a chwilę później już wszyscy byli w ich obozowisku, które bynajmniej nie wyglądało na miejsce służące do kulturalnych dysput. Wszyscy (a myśląc "wszyscy" miał na myśli więcej stworów podobnych ich nowym przewodnikom) byli uzbrojeni i nie mieli przyjaznych min. Ten, którego spotkali na początku też nie wyglądał zbyt przyjaźnie. Gdy się odezwał tak bezczelnie do Zehirli, Dolit bez namysłu, zgodnie ze szlacheckim kodeksem chciał zażądać satysfakcji za obrazę damy. Ta jednak, ku zaskoczeniu młodzieńca, chwyciła go za rękę. Dolit miał wrażenie, że jej dotyk oznaczał coś więcej niż "stój" i aż się zatrzymał się czekając co się dalej wydarzy.
To nie był jednak koniec nieoczekiwanego zachowania Zehirli. Ileż jeszcze razy ta kobieta go zaskoczy? Nie ma dnia by nie uczyniła tego kilkukrotnie. Także i tym razem miast odpowiedzieć tamtemu jak na to zasłużył... podziękowała, jakby jego słowa stanowiły komplement. Cóż być może w istocie w ustach takiego prostaka był to komplement. Może Zehirla w swej dobroci przymknęła oczy na brak manier tamtego kmiotka? Jeśli tak było, a przecież musiało tak być, to po raz kolejny pokazała, że jest prawdziwą damą.
Zamyślony Dolit znów niemal nie zauważył, że poprowadzono ich gdzie indziej. Ledwie zarejestrował słowa tamtego by "niczego nie próbowali".
Znaleźli się więc przed tym, jakimś tam, ich wodzem. Nie wyglądał on imponująco. W rzeczy samej wyglądał jak dzikie stworzenie, próbujące dobrze wypaść wśród bardziej okrzesanych istot. Żałosne.
Przynajmniej jednak się starał w przeciwieństwie do tamtych.
Dolit skupił swój wzrok na czymś dlań ważniejszym. Otóż na stole leżało jadło. Tymczasem Zehirla pięknie i niezwykle grzecznie przemówiła do tego obdartusa. Zaoferowała mu... opowieści. W innych okolicznościach Dolit by się uśmiechnął, jeśli nie otwarcie zaśmiał na tak dziwaczną propozycję. Jednak słyszał już w jaskini jak wspaniale Zehirla potrafi opowiadać. Było to warte każdej ceny. Sam z resztą też przecież żył z opowieści. Nie odważyłby się chyba jednak zaproponować jedynie swego talentu gdy ich życie mogło od tego zależeć. Zehirla jednak była najwidoczniej pewna swych umiejętności. Tylko czy taki prostak potrafiłby to docenić?

Yekil i pozostała dwójka siedzących siedzieli nieruchomo wsłuchując się w słowa półelfki. Na wieść, że grupa nie para się handlem skrzywili się lekko, obrzucając się nawzajem znaczącymy spojrzeniami, ale gdy powiedziała o podarkach, na twarzy wodza zagościł mały pomarszczony uśmieszek.

Elfka ponownie pochyliła się delikatnie i wdzięcznie, choć już nie tak nisko jak za pierwszym razem. W skupieniu obserwowała wodza i najwyraźniej czekała na to co się stanie.

- Ile za małpę? - Rzucił Vernon. Nie by ją chciał, ale spodziewał się, że to rozzłości Wateka.
Dolit słysząc te słowa początkowo przestraszył się. Potem jednak pomyślał, że można by niezły ubić interes sprzedając im Berę, a potem odsyłając, albo czekając zwyczajnie aż zniknie. Uśmiechnął się nawet na ten plan, choć sama Bera nie wyglądała na zachwyconą tą zaskakującą propozycją. W zasadzie sprawiała wrażenie, jakby chciała kogoś ugryźć ale nie mogła się zdecydować kogo najpierw. Niestety wtrącił się Xaaz.
- A ile za Twego sługę Vernon’a? Jestem skłonny dać 200 sztuk złota. - machnął Xaazz, którego wzrok przestał błędnie krążyć po pomieszczeniu i skoncentrował się na oczach wodza.
- Stoi. Płatne z góry co trzydzieści dni. - Odpowiedział Vernon. Nie sądził, że najęcie się do tej grupy będzie takie łatwe. Widząc pytające spojrzenie wodza dodał - No co? Jestem spłukany.
Słysząc wymienioną przez Xaaza kwotę Dolit szeroko otworzył oczy. Jednak rozwarł je jeszcze bardziej gdy usłyszał słowa Vernona. Oto spotkał się prostak z prostakiem- pomyślał Dolit. Nie dość, że się wtrącił w dyskusję to jeszcze rzucił nierealną propozycję.

Zehirlę zatkało tak że przez moment nic nie powiedziała, gdy w końcu poukładała sobie sytuację w głowie zwróciła się znów.
- Ten człowiek nie ma z nami nic wspólnego. Pałęta się tylko za nami i wygraża. Radzę na niego uważać i nie bynajmniej z braku grzeczności. Po prostu jest niebezpieczny. Jego los jest mi obojętny i jeśli uraził Cię wodzu - zrób z nim co zechcesz. Przy okazji wątpię by jego słowo było cokolwiek warte.
Na te słowa Dolit potakiwał odruchowo. Miał wrażenie, że Elfka wypowiada jego własne myśli.

Xaazz oburzony spojrzał na Vernon'a niczym na nic nie warte zwierzę, a gdy nasycił się pogardą jego ślepia powędrowały w kierunku przywódcy goblinów.
- Niedawno uratowałem jej życie i tak odwzajemnia mi swą wdzięczność. - przymknąwszy powieki westchnął z trudem i kontynuował - Panie, źle się wyraziłem, nie chcę płacić mu żołdu, pragnę zapłacić tobie i mieć go na własność.
Zdziwieniu Dolita nie było końca. "Uratowałem jej życie"? Co on sobie wyobraża?! Powinien się cieszyć, że jeszcze chodzi po tym świecie, a jeszcze śmie prezentować postawę roszczeniową. W dodatku zaproponował kupno... kogoś. Nie ważne czym ten ktoś był. Istot rozumnych się nie kupuje. Nawet tak prostych.

Półelfka choć nie wdała się w dyskusję z Xaazem, to wyglądała na zakłopotaną. Szukając oparcia spojrzała na Dolita i Roleya.

Dolit już miał wtrącić swoje trzy grosze, lecz Roley go ubiegł. Młodzieniec mocniej chwycił swój kij bo zapowiadała się większa awantura.

Roley aż zadrżał poirytowany słysząc słowa czarownika
- Wiesz Xaaz, gdybyś poza rzucaniem błyskawic na prawo i lewo nie był takim dupkiem to może łatwiej byłoby nam okazywać wdzięczność… - rzucił przez zęby - Poza tym, walczyliśmy tam wszyscy, o Obrońco Uciśnionych. - Łowca potrafił długo być cierpliwy, ale w momencie gdy sprawy brnęły za daleko jego długo tłumiona irytacja wybuchała z podwójną siłą.

Dolit rad był, że coś ich wszystkich łączy, nawet jeśli była to irytacja, czy nawet nienawiść do Xaaza.
- Jeśli sprawia wam takie problemy, to wy mnie najmijcie. - Vernon zwrócił się do Zehirly. - Zabić go, albo postraszyć, trzymać na dystans albo na oku, do wyboru. Dodajmy też obronę prze niebezpieczeństwem i zwiad. Nie robię prania. Cena jest do negocjacji. - Stwierdził.
- Gorsza robota nie będzie, niż jak Karel Krzykacz najął się o pomocy u tego Przywoływacza dwie zimy temu.
Widząc zdezorientowane spojrzenia Vernon odchrząknął, gotów zademonstrować, ale na to wszystkie cztery pozostałe Hobgobliny poderwały się z miejsc, krzycząc z przerażeniem NIE!

Wreszcie padła jakaś sensowna oferta. Wprawdzie gdyby to ten osobnik zajął się Xaazem to przypadłaby mu cała chwała, jednak Dolit był gotów poświęcić tę drobną zasługę na rzecz świętego spokoju od tamtego obrzydliwca, który już wystarczająco im namieszał.
Półelfka zaś zdała się nie do końca wiedzieć co odpowiedzieć w tej sytuacji.

- DOSYĆ! - krzyknął piskliwym głosem jeden z dwóch towarzyszy Yekila, który, jak wiedział Vernon, był synem wodza - Nie obchodzą nas wasze sprawy! Pokazać jakie towary macie! Jeśli zadowolą wodza, może pozwolimy wam zanocować, a jak nie, to damy na pożarcie wilkom!

No tak. Cham zawsze pozostanie chamem. Biedna Zehirla chyba, za bardzo ufała, że każde stworzenie ma serce i teraz wszyscy mogą być w niebezpieczeństwie. Dolit mocniej zacisnął kij. W razie czego ją obroni.

Tym razem zareagował Yekil. Mówił powoli, zupełnie ignorując wybuch syna.
- Wstęp tu mają tylko handlarze. Skoro Vernon was tu przyprowadził, lepiej dla was i dla niego, żebyście coś mieli. Skoro macie coś na podarek to tym bardziej możecie przyjąć coś w zamian.

Przynajmniej ten ich wódz wyjaśnił zasady tu panujące. Może jednak jest wśród nich ktoś, z kim można rozmawiać- pomyślał Dolit. Niestety tamten jakby słysząc myśli młodzieńca pokazał się z jak najgorszej strony, gdyż przyłożył dwa palce do nosa i wysmarkał solidnego gluta na podłogę po czym machnął na trzeciego z nich i rzekł:
- Bulw, posprzątaj stół.

W kilka sekund posługacz sprawnie zgarnął całą zastawę i rzucił w kąt jak stertę rupieci.

Dolit intensywnie myślał, czego takie stwory jak oni mogą chcieć. Zapewne broni ale on takowej nie posiadał. Poza może krótkim mieczem, który zabrał by ściąć głowę temu yyyy no temu którego mieli dorwać tam w lesie. W razie potrzeby może go im oddać. I tak do tej pory mu się nie przydał. Po co w ogóle tu przychodzili?
 

Ostatnio edytowane przez Perrin : 14-07-2016 o 20:32.
Perrin jest offline  
Stary 14-07-2016, 20:46   #62
 
Yuan's Avatar
 
Roley rozglądał się ciekawie po wiosce hobgolinów. Towarzysze nie wydawali się zachwyceni, ale jemu przypomniały się stare czasy, kiedy bywał w różnych, dziwniejszych miejscach i handlował z bardziej prymitywnymi ludami. Z jego doświadczenia wynikało, że im bardziej prymitywny lud tym szybsze i prostsze negocjacje należy prowadzić. Nikt w końcu nie lubi obrywać pałką w głowę...

Nie żeby tęsknił za tym całym "zewem przygody". W końcu teraz wrócił na szlak niejako z przymusu i nie sądził, że spędzi w ten sposób chociaż 5 min dłużej niż będzie musiał. Miał coraz większe problemy ze znoszeniem tej całej sytuacji, a szczególnie przypadkowych ludzi, którzy przypadli mu w udziale. Miał wrażenie, że z dnia na dzień sprawy się tylko pogarszają. Do tego Xaaz ciągle mieszał i przysparzał kłopotów, jakby ich mieli mało. Z twarzy towarzyszy mógł jasno wyczytać mieszaninę gniewu i zażenowania, za każdym razem gdy wtrącał swoje głupie wstawki. Pewnie oni tak samo zastanawiają się co on tak właściwie z nimi dalej robi. Płacenie komuś za jego pilnowanie było jednakże jakąś kompletną bzdurą, za to pozbycie się jego... czemu nie? Szczególnie jeśli faktycznie miał przy sobie trochę złota. O tak, złoto Xaaza mogłoby rozwiązać wiele problemów...

Dodatkowo świeżo kwitnąca miłość między Dolitem i Zehirlą nieco go denerwowała. Ucieczka przed nieuchronną śmiercią wydawała się niezbyt trafną sytuacją do budowania podwalin udanego związku. Dla niego wyglądało to po prostu jako próba wyładowania stresu i przelanie rozmaitych emocji na miłość do drugiej osoby. Czy to skuteczne? Może, ale raczej na krótką metę. Niemniej jednak, czuł, że musi znaleźć przynajmniej w nich sojuszników inaczej zwariuje kompletnie... Obiecał sobie, że postara się być nieco milszy i poszukać w nich jakiś dobrych cech...

Łowca wrócił myślami do obecnej sytuacji, westchnął ciężko i uspokoił emocje. To nie było miejsce na kłótnie, trzeba to było rozegrać na spokojnie jeśli nie chcieli się narazić na kolejne kłopoty. Łowca wiedział co nada się na podarek i chociaż początkowo stanowczo odrzucił tę myśl teraz zdrowy rozsądek zaczynał powoli wygrywać z sentymentami. Odrzucił ostatnie wątpliwości kołatające się w jego głowie i wyciągnął zza pazuchy prostą, ale misternie wykonaną drewnianą sowę.

- Drogi Yekilu - skłonił się i wyciągnął dłoń z sową w kierunku wodza jakby trzymał w niej prawdziwy skarb. - Ta misternie rzeźbiona sowa to talizman niezwykle ceniony w stronach, z których pochodzę. Powiadają, że zapewnia jej właścicielowi niezwykłą mądrość, odwagę i spryt. Twoja postawa i posłuch wśród poddanych podpowiadają mi, że nie brakuje Ci żadnej z tych cech, ale także, że z każdej z nich zrobisz dobry użytek. Przyjmij więc ten dar jako oznakę wielkiego szacunku. - Roley spojrzał z pewną niepewnością na reakcję wodza. Mógł mieć tylko nadzieje, że kupi tę historyjkę.

Zanim wódz w ogóle zdążył coś dodać Roley usłyszał z boku przejęty głos Zehirli, która nalegała, żeby nie oddawał sowy. Łowca nie do końca wiedział jak rozumieć ten nagły wybuch troski. Czy elfka wiedziała ile sowa dla niego znaczy, czy po prostu chciała tylko wzmocnić efekt blefu przed wodzem? Wcześniej nie wykazywała raczej jakiegoś większego zainteresowania jego osobą, więc ta druga opcja wydawała się bardziej prawdopodobna. Z drugiej strony, przed chwilą obiecywał sobie, że będzie się doszukiwał dobrych cech...

Zaraz po elfce (a jakże!) wtrącił się Dolit.
- Właśnie! Jak sobie bez niej poradzimy? Już byśmy nie żyli, gdyby nie sprytne plany, które dzięki niej wymyślałeś. Ci strażnicy nawet nie zorientowali się, że robią to co chcemy. Z pewnością możemy dać co innego. Muszę Ci przypominać jak trudno było ją zdobyć? - Dolit mówiąc to miał minę zdradzającą lęk przed utratą czegoś cennego. Ruszył w jego kierunku jakby chcąc wyrwać mu cenny przedmiot. Łowca musiał przyznać, że o ile z jego strony brzmiało to komicznie to było całkiem udanie zagrane i miało szansę się udać.

Moja oferta była na poważnie. - Zwrócił się Vernon do Zehirly.- Możemy się dogadać do ceny. I wypadałoby coś odpalić wodzowi. - Próbował zasugerować, że to może rozwiązać ich mały impas z Yekilem, zakup usług w końcu też pochodził pod handel. Ale nie za bardzo wiedział jak, gadanie z ludziami nigdy nie było jego mocną stroną.
- Ale.. mnie nie stać by Cię opłacać. Nie mam stałych dochodów.. - Zehirla odparła cicho, wahając się.
- Wystarczy na razie pierwsza opłata. - Stwierdził Vernon, któremu, szczerze mówiąc, wcale nie zależało na zostaniu w wiosce, co czyniło bardziej niż skłonnym o negocjacji. - Potem się zobaczy.

Wódz machnął ręką uciszając Vernona i wyciągnął długą chudą rękę, żeby przejąć rzeźbę. Przez chwilę obracał nią, potrząsał, pocierał ręką… Potem przekazał synowi, a on uczynił podobnie. Oddał rzeźbę ojcu drugą ręką - czyniąc jakiś znak. Wtedy Yekil przemówił.
- Dwadzieścia sztuk srebra. Całkiem ładne. W zamian możemy też wam dać kamyk…
- Ale zostały tylko dwa! - oburzył się młodszy hobgoblin
- Są moje synu, a ten ptak z drewna będzie ładną ozdobą, pasuje do drewnianego puchara z Ur’Kzok. - zaklaskał cztery razy - Bulw, towar! Vernonie, jak dobijemy targu odprowadzisz gości do chaty gościnnej, przyślij Tuktuka i Edka do mnie. Tam możesz dotrzymać im towarzystwa i dobić własnej umowy. Tylko pamiętaj, jak wrócisz to dwadzieścia procent przychodu dla mnie.

To dobre warunki. - Vernon kiwnął głową i ruszył znaleźć tamtych dwóch. To były dobre warunki, pomyślał. Na tyle dobre, by mógł negocjować nieco niżej. Po co oddawać Yekilowi za dużo? Poza tym nie chciał być obecny przy tym jak naciągnie tych naiwniaków.

Sługa poszedł na drugą stronę pokoju, otworzył jedną ze skrzyń małym kluczem, poszukał chwilę, gruchocząc towarami ze środka - były to najróżniejsze odgłosy, od brzęku monet do głuchych odgłosów kości - wreszcie wrócił, kładąc na stole kulisty kamień koloru perły. Była na nim cienka, ale długa skaza.

Yekil spojrzał na Roleya i spytał - Srebro czy kamyk?
Łowca poczuł delikatne szturchnięcie, a chwilę potem usłyszał ciche słowa półelfki - Bierz kamyk.

Dolit najwyraźniej też chciał dodać coś od siebie. Zatrzymał się wpół kroku. “Kamyk?”. Trzeba to sprawdzić. Nie byłoby jednak rozsądne nagłe rzucanie zaklęć w ich obecnej sytuacji. Zapytał więc: - Pozwolisz dostojny Yekilu, że sprawdzę wartość proponowanego przez Ciebie kamyka? Chcielibyśmy być pewni wymiany, co być może utrwali nasze kontakty handlowe w przyszłości. - Hobgoblin machnął tylko ręką, dając pozwolenie.

Dolit więc rzucił zaklęcie wyciągając dłoń i wypowiadając słowa:
- Sensu koammm! - a gdy dowiedział się wszystkiego czego mógł rzekł - Dziękuję wodzu. A memu przyjacielowi rzeknę tylko, że ów kamień jak mi się zdaje jest cenny i być może pomoże nam w dalszej podróży. Nadal szkoda mi rozstawać się z tą sową, ale jak mniemam dostojnemu Yekilowi równie trudno z jego kamieniem. Nadto zaoferował nam przecież swą cenną gościnę.*

Roley udawał tylko, że się zastanawia. Oferta 20 sztuk srebra wskazywała, że wódz choć częściowo połknął haczyk, Maria nie wzięłaby pewnie za nią więcej niż 5. To jednak kamyk zaintrygował Roleya, a reakcja towarzyszy tylko utwierdziła go w przekonaniu, że to dobry wybór. - W porządku wodzu, wezmę ten kamyk. Ciesze się, że udało nam się dobić targu, niech nasza sowa dobrze Ci służy. - Roley zerknął ostatni raz na wynoszoną z pokoju sowę i poczuł ukłucie w sercu. Jego jedyna pamiątka… ale to nie ważne, odzyska Marię, a wtedy ta sowa będzie tylko ponurym wspomnieniem ich rozłąki.

Kątem oka zauważył jak Zehirla kręci głową z lekką irytacją szepcząc coś pod nosem w elfim języku. Chwilę później Dolit spojrzał na nią z wyrazem twarzy jakby chciał powiedzieć “no co?”. Elfka przez chwile utrzymała na nim swoje surowe spojrzenie, po czym z cichym westchnieniem zwróciła twarz w bok przyglądając się skórom zawieszonym na ścianach i suficie. Dolit, wyraźnie skonfundowany zamilkł i zaprzestał jakichkolwiek działań.

Zehirla po krótkiej chwili ponownie zwróciła zwrok ku Yekilowi.
- Nie posiadam chyba dość godnego Cię podarku, lecz jak mówiłam chętnie podzielę się swoją wiedzą. Różne historie.. te zwykłe jak i dworskie, o szlachcie, władcach.. Jeśli jednak Cię to nie interesuje znam się też na.. uhh.. elfim makijażu.. ale nie widziałam tu żadnej kobiety jeszcze. - urwała zakłopotana - Jeśli zechcesz nasza dobra Lily może także uraczyć Cię występem. Ma cudowny głos, talent i zapał!

Elfi makijaż! Roley nie mógł się powstrzymać i uśmiechnął się pod nosem spoglądając na Zehirlę. Na pewno gobliny będą zainteresowane malowaniem brwi! Widać jednak było, że i elfka szybko zorientowała się, że plecie głupoty, więc całość wyszła dość uroczo, szczególnie, że dobrze wybrnęła z całej sytuacji proponując koncert Lily.

Harfistka, do tej pory nie wychylająca się, wystąpiła o krok naprzód i dygnęła lekko, lecz zaraz potem się wycofała. W mgnieniu oka szepnęła Roleyowi coś na ucho. Łowca spojrzał na nią pytającym wzrokiem, ale wyglądało na to, że na wyjaśnienia będzie musiał trochę poczekać.

Wódz machnął ręką, wyraźnie zadowolony, że dokonano jakiejkolwiek transakcji.
- Jutro, kobieto. Wymiana się dokonała, tradycji i zasadom stała się zadość - dodał jakieś zdanie w goblińskim - Vernon się wami zajmie. Wystarczy.
Zaklaskał, i wszyscy wstali. Bulw zaczął zaganiać wszystkich do wyjścia. Chłód i bijący wiatr powróciły.

Roleyowi słowa Lily nie dawały spokoju... "Czas zerwać z przeszłością." Miał nadzieje, że chodzi jej tylko o sowę. Z drugiej strony skąd Lily miałaby wiedzieć o nim coś więcej? Nie, to głupota... po prostu zbieg okoliczności. Skłonił się ostatni raz wodzowi i razem z resztą wyszedł z namiotu.
 
Yuan jest offline  
Stary 24-07-2016, 19:48   #63
 
Ryder's Avatar
 
Sesja zamknięta.
 
Ryder jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 10:28.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168