Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 24-06-2017, 15:43   #1
 
Draugdin's Avatar
 
[D&D 3.5 FR] Świątynia Drowów



Podmrok.
Rozciągająca się pod całym Faerunem sieć tuneli i jaskiń nawet nie wiadomo czy do końca zbadanych. Jest to bodajże najniebezpieczniejszy obszar w całych Zapomnianych Krainach. Zamieszkały głównie przez drowy, mroczne i niegodziwe elfy o czarnych skórach i białych włosach, a także o okrutnych i bezlitosnych charakterach oraz o czarnych sercach jak mawiali niektórzy. Mieszkają tam też duergarowie, mroczne krasnoludy o ciemnej skórze oraz illithidzi zwani potocznie łupieżcami umysłów. Wieść niesie, że w najgłębszych rozwidleniach tuneli Podmroku można spotkać nawet beholdery. Nie wspominając już o wszelkiej odmianie i rozmiarach pająków. Wszystkich zamieszkujących ras i gatunków Podmroku nikt tak naprawdę nie zna gdyż jest to obszar wciąż niezbadany i skrajnie niebezpieczny, żeby nie powiedzieć zabójczy.

Gdzieś na głębokiej prowincji i z dala od często uczęszczanych szlaków podróżno handlowych na pograniczu powierzchni i wejścia do Pomroku egzystowały jak dotąd w dość kruchym zawieszeniu broni krasnoludy zamieszkujące niewielką fortecę zwaną Kamienną Przyłbicą i mroczne elfy żyjące w enklawie drowów Til’Asperna. Obydwa te miejsca leżą na krawędzi Podmroku natomiast położone na dość rozległym obszarze ciąg naturalnych jaskiń i kopalni stanowi granicę pomiędzy tymi dwoma osadami. Enklawa i otaczające ją tereny od dawna były obszarem konfrontacji pomiędzy krasnoludami z twierdzy, siłami duergarów z głębi ziemi oraz drowami chcącymi utrzymać swoją enklawę.

Drowy z Til’Asperna i ich bezpośredni sąsiedzi duergarowie wahają się pomiędzy niepewnym zawieszeniem broni, a otwartym konfliktem. Obecnie prowadzą oni przedłużające się negocjacje, dotyczące tego bogatego w mithril obszaru. Obie strony są więc szczerze zainteresowane przejęciem kontroli nad tymi terenami. Według warunków ostatniego rozejmu żadna ze stron nie może badać i wykorzystywać kopalni. Jednak kilka tygodni temu małej grupie drowów z enklawy udało się wypędzić duergarów ze spornego terytorium narzucając tym samym kolejny krótkotrwały i bardzo kruchy rozejm obowiązujący do dnia dzisiejszego.

Wyczuwając okres spokoju w konflikcie pomiędzy dwoma złymi rasami krasnoludy z Kamiennej Przyłbicy postanowiły wykorzystać zasadę gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. Wiedzą, że muszą uderzyć szybko i precyzyjnie. Wiedzą, że muszą uniemożliwić zarówno drowom jak i duergarom zebranie sił wystarczającyh, by zdołały całkowicie opanować sporny rejon lub zawrzeć trwały pokój. Co ważniejsze w ciągu ostatnich kilku miesięcy mała i względnie odizolowana krasnoludzka forteca kilkakrotnie stała się celem niebezpiecznych rajdów drowów. Choć mrocznych elfów jest zbyt mało, żeby odważyły się zaatakować cytadelę bezpośrednio to jednak najeźdźcy zabili kilku krasnoludzkich górników, którzy byli wystarczająco odważni lub po prostu co tu kryć głupi, by wyjść poza chronione obszary. W obliczu tych wydarzeń priorytetem dla krasnoludów stało się zapewnienie bezpieczeństwa twierdzy. Tak więc patowa sytuacja w jakiej znajdowała się cytadela oraz (a raczej przede wszystkim) trudna do opanowania żądzą uwolnienia się od zagrożenia ze strony drowów i duergarów i przejęcia kontroli nad terenami bogatymi w mithral zmusiła krasnoludy do szukania pomocy z zewnątrz w postaci grupy najemnych poszukiwaczy przygód. Dość kruchy i niestabilny układ sił między tymi trzema nacjami mogła jedynie zmienić niewielka grupa interwencyjna z zewnątrz. Taki też pomysł zaakceptowały ostatecznie krasnoludy.

Na polecenie dowódcy twierdzy rozesłano we wszystkie strony świata ogłoszenia o następującej treści:

Poszukiwacze i Najemnicy!
Thorram Axebeard, wódz krasnoludzkiej twierdzy Kamienna Przyłbica, poszukuje śmiałków spragnionych przygód i nagrody!
Naszą misją jest wydarcie [dopisek: grzybojebliwym] mrocznym elfom oraz złym duergarom kopalni, od których zależy przyszłość naszej Twierdzy!
To na wasze barki spadnie pomoc w odbiciu wspomnianego rejonu i zaskarbienie sobie linijek na kartach historii. Dla każdego śmiałka, skorego do pomocy, czeka stosowna nagroda. W sumie 5 000 sztuk złota w formie monet lub klejnotów, a także możliwość skorzystania darmo z najlepszego krasnoludzkiego kunsztu płatnerskiego i kowalskiego jakim dysponujemy w murach naszej twierdzy!!! Dodatkowo nagrodą dla wszystkich którzy (nie oszukujmy się) powrócą z wyprawy żywi czekać będzie dopasowana dla niego zbroja z czystego mithralu. Plus oczywiście wszystko co w trakcie wyprawy zostanie znalezione należy wedle woli i prawa do najemników.
Wszystkich chętnych zapraszam. Twierdzy Kamienna Przyłbica stoi dla Was otworem. Natomiast własnym honorem gwarantuję wam godną gościnę oraz gwarancję wypłatę nagrody.

Podpisano:
Thorram Axebeard naczelnik Kamiennej Przyłbicy.




Złośliwy i tak szeptali, że ta nader hojna nagroda jest i tak ledwie kroplą w morzu bogactwa złóż Mithralu, które były do przejęcia. Nie trzeba było być mędrcem ani filozofem, że nie chodziło tu o żadne szlachetne pobudki, ani o troskę, żeby zaraza i zagrożenie ze strony drowów i duergarów rozlało się na krainy powyżej Podmroku. Chodziło o najzwyklejszą ekonomię, o żądzę bogactwa, o mithral.

Wielu śmiałków z różnych stron Faerunu wyruszyło w kierunku krasnoludzkiej twierdzy. Wiodły ich różne motywacje, od chęci sprawdzenia się, przez poszukiwanie chwały, po najzwyklejszą żądzę bogactwa. Nie wszyscy jednak dotarli na miejsce. Dla części z nich droga była zbyt długa i za dużo karczm po drodze. Niektórzy po prostu zrezygnowali sami z różnych przyczyn. Niektórzy zaś z nich zanim dotarli w ogóle w okolice twierdzy znaleźli po drodze już inne zlecenia i dołączyli do innych drużyn i czekały nie nich inne przygody.
Ostatecznie do twierdzy dotarli ludzka bardka o dźwięcznym imieniu Tajga, barbarzyńca kleryk potężny pół-ork Kurg, krasnoludzki wojownik Bor Rivvik, ludzki czarodziej Panril Serpenthelm… Wydawało się, że drużyna jest już w komplecie i drzwi krasnoludzkiej twierdzy zaczęły się zamykać, a gdy pozostała w nich już naprawdę niewielka szczelina i choć wydawało się to skrajnie niewykonalne prześlizgnęła się przez nią jeszcze jedna postać, elfia łuczniczka Sharlea Selmer. Wyglądało na to, że drużyna była w komplecie i była nad wyraz intrygująco zróżnicowana.
Chwilę potem potężne wrota krasnoludzkiej twierdzy z głuchym trzaskiem zatrzasnęły się.
Na spotkanie poszukiwaczy przygód wyszedł sam dowódca twierdzy Thorram Axebeard.



- Witajcie przybysze. Wasze komnaty są już przygotowane. Złóżcie tam swój ekwipunek, a będzie tam całkowicie bezpieczny. Odpocznijcie po podróży. Wieczorem zaś zapraszam was wszystkich na wielką ucztę, którą dla was przygotowaliśmy. Zakładam ,że macie całą masę pytań, a i ja bardzo chętnie was poznam, wysłucham i porozmawiam. Witajcie w skromnych progach Kamiennej Przyłbicy.
 
__________________
There can be only One Draugdin!

We're fools to make war on our brothers in arms.
Draugdin jest offline  
Stary 26-06-2017, 11:04   #2
 
Feniu's Avatar
 
- Witaj, czy mogę się dosiąść? – zapytał Bor Rivvik krasnoluda siedzącego przy wielkiej ławie nieopodal wejścia do twierdzy – Te wędrówki mnie powoli wykańczają.


- To ty należysz do tej grupy śmiałków których wezwał Thorram? – zapytał nieznajomy wiekowy krasnolud – sądząc po wyglądzie górnik



- Aye, jestem Bor Rivvik syn Arthora z klanu Wielkiej Pięści z Twierdzy Flanka Północna na terenie Starego Shanatar. O waszej potrzebie dowiedziałem się 3 dni temu od jednego z posłańców wysłanych z ogłoszeniem. Mówicie, że macie problem z drowami i duergarami (splunął pod nogi, pokazując swą nienawiść do tych ostatnich) ?

- Aż tak ich nienawidzisz Bor? – zapytał – Jak mniemam to nie jest twoja pierwsza taka wyprawa, za przeproszeniem wyglądasz na najemnego wojownika, a zarazem poszukiwacza przygód.

- Aye to przez tych skurwysynów straciłem podczas walki dwóch braci Vica i Sytha, zatem sam rozumiesz, że jeśli chodzi o tych wynaturzonych krasnali skory jestem wam pomóc, w tej sprawie. Co do mojej awanturniczej natury to zawsze ciągnęło mnie do przygód a to za sprawą mego ojca, z którym wraz z braćmi wybieraliśmy się często na przechadzki po Podmroku. Swego czasu trafiliśmy do pieczary smoka – złapał się za swą brodę – całkowicie mi ją upalił - spojrzał wymownie na włosy. Ale ubiliśmy bestię choć trochę to nam zajęło, na szczęście nie byliśmy tam sami. Często podróżowałem z ludźmi a nawet półorkami, a zabijanie szarych krasnoludów sprawia mi wielką przyjemność, sam więc rozumiesz.

- Wybacz mi przybyszu, ale muszę udać się już do swych obowiązków, mówią na mnie Stary Durr, chętnie jeszcze kiedyś posłucham twych opowieści, sam swego czasu lubiłem wyściubiać nos z twierdzy a i znałem kiedyś jednego krasnoluda z Klanu Wielkiej Pięści. Nie mogę sobie przypomnieć jego imienia.

- Miło będzie z Tobą znów porozmawiać, mam nadzieje, że już po zakończeniu zadania się spotkamy, a teraz sam udam się na spoczynek bo wieczorem mamy spotkanie z Thorramem.

 
Feniu jest offline  
Stary 27-06-2017, 18:20   #3
Adi
 
Adi's Avatar
 
Sharlea zobaczyła ulotkę, gdy szła do domu w Daggerford po polowaniu w Zamglonym Lesie. Tym razem nic nie upolowała, jak za pierwszym razem, gdy uczyła się strzelać pod okiem Liama, ojca elfki. W pierwszej chwili chciała zerwać ją, ale po zatrzymaniu się przeczytała ją pół głośno, tak żeby tylko ona słyszała.
Hm, to hen drogi stąd, może tydzień, może cztery dni drogi. Opłaca się? - pomyślała elfica. Słońce ciepło muskało jej skórę, a delikatny wiatr targał włosami. Była piękna pogoda na taką wędrówkę. Jedyne na co musiała uważać to okoliczne lasy i rzeki pokroju Delimbiyr czy Dessarie, która leży za Lasem Ardeep. Te ziemie są już pod władaniem Waterdeep, jednego największych miast w tej okolicy. Plan był prosty, zabrać teoretycznie potrzebne rzeczy plus jakiś prowiant na ten tydzień i ruszyć ku przygodzie. Spojrzała w kierunku północno-zachodnim.
-Opłaca się - powiedziała na głos oderwawszy wzrok i jeszcze raz zerkając na ulotkę. Nieco żwawym krokiem poszła do domu. Przekroczyła próg i weszła do środka.
-Mamo, tato, muszę wam coś powiedzieć. Jakiś krasnolud z Kamiennej Przyłbicy poszukuje śmiałków by przepędzić wrogie drowy i duergarów, ale nagroda jest hojna… - tu urwała w tym miejscu, gdy do rozmowy wtrącił się ojciec.
-Nigdzie nie pójdziesz! To za daleko nawet jak dla ciebie - powiedział stanowczo kręcąc się po pokoju. Matka siedziała cicho.
-Ale tato! - westchnęła Sharlea.
-Dosyć tego. Nie pójdziesz. Nawet za tysiąc sztuk złota - rzekł Liam Selmer. Sharlea spojrzała na matkę.
Liam dalej kontynuował.
-Byłem tam dawno temu, tam nie jest bezpiecznie. Jest zimno, gdy dotrzesz na miejsce. Ja ledwo uszedłem z życiem - powiedział ojciec.
-Po za tym to będzie ze mną Hakan - broniła swej racji elfica.
-Jeszcze chcesz tam psa ciągać? - zapytał Liam.
-Em, no tak - powiedziała Sharli.
-Kiedy chciałabyś ruszyć? - Giselle zapytała.
-Ty jeszcze bronisz jej stronę!? - oburzył się ojciec.
-Ja tylko zadałam pytanie. Uspokuj się. Usiąć - wskazała fotel by Liam ochłonął. Ojciec posłuchał.
-Najlepiej od razu, bo to mi zajmie jakiś tydzień jak licząc na szybko - powiedziała dziewczyna dodając od razu -Za wykonanie zadania przydzielana jest kwota pięciu tysięcy sztuk złota - rzekła Sharli. Ojciec zamilkł. Taka kwota pozwoliłaby im wyjść na prostą.
-Dobrze, więc. Ruszaj. Tylko zabierz ze sobą to co potrzebne - stwierdził Liam.
-Dziękuję - Sharlea podziękowała i uściskała matkę oraz ojca. Zabrała kilka racji żywnościowych, łuk, manierkę, nóż i krzesiwo. Była gotowa pójść w świat.
-Tylko uważaj tam na siebie. Dobrze? I na psa - zapytała matka.
-Będę uważała na siebie i na niego - powiedziała i spojrzała na Hakana. Giselle ucałowała jej czoło. Elfica ruszyła w świat, zaczynając od przekroczenia rzeki Delimbiyr, poprzez Las Ardeep i dalej naprzód. Zatrzymała się na trochę w Waterdeep, by uzupełnić zapasy, miała jeszcze trochę pieniędzy na małe zakupy.



Dzień pierwszy nie był jakiś szczególnie ciężki do poradzenia sobie. Spała w jakimś pokoju w Waterdeep. Następnego poranka ruszyła dalej, przekraczając rzekę Dessarię, dochodząc do Gór Mieczy.
Ach, jak ja mam to przejść? Obejdę je, ale to mi zajmie z jakieś trzy dni. No nic. Ruszajmy - pomyślała dziewczyna i ruszyła szlakiem gór. Tym razem pogoda nie rozpieszczała jej, padało, cały dzień. Było też zimno, ale do wytrzymania. Zrobiła sobie krótką przerwę na odpoczynek i zjedzenie czegoś. Pogoda nie nadawała się na zrobienie ogniska i podgrzania jedzenia. Odpoczynek trwał dobrą godzinę. Ruszyła dalej brzegiem gór. W końcu, po trzech dniach pełnych deszczu, minęła je. Teraz czekał ją las Neverwinter, a za lasem samo Neverwinter, największe miasto w okolicy.
-Jestem bliżej niż dalej, nie mogę się teraz wycofać - powiedziała patrząc za siebie.

Minęły dwa tygodnie odkąd wyruszyła z Daggerford do lasu Neverwinter. Przedzierała się przez las pewnie to zajmie jej kilka dobrych dni. Po kilkunastu godzinach drogi weszła do lasu. Tym razem było umiarkowanie na dworze. Ani za ciepło, ani za zimno. Korony drzew utrudniały trochę położenie słońca, ale Sharlea sobie poradziła. Po przejściu przez las i przekroczeniu niewielkiej rzeki znalazła się prawie na miejscu.

Dotarła do miejscowości Luskan, a za nim była Kamienna Przyłbica. Tylko musiała jeszcze obejść Góry zwane Grzbietem Świata.
Już prawie koniec tej wędrówki - pomyślała dziewczyna. Przekroczywszy rzekę Mirar znalazła się na miejscu. Kolejne góry były na jej trasie tym razem dużo większe i bardziej rozległe, bo ciągnęły się aż po Zimny Las, hen na północy Faerunu. Ujrzała ładny zameczek, i drzwi które się powoli zamykały.
-Ej chwila! Zaczekajcie na mnie! - krzyczała kobieta i biegła ile sił w tych elfich nogach zostało. Na ostatkach sił udało jej się przecisnąć przez drzwi. Oparła dłonie na kolanach.
Jak zawsze spóźniona - pomyślała łapiąc głębsze wdechy. Spojrzała na wprost prostując się. Spojrzała na psa. Hakan też był zmęczony.
O niezła zgrajka ludzi i nieludzi - pomyślała dziewczyna idąc w kierunku, tego który przemawiał. Chyba się nas spodziewał skoro mówi, że “nasze” pokoje są gotowe.
-Tak, tak witajcie. Dacie jakieś krzesło? - zażartowała Sharlea. W końcu elfy słyną z dowcipów. Usiadła na przydrożnym krześle i popatrzyła po zebranych, jeden pół-ork, krasnal, człowiek bardka, człowiek czarodziej. Hm można się przyzwyczaić, ale mogło być lepiej.
 
__________________
I am a Gamer. Not, because i don't have a life. But because i choose to have Many.
GG 53887240

Ostatnio edytowane przez Adi : 28-06-2017 o 15:05. Powód: Drobna korekta
Adi jest offline  
Stary 28-06-2017, 02:13   #4
 
Ryder's Avatar
 
Dzikie Rubieże, dwa lata temu

Gęsty dym unosił się nad zgliszczami kolejnej osady. Wojownicy plemienia gryfa rozłożyli się obozem po przeciwnej stronie wzniesienia, pewni swej bezkarności. Mimo to, nastroje były ponure. Wszystkie kosztowności zostały dawno wywiezione na zachód, gdzie wkrótce zasilą skarbce jakiejś porządnej kompanii. Tracili czas.

Kurg Odmieniec siedział, ostrząc topór i czekał na dalsze postanowienia. Od czasu, gdy szaman Turuk wprowadził go na Drogę Chwały, stracił wielu wrogów. Nikt nie chciał się znaleźć w położeniu, gdy jego życie będzie zależne właśnie od półorka. Ostatecznie łaska Ojca Bitwy stanowiła różnicę między życiem a śmiercią po ciężkiej bitwie. Kurg stoczył ich już kilka, rzadko polegając na boskiej uzdrawiającej mocy.

Przyszedł Gotrek. Przyboczny Kralgara Gnatołama, wodza. Większy okrutnik niż wojownik. Podobnie jak Kralgar. Domagał się leczenia infekcji w ramieniu.
- Wykłuwać oczy i miażdżyć jaja to potrafisz, a jak rąsia boli to skamlesz?
Nie był zbyt miły, ale to była norma. Kurg wiedział, że teraz to on trzyma jego jaja i nie ma wyjścia. Wreszcie wlał w jego rękę odrobinę energii, żeby zapoczątkować proces naturalnego leczenia. Niech trochę pocierpi, może wtedy będzie z niego lepszy pożytek.

Pokręcił głową, gdy już poszedł. To było bez sensu. Blisko trzymiesięczny rajd na południe, bez planu, bez większej motywacji. ‘To nasze tereny’, gadał Gnatołam. Gówno prawda. Uthgartianie może byli jakąś siłą na północy, ale im bliżej do Największego Miasta Świata, tym bardziej oczywisty stawał się ich status. Byli denerwującymi robakami u stóp prawdziwych panów i władców, którzy mogli ich zmiażdżyć, gdy tylko przekroczą pewną granicę. Gdy połączą się z trzonem plemienia, pewno zacznie się długi i mozolny powrót.

“Jestem robakiem”
“Nic nie mogę zrobić”
“Ma siła jest bezużyteczna”

“Co ja tu robię? Zabijam kobiety, starców i mięczaków? Po co?”

Tego dnia odszedł.

* * *


Chmurne Szczyty, Amn, cztery miesiące później

Formacja zwarta, równy krok, grunt pod stopami drży. Trzecia kompania wyborowa Eshpurty zbliżała się do celu. Dwa oddziały zwiadowcze nie powróciły z misji kontrolnych na tym terenie. Podejrzenia padły na opuszczoną od dawna kopalnię w górach.

Dowodził Zagnar “Wróg Wrogów”, krasnolud szlachetnego rodu z północy. Brodaty lud stanowił trzon dwutuzinowego oddziału. Kurg wraz z Obelem, miejscowym wyrwidrzewem, maszerowali w środku, ‘pilnowani’ przez nieufnych towarzyszy broni.

Jeden z żołnierzy gada coś nerwowo do dowódcy. Pokazuje ręką na gęstwinę z lewej. Chwilę później oddział się zatrzymuje. Dwóch idzie sprawdzić. Szarpany ryk rogów zagłusza wszystko. Zewsząd wysypują się gobliny.

Kompania zwiera szeregi, formuje koło.
Kurg w środku, ściśnięty, wściekły, bezużyteczny.

Kolejne fale małych gnid rozbijają się o ścianę tarcz krasnoludów. Kilku naszych odnosi powierzchowne rany.

Słychać dudnienie.

Od strony kopalni biegną dwa wielkie, ochydne i bardzo niezadowolone trolle.
- Gar’rak korda! - woła ‘Wróg Wrogów’. Chuj wie, co to znaczyło. Ale brzmiało nieźle.
- Afar Angarthfark! - dorzucił Kurg w orkowym

Zderzenie było brutalne. Pierwszy potwór przebił się do samego środka, rozrywając szponami wszystkich, którzy się napatoczyli. Chwilę potem padł pod tysiącem ciosów całej kompanii. Ale był jeszcze drugi.

On zaczekał na mniejsze paskudy i zaatakował razem z nimi. Oddział został rozbity, Kurg zapędził się w zarośla, miażdżąc pozostałe gobliny. Chwilę później obejrzał się, widząc krasnoludy wojujące z trollem. Jeden z nich odciął mu rękę, ale potwór złapał ją drugą i przymocował sobie z powrotem, jakby nic się nie stało.

Półork wzbudził w sobie święty gniew. Symbol gryfa na toporze zajaśniał na dźwięk słów mocy.

Może myśleli, że to kolejny troll. Na widok wielkiego Kurga towarzysze zamarli. Ale ten, rycząc wściekle, rzucił się na trolla, zatapiając mu topór głęboko w plecach. To nie był koniec.

Zaczęli zmagać się z monstrum jak równy z równym. Barbarzyńca w tej formie nie ustępował trollowi siłą, a broń i pancerz równoważyły nadnaturalne zdolności wroga. I jeden, i drugi odnosili rany. Potwór złapał półorka obiema rękami i ugryzł go w ramię. Kurg odpłacił się ciosem głową, ogłuszając wroga na chwilę. To wystarczyło, by wkładając całą swą furię w jeden cios przeciąć potwora na dwoje.

Chwilę później zemdlał z wysiłku i odniesionych ran.

Dzięki jego poświęceniu misja okazała się sukcesem. Po powrocie Kurg otrzymał od Zagnara glejt, który, jak twierdził, “otworzy przed nim wrota każdej krasnoludzkiej twierdzy” oraz awans, ale tego ostatniego nie przyjął.

Półork nie wiedział, co tam jest napisane, ale wszyscy brodacze, którzy o nim wiedzieli, zwracali się do niego ‘Kurg Półczłek’ bez śladu zwykłej dla brodaczy nieufności do jego pochodzenia.

* * *

...
Spór o dziedziczkę, Riatavin, Tethyr

Brygada Stalowych Kłów, Derlusk, Księstwa Graniczne

Łowiectwo niewolników, Archipelag Mhair

IV wojna pustynna, Calimshan
...

* * *


Lodowe Kowadło, Grzbiet Świata, Dolina Lodowego Wichru, trzy tygodnie temu

- I ja na to: Dziesięć sekund dłużej a.... - sala wybuchła śmiechem. Yamrick był całkiem dobry, jak na krasnoluda, w opowiadaniu zabawnych historyjek. Mocne krasnoludzkie lało się obficie po ostatnim wypadzie. Jak to mawiają brodacze: “Łatwo oszukać goblina, ale jeszcze łatwiej go zabić!” Kryła się w tym pewna prawda życiowa. Nie ma co kłopotać się zawiłymi rozwiązaniami, gdy proste środki zazwyczaj wystarczają. Nie inaczej było tym razem.
- Półczłek, jakie masz plany? - zagadał siedzący obok miejscowy -Chyba nie będziesz tu zimować, co?
- No pewno nie… - Kurg pociągnął z kufla i otarł ręką usta
- Bo słuchaj, mój kuzyn z Kamiennej Przyłbicy mi gadał, że oni tam planują się zasadzić na zaplutych podmroczniaków. Jakiś interes tam jest, taki niezły, że rozsyłają wieści w świat! Nadawałbyś się.
Zaduma nie trwała długo.
- Gdzie ta Przyłbica?

* * *


Kamienna Przyłbica, Grzbiet Świata, Dolina Lodowego Wichru

Drugi dzień bez jedzenia. Futro oszronione i wilgotne. Wędrówka przez góry okazała się bardziej wymagająca, niż się spodziewał. Ostatnie miesiące spędzone na gorącym południu go zmiękczyły. Powrót na rodzimą Północ był dobrą decyzją.

Za spiczastym wierchem skręć w prawo… Ta, jasne. Tu każdy wierch jest spiczasty, ty brodaty zakuty czerepie… Kurg błądził już kilka dni. Powinien dojść o wiele wcześniej. Powinien wziąć jakąś prawdziwą mapę, a nie tylko te gryzdoły krasnala. Kuć zbroje może potrafią, ale ich zdolności artystyczne… Dobrze, że te górskie niedźwieżuki czasami przywracały mu krążenie w żyłach.

W blasku zachodzącego słońca ujrzał grań, która pasowała do opisu. Był blisko. Z góry zobaczył też dwoje ludzi, idących w kierunku, pasowałoby, Kamiennej Przyłbicy. Przyśpieszył kroku, na ile uznał za bezpieczne. Palenisko, pieczyste i mocne krasnoludzkie. Jelita skręciły się na samą myśl nieprzyjemnie. Zacisnął zęby i parł do celu.

Dogonił kobietę i mężczyznę, którzy obejrzeli się na niego niespokojnie. Blisko dwumetrowy zbrojny półork w białym niedźwiedzim futrze musiał budzić respekt, jeśli nie strach. Jedynym szczegółem nie pasującym do wizerunku typowego barbarzyńcy z Północy był starannie wykonany wizerunek gryfa na głowicy obosiecznego topora. Szczęśliwie po szybkiej wymianie uprzejmości trójka już maszerowała razem.

- Wyglądacie całkiem nieźle. To dobrze. To nieprzyjazne strony. Pewno z daleka jesteście? Tak myślałem. - po co czekać na odpowiedź, skoro się wszystko wie?

Wreszcie upragniona brama stanęła otworem i już grzali się w środku. Kurg bez zbędnego czekania wręczył Zagnarski glejt gospodarzowi. Gdy ten pokiwał głową schował papier i skierował się do sali biesiadnej, skąd docierały cudowne zapachy.

 

Ostatnio edytowane przez Ryder : 28-06-2017 o 02:19.
Ryder jest offline  
Stary 28-06-2017, 11:14   #5
 
Lomir's Avatar
 

Parnil Serpenthelm był młodym, bardzo atrakcyjnym mężczyzną, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Ubrany był w odzienie, które przywodziło na myśl bogato zdobione szaty maga połączone z drogimi ubraniami szlachty, gdzie przeważał kolor czerwony ze srebrnymi i złotymi wstawkami. Wokół szyi znajdował się wysoki kołnierz obszyty gęstym futrem.

Gdy jednak zbliżyło się do chłopaka od razu dało się zauważyć jego oczy. Gadzie oczy, lśniąco złote o pionowych źrenicach, nadawały Parnilowi dzikiego wyglądu, a jednocześnie przyciągały spojrzenia. Przyglądając się dalej można było zobaczyć czerwoną łuskę wystającą spod grubego kołnierza i rękawa szat. Zaklinacz podchodził do swojego wyglądu naturalnie, zdążył się już przyzwyczaić do zmian, które w nim zaszły, to też ani specjalnie się nie chełpił swoimi smoczymi cechami ani ich nie ukrywał, choć na większości obserwatorów robiło to niemałe wrażenie.


Dodatkowo, jego egzotyczny wygląd podkreślał jego chowaniec. Tęczowa żmija, która pełzała pod jego szatami i jedynie od czasu do czasu wystawiała łebek zza futrzastego kołnierza jego szat lub rękawa.


W obejściu chłopak był miły. Pełen charyzmy, werwy i humoru, bardzo łatwo zjednywał sobie ludzi i przekonywał ich do swoich pomysłów. Nie raz udało mu się wyjść z opresji dzięki trzeźwemu umysłowi i złotym ustom. Czasami sprawiał wrażenie niepoważnego i dziecinnego, choć dobrodusznego mężczyzny. Jego główną motywacją do stawienia się w Kamiennej Przyłbicy była chęć poszukiwania przygód, gdyż uważał, że do tego został zrodzony. Do stania się bohaterem, o którym bardowie, w każdym zakątku Krain będą śpiewać pieśni.


- Gdybym wiedział, że tu będzie tak zimno to nigdy bym tu nie przychodził - rzucił w powietrze, bardziej do siebie niż do kogokolwiek innego Panril, gdy przekraczał próg twierdzy, strzepując śnieg z futra swojego kołnierza.
- Kto by przypuszczał, że w górach na północy będzie śnieg? No kto? - kontynuował swoje użalanie. Gdy wyszedł im naprzeciw krasnolud, który jak się później okazało był przywódcą Kamiennej Przyłbicy mężczyzna powiedział
- A witaj, witaj. Miło mi, Panril Serpenthelm, potomek smoka i mistrz magii. Do usług. - powiedział uprzejmie się pochylając - No może z tym mistrzem to przesadziłem, ale mam parę fajnych i skutecznych sztuczek w zanadrzu. -

Gdy Panril usłyszał o miejscu do odpoczynku i uczcie powiedział - No i takie zlecania to ja rozumiem! Wskaż drogę do komnat, chętnie się ogrzeję. -


Gdy Panril znalazł się na sali, w której odbywała się uczta podszedł do swoich nowych kompanów i każdemu przedstawił się raz jeszcze, wymieniając uścisk dłoni lub w przypadku Tajgi - pocałunek w dłoń.

Następnie skierował swoją uwage na przywódcę krasnoludów
- No dobrze, panie Thorram. To powiedz nam pan coś więcej o tym zadaniu. Gdzie mamy się udać i jak mamy odbić kopalnie? Mamy ubić tam wszystkie mroczne elfy, czy mamy je przekonać do poddania się, czy mamy zawalić inne wejścia do kopalni, a zostawić tylko te wasze? Bo odbijanie czegokolwiek to zadanie dla armii a nie grupki najemników i poszukiwaczy przygód, chyba, że masz jakiś plan. Mała grupa uderzeniowa atakująca strategiczne pozycje? - gdy skończył swój monolog poczekał na odpowiedź i ewentualne pytania pozostałych członków drużyny i dodał

- Przyznasz, że zadanie nie należy do łatwych. Musimy się dobrze do niego przygotować, a to kosztuje. Co powiesz na połowę nagrody teraz, a połowę po powrocie? Chyba zależy ci na naszym powodzeniu i nie darowałbyś sobie jakbyśmy zawiedli tylko dlatego, że chciałeś przyoszczędzić na naszym wyposażeniu?

 
__________________
Może jeszcze kiedyś tu wrócę :)
Lomir jest offline  
Stary 28-06-2017, 12:21   #6
 
Sayane's Avatar
 
Z Cormyru do Doliny Lodowego Wichru jest daleko, ale nigdzie nie jest wystarczająco daleko gdy ucieka się przed kłopotami. A że kłopoty imały się Tajgi jak kundla kleszcze to i przemierzenie połowy świata nie było dla niej niczym niezwykłym. Rzecz jasna w połowie drogi bardka zapomniała już o co chodziło, nie przeszkodziło jej to jednak dołączać się do kolejnych karawan brnących coraz dalej w północną dzicz. W końcu nie na darmo Żelaźni Bliźniacy dali jej cynk o robocie w górach. Zważywszy na odległość to chyba przez kamienie przekazywali sobie wieści, ale co tam! Ważne, że robota była dobrze płatna. A że niebezpieczna? Phi, jakiś frajer zawsze się znajdzie. No i w Podmroku była mniejsza szansa na spotkanie takich świątków przydrożnych jak ostatnio. Choć kto wie...

Tajga przybyła do Doliny nieco wcześniej niż do krasnoludzkiej siedziby, kręcąc się po tych jej dziesięciu - pożalcie się bogowie - mieścinach i słuchając plotek o Twierdzy i jej kłopotach. Co prawda ludzie więcej mieli do powiedzenia o Kopcu Kelvina, Battlehammerach i drowie Drizzdzie (o którym plotki krążyły już chyba nawet w Tethyrze), ale dla Tajgi nie był to czas stracony. Żądni wieści z wielkiego świata i nowych twarzy (a raczej nowych tyłków i cycków) rybacy i drwale pozwolili Tajdze odkuć się nieco za koszta podróży, toteż do Kamiennej Przyłbicy bardka dotarła na czas, z pełnym brzuchem i w całkiem dobrym humorze.

Humor szybko prysnął gdy okazało się, że brodacze ani myślą wpuszczać do twierdzy "byle kogo" i trzeba poczekać aż zbierze się więcej awanturniczej hałastry. Nie żeby w magicznym płaszczu chłód szczególnie jej dokuczał, ale stopy jednak marzły; do tego wiatr zupełnie potargał jej włosy. I co, miała niby warować w przybudówce jak byle ciura?! Niedoczekanie!

Tajga wzięła się pod boki by urządzić krasnoludom taką awanturę przy której nawet gniew kapłanek Lolth wydać by się mógł dziecięcym marudzeniem, gdy z wywołanej północnym wiatrem kurzawy wyłoniła się dwójka.. nie, trójka wędrowców. A potem jeszcze ktoś... Tajga nie zwróciła już na to uwagi obdarzając nowoprzybyłych czarującym uśmiechem. Dwóch wojowników dobrze wróżyło wyprawie - i jej samej - a magus w Podmroku zawsze się przyda. Jaszczurę jakoś zniesie; lepsze to niż te śmierdzące druidzkie brytany.
W ostatniej chwili przez bramy wpadła elfka. Z obycia nieco przypominała Tajdze Irisviel. Jeśli okaże się podobna charakterem to impreza nieźle się zapowiada, uśmiechnęła się w myślach bardka. Efce zaś posłała porozumiewawczy uśmiech mówiący "my kobiety powinnyśmy trzymać się razem". Nie było to zresztą dalekie od prawdy; Tajga wiedziała, że taka ilość testosteronu będzie wymagała twardej ręki w miękkie rękawiczce. Drużyna zapowiadała się niczym w dowcipie: W karczmie siedzi krasnolud, ork i elf...


Po powitaniu dowódcy twierdzy Tajga z lubością skorzystała z oferowanych przez krasnoludy - dość spartańskich jak na jej gust - wygód, od kąpieli poczynając. Wiadomo, w Podmroku wanny nie uświadczysz. Brodacze musieli być na prawdę zdesperowani, skoro bandę przybłędów traktowali tak po królewsku. Ale to i dobrze, wykorzysta się ich desperację do cna! Dziewczyna zanurzyła się po szyję w wodzie i zachichotała. Jakby się, durnie, więcej gzili a mniej pracowali to miałby kto dla nich walczyć. A tak to sobie rębajłów z zewnątrz sprowadzać muszą...

Po dokonaniu ablucji Tajga uczesała się i wystroiła odpowiednio do okazji, choć po krasnoludzkiej uczcie nie spodziewała się więcej niż pijatyki i bijatyki. Klasę należało jednak zachować w każdych okolicznościach! Bez przesady oczywiście; nie przybyła tu przecież w wiadomym celu! Zdecydowała się więc na prostą suknię, brak ozdób i luźno upięte włosy. Oceniła efekt w lustrze i - udając, że wcale nie jest jej zimno - podążyła korytarzem wskazanym przez jednego z brodaczy.



W sali ze skromnym uśmiechem przyjęła atencję ze strony maga i zajęła wskazane jej miejsce. Ku jej miłemu zaskoczeniu Panrill okazał się paplą; do tego bezczelnym paplą, który od razu przeszedł do negocjacji. Dość topornych, ale zawsze. Nie sądziła jednak by dowódca się obraził - krasnoludom wyraźnie zależało na czasie. Tajga również miała na oku kilka przedmiotów, które przydałyby się pod ziemią, a na które nie starczyło jej już złota. Póki co jednak sięgnęła po kielich z winem i pozwoliła magusowi mówić.

 
Sayane jest offline  
Stary 29-06-2017, 12:23   #7
 
Draugdin's Avatar
 
Dowódca twierdzy przywitał serdecznie przybyłych najemników. Stawiło się ich pięciu w tym dwie kobiety. Jednak Thorram Axebeard nigdy, ale to przenigdy nie oceniał nikogo po wyglądzie. O wartości krasnoluda, człowieka, elfa czy kogokolwiek innego świadczyły jego czyny i tego się w życiu trzymał.
Potocznie mówi się, że każdy krasnolud rodzi się z toporem w ręce, ale i równie dobrze z kilofem. Rzeczywiście żadnemu krasnoludowi walka nie była obca. Jednak tu w Kamiennej Przyłbicy woleli się skupić na górnictwie i kowalstwie. Dlatego też potrzebowali najemnej siły uderzeniowej, świeżej krwi, kogoś zewnątrz. Kogoś zdesperowanego lub zmotywowanego wysoką nagrodą. Kogoś nie związanego z zaistniałą tu sytuacją ani też bezpośrednio w nią uwikłanego. Krasnolud wierzył, że takich właśnie ludzi wynajął.



Dla każdego z nich przygotowany był oddzielny pokój, a kolacja powitalna aż emanowała przepychem. Stoły uginały się od tac z różnego rodzaju mięsiwami, kiełbasami i drobiem, a zapasy wina i krasnoludzkiego piwa mogły przyprawić o zawrót głowy. Wszystko to żeby pokazać przybyszom, że traktowani są poważnie, a obiecana sowita nagroda jest jak najbardziej rzeczywista. Thorram Axebeard dopilnował tego wszystkiego osobiście.
Wszyscy już byli na swoich miejscach. Thorram Axebeard siedział w centralnym miejscu stołu jak na dowódcę twierdzy przystało i popijając krasnoludzkie mocne obserwował i przysłuchiwał się czekając aż gwar się nieco uspokoi.

Szaroskóry wielkolud parsknął na słowa gadziego czarownika.
- Połowa zapłaty teraz to stukrotnie większe szanse na to, że nic nie zrobisz, podwiniesz kiecę i spierdolisz gdzie pieprz rośnie… - Po nieco dłuższej chwili, jaka mogłaby być uznana za pozwalającą wziąć oddech, dodał - Bez urazy.

Krasnolud musiał wtrącić swoje słysząc rozmowę półczłeka i czarodzieja
- Nie ucieknie już ja tego dopilnuje, zresztą nie było mowy o zaliczce w zleceniu - poza tym ewentualny pogrzeb też kosztuje no chyba, że chcesz sczeznąć pod jakimś głazem, co? Wyszczerzył swe zęby, po czym klepnął czarodzieja w ramię.
- Ale nie bój nic - ciągnął -[i] nie pozwolę ci zginąć no chyba, że sam się będziesz pchał śmierci w ramiona.

-Przecież i tak wrota są zamknięte - mruknęła pod nosem Tajga, zirytowana wtrętem nowego kompana. Nie ma to jak pogrzebać negocjacje nim jeszcze zostały rozpoczęte. Kretyn.

- Ooo, no to my się chyba nie polubimy. - Powiedział Panril wskazując palcem na Kurga, a następnie machając nim na bok, jakby chciał pokazać dziecku, że czegoś mu nie wolno.
-Panie Thorram Axebeard, pan go nie słucha. - Powiedział do krasnoludziego przywódcy, machając po raz kolejny dłonią w powietrzu w stronę półorka. - Wie pan, on jest dobry w tym co robi, to widać, ale na negocjacjach się nie zna za grosz. Poza tym, pani Tajga ma rację. Jakbyśmy mieli uciec? Przez zamknięte wrota? No przecież nikt tu nie jest czarodziejem… Zaraz… Ee... No w każdym razie, panie Thorram, to jak będzie? Dogadamy się?- skończył swój wywód Panril.

- Po co te waśnie już na początku naszej znajomości, starczy strzępienia języków - stwierdził krasnolud - Wysłuchajmy najpierw naszego zleceniodawcy Spojrzał na Thorrama Axebearda - Niech Pan mówi Panie Thorram .

Łaskawie pozwalamy, dokończyła w myślach Tajga i schowała uśmiech w kielichu z winem.

- Racja - stwierdził Kurg - Mów pan

Thorram Axebeard odstawił kufel i podniósł rękę na znak, że ma zamiar mówić. Gwar umilkł momentalnie.

- Witam was jeszcze raz w naszych skromnych progach. Ucinając od razu plotki i spekulacje nie mam mowy o żadnej zaliczce, a wy jako najemnicy zakładam, że do takiej wyprawy jesteście dobrze przygotowani mentalnie, fizycznie i sprzętowo. Nie wiem jak długo wam zajmie wykonanie zlecenia, ale na ten okres macie u nas w twierdzy gościnę strawę i co tylko potrzeba w rozsądnych granicach. Możecie tu wracać odpocząć, nabrać sił, wyleczyć rany - oby nie ale musimy być realistami lub też zostawić łupy, które nie wątpię, że znajdziecie, a które wedle naszej umowy należą się wam. Możecie je zachować, spieniężyć czy też przetopić i przerobić na inne przedmioty korzystając z naszych kuźni oraz usług kowalskich.

Przerwał na chwilę i pociągnął kilka potężnych łyków piwa. Odstawił kufel i kontynuował.

- Gdyby problemem byli jedynie duergarowie to byśmy wam w ogóle głowy nie zawracali i poradzilibyśmy sobie sami z oczyszczeniem kopalni. Głównym problemem są jednak drowy i ta ich cała enklawa. Na początku był to mały przyczółek kilku drowów. Nie potrzebnie wtedy zbagatelizowaliśmy ten temat, bo trzeba to było załatwić wtedy szybko i krwawo. Teraz to jest już cała enklawa, a z tego co doszły mnie słuchy już nawet mają tam prawdopodobnie świątynię by czcić tam jedno z tych ich plugawych bóstw. Tak więc żeby nie przynudzać. Żeby rozwiązać zaistniały tu problem trzeba się dobrać do enklawy drowów, a żeby to zrobić i tak musicie przejść przez kopalnie czyli trzeba zacząć od kopalni i od panoszących się tam duergarów. Jutro wskażę wam najlepszą drogę jak tam się dostać. Teraz zaś zapraszam na ucztę. Jedzcie i pijcie do syta. Jutro czeka was początek pracy, do której zostaliście wynajęci.
 
__________________
There can be only One Draugdin!

We're fools to make war on our brothers in arms.
Draugdin jest offline  
Stary 05-07-2017, 04:12   #8
 
Draugdin's Avatar
 
- No to wypijmy za powodzenie naszej misji - obyśmy wszyscy z niej wrócili cało. Podniósł kufel mocnego piwa po czym wychylił go jednym haustem. Krasnoludzki wojownik będąc wśród swoich pobratyńców czuł się prawie jak w swojej rodzinnej twierdzy, z tym że oni jadali tam mniej wystawne kolacje.
- Jak daleko jest do kopalni ? - Rzucił do krasnoluda siedzącego nieopodal

Siedzący obok krasnolud mlasnął po ostatnim kęsie pieczeni spojrzał z serdecznym wyrazem oczu na najemnika i odpowiedział.
- Odpowiedź na twoje pytanie jest dwojaka. - Widząc zdziwienie na twarzy pytającego pośpieszył z dalszymi wyjaśnieniami.
- Jak idziemy na wachtę wydobywać rudy to droga zajmuje tak około 30 minut. Natomiast jak wracamy do twierdzy gdzie czeka jadło i trunki to zajmuje jakieś 15 minut, a niektórym z nas nawet 10. - Wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu i wrócił do pochłaniania swojej porcji.

Kurg popatrzył po nowych towarzyszach między jednym baranim udźcem, a drugim, zastanawiając się nad nimi…
- Ja i Bor to sobie poradzimy tam na dole… Ale wy… Chyba nie zamierzacie świecić latarniami, żeby się nie potykać o własne nogi? - zapytał spokojnie, jakby rzeczywiście się tym przejmował - Nieść światło w Podświecie to sposób na szybką śmierć…

- To będziesz musiał nas bronić - odparła lekko Tajga, skubiąc pieczeń. - Skoro i tak wszyscy tam widzą w ciemnościach to światło czy jego brak nie zrobią wielkiej różnicy. - oczywiście wiedziała, że nie jest to do końca prawda, ale skoro jeden mądrala z drugim pogrzebali szansę na zaliczkę to cóż mogła rzec? Będzie musiała się zadowolić pochodnią i tą niewielką ilością mikstur jakie posiadała.
- Panie dowódco, jakieś wskazówki odnośnie walki z szarymi i czarnymi? Luki w obronie, słabe punkty? - nie czekając na odpowiedź półorka Tajga odwróciła się do Thorrama.
- A żebyś wiedziała! Ale obyś była tego warta!


Thorram Axebeard słuchał i odpowiadał na wszelkie pytania.
- Zapewne pytacie o głównie o sam Podmrok. Gdybym wiedział czy, na ile głęboko i czy w ogóle będzie potrzeba zagłębić się w tej krainie to bym was nie wynajmował. Faktem jest, że nasze kopalnie leżą na pograniczu Podmroku na tyle blisko, że niemalże namacalnie można odczuwać jego oddziaływanie. - Zawiesił głos na chwilę jakby się nad czymś zastanawiał, po czym kontynuował.
- Rzeczywiście jak powszechnie wiadomo zarówno drowy jak i duergarowie widzą w ciemności, a dokładniej wykrywają ciepło. Póki co w naszych kopalniach jest na tyle jasno, żebyśmy mogli spokojnie się poruszać i wydajnie pracować. W całkowitych jednak ciemnościach daje im to jednak maksymalną przewagę. Co do twojego pytania bardko. Duargarowie to po prostu krasnoludy tylko złe. Natomiast mrocze elfy są skrajnie niebezpieczne i okrutne. Nie ukrywałem w ogłoszeniu, jak niebezpiecznego zadania trzeba się będzie podjąć. - Zakończył ze smutkiem w głosie.

- Jako lud pragmatyczny i skrupulatny lubujemy się w mapach. Jednak jak wiecie, jest to obszar nieustannie nękany przez trzy nacje niewiele właściwie o nim wiemy. Przy zwłokach jednego z duergarów znaleźliśmy taką mapę. Jednak udało nam się nieznacznie tylko poznać część terenów kopalni, te położone po prawej stronie mapy. Poza tym, że wejście jest tu. - Thorram pokazał palcem prawy dolny narożnik mapy. - - Oraz tym, że ten obszar po środku do którego wiedzie większość korytarzy to złoże Mithralu. Wiele więcej niestety nie wiemy. Resztę trzeba zbadać. Przewodnik może wam wskazać drogę do kopalni.

- Czyli co? - warknął półork - Mamy pójść na spacer po kopalniach i co dokładnie zrobić? Zabić wszystko, co się tam rusza? Jakiś obóz przyszykować? Co jak spotkamy drowów i nam któryś spierdoli? Nie spierdoli, ale wolę spytać.

- Tych duargarów to dużo pracuje w tej kopalni? Wiecie gdzie mają swoje siedziby? Bo co nam po tym, że dobierzemy się do tych przeklętych krasnoludów wybijemy ich w kopalni, a co z resztą? - zapytał Bor dowódce Przyłbicy

Thorram Axebeard pociągnął potężny łyk ze swojego kufla i nie odzywając się posłał swojemu rodakowi tak wymowne spojrzenie mówiące w wolnym tłumaczeniu “przecież nie przyjechaliście tutaj sadzić kwiatki” i powrócił do degustacji przysłuchując się dalszym rozmowom. Przypuszczał, że Bor jako krasnolud powinien zrozumieć nieme przesłanie. Każdy z krasnoludów żyjących w Kamiennej Przyłbicy poczęstowany takim spojrzeniem robiłby już remanent w zebranej przez siebie rudzie na tydzień do tyłu.

- Czy na pewno nie ma innego dojścia jak przez kopalnie do enklawy drowów?
- Jak mniemam to eksplorujecie tamtejsze złoża więc powinniście więcej wiedzieć o tym terenie, no chyba że jest coś co chce Pan ukryć Panie Axebeard ?
- krasnoludzki wojownik kontynuował zadawanie pytań
- Złoża eksplorujemy jednak jest to przez cały czas wrogie terytorium. Dlatego też gdy skupiamy się na wydobyciu i zapewnieniu bezpieczeństwa pracującym nie ma czasu na eksplorację. I odwrotnie. Nie ma czasu na eksplorację gdyż strumień rudy musi płynąć nieustannie gdyż inaczej nie wyrabialibyśmy się z zamówieniami. Reasumując z posiadanej wiedzy nie ma innej drogi.

Sharlea siedziała cicho, jak nie elf, i słuchała rozmowy z przywódcą Przyłbicy. Jej piesek położył się na jej nogach. Teraz na bank się stąd nie ruszy. Nie była zbytnio głodna po takiej wędrówce jaką odbyła nawet się nie siliła na rozmówki. Wstydniś się z niej zrobił. Pogłaskała psa po grzbiecie i wróciła do swej pozycji, zakładając nogę na nogę kiwając prawą nogą w te i z powrotem. Oparła się o krzesło i poczuła ból między łopatkami, a tak, to przecież łuk. Zdjęła go i postawiła obok krzesła opierając brodę na zgiętej ręce, a rękę na kolanie. Pewnie jakby się cichcem ulotniła też by nikt nie zauważył.*

Parnil, mimo, że do tego nie przywykł, siedział cicho. Póki co jego towarzysze w miarę radzili sobie z prowadzeniem rozmowy z przywódcą Przyłbicy. Choć jedną szansę na wcześniejszy zarobek już zmarnowali, co zaklinacz miał im za złe, ale postanowił długo nie chować urazy.
Teraz, gdy pozostali atakowali gradem pytań Thorrama, Parnil siedział oparty całym ciężarem ciała o krzesło i lekko się na nim bujał, rozglądając się po sali, w której odbywała się uczta. Chłopak spletł ręce na brzuchu i zaczął cmokać. Po chwili ziewnął ostentacyjnie i usiadł normalnie na krześle, pochylając się ku stołowi. Położył dłoń na blacie a z jego rękawa wypełzła tęczowa żmija. Trochę pokręciła się po stole, wijąc się pomiędzy sztućcami, talerzami a pucharami, a następnie zaklinacz zabrał gada ze stołu i podniósł do swojej szyi, gdzie wąż wpełznął, chowając się za obszernym kołnierzem szat Parnila. Wtedy jego wzrok skrzyżował się z wzrokiem Tajgi. Chłopak wyszczerzył zęby w uśmiechu i powiedział.

-Podoba się panience mój wąż? Może chciałaby panienka go zobaczyć z bliska albo pogłaskać?
- No wiesz, panie magu? Takie sprośności przy ludziach?
- Tajga zatrzepotała rzęsami i roześmiała się perliście.
- O, moja pani. Ależ nie o to mi chodziło! - powiedział Panril z udawanym zdziwieniem, machając przecząco rękoma - Ale… podoba mi się panienki tok myślenia - zaklinacz puścił oczko do Tajgi, po czym wstał i przysiadł się do bardki.
- Pozwoli panienka, że się dosiądę - i dodał ciszej - Jak widzę, nasi przyszli towarzysze całkiem skutecznie radzą sobie teraz ze zdobywaniem informacji. Szkoda tylko, że zmarnowali szansę na zaliczkę…- wypowiedź zakończył westchnięciem.
- Bo ja wiem… - odparła bardka na ostatnie pytanie Panrilla. Dla niej przekaz Axeberada był jasny - wybić co się da i ile się da, im więcej tym lepiej. A jak przyjdą nowi wrogowie, to wtedy się martwić. Wybić - wrócić z łupami, poczekać aż wrócą. Wybić - wrócić z łupami. Wybić - wrócić z łupami. W sumie całkiem niezła fucha. Pytanie tylko czy tamci tak łatwo pójdą pod nóż. - Właściwe pytania trzeba jeszcze zadać we właściwy sposób. Warto by się wywiedzieć, czy szaracy są chronieni przez inszych magów lub kapłanów, bo drowy to wiadomo.

-Niespecjalnie palę się do wybijania co do nogi podziemnych miast, nie ma w tym zbyt wiele szlachetności i bohaterstwa… No ale zarobek dobry i pewnie zyskamy rozgłos. A co panienka o tym sądzi?- powiedział chłopak, dzieląc się swoimi przemyśleniami, a gdy bardka wspomniała o magach i kapłanach dodał- Panie Axebeard, panienka Tajga ma świetne pytanie. Czy duergarowie parają się magią wtajemniczeń albo objawień? Czy ten lud pozbawiony jest magicznej energii? - Panril skierował swoje gadzie oczy na przywódcę Przyłbicy.

Thorram Axebeard właśnie kończył obgryzanie udźca wieprzowego. Posilał się w trakcie przysłuchiwania się rozmowom najemników. Odrzucił reszki na talerz, wytarł rękawem usta i odpowiedział.
- o ile mi wiadomo, a raczej w tym akurat temacie to raczej nic się nie zmieniło. Duergarowie to nic innego jak krasnoludy, a one jak powszechnie wiadomo nie mają specjalnych talentów do żadnej magii. To tak z grubsza reasumując. Natomiast co się tyczy drowów to już całkiem odmienna sprawa. Mroczne elfy bardzo często parają się magią, a niektóre z ich kapłanek potrafią być bardzo potężne. Wiem, że to małe pocieszenie, ale też bohaterów rodzą wielkie czyny prawda? - Odpowiedział przywódca krasnoludów wznosząc kolejny toast.

- Zelcenia dla bohaterów zwykle polegają na wybiciu kogoś lub czegoś, taki mamy świat - westchnęła z ubolewaniem Tajga, zastanawiając się równocześnie czy magus doczytał aby ogłoszenie. Potem odwróciła się w stronę dowódcy twierdzy.

===========================================

Wystawna kolacja dobiegała powoli końca. Część z krasnoludów zakończyła ucztę tradycyjnie czyli albo śpiąc z głową na stole między tacą z jadłem, a niedopitym nawet do połowy kuflem piwa lub jeszcze bardziej tradycyjnie pod stołem. Część zaś udała się na spoczynek kulturalnie się wcześniej żegnając. Thorram jako gospodarz i dowódca twierdzy jak nakazywała gościnność czekał do samego końca. W zadumanym milczeniu sącząc mocne krasnoludzkie piwo obserwował jak komnata sukcesywnie się robiła się coraz bardziej pusta. Chwilę wcześniej ostatni z najemników również oddalili się do swoich komnat.

Nagły brzdęk upadającego ze stołu noża wyrwał Thorrama z zadumy. Jednym haustem opróżnił kufel z resztek trunku. Rozejrzał się szybko i uważnie po sali po czym pochylił się do swojego zastępcy, doradcy i najlepszego przyjaciela.
- Jak myślisz Ormacku dadzą radę tym razem? Raczej powinienem zapytać czy ci najemnicy dadzą radę? - Siedzący obok krasnolud spojrzał na niego wymownie. - Też bym sobie tego życzył przyjacielu. Może nawet lepiej, że nie wiedzą, iż już niejedni próbowali. Dodał smutno wstając od stołu. Oby się nie dowiedzieli ilu już najemników nie wróciło...

Czas już był najwyższy na odpoczynek. Czekał ich kolejny trudny dzień. Praca w kopalni była ciężka, ale na to krasnoludy nigdy się nie użalały. Jednak praca w kopalni w stanie ciągłego zagrożenia, nękających i atakujących duergarów i drowów to było odrobinę za dużo na dłuższą metę nawet jak dla krasnoludów. Krasnoludzka twierdza powoli układała się do snu. Wkrótce wszyscy poza strażnikami posnęli mocnym snem sprawiedliwych. Jak to mawiają mędrcy ludowi “zapamiętaj co ci się pierwsze śniło na nowym miejscu, czasem się sprawdza.”

Najemnicy powoli budzili się ze snu. Każdy w swoim tempie wprost proporcjonalnym do ilości wypitych wczoraj trunków. Jednak odgłosy codziennej krzątaniny w twierdzy nie dawały zbyt długo pospać. Poza ty czekała ich do wykonania praca. I czekał ich już Thorram Axebeard ze swoim zastępcą Ormackiem, który miał im wskazać drogę do kopalni. Z życzeniami powodzenia słyszanymi z każdej strony i od każdego mijanego krasnoluda wyruszyli w drogę.

 
__________________
There can be only One Draugdin!

We're fools to make war on our brothers in arms.
Draugdin jest offline  
Stary 05-07-2017, 09:01   #9
 
Lomir's Avatar
 
Panril nie pił dużo poprzedniego wieczora. Chłopak w ogóle niewiele pił, jakoś nie leżało to w jego naturze, a od czasu gdy zdarzały mu się różne... magiczne wypadki... ponad wszystko cenił trzeźwy umysł. Także na niewielkim kufelku krasnoludzkiego piwa poprzestał, to też następnego dnia wstał rześki niczym skowronek.

Powoli zebrał swoje rzeczy, które przygotował na wyprawę, spakował plecak i ubrał się w swoje szaty, szczelnie otulając szyję futrzanym kołnierzem. Wyciągnął rękę w kierunku łóżka, a spomiędzy załamań pościeli, na jego dłoń, wypełzła tęczowa żmija, która szybko prześlizgnęła się po skórze zaklinacza i zniknęła w jego rękawie.

- No... to chyba wszystko, nie? - powiedział do siebie rozglądając się po komnacie, w której przyszło mu spędzić noc. Gdy upewnił się, że istotnie wszystko spakował ruszył na spotkanie z Thorramem i Ormackiem.

Tam, po krótkiej rozmowie i odprawie, nowo powstała drużyna najemników ruszyła w stronę kopalni, w kierunku wskazanym przez przywódcę przyłbicy.

Gdy drużyna miała zejść pod ziemię, w mrok, gdzie zaklinacz miałby problemy z widzeniem w ciemności wziął do ręki swoją kuszę i skupił swoją wolę na jej poprzecznym elemencie. Dokładniej na jego przedniej części, która chwilę później rozjarzyła się jasnym, ciepłym światłem, świecąc jedynie w przód, niczym latarnia podróżna, a nie oślepiając niosącego.*


-------------------------------------------------------------------------------------
*światło
 
__________________
Może jeszcze kiedyś tu wrócę :)
Lomir jest offline  
Stary 05-07-2017, 21:18   #10
 
Sayane's Avatar
 
Tajga opuściła smętne pozostałości po uczcie z mieszanymi uczuciami. Czuła, że Axebeard coś ukrywa, ale nie mogła dość co to może być. W Dziesięciu Miastach nie słyszała wielu plotek o Twierdzy. Opinie, że drowy są mocno magiczną rasą graniczyły raczej z pewnością, a że zacięcie broniły swojej świątyni, czy co one tam miały... Cóż, Lolth nie słynęła z bycia wyrozumiałą boginią...

Rankiem bardka odświeżyła się i przygotowała odpowiednio do wymarszu, rozkładając broń i ekwipunek tak, by łatwo było po niego sięgnąć. W szyku ustawiła się pomiędzy towarzyszami, dbając o to by nie iść jako ostatnia. Była ciekawa czy któryś z kompanów okaże się naturalnym liderem i zadba o takie podstawy jak szyk czy ustawienie w walce w wąskich przejściach. Jeśli nie, trzeba będzie im kapkę dopomóc...
 
Sayane jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 22:39.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168