Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-09-2017, 20:34   #1
 
fujiyamama's Avatar
 
[DnD 5e] Ręce Riyeke

Słońce paliło niemiłosiernie odbijając się od jasnego wapienia, którym wyłożony był Plac Rąk, czyli główny targ niewolników w Zatarze. W rzeczywistości nie był on wcale placem, a niewielką areną, której cieniste loże zajmowali kupujący, podczas gdy ich doradcy oraz handlarze krzątali się w dole, pośród umęczonego od skwaru, spętanego… towaru.


Ezah Val zajmował miejsce w przestronnej galerii zarezerwowanej dla członków gildii handlowej i chłodził się zimną vazaryą, oczekując z pewnym rozdrażnieniem rozpoczęcia aukcji, na którą czekał. Aukcji specjalistów. Była to prawdziwa śmietanka obrotu na Rękach - do tej kategorii zaliczano wszystkich, u których handlarze zdołali wykryć konkretny fach. Zdarzali się więc wśród tych nieszczęśników medycy, nauczyciele, tłumacze, lecz zdecydowaną większość stanowili po prostu ludzie obeznani z bronią, których los nie bez udziału którejś z milionów konstelacji nieprzychylnych gwiazd zaprowadził właśnie tu - na ten duszny, bezlitosny skrawek portowej dzielnicy.


- Ale jak to, sprzedani - dziwiła się kurtuazyjnie półelfka z Wybrzeża Mieczy, przejazdem w Zatarze i przelotem w sypialni Ezaha, odsłaniając przy tym w uśmiechu równy szereg pięknych, białych zębów - Nie macie tu praw, które by tego zabraniały?


Zaczynała go irytować. Po co ją tu w ogóle zabierał? Ładna była, ale, do cholery, czy w ciągu ostatniej godziny zauważyła jakiekolwiek oznaki konspiracji? Nerwowe spojrzenia sprzedawców, szeptane ceny? Nie, siedzieli wygodnie w eleganckich hamakach z emblematem Gildii i sączyli serwowany przez niewolników alkohol, przypatrując się jak w dole defilują przedmioty aukcji. Odpowiedź na jej pytanie była chyba oczywista.


- Melandre, to jest Zatar - postanowił jednak być miły i wygłosić po raz setny krótką mowę, której wariantami raczył przybyszów z dalekich stron - Nie znamy tu innych panów prócz Pieniądza. I nie wierzymy w więcej praw niż dwa: żyć i posiadać. W tym mieście możesz uprawiać najplugawszą z nekromancji i modlić się codziennie do Cyrika i wiesz co? Wciąż będziesz szanowaną obywatelką tak długo, jak płacisz swoje długi i podatki dla Gildii. Nie płacisz? Lądujesz tu, na Placu Rąk. Piękne w swojej prostocie.


Miał jeszcze dodać coś o tym, że w istocie nie ma w Faerunie miejsca, które tak bardzo szanowałoby wolność jednostki jak Zatar, jednak w tym momencie rozległ się głęboki gong obwieszczający wydarzenie dnia i na arenie zapadła cisza.



***



Na rozgrzanym klepisku areny stali w rzędach słynni Specjaliści. Na pierwszy rzut oka była to zbieranina brudnych niewolników z różnych stron Faerunu, niczym nieróżniąca się od innych aukcji na Placu Rąk. Wprawny obserwator mógł jednak dostrzec oraz sprawdzić umiejętności wystawionych na sprzedaż - i to właśnie było głównym zadaniem krzątających się między kolumnami żywego towaru pośredników, którzy przyglądali się dokładnie obiektom, po czym szeptali coś tajemniczo ze wzrokiem utkwionym w kierunku trybun, gdzie siedzieli ich mocodawcy. Pomocnik Ezaha, niebieskowłosy gnom o imieniu Zook, był gdzieś tam w dole, ale wysłannik Gildii nie potrzebował jego pomocy, by z wysokości trybun wychwycić w tłumie parę znajomych twarzy. Romero Krolock i Jack Eskilstuna. Tych dwóch gagatków miał okazję zobaczyć już w akcji; nie znał ich osobiście, ale pokazywano mu ich w różnych przybytkach. Nie sądził, że spotka ich na Rękach. Od razu odnotował sobie w głowie ich numery aukcyjne, gdy dobiegł go magiczny szept jego gnomiego pomocnika.


- Ezah, mam dla ciebie to, czego szukasz. To porządny iluzjonista! Nada się do roboty jak nic. Pewnie już powybierałeś różne zakazane pyski, więc nie dziękuj, zatroszczyłem się o magiczne ramię twojej gromadki, synek…


Synek.
Ezah skrzywił się jeszcze trochę bardziej niż dotychczas. Zook był dobrym ekspertem jeśli chodzi o niewolników, ale był też cholernym rasistą. Jeśli na Rękach znalazł się jakiś gnom, Zook potrafił stanąć na swoich spiczastych uszach, żeby sprzedać go w dobre ręce. I zaczynał słodzić, tak jak teraz. Ezah zmrużył oczy szukając błękitnej kity… Oczywiście, rozmawiał z nim stojąc obok swojego ziomka.


- Nie wezmę kolejnego gnoma tylko dlatego, że jest gnomem. Zook, do cholery, jesteśmy tu w interesach, nie na misji charytatywnej - syknął poirytowany.

- Byłeś kiedyś niezadowolony z mojej porady? Przypomnij sobie, sprzedałem ci kogoś kto się nie nadawał?


Ezah obsunął się trochę niżej w swoim hamaku. Zook miał rację; nie sprzedał mu nigdy nikogo żałosnego… Tylko ostatnio zaczął czuć się jak gnomi sołtys, otoczony przez gromadkę małych sługów poleconych przez Zooka - i jakoś mu to nie leżało. Może to racja, co mówił gnom? Że to raczej on jest rasistą?


- Do wyboru z magicznych masz tu jeszcze druidkę niemowę - tego chcesz? - głos gnoma stawał się coraz bardziej natarczywy, przez co Ezah przez chwilę zaczął się nawet zastanawiać, czy czar którego używają do komunikacji nie miał przypadkiem dopuszczać mówienia tylko szeptem. - Handlarz mówi, że jak weźmiesz gnoma to dorzuci za pół darmo małą koboldzicę złodziejkę z doków. Ja bym to brał, Ezah, nie ma czasu na dywagacje…



***



Dwie godziny później i trochę sztuk złota na rachunku Gildii mniej, Ezah stał w kamiennym pomieszczeniu w piwnicach areny, które służyło jako biuro Zooka. Melandre została odprawiona już dawno temu; mężczyźna czekał teraz, aż gnom i straże przyprowadzą jego nowe nabytki. Starał się przyjąć jak najbardziej wzbudzającą respekt pozę. Przysiadł akurat nonszalancko na biurku z założonymi rękami, gdy drzwi otworzyły się i do środka wszedł mały tłumek. Półelf nie czekał nawet, aż Zook skompromituje go otwierając usta, tylko zsunął się z biurka i rozpoczął przemowę.


- Dobry wieczór panienki. Pewnie tego nie wiecie, ale macie wiele szczęścia, że trafiliście pod moje skrzydła. Jestem Ezah Val i pracuję dla Gildii Riyeke - dla tych z was, którzy niezbyt szybko kojarzą fakty, to jedna z tych dwóch gildii które rządzą Zatarem. Właściwie to wy teraz też dla niej pracujecie, ale nie myślcie sobie że dostaniecie członkostwo. Chciałbym wam szybko wyłożyć zasady. Spójrzcie na siebie nawzajem - widzicie te czarne żyłki wychodzące z lewego ucha i pnące się po szyi? To są kolczyki. Zróbcie coś głupiego, albo spróbujcie opuścić wyspę - te rzeczy potrafią razić prądem, także śmiertelnie. Każdy niewolnik Gildii ma takie. Radzę nie kombinować. Z dobrych rzeczy - Gildia lubi doceniać osiągnięcia. Jeśli się wykażecie, to jest - jeśli wykonacie swoją robotę jak trzeba - zostaniecie uwolnieni, dostaniecie za swoje usługi trochę gotówki, a może nawet zatrudnimy was na normalnej umowie. Rozumiemy się?


W pomieszczeniu panowała cisza; dopiero po paru sekundach przerwana przez lekkie szuranie Zooka, który zdecydował się z braku laku pozbierać leżące na biurku szpargały.


- No? - wytrzeszczył oczy Ezah, mile połechtany chwilowym posłuchem - Może byście się tak przedstawili? I jeśli są jakieś pytania, to miejmy to z głowy teraz.
 

Ostatnio edytowane przez fujiyamama : 06-09-2017 o 21:07.
fujiyamama jest offline  
Stary 07-09-2017, 23:32   #2
 
TomBurgle's Avatar
 
Romero do sali wszedł sam, z wigorem depcząc przed strażnikami. Na szczęście oddano mu już jego rzeczy i nie musiał występować tutaj tak jak go złapano - w samych pantalonach. Zamiast tego występował tu jako zwykły mieszczuch-cwaniak z gorszej dzielnicy. W całym brunatno-zielonym ubiorze niewiele rzeczy zwracało na siebie uwagę, ale jedną z takich rzeczy z całą pewnością był egzotycznie wyglądający worek z wystającymi rurami.
- Na ile mnie wyceniono? Nie przepłaciłeś ty aby? Bo panienki z nas będą słabe. - wypalił. Wysoki, chudy mężczyzna kokieteryjnie zarzucił bujną fryzurą do tyłu. Zebrane towarzystwo nijak nie wyglądało na zniewieściałe. Na szczęście tym razem nie wylądował w towarzystwie bezmózgich obijmordów, co było znaczącym złagodzeniem wyroku.
 
__________________
- ... this was textbook: The promise of love, the pain of loss, the joy of redemption, then give him a puzzle and watch him dance. -
TomBurgle jest offline  
Stary 08-09-2017, 10:58   #3
 
Asmodian's Avatar
 
Gnom cierpliwie czekał, aż strażnik zdejmie mu knebel i kajdany na rękach, które w przemyślny sposób blokowały mu kciuki, uniemożliwiając korzystanie z jego mistycznej sztuki.

"Jeszcze chwileczkę....." zachichotał w duchu gnom po czym kiedy tylko ostatni szczęk klucza pozbawił go krępujących oków, czarodziej wyszczerzył się i zaczął mamrotać mistyczne sylaby, będące w istocie zbitkiem mulhorandyjskiego, okraszonego gnomim. Stażnik jednak zbielał na twarzy, prychnął niczym kot i zasłonił się rękoma, jednak po chwili uspokojony rechotem czarodzieja zmarszczył brew i mściwie sprzedał czarodziejowi kułaka w ucho.

-Dobra, dobra, żartowałem...żaba byłaby z Ciebie żadna-mruknął Nakhte rozcierając obolałe ucho zebrał swoje rzeczy, sprawdził, czy niczego nie brakuje po czym poprawił i zaczesał swoją długaśną brodę, poprawił długą szatę o kolorze głębokiego granatu, wcisnął na głowę swoją czerwoną myckę i dał się odprowadzić do pomieszczenia w którym oczekiwał jego nowy pan.

-Nakhte Rashidi, dawny wróżbita domu Abubakar. Obecnie podróżnik i badacz miejsc niezwykłych i jak zauważył ten wysoki drągal, nie panienka- Gnom ukłonił się głęboko, okazując szacunek -Co to za robota? - gnom przeszedł od razu do rzeczy notując w pamięci wszelkie informacje na temat magicznego kolczyka który służył za coś w rodzaju magicznej smyczy. Wydawało się, że ich właściciel poważnie myślał o ich uwolnieniu, i gnom zamiast poznać swoją cenę, wolał posłuchać ceny za swoją wolność.
 
Asmodian jest offline  
Stary 08-09-2017, 13:32   #4
 
psionik's Avatar
 
~ Jak ja tu właściwie trafiłem? ~ Jack zadawał sobie pytanie odkąd trafił na Plac. To była Zatara, tu wystarczyło regularnie płacić daninę by żyć nieniepokojonym przez strażników. Zwykle. Tym razem jednk Jack musiał nacisnąć komuś na odcisk. Być może jego ostatni klient nie był zadowolony z jego usług, albo tego czego się dowiedział? A może to ojciec Kamilli, z którą bawił się nie tak dawno w atłasach do południa? Trudno było stwierdzić, a im dłużej myślał, tym więcej pretekstów przychodziło mu do głowy. Wreszcie po raz kolejny stwierdził, że czas na znalezienie winowajcy znajdzie się później. W tej chwili miał ważniejsze zadanie - musiał pozbyć się znamienia przy uchu.

Gadkę i pozę Ezaha zbył chwilowo milczeniem; można to było rozegrać o wiele gorzej, ale z drugiej strony jego nowy mocodawca nie wykazywał się zbytnią finezją. Mocodawca. To zdecydowanie lepsze określenie niż "Właściciel".
Jack mimowolnie westchnął.
Podobnie jak Romero, Eskilstuna wszedł pewnym krokiem nie czując się bynajmniej niewolnikiem. Ubrany był w dobrej jakości, białą, lnianą koszulę, na którą założył skórznię. W mieście było dość ciepło, więc płaszcz przerzucił przez torbę przerzuconą przez ramię.
Jak przeczesał gęste, ale dość krótki szatynowe włosy i opierając pięści na biodrach odpowiedział
- Pewnie jeszcze wytargował upust, albo promocję dwa w cenie jednego - Głos miał z charakterystyczną chrypką, ciemny, nieco zmęczony, choć twarz zdradzała lekkie rozbawienie.
Podwinięte rękawy koszuli odsłaniały kilka nietypowych tautaży przedstawiające coś, co możnaby potraktować jako okultystyczne symbole.

- Jestem Jack Eskilstuna i można powiedzieć, że jestem dedektywem... prywatnym śledczym - dodał po chwili gdyby ktoś miał problem ze zrozumieniem - Zajmuję się głównie tematami uprowadzeń i zaginięć, przy szczególnym uwzględnieniu czynnika paranormalnego, czyli magicznego. - zakończył minimalnym skinieniem głowy.
- Czym sobie zasłużyliśmy na to spotkanie? -
 

Ostatnio edytowane przez psionik : 08-09-2017 o 13:34.
psionik jest offline  
Stary 09-09-2017, 04:03   #5
 
Avdima's Avatar
 
Na samym końcu, za resztą niewolników, do pokoju wepchnięto - kijem - niebieską koboldzicę. Paszczę zawiązaną miała jak baleron, ponieważ wcześniej kłapała na strażników. Gdy przyszło do pytania, jeden zbrojny szybkim ruchem rozciął więzy i równie szybko odstąpił od jaszczurki. Chociaż niewiele mu groziło i agresora dało się szybko unieszkodliwić magią, która niewolników pętała, stracić palce mógł zdążyć, to nie sztuka.

Koboldzica zaskamlała cichutko, wlepiając wielkie, bursztynowe gały w Ezaha. Czuła się zastraszona, dookoła było tyle wielkich istot. Mierzyła niewiele powyżej dwóch stóp, będąc przykurczem nawet przymierzając do gnoma.

Podrapała pazurami szyję. Nie wyglądało to najlepiej, było mało prawdopodobnym, żeby Ezah blefował. Widziała już coś takiego w mieście, raz, może dwa, ale nigdy by nie przyszło jej do głowy, że to obroże niewolnicze. Czy kolczyki, zwał jak zwał, miała to też na szyi, znaczy się - obroża.

- Jestem Cora - padło wreszcie w potocznej mowie - Jestem mała i bezbronna. Nic nie zrobiłam, wypuść, oddam srebro. Wszystkie sztuki jakie zapłacono na Ręce. Słowo... - zawahała się przez chwilę, nie mogąc znaleźć sensownego uzasadnienia - Słowo.
 
Avdima jest offline  
Stary 11-09-2017, 22:30   #6
 
fujiyamama's Avatar
 
- Żebyś wiedział - Ezah odpowiedział krótko na sugestię Jacka co do promocji; korzystnie dobity targ zawsze wprawiał go w dobry nastrój. Przeczesał włosy i wstał, by kontynuować swoją przemowę - Pozwólcie, że przejdę od razu do konkretów. Chcę, żebyście odnaleźli dla mnie jedną osobę, która napsuła w Gildii dużo krwi. Nazywa się Seva Granari i swego czasu doradzała nam w kwestii… wartościowych przedmiotów. Nasączonych magią. Problem polega na tym, że ta sembiańska sucz zwiała nam z pewną ilością złota i paroma magicznymi fantami, których nie powinna była ruszać. Wiemy na pewno, że jest w mieście, ale nie chcemy się afiszować z poszukiwaniami - ostatnie czego chcemy, to żeby rozniosła się wieść, że ktoś okradł Gildię. Waszym zadaniem, jak pewnie się domyślacie, jest namierzyć Granari. Zasięgnijcie języka u waszych znajomych na mieście. Wiem, że znacie dobrze trochę ulicznej swołoczy… Ale ja też mam dla was trop. Wiemy, że ta wiedźma ma nieodebrany towar w faktorii handlowej Oskorusa. To jedna z tych małych szemranych kompanii, które nie są nawet zrzeszone w Gildii. Wymieniają te swoje paciorki na cholera wie co. Oskorus to prostak, ale i cwana bestia - normalnie wysłalibyśmy naszych negocjatorów, ale nie zależy nam na tym, by chwalił się później na mieście, że przyszliśmy do niego po prośbie - tak więc, jeżeli to jeszcze nie jest jasne, jakby ktoś pytał, to nie macie z Riyeke nic wspólnego.


Zamilknął na chwilę jakby dla zebrania myśli, po czym dodał - Zook, oddaj im ich rzeczy i dorzuć czterdzieści sztuk złota. Jakbyście mieli jakieś pytania, wiecie gdzie jest biuro Zooka. I pamiętajcie, cały czas patrzę.
 
fujiyamama jest offline  
Stary 14-09-2017, 21:43   #7
 
TomBurgle's Avatar
 
- I rysopis kobiety i zaginionych fantów także mógłbyć dorzucić, Zook. Bo w tym mieście ludzie zmieniają imiona częściej niż onuce - brunet przejrzał swoje rzeczy czy niczego nie brakuje, choć pakunek miał niewielki. Ze swadą upewnił się że rapier lekko wychodzi z pochwy i machnał kapeluszem jakby karetę w drogę wyprawiał. Z sakiewki wyjął parę monet, złoto schował a drobne wręczył napiwek Zookowi, i podał sakiewkę Nakhte jako najbliżej stojącemu.
- Ktoś ma lepszy pomysł niż iść ze mną wypytać o nią koło faktorii Oskurusa? Albo nie lubi pracować w grupie? -zapytał pozostałych.
 
__________________
- ... this was textbook: The promise of love, the pain of loss, the joy of redemption, then give him a puzzle and watch him dance. -

Ostatnio edytowane przez TomBurgle : 15-09-2017 o 12:30.
TomBurgle jest offline  
Stary 15-09-2017, 04:23   #8
 
fujiyamama's Avatar
 
Ezah przyglądał się ze zdumieniem jak Zook został najwyraźniej nagrodzony napiwkiem przez niewolnika, lecz postanowił nie skomentować tej sceny.

- Granari jest charakterystyczna - zabrał głos, zanim gnom zdołał w jakikolwiek sposób wyrazić swój sprzeciw - Pochodzi z Sembii, mówi z ich akcentem i ma ciemną skórę. Czarne włosy zazwyczaj w długich sznurach warkoczyków. Ładna bestia, Tymora czuwała gdy przydzielano jej urodę. Co do towarów nic nie wiem, ale nie spodziewałbym się żeby zamawiała u Oskorusa zieleninę... Zresztą Gildia wie o dostawie tylko dlatego, że pachołek Oskorusa, niejaki Irion, spruł się pijany jednemu z naszych w karczmie, że nasza konsultantka ma u nich spory dług. Coś jeszcze, czy możemy wszyscy zająć się już czymś pożytecznym?
 
fujiyamama jest offline  
Stary 15-09-2017, 14:35   #9
 
Asmodian's Avatar
 
Gnom wybałuszywszy oczy patrzył na koboldzicę, zastanawiając się, jak przedstawicielka tej egzotycznej rasy trafiła na targ niewolników.
-A niech mnie....- mruknął a potem potrząsnął głową, koncentrując się na Zooku.

-Ładna...cóż, zawsze to jakaś wskazówka.Widziałem już ładne, ludzkie kobiety. Brzydkie też, ale to kwestia światła. Albo wina jak mawiają - gnom zachichotał i westchnął -No dobra, bierzmy się do roboty- gnom wziął do ręki mieszek, odliczył dziesięć złotych monet po czym przekazał go dalej.
-Wyślę chowańca nad miasto, może wypatrzy sembijkę z góry, o ile opis jest właściwy i będzie do kogoś pasował. Mogę iść z tobą młodzieńcze od faktorii. Nie lubię włóczyć się po karczmach a duzi mają w zwyczaju dokuczać niskim mojego rodzaju, a nie mam ochoty płacić za szkody które niewątpliwie zrobię w takim przypadku w lokalu.mamy chyba ograniczone.....fundusze - gnom zaczął grzebać w swoich rzeczach, szukając odpowiednich składników do rytuału.

-Zechcesz chwilkę poczekać? Dziękuję - gnom rozłożył się z utensyliami na podłodze, rysując na deskach tajemnicze kręgi kawałkiem kredy, podpalił też ziółka w mosiężnej kadzielnicy, mrucząc jednocześnie inkantacje w staromulhorandyjskim dialekcie. Kilka chwil później, w smużce dymu wydobywającego się z kadzielnicy pojawił się pierzasty chowaniec pod postacią jastrzębia, który zakwilił przeciągle i usiadł gnomowi na ramieniu.

-Ostrożnie....- syknął czarodziej z bólu, kiedy ostre pazury chowańca wbiły mu się w ramię, po czym zebrawszy swoje klamoty z podłogi uśmiechnął się do Romero
-Idziemy? -
 
Asmodian jest offline  
Stary 17-09-2017, 06:09   #10
 
Avdima's Avatar
 
Koboldzica oblizała się na widok przywołanego ptaszyska. Taka magia to dobra magia, głodować nie będą.

- Idźmy, idźmy. Tylko ja sama. Potem się spotkamy, ale nie szukajcie. Cora znajdzie was, nie wy Corę. Cora nie ucieknie - popatrzyła w stronę Ezaha i zapiszczała cicho.

Obładowana sprzętem w którego zestaw wchodziły przynajmniej kusza, plecak, lina i łopata z łomem, postawiła na sztorc kołnierz i naciągnęła na łeb kaptur. Gotowa, przestawiała z nogi na nogę, czekając na resztę. Miała własny plan, skontaktować się z członkami gildii... tej mniej chlubnej, która nawet oficjalnie nie istnieje.
Pilnie potrzebowała informacji na temat tej całej Granari i jeśli gdzieś miałaby je uzyskać, to na pewno od nich. Nawet, gdyby wcześniej jej pomagali, informator to tylko informator i nie powinien puścić pary z pyska. Cora przynajmniej nigdy nie puściła, dopóki ktoś jej nie przycisnął i siłą nie wydusił.

Pierwszym krokiem było udać się w odpowiednie miejsce.
 
Avdima jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 21:30.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168