Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 17-04-2018, 16:55   #21
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Tysiąc sztuk złota piechotą nie chodzi.
Darvan również nie miał zamiaru maszerować piechotą do Kaer Maga. Dlatego też ledwo pożegnał się z Araną, od razu wybrał się na zakupy. Korvosa była miastem, w którym można było (podobno) dostać wszystko. Oczywiście pod jednym warunkiem - że miało się odpowiednio zasobną sakiewkę. I się jej nie straciło przed dokonaniem wspomnianych zakupów.

Jak w każdym mieście, tak i tutaj na każdej ulicy roiło się od sklepów, a i w każdej uliczce można było trafić na jakiś sklepik. Jeśli jednak chciało się kupić od razu kilka różnych rzeczy, to należało udać się właśnie na targowisko. Darvan co prawda stałym mieszkańcem Korvosy nie był, lecz przbywał tu na tyle długo, że wiedział nie tylko, gdzie znajduje się targ i jak tam trafić, ale i u którego z kupców robić zakupy, by nie trafić na jakiegoś naciągacza.

Przebiwszy się przez zgraję drobnych przekupniów, oferujących wszystko - od maści na kurzajki po mapy skarbów - i minąwszy stragany z produktami spożywczymi Darvan wkroczył na ten zakątek targu, gdzie znajdowały się kramy z wyrobami bardziej poszukiwanymi przez tych, co przemierzali drogi i bezdroża, niż przez zwykłych mieszczuchów.
Na samym krańcu znajdowały się klatki i boksy ze zwierzętami. Przez moment Darvan się zastanawiał, czy nie kupić wielkiego, bojowego psa, lecz po chwili zrezygnował z tego pomysłu, podobnie jak i z chęci zakupu jakiegoś wielkiego kota, przydatnego podczas polowań, ale i nadajacego się na strażnika. Taka cętkowana bestia z pewnoscią wzbudzałaby respekt, ale i zbyt wielkie zaintersowanie w każdym miejscu, jakie by odwiedzili.
Darvan podszedł do zagrody, w której znajdowało się kilkanaście wierzchowców. Po kilku minutach oględzin i targów mag stał się właścicielem pięknego karosza o zgrabnych pęcinach i smukłej szyi. Czy Whizhii był (jak zapewniał właściciel) koniem szkolonym do walki, tego Darvan nie był pewien (dość trudno było to sprawdzić na targowisku, ale nauczył się paru słów (na których można było sobie język połamać), dzięki którym rumak wykonywał różne polecenia, w tym przybiegał do właściciela czy kładł się na ziemi.
Darvan dokupił jeszcze juki, derkę, siodło i całą masę rzemieni, składających się na rząd koński, a potem (z ciut lżejszą sakiewką) ruszył na dalsze zakupy.

Stworzenie, które siedziało w jednej z klatek, wyglądało jak kupka nieszczęścia. Miniaturka smoka spoglądała na Darwana takim smutnym wzrokiem, że mag wprost musiał się zatrzymać. Kup mnie, kup! zdawało się mówić spojrzenie czerwonego stworka.
- Za ile to... coś? - spytał.
- Coś?! Wszak to mały smok! - oburzył się właściciel. - Trzysta.
- Trzysta? Wygląda, jakby miał zaraz zdechnąć...
- odparł, z wyraźnym niesmakiem, Darvan. - Samo postawienie go na nogi kosztowałoby krocie.
- Na nogi?
- Właściciel zazgrzytał zębami. - On może latać. No, pokaż! - Szturchnął smoczka jakimś patykiem.
Smoczek machnął niemrawo jednym skrzydłem, po czym zrobił dwa niepewne kroki i rozpłaszczył się na dnie klatki.
A w głowie Darvana rozległ się głos: "No kup mnie! Wolę być z tobą, niż u tego durnia, co mnie zamknął w klatce!"
- Jaaaaasneee... Widać, jaki dziarski... - Darvan pokręcił głową. - Sto, ostatecznie...

Ostatecznie stanęło na dwustu sztukach złota, a pseudosmok ulokował się na zgiętym przedramieniu nowego przyjaciela i, nakarmiony kawałkiem mięsa, zasnął.

* * *

Kramów z magicznymi przedmiotami było na targu kilka. Darvan zrobił kiedyś już kilka zakupów u jednego z handlarzy i wiedział, że towar jest co prawda drogi, ale niezawodny.
Najpierw wpadła Darvanowi w oko pewna brosza. Coś, co mogło wchłaniać obrażenia od magicznych pocisków mogło się przydać podczas walki z czarodziejką.
- Tysiąc pięćset - padła odpowiedź na pytanie o cenę.
Darvan pokręcił głową. Kwota z pewnością nie była wygórowana, ale jego stać na to nie było.
- Rozejrzę się jeszcze za czymś innym - powiedział.
Po chwili wskazał na ciemną różdżkę, oplecioną srebrnym drutem i ozdobioną ledwo widocznym znaczkiem tarczy. Ta też nie była tania, ale na nią Darvana było stać. Podobnie jak i na trzy zwoje, mogące się przydać w pewnych określonych okolicznościach.
Schowawszy zakupy ruszył (z pustą niemal sakiewką) najpierw odebrać wierzchowca, a potem do domu.
 
Kerm jest offline  
Stary 18-04-2018, 00:33   #22
 
Asderuki's Avatar
 
Akiko wypuszczona z dużą ilością pieniędzy na targ nigdy nie była dobrym pomysłem. Kto tylko mógł ją zatrzymać? Rude dziewczę przemykało pomiędzy ludźmi to w jedną stronę, to w drugą. Tyle rzeczy było do kupienia! Tyle rzeczy mieli do sprzedania! Och, och, och! Ostatecznie zapał nieco osłabł. Za dużo wziąć ze sobą nie mogła. Trochę trzeba było zostawić na ewentualne łapówki. Skoro miasto miało tak złą reputację...

Na pierwszy rzut poszedł koń i siodło. Razem osiemdziesiąt pięć złota... Tyle to miała i wcześniej. W co by tutaj zainwestować za resztę? Przebiegła chyba cały targ w poszukiwaniu czegoś co ja zainteresuje. Cztery butelki kwasu wydały się odpowiednie. Ambrozja? Ambrozja. Ooo... jakieś szemrane sprawy? Cichociemni ludzie? A jakaś trucizna to by się nie znalazła? Jak to po co? Tajemnica moja słodka. Trzy poproszę. Miło się z panem sprawy załatwia. Do widzenia. To chyba wystarczy. Gdzie teraz? Gdzie reszta..? Czy to jest? No ale po co ci Akiko? Teraz jajka nie wychowasz, nie znasz się na zajmowaniu się zwierzętami i jeszcze nie wiadomo ile przyjdzie wydać aby dało się korzystać z tego hipogryfa. Ech... Poproszę mapę okolic. Tak aby obejmowało Kaer Maga. Dziękuję.

Kitsune w końcu wyłoniła się z pomiędzy ludzi na targu prowadząc swojego nowego wierzchowca. Do tego w jej magicznej torbie znajdowało się nieco więcej przedmiotów. Jajka w śród nich nie było. Zakładając, że powinni się spotkać pod bazą po zakupach, tam też się udała.
 
Asderuki jest offline  
Stary 18-04-2018, 10:03   #23
 
Layla's Avatar
 
Iskra poszła wraz z pozostałymi na targ, ale jakoś nie miała pomysłu, co kupić za te tysiąc sztuk złota. Z jednej strony to było całkiem sporo, z drugiej, i tak za mało na to, co można było sobie wypatrzeć na straganach. Zresztą, jej i tak niewiele było potrzebne do życia a pieniądze traktowała jako sprawę podrzędną. Poza tym była pewna, że pozostali zakupią odpowiednie rzeczy na ich wyprawę do Kaer Maga, więc sama lawirowanie między straganami i ludźmi traktowała raczej jako dodatkowy spacer, niż okazję do wybitnych zakupów.

Wiedziała, że musi kupić konia, więc w końcu wybrała się do zagrody, gdzie wystawiano te zwierzęta na sprzedaż i po kilku minutach wybrała sobie piękną, białą klacz. Do tego dorzuciła siodło i uprząż oraz sakwę mocowaną przy zadzie wierzchowca, zapłaciła z góry i ruszyła powoli ku wyjściu z targowiska.

Po drodze, przy jednym z magicznych kramów sprzedawca zachwalał swoje rzeczy, więc przystanęła na chwilę, by im się przyjrzeć. W oko wpadła jej pięknie wykonana brosza w kształcie kwiatu lilii. Tyczkowaty mężczyzna zapewniał, że przedmiot potrafi absorbować magiczne pociski, co się Gwendzie spodobało, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że mieli stawić czoło czarodziejce.

Zapłaciła więc za magiczną broszę i zadowolona z zakupów udała się w drogę powrotną do domu. Tam miała zamiar przygotować się do wyjazdu, pakując od razu swoje rzeczy i upewniając się dwa razy, że niczego nie zapomniała.
 
Layla jest offline  
Stary 18-04-2018, 15:43   #24
Konto usunięte
 
Flamedancer's Avatar
 
Cholera, ileż złota.

Od kiedy pamiętał, to w klanach stosowano barter. Wymiana towarów była na porządku dziennym i zapewniała osobom pracowitym godne warunki życia. Kiedy zaś pierwszy raz zszedł do krain południowców te metalowe krążki były dla niego abstrakcją. Bo po cholerę komuś były jakieś metalowe kółka, skoro nie było możliwe ich zjedzenie bądź odzianie się? Jeszcze pamiętał zdziwioną minę pewnej kobiety, gdy dawno temu chciał zakupić kilka oszczepów za wielkie naręcze skór i nie potrafił wyjaśnić o co chodzi, ponieważ nie znał języka.
Teraz, po tak wielu latach, zdawał sobie sprawę, że za te “metalowe kółka” w tych krainach można było kupić wszystko, nawet boskie błogosławieństwo. Szedłeś na targ, dałeś jeden złoty krążek, a w zamian otrzymywałeś kosz świeżych jabłek. W gospodzie - dzban dobrego piwa. Wyłożyłeś więcej, a mogłeś zakupić miecz. A jeśli obiecałeś odpowiednią zapłatę, to ktoś mógł coś dla ciebie zrobić.
I tak było teraz: zostali wysłani do miasta szubrawców i morderców, by wytropić jakąś wiedźmę… Można było to nazwać “urokiem bycia najemnikiem”.
Gdy rozpoczynał swoją “karierę”, zarabiał naprawdę niewielkie sumy w porównaniu do tego, co teraz niósł w swojej ręce, i to tylko gdy wykonał zlecenie. Teraz obiecano im zapłatę większą niż widział kiedykolwiek na oczy - i to wraz z zaliczką! Trzecia część kwoty obiecanej w przypadku powodzenia misji trafiła w ich posiadanie.
No i co on miał z tym teraz zrobić?

...Cholera, ileż złota.


Gdy wszyscy żwawo wyszli ze świątyni i rozeszli za swoimi sprawami, Ingemar poprosił Coyrę, by na moment zaczekała, ponieważ wśród tłumu zoczył niezbyt oblegany stragan z bardzo interesującymi czerwonymi obiektami. Gdzieś sobie poszedł, zrobił wyłom w ciągle poruszającym się żywym murze, krzyknął na kogoś “z drogi, do cholery!”, po czym prędko wrócił… z naręczem jabłek. Wygląda na to, że nie był nigdzie daleko.
Był spięty. Nawet bardzo. A choć nie dawał tego po sobie poznać, ona była w stanie to wyczuć choćby właśnie przez dokonany przez niego zakup. W takich sytuacjach po prostu jadł jabłka.
- Kupiłem kilka dla ciebie. Jeśli nie chcesz, to będzie więcej dla mnie - wystawił w jej stronę dłoń z owocem, gdy pakował pozostałe do swojego plecaka z i tak już sporą ilością przedmiotów - Miałem wrażenie, że przyda się więcej, więc wziąłem ile byłem w stanie.
- Co o tym myślisz? - zapytał w międzyczasie, mając na myśli ich nowe zlecenie - Hm... Może zobaczymy czy żaden wódz nie jedzie w tamte strony? I po cholerę nam aż tyle złota w tym momencie?
 
__________________
[FONT="Verdana"][I][SIZE="1"]W planach: [Starfinder RPG] ASF Vanguard: Tam gdzie oczy poniosą.[/SIZE][/I][/FONT]

Ostatnio edytowane przez Flamedancer : 18-04-2018 o 15:47.
Flamedancer jest offline  
Stary 20-04-2018, 21:18   #25
 
Vess's Avatar
 
Ulga. Niewielka, ale ulga. I zawód. "Ostrze" prawdopodobnie nie należało do Siedmiu.

Mniszka z niechęcią przyjęła zaliczkę, widocznie nie będąc przyzwyczajona do takich bogactw. Czuła, że Ingemar też jest spięty. Skądś dochodził zapach korzennych przypraw. Zbliżała się pora obiadowa. Zaburczało jej w brzuchu, mimo usilnych prób Coyry stłumienia tego wybryku żołądka. Wyszli ze świątyni, kiedy chciał się z nią rozmówić.

Zaczekała spokojnie, operając się o starą wierzbę w centrum placu przed świątynią. Charakterystyczny odgłos zjadanego pośpiesznie jabłka dobiegł jej pierwszy. Przyjęła owoc z nerwowym uśmiechem.
- Ja też, Ingemarze. Możemy potrzebować sporo jabłek w nadchodzących dniach.

Rozważała przez chwilę słowa jego, kapłanki i pozostałych. Westchnęła.
- Po to tu przybyliśmy. Może to nie moje "Ostrze", może nie twoja Broń Bogów. Istnieje jednak wiele artefaktów, które nie powinny wpaść w niepowołane ręce. Mieliśmy tu być. Mieliśmy się tego podjąć... - mówiła coraz pewniej, poddając się nieczęstemu u niej natchnieniu; nagle skończyła, zamierając w bezruchu - Albo to tylko ułuda, ale i tak za nią podążymy, bo... bo możemy, Ingemarze. To myślę.

Wręczyła towarzyszowi swoją nowootrzymaną sakiewkę, a potem łuk i strzały. Nie powinny być dziś potrzebne. Wymyśliła.
- Widziałam kiedyś skały, które spadły z nieba, płonąc żywym ogniem. Czarownicy są zdolni do wszystkiego. Na pewno coś pójdzie nie tak. Zamierzam nas na to przygotować. Na zachodnim skraju targu znajdziesz gnoma, co handluje piórami. Zakup ptaka, łabędzia i wachlarz. Sprzedawca zrozumie - dorzuciła, widząc oczyma wyobraźni minę Ingemara - Jeśli będzie chcial więcej, niż ci dałam, powiedz mu, że Dindy też chciała więcej. To też zrozumie. Nie pytaj, czasem słyszę więcej, niż bym chciała. Ja zamierzam się dowiedzieć czegoś więcej o artefaktach, których szukamy. Będę w świątyni, wrócę na kolację.

Coyra wróciła do świątyni, wziąwszy jeszcze dwa jabłka od wojownika. Nie chciała dziś tracić czasu na obiad.
Usłyszała krzątającą sie osobę w korytarzu. Podeszła, upewniając się, że to Arana. Ten sam cichy szelest szaty, ledwo wyczuwalna nuta lawendy w powietrzu. To ona.
- Arano - starała się przemówić łagodnie, lecz zdecydowanie, naśladując manierę starszych kapłanów - potrzebuję informacji o Siedmiu Ostrzach. Zaprowadź mnie proszę do miejsca, gdzie trzymacie księgi. Spytaj wielebną Histani lub kogokolwiek innego o pozwolenie, jeśli jest potrzebne. I jeszcze jedno. Potrzebuję też lektora...

 
Vess jest offline  
Stary 20-04-2018, 21:30   #26
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
- Jak ci na imię? - spytał cicho smoczka, gdy malec otworzył oczy. Znajomość smoczego ponownie na coś się przydała.
"Toor" - odpowiedź smoczka zabrzmiała w głowie Darvana. - "A Ty?".
"Darvan." - Mag odpowiedział dokładnie w ten sam sposób.
"Dokąd idziemy?" - zainteresował się Toor.
"Teraz szukamy jeszcze kogoś do pomocy" - odparł Darvan - "a potem wrócimy do domu. Poznasz moich przyjaciół."

Darvan doszedł do wniosku, że przydałby się ktoś, kto zadbałby o ich żołądki podczas podróży, a później pomógłby im utrzymać porządki w domu i zajął się kuchnią. Nie żeby miał coś przeciwko umiejętnościom kulinarnym Gwendy, ale sam zawsze miał ochotę na wymiganie się od tego typu obowiązków, które od czasu do czasu przypadały i na niego.
Znalezienie kogoś, kto zechciałby się wybrać w nieokreślone bliżej miejsce w nieokreślonym bliżej celu, okazało dość trudne. Na dodatek mag sam nie do końca wiedział, czy szuka tylko kucharki, czy może kobiety pracującej, która zajęłaby się wszystkimi pracami domowymi.
Nieco mętne wyjaśnienia Darvana co do przyszłych warunków pracy zaowocowały niespodziewaną ofertą.
- Szuka pan pomocy domowej? - Człowiek, który zaczepił Darvana, nie wyglądał na kogoś, kto pośredniczył w zatrudnianiu osób. Ale pozory czasami myliły. - Mam coś specjalnego. Kawałek stąd... - powiedział.

Dom, przed którym się znaleźli, zdecydowanie nie wyglądał na biuro pośrednictwa pracy. Ale też nie na melinę. Nie różnił się niczym od sąsiednich domów. Może ilością okien...
Przewodnik zastukał do drzwi w pewien specyficzny sposób. Ktoś zerknął przez judasza, po czym drzwi się otworzyły.
- Szuka kucharki, służącej i w ogóle kobiety do wszystkiego - wyjaśnił mężczyzna, który przyprowadził Darvana. - I stać go na najlepszą.

* * *

Niewolnictwo było w Korvosie nielegalne, ale to nie znaczyło, że go w ogóle nie ma. Oczywiście nie odbywało się to na jakąś dużą skalę i nikt się z tym nie obnosił. Ale jeśli się miało szczęście, to można było trafić na jakąś okazję.


Stanowiąca taką 'okazję' dziewczyna wyglądała na równie nieszczęśliwą, jak wcześniej Toor. I Darvan wcale się jej nie dziwił. Też by się tak czuł z mało gustowną ozdóbką na szyi i podobnymi błyskotkami na przegubach.
- Sześćset sztuk złota.
Darvan przyjrzał się dziewczynie i skrzywił się. Nie chodziło o stosunek ceny do wyglądu. Nie lubił niewolnictwa i tyle.
- Zdrowa. Ma wszystkie zęby. I wiele różnych talentów, nie tylko kulinarny. - Gospodarz źle zrozumiał wyraz twarzy potencjalnego klienta i spróbował uzasadnić wysokość kwoty.
Zapewne by zademonstrować wspomniane talenty, do tej pory nie do końca widoczne, zdarł z niej górę nędznej sukienki, w którą była odziana. Dziewczyna spojrzała na niego nienawistnym wzrokiem i spróbowała zasłonić piersi. Opuściła głowę, a potem drgnęła, jakby jej ktoś szpilkę wbił w plecy. Spojrzała najpierw na Darvana, potem na Toora, potem ponownie na Darvana. Na jej twarzy malowała się obawa i nadzieja zarazem.
Mag słyszał, że wykwalifikowany niewolnik owszem, wart był kilkaset sztuk złota, ale ta dziewczyna musiała mieć - prócz wielu talentów - jakiś feler, bo inaczej kosztowałaby dwa razy drożej.
"Pomóż jej. Tak jak mi" - odezwał się Toor.
"Łatwo ci powiedzieć" - odpowiedział Darvan. - "Nie ty za to zapłacisz".
"A tam... Te parę krążków złota" - odparł Toor.
"Powiedz jej, że będzie musiała odpracować. Co do grosza".
Po chwili Toor ponownie się odezwał.
"Ona się zgadza".
- Trzysta - zaproponował mag. Za taką kwotę można by spędzić dobry tydzień w najlepszym burdelu w mieście, z paroma panienkami równocześnie.
Gospodarz pokręcił głową.
- Żartujesz chyba. Pięćset pięćdziesiąt - powiedział. - To dziewica.
Dziewczyna spłonęła rumieńcem.
- Można to zaraz sprawdzić - dorzucił gospodarz.
Dziewczyna dla odmiany zbladła i obrzuciła Darvana błagalnym spojrzeniem.
- Dziewictwo to towar przereklamowany, poza tym jednorazowego użytku. - Darvan machnął ręką, jakby nie był zainteresowany ani dziewictwem, ani kwestią jego sprawdzania. - Za taką kwotę to dziesięć panienek mi dostarczą, albo i więcej. Jedna w drugą dziewica. Nie wspomnę już o tym, że taka dziewica niewiele w łóżku potrafi. Trzysta pięćdziesiąt.
- Pięćset. To minimum.

Darvan wiedział z doświadczenia, że minimum to pojęcie bardzo względne.
- Czterysta - podniósł cenę.
Gospodarz pokręcił głową.
- Pięćset. Przez rok w burdelu więcej mi przyniesie, a potem dalej będzie zarabiać.
Dziewczyna zrobiła się blada jak ściana.
"No zgódź się! Na co czekasz?" - Toor wkroczył do akcji.
- Czterysta pięćdziesiąt. - Mag przedstawił kolejną propozycję. - Sam mówisz, że przez rok. Przez ten czas wiele rzeczy może się zdarzyć. A tu masz pieniądze od ręki. Piękne złote, brzęczące krążki...
- Czterysta siedemdziesiąt pięć i ani sztuki złota mniej.
- W głosie mówiącego zabrzmiało zdecydowanie.
- Dziewica...? - Darvan potarł brodę, po czym z zadumą spojrzał na dziewczynę. - Mam nadzieję, że naprawdę dobrze gotujesz.
Sięgnął do sakiewki.
Falavandrel powie, że nie na to pożyczał mu pieniądze. A Coyra? Ich drużynowa panna niedotykalska odsądzi go od czci i wiary. I całkiem przestanie się do niego odzywać.
"Nie otruje mnie czasem?" Pytanie nie dotyczyło Coyry.
"Nie" - odparł po chwili Toor.
- Tytuł własności poproszę - powiedział Darvan, odliczając pieniądze i układając je w równe stosiki. - I zdejmijcie jej te... ozdóbki. Wszak nie wyjdę tak z nią na ulicę.
- Jak ci na imię? - zwrócił się do dziewczyny, gdy obroża i kajdany zostały zdjęte.
"Jaelle".
- Jaelle, panie.
Obie odpowiedzi padły niemal równocześnie.
- Ubierz się i idziemy - powiedział.

Gdy ponownie znaleźli się na ulicy Darvan obrzucił dziewczynę wzrokiem i westchnął.
- Chyba trzeba ci kupić coś do ubrania - powiedział. - I wykąpać...
Dobrze, że zostało mi jeszcze trochę złota, pomyślał.
- A przy okazji porozmawiamy. Umiesz pisać?
- Tak, panie.


W drodze na kolejne zakupy Darvan dowiedział się, że pochodząca z wielodzietnej rodziny Jaelle, gdy miała dziesięć lat, została "spłatą" za długi rodziców. Potem trafiła do posiadłości pewnego kupca, na północ od Korvosy. Umiała nie tylko sprzątać, prać i gotować, ale też czytać i pisać. I trochę śpiewać.
- Jego żona kazała mnie sprzedać - zakończyła opowieść.
- Dlaczego?
Jaelle opuściła głowę.
- Zrobiłam się za ładna - odparła po chwili. - Tak powiedziała.
Darvan już dalej nie wypytywał.

- Siadaj i pisz - powiedział, gdy zdołał zorganizować kawałek pergaminu i coś do pisania. A potem zaczął dyktować. - Ja, niżej podpisana...


Darvan zwinął pergamin i dołączył go do zakupionych wcześniej zwojów. Jego zdaniem dokument był co najmniej tyle samo wart, co aktualni "mieszkańcy" futerału.
- Nie mów do mnie "panie" - powiedział. - Mam na imię Darvan. I nikomu ani słowa na temat tego, jak się poznaliśmy.
- Tak, pa... Darvanie
- poprawiła się.
"Ciebie to też dotyczy, Toorze. Nawet nie wspomnij, że kupiliśmy Jealle".
"Nie jestem plotkarzem". Toor się nieco naburmuszył.
"Jestem tego pewien". Darvan pogładził smoczka po łebku. "Chodzi o to, żebyś się przypadkiem nie wygadał. Mogłoby jej być przykro".


Kolejny wierzchowiec (ale nie tak drogi jak Whizhii), ubranie podróżne, suknia, druga, w innym kolorze, strój domowy, bielizna, ekwipunek, grzebień, parę srebrnych drobiazgów, jakaś broń... Pieniądze wyciekały z sakiewki jak woda z dziurawego wiadra. Na szczęście Jaelle nie była rozpuszczoną pannicą i nie trzeba było wydawać na nią setek sztuk złota.

* * *


Do domu wrócili jako ostatni, w porze kolacji.
- Poznajcie Jaelle - powiedział. - Miała pewne... kłopoty, więc jej pomogłem. W zamian za to od dziś ona będzie mi pomagać w niektórych pracach. A to jest mój przyjaciel Toor - przedstawił pseudosmoka.
 
Kerm jest offline  
Stary 21-04-2018, 09:22   #27
 
Moshanta's Avatar
 
Zakupy na placu targowym jednym z was poszły lepiej, innym gorzej, ale z pewnością najbardziej mógł się z nich cieszyć Darvan, który przy okazji przedstawił wam nową opiekunkę domu. Coyra, która wybrała się do świątyni, by uzyskać dodatkowe informacje o Ostrzach została odesłana z kwitkiem - Wen Histani nie zgodziła się na wgląd w księgi zgromadzone w bibliotece Abadara, więc dziewczynie nie pozostało nic innego, jak wrócić do domu.

Zjedliście kolację przyrządzoną przez Joelle, a przygotowując się wieczorem do porannego wyjazdu, Ingemar, Falavandrel i Akiko dostrzegli w różnych odstępach czasu podejrzanie wyglądającego mężczyznę, który obserwował przez jakiś czas ich domostwo, stojąc po drugiej stronie ulicy. Gdy jednak uchwycił ich obecność, szybko znikał z pola widzenia w najbliższej, ciemnej uliczce.

Zmęczeni po dniu pełnym wrażeń ułożyliście się do snu i z samego rana po sytym, treściwym śniadaniu udaliście się w drogę do Kaer Maga. Szlakiem Cienia Świtu podążyliście wzdłuż rzeki Jeggare, z drugiej strony zaś towarzyszyły wam poszarpane szczyty Gór Mindspin. Droga ta, wiodąca od Korvosy, przez Janderhoff aż do samego Kaer Maga była mocno uczęszczana - non stop mijaliście jakieś karawany kupieckie, straż, czy innych awanturników, dlatego podróż odbywała się spokojnie i bezpiecznie. Dwie noce spędziliście w przydrożnych zajazdach i w końcu, po pięciu dniach bezproblemowej podróży, tuż przed południem, dotarliście na miejsce.


Kaer Maga.

Przez wieki doczekało się wielu nazw - Kamienny Azyl, Miasto na Klifie lub po prostu Hex z tych najbardziej znanych, jednak pomimo tego, oryginalna nazwa przetrwała, a ci, którzy zamieszkiwali miasto, używali jej instynktownie, bez zrozumienia znaczenia lub pochodzenia. Tak, jak i bez zrozumienia jego historii, bo i mieszkańcy zajęci są raczej przyszłością, niż przeszłością oraz walką o przeżycie każdego dnia. Miasto wyrzutków witało z otwartymi ramionami wszystkich, którzy nie pasowali do szeroko pojętego systemu społecznego. Nekromanci, zbiegli niewolnicy, szlachcice na banicji, kultyści mrocznych bóstw i podobni im znajdowali bez problemu swoje miejsce w mieście wolnym od cenzury i nadrzędnej władzy.

Miastem rządził stale zmieniający się kolektyw gangów, gildie złodziei i zabójców, rodziny mafijne i frakcje, które kontrolowały swój teren własnymi środkami i utrzymywały równowagę sił przez stosowanie zarówno traktatów, jak i morderstw na zlecenie. Jakby tego było mało, wygląd miasta również był dość osobliwy, składał się bowiem na ogromny, kamienny sześciokąt, a pod murami i główną arterią Miasta na Klifie biegła sieć podziemnych korytarzy zwanych Podmiastem. Legendy głosiły, że oprócz straszliwych potworów, można było tam natrafić również na starożytne artefakty i magiczne relikwie, które pamiętały czasy imperium Thassilońskiego.


Tyle o mieście wiedział każdy, kto mieszkał w bliższej, lub dalsze okolicy, gdyż wątpliwa reputacja Kamiennego Azylu była powszechnie znana. Podziwiając wysokie, potężne mury, do miasta dostaliście się jadąc między porozrzucanymi obok siebie drewnianymi chałupami stanowiącymi niejako przedsionek Kaer Maga zwany pieszczotliwie Królikarnią ze względu na przeludnienie tego terenu. Przedarliście się w końcu na szeroką ulicę wypełnioną po brzegi ludźmi, elfami, krasnoludami, ale też orkami, trollami, czy innymi dziwnymi stworzeniami, których nie potrafiliście nazwać. Niemal od razu zniknął też ten luz i spokój, który czuliście w Korvosie - napotykając spojrzenia kilku mruczących coś w swoim języku trolli i paru innych podejrzanie wyglądających nieznajomych, szybko doszliście do wniosku, że trzeba być tu czujnym i mieć się na baczności.

Większość przechodniów nie zwracała na was zbytnio uwagi, bądź udawała, że nie zwraca, dlatego ruszyliście szybko w swoją stronę, pytając o gospodę "Czarny Kot" pierwszego napotkanego krasnoluda. Odburknął tylko, żebyście zajechali do dzielnicy Oriat i tam zapytali o karczmę. Korzystając z zakupionej przez Akiko mapy szybko obraliście odpowiedni kierunek i gdy tylko znaleźliście się w rzeczonej dzielnicy, waszym oczom ukazał się przepych tego miejsca. Domy, zarówno te drewniane, jak i murowane, pomalowano na krzykliwe kolory, sklepiki i tawerny udekorowane były różnobarwnymi serpentynami i proporcami, a uliczni bardowie i skąpo odziane tancerki zabawiali przechodniów wesołą muzyką i występami. Na chwilę można było zapomnieć, że to nadal część najniebezpieczniejszego miasta w Varisii.

Tubylcy mieli jednak to do siebie, że przyjezdnych szybko sprowadzali na ziemię i jasno dawali do zrozumienia, w jakie miejsce trafili. Nie inaczej było i w waszym przypadku. Wypytując o drogę do "Czarnego Kota", nie wiadomo skąd pojawiło się wokół was siedmiu dobrze zbudowanych mężczyzn z mieczami i sztyletami w dłoniach. Odziani byli w skórzane kamizelki, dodatkowo każdy z nich posiadał jakiś szkarłatny akcent w ubiorze a także charakterystyczne tatuaże, którymi zdobili skórę jedynie członkowie gangu Sczarnich - mieszkając w Korvosie nie mogliście nie rozpoznać tak charakterystycznych symboli. Część przechodniów rozpierzchła się po sklepach i karczmach, inni zostali, przyglądając się scenie.


- Nie widziałem was tutaj wcześniej, znaczy, że przyjezdni - rzucił szorstkim głosem mężczyzna ze spiczastą bródką i ciemnymi włosami. - Oddacie nam wszystko, co macie cennego, włącznie z końmi i cipkami tych niewiast, a my zapomnimy, że was kiedykolwiek widzieliśmy.
Na te słowa jego kompani roześmiali się gromko. Na ulicy zapanowała martwa cisza.
- Chyba nie chcecie tracić życia w tak piękny dzień, no nie? Nie bądźcie głupi, nie warto ryzykować dla tych paru fantów, co je macie przy sobie i dziewuch, co pewnie i tak każdemu dają dupy na lewo i prawo. - Za jego plecami znów przetoczyła się salwa śmiechu. - No już, wyskakiwać z błyskotek. Pókim miły...

Mężczyzna, który wyglądał na przywódcę bandy, machnął zachęcająco ostrzem miecza. Jego kompani zaczęli zacieśniać krąg wokół was. Nie wyglądało, żeby mieli odpuścić, a na dodatek Akiko i Falavandrel dostrzegli w niewielkim tłumie gapiów mężczyznę, którego widzieli kilka dni temu w Korvosie pod ich domem. Przypadek?

 
Moshanta jest offline  
Stary 21-04-2018, 10:24   #28
 
Trojak's Avatar
 
Elf przywitał się uprzejmie z Joelle, którą sprowadził do domu Darvan. Za to nieco wylewniej przywitał się z pseudosmokiem, głaszcząc go nawet koniuszkiem palca pod pyskiem.
- Miło cię poznać, Toor, temu zezgredziałemu czarodziejowi przyda się taki przyjaciel. - Zażartował, uśmiechając się do Darvana.

Po kolacji poszedł się pakować, zabierając wszystko, co mogło przydać się na takiej wyprawie, a w szczególności broń - miecz, krótki miecz, sztylet, tarcza, łuk i kołczan ze strzałami. W mieście takim, jak Kaer Maga bez tego ani rusz. Siłą rzeczy i tak wiedział, że pewnie natrafią na jakieś kłopoty, bo zawsze natrafiali na jakieś kłopoty.

Na wieczornym obchodzie sprawdził, czy konie w stajni mają co jeść i pić, po czym upewnił się, że tylne drzwi domostwa są zamknięte. Wracając, dostrzegł stojącego nieopodal domu mężczyznę w kapturze, który obserwował budynek. Falavandrel od razu wydało się to podejrzane.

- Hej, szukasz tutaj czegoś konkretnego?! - Wojownik krzyknął, jednak tamten nie odpowiedział mu, znikając od razu gdzieś w bocznej alejce. Elf wrócił do domu i powiedział o wszystkim pozostałym. - Jakiś typ w kapturze obserwował dom, powinniśmy mieć się na baczności.

Nim Falavandrel ułożył się do snu w swojej sypialni, raz jeszcze wyjrzał dyskretnie przez okno, upewniając się, że nikt nie obserwuje domu. Tym razem nikogo nie dostrzegł, więc położył się do łóżka. I choć długo nie mógł zasnąć, to w końcu odpłynął w nicość.

* * *

Przez kolejne dni w drodze niewiele się działo, bo i trakt, którym podróżowali był jednym z bezpieczniejszych w tych okolicach. Co chwilę na kogoś natrafiali, mijając się i pozdrawiając. Ogólnie cała podróż minęła elfowi nudno i bez większych emocji. Ożywił się nieco, gdy dotarli w końcu do owianego złą sławą bandyckiego miasta.

Nie dziwił się, że przedmieścia nazywane są Królikarnią, gdyż domy niemal przylegały do siebie, a ludzie tłoczyli się na głównej ulicy niczym mrówki. Elf obserwował otoczenie pewnym wzrokiem, ale i pozostawał czujny, bo zdarzyć się tu mogło dosłownie wszystko. Prowadząc swego rumaka za uzdę przeciskał się między mieszkańcami miasta, instynktownie zwieszając dłoń na rękojeści miecza.

W dzielnicy, w której ponoć mieściła się karczma, od której mieli zacząć poszukiwania Tirany było przyjemnie i kolorowo, jednak pierwsze wrażenie szybko zostało rozmyte przez bandę bandziorów, która zaszła im drogę. Gangusy z ekipy Sczarnich nigdy nie odpuszczały swoim ofiarom, więc Falavandrel wiedział, że bez rozlewu krwi się nie obejdzie. Zwłaszcza, że nie zamierzał oddawać swoich rzeczy, a każde takie nakazy sprawiały, że aż krew zaczynała się w nim gotować.

- No dobra, tylko bez nerwów, oddamy wam wszystko, nawet nasze towarzyszki - rzucił teatralnie zlęknionym tonem elf, by dodatkowo uśpić czujność napastników. Podszedł do juków przy siodle, udając, że je odpina.

Chwilę później jednym, szybkim ruchem klepnął mocno w zad swego wierzchowca, mając nadzieję, że ten ruszy w stronę zbirów i przerwie ich krąg, rozpraszając. Moment potem chwycił za miecz, szarżując z głośnym okrzykiem na pierwszego z brzegu napastnika.
 

Ostatnio edytowane przez Trojak : 21-04-2018 o 10:30.
Trojak jest offline  
Stary 21-04-2018, 19:37   #29
 
Asderuki's Avatar
 
Kitsune zobaczyła nową towarzyszkę i zapowietrzyła się.
- Witaj w naszych skromnych progach Jaelle! Akiko jestem! - zaraz po tym nastąpił zwyczajowy ukłon. Pociągnęła dziewczynę nieco do środka zachęcając ją do wejścia. Zaraz potem niemal magicznie znalazła się obok Darvana i szturchnęła go łokciem delikatnie w bok. Miała na twarzy “ten” uśmiech i “to” spojrzenie. Ewidentnie gratulowała zaklinaczowi znaleziska. Wtedy też dojrzała pseudosmoka owiniętego wokół jego szyi.
- Ooo! Och! Czy to jest..? Jaki słodziak! Wiesz chciałam kupić jajo hipogryfa, ale… - Akiko rozgadała się tłumacząc za dużą ilością słów czemu ostatecznie go nie kupiła.
- Jaelle - przedstawiła się dziewczyna, wyraźnie przytłoczona zachowaniem Akiko. Z trudem opanowała chęć schowania się za plecami Darvana.
- Jest przeuroczy, prawda? - Darvan pogładził Toora po łebku. - W zasadzie to jemu zawdzięczamy to, że Jaelle do nas trafiła. Mieli jajo hipogryfa? - zainteresował się. - Może następnym razem warto by się zainteresować...
"Po co ci hipogryf, skoro masz MNIE?!" - Toor był jakby ciut obrażony.
"Nie dla mnie przecież" - odparł Darvan.
- Tylko wytresowanie hipogryfa to sporo roboty. A ja się na tym nie znam. Jaelle! Powiedz, skąd jesteś? - Akiko usiadła przy stole klepiąc na ławkę, aby kobieta się do niej dosiadła.
Jaelle spojrzała na Darvana, po czym usiadła, jakby trochę niepewnie, obok Akiko.
- Urodziłam się w Greenheart - powiedziała. - To taka niewielka osada na północ stąd. Daleko na północ. W domu było wiele dzieci i bieda, więc mnie ojciec oddał... - zacięła się na moment - na służbę. - Widać było, że wspomina tamte czasy zdecydowanie bez przyjemności. - Potem trafiłam do pana Aazzada. To kupiec. Ma posiadłość na północ, kilkadziesiąt mil stąd. Ale musiałam stamtąd wyjechać... - Zamilkła i opuściła głowę.
- Ooo, nie smuć się. Teraz jesteś z nami i na pewno będzie dobrze. Nie wiem na ile cię Darvan wprowadził, ale możesz się z nami czuć bezpiecznie. Jako poszukiwacze przygód i nawet znani awanturnicy jesteśmy w stanie zapewnić bezpieczeństwo! - Akiko wstała aby pokazać z jaką łatwością potrafi się poruszać. Była na ławie, potem na stole, potem po drugiej stronie stołu.
- Ja jestem z miejsca zwanego Tian-Xia. To jest daaaaleko na wschód. Tak mi się zdaje. Zanim tu dotarłam miałam zbyt dużo ziemi do przejścia. A mimo to chce zwiedzić więcej!
- Ja na razie niewiele widziałam... - przyznała się Jaelle. - Jedna wioska, dwie posiadłości, a podczas jazdy z jednej do drugiej same lasy i pola. W Korvosie też prawie nic nie zdołałam zobaczyć. Targowisko i parę sklepów... Aż ci zazdroszczę... - Spojrzała na Akiko.
- Zwiedzimy jeszcze razem kawałek świata - zapewnił ją Darvan i został obdarowany pełnym wdzięczności uśmiechem.
Kitsune schowała uśmiech za dłonią.
- Na pewno. To ja się póki co idę spakować. Darvanie, choć jutro wyjeżdżamy, dobrze by było jakbyś pokazał Jaelle pokój w którym będzie mieszkać. Pozwoli jej się to poczuć bardziej jak… zaproszona.
Rude dziewczę chytrze spojrzało na zaklinacza i tak jak była, tak zniknęła na schodach prowadzących na piętro.
- Zadbam o nią. Pokażę jej cały dom i znajdę jakiś kąt, gdzie się będzie czuła jak u siebie - odparł Darvan, częściowo w powietrze, bo Akiko już była w połowie schodów.
Kitsune wpadła do pokoju, który dzieliła z Gwendą i upewniła się, że ta niewielka ilość rzeczy jakie ma znalazły się w jej magicznej torbie. Kiedy wyjrzała przez okno zaczerpnąć powietrza dostrzegła kogoś obserwującego ich domostwo.
- Heeejooo! - zakrzyknęła machając do niego ręką. Gdy zwrócił na nią swoją uwagę posłała mu całusa. Mężczyzna zaraz zniknął w jednej z alejek. Akiko oparła się łokciami o parapet zastanawiając się czy to był ktoś kto działa przeciw nim, czy też może będzie kimś po ich stronie. Na typowego złodzieja oceniającego przyszłą zdobycz nie wyglądał. Szczególnie, że wraz z ich wyjazdem zniknie również niemal wszystko co wartościowe z hawiry.


Podczas podróży lisica zagadywała co i rusz Coryę o co chodziło z tym sztyletem. Być może będzie mogła pomóc. Potem zaś cieszyła się, że zainwestowała w mapę. Oszczędziło im to nieco poszukiwań. Oczywiście natrafienie na problem w mieście pełnym zła i cichociemnych istot naprawdę było do przewidzenia. Widząc zbliżających się oprychów ninja zrobiła kwaśną minę. Nie lubiła kiedy nie dawało jej się wyboru. Kiedy narzucało swoją wolę. To właśnie robili bandyci. Zmuszali ich do walki. Wszak przecież nikt nie zamierzał oddawać im ich pieniędzy. Akiko zauważyła znów tego samego mężczyznę co był po ich domostwem. Uśmiechnęła się i jeśli ich spojrzenia się zeszły puściła oczko. W zasadzie nie wiedziała, czy próbuje mężczyznę uwieść, czy speszyć lub ośmieszyć.

Czas było na akcję. Hayashi podwinęła nogi i stanęła na swoim wierzchowcu. Wyciągnęła miecze i potężnie wyskoczyła w bok. Robiąc salto i piruet jednocześnie znalazła się za plecami jednego z bandytów.
 
Asderuki jest offline  
Stary 22-04-2018, 15:06   #30
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Jaelle była poczatkowo nieco speszona, lecz po wymianie paru zdań z Akiko jakby się odprężyła.
- Pomożesz mi z szykowaniem kolacji? - Darvan zwrócił się do dziewczyny. Mógł jej po prostu powiedzieć 'idź i zrób', ale nie chciał, by inni traktowali Jaelle jak służącą.
Trudno było nie zauważyć braku zachwytu na twarzach przyszłych biesiadników. Każdy lubił, gdy kto inny zajmował się szykowaniem posiłku, ale te, w wykonaniu Darvana, tworzone pod hasłem "je się, aby żyć", miały jedną wspólną cechę - dawały się zjeść, ale tylko przy dużej dozie dobrej woli i samozaparcia.
- Może lepiej ja... - odezwał się ktoś.
- Nie, nie. Damy sobie radę - zapewnił Darvan, który sam był ciekaw, czy kupił prawdziwą perłę, czy też wciśnięto mu wybrakowany towar. - Chodź, pokażę ci dom, a potem kuchnię i zobaczysz, gdzie co trzymamy.

* * *

Pokój...
Wynajęty dom był co prawda dość spory i sześć osób mieściło się w nim bez problemu, ale gości raczej nie przyjmowali i pokoje, w których nikt nie mieszkał nie wyglądały zbyt reprezentacyjnie. A do tego, o którym myślał Darvan, nikt nie wchodził zdaje się od chwili, gdy wynajęli dom.
No ale skoro miała to być tylko jedna noc...
- Pokój obok mnie jest wolny... jeśli nie liczyć kilku pokoleń pająków i paru ton kurzu. Może uda się go doprowadzić do porządku. Na razie zostaw rzeczy u mnie.

* * *


Kolacja udała się wspaniale. Zapewne dlatego, że udział Darvana w jej szykowaniu ograniczył się do towarzyszenia dziewczynie, która nawet na chwilę nie dopuściła go do garów.

A po kolacji zabrali się za sprzątanie.
Toor, po dwóch minutach, psiknął parę razy i uciekł, pod pretekstem, że ma alergię na kurz.
Darvan wytrzymał nieco dłużej, ale w końcu i on się poddał. Gdyby można było pająki, pajęczyny i kurz zwalczyć paroma magicznymi pociskami lub garstką błyskawic, to pewnie zdołaliby zrobić wszystko na błysk. A tak...
Pokój i tak wyglądał jak rudera, którą tylko podczas gradobicia odwiedziłby najbardziej zdesperowany włóczęga.
- Nie dziwię się, że chciałeś zatrudnić sprzątaczkę. - W głosie Jaelle brzmiała prawdziwa ironia.
- Chodźmy się wykąpać, a potem się zobaczy - odparł Darvan, temat sprzątaczki pomijając milczeniem.
- Zobaczy się?
- Tak, zobaczy się.


* * *

Pomieszczenie w piwnicy nie zasługiwało na nazwę łaźni, ale wanna była i wystarczyło parę wiader ciepłej wody, trochę zimnej i kąpiel można było ze spokojem tam zrobić.
- Panie mają pierwszeństwo - powiedział Darvan, wskazując na wannę pełną wody.
- A ty?
- A ja poczekam. Chyba że to oferta wspólnej kąpieli...
- Uśmiechnął się.
- Nie, nie... - zaprzeczyła szybko. - Ale nie patrz.
Darvan już miał powiedzieć, że wcześniej zdążył zobaczyć ładny kawałek jej ciała, ale postanowił dziewczyny nie dręczyć. Przynajmniej pierwszego dnia.
- Dobrze, dobrze...
Otworzył oczy, gdy plusk wody oznajmił, że dziewczyna weszła wreszcie do wanny. Może troszkę za szybko to zrobił, ale nie zamierzał się dzielić z nią tą wiedzą.
Siedząc na stołku czekał cierpliwie, aż Jaelle skończy się myć.

- Kiedyś tak się kąpaliśmy z bratem. - Dziewczyna nagle zastygła w połowie namydlania pewnej krągłej części ciała, której zwykle nie pokazuje się publicznie. - Tylko to była balia, a nie wanna, a ja byłam dużo, dużo mniejsza. A on o włos większy ode mnie... Tata kąpał się pierwszy, potem mama, potem my i tak dalej. A ty masz brata?
Darvan nie odpowiedział. Jego opinii o bracie nie należało wypowiadać w obecności kobiet. I dzieci.
- Niech to szlag! - Jaelle zademonstrowała znajomość słów, których grzeczna dziewczynka raczej znać nie powinna.
- Co się stało?
- Mydło zgubiłam...
- Pomóc ci szukać?
- Nie!
- Jaelle zanurkowała, po chwili wynurzyła się, pokazując swą zdobycz. - Zaraz kończę...
Wkrótce potem wyszła z wanny, zawijając się równocześnie w wielki ręcznik.

- Zamknij oczęta - zażartował Darvan, zaczynając się rozbierać.
Jaelle chciała coś powiedzieć, ale w ostatniej chwili zamknęła usta. Czy to samo zrobiła z oczami, tego jednak Darvan nie wiedział.
- Możesz mi umyć plecy? - spytał po chwili.
Dziewczyna nie odpowiedziała, lecz po chwili spełniła prośbę maga.
Nie dało się ukryć, że dłonie miała całkiem przyjemne.
Ale, jak to zwykle bywa, każda przyjemność kiedyś musiała się skoczyć.

* * *


- Możesz się położyć.
- A ty gdzie będziesz spać?
- To szerokie łóżko, a ja ponoć nie chrapię.

Dziewczyna cofnęła się o krok, przesuwając się w stronę drzwi.
- Jaelle, dziewczyno, nie dybię na twoją cnotę, słowo daję. Toor może poświadczyć.
Kolejny krok wstecz. Może ciut mniejszy.
- Jaelle, nie będę za tobą gonić po całym domu... Pora iść spać, bo jutro wcześnie wstajemy. Jeśli mi nie wierzysz, to włóż na siebie wszystkie rzeczy, jakie masz. Albo jakąś zbroję... chyba gdzieś się jakaś poniewiera. Więc chodź tu, usiądź i porozmawiajmy poważnie.
"Nie możecie być ciszej? Spać nie dajecie biednemu, zmęczonemu smokowi!". Słowa Toora rozległy się równocześnie w głowach obojga rozmówców. Dziewczyna po raz pierwszy od wejścia do pokoju uśmiechnęła się. Troszkę.
"Przepraszam" - powiedział Darvan, po czym spojrzał na Jaelle. Ta w końcu podeszła i usiadła na łóżku, jednak niezbyt blisko.
- Czeka nas podróż - zaczął Darvan, znacznie ciszej. - Mamy dla siebie jeden namiot. W niektórych gospodach będziemy spać w jednym pokoju...
- Będę spać na podłodze
- zapewniła go Jaelle.
- Ale w łóżku jest wygodniej, a ja nie chcę, żebyś wstawała zmęczona.
- Ale co oni pomyślą?
- Będą się cieszyć, że gotujesz tysiąc razy lepiej, niż ja.

Jaelle pokazała mu język.
- Ale śpię z brzegu - postawiła warunek.
- Niech ci będzie...
Darvan zgasił świece i zaczął się rozbierać.

Zasypiał już, gdy dobiegł go cichy szept.
- Dlaczego mnie kupiłeś? Przecież mogłeś nająć kucharkę i sprzątaczkę...
Jak miał jej powiedzieć, że w zasadzie sam nie wie?
- Wszystko przez twoje piękne... piersi - odparł.
I nawet się nie zdziwił, gdy oberwał poduszką.

* * *

Podróż, spokojna i pozbawiona nieprzyjemnych zdarzeń, sprzyjała zacieśnianiu relacji między Darvanem a jego "niewolnicą". Przybrały one raczej formę przyjacielskich relacji bratersko-siostrzanych, niż pan-sługa, a poczucie bezpieczeństwa i brak strachu o dalszy los sprawiły, że Jaelle zaczęła się zachowywać bardziej odważnie - nie tylko docinkami zaczęła się wymieniać z Darvanem i innymi, ale i bardziej rozpychała się w łóżku, gdy przyszło im razem spędzać noce.
Wyglądało na to, że dziewczyna zaczyna zapominać o swej niewolniczej przeszłości, co Darvanowi zdecydowanie odpowiadało.

* * *


Miasto przywitało wędrowców w sposób, jakiego można się było w zasadzie spodziewać, chociaż Darvan nie sądził, że do pierwszych kłopotów dojdzie aż tak szybko.
Od razu widać było, że ci, co stanęli na ich drodze, nie mają przyjacielskich zamiarów, dlatego też nim herszt tamtych zaczął mówić, Darvan rzucił na siebie zbroję maga. Na zadbanie o Jaelle nie było już czasu, więc mag zdążył tylko szepnąć, by dziewczyna trzymała się blisko niego, gdy zaczęło się starcie.
Falavandrel i Akiko ruszyli na wroga.
Darvan nie miał zamiaru oddawać ni dobytku, ni kobiet, ale sieczenie mieczem przeciwników nie było w jego stylu.
- Ter wera rakau* - wypowiedział inkantację, a z jego dłoni spłynął ognisty łuk, obejmujący najbliższych trzech zbirów.
Obok usłyszał trzask kuszy i miał nadzieję, że Jaelle zdoła trafić w któregoś z wrogów.
________________
* Burning Arc
 
Kerm jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 04:46.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168