Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 06-07-2018, 13:54   #91
 
Noraku's Avatar
 
Reputacja: 10520 Noraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputację
Dalszą wędrówką śladami ich przewodniczki przebył zaciskając dłonie na narychtowanej kuszy. Przezornie nie trzymał palców na spuści w obawie, żeby nie postrzelić któregoś z towarzyszy. Prawdopodobnie uratowało to Elely przed losem przypadkowej tarczy strzelniczej, gdy zaskoczyła ich w lesie.
Przyczyna jej zniknięcia była tak prozaiczna, że początkowo miał ochotę wybuchnąć gromkim śmiech. Pies przestraszył się magii, że też od początku o tym nie pomyślał! Sam wielokrotnie odpędzał się od tych pchlarzy pałętających się po wioskach przy pomocy prostych zaklęć, gdy kij nie stanowił już dla nich odpowiedniego zagrożenia. Dobrze, że skończyło się na tym. Gdyby stracili przewodniczkę już pierwszego dnia, źle zwiastowało by o dalszym losie ich wyprawy. Trzeba było jednak na przyszłość uważać, co mogło stanowić nieliche wyzwanie w przypadku ataku koboldów. Po uleczeniu ran wierzchowca niziołczycy mogli ruszyć w dalszą drogę, zapomniawszy o nieprzyjemnej przygodzie z dzikami.

***

Gdy wieczorem dotarli do podwójnej lipy, z jęki zrzucił plecak z ramion i osunął się na ziemię. Był cały czerwony z wysiłku i przepocony. Odwykł od długich podróży. Szybko odkorkował manierkę i zaczął łapczywie pić. Kruk przysiadł mu na ramieniu, telepatycznie zapewniając o względnym bezpieczeństwie. W pysku trzymał zdechłą mysz. Ta noc zapowiadała się na spokojną. Kto wie kiedy znowu będą mogli tak powiedzieć.
Rozmasował ramiona i odrzucił kaptur na plecy. Rozkoszował się delikatnym wiatrem muskającym spoconą twarz. Żałował, że po drodze nie minęli żadnego strumyka, w którym mógłby się ochłodzić. Nie chciał na to poświęcać starannie racjonowanych zapasów wody.
- Przypadek - odpowiedział niziołczycy przygotowując wieczorną rację żywności. - Od dawna interesowałem się koboldami, dodatkowo wydawało się to spokojnym zadaniem.
Nie chciał nadmieniać, że po wizycie w ostatniej wiosce potrzebował się ukryć gdzieś na uboczu dopóki nie opadnie dym związany z tamtymi wydarzeniami.
- Zawsze warto korzystać z okazji do wzbogacenia swojej wiedzy o otaczającym nas świecie.

***

Obudziło go huczenie w głowie. Było to o tyle dziwne, że poprzedniego dnia nawet nie tknął kropli alkoholu. Jego towarzysze już się pobudzili. On potrzebował dłuższej chwili , by odespać nocną wartę. Wzdrygnął się na tę myśl. Najchętniej powylegiwałby się jeszcze troszkę, ale krasnoludzki młot był bezlitosny.
- Litości! Mości Torinie, musicie tak napierdalać od rana!?
Mniej obchodziło go, że rozchodzący się po lesie hałas całkowicie nie współgrał z ich próbami dyskretnego wybadania spraw koboldzich. Dużo ważniejszy był jego obecny dyskomfort, spotęgowany jeszcze dodatkowo kiepskim snem, niewygodnym barłogiem oraz parą szyszek, które znalazł dopiero nad ranem, a które boleśnie odcisnęły się na jego krzyżu. Ten dzień nie zapowiadał się dobrze.

Ich tropiciele odkryli nowe ślady koboldów. Wiedziony doświadczeniem poprzedniego dnia, tym razem trzymał kuszę przypiętą do pasa. Nie była to najwygodniejsza metoda, ale z pewnością ułatwi mu reakcję w wypadku zagrożenia. Rano przygotował się na nieuchronną możliwość spotkania się ze złowrogim plemieniem toczącym wojnę z niziołczą wioską.
Dziękował losowi, że udało się dotrzeć do menhiru bez nieprzyjemnych niespodzianek. Magia zagnieżdżona w okolicy musnęła jego skórę wywołując przyjemną gęsią skórkę. Jak zwykle w takich miejscach coś drzemało. Wiedziony ciekawością wypowiedział cicho słowa zaklęcia, gestem formułując wolę zaklęcia. Spojrzał na polankę swoim wewnętrznym okiem.
Widok go zadziwił. Cała okolica skąpana była w czystej nieujarzmionej magii. Centrum tego wszystkiego stanowił menhir, emanujący falami energii niczym kamień wrzucony do jeziora. Przeszedł kilka kroków po okolicy, ignorując swoich współtowarzyszy. Nie napotkał żadnych cech charakterystycznych, dzięki którym mógłby odkryć charakter magii. Z każdym kolejnym krokiem dostrzegał jednak więcej. Delikatne pasma wplecione w otoczenie, tworzące namiastkę ładu z chaosu. Skupił wolę. Plecak powoli zdjął z ramion i sięgnął w kierunku ogniska. Poczuł huk w głowie jakby Torin znowu rozpoczął swoje poranne modły. Złapał jednak jedno pasmo, wyczuwając momentalnie jego źródła.
Magia transmutująca i przywołująca.
Kłótnia towarzyszy zburzyła jego koncentracje.
- Pax, pax przyjaciele – odparł nie patrząc na nich. – Niewątpliwie coś się tutaj wydarzyło. Warto by dotrzeć do sedna sprawy, zanim skoczymy sobie do gardeł, nie sądzicie?
Podszedł bliżej do Ivora.
- Wyczułeś coś? – zapytał obserwując równo ociosany kamień. – Nie podoba mi się to miejsce. Koboldy nie pojawiły się tutaj przypadkiem
Dotknął stojącego menhira. Może gdy uda mu się odłączyć naturalną magię od pozostałości koboldzkich machinacji wtedy będzie w stanie…
Pisk w uszach oraz nagły nacisk na skronie zgiął go w paroksyzmie bólu. Magia skupiła się dookoła niego, przytłoczyła i rzuciła na kolana. Dawno nie czuł czegoś takiego. Nie od czasu wieży jego Mistrza.
Gdy niemiłe wrażenia ustąpiły zorientował się, że leży na ziemi. Twarz oblał mu zimny pot. Z trudem łapał oddech. Kaptur spadł na plecy pokazując przerażone spojrzenie.
- Chyba dołączę się do pytania Heleny – powiedział, z trudem przełykając ślinę. – Shee’ra, czy jesteś w stanie opowiedzieć coś więcej o tym miejscu?
 
__________________
you will never walk alone
Noraku jest offline  
Stary 06-07-2018, 21:35   #92
 
Rozyczka's Avatar
 
Reputacja: 9984 Rozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputacjęRozyczka ma wspaniałą reputację
~~~Odnalezienie Elely~~~
iedy natknęli się na ślady krwi, Astine poczuła jeszcze większe zaniepokojenie niż do tej pory. Wcześniej mogła wmawiać sobie, że ani Elely ani Saugowi nic się nie stało, jednak teraz miała przed sobą dowód na to, że się myliła. Jednak mimo wszystko tropiła dalej, czuła że na swój sposób jest to winna przewodniczce.
akież było jej zdumienie i radość, gdy odkryli, że Elely nic się nie stało! Najchętniej podbiegłaby do niej i serdecznie ją uściskała, lecz powstrzymały jej słowa niziołki o konieczności podążania za nią. Nie chcąc marnować jej czasu, posłusznie wykonała polecenie. Jak się okazało, Smaugowi również nie stała się żadna większa krzywda. Zwłaszcza, że Helena szybko uleczyła jego rany.
Tutaj jesteś, psiaku kochany… – rzekła później Astine, głaszcząc zwierzę po głowie.
Przez resztę spotkania nie udzielała się zbytnio, woląc zamiast tego wsłuchiwać się w opowieść Elely.
~~~Natrafienie na ogłoszenie~~~
Jak trafiliście na ogłoszenie Arvana? W Secomber z tego co mi wiadomo nie brakuje pracy dla poszukiwaczy przygód. Dlaczego więc padło akurat na Ostoję i koboldy? – zagadnęła ich Elely.
To był bardziej przypadek niż coś innego. Po prostu je znalazłam i na nie odpowiedziałam, co by wiedzieć czy dam sobie radę sama w życiu awanturnika. To znaczy sama... – Rozejrzała się po reszcie zgromadzonych. – Miałam na myśli, że bez pomocy mojego mistrza. I muszę przyznać, gdyby mógł widzieć jak sobie radzę, z pewnością pękałby z dumy... - dodała ironicznie, wspominając incydent z dzikami.
"Początki podobno zawsze są trudne, ale później jest już z górki. Oby tak było i tym razem..." – Tę myśl postanowiła dla siebie.
~~~Menhir~~~
stine nie miała ochoty brać udziału w dyspucie, która odbyła się przy menhirze. Zgadzała się co prawda z w kwestii tego, że to może być święte miejsce, czy to koboldów czy to druidów, ale nie chciała niepotrzebnie zaogniać tego konfliktu. Zamiast tego wolała pokręcić się chwilę po okolicy, chcąc upewnić się że w pobliżu nie ma już żadnych koboldów oraz, co ważniejsze, dzików.
 
Rozyczka jest offline  
Stary 07-07-2018, 07:30   #93
 
Zormar's Avatar
 
Reputacja: 20272 Zormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputację
o oględzin przyłączył się Torin mając nadzieję, iż z pomocą przekazywanej z pokolenia na pokolenie wiedzy oraz łasce Moradina dane mu będzie poznać tajemnice menhiru. Podszedł doń, zaczął taksować wzrokiem od samej podstawy, aż po szczyt. Obszedł dookoła pogładził ręką chropowatą powierzchnię kamienia. I… nic. Trudno mu było to przed samym sobą przyznać, lecz nie potrafił nic o tym powiedzieć. Jego wzrok nie dostrzegł żadnych znaków szczególnych. Co się tyczyło wyrytego nań symbolu to ten był tak stary, iż niemożliwym było stwierdzić kiedy go wykonano, ani z użyciem jakich narzędzi.

ymczasem Shee’ra ostrożnie przesuwała dłonią w resztkach ogniska opuszkami palców poszukując nie spopielonych ingrediencji użytych w rytuale. Nie było tego jednak wiele, ot fragmenty czaszek ptaków oraz inne ich kości, kadzidło, dębowa żywica oraz krew. Dosłownie kilka kropel nie strawionych przez żar, lecz z tego wszystkiego udało jej się wyczytać z jakiego typu obrzędem mieli do czynienia. Połączywszy to z układem śladów zyskała bardzo dużą dozę pewności w swej teorii. Głosiła ona mianowicie, iż odbył się tutaj charakterystyczny dla prymitywnych ludów rytuał wojny. Najprawdopodobniej zgromadzeni tańczyli wokół ognia, a prowadzący ceremonię szaman przy skandowaniu odpowiednich modłów wrzucał w ognisko przygotowane zioła oraz inne kadzidła wprowadzając tym samym wszystkich w trans. Celem tego typu obrządków było zaś najczęściej zapewnienie pomyślności w walce, ochrona od ran, bądź pobłogosławienie broni.

ytanie Heleny wyrwało Elely z dość niezręcznego nastroju, w który wprawiła ją kłótnia najemników, i cisnęło w objęcia wspomnień w poszukiwaniu odpowiedzi. Po niedługiej chwili odpowiedziała:
Osobiście nigdy żadnego tutaj nie spotkałam, aczkolwiek bardzo możliwe, iż jacyś żyją w głębi lasu. Nikt ich pokroju nie przyszedł za władzy Dunina do Ostoi. Być może dzieję się tak dlatego, iż staramy się nie wycinać nadmiernie lasu, a gdy już to czynimy to sadzimy nowe drzewa. Miejsca pod uprawy jest dość na okolicznych równianach. Co się natomiast tyczy menhiru – niziołka podniosła wzrok na górujący nad nimi kamień. – to raczej nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej aniżeli przedtem. Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, iż nie stoi tutaj bez powodu, a i sama wyczuwam magię w tym miejscu. Niemniej po części ze strachu, ale bardziej z niewiedzy oraz szacunku dla tego typu miejsc nie przychodziliśmy tutaj zbyt często. Nawet w czasach, gdy jeszcze handlowaliśmy z koboldami obieraliśmy za miejsca wymian mniej niestosowne punkty. Poza tym menhir ten wyznaczał jeszcze do niedawna granicę wpływów Ostoi oraz koboldów w lesie. To by było raczej wszystko.
Skończyła Elely, lecz nie wyglądała na zadowoloną ze swojej nikłej wiedzy w tym temacie.


iedy niziołka snuła swą odpowiedź Astine oddaliła się od swych towarzyszy w poszukiwaniu nowych śladów. Przyglądała się pozostawionym przez wędrujące gadoidy śladom, lecz pomimo swych starań nie mówiły jej one nic nowego. Odeszła więc jeszcze dalej zaglądając pod krzaki, skupiając wzrok na ruchu oraz nasłuchując zwierząt, jak i koboldów. Nic jednak nie zwracało jej większej uwagi oraz nie budziło niepokoju. Las był bardzo spokojny, a zbliżający się z wolna zmierzch informował, iż wędrówki tego dnia nie zostało sporo.

łysząc, iż dyskusja przy druidycznym kamieniu nie słabnie zaczęła obchodzić tenże po szerokim łuku, by po raz ostatni rozeznać się w okolicy. W pewnym momencie wzrok jej przyciągnął znajomy trop. Nieregularne ślady wilczych łap, a raczej samotnego wilka. Dziewczynie znów na myśl przyszedł odrzucony przez watahę osobnik skazany tym samym na błąkanie się w pojedynkę, jak i desperacką wręcz walkę o przetrwanie. Tropy zdawały się podążać za tymi koboldzimi. Nie dane jej jednak było stwierdzić na tę chwilę więcej, gdyż od strony menhiru dobiegły ją krzyki i dziwny hałas.


ikt go nie powstrzymał. Ledwo co pozostali spostrzegli jak dłonią dotyka runy. Nie był w tym również osamotniony. Xhapion podnosząc się po niespodziewanym uderzeniu magii oparł się o menhir. Wstając wyciągał rękę w górę, by sobie pomóc, aż wreszcie stanął równo na nogach. Jakże wielkie musiało być jego zdziwienie, kiedy ujrzał na przeciwko siebie Ivora z zaskoczonym wyrazem twarzy. On również miał rękę wyciągniętą w kierunku menhiru. Odruchowo powiódł za nią wzrokiem,a jego oczy stały się równie wielkie co czarownika. Oto bowiem obie ich dłonie dotykały runy. Wówczas zaczęło się.

chwili, kiedy to ledwo co Elely zakończyła swój monolog, a Shee’ra spostrzegła cóż wyprawiają Ivor z Xhapionem, było już za późno. Wyryty w kamieniu symbol rozpalił się charakterystycznym dla magii purpurowym blaskiem. Nie tylko z resztą on, gdyż we wszystkich porach kamienia poczęła ona lśnić. Nie był to tym bardziej koniec, gdyż równie szybko po bokach symbolu pojawiły się litery, słowa w nieznanym im dialekcie. Cisza ustąpiła miejsca burzy.


im którekolwiek z nich zdążyło zrobić najmniejszy nawet krok poczuli wszyscy jak coś ich chwyta za nogi. Odruchowe spojrzenie w dół dało im odpowiedź, lecz zapewne nie tego się spodziewali. Spod ziemi wystrzeliły konary pętające im kostki i pnące się w górę, by opleść całe ich ciała. Nie oszczędzone zostały również zwierzęta, gdyż Saug oraz Nazir również zostali spętani, a jedynie Nevermore dzięki swym skrzydłom uniknął podobnego losu. Czasu mieli niewiele, bowiem korzenie rosły szybko, a siła ich uścisku również. Elely sięgnęła szybko po miecz chcąc przeciąć korzenie, lecz nie przyniosło to znikome efekty.
Nie damy rady tego przeciąć!

hee’ra wbiła wzrok w jaśniejący symbol, a przede wszystkim w znaki, które się obok niego pojawiły. W mig pojęła jakim językiem są zapisane, lecz ich treść była doprawdy zagadkowa. Ten po lewej głosił: Potęga przekleństwem, a po prawej: Arogancja skazą na duszy.

szystko to widziała na własne oczy Astine, która stanęła na krawędzi objętego korzeniami pola wokoło menhiru.


 
__________________
Szlachetny Gniew: Zbiory. Oczekuję na odpowiedź od: Koime, Asderuki, MrKroffin, MatrixTheGreat, BloodyMarry, Jaracz. [Termin postów: Nieokreślono]

Szlachetny Gniew: Karmazynowy Szlak. Gracze: Kerm i Noraku
Zormar jest offline  
Stary 11-07-2018, 18:42   #94
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 9777 Cedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputację
Torin był wściekły. Znowu wpadł w kłopoty przez rządnych wiedzy czarodziejów.
- I cożeś zrobił magiku zakichany. Jak się nie znasz na czymś, to nie pchaj, w to paluchów. Pewnie nie wiesz jak teraz nas uwolnić.
Po tych słowach spojrzał na obrończynię natury.
- Shee’ra wiesz coś o tej magii, bo że to magia roślin to nawet ja wiem, chociaż moje domeny to ziemia i rzemiosło. Mógłbym przepuścić przez nie pozytywna energię, lecz jeśli nie mają natury martwiczej może to je wzmocnić.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974
Cedryk vel Dumaeg czasami z dopiskiem 1975

Ostatnio edytowane przez Cedryk : 11-07-2018 o 19:15.
Cedryk jest offline  
Stary 12-07-2018, 16:05   #95
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 54989 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Ciekawość pierwszym stopniem do piekła.
Ale i do wiedzy.
Gdyby nie ciekawość, to pewnie do tej pory ludzie (i inne, uważane za inteligentne, rasy) nie przemierzyliby świata wzdłuż i wszerz, nie dokonaliby wielu ciekawych odkryć.
Ale też wiele owych istot nie wpakowałoby siebie (i być może innych) w tarapaty.
Oczywiście gdyby wiedział, że i Xhapion zacznie obmacywać menhir w tym samym momencie, to może by się i zawahał, ale był pewien, że podczas wielu lat istnienia obelisku niejedna osoba go dotykała.
Cóż więc mogło się stać?

A jednak się stało i teraz pozostawało tylko wymyślić sposób, by wydostać się z tej śmiertelnej pułapki.
Naciąć dłoń i poczęstować menhir swoją krwią na znak przyjaźni, czy może sięgnąć po zwoje i ogniem potraktować natrętne korzenie?
Postanowił jeszcze odrobinę poczekać.
 
Kerm jest offline  
Stary 12-07-2018, 16:17   #96
 
Sayane's Avatar
 
Reputacja: 9886 Sayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputacjęSayane ma wspaniałą reputację
Post wspólny

“Potęga przekleństwem” z lewej, a po prawej “Arogancja skazą na duszy”. To mówią te jaśniejące napisy. Co to może znaczyć? - krzyknęła Shee’ra do towarzyszy.- Ktoś rozpoczął tutaj jakiś rytuał, ale jaki? I co miało być dalej ?- myślała na głos - Wyczuwam podobieństwo do czaru oplątania, ale to wciąż za mało... - Zabierzcie ręce z menhira - krzyknęła do Ivora i Xhapiona
"Kamyczku... chyba dość starczy tej zabawy", pomyślał Ivor. Wrzaskami Torina się nie przejął, ale z sugestii Shee'ry skorzystał i po chwili zabrał rękę. Chociaż nie bardzo wierzył w pozytywny skutek. I miał rację, gdyż odsunięcie ręki od kamienia nic nie zmieniło, czar nadal działał, aczkolwiek Ivor dostrzegł jednocześnie, iż napis lekko przygasł, gdy odsunął dłoń. Kierowany czymś w rodzaju przeczucia oraz instynktu zbliżył palce ponownie, a żarzące się runy nabrały znów koloru.
Shee’ra również dostrzegła zmiany i nalegając zwróciła się do czarodzieja:
- Xhapionie szybko, teraz ty! Trzeba oddalić się od mocy kamienia
- Może mu potrzeba naszej krwi? - spytał Ivor, całkiem odsuwając dłoń od kamienia.

Napis pod dłonią czarownika przygasł, lecz nadal połyskiwał delikatnie energią tak samo jak jego sąsiad, kiedy Xhapion odruchowo cofnął dłoń. Nic się jednak nie wydarzyło. Centralna runa emanuje bez zmian, a zaklęcie pozostaje w mocy.
- Wielu z nas uczono, iż dążenie do potęgi dla samej potęgi jest przekleństwem. Zaś arogancja nie tylko skaza na duszy ale również drogą do zatracenia i śmierci, a co za tym idzie nawet utraty duszy. - przy tych słowach krasnolud bykiem spojrzał na Xhapiona, który dowiódł już swojej pychy i arogancji, próbując poznać tajniki paktowania z istotami z niższych planów.
- Niewiele to dało…. - zamruczała niezadowolona Shee’ra - to może spróbujmy kompletnie na odwrót…. Skoro runa oznacza mądrość/wiedzę/oświecenie może i ja powinnam jej dotknąć? - znowu myślała na głos.
- Shee'ra, jako druidka według kręgu powinnaś raczej zaliczasz się do “oświeconych” - krzyknęła Helena, która najwyraźniej wpadła na podobny pomysł. - Może twoja dłoń zniweluje zaklęcie? Gorzej chyba nie będzie…
Gdyby jednak nie zadziałało, Helena miała w zanadrzu czar “powiększenia osoby”, który miała zamiar rzucić na krasnoluda, jako potencjalnie najsilniejszego w całej kompanii. Z jego pomocą powinien uwolnić siebie i innych z czaru-pułapki, którą najwyraźniej zastawiono na magów pożądających zakopanego artefaktu.
Shee’ra kiwnęła potakująco głową do Heleny i wyciągnęła dłoń w kierunku menhira.
-Nie sięgnę ręką z tego miejsca - powiedziała druidka po kilku próbach - czy ktoś mógłby mi jakoś pomóc?
- Nie ruszaj się - rzuciła kapłanka, jakby Shee’ra miała wielkie pole manewru… Była dość pewna ich teorii, postanowiła więc zaryzykować. Kilka żarliwych słów modlitwy później druidka poczuła, jak jej ciało zaczyna wydłużać się i pęcznieć, zwiększając swój rozmiar, a tym samym częściowo uwalniając ją z plątaniny krzewów. - Spróbuj teraz - doradziła zadowolona z efektu Helena.
Kapłanka miała rację, gdyż rzeczywiście korzenie ledwo co trzymały druidkę. Ta nie musiałaby nawet się zbytnio wychylać, by dotknąć menhiru. Od niej też zależało jak wykorzysta niniejszą szansę.
Shee’ra nie czekała dłużej i sięgnęła po raz kolejny dotykając centralnego symbolu wyrytego na głazie i czekając w napięciu co się wydarzy.

Czy było to wewnętrzne przeczucie, wiedza, wiara, czy może zwykły łut szczęścia nie było ważne, gdyż magiczny znak zareagował. Już w chwili kiedy powiększone magią palce druidki zbliżały się symbol zaczął żarzyć się jakby intensywniej. W tym samym czasie Ivor z Xhapionem wyczuli jak energia płynąca przez napisy pod ich dłońmi staje się intensywniejsza, żywsza. A w chwili, kiedy Shee’ra położyła dłoń na kamieniu energia zdała się wręcz pulsować.

Wszyscy jak jeden mąż poczuli, że korzenie przestały rosnąć, a ich uchwyt jakby zelżał. Nie zdążyli się im dobrze przyjrzeć, a te zaczęły się cofać uwalniając ich z wolna. Ulga i radość zdjęły im strach z serc, a po nogach przeszedł przyjemny dreszcz napływającej krwi. Stopy z ulgą przebierały palcami w butach.

Niemniej to nie był jeszcze koniec. Druidka bowiem, a wraz z nią pozostali, ujrzeli jak w górnej części runy pomiędzy dwoma jej narożnikami pojawia się nowy napis, który Shee’ra odczytała jako: Mądrość w kolektywie. Wraz z jego ukazaniem się druidycznych symboli trójka czaromiotów trzymająca dłonie na kamieniu wyczuła, jak moc poczęła przepływać i gromadzić się w zakończeniach najdłuższych ramion centralnej runy. Czym był rozpoczęty przez nich rytuał nie wiedzieli, lecz jasnym było, że to jeszcze nie był koniec.



- Trzy osoby... - rzucił Ivor. - Wytrwajmy do końca - zaproponował, chociaż w tym momencie można było wziąć nogi za pas.
- Spróbujmy - dodała Shee’ra zapatrzona z fascynacją w kamień.
- Nie mamy nic do stracenia - dodał podekscytowany Xhapion. Cóż to był za wspaniały rytuał i pułapka! Musiał koniecznie doprowadzić to do końca.


 
Sayane jest offline  
Stary 12-07-2018, 22:07   #97
 
Noraku's Avatar
 
Reputacja: 10520 Noraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputacjęNoraku ma wspaniałą reputację
Nie zdążył się nawet podnieść, gdy nagle pędy wybiły się z ziemi, ciasno oblekając jego nogi po kolana.
"Interesujące" pomyślał obserwując jak olbrzymi pęd pnie się po nim niczym bluszcz obrastający drzewo na olbrzymim przyspieszeniu. Czuł jak drętwieją mu palce u stóp. Wnioskując po nagłym zamieszeniu, jego towarzysze odczuwali podobny dyskomfort.
"Uwa-a-ga" wrzeszczał Nevermore w jego głowie. Jak zwykle jego słowa były w punkt. Nakazał mu milczenie i obserwacje. Sam skupił się na magii otaczającej rośliny, bo ich nagły wzrost wytlumaczyć można było wyłącznie magicznym wpływem.
"Hm, Czarne Macki Evarda? Ale nie tylko. Połączono je ze zwykłym zaklęciem oplątania, sprytne. Co je aktywowało? Zaplanowana pułapka czy wypaczenie spowodowane koboldzką magia?"
Jak to zwykle miał w naturze, analizował otoczenie, strukturę zaklęcia oraz możliwe do zastosowania kontr-zaklęcia. Niestety nie pamiętał Taumaturgi rozproszenia magii. Liczył, że Ivor będzie miał pod tym względem większe szczęście. Sam miał już pomysł na uwolnienie. Przezornie trzymał dłonie z daleka od pędów. Gdy dojdzie co do czego, po prostu wypali rośliny. Na razie chciał jednak poobserwować jak zachowa się reszta w tak traumatycznym momencie.
 
__________________
you will never walk alone
Noraku jest offline  
Stary 12-07-2018, 22:55   #98
 
Zormar's Avatar
 
Reputacja: 20272 Zormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputację
spólnie przesunęli swe dłonie zgodnie z kierunkiem ruchów zegara. Shee’ra na prawe ramię, Xhapion na dolne, a Ivor na lewe. Moc zgromadzona pod ich palcami poczęła wówczas pulsować, aż po chwili przez cały menhir przeszedł szybko, wręcz błyskawiczny impuls. Cała trójka skupiona była jednak na gorejących magią punktach, które jednocześnie uderzyły energią. Nie odrzuciła ich ona, ale w uszach zadzwoniło im jak od uderzenia gongu. Xhapion i Shee’ra poczuli jak coś zaczyna płynąć im po twarzy. Ivor widział to doskonale. Obojgu z nosa płynęła krew.

ie mogli jednak przerwać, nie w tak istotnym momencie, bowiem oto wzdłuż boków trójkąta utworzonego przez napisy oraz runę pojawiły się nowe symbole. Te nie jaśniały jednak jak reszta na purpurowo, a lśniły złotym blaskiem. Shee’rze przez poświatę trudno było je zrozumieć, ale wreszcie po chwili jej się udało. Wszystkie napisy głosiły: Moc w jedności.


osłyszeli jakieś zamieszanie za sobą i odwrócili wzrok. Jak pozostali ujrzeli, że w miejscu pozostałości po koboldzim ognisku, tym samym, gdzie magowie wyczuli odmienną aurę, zaczyna coś wyłaniać się spod ziemi. Na samym początku przypominało coś pokroju zwykłego kretowiska, lecz po chwili oczekiwania byli już pewni, że z całą pewnością nie jest to robota tego podziemnego stworzenia. Przez warstwę piasku i liści przebił się bowiem czerwony kryształ wielkości pięści dorosłego mężczyzny.


d dołu opleciony był korzeniami, identycznymi do tych, które jeszcze chwilę temu pętały im nogi, a teraz zakręcając lekko piął się w górę, aż osiągnął pułap około metra. Z wnętrza kryształu dobiegało delikatne światło odbijające się w kolejnych załamaniach struktury. Nim ktokolwiek z obecnych zdołał chociażby zastanowić się z czym mogą mieć do czynienia, ten otworzył się niczym lilia, a cała okolica została zalana blaskiem. Czerwony blask rzucił ich w objęcia nieświadomości...



iebo przesłoniły chmury tak, iż nawet ostre światło zachodzącego słońca ledwo co się przezeń przebijało. Ścieżka niknąca w wieczornych cieniach. W powietrzu wyczuwalny był zapach zbliżającego się deszczu. Normalna rzecz o tej porze roku, lecz ten konkretny zapach był jakiś taki inny. Było w nim coś, co burzyło harmonię wczesnojesiennego krajobrazu.

obi się chłodno, więc otulasz się ciepłym płaszczem, lecz i on nie jest w stanie powstrzymać narastającego w tobie zimnego strachu. Wiesz, że coś się stało w twojej rodzinnej wiosce. Nie wiesz co dokładnie. Wiedziona jedynie pogłoskami, które wypadły ci teraz z głowy wyruszyłaś czym prędzej. Jesteś sama, głodna i zmęczona. Jedynym oparciem pozostaje ci koń, tak samo zmęczony jakże i ty.

reszcie wyjeżdżasz z cienistej leśnej ścieżki na drogę wiodącą przez pola. Większość zbiorów jest zebrana i jedynie dynie, niektóre doprawdy pękate, wręcz ogromne zalegają na polach. Wzrokiem przeskakujesz od chaty do chaty, by znaleźć kogoś znajomego, bądź rozpoznać jakąkolwiek chałupę. W pewnej chwili twoją uwagę przykuwa jasny punkt pomiędzy mokrymi snopkami siana ustawionymi na łące. Spinasz konia i dosłownie w mgnieniu oka docierasz w tamtą okolicę, pomiędzy kilka budynków. Gdzieś na krawędzi wzroku majaczy ci młyn oraz spichlerz.


eskakujesz z konia i słyszysz pod stopami galaretowaty dźwięk i trzask. W chmurach powstaje luka, przez którą na łąkę pada bladozłota poświata. Dostrzegasz wówczas, że to w co wdepnęłaś było dynią, jedną z setek leżących wokoło. Chcesz iść dalej, ale czujesz, że kawałek warzywa nadal trzyma ci się buta. Odruchowo strząsasz go i widzisz, że to wcale nie jest dynia. Ciągniesz za sobą kawałek ludzkiej, na wpół zgniłej czaszki obklejonej pomarańczowymi kawałkami miąższu. Z gardła wydobywa ci się krzyk…


idzisz jak oślepiający Cię blask słabnie. Przecierasz oczy i dostrzegasz, iż stoisz w tłumie sobie podobnych. Wszyscy wokoło noszą albo święte szaty, albo jak i ona jedynie święty symbol Torma. Są wśród nich tak wojownicy, jak i kapłani oraz paladyni. Wszyscy o twarzach niezmąconych strachem, nieulękli i wyczekujący. Ty sama stoisz w pierwszym rzędzie, który zakrzywia się i dostrzegasz, że tworzy krąg, a w samym jego centrum idealnie biały tron, w którym zasiada starszy mężczyzna. Twarz ma poprzecinaną zmarszczkami i równie nieugiętą jak wszyscy, a z jego postawy bije wigor oraz siła. O tron oparty jest wielki jaśniejący miecz, a on sam odziany jest w idealną pod każdym względem zbroję płytową.

opiero wówczas zdajesz sobie sprawę kim ON jest. Torm, Lojalna Furia, twój bóg we własnej osobie. Wręcz na wyciągnięcie ręki. Nie wiesz co masz w pierwszej kolejności zrobić, wpadasz w panikę, lecz wtem orientujesz się, iż nikt nie zwraca na ciebie uwagi. Miast tego skierowali wzrok ku snopowi światła, który rozerwał przestrzeń przed Tormem. Z jaśniejącej wyrwy zstępuje skrzydlata istota. Również w zbroi oraz z mieczem w dłoni. Bije od niej aura siły, majestatyczności, ale i strachu.


stota podlatuje pod tron, klęka i składa pokłon. Nie wiedzą co się dzieje szukasz wsparcia na twarzach arcykapłanów, lecz tych nie ma. Nikogo nie ma. Jesteś jedynie ty, Torm oraz skrzydlaty wojownik. Widzisz jak Torm wyciąga do przybysza dłoń. Dostrzegasz jedynie błysk metalu, a następnie sztylet przyszpilający prawicę twojego boga do tronu. Skrzydlaty równie szybko chwyta swój miecz, którego klinga rozpala się ogniem. Bierze zamach.

hcesz rzucić się swemu bogu na ratunek, lecz zdajesz sobie sprawę, że nogi ci drżą i nie jesteś w stanie zrobić nawet kroku. Miecz z uporem nie chce opuścić pochwy, a pancerz niemiłosiernie ciąży ci na ramionach. Jesteś porażona grozą bijąca od uskrzydlonego wojownika. Wypełniający cię strach zmienia się w błagalny krzyk, gdy ogniste ostrze upada…


ierwszą rzeczą, o której pomyślałaś, było to, że oślepłaś, bowiem nie widziałaś nic prócz czerni, pochłaniającej wszystko ciemności. Owy mrok był zimny, a ty czujesz jak opuszczają cię siły. Uświadamiasz sobie również, że wcale nie oślepłaś, gdyż siebie samą widzisz doskonale. Swoje dłonie, nogi, całe ciało, które są z każdą chwilą słabsze i bardziej zdrętwiałe.

nstynktownie szukasz jakiegokolwiek źródła ciepła. Masz wrażenie, że godziny mijają jak minuty, a twoje poszukiwania pozostają bezowocne. Kulisz się w sobie, by zachować ostatnią resztkę ciepła, która ci pozostała.

iedy dochodzisz już do wniosku, że to koniec słyszysz coś niby trzask drewna w ognisku. W pierwszej chwili zwalasz to na urojenia, lecz dźwięk pojawia się znowu i znowu. Zaczynasz też wyczuwać delikatne muśnięcia ciepła. Z trudem otwierasz oczy i dostrzegasz jaśniejącą poświatę. Odwracasz głowę w jej stronę i widzisz jakby ogień uformowany w humanoidalną sylwetkę. Oczy stanowią gorejące punkty, a płomienne języki pełnią rolę włosów. Istotka jest mała i ma zdecydowanie kobiece kształty. Przekręca z zaciekawieniem głową i uśmiecha się przyjaźnie.


y spragniona jakiegokolwiek ciepła starasz się do niej zbliżyć, lecz twoje starania praktycznie nic nie dają, praktycznie nie ruszasz się z miejsca. Istotka przygląda ci się jeszcze uważniej i wyciąga rękę w twoją stronę. Wówczas spostrzegasz, że zaczynasz się doń zbliżać. Światło od niej bijące staje się wyraźniejsze, tak samo jak jej kontury. Żar ogrzewa skórę i wypełnia całe ciało życiem. W końcu robi ci się aż za gorąco, chcesz się uspokoić i zatrzymać, lecz nie możesz. Skóra zaczyna cię boleć i pękać pod wpływem temperatury. Ubranie zajmuje się płomieniami, a unoszący się z nich dym sprawia, że łzawią ci oczy i zaczynasz kaszleć. W końcu całe twoje ciało zajmuje się ogniem, chcesz krzyczeć z bólu, ale gardło całkowicie ci zaschło. Nie jesteś w stanie wydobyć z siebie najmniejszego chociażby krzyku. Ostatnią rzeczą, którą widzisz nim całkowicie pochłoną cię płomienie jest zadowolony wyraz twarzy złożonej z ognistych języków.


dziesz już dłuższą chwilę długimi, dość wąskimi, ale prostymi schodami. Są one doskonale ociosane, tak, iż nie widać na nich najmniejszej szczerby. Wysiłek pracy doskonałych kamieniarzy, a może i czegoś więcej, gdyż instynktownie dostrzegasz, że budowniczych wspierano magią. Przy samych schodach nie było to tak widoczne jak w przypadku ścian bocznych oraz sufitu, które to okazywały się niczym innym jak litą skałą.

ogi już cię zaczynały boleć, a w płucach brakować tchu, lecz wreszcie wdrapałeś się na sam szczyt. Już z dołu doskonale widziałeś bijące stamtąd światło słoneczne, a teraz poznałeś jego źródło. Olbrzymia sala, bardziej przypominająca wydrążony kamieniołom, miała owalną postać oraz pozbawiona była jakiegokolwiek zadaszenia. Tak samo jak schody wszystko wokoło również świadczyło o magicznej obróbce. Gładkie zakrzywione ściany oraz budowla ustawiona na samym środku sali. Ta ostatnia była wręcz monumentalna, zapierająca dech w piersi. Jej niesamowitość tak tobą zawładnęła, iż nie spostrzegłeś kiedy wszedłeś na jej szczyt i stanąłeś w kręgu sobie podobnych.

ozostali, tak jak i ty ubrani byli w szaty. Byli to tak ludzie jak i przedstawiciele praktycznie wszystkich znanych ci ras, tych pospolitych, jak i egzotycznych. Wiesz, że się spóźniłeś, a rytuał zaraz się zacznie. Stajesz w wyznaczonym sobie punkcie. Wtem niski, brodaty mężczyzna wchodzi w centrum kręgu i zaczyna się. Tak jak pozostali zaczynasz wypowiadać inkantację i przelewać swą moc w wyrysowane na podłodze znaki oraz linie.


amoku wyrywają cię dopiero krzyki. Leżysz na ziemi i czujesz pod sobą coś mokrego oraz ciepłego. Krew. Chcesz podnieść głowę, lecz widzisz jeno buty tego, który stał w centrum. Wypowiada do ciebie jakieś słowa. Głos ma spokojny, a ty wiesz, że tak miało być. Wiedziałeś, że tak się to skończy. Pragnąłeś tego, ale nie to już dla ciebie znaczenia. Jedynym co jest istotne to uciekające ciepło z twojego ciała…


toisz w swoim namiocie. Odziany w doskonałe szaty, nie tak zdobione jak normalnie wszakże są to szaty pojedynkowe, a w ręku trzymasz kostur. Spoglądasz raz jeszcze na swoją księgę czarów spoczywającą na stole. Przeglądasz w umyśle raz jeszcze wszystkie formuły oraz gesty. Masz pewność, że przygotowałeś się na wszelkie zaklęcia, którymi może dysponować twój rywal. Niemniej i tak czujesz lekki niepokój, wszakże będzie to twój pierwszy publiczny pojedynek na festiwalu magii. Wielkie wydarzenie i możliwość zaprezentowania swojej mocy oraz kunsztu. Okazja do pozyskania potencjalnych towarzyszy, rywali oraz być może zainteresowania swoją osobą kogoś wysoko postawionego. Zwłaszcza to ostatnia rzecz mogłaby okazać się cenna w odległej perspektywie.

łyszysz gong, wezwanie. oczyszczasz umysł i wychodzi na arenę. Zgromadzony na trybunach tłum wiwatuje i wita gromkimi brawami ciebie oraz twego przeciwnika. Młodego mężczyznę w błękitnych szatach oraz sztyletem u pasa. Następuje prezentacja, zginasz się w ukłonie. Potem podajcie sobie dłonie, ty i twój rywal, wypowiadacie odpowiednią inkantację oddzielającą was od świata i pozwalającą bez ryzyka korzystać ze Sztuki.


łękitny czarodziej okazał się dla ciebie żałosnym konkurentem. Bez trudu odbijałeś oraz kontrowałeś rzucane przez niego czary, a twoje z kolei stanowiły nie lada problem. Nie miał z tobą najmniejszych szans, więc postanowiłeś, że przynajmniej ty zakończysz to z godnością i zapewnisz widowni dobre widowisko. Zacząłeś już sięgać do splotu, kiedy to ziemia pod twoimi stopami się zatrzęsła. Pomyślałeś, że to pewnie rywal czegoś kombinuje, lecz nijak nie pasowało to do jego dotychczasowej taktyki, czy prezentowanych umiejętności.

olejny wstrząs zwalił cię z nóg i uświadomiłeś sobie, że zaczynasz się unosić. Rozglądasz się dookoła i dostrzegasz jak w niedalekiej okolicy w górę unoszą się wielkie fragmenty gruntu wraz ze stojącymi na nich budynkami, bądź jedynie ich fragmentami. Gdzieś z dołu słyszysz krzyki i wrzaski. Wtem nagle słyszysz przeciągły świst. Odwracasz się w kierunku, z którego dochodzi i widzisz jak jeden z lewitujących budynków zapada się w sobie i dosłownie znika. Zawinął się w samego siebie. Z innym stało się to samo, i z kolejnym, aż i twój kawałek wpadł w drgawki. Ostatnią rzeczą jaką widzisz to twoje palce, które rozciągają się na niewyobrażalną długość i świdrujący uszy świst.


d zawsze wiedziałeś, że magikom nie można ufać. Ten jeden raz spróbowałeś załatwić sprawę polubownie i oto jak się to skończyło. Najszybszym susem na jaki cię było stać rzuciłeś się za załom korytarza i przylgnąłeś do ściany. Monstrum, które na ciebie nasłano wylazło z samej otchłani i nie zamierzało tam wracać bez wypicia twej krwi. Twoi towarzysze albo już nie żyli, albo też weszli w konszachty z wrogiem. Jeszcze ci za to zapłacą, lecz najpierw musisz zająć się demonem.

iegniesz więc dalej, gdyż to miejsce nie jest dobre do walki. Szukasz w myślach sposobu w jaki by tu wbić swe kropidło w czaszkę plugastwa. To było bowiem większe i silniejsze. Nie było z resztą pierwsze jakie na ciebie dziś nasłano. Wcześniej były już słabsze stwory, lecz dałeś im radę. Niemniej ku zwycięstwu droga była daleka. Mijasz zwęglone truchła tych, którzy tutaj z tobą przyszli. Gdzieś przed sobą słyszysz chrzęst ciągniętych łańcuchów. Przylegasz do ściany i nasłuchujesz. Twój nemezis ewidentnie jest gdzieś blisko.

hcesz postąpić kroku, lecz coś trzyma cię za nogę. Spoglądasz w dół i dostrzegasz zwęglony kawał mięsa, którym była jeszcze niedawno Astine. Jej spalone ręce trzymają cię za udo i nie pozwalają się ruszyć. Chcesz się zamachnąć, by uderzyć ją kropidłem, ale wahasz się. Ku swej zgubie. Reszta ciał rzuca się na ciebie i przyszpila do muru. Za nimi dostrzegasz jakiś ruch oraz słyszysz kroki. Nagle widzisz rude włosy, a twoje usta wilgotnieją od pocałunku.


suwasz się w ciemność…


rzez las przetoczyły się krzyki. Najpierw jeden, a później kolejne. Awanturnicy ocknęli się praktycznie w tym samym momencie. Wszyscy skołowani, spoceni oraz przestraszeni koszmarami jakie na nich spadły. Były to jeno sny, czy może wizje?

elena zerwała się na równe nogi i z obnażonym mieczem poczęła gorączkowo rozglądać się. Nie dostrzegła jednak tego, kogo szukała. Miast tego widziała trzymającego się za głowę Ivora oraz wpatrzonego w swoje ręce Xhapiona. Obok nich w piasku tarzała się Shee’ra. Obróciwszy głowę ujrzała bladą i kompletnie wystraszoną Astine, a niedaleko jej spluwającego Torina. U swych stóp zobaczyła siedzącą Elely zakrywającą usta dłonią i zalaną łzami. Kompletnie skołowana usiadła obok niej.

czy jej stały się większe, gdy znów spojrzała na Ivora. Miał on coś na swojej lewej dłoni, na tej samej, którą dotykał menhiru. Po wierzchu dłoni rozchodziły mu się podobne z wyglądu do drewna żyłki, które schodziły się w centrum dłoni. W tym samym miejscu, w którym połyskiwał wrośnięty w skórę czerwony kryształ. Helena momentalnie spojrzała na swoje ręce, lecz nic na nich nie znalazła prócz brudu. Powiodła więc wzrokiem po reszcie i dostrzegła, że identyczna przypadłość dopadła Shee'rę oraz Xhapiona. Po kryształowym kwiecie pozostała jedynie dziura w ziemi.

una na menhirze wygasła, tak samo jak i wszystkie napisy wokół niej. Miast nich na samym szczycie kamienia lśniły słabo dwa wersety.



 
__________________
Szlachetny Gniew: Zbiory. Oczekuję na odpowiedź od: Koime, Asderuki, MrKroffin, MatrixTheGreat, BloodyMarry, Jaracz. [Termin postów: Nieokreślono]

Szlachetny Gniew: Karmazynowy Szlak. Gracze: Kerm i Noraku
Zormar jest offline  
Stary 13-07-2018, 22:13   #99
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Reputacja: 54989 Kerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputacjęKerm ma wspaniałą reputację
Chyba jednak nie trzeba było tego robić...

Ivor siedział, trzymając się za głowę. Nie otwierał oczu, chociaż pod przymnkiętymi powiekami stale widział jedno - krąg i brodatego maga. I stale słyszał Słowa Mocy, które wysysały z niego nie tylko siły, ale i życie.
Nawet teraz, chociaż wiedział, że siedzi obok menheru, w promieniach słońca, stale czuł przerażający chłód śmierci.

Otworzył w końcu oczy i nie podnosząc się z ziemi rozejrzał się dokoła. Menhir stał, wszyscy żyli i jedynie kryształ-kwiat zniknął.
Spojrzenie Heleny sprawiło, że przeniósł wzrok na swoją rękę. I nie uwierzył w to, co widzi.
Na jego ręce wyrósł sobie kwiatek. Kryształowy. Przeklęta ozdóbka. Na szczęście na grzbiecie dłoni, bo inaczej lewa ręka nie na wiele by się zdała. Kryształ wrósł w dłoń i Ivor miał wrażenie, że nawet dobry medyk nie zdoła mu tego usunąć.

Zdecydowanie obmacywanie menhiru nie opłaciło się (przynajmniej na pierwszy rzut oka), ale chwilowo trzeba się było z tym pogodzić.
 
Kerm jest offline  
Stary 16-07-2018, 20:37   #100
 
Felidae's Avatar
 
Reputacja: 5242 Felidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputacjęFelidae ma wspaniałą reputację
Ogień... płomienie.... przeklęty trawiący żar i nieustający, okropny, nie do zniesienia ból ...... i ta złożona z ognistych języków twarz śmiejąca się z zadowoleniem.... Nic nie mogło jej uratować!!!! Płomienie pochłaniały ją bezlitośnie....

Ocknęła się wijąc się w piachu jak piskorz.

Przez chwilę nie wiedziała co się wydarzyło ani gdzie jest. Spojrzała na ręce, które przecież spaliły się na popiół... lecz nie... nadal była na nich skóra, a ona sama leżała na ziemi i żyła.

Coś jednak zmieniło się... Spojrzała po raz kolejny na jedną z dłoni, na której teraz pod skórą połyskiwał kształt czerwonego kryształu.
Dotknęła palcami skóry, ale kryształ nie był urojeniem. Migotał swoim blaskiem, a z jego środka rozbiegały się jakby drewniane żyłki.

Co najlepszego zrobili ?!? Gdzie byli inni? Shee'ra wstała pośpiesznie i rozejrzała się na chwilę zapominając o brzemieniu na ręce.

Wypuściła głośno powietrze. Stali tu wszyscy. Żywi lecz wstrząśnięci jak ona sama i z przerażeniem wpatrzeni na podobny kawałek kryształowego kwiatu na dłoni Ivora... i na dłoni Xhapiona.

O bogowie! Co to miało znaczyć??? Zerknęła szybko na stojący jak wcześniej dostojnie menhir. Na jego szczycie widoczne już były tylko słabo wyryte w druidzkim słowa:

"Jedność w życiu, Jedność w śmierci"




 
__________________
Podpis zwiał z miejsca zdarzenia - poszukiwania trwają!

Ostatnio edytowane przez Felidae : 16-07-2018 o 21:44. Powód: Edycja koloru
Felidae jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:25.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167