Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 12-06-2018, 11:47   #1
 
Koinu's Avatar
 
[D&D 5e] Klątwa Strahda [18+]

Księżna Morwen miała problemy z okolicznymi bandami zbójów, oraz dzikimi zwierzętami niebezpiecznie zbliżającymi się do miasta już od dawna. Kogo by nie wysłała na misję zabezpieczenia terenów w jej prowincji, każdy w końcu wracał poobijany, bądź nie wracał w ogóle. Dlatego też postanowiła w końcu użyć swoich wpływów i rozesłała swoich ludzi, aby odnaleźli ciekawe i wyjątkowe jednostki, które może razem rozwiazałyby tajemnicę, za którą stały wszelkie nieszczęścia na jej włościach.

Po wielu tygodniach żmudnych poszukiwań posłańcy księżnej Morwen znaleźli w końcu garstkę wyjątkowych śmiałków. Sama księżna nie liczyła na cuda, lecz i tym razem postanowiła spróbować szczęścia i posłać ich na rozeznanie. Zmotywowała ich wyśmienitą ucztą powitalną, oraz sakwami wypełnionymi brzęczącymi monetami, które mieli otrzymać po rozwiązaniu jej problemu.

Po kilku dniach podróży śmiałkowie dotarli do mrocznego lasu, który zdawał się być epicentrum ostatnich napaści i grabieży. Ku ich zdziwieniu, w pobliżu nigdzie nie spotkali niebezpiecznych dzikich zwierząt, ani bandytów. Wieczorem rozbili obóz i upolowali kilka królików na kolację. Nikt nie spodziewał się tego, co wydarzyło się chwilę później.
Zostali zaatakowani przez zgraję wilkołaków. Bestie bawiły się nimi, pozwalając im przyjąć pozycje obronne. Początkowo próbowali walczyć, ale przytłaczająca przewaga liczebna wroga zepchnęła ich na obrzeża lasu.
Kiedy opuścili las, zorientowali się, że wokół zawisła w powietrzu gęsta mgła, a co dziwne, mgła nie pokrywała jedynie jednej ścieżki, jakby zapraszała w tamtym kierunku. Ktokolwiek spróbował iść w innym, mgła natychmiast gęstniała w tym miejscu i nikt nie był na tyle głupi, ani odważny, aby wejść prosto w nią.
 
Koinu jest offline  
Stary 13-06-2018, 16:23   #2
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Ciemnowłosy półelf obrzucił uważnym spojrzeniem grupkę towarzyszy - pięć osób różnych płci i ras - które wraz z nim dały się namówić księżnej Morwen na wyprawę.
Najwyraźniej nie tylko jego skusiło oferowane wynagrodzenie, tudzież sława i splendor, jakie spłynąć miały na tych, co rozwiążą zagadkę tajemniczych zniknięć.
Nie mówiąc już o tym, że z pewnością ciekawość też odegrała pewną rolę w podjęciu decyzji. Przynajmniej w jego przypadku.

No i znów się okazało, że ciekawość stanowi nie tylko pierwszy stopień do wiedzy...
Wpakowali się w niezłe tarapaty, a wszystko wyglądało tak, jakby wilkołaki odgrywały rolę naganki, mającej na celu zagonić zwierzynę wprost pod nogi myśliwego.
Pomysł stary jak świat, ale bycie zwierzyną Cahnyrowi nie odpowiadało za grosz. Jednak (przynajmniej na razie) nie potrafił znaleźć wyjścia z tej sytuacji. Doszedł więc do wniosku, że nieznane niebezpieczeństwo nie może być gorsze od kłów wilkołaków.
 
Kerm jest offline  
Stary 14-06-2018, 18:10   #3
 
Rozyczka's Avatar
 
Paladyn poprawił narzuconą wcześniej w biegu zbroję. Podciągał troki, zapiął tam gdzie było niezapięte, podopinał wszystko na swoje miejsce, po czym poprawił włosy.
Chciałbym was pochwalić, moi towarzysze. Widać było umiejętności, doświadczenie i prawdziwą fachowość po was. Walczyć przy was jest przyjemnością. Czy wszyscy są cali i zdrowi? Nikt nie odniósł ran?
U mnie wszystko w porządku — powiedział Canhyr, który wolał się nie wypowiadać za innych.
Na Deneira! Co to za gęsta mgła? — zapytał Dejan, który właśnie dotarł na skraj lasu, dołączając do reszty towarzyszy. Mnich dopiero co wyszedł ze zdziwienia po pierwszym w życiu spotkaniu z wilkołakami. Wiedział z książek jakie są niebezpieczne, jednak kusiło go, by przyjrzeć im się bliżej. Nienaturalna aura przyprawiła go niemal o osłupienie. — Wygląda, jakby ktoś wybrał już dla nas ścieżkę — stwierdził, wpatrując się podejrzliwie w drogę, która w jakiś dziwny sposób wydawała się opierać zwodniczym oparom.
Nawet mnie nie drasnęły — rzuciła pół-orczycza, rozglądając się dookoła i bawiąc się mimowolnie toporkiem w prawej ręce. — Kundle nawet nie udawały, że walczą na poważnie. Myślicie, że chciały zwabić nas w jakąś pułapkę? Może ustalmy chociaż jakiś szyk zanim ruszymy, jakby nas opadli?
Sirra!Hassan rzucił przekleństwo w zahakhariańskim — Najpierw wilkołaki, teraz to. Mgła zdaje się kleić do palców! Czarostwo, ani chybi — ogromny janczar przeklinał pod nosem, zaciskając pięści na rękojeści miecza. — Wojownicy idą przodem — zawyrokował, poprawił na ramieniu glewię i ruszył naprzód, wiedząc, że jakikolwiek szyk ustalą mądre głowy w tym towarzystwie, robotą wojownika była walka. A tę ciężko było prowadzić z tyłu, nie będąc łucznikiem.
Nie należał do strachliwych, jednak czarostwo nieco go lękało. Ruszył więc dziarsko przodem, ufny w swoją sprawność i siłę stali. Bycie na przedzie miało jeszcze tę zaletę, że gdyby nawet coś go przestraszyło, większość towarzyszy nie będzie widzieć strachu w jego spojrzeniu. Tymczasem uspokajał oczy widokiem dzikiego lasu i niespotykanej w Zakharze przyrody.
Po krótkim marszu poczuli skrzypiący pod butami żwir, który tworzył ścieżkę. Nim się zorientowali, w oddali wyrosły ciemne, wysokie, ledwo widoczne budynki. Niemożliwe było dostrzeżenie jakichkolwiek detali przez nienaturalnie gęstą mgłę. Wokół panowała grobowa cisza, a od czasu do czasu zrywał się milczący wiatr. Rozmowy bohaterów przerwał szloch dobiegający z końca ścieżki. Gdy zwrócili wzrok w stronę źródła głosu, ujrzeli około dwadzieścia metrów od siebie parę dzieci, stojących przy jedynym budynku nie spowitym mgłą. Żeby dojrzeć szczegóły, musieliby się zbliżyć, choć już teraz mogli stwierdzić, że wyższe dziecko to była dziewczynka, a niższe, tulące się do niej, to chłopiec.
Dzieci? Same? Tutaj?Hassan podszedł do dzieci — Co się stało? — zapytał dziewczynkę, zdając sobie sprawę z tego, że obecność dzieci w tym lesie była co najmniej podejrzana, i zapowiadała kłopoty — Gdzie wasi rodzice? Czemu jesteście sami?
Celaena, która dalej była niespokojna po spotkaniu z wilkołakami, przyglądała się nieufnie napotkanym dzieciom, lustrując także otoczenie, obawiając się, że może to być jakaś pułapka.
Canhyr, mający co najmniej wątpliwości co do zaistniałej sytuacji, również więcej uwagi zwracał na okolicę, niż na dzieci, których raczej nie powinno być w takim miejscu.
Dajcie mi się tym zająć.Agust powoli poszedł w ich kierunku z najcieplejszym uśmiechem na twarzy jaki tylko mógł przywdziać w tych okolicznościach. — Wilkołaki mogły być tu wcześniej, może to przestraszyło dzieci. — Będąc już w miarę blisko przyglądał się uważnie otoczeniu i dzieciom, pytając spokojnie. — Nic wam nie jest? Potrzebujecie pomocy, a może jesteście głodne? Nie musicie się bać kiedy tu jesteśmy. Widzicie… — powiedział, wskazując na symbol bogini Suneprzysyła mnie bogini która się opiekuje tymi co mają kłopoty.
Kiedy zbliżali się do dzieci, zauważyli, że chłopiec tulił się do pluszaka, który teraz był cały w jego glutach. Mały płakał, a dziewczynka cały czas próbowała go uciszyć.
Mamy i taty teraz tutaj nie ma — odpowiedziała ponuro. Próbowała z całych sił się nie trząść. — Jestem Rose, a to Thorn… no cicho Thorn, uspokój się!
Rose spojrzała na paladyna i zmrużyła oczy.
Czy Sune może wypędzić potwora z naszej piwnicy? I uratować Waltera?
Agust i Celaena zauważyli, że dom, przy którym stały dzieci był kilkupiętrowy, bardzo stary i zapewne przeżył już swoje najwspanialsze lata.
Sąsiednie domy po obu stronach, ledwo widoczne spośród mgły, były jeszcze w gorszym stanie, z powybijanymi szybami, zabitymi drzwiami. Najprawdopodobniej były opuszczone.
 
Rozyczka jest offline  
Stary 15-06-2018, 14:13   #4
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
- Długo tu stoicie? - spytał Canhyr. - Gdzie się podziali wasi rodzice? I wszyscy inni? I dlaczego myślicie, że w piwnicy siedzi potwór?
- Tata i mama mówili, że jest tam straszny potwór. W nocy czasem słyszymy okropne dźwięki, które wydaje. Nie możemy wrócić do domu, póki tam jest. - Dziewczynka zacisnęła mocniej pięść na fałdzie ubrania brata.
- Nie wiemy gdzie jest tata i mama, ale na drugim piętrze jest nasz braciszek, Walter. Jest tak malutki, że sam sobie nie poradzi - pisnął chłopiec i jeszcze bardziej się rozbeczał.
Zauważyliście, że mgła stopniowo zbliża się, zostawiając coraz mniej wolnej przestrzeni i gęstnieje, ale nigdy nie pokrywa domu dzieci. Brama do przedsionka domu jest lekko uchylona. Okna w całym budynku są tak zaciemnione, że nic przez nie nie widać.
- Ewidentnie te mgła zaprasza nas do wejścia - mruknął niechętnie Canhyr.
- A odmawiać jest chyba niegrzecznie - rzekła z ironią Celaena. Były to chyba jej pierwsze słowa od rozpoczęcia podróży. Nie czuła się jeszcze zbyt pewnie wśród nowych towarzyszy.
- Spokojnie pójdę tam i zobaczę czy ten potwór tam jest, a jak jest to go przegonimy. - Agust odpowiedział do dzieci. Potem już w kierunku swoich towarzyszy rzucił. - Tak, ktoś się nami bawi, być może się nam nawet przygląda. Nie mamy zbyt wielkiego wyboru jak na razie więc proponuję przynajmniej zrobić niezłe przedstawienie. Pójdę przodem. - A potem widocznie skupił się biorąc głęboki oddech, wyostrzając swoje zmysły. Ostatni raz spojrzał na dzieci, ale nie zobaczył nic niepokojącego. - Schowajcie się gdzieś na razie. - Po czym z młotem w dłoni uchylił drzwi i wszedł do środka.
- Ta mgła śmierdzi jak pierdy dżina. Potwór czy nie, jeśli da się zranić, posmakuje mej broni - mruknął Hassan i zacisnął mocniej dłonie na drzewcu glewi podążając za paladynem. Dzieciaki wyglądały na dostatnio odziane, i jeśli ich rodzice byli w niebezpieczeństwie, z pewnością odwdzięczą się za pomoc. W każdym razie zamierzał wesprzeć rycerza w jego wysiłkach.
- Idziemy? - Canhyr spojrzał na swą koleżankę po fachu.
Pół-elfka westchnęła.
- A mamy wybór? Nie zostawimy ich tam przecież samych z potencjalnym potworem, albo potwora z nimi… - odpowiedziała po czym ruszyła w stronę wejścia.
- Jeszcze mu zrobią krzywdę… - stwierdził Canhyr, idąc w jej ślady.
- Żadni z nas tchórze przecież, a sześciu awanturnikom jedna bestia się chyba nie postawi - mruknęła Mira, przeciskając się na przód. - Zresztą, Hassan ma rację, ta mgła to pewnie jakieś czary, których lepiej unikać.
Żelazna brama z zawiasami po jednej stronie i zamkiem po drugiej wypełnia sklepienie kamiennego przedsionka. (obszar 1A) Brama jest otwarta, a jej zardzewiałe zawiasy jęczą przeciągle kiedy ją popychacie, aby otworzyć jeszcze bardziej. Lampy olejne zwisają z sufitu, zawieszone na łańcuchach. Przed wami znajdują się dębowe drzwi, które prowadzą do odrobinę większego przedpokoju (obszar 1B).
W przedpokoju na jednej ze ścian wisi tarcza ozdobiona herbem (przedstawiającym złoty wiatrak na czerwonym polu). Obok tarczy wiszą obrazy arystokratów o kamiennych minach. Stąd wielkie, podwójne, mahoniowe drzwi prowadzą do obszernego pokoju gościnnego. Nad drzwiami również znajdują się witraże.


(obszar 2A) Szeroki pokój z czarnym, marmurowym kominkiem (z ogniem) po jednej stronie (po lewej na rycinie), oraz czerwone, marmurowe schody (prowadzące jedynie na drugie piętro) po drugiej (po prawej). Nad kominkiem wisi długi miecz z kameą (umiejscowioną na rękojeści) przedstawiającą wiatrak na wzgórzu. Ściany pokryte drewnianymi panelami są udekorowane malowidłami winogron, kwiatów, nimf oraz satyrów.
Malutkie pomieszczenie, wyglądające na szatnię (2B), zawiera wiele czarnych płaszczy, oraz kapelusz na najwyższej półce. Oprócz strzelania ognia w kominku, w domu panuje zupełna cisza.
- No, czyli nasze drogie dzieci chyba mają po prostu wybujałą wyobraźnię - stwierdziła Celaena. - Oprócz tego, że drzwi skrzypią i przydałoby się je naoliwić nie ma tu chyba nic niepokojącego. Chodźmy na górę, zobaczymy czy u góry jest to najmłodsze dziecko, o którym mówił mały Thorn. - Wskazała na zawiłe schody.
- To, że nic na razie nie widzimy nie znaczy, że nic tu nie ma - poprawił ją paladyn.- Niemniej racja, dziecko ma pierwszeństwo, potem poszukamy poczwary. Dzieci mówiły że potwór jest w piwnicy, ale ich brat na górze. Najpierw dziecko, potem poszukamy zejścia na dół. Oczy otwarte, nie chcemy żeby coś wyskoczyło nam na plecy. - Po czym szybko ruszył w kierunku schodów by wykorzystać jeszcze chwilę lepszych zmysłów jaka mu pozostał.
Hassan postępował za paladynem, z wyciągniętą wysoko glewią. Miał tylko nadzieję, że nie przyjdzie im walczyć na tych schodach, bo jego bronią niespecjalnie można było wymachiwać w tak ciasnym pomieszczeniu. Zamierzał jednak wepchnąć żeleźce w paszczę pierwszego wroga, jaki zechce zaatakować jego, lub kogokolwiek z jego towarzyszy
- Jest… cicho. Za cicho jak na potwora mordującego rodzinę. Pewnie gdzieś się czai… - szepnął wojownik stąpając po stopniach schodów.
- Ładnie tu - powiedział Canhyr, rozglądając się dokoła. - Prawdziwie sielska atmosfera. Na miejscu potwora zrobiłbym sobie legowisko tutaj. No chyba że ktoś ma alergię na nimfy.
 
Kerm jest offline  
Stary 15-06-2018, 15:07   #5
 
BloodyMarry's Avatar
 
- Może ładnie i sielsko, aczkolwiek domy takie jak ten nie kojarzą mi się zbyt dobrze - rzuciła patrząc przed siebie niewidzącym wzrokiem Celaena. Dom zamieszkany przez dużą rodzinę przywodził jej na myśl dom, w którym ojczym i bracia nękali ją przez wiele lat. Dom który doszczętnie spłonął, gdy po raz pierwszy ujawniła się jej moc. Po chwili ocknęła się i powiedziała:
- Lepiej chodźmy za nimi do góry, jeśli dzieciak jest u góry to tą wyciągniętą bronią śmiertelnie go przestraszą.
- Myślisz, że my wyglądamy bardziej… przyjacielsko? - spytał Canhyr, oglądając Celaenę od stóp do głowy. - Mi zawsze i tak mówiono, że mam unikać nieznajomych, bez względu na to, jak ładnie wyglądają i jak przymilnie do mnie mówią.
Wbrew tym słowom ruszył w stronę schodów.
- Może i nie wyglądamy, ale nie idziemy do niego z wyciągniętą glewią. - odpowiedziała pół-elfka z lekkim uśmiechem.
- Nie wiem czy potwory myślą o tym, czy ich leże jest ładne. Zostawimy tego małego dzieciakom na podwórku? Bo raczej nie zaniesiemy go do walki z tym czymś w piwnicy - powiedziała pół-orczyca.
- Może powinniśmy je zabrać za sobą? - zaproponował Canhyr. Zatrzymał się i spojrzał w stronę dziewczyn. - Może lepiej nie zostawiać ich samych? Co prawda do tej pory nic im się nie stało, ale kto wie, co będzie dalej? Ta mgła wydawała się gęstnieć.
- Chcesz brać dzieci w miejsce gdzie może być potwór? Proszę, powiedz mi, że nie masz własnych dzieci… - odpowiedziała ze zdziwieniem pół-elfka.
- Nic o tym nie wiem, ale kto wie… - Canhyr potarł brodę w udawanym zastanowieniu. - Kto wie… - powtórzył. - Ale nie myślałem o tym, by je zabierać na polowanie na potwora. Ponoć on siedzi w piwnicy, a my idziemy po ich brata. Gdyby je z nami zobaczył, to by był pewien, że mamy przyjacielskie zamiary. Ewentualnie można by je zostawić tutaj, czy na schodach, pod opieką kogoś z nas. Byłyby bezpieczniejsze, niż na dworze.
- Hmm… w sumie teraz brzmi to bardziej sensownie. Może chodźmy po nie od razu, zanim pójdziemy do góry po tego najmłodszego? - spytała. Po odpowiednim dobraniu słów pomysł Canhyra wydał się Celaenie zdecydowanie lepszy niż na początku.
- Gdyby chciały z nami pójść, pewnie by poszły, ale co nam szkodzi spróbować? - spytała Mira, obracając się na pięcie. - Ja na pewno idę do piwnicy, żadna ze mnie niańka.
- Gdy pójdziemy do piwnicy, to będą mogły zostać same w przedpokoju - odparł Canhyr.

Rozmowom towarzyszy przysłuchiwał się jednym uchem Dejan, który zaabsorbowany był bardziej rozglądaniem się po domu w nadziei, że znajdzie coś dzięki czemu dowie się więcej o gospodarzach. Obejrzał dokładnie witraże, kominek i obrazy starając się nie pominąć żadnej ozdoby.
- Wydają się być zamożni, a zostawili dzieci bez opieki służby? - mruknął do siebie przeszukując kieszenie płaszczów.
- Bogaty rodzic nie znaczy troskliwy… - burknęła pół-elfka zbliżając się do drzwi wyjściowych. Po wyjściu z domu podeszła do rodzeństwa.
- Czy moglibyście pójść z nami po waszego braciszka? Wolałabym, żeby zobaczył że jesteście z nami i nie musi się nas bać. - Uśmiechnęła się serdecznie do dzieci. - Póki co nie znaleźliśmy w domu żadnego potwora, a nawet jakby jakiś był to z nami jesteście bezpieczni, obiecuję.
Dejan nie zauważył niczego szczególnego w witrażach, obrazach, czy kominku. Witraże również przedstawiały wiatrak, a kominek niczym szczególnym się nie wyróżniał. Obrazy przedstawiały niezbyt urodziwych, starych arystokratów z grymasami na twarzach. Lecz kiedy przyjrzał się dekoracjom na drewnianych panelach, pośród radośnie bawiących się nimf i satyrów dostrzegł ledwo zauważalnie wplecione węże i czaszki. W kieszeniach płaszczy znalazł jedynie 4 srebrniaki.

Rose pociągnęła ze sobą swojego brata i odstąpiła o krok w tył od półelfki i dwojga towarzyszących jej nowych przyjaciół.
- Nie pójdziemy tam, dopóki potwór nie zniknie - odpowiedziała stanowczo.
Zauważyliście, że mgła już kompletnie pokryła wszystko, oprócz domu i około 3 metrów kwadratowych przed domem, gdzie stały dzieci.
- Ale tu też nie możecie zostać - powiedziała pół-elfka. - Ta mgła jest jakaś dziwna i nie wróży nic dobrego… - Rozglądała się dookoła, ale prawie nic już nie było widać z powodu coraz gęstszej mgły.
- Nigdzie nie pójdziemy, dopóki potwór nie zniknie z naszego domu - powtórzyła, zaciskając wargi i tupnęła nogą.
Celaena przyłożyła palce do skroni i zaczęła je rozmasowywać.
- Czyli… rozumiem, że wolicie tu stać tej gęstej mgle gdzie może na was czaić się dosłownie wszystko, niż wejść pod naszą ochroną do środka? - “Logika dzieci mnie powala” pomyślała po czym zwróciła się do dwójki swych towarzyszy. - Może wy macie jakieś przekonujące racje, żeby te dzieciaki z nami poszły, bo mnie już się kończą opcję. Zresztą Cahnyr to był twój pomysł, żeby zawołać je do domu, także zrób coś łaskawie.
Rose przypatrywała się szepczącym dorosłym z daleka, mrużąc oczy. Była uparta i nie zamierzała łatwo dać za wygraną. Jedną nogą stanęła we mgle, nie zauważyła tego, bo stała do niej tyłem, ale nic się nie wydarzyło.
- I cierpliwość zapewne też ci się kończy - dorzucił z uśmiechem (ciut krzywym) Cahnyr. - Nie mam doświadczenia… ale na upartego można by je wnieść do środka siłą. Może to w ogóle nie jest wasz dom? - spojrzał podejrzliwie na dziewczynkę. - Może nas po prostu okłamujesz, skoro nie chcesz tam wejść…
Dziewczynka założyła ręce na piersi i odwróciła głowę.
Chłopiec zaczął znów popłakiwać, i Rose szturchnęła go, aby był cicho.
- To JEST nasz dom. Ale jeśli nikt nie pozbędzie się potwora, nie możemy tam wrócić. Wy nie rozumiecie.
- To nam wyjaśnij, młoda damo - rzuciła Celaena, która traciła już resztki swej cierpliwości.
- Zostawmy je. Najwyżej przyjdą wilkołaki i je zjedzą. Nikt nam nie powie, że nie próbowaliśmy ich ocalić. Miłego dnia, idę odzyskać waszego braciszka. Obym miała komu go oddać - warknęła Mira, wracając się na górę.
Rose zaczęła nerwowo dreptać. Przytuliła brata i szepnęła mu do ucha.
- Nie bój się, pomogą nam i niedługo wrócimy do domu.
Chłopiec przytaknął bez słowa, tuląc się do pluszaka.
Pół-elfka widząc pewien lęk w oczach dzieci złagodniała trochę. Przykucnęła przy dzieciach i powiedziała uśmiechając się delikatnie.
- Pomożemy, ale jeśli mamy wam pomóc, nie możecie się opierać. Chodźcie do środka, z nami będziecie bezpieczni.
Dziewczynka otworzyła lekko usta, jakby miała coś powiedzieć i po chwili zamknęła, wypuszczając z płuc powietrze. Patrzyła prosto w oczy półelfki, jej oczy lekko drżały.
- Nie możemy wejść do domu, dopóki potwór nie zniknie - powiedziała, głosem wypranym z jakichkolwiek emocji.
- A możesz mi powiedzieć czemu? Może wtedy będzie nam łatwiej wam pomóc. - Celaena starała się mówić spokojnie i uśmiechać się miło, żeby nie zrazić dzieci, ale w środku cała gotowała się z nerwów.
- Bo się boimy - powiedziała i cofnęła się znów odrobinkę, niechcący bardziej wchodząc w mgłę.
- Z nami nie macie czego, moi drodzy - zapewniała spokojnym głosem pół-elfka.
Dziewczynka jakby zignorowała słowa półelfki. Ręce małej się lekko trzęsły. Objęła mocno brata i zamknęła oczy.
Celaena spuściła wzrok w ziemię i westchnęła ciężko.
- Cóż, widzę, że cię nie przekonam. - Podniosła się z przykuca i zwróciła się do swojego towarzysza. - Chodźmy z powrotem do środka, Cahnyrze. Tracimy tylko czas, a i tak ich nie przekonamy. Lepiej wróćmy pomóc reszcie. - Odwróciła się od dzieci i ruszyła w kierunku wejścia do budynku.
- Będziesz kiedyś świetną matką - powiedział Cahnyr, gdy już znaleźli się w przedsionku. - Tyle cierpliwości, i to dla obcych dzieci…
- Nic takiego. - Pół-elfka uśmiechnęła się smutno. - Po prostu wiem, jak to jest czuć strach we własnym domu. Żadne dziecko nie powinno znać tego uczucia. Dom powinien kojarzyć się z ostoją i bezpieczeństwem…
- Taaa… powinien - odparł, jednak coś w jego głosie sugerowało, że ma pewne wątpliwości, jeśli chodzi o prawdziwość tego stwierdzenia.

Kiedy Celaena wraz z towarzyszem przechodziła przez parter, aby dołączyć do reszty, usłyszała głośny dzwoneczek dobiegający z jednego pokoju.
- Słyszałeś to?! - Pół-elfka obróciła się gwałtownie w stronę Cahnyra i lustrowała niespokojnie otoczenie wzrokiem.
- Gdyby nie to, że dzieci mówiły, że tu nikogo nie ma - odparł - to bym powiedział, że ktoś dzwoni po służbę. Ale ja im tak do końca nie wierzę… Idziemy sprawdzić?
Celaena skinęła głową przytakująco.
- Tak, sprawdźmy to, a potem wracajmy do reszty. Może znaleźli coś ciekawego.
Kuchnia jest czysta i uporządkowana. Jest tu zastawa, naczynia i wszelkie narzędzia kuchenne, należycie poukładane na półkach.
Na stole leży deska do krojenia i wałek do ciasta. Jest tu też kamienny piec w kształcie kopuły, w pobliżu wschodniej ściany. Z tyłu pomieszczenia jest spiżarnia wypełniona jedzeniem (chlebem, serem, oraz warzywami).
Znajduje się tu również drewniana winda ręczna, służąca do wysyłania nią talerzy z jedzeniem. Widzicie jak sznur w niej porusza się przez chwilę, po czym przestaje. *
Celaena spojrzała na windę i spytała.
- Myślisz, że ktoś z naszych to uruchomił? - Przeniosła wzrok na Cahnyra.
- Myślisz, że lubią eksperymentować? - odpowiedział pytaniem na pytanie. - To chyba nie świadczy zbyt dobrze o ich rozsądku, bawić się czymś tylko dlatego, że widzieli to pierwszy raz. - Westchnął. - Chodźmy ich odszukać i zabierzmy ich na to polowanie na potwora.
- Zasadniczo wszyscy z tej grupy są dla mnie obcymi ludźmi… bądź nieludźmi. - Zaśmiała się lekko. - Także nie wiem czego się po nich spodziewać, po tobie w sumie także. - Uśmiechnęła się i mrugnęła do pół-elfa. - Masz rację, chodźmy po nich.
- Panie przodem. - Canhyr uprzejmym gestem zaprosił Celaenę do wyjścia. - Dowiemy się przy okazji, czy to któryś z nich bawił się w wielkiego pana.
 

Ostatnio edytowane przez BloodyMarry : 15-06-2018 o 15:12.
BloodyMarry jest offline  
Stary 15-06-2018, 15:13   #6
 
Jendker's Avatar
 
Hassan oraz Agust weszli na pierwsze piętro.

Niezapalone olejne lampy są przymocowane do ścian tego eleganckiego holu.
Nad kominkiem, który był tu jedynym źródłem światła w holu, na końcu pokoju, wisi duży portret podpisany: Gustav, Elisabeth, Rose, Thorn, oraz Walter Durstowie.
Na obrazie znajduje się para dorosłych, najpewniej rodziców, a przed nimi Thorn i Rose, których spotkaliście przed domem. Ojciec na obrazie trzyma w ramionach niemowlę, na które matka patrzy z nutą pogardy.
Blisko komina, na przeciwko siebie znajdowały się dwie pary drzwi, przy których stały po dwie puste zbroje, jakby strzegące wejść. Każda zbroja trzymała włócznię i ma hełm w kształcie głowy wilka. Drzwi strzeżone przez zbroje ozdobione są płaskorzeźbami, przedstawiającymi tańczących młodzieńców.
Czerwone, marmurowe schody prowadzą dalej na wyższe piętro. Czuć lekki powiew zimna z góry.
Agust poprawił włosy i przyjrzał się raz jeszcze obrazowi. Dobrze poznał po Herbie że mają do czynienia z rodziną Durstów a podpis pod malowidłem tylko to potwierdzał. Pozostawało znaleźć małego Waltera. Odwrócił się do swego towarzysza.
- Sprawdzimy drzwi po kolei, stajemy oboje po obu stronach, ja otwieram i zaglądam do środka, w razie czego wchodząc staram się wejść nieco głębiej żeby zrobić ci miejsce. Zaczniemy od tych małych drzwi najbliżej schodów, potem większe po prawej. - Po czym ustawił się i czekał aż kompan zajmie miejsce.
Hassan skinął głową i ruszył bez słowa aby wykonać sugestię paladyna.
- Cześć chłopaki. Pomogę wam. - Mira wkroczyła na piętro, podchodząc do wskazanych przez Agusta drzwi. - Wejdę pierwsza - dodała, czekając aż towarzysze się przygotują.
Paladyn skrzywił się na nazwanie go chłopakiem, do tej pory nazywali go tak tylko jego dwaj nauczyciele. Nie była to jednak odpowiednia chwila żeby rozstrzygać jakimi uprzejmościami powinni się do siebie zwracać, to mogło poczekać.
- Wolałbym pierwszy wchodzić do pomieszczeń. Primo budzę większe zaufanie a secundo, mam wrażenie, że jestem lepiej przygotowany na odpieranie ataku. Nie bierz tego do siebie, widziałem że dobrze walczysz, ale byłbym nieodpowiedzialny gdybym pozwolił na niepotrzebne straty. - Po czym nie czekając na odpowiedź zabrał się za otwieranie drzwi.
Ten pokój, w przeciwieństwie do reszty domu, nie był szczególnie udekorowany. Zawierał parę łózek z materacami wypchanymi słomą. Stroje służby zostały powieszone z najwyższą starannością w przylegającym niewielkim pomieszczeniu, które służyło zapewne za garderobę. W pokoju również znajdowała się w rogu winda ręczna a przy niej guzik.
Młody Freuhunt wszedł szybko do środka, i rozejrzał się po wnętrzu. Chłopca zdawało się tu nie być, ale wolał jednak poszukać. Jeżeli rodzice musieli uciekać lub się ratować mogli go ukryć. Na przykład w tej windzie. Idąc w kierunku windy sprawdzał zakamarki. Wreszcie pozostała winda i ją sprawdził, gotów nacisnąć przycisk.
Agust przeszukał dokładnie pokój, ale nie było w nim zbyt wielu zakamarków. Podłoga błyszczała, tak porządnie była wymyta. Nigdzie nie widać było grama kurzu. NIe znalazł niczego godnego uwagi. Kiedy wcisnął guzik, usłyszeliście głuchy dźwięk dzwoneczka z pierwszego piętra.
- Schodzimy na dół to sprawdzić czy najpierw przeszukujemy to piętro? - spytała paladyna. - I niech ci będzie, możesz wchodzić pierwszy, skoro tak się o mnie boisz. Ale nie myśl, że sam zgarniesz całą chwałę, jeśli natkniemy się na coś niebezpiecznego.
Paladyn zmierzył ją wzrokiem kiedy zabrał się za podciągniecie windy.
- Właśnie takiej lekkomyślności chciałbym uniknąć. Jeśli chcesz się cieszyć chwałą radzę najpierw pomyśleć o przeżyciu, potem o walce. Inaczej można zostać tylko bezimiennym trupem, któremu nikt nie skomponuje Rapsodii.
Paladyn pociągnął sznur wewnątrz windy ręcznej, lecz nic interesującego nie wydobył z jej wnętrza. Była zupełnie pusta.
- Cóż za hipokryzja! Pragnę ci przypomnieć, że na ciebie nikt nie krzyczy jeśli chowasz się za kimś w walce! Zresztą po to wyruszyłam na poszukiwanie przygód. Aby paść godnie w boju, a nie jako staruszka zemrzeć w fotelu.
- Nie jesteś tu sama, pamiętasz? To nie jest tylko twój problem, kiedy padniesz my będziemy musieli cię podnieść. Obecnie, aż nie rozwiążemy tej sprawy w ten czy inny sposób musimy na sobie polegać. - Agust odszedł od windy i popatrzył jej prosto w oczy. - Więc powiedz mi, wolisz zginąć głupią lekkomyślną śmiercią, o której napiszą najwyżej komedię, czy jak wojownik na którym można polegać?
- Ja… - Spuściła wzrok, milknąc na dłuższą chwilę. Zarumieniła się ze wstydu i nawet mimowolnie zrobiła krok do tyłu, chcąc uciec z ciasnego pomieszczenia. Jednak powstrzymała się w ostatniej chwili. - Masz rację. Przepraszam… Chyba jestem jednak egoistką. Będę uważać i czekać. Na… Dogodniejsze okoliczności. Albo konieczniejsze… Jeszcze raz przepraszam.
- Dobrze, to nie jest nic wstydliwego popełniać błąd lub się mylić, wstydem byłoby uparcie się w błędzie utrzymywać. - Paladyn uśmiechnął się szczerze i położył jej na ramieniu swoją rękę. - Liczę na ciebie, ale ty też możesz liczyć na mnie. Myślę że z tej wyprawy będzie całkiem chwalebna historia. A teraz szukajmy dalej dziecka, zanim potwór się zniecierpliwi. - Powiedział uśmiechając się jeszcze szerzej, kierując się powoli do wyjścia z pokoju.
Hassan, widząc, że pokój był pusty nie wszedł za paladynem, uważając, że jego glewia i ogromna postura będzie zawadą w razie ewentualnej zasadzki. Jednakże stanął już w gotowości przy kolejnych drzwiach, gotów otworzyć je przed rycerzem. Agus miał rację, mówiąc, że jego widok i aparycja może uspokoić kogokolwiek w środku,wojownik w dodatku uważał, że autorytet rycerza mógłby wstrzymać rękę wrogów, o ile oczywiście nie byli jakimiś upiorami z najgłębszych otchłani. Poza tym Hassanowi podobał się egzotyczny wystrój wnętrz, więc w międzyczasie dokładnie obejrzał sobie zbroje oraz zdobienia okalające drzwi, jeszcze dokładniej portret rodziny, przed którym zatrzymał się dłuższą chwilkę, rozumując, że dziecko które budzi w kobiecie taką pogardę musi być szukanym przez nich Walterem. Dzieci nie miały lekko w Zakharze, będąc właściwie własnością swoich rodziców niczym najpodlejszy niewolnik. I kiedy ginęli jego rodzice, i nie został nikt z rodziny, ktoś po prostu przejmował własność. Hassan zastanawiał się, jak do tej sprawy podchodzono tutaj? “Czy jeden dramat nie urodzi kolejnego? Jak zareagują jego nowi towarzysze, jeśli trzeba będzie podjąć jakąś drastyczną decyzję?” Hassan widział już jednak paladyna i półorczycę wychodzącą z pomieszczenia i stojąc w gotowości, sięgnął do kolejnej klamki, niczym odźwierny w haremie, zostawiając dylematy moralne za sobą
Hassan przyglądając się malowidłom na drzwiach, zdziwił się, że za pierwszym razem nie zauważył co tak naprawdę dzieje się na nich. Nadzy młodzieńcy wydawali się radośnie tańczyć tylko na pierwszy rzut oka. Po dogłębnym przyjrzeniu się zauważył, że tak naprawdę odganiają od siebie atakujące roje nietoperzy.
- Dziwne te domostwo… - mruknął do siebie Hassan zachodząc w głowę o co może chodzić z tymi tajemniczymi rysunkami. Dom sprawiał wrażenie opuszczonego, a jednak dzieciaki opowiadały o ataku potwora
- Myślicie, że te dzieci na zewnątrz to są w ogóle ludzie? Nawet nie chciały tu wejść. Mgła nic im nie robiła. No i ten dom… Mam wątpliwości co do tej dwójki - powiedziała Mira.
- Ludzie. Widziałem ludzi różnej maści, są kolorowi niczym konie. Na targach niewolników w Huzuz pewnie nie byłyby czymś niezwykłym. Ale dziwne jest co innego… ten dom, jest… mroczny. Dziwne miejsce na wychowywanie dzieci. Po za tym jest opuszczony, nie ma służby. Nie ma śladów napaści, ani odgłosów walki. Widziałem wiele walk, i każda to krew, i bałagan. Tu tego nie ma… - Hassan nerwowo poprawił swoje wąsiska. Główkowanie nie było jego najlepszą stroną, ale swoje wiedział.
- No i jak poszukiwania? Przeszukaliście już całe drugie piętro i nie znaleźliście tego dzieciaka? - spytał Canhyr, widząc kompanów kręcących się po holu pierwszego piętra.
- Może się rozdzielmy? Dom jest duży.Sprawdzamy po kolei. Wchodzisz ze mną na kolejne piętro? Powiedz tylko tym na dole, by sprawdzili dokładnie parter. - Hassan zaproponował Canhyrowi wycieczkę i wskazał czerwone schody.
- Uważam, że najpierw powinniśmy się skupić na odszukaniu chłopca - odpowiedział zaklinacz. - Więc nie rozumiem, czego wy tu szukacie… Zabłądziliście? - spytał, odrobinę podnosząc głos, by go wszyscy usłyszeli. Walter jest piętro wyżej. Zwiedzać będziecie mogli później…
- To tracimy czas - Hassan wzruszył ramionami i trzymając glewię oburącz wszedł szybko na schody na następne piętro.
- To chodźmy. - pół-elfka spojrzała po towarzyszach i ruszyła za Hassanem. - Z niemowlakiem przynajmniej nie będzie trzeba dyskutować, czy z nami pójdzie czy nie.
- Gorzej jeśli się nas przestraszy i zacznie krzyczeć. - Mira zaczęła wchodzić na drugie piętro. - Chociaż może mamy szczęście i mały teraz śpi?
- Liczę, że zacznie się drzeć. Lub kwilić i to bardzo głośno..- Hassan miał już w głowie pewien koncept.
- Pewnie waży z cetnar, skoro Rose nie zabrała go ze sobą - mruknął Canhyr. - Kolejna dziwna sprawa.
- Lubisz, kiedy dzieci płaczą? Jesteś chory - powiedziała Celaena do Hassana krzywiąc się lekko. - I faktycznie dziwne, że Rosie nie zabrała brata. Dziewczynka w jej wieku powinna dać radę udźwignąć niemowlaka.
- Łatwo je wtedy znaleźć? - Canhyr zasugerował odpowiedź.
- Dokładnie - Hassan uśmiechnął się do Canhyra i popatrzył z politowaniem na Celaenę. - W dodatku mogą do niego przybiec rodzice. Lub sprowadzi potwora. Albo zdecydują słowa, albo stal - wojownik lubił proste rozwiązania, i lekko się zirytował oskarżeniem kobiety.
- Jeśli to niemowlak, to ciekawe, czym będziemy go karmić. - Zaklinacz spojrzał najpierw na Celaenę, potem na Mirę.
- Na mnie nie patrz, tak się składa, że mleka nie daję. - Celaena obrzuciła zaklinacza krzywym spojrzeniem.
- Chodziło mi tylko o to, że kobiety lepiej się na tym znają - wyjaśnił Canhyr z niewinną miną.



Wspięliście się na sam szczyt schodów i doszliście do trzeciego piętra. Jest tu mnóstwo kurzu na podłodze i meblach, w przeciwieństwie do niższych pięter, gdzie wszystko wyglądało na wypucowane i nowe. Przy przeciwległej ścianie stoi czarna, wysoka zbroja, pokryta grubą warstwą pajęczyn.
Na ścianach wiszą olejne lampy, ale nie palą się. Drewniane ściany pokryte są malowidłami przedstawiającymi leśne krajobrazy, drzewa, spadające liście, małe owady. Na piętrze panuje głucha cisza.
- Właściciele tego budynku chyba lubują się w malarstwie. Gdzie nie kopniesz tam obraz. Ale gdzie mały Walter? - spytała pół-elfka.
Hassan podszedł szybkim krokiem do drzwi, po prawej stronie, zamierzając wyważyć je zamaszystym kopniakiem.
- W takich warunkach trzymać dziecko? - Canhyr był niemile zaskoczony. - Chyba że chcieli o nim zapomnieć albo udawać, że go nie ma. Przecież tu nikogo nie było od wielu dni - dodał, widząc, że na podłodze nie ma żadnych śladów..
- Rodzice na medal, nie ma co… - odparła mu Celaena, rozglądając się po pomieszczeniu.
- Nie sądze by nikogo tu nie było przez wiele dni, Na dole nie ma kurzu jakby wyszli dziś rano. Raczej nie spodziewałbym się tu chłopca.
Paladyn przyglądał się z niedowierzaniem. Nie dość że poszli na ostatnie piętro nie sprawdziwszy pierwszego choćby na obecność tam ludzi, to zachowanie przejawiali co najmniej skandaliczne.
- Mogę wiedzieć co robicie? Bo zdaje mi się że szukamy dziecka a nie oczyszczamy kryjówkę bandytów. Co swoją drogą i tak robi się ostrożniej i bardziej zorganizowane. I chciałbym żebyście nie wypowiadali się o dziecku w taki sposób, jeżeli to taki problem to ja się nim zajmę. Będę miał więcej taktu wobec szlachetnie urodzonego.
 
Jendker jest offline  
Stary 16-06-2018, 10:51   #7
Rozmowy przy Kawce
 
Hungmung's Avatar
 
Gdy paladyn wypowiadał ostatnie słowa, głos mu się lekko załamał. Hassan idąc pewnym krokiem w stronę pokoju, z zamiarem kopnięcia drzwi, zatrzymał się. Wszyscy poczuli gęsią skórkę, ponieważ po raz pierwszy w tym domu rozległ się jakikolwiek dźwięk, którego nie wydali oni sami. Czarna zbroja wydała z siebie głośny skrzek i stanęła 2 metry od Hassana.


Hassan wystawił w jej stronę ostrze glewii, gotując się do walki.
- No i pięknie. DOBRZE ŻE WSZYSCY JESTEŚMY NA POZYCJACH. - Agust wymownie popatrzył na półelfa, pozwalając sobie na odrobinę sarkazmu.
- Witaj, strażniku - powiedział Cahnyr, przeklinając w duchu małą paskudę, która jakoś o ruchomej zbroi zapomniała powiedzieć. - Chcieliśmy odwiedził panicza Waltera. Panienka Rose nam pozwoliła. - Spróbował załatwić sprawę polubownie.
“Tak, bo to pomoże…” - pomyślała Mira, sięgając po broń.
- Myślicie że to potwór z piwnicy czy inne cholerstwo?
- Nie sądzę, ta zbroja zanim zaczęła się ruszać, raczej stała tu już od dłuższego czasu. - odpowiedziała Celaena, przygotowując się do potencjalnego ataku chodzącej zbroi.

Zbroja stała przez chwilę bez ruchu, po czym, jakby się namyśliła i rzuciła się w stronę Hassana. Cahnyr nie bardzo wierzył w to, że jego usiłowania porozumienia ze zbroją przyniosą pozytywne efekty, dlatego też był gotów na różne niemiłe niespodzianki. Gdy więc zbroja ruszyła do ataku, natychmiast poczęstował ję magicznym pociskiem, a potem cofnął się odrobinę, by nie plątać się pod nogami tym, co podczas starcia używali siły, a nie rozumu.
Trzy magiczne, świecące pociski pognały w stronę zbroi. Zbroja wydała dźwięki ocierającego o siebie metalu i zachwiała się od uderzenia, jednak nie zmieniła swojego celu. Cały czas gnała w stronę Hassana.
Paladyn szybko ruszył w kierunku zbroi, tak by wyminąć Hassana i razem z nim jak najbardziej zagrodzić drogę animatronowi od reszty drużyny, zostawiając jednak wojownikowi sporo miejsca. Wykorzystując impet jaki nabrał w tym krótkim biegu zamachnął się młotem po dużym łuku, celując w łaczenia pancerza pod brzuchem.
Zbroja koślawo uskoczyła przed atakiem paladyna i zwróciła swoje ociężałe, magicznie utrzymywane cielsko w jego stronę. Gdyby miała głowę i twarz, rysowałby się na niej teraz pewnie paskudny grymas. Naprzód wysunął się jednak mnich i zwinnie omijając towarzyszy wymierzył kolejny cios krótkim mieczem.
Miecz wbił się lekko w zbroję i odrąbał kawałek metalu. Zbroja z pewnością przeżyła już swe najlepsze lata.
Krew zakotłowała się w żyłach pół-orczycy, w miarę jak zbliżała się do przeciwnika. Usiłowała go złapać, aby uniemożliwić mu ewentualną ofensywę.
Mira chwyciła wroga i użyła wszystkich swoich sił, aby go unieruchomić. Ten jednak z łatwością wyrwał się z jej objęć i odepchnął ją na pół metra od siebie.

Szamotanina nie trwała długo. Zbroja skupiła się na paladynie. Zamachnęła się i zaatakowała raz, a paladyn zdołał się osłonić, sprawiając, że wróg uderzył jego ciężką zbroję. Zbroja nie dawała za wygraną i zamachnęła się poraz drugi, lecz i tym razem szczęście jej nie sprzyjało. Paladyn z łatwością odskoczył w bok, wzbijając w powietrze tumany kurzu z podłogi, po której dawno nikt nie stąpał.
Celaena stanęła dumnie. Wiedziała, że teraz może przechylić szalę zwycięstwa na korzyść swojej drużyny. Wyciągnęła dłonie przed siebie, wykonała zamaszysty ruch dłońmi i otworzyła usta, aby wypowiedzieć inkantację, lecz wszędobylski kurz wpadł jej do jamy ustnej i zaczęła się krztusić. Ogień buchnął jej w dłoniach, na szczęście nie odniosła obrażeń.
Hassan podbiegł ze swoją glewią i spudłował. Niczego nieświadoma Zbroja (której i tak już brakowało inteligencji) poczuła się pewniej, a Hassan wykorzystał to i zaskoczył ją ponownym uderzeniem. Zbroja na chwilę przyklękła na ziemi, po czym wstała i była gotowa do dalszej walki. Wyraźnie widać było, że zachowuje się inaczej niż wcześniej. Trzęsła się, jakby wykonywanie ruchów sprawiało jej więcej trudności niż przedtem.

Widząc, że kompani coraz lepiej radzą sobie ze zbroją, Cahnyr postanowił zachować najsilniejsze zaklęcie na czarną godzinę. Wypowiedział inkantację, ale ognisty pocisk minął o włos głowę zbroi i wypalił czarną plamę na ścianie.
Paladyn przyglądając się działaniom zrozumiał co próbowała zrobić Mira. Inne ataki były tak nieskuteczne, że trzeba było spróbować czegoś niekonwencjonalnego. Wprawdzie był pewien że byłby w stanie znosić całkiem długo jej ataki, jednak to wciąż nie rozwiązywało jej problemu. Powoli i ostrożnie wykorzystał chwilę, żeby jeszcze trochę okrążyć zbroję, po czym jednocześnie spróbował ją chwycić i kopnąć w wewnętrzną część kolana, tak aby ją obalić.

Zbroja nie zdołała się oprzeć sile i sprytowi paladyna. Po chwili rozległ się głośny brzęk i padła plackiem na podłogę, wznosząc kolejne tumany kurzu.
- Łapcie i rozrywamy ją! - Krzyknął Agust.
Zanim paladyn zdążył dokończyć zdanie Dejan stał już nad zbroją tnąc na odlew. Zbroja rozpadła się na drobne kawałki. W rękach Agusta został duży kawałek metalu, który jeszcze przed chwilą stanowił ramię wroga.
Wtem Mira wbiegła między Dejana i Agusta.
- Och… Zdychaj po prostu! - zakrzyknęła w gniewie Mira, kiedy tylko zorientowała się, że to nie ona zamachując się z całej siły toporem w leżące resztki potwora. Kiedy spojrzała dokładnie przed siebie, zobaczyła co po nim zostało. Musiała być z siebie niebywale dumna.
 
__________________
you know and I know and thee know
Hungmung jest offline  
Stary 16-06-2018, 21:39   #8
 
Asmodian's Avatar
 
Hassan zapalił pochodnię.
Agust podniósł się i otrzepał dokładnie z kurzu.
- Będzie trzeba się dokładnie wyczyścić z tego brudu, jak ja wyglądam. - potem popatrzył na wojownika z pochodnią.- Zapal te lampy, nie wiadomo czy nie będą potrzebne ci za chwile obie ręce. Dobra, udana walka, ale od tego momentu działamy sprawnie. Nie rozdzielamy się, utrzymujemy szyk, ja z Hassanem na przodzie, Mira i Dejan po bokach, flankujecie wroga lub odskakujecie w tył gdyby coś próbowało nas okrążyć. Przechwytujecie i nie pozwalacie uderzyć na nasze plecy. - Wskazał na mnicha i orczycę, a potem wskazując na dwójkę półelfów - Wy trzymajcie się mniej więcej w środku.
A potem ruszył w kierunku podwójnych drzwi czekając chwilę zanim je otworzył. Hassan wzruszył ramionami i zaczął zapalać wiszące na ścianach lampy od swojej pochodni po czym poszedł w kierunku podwójnych drzwi.
Celaena spojrzała jak wryta na zdeterminowanego paladyna, po czym otrzepując się z kurzu zwróciła się do Cahnyra szeptem.
- Słyszysz, trzymajmy się środka. Pan poważny wydał rozkaz - zażartowała z surowości Agusta, chociaż zgadzała się z jego myśleniem.
- Ciekawe, ile walk do tej pory stoczył - odparł równie cicho Cahnyr - i jak licznym grupom przewodził. Dobrze, że nie powiedział 'trzymajcie się za rączki - dodał.
- Ja… Ugh… Przynajmniej nie wstanie… - warczała pół-orczyca, wtrącając do tego zdania co i rusz goblińskie i orkijskie przekleństwa. - Dobry plan, Agust. Ale powinniśmy chyba sprawdzić, czy zbroje na dole też nie żyją, żeby nas nie wzięli w kleszcze.

Podwójne drzwi mają zakurzone szyby, ozdobione witrażami. Wzory w szkle przypominają wiatraki. Zakurzona, wypełniona pajęczynami sypialnia ma bordowe zasłony zakrywające okna. Meble znajdujące się w tym pokoju to łóżko z baldachimem z haftowanymi zasłonami i podartą pościelą z aksamitu. Stały tu też dwie puste szafy, toaletka z lusterkiem w drewnianej oprawie oraz pudełko na biżuterię. Przy zgaszonym kominku znajduje się gnijący dywan z tygrysiej skóry. Nad kominkiem wisi portret Gustava i Elisabeth Durstów. Wypełniony pajęczynami salon znajdował się bardziej w południowo-wschodniej części pokoju. Były tam stół i dwa krzesła. Na brudnym obrusie na stole stała porcelanowa miseczka i pasujący do niej dzbanek. Przy łóżku znajdują się drzwiczki prowadzące do składziku, a jeszcze dalej wyjść można było na niewielki balkon. Znajduje się też tutaj ręczna winda, którą widzieliście na niższych piętrach.

- Za chwile to sprawdzimy dokładniej, ale na razie nic nie słychać, a te zbroje dość mocno by hałasowały. Przypuszczam że nie były aktywowane. Sprawdźmy pozostałe pokoje, możesz szybko zejść nieco po schodach żeby zobaczyć czy dalej są na swoich miejscach. W razie czego dasz znać i cofniesz się na górę - powiedział rozglądając się po pokoju. Chwycił młot i skierował się w kierunku kolejnych drzwi. - Czy tu mamy dziecięcą sypialnię, sprawdźmy? -
Kolejne najbliższe drzwi zostały otwarte przez Agusta. Ten ciemny pokój zawiera drewnianą wannę, mały, żelazny piecyk z czajniczkiem stojącym na nim i beczką przy wschodniej ścianie.

Mira szybko spełniła polecenie paladyna, sprawdzając zbroje na dole.
Zeszła na dół i nie dostrzegła niczego podejrzanego. Grobowa cisza. Zbroje stały bez ruchu na swoich miejscach.
Wróciła się więc na górę, mówiąc do towarzyszy:
- Tamte to chyba jednak zwykłe zbroje. Na szczęście… Idźmy dalej.
Agust skinął głową.
- Dobrze, jak otworzymy wszystkie drzwi będziemy mogli przeszukać pomieszczenia dokładniej.
A potem skierował się do kolejnych drzwi.
Znajdowało się tu wiele zakurzonych półek. Kilka z nich wypełnione było prześcieradłami, kocami i starymi kostkami mydła. Na końcu tego niewielkiego pomieszczenia stoi oparta o ścianę miotła.
Kolejne drzwi, znów nic. Wciąż bez śladów chłopca, Freuhunt skierował się więc do ostatnich drzwi. Ten pokój był bardzo przestronny. Znajduje się tu łóżko, oraz obok jest dodatkowe niewielkie pomieszczenie. Przy drzwiach leży stara pieluszka dla niemowlaka. Znajdują się tu też podwójne drzwiczki prowadzące do kolejnego, malutkiego balkonu. W pokoju, koło drzwi, przy których leży pieluszka, znajduje się również pusta szafa, a po drugiej stronie drzwi wysokie lustro, z oprawką wyrzeźbioną na kształt bluszczu i jagód.
- Moi drodzy, zdajemy się być blisko naszego pierwszego celu. Przeszukajmy to pomieszczenie dokładnie. Możemy na razie rozluźnić szyk, ale nie rozdzielajmy się -

Agust, zanim doszedł do drzwi, zwrócił szczególną uwagę na lustro. Zauważył w nim pewne nieprawidłowości. Podszedł ostrożnie bliżej i dotknął je. Lustro z łatwością ustąpiło jego dłoni, ukazując ciemne schody, prowadzące na strych.
Mira podeszła do łóżka, sprawdzając czy ktoś jest w środku.
Łóżko było puste. Nic szczególnego tam nie znalazła. Celaena podeszła do Agusta i spoglądając na jego odkrycie powiedziała.
- Wyrazy uznania za spostrzegawczość, w życiu bym nie przypuszczała, że w lustrze może kryć się przejście. To co idziemy tam? - spytała obracając się do reszty i podpierając ręce na biodrach.
-To nic wielkiego, mamy podobne przejścia w naszej posiadłości, dlatego wiem na co można patrzeć. Wytarta podłoga pod ścianą, przewiewy powietrza i takie tam- Uśmiechnął się i poprawił włosy, potem zwrócił głowę w kierunku poprzedniego celu.-Pewnie, pójdziemy ale za chwilę. Jeszcze tamte. Po czym paladyn znów ruszył w kierunku drzwi.
Niestrudzona poprzednią porażką Mira zdecydowała się jeszcze przetrząsnąć szafę. Szafa była zupełnie pusta. Nie wykazywała szczególnych cech.
- Więc… możemy iść na górę chyba… - Mira wróciła na swoją pozycję.
Kiedy Agust otworzył drzwi, ujrzał naprawdę niecodzienny widok.



Zmora patrzyła się przez chwilę spokojnie na niego, po czym wrzasnęła wściekle. Każdy już wiedział, że nie napiją się razem herbatki.
To raczej nie wyglądało jak mały chłopiec. Ani nie było małe, ani też, jeśli Cahnyra wzrok nie mylił, nie było chłopcem...Zaklinacz przez moment tylko zastanawiał się, dlaczego znowu nikt nic nie robi. Całkiem jakby czekali na niego... Już chciał powiedzieć 'Ależ się nie krępujcie, do dzieła' i stanąć z boku by sprawdzić, czy będą sobie tak samo dzielnie poczynać, jak podczas zwiedzania innych pomieszczeń, ale w ostatniej chwili się rozmyślił. Wykonał skomplikowany gest.- Ajaib! - powiedział, a w stronę widmowej pannicy poleciały magiczne pociski. Magiczne pociski uderzyły w zmorę i ta zawyła, kuląc swe niematerialne ciało.
Walka z duchami nie była czymś, w czym Mira była jakoś specjalnie kompetentna. Właściwie to kobieta nie miała nawet pojęcia, co mogłaby zrobić takiemu nieumarłemu. Cisnęła więc w niego toporkiem bardziej z irytacji niż chęci działań.Topór Miry idealnie trafił Zmorę. Na chwilę się na niej zatrzymał, a Zmora wyraźnie odczuła to uderzenie. Może nie był to niesamowicie skuteczny atak, jednak wróg odczuł jego skutek.Celaena wyciągnęła przed siebie ręce i wypuściła ognisty pocisk.Tym razem półelfka była bardziej uważna. Ognisty pocisk sunął w stronę Zmory, uderzając w jej zmorowy brzuch. Zmora była coraz bardziej wycieńczona, coraz bardziej blada i coraz bardziej wściekła.Dejan wpatrywał się przez chwilę w ducha z osłupieniem. Nie wiedział jakie szkody może zadać czemuś, co wydawało się niematerialne. Zdecydowany atak towarzyszy dodał mu jednak determinacji i mnich ruszył do ataku próbując przeciąć zmorę mieczem.Zmora została otoczona przez Agusta i Dejana. Mnich celnym cięciem ranił Zmorę. Jej wycie było trudne do zniesienia.Wyciągnęła swoją łapę w stronę mnicha. Wokół jej palców wiła się jakaś mroczna energia. Mnich jednak wykonał zwinny unik. Zanim potwór się zorientował, ten stał już za nim.Hassan skoczył szybko w drugą stronę, starając się oskrzydlić nieumarłego, po czym zawinął glewią nad głową aż zafurczało. Glewia Hassana trafiła Zmorę prosto w pierś. Wróg rozpłynął się w powietrzu. Po jej wyciu nie było nawet echa, jakby nigdy jej tu nie było. Na ziemi, w miejscu, gdzie znajdowała się Zmora, znalazł się jakiś liścik. Hassan z przyzwyczajenia opuścił szybko broń energicznym ruchem zatrzymując gwałtownie ostrze przy ziemi. Ruch ten, normalnie otrzepujący krew z ostrza miałby więcej sensu, gdyby przeciwnik żył. Ten nie miał nawet ciała. Ale odruch był silny.

Paladyn wzruszył ramionami -Tak się kończy brak manier i zbędne krzyki. Dziękuję za reakcję, jak zwykle byliście niezawodni.- uśmiechnął się do wszystkich, po czym popatrzył na pozostałości po niedawnym przeciwniku. Podniósł liścik- A to co? -
- Masz to w ręku, więc sprawdź - rzucił Cahnyr.
Agust przeczytał na głos treść krótkiego, pomiętego listu:
"Drogi Gustavie, nie wiem czemu zasłużyłam sobie na twą miłość. W końcu jestem tylko służką w waszym domu. Jednak to jest najpiękniejsza rzecz, jaka spotkała mnie w moim skromnym życiu. Nie mogę znieść zniknięcia Waltera, naszego syna. Twoja żona nie chciała go zaakceptować jako członka rodziny. Podejrzewam, że to ona mu coś zrobiła…
Boję się, Gustavie, o życie moje i naszego dziecka. Thorn i Rose go pokochali jak swojego brata, co mnie bardzo cieszyło. Przykro mi, Gustavie, ale twoja żona będzie smażyć się we wszystkich piekłach za to co uczyniła. Kocham cię."

Hassan przekrzywił głowę po czym pobiegł szybko do sypialni odwiedzonej wcześniej. Wiedział, że kobiety wysokiego rodu zwykły przetrzymywać sekrety w sypialni, a szczególnie w toaletkach. Być może znalazłaby się jakaś wskazówka w widzianej wcześniej sypialni
W sypialni Hassan nie zdołał odkryć niczego nowego, mimo, że jego działanie było logiczne. Ale zwrócił uwagę na pudełko. Po przetarciu z grubej warstwy kurzu pudełko okazuje się dobrej roboty srebrnym pudełkiem na biżuterię ze złotymi wykończeniami.Zawierała trzy złote pierścienie, oraz platynowy łańcuszek z wisiorem z topazu. Hassan władował precjoza do sakiewki, zamierzając później spieniężyć je u jakiegoś jubilera lub kupca. Nie znał ich wartości, ale w jego kraju jeśli coś nie było magiczne, raczej nie było wiele warte.
 
Asmodian jest offline  
Stary 17-06-2018, 00:53   #9
 
Koinu's Avatar
 
W czasie jak reszta drużyny zajęta była liścikiem, Mira poszła po swój toporek.

Pokój, w którym znajdowała się Zmora, zawiera małe łóżeczko, przykryte czarnym całunem. Poza tym, znajduje się tu kilka pieluch i nic więcej.
- Zapewne pani domu pozbyła się nie tylko Waltera, ale i jego matki - powiedział Cahnyr. - I, zapewne, widzieliśmy skutki jej działalności. Wredna była baba z pani Elisabeth.

- Ekhem! - Odchrząknął teatralnie mnich. - Wygląda na to, że te… dzieci z dołu nas oszukały w kwestii ich braciszka.
-Tak, to bardzo podejrzane. Niemniej zostało nam do sprawdzenia już tu tylko jedno miejsce.-
Odpowiedział Agust wskazując lustro.- Sprawdzę jeszcze balkon i myślę że powinniśmy się tam udać. Strychy mają to do siebie że można w nich znaleźć ciekawe rzeczy. -Powiedział bawiąc się małym pierścieniem. Po czym ruszył otworzyć balkon i przyjrzeć się temu co działo się na zewnątrz. Na zewnątrz zawołał -Rose! Thorne! jesteście tam wciąż?

Balkon był bardzo wąski. Gęsta, niemożliwa do przejrzenia mgła pokrywała każdy kawałek terenu oraz powietrza wokół domu. Znajdowała się 30 centymetrów od balkonu. Agust nie usłyszał nawet echa swego głosu.
Mira podeszła do kolejnego łóżeczka, odkrywając czarny całun.
W środku znajdowało się zawiniątko, w którym zapewne matka trzymała swoje dziecko. Było zupełnie puste.
- Ja rozumiem że kobieta mogła być wściekła o zdradę męża, ale żeby krzywdzić bogom ducha winne dziecko? - powiedziała Celaena.
- Dzieci często cierpią za błędy rodziców - powiedział Cahnyr. - A ty, Aguście, zapomniałeś chyba o piwnicy.
“Dzieci często cierpią za błędy rodziców” pół-elfka powtórzyła w myślach słowa Cahnyra. W sumie ona też całe życie była karana za grzech swojego drowiego ojca. Oderwała się jednak od tej myśli i zwróciła się do innych.
- Myślę, że powinniśmy się zająć tym potworem. Może te dzieci okażą się wtedy bardziej śmiałe i dowiemy się od nich czegoś więcej.
- Nie, nie zapomniałem, ale bliżej nam do strychu. Wole najpierw tam poszukać wskazówek na temat tego co tu się dzieje.- Odpowiedział paladyn po chwili. - Coś mam wrażenie że potwór w piwnicy może być prawdziwszy niż nam się wydawało, wolę tam nie wchodzić nie wiedząc co się dzieje. Zostało już tylko jedno pomieszczenie żeby się dowiedzieć tu wszystkiego.
- Mnie dziwi to, że nie natrafiliśmy na żadne szczątki. Może są w piwnicy? Potwora tym karmili, albo i z dziecka zrobili potwora? - rzuciła pół-orczyca, rozglądając się po pomieszczeniu.
-W sypialni nic nie ma. Liczyłem, że pani domu trzyma jakieś bibeloty czy liściki w swojej toaletce. Poza rzeczami osobistymi, listów nie ma. Może sprawdźmy strych?- Hassan wszedł do pomieszczenia ze zrezygnowaną miną.
- To co, idziemy na górę? Wszyscy za czy ktoś się boi? - Frehunt zapytał przygotowując pochodnię.
"Głupiec", pomyślał Cahnyr, nie skomentował jednak na głos sposobu, w jaki paladyn 'motywował' pozostałych do działania.
- To chodźmy, szybciej załatwimy strych, szybciej pójdziemy sprawdzić co kryje piwnica - odpowiedziała pół-elfka.

Drużyna weszła schodami na górę. Cały czas trzeba było odgarniać grube pajęczyny sprzed twarzy.



Na strychu znajdowały się 4 pary drzwi, z czego jedne (na północnej ścianie) zamknięte były na kłódkę i obwiązane łańcuchami. Nie było tu żadnego źródła światła, oprócz waszej pochodni.

- Za każdymi drzwiami jeden potwór, a za tamtymi - najgorszy - rzucił Cahnyr. - Może tak więcej światła? - zaproponował.
Mnich ściągnął plecak nurkując w nim ręką. Nie wyciągnął jednak pochodni, a ciężki stalowy łom.
- Przekonajmy się co tam jest. - przyłożył narzędzie do zamka powoli go naciągając w nadziei, że mechanizm łatwo ustąpi.
Celaena wyciągnęła i zapaliła drugą pochodnię.
Hassan również sięgnął do plecaka po swój łom i starał się wepchnąć jeden koniec w oczko łańcucha, blisko kłódki. Przez chwilę czekał z naciskiem, próbując zgrać się z wysiłkami mnicha, po czym wspólnie nacisnęli.
- Akhem. A jeśli będzie tam potwór, może ustalmy plan? Chciece powtórkę ze zbroi?
-To….go….zabijemy… - Hassan stękał z wysiłku.
- Brzmi jak plan… - Skinęła głową orczyca. - Mnie się podoba, ale nie wiem jak reszcie. Już miałam pogadankę o takim wchodzeniu
- A słyszałaś powiedzenie “śpiesz się powoli?”. Nie bądźmy narwani. Może niech część z nas przygotuje się na wypadek jakby coś miało na nas wyskoczyć, kiedy drzwi się otworzą pod naciskiem łomu. - rzekła Celaena.
- Hyyppp- Hassan czerwieniał z wysiłku, zlewając się ze swoim czerwonym strojem.

- Nie krzycz na mnie, półelfko. Ja mówię co myślę, zabić to trzeba. Można pomyśleć jak najwyżej.
- Jesteście niemożliwi. Powinniśmy najpierw sprawdzić pozostałe drzwi. Jedne drzwi naraz.
-Paladyn nie dowierzał w to co tu się działo. Ale może potrzeba było małego wypadku żeby utemperować kompanów.- Jak coś się stanie to nie mówcie że nie ostrzegałem.
- Moja droga, ja przecież nie podnoszę głosu. - powiedziała spokojnie pół-elfka.
- Naszykować włócznię, aby poczęstować nią coś po drugiej stronie? - spytała pół-orczyca, odkładając plecak na ziemię, aby jej nie spowalniał i sięgając po rzeczoną broń.

Nie wiedzieć czemu, próby Hassana i Dejana długo nie dawały skutku. A to łom się wyślizgnął. A to coś zabolało w łokciu.
- Może ktoś zaczarował te drzwi - podsunął uprzejmie Cahnyr. - Nikt z was nie terminował czasem u jakiegoś mechanika?
Paladyn stanął teraz obok Canhyra, nie dowierzając że ten będzie tu drugim głosem rozsądku. Powiedział cicho do niego. - Mam co do tego złe przeczucia.
Celaena podeszła do paladyna i zaklinacza.
- Jak znam nasze szczęście do drzwi w tym domu, to Hassan za chwilę dostanie przytulasa od jakiegoś ducha czy innej zjawy - zażartowała, starając się ukryć swe napięcie i niepewność w oczekiwaniu na to co spotkają za drzwiami.
- Podaj więc mi swoją pochodnię. Twoja magia przyda się wtedy bardziej niż mój topór - powiedziała Mira.
Pół-elfka chyba po raz pierwszy od początku wyprawy uśmiechnęła się do Miry i podała jej pochodnię.
- Możliwe, że masz rację. Trzymaj.
Wojowniczka przyjęła pochodnię i podniosła jeden z toporków do drugiej ręki.
- Przyniosę z dołu lampę lub dwie - zaproponował Cahnyr, po czym zszedł po schodach piętro niżej.
Po chwili usłyszeliście szybkie tuptanie po schodach. Cahnyr przybył dumnie ze swą zdobyczą. Dwoma, pięknymi lampami olejnymi. Postawił je na podłodze, w pewnej odległości od siebie, by oświetlały jak największą powierzchnię.
- Że tak zażartuję, jesteś nam światełkiem - zaśmiała się pół-elfka. - Ale nie rozdzielajmy się lepiej, już się przekonaliśmy że tu wszędzie może nas coś zaatakować.
- Zgoda. Ale już wyczyściliśmy tamto piętro z potworów - odparł zaklinacz. - A jeśli się odradzają, to nawet w grupie mamy prze...rąbane - dodał.
- Myślałam o innych zbrojach, które stały na dole. - odpowiedziała Celaena. - Nie wiadomo czy się nie obudzą czy coś.
- Sprawdziłam je przecież, to zwykły metal - wtrąciła się Mira.
- W tym domu chyba wszystko może się zdarzyć, więc wcale mnie nie zdziwi jeśli raz sprawdzona rzecz, okaże się inna niż się wydawała. Wolę być ostrożna. - odpowiedziała pół-orczycy zaklinaczka.

Drzwi zaskrzypiały.
 
Koinu jest offline  
Stary 17-06-2018, 23:48   #10
 
Rozyczka's Avatar
 
W tym pokoju okno było zamurowane. Były tu też dwa łóżka dziecięce. Koło drzwi znajdowała się skrzynia z zabawkami, po bokach malowidła wiatraków. No i również domek dla lalek, będący idealną repliką ponurego budynku, w którym znajdowali się awanturnicy. Na podłodze leżały dwa dziecięce szkielety przywdziane w postrzępione ubrania, które rozpoznali bez trudu. Widzieli je na Thornie i Rose. Koło jednego leżał również dobrze znany im pluszak.
A mówiłam, kurwa, że to nie ludzie!Mira wrzasnęła na wojownika z glewią. – Ale nie! Ludzie mają różne kolory, jełopie, co nie!
Byli nimi jak byli żywi. Teraz nie są. I nie lej żółci na moją wątrobę. Nie znam się na plugawej magii.Hassan wzruszył ramionami, zachowując niewzruszony spokój.
Mówiły, że nie mogą wejść z powrotem do domu… – zastanawiała się pół-elfka, ignorując atak wściekłości pół-orczycy. – Mówiły, że wejdą dopiero jak potwór zniknie… Może potwór nie pozwala ich duszom wrócić do domu, zaznać spokoju czy coś w ten deseń – kombinowała. Spotkanie dzieci, żywe czy duchy, wydawały jej się przyjazne.
To nie były duchy – przerwał paladyn. – Sprawdziłem to jak tylko je zobaczyłem. To była iluzja. Zauważcie że łańcuch był na zewnątrz, obawiam się że ktoś je tu zamknął żywcem.
Żywe trupy. Różnica chyba niewielka – zasugerował wojownik.
Pieniądz niszczy ludzi… – westchnęła ciężko Mira. – Trzeba ich będzie później pogrzebać. Ale najpierw zapewnić im spokój. Chodźmy na dół.
Nie, rozejrzyjmy się jeszcze na tym piętrze, zostały nam pozostałe drzwi. Może tu być więcej takich… odkryć.Agust wszedł do pokoju i przyjrzał mu się dokładnie, zwłaszcza domkowi dla lalek, i piętrze na którym się znajdowali.
Może znajdziemy jakieś odpowiedzi.Cahnyr był bardziej optymistycznie nastawiony.
Byle szybko. Nie przedłużajmy ich losu… – mruknęła orczyca, oświetlając pomieszczenie reszcie drużyny.
Każdy szczegół tego piętra był oddany ze starannością.
Byliście w pokoju oznaczonym numerem 20.


Dejan poczuł dziwny podmuch wiatru. Nie powinno tu wiać. Kiedy spojrzał na środek pokoju, zobaczył Thorna i Rose, przytulonych do siebie.
Zostaw mój domek – powiedziała Rose.
Mnich zbliżył się do zjaw kucając tuż obok.
Kto was tu zamknął? – zapytał z troską.
Thorn wytarł łzy z policzków i powiedział przejętym głosem:
Mama i tata. Mówili, że to dla naszego dobra. Że chcą nas chronić przed potworem z piwnicy.
Prosiliśmy o jedzenie – dodała Roseale nikt nie odpowiadał… aż w końcu brzuszki nas rozbolały i – spojrzała na swoje kości i zamilkła.
Czy ten dom w ogóle ma piwnicę? – spytał Cahnyr. – Bo ten mały, identyczny jak prawdziwy, nie ma piwnicy.
Ma – odpowiedział Thorn i podszedł do domku dla lalek. Wskazał na ścianę w jednym z pomieszczeń i wyjaśnił – tu są ukryte drzwi, a za nimi schody do piwnicy. Wskazał miejsce w lokacji 18
Dziękujemy. Jeszcze tylko trochę, a zakończymy wasze męki – odparła Mira, spoglądając na resztę. – Teraz możemy iść?
Dejan odwrócił się w stronę Miry i skinął głową, po czym zwrócił się do dzieci.
Zabijemy potwora i nie będziecie już przez niego cierpieć.
Rose uśmiechnęła się smutno i nic nie odpowiedziała. Agust westchnął.
Dobrze, Rose, za chwilę zajmiemy się potworem, tak jak obiecałem, i wszystko będzie dobrze. – Po czym wyszedł z pokoju i poszedł sprawdzać inne drzwi.
“Takie urocze dzieciaki… Jak można było je tu tak zostawić? Jeżeli ich rodzice nie mieli poważnego powodu by je opuścić, to są większymi potworami, niż stwór w piwnicy, o którym mówiły dzieci” – Pomyślała pół-elfka.
Rose na widok wychodzącego Agusta zaczęła się trząść.
Co? Zostawiacie nas? Nie chcemy tu być same. Nie chcemy!
I rozpłynęła się w powietrzu.
Agustowi na chwilę zaparło dech w piersiach. Poczuł ucisk w klatce piersiowej i musiał oprzeć się o ścianę, aby nie przewrócić się. Zaraz natychmiast zniknął Thorn i to samo poczuła Mira.
Agust ukląkł.
Panienko Rose Durst, obiecałem i obietnicy dotrzymam, na honor rodziny de la Frehunt, że pozbędziemy się potwora, tak żebyście nie musiały się bać. Nie zostawimy was, wrócimy tutaj.
Tylko na chwilę maleńka.Celaena odparła dziecku. – Nie możecie iść z nami do potwora.
Chyba że bardzo chcecie – dodał Cahnyr, który doszedł do wniosku, że duchom potwór nic nie zrobi.
Ufam panu – odpowiedziała Agustowi Rose, poprzez jego własne usta – ale nie zostaniemy ani chwili dłużej same. Proszę, pochowajcie nasze kości w piwnicy.
Agust wrócił do pokoju, delikatnie skinął w kierunku Miry, po czym podniósł delikatne kości Rose.
Tak zrobimy. Wszyscy, idziemy do piwnicy! – Po czym złożył kości na łóżeczku i z prześcieradeł przygotował całun.
Ja… Ugh… Może jednak wyjdźmy stąd? Nie wiadomo co się dzieje w tej piwnicy – mruknęła Mira, której ściany wydawały się nagle dużo mniejsze, a cienie bardziej drapieżne.
Wszystko ok, Mira? – pół-elfka zapytała kładąc dłoń na ramieniu spanikowanej wojowniczki.
Czy to ci wygląda na w porządku? Na zewnątrz wilkołaki, tutaj duchy… Wszyscy tu pomrzemy… – odparła, niemal zalewając się łzami. – Nawet nie wiem co mi zrobiły…
Nie, Mira, pójdziemy teraz do piwnicy i zrobimy co trzeba. – Paladyn spojrzał na nią wzrokiem nie znoszącym sprzeciwu.
Aguście, opanuj się i przestań wszystkimi rządzić – powiedział Cahnyr. – Nie masz do czynienia z podwładnymi czy służbą.
A ja ci przypominam że nie masz do czynienia z kimś z twojego stanu. I nie przypominam sobie żebym pozwolił ci się zwracać do siebie moim imieniem, dla ciebie jestem Paniczem de la Freuhunt.Agust podniósł małe ciałko i podszedł do Cahnyra, z zadartą do góry głową, patrząc na niego z góry. – Idziemy do piwnicy, teraz!
W Hur-dur jestem wielkim arystokratą. – rzuciła Celaena.Tu, na tej wyprawie mój drogi, jesteś najemnikiem, takim jak my, jesteś tu równy nam i swoje wysokie urodzenie możesz sobie wsadzić w swoją szlachecką dupę. Także spuść trochę z tonu jeśli łaska.
Wejdź na stołek, wtedy patrzenie z góry lepiej ci wyjdzie – odparł zaklinacz. – Przestań się zachowywać jak rozpuszczony bachor. Co w ciebie wstąpiło?
Hassan zaczął chichotać pod nosem, widząc kłótnię.
Zachowują się jakby ich dżinn prowadził na jedwabnej nitce – parsknął.
Agust był już czerwony ze złości, tylko prychnął. A potem odwrócił się i zachowywał jakby półelf w ogóle nie istniał.
Mira, bierz ciałko. Musimy zabić potwora i pochować dzieci. – Po czym z niemożliwie zadartą głową wyszedł z ciałem Rose z pokoju.
Idiota – burknęła pod nosem zaklinaczka. – Spokojnie, Mira, damy sobie radę. – poklepała pół-orczycę po ramieniu, po czym wzięła szczątki małego Thorna. – Lepiej za nim chodźmy. – Wskazała na kierunek w którym wyszedł paladyn. – Zadufany idiota czy nie, martwy się nam nie przyda.
Ile mam na was czekać?! – Dało się słyszeć zza rogu.
Ugh… Chodźmy więc. Ale nie ociągajmy się, proszę… – rzekła Mira, po czym zaczęła mruczeć pod nosem różne słowa, usiłując ukoić jakoś nerwy.
Jestem mrocznym elfem tylko w połowie, ale na wszystkich bogów przysięgam, że jak słucham tego zakutego pajaca to odzywają się we mnie skryte mordercze instynkty – syknęła pół-elfka słysząc kolejne narzekania Agusta.
Zabraliście Thornowi misia? On nie będzie leżał bez misia. – Dobyło się kolejne wołanie zza rogu.
Ja… Ja jednak chcę misia… Jeśli można… – mruknęła cicho zielonoskóra.
W kilku zwinnych susach Dejan wrócił do pokoju i po chwili trzymał już w wyciągniętej dłoni pluszowe zwierzątko. Pierwszy raz od wyruszenia na wyprawę kąciki ust mnicha podniosły się w coś na kształt uśmiechu.
Proszę. To twój miś.
Ja… Dziękuję… – mruknęła, chowając toporek i odbierając misia. Wtuliła się w niego, jakby był jej jedyną ostoją. – Oby to był malutki, niegroźny stworek…[/i]
Cahnyr uniósł oczy ku niebu, zastanawiajac się, jakież to przekleństwo spadło na kompanów. Nic jednak tym razem nie powiedział. Wziął jedną lampę, gotowy ruszyć za pozostałymi.
Agust złapał Mirę za jedną rękę, drugą trzymając zawiniątko.
Nie musisz się bać, chodź. – I trzymając powoli zaczął ją ciągnąć za sobą w kierunku pokazanym przez Thorna.
Pokój ten wypchany był starymi meblami, manekinami, oraz innymi rupieciami, a wszystko to owinięte było białymi prześcieradłami. Blisko jednej ze ścian leżała skrzynia, a w niej szkielet dorosłej kobiety w stroju pokojówki. Dejan zauważył na jej nasiąkniętym zaschniętą już krwią stroju trzy miejsca, w którym był porwany, w okolicach klatki piersiowej. Domyślił się, że to musiały być obrażenia od sztyletu.
Agust podszedł z Mira do miejsca wskazanego przez Thorna i od razu zauważył ukryte drzwi. Za nimi znajdowały się spiralne, drewniane schody, prowadzące ze strychu aż na sam dół, do piwnicy. Były wypełnione pajęczynami i zakres widoczności każdego to maksimum półtorej metra. Panowała tam zupełna ciemność.
Mira, ostatkiem psychicznych sił, wyciągnęła przed siebie pochodnię, chcąc spalić wszędobylskie pajęczyny.
Ogień zajął pajęczyny w kamiennym pomieszczeniu z kamiennymi schodami. Większość pajęczyn spłonęła.
Agust rozejrzał się, po czym wcisnął pół-drowce zawiniątko.
Pilnuj! – A następnie wziął pochodnię i zaczął schodzić na dół.– Idziemy!
Dziewczyna chwyciła zawiniątko ze szczątkami Rosie, starając się nie upuścić przy tym tych należących do Thorna.
Wezmę to tylko ze względu na Rose, a kiedy skończymy robotę w tym domu i wyjdziemy to jeszcze sobie porozmawiamy, zadufany w sobie, zrzędliwy dupku! – rzuciła za schodzącym po schodach paladynie.
Zdecydowanie masz rację – poparł ją Cahnyr. – Już wcześniej bywał… nieznośny, a teraz stał się nie do wytrzymania.
Boję się… – Pół-orczyca wtuliła się w paladyna, starając się za nim nadążyć.
Schodzenie po tych schodach zdawało się wiecznością.
Kiedy w końcu docieracie na dół, widzicie, że wąski tunel piwnicy biegnie daleko na południe, po czym rozgałęzia się na zachód i wschód.
Słyszycie z oddali niepokojące szepty, jakby wiele osób uczestniczyło w jakiejś przejmującej rozmowie. Szepty odbijają się echem, sprawiając, że nie da się zrozumieć ani jednego słowa, ani wyczuć źródła ich pochodzenia.
Na ziemi widać wiele śladów stóp, zwróconych w każdym możliwym kierunku.
Tunel ma nieco ponad metr szerokości i nieco ponad dwa metry wysokości.
Chodźmy w prawo… Miejmy to już za sobą, proszę… – mruknęła Mira.
Czemu nie w lewo?Hassan wskazał drugą odnogę korytarza.
Może by tak rzucić monetę? – zaproponował Cahnyr.
Chyba dobry pomysłCelaena wyciągnęła monetę. – Awers w prawo, rewers w lewo
powiedziała i rzuciła monetą.
Orzeł – rzekł Cahnyr, który przechwycił monetę w locie. – Proszę. – Oddał dziewczynie jej własność.
W moim kraju wierzymy w los – kiwnął Hassan, akceptując wynik. – Niech faris prowadzi – wskazał skinięciem głowy paladyna.
Czyli w prawo. – Pół-elfka skinęła głową do towarzyszy.
Ale jak tylko pogrzebiemy kości maluchów, splądrujemy piwnice morderców dzieci. – Hassan mruknął ponurym głosem zaciskając pięść na drzewcu glewi, aż zatrzeszczało mu w stawach ze złości.
Poszli więc w prawo. Po dosłownie kilku krokach zauważyli, że droga rozgałęzia się teraz w trzy strony, nie licząc tej, z której przyszli.
Po prawej znajdowały się dwie kamienne krypty. Na jednej z nich wyryte było "Rosavalda Durst".
Na drugiej "Thornboldt Durst". Obie krypty były zakryte kamiennymi płytami.
Po lewej stronie również były dwie kamienne krypty. Jedna z nich miała wyryte "Gustav Durst" a druga "Elisabeth Durst". Te również były zakryte kamiennymi płytami.
Z przodu zaś widzieli pokój, zawierający prosty, drewniany stół, a po jego obu bokach, drewniane ławki. Nie widzieli więcej, bo było tam za ciemno i aby zobaczyć resztę pokoju, musieliby się tam zbliżyć z lampami, bądź pochodniami.
Gdyby tu był potwór… – powiedział Cahnyr, robiąc krok w stronę pokoju i unosząc wyżej lampę – …to raczej byśmy go już zobaczyli. Chyba powinniśmy wrócić do tamtego rozwidlenia. No chyba że chcecie pochować dzieci z rodzicami lub dziadkami – dodał.
A ten pokój na wprost? – zapytał Dejan z zaciekawieniem. – Możecie go trochę oświetlić?
Hympf… – Paladyn zamknął oczy i zamyślił się. – Panienko Durst, czy wiesz gdzie jest wasze miejsce spoczynku?
Ręka paladyna uniosła się mimo jego woli i wskazała grobowce po prawej stronie.
To nasze pełne imiona.Rose odpowiedziała ustami Agusta. – Rosavalda i braciszek ThornThornboldt.
Dobrze, tutaj was położymy, żebyście mogli wreszcie spocząć – po czym ruszył we wnętrze krypt, żeby poodsuwać kamienne płyty, nie zważając na to jak patrzą się na niego inni kiedy rozmawiał sam ze sobą. – No chodź Mira!
Idę, idę… Oby to pomogło.
Mira i Agust podeszli do pierwszej kamiennej płyty, zaparli się i z całej siły pchnęli. Zamiast płyty, jedynie ich stopy odsunęły się od grobowca. Po kilku nieudanych próbach Mirze zbierały się już łzy w oczach. Zacisnęła zęby i z cichym jękiem pchnęła płytę razem z Agustem tak mocno, że ta wpadła z hukiem na ścianę i kawałek kamienia odłupał się od płyty. Z drugą płytą już nie było takiego problemu i po chwili obie krypty były otwarte.
Cóż… – zaczęła Celaena. – Chyba w końcu nadszedł czas, żeby pożegnać się z naszymi małymi znajomymi – dodała spoglądając na otwarte krypty.
Z ust mi to wyjęłaś – odparł Cahnyr. – Chyba trzeba złożyć ich szczątki do odpowiednich krypt.
Pół elfka złożyła szczątki dzieci zawinięte w prześcieradła, delikatnie kładąc je do odpowiednich im krypt.
Niech im ziemia lekką będzie. Teraz trzeba byłoby położyć płyty z powrotem na miejsce – powiedziała.
Hassan tymczasem też postanowił się do czegoś przydać i zajął się jedną z kamiennych płyt, które spadły z grobowców. Za pomocą liny, którą obwiązał oba końce jednej płyty stworzył coś w rodzaju nosidła, które przeniósł nad grobowcem, do którego półelfka składała właśnie szczątki. Zamierzał wciągnąć płytę z powrotem na grobowiec, jak tylko druga osoba złapałaby za drugi.
Złapcie z drugiej strony i pchajcie – rzucił, głównie do Miry która wydawała się niemal tak samo muskularna jak wojownik.
Półorczyca skinęła jedynie głową, następnie okrążyła grób i zaczęła próbować wepchnąć płytę na swoje miejsce.
Pochówek poszedł sprawnie. Agust i Mira nie zauważyli nawet, w którym momencie ich ciała zostały opuszczone przez duchy. Niezależnie od motywacji, dla których każdy z was wyruszył na tę przygodę i niefortunnie wpadł w sidła tego domu, poczuliście, że zrobiliście coś wspaniałego dla tych dzieci, które wiele wycierpiały swoje.
Zna ktoś jakąś odpowiednią modlitwę? – spytał Cahnyr, gdy druga płyta trafiła na swoje miejsce.
Ja znam – powiedział lekko oszołomiony tym wszystkim paladyn, po czym wyjął oprawioną czerwoną księgę. Przewracał przez chwilę kartki w poszukiwaniu odpowiedniego rozdziału.
O tu jest. – Po czym podszedł do krypty Thorna, i położył święty symbol na wieku.
Płomiennowłosa, twój pokorny sługa prosi abyś objęła opieką tą duszę. Daj jej zaznać piękna i miłości których zaznać okazji nie mieli. Nie dopuść by ktokolwiek o złych intencjach bezcześcił ich pamięć, ciała i dusze. O najpiękniejsza, pani miłości, ukoj te umęczone serca. Żegnaj Thornwaldzie Durst, zaznaj już spokoju w świetlistych krainach.Agust potem podszedł do drugiej krypty, i powtórzył całą ceremonię, na końcu już tylko dodając. – Panienko Rosie, pamiętam o mojej obietnicy. Nie spocznę póki ten dom nie zostanie oczyszczony z plugastwa. Przysięgam na honor rodziny Freuhunt.
 

Ostatnio edytowane przez Rozyczka : 26-06-2018 o 22:24.
Rozyczka jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 01:17.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2022, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169 170