Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 08-08-2018, 15:43   #1
 
Draugdin's Avatar
 
Reputacja: 7864 Draugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputację
[D&D 5.0] Zaginione Kopalnie Phandelver

Zaginione kopalnie Phandelver


Ponad pięćset lat temu klany krasnoludów i gnomów zawarły porozumienie znane do dziś pod nazwą Paktu Phandelvera, który stanowił o podziale bogactw zawartych w tych wspaniałych grotach znanych jako Wave Echo Cave. Poza bogatymi złożami minerałów w jaskiniach tych drzemała również magiczna moc.
Ludzcy czarodzieje zjednoczyli swoje siły z krasnoludami i gnomami aby związać i ukierunkować tę magię i przy jej pomocy stworzyli Wielką Kuźnię zwaną później Kuźnią Czarów, w której miały być i potem były wytwarzane najróżniejsze przedmioty magiczne.
Czasy były spokojne, a znajdujące się w sąsiedztwie ludzkie miasto Phandalin rozkwitało ekonomicznie.
Jednak wszystko co dobre szybko (zazwyczaj) się kończy. Początkiem katastrofy było pojawienie się od północy band orków szerzących grozę i zniszczenie, pozostawiających za sobą zgliszcza i opustoszałe wioski.
Potężne siły orków wspierane najemnymi czarnoksiężnikami z pełną mocą uderzyły w Wave Echo Cave. Ich głównym celem było przejęcie znajdujących się tam bogactw i zgromadzonych tam magicznych skarbów. Ludzcy czarodzieje walczyli ramię w ramię w szeregach swoich krasnoludzkich i gnomich sojuszników w heroicznej obronie Kuźni Czarów. Niestety przegrali, a potężne czary użyte podczas walk doprowadziły do zniszczenia większości jaskiń.
Przeżyło tak niewielu, że w ostateczności miejsce położenia Wave Echo Cave zostało bezpowrotnie zapomniane.
Przez wieki plotki i skrawki informacji o pogrzebanych bogactwach przyciągały poszukiwaczy i awanturników wszelkich maści w okolice miasta Phandalin. Niestety żadne z tych poszukiwań nie przyniosło sukcesu i ani o włos nie przybliżyło nikogo do odnalezienia śladów zaginionej kopalni. Przez te wszystkie lata ludzie stopniowo opuszczali te strony, a okolica niemalże się wyludniła. Miasto Phandalin tało się na wpół zapomnianym prawie opuszczonym granicznym miasteczkiem.
Trójka krasnoludów - bracia Rockseekers odnaleźli wejście do zapomnianej już prawie przez bogów i ludzi Wave Echo Cave. Rozentuzjazmowani tym faktem szybko zaczęli snuć plany ponownego otwarcia kopalń oraz być może i samej kuźni. Jednak jak to mówią tam i wtedy gdy cokolwiek może się spieprzyć to spieprzy się na pewno. Na pewno prędzej czy później. Krasnoludy nie były wystarczająco uważne lub też byli zaślepieni swoim odkryciem. Nie wiedzieli, że byli śledzeni przez goblinich agentów z szajki miejscowego przestępcy. Jego agenci szpiegowali braci Rockseekers i w ten sposób poznali lokalizację wejścia do kopalni.
Tak więc okazało się, że nie tylko bracia Rockseekers byli zainteresowani Wave Echo Cave. Tajemniczy, bezwzględny i nie cofający się przed niczym najemnik znany jedynie pod imieniem Czarny Pająk będący szefem bandy goblinów kontrolującej te tereny również wyciągnął swoje szpony by odkryć tajemnicę zaginionej kopalni. Jego celem jest przywłaszczenie sobie Wave Echo Cave na wyłączność, a dokładniej mówiąc zgromadzonych tam bogactw i skarbów.



Choć krasnoludy usilnie starały się zachować informacje o swoim odkryciu w tajemnicy jednak wieści o tym rozeszły się jak na skrzydłach ptaków. Początkowo bardzo szybko zjawiło się kilku “gotowych na wszystko” śmiałków. Jednak gdy wszelki ślad po nich zaginął do dziś euforia i chęci poszukiwania przygód szybko ustały. Wieści niosły, że przyłożyła do tego ręki banda goblinów z ich tajemniczym przywódcą. Nie było już wielu więcej chętnych do ryzykowania życia. Szeptano, że trzeba by tu samobójców albo szaleńców by stawić czoło nieznanemu jak dotąd zagrożeniu. Nieliczni tylko przebąkiwali po cichu, że po prostu potrzebni byli bohaterowie. Ci jednak chyba byli w odwrocie lub dawno wymarli.

Zdarzyło się pewnego pogodnego dnia,że ścieżki życia pięciu przypadkowych wędrowców zaprowadziły ich do wspaniałego miasta Neverwinter. Przywiodły ich tu różne drogi i różne cele oraz oczekiwania. Jedną cechę mieli jednak wspólną. Byli poszukiwaczami przygód i bardzo potrzebowali gotówki. Spotkali się w karczmie Pod Błyszczącym Mieczem. Dwoje z nich usłyszało na targu pogłoski, że krasnolud Gundgren Rockseeker poszukuje kilku chętnych do jakiegoś nieźle płatnego zlecenia. Jeden z nich uzyskał podobną informację godzinę temu od samego karczmarza gdy zamawiał posiłek. Krasnolud zaś znalazł się we właściwym miejscu i czasie gdyż był kuzynem Rockseekera i robił to z przekonania, a że przy okazji będzie można zarobić to inna sprawa. Ostatni zaś członek przyszłej drużyny znalazł się tam całkowicie przez przypadek.

Tego dnia w Neverwinter był dzień targowy i ulice miasta wypełniały tłumy kupujących, sprzedających, złodziei, kobiet lekkich obyczajów i wszelkiego innego rodzaju przybyszów i mieszkańców. Karczmy zaś pękały w szwach. Tak też przez całkowity przypadek Pod Błyszczącym Mieczem przy jednym i tym samym pięcioosobowym stole spotkało się dwoje ludzkich wojowników, elfi czarodziej, krasnoludzki kapłan oraz halfling łotrzyk. Z tymże posilając się przy jednym stole jeszcze nie wiedzieli, że będą jedną drużyną.

Szybko okazało się, że potrawy były smaczne i obfite, a wino, piwo czy miód pitny całkiem dobrej jakości i nie rozwodnione. Między jednym, a drugim posiłkiem ni z tego ni z owego do ich stołu podszedł postawny krasnolud i położył dłoń na ramieniu jednego z biesiadujących. Również krasnoluda.

- Jak tam kuzynie zebrałeś już drużynę? - Zapytał nowo przybyły niskim tubalnym głosem po czym się zreflektował i dodał. - Przepraszam, gdzie moje maniery. Nazywam się Gundren Rockseeker i jestem jednym z trzech braci którzy… - tu zniżył głos. - Na tą chwilę tego nie musicie wiedzieć. Mój obecny tu kuzyn już wie, a część z Was pewnie przywiodły tu pogłoski, że szukam chętnych do pewnego zadania. Zadanie samo w sobie nie należy do trudnych, a na pytanie czy niebezpieczne mogę Wam jedynie odpowiedzieć, że jak czasy niebezpieczne to inne rzeczy też. Jednak wcale nie musi tak być. Kwestia przypadku. - Zamilkł na chwilę. - Reasumując Zadanie jest dość proste. Razem z moimi braćmi rozkręcamy ponownie nasze interesy w nie tak odległym stąd miasteczku Phandalin. Mam tam do przetransportowania dość duży wóz załadowany po brzegi zaopatrzeniem, narzędziami i innymi potrzebnymi lub nie rzeczami. Sam mam tu jeszcze kilka rzeczy do załatwienia także w drogę wyruszę dopiero za kilka dni, a zależy mi żeby ten transport dotarł tam jak najszybciej. Jeżeli jesteście chętni płacę po dziesięć sztuk złota gdy dotrzecie do Phandalin. - Tu zawiesił na chwilę głos. - Natomiast tam na miejscu być może będę miał dla was jeszcze jakieś zadanie. Czyli jak rozumiem mogę na Was liczyć?

Spojrzał na zgromadzonych przy stole. Czwórka biesiadników kiwnęła głowami. Natomiast siedzący na końcu stołu halfling nieśmiało się odezwał.
- Ja tu w sumie jestem przez przypadek… Jednak bardzo chętnie dołączę do przygody. Po prostu jestem goły także każde wynagrodzenie będzie dla mnie w porządku. Oczywiście jeśli mogę?

Krasnolud roześmiał się tubalnie i poklepał się po udach.
- Oczywiście mości halflingu im więcej Was tym bezpieczniej. No to mamy ustalone. Słuchacie mnie teraz. Chciałbym żebyście mogli wyruszyć jutro tak po śniadaniu. Także dziś macie czas, żeby zwiedzić miasto i ewentualnie poznać się wzajemnie nieco bliżej. No i nalegał będę, żebyście byli moimi gośćmi. To tutaj - pomachał ręką na stołem - i jutrzejsze śniadanie przed wyruszeniem w drogę jest na mój koszt także jedzcie i pijcie do syta. Do zobaczenia jutro.

Klepnął swojego kuzyna po przyjacielsku po plecach i oddalił się pozostawiając piątkę biesiadników i przyszłą drużynę w niezłym oszołomieniu nagłym biegiem wydarzeń.
 
__________________
There can be only One Draugdin!

We're fools to make war on our brothers in arms.

Ostatnio edytowane przez Draugdin : 08-08-2018 o 16:16.
Draugdin jest offline  
Stary 08-08-2018, 19:47   #2
Konto usunięte
 
Nitara's Avatar
 
Reputacja: 2799 Nitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputację
W związku z informacjami, jakie udało jej się ostatnio pozyskać odnośnie ludzi, którzy byli odpowiedzialni za upadek jej rodziny, propozycja pracy dla niejakiego Gundrena Rockseekera była jak uśmiech losu. Nie dość, że zarobi, to jeszcze będzie mogła na miejscu rozejrzeć się za swoim celem i zasięgnąć języka. Oczywiście wszystko musiało odbyć się dyskretnie i Ferna była na to przygotowana. Tak, jak i na życie na szlaku, choć długo musiała się do tego przekonywać, bo jednak to nie było to, co było kiedyś. Nie było i nigdy już nie będzie. Za dużo krwi spłynęło, a życie Ferny wywróciło się do góry nogami.

Wchodząc do karczmy "Pod Błyszczącym Mieczem" od razu ściągnęła na siebie uwagę klienteli. Wysoka, piękna, czarnowłosa kobieta z uniesionym podbródkiem zdradzała szlacheckie pochodzenie. Orzechowe oczy bystrze lustrowały pomieszczenie, nie uciekając przed żadnym spojrzeniem. Pewne, choć spokojne ruchy musiały stanowić niemały kontrast z tym, jak kobieta była uzbrojona - dwuręczny topór i oszczepy, które miała ze sobą z pewnością wzbudzały zmieszanie, jednak w Neverwinter nie takie widoki były codziennością. Ubrana była jak typowa wojowniczka, z kolczugą zarzuconą na korpus, skrywającą dość wydatny biust i plecakiem, którego ciężar - choć worek wypełniony był po brzegi - zdawał się nie robić na kobiecie wrażenia.

Zasiadając przy jednym stoliku z innymi biesiadnikami, zamówiła sobie posiłek, na który składała się jajecznica na grzybach i kaszok, czyli wyrób z kaszy i krwi oraz podrobów zwierzęcych, który okazał się być całkiem dobry, a co najważniejsze, sycący. Ferna jadła go po raz pierwszy w życiu i była więcej, niż zadowolona. Do tego doszedł kubek mleka - wojowniczka co prawda pijała alkohol, ale nie w momencie, gdy miała przyklepać chęć do pracy. Na przyjemności i rozluźnienie przyjdzie wszak czas. Niedługo później przy ich stoliku pojawił się sam pracodawca, wyjaśniając cel zadania. Ferna miała swoje w Phandalin, więc zgodziła się bez wahania. Dziesięć sztuk złota to chyba nie było tak najgorzej, choć nie znała się za bardzo na cenniku najemników, bo i wychowała się w innych okolicznościach.

Teraz jednak nie miało to znaczenia, gdyż cel zadania dla wojowniczki był dalece inny, niż cele Rockseekera, a skoro wspomniał, że będzie mieć dla nich zadanie na miejscu, Fernie to pasowało - będzie mieć za co żyć, jednocześnie próbując wyjaśnić kluczową dla siebie sprawę. Skinęła tylko głową krasnoludowi, gdy ten odchodził i spojrzała po przyszłych towarzyszach broni.
- Skoro przyjdzie nam spędzić ze sobą kolejne dni na szlaku, warto się lepiej poznać, jak wspomniał nasz pracodawca - powiedziała pewnym siebie, kobiecym głosem. - Jestem Ferna i walczę tym oto wielkim toporzyskiem. - Klepnęła broń opartą o ścianę za jej siedziskiem. - Oprócz tego całkiem nieźle rzucam oszczepami, więc możecie na mnie liczyć i w zwarciu i w dystansie. Jakie wy macie talenty? Jak was zwą?

Celowo nie wspomniała swego nazwiska, bo nigdy nie można było być pewnym, z kim siedzi się przy jednym stole. Ragnar nauczył ją, by była miła dla ludzi, którzy nie próbują wyrządzić jej krzywdy, jednak ufać mogła jedynie sobie. Tym się kierowała. Czekając na odpowiedź kompanów, dopiła resztę mleka z kubka. Kolejne dni zapowiadały się całkiem obiecująco - w drodze, zarabiając pieniądze, dążąc do własnego celu. I dobrze, bo miała już dosyć bezowocnego ślęczenia w Neverwinter.
 
Nitara jest offline  
Stary 09-08-2018, 12:11   #3
Adi
 
Adi's Avatar
 
Reputacja: 6353 Adi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputację
Kolejną osobą, która weszła do karczmy “Pod Błyszczącym Mieczem” była ognistowłosa elfka ubrana w czarną szatę czarodzieja. Pierwsze co rzucało się w oczy wszystkim zebranym tu w karczmie to jej czerwone włosy i uszy, które za diabła nie chciały się schować za jej włosami. Pieczołowicie dbała o wygląd swych włosów, by się ładnie prezentowały i falowały na wietrze niczym liście w koronach drzew. Poprawiła torbę, w której trzymała dwie księgi, na ramieniu i usadowiła się przy jednym pięcioosobowym stoliku, który był chyba największym skupiskiem ras i klas w tej karczmie, a na pewno w tej okolicy.
Jedną z tych ksiąg znalazła w lesie Evermoor za rzeką Surbin, niecałe sto kilometrów na zachód od Everlund, gdzie się urodziła. Księga była napisana w dziwnym języku, ale na okładce w złotej oprawie widniał napis “Valeus Victir”. Cokolwiek to znaczyło. Postanowiła się tego dowiedzieć w ten czy inny sposób, tak oto znalazła się u boku wojowniczki, której lepiej nie wchodzić w drogę, bo tym toporem może odrąbać jej tą ognistowłosą główkę.
Milena usiadła na wyznaczonym miejscu wybranym przez siebie samą. Usiadła u boku jedynego rodzaju żeńskiego, czyli wojowniczki. Przynajmniej będzie z kim pogadać. Wtem to koło nich zjawił się zleceniodawca, o którym usłyszała kierując się do Neverwinter.
Dziesięć sztuk złota to całkiem dobre wynagrodzenie, ale konia sobie za to nie kupię - pomyślała czarodziejka. Dobrze, że chociaż mogli się porządnie najeść następnego dnia przed wyprawą, skoro Gundren im “stawia” posiłek na koszt zakładu.
Magini na razie tylko sobie usiadła i poprosiła o jakiś zielony soczek, który przypominał bardziej papkę z goblina niż coś co warte było jej ślinianek. Do tego zjadła też trochę flaków by nie pójść spać na pusty żołądek, choć i tak wszyscy wiedzą, że elfowie mało snu potrzebują by się porządnie wyspać. Praktycznie elfy w ogóle nie sypiają, oni przechodzą w stan czterogodzinnej medytacji, kumulowania energii, czy jak zwał tak zwał, ale po takiej medytacji, elfy czują się tak samo wypoczęte jak ludzkie po ośmiu godzinach snu.
Jako pierwsza przedstawiła się wojowniczka imieniem Ferna.
-Mnie zwą Milena i, jak widać po szacie i uszach, jestem elfką czarodziejką, na mnie można liczyć głównie na ataki dystansowe, ale jak widzę ten topór… - tu wskazała dłonią na wielką dwuręczną broń Ferny -...to i na bliski dystans nie trzeba się martwić, że ktoś nas zajdzie za plecami - zaśmiała się Milena. Chociaż widząc Fernę i taki topór to dziewczyna musi mieć niezłą parę w tych dłoniach.
-Talenty? To oczywiście urok osobisty - dopowiedziała elfka na zadane pytanie od wojowniczki i zatrzepotała rzęsami w kierunku męskiej części stolika.
 
__________________
Mets ta main, dessents la au dessous de mon coeur.
Pour aimer le temps qui passe
C'est comme ça que je vois ma vie

gg 53887240
Adi jest offline  
Stary 09-08-2018, 22:00   #4
Konto usunięte
 
Nitara's Avatar
 
Reputacja: 2799 Nitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputację
- Miło mi cię poznać, Mileno. - Ferna skinęła głową rudowłosej, uśmiechając się do niej kącikiem ust. Czarodziejka. Elfka. Z pewnością im się przyda w drodze do Phandalin. - Co do tego toporzyska, to jest prawie przedłużeniem moich silnych ramion. - Zażartowała, pokazując biceps prawej ręki. Po części to była prawda, bo umiała robić toporem nie gorzej, niż przeciętny krasnolud, ale wiedziała, że ta broń w połączeniu z jej płcią może budzić zmieszanie, albo niedowierzanie. No i aż tyle siły co facet nie miała, ale nadrabiała szybkością. Ragnar zadbał o balans. Przy okazji spojrzała wesoło na mężczyzn przy stoliku. - Oczywiście nie chcę was wpędzać w jakieś kompleksy, panowie, na pewno wszyscy tutaj wniosą wartość dodaną do zadania, którego mamy się podjąć. Wasze zdrowie. - Uniosła kubek z mlekiem i wzięła kolejny łyk. Była ciekawa, co powiedzą pozostali.
 
Nitara jest offline  
Stary 10-08-2018, 22:02   #5
 
SmokeDrinker's Avatar
 
Reputacja: 0 SmokeDrinker jest godny podziwuSmokeDrinker jest godny podziwuSmokeDrinker jest godny podziwuSmokeDrinker jest godny podziwuSmokeDrinker jest godny podziwuSmokeDrinker jest godny podziwuSmokeDrinker jest godny podziwuSmokeDrinker jest godny podziwuSmokeDrinker jest godny podziwuSmokeDrinker jest godny podziwuSmokeDrinker jest godny podziwu
Mężczyzna siedzący skrajnie przy stole parsknął śmiechem po tych słowach. - Osobiście uważam że siła nie jest jedyną wartością w życiu ale warto mieć kogoś kto doprowadzi Cie domu w skrajnych sytuacjach. Pozwólcie że się przedstawię. Jestem Worick Ackerman ale zwą mnie kapelusznikiem. - Zdjął z głowy spiczasty kapelusz.



Był tego samego koloru co cała reszta ubrań łowcy. Kolor ciemnej oliwki odzwierciedla lasy wokół Neverwinter, w których wychowywał się całe życie. Pierwszy raz ukazał swoją twarz tego wieczoru, którą tak skrywał pod kapeluszem. Bacznie obserwował nowo przybyłych. Miał długie kruczoczarne włosy. Oczy koloru błękitnego. Wyglądały jakby cały czas się czymś przejmował albo był skrajnie zmęczony. Mimo to wzbudzały zaufanie. Nie wyglądał na rozbójnika z lasu jak połowa ludzi w karczmie. Nosił na plecach długi miecz dwuręczny, wraz z jego "bratem' długim łukiem.

- Możecie liczyć na mój łuk, będę waszymi oczami i uszami. Zamka nie otworzę, magicznych pocisków nie rzucę, ale za to muchę w locie trafię. Liczę na dobrą współpracę, a z Tobą Ferna chętnie się zmierzę na rękę. Ten kto wygra stawią kufel Krasnoludzkiego Grogu i tak chodzi tu o męską dumę! -

Po chwili spojrzał w oczy Elfce i pochylił głowę w ramach przywitania.
Przemówił ciszej po Elficku.

- Witaj w wielkim świecie. Przypominasz mi jedną bliską mi osobę, dzięki której właśnie mogę do Ciebie przemówić. Moja Świętej pamięci przyjaciółka, uczyła mnie mówić w tym języku póki jeszcze żyła.. Dlatego wybacz jeśli coś przekręcę. Robisz wrażenie hmm.. zagubionej? -

Uśmiechnął się łagodnie mówiąc o starej przyjaciółce. To był moment, w którym pierwszy raz tego dnia jego oczy nie wydawały się smutne. Wziął łyk piwa i przemówił do reszty nowo powstałeś drużyny.

- A wy chłopaki powiecie coś o sobie? Jeśli macie jakieś pytania do mnie to pytajcie, nie mam w zwyczaju kłamać. Niziołku widzę twój błysk w oku. Pilnuj rączki przy sobie mam szybszy refleks niż Ci się wydaję. Mam nadzieje że się rozumiemy. Gramy w jednej drużynie. -

Zaśmiał się i dodał szybko.

- Cieszę się że mamy łotrzyka po swojej stronie, nieraz słyszałem o waszej zwinności i zdolności do znikania. Takiej osoby nam potrzeba. Będziesz naszym asem w rękawie. -
 

Ostatnio edytowane przez SmokeDrinker : 11-08-2018 o 23:10.
SmokeDrinker jest offline  
Stary 10-08-2018, 22:21   #6
 
Cedryk's Avatar
 
Reputacja: 9901 Cedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputacjęCedryk ma wspaniałą reputację
Chicho w kąciku stołu siedział sobie niziołek, czy też Halfling we wspólnej mowie. Uśmiech na jego twarzy doskonale oddawał jego rozbawienie z toczonej przy stole rozmowy.

Był to dla dużych ras najzwyklejszy niziołek, smakosz piwa i jedzenia z już wyraźnym niewielkim brzuszkiem, mimo młodego wieku. Jego kasztanowe włosy kręciły się, a lekka grzywka zachodziła czasami na piwne oczy. Pod niczym się niewyróżniającym płaszczem widać było skórzaną zbroję.

Niziołek bawił się jednym z loków zakręcając go na palcu. Trudno było określić w co jest uzbrojony, niemniej o ławę oparł plecak krótki łuk o kołczan pełen strzał
- Jestem Milo High-Hill, specjalista od wszelkich zabezpieczeń i pułapek. Wiecie co mówią u nas o dużych ludziach i bicepsach? To, że nadają się tylko do uruchamiania pułapek własnym ciałem. hyyhyyhyyhyyhyyhyyhy.
Potem spojrzał z uśmiechem, zadzierając głowę, na Woricka.
- Nie zwykłym okradać ludzi, chyba że zbytnio się wynoszą ponad innych, wielkoludzie.
 
__________________
Choć kroczę doliną Śmierci, Zła się nie ulęknę.
Ktokolwiek walczy z potworami, powinien uważać, by sam nie stał się potworem.
gg 643974
Cedryk vel Dumaeg czasami z dopiskiem 1975
Cedryk jest offline  
Stary 11-08-2018, 11:47   #7
 
Andriuss's Avatar
 
Reputacja: 0 Andriuss jest po prostu świetnyAndriuss jest po prostu świetnyAndriuss jest po prostu świetnyAndriuss jest po prostu świetnyAndriuss jest po prostu świetnyAndriuss jest po prostu świetnyAndriuss jest po prostu świetnyAndriuss jest po prostu świetnyAndriuss jest po prostu świetnyAndriuss jest po prostu świetnyAndriuss jest po prostu świetny
Kiedy Aldrik wszedł do karczmy, nikt nawet nie zauważył kolejnego gościa. Krasnolud tylko rzucił bystrym wzrokiem i zadowolony z krótkiej obserwacji, ruszył w kierunku upatrzonego stolika.
Ubrany w długi jasny płaszcz z kapturem na głowie nie wzbudził żadnego zainteresowania i to akurat bardzo go cieszyło. Od czasu wpadki z goblińskimi szpiegami, Aldrik zaczął bardziej cenić sobie anonimowość. Uważny obserwator mógłby co prawda dojrzeć spory topór, bez którego Aldrik nie wychodził na miasto ale w tym celu musiałby stanąć oko w oko z krasnoludem. Myliłby się ten, który uznałby topór za najcenniejszy przedmiot krasnoluda, mimo, że wart był fortunę to znacznie cenniejsze były woreczki, które przywiązane mocnymi rzemykami do pasa, ukryte były przed wzrokiem obcych.
Stolik przy którym Aldrik usiadł nie był przypadkowym miejscem. Tak się złożyło, że krasnolud znalazł się w tym miejscu dokładnie tak jak to było zaplanowane. Po chwili sam karczmarz przyniósł gorącą misę flaków i kufel najlepszego piwa. Aldrik zdjął kaptur żeby lepiej przyjrzeć się gościom i po krótkiej obserwacji zajął się posiłkiem. Tak bardzo wczuł się w rolę i poczuł się tak dumny, że udało mu się zebrać grupę, co spowodowało czasowy zanik słuchu i kompletnie nie zauważył, że Gundren już do nich podszedł.
Po wyjściu kuzyna, Aldrik napił się i spokojnie śledził przedstawianie się członków drużyny.
- Jestem Aldrik – powiedział wstając. – Jak pewnie już się domyślacie, nie znaleźliście się tutaj przypadkiem. – uśmiechnął się przy tym do Mileny. – Cieszę się, że jesteście zdrowi i pełni sił. Jeżeli macie jakieś pytania, to nie bójcie się ich zadać, jak będę znał odpowiedź to chętnie podzielę się z Wami wiedzą.
Widział, zainteresowanie w oczach słuchaczy.
- Jestem kapłanem i choć nie znam się kompletnie na magii, to jest moja magiczna różczka. – odchylił połę płaszcza, żeby wszyscy mogli podziwiać jego topór. – Walka nie jest mi obca, natomiast każdy kto walczy, wcześniej czy później zostaje ranny a wtedy trafia pod moją opiekę. Oczywiście nie jestem cudotwórcą ale znam sposoby, żeby po wielkiej popijawie nazajutrz być jak młody bóg. – dodał z uśmiechem. – Mam nadzieję, że wyczuliście, że to tylko żart, nie jestem licencjonowanym medykiem ale wiedzę mam równie bogatą co fachowcy i mam tylko nadzieję, że nigdy nie będę zmuszony jej użyć.
Aldrik usiadł a że zaschło mu już w gardle, pociągnął łyk piwa.
Dzień zapowiadał się wyjątkowo dobrze.
 
Andriuss jest offline  
Stary 12-08-2018, 12:45   #8
 
Draugdin's Avatar
 
Reputacja: 7864 Draugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputacjęDraugdin ma wspaniałą reputację
Wyglądało na to, że pierwsze lody zostały przełamane. Jako, że posiłek mieli opłacony także spotkanie przy stole przyszłej drużyny bezwiednie przedłużało się. W końcu szczęśliwi i syci czasu nie liczą, a miła rozmowa dopełniała całości. Tak więc zbytnio się nie spiesząc w doborowym towarzystwie jedli i rozmawiali. Tym bardziej, że nawet się nie spostrzegli lub jeżeli w ogóle to nikt z nich nie zamierzał oponować gdy na ich stół dyskretna obsługa donosiła coraz to nowe potrawy i uzupełniała trunki.

Z zaciemnionej alkowy przyglądał im się dyskretnie Gundgren Rockseeker. Widział już wielu najemników i poszukiwaczy przygód i średnia jakości wychodziła niestety poniżej przeciętnej. Im dłużej się przyglądał tym większego nabierał przekonania, że wybór uczestników tej małej wyprawy był jak najbardziej trafny. Zapowiadało się, że udało się zebrać właściwą drużynę. Wierzył, że jego bracia podzielą jego opinię oraz, że o to właśnie znalazł grupę ludzi, którym będą oni w stanie powierzyć misję o wiele trudniejszą i bardziej niebezpieczną. Zaczął już nawet wierzyć, że być może mieli oni szanse na powodzenie.


Tymczasem w siedzibie przywódcy wszelkich wrogich działań w okolicach Phalandil znanego jedynie pod pseudonimem Czarny Pająk przyjmował on właśnie codzienny raport.
Dowódca goblinich zwiadowców składał zwięzłe jak zwykle sprawozdanie.
- Panie krasnoludy się wycwaniły. Moim zdaniem coś szykują, gdyż po nieudanych próbach zaprzestały na tą chwilę jakichkolwiek działań w rejonie kopalni. Moim zdaniem poszukują lub już wynajęli grupę najemników. To bardzo w ich stylu - znaleźć kogoś innego, kto wykona za nich całą brudną robotę, a oni zgarną sławę i bogactwa.

W pomieszczeniu zapadła cisza. Goblin nie miał już nic więcej do powiedzenia. Czekał jedynie na reakcję lub odpowiedź swojego mocodawcy. Pracował już dla niego jakiś czas i wiedział, że nie należał do zbyt rozmownych. Był przywódcą twardym i surowym jednak jednocześnie sprawiedliwym i skutecznym. Tym razem jednak zaszczycił go chwilą rozmowy.
- Wierzę, że twoi podkomendni są przygotowani na wszelkie zmiany sytuacji. Trzymaj oddziały w gotowości. Oczywiście kontynuujemy nasze dotychczasowe działania bez zmian. Możesz odejść.


W Neverwinter zrobiło się już późne popołudnie. Gundgren Rockseeker nie obawiał się, że wynajęci przez niego ludzie będą następnego dnia w słabszej formie z przejedzenia czy z przepicia. Zazwyczaj potrafił dobrze oceniać spotkanych ludzi czy przedstawicieli innych ras i wierzył że tym razem również się nie pomylił w ocenie. Z drugiej zaś strony nie zamierzał im przeszkadzać czy przerywać. Wiedział, że życie najemnika czy poszukiwacza przygód nie należy zazwyczaj do wypełnionego podobnymi chwilami spokoju i dostatku jak ta uczta, którą tu zostali ugoszczeni. Kto wie kiedy następnym razem dane im będzie najeść się do syta.

Krasnolud uśmiechnął się do własnych myśli. Był zadowolony, że wypadki szły w dobrym kierunku. Ciekaw był jedynie czy nowo utworzona drużyna ruszy jeszcze dziś na miasto czy też może pozostanie w karczmie by się lepiej poznać. Tak czy inaczej wszystko było już przygotowane, by rano po śniadaniu mogli wyruszyć. Tryby maszyny zaczęły się obracać.
 
__________________
There can be only One Draugdin!

We're fools to make war on our brothers in arms.

Ostatnio edytowane przez Draugdin : 13-08-2018 o 11:18.
Draugdin jest offline  
Stary 12-08-2018, 14:01   #9
Konto usunięte
 
Nitara's Avatar
 
Reputacja: 2799 Nitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputacjęNitara ma wspaniałą reputację
Ferna spojrzała na Woricka i uśmiechnęła się lekko na jego propozycję.
- Och, myślę, że nie ma potrzeby siłować się, by napić się krasnoludzkiego piwa. Nasz pracodawca i tak za wszystko płaci, więc pij do woli, towarzyszu. Poza tym ja nigdy nie piję alkoholu przed zadaniem. No i zdecydowanie bardziej wolę czerwone wino od piwa - rzuciła wesoło do tropiciela i odchyliła się nieco na krześle. - Będziesz wiedział na przyszłość, czym dobrym mnie poczęstować. - Puściła do niego oczko.

Przysłuchiwała się przy okazji, co pozostali mają do powiedzenia. Oprócz czarodziejki i tropiciela, mieli jeszcze w drużynie kapłana i halflińskiego łotrzyka, co dobrze rokowało przed misją, bo warto było mieć obok siebie ludzi, którzy nie tylko dobrze machają orężem, ale i potrafią zrobić coś więcej. Tak w razie czego. Bo choć zadanie nie wydawało się zbyt skomplikowane, to wojowniczka wiedziała, że zawsze coś może pójść nie tak. W obecnych czasach i położeniu, w jakim się znalazła, Ferna musiała się pilnować.

Do wieczora nie opuszczała już karczmy, bo i nie musiała uzupełniać zapasów na okolicznym targowisku. Wszystko, co potrzebne na tę wyprawę miała albo przy sobie. Wynajęła sobie pojedynczy pokój, posiedziała z nowo poznanymi towarzyszami i porozmawiała z nimi, nie zdradzając jednak zbyt wiele na swój temat - nie musieli wiedzieć, że jest upadłą szlachcianką, a jej nazwisko nie jest zbyt dobrze kojarzone w okolicach. Na wszystko pewnie przyjdzie czas, teraz jednak wolała pozostać na tyle anonimową, na ile mogła. Gdy za oknem zaczęło się już ściemniać, postanowiła udać się na spoczynek.
- Idę do siebie - powiedziała do pozostałych, zbierając swoje rzeczy. - Wyruszamy jutro z rana po śniadaniu, więc nie siedźcie zbyt długo i nie przesadźcie z alkoholem. To tylko taka moja dobra rada, bo na pewno wszystkim nam będzie się lepiej podróżować wyspanymi i bez kaca, czyż nie? Dobranoc i do zobaczenia przy śniadaniu.

Po opuszczeniu kompanów, podeszła do szynku, za którym uwijał się gospodarz i zamówiła balię pełną gorącej wody, do tego wiadro zimnej, po czym skierowała się schodami na piętro. Zajmowała ostatni pokój po prawej i to nie był standard, do jakiego była przyzwyczajona, niemniej musiało do niej w końcu dotrzeć, że jeszcze wiele wody upłynie, zanim znów zacznie żyć tak, jak żyła wcześniej. A przynajmniej tak to sobie tłumaczyła. Pokój był niewiele większy od łazienki w dworku jej rodziców, a znajdowało się tu jedynie łóżko i komoda. Na szczęście wypchana czymś miękkim imitacja materaca pozwoli jej chyba całkiem dobrze spać. Na pewno przekona się o tym na własnej skórze.

Niedługo później dostarczono jej balię z wodą, więc Ferna zamknęła drzwi na klucz, rozebrała się i weszła do przyjemnej, bardzo ciepłej wody, która sprawiła, że w chwilę się zrelaksowała. Rozleniwiona, zamknęła oczy i zanurzyła się niemal całkowicie pod taflę wody. Cieszyła się chwilą, która w kolejnych dniach na szlaku będzie ciężka do powtórzenia. Leżała w balii dopóki woda niemal zupełnie ostygła - gdy jeszcze mieszkała w dworku rodziców, uwielbiała brać długie kąpiele, zwłaszcza mając służkę, która donosiła jej wiadra z wodą, jeśli ta zaczynała stygnąć. To były stare czasy, których wojowniczce często brakowało. Wiedziała jednak, że prędzej, czy później, nadejdzie dzień, że oczyści nazwisko z bezdpostawnych zarzutów.

Po kąpieli szybko wskoczyła do łóżka i nakryta kołdrą aż po uszy, zasnęła niczym dziecko.


Następnego dnia obudziła się, gdy za oknem świtało. Przemyła twarz zimną wodą, która została jej z wczorajszego wieczoru, po czym zrobiła kilka pompek i brzuszków, tak, jak pokazywał jej Ragnar. Musiała być w dobrej formie, jeśli miała radzić sobie na szlaku. Po kilku minutach takich ćwiczeń, ubrała się, by być gotową do drogi i zeszła do wspólnej sali. Jedynie dwa stoliki były zajęte, więc kobieta usiadła przy tym samym, przy którym siedzieli wczoraj, zgadzając się pojechać do Phandalin. Była na dole jako pierwsza z towarzyszy, więc postanowiła na nich poczekać zamawiając sobie jakieś syte śniadanie. Zajadając się pysznym omletem z kiełbasą, oczekiwała na kompanów i nie mogła doczekać się, kiedy w końcu wyruszą w drogę. Nie cierpiała siedzieć bezczynnie.
 
Nitara jest offline  
Stary 14-08-2018, 11:53   #10
Adi
 
Adi's Avatar
 
Reputacja: 6353 Adi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputacjęAdi ma wspaniałą reputację
Rudowłosa dziewczyna myślała chwilę nad odpowiedzią, jakby ważyła słowa, które miała zamiar wypowiedzieć w swym ojczystym języku. Skoro panicz Ackerman skłonił jej się bardzo nisko, to gdzie w tych manierach było ucałowanie dłoni pani Everyn? Na takie konwenanse przyjdzie jeszcze czas, przecież praktycznie to się nie znają, ale widać było w jego ruchach odpowiednika dżentelmena.
-Słuchaj. Przykro mi z powodu straty twojej przyjaciółki, ale jestem zmęczona i marzę o ciepłej kąpieli, więc może te spostrzeżenia na temat mnie zachowaj na inny dzień. Dobrze? - zapytała elfica mówiąc w swoim języku po czym wstała i przechodząc obok łucznika pogładziła go po jego zielonej tiarze, dając mu do zrozumienia, że nie chciała być wścibska tylko po prostu chciała już sobie pójść.
Jako pierwsza poszła do swego pokoju Ferna, z którą, przynajmniej na razie, się dobrze dogadywały.
Długa podróż do Neverwinter z malowniczego Everlund trwała kilka dni, a czarodziejka szła przez ten czas tylko sama. Kilka dni w drodze musiało ją przyprawić o swoje “humory”.
Poprosiła gospodarza karczmy o balię wody i udała się do swego pokoju. Udała się schodami na górę i przechodząc przez środek korytarza weszła przez środkowe drzwi po prawej stronie karczmy i padła na łóżko. Miękka poduszka utuliła jej twarz, a jasnoczerwone włosy opadły na jej lico. Obsługa karczmy doniosła jej pustą balię, a potem wlali do niej letnią, jak się później okazało, wodę. Zdjęła swe szaty magini po czym weszła do wody wystawiając połowę swych długich włosów poza okrągłą drewnianą wannę, by rozkoszować się chwilą dla siebie.
Po umyciu się wyszła, uprała swą szatę i powiesiła ją na krześle przy łóżku, po czym wskoczyła do niego przykrywając się po same elfie uszy.
Następnej nocy po czterogodzinnej medytacji Milena się nudziła, więc pochodziła sobie po pokoju i sprawdzała co w nim jest, a była między innymi maleńka szafa i nawet okno było. Zanim nastał brzask poranka to Everyn siedziała na swym łożu i rozmyślała nad tym co by tu zjeść na śniadanie.
Założyła swą szatę i poszła na dół karczmy widząc znajomy widok z dnia poprzedniego, czyli wojowniczą Fernę.
-Smacznego - powiedziała na dzień dobry w stronę brunetki. Sama zaś wzięła sobie talerz gulaszu, ale nie za duży by mogła się jeszcze najeść w czasie wędrówki. Usadowiła się obok Ferny, czyli tam, gdzie spotkały się po raz pierwszy. Teraz obie czekały na przyjście męskiej hołoty.
 
__________________
Mets ta main, dessents la au dessous de mon coeur.
Pour aimer le temps qui passe
C'est comme ça que je vois ma vie

gg 53887240
Adi jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 06:36.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2019, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168