Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 21-07-2019, 14:43   #101
 
MrKroffin's Avatar
 
Reputacja: 7635 MrKroffin ma wspaniałą reputacjęMrKroffin ma wspaniałą reputacjęMrKroffin ma wspaniałą reputacjęMrKroffin ma wspaniałą reputacjęMrKroffin ma wspaniałą reputacjęMrKroffin ma wspaniałą reputacjęMrKroffin ma wspaniałą reputacjęMrKroffin ma wspaniałą reputacjęMrKroffin ma wspaniałą reputacjęMrKroffin ma wspaniałą reputacjęMrKroffin ma wspaniałą reputację
eff ostrożnie odkładał pod ścianę jedną przejrzaną książkę po drugiej. Chętnie poświęciłby trochę czasu na dłuższą ich lekturę, jednak czas nie był ku temu odpowiedni.
Hanah mając co nieco mało cierpliwości spojrzała na supeł pnączy.
Chce sprawdzić te rośliny – powiedziała dobywając sierpu. Ciekawiło ją czy pobłogosławione przez samą Chunteę ostrze będzie miało jakiś wpływ na te przeklęte rośliny. Ostrożnie zbliżyła się to kłębowiska i zahaczając o jedno pnącze przecięła je.

Podchodząc bliżej kapłanka była w stanie dostrzec, że rośliny układały się w dość specyficzny sposób, jakby coś wewnątrz siebie oplatały. Wprawdzie w odcieniach szarości nie sposób było odróżniać kolory, lecz i bez tego potrafiła odnaleźć pomiędzy liśćmi i łodygami fragmenty wystające fragmenty ubrań. W końcu osadziła ostrze sierpa pomiędzy pędami i pociągnęła. Zaklęty metal z łatwością przeciął pnącze, które w miejscu cięcia wyglądało jak nadpalone. Momentalnie też zaczęło się wić niby w spazmach bólu. Wówczas całe kłębowisko poczęło się ruszać, podobnie jak to miało miejsce uprzednio w rozpadlinie. Pędy rozwarły się, a z ich wnętrza wyszło coś co wyglądało na bezgłowy szkielet, którego kości ciasno oplatały pędy. Wraz z uwolnieniem z czegoś, co można by nazwać kokonem lub poczwarką uwolniła się chmura duszącego pyłu wdzierająca się do płuc, lecz ostatecznie nie wyrządzająca Hanah większej krzywdy. Wolne od trzymania swej ofiary pędy rzuciły się ku kapłance łapiąc ją za ręce i nogi, powoli ciągnąc do swego wnętrza, kiedy ta na wpół roślinna, na współ nieumarła istotna sunęła w jej stronę.
Hanah! – krzyknął Neff, dobywając miecza. W reakcji na ruch rośliny, instynktownie wyprowadził psychiczny atak w stronę potwora.
Ciekawość kapłanki została zaspokojona.
–" A więc TO się działo z resztą ciała." – pomyślała. Miała nadzieję, że może jednak znajdą się kogoś żywego. Teraz jednak była pewna, że na pewno nie w tych kłębowiskach. Była też pewna, że nie ma ochoty zostać zabitą przez tego potwora. Napięła się i szarpnęła chcąc się wyszarpać z zielonego uścisku.
Cely chcąc pomóc towarzyszce wyciągnęła dłonie przed siebie i posłała w stronę pnączy bąbelek kwasu, starając się celować tak by przy okazji nie zrobić krzywdy kapłance.

Dziwny roślinny nieumarły zachwiał się nagle, jak gdyby wstrząśnięty czymś od środka. W międzyczasie Hanah udało się dzięki swej sile i determinacji wyrwać z pochwycenia przez pnącze, a następnie odskoczyć bliżej swych towarzyszy. Okazję wykorzystała Cely i cisnęła w monstra zaklęciem. Mała kula kwasu uderzyła szkielet w pierś, a żrąca substancja rozprysnęła się na nią oraz pędy, z których się wyłoniła. Zaskierwczało i uniosły się niewielkie strużki dymu, lecz potwór chwiejąc się dopadł do Hanah. Wyglądało to jak jakby chciał on objąć kapłankę w swe ramiona, lecz ta nie była ku temu chętna. Wyuczonymi ciosami pięści odbiła zbliżające się kończyny. Z kolei nadpalone i najwyraźniej jakby rozzłoszczone pędy zaczęły piąć się po podłodze, ścianach oraz suficie w ich kierunku. Zbliżywszy się poczęły oplatać stopy Hanah oraz Neffa.
Gdy tylko pnącza zaczęły oplatać nogi elfa, ten skoncentrował się, aby skupić na dyscyplinie manipulującej mocą, mając nadzieję, że dodatkowy zastrzyk energii pozwoli mu się wyrwać od uciążliwych pędów.
Hanah zaklęła brzydko. Sierp nie był jej bronią z wyboru, ale ewidentnie działał. Zamachnęła się nim na pnącza.
Bez ognia! Schodzimy na dół.

Znalazłszy się w potrzasku awanturnicy czym prędzej próbowali wyrwać się z uścisku przeklętych roślin. Wzmocniony swymi mentalnymi mocami Neff bez większych problemów rozerwał trzymające go pędy, lecz Hanah nie miała tyle szczęścia. Starała się obrócić sierp w dłoniach tak, by móc nim się wyzwolić, lecz kiedy już miała się zamachnąć sunące po suficie liany zatrzymały jej dłoń. Trudno powiedzieć, jakby się to miało skończyć, gdyby nie interwencja Cely. Pół-drowka po raz kolejny przywołała zielonkawy pocisk rozbijający się i skryspujący kwasem nieumarłego oraz okoliczne pędy, jak również i fragmenty ścian. Korzystając z tego osłabienia Hanah dzięki własnej sile fizycznej była w stanie się uwolnić. Nie chcą by to się powtórzyło rzucili się ku schodom. Obracając się do swojego przeciwnika tyłem kapłanka wystawiła się na atak. Ręce nieumarłego zaczęły już się zaciskać wokół kobiety, kiedy ta niemal instynktownie uderzyła pięścią i poprawiła wysokim kopnięciem. Szybko schodząc po schodach zobaczyli, jak sunące za nimi pnącza rezygnują z pościgu.
Musimy czym prędzej ostrzec resztę, by uważali przy próbie wchodzenia w kontakt z tym czymś – powiedział Neff, zwracając się do towarzyszących mu dziewczyn.
Khm, tak. Przynajmniej wiemy, co to jest i czym to grozi. No i nie goni. – kapłanka była trochę zawstydzona jak ostatecznie przebiegła konfrontacja z węzłem. Jej ciekawość mogła doprowadzić do czegoś gorszego.


Zanim Hanah i Cely potwierdziły możliwość wejścia na górę, Pelaios postanowił rozejrzeć się na dole. Wpierw zerknął co jest za drzwiami obok schodów. Potem zaś uchylił północne. Za każdym razem wpierw przykładał ucho nasłuchując, by dopiero po chwili nacisnąć lekko klamkę.

Pelaios przytknął ucho do drzwi zaraz obok schodów. Nasłuchiwał chwilę, lecz niczego nie dosłyszał. Zerknął na stojącą obok Valfarę z mieczem w dłoni. Ostrożnie, praktycznie bezszelestnie nacisnął klamkę, a drzwi ustąpiły. Powoli zaczął je odsuwać jednocześnie zaglądając do wnętrza. W pierwszej kolejności dostrzegł ustawione w rogu beczki oraz leżące worki, lecz wraz z tym jak szpara pomiędzy drzwiami, a framugą poszerzała się robiło się coraz gęściej od pędów. Wreszcie zobaczył kłębowisko podobne do tego, które zalegało na dnie rozpadliny. Już po szybkim rzucie oka mógł stwierdzić, że musiały coś oplatać wewnątrz siebie, zaś wystające tam i ów skrawki ubrań oraz stercząca gdzieś z dołu bielejąca kość wystarczyły za odpowiedź. Nie chcąc ryzykować zamknął dopiero co otwarte drzwi, oddalił się od nich i podszedł do tych podwójnych. W pierwszej chwili, kiedy weszli do kuchni nie zauważył tego, ale nie były one nawet do końca zamknięte. Mukale wraz z wojowniczką stanęli za nim, by w razie czego móc szybko zareagować. Pelaios ostrożnie zaczął odsuwać jedno ze skrzydeł , za którymi dostrzegł szerokie schody schodzące w głąb ziemi oraz dwie beczki ustawione zaraz naprzeciwko przejścia, przez które patrzyli.


Tiefling zaczął się uważniej przyglądać otoczeniu. Interesowała go podłoga w okolicy schodów. Grupa zbrojnych która tutaj była mogła zostawić jakieś ślady, a diabelstwo chciało wiedzieć gdzie się udali.

Odnalazł poszukiwane przez siebie ślady bez większych problemów, bowiem gdzieniegdzie warstwa zalegającego wszędzie pyłu i kurzu była naruszona. Odciski kłębiły się u szczytu schodów, a następnie rozchodziły się. Część kierowała się schodami w dół, kiedy pozostałe odbijały albo ku drzwiom naprzeciwko nich, albo do kuchni, w której byli teraz. Niemniej nie sposób było stwierdzić co odbywało się w jakiej kolejności. W międzyczasie, kiedy on był zajęty badaniem śladów, a Mukale wraz z Valfarą czuwali nad nim usłyszeli jak z jadalni rozległ się skrzypliwy dźwięk krzesła, zupełnie jakby ktoś na jakieś wpadł. popatrzyli po sobie i wówczas zrozumieli, że kogoś wśród nich brakuje.
Gdzie Troa? – rzucił Zaszir, po czym ruszył za dźwiękiem.
Wielki Bawole, nasi bracia mogą być w potrzebie. Pójdę, by zapewnić cię, czy nie potrzeba naszej odsieczy. W razie biedy wydam odgłos wędrującego głuptaka.
Głup… – Urwał. Pelaios nie miał zielonego pojęcia czym jest rzeczony głuptak, ani jak brzmi jego odgłos gdy wędruje. To nie był jednak ani czas, ani miejsce na nauki. – Idź wraz z Zaszirem.
Spojrzał w górę zastanawiając się jak tam idzie dziewczynom na piętrze. Choć nie uśmiechało mu się rozdzielanie, to jednak wnętrze domostwa nie sprzyjało poruszaniu się w grupie. Dlatego też, bezszelestnie skierował swe kroki do drzwi naprzeciwko schodów, by ostrożnie sprawdzić co jest za nimi.
Idźcie! – rzuciła Valfara do Zaszira oraz chcącej za nim ruszyć Astine, co ta po jej słowach uczyniła. Zaś sama wojowniczka trzymała się blisko Pelaiosa.

Słysząc dobywające się z piętra krzyki oraz hałas Mukale spojrzał na Pelaiosa oraz pozostałych i czym prędzej ruszył na górę. Kiedy już zbliżał się na górę zobaczył cofającą się Cely i resztę grupy, która wybrała się na piętro. Z jednej strony chciał stanąć przeciwko temu co zagrażało jego towarzyszom, lecz ciasnota przejścia, w którym stali skutecznie to uniemożliwiała. Zatrzymana na schodach Hanah nie zdążyła zareagować. Oplecione roślinnymi mięśniami ręce szkieletu zamknęły się wokół niej sprawiając ból, lecz to nie był koniec. Część pędów, z których składała się ta istota, zaczęła owijać się wokół ciała kapłanki i dosłownie wyciskać z niej życie.
Hanah jęknęła czując,że istota zaraz jej połamie żebra. Z wściekłością szarpnęła się aby wyrwać się z uścisku, lecz jedynie na tym się skończyło. Siła szkieletu była znaczna, a oplatające ją pnącza wytrzymałe.
Nie chcąc ryzykować przypadkowego zranienia kapłanki, przy próbie cięcia mieczem w potwora, Neff ponownie użył telepatycznego ataku, kierując go prosto w monstrum. W chwili, kiedy posłał w jego stronę falę mentalnej mocy ciałem złożonym z pnączy i kości coś wstrząsnęło, niemal wprawiło w chwilowe drgawki. Niektóre z roślinnych fragmentów jakby straciły napięcie, zaś kości lekko poluzowały się.
Widząc to wojownik się nie zawahał się - z okrzykiem na ustach ruszył z zawrotną prędkością na stwora, jednocześnie krzycząc do stojącej mu na drodze Cely.
Z drogi, kobieto!
Cely słysząc głos nadbiegającego wojownika, posłała w stronę potwora kolejny bąbelek kwasu, starając się nie trafić Hanah. Chwilę po wypuszczeniu pocisku rozpłynęła się niczym mgła i zmaterializowała na dole schodów, robiąc miejsce wojownikowi.
Mukale całą siłą ciął pęd, tak, by nie zranić kobiety. Chciał odciąć ramię stworzenia, które niewoliło kobietę. Celował pod pachę, chciał odciąć je najbliżej korpusu.
Pół-drowka przywołała kwasowy pocisk, po czym zniknęła w niewielkiej chmurce mgły, przez którą natychmiast przeszedł Mukale z uniesioną włócznią. Neff uchylił się kiedy grot przeciął powietrze nad jego głową. Potwór trzymający Hanah przesunął się kawałek pod wpływem szarpaniny kapłanki przez co kula z kwasem minęła go i trafiła w sufit. Pierwsze dźgnięcie również minęło celu, lecz przy drugim wojownik wiedział już jak właściwie się ustawić. Pobłogosławiona przez przodków broń wbiła się głęboko w bok stwora przecinając wiele pędów i łamiąc niektóre z kości. Ten jednak nie przestawał zaciskać swych ramion wokół ciała Hanah. Kobieta zaczynała tracić oddech oraz czuła, jak niektóre z jej kości zaczynają się łamać. Ledwo łapiąc oddech po raz kolejny szarpnęła się próbując się wyrwać z uścisku i udało jej się. Widmo zgniecenia oraz rany zadane potworowi wystarczyły by znalazła w sobie dość sił. Zaciskające się wokół niej pędy i kościste ręce przerwały zacisk, a ona rwąc roślinę obolała stanęła wolna obok nieumarłego.

Zauważając, że potwór zaczyna opadać z sił Neff posłał kolejną falę mentalnego ataku, modląc się w duchu by to wystarczyło. Monstrum znów wstrząsnęły te same drgawki co poprzednio, lecz tym razem były jedynie chwilowe, zaś nieumarły dalej trzymał się na nogach.
Celaena, która chwile wcześniej, robiąc miejsce Mukalemu przeniosła się w dół schodów, postanowiła szybko wrócić na górę i pomóc towarzyszom. Kiedy tylko znalazła się na szczycie schodów krzyknęła do nich:
Hanah! Mukale! Neff! Uważajcie! – ostrzegła po czym między dłońmi przywołała niewielką kulę płomieni by jednym gestem posłać ją celnie w sam środek stwora. Ogień momentalnie objął jego wnętrze spopielając pędy i odrywając je od kości. Nieumarły wygiął się raz jeszcze w agonalnym spazmie, po czym upadł na schody rozpadając się w popiół. Niektóre z nadpalonych kości ze stukotem potoczyły się w dół stopni.
Cely uśmiechnęła się pod nosem widząc efekty swojej magii, jednak uśmiech ten szybko zniknął z jej twarzy gdy spojrzała na kapłankę, która w wyniku konfrontacji z potworem odniosła poważne rany.
Hanah… jak się czujesz? To nie wygląda najlepiej. – stwierdziła doskakując do rannej towarzyszki. Zaczęła grzebać w swoich rzeczach, po czym wyciągnęła małą miksturkę i podała kapłance.
Może chociaż trochę to pomoże – powiedziała uśmiechając się.
W tej samej chwili dobiegł ich z dołu, od strony rozpadliny, błagalny krzyk Troy o pomoc, który jednak zaraz został stłamszony i uciszony.
Złe duchy przebudziły się w tym miejscu – stwierdził Mukale poważnie. – Wiedźma zdechła, jeśli Przodkowie dali, lecz może być tam zagrożenie dla naszego szczepu. Niech kobieta zajmie się drugą, a my, Rozmawiający z Duchami, pospieszmy sprawdzić, co dokonało sprawiedliwości na ohydzie i czy aby nam nie zagraża.
Neff przez moment osłupiał, słysząc że Golasa ucieszyła myśl o możliwej śmierci wiedźmy. Czas jednak naglił i nie można było wdawać się teraz w polemikę na temat moralności. Przytaknął głową barbarzyńcy i zwrócił się do Dzierlatki.
Zaraz wrócimy.
Zajdźmy jak łowcy, by móc najść w niespodziewaniu bestię jako zdobycz naszą. Jakby nas Przodkowie rozdzielili, wydam odgłos wędrującego głuptaka, i ty czyń podobnie, a odnajdziemy się.
Po tych słowach skierował szybko, ale ostrożnie swe kroki w kierunku, z którego dobiegał krzyk.
Kapłanka przyjęła butelkę z wdzięcznością. Wypiła ją.
Chodź, nie możemy zostawić Troy – rzuciła co półelfki krzywiąc się przy każdym ruchu.
Przy tym dzikusie? Na pewno nie. – Zaklinaczka skomentowała nawiązując do słów Mukalego, po czym widząc wykrzywioną z bólu twarz kapłanki, wzięła ją pod ramię.
Pomogę ci iść.
Miał już wspólnie zejść na dół, kiedy Cely usłyszała szybkie kroki na dole. Trochę ryzykując wychyliła się nad rozpadlinę i zobaczyła z góry, jak Pelaios niezbyt fortunnie zrzuca wiedźmie linę. Pół-drowka postanowiła, że musi czym prędzej zareagować. Dała Hanah znak by biegła sama, zaś ona zaczęła splatać odpowiedni czar.
 
MrKroffin jest offline  
Stary 25-07-2019, 06:33   #102
 
BloodyMarry's Avatar
 
Reputacja: 10989 BloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputację
Tymczasem na dole Zaszir wraz z Astine ruszył za dźwiękiem trąconego krzesła z nadzieją, że może to być Troa. Z toporkiem w ręku przebiegł przez drzwi i potknął się o coś. Siła z jaką upadł cisnęła nim niemal pod stół jadalny. Diablę zaklęło, po czym podniosło głowę.
Troa! – zawołał patrząc w stronę, z której przyszli, lecz nikt mu nie odpowiedział.
Widząc to Astine starała się wyminąć Zaszira, lecz i ona się potknęła upadając pod gabloty z bibelotami. Spojrzała pod nogi i dostrzegła jak gruby pęd z wolna opadł na ziemię. Wyglądało to tak, jakby to coś chciało im przeszkodzić. Próba dotarcia do Troy nie powiodła się również Lunie, która z kolei potoczyła się, aż pod okno. Zaalarmowana hałasem Valfara dostrzegła ich podnoszących się z podłogi, lecz nic więcej, bowiem luka przebiegająca przez drzwi była za mała.

Pelaios zaś ostrożnie otworzył kolejne drzwi i wyjrzał przez nie. Dostrzegł wówczas jeden z końców rozpadliny, a nad nim stół z dostawionymi chaotycznie krzesłami. W rogu pomieszczenia stała zaś prosta w swej budowie, ale całkiem pokaźna skrzynia. Nie widząc niebezpieczeństwa chciał już powoli wchodzić do środka, kiedy to zorientował się, że zaraz za progiem rozciągało się kilka pędów, takich samych jak te z rozpadliny oraz spiżarni. Do jego uszu natomiast dobiegł hałas z drugiej części posiadłości, tam gdzie pobiegł Zaszir i Astine.

Tiefling zaklął pod nosem szpetnie i cofnął się zamykając za sobą drzwi. Nie wiedział jak dobrze owe pędy radzą sobie z takimi przeszkodami, ale na pewno nie chciał im ułatwiać roboty. Dopiero gdy puścił klamkę, ruszył przez kuchnię do jadalni. Po drodze rzucił okiem w bok, na schody dostrzegając kotłowaninę towarzyszy na najwyższych stopniach. Widząc jednak więcej niż jedną osobę, minął Cely i bez słowa wpadł do jadalni szybko oceniając sytuację.

Zobaczył tam podnoszących się z ziemi Zaszira, Astine oraz Lunę. Leżeli oni porozrzucani po różnych miejscach jadalni. W tym samym czasie za sobą usłyszał szczęk pancerza Valfary oraz Tarczy.
Tam jest! Idzie do rozpadliny! – diablę wskazało Pelaiosowi drzwi prowadzące do wielkiej sali. Ten nie czekając ruszył w tamtym kierunku bez problemu unikając podnoszących się z ziemi pędów chcących go potknąć. Kiedy dopadł do przejścia dostrzedł Troę z krukiem na ramieniu będącą już bardzo blisko wyrwy, z której jakby oczekując zaczęły wysuwać się pędy. Z lewej nogi kobiety sterczał wbity toporek Zaszira, lecz najwyraźniej ból albo nie wyrwał jej z transu, albo też był zbyt słaby by to uczynić. Jeżeli Pelaios miał zamiar coś zrobić to były na to ostatnie chwile.

Zwolnił tylko na moment, by zaraz skoczyć do przodu w kierunku wiedźmy. Jego dłoń wystrzeliła w próbie złapania kobiety za kołnierz i pociągnięcia do tyłu w jednym gwałtownym szarpnięciu. Już trzymał ją za górny fragment koszuli, kiedy ona jednym, nawet niezbyt mocnym szarpnięciem, wyrwała mu się. Zrobiła ostatnie dwa kroki i runęła w dół. Kruk momentalnie wzbił się w powietrze tylko po to by zostać pochwyconym przez pędy, które wystrzeliły w jego kierunku. Zwierzę motało się szaleńczo, lecz równie prędko jak jego pani zniknęło za krawędzią rozpadliny.
Pomocy! Pooo…! – rozległo się błagalne wołanie Troy. Pelaios zaraz znalazł się przy krawędzi by być świadkiem tego, jak kłębowisko pnączy dosłownie pochłania wiedźmę i jej kruka. Pędy zaciskały się mocno wokół nich, a ich sylwetki zdawały się niby tonąć w morzu pnączy.
Natychmiast przeniósł ciężar ciała do tyłu, by nie spaść w dół. W pierwszym odruchu chciał się cofnąć jeszcze o krok, ale nie mógł porzucić wiedźmy. Nie chciał też skakać, bo byłoby to idiotyczne.
Kopnięciem strącił linę w kierunku Troy, lecz z mizernym skutkiem, bowiem ta spadła przy samej ścianie rozpadliny, daleko od celu. Sięgnął więc po łuk i nie mierząc zaczął szyć w kłębowisko kilka metrów od wiedźmy. Nie myślał nawet szkodzić potworów, ale liczył na odwrócenie uwagi. Niemniej jego starania nie przynosiły widocznego efektu. Pędy wiły się zapamiętale i nie zwracały uwagi na najwyraźniej niegroźne strzały diablęcia. Tymczasem kruk zniknął już pod powierzchnią pnączy, zaś kobieta tonęła w nich coraz głębiej i głębiej. Twarz jej oraz ręce były już ledwo widoczne.

Pelaios usłyszał, jak ktoś się do niego zbliża. To nadbiegał Mukale, jak i cała reszta, która została zatrzymana w jadalni. U jego boku stanął dziki wojownik oraz Zaszir. Kawałek za nimi była Astine wraz z Valfarą, zaś Neff zatrzymał się koło drzwi łączących oba pomieszczenia.
Musimy coś zrobić! Nie możemy jej tak zostawić! – Zaszir zawołał na pozostałych.
Tymczasem z widmowa dłoń o pomarańczowej otoczce chwyciła koniec zrzuconej przez Pelaiosa liny i przyciągnęła ją w kierunku ręki Troy. Ci, którzy unieśli wzrok mogli dostrzec Cely, leżącą i z wyciągniętą ręką oraz głową za krawędź rozdarcia w suficie nad nimi.
Widząc, że lina powoli zmierza w stronę kłębowiska roślin, które oplatały wiedźmę, elf szybkim krokiem podszedł w stronę krawędzi i skupiając się posłał uderzenie kinetycznej energii, które zadziałało jak rzucenie wielkiego kamienia w taflę jeziora. Pnącza wokół wiedźmy rozstąpiły się, część z nich została odsunięta na boki, a niektóre wręcz wepchnięte pod nią.
Hanah wpadła za pozostałymi z powrotem do sali wejściowej. Przytrzymując się za bok i krzywiąc się uniosła sierp do góry i ta nagle rozbłysł światłem. W całym pomieszczeniu zrobiło się jasno i widno jakby powróciło słońce.
Pelaios mając już wsparcie, nie czekał dłużej. Odrzucił łuk i zeskoczył w dół, tak by wylądować obok wiedźmy. Zamierzał ją pochwycić i pomóc się podnieść, by pozostali mogli ich wciągnąć.

W chwili pojawienia się słonecznego światła zakotłowało się. Wszelkie pędy oraz pnącza zaczęły wić się jakby z bólu i odrazy przed blaskiem, który na nie padał. Niektóre cofały się do szczelin, zakamarków lub innych pomieszczeń, kiedy inne w konwulsjach uderzały na ślepo wokół siebie. Największy chaos zrodził się jednak w samej rozpadlinie, bowiem nerwowy, nieprzewidywalny ruch roślin sprawiał, że Pelaiosowi było wręcz trudno utrzymać się na nogach, lecz wytrwał i parł naprzód w kierunku Troy. Kobieta również nie próżnowała i korzystając z okazji, chwiejnie stanęła na nogach. Po chwili złapała się diablęcia i uniosła w górę symbol kościstej ręki z wagą wzywając imię tego, któremu służyła. Blady, szary blask wymieszał się ze złotą jasnością słońca. Do tej chwili światło przywołane przez Hanah samo w sobie wydawało się nie ranić tych roślin, wprawdzie niektóre z liści zaczęły delikatnie usychać, lecz głównym efektem był owy ból i wstręt. W przypadku blasku wiedźmy było zdecydowanie inaczej. Pędy momentalnie zaczęły czernieć i stopniowo rozsypywać się w pył. Te najbliżej epicentrum owej mocy starały się niemal zakopać pod ziemię. Wraz z załamywaniem się warstwy roślin zaczynali się zapadać, to też Pelaios mocniej chwycił się liny, a Troa jego. Wtem zareagowali Mukale i Zaszir. W jednej chwili chwycili za linę i zaczęli wciągać ich na górę, jednak nie szło im to na tyle sprawnie jakby można oczekiwać. Być może był to fakt, że na linie uwieszone były dwie osoby czy trudności ze znalezieniem oparcia ze strony kopytnego diablęcia. Udało im podciągnąć wiedźmę i Pelaiosa na tyle, że wisieli już około metra od krawędzi.

Pelaios z niepokojem obserwował, jak uwolniona przez Troę moc zaczyna słabnąć, a wypalający przesiąknięte złem rośliny blask zanikać. Przez swego rodzaju dziurę dostrzegł on coś co wyglądało na tunel lub coś tego rodzaju. To właśnie stamtąd wyrastały najgrubsze łodygi to i tam też dostrzegł coś co wyglądało na szczelną kulę z korzeni i pędów, która zdawała się wolno pulsować niby bezgłośne bicie serca. Owy dziwny obiekt parł teraz w dół, pomiędzy skały i w głąb nierównego korytarza najwyraźniej przepędzony przez światło i magię wiedźmy. Z rozmyślań wyrwało go kolejne szarpnięcie i kamyki obijające się o robi. Odruchowo podniósł głowę i zobaczył wysuwającą się ponad rozpadlinę Valfarę. Wyciągnęła rękę, którą chwyciła za linę blisko miejsca, w którym on ją trzymał, po czym pociągnęła ich w górę. Mukale i Zaszir z pomocą wojowniczki byli teraz w stanie pociągnąć jeszcze trochę. Kiedy tylko znaleźli się odpowiednio wysoko Troa i Pelaios zobaczyli mknące w ich stronę ręce Astine oraz Neffa, którzy pomogli im wejść na górę. Lekko dysząc diablę zauważyło na podłodze coś co wyglądało na ślad po wbitych pazurach. Zerknął w stronę Valfary i zobaczył jak wdziewa ona rękawicę na jedną z dłoni.
Ja… nie wiem… jak... co się stało? – wydyszała Troa podnosząc głowę i wpatrując się w twarze tych, którzy ją uratowali.

Pelaios odetchnął z ulgą, ale na wszelki wypadek odsunął się kilka kroków od krawędzi rozpadliny, w razie, gdyby zabłąkana łodyga nie chciała go porwać.
Ja za to wiem… – odparł – Zakładaliśmy że to może wpływać na nasze umysły. Od teraz… jeśli się rozdzielamy, to nikt nie zostaje sam. Musimy się wzajemnie pilnować. Tu… niewiele brakowało.
Póki co odsuńmy się też od krawędzi, musimy chyba opowiedzieć sobie co każda grupa odkryła i ustalić co robić dalej – zaproponował Neff – Dobrze, że nic wam nie jest. Ten wyczyn wymagał sporo odwagi – powiedział do Pelaiosa, po czym poszedł w stronę Dzierlatki, sprawdzić czy jej rany wymagały dodatkowej uwagi. Kobieta nie wyglądała dobrze. Krzywiła się i trzymała za bok. Uwaga jaką poczynił elf sprawiła, że zamiast patrzeć na ocalałych spojrzała do góry.
Cely! Wracaj do nas szybko! – krzyknęła uważnie obserwując półdrowkę czy znika za krawędzią sufitu. Tylko brakowało aby spadła.
Czy… mogę spróbować Ci pomóc? – zapytał niepewnie elf.
Poproszę. Ewentualnie sama się uleczę, ale będę potrzebować chwile odsapnąć. Zregeneruje siły i będę w stanie dalej walczyć.– spojrzała na niego pytająco.
Już idę! – pół-elfka krzyknęła, a jej głowa zniknęła za krawędzi sufitu. Po chwili dziewczyna dołączyła do towarzyszy.
Mistyk w międzyczasie położył lewą rękę na kapłance. Jego dłoń zaczęła świecić delikatnym blaskiem, w czasie gdy magiczna moc przepływała w ciało Dzierlatki, przyspieszając regenerację tkanek, nastawiając kości i uśmierzając ból.
Spojrzała na niego z lekkim zaskoczeniem.
Nie spodziewałam się, że potrafisz leczyć – przyznała się.
Odkryłem ukryty potencjał moich mocy. Niestety ta zdolność nigdy nie będzie tak efektywna jak boska energia, którą dysponujesz, ale mam nadzieję, że chociaż odrobinę pomoże – odparł uśmiechając się.
Nie przesadzałabym z tymi osądami. Musiałabym najpierw nią dysponować, aby była efektywna – mrugnęła żartobliwie. Widać było, że wraz z poprawą stanu ciała duch też się rozpogodził u “kapłanki”.
Mistyk spojrzał na dziewczynę, nie za bardzo rozumiejąc o czym mówiła.
Co masz na myśli? Przecież już nie raz korzystałaś z łaski Ilmatera, by wyleczyć nasze rany.
No… nie, nie Ilmatera. Bardzo bym chciała, ale on się do mnie nie odezwał. – Hanah spojrzała na Troę mając wrażenie, że z jakiegoś powodu ona wie co zaraz powie.
Mam anioła stróża można tak powiedzieć.
Elfowi aż zaświeciły się oczy z ciekawości. Chyba czytał kiedyś o czymś podobnym, lecz do tej pory nie miał okazji mieć z taką formą połączenia styczności. Potężna fala ekscytacji zaczęła go zalewać i już miał zamiar sięgnąć w stronę medalionu, by starać się ją opanować, gdy nagle silne uczucie zniknęło. Było to dla Neffa nowe doświadczenie, ale nie chciał się nad tym teraz dłużej zastanawiać.
Kiedyś będziesz musiała mi o tym dokładniej opowiedzieć, lub pokazać mi swe wspomnienia. Najważniejsze jest to, że twój “anioł” chce wspierać nas w tej misji. Swoją drogą, pomysł by użyć światła był rewelacyjny. Tamta dwójka zawdzięcza ci życie.
Gdzie wypalono drzewa, tam zarasta krzew, a gdzie mężów wybito w boju, tam krew przelewają ich żony. Wdowo, twój zmarły mąż byłby pełen dumy z twojej postawy, mimo ran. Dzięki łasce Przodków prędko wydobrzejesz, a gdy wydostaniemy się z tego przeklętego miejsca, będziesz mogła w spokoju i szacunku zasiąść wśród współplemieńców, by na nowo znaleźć tego, który wzbudzi w tobie kobietę i matkę – odezwał się nieoczekiwanie Mukale, a na koniec skinął lekko głową w kierunku Hanah.

Spodobały mu się jej słowa, wdowieństwo zawsze zwiększało mądrość kobiety, co szczególnie było widać w tym plemieniu.
Hanah otworzyła usta lekko zdębiała. Ostatecznie kiwnęła głową w podzięce.
Tak… dziękuję… khm. – Wiele słów cisnęło jej się na usta. Bardzo chciała sprostować wizję jej samej, ale ani to był czas ani miejsce.
Zdecydowanie po tym wszystkim chciałabym ci opowiedzieć o tych ziemiach i jego ludzie. Jeśli zechcesz wysłuchać.
Jeśli wódz uzna, że masz mądrość, by to czynić, wysłucham cię. Wciąż wiele spraw dręczy moją duszę, lecz ni czas to, ni miejsce na opowieści.

Troa natomiast przez dłuższą chwilę przyglądała się Hanah.
Bogowie nie zawsze mawiają wprost, każdy z nich ma swe sposoby by mówić z tymi, którzy ślą modły. Mogą też wysyłać posłańców.
To nie miejsce i czas na dysputy. Do jadalni. Tam możemy mieć oko na tę przeklętą dziurę i w razie czego szybką drogę ucieczki przez okna – zarządziła Valfara, po czym ruszyła do rzeczonego pomieszczenia. Tymczasem Zaszir podszedł do wiedźmy i położył jej rękę na ramieniu.
Dobrze, że się udało i… przepraszam.
Wzrok Troy podążył za jego i zatrzymał się na wbitym w nogę toporku. Kobieta dosłownie jakby dopiero teraz uświadomiła sobie ból i zachwiała się, na całe szczęście diablę było przy niej i czuwało.
To nic… nie twoja...a! wina. – Słowa oraz wyraz twarzy kobiety tak czy inaczej wyrażały wdzięczność.
Rozkazuj swoim dzieciom, głupia, o ile cię będą słuchać – wypalił na slowa Valfary Mukale. – Nasze plemię jest w większości nad twoim, więc stul pysk i idź za Wodzem - Już od dłuższego czasu miał dość butnego tonu, z jakim wypowiadała się kobieta.
Hanah wytrzeszyła oczy słysząc słowa Mukalego. Właśnie przyklękła przy ranie Troy, której nie zauważyła wcześniej. Zaciskając usta w kreskę pokręciła głową. Najpierw rana, a potem cokolwiek co wyniknie z tych słów.
Troa syknęła z bólu, kiedy Hanah usuwała toporek, lecz grymas szybko minął, kiedy lecznicza magia zasklepiła nogę pozostawiając jedynie bliznę. Kiwnęła z wdzięcznością. Zaś Valfara zatrzymała się w pół kroku, odwróciła się w kierunku dzikiego wojownika.
Nic nie wiesz o mojej rodzinie więc sam stul mordę. Gdybyś nie był ślepy zobaczyłbyś, że sam gówno byś zrobił dla swojego *wodza*. – kobieta ironicznie podkresliła ostatnie słowo. – Gdyby miał co przeciwko to sam by coś rzekł, a nie pozwalał by przybłęda nie wiadomo skąd mówiła za niego…
Mukale, nie czekając, aż Valfara skończy swoją tyradę, podszedł do niej szybkim krokiem i spróbował ją spoliczkować. Mocno, tak, by poczuła. Ta najwyraźniej musiała się spodziewać czegoś w tym rodzaju, bowiem złapała jego rękę nadgarstku zaraz obok swojej twarzy.
Spróbuj raz jeszcze – wycedziła do niego.
On, nie czekając, spróbował więc uderzyć drugą ręką, wykorzystując element zaskoczenia, gdy mówiła. Tym razem cios był celny, a głowa Valfary, aż odgieła się. Kiedy znów odwróciła się do Mukalego mogli zobaczyć, że z nosa płynie strużka krwi, zaś w oczach kobiety pojawił się gniew.
Następnym razem ugryziesz się w język, szpetna żmijo, nim obrazisz wojownika i jego Wodza. – Po tych słowach wyszarpnął dłoń z jej uścisku.
 
BloodyMarry jest offline  
Stary 25-07-2019, 07:28   #103
 
Koime's Avatar
 
Reputacja: 7556 Koime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputację

eff, widząc, że sytuacja kieruje się na niebezpieczną ścieżkę, zwrócił się telepatycznie do Lisa.
“Musisz zainterweniować, albo dojdzie tu zaraz do krwawej jatki.”

Elf brzydził się przemocą wobec kobiet, ale gotów był stanąć w obronie Golasa, gdyby druga grupa postanowiła go zaatakować.
Pelaios! Czas skończyć tą farsę z plemieniem bo to zachodzi już za daleko! Ten wariat zrobi kiedyś komuś krzywdę z powodu swoich tradycji i obyczajów! – rzuciła Cely.

Hanah westchnęła i kręcąc głową po prostu ruszyła do sąsiedniego pokoju.
Nie pozabijajcie się, bo nie umiem wskrzeszać.
Jeśli kogoś skrzywdzi w imieniu Wielkiego Bawoła, którym tak naprawdę nie jesteś to krew tego kogoś będzie na twoich rękach! – zaklinaczka kontynuowała chcąc wpłynąć na diabelstwo.

Pelaios nie wierz… nie chciał wierzyć w to co słyszał i widział. Przeszło mu nawet przez myśl że ta sama siła która zmusiła Troę do skoczenia w rozpadlinę, teraz sieje wśród nich zamęt.
Magga camarra – zaklął w gnomim podchodząc do kłócących się – Mukale! Wystąpiłeś przeciwko dowódcy… wodzowi innej grupy, bez mojej aprobaty – spojrzał ostro na Cely a jego oczy dosłownie zapłonęły – Tak! Mojej! Chcesz na mnie zrzucić odpowiedzialność za te głupoty? Chcesz Wielkiego Bawoła? Proszę bardzo – potoczył spojrzeniem po wszystkich – Jako lord Eagleshield, najwyżej tytułowany w tej drużynie, zgodnie z prawem, oficjalnie obejmuję przywództwo tej wyprawy. Przypomnę że każdy kto kroczy po tych ziemiach podlega lokalnemu prawu. Jak nie możecie oprzeć się pokusie kłótni i rękoczynów, może i kuszeni przez tą samą siłę która zwiodła Troę, spróbujcie odnaleźć trzeźwość w dyscyplinie. – zrobił pauzę by zaczerpnąć tchu i wskazał na rozpadlinę – Jak byłem na dole widziałem serce tej istoty. Czeka nas walka z czymś o wiele potężniejszym niż cokolwiek co do tej pory spotkaliśmy. Niezorganizowani równie dobrze możemy już teraz poodcinać sobie głowy, bo zawiedziemy. Nie tylko siebie samych ale i wszystkich z okolicznych ziem. Zrozumcie że to co tu się dzieje jest większe od kogokolwiek z nas.

Oczy diabelstwa zgasły. Piekielna krew i gniew przestały się w nim burzyć. Odzyskał spokój.
Ktoś ma coś do dodania?

Cely stała wyprostowana patrząc diabelstwo prosto w oczy.
Tak. Parę dni temu jeden mądry mężczyzna powiedział mi, że mam być szczera wobec naszych towarzyszy i ujawnić im swoją prawdziwą postać. Szkoda, że jemu brak odwagi by być szczerym wobec tego który wierzy w niego niczym w boga. To jest żałosne... – rzuciła nie odwracając wzroku. – ale jak sobie lord życzy, od teraz jesteśmy na rozkazy jaśnie panie. – pół-elfka skłoniła się nisko wypowiadając ostatnie słowa, że słyszalną kpiną.
To tylko kobieta, Wodzu. Buńczuczna kobieta, która próbuje rozkazywać wojownikom. Skarciłem ją, bo węgle gromadziły się nad jej głową od dawna. Jednak na twe słowo odstąpię od bicia jej. Już zapamięta, czym się kończy głupota – skłonił się lekko i odszedł od Valfary, stając u boku Pelaiosa.

Valfara patrzyła na Mukalego wilkiem, kiedy Zaszir położył jej rękę na ramieniu wyraz jej twarzy nie zmienił się, ale najwyraźniej zaniechała tego co chciała uczynić. Ruchem barku strąciła z siebie dłoń kompana. Zwróciła swój wzrok na Pelaiosa.
Niech ci będzie. Lordzie. – Zerknęła na Mukalego. – Ale trzymaj swojego pieska krótko. Dzikich psów się pozbywa i nie bez powodu. Wiem co do mnie należy i jakie prawa nade mną stoją. Nie tylko ty możesz tutaj egzekwować prawo – rzekła co chciała, po czym oparła się plecami o ścianę i wytarła krew nie spuszczając dzikiego wojownika z oka.
A ty – zwrócił się Mukale do Zaszira – trzymaj na mocnej uwięzi swoją sukę. Bo drugi raz ją skarcę, jak da mi powód. Wszyscy w tej krainie wprawnie mielecie językami, ale gdy dochodzi do boju, okazuje się, kto wojownik, a kto pies.
Chcesz się tłuc? Z miłą chęcią spełnię twoją zachciankę dzikusie – Valfara jakby tylko na to czekała. – Jak na razie sam najwięcej mielisz tutaj jęzorem.
Już raz cię ośmieszyłem, nie potrzebuję więcej. Tym bardziej, że mój Wódz jest przeciw.
Czyli ten potwór ma coś w rodzaju serca? – Mistyk spróbował zmienić temat, by odciągnąć uwagę reszty od dotychczasowego konfliktu.

Pelaios z ociąganiem odwrócił wzrok od kłócących się. Rozumiał Mukalego wychowanego w innej tradycji i rozumiał dumę Valfary. Nie rozumiał natomiast złości Cely. Nie był zadowolony ze swojego wybuchu. Jak zwykle gdy diabelska krew dawała o sobie znać, czuł się jak widz. Poruszyła jednak złą nutę. Dwie złe nuty...
Nie jestem pewien – odpowiedział Neffowi. – Coś na kształt kuli wykonanej z ciasno splecionych ze sobą pnączy i korzeni. Wyróżniała się na tyle z tego kłębowiska że ją dostrzegłem. Poza tym pulsowała w rytm bicia serca. Jeśli to coś… to jest jedna kreatura, to podejrzewam że to była jej witalna część. Pod wpływem światła cofnęła się w dół. Tam też podążymy… wpierw jednak wolałbym sprawdzić te części domu, do których możemy się dostać. Mała szansa że komuś udało się ujść z życiem, lecz nie chciałbym zostawiać za plecami niespodzianek.

Elf przytaknął, zgadzając się.
Co do tej pory udało wam się jeszcze znaleźć tu na parterze?
Za kuchnią są schody prowadzące na dół oraz drzwi do kolejnego pomieszczenia… z kolejną garścią pnączy, prawdopodobnie czekających na nasze przybycie. Przejdźmy do jadalni. – dodało diabelstwo i niepewnie spoglądając w kierunku rozpadliny wycofało się w kierunku, w którym wcześniej udała się Hanah.

Zaraz obok niego szła Valfara, zaś Zaszir trzymał się na uboczu, aczkolwiek można było dość łatwo się połapać, że obrał tę pozycję, by w razie czego mieć Mukalego na oku. Z kolei błędny rycerz wraz z Astine zamykali pochód. dziewczyna wyglądała na mocno zaniepokojoną, lecz trudno było powiedzieć, czy była to wina sporu czy ratowania Troy.
Strzelam, że chcesz ruszyć na dół czy tak? – rzuciła Valfara, kiedy byli już na miejscu.
Nie. Najpierw wolałbym sprawdzić pozostałą część parteru i to co zostało z piętra. – przystanął w jadalni i odwrócił się do reszty drużyny – Wpierw jednak chcę wam podziękować. Uratowaliście mi… nam… skórę.
Nie ma za co. Wyrazy wdzięczności już dostałam – ironicznie skwitowała wojowniczka przyglądając się rękawowi, w który wytarła krew.
Od tego jest drużyna, żeby sobie pomagać… - skomentowała Cely, w której głosie powoli zanikała nuta ironii i złości. Nie miała zamiaru się dłużej kłócić, jednocześnie jednak nie miała zamiaru zacząć traktować diabelstwa niczym króla, tylko dlatego że postanowił oficjalnie ogłosić się “wodzem” wyprawy.
Nie pozabijaliście się. Jak dobrze – zagaiła kapłanka kiedy grupa wmaszerowała do pokoju. Siedziała pod ścianą luźno się opierając.
A komu potrzeba pomocy? – zapytała z szerokim uśmiechem na twarzy.
W tej chwili chyba nikomu. - odpowiedziała Cely.
Pelaios po prostu dziękował wszystkim za ratunek.
Wiem, te ściany nie są specjalnie grube, a wy wcale nie jesteście cicho. – kapłanka oparła policzek o pięść patrząc na pozostałych z dołu.
Jak jesteście gotowi schować swoją dumę i zapomnieć na moment o tym co nas dzieli i skoncentrować na tym co nas łączy… to przeżyjemy.
Kiedy uderzymy siłą naszego ramienia w jądro ciemności, swary odejdą na bok, a każdy, kto zapragnie, będzie mógł wykazać się w boju z tym, co jest naszym wrogiem bez względu na swe poczynania. Jam jest gotów, Wielki Bawole. Na tę chwilę marnujemy czas, węsząc po ścieżkach pozbawionych śladów. Lepiej uderzmy, nim zwierzyna wnijdzie w matecznik, by duchy lasu ożywiły jej poranione ciało - wyraził swą opinię Mukale.
Część z nas wydaje mi się łączy tylko i wyłącznie chęć przetrwania, jednak wydaje mi się również, że jest to na tyle stabilny fundament, że można odłożyć zwady na jakiś czas… – Cely odpowiedziała na słowa Hanah.
A być może i na stałe, w końcu po rozwiązaniu tutejszej sytuacji każdy pewnie pójdzie swoją drogą… – dodała, uświadomiła sobie, że walka z upartym wojownikiem nie ma sensu, bo drogi "plemienia" i tak się rozejdą.
Lepiej nie wybiegać myślami za bardzo do przodu, a skupić się na celu, który mamy przed oczami – skwitował elf, ciesząc się że przynajmniej chwilowo towarzysze odłożyli na bok waśnie.
Jeżeli mówicie, że to właśnie tam ma być źródło problemu to powinniśmy się przygotować, a nie iść z marszu – odezwała się cicha do tej pory Astine.
Zgadzam się – poparł ją Zaszir. – Jeżeli mamy z tym walczyć trzeba sprawdzić ile się da. Możemy trafić na kolejne wskazówki, a do tego lepiej żeby nic nas nie zaszło od tyłu.
Myślicie, że oprócz nas może ktoś tu jeszcze być? – spytała Cely.
Można by puścić to miejsce z dymem razem z "sercem". – zasugerowała.
Raczej i tak przetrwa. Wspominane już było, że to coś nie jest głupie i ma swój rozum, może nawet dość potężny skoro potrafi tak na kogoś wpływać. – Valfara skinęła na Troę. – Zwykłe puszczenie tej ruiny z dymem nie zda się na wiele.
Hm… – dziewczyna zastanowiła się nad słowami kobiety. – Zasugerowałam się ich podatnością na ogień. – wyjaśniła.
Pod ziemią może być ciężej z ogniem Cely. Nawet jak spłonie góra to kamienne fundamenty się ostaną. Ziemią bardzo dobrze się dusi ogień. – Hanah spojrzała jeszcze w stronę okien i na sufit.
Z góry załatwiliśmy jednego roślinnego nieumarłego, choć ze wstydem muszę przyznać, że niewiele było w tym mojego udziału. Można tam bezpieczniej chodzić. Ja bym z chęcią jeszcze chociaż wyjrzała przez okna co się dzieje z tyłu posiadłości. Tak na wszelki wypadek zanim zagłębimy się w czeluści podziemi.
Rozdzielmy się na dwie grupy. Pierwsza sprawdzi parter, druga piętro – zaproponował tiefling świadom liczebności grupy – Szybciej sprawdzimy budynek i nie zostawimy za sobą niespodzianek. Potem zejdziemy na dół i odszukamy tą abominację.
Zostanę na dole. Może tu bardziej się przydam – stwierdził Neff.
Ktoś jeszcze ma coś do podzielenia się czy decydujemy kto idzie gdzie? – Valfara popatrzyła na Pelaiosa oraz tych, którzy byli na górze.
Decydujemy. Idę na górę. –Kapłanka wstała z podłogi otrzepując się.
Jeśli twoja dusza się nie sprzeciwi, Wielki Bawole, pójdę z Wdową, by ją chronić w razie zasadzki. Drugiej kobiety mógłby bronić Rozmawiający z Duchami, aby serc naszych nie rozdzierała niezgoda – zadeklarował się Mukale, a Pelaios przytaknął mu niemo głową.
Ja mam imię… – rzuciła sucho Cely – ale zgadzam się z tym podziałem, zostanę z Neffem.

Wtem elf poczuł, jak coś ciężkiego spoczywa mu na ramieniu. Odwrócił się i zobaczył dłoń w pancernej rękawicy należącą do Tarczy. Błędny rycerz uderzając drugą ręką o napierśnik skinął mu głową.
Może iść z wami. Przynajmniej na chwilę przestanie się za mną włóczyć – Valfara wyraziła aprobatę względem tego pomysłu.
Świetnie. Pójdę na górę. Te rozpadliny można przeskoczyć… chociaż sugerowałbym to tylko niektórym z nas... Zaszir i Troa mogą iść parterem. – dodał po chwili patrząc na satyra, podejrzewając że jest najzwinniejszy w drużynie, pomimo kopyt zamiast stóp.
Ja z Luną powinnyśmy iść z tobą czy zostać na dole? – Astine spytała niepewnie.
Ze mną – zawyrokował Pelaios.

Dziewczyna przytaknęła.

 
Koime jest offline  
Stary 15-08-2019, 21:57   #104
 
Jaracz's Avatar
 
Reputacja: 7195 Jaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputację
elaios poprowadził swoją część grupy na piętro. Szedł pierwszy świadom, że jest na tyle szybki, by w razie czego uskoczyć przed pędami… a przynajmniej miał taką nadzieję. Pokonując ostatnie stopnie zwolnił czujnie się rozglądając. Zanim skierował się wgłąb piętra przystanął przy nieumarłym, który zaatakował Hanah, by dokładnie go obejrzeć. Niemniej pomimo najszczerszych chęci i dokładności pośród popiołów i walających się tu i ówdzie nadpalonych kości nie uświadczył w tym widoku nic interesującego.
Skierował się zatem na dywan, uważnie przestępując ponad korzeniami i pnączami, by sprawdzić zachodnią część piętra. Kiedy tam dotarł pierwszą rzeczą jaka przykuła jego uwagę było zbiorowisko pędów na ścianie po jego lewej stronie. Było bardzo podobne do tego w rozpadlinie oraz spiżarni, aczkolwiek jedna rzecz była inna. Przyglądając się mu miał wrażenie oglądania pustego worka czy czegoś podobnego. Z kolei samo ułożenie roślin , sposób w jaki zachodziły na siebie przywodził skojarzenia z głodem. Odrywając na chwilę wzrok od tego widoku dostrzegł dwoje drzwi, jedne prawie zaraz za schodami, schowane do tej pory w cieniu klatki schodowej oraz drugie niemal naprzeciwko pierwszych.

[MEDIA]https://i.pinimg.com/originals/0f/f0/19/0ff0196af4663885bed28d14f9e5461a.png[/MEDIA]

To tutaj był ten potwórkapłanka wskazała na otwarte kłębowisko. – Nie udało nam się sprawdzić co było w tym na dole to chciałam tutaj… to nie był najlepszy pomysł, ale już wiemy co się stało z ciałami tych, których głowy skończyły jako dynie…
Poczyniła znaki modlitwy ponownie odmawiając pacierze za umęczonych.
Lewe drzwi?
Pelaios pokiwał w zadumie głową. W szeregu rzeczy nieprzyjemnych, bycie ofiarą tych pnączy zdecydowanie znajdowało się na czele.
Lewe… sprawdźmy czego to coś pilnowało.
Skierował się w tym kierunku łapiąc za klamkę i nie przykładając zbyt dużo siły, próbując otworzyć skrzydło, lecz te nie ustąpiły. Drgnęły jedynie lekko rozległ się charakterystyczny metaliczny dźwięk. W cieniu uchwytu dostrzegł on zamek, zdecydowanie mniejszy aniżeli te na dole. Precyzyjniejsza robota.
Tiefling podniósł brew w zdziwieniu. Zamknięte. To oznaczało że… Spojrzał do tyłu na rozpadlinę i na to jak się układała względem pokoju, przed którym stał. Istniała duża szansa że wyrwa oszczędziła pomieszczenie.
Pelaios wstrzymał oddech, przyłożył ucho do drzwi i zapukał.
Odpowiedziała mu niezmącona cisza. Cmoknął niezadowolony i przykleknął na jednym kolanie szperając po kieszeniach płaszcza w poszukiwaniu zestawu wytrychów.
Zamknięte. – oświadczył pozostałym – Chwilę mi to zajmie. Sprawdźcie drugie drzwi.
Hanah spojrzała na Valfarę i Mukalego. Gestem głowy dała im znać, żeby to oni poszli je sprawdzić.
Zostanę z Pelaiosem.
Mądrze. Za mną – warknął nieprzyjemnie do Valfary. – Wódz zna nasz odgłos w razie biedy.
Kobieta popatrzyła na Mukalego beznamiętnie, ale nic nie uczyniła.

Po tych słowach skierował ostrożnie swe kroki do drugiego pomieszczenia. Lepiej, że Wdowa została z Wodzem. Dwóch mężów pilnujących swych pleców byłoby nierozsądnym rozwiązaniem, skoro dwie kobiety miałyby sprawdzić nieznane miejsce. Z kolei pozostawienie tu Valfary mogło skutkować zdradą, Mukale nie miał wątpliwości, że ta żmija i jej pachołki, którymi wszem i wobec pomiatała, mają w tym miejscu własne cele i wolał ich trzymać na odległość Świętej Włóczni.
To ja będę pilnowała z tego miejsca schodów i dziury – rzekła Astine stając przy ściance oddzielającej rzeczoną klatkę schodową od korytarza.

Tymczasem dwójka wojowników stanęła przed drzwiami. Valfara przygotowała sobie ostrze swego krótkiego miecza, by w razie czego móc błyskawicznie zareagować. Mukale natomiast chwycił za wystający z drewna uchwyt, po czym pchnął jak to czynili inni w tej dziwnej krainie. Płaski kawałek drewna ruszył z miejsca, a wewnątrz przywitała ich jedynie ciemność.
Dajcie światło – Valfara podeszła do Hanah i pożyczyła od niej świecący sierp.
Przy pomocy tej niecodziennej pochodni dostrzegli, że pomieszczenie wyglądało raczej na puste, nie znaleźli na tę chwilę również śladów pędów, to też ostrożnie wstąpili do środka. Wewnątrz zobaczyli parawan, wiadro oraz sporą balię.

[MEDIA]https://i.pinimg.com/originals/f4/0c/0b/f40c0bc6dbd563f9c934425edee40a28.png[/MEDIA]

Ty zamieszkujesz tę krainę, znasz jej cienie i pułapki – rzekł Mukale do Valfary. – Tedy ty powiedz, czy jest tu coś, co powinno zainteresować Wodza.
Kobieta przeszła się po pomieszczeniu rozglądając się po elementach wyposażenia oraz ścianach.
Nie ma tutaj nic wartego uwagi, wracamy.
Nie dość ci wytłumaczyłem, komu możesz rozkazywać? – powiedział, po czym wrócił do reszty, nie poświęcając kobiecie więcej uwagi, niż ta zasługiwała. Ta zaś puściła jego słowa mimo uszu.

Pelaios z kolei sięgnął po swe wytrychy i zaczął grzebać przy zamku. Po poprzednich mechanizmach nie spodziewał się czegoś na tyle skomplikowanego w tej ruinie, a jednak. Ostrożnie podnosił zapadki oraz przesuwał inne małe elementy, lecz ciągle coś mu spadało lub obracało się nie w tę stronę.
Zanim zdążył się odezwać poczuł jak Hanah kładzie mu dłoń na barku i recytuje krótką modlitwę.
Spróbuj jeszcze raz, niebiosa będą cię teraz wspierać – uśmiechnęła się na zabawność tej sytuacji i gestem zachęcając Pelaiosa do ponownego spróbowania.
Diablę spojrzało powątpiewająco i raz jeszcze wzięło się do pracy. Tym razem szło zdecydowanie sprawniej, wytrychy poruszały się z większą wprawą oraz dokładnością. Trudno było stwierdzić czy winien dziękować boskim względom, czy rozgrzanym dłoniom i wcześniejszemu zapoznaniu się z mechanizmem. Tak czy inaczej po chwili udało mu się obrócić wszystkie wymagane elementy i drzwi nieznacznie opadły, jakby tracąc częściowe oparcie.

Pokój z balią do mycia. Nic ciekawegoValfara rzekła do pozostałych kiedy opuścili pokój. Zbliżywszy się oddała Hanah jej świetlisty sierp dziękując skinieniem głowy.
A wam jak idzie?

Diabelstwo wstało z klęczek, chowając wytrychy.
Udało się – oznajmił. – Skomplikowany mechanizm… ale ze wsparciem Hanah, ustąpił – nie był przekonany co do tego fragmentu o niebiosach.
Zanim jednak otworzył drzwi, tknięty przeczuciem sprawdził czy nie są zabezpieczone pułapką. Mało kto na odludziu montuje w rodzinnym domu mechanizm który mógłby zaszkodzić pijanym domownikom. Z drugiej strony mało kto na odludziu stosuje takie zamki i przywołuje nieumarłe dynie.

Dokonawszy wymaganej inspekcji nie znalazł niczego co wskazywałoby na obecność zagrożenia, czysto. Wreszcie pchnął lekko drzwi i ich oczom ukazało się wnętrze pokoju. Postąpił krok lub dwa do środka i omiótł go wzrokiem. Zaraz przy wejściu stało łóżko wyglądające na bardzo miękkie, wręcz zapraszające. W jego nogach stał kufer, zaś zaraz naprzeciwko drzwi kolejna biblioteczka, lecz mniejsza od tych z korytarza. Poza tym była jeszcze spora komoda, krzesło, szafka i parawan. Zerknąwszy zaś za róg znaleźli kolejne kłębowisko pędów, wypełnione, rozciągnięte między rokiem a drzwiami do czegoś co wyglądało na niewielką garderobę. Spoglądając na całość krytycznym okiem można było zorientować się, że niektóre ruchomości zostały trącone lub przestawione pod wpływem czyjejś obecności.

Zaraz za Pelaiosem weszła Hanah, której oczy wypełniało światło. Przy pomocy swych mocy poczęła widzieć więcej aniżeli normalnie. Na samym początku zignorowała aury emanujące od diablęcia, po czym skupiła się na różnych zakamarkach pokoju, przyglądając się kufrowi, biblioteczce i pozostałym meblom. W pierwszych chwilach wydawało jej się, że niczego tutaj nie ma, lecz kiedy się zbliżała oraz odpowiednio długo skupiała na jednym miejscu otrzymywała odpowiedź, że się myliła.

[MEDIA]https://i.pinimg.com/originals/58/f5/9f/58f59fd55c6a527ce7ae2f7f7427b66d.png[/MEDIA]

Hmm jest tutaj trochę magii. W szkatułce, szafka i… komoda na dole. Tam jest dość silna aura przemian. Nie podoba mi się to.kapłanka usunęła się z drogi aby pozostali mogli spokojnie wejść samej uważnie obserwując komodę.
Pelaios mruknął twierdząco. Najbardziej nie podobał mu się gąszcz zielska w kącie. Schemat stawał się rozpoznawalny i teraz przeczesywał pokój spojrzeniem by zorientować się kto tam na nich czeka.
Ostrożnie zatem. Czeka nas walka – rzekł. – wpierw ten gąszcz. Mukale, twa włócznia pierwsza. Hanah bądź w pogotowiu za nami. Przygotuj coś świetlistego. Valfara ze mną… Astine! Chodź do nas.
Stanął obok parawanu zaglądając za niego i zajmując pozycję dogodną do wykończenia zza pleców wojownika.
Kapłanka kiwnęła głową i przygotowała swoją magiczną kulę, której rozłożyły się skrzydełka.
Mukale bez chwili zawahania stanął w pierwszej linii. Przygotował się, był czujny i wyczekiwał wroga. Valfara zaś wyjęła drugi miecz, gotowa do tego by wraz z Pelaiosem oflankować i zabić stwora. W chwili kiedy się ustawili, a światło emanowane przez sierp Hanah dotknęło kłębowiska to zakotłowało się. Jak poprzednio rośliny cofały się jakby wrogie i niechętne światłu. Swoisty kokon rozplótł się, wyszła z niego bezgłowa, szkieletowa postać, której mięśnie i ścięgna stanowiły roślinne pędy. Ruszyła w stronę Mukalego, coś na co wspólnie liczyli.

Wojownik Mutampa pchnął raz i drugi, grot włóczni ześlizguje się po kościach, ale i tak rozrywa niektóre pędy. Monstrum niejako zawisa na odległość drzewca, kiedy to uderza go pocisk świetlistej energii wypalający latorośle i krusząc żebra. Drugi błysk wybucha kawałek dalej, w ścianie. Wtem wkracza Pelaios i Valfara. W ruch idą ostrza. Diablę precyzyjnym uderzeniem przecina rośliny spajające klatkę piersiową, która zaczyna się chwiać. Wojowniczka zaś uderza mocno, silnie, wręcz brutalnie raz, drugi, trzeci, w na lewo i prawo odpadają odcięte pędy i odłamane kości. Ostatni cios rozrywa kręgosłup i monstrum rozpada.
Pelaios schował ostrze i pokiwał z uznaniem głową.
Nie taki diabeł straszny jak się ma przewagę liczebną – zauważył.
Przyklęknął przy kłębowisku by je zbadać z nadzieją że odkryje tożsamość trupa.
Poszło znacznie lepiej niż ostatnio – mruknęła Hanah ciągle zawstydzona swoją poprzednią sytuacją. Zaczęła przeglądać komodę.
Bo to my zaatakowaliśmy. Razem. Dobrze się sprawiliśmy – wyjaśnił Pelaios i wstał od trupa. Wydawał się być zadowolony obserwacją. – To była służka. Przeszukajmy to pomieszczenie.
Wpierw zamierzał obejrzeć szuflady i drzwiczki w poszukiwaniu pułapek, a dopiero potem je otwierać.

Oglądał więc owe meble uważnie, najpierw od frontu próbując wyłapać ewentualne nierówności czy inne świadectwa obecności nieprzyjaznych zabezpieczeń. W drugiej kolejności wziął się za inspekcję ścianek bocznych, lecz w obu przypadkach rezultat był taki sam, bezpiecznie. Chciał już zabrać się za grzebanie w szufladach, kiedy tknęła go myśl o tym, by w razie czego sprawdzić meble jeszcze od dołu. Wciskał więc pod nie sztylet lub całą rękę. Jego paranoja okazałaby się zbędna w tejże chwili, gdyby nie jedno interesujące znalezisko. Mianowicie wielka komoda osadzona była na dość grubych nogach i w jednej z nich odkrył coś co musiało być najwyraźniej wydrążoną skrytką, a w niej zaś było coś gładkiego w dotyku. Obmacując owy przedmiot jego palce wyczuły wyraźne kąty oraz płaskie powierzchnie.
Dziewczęta zawsze uważały że miał zręczne dłonie jak na kogoś z piekła rodem. Wykorzystał to teraz zastępując zmysł wzroku dotykiem. Badał jeszcze przez chwilę czy znalezisko jest elementem mechanizmu który trzeba wcisnąć czy też raczej (co uważał za bardziej prawdopodobne biorąc pod uwagę układ pokoju) końcowym celem poszukiwań. Wpierw nacisnął, a potem postarał się wyciągnąć ów obiekt.

Samo w sobie wciśnięcie nic nie dało poza tym, że najwyraźniej przedmiot przylgnął bliżej wgłębienia, w którym go umieszczono. Ustaliwszy ostatecznie, że nie miał do czynienia z pułapką znalazł odpowiedni chwyt i pociągnął. Początkowo nie chciał wyjść, lecz diablę szybko zrozumiało dlaczego. Dwoma palcami podciągnął obiekt odrobinę wyżej, by pozostałymi wreszcie go wydobyć. Wyciągnął rękę spod komody i podniósł się z kolan. W dłoni zaś miał niewielki, kilkucentymetrowy sześcian wykonany z błękitnego kam… z szafiru. Podczas swego żywota miał wiele do czynienia z klejnotami, to też rozpoznanie materiału nie stanowiło problemu.

To nie wyglądało na zwykłą ozdóbkę, ani na klejnot rodowy.
Hanah, słońce… czy to jest magiczne? – zapytał choć znał odpowiedź. Oglądał przedmiot ze wszystkich stron próbując poznać czy to szlifowane kamień czy pojemnik o takich ściankach. Przyglądając się bliżej doszedł do wniosku, że sześcian posiadał gdzieniegdzie coś w rodzaju nacięć lub śladów wskazujących na łączenie dwóch lub więcej elementów, przy czym nie wyglądało mu to na robotę jubilera, ani tym bardziej na coś w rodzaju pudełka.
Wygląda dziwnie…
Magiczna kość do gry? Jak rozpoznać ścianki? Czemu skrywane tak skrzętnie? Tyle było pytań.
Zaraz ruszamy dalej – oznajmił wciąż zaintrygowany kością. – Skończmy tylko z tym pokojem. Mukale, Astine… oceńcie czy damy radę przeskoczyć przez wyrwę. Niedługo dołączymy.
Potarł jedną, potem drugą ściankę szukając sposobu by je zmusić do pokazania symboli. Spróbował też rozsunąć sześcian wzdłuż linii łączenia.
Spróbuj przekręcić. Z aury brzmi podobnie do tego kostura. Pewnie ma dwie formy - uśpioną i aktywną.Kapłanka westchnęła na własną niewiedzę. Nie potrafiła orzec co to więc zainteresowała się szkatułką gdzie była nikła aura iluzji.
Trudno było stwierdzić czy kapłanka miała rację, bowiem wszelkie próby przekręcania, wciskania ścianek lub ich przesuwania spełzły na niczym.
Dobrze, Mukale? – dziewczyna zwróciła się do wojownika wyczekując odpowiedzi, a ten przytaknął bez słowa.
Sprawdzę garderobę – postanowiła Valfara i ruszyła ku temuż miejscu.
Pelaios dał na razie za wygraną. Może gdyby miał czas… to by pewnie poszedł z tym przedmiotem do maga. Teraz jednak schował sześcian do kieszeni i rozejrzał się by sprawdzić jak reszta se radzi. Widząc, że zabrali się do pracy, wrócił uwagą do komody i jej szuflad.

Hanah ostrożnie zbliżyła się do szkatułki, która nie licząc paru drobnych ornamentów w motywach roślinnych nie wyróżniała się niczym szczególnym, ot niewielki kuferek. Niemniej wiedziona ostrożnością otwierała go powoli, niemal z emfazą, jakby spodziewając się, że coś zaraz wypali jej w twarz. Ani wypalania, ani ran twarzy jednak nie było, miast nich oczy kobiety dostrzegły wewnątrz liczne pierścienie wszelkich kruszców, motywów i wartości. Nie mogąc rozpoznać, która z błyskotek odpowiadała za magiczną aurę ostrożnie przewróciła szkatułkę i rozsypała jej zawartość na blacie szafki. Biżuteria z głuchym brzdękiem spoczęła we wspomnianym miejscu i Hanah poczęła oglądać jeden po drugim.

Tymczasem Pelaios zabrał się wreszcie za badanie zakamarków komody. Tam jak można się było spodziewać natrafił przede wszystkim na ubrania oraz wszelką bieliznę, która swoją droga była naprawdę wysokiej jakości i z miękkich materiałów. Już jedno spojrzenie wystarczyło mu by być pewnym, że myszkują w pokoju szlachcianki, zaś po krojach i różnych dodatkach do strojów wywnioskował, że mieszkała tutaj najpewniej owa Rowena, córka tutejszego barona. Przerzucając kolejne paseczki, przypinane rękawy oraz inne elementy strojów dokonał ciekawej obserwacji, mianowicie te o ciemniejszych barwach, szczególnie czerni, wyglądały na noszone częściej aniżeli inne i nie tylko. Otóż po sposobie rozłożenia rzeczy w meblu wyglądało na to, jakby od pewnego momentu gust dziewczyny uległ drastycznej zmianie i poprzednio noszone ubrania popadły nieużywane w ciemne zakamarki. Były to w głównej mierze elementy strojów wizytowych, reprezentacyjnych oraz podróżnych. Poza tym udało mu się znaleźć również garść monet oraz kolczyków pozostawionych w sakiewkach.
 
Jaracz jest offline  
Stary 15-08-2019, 22:18   #105
 
Asderuki's Avatar
 
Reputacja: 24436 Asderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputację
iabelstwo niespecjalnie przepadało za przerzucaniem cudzej bielizny, chyba że była na wlaścicielce. To co spostrzegł zaniepokoiło go. Nie był to ani trochę solidny argument. Równie dobrze dziewczyna mogła przechodzić buntowniczym okres w życiu. Pelaios był jednak skłonny połączyć zmianę kolorystyki z polami pełnymi dyń, oraz powodem dla którego on sam się tu znalazł.
Schował kosztowności do własnej sakiewki. Podejrzewał że ich właścicielce się już nie przydadzą. On sam zaś wolał nie korzystać z rodzinnego majątku.
Zamknął komodę i rozejrzał się po pokoju.
Gdybym był nastoletnią okultystką… – mruknął pod nosem. Zerknął pod dywan i pod łóżko.

Podążając za swą intuicją podniósł dywan, a następnie sprawdził łoże, lecz tym razem nie znalazł niczego na co mógłby ewentualnie liczyć biorąc pod uwagę założenia odnośnie tożsamości dziewczyny. W obu miejscach przywitał go jedynie kopiszę.
Pelaios nie był zadowolony. Sam nie wiedział czy to z powodu braku potwierdzenia swej teorii w magicznych kręgach ukrytych pod dywanem, czy też że takie podejrzenie mogło w istocie okazać się prawdą.
Valfara… coś znalazłaś?
Skierował swe kroki do kufra, by go przeszukać. Jeśli był zamknięty, Pelaios potrafił być przekonywujący.
Płaszcze, suknie, trochę butów i kapeluszy. Wszystko na swoim miejscu.
Valfara wyszła z garderoby i spostrzegła diablę zbliżające się do kufra.
Wy coś macie?
Tak… coś magicznego, ale Neff będzie musiał rzucić na to okiem – wyjaśnił. – To był… jest pokój Roweny. Służka musiała się tu zamknąć gdy zaczęło się tu robić gorąco.

Pelaios obejrzał skrzynię ze wszystkich stron, delikatnie ostukał i obmacał miejsca mogące zwiastować jakieś śmiertelne zagrożenie i jak uprzednio niczego w tym guście nie odnalazł. Zadbawszy o swe bezpieczeństwo sięgnął po wytrychy i ostrożnie przesuwając elementy mechanizmu stoczył walkę z zamkiem. Potyczka ta przebiegała bardzo opornie, lecz koniec końców coś przeskoczyło i rozległ się metaliczny zgrzyt. Spojrzał raz jeszcze na zamek i stwierdził, że jest otwarty, lecz mimo to wielko nie ustępowało.
Ki diabeł – zaklął.
Hanah zajrzała przez ramię Pelaiosowi.
- Może siłą? Zawsze jest to opcja… albo spróbuj jeszcze raz. Pomogę.
Zanim szarpnął raz jeszcze obejrzał kufer dookoła linii wieku sprawdzając czy nie jest to tylko atrapa. Potem szarpnął mocniej.
Zosta… – Valfara już podchodziła, kiedy wieko odskoczyło. – Masz więcej krzepy niż wyglądasz.
Jakaś diabelska moc pozbawiła mnie siły?
Przyglądając się mechanizmowi dostrzegł, że główny element zamka odgiął się i zaciął podczas otwierania. Technicznie skrzynia była otwarta, lecz w praktyce już nie do końca.
Jest tam coś ciekawego? – rzuciła wojowniczka sama zabierając się za przeszukiwanie mniejszej szafki. Pelaios zaś zajrzał do kufra. W środku znalazł różnego rodzaju bogatsze suknie, wyszywane srebrną nicią i niekiedy małymi klejnotami, kilka naszyjników, bransolet oraz mniejszy kuferek. W tym zaś były złote i srebrne monety oraz szlachetne kamienie. Niemniej nie zakończył swych oględzin i drążył dalej. Po uważnym zbadaniu dna znalazł schowek, a w nim ciemne ubranie wraz z płaszczem i kapturem, a także dwa sztylety.
Chyba mam nasze ostatnie magiczne cacko.Valfara trzymała w dłoniach coś co wyglądało na srebrną igłę do włosów z końcówką o motywie płatka śniegu. – Nie pasowała mi do reszty bibelotów.
Pelaios schował do plecaka kuferek z kosztownościami. Rozpostarł płaszcz i przyjrzał się sztyletom.
Może Neff powie czym są zaczarowane – odpowiedział Valfarze nie odwracając wzroku od swojego znaleziska. – Mam coraz mocniejsze wrażenie że Rowenna nie była przykładną córką barona – zauważył z uśmiechem czającym się w kącikach ust.
Hanah… magiczne? – zapytał wskazując płaszcz i broń. Ta pokręciła głową przecząc. Wzięła od Valfary igłę do włosów i również schowała do plecaka.
Oby potrafił ocenić. Ja trochę za mało słuchałam brata aby teraz od razu poznać – dodała wzdychając. Niezadowolenie malowało się na jej twarzy.
Nic się nie stało. Nie spodziewałem się po kapłance takich cudów – rzekł Pelaios dostrzegając minę kobiety.
Diabelstwo wrzuciło płaszcz z powrotem do skrzyni. Ostrza zatknął za pas prostując się.
Człowieku małej wiary. Wszelkich cudów można się spodziewać po kapłanach. Bóstw jest tyle, że starczy na każdy rodzaj. Poza tym studiowałam trochę magii. Wciąż za mało jak widaćHanah wyszła z pokoju zobaczyć co robi Mukale z Astine, a diabelstwo podążyło.


Mukale wraz z Astine stanęli wspólnie nad rozpadliną zaraz obok klatki schodowej. Po drugiej stronie dziury widzieli kolejne drzwi, lecz po obu stronach zalegały kłębowiska.
Może tutaj by się udało? – rzuciła Astine wskazując pomieszczenie po lewej, na które mieli częściowy widok. – W tym miejscu rozpadlina nie jest aż tak duża. Rozumiesz… o czym mówię, tak?
A czy głosisz przypowieści z czasów Przodków? – po chwili dodał jednak, świadom, że to pytanie mogło nie być dość jasne – … abym było w twych słowach co trudnego?
Ja… Emmm… – Dziewczyna wyglądała przez chwilę na lekko skołowaną. – Nie… raczej nie. Wybacz ja…
Astine najwyraźniej chciała coś jeszcze powiedzieć, lecz postanowiła ugryźć się w język i nie ciągnąć wątku.

Wojownik postarał się ocenić, czy przeskoczenie rozpadliny byłoby realne nawet dla najsłabszych członków plemienia oraz czy ewentualnie znalazłoby się coś, z czego można by przygotować prowizoryczną kładkę. Przyglądając się przeszkodzie szybko doszedł do wniosku, że nie sam skok nie powinien być problemem. Niebezpieczniejsze i mniej przewidywalne było miejsce lądowania, bowiem na drugiej stronie czaiły się zapewne dwa te szkieletowe stwory, a po drugiej stronie zmieściłyby się tylko dwie osoby na raz. Do tego wszystkiego fragmenty rozerwanej podłogi prezentowały się niezbyt stabilnie i w przypadku skoków istniałaby duża szansa, że coś może nie wytrzymać i się zarwać zrzucając nieszczęśnika w dół, najpewniej w rozpadlinę na parterze. Budowa kładki też raczej nie wchodziła w grę, a przynajmniej z tego co do tej pory znaleźli. Żaden z mebli, patrząc na nie jako całości, nie nadawał się na coś takiego, fragmenty również, bowiem ich drewno nie wyglądało na specjalnie grube.

Niemniej kiedy tak się przyglądał okolicy doszedł do wniosku, że południowa ściana przy której stali ucierpiała na tyle, że przy użyciu siły można by ją rozbić lub zrobić dziurę i dostać się do pomieszczenia obok.
Mukale? Astine? Co z tą wyrwą? Jak oceniacie? – zapytała Hanah wychodząc z pokoju.
Przepaść niewielka, lecz podłoże wątpliwe. Mogę przebić uderzeniem mocnym podporę tego miejsca, jednak żywię obawę, czy niebo nie zwali się nam na głowę. – Po tych słowach wrócił do pomieszczenia, gdzie stali inni. - Spojrzyj, Wodzu, na to miejsce. Wasze szałasy solidne, lecz nie wiem, czy zniszczywszy ich podporę, nie upadną, a upadek ich nie będzie wielki.
Pelaios przez moment miał problem ze zrozumieniem o co chodzi Mukalemu. Bynajmniej z powodu języka jakiego używał dziki wojownik, gdyż słownictwo było zaskakująco dobre, a mowa płynna. Pomysł zniszczenia ściany, zamiast przeskoczenia wyrwy był po prostu tak niemożliwy, że chciałoby się rzec zajmował miejsce na przeciwstawnym biegunie względem logiki i rozsądku… z pozoru. Diabelstwo potrzebowało chwili by pojąć w czym rzecz. Spojrzał na ścianę.
Nie jestem budowniczym, ale kawałek ściany chyba nie powinien nam zwalić dachu na głowę… – spojrzał na wyrwę poczynioną przez monstrualne pędy. – Przynajmniej nie uczyni nic ponad to, co już zostało uczynione. Jesteś pewien że dasz radę zniszczyć tą… poczekaj.
Pelaios przyklęknął ściągając plecak i naprędce rozsupłując go. Ze środka wyciągnął łom oraz młotek. Nie wiedział po co je nosi, ale był pewien, że bogini właśnie w ten sposób odwdzięcza się za przezorność. Wręczył je Mukalemu.
Tym możesz wbić to pod deski, a tym możesz je podważyć – wytłumaczył zasadę działania. – Wystarczy tylko tyle, żebyśmy się przecisnęli.
Wojownik popatrzył na narzędzie w zastanowieniu.
Być może sposoby twego ludu są mędrsze, Wodzu. Sługa twój uczyni, co każesz.
Wrócił więc do pomieszczenia i spróbował użyć narzędzi, zgodnie z instrukcjami Wielkiego Bawoła.

Koniec łomu wbijał się pomiędzy kolejne deski, które następnie odpadały jedna po drugiej chociaż nie bez wyraźnych oporów. Domostwo zbudowano bardzo solidnie, z twardego drewna i przebicie się na drugą stronę, nawet mimo uszkodzeń, nie będzie łatwe. Widząc to wkroczyć postanowiła Hanah i korzystając ze swych mocy zaczęła ciskać mistycznymi promieniami starając się tworzyć wygodniejsze miejsca do wbijania łomu lub po prostu usuwać deski. Nawet pomimo tego wsparcia zrobienie dostatecznie dużej wyrwy zajęło dłuższą chwilę, a cała konstrukcja wokół niej nie wyglądała na pewną czy stabilną.

Pierwszy do środka zajrzał Pelaios jako, iż był na tyle zwinny oraz szczupły, by zminimalizować szanse na wypadek. Do tego od urodzenia potrafił widzieć w mroku, a umiejętność na była w owej chwili niezwykle użyteczna. Na samym początku jego uwagę zwróciły okna po drugiej stronie pokoju, bowiem za nimi dostrzegł balkon, ten sam, który widzieli z zewnątrz. Pomieszczenie było w zasadzie przepołowione przez rozpadlinę ciągnącą się, aż do samej ściany zewnętrznej. Ów podział prezentował się tak, że ze swojej strony miał potężne, bez wątpienia małżeńskie łoże, przy którym ustawiono kufer oraz małą szafkę. Zaraz przy rozpadlinie przechylony i niestabilny ni to stał, ni to leżał okrągły stolik. Z drugiej zaś strony była komoda i kolejna skrzynia, a także coś co wyglądało na drzwi do garderoby.


[MEDIA]https://i.pinimg.com/originals/c9/7a/3c/c97a3c586edec4b7f01470fea19fc08b.png[/MEDIA]

W chwili, kiedy pochylił się lekko do przodu, by zobaczyć więcej deski pod nogą zatrzeszczały i rozległ się krótki trzask. Odruchowo cofnął się i dostrzegł pęknięcie przecinające deskę, na której stanął.
Hanah stojąca z tyłu spojrzała na podłogę i na pozostałych.
To… ja spróbuję może z tym kosturem, co? W razie czego jest w stanie mi zasekurować upadek.
Diabelstwo zamarło w bezruchu patrząc na podłogę pod sobą i zaraz omiatając ruchem samych oczu raz jeszcze pomieszczenie, w którym się znalazł. Szukał bardziej stabilnych miejsc, do których mógł doskoczyć bez rozbiegu. To też zaraz uczynił wybierając centralną część pokoju, gdzieś obok skrzyni.

Pelaios gładkim skokiem minął niepewny fragment podłogi i miękko wylądował w okolicy drugiej strony łoża. Odsunął się kawałek, tak by zrobić miejsce dla pozostałych oraz by w razie czego móc ich asekurować. W międzyczasie szybkim spojrzeniem omiótł meble po tej stronie pokoju. Już na pierwszy rzut oka dostrzegł, że pomimo bycia w pokoju należącym do małżeństwa od dawna nie mieszkała tutaj kobieta. Większość sprzętów należała do mężczyzny, zdecydowanie barona, rycerza. Za świadectwo służyły rozwieszono tu i ówdzie obrazy oraz takie rzeczy jak chociażby zbroja, przy czym w odróżnieniu od tych na dole ta prezentowała się na stricte bojową i często użytkowaną. Na blacie szafki ustawionej obok łóżka wyróżniało się coś w rodzaju ołtarzyka z centralnie ustawionym portretem dorosłej kobiety, tej samej, która towarzyszyła mężczyźnie na obrazie w jadalni. Z kolei w całym pokoju bez problemu można było doszukiwać się przeróżnych przedmiotów religijnych związanych z Helmem. Symbol boga strażników i obrońców przewijał się od zbroi, przez rozłożone tu i tam dewocjonalia.
Kapłanka podążyła za diabelstwem używając mocy kostura do asekuracji. Nie miała zbyt dużej wiary we własną zwinność. Wziąwszy krótki rozbieg skoczyła i już wówczas wiedziała, że nie uda jej się to tak dobre jak Pelaiosowi. Będąc na to przygotowaną wypowiedziała odpowiednie słowo i dzięki magii zawartej w kosturze trafiła w odpowiednie miejsce. Westchnęła, po czym jej oczy znów wypełniły się światłem. Obrzuciła pokój swym niezwykłym spojrzeniem.
Kapłanka odchrząknęła.
Skrzynia… w skrzyni jest coś magicznego.
Dziękuję... – odpowiedział i chciał coś dodać, lecz zmienił zdanie. – Hej… możecie tu przejść. Tylko linę zawiesimy… tak na wszelki wypadek.
Podszedł do łóżka i ocenił, czy jest wystarczająco ciężkie i masywne, by utrzymać ewentualny ciężar pechowca. W tym czasie Hanah wyciągnęła linę ze swojego plecaka. Diabelstwo skinęło na kobietę i poklepało jedną z nóg mebla.
Przywiąż linę do tej nogi i pomóż im przejść. Ja sprawdzę w tym czasie tą skrzynię.
Następnie skierował się do wspomnianego kufra by sprawdzić, czy nie jest zabezpieczony i zamknięty.
Astine? – dokonując oględzin rzucił głośniej, na tyle, by dziewczyna go usłyszała na korytarzu. – Baron był paladynem?
Nie… Chyba nie – odpowiedziała mu po chwili. – Był… pobożny… niektórzy w wiosce mówili, że nawet za bardzo.
Tymczasem Pelaios dowiedział się, że skrzynia była oczywiście zamknięta. Sam zamek zaś prezentował się najsolidniej ze wszystkich, które do tej pory tutaj znaleźli. Ba, skrzynia prezentowała się niczego sobie. Ciężka, w twardego drewna, chyba dębiny i precyzyjne mocne okucia z nie byle jakiego żelaza. Niemniej nie spostrzegł, by gdzieś skrywały się pułapki czy inne nieprzychylne im niespodzianki.
Zostanę z Astine po tej stronie – odezwała się Valfara. – Zbroja ma swoje wady.
Dobrze – odpowiedział ale całą swoją uwagę skupiał już na zamku. Wyciągnął zestaw narzędzi i nieśpiesznie zaczął się dobierać do mechanizmu. Wytrychy po raz kolejny tego dnia znalazły się w jego zwinnych dłoniach. Zamek ten był o wiele dokładniejszy i bardziej skomplikowany niż inne. Im dłużej się przy nim męczył tym coraz wyraźniej dostrzegał podobieństwa do tych, które można było znaleźć w posiadłości Eagleshieldów. Tak czy inaczej po trudach i paru próbach wreszcie wszelkie zapadki znalazły się we właściwych pozycjach i szpara dzieląca wieko z resztą skrzyni nieznacznie poszerzyła się.
Pelaios mruknął z aprobatą pod nosem i poprawił rękawiczki. Następnie ostrożnie zaczął podnosić wieko wsłuchując się w dobiegające ze środka odgłosy. Dopiero pewien, że nic mu nie grozi, zamierzał otworzyć kufer na oścież i przeszukać wnętrze.

W chwili kiedy unosił wieko nie dobiegł ze skrzyni najmniejszy dźwięk, najwyraźniej nawet zawiasy musiała mieć zadbane. Okazało się przy tym, że nic nie wstrzeliło mu się w brzuch, ani nic podobnego, więc spokojniejszy otworzył mebel na oścież. Wewnątrz zobaczył dwa mniejsze kuferki, podobne do siebie z wyglądu, z zamkami oraz porządnie okute. Obok nich stały cztery flakoniki, jeden z czerwonym oraz trzy z lekko zielonkawym płynem. Do tego był tam również reprezentacyjny rycerski pas wykonany ze złota, ze symboliką heraldyczną, a także mniejsze wykonane z drewna, delikatnie rzeźbione pudełeczko. Najdziwniejszą i wręcz niepasującą do tego wszystkiego rzeczą był owalny kamień mieszczący się bez problemu w dłoni i przypominający w dotyku oraz kształcie osełkę.
Diabelstwo przysiadło pod ścianą wyciągając kolejne rzeczy z kufra i układając je na podłodze przed sobą. Przyjrzało się dokładniej osełce. Schowało ją po chwili do kieszeni. Następnie Pelaios skupił uwagę na kuferkach i pudełeczku. Każde z nich ostrożnie otwierając, rozpoczynając od tego które było rzeźbione.
Czekaj, ten kamień jest magiczny, daj mi się mu przyjrzećkapłanka zrugała tieflinga za to, że pochopnie już wszystko chowa. – W tych butelkach jest albo coś pomagającego chronić się przed nekromancją… albo dokładnie na odwrót. Pomagającego nekromantom się ochronić.
Eee… no dobrze… – łypnął okiem na kapłankę i wyciągnął kamień z kieszeni kładąc go na łóżku. – Jeśli te butelki chronią przed nekromancją, zdecydowanie mogą się nam przydać.
Kapłanka tylko kiwnęła głową już biorąc do ręki kamień i przyglądając się mu uważnie.
Dobra, bierz, przyda ci się. Tylko naostrz sobie nią rapier. Będzie dużo ostrzejszy przez najbliższy czas, dużo bardziej niż jakbyś zrobił to zwykłą osełką.
W międzyczasie Pelaios znalazł w owym rzeźbionym pudełku złotą obrączkę na błękitnej poduszeczce. Zaś kiedy bliżej przyjrzał się kuferkom zauważył, że oba są zamknięte na zamek, przy czym po chwili zdał sobie sprawę, że jedna z nich ma na sobie znaki hrabiego. Skrzyneczka na podatki w monetach.
No proszę… myślę że nie tylko ja na tym skorzystam. Dziękuję. Schowasz te fiolki? Ja je pewnie potłukę.
Zamknął pudełko i wrzucił je do plecaka. Spojrzał z wahaniem na kuferek podatkowy. To było coś co z chęcią ujrzałby senior barona. Diabelstwo jednak nie po to tu przybyło. Miał dylemat. Z jednej strony nie był złodziejem. Nie musiał i nie chciał kraść. Dotychczas znalezione przedmioty i drobne kosztowności traktował jako pomoc w obecnej sytuacji oraz drobnicę, którą mógł w razie czego oddać właścicielce o ile żyje. Podatki… były czymś bardziej znaczącym. Według prawa, nawet jeśli baron nie żył, należne były seniorowi. To już nie byłoby zbieranie bezpańskich monet…
Do diabła z tym… – warknął do swoich wątpliwości.
Odsunął od siebie kuferek. Zajął się drugim od razu zabierając się za wytrychy.
W tym czasie Hanah zajęła się przeszukiwaniem reszty pokoju. Od zaglądania pod łóżko po przejrzenie szafki. Z niepokojem patrzyła na drugą stronę wyrwy, gdzie były drzwi i inne meble.
 
Asderuki jest offline  
Stary 17-08-2019, 15:25   #106
 
MrKroffin's Avatar
 
Reputacja: 7635 MrKroffin ma wspaniałą reputacjęMrKroffin ma wspaniałą reputacjęMrKroffin ma wspaniałą reputacjęMrKroffin ma wspaniałą reputacjęMrKroffin ma wspaniałą reputacjęMrKroffin ma wspaniałą reputacjęMrKroffin ma wspaniałą reputacjęMrKroffin ma wspaniałą reputacjęMrKroffin ma wspaniałą reputacjęMrKroffin ma wspaniałą reputacjęMrKroffin ma wspaniałą reputację
o tej stronie mebli było niewiele, ot do sprawdzenia pozostało jedynie łoże oraz szafka. To pierwsze było zdecydowanie łożem małżeńskim, chociaż biorąc pod uwagę sposób wygniecenia i zużycia materaca wyglądało to tak, jakby od bardzo długiego czasu korzystała z niego jedna osoba. Co się natomiast tyczyło szafki i ustawionego na niego ołtarzyka, to ten drugi składał się w swojej centralnej części z małego obrazu w ramce otoczonego dwiema świecami oraz przeróżnymi rzeczami osobistymi, jak naszyjniki, szal, haftowana husteczka z herbem oraz pukiel czarnych włosów.

W samym meblu nie znalazła natomiast niczego interesującego. Były tam przede wszystkim ubrania oraz drobne przedmioty codziennego użytku oraz toalety. Niemniej po obserwacji Pelaiosa przy pracy i sposobu w jaki on sprawdzał każdy kąt i zakamarek. Tym razem i jej się poszczęściło, bowiem pod dolną szufladą znalazła przyczepioną doń książkę. Oprawiona w zwykłą skórę zbieranina kartek była zakurzona i podniszczona przez niezbyt dobre przechowywanie oraz brak uwagi. Z zewnątrz nie znalazła żadnego tytułu ani niczego podobnego, to też postanowiła zerknąć do środka. Daty oraz sposób prowadzenia zapisków wskazywał na to, że miała do czynienia z czymś w rodzaju dziennika lub pamiętnika, lecz nie była w stanie go odczytać. Finezyjne i skomplikowane pismo wyglądało odrobinę znajomo, po chwili przypomniała sobie. Język elfów.
No normalnie…– mruknęła do siebie kapłanka. Po raz kolejny znalazła księgę w języku którego nie zna. Westchnęła.
Do sprawdzenia przez Neffa albo Cely. No chyba, że ktoś z was zna elfi? – spojrzała pytająco na Pelaiosa, Valfarę i Astine.
Ja nie znam – odpowiedziała Astine.
Nie mówię w długouchym. Znalazłaś jakieś zapiski? – Valfara zerknęła na kapłankę.
Chyba dziennik. Jeśli jest barona, a czemu miałby nie być, to może w końcu dowiemy się co tu się stało.

Tymczasem Pelaios męczył się z zamkiem kuferka. Mechanizm wprawdzie nie wyglądał na szczególnie złożony, ale jego niewielkie rozmiary skutecznie utrudniały pracę. Wreszcie po dłuższej chwili wieko odskoczyło, a on zdał sobie sprawę, że zamek został wypaczony i nie będzie można go już zamknąć. Kiedy uniósł pokrywę zobaczył, że wnętrze wypełnione jest złotymi i platynowymi monetami, a także klejnotami wszelkiej maści. Od agatów i granatów, po nieliczne rubiny, szafiry, a nawet diamenty. Licząc na oko miał teraz w rękach około półtorej do dwóch tysięcy sztuk złota.

Diabelstwo mruknęło z aprobatą i pokiwało do siebie głową. Pomimo okoliczności wciąż miał nadzieję, że ktokolwiek tu przeżył. Do tego czasu jednak…
Majątku było zbyt dużo, by przesypać do sakiewki. Nie uśmiechało mu się jednak wrzucanie całego kuferka, który sam w sobie trochę ważył, do plecaka. Sięgnął w kierunku łóżka i pociągnął w swoim kierunku fragment pościeli. Wymierzył odpowiednią długość i uciął nożem spory fragment materiału. Następnie złożył i związał go tak, by stworzyć prowizoryczny worek, do którego przesypał zawartość kuferka. Całość bezpiecznie umieścił w plecaku, a kuferek odłożył na miejsce. Dorzucił do plecaka jeszcze pas rycerski. Na koniec sprawdził skrzynię w poszukiwaniu podwójnego dna i zakończył przeszukiwanie wkładając pusty kuferek oraz zamykając wieko.
Diabelstwo podniosło się z podłogi i założyło plecak z niechęcią odczuwając dodatkowe kilogramy. W ręce ujął skrzynię podatkową i skierował się na balkon, by szybkim rzutem oka ocenić czy nie ma tam nic interesującego.

Balkon był całkiem spory, a widok z niego, gdyby nie mgła, rozciągał się zapewne na okoliczne lasy i Złoty Łan niedaleko. Niemniej pomimo starań i uważnego oka nie znalazł tam nic godnego uwagi ani sposobu na przejdzie na drugą stronę od zewnątrz.

Pelaios odwrócił się od balkonu i przeszedł wzdłuż wyrwy oceniając, w którym punkcie najłatwiej będzie mu przeskoczyć. Ufał swoim zdolnościom, ale niewygodnie skakało się z kuferkiem w rękach. Hanah mogła dostrzec zwątpienie w jego oczach.
Czemu ty trzymasz ten kuferek? – zapytała go widząc jakie ma zamiary.
Jest dla Valfary… ale nie będę ryzykował zawalenia się podłogi – wyjaśnił.
Pelaiosie… ja potrafię posługiwać magią. Po prostu go jej podam – kapłanka wydawała się lekko zszokowana, że tym razem Tiefling nie popisał się najlepszym myśleniem… a może po prostu zawsze starał się wszystko zrobić sam? Chcąc jednak pokazać, o co chodzi Hanah wyczarowała magiczną dłoń i odebrała kuferek aby przelewitował w stronę Valfary.
Trzymaj – dodała nie bardzo rozumiejąc czemu akurat wojowniczka miała go dostać. Potem już tylko zesłała niebiańskie wsparcie na diabelstwo aby ułatwić mu skok.
Tiefling wciąż nie mógł się przyzwyczaić do faktu, że Hanah potrafiła nieco więcej… czy raczej może coś innego, niż mógłby się spodziewać po kapłanie. Chciał się wytłumaczyć, skomentować, ale zaniemówił. Mruknął tylko coś niewyraźnie pod nosem, wziął rozpęd i skoczył na drugą stronę celując w róg pomieszczenia zaraz obok drzwi.

Wziąwszy odpowiedni rozbieg Pelaios jednym susem zostawił rozpadlinę za sobą i miękko lądując na logach znalazł się po drugiej stronie. Deski podłogi wydały z siebie ledwo zauważalne skrzypnięcie.

Pelaios uśmiechnął się pod nosem, ciesząc się z niewielkich rzeczy. Odstawił plecak pod samą ścianę i bez obciążenia podszedł do szafy, by ją przeszukać. Tutaj nie szukał już pułapek. Zależało mu na czasie, by nie stać zbyt długo przy samej wyrwie.

Przetrząsając kolejne szuflady i szafeczki w komodzie natrafiał jedynie na męskie ubrania, które niezwykle często nosiły ponaszywane znaki Helma, czasami przy końcach rękawów, niekiedy bezpośrednio na piersi. W międzyczasie wpadło mu w ręce kolejnych kilka monet, lecz poza tym nie natrafił na nic szczególnie godnego uwagi, jeżeli nie liczyć faktu, że wiele elementów odzienia nosiło już dość znaczne ślady zużycia, w tym wytarcia charakterystyczne dla pancerzy czy pasów obwieszonych bronią.

Ubrania go nie interesowały. Zamknął szafę i spojrzał nie bez wątpliwości na skrzynię w rogu, tuż przy wyrwie. Bardzo ostrożnie przesunął się w jej kierunku. Podłoga skrzypiała przy każdym kroku, raz kawałek deski odpadł i zniknął w mroku na dole. Niemniej trzymał się całkiem stabilnie i bezpiecznie dotarł do skrzyni. Nie chcą ryzykować trącił tylko wieko skrzyni, które okazało się być otwarte. Z głucho opadło na miejsce nim miał okazję zobaczyć co jest w środku.
To była dobra wiadomość. Już miał w głowie wizję przykucnięcia na wieku skrzyni niczym gargulec by gmerać w zamku wytrychami na ślepo. Przesunął się bliżej skrzyni i wsunął się w przestrzeń pomiędzy nią, a szafą próbując znaleźć oparcie tuż przy ścianie. Dopiero w tej pozycji, pomimo ścisku, czuł się bardziej swobodnie. Otworzył raz jeszcze skrzynię, tym razem na oścież.
Wewnątrz wyłożona była jakimś miękkim materiałem, a pośród niego walały się kolejne dewocjonalnia poświęcone Helmowi, ze dwie brosze, modlitewnik, medalion oraz dwie buteleczki z czymś co najpewniej było wodą święconą.
Diabelstwo schowało wszystko po kieszeniach i zamknęło skrzynię. Następnie bardzo ostrożnie wysunęło się zza szafy i przesunęło w kierunku drzwi. Kiedy był już mniej więcej w połowie drogi poczuł, że grunt ucieka mu spod nogi. Jednocześnie rozległ się trzask łamanego drewna. Tiefling odruchowo przeniósł ciężar na drugą nogę próbując się wybić w powietrze i odepchnąć od szafy w kierunku drzwi. Hanah wytrzeszczyła oczy widząc co się dzieje. Bez namysłu również skoczyła aby złapać tieflinga jednocześnie odpalając magię kostura…

Niemal w tej samej chwili Hanah i Pelaios spróbowali skoczyć ku sobie, lecz miast majestatycznego chwytu w powietrzu było wspólne runięcie w dół, kiedy kobiecie powinęła się noga, a diablęciu zapadła się druga noga. Ku ich szczęściu kapłanka w porę objęła ich magią kostura, dzięki, której bezpiecznie wylądowali na nogach blisko krawędzi rozpadliny na parterze. Niemal natychmiast usłyszeli za sobą ogromny huk, kiedy komoda poszła w ich ślady i robiła się po drugiej stronie pociągając za sobą spory kawał podłogi po drugiej stronie.

Do diabła… – sapnął Tiefling odruchowo odsuwając się od krawędzi wraz z Hanah. Był żywo przerażony wizją śmierci, która przed chwilą była taka… namacalna.
Khm, na niebiosa było blisko – szepnęła niemal kapłanka patrząc na rozpadlinę i strzaskaną szafę. Wciąż kurczowo trzymała Pelaiosa.
Blisko… to lekkie niedomówienie – Pelaios zwilżył wargi, które nagle stały się piekielnie suche. Adrenalina wciąż buzowała, ale wizja upadku bladła z każdą sekundą. Mógł sobie pozwolić na rozluźnienie. Wyraził to w najbardziej absurdalny sposób. Parsknął śmiechem.
Hanah najpierw spojrzała na towarzysza ze zdziwieniem, a potem z powrotem na rumowisko i na górę. Pokręciłą głową z uśmiechem.
Żyjemy! – dała znać tym na górze i ogólnie wszystkim którzy usłyszeli łomot.
Żyjemy – sapnął tiefling – Żyjemy… dzięki Tobie Hanah. Dziękuję, uratowałaś mnie.
Prosze bardzo… zwykle nie rzucam się wprost do rozpadliny więc możesz się poczuć...
Wtem rozległ się kolejny huk, tym razem mniejszy i zobaczyli rozbitą skrzynię zaraz obok komody.

[MEDIA]https://i.pinimg.com/originals/a6/bc/b8/a6bcb8356e2bc521d3bd62dbdf077dc4.png[/MEDIA]

… wyjatkowo. Khm, może się odsuńmy – kapłanka pociągnęła tieflinga dalej od krawędzi i spadających przedmiotów.
Z tobą zawsze się czuję wyjątkowy słońce – Tiefling jednak zamiast patrzeć na Hanah patrzył w górę zastanawiając się, czy jego plecak jest bezpieczny. Spoglądając po wyłamanych deskach i resztkach sufitu wyglądało na to, że powinien być na swoim miejscu.
No dobrze… czas wracać na górę – Pelaios wrócił uwagą do Hanah w końcu ją puszczając. Co ona również zrobiła na moment pąsowiejąc.
Zdecydowanie.


Pelaios wraz z Hanah skręcali już ku schodom, kiedy diablę odruchowo zerknęło do sąsiedniego pomieszczenia, w którym było zejście do podziemi posiadłości. Zobaczył wówczas czubek hełmu z opuszczoną zasłoną i szczeliną wpatrzoną w jego twarz.
“Kości zostały rzucone” pomyślał Dagonet, gdy było już jasne, że dalsze podchody nie mają sensu. Po schodach z piwnicy ciężkim krokiem wstąpiła wysoka sylwetka mężczyzny, odzianego w kolczą zbroję, przykrytą długim do kolan, czerwonym tabardem. Jego twarz pozostawała skryta za przyłbicą hełmu, do którego doczepiona była czerwona kita. Na piersi widniało wyszywane złotą nicią słońce, a na szyi zwisał amulet z takim samym symbolem. Mężczyzna postawił na ziemi wysoką tarczę z wymalowanym brzaskiem poranka, a dotychczas chowany za nią cep bojowy, zawisł z głośnym brzękiem łańcucha u boku zbrojnego.
Kto przekroczył z własnej woli progi tego niegościnnego domostwa? – odezwał się stanowczy, choć przytłumiony przez hełm głos. – Jak brzmi wasza godność i w jakim celu tu przybywacie?

Kapłanka stanęła jak wryta słysząc obcy głos. Spojrzała w tą samą stronę co Pelaios dostrzegając rycerza. Najpierw opadła jej szczęka, a potem jakby w oczach zaświeciła się radość.
Pelaios, Hanah… proszę powiedz mi, że jesteś z tej wyprawy świętych dostojników co wcześniej weszli we mgłę – niebieskie oczy aż jarzyły się nadzieją.

Logika sugerowała że skoro się odzywa znaczy że nie jest ożywieńcem. Z drugiej strony Pelaios był już w stanie uwierzyć we wszystko… nawet w to że pod hełmem kryje się gadająca dynia. Dlatego też z pewną dozą nieufności położył dłoń na rękojeści rapiera.
I odkryj swe oblicze zacny rycerzu… – dodał.

Niestety muszę cię zmartwić, Hanah – odpowiedział zbrojny, zatykając broń za pas i odpinając paski hełmu. Nie skrywał on dyni, ani innego ożywieńca. Dwójce awanturników ukazała się za to twarz mężczyzny, o ostrych rysach twarzy, gęstych, czarnych włosach i kilkudniowym zaroście. Mała blizna z kolei przechodziła przez jedno z jego brązowych oczu. Opierając tarczę o biodro i trzymając nakrycie głowy pod pachą, kontynuował – Przybyłem tu na długo przed pojawieniem się mgły. I większość czasu spędziłem jako strażnik w tym domostwie. Nazywam się Dagonet z Marsember. Pozwolę sobie zapytać jeszcze raz, jaki jest cel waszej wizyty tutaj?

Rozwiązać sprawę mgły oczywiście. – oczy kapłanki przygasły po usłyszeniu że Dagonet również nie jest z tamtej grupy. – Udało się nam już odnowić moce świątyni Chauntei w Złotym Łanie. Teraz szukamy źródła tego wszystkiego… jak to jest, że tobie udało się tak długo przetrwać?

Instynkt podpowiadał Dagonetowi, że może zaufać słowom Hanah. Wszystko wskazywało na to, iż faktycznie może być jedną z ilmaterian, na co zdawały się wskazywać jej szaty. Choć starał się tego nie okazywać, odetchnął delikatnie z ulgą.

Przyświeca wam zatem szlachetny cel. Jedynie Lathander wie, dlaczego pozwolił mi przetrwać na tej przeklętej ziemi, lecz jestem mu za to głęboko wdzięczny. Dzięki jego przewodnictwu udało mi się skryć w podziemiach posiadłości, a dzięki przezorności barona Wilhelma, zgromadzono tu wystarczająco zapasów, bym dotrwał tu do dnia dzisiejszego. Radym jest w takim razie, że was widzę. Obawiałem się szabrowników, ale widzę przed sobą ludzi z misją.

Khm… tak, ale nie sądziliśmy, że znajdziemy tutaj jeszcze kogoś żywego. Powiedz, nie miałeś może jakiś zwidów? Albo omamów? – Hanah przemilczała to co robili chwilę wcześniej w pokojach barona.

Mężczyzna zmarszczył brwi.
Hm… nie. Żadne złe moce nie zakłócały ani mojego snu, ani zmysłów na jawie. – słowa kobiety niepokoiły go. Jak wiele go ominęło? – Po odgłosach z góry wnoszę, że nie przybyliście tu we dwójkę?

Nie przyszliśmy i myślę, że to dobry pomysł abyś z pozostałymi też się zapoznał. – Kobieta spojrzała jeszcze raz uważnie po nowo poznanym i nagle jej tęczówki zaświeciły bursztynowym światłem. Dosłownie przez kilka chwil podtrzymała spojrzenie i kiedy widać uznała, że wszystko jest w porządku pozwoliła sobie odwrócić się plecami do rycerza i gestem zaprosić go za sobą.
Dagonet ponownie zapiął tarczę do przedramienia, popatrzył jeszcze w stronę piwnicy, z której wyszedł, jakby wypatrując czegoś, po czym wolnym krokiem podążył za kobietą.
 
MrKroffin jest offline  
Stary 17-08-2019, 19:15   #107
 
Koime's Avatar
 
Reputacja: 7556 Koime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputację

dy podział grup był już ustalony, Neff zwrócił się do osób, które pozostały by zbadać parter.
Zacznijmy więc od reszty pokoi po tej stronie rozpadliny. W międzyczasie możemy pomyśleć, jak najbezpieczniej przedostać się na drugą stronę. I pamiętajcie by trzymać się razem.
Mamy jeszcze jakąś linę? Mogę magicznie przenieść się na drugą stronę i za pomocą sztuczki z magiczną dłonią podać wam ją. Wy przywiążecie ją z waszej strony, a że swojej i przejdziecie po niej. – odezwała się Cely proponując swój pomysł.
Neff przymknął na chwilę oczy zastanawiając się.
To ciekawy pomysł, ale boję się o twoje bezpieczeństwo. Pamiętasz co stało się na górze. Nie wiemy co może sprawić, że te pnącza nagle ożyją. Sprawdźmy czy w pobliżu nie ma jakiegoś długiego stołu lub ławy, którą moglibyśmy użyć jako most..
Pamiętam też, że mój ogień spalił tego stwora na popiół, po za tym w razie niebezpieczeństwa mogę przenieść się z powrotem na tą stronę, ale jak uważasz. Jeśli masz czuć się spokojniejszy to poszukajmy czegoś co posłuży za kładkę. – dziewczyna wzruszyła ramionami. Troska elfa była miła, jednak twierdziła, że trochę przesadza.
W chwili kiedy dziewczyna powiedziała o ogniu milczący rycerz pośpiesznie wyciągnął ze swej torby kawałek pergaminu i coś na nim nakreślił. Odwrócił go następnie w kierunku pół-drowki, a tam stało “ogień”. Wtem wskazał na owe słowo i objął gestem wszystko wokół nich, by zakończyć trzęsąc dłonią informując o swej niepewności.
Dziękuję – odpowiedział z uśmiechem Neff, kładąc dłoń na jednym, z podniesionych ramion, po czym skierował się w stronę pokoju z żyrandolem w poszukiwaniu prowizorycznej kładki.
Uważasz, że nie powinnam używać tu ognia? – Pół-elfka spytała rycerza, ten zaś potwierdził skinieniem głowy. W odpowiedzi dziewczyna jedynie uśmiechnęła się do niego i ruszyła za elfem.
Chodźcie, nie rozdzielamy się.

Sprawdzając czy wszyscy posłuchali polecenia Iskierki, mistyk zwrócił się jeszcze do Troi.
Jeśli mogę zapytać, to co się właściwie wtedy stało?
Kobieta przymknęła oczy, najwyraźniej przywoływała wspomnienia. Kiedy zaczęła mówić wolną ręką mięła mieszek z fetyszami wróżbiarskimi.
Nie wiem… Poleciłam krukowi by poleciał do pomieszczenia obok, by popilnował tyłów i wtedy… – wiedźma wyglądała na skołowaną. – Nie dostałam odpowiedzi… wszystko się zamgliło… i ocknęłam się już w dole, pośród pędów.

W międzyczasie Tarcza i Zaszir zaczęli przyglądać się stołowi w jadalni. Półbies przykucnął na jednym końcu i przykładając wzrok do linii blatu oceniał krytycznie.
Myślisz że ten stół się nada? – spytała zaklinaczka stając nad Zaszirem.
Na długość chyba wystarczy, zawsze można by przerzucić go w jakimś węższym fragmencie, ale problem jest inny. Nie przejdzie przez drzwi.
A co jeśli gdybyśmy odrąbali nogi? – zapytał elf.
Wtedy tak, ale zobacz – Zaszir gestem zaprosił elfa do zaglądnięcia pod stół.
Odrąbać je to nie będzie taka łatwa sprawa.
Blat bowiem opierał się na dwóch grubych nogach, które u dołu rozchodziły się w cztery mniejsze odnogi zapewniające mu stabilność. Neff dostrzegł nawet pojedyncze rzeźbienia, głównie w formie rowków i żłobień. Oceniając na oko jedna noga miała coś około stopy średnicy, może odrobinę więcej.
A gdyby… a gdyby potraktować te nogi kwasem? – zaproponowała pół-drowka.
Możemy spróbować. To świetny pomysł! – poparł propozycję Neff.
A co wy myślicie? – zaklinaczka spojrzała na pozostałych.
Rycerz wzruszył ramionami, Troa zaś rzuciła pośpiesznie swoimi kośćmi.
Powinno się udać – przytaknęła pomysłowi.
Nie jestem przekonany. Możesz to zrobić tak, że nie uszkodzisz blatu? – Zaszir był bardziej sceptycznie nastawiony.
Będę celować tylko po nogach. – zapewniła.
Zaszir ostatecznie przytaknął i wraz z pomocą Neffa oraz tarczy odstawił krzesła na bok, po czym wspólnie obrócili stół w taki sposób, by Cely miała czyste pole strzału. Magiczka nie czekając skupiła się i zaczęła raz za razem ciskać kulami kwasu w jeden punkt. Żrąca, zielonkawa substancja drążyła drewno i niemal natychmiast wyparowywała, lecz na jej miejsce zaraz pojawiała się następna porcja. Tym sposobem pół-drowka “odcięła” obie wadzące im nogi, chociaż zajęło to dłuższą chwilę, a podniszczone dywany zalegające na podłodze zostały wzbogacone o kilka nowych dziur.
Zadowolony Neff spojrzał na dzieło Iskierki.
Świetnie. Zobaczmy czy damy radę po tym bezpiecznie przejść na drugą stronę rozpadliny.
A w którym miejscu chcesz go przerzucić? – Zaszir zapytał dość nagle.
Myślałem o rogu pokoju, z prawej strony od miejsca, z którego weszliśmy do posiadłości. Dałoby to dodatkowe wsparcie i nie pozwoliło kładce tak łatwo się zsunąć. A jak wy uważacie/i]
Brzmi rozsądnie. Tarcza?
Zakuty w zbroję jegomość wykonał gest raczej przyzwalający.
Neff spojrzał w stronę pół-drowki.
A jak ty uważasz, Iskierko?
Dziewczyna skinęła głową twierdząco.
Myślę że to dobry pomysł.
Zatem idziemy – Zaszir orzekł, po czym wspólnymi siłami zaczęli wynosić blat do wielkiej sali. Następnie ostrożnie zbliżyli się do krańca rozpadliny, który był najbliżej wejścia. Odstawiwszy na chwilę prowizoryczną kładkę diablę popatrzyło na nią krytycznie, a następnie przesunęło wzrok na dziurę.
Ustawiamy go resztkami nóg do dołu czy do góry?
Do góry. Lepiej niech największa powierzchnia podstawy pozostanie płaska.

Zaszir przytaknął pomysłowi i wraz z elfem oraz rycerzem chwycili za beznogi blat. Obrócili go na właściwy bok i spróbowali przerzucić nad rozpadliną. Sił im nie brakowało, lecz koordynacji już tak, co poskutkowało tym, że drugi koniec stołu nie zatrzymał się na drugiej krawędzi tylko zaczął spadać. Pancerna rękawica wystrzeliła do przodu i Tarcza w porę chwycił za wystający kawałek po nodze.
Próbujemy jeszcze raz tak samo czy macie inną metodę?
Elf zastanawiał się przez chwilę czy nie użyć swej dyscypliny mocy by ułożyć kładkę w odpowiedniej pozycji, lecz ostatecznie odrzucił ten pomysł. Musiał oszczędzać zapasy mocy.
Próbujemy jeszcze raz.
Poprawiwszy chwyt oraz swe rozstawienie powzięli drugą próbę. Tym razem czynili to o wiele płynniej, po części wyczuwając które z nich operowało jaką siłą. Po chwili drugi koniec blatu uderzył o drugi koniec rozpadliny i jednym ruchem posunęli go dalej, tak, że blat stworzył prowizoryczny most. Zrobiwszy swoje ostrożnie przechodzili na drugą stronę. Zawahał się jedynie rycerz w płytowej zbroi, ale ostatecznie i on do nich dołączył. Zaraz obok siebie mieli jedne drzwi, a następne zaraz obok dekoracyjnego pancerza, lecz tam, dosłownie niecały metr przebiegała krawędź rozpadliny.
Sprawdzamy co jest tutaj? – Zaszir zaproponował pierwszą opcję.
Najpierw upewnię się, że wewnątrz tego żelastwa nic nie siedzi – odpowiedział elf i starał się przebić telepatycznym atakiem do wnętrza zbroi, co poskutkowało dalszą ciszą.
Chodźmy więc. Uważajcie tylko gdzie stawiacie kroki.
Może otworzymy je z daleka? Tak dla pewności. – zasugerowała pół-elfka.
Zaszir popatrzył na Troę.
Właściwie... – Kobieta zerknęła na rozpadlinę. – Może tak będzie lepiej.
Cely otrzymawszy zgodę skupiła się i ze znaczącej odległości otworzyła drzwi przy pomocy magicznej dłoni. Nic nie wyskoczyło, posiadłość się nie zawaliła, ani nie wyszła gnomia orkiestra grająca dość znaną i równie rubaszną piosenkę. Miast tego wszystkiego, kiedy już się zbliżyli, dostrzegli wewnątrz nierówne rzędy ław, pomiędzy które wpadały blade snopy światła z rozmieszczonych na przeciwległej ścianie okien. Ostrożnie zbliżyli się i zaglądając do środka zobaczyli na końcu pomieszczenia kamienny posąg przedstawiający zakutego w pełną płytę rycerza opierającego dłonie o miecz. Zaraz za rzeźbą dostrzegli wymalowany na ścianie symbol przedstawiający wierzchnią stronę pancernej rękawicy z okiem na środku. Znak Helma.

[MEDIA]https://i.pinimg.com/originals/0f/12/b9/0f12b95146a3dd309a5e112f965be755.png[/MEDIA]

Neff rozejrzał się po pomieszczeniu zaciekawiony.
Czyżbyśmy trafili do kapliczki? Nie wiedziałem, że ta rodzina była aż tak religijna. Wiesz coś o tym Troo?
Nigdy nie ukrywał, że był bogobojny, chociaż szczególnie dało mi się to we znaki po śmierci jego żony. Chociaż po czasie chyba winnam mu być wdzięczna. Inaczej nie byłabym lesie kiedy spadło na nas to nieszczęście.
Wchodzimy do środka się rozejrzeć? – spytała Cely.
W zasadzie można, chociaż nie spodziewałbym się znaleźć tutaj czegoś ciekawego. Troo? – Zaszir zwrócił się do wiedźmy.
Widzę tutaj pośpiech… i może strach – rzekła obrzucając wzrokiem pomieszczenie, które mieli przed sobą. – Raczej nic nam nie grozi w kaplicy. Nawet w takim stanie.
Chodźmy więc – powiedział Neff i pierwszy wszedł do środka.

Po chwili cała grupa była już w kaplicy. Pół-drowka przechadzała się między nawami szukając czegokolwiek, co mogłoby nie pasować do tego miejsca. Zaglądała pod ławy, przez dłuższą chwilę oglądała ołtarz, aż wreszcie podniosła oczy i przez chwilę zawiesiła oczy na niszczejących malunkach pod sklepieniem. Przedstawiały one różnego rodzaju alegoryczne i symboliczne sceny, których głównym bohaterem był sam Helm lub rycerz będacy jego wyznawcą. Ostatecznie nie miało to teraz większego znaczenia, zaś obrazy skupiały się przede wszystkim na przesłaniu oscylującym wokół służby i powinności bądź tak właśnie widziała je pół-elfka. Z kolei między ławami nie znalazła niczego ciekawego, nawet złamanego miedziaka, przy czym bardziej interesujący był sam ich układ. Nierówności przywodziły na myśl pośpiech oraz poruszenie.
Wygląda mi to tak, jakby coś zastało ich podczas nabożeństwa lub coś tego pokroju – głośno myślał Zaszir dochodząc do podobnych wniosków.
Tymczasem Troa wraz z tarczą zbliżyły się do ołtarza oraz górującej nad nim posągiem Helma. Wiedźma z niezbyt wielkim zainteresowaniem rzuciła okiem po ofiarnej misie, w której przewracały się monety oraz powąchała dwie stojące po bokach kadzielnice. Rycerz zaś przez dłuższą chwilę wpatrywał się w uchwycone w kamieniu oblicze czy raczej hełm, po czym samemu padł na kolana, położył pięść na piersi, spuścił głowę i trwał tak w bezruchu.

Trwało to dłuższą chwilę, lecz ostatecznie elf wreszcie doczekał się zwolnienia miejsca przy ołtarzu. Odczekał by nie być nachalnym i uszanować wiarę rycerza. Kiedy zaś zbliżył się zaczął uważnie przyglądać się całemu postumentowi, którego głównym elementem był rzecz jasna posąg bóstwa. Sprawna i bardzo dobra robota kamieniarza, zarysy ostre, a elementy pancerza odpowiednio wyprofilowane. Poświęcił też chwilę samej sekcji ofiarnej i to właśnie tam, a dokładniej zaraz pod nią znalazł lekko skrytą szafkę, a w niej dwa flakony z przeźroczystą cieczą.
Upewniając się, że rycerz w zbroi spogląda w inną stronę Neff pospiesznie schował buteleczki do wewnętrznych kieszeni płaszcza. Jeśli była to święcona woda, to mogła się okazać niezwykle przydatna w przypadku przyszłych potyczek z nieumarłymi.
Obraz swego znaleziska i tego co z nim zrobił, przekazał telepatycznie pół-drowce.
Zaklinaczka skinęła elfowi głową, na znak aprobaty wobec "pożyczenia" wody święconej, po czym zwróciła się do Zaszira, odpowiadając na jego głośną myśl.
A może oni sami tym "nabożeństwem" przywołali to "co ich zastało"?
Ten popatrzył na nią wątpiąco. Wtem ktoś podszedł do nich i tym kimś był Tarcza. Rycerz zwrócił na siebie uwagę i skupiwszy się na Cely stuknął się palcem w hełm, a potem wskazał na ręką na posąg Helma.
No co? Świątynia też jest miejscem boga, a doszło w niej do rzeczy do których w sakralnym miejscu dojść nie powinno. – stwierdziła pół-drowka nie rozumiejąc obruszenia rycerza.
Po tej krainie można się wszystkiego spodziewać.
Mniejsza o to – Zaszir postanowił przeciwdziałać ewentualnym niesnaskom. – Próbujemy dostać się do drzwi przy zbroi czy wracamy do reszty?
Neff odwrócił się do diablęcia. Nie mieli chyba innego wyboru, jak sprawdzić pozostałe pomieszczenie.
Sprawdźmy jeszcze ten pokój. Po to tu przecież przyszliśmy. Pójdę przodem.
Nie był pewien jak najlepiej obejść zbroję, blokującą wejście do drzwi, podszedł więc do niej ostrożnie i sprawdził jak bardzo jest stabilna.

Elf zbliżył się ostrożnie obrzucił pancerz spojrzeniem od stóp do głów. Zbroja prezentowała się niczego sobie, chociaż była bardzo zakużona, zaś stojak, na którym ją ustawiono wydawał się stabilny, a przejście za nią na tyle szerokie, że jego szczupła osoba mogła spróbować się przecisnąć. Nim spróbował to zrobić postarał się sprawdzić czy jest na siłach by przestawić ją dalej od drzwi. Chwyciwszy za plachy pociągnął, lecz całość nie przesunęła się ani o krok, zaś niektóre z blach uciekały spod palców. Coś zgrzytnęło, metal przejechał po metalu i hełm z głuchym uderzeniem spadł na podłogę. Odbił się od niej, po czym wpadł do rozpadliny.
Zaszir spojrzał na elfa niepewnie, zaś Tarcza powiódł wzrokiem za znikającym w pędach hełmem. Odruchowo sprawdził niektóre z rzemieni. Neff natomiast postanowił i tak spróbować tego co postanowił. Wsunął się ostrożnie między zbroję, a ścianę. Stawiając kroczek za kroczkiem przechodził na drugą stronę, kiedy zahaczył jedną stopą o drugą i straciwszy równowagę poleciał prosto na zbroję. Rozległ się metaliczny huk, kiedy pancerz rozbił się o deski podłogi. Blachy rozsypały się, część z nich spadła do rozpadliny, a za nimi toczył się elf. Neff widział już oczyma wyobraźni jak spada na dół. Wtem szarpnięcie zatrzymuje go w ostatniej chwili, na samej krawędzi. Kiedy się odwraca widzi, że złapał go Zaszir, którego druga ręka kurczowo zaciska się na sztylecie wbitym głęboko między deski.
Tarcza! – woła i rycerz po chwili jest już przy nich. Wspólnymi siłami odciągają elfa od dziury i pomagają mu wstać. Wszyscy biorą głębszy oddech. Droga do drzwi była wolna.
Może lepiej ja pójdę przodem – zaproponowało diablę i ostrożnie stawiając kroki dotarło do drzwi i otworzyło je. Szybko wsunął się do środka.
Kolejne drzwi i schody na górę! – zawołał niezbyt donośnie. – Uważajcie przy przechodzeniu, deski mogą być zdradliwe.
Neff przytaknął na ostrzeżenie, wciąż przypominając sobie wstydliwą wpadkę podczas próby obejścia tego przeklętego pancerza. Ostrożnie starał się iść krok za krokiem oddalającego się Zaszira, a za nimi, z odpowiednią rozwagą i czujnością szli pozostali. Wszyscy szybkim krokiem minęli nadwyrężony fragment podłogi i znaleźli się za drzwiami, gdzie w oczy rzuciły im się schody prowadzące na górę, a także wejście do kolejnego pomieszczenia kawałek dalej. Owe drzwi miały na sobie charakterystyczny znak świadczący o tym, że musiała to być latryna.

[MEDIA]https://i.pinimg.com/originals/28/62/bd/2862bde5429cf9811cb37d5c2b4e3c77.png[/MEDIA]

Idziemy na górę? – zaproponował Zaszir.
To chyba najlepszy wybór. Chyba że proponujesz, byśmy najpierw sprawdzili tamto miejsce? – zażartował elf, wskazując na latrynę.
Bez przesady, ale masz wolną rękę jak chcesz skorzystać – diablę puściło do elfa oko, po czym ostrożnie udali się na górę. Schody skrzypiały pod wpływem ich kroków, szczególnie zakutego w zbroję rycerza, który i bez tego robił sporo hałasu. Na górze zobaczyli korytarz z oknami wychodzącymi na dwie strony posiadłości, jednymi pokazującymi widok za posiadłością, zaś drugie musiały znajdować się mniej więcej nad kaplicą. Natomiast zaraz obok wylotu schodów po prawej były kolejne drzwi. Będąc już całą grupą na piętrze Cely dostrzegła na końcu korytarza uchylone drzwi, a za nimi malutkie pomieszczenie z czymś co wyglądało na miotły i inne sprzęty domowe. Nie były to jednak jedyne w tamtym miejscu, bowiem zaraz obok były kolejne, tym razem zamknięte.

[MEDIA]https://i.pinimg.com/originals/44/c9/9c/44c99ce2be83b9c9812d7272d99d0166.png[/MEDIA]

Wtem gdzieś z dołu rozległ się wielki huk i dźwięk łamanego drewna.
Neff raptownie rozejrzał się, sprawdzając czy nikogo z jego grupy nie brakuje.
Co to mogło być?
Żyjemy! – dobiegło z domostwa po krótkiej chwili. Głos należał do Hanah.
Zaszir spojrzał na Neffa, po czym szybko skierował się schodami w dół i wyjrzał na wielką salę. Zaklął szpetnie.
Dołem nie wrócimy do reszty. Coś na piętrze się zarwało i akurat rozbiło się na naszej kładce ciągnąc w dół większość podłogi. Trzeba będzie znaleźć inne przejście albo jakoś inaczej wyjść z posiadłości.
Elf już miał coś zaproponować, ale wstrzymał się. Słowa Dzierlatki raczej nie były wołaniem o pomoc, a raczej chęcią uspokojenia ich.
Chodźmy. Musimy czym prędzej dowiedzieć się co się tam u licha wydarzyło.
Tak, chodźmy – przytaknęła pół-drowka i zbliżyła się na tyle, by magią otworzyć drzwi obok schowka. Pojawiła się widmowa, pomarańczowa dłoń, która pociągnęła za nie i ich oczom ukazała się Valfara, wraz z Astine oraz Mukalem zaraz po drugiej stronie rozpadliny rozciągającej się niemal zaraz za przejściem.
Mukale, Valfara, Astine… dobrze, was widzieć całych. Znaleźliście coś ciekawego? – zawołała do towarzyszy stojących po drugiej stronie wyrwy.
Chyba pokój Barona – tropicielka wskazała na dziurę w ścianie obok. – Podłoga się zarwała i Pelaios i Hanah spadli, ale są cali.
Czego nie można rzec o podłodze na dole – wtrąciła Valfara. – Do tego przeszukaliśmy pokój córki. Kilka magicznych cacek tam miała. Macie jak przejść do nas?

Niezbyt – odpowiedział jej Zaszir. – Rozważałem wyjście oknem i ponowne wejście do środka… albo możemy skakać tutaj.
Od naszej strony… no… wokół drzwi są dwie kępy tych pędów z potworami – nadmieniła Astine.
W takim razie zejdźmy ponownie na dół. Może uda mi się stworzyć dla nas przejście. – zaproponował niezbyt chętnie Neff. Jego zapasy mocy znów mogły zostać przez to uszczuplone – Spróbuję stworzyć stabilne przejście nad rozpadliną, stworzone z mocy. Nie proponowałem tego wcześniej, ponieważ ta zdolność znacznie zmniejsza moje zapasy mocy.
Na pewno się uda, dasz radę. – odparła Cely zachęcając elfa.
Mistyk wycofał się w dół po schodach. Poczekał aż reszta dołączyła do niego i skierował się w stronę rozpadliny. Pod jego stopami zmanifestowała się szeroka na dziesięć stóp przezroczysta bariera z czystej mocy, sięgająca na drugi koniec przepaści.
Można po tym spokojnie przejść? – spytała zaklinaczka podchodząc do krawędzi dzieła mistyka.
Bariera powinna wytrzymać ze dwa uderzenia młotem przez rosłego żołnierza. Jej pierwotne zastosowanie nie przewidywało, że ktoś będzie po niej chodził – odpowiedział Neff uśmiechając się do siebie i ostrożnie wchodząc na prowizoryczną kładkę.
Dziewczyna powiodła wzrokiem za elfem, po czym niepewnie ruszyła za nim ostrożnie stawiając kroki.

Przechodzenie po niewidzialnej ścianie zawieszonej tuż nad miejscem, które chciało cię pożreć lub coś w tej kategorii, nie należało do najbardziej komfortowych przeżyć, lecz co by nie sądzić o tej sytuacji to Neff bezpiecznie przeprowadził całą grupę na drugą stronę. Z chwilą, kiedy stanęli na drewnianych deskach podłogi można było usłyszeć oddechy ulgi.
Uh... Wolałbym tego nie powtarzać – stwierdził Zaszir spoglądając w miejsce, gdzie przeszli po niewidzialnej kładce. – Chodźmy do reszty.



 
Koime jest offline  
Stary 03-09-2019, 19:45   #108
 
MatrixTheGreat's Avatar
 
Reputacja: 3615 MatrixTheGreat ma wspaniałą reputacjęMatrixTheGreat ma wspaniałą reputacjęMatrixTheGreat ma wspaniałą reputacjęMatrixTheGreat ma wspaniałą reputacjęMatrixTheGreat ma wspaniałą reputacjęMatrixTheGreat ma wspaniałą reputacjęMatrixTheGreat ma wspaniałą reputacjęMatrixTheGreat ma wspaniałą reputacjęMatrixTheGreat ma wspaniałą reputacjęMatrixTheGreat ma wspaniałą reputacjęMatrixTheGreat ma wspaniałą reputację
Retrospekcja Dagoneta

roga była długa i męcząca, lecz ostatecznie trud się opłacił. Baron Wilhelm niezmiernie się cieszył z odwiedzin męża będącego w służbie bogów, choć władyka już na wstępie rozwiał nadzieje Dagoneta na spotkanie rycerzy Świetlistego Ostrza - wyjechali już dawno temu. Niemniej jednak zaprosił młodego paladyna, by ten pozostał w domostwie Celeboarów przez jakiś czas, a Dagonet korzystał z dobroci swojego gospodarza. Będąc sierotą, nie był formalnie rycerzem, lecz nie zdawało się to specjalnie przeszkadzać baronowi.

Dagonet, choć z początku rozczarowany nieobecnością zakonu, bardzo polubił zarówno posiadłość jak i Celeboarów. Starał się okazywać swą wdzięczność jak tylko mógł, oferując również swój miecz do czasu ponownego wyruszenia w drogę. Choć nigdy nie wspomniał o tym nikomu głośno, miał cichą nadzieję, że jeśli dowiedzie swojej wartości w służbie Wilhelma, zostanie pasowany przez niego na prawdziwego rycerza.

Jako że Dagonet nadal był w świetle prawa inkwizytorem, baron postanowił wykorzystać okazję i pozwolił paladynowi stanąć w roli osobistej ochrony u boku swojej córki, która przechodziła buntowniczy okres. Być może miał nadzieję, że ostudzi to zapał Roweny do sprzeniewierzania się ojcu…

I z początku miał rację. Rowena czuła się bardzo nieswojo w towarzystwie paladyna i z pełną wzajemnością. Dagonet nie miał pojęcia jak miał zachować się przy młodej szlachciance, więc ich interakcje były pełne bardzo krótkich, niezręcznych konwersacji. I choć nigdy nie kwestionował swoich nowych obowiązków, nie widział w nich większego sensu, może oprócz okazji, gdy Rowena opuszczała dwór. Wkrótce jednak dwójka młodych ludzi coraz bardziej przekonywała się do siebie nawzajem i Rowena wyjawiła paladynowi co skrywała przed ojcem - uczyła się sztuk tajemnych, na które baron zerkał krzywym okiem - a Dagonet obiecał jej dochować tajemnicy.

Prawdopodobnie właśnie ta decyzja pozwoliła mu zachować życie, gdy zaczął się koszmar…



Huk wyrwał Dagoneta z drzemki. Zerwał się na równe nogi, choć nie do końca docierało do niego jeszcze, co się stało. Spojrzał z troską na Rowenę, lecz zobaczył, że jest bezpieczna, choć zdecydowanie wystraszona nagłym poruszeniem.

Zobaczę co to było – rzekł najspokojniej jak umiał, starając się nie denerwować bardziej dziewczyny - Może ktoś przyszedł na ratunek.

Dagonet posłał szlachciance łagodny uśmiech, choć sam wątpił w przybycie czegoś w rodzaju "posiłków" czy ekipy ratunkowej. Nałożył hełm i zamknął przyłbicę, a następnie umocował tarczę do przedramienia lewej ręki.

Zaraz wrócę – dodał po cichu, po czym starał się ostrożnie wyśliznąć z ich kryjówki. W prawej dłoni trzymał cep bojowy, jednocześnie zarówno za uchwyt jak i łańcuch, by brzęk metalu nie zdradził jego obecności zbyt rychło. Trzymając tarczę z symbolem słońca przed sobą ostrożnie wyglądał zza rogów. "O Panie Poranka, oświetl mą drogę".

Za każdym razem kiedy wychylał nos z ich kryjówki widok jaki zastawał napawał go niepokojem i niemal trwogą. Ściany rozbudowanej piwnicy oraz wszystko inne poprzecinane były tymi dziwnymi pędami, niekiedy kłębiącymi się w zwarte kępy, w których na samym początku słyszał krzyki tych, którym nie mógł już pomóc.

Stawiając ostrożnie krok za krokiem przemykał między beczkami omijając jednocześnie co bardziej rozrośnięte kłębowiska. Wreszcie dotarł do schodów i powoli począł się po nich wspinać. Usłyszał zbliżające się kroki i ostrożnie wytknął głowę ponad linię podłogi, tak by mieć widok przez otwarte drzwi na kuchnię. Zobaczył wówczas mężczyznę, z krótką ciemnoczerwoną brodą i wyraźnymi rogami wyrastającymi z czubka głowy. Towarzyszyła mu krótko ścięta dość wysoka kobieta w szarej szacie, którą momentalnie skojarzył z ubiorem ilmaterian. Dwójka skręcała już w kierunku schodów prowadzących na piętro, kiedy jego spojrzenie skrzyżowało się ze wzrokiem diablęcia.
 

Ostatnio edytowane przez MatrixTheGreat : 03-09-2019 o 19:56.
MatrixTheGreat jest offline  
Stary 06-09-2019, 11:50   #109
 
Jaracz's Avatar
 
Reputacja: 7195 Jaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputację
o krótkim rozeznaniu się kto, gdzie i jak w końcu wszyscy zebrali się w jadalni - jedynym pomieszczeniu na tyle dużym i bezpiecznym aby można było porozmawiać. Hanah ponownie pozwoliła sobie przejąć inicjatywę i przedstawiła sobie wszystkich.
Dagonecie, to są nasi towarzysze, Neff, Cely, Mukale, Astine, Valfara, Troa i Zashir, oraz Tarcza – następnie skierowała spojrzenie na pozostałych – wygląda na to, że nie byliśmy tutaj jednak sami, poznajcie Dagoneta.
Błędny rycerz na powitanie wykonał krótki ukłon i uderzył pancerną rękawicą w napierśnik, na co Dagonet odpowiedział podobnym gestem.
Miło cię poznać zacny rycerzu. To naprawdę budujące uczucie spotkać tu kogoś… żywego – powiedziała Cely, nie wychylając się jednak zanadto, pamiętając nieprzyjemną sytuację gdy jej wygląd zaskoczył Sile.
Rzeczywiście. To że jesteś cały musi jedynie świadczyć o nieprzeciętnych zdolnościach. Mi również miło cię poznać – wtrącił Neff.
Wkoło stołu zebrała się całkiem kolorowa grupa. Półnagi i wręcz egzotyczny wojownik, nie jedno, a dwa diabelstwa, tropicielka z wilkiem, a także drowka. Do tego całego obrazu prawie komicznego kontrastu dodawała obecność przywdzianego w ciężką zbroję rycerza oraz ubranej w szaty ilmaterian Hanah. Dagonet nie wiedział, czego może się spodziewać po tej jakże różnorodnej gromadce. Dlatego musiał się upewnić…
I mnie miło was jest poznać. Skłamałbym mówiąc, że niecodzienna… kompozycja waszej kompanii nie wprawiła mnie w zakłopotanie, lecz dziękuję Panu Poranka, że dane mi jest zobaczyć przyjazne twarze. Jestem Dagonet z Marsember, sługa i inkwizytor Lathandera. Nie noszę jednak tytułu rycerskiego, dlatego proszę byście zwracali się do mnie używając po prostu mojego imienia. – wyjaśnił patrząc na Cely. Instynkt podpowiadał ostrożność, choć młoda i serdeczna twarz drowki nie zdradzała w żadnym stopniu morderczych zapędów jej rasy. Niemniej jednak Dagonet czuł się, jakby stąpał po bardzo cienkim lodzie. Zwrócił się następnie w stronę Neffa – Jestem pewien swoich umiejętności, choć niestety nie miałem tu możliwości wykazania się zbytnim bohaterstwem. Większość czasu ukrywałem się w podziemiach, nie ma w tym nic honorowego. Tak samo jak w bezsensownym i przedwczesnym zgonie – podsumował zbrojny.

Słyszałem już o waszym szczytnym zadaniu – mówił dalej Dagonet, tym razem bardziej do ogółu zebranych – Nie ukrywam, że chciałbym… nie, moim świętym obowiązkiem jest dopomóc wam w waszej misji, jeśli zechcecie mojego wsparcia. Byłaby to też wreszcie szansa, by się wyrwać z tej posiadłości, dlatego byłbym kontent z takiego rozwiązania. Ciekaw jestem tylko, dlaczego akurat tutaj? Czyżbyście podejrzewali sir Wilhelma o jakiś związek z całą tą sprawą? Lub kogoś z jego otoczenia? – zapytał marszcząc przy tym brwi.
Nie mam żadnych solidnych dowodów, ale mam przeczucie że tu chodzi o jego córkę. Rowennę – powiedział Pelaios. – Ktokolwiek jednak za tym stoi, zagęszczenie i rozmiar tych korzeni sugeruje że właśnie tutaj rozpoczął się cały ten ambaras. Nie mówiąc już o przepowiedniach i mistycznych wskazówkach, które nas tu zawiodły – dodał patrząc na Troę.
W międzyczasie Hanah wyjęła ze swojego plecaka domniemany pamiętnik barona przysuwając się do Neffa.
Weź to przeczytaj – szepnęła.
Elf skinął głową i zabrał się do lektury.
Mamy też kilka przedmiotów, które wymagają zidentifikowania – dodało diabelstwo. – Może któryś się przyda w walce z tym… czymś. Hanah ma też kilka mikstur, które mogę nazwać jedynie kolorem.
Diabelstwo otworzyło plecak i wyciągnęło magiczne znaleziska, z braku stołu, kładąc je na jednym z krzeseł.
Dagonecie… wspomniałeś że ukryłeś się w piwnicach oraz, że pełniłeś tu straż. Istota, która kontroluje te wszystkie abominacje wycofała się właśnie na dół. Jak to tam wygląda? Posiadłość ma jakieś lochy?Pelaios zapytał z cieniem wątpliwości w głosie.
Zbrojny zmarszczył czoło “Więc jednak? Czyżby po to tu przybyli?”. Dagonet ostrożnie odpowiedział:
Wycofała się… tu? Do piwnicy? Przypuszczam, że bym zauważył gdyby tak było. Na temat lochów nic mi nie wiadomo. Jeśli to coś wycofało się pod ziemię, to być może plotki o systemie ruin pod Złotym Łanem mają w sobie ziarno prawdy. Nie pasuje mi do tego także postać panienki Roweny. Skąd te podejrzenia, Pelaiosie?
Pelaios słysząc o plotkach dotyczących ruin pod Złotym Łanem był wprost “wniebowzięty”. Miał nadzieję że nie będzie musiał zagłębiać się w jakieś lochy, by rozwikłać zagadkę tego miejsca. Po raz kolejny życie go zaskakiwało… nieprzyjemnie.
Tak jak mówiłem… przeczucie. – rzekło diabelstwo. – To co wiem na pewno, to to że utrzymywała kontakt z magiem. Szczegółów nie znam. Nie zachowywała się jakoś dziwnie? Nie znikała bez wyjaśnienia?
Z tego co jest napisane w dzienniku, twe przypuszczania są słuszne. Wynika stąd, że w młodej damie obudził się talent magiczny i była w nim szkolona w tajemnicy przed ojcem. Ten pamiętnik należał chyba do baronowej – wtrącił Neff nie odwracając wzroku od tekstu, po czym wrócił do dalszej lektury.
Valfara przypatrywała się Dagonetowi w skupieniu, odkąd wspomniał o ruinach.
Zaszir, ty tutaj jesteś obeznany w różnych opowieściach. Wiesz coś może o tym? – zwróciła się do diablęcia, które pod wpływem jej słów pogrążyło się w zastanowieniu.
Nie… nie albo nie dotarły do mnie. To jakieś lokalne podania? Wspominają coś o ich pochodzeniu lub czymś tego rodzaju?
Diablę z zaciekawieniem oczekiwało na odpowiedź świętobliwego męża.
Podczas tej krótkiej chwili gdy Zaszir oczekiwał na odpowiedź Dagoneta, Neff przesłał Dzierlatce, Iskierce, Lisowi, Golasowi oraz Astine krótką telepatyczną wiadomość.
”Jeśli ciekawi was co jest tu napisane, mogę bezgłośnie przekazywać wam to co czytam. Będzie to zapewne niestety odrobinę rozpraszać waszą uwagę.”
” Mnie możesz, jestem ciekawa” – “Dzierlatka” odpowiedziała elfowi.
"Też chętnie posłucham." – zawtórowała jej Cely.
”Yhm” – zgodził się także i Pelaios.
Jeśli mnie o to zapytasz, to mogą one być równie prawdziwe, co ty i ja – odpowiedział Dagonet drugiemu diabelstwu – A równie dobrze może to być po prostu większy grobowiec, znając tendencje szlachty do przekoloryzowywania. Zejście do tych domniemanych podziemi znajduje się ponoć gdzieś w pobliskich lasach, lecz jest ono zapieczętowane. Aye, to co mówisz, przedstawicielu starszej rasy, jest prawdą. Panienka Rowena pobierała nauki w zakresie wiedzy tajemnej, co skrzętnie ukrywała przed mości baronem Wilhelmem. Natomiast mogę poręczyć za panienkę, że nie jest odpowiedzialna za stworzenie nieumarłych potworów, przyzwanie wszechobecnej mgły, ni też za kontrolowanie tych siejących strach stworzeń. Mogę za to poręczyć nawet w promieniach światła Lathandera – mówił poważnie Dagonet prostując się i przykładając prawą pięść do swojej piersi.
Hanah słyszała co drugi, trzecie słowo rycerza, ale usłyszała o wejściu w lesie do jakiś podziemi. Kiedy Neff już przekazał treść dziennika zmarszczyła brwi zastanawiając się nad kilkoma sprawami aż w końcu spojrzała na pozostałych.
Jest jeszcze to wejście tutaj w pokoju obok. Pod wpływem światła pnącza się cofnęły… można by tamtędy spróbować przejść
Pelaios był daleki od pokładania wiary w niewinność córki barona. Nie zamierzał jednak tego komentować. Koniec końców… miał przeczucie, że prawdę odkryją, jak już zawędrują do tych nieszczęsnych ruin. Mimowolnie westchnął do swoich myśli.
Tak… wiemy gdzie jest i łatwo z niego skorzystać w przeciwieństwie do przedzierania się przez las w pogoni za plotką – zauważył – Z drugiej strony… to tak jakby świadomie wchodzić do paszczy potwora. Sam nie wiem co jest lepsze.
Diabelstwo spojrzało na drzwi prowadzące do kuchni, tam gdzie spotkali Dagoneta. Przypomniał sobie, że strażnik idąc za nimi zerknął na schody prowadzące w dół.
Póki jesteśmy bezpieczni, sprawdźmy te przedmioty. – przypomniał Neffowi. – Zejdziemy jeszcze do tej piwnicy… może jest tam jakieś przejście do ruin, które zostało zamurowane, albo ukryte.
Diabelstwo usiadło na jednym z krzeseł. Sięgnęło do plecaka po osełkę i zaczęło ostrzyć rapier. Z zadowoleniem śledził spojrzeniem jak trochę wyszczerbione tu i ówdzie ostrze na nowo nabiera ciągłości i ostrości. Z początku, Pelaios chciał użyć narzędzia do naostrzenia noży, a później podzielić się z resztą drużyny. Gdy jednak zabrał się za pierwsze z mniejszych ostrzy, nie mógł powtórzyć efektu, jaki osiągnął przy rapierze. Z rozczarowaniem uświadomił sobie, że magia musiała ulecieć po pierwszym użyciu.
Elf pokręcił smutno głową.
Muszę cię rozczarować, ale utraciłem moc badania aur przedmiotów. Mogę tylko zerknąć czy jest w nich coś charakterystycznego, o czym mogłem kiedyś przeczytać.
Dagonet skinął tylko głową. Diabelstwo raczej nie czytało mu w myślach, choć nie mógł odmówić Pelaiosowi sprytu. Na skroni zbrojnego pojawiła się pojedyncza kropla potu.
Mogę wam pokazać piwnicę, ale wątpię, by znajdowało się w niej wejście do ruin – rzucił po chwili Dagonet, gdy uświadomił sobie, że musi ciasno trzymać rękę na pulsie.

Mukale siedział spokojnie, nie odzywając się już od dłuższego czasu. Niemniej bacznie obserwował Ocalałego. Patrzył na każdy jego ruch i zważał na każde jego słowo. Dziwił się zaufaniu, jakim bez powodu obdarzyli Dagoneta współbracia, tym bardziej, że chyba dzielił plemię z Tarczą, a nie z nimi. W tej samej chwili przypomniał sobie jednak, że i jemu okazano podobne zaufanie, gdy był w potrzebie, a bez wątpienia musiał budzić w sercach niedoszłych współbraci większe obawy niż drugi Człowiek-Pancernik. Milczał więc, ale pozostawał w gotowości, gdyby obcy spróbował sprzymierzyć się przeciw nim ze współmigrującym plemieniem albo położyć rękę na piersi którejś z kobiet Wodza.


agonet szedł na przedzie, a zaraz obok niego był Pelaios oraz Valfara, zaś pozostali byli zaraz za nimi. Diablę miało dobre oko oraz znało się na ludziach, więc bez większych problemów powinno spostrzec jeżeli rycerz chciałby coś kombinować. Tego zaś dręczył wewnętrzny niepokój i napięcie związane z tymi niespodziewanymi odwiedzinami. Z jednej strony cieszył się, że pojawił się ktoś żywy, ktoś z kim można porozmawiać, a kto wie czy nie zakończyć całej tej sprawy. Z drugiej jednak nie mógł być pewien czy rzeczywiście powinien im zaufać, z różnych powodów.

Za jego przewodnictwem skierowali się schodami w dół do piwnic pod posiadłością. Już po kilku krokach można było wyczuć dość charakterystyczną woń ziemi oraz starego drewna przesiąkniętego winem oraz piwem. Zrobiło się też wyraźnie chłodniej. Kiedy byli już na dole ukazały im się beczki oraz skrzynie wszelkich rozmiarów oraz zawartości. Porozstawiane były pod ścianami wyłożonymi kamiennymi cegłami, podobnymi do tych, które tworzyły poprzecinaną pęknięciami oraz drobnymi szczelinami posadzkę. Niemniej i tutaj dziwne pędy pięły się gdzie tylko mogły. Rozpychały się między beczkami i wchodziły pod skrzynie. Były i kłębowiska. Jedno większe rozciągające się za stertą skrzyń oraz dwa mniejsze niejako wkomponowane między beczki oraz stos drewna na opał.

Piwnica prezentowała się przestronnie, bez problemu mogli się tam zmieścić. Szczególnie szeroka po lewej stronie względem schodów, zaś po prawej ściany zbliżały się ku sobie tworząc skręcający węższy tunel.

[MEDIA]https://i.pinimg.com/originals/06/41/f9/0641f9d263e595d0edd2c70c0ac53ee4.png[/MEDIA]

Znów te kłębowiska. Ile osób mogło znajdować się w posiadłości, gdy to wszystko się zaczęło? – zapytał Neff.
Zdecydowanie za dużo – mruknął tiefling. – Mukale i Dagonet ze mną. Valfara i Zaszir, zamykajcie grupę. Reszta w środku. Sprawdźmy czy te kłębowiska stanowią zagrożenie i je oczyśćmy.
Pelaios ostrożnie skierował się na lewo, w kierunku przestronniejszej części piwnicy. Kroczył wzdłuż pakunków uważnie obserwując oba gąszcze.
Kiedy schodzili sierp Hanah nagle zgasł co kapłanka skomentowała głębokim westchnieniem.
A żeby to…– wymruczała pod nosem i prostą sztuczką przywołała znacznie prostsze i mniejsza światło.
Obawiam się, że jesteśmy póki co bez magii światła dnia moi drodzy. Przynajmniej póki nie będę mogła chociaż godziny pomedytować.
Co prawda nie zbliżałem się do tych krzaków, ale tutaj nic mnie jeszcze nie zaatakowało – odpowiedział Dagonet, niemniej jednak wysunął się naprzód, trzymając przed sobą wysoką tarczę. Nie chciał, aby ktoś ucierpiał przez to, że błędnie ocenił sytuację. Z nutką nadziei w głosie, zapytał na tyle głośno, by wszyscy go usłyszeli –[i] Uważacie, że jest jeszcze szansa znaleźć barona lub panienkę żywych? Co byście uczynili, gdyby udało wam się ich odnaleźć?
Ja dałabym im szansę się wypowiedzieć, bez rzucania w nich zaklęciami kiedy tylko się nam pokażą… – powiedziała Cely wspominając niemiły incydent związany z jej ujawnieniem się reszcie grupy.
A co do krzaków… to wiem, że się powtarzam i że mogę już być nudna, ale… nie lepiej potraktować je ogniem? – spytała zwracając uwagę na znaną im słabość dziwnych roślin.
Jak chcemy powtórzyć sytuację z pożarem… śmiało – mruknęła sceptycznie kapłanka nie komentując już zachowania Sile w świątyni.
Wiesz… już raz dzisiaj ogień ci pomógł… – wtrąciła krótko Cely nie wdrażając się głębiej w niedawną sytuację.
Nie wiem – po chwili zastanowienia odpowiedział Zaszir. – Valfara?
Zdecyduję jak ich zobaczę – rzekła wywołana do głosu. Kobieta przyglądała się Dagonetowi. Gdzieś z tyłu grupy rozległ się dźwięk obijających się o siebie kości.
Zbrojny na dźwięk niespodziewanych odgłosów upuścił na ziemię cep i odwracając się za siebie nerwowo sięgnął za plecy, chwytając w dłoń swą magiczną broń.
Troa czy ty przy każdym pytaniu rzucasz kośćmi? - zapytała Hanah nie odwracając się nawet.
Wybacz… nawyki – odpowiedziała jej wiedźma.
Na to odezwał się Mukale.
To lepiej je zmień, wiedźmo. Przez twoją swawolę rozpraszasz uwagę łowców i narażasz plemię na atak z gęstwiny.
Mukalego już od dłuższego czasu denerwował fakt, że musieli ciągnąć za sobą tę nieudolną staruchę, która nie dość, że raz za razem wpadała w kłopoty, to jeszcze, jak widać, przeszkadzała łowcom. Jej słudzy nie byli zresztą wiele lepsi.
Dagonet odetchnął, gdy zorientował się, że żaden nieumarły nie zaskoczył ich od strony pleców. Podniósł cep z ziemi i kontynuował marsz w stronę kłębowiska.

Wraz ze zbliżaniem się do pędów zauważyli, że te jakby zaczynały ożywać, wić się niby węża, by wreszcie rozewrzeć się. Z wewnątrz wytoczyły się dwa monstra, które spotkał szybki koniec pod gradem ciosów oraz uderzeń prostej magii. Śmiałków było tylu, że zniszczenie potworów pochłonęło ledwie kilka chwil. Tak samo uczyniono z pozostałymi kłębowiskami. Wyglądało na to, że piwnice zostały oczyszczone.

W chwili, kiedy rozprawili się z ostatnim wrogiem dostrzegli koniec biegnącej w prawo odnogi. Za zwężeniem poszerzała się trochę, a miejsce owo zagospodarowano workami, beczkami i skrzyniami.

[MEDIA]https://i.pinimg.com/originals/83/4d/22/834d22d3e534b1a219dc50a218e37cb0.png[/MEDIA]
 
Jaracz jest offline  
Stary 06-09-2019, 13:09   #110
 
Koime's Avatar
 
Reputacja: 7556 Koime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputację

ie podoba mi się ta ściana… – rzuciła ni stąd ni zowąd Cely, wpatrując się w ową ścianę stanowiącą koniec prawej odnogi.
Co zasłoniłeś tymi workami Dagonet? – zapytał Pelaios również przyglądając się pakunkom.
Elf również chwilę przypatrywał się workom, potem jednak skupił się na pędach roślin, próbował on dostrzec czy kończą się one w tamtym miejscu, czy jednak biegną dalej lub wręcz stamtąd. Śledząc rozkład grubości łodyg oraz ich rozchodzenia się stwierdził wreszcie, że raczej najwyraźniej zatrzymały się, niektóre nawet wspinały się po murze wykorzystując nierówności.
Wyznawca Lathandera wziął głęboki wdech i podszedł bliżej do podejrzanej ściany, stając do niej plecami. Postawił tarczę przed sobą i oparł na niej obie ręce, po czym oznajmił:
Za tą ścianą znajduje się to, czego strażnikiem byłem w tej posiadłości – mówił wolno, starając się być przy tym spokojny. Przyłożył pięść do piersi – Daję słowo paladyna Lathandera, że nie odpowiada też za mgłę, ani ożywieńców, z którymi walczyliśmy. Wybaczcie mi, na pewno zrozumiecie moją ostrożność, lecz nie do mnie należy wyjawienie, co jest skryte po drugiej stronie. Nadal mam jednak zamiar dotrzymać danego wam słowa, iż pomogę wam odnaleźć i uporać się z przyczynami tego całego koszmaru.
To znaczy, że ta ściana jest tak naprawdę ukrytym przejściem? – zapytał Neff starając się ukryć swą ekscytację. W wielu książkach, które przeczytał, największe tajemnice skrywane były właśnie za takimi portalami.
Dagonet potwierdził skinieniem głowy, a następnie dodał:
Aye, jednak nie w mojej mocy leży otwarcie przejścia. Nadal trzyma mnie także obietnica, by strzec to co znajduje się w środku.
Hanah nie przepadała za przysięgami. Czasem były jednak potrzebne.
No dobrze, a jak my przysięgniemy że cokolwiek tam jest nie zostanie skrzywdzone lub zniszczone, to nas przepuścisz?
Pelaios spojrzał na Dagoneta przechylając głowę lekko na bok.
Rowena tam jest? - zapytał.
Z całą pewnością kobieta. Przesiąkł jej zapachem – dodała Valfara.
Jesteś pewna? – zapytał Zaszir, a wojowniczka skinęła głową.
Wspaniale. Jeszcze tego brakowało, byś zaczęła nas osądzać po tym jak pachniemy – westchnął mistyk.
Valfara posłała elfowi zimne spojrzenie, na co ten jedynie odpowiedział paskudnym uśmiechem.
To jak? Przyjmiesz naszą przysięgę i będziemy mogli wreszcie się ruszyć? – zapytał paladyna głosem, w którym wyczuć można było odrobinę gniewu i zniecierpliwienia. Dłoń elfa znów zaczęła szukać medalionu zawieszonego u szyi.
Pół-elfka widząc zdenerwowanie Neffa, w geście uspokojenia położyła mu dłoń na ramieniu.
Spokojnie Neff. Daj mu chwilę.
Sam nie potrafię otworzyć przejścia, jak już wspominałem – odparł Dagonet – Natomiast jeśli złożycie przysięgę przed obliczem Lathandera, którego jako jego inkwizytor, będę prosił o osąd, wtedy poręczę za was i poproszę o otwarcie drzwi. Zgadzacie się?
Nie. – odpowiedział szczerze Pelaios. – Nie bierz tego do siebie paladynie, ale znam cię od kilku klepsyder i nawet ze sobą nie piliśmy odpowiednio mocnego trunku, bym mógł bezwarunkowo wierzyć w twoje poręczenia. Przysięga zaś, bez względu na to przed czyim obliczem złożona, zobowiązuje, a swoje zobowiązania zwykłem dopełniać do ostatniej kropki.
Diabelstwo podeszło do człowieka i założyło mu “przyjacielsko” rękę na karku niczym dobry znajomy.
Załóżmy teraz najczarniejszy scenariusz, w którym mylisz się w ocenie sytuacji. Zdrowo takie scenariusze zakładać. Odkąd wszedłem w tą przeklętą mgłę czynię to notorycznie, średnio co piętnaście minut. Jeśli zaś mylisz się w swej ocenie, i to czego strzeżesz… przepraszam… osoba którą strzeżesz jednak okaże się zła, spaczona, nie płaci podatków, a w wolnych chwilach zajmuje się hodowlą upiornych dyń. Ja wiem… ja wiem. To nie prawda. Ale na jedną tylko chwilę załóżmy że tak jest, dobrze? Wyobrażasz sobie wtedy jaki powstanie ambaras? Chcemy dobrze, bo chcemy rozwiać tą cholerną mgłę, a nie możemy bo wiąże nas przysięga.
Znowuż… rozumiem wagę przysięgi. – kontynuował – Zobowiązałeś się stać na straży. W twojej powinności leży ocena sytuacji. Do ciebie należy osąd, czy owa zbieranina, ze mną włącznie chce ci pomóc, czy zaszkodzić. Nie będę cię wyręczał w tym obowiązku dorzucając jeszcze jedną przysięgę. Mogę cię jedynie zapewnić, że źle życzę tylko upiornym dyniom i ich twórcom… oraz karczmarzom, którzy chrzczą wino. To jak będzie?

amiast paladyna, niespodziewanie odezwał się wojownik Mutampa.
Przysięga jest rzeczą bardzo świętą, z trudem jednak mi pojąć - choć jestem z daleka - dlaczego trzymać się jej, gdy wyniszczono Twój lud, a przez to utrudniać pomoc tym, którzy nadeszli z odsieczą, choć nie musieli. Jeżeli kobieta, którą chronisz, jest winna skazy, jaka dotknęła tę ziemię, sam winieneś przebić ją ostrzem. Jeżeli zaś nie, nie masz czego się obawiać. Gdybyśmy mieli ciernie w sercach, już leżałbyś martwy, a my przeszlibyśmy do niej po twym trupie. Tymczasem Wódz niesie ci pomoc, choć nic z tego nie otrzyma. Twój upór jest niewdzięczny, ocaleńcze. Jak nie my, to bulwy pozbawią ducha tę kobietę i ciebie. Jeśli nie dziś, to jutro. A nawet jeśli byście przeżyli i jutro, to pojutrze pomrzecie z głodu w tej martwej krainie – perorował Mukale, choć mówił nieszczerze, by podejść Ocalałego, chcąc zwiększyć presję na nim ciążącą. Miał tylko nadzieję, że mówił z sensem, słowami, które mogły wpłynąć na myśl człowieka, który wydawał się być jak on, wojownikiem.
A ja przysięgam na Latandera, że jeśli dziewczyna sama nie zaatakuje, ja też jej nie tknę i pozwolę wytłumaczyć całą sytuację. Jednak jeśli okaże się winna tego co tu się dzieję wiedz, że nie będę mieć oporów. – wtrąciła Cely ostrożnie formując słowa swej przysięgi.
Dagonet opuścił głowę. Doskonale rozumiał Pelaiosa i szanował jego szczerość w tej chwili. Nie mógł oczekiwać od nich pełnego zaufania, jeśli sam go nie okazywał.
Dziękuję za wasze słowa. Wiedz Pelaiosie, że bardziej cenię sobie twoją odmowę, niż pochopnie złożoną przysięgę. – mówił paladyn. Choć zdawał sobie sprawę, iż może być po prostu zwodzony słowami mężczyzny, czego można się spodziewać po istocie z kroplą piekielnej krwi, słowa diabelstwa wydawały się na tyle rozsądne, by móc w nie uwierzyć. W tej chwili Dagonet i tak nie widział już innego wyjścia, stąd nie mógł się już wycofać. Spojrzał za siebie, kierując wzrok na ścianę – Do ciebie należy ostateczny osąd, panienko. Ja im wierzę.

iedy Pelaios i reszta zagadywali Dagoneta Hanah wzięła Neffa za rękaw i pociągnęła go kawałek do tyłu. Wyszeptała do niego cicho.
Twierdził, że nigdy nie miał żadnych zwidów. A co jeśli on cały czas jest pod wpływem tych dziwnych mocy? Dasz radę to jakoś sprawdzić?
Elf zastanowił się przez chwilę, po czym odpowiedział telepatycznie.
"Jeśli jest pod wpływem uroku to raczej nie, zwłaszcza jeśli jest w to zaangażowana jakaś potężna magia. Ale jeśli wciąż jest pod wpływem czaru zaklinania, wykrycie magii powinno to pokazać."
"Widziałam wcześniej że ma coś magicznego na plecach. Ale nie przyjrzałam się dokładnie – odparła kobieta ponownie przywołując magiczne spojrzenie. Tym razem jednak postarała się zamiast słów wysłać elfowi to co widzi.
Ten zaś otrzymał wizję, w której postrzegany świat prezentował się inaczej niż zwykle. Jakby z pleców paladyna unosiła się mgiełka energii ogniskująca się w kołczanie na oszczepy. Co zastanawiające ściana za mężczyzną nie wyglądała w najmniejszym stopniu na magiczną czy zaklętą. Słowa paladyna i rzeczywistość zdawały się nie pokrywać ze sobą.
"Nie jestem w stanie powiedzieć co to za emanacja. Możemy się jedynie domyślać" – odpowiedziały myśli elfa – "Dziękuję że się z tym ze mną podzieliłaś. Musimy zachować dodatkową czujność. Jesteś w stanie powiedzieć z jaką szkołą magii związana jest ta mgiełka?"
"Magia Wywołań" – wyjaśniła kapłanka patrząc wciąż na Dagoneta. Kiedy zaś ten odezwał się do swojej panienki Hanah wymieniła spojrzenia z Neffem. Była gotowa na cokolwiek się miało teraz wydarzyć.

rwali w oczekiwaniu dłuższą chwilę, kiedy to dostrzegli, że coś zaczęło się dziać ze ścianą za plecami paladyna i Pelaiosa. Niektóre kamienie jakby zafalowały, a inne zmalały, by następnie rozstąpić się tworząc dziurę, w której mogła zmieścić się jedna osoba. Wszystkie te rzeczy odbyły się zupełnie bezgłośnie, a mur wokół przejścia wyglądał na ściśnięty, zupełnie tak jakby jakaś siła zmusiła go do otwarcia się. Z wnętrza jaśniało delikatne światło, w którym zaraz pojawiła się szczupła ciemna sylwetka. Dopiero po chwili zorientowali się, że ich percepcja została po części zmylona prostą, czarną codzienną suknią kobiety. Ta zaś nie wyglądała najlepiej. Blada skóra najwyraźniej nie była tylko wynikiem cery oraz długiego odizolowania od słońca, a cienie pod oczami wskazywały na problemy ze snem. Mimo to stała wyprostowana, stoicka. Powiodła wzrokiem po wszystkich, których mogła dostrzec kończąc na Pelaiosie i Dagonecie będących niemal u jej boku. Przywitała ich pochyleniem głowy.


Pelaiosie Eagelshieldzie witam ciebie i twych towarzyszy. Jak już zapewne wiecie jestem Rowen, Rowena Celeboar, córka barona Wilhelma i baronowej Inarietty Celeboarów. Chociaż to już pewnie nie ma znaczenia – Twarz młodej kobiety pozostawała smutna. – Wedle obyczajów winnam zaprosić was do stołu, lecz jak widziecie jest to raczej poza moim zasięgiem.
Słowa Roweny były wypowiadane spokojnie, wręcz z nutką zrezygnowania bądź smutku, może nawet zmęczenia. Już sam fakt, że udało jej się z Dagonetem przetrwać tak długo mówił wiele o sile jej ciała lub skuteczności stworzonej kryjówki. Niemniej dalej dostrzegalne były skutki długotrwałego pobytu na tej wysysającej siły ziemi.
Przypuszczam, że macie – zawiesiła na moment wzrok na wyciągniętej broni. – pytania.
Oczekując na odpowiedź taką czy inną zaczęła z powoli miąć końcówkę rękawa między palcami dłoni.
Pelaios uśmiechnął się do niej. Poczuł ulgę widząc ją żywą. Poklepał po piersi paladyna, na którym wciąż był zawieszony i się w końcu od niego odsunął stając przed Roweną. Ujął jej dłoń i z ukłonem ucałował ją dopełniając zasad etykiety.
Milady – rzekł prostując się. – Zacznijmy od tych prostych pytań… czy wiesz co dokładnie się tu wydarzyło?
Neff stał niespokojnie przyglądając się dziewczynie, której sylwetkę co poniektórzy mogliby teraz nawet nazwać elfią. Chociaż od kiedy pojawił się w tych ziemiach, starał się z otwartością witać innych, w tej dziewczynie wydawało się być coś dziwnego. Samo to, że z takim spokojem przywitała grupę uzbrojonych i nieco niekonwencjonalnych nieznajomych i ten dziwny dobór słownictwa już były niepokojące.
”Nie chcę ci przerywać, ale… znacie się?” – zapytał bezgłośnie Lisa.
"Nie, czemu?" - odpowiedziało diabelstwo.
“Wydaje się, że ona od razu cię rozpoznała. Nawet zna twe nazwisko.”
”W istocie… ciekawe...” – Pelaios chciał coś jeszcze dodać, ale dziewczyna zaczęła odpowiadać na jego pytanie.
Dokładnie? Nie. – Rowena zwiększyła delikatnie dystans od Pelaiosa. –Niemniej dysponuję paroma wskazówkami oraz, że tak to ujmę, przemyśleniami. Mieliśmy z sir Dagonetem czas na rozważania.
Dostrzegając, że nikt nie zamierzał jej przerywać kontynuowła:
Wydarzenie, które odpowiedzialne jest za potwory, pogodę i umieranie Łanu, miało miejsce niedaleko stąd, jak podejrzewam w ruinach. Próbowałam je zbadać samodzielnie nie dalej jak dwa lata temu, lecz działania mego ojca uniemożliwiły mi to. Zamiast tego sprowadził około roku temu sprowadził grupę kapłanów zjednoczonych w ramach zakonu lub czegoś podobnego. Wedle ich słów i przekonań mego ojca mieli oni zejść do podziemi, a po oględzinach zapieczętowali przejście. Ponoć by powstrzymać ewentualne zło, które mogło rodzić się w tamtych pradawnych murach. Nie wiem o tych ludziach zbyt wiele, Dagonet kojarzył jedynie, że zwą się Świetlistym Ostrzem, a ich symbolem jest złoty uskrzydlony miecz. Wydają się być czymś na kształt zakonu lub religijnej gildii najemnicznej prającej się walką z potworami wszelkiej maści.
W słowach kobiety można było wyraźnie wyczuć nutę wątpliwości względem intencji owych świętobliwych wojowników. Po chwili mówiła dalej:
Ów magiczny fenomen wystąpił do trzech dekadni temu, trudno mi powiedzieć ile czasu minęło, od początku tego wszystkiego do chwili obecnej. Niemniej udało mi się ustalić, wprawdzie z wątpliwościami względem pomiarów, ale jednak, że w wyniku jakichś nieudanych potężnych czarów doszło do naruszenia struktur rzeczywistości, powstania wyrwy między sferami egzystencji. Nie ukrywam, że nie wiem co się tam stało, że doprowadziło do czegoś tego pokroju, ale mam podejrzenia, że ten fenomen zyskuje na sile. Starałam się też ustalić to do jakiej sfery prowadzi owa szczelina. Mutacje i przemiany flory wskazywały na coś silnie związanego z naturą, jak Ziemie Bestii czy sfera baśniowych istot, lecz wysysanie życia z otoczenia bardziej pasowało do Sfery Energii Negatywnej, ale i tutaj wiele rzeczy nie pasuje. Chociażby to, że nie mamy do czynienia z nieumarłymi, przynajmniej w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Ostatecznie po wielu godzinach rozmyślań wydaje mi się, że mogłam znaleźć odpowiedź. Podczas mojej nauki o planach trafiłam swego czasu na opis dziwnej sfery, jeżeli się nie mylę zwie się Półplanem Grozy lub Ravenloftem. Wedle wzmianek miałoby to być miejsce będące przerażającym odbiciem rzeczywistości, w której rządzą koszmary i strach. To wydaje się tłumaczyć zarówno potwory, negatywną energię oraz mgłę, która wedle zapomnianych legend miała się objawiać tam, gdzie były portale do owej sfery.
Podzieliwszy się tymi nowinami w ciszy przypatrywała się ich twarzom.
Neff starał się utrzymać jej spojrzenie, ale i tak przeszedł go niezrozumiały dreszcz.
Zanim wrócimy do tematu ruin i portali, czy mogłabyś wytłumaczyć, dlaczego w tym domostwie występuje tak duże skupienie tych piekielnych roślin? I dlaczego musisz się ukrywać w tym pomieszczeniu?
Ukryliśmy się tutaj przed szaleństwem, które ogarnęło dwór niedługo po tym, jak to wszystko się zaczęło. Próbowałam wraz z Dagonetem temu zaradzić, lecz na nic się zdały nasze starania. Kiedy wydawało nam się, że wszystko ucichło wyszliśmy i zobaczyliśmy, że dwór jest rozrywany przez pędy. Zewsząd zaczęły pojawiać się potwory, więc znów przyszło nam się ukryć. Moją ukrytą pracownię stworzyłam już na długo przed tym co się stało. Jest magiczne izolowana od wewnętrznych i zewnętrznych wpływów, więc monstra nie miały do nas dostępu. Z czasem jednak wyczułam, że nie jest tak szczelna jakbym sobie tego życzyła i z wolna poczęliśmy tracić siły.
To co się działo w tym miejscu musiało być przerażające – powiedział elf, po czym wziął głęboki oddech – Czy w trakcie swych badań natrafiłaś na jakąś wskazówkę, która pomogłaby nam zakończyć to szaleństwo?
Nie wiem wiele o takich rzeczach, szczególnie portalach i przejściach między sferami, aczkolwiek jeżeli mamy do czynienia z chaotycznym efektem zaklęcia to możliwe, że istniałaby szansa na rozplecenie splotu utrzymującego przejście w mocy. Inaczej mówiąc przełamać lub rozproszyć pozostałości zaklęcia i w ten sposób scalić rzeczywistość.
Hanah słuchała odpowiedzi i coraz bardziej pojmowała czemu anioł ją wysłał w to miejsce. Niby Troa również wspominała o wyrwie w rzeczywistości, ale jakoś teraz kiedy zostało nazwane to wszystko wydawało się poważniejsze.
To… gdzie znajdziemy te ruiny?
W lesie, nie tak daleko od dworu.
Jak rozumiem będziemy musieli jakoś poradzić sobie z pieczęcią pozostawioną przez tamten zakon.
Tak przypuszczam. Ewentualnie można próbować znaleźć inną drogę.
Pelaios słuchał wywodu Roweny nie mogąc się powstrzymać od uniesienia brwi w zdumieniu. Rozumiał każde wypowiedziane przez nią słowo, ale miał problem by nadążyć za sensem jej wypowiedzi. Brzmiała jak typowy mag. Coś mu jednak nie pasowało. Kolejny element układanki wpadł na swoje miejsce, gdy wspomniała o “uskrzydlonym mieczu”.
Wspomniałaś że wydarzenie odpowiedzialne za potwory miało miejsce trzy dekadni temu. W miejscu, które miało być zapieczętowane. Czy ktoś się tam kręcił odkąd świątobliwi opuścili ruiny? Byłaś zainteresowana tym miejscem… jestem pewien, że miałaś na nie oko.
Tak. Mała grupka przybyła na około miesiąc przed tym co się wydarzyło, by sprawdzić pieczęć, ale tylko tyle wiem o ich wizycie. Odeszli szybko tłumacząc się jakimś innym zdaniem. Jednego dnia udało mi się wybrać do lasu, lecz nie znalazłam nic nowego.
Rozumiem… Twój ojciec…? – Pelaios zawiesił głos pytająco nie chcąc wypowiadać na głos iście grobowych przypuszczeń.
Nie żyje – krótko i cicho odpowiedziała Rowena.
Przykro mi – odpowiedziało diabelstwo. – Wygląda na to, że czeka nas wyprawa do ruin, poradzenie sobie z pieczęcią, pokonanie antycznego zła z innego świata i powstrzymanie upiornej mgły… będziesz miała okazję by go pomścić Roweno.
Ostatnie zdanie było wyprane z emocji. Stanowiło raczej stwierdzenie faktu, niż próbę pocieszenia.
Twoje zdolności magiczne z pewnością też zwiększą nasze szanse na udany powrót z tej eskapady.
Doprawdy jesteś dobrym przykładem swej rodzinnej zaradności Pelaiosie – rzekła uprzejmie, chociaż bez wyraźnych emocji.
Nie jestem raczej osobą, która… ma możliwości by się mścić. Nie moją rzeczą są bitwy czy walka.
W słowach jej można było wyczuć niepewność lub wahanie. Dagonet przez moment dostrzegł jej pytające spojrzenie skierowane ku swej osobie.
Tiefling spojrzał bystro na Rowenę. Był zaskoczony jej wiedzą. Neff jednak wspomniał że od początku zachowywała się jakby znała Eagleshieldów i ich czarną owcę.
Znasz moją rodzinę? – ciekawość w końcu wzięła górę. – Z reguły mało kto spoza Waterdeep mnie z nimi kojarzy.
Nie osobiście. Można powiedzieć, że wiedza ta jest zasługą mojego ojca. Jego… charakter sprawił, że był… zainteresowany takimi jak ty. Tak często schodził na temat tobie podobnych, że siłą rzeczy zapamiętałam to i owo. A z rodem powiązałam cię po imieniu. Niewielu nosi takie miano jak ty. Przepraszam cię.
Wówczas dziewczyna spostrzegła, że rozmawia właściwie tylko z diablęciem.
Wybaczcie mi – zwróciła się do pozostałych nieznacznie kłaniając. – jeżeli mogę w jakiś sposób was wesprzeć lub wspomóc proszę mówcie. Mogę spróbować znaleźć odpowiedzi na niektóre z dręczących was pytań czy chociażby wymienić mą skromną wiedzą magiczną, w tym o zaklęciach. – Ostatnie słowa skierowane były do Neffa, którego najwyraźniej wzięła za maga lub kogoś podobnego.
Powiedzcie nam może najpierw, czy jeśli udamy się w stronę owych ruin, zechcecie nam towarzyszyć?
Rowena zamilkła i zerknęła na Dagoneta. Można było wyczuć niewielką zmianę w jej zachowaniu, jak pojawienie się delikatnego zdenerwowania lub spadku pewności siebie. Po chwili odpowiedziała:
Nie wiem. Wolałabym się tam nie zapuszczać mimo wszystko. Jak rozumiem jest wśród was ktoś, kto potrafi poradzić sobie z zaklęciami ochronnymi?
Dzierlatka świetnie sobie poradziła by odnowić barierę w świątyni Chauntei. Mam nadzieję, że mogłabyś w jakiś sposób odtworzyć ten rytuał tutaj. – zaproponował Neff, zwracając się w stronę kapłanki. Na razie przemilczał kwestię tego, w jaki sposób dziewczyna mogłaby się domyślać ich możliwościach w tym zakresie.
Wiesz, to był specyficzny rytuał kapłański dedykowany Chauntei. Potrzebowałabym kogoś kto zna podobnego rodzaju rytuał aby takie coś powtórzyć. Się panienka nie martwi, znam się na leczeniu, nie pozwolimy się panience położyć z byle powodu – Hanah z jakiegoś powodu uznała, że taka forma wypowiedzi będzie właściwa.
Dagonet spojrzał na Rowenę i widząc jej niepewność, próbował dodać jej otuchy:
Ich misja wydaje się być bardzo szlachetna, panienko i pragnę wspomóc ich starania. Jednakże lżej byłoby mi na sercu, gdybym przy tym mógł mieć na oku i chronić panienkę. Poza tym, nie wiemy jak długo bylibyśmy się w stanie dalej bezpiecznie tu ukrywać. Ostateczna decyzja należy do panienki – paladyn skłonił głowę.
Rowena przytaknęła i westchnęła.
Jeżeli bym tutaj została, a misja wasza nie powiodła się mój los byłby przesądzony. Szanse, że w najbliższym czasie przybyłby ktoś inny są raczej mizerne, tak sądzę. – Przymknęła oczy na moment. – Niech będzie zatem. Udam się wraz z wami. Być może mogłabym pomóc przebić się przez pieczęć.

 

Ostatnio edytowane przez Koime : 06-09-2019 o 16:41.
Koime jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 06:35.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169