Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 10-03-2019, 18:59   #21
 
Koime's Avatar
 
Reputacja: 20982 Koime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputację
dy Delran usłyszał, że rozmowy ucichły, złapał szybko za rękę Cely i wrócił z nią na miejsca, na których stali, gdy kobieta z elfem zniknęli.
Kiedy znaleźli się spowrotem na swoim miejscu, pół-elfka odruchowo poprawiła spinkę, sprawdzając czy nie poluźniła się gdy Derlan pociągnął ją w stronę z której się zakradli i trzyma się we włosach.
Wybaczcie, fałszywy alarm – Hanah wyłoniła się zza krawędzi budynku. – Poczekam z Delranem przy wejściu, a wy sprawdźcie tyły. Tak będzie najbezpieczniej.
Cely była nieco zdezorientowana zachowaniem kapłanki, wydawało jej się nieco dziwne. Przytaknęła jednak na plan dziewczyny i czekała by wraz z resztą ruszyć na tyły.
Derlan skrzyżował ręce na piersi, oparł się o futrynę drzwi wejściowych i uśmiechnął się szyderczo.
Jak tam? Wszystko w porządku Neff? – Cely słysząc te słowa posłała w stronę Derlana spojrzenie które mówiło “nie zaczynaj”.
W jak najlepszym Szepcie. Dzierlatka się trochę o mnie martwiła, ale wszystko sobie wyjaśniliśmy – odpowiedział elf w zdecydowanie lepszym niż poprzednio humorze.
Delran zrobił zdziwioną minę.
Szepcie? Nie mogłeś się bardziej wysilić? – łotrzyk odchrząknął głośno. – Dobra, szkoda czasu, ja i nowa pójdziemy na tyły – powiedział, po czym spojrzał na Hanah. – Może lepiej zostań z naszym wrażliwym towarzyszem, tak na wszelki wypadek – puścił oko do Neffa i nie czekając na odpowiedź ruszył na tyły budynku.
Cely czuła się trochę zdezorientowana. Plany drużyny zmieniały się niczym w kalejdoskopie. Najwyraźniej będzie musiała przywyknąć, że w tej kolorowej drużynie każdy ma swoje zdanie. Spojrzała tylko na Neffa i Hanah.
Uważajcie na siebie. – rzuciła do nich z uśmiechem, po czym szybkim krokiem ruszyła za Delranem.
Wy również. Jakby co krzyczcie – jesteśmy niedaleko – Neff zdołał jeszcze mrugnąć do oddalającej się pary.
Szczerze powiedziawszy zależy mi na przyjrzeniu się tym dyniom. Mogą być te stąd. – powiedziała do pozostałych kapłanka stając w drzwiach.
A co dokładnie zamierzasz zrobić? – spytał mistyk.
Eem… Noo dotknąć, potrząsnąć, rozłupać? Nie znam się za bardzo na tym jak powinna wyglądać normalna dynia, ale może coś by mi się udało z niej wywnioskować? – kapłanka podrapała się po głowie robiąc bezradna minę. – Może zobaczę czy jest w jakiś sposób magiczna.
Myślę że byłbym w stanie ci pomóc. Jestem w stanie dość szybko zebrać wiedzę na temat… dyń – Musiał jednak wcześniej jeszcze coś sprawdzić. Skupił swą wolę by skierować jeden ze swoich podstawowych psychicznych ataków w stronę którejś z większych, pomarańczowych roślin. Chociaż na pierwszy rzut oka niczego nie można było dostrzec, fale telepatycznej energii powędrowały w stronę dyni, uderzając w jakąkolwiek jaźń, która mogłaby tam istnieć.
Nic nie wskazywało na to, że coś się wydarzyło, lecz trafione jego mentalną mocą warzywo zaniosło się drgawkami. W jednym miejscu pojawiło się rozbudowane pęknięcie, z którego popłynął gęsty, ciemnopomarańczowy sok.
Zdezorientowany elf spoglądał na efekt swoich czynów. W głowie pojawiały mu się dziesiątki przypuszczeń i pytań, na które nie miał odpowiedzi. Jeszcze.
Nie zbliżajcie się do tego! – krzyknął do pozostałych, po czym kontynuował swój eksperyment. Sięgnął po ograniczony zasób swoich mocy, po czym starał się narzucić swą wolę na wciąż drgającą roślinę.
”Chcesz się podzielić wszelkimi wspomnieniami, o które cię zapytam!”
Neff? – Kapłanka zdążyła tylko rzucić pytaniem i poderwać się z framugi drzwi, nim elf zarzucił drugim czarem.
 
Koime jest offline  
Stary 10-03-2019, 19:19   #22
 
BloodyMarry's Avatar
 
Reputacja: 13859 BloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputację

elran i Celaena zniknęli za rogiem, lecz nie ruszyli bezpośrednio na tyły. Miast tego mężczyzna przystanął chwilę i nasłuchiwał wymiany zdań elfa i kapłanki ciekawy tego, jak też zareagowali na jego słowa. Kiedy dowiedział się już czego chciał napotkał na niechętne jego praktykom spojrzenie Celaeny. Wreszcie ruszyli z miejsca idąc wzdłuż ściany zbliżyli się do obsypanych dyniami pól oraz drugiego krańca chaty. Zwłaszcza ten krajobraz wzbudzał w nich niepokój. Zerknęli za krawędź domostwa, gdzie w pierwszej kolejności dostrzegli ułożone pod ścianą drewniane pieńki opałowe, jeszcze nie rozbite na drwa. Za nimi ustawiono dwie beczki, być może na wodę. Dopiero teraz zdali sobie sprawę z ilości dyń zalegających pośród zmarniałych upraw. Ich obecność wydawała się wręcz przytłaczająca, zwłaszcza kiedy skupili się przez chwilę na jednej wielkiej sztuce górującej ponad pozostałymi.


ostawili ostrożnie kolejne parę kroków i wówczas dostrzegli coś niewyraźnie. Coś co w pierwszej chwili Delran wziął za ciemny obły kształt, lecz bystry wzrok Celaeny wyłapał więcej szczegółów. Oto bowiem za beczką skulona siedziała nieruchoma postać, odziana w zniszczony i brudny lniany strój, którego włókna gdzieniegdzie były przerwane bądź rozlazłe. Nie sposób było dostrzec twarzy wtulonej w podciągnięte kolana i ręce, jedynie równie zdewastowany kaptur.
Delran, też to widzisz? Tam ktoś jest. – spytała, wskazując ręką w miejsce gdzie siedziała zakapturzona postać.
Wydaje ci się tylko… – był o tym przekonany, ale jednak im dłużej przyglądał się temu kształtowi, tym bardziej zaczął dostrzegać niektóre szczegóły.
Chodź, zobaczymy, co to jest – powiedział do Cely i bardzo powoli ruszył w stronę skulonej postaci.
Zaklinaczka szła zaraz za Delranem, cały czas obserwując ową postać. Wytężając swój wzrok starała się dojrzeć kim jest skulona za beczką istota.
Myślisz, że może to być ktoś z mieszkańców? – zapytała szeptem.
Nie mam pojęcia, kto to może być… Byleby nam nic nie zrobił… – łotrzyk głośno przełknął ślinę. Mógł jednak zostać przy wejściu, teraz zaczął żałować swojej decyzji.
Spokojnie, obronię Cię. – Cely żartem próbowała rozluźnić coraz bardziej napiętą atmosferę.
Powoli zbliżali się do tajemniczej istoty. Delran zaczął powoli zwalniać kroku, jakby podświadomie chciał, żeby to Cely była pierwszym celem, w razie jakby postać, chciała ich zaatakować.
Zaklinaczka zbliżyła się do skulonej postaci na odległość około pięciu stóp.
Wszystko w porządku? – spytała, wyczarowując magiczną dłoń i kładąc ją na ramieniu tajemniczej osoby.
 
BloodyMarry jest offline  
Stary 10-03-2019, 19:59   #23
 
Jaracz's Avatar
 
Reputacja: 9808 Jaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputację
elaios rozejrzał się po wnętrzu czując uporczywie nachalny ciężar na sercu. Doskonale zdawał sobie sprawę co to jest. Dezorientacja. Bezsilność połączona z niewiedzą. Diabelstwo nienawidziło tego uczucia, które wciskało go w kąt i odbierało chęć do podejmowania jakichkolwiek działań. Przesadą byłoby założyć że takie wrażenie zrobiła na nim chata. Raczej fakt w jaki sposób otrzymała epitet “opuszczona”.
Westchnął ciężko i zdusił w sobie tą bezradność. Był świadom, że cokolwiek się tu nie wydarzyło… w całej tej cholernej mgle, będzie go czekała praca u podstaw.
Przynajmniej nie ma ciał – powiedział Pelaios[/color] kładąc rękę na barku Astine, która natychmiast odstąpiła krok w bok lekko zdezorientowana. Wilczyca zawarczała i wyszczerzyła ostrzegawczo kły w stronę diablęcia. Dziewczyna ruchem ręki czym prędzej uspokoiła ją.
Eh… sprawdźmy po prostu czy… chcę… chcę wiedzieć co zaszło – mówiła dość nieskładnie jednoznacznie zdziwiona, zmieszana i zaniepokojona.
Pelaios spojrzał na wilczycę z lekką obawą, po czym umknął wzrokiem w kierunku Astine. Nie przepadał za dzikimi zwierzętami, zwłaszcza takimi które mogą mu przegryźć grdykę z byle powodu.
Nie tylko ty… – mruknęło diabelstwo nerwowo stukając palcami o udo, omiatając wzrokiem pomieszczenie. – Nie tylko ty…
Cofnął się o krok w kierunku drzwi i przyjrzał się framudze. Zadarł głowę do góry, śledząc drewnianą krawędź. Szukał zadrapań i szram. Sprawdził zawiasy oraz ogólny stan samych drzwi. Cokolwiek zabrało ciała mieszkańców, musiało się dostać do środka… albo drzwiami, albo oknem. A przynajmniej tak być powinno, lecz co dziwne to miejsce nie nosiło jakichkolwiek śladów szamotaniny, walki, czy czegokolwiek tego pokroju. Wprawdzie na podłodze tam i ówdzie wyłapywał wzrokiem zadrapania, czy ślady charakterystyczne dla ciągnięcia czegoś, lecz nie wyglądały jakkolwiek na świeże, a także raczej na pozostałości po zwykłych pracach.
Te dynie… – zapytał nie przerywając pracy – To jakaś lokalna tradycja?
Nie… – odpowiedziała z wahaniem po chwili. – to nie jest… normalne.
Ona również wodziła wzrokiem po meblach, talerzach na stole, lecz najwyraźniej nie znajdowała jakichkolwiek wskazówek. W międzyczasie wilczyca obwąchiwała pomieszczenie kierując się w głąb. Zatrzymała się w jednym miejscu i raz jeszcze je obwąchała. Cichym szczekiem zwróciła uwagę Astine, która skinęła na Pelaiosa.
Luna coś znalazła. Patrz – dziewczyna wskazała odcisk stopy w zalegającym kurzu i pyle wychodzący od strony części zwierzyńca, lecz od razu zawracający.
Podszedł do tropu i przykucnął nad nim oceniając kształt odcisku. Przejechał po nim palcem sprawdzając ile kurzu zdążyło się zebrać.
Ktoś tu był po tym… wszystkim – omiótł jeszcze raz spojrzeniem całe pomieszczenie koncentrując się na kurzu zalegającym na meblach i podłodze. – Nie tak dawno. Dzień, może dwa.
Podniósł się i ruszył do zwierzyńca podążając za tropem. Stawiał kroki ostrożnie by nie zatrzeć istniejących odcisków.

Miał złe przeczucia. Opuszczona wioska, kaplica bogini upraw, wszędobylskie dynie… to się prosiło o szalonego maga lub kapłana, ewentualnie kult demona objawiającego się w tej postaci. Pelaios był już skłonny uwierzyć że powóz zaatakowała przerośnięta dynia animowana magią. Ten śluz…

Kurwa – zaklął do swoich myśli. W tym samym momencie usłyszał ruch gdzieś pod powałą.
 
Jaracz jest offline  
Stary 11-03-2019, 21:16   #24
 
Zormar's Avatar
 
Reputacja: 23445 Zormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputację
dkrycie elfa wstrząsnęło pozostałymi. Przerażona akolitka złapała się za usta tłumiąc chcący się wydobyć z gardła krzyk.
Co to na bogów?!Arn silniej zacisnął dłonie na rękojeści swego topora. Zaczął się rozglądać dookoła i ujrzał, jak kolejne dynie wokoło zaczęły się poruszać. Ich pędy wiły się, a owoce jak gdyby powoli toczyć w ich kierunku. – Elfie coś zrobił?!
Ten jednak nic nie słyszał, bowiem skupił się na nawiązaniu mentalnego połączenia. Wysłał impuls chcąc wedrzeć się do jakiejkolwiek świadomości, którą wykazywała uszkodzona przez niego dynia. Wtem doszło do czegoś, czego nie mógł przewidzieć. Kiedy tylko połączenie zostało nawiązanie uderzyła go fala mentalnej energii. To nie on wdzierał się do umysłu dyni, lecz coś z jej w jego. Osłona wzniesiona przez jego gnomiego towarzysza zdołała zatrzymać ten strumień świadomości. Elf czując, że ta obecność napiera coraz silniej momentalnie zerwał więź. Oderwana cząstka obcej woli próbowała jeszcze przez moment dobrać się do jego jaźni, wedrzeć tam ze wszystkich sił… po czym nagle zniknęła.

Postronni dostrzegli tylko, jak Neff chwyta się za głowę i niemal pada na ziemię. Kolejne dynie w okolicach tej trafionej przez elfa zaczęły się poruszać, a jakby na przypieczętowanie tego widoku zza chaty rozległy się dwa przepełnione czystym strachem krzyki Celaeny oraz Derlana. Nadłupane warzywo ruszyło tymczasem w ich kierunku. Pęknięcie poszerzyło się wypełniło czymś pokroju zębów. Wydało z siebie dziwaczy, niedający się z niczym porównać skrzek i przy pomocy łodygowatych macek pełzło w ich stronę.


Para za domem ostrożnie zbliżyła się do skulonej postaci. Światło księżyca docierało i tutaj, więc dane im było dosyć wyraźnie przyjrzeć się jej aparycji. Ktokolwiek to był musiał być wychudzony, ponieważ poszarpany i rozlatujący się strój wręcz na niej wisiał. Półelfka przy pomocy magicznej mocy delikatnie ujęła jej bark. Wtem gdzieś sprzed domostwa rozległ się krzyk Neffa. Oboje odruchowo rzucili okiem w tamtą stronę. Ku swej zgubie. Oto bowiem postać gwałtownie podniosła swą głowę, lecz nie dostrzegli wymizerniałej twarzy. Nie, miast niej była jedynie dynia z dwoma czerwonymi punkcikami w charakterze oczu oraz okrągły otwór wypełniony zębami, z którego ściekały kropelki pomarańczowego płynu. Istota rozdziawiła swą paszczę, gdzie dostrzegli fragment ludzkiej czaszki z oczodołem. Zarówno Celaenę jak i Delrana przeszył najprawdziwszy, wręcz paraliżujący strach. Dziewczyna odruchowo odskoczyła od tego czegoś i uczyniła to ku swemu szczęściu, ponieważ monstrum w tej samej chwili rzuciło się za nią, o mało co nie łapiąc w zakończone szponami dłonie. Za sobą usłyszeli skrzek.


Diabłokrwisty jak gdyby natychmiast dostał potwierdzenie swych słów, ponieważ niemal jednocześnie dobiegły go krzyki tak sprzed, jak i zza chaty. Zaklął raz jeszcze, a ruch gdzieś nad nim wzmógł się. Nawet nie spostrzegł kiedy w jego ręku znalazł się rapier, a za nim zdezorientowana Astine próbowała ogarnąć się co dookoła właściwie dzieje. Ze stryszku na słomę wyskoczył wielki czarny cień, który jednym susem wypadł przez wrota stodoły. Pelaios nie zdążył nawet zareagować, wręcz przez moment stanął jak wryty. Kątem oka zerknął na Astine, jak gdyby szukając potwierdzenia, że ona też to widziała.

Celaena machała przed sobą dłońmi w starając się odpędzić człowiekopodobne monstrum, kiedy to zupełnie niespodziewanie w tegoż głowę z potężną siłą wbił się grot obwieszonej paciorkami i kosteczkami włóczni. Spojrzała w stronę, z której nadszedł cios i obok siebie dostrzegła rosłego mężczyznę o niezwykle ciemnej skórze. Odziany był jedynie w przepaskę na biodrach, a na szyi pobrzękiwały mu liczne wisiory. W jego oczach dostrzegła czystą furię. Przyszpilony do ściany stwór charknął wściekle.

 
Zormar jest offline  
Stary 24-03-2019, 10:11   #25
 
Zormar's Avatar
 
Reputacja: 23445 Zormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputacjęZormar ma wspaniałą reputację
oczątkowe osłupienie Pelaiosa ustąpiło przegnane przez adrenalinę i odgłosy tego, co wyprawiało się na zewnątrz.
Sprawdź po drugiej stronie! – krzyknął czym prędzej do Astine, która dzięki temu ocknęła się z szoku. Sam zaś rzucił się ku wrotom stodoły w pogodni za tym czymś, czy może kimś, które wyskoczyło ze strychu. Ostrożnie wychylił się przez rozwarte wrota i dostrzegł wypaczone nieznaną siłą dynie sunące coraz szybciej w stronę domostwa. Nie było czasu na myślenie, trzeba było działać. Zmienił chwyt na świecącym sztylecie, po czym wycelował i z całej siły cisnął nim w najbliższe monstrum. Ostrze dosięgnęło celu i to w pięknym stylu. Akurat w momencie, kiedy dynia spostrzegła go i rozpostarła szczęki sztylet wpadł w nią i wyleciał z drugiej strony pociągając ze sobą coś co wyglądało na czaszkę. Wówczas reszta piekielnego warzywa rozpadła się.

Sytuacja przed chatą nabierała tempa. Hanah czym prędzej zniknęła za rogiem i pomknęła ku, jak jej się wydawało, samotnych Delrana i Celaeny. Tymczasem elf otrząsnął się z uczucia, które nim owładnęło i mógł się skoncentrować. Pobliskie cienie zafalowały, zdawały się wręcz zlepiać ze sobą tworząc coś fizycznego. Z pomocą swych mentalnych mocy Neff tchnął życie w pobliski mrok przywołując tym samym swych dwóch wiernych towarzyszy, którzy natychmiast ruszyli przeciwko dyniom. Niestety tamte okazały się być odporne na ich wpływy i szybko straciły nimi zainteresowanie na rzecz bardziej krwistych zdobyczy.

Co robimy?! – rzucił niepewnie Arn stając w gotowości, by rozłupać swym toporem pierwszego gagatka, który odważy się do niego zbliżyć. Nikt mu nie odpowiedział, bowiem pozostali byli zbyt zajęci walką, magią bądź strachem. Przez drzwi wypadła Astine momentalnie posyłająca strzałę w pierwszego wroga jakiego dostrzegła. Zaraz za nią była Luna, która wysforowała się przed swą panią i szykując do tego, by zatopić w czymś zęby. Najgorzej całe zamieszanie znosiły pozostawione obok studni wierzchowce, a także paraliżowana strachem akolitka. Konie rzucały się w miejscu i kopały gdzie popadnie, kiedy muł niespokojnie stał w miejscu.

Pomimo niewielkich sukcesów w postaci walających się pod nogami resztek po dyniach, tych było coraz więcej, a na dodatek z każdą chwilą były bliżej i bliżej.
Wycofujemy się do domu! – elf widząc co się dzieje próbował zwrócić uwagę pozostałych, że są otaczani. Ku ich szczęściu niektórzy z adwersarzy zostali dość skutecznie zajęci przez sojusznicze widma, lecz nie mogło to trwać wiecznie. – Cienias! Mroczek! Zajmijcie je jakoś!
Do środka! – zawtórował mu Arn wyszarpujący topór z dyni obok siebie.
Do domu! – pomysł poparła również Astine, której wraz z wilczycą udało się zaciągnąć do środka zarówno muła, jak i akolitkę. Niemniej sam Neff zdał się na chwilę zapomnieć o własnym bezpieczeństwie obserwując to co spotykało zwierzęta. Oba konie zostały w mgnieniu oka otoczone przez dynie, które dosłownie rzuciły się na nie skacząc oraz gryząc. Popłynęła krew, bardzo dużo krwi. Nie minęła dłuższa chwila, a w ich oczach pojawiło się szaleństwo, a z pysków poczęła toczyć się piana. Wierzchowiec półelfki wydarł niespodziewanie do przodu znikając gdzieś za chatą rżąc potępieńczo. Nagle cała budowla zatrzęsła się i kamienny komin runął z hukiem wzniecając chmurę pyłu i kurzu. Muł elfa, aż wierzgnął, lecz nic mu się nie stało. Astine kątem oka wyłapała za szybą szalejącą białą plamę wymieszaną ze szkarłatem.

Tymczasem grupka po drugiej stronie miała swoje problemy. Kiedy tylko Hanah wychyliła się zza węgła ujrzała scenę pełną krwi i bólu. Początkowo myślała, że coś jej się przywidziało, lecz nie, Celaena dosłownie rozpłynęła się w powietrzu by pojawić się kawałek dalej, tym samym pozostawiając Delrana samego. Ku jego nieszczęściu dyniowe monstra rzuciły się wprost na niego. Ten przypominający człowieka próbował go ugryźć, lecz w porę spadło na niego uderzenie ze strony dziwnego nieznajomego. Niestety nie było to końcem problemów. W pewnej chwili Delran obrócił się tylko po to, by zobaczyć jak dynia uderza go prosto w twarz. Rozległo się chrupnięcie łamanej kości, a głowa mężczyzny eksplodowała bólem. Zachwiał się na nogach, ręką złapał za ułożone obok drwa. Świat wokoło stracił na ostrości, smakował krwią.

Kapłanka widząc to pewniej ujęła w dłoni złotą kulę, z której rozpostarło się pięć skrzydeł. Wtem powietrze przecięła wiązka złotej energii wyrzucająca w górę trochę ziemi w obok monstrów. Jedno skrzydło złożyło się, a dziewczyna przygryzła wargę niezadowolona. Nie mając chwili do stracenia ruszyła z miejsca, by wesprzeć Delrana. Już podczas biegu uniosła znów kulę, a mężczyznę objął święty blask. Wróciła mu ostrość widzenia i oddech w piersi, lecz nie na długo. Kiedy tylko podniósł głowę zobaczył jak dziwaczne zęby dyniowego człeka zatapiają się w jego ręce. Ledwo co udało mu się go odepchnąć, lecz powracający ból powstrzymał kontrę. Będąc nie do końca świadomym tego co robi wskoczył na ustawione obok beczki mając nadzieję, że zaraz nie wpadnie do którejś z nich.

Cienias! Chodź tu i nie pozwól dyniom wejść do środka!Neff wpadł do środka i czym prędzej nakazał jednemu z cieni blokować przejście. Następnie zwrócił się do pozostałych. – Sprawdźcie czy drugie wyjście jest bezpieczne!
To ja sprawdzę!Arn zgłosił się na ochotnika i pognał w kierunku części domostwa służącej za stodołę. Dopadł do wrót i widząc walczących towarzyszy zawołał do nich: – Do środka!
Po tym jak drwal ruszył z wyznaczonym mu zadaniem elf o mało nie przewrócił się, kiedy będący w amoku koń diablęcia desperacko starał się wedrzeć do środka. O mało co nie zaklinował się w przejściu, lecz zwierzęcy instynkt w porę podpowiedział mu, że nie schroni się tutaj. Cofnął więc głowę i szalał dalej na placu.

Zaraz za cofającym się łbem konia pomknęła opierzona na biało strzała, która dosięgnęła jednej z dyń i posłała ją w niebyt.
Musimy uciekać! Zaleją nas! Sila! Zrób, że co! Astine zdawała się mówić z sensem, a co chyba najważniejsze na tyle wstrząsnęła akolitką, by ta wzięła się w garść. Natychmiast chwyciła świętym symbol Lathandera i wezwała jego święty blask, który spadł na pierwszą z dyń, która przekroczyła próg domu. Z nieznanych przyczyn jej zaklęcie chybiło celu i miast wroga ugodziło jeden z cieni, w znacznym stopniu rozbijając jego mroczne ciało.

Tymczasem Celaena ciskała ogniem w każdą dynię jaką zobaczyła raz z lepszym, raz z gorszym rezultatem. Tak się na tym skupiła, że nawet nie spostrzegła, kiedy u jej boku znalazł się Pelaios. Diablę atakowało swym rapierem zawzięcie i mogło tylko spoglądać, jak bezcelowe były jego próby przywołania do siebie swojego konia.
Tylko nie to – wyrwało mu się niedowierzająco, kiedy biedne zwierzę toczyło pianę z pyska i szalało w okolicach studni. Miał nadzieję, że znajomy gwizd jakkolwiek na niego wpłynie, lecz bezskutecznie. Koń padł ciężko na ubitą ziemię podwórza mniej więcej w momencie, kiedy Mukale, dziwny dzikus z włócznią, brutalnie pacyfikował monstrum odpowiedzialne za strach, który opanował pozostałych. Swą bronią podciął niezdarnego dyniowego człeka, a następnie rozwalił tegoż głowę jednym precyzyjnym pchnięciem. Rozległ się cichnący skrzek, a co większe dynie w okolicy ożyły.

Początkowo można było przypuszczać, że będą to tylko większe wersje tego skaczącego ścierwa, z którym mieli do czynienia do tej pory, lecz mylili się. Spod pomarańczowych owoców wysunęły się szpony, a zaraz za nimi reszta poskręcanego, dziwacznego cielska. Ich humanoidalne kształty nie wyglądały na wymizerniałe, co to to nie. Ręce zakończone były potężnymi pazurami, a nogi plątaniną korzeni, na której to jednak zdawały się stać mocno i pewnie. Górując nad wszystkimi zaskrzeczały podobnie jak pozostałe, po czym ruszyły im na spotkanie.


Xsa ol! Te cholerne warzywo podpieprzyło mi konia! – półelfka rzuciła z furią, kiedy kątem oka dostrzegła jak jej piękna, siwa klacz mknie raniona przez mole pełne dyni tylko po to, by być po chwili powalona i pożarta żywcem. Towarzyszące temu emocje rozpaliły wewnętrzny ogień Celaeny, który ta natychmiast postanowiła wykorzystać i wyrzuciła przed siebie wachlarz gwałtownych płomieni. Cielska stojących przed nią dwóch pazurzastych stworów momentalnie zapłonęły. Pozostały po nich jedynie kopcące czaszki na kupkach popiołu. Wyładowawszy gniew rzuciła się czym prędzej ku chacie. Po drodze minęła się z Pelaiosem oraz Arnem, którzy wspólnymi siłami nie pozostawili najmniejszych szans kolejnej z większych dyń. Potwór padł po tym, jak drwal wbił mu ostrze topora prosto między oczy. Kiedy wyszarpał go ze zwłok w samym środku ostrza wbita była ludzka czaszka.

W międzyczasie sytuacja Hanah oraz Delrana stawała się coraz lepsza, a to za sprawą rozbijanych raz za razem dyń. Zawdzięczali to głównie swojemu zgraniu, bowiem świetliste zaklęcia tej pierwszej, jak i precyzyjne pchnięcia drugiego mogły błyskawicznie eliminować dyniowe zagrożenie. Przynajmniej do chwili, kiedy to dostrzegli, jak w ich kierunku rusza jeden z większych potworów.
Wynośmy się stąd! – kapłanka krzyknęła zarówno do Delrana, jak i wszystkich wokół. – Z dala od dyń!
Mężczyzna ograniczył się do skinięcia głową i czym prędzej ruszył za nią w kierunku chaty. Jednocześnie minęli się z dzikim wojem, który chyba nie rozumiał nawet ich mowy, ponieważ z jakimś niezrozumiałym okrzykiem na ustach rzucił się na monstrum przed którym umykali. I to rzucił się nie najgorzej. Uderzył włócznią skutecznie rozorywając tym samym część dyniowego łba oraz korpusu.

Uciekająca para natrafiła we wrotach stodoły na Neffa i jego muła, lecz nie dane im było wymienić uprzejmości. Oto bowiem ogromne dyńsko, leżące dotąd na polu i górujące nad pozostałymi, uniosło się nad ziemię podtrzymywane przez cztery grubawe, rozgałęziające się nogi. Rozdziawiło swą wypełnioną zębiskami paszczę, a następnie zwróciło "łeb" w ich kierunku. Cała trójka przełknęła ślinę.


Czy to mój koń?Pelaios widząc swojego wierzchowca martwego ruszył na spotkanie przeklętej maszkarze, która swymi zębiskami pozbawiła konia żywota. Diablę wyczekało dogodnej okazji i jednym precyzyjnym uderzeniem pozbyło się adwersarza.
Nieznajomy, chodź z nami! – wołanie, które usłyszał należało do Hanah wbiegającej do domostwa. Kątem oka wyłapał jeszcze niknącą w powietrzu złotą smugę, pozostałość po jej zaklęciu. Powiódł za nią wzrokiem i zobaczył małą eksplozję czystego światła. W miejscu po której została pokaźna dziura w cielsku kolosalnej dyni, jednak ta nic sobie z niej nie robiła. Kolos bardzo szybko dobiegł do chaty.

Wymienili z Arnem spojrzenia, po czym oboje rzucili się w swoim kierunku.
Uciekajmy stąd! Do wioski! Tam jest ich chyba mniej! – drwal miał nadzieję w porę zwrócić uwagę pozostałych na nowe niebezpieczeństwo, kiedy to diablę jeszcze przez chwilę stało w miejscu. Sięgał on bowiem po rozświetlony magią sztylet i w tej samej chwili dostrzegł, jak kocia czaszka, którą swoim celnym rzutem oddzielił od dyni, była teraz powoli oplatana pędami. Nie trzeba było być geniuszem by pojąć co się święci.
Niszczcie czaszki! One znowu… – nie dokończył, ponieważ dyniowy kolos ruszył w jego kierunku. szybkim ruchem ręki zabrał ze sobą felerną czaszkę i momentalnie dopadł do truchła swego martwego konia. Próbował czym prędzej ściągnąć z niego swoje rzeczy, lecz bliskie niebezpieczeństwo nie pomagało w skupieniu się na precyzyjnych ruchach. Dodatkowo był świadkiem tego, jak gigantyczne dyńsko nadyma się, a następnie wypluwa z siebie dosłownie gejzer cuchnącej, pomarańczowej cieczy. Celaena, będąca celem tej niecodziennej kąpieli, w ostatniej chwili odskoczyła i nie zamierzając stać się przekąską pobiegła za Arnem. Tymczasem on przeklął któryś już raz pod nosem i po prostu przeciął większość rzemieni trzymających juki w kupie. Zabierając ile tylko mógł, najszybciej jak potrafił pognał w kierunku osady.

Tymczasem w środku chaty działo się chyba więcej aniżeli na zewnątrz. Popędzane przez dyniowego stwora mniejsze potwory pognały do środka. Niektóre próbowały po prostu wpełznąć, ale inne postanowiły spróbować szczęścia skacząc. Ku nieszczęściu Sili jedna z nich dopadła ją i wczepiła się w jej szaty. Panikująca akolitka wezwała na pomoc imię Lathandera i na moment całe wnętrze wypełniło się czystym światłem. Rozległ się syk wypalanego zła w postaci dyń, lecz ta jedna, która się jej trzymała nie dawała za wygraną. Wtedy przyszła z pomocą Astine, która sztyletem z głową jednorożca przebiła dyniowate cielsko. Ostrze przeszedł świetlisty blask, a potwór rozpadł się na kawałeczki, których część natychmiast zmieniła się w popiół.

Gdzieś z głębi pomieszczenia rozległ się głos Neffa.
Wszyscy cali? – trudno było powiedzieć do kogo mówił, lecz w jego głosie słychać było troskę, a następne słowa tylko to potwierdzały. – Niech Zakonnica zajmie się twoimi ranami.
Akolitka nadal będąc roztrzęsiona podeszła do ściany i wychyliła się zza rogu. Dostrzegła poranioną Hanah, którą natychmiast wezwała nerwowym gestem oraz słowami: – Tutaj!
Tamta jednak nie zamierzała skorzystać z jej oferty, a wręcz przeciwnie. Wezwała swoje własne moce leczące i z ich pomocą częściowo postawiła młódkę na nogi.
Zwijamy się stąd! Tobie pomoc jest bardziej potrzebna. – Rzuciła tylko do niej, po czym pociągnęła za sobą w drodze na zewnątrz. Neff wraz ze swoim mułem był kawałek za nimi.

Kiedy one były zajęte magią Astine wraz z Luną wdała się w walkę z dyniowym stworem, który jako ostatni stał im na drodze ucieczki. Wspólnymi siłami okrążyły go. Cięły sztyletem oraz gryzły raz za razem, lecz mimo wysiłków nie mogły go powalić. Wtem, zupełnie niespodziewanie, zza węgła wyskoczył Mukale, który z rykiem na ustach rozpędzony skoczył na potwora. Dosłownie jednym cięciem znad głowy rozpołowił dyniowatego. Roślinowate cielsko z mlaskiem upadło pod ich stopami, a akolitka aż zatrzymała się w drzwiach.
K-kto to jest?!

Rozległ się straszliwy huk, a chata zatrzęsła się w posadach. W górę poleciały kawałki drewna, a w środku rozległ się jęk Neffa i donośne, bolesne wycie muła. Elf nie wiedział co się stało. W jednej chwili był przy ścianie zbierając się do ucieczki, a potem cały jego świat zamienił się w chmurę drzazg i pyłu, a także tępy ból w plecach. Kaszląc rozejrzał się dookoła i dokładnie przed sobą zobaczył potężne szczęki wypełnione trzema rzędami zębów. Od kolosalnej dyni czuć było zgnilizną, lecz to nie ona była najbardziej przerażającym widokiem. Obok siebie bowiem usłyszał cichnące, pełne bólu oraz desperacji odgłosy Khelbena. Kiedy tylko odwrócił ku niemu głowę ujrzał przerażającą scenę. Złamana drewniana belka dosłownie przyszpiliła biednego muła do ziemi przebijając mu brzuch. Wszędzie tryskała krew, a na ziemi z każdą chwilą kałuża posoki robiła się większa i większa. Zwierzę wierzgało jeszcze resztkami sił, próbowało się podnieść, lecz bezskutecznie. Szmaragdowe oczy elfka zrównały się z zachodzącymi mgłą czarnymi ślepiami Kheleba. Nephilin dostrzegł w nich ból, strach, ale i wdzięczność. Łeb zwierzęcia wierzgnął raz jeszcze, a następnie głucho opadł na ziemię. Iskierka życia zgasła.

Kolejne wydarzenia pamiętał jak przez mgłę. Poczuł szarpnięcie za nogę i chyba ciągnięcie po ziemi. Ktoś złapał go za ramię i postawił na nogi. Następnie był bieg. Najpierw pokraczny i niemrawy, lecz z każdą chwilą żywszy i przytomniejszy. Rzeczywistość zaczęła znów nabierać mrocznych, zamglonych kształtów. Rozmazane plamy zmieniły się w przesiąknięte mrokiem budynki Złotego Łanu. Powietrze przeszył złowieszczy ryk gigantycznej dyni, która nie mogła przejść przez drzwi. Obok siebie zobaczył Astine oraz Lunę, a także akolitkę niemal ciągniętą przez Hanah.



cieczka do osady, przynajmniej w teorii, miała ich odciągnąć od zagrożenia jakie stanowiły demoniczne dynie. Za sobą mieli niszczone furią wielkiego potwora domostwo rodziców Astine oraz niezliczoną hordę kolejnych monstrów z pól za nią. Bieg w tamtym kierunku nie wchodził w grę. Alternatywnym kierunkam był las, lecz trudno było powiedzieć, czy to co przemieniało warzywa w żądne krwi bestie nie wywierało swego wpływu również na drzewa. Najsolidniejszą budowlą w Łanie była najpewniej kamienna kaplica, lecz górujący nad resztą zabudowy młyn też prezentował się solidnie. Niemniej bardzo duży niepokój wzbudzał fakt, iż żeby móc się tam dostać trzeba było pokonać kawałek drogi, której jedną stronę stanowiły pełne dyń pola. Padła więc szybka decyzja o udaniu się do centrum osady. Z tego co widzieli do tej pory potwory preferowały raczej otwarte przestrzenie to też w samej osadzie powinno być ich mniej. Zwarta bryła świątyni rysowała się całkiem wyraźnie na tle zamglonego horyzontu. Z każdą chwilą wyraźniejsze stawały się kolejne budynki oraz chaty. Kątem oka można było dostrzec napowietrzną część warsztatu kowala czy szyld informujący o położeniu karczmy.

Na samym czele biegł Arn, który tak samo jak podczas walki zdawał się dbać przede wszystkim o własną skórę. Będący obok niego Pelaios szybko zwiększył dystans po tym, jak dwa razy musiał się zatrzymywać, by podnieść upuszczoną torbę, albo miecz. W obecnych warunkach wszystko było na wagę złota, nawet najmniejsza porcja jedzenia albo sztuka oręża. Z kolei na samym końcu, niejako w formie tylnej straży, biegła Astine wraz z wilczycą. Neff zdążył już się w jakimś stopniu otrząsnąć z uderzenia, a Hanah nie pozwalała na to, by akolitka jakimś sposobem została w tyle.

Im byli głębiej w osadzie, tym zabudowa stawała się bardziej chaotyczna, czemu winne były przeplatające się ścieżki wchodzące i wychodzące z głównego placu. Do miejskiej dżungli było temu jednak daleko. Zaczęli więc odrobinę kluczyć pomiędzy budynkami, a niektórzy na chwilę tracili część grupy z oczu, gdy ta odbijała w którąś ze stron w drodze do celu. W pewnym momencie Arn skręcił za duży budynek i wtem rozległ się krzyk. Potworny wrzask przechodzący w charczenie, mieszanina strachu i najczystszego bólu niemal sparaliżowała resztę. Zaraz po krzyku dobiegł ich chrzęst łamanych kości, a zza załomu wyleciała niemal fontanna ciepłej posoki. Pelaios z Mukalem postąpili naprzód gotowi stawić czoła temu co dopadło drwala, lecz kiedy tylko spojrzeli za budynek nie zobaczyli nic z wyjątkiem dosłownie rozpłatanego na pół ciała Arna, zdekapitowanego i leżącego w kałuży ciepłej krwi. Po jego głowie została tylko wybebeszona szyja, jak gdyby ktoś odciął ją tępym ostrzem. W tym samym czasie dobiegli do nich pozostali i zaniemówili widząc tę straszliwą scenę. Sila najpierw zbladła, a potem oparła się o ścianę i zwymiotowała.
Tędy! Szybko!Astine wezwała resztę, kiedy tylko sama otrząsnęła się z szoku. Hanah od razu złapała akolitkę i jak poprzednio wręcz ciągnęła ją za sobą. Biegli jeszcze chwilę pomiędzy dość ciasno stłoczonymi chatami, aż wreszcie trafili na centralny plac ze studnią przy którym, w pewnym osamotnieniu, stała kamienna budowla.


Świątynia była niewielka w porównaniu z tymi, które zdarzało im się podziwiać w Waterdeep, albo innych miastach. Już na pierwszy rzut oka dostrzegało się kolorowe witraże, szczególnie centralny przedstawiający kwitnącą różę na tle promieniście ułożonych kłosów zboża, symbol Chauntei, Wielkiej Matki. Co niezwykłe mgła wydawała się w tym miejscu rzednąć, albo też trzymać się z dala od budowli. Właściwie to w okolicy nie widać było też najmniejszych śladów dyń, lecz trudno było potwierdzić tę tezę bez dobrego zwiadu. Astine od razu naparła na centralne wrota, lecz te ani drgnęły. Spróbowała więc ciągnąć za uchwyty, lecz również bezskutecznie.
Zamknięte… – rzekła i w tej samej chwili przez osadę przetoczył się dyniowaty skrzek.

 
Zormar jest offline  
Stary 24-03-2019, 13:46   #26
 
Asderuki's Avatar
 
Reputacja: 32832 Asderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputacjęAsderuki ma wspaniałą reputację
łysząc krzyk pobiegła, ile sił w nogach. Najgorsze myśli przychodziły jej do głowy, ale walczyła z nimi. Gdy zaś zobaczyła jak Delran zalewa się krwią krew jej w żyłach zmroziło.

“Nie to miałam na myśli! Nie to!”

Nim ruszyła z pomocą zawahała się. Jej pocisk nie trafił. Kiedy już nie pozostawiła sobie odwrotu dopiero podbiegła i uleczyła nowopoznanego kompana.

“Nie to miałam na myśli!”

Próbowała go zasłonić co przypłaciła zainteresowaniem dyń, które ją zaczęły obskakiwać. Jedną udało jej się zniszczyć..., ale swoje piętno już postawiła. Przyzwała leczące światło swojego patrona i odetchnęła z ulgą klarując swoje myśli. Próbowała krzyczeć do nieznajomego, ale on jakby jej nie słyszał. Pobiegł w przeciwnym kierunku. Nie chciała zostawiać Delrana samego widząc jak Cely potrafiła się z łatwością przemieszczać. Obiecała mu. Ewentualnie obiecała sobie w ferworze walki to nie miało znaczenia. Tak samo jak to, że widząc w jakim stanie była akolitka jej również nie chciała zostawić. Delran zdawał się być już w stanie działać sam. Uciekali. Wszyscy uciekali.

Neff..!– chciała krzyknąć, ale głos jej ugrzązł w gardle. Elf wynurzył się z kłębów dymu sam. Jego wzrok oraz brak muła świadczył, że biedne zwierzę nie przetrwało podobnie jak pozostałe. Uciekali.


apłanka nie pozwalała Sili zostać z tyłu. Dziewczyna wydawała się zdezorientowana i jakoś kompletnie nie na miejscu na to co się działo dookoła nich. Niestety ciągnąc ją za sobą Hanah miała sama problemy, aby utrzymać się za resztą. Nie wiadomo kiedy i jak gubiła pozostałych z oczu. Uliczki były bardziej kręte niż spodziewała się tego po miasteczku jakim był Złoty Łan. Wszak wychowała się w Waterdeep, powinna sobie móc poradzić. A jednak. Dobiegały właśnie do pozostałych, kiedy krzyk Arna zmusił do dalszego biegu.

Hanah puściła akolitkę widząc ciało wojownika. Podeszła kilka kroków niedowierzając temu co widzi. Kiedy pierwszy szok minął kapłanka zaczęła się modlić o duszę zmarłego lekko drżącym głosem. Przynajmniej umarł szybką śmiercią, jeśli to może być jakieś pocieszenie. Jednak brak głowy dawał do myślenia. Nie potrzebowała być detektywem aby połączyć ze sobą fakt iż dynie były też stworzone wokół ludzkich czaszek. To musiała być jakaś pokrętna forma nekromancji. Hanah zadrżała przez moment jej spojrzenie przepełnił gniew. Ktokolwiek był za to odpowiedzialny musiał zostać postawiony przed obliczem sprawiedliwości. Cokolwiek kryło się za tym miejscem nie mogło być dobre z natury, a pokrętne i złe. Należało to zniszczyć.
 

Ostatnio edytowane przez Asderuki : 24-03-2019 o 13:52.
Asderuki jest offline  
Stary 24-03-2019, 15:15   #27
 
Koime's Avatar
 
Reputacja: 20982 Koime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputacjęKoime ma wspaniałą reputację
obliczu niebezpieczeństwa elf nie miał innego wyboru jak tylko szybko dojść do siebie po niespodziewanym uderzeniu w swój umysł. Ze zgrozą zauważył, że coraz więcej roślin budzi się do życia. Wtem usłyszeli wystraszone krzyki Iskierki i Szeptu.
Mistyk z podziwem patrzył jak Dzierlatka bez wahania ryzykuje swe życie by pobiec sprawdzić czy dwójce za domem nic nie zagraża.
Tym bardziej musiał dopilnować by nic jej się nie stało.
Cienias! Mroczek! Potrzebuję was chłopaki! – zawołał używając swych mocy, by przyzwać dwóch wiernych przyjaciół.
Gdy dziewczyna zniknęła za krawędzią budynku, za jej plecami pojawiły się dwie mroczne sylwetki, blokując drogę zbliżającym się do niej ożywionym roślinom.

pierwszej chwili przestraszony muł stanął jak wryty, na widok poruszających się, zębatych warzyw.
Co się tu do koryta wyprawia?! Przecież to rośliny są po to by je jeść, a nie na odwrót.
Czy to mogła być zemsta na Khelbenie, za zjedzenie któregoś z ich kuzynów?
Bez znaczenia! Już nie z takimi jak te okazy dawał sobie radę.
Już miał się na bohatersko rzucić na smakowitych adwersarzy, gdy w głowie zwierzęcia pojawiły się myśli jego pana. Była to obietnica, że jeśli tylko podąży za tą wesołą dwunogą, ta da mu mnóstwo marchewek do schrupania prosto z pola.
Cóż, każdy ma swoją rolę do odegrania w drużynie.
Niech dwunodzy zajmą się dyniami - Khelben weźmie na siebie marchewki!
Niestety jedna przerośnięta roślinka rzuciła się na niego, blokując tym samym drogę do smakołyków. Co więcej inne potwory były na tyle bezczelne by zaatakować tę śliczną klacz.
TEGO JUŻ BYŁO ZA WIELE!
Wiedziony pierwotną furią wierzgnął kopytami prosto w mięsiste cielsko najbliższego napastnika, rozbryzgując go na kawałki.

okół Neff’a szalało istne piekło, a jego towarzysze atakowani byli ze wszystkich stron. Ataki przyzwanych cieni nie wyrządzały dyniowym monstrom żadnej krzywdy, więc Cienias i Mroczek mogli jedynie starać się odciągać ich uwagę. Sam elf zaś zasypywał dynie ciągłymi telepatycznymi atakami, starając się zamieniać w miazgę jaźń, którą rośliny były obdarzone.
”Musimy stąd jak najszybciej uciec”. Czuł jak krople potu spływały mu po czole. Nie był w stanie wymyślić żadnego lepszego wyjścia z tej sytuacji.
Po pewnym czasie, który dla mistyka wydawał się wiecznością, sytuacja wyglądała na tyle dobrze, że ucieczka z tego bałaganu wydawała się być na wyciągnięciu ręki. Już miał zamiar biec za dziewczynami, które właśnie opuściły chatę, gdy ściana obok niego eksplodowała.
Dochodząc do siebie czuł potworny ból, a w głowie słyszał jedynie głuchy szum. Przed sobą miał tą paskudną, kolosalną dynię, przed którą uciekali. Nie to jednak przykuło uwagę elfa. Wydał z siebie rozpaczliwy lament, widząc jak jego wierny wierzchowiec, leży przebity złamaną belką. Rozgarniał gruz starając się do niego podbiec, lecz coś usilnie ciągnęło go za nogę w przeciwną stronę. Chciał jeszcze przekazać mu mentalnie, że wszystko będzie dobrze. Że nie ma się czym martwić. Niestety w pustym wzroku Khelbena nie było już ani odrobiny życia, która pozwoliłoby na telepatyczny kontakt...

eff niczym we śnie podążał za resztą grupy. Kurz piekł go w oczy, a mięśnie bolały. Wiedział że najbardziej odpowiednią w tej chwili reakcją powinien być wrzask gniewu i frustracji, ale jedynym co mógł z siebie wydusić był cichy śmiech pod nosem...

Krwawa scena, ukazująca zmasakrowane ciało Drwala, sprowadziła elfa na ziemię. Neff stracił kolejnego towarzysza przez swoją bezsilność.

Podczas gdy inni stali w szoku, lub rozglądali się w poszukiwaniu zagrożenia, podbiegł do ciała by móc dowiedzieć się nieco więcej o tym co tu zaszło. Widok pozostałości po mężczyźnie był okropny. Nigdzie nie dostrzegł też odciętej głowy. Ostatecznie sprawdził czy zmarły pozostawił po sobie coś, co mogłoby im się jeszcze przydać. Drwal z pewnością chciałby im wyświadczyć tę ostatnią przysługę. Jedynym jednak co udało mu się znaleźć był standardowy ekwipunek oraz srebrny wisior z symbolem Pana Poranka.
Mistyk zabrał ze sobą mały toporek, który mężczyzna trzymał za pasem, racje podróżne, oraz ów wisior. Być może uda się znaleźć kogoś z jego rodziny, by przekazać jak dzielnie walczył z potworami.

W ciszy udał się za resztą grupy w poszukiwaniu jakiegokolwiek bezpiecznego schronienia w tym przeklętym miejscu.

 

Ostatnio edytowane przez Koime : 24-03-2019 o 21:31.
Koime jest offline  
Stary 26-03-2019, 09:22   #28
 
Morfik's Avatar
 
Reputacja: 11866 Morfik ma wspaniałą reputacjęMorfik ma wspaniałą reputacjęMorfik ma wspaniałą reputacjęMorfik ma wspaniałą reputacjęMorfik ma wspaniałą reputacjęMorfik ma wspaniałą reputacjęMorfik ma wspaniałą reputacjęMorfik ma wspaniałą reputacjęMorfik ma wspaniałą reputacjęMorfik ma wspaniałą reputacjęMorfik ma wspaniałą reputację
a cholerę mu to wszystko było. Trzeba było zostać w pierwszej lepszej karczmie, zapić się na śmierć i może wtedy, w końcu, zaznał by świętego spokoju. Niestety, wymyślił sobie, że odszuka swoją dawną ukochaną, która zamieszkała w miasteczku zapomnianym przez bogów. I proszę bardzo, jaki to odniosło skutek. Stał po środku całkowicie wymarłego miasta, atakowały go krwiożercze dynie, a na dodatek bardzo mocno krwawił z rany, jaką zadał mu ten stwór.

Oczywiście na to wszystko, kto był pierwszą osobą, która ruszyła mu na pomoc? Oczywiście Hanah, kobieta, która nie odpuści mu już chyba do końca przygody w Złotym Łanie i na pewno nie pozwoli mu tak łatwo umrzeć. Szanse na to, że jego ukochana wciąż jest żywa, spadły do zera, więc już w sumie nic nie trzyma go na tym łez padole. Jeżeli dojdzie do następnej walki, będzie musiał trzymać się z dala od Hanah, żeby ta znowu nie próbowała go ratować. Umrze i będzie miał święty spokój, taki był plan…



yglądało na to, że walka powoli dobiegała do końca. Wydawało się, że uda im się wyjść cało z całego tego zamieszania, ale w momencie, gdy pojawiła się gigantyczna dynia, rzygająca na wszystkich jakąś dziwną substancją, postanowili, że muszą opuścić pole bitwy w zorganizowanych pośpiechu.

Delran, co chwila musiał przecierać oczy, do których napływała krew z rany, ledwo mógł złapać oddech. Kompletnie wyszedł z wprawy, jeżeli chodzi o takie sytuacje. Ciężko nawet powiedzieć, kiedy ostatni raz brał udział w takiej walce. Czuł dosłownie, każdy mięsień swojego ciała. Jeszcze dziesięć lat temu, sam rzuciłby się na tego kolosa i najpewniej by go pokonał, ale teraz… Totalny wrak człowieka zniszczonego przez alkohol. Proza życia…


akimś cudem, udało im się dobiec do świątyni, znajdującej się na centralnym placu tej mieściny. Walka, a do tego szybko bieg, tego było już za dużo dla Delrana. Miał nadzieję, na krótki odpoczynek jak już będą w środku, ale niestety, te cholerne drzwi ani drgnęły. Delran zaśmiał się tylko pod nosem i usiadł na ziemi. Nie zamierzał się szarpać z drzwiami, a na dalszą ucieczkę nie miał już sił. Niech młodzi teraz kombinują, jak dostać się do środka.
 
Morfik jest offline  
Stary 26-03-2019, 10:00   #29
 
BloodyMarry's Avatar
 
Reputacja: 13859 BloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputacjęBloodyMarry ma wspaniałą reputację
elaena przystanęła zdyszana przed progiem świątyni. Pierwszy raz w życiu znalazła się w takiej sytuacji. Najpierw te dynie i walka w której straciła swoją klacz i prawie wszystkie swoje rzeczy. Potem śmierć jednego z nowych towarzyszy. "Co tu się do cholery dzieje?" huczało w jej myślach. Miała za dużo wrażeń jak na jeden dzień, czuła się wykończona fizycznie i psychicznie. Rzuciła wzrokiem po budynku przed którym właśnie się zatrzymali. Miała nadzieję, że zapewni im schronienie chociaż na chwilę kiedy się tam dostaną. Nie miała zamiaru tylko stać i przyglądać się jak jej towarzysze próbują otworzyć wrota świątyni i również postanowiła się do nich przyłączyć.


 
BloodyMarry jest offline  
Stary 27-03-2019, 10:55   #30
 
Jaracz's Avatar
 
Reputacja: 9808 Jaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputacjęJaracz ma wspaniałą reputację
ego się nie spodziewał. Oczywiście już na trakcie porzucił nadzieję, że za wszystkim może stać zwykła grupa rabusiów, którzy w kreatywny sposób postanowili zarabiać na życie. Ślady wyraźnie wskazywały co innego. Na domiar złego opuszczona wioska i upiorny wizaż. Absolutnie nic nie wskazywało na to, że to coś… konwencjonalnego. Dlatego Pelaios zaczął się skłaniać do szukania przyczyny w magii. Pamiętał o dziwnej nocy w Waterdeep i ogólnym poruszeniu w kręgach adeptów. Wiele się też słyszało o ambitnych czarnoksiężnikach, złoczyńcach, a nawet całych grupach poświęcających całą swoją uwagę zbiorowemu samobójstwu jakim jest zakładanie kultów ku czci niepopularnych bogów lub idei.

Jednakże to co zastało ich w wiosce stanowczo wychodziło poza jakiekolwiek wyobrażenia. Upiorne dynie powstające na czaszkach zmarłych, zaścielające całe pola, witające gości zębami i pazurami. Pelaios najpewniej by oszalał gdyby nie fakt, że był zbyt zajęty walką, a potem ucieczką. Widok Arna pozbawionego głowy i tryskająca wszędzie jego krew ponownie odłożyły się gdzieś na dnie świadomości jako wydarzenie zepchnięte na dalszy plan przez niezawodnie działający instynkt przetrwania. Adrenalina buzowała, pozwalając dotrzeć aż przed drzwi świątyni, gdzie można było złapać chwilę oddechu.


rn. Gburny drwal, który dołączył do ich wyprawy, bo… Pelaios w zasadzie nic nie wiedział o tym człowieku. Możliwe że ta informacja przemknęła podczas krótkich rozmów w grupie, lecz diabelstwo ewidentnie potraktowało ją jako nieistotną. Człowiek był jednak jego towarzyszem podczas tej krótkiej podróży, i choć relacja była krótka i zdecydowanie wątła, ciężko było pogodzić się ze śmiercią.

Widmo szaleństwa na nowo wychynęło z dna świadomości, wyczekawszy cierpliwie na moment w którym będzie mogło uderzyć ponownie. Arn. Dynie. Kły i pazury. Kolos plujący… mazią. Okrutnie zabity wierzchowiec. Czaszki…
Pelaios sam nie wiedział co jest gorsze. Krajobraz i gwałtownie witająca ich lokalna rzeczywistość, czy też fakt że wszystko układało się w logiczną całość? Jak to wszystko mogło być logiczne? Niestety elementy układanki pasowały do siebie. Wiedział już co zaatakowało wóz. Podejrzewał że był tam też czarnoskóry nieznajomy ze swoją włócznią, która zostawiła ślad na wozie. Pomarańczowa maź na ziemi i drzewie. Brak ciał i odgryzione uprzęże. Brak oznak grabieży, ale zdemolowana okolica. Dziwne ślady… których nikt nie próbował zacierać. Ciała… czaszki stanowiące podstawę do stworzenia nowych dyń… konstruktów.
Widmo szaleństwa rozmyło się, gdy Pelaios uświadomił sobie że to wszystko, choć nieprawdopodobne nie jest zupełnie abstrakcyjne. Nie był magiem i nie potrafił wytłumaczyć wszystkiego. Umiał jednak rozpoznać logiczny ciąg wydarzeń, a tu… tu wszystko stawało się proste. Przerażające w swej formie, ale proste. Teraz należało jedynie podążyć tym tropem...
 
Jaracz jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:51.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2020, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168 169