Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 12-07-2020, 08:27   #11
 
Ayoze's Avatar
 
Solberg uśmiechnął się do was, koncentrując wzrok na Tirianie.
- Prawdziwy z pana szczęściarz, panie Zhan. Mieć taką kobietę za żonę to coś pięknego. Może kiedyś też trafię na tak silny okaz. - Przeniósł spojrzenie na Huldrę, a chwilę później na Laugę. - Tak, jak mówiłem, nie interesuje mnie, po co wybieracie się do Kalsgardu, chciałem tylko podtrzymać rozmowę. Mam nadzieję, że uda nam się koegzystować na pokładzie tej zacnej łajby przez kolejne tygodnie. Ja w każdym razie wrogów nie szukam. Wasze zdrowie, drodzy państwo. - Uniósł kubek i upił z niego.

Obserwujący go Eladamri doszedł do wniosku, że mężczyzna wygląda na poczciwego i mówi prawdę, a tak przynajmniej podpowiadała mu intuicja. Zjedliście wspólną kolację i ruszyliście do swoich kajut. Rzucone przez elfa zaklęcie było pomocne, gdyż Huldra nie musiała już wszędzie za sobą ciągnąć skrzyni, czym zwracała na siebie uwagę.

Pinasa z każdą chwilą oddalała się od Absolomu, aż miasto zupełnie zniknęło z pola widzenia. Przez pierwszy tydzień mieliście żeglować na zachód i minąć cieśninę Corentyn. Kolejne dwa tygodnie na północ, mijając Cheliax, Varisię i Archipelag Ironbound. W końcu znów na wschód, do zatoki, która była ujściem rzeki Rimeflow i do miejsca docelowego, Kalsgardu. Na miejscu mieliście pomyśleć o dalszym środku transportu do Trollheim, ale do tego momentu była jeszcze masa czasu...




Pierwszy tydzień podróży minął spokojnie. "Duma Absalomu" płynęła na zachód, na ogół poza zasięgiem lądu, choć od czasu do czasu można było dostrzec jego zarysy. Pogoda była dobra, wiatry silne i rześkie, ale nie porywiste. Kapitan i jego ludzie przyzwyczaili się do towarzystwa niecodziennych pasażerów i nie patrzyli na was podejrzliwie. Ulfeński szlachcic od czasu do czasu rozmawiał z Tirianem i Eladamrim, wyraźnie jednak unikając Huldry oraz Laugi. Rozmowy były niezobowiązujące a przekrój tematów spory - religia, historia, nauka, sztuka; Solberg dał się poznać jako bardzo oczytany człowiek, w dodatku otwarty i życzliwy. Nie interesował się skrzynią, tak samo, jak i "małżonką" zaklinacza.

W końcu minęliście cieśninę Corentyn i statek obrał kurs na północ. Wody stały się wyraźniej niespokojne, a rankiem i wieczorem często pojawiała się mgła. W ciągu kolejnych dwóch tygodni, oprócz dwóch ciężkich sztormów, kiedy musieliście pomagać na pokładzie i wspierać załogę, nie wydarzyło się jednak nic niepokojącego. Bogowie musieli być dla was przychylni, gdyż bez większych problemów udało wam się doplynąć do portu w Kalsgardzie, stolicy Krainy Linnormów. Po przybiciu do brzegu zeszliście z pokładu w towarzystwie Solberga.

- Nasze drogi się tutaj rozchodzą, ale pamiętajcie, że gdybyście czegoś potrzebowali, pytajcie o Solberga z Gustavssonów w Dębowej Dzielnicy. Wszyscy tam znają naszą rodzinę i na pewno wam pomogą do nas trafić. Teraz jesteśmy w Dzielnicy Ognistej i jeśli chcecie się gdzieś tutaj zatrzymać, najlepszym wyborem będzie gospoda "Słony Kieł". To dwie ulice dalej na zachód, zaraz po wyjściu z doków. Na pewno traficie. Lokal jest całkiem do rzeczy a właściciel nie zdziera z obcokrajowców. - Ulfen uśmiechnął się szeroko i klepnął Eladamriego i Tiriana w ramiona. - Trzymajcie się i nie pakujcie w kłopoty, bo w Kalsgardzie o to bardzo łatwo.

Pożegnał się z wami i po chwili zniknął ze swoimi ochroniarzami w tłumie ludzi. Jako, że przypłynęliście wczesnym popołudniem, nie było sensu od razu szukać transportu do Trollheim, dlatego podjęliście decyzję, że udacie się do poleconej przez szlachcica karczmy, odpoczniecie i wyruszycie z samego rana. Pogoda była tutaj zdecydowanie gorsza, niż w Absalomie, z którego wyruszaliście, ale mogliście się tego spodziewać - było zimno, a nad okolicą wisiały ciemne, napęczniałe chmury, zwiastujące deszcz lub śnieg.




Pokierowani przez lokalnych, nie mieliście problemu, by dotrzeć do "Słonego Kła". W środku piętrowa gospoda była niemal pełna, zajmowana głównie przez rosłych ulfenów, ale wśród gości dostrzegliście też kilku krasnoludów, elfów, czy niziołków. Kilku lokalnych zwróciło uwagę na niesioną przez Huldrę i Laugę skrzynię. W powietrzu unosił się zapach smażonych ryb połączony z wonią alkoholu. Za drewnianym szynkiem stała pulchna, piersiasta rudowłosa kobieta, która przywitała was szerokim uśmiechem i twardym akcentem wspólnego.

- Witamy w naszych skromnych progach. Nazywam się Sarya i jestem żoną właściciela tej gospody. Co będzie? Pokoje? Mamy jeszcze dwa dwuosobowe i trzy pojedyncze. Niebawem pora kolacji, więc polecam specjał dnia - łosoś z grzybami i cebulką. Palce lizać! - Uśmiechnęła się szeroko. - Proszę zająć wolny stolik, wszystko zostanie doniesione. Wieczorem odbywają się u nas przeróżne zawody, na które zapraszamy. Siłowanie na rękę, zawody w piciu gorzałki, przeciąganie liny podczas picia piwa i inne. Na pewno nie będziecie się u nas nudzić.

 
Ayoze jest offline  
Stary 13-07-2020, 17:55   #12
 
Umbree's Avatar
 
Ulfeński szlachcic jej nie obchodził i starała się go unikać przez kolejne trzy tygodnie rejsu, by przypadkowo nie wszcząć jakiejś zadymy. Z Tirianem rozmawiała może ze dwa razy i nie były to jakieś długie pogaduchy z prostego powodu - Huldra nie lubiła za dużo gadać i w jej przypadku bardziej mówiły za nią czyny, niż słowa. Jakoś się jednak przemęczyła, spędzając większość podróży w swojej kajucie i ćwicząc, by utrzymywać ciało w optymalnej formie. No i mieć oko na skrzynię. Co prawda Eladamri rzucił na nią jakieś zaklęcia, ale ona nie ufała tej całej magii.

Po zejściu z pokładu z przyjemnością zaciągnęła się ostrym, rześkim powietrzem i omiotła okolicę wzrokiem. Była w domu. Co prawda dość daleko stąd było do miejsca, w którym sie urodziła i wychowała, ale te klimaty i ci prości ludzie byli jej dużo bliżsi niż postępowość i dwulicowość "ynteligentów" z cieplejszych stron świata. Kalsgardzkiego szlachetkę odprowadziła tylko wzrokiem i ruszyła z pozostałymi do "Kła". Ona ze swoim wyglądem bez problemu wtapiała się w otoczenie, czego nie można było zbytnio powiedzieć o pozostałych, ale nie obchodziło jej to.

Gospoda wyglądała całkiem w porządku a zawalona była jeszcze lepiej. Barbarzynka posłała zebranym ponure spojrzenie i podeszła do baru. Z typową serdecznością karczmarka próbowała im wcisnąć pokój i posiłek, więc nie było powodu, żeby nie skorzystać.
- Wezmę dwójkę. Razem z moją towarzyszką - wskazała na Laugę, posyłając przy okazji Tirianowi paskudny uśmiech. Ich małżeńska przykrywka przestała obowiązywać, więc Huldra zamierzała z tego korzystać. - Kolacja też niech będzie. I dzbanek gorzałki do tego. I powiedz nam jeszcze, dobra kobieto, jak najszybciej dotrzeć do Trollheim?
- Najszybciej będzie barką. Pytajcie z samego rana w porcie, w tamtą stronę zawsze ktoś płynie, to was zabierze, jak zapłacicie - odrzekła Sarya.
- A o niejakim Rognvaldzie Skagnim słyszała? - Huldra spojrzała jej w oczy.
Sarya zastanowiła się krótko i pokręciła przecząco głową.
- Nie znam człowieka.

Nie zaskoczyła jej odpowiedź, ale zapytać było warto. Kalsgard był wielkim miastem, a Skagni nie dość, że tutaj nie mieszkał, to z pewnością też nie wyświetlał się ze swoją działalnością dla Organizacji. Zajęła miejsce przy stoliku w rogu sali, czekając na swojego łososia i alkohol.
- Czyli jutro z rana zbieramy się do portu i pewnie jutro będzie po sprawie ze Skagnim. Jak na razie najprostsza misja, na jakiej byłam. No ale jak to mawiają: nie ma co chwalić dnia przed zachodem słońca. Zobaczymy, jak już będziemy z powrotem w Absalomie - rzuciła.

Zjadła kolację, a potem poczekała, aż rozkręcą się zawody, o których mówiła Sarya. Miała zamiar wziąć udział w przeciąganiu liny połączonym z piciem piwa, a potem iść spać. Z rana czekała ich podróż do Trollheim, więc wolała nie przesadzać z alkoholem.
 
__________________
She herself is a haunted house.
Umbree jest offline  
Stary 14-07-2020, 11:54   #13
 
Obca's Avatar
 
Lauga musiała przyznać że podróż statkiem była przyjemna choć po dwóch tygodniach już ją mocno nosiło i zaczęła tęsknić za lądem. Za innymi widokami i dobrym piwem. By nie zanudzić się na śmierć prowadziła konwersacje z każdym kto wyraził zainteresowanie. Czasem grała w karty czy w kości z marynarzami czy ochroniarzami szlachcica. Czasem się coś wygrało czasem przegrało. Powymieniało ciekawe historie z roboty albo w jej pzypadku z jakiejś kampani wojskowej.

Poznawała także swoich nowych towarzyszy. Choć z niektórymi nie miała o czym rozmawiać a inni byli warczący. Niemniej cieszyła się że będą mieli aż dwie osoby zajmującą się magią. Czary to potężna pomoc w wielu różnych sytuacjach a Lauga zdążyła się przekonać, że nie ma nic pomocniejszego niż porządna kula ognia rzucona na przeciwników zanim do ciebie dobiegną.

Na lądzie nie szczędziła zbyt dużo czasu na pożegnania z osobami poznanymi podczas podróży, ot zwykłe “Szczęścia w dalszych podróżach” musiało wystarczyć. W tawernie również chciała zaproponować wspólny pokój Huldrze. Choć ta była szybsza.
- Szybki rozwód jak widzę. - Skomentowała brak chęci wojowniczki do dalszego ‘udawania’ pary z zaklinaczem.
- Myślałam żeby ustalić zmiany w pilnowaniu skrzyni co by nie musieć jej zawsze ciągnąć. W sensie najpierw ty byś poszła coś zjeść i się napić może zobaczyć miasto a potem zmiana? - Zaproponowała kiedy szły do ich wspólnego pokoju.
.
 
Obca jest offline  
Stary 15-07-2020, 14:40   #14
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
- Czy zechcesz odwiedzić swego małżonka w jego kajucie? - spytał cicho Tirian, gdy skończyła się kolacja. Słowa były na tyle ciche, że mogła go usłyszeć jedynie jego "żona".
- A po co? - odburknęła. - Małżeństwem jesteśmy tylko na pokaz, nie ma potrzeby, żebyśmy spędzali ze sobą więcej czasu, niż potrzeba. A za ten pomysł to powinieneś dostać kuksańca. Prawie mnie zabiłeś kiełbasą. - zakończyła poważnym tonem.
- Ale nawet na pokaz powinniśmy zachować pewne pozory - odparł. - Nie zamierzam korzystać z nieistniejących małżeńskich praw, ale porozmawiać byśmy mogli. To cię chyba nie zabije - dodał z lekkim uśmiechem. - A za kiełbasę przepraszam.
- A o czym chcesz porozmawiać? Ja raczej zbyt rozmowna nie jestem - opowiedziała.
- Widać... - mruknął Tirian. - Ale to nie szkodzi. I to nie znaczy, że będę mówić za dwoje - dodał. - Jeśli się będziesz trzymać z dala ode mnie, to będzie to wyglądać bardzo dziwnie. I nie musimy wcale rozmawiać. Milczeć też potrafię. - Uśmiechnął się.
- Możemy się przez jakiś czas w ciągu dnia trzymać blisko siebie, ale jeśli ten Ulfen łyknął tę historyjkę o małżeństwie, to musi być idiotą - odparła. - No a skoro chcesz gadać, to powiedz, drogi “małżonku”, co sądzisz o szlachcicu. Myślisz, że na statku pojawił się celowo bo ma w planach zajumać nam skrzynię?
- Różne rzeczy zdarzają się pod niebem Golarionu - odparł - zarówno ciekawie dobrane małżeństwa, jak i to, że ktoś gdzieś ma szpiegów. Decyzja o tym, kto, kiedy i w jaki sposób ma wyruszyć ze skrzynią zapadła jakiś czas temu. Znacznie wcześniej, niż my się o tym dowiedzieliśmy. A ludzie mają długie języki, więc kto wie, komu ten szlachcic opowie o współpasażerach. Lepsza więc bajka o małżeństwie, niż okrywanie czegoś mgłą tajemnicy.
- Poza tym... - Tirian się uśmiechnął. - Mam wrażenie, że on mi trochę zazdrościł. Otworzył drzwi swojej kajuty.
- Witam w mych skromnych progach. - Uprzejmym gestem zaprosił Huldrę.
- Rzeczywiście skromne - odrzekła kobieta. - I tak, zazdrościł ci, bo miał czego. Każdy mężczyzna chciałby być z taką kobietą, jak ja, ale mi nie w głowie być z jakimkolwiek mężczyzną. Przynajmniej nie przez najbliższe lata.
- Czyli to nie ogólna niechęć do mężczyzn, tylko inne plany życiowe - stwierdził, nie komentując nieco zbyt wysokiego mniemania Huldry o sobie. Zamknął drzwi. - Wolna jak ptak zamierzasz przemierzać świat szukając przygód?
- Zgadza się, plany życiowe - odpowiedziała. - Chyba musiałabym się mocno w głowę uderzyć, żeby teraz osiąść gdzieś z jakimś facetem i rodzić mu dzieci. Na to może jeszcze przyjdzie czas. Albo i nie. Na razie skupiam się na życiu i tym, co oferuje. A ty? Masz jakieś długofalowe plany?
- Związanie się z kimś nie oznacza dzieci... - Tirian wydawał się naprawdę zaskoczony takim podejściem do zagadnienia. - A poza tym to się z tobą zgadzam. Też nie zamierzam na razie nigdzie zapuszczać korzeni.
- Przynajmniej w tym się zgadzamy - uśmiechnęła się do niego lekko. - Może teraz po prostu posiedzimy trochę w ciszy? Już mi się nie chce rozmawiać - powiedziała szczerze.
- Milcząca kobieta to prawdziwy skarb - zażartował.
- Mężczyzna również - odrzekła z kwaśnym uśmiechem.
Tirian udał, że zamyka usta na kłódkę i wyrzuca klucz, nie komentując niezgodnych z prawdą słów swej "małżonki".
- No, w końcu cisza. - Huldra założyła ręce pod biustem i uśmiechnęła się lekko do zaklinacza. Tym razem jakoś tak cieplej, albo mu się wydawało.
Odpowiedział uśmiechem.
I udał, że nie dostrzega tego, iż ten gest w ładny sposób podkreśla niektóre fragmenty budowy jego niezbyt chętnej rozmówczyni. Nie skomentował również tego, że to Huldra nie potrafiła się oprzeć pokusie i zamiast po prostu zamilknąć musiała mieć ostatnie słowo.
Typowa kobieta.

* * *


Rejs "Dumą Absalomu" okazał się być podróżą, któa pasażerom nie dostarczyła zbyt wielu wrażeń, jako że na ich drodze nie stanęły ani sztormy, ani piraci, ani morskie potwory.
Była za to okazja do porozmawiania ze współuczestnikami misji.
Najwięcej oczywiście czasu Tirian poświęcał swej "niedawno poślubionej" małżonce... ku nie zawsze ukrywanej irytacji tej ostatniej. No ale skoro Huldra nie raczyła zaprzeczyć, chociażby używając słowa "przyszłej", to należało sprawę pociągnąć, by ciekawski szlachcic nie zaczął się zbytnio interesować pozostałymi podróżnymi.
Czasami trzeba było się poświęcić dla dobra misji.

* * *


Do Kalsgardu dotarli cało i zdrowo, a Tirian był przekonany, że radość na twarzy Huldry spowodowana jest nie tylko powrotem w rodzinne (mniej więcej) strony, ale i (a może przede wszystkim) z powodu rozcięcia małżeńskiego węzła.
Najwyraźniej Tirian, mimo starań, nie przypadł jej do gustu, a to wrażenie potwierdziła satysfakcja, z jaką dała do zrozumienia, iż w gospodzie drzwi do jej komnaty będą dla niego zamknięte, a ona sama, na wszelki wypadek, weźmie sobie przyzwoitkę.
- Dla mnie pokój jednoosobowy - powiedział, równocześnie uśmiechając się do Saryi. - A kolacja będzie mile widziana.

Gdy Huldra wypytywała o podróż do Trollheim i o Skagni'ego on uświadomił sobie, że nie dowiedzieli się co robić, gdyby Skagni zginął. Albo wyruszył w długą podróż.
Tego jednak tematu nie zamierzał poruszać, odsuwając problem na później. Wszak nie musiał wcale nastąpić...

Po kolacji nie miał zamiaru nigdzie chodzić. Skrzynia była ważniejsza, a rozrywki mieli na miejscu.
Co prawda nie miał zamiaru startować w żadnej konkurencji, ale gdyby miała zamiar to zrobić Huldra lub Lauga, to był gotów postawić na jedną lub drugą parę sztuk złota.
 
Kerm jest offline  
Stary 16-07-2020, 15:31   #15
 
psionik's Avatar
 
Dzięki Umbree za dialog ;)

Podróż minęła zadziwiająco spokojnie. Pomimo kilku incydentalnych sztormów, gdzie musieli wspomóc załogę, lub schować się pod pokładem rejs przebiegł w atmosferze nudy. Eladamri dawno nie był na łodzi i zdążył zapomnieć jak to jest pływać na spokojnych wodach, a co dopiero na wpływać na zimne i zdecydowanie mniej bezpieczne wody północne.

Już w pierwszych tygodniach widoki bezkresnego morza znudziły większość pasażerów i nawet wypatrywanie delfinów radośnie pływających w ciepłych wodach przestawało być interesujące. Statek pruł fale szybko, z rzadka pozostając w zasięgu stałego lądu, toteż niewiele mieli okazji do zmiany krajobrazu. Uzbrojony w dwie pokaźne lektury elf spędzał słoneczne dni na pokładzie siedząc w zwojach lin i wieczorem, do późnej nocy w swojej kajucie pochłonięty lekturą. Ranki i wieczory spędzał na miłych i niezobowiązujących pogawędkach z towarzyszami, oraz podróżującym z nimi ciekawskim szlachcicem. Okazało się, że pomimo pozorów mężczyzna był naprawdę interesującym interlokutorem dzielącym wiele zainteresowań z Kelendilem, takich jak poezja, sztuka czy książka. Już w połowie drogi wymienili się książkami, by rejs nie dłużył się zbytnio. Eladamri podarował gnomią epopeję, w zamian dostając zbiór komedii ulfeńskich. Prosty i dosadny humor ludzi z północy był miłą odskocznią od zawoalowanych i pełnych paralel utworów elfich. Kontrast i świeże spojrzenie na znaną od stuleci tematykę pochłonął Eladamriego zupełnie.

Równie ciekawą postacią okazała się Lauga. Półelfka chyba bardzo nudziła się bowiem w przeciwieństwie do Huldry, nie trzeba było jej ciągnąć za język. I tak, już po pierwszych dniach Eladamri poznał zarówno jej miejsce urodzenia, jak i rodzinę, ojca, matkę, trzech braci oraz dwie siostry.
Sama dziewczyna była byłym wojskowym, a obecnie mieczem do wynajęcia. Eladamri zwrócił uwagę na magiczne błyskotki, które dziewczyna nosiła zdecydowanie nie do ozdoby. Takich się w wojsku nie dostaje. Jego spojrzenie bezbłędnie wychwyciło bijące od nich aury, a zapytana potwierdziła częściowo te przypuszczenia.

Eladamri wychował się na magii, jego dzieciństwo było przepełnione magią, która w zasadzie krążyła w jego żyłach od urodzenia. Nie znał innego życia. Nie wiedział jak to jest nie mieć na podorędziu mocy zdolnej wesprzeć go zarówno w prostych codziennych obowiązkach, jak i być bronią i pancerzem gdy tego potrzebował. Znał jednak dużo ludzi, dużo wojowników, którzy musieli codziennie walczyć o swoje, dochodzić w swoich krótkich życiach do czegoś siłą własnych mięśni, treningiem, potem i doskonaleniem się, by koniec końców trafić na lepszego od siebie. Półelfka żyła z dnia na dzień niczym ludzie, ale smutna prawda, o której mogła jeszcze nie wiedzieć była taka, że jeśli nie trafi na kogoś lepszego, szybszego, silniejszego od siebie, przeżyje wystarczająco długo by widzieć jak starość odbiera jej towarzyszy i ukochanych.

Pomimo naturalnej wydawałoby się afiliacji do magii relacje z Tirianem nie były tak wylewne jak z dziewczynami, czy szlachcicem. Trudno było stwierdzić, czy wynikało to z różnego spojrzenia na magię, różnic rasowych, czy personalnych, jednak nie udało się nawiązać bliższej znajomości.
Podobnie zresztą sprawa miała się z Huldrą, do której Eladamri zaglądał co kilka dni. W zasadzie nie tyle do niej, co do skrzyni. Zaklęcia ochronne miały to do siebie, że nie trwały dość długo, toteż nieutrwalone wymagały odnowień. Całe szczęście, że droga była spokojna i nie wymagała od elfa żadnych zaklęć, mógł skupić się by co kilka dni odnawiać i wzmacniać ochronne formuły.

- Czego możemy się spodziewać po przycumowaniu w Kalsgardzie? To Twoje rodzinne strony, prawda? - spytał któregoś razu przyglądając się skrzyni. Ramy zaklęć ochronnych pozostawały na miejscu, nie widać było aby ktoś przy nich dłubał.
- Rodzinne, ale nie pochodzę z Kalsgardu - odpowiedziała krótko. - Właściwie nie chce mi się o tym gadać. Będzie zimno, więc się ciepło ubierz.
- W porządku. - kiwnął głową. - Jakieś naturalne niebezpieczeństwa? Przeciwnicy? Przyroda?
- W gospodach możesz dostać w gębę albo skończyć jeszcze gorzej, jak komuś nie przypasujesz, czyli taki standard. A poza miastami mogą cię zjeść różne potwory - zimowe trolle, wywerny, giganty, drapieżne zwierzęta, panoszy się po tych ziemiach też parę klanów zimowych goblinów. Ogólnie podróż lądem jest niebezpieczna i trzeba mieć się na baczności - wyjaśniła.
- Tak standard - mruknął elf nadal przyglądając się skrzyni. Wreszcie oderwał się od niej i złożył dłonie rozpoczynając rzucanie zaklęcia.
- Rozumiem, że nie jesteś ciekawa tego, co robię ze skrzynią, dopóki pozostaje bezpieczna? - spytał odsuwając się od skrzyni. Skierował swoje przenikliwe spojrzenie na kobietę.
- Dokładnie. Póki nie próbujesz tam zaglądać i wszystko jest tak, jak być powinno, nie mam problemu z tym, że rzucasz jakieś swoje czary mary - odrzekła.
- Bardzo rozsądnie, choć mógłbym wykradać dokumenty za pomocą magii i nie tylko byś nie zauważyła, to jeszcze nie obchodziłoby cię to.
- Może. Ale jak byśmy dostarczyli skrzynię do Skagniego i okazałoby się, że czegoś w środku brakuje, to już nie byłoby miło. - Uśmiechnęła się krzywo.
Eladamri uśmiechnął się.
- Próbujesz mnie ostrzec? Zastraszyć? - zapytał nieco protekcjonalnie. - Nie zabezpieczam skrzyni przed magią, a jedynie przed wykryciem. - odpowiedział z lekkim rozbawieniem.
- Wybierz sobie - odparła odnośnie ostrzegania lub zastraszania. - Co do twojej magii, nie obchodzi mnie to, co robisz, dopóki skrzynia jest bezpieczna. Działamy w jednej sprawie, a skoro Dreng wybrał cię do tej misji, to chyba musisz być godny zaufania. Przynajmniej jeśli chodzi o kapitana.
- Nie ufasz magom?
- Nie ufam nikomu, chyba, że sobie na to zasłużyli.
- Chyba nie wszyscy są tacy? Solberg jest na przykład bardzo otwarty.
- Otwarty nie znaczy godny zaufania. Ktoś może mielić ozorem na lewo i prawo, osłabić twoją czujność, a potem wbić ci nóż w plecy. Z ludźmi trzeba być ostrożnym, są gorsi niż potwory, one przynajmniej nie udają, co chcą z tobą zrobić.
- Fakt, ludzie z natury są fałszywi, choć mielenie ozorem zdaje się nie mieć na to wpływu - odpowiedział. - Tak, czy siak, zaklęcie działa, widzimy się za pięć dni. - Uśmiechnął się kierując się do wyjścia. Dziewczyna była małomówna i dość nieufna, jednak Eladamri nie przejmował się tym. Jak wszystko ulotne, minie w ciągu najbliższych dziesięcioleci, a to zdecydowanie później niż ich drogi się rozejdą.
- Masz bardzo ładne... magiczne przedmioty. - skonstatował jeszcze przy drzwiach. - Pewnie za niejednym kryje się ciekawa, krwawa historia?
- Pewnie się kryje, ale nie chce mi się o tym gadać - odrzekła krótko.
Uśmiechnął się firmowym uśmiechem nie sięgających oczu i wyszedł.


Wreszcie dopłynęli do portu. Eladamri pożegnał się z kapitanem, załogą oraz Solbergiem schodząc na suchy ląd. Przyzwyczaił się już do ciągłego kołysania, więc kilka pierwszych kroków wydawało się dziwnych jednak wnet wszedł w rytm portu. Powietrze było tu znacznie chłodniejsze, toteż zarzucił na ramiona zimowy kożuch pozostawiając go jednak niezapiętym. Szedł przodem torując drogę dziewczynom, które dumnie niosły skrzynie. Mógł co prawda wspomóc się magią by ulżyć wojowniczkom, ale nie chciał wzbudzać większego zainteresowania niż to było konieczne. W końcu samo noszenie skrzyni nie było w żaden sposób nietypowe w dzielnicy portowej. Co więcej, mogło to wyglądać, jakby wojowniczki dźwigały jego skrzynię z rzeczami osobistymi. Eladamri zanotował w pamięci by postawić dziewczynom kolejkę za ten cały trud.

W karczmie zamówił pojedynczy pokój wraz z posiłkiem i wanną z ciepłą wodą. Długi rejs wymagał nieco odświeżenia. Pomysł trzymania wart był dobry i zdecydowanie należało go wprowadzić. Na statku nie było szans na wykradzenie skrzyni, ani dokumentów, ale w mieście? To zupełnie co innego.
Gdy zszedł na dół postanowił zasięgnąć języka przy kontuarze, a następnie zamieniając zdanie z grupką elfów.
Wieczór zapowiadał się ciekawie, jednak Kelendil nie zamierzał brać udziału w żadnych turniejach, ani grach zadowalając się obserwacją zmagań innych, delektując się butelką miejscowego wina.
 
psionik jest offline  
Stary 17-07-2020, 09:58   #16
 
Ayoze's Avatar
 
Sarya była zadowolona, że postanowiliście zatrzymać się w "Kle" i szybko przekazała zamówienia halflingowi w kuchni. Rozsiedliście się wygodnie przy stoliku, a niedługo później na blat wjechały ciepłe, pięknie pachnące potrawy. Przy rozmowie czas szybko leciał i nim się obejrzeliście, był już wieczór. Zaczął się czas zawodów, do których Huldra stanęła z werwą. Padło na przeciąganie liny z jednoczesnym piciem piwa. Chodziło o to, by jedną ręką przeciągnąć przeciwnika na swoją stronę i nie narozlewać złocistego trunku. Wszyscy stawiali na rosłego Ulfena, który ponoć swoje już wygrał w tych zawodach, ale Tirian przeczuwał, że Huldra może sprawić niespodziankę, dlatego postawił na nią dwie sztuki złota.

I nie pomylił się. Barbarzynka miała niesamowitą parę w łapach i pokazała to już po kilku sekundach przeciągania liny. Nie dość że Ulfen znalazł się po jej stronie liny, to jeszcze wylał na podłogę prawie całe piwo. Huldra wygrała, a do kieszeni zaklinacza trafiło dwadzieścia pięć sztuk złota. Reszta wieczoru upłynęła każdemu z was w różny sposób i w końcu poszliście na górę, do wynajętych pokojów. Nie była to pierwsza klasa, ale łóżka były czyste i miękkie, a okna trzymały ciepło. Ustaliliście warty przy skrzyni i niedługo później kto mógł pogrążył się we śnie.




Poranek nadszedł dla niektórych z was zbyt wcześnie, ale trzeba było zacisnąć zęby i zebrać się z łóżek, gdyż czekał was intensywny dzień. W głównej sali zjedliście smaczne śniadanie składające się z jajecznicy na boczku i wyruszyliście ze "Słonego Kła" z powrotem do portu w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby was podrzucić do Trollheim. Po wyjściu na zewnątrz zaskoczyła was pogoda, gdyż wszędzie było... biało. Biało i zimno. Przez noc napadała masa śniegu, uliczki Kalsgardu były nim całkiem zasypane, a rośli mężczyźni z drewnianymi szuflami w dłoniach walczyli z ich odśnieżaniem.

W porcie dość szybko znaleźliście mężczyznę, który zgodził się popłynąć do Trollheim za kilka srebrników. Rybak o imieniu Uve był wysokim, tyczkowatym mężczyzną o podejrzliwym spojrzeniu, jednak nie wypytywał się wiele, więc to wam pasowało. Uprzedził tylko, że na jego barce jest zakaz picia alkoholu, ale i tak nie zamierzaliście go łamać, bo byliście w pracy i dopiero po dostarczeniu skrzyni będzie moment, by się rozluźnić. Podróż przebiegała spokojnie i nudno - było zimno, ale wody tylko na brzegach zostały skute lodem i to w dodatku niezbyt grubym, więc barka sunęła po ciemnej tafli bez przeszkód.


Podziwialiście przykryte czapami śniegu lasy po obu stronach rzeki oraz zaśnieżone wzgórza na północy. Z każdą kolejną godziną robiło się zimniej i zaczął sypać śnieg. Musieliście bardziej okutać się zimowymi płaszczami, gdyż temperatura wieczorem nie rozpieszczała. Noc jednak minęła spokojnie i wczesnym przedpołudniem dotarliście do portu w Trollheim - miasta, które było domem dla blisko dwunastu tysięcy Ulfenów, którzy stanowili tu większość mieszkańców. Pożegnaliście się z Uve, płacąc mu za podróż, zabraliście skrzynię z barki i ruszyliście w miasto. Większość domów przycupniętych przy wąskich, zaludnionych uliczkach wykonanych było z drewna i kamienia, w stylu północnym, tak bardzo różniącym się od tego, jak budowało się w innych zakątkach Wewnętrznego Morza.

Adres podany przez Lydę pozwolił wam wypytać spotkanych ludzi o ulicę, na której mieszkał Skagni i zostaliście pokierowani do Dzielnicy Rzecznej, gdzie mieściła się Seljugerði 11. Wyglądało na to, że historyk mieszkał niemal na obrzeżach miasta, jednak to, co powinno okazać się jego domem, przywitało was zwęglonymi ścianami spalonego budynku. Okno i drzwi wychodzące na główną ulicę były otwarte, więc dobywając broni wkroczyliście do środka. Zewsząd otaczały was czarne ściany i wciąż unoszący się lekko swąd palonego drewna. Meble albo spaliły się do cna, albo zostały stąd wyniesione, tak jak i wszystko, co mogło być tu cenne - szabrownicy nie próżnowali. Chociaż większość ścian była sczerniała od sadzy, jedna z nich, w pokoju, który był chyba sypialnią Skagniego, zachowała swój wcześniejszy, biały kolor. Wielkimi, krwisto-czerwonymi literami, ktoś umieścił na niej napis:


Eladamri nie wyczuł tutaj żadnej magii, więc ogień musiał zostać podłożony tradycyjnymi sposobami. A przynajmniej tak się zdawało, ale arkanista dałby głowę, że to miejsce jest w takim stanie od co najmniej dwóch tygodni. Przyglądając się napisowi na ścianie, Huldra i Lauga od razu zorientowały się, że został naniesiony krwią. Przeszukanie całego parterowego domku historyka pozwoliło upewnić się wam, że Skagni nie skończył jako spalone truchło, ale też nigdzie go nie odnaleźliście. Tirian wyglądając przez otwarte okno zauważył, że ulica jest dziwnie cicha i wyludniona. Zupełnie nie pasowało to do pełnych przechodniów uliczek, które mijali w drodze na miejsce. Zerkając po sąsiednich budynkach dostrzegł nagle twarz starszej kobieciny, która szybko schowała się za zasłonką, gdy zorientowała się, że zaklinacz jej się przygląda.

 

Ostatnio edytowane przez Ayoze : 17-07-2020 o 10:03.
Ayoze jest offline  
Stary 18-07-2020, 09:57   #17
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
- Dwie sztuki złota na tę w kolorkach! - powiedział Tirian, podchodząc do stołu, gdzie przyjmowano zakłady.

Nieszczęścia jednych cieszą innych.
Porażka przeciwnika Huldry z pewnością ucieszyła dziewczynę, ale jeszcze bardziej zadowolony był Tirian, do sakiewki którego wpadła spora garść złota.
Zyskał złoto, ale z pewnością nie zyskał sympatii tych, co to złoto musieli mu wypłacić. Tym się jednak zbytnio nie przejął, świadom faktu, iż już jutro go w tym mieście nie będzie, a zanim wróci, wszyscy zapomną o przegranej.

- Gratulacje! - powiedział do zwyciężczyni. - Wygraliśmy, i ty, i ja - dodał, pokazując zdobyczną sakiewkę.
- Widzisz, dzięki mnie jesteś teraz bogatszy o te parę złociszy. - Uśmiechnęła się lekko.
- Co lubisz najbardziej? Piwo, wino, gorzałkę?
- Piwo i gorzała - odparła. - Można łączyć - dodała z szerokim uśmiechem.
Tirian nawet nie chciał sobie wyobrażać skutków takiego mieszania trunków. Ale w końcu to nie była jego głowa, a Huldra z pewnością wiedziała co robi.
- W Trollheim postawię ci zatem cały ocean obu trunków - zaproponował z lekkim uśmiechem.
Kogoś innego zaprosiłby na uroczystą kolację, ale nie wyglądało na to, by Huldra miała ochotę na coś takiego... w jego towarzystwie.
- Ha! I to się nazywa facet! - Klasnęła w dłonie. - Trzymam za słowo!

* * *


Noc minęła spokojnie - nikt nie usiłował ukraść skrzyni, nikt nie próbował odzyskać złota.
Nic, tylko się cieszyć.
Śniadanie było świetne (i nie było w nim ani kawałka ryby), strój dobrze zabezpieczał przed zimnem, a transport do Trollheim znaleźli bez kłopotów i, na dodatek, nie kosztowało ich to majątku.

Dobra passa skończyła się w Trollheim, gdy spełniły się niewypowiedziane a zbyt późno uświadomione ponure przypuszczenia Tiriana.

- Ktoś nas nie lubi - powiedział, oglądając napis na ścianie. - I wyraził to w dosyć dosadny sposób.

Rozejrzał się dokoła, zastanawiając się, co się stało z gospodarzem. I czy to, co spotkało dom Skagiego, spowodowane zostało jego przynależnością do Pathfinderów, czy też miało to na celu wprowadzenie kogoś w błąd.

- Ciekawe, czy to ma związek z nami - dodał. - Chyba byliśmy w podróży, gdy to się stało. Musimy wypytać sąsiadów - zmienił odrobinę temat. - A nuż coś widzieli. A potem trzeba pozbyć się skrzyni i zacząć szukać Skagniego.

Gdyby dom miał piwnicę, to skrzynię można by tam schować, a jej zawartość rozdzielić między ich czwórkę. No ale piwnicy nie było.
Była za to ciekawska sąsiadka...
 

Ostatnio edytowane przez Kerm : 18-07-2020 o 16:11.
Kerm jest offline  
Stary 18-07-2020, 16:49   #18
 
Umbree's Avatar
 
W zawodach nikt na nią nie stawiał. Nikt, oprócz Tiriana, jak się okazało, więc tym bardziej chciała pokazać, kto dzisiaj będzie rządził w przeciąganiu liny. Dali jej od razu jakiegoś całkiem dużego przeciwnika, ale Huldra nauczona od małego fizycznej pracy siły miała więcej, niż na to wyglądało. No i dała radę, ku zniesmaczeniu większej części stawiających, jak i samego oponenta. No a Tirian wygrał sobie trochę złociszy i - czym ją zaskoczył - nie schował od razu wszystkiego do kieszeni, tylko postanowił postawić barbarzynce alkohol.

A że kobieta lubiła mieszać, to padło na piwo z gorzało, oczywiście w odpowiednich proporcjach. Jeden kufel, drugi, trzeci. Huldra miała głowę do picia i niejednego mężczyznę by przepiła, ale dzisiejszego wieczoru nie zamierzała przeginać. Posiedziała jeszcze trochę w głównej sali z Tirianem, tym razem nieco bardziej rozwiązując język (a precyzując: alkohol go jej rozwiązał) i godzinę przed północą poszła do pokoju, starając się nie obudzić Laugi. Całkiem nieźle jej to wyszło, jak na wielką, podpitą i niezgrabną Ulfenkę.

* * *

Następny dzień powitała straszliwą suchością w ustach i przeklęła siarczyście, nie odnajdując przy łóżku dzbanka z wodą. No tak, przecież zapomniała go wziąć z dołu. Głowa trochę pobolewała, ale do jakiegokolwiek kaca była jeszcze daleka droga. Zebrała się z łóżka, zrobiła kilka pompek, brzuszków i innych ćwiczeń, które ją rozruszały i wybudziły, po czym ubrała się i zeszła na dół. Tam zjadła pyszne śniadanie w towarzystwie kompanów i krótko później wyruszyli na poszukiwanie środka transportu do Trollheim.

Podróż barką nie dłużyła się jej. Podziwiała widoki, przypominając sobie różne wydarzenia z przeszłości i lata spędzone na ziemiach Linnormów. Kto wie, może jak to wszystko się skończy, będzie miała trochę czasu, by odwiedzić rodzinę i przyjaciół z klanu? Na razie jednak nie było co sobie zaprzątać tym głowy. Do Trollheim dotarli bez przeszkód i z dotarciem do domu Skagniego też nie mieli większych problemów. Tyle, że z domu niewiele zostało, a sam Skagni zniknął. Krwawy napis na ścianie jasno mówił, że ktokolwiek odwiedził historyka, wiedział o jego przynależności do Pathfinderów.
- Całkiem możliwe też, że Skagni się komuś tutaj naraził - odpowiedziała Huldra, gdy Tirian skończył. - Nie przypominam sobie, bym spotkała się na tych ziemiach z jawną nienawiścią do Organizacji. Kto wie, może to coś osobistego...

Przeszła się po całej chałupie i dokładnie rozejrzała. Nie znalazła zwłok historyka, więc była szansa, że jeszcze żył. Gdziekolwiek mógł być.
- Nie ma trupa, więc Skagni być może został uprowadzony. Albo zabili go wcześniej gdzieś indziej, chatę splądrowali a resztę spalili, żeby zatrzeć ślady - powiedziała. - Trzeba by w straży miejskiej rozpytać - skoro się chałupa jarała, to może mają jakieś informacje na ten temat. Pójdę z tobą do sąsiadów. - Spojrzała na Tiriana. - Z obcymi rzadko gadają, do swojej są bardziej otwarci, może coś z nich wyciągniemy. Poza tym nie każdy umie gadać we wspólnym. Pilnujcie skrzyni. - Kopnęła ją lekko nogą, zerkając na Laugę i Eladamriego, po czym ruszyła z zaklinaczem do drzwi.
 
__________________
She herself is a haunted house.
Umbree jest offline  
Stary 19-07-2020, 07:54   #19
 
Obca's Avatar
 
Lauga podobnie do swoich towarzyszy rozejrzała się po spalonym budynku. Ślady nie wyglądały za dobrze choć Lauga zastanawiała się czy przypadkiem nie jest to bardziej pozorowany pożar...na przykład żeby coś ukryć.

- Tak tylko zauważę że chodzenie ze skrzynią jest w tym momencie strasznie niepraktyczne. - Powiedziała na głos. - Może najlepiej ją gdzieś ukryć... może zakopać tutaj pod podłogą.
 
Obca jest offline  
Stary 19-07-2020, 15:59   #20
 
Umbree's Avatar
 
Huldra skinęła głową Laudze.
- Może znajdziemy jakąś gospodę i opłacimy karczmarza, żeby wziął ją na przechowanie do czasu, aż dowiemy się, co się stało ze Skagnim. Tak chyba będzie najbezpieczniej. Co myślicie?
 
__________________
She herself is a haunted house.
Umbree jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 20:03.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168