Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy Oznacz fora jako przeczytane

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 08-07-2020, 08:21   #1
 
Ayoze's Avatar
 
[PFS, 18+] Shades of Ice







Miasto w Centrum Świata, jak nazywano Absalom, było największym, najbogatszym i najsłynniejszym ze wszystkich miast Wewnętrznego Morza. Mówiło się, że ten, kto kontroluje Absalom, może rządzić całym światem i zdecydowanie coś w tym stwierdzeniu było, gdyż przeróżne frakcje i siły polityczne wciąż knuły, by zagarnąć dla siebie jak najwięcej władzy. Metropolię zbudowano wokół Gwiezdnego Kamienia, znajdującego się na szczycie katedry, do której można było dotrzeć trzema mostami rozciągniętymi nad przepastnym kraterem bez dna w samym centrum miasta. Do tego najważniejszego centrum handolwego świata ściągali podróżnicy z całego Golarionu, przez co Absalom stanowił kulturowy tygiel, w którym żyły w symbiozie (lub przynajmniej starały się) przeróżne narodowości i rasy.

Tutaj również znajdowała się Najwyższa Loża, siedziba Pathfinder Society, globalnej organizacji zrzeszającej awanturników i poszukiwaczy przygód, którzy podrożują po Golarionie - zwykle incognito - i eksplorują, angażują się w przeróżne zadania w mniej bezpiecznych stronach świata oraz odnajdują cuda starożytnych cywilizacji. Wykonana z bałego kamienia forteca posiadała pięć wież, a wewnątrz znajdowało się siedem ufortyfikowanych budynków, co sprawiało, że miejsce było by bardzo ciężkie do zdobycia w przypadku ataku. Zjawiliście się tutaj wszyscy na specjalne polecenie kapitana Drangle Drenga, który był waszym przełożonym w Organizacji - to on zlecał wam kolejne zadania i skoro postanowił was wezwać, znaczyło to tylko tyle, że czeka was kolejna misja.

Na miejscu przeszliście obok Ściany Zasłużonych - łukowatego monumentu z czarnego szkła, gdzie znajdowały się nazwiska ponad czterystu Pathfinderów zasłużonych dla Organizacji. Zameldowaliście się w głównym holu, a urocza, starsza recepcjonista Lyda pokierowała was na pierwsze piętro, pod drzwi biura Drenga, choć wcale nie musiała, gdyż drogę znaliście na pamięć. Pierwszy dotarł Tirian, krótko po nim Lauga, następnie Eladamri i Huldra. Kojarzyliście się z widzenia, gdy czasami mijaliście się na korytarzach Organizacji, ale pracować ze sobą będziecie dopiero po raz pierwszy. Nie czekaliście długo. Drzwi otworzyły się w końcu i wysoki, szczupły mężczyzna w skórzni zaprosił was do środka. Biuro Drenga było duże, zastawione regałami z książkami, a za biurkiem siedział sam kapitan.


Starszy, nieco przygarbiony mężczyzna najlepsze lata swojej służby dla Organizacji miał już za sobą, ale dzięki swoim zasługom został przełożonym nowych Pathfinderów. Na wasz widok uśmiechnął się i wskazał dłonią cztery krzesła przy biurku. Zwykle pełen wigoru, tym razem miał podkrążone oczy, zaczerwieniony nos i co chwilę kichał w chusteczkę.
- Przeklęte przeziębienie - mruknął, wycierając nos. - Już trzeci tydzień z nim walczę. Jest bardziej upierdliwie niż gigantyczne pszczoły, które spotkałem lata temu w Mwangi. Ale do rzeczy. - Odkaszlnął nieprzyjemnie w chusteczkę. - Mam dla waszej czwórki dość rutynową misję, choć prawdopodobnie niebezpieczną, rutynową misję. Nasz sojusznik w Krainie Królów Linnorm, Rognvald Skagni, pisze obszerny raport na temat stanu rządu w północnych krajach Avistanu. Wczoraj dostałem od niego list z prośbą o kilka kluczowych dokumentów ze skarbca Organizacji, aby pomóc mu dokończyć raport. - Kapitan wskazał palcem na masywną, okutą żelazem skrzynię z ciemnego drewna spoczywającą na podłodze obok biurka. - To są te dokumenty i potrzebuję, abyście popłynęli na Północ i dostarczyli je do Skagniego. Konkretnie do Trollheim.

Dreng próbował wstać, ale przeraźliwy kaszel sprawił, że wrócił na swoje miejsce. Wskazał na mężczyznę, który otwierał wam drzwi, a ten podszedł do biurka.
- Kontynuuj za mnie, Rictorze, ja chyba nie... - Kapitan znów zaniósł się ostrym kaszlem.
Rictor skinął głową i wyciągnął z szuflady biurka pękatą sakiewkę i duży klucz, po czym skierował obie dłonie w waszą stronę.
- Jak widać, Kapitan Dreng nie czuje się dobrze. Klucz, jak się pewnie domyśliliście, otwiera skrzynię, a złoto kupi wam podróż do Trollheim, gdzie mieszka Skagni. Macie tutaj też pieniądze na przeżycie, ale bez szaleństw. W czasie podróży nie pozwólcie, aby skrzynia zniknęła was choćby na chwilę z oczu i pod żadnym pozorem nie zezwalajcie na jej przeszukanie. Dokumenty w niej schowane przeznaczone są tylko dla oczu pana Skagniego. Jakieś pytania? - Przeskoczył po was wzrokiem, nie wytrzymując długo spojrzenia Huldry.

 
Ayoze jest offline  
Stary 08-07-2020, 11:06   #2
 
Umbree's Avatar
 
Huldra prawie dwa tygodnie spędziła w gospodzie "Trzy Dzbany" w Absalomie i miała już powoli dosyć tej bezczynności. Ostatnie zadanie dla Organizacji nie było aż tak wymagające, żeby musiała siedzieć na dupie nie wiadomo, jak długo. Na szczęście opłacili jej pokój, więc przynajmniej tym nie musiała się przejmować. Od czasu do czasu obiła gębę jakiemuś podpitemu chamowi, któremu za dużo się wydawało, ale oprócz tego nie miała za wielu rozrywek. Dlatego, gdy goniec przyniósł list od kapitana Drenga, aż wyszczerzyła się do siebie, po jego przeczytaniu.
- No, kurwa, wreszcie coś się dzieje - mruknęła pod nosem.

Na spotkanie w siedzibie Pathfinderów z broni zabrała tylko topór do rzucania i sztylet. Szła, żeby pogadać o robocie, a nie na bitwę, więc pozostałą broń i resztę ekwipunku zostawiła w pokoju, uprzedzając karczmarza, że jak coś zginie, to będzie miał problem. Absalom jak zawsze tętnił życiem; niezliczona ilość ludzi na niezliczonych ulicach robiła niezliczone rzeczy. Huldra nie była przeciwna miastom, ale ta metropolia sprawiała, że gdzieś w środku czuła się ciągle poirytowana, gdy musiała przepychać się między ludźmi, którzy nawet nie patrzyli, gdzie idą. Zwykle jednak ponure spojrzenie Zmiennokształtnej, albo trącenie "z bara" wystarczało, żeby się ogarnęli i zeszli jej z drogi.

A trzeba było oddać, że Huldra wyróżniała się swoim wyglądem nawet w tak multikulturowym mieście. Od razu było widać, że pochodzi z dalekiej północy. Wysoka na ponad metr osiemdziesiąt, była potężnie zbudowaną kobietą z wyraźnie zarysowanymi mięśniami. Na całej długości obu rąk znajdowały się tajemnicze, mogące budzić niepokój tatuaże, miejsce przy oczach również było naznaczone niebieskim barwnikiem, jednym z symboli przynależności do klanu Wilczych Cór. Przeraźliwie jasny błękit oczu przywoływał na myśl śnieg i lodowce. Zdradzał siłę i determinację. W uszach kobiety można było dostrzec masę kolczyków, część włosów przefarbowana była na niebiesko i zapleciona w warkocze. Na szyi dyndały rzemyki z przeróżnymi ozdobami, najczęściej kłami potworów, które barbarzynka pozbyła się z tego świata. Ubranie stanowiła koszulka kolcza, płaszcz z kapturem, spodnie i porządne buty.

Gdy dotarła do siedziby Pathfinderów, poczuła tę samą ekscytację, co zawsze. Pojawienie się tutaj oznaczało dobrą przygodę, niebezpieczeństwo i walkę, od której Huldra była wręcz uzależniona. Lyda siedząca w holu na jej widok podniosła się, chcąc jak zwykle zaprowadzić ją na piętro, ale barbarzynka wskazała tylko palcem jej biurko.
- Nie podnoś tyłka, sama trafię - rzuciła.
Pod drzwiami biura kapitana czekały już trzy inne osoby; rudowłosa kobieta, która wyglądała na elfkę i dwóch mężczyzn, z czego jeden dość fircykowaty. No ale skoro Dreng również ich wezwał, to znaczyło, że coś sobą reprezentują.
- Huldra Týrsdottir z klanu Wilczych Cór - przedstawiła się pozostałym. Głos miała szorstki, pasujący do postury.

Zaproszona do biura wysłuchała przeziębionego kapitana, a potem jego przydupasa, któremu chyba za dużo się wydawało. Zadanie zapowiadało się ciekawie, dobrze będzie wrócić w rodzinne okolice. Po okazaniu im klucza i sakiewki, zgarnęła ten pierwszy.
- Klucz będzie ze mną bezpieczny - rzuciła i schowała go do kieszeni. - Wy możecie wziąć pieniądze.
Po czym spojrzała na przydupasa.
- Skoro to ważne dokumenty, pewnie ktoś będzie chciał położyć na nich swoje brudne łapska. Podejrzewacie, czego albo kogo możemy się po drodze spodziewać? - Zapytała. - A ten Skagni? Lokalni go szanują?
Na razie nie miała więcej pytań, więc wyciągnęła się na krześle z założonymi pod biustem rękoma i przysłuchiwała rozmowie.
 
__________________
She herself is a haunted house.
Umbree jest offline  
Stary 08-07-2020, 17:26   #3
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Gospoda "Srebrna Perła" nie należała z pewnością do grupy najbardziej luksusowych przybytków w Absalomie, ale była dość chętnie odwiedzana przez kupców czy średnio zamożnych mieszczan, lubiących dobre jedzenie i dobre trunki.
Tirian lubił "Perłę" i, można by rzec, należał do stałych gości gospody, między innymi z tego powodu, że była tam cisza, spokój, a obsługa przymykała oko na to, że goście gości zostawali w pokojach dłużej... a nawet jeszcze dłużej.
Obsługa również nie pchała się nieproszona do pokojów, nawet jeśli sprawa była ważna. A pismo typu "natychmiast, do rąk własnych" do tej właśnie kategorii należało.
Treść tegoż pisma, odczytana przez Tiriana gdy został już sam, sugerowała, że będzie trzeba rozstać się w wygodnym łożem, a miłe towarzystwo zastąpić nieco innym.

* * *

Tłum nie rozstępował się przed Tirianem niczym wody przed dziobem bojowej galery, ale i tak zaklinacz nie miał problemów z przemieszaniem się wśród wielobarwnego tłumu. Tak więc dotarł bez problemów do kwatery głównej Pathfinder Society, gdzie miłym uśmiechem powitała go Lyda.
Oczywiście sam by trafił do biura Drenga, ale Lyda była źródłem przeróżnych, często przydatnych informacji, a wiedza - jak wiadomo - to potęga.
Oczywiście wiedza odpowiednio wcześnie zdobyta i odpowiednio wykorzystana.
Tym razem jednak informacja, iż nie będzie pracować sam, nie na wiele mogła się przydać.

* * *


Cztery osoby.
To oznaczało problemy.
Wilcza Córa przedstawiła się - zgoła niepotrzebnie, bowiem Huldra była dość znana, nie tylko z powodu swego imienia. No ale skoro ona zaczęła, to Tirian nie mógł być gorszy.
- Tirian Zhan - przedstawił się. - A to jest Baki.
Jastrząb siedzący na ramieniu Tiriana obrzucił stojących uważnym spojrzeniem.

* * *


Dreng był przeziębiony, a jego, hmmm, zastępca, nie zdał się Tirianowi osobą zbyt kompetentną. No ale skoro tylko Rictor był pod ręką...

"Więźniowie Żelaznej Skrzyni", pomyślał, gdy pomocnik kapitana przedstawił piątą uczestniczkę wycieczki na koniec świata. Bo, jeśli dobrze pamiętał z czasów, gdy musiał spędzać długie godziny nad mapami, Trollheim leżało baaardzo daleko. Na dodatek było tam dość zimno, a on nie był polarnym niedźwiedziem. Innymi słowy - czekały go małe zmiany w ekwipunku.

Nie miał nic przeciwko temu, by Huldra zabrała klucz, ale jeśli chodziło o pieniądze, przyszła towarzyszka wędrówki była w błędzie. Zawartość sakiewki powinni podzielić, bowiem zniknięcie skarbnika mogłoby im nieco utrudnić życie.

- Podróż lądem byłaby ciekawsza - powiedział - ale rejs statkiem powinien być szybszy. I wygodniejszy. - Spojrzał na skrzynię, która stanowiła prawdziwą kulę u nogi. - Jak rozpoznamy Skagniego?

Szczegóły podróży wolał omówić w zdecydowanie mniejszym gronie.
 
Kerm jest teraz online  
Stary 09-07-2020, 01:07   #4
 
psionik's Avatar
 
Abasalom! Miasto w centrum świata. Tętniąca życiem metropolia pełna wszystkiego i wszystkich. Każdy gdzieś się spieszył, każdy musiał gdzieś być. Eladamri nie przepadał za Absalomem. Nie ukrywał, że stolica wysp Korotos miała swoje niezaprzeczalne zalety, można było tu dostać niemalże wszystko, a także architekci zaplanowali zielone płuca przecinające ruchliwe arterie, parki gdzie przyroda mogła dzielić się z mieszkańcami swoimi walorami, jednak dla elfa było to mało. Ile to razy przechodził w tłumie spieszących się ludzi i innych ras zastanawiając się skąd ten pęd? Choć pochował już trzy pokolenia ludzkich przyjaciół i prawdopodobnie przyjdzie pochować mu jeszcze co najmniej sześć kolejnych obawiał się, że nigdy nie zrozumie podejścia krótko-żyjących. Wiecznie w pośpiechu, wiecznie dążący do swoich małych lub większych celów, bez wytchnienia, bez opamiętania, bez zatrzymania się by spojrzeć wokół siebie i nacieszyć oczy, uszy czy język. Tak, Absalom było kwintesencją człowieczeństwa. Dynamiczne i szybkie, a jednak posiadające w sobie magnetyczną siłę skupiającą wszystko i wszystkich wokół. Nadający kierunek dla myśli i działań. Było coś magicznego w tym mieście, co sprawiało, że nie dało się go nie lubić, tak jak nie można było odmówić ludziom determinacji.

Mimo to elf wolał pozostawać na obrzeżach wybierając miejsce niedaleko cmentarzyska oblężniczego. Całe miasto otoczone było resztkami nieudanych szturmów, jednak w tym miejscu, poza murami było ich wyjątkowo sporo. Nawet tak liczna armia nie była w stanie zdobyć miasta. Teraz z maszyn inny pomysłowy człowiek urządził zajazd "Trebusz". Pomysł ciekawy, wykonanie bardzo porządne, a do tego czyste i zadbane z pięknym widokiem na zatokę i światła nieśpiącego nigdy miasta. To było ulubione miejsce Kelendila gdy musiał zjawiać się w Absalomie. Pół godziny szybkim krokiem do bram miasta nie było żadnym wyrzeczeniem w porównaniu do spokoju i atmosfery trebusza. Można tu było spotkać zarówno wojowników kuszonych opowieściami o dawno stoczonych walkach, jak i wszelkich miłośników przyrody i spokoju, którzy mogli korzystać z pięknych ogrodów oliwnych rozciągających się na północ od zajazdu. Tam właśnie zastał go posłaniec z listem od Drenga. Zaczarowane pióro kończyło właśnie zapisywać kolejną stronę podczas gdy Eladamri siedział w fotelu karmiąc wiewiórki. Obok niego na stoliku leżała otwarta książka i wpół wypity kieliszek wina. Mag spodziewał się listu, poproszono go wręcz by na niego czekał, toteż odprawiwszy posłańca wyjął nożyk do rozcinania kopert i płynnym ruchem otworzył kopertę. Przeczytał list, po czym zgniótł go i wyrzucił w powietrze. Papier przeleciał kilkanaście centymetrów zanim nie zajął się ogniem rzuconego zaklęcia i spłoną zanim mógł spaść na ziemię. Pióro zakończyło kaligrafować ostatnie runy i spłynęło na blat równolegle do księgi. Eladamri wstał z fotela z kieliszkiem w ręku podszedł bliżej, jakby chciał upewnić się, że wszystko zostało zapisane poprawnie, po czym podniósł księgę zdobioną skórzaną oprawą z kutymi na zimno zdobieniami i dmuchnął lekko pozwalając tuszowi wyschnąć. Jednym magicznym słowem sprawił, że księga zniknęła, następnie dopił kieliszek, zabrał swoje rzeczy i skierował się do środka.
'Koniec wylegiwania' pomyślał wchodząc do Trebusza.

Następnego dnia Eladamri stawił się punktualnie w siedzibie. Drogę do bram pokonał wczesnym rankiem, gdy wschodzące letnie słońce nie ogrzewało jeszcze tak mocno, a rosa na trawie dawała przyjemny chłód. Bramy o tej porze były otwarte, a kolejek zwykle nie było. Chwila formalności i płynął już gęstniejącym z każdą chwilą potokiem spieszących się ludzi. Niczym efemeryczny duch, unosił się w tłumie prześlizgując pomiędzy rozpoczynającymi swoje nudne życie mieszkańcami. Był wysoki, wyższy niż większość ludzi, toteż wydawało się, że w istocie unosi się lekko ponad tłum, który zdawał się opływać go nie będąc w stanie porwać swoim nurtem.

Minął Ścianę Zasłużonych mimowolnie patrząc na nowe wpisy. Niewiele ich przybyło przez ostatnie pięćdziesiąt lat. Ot stały ląd w wiecznym potoku zmian. Uśmiechnął się do dziewczyny w recepcji. Starał się zapamiętać imiona recepcjonistek z czystej kurtuazji, choć wiedział, że Lyda, obecna dziewczyna za kilkanaście zostanie zastąpiona kolejną młodą i rozentuzjazmowaną młódką. Uśmiechnął się perliście odsłaniając rząd pięknych białych zębów. Odgarnął przy tym gęste blond włosy, który spłynęły mu na twarz gdy drzwi zamknęły się za nim. Była to jedna z tych rzeczy, której skrycie zazdrościły mu dziewczyny. Długie, gęste i grube włosy, które ledwie mógł złapać w pełną garść.
- Tak, będzie mi miło, jeśli mi potowarzyszysz do biura Drenga. - odpowiedział. - Opowiadaj, co tu się działo jak mnie nie było?

Gdy wszedł, w pokoju czekała już dwójka innych śmiałków. Skinął im lekko głową na przywitanie uważnie lustrując swoimi nieziemskimi oczami. W przeciwieństwie do Huldry, oczy Eladamriego były magicznie przyciągające. Duże, jasno-brązowe w kształcie migdałów świdrowały na wylot, jednak w tym spojrzeniu było coś więcej. Tęczówki błyszczały niczym przyprószone lśniącym brokatem odbijając i skupiając energię magiczną.
Mag był szczupły i wysoki, wzrostem przewyższając córę wilków, choć w barach był zaledwie połową potężnej wojowniczki. Smukłe elfie rysy, proporcjonalna budowa oraz długie i smukłe palce dodatkowo potęgowały wzrost sprawiając że wydawał się jeszcze wyższy. Ubrany był w dobrej jakości elfią koszulę. Białą, prostą, przede wszystkim funkcjonalną, wiązaną przy szyi z podwiniętymi rękawami. Szyję zdobiła czerwona chusta, która spływała na lewe ramię. Skórzany pas przechodzący w coś co w słowach języka ludzkiego możnaby opisać jako asymetrycznie rozciętą tunikę trzymał wygodne spodnie podróżne i zestaw magicznych różdżek. Całości wyglądu dopełniały eleganckie, acz wygodne i niewyszukane buty.

- Eladamri Kelendil. Mistrz sztuk magicznych - przedstawił się obecnym. Należało dochować zasadom etykiety nim formalnie przejdą do rzeczy. Wysłuchał słów kapitana zastanawiając się jednocześnie jak to jest, że w taką pogodę można chorować i mieć katar? Może ten człowiek miał jakieś popularne w tym dziesięcioleciu uczulenie? Albo alergię? Odprowadził go wzrokiem, po czym skupił swoje świdrujące spojrzenie na zastępcy. Nie pamiętał jego imienia. Nawet nie starał się zapamiętać. Tacy jak on nie wychodzili zwykle poza swój dość niski pułap. Zresztą, za kilkanaście lat i tak nikt nie będzie o nim pamiętać.

- Jak bardzo tajna jest misja? Mamy poruszać się incognito? - spytał zastępcy, po czym nie czekając na odpowiedź podszedł do Huldry. - Jeśli pozwolisz chciałbym najpierw rzucić magicznym okiem na ten klucz.
Wziął go do ręki przyglądając się przez chwilę. Drugą dłonią wykonał gest, któremu towarzyszyło wypowiedzenie dwóch słów mocy aktywujących zaklęcie, choć efektów żadnych nie było widać. Jeśli ktoś spodziewał się fajerwerków, lub innych pokazów magii, mógł czuć się zawiedziony.
- Nałożyłem prosty czar zabezpieczający klucz przed próbą zabrania go. Na wypadek gdyby znalazł się ktoś na tyle nierozważny by chcieć go tobie zabrać. - powiedział oddając klucz dziewczynie.
- Skagni? Nie słyszałem o nikim takim. Kto to jest? - zadał kolejne pytanie.

Wysłuchawszy wszystkich odpowiedzi rozpostarł dłonie a pomiędzy nimi pojawiła się wpół-materialna mapa świata. Ruchem dłoni elf zorientował ją i ustawił pionowo tak, by każdy mógł ją widzieć.
- Droga przez ląd faktycznie może nam zapewnić więcej rozrywki, jednakże będzie dłuższa, wolniejsza i droższa. - na mapie pojawiły się niebieskie szlaki prezentujące potencjalne drogi, którymi mogli ruszyć. - Najkorzystniej będzie skorzystać z tej - wskazał palcem na pojawiającą się grubą czerwoną linię idącą od portu Absalonu przez morze wewnętrzne wzdłuż linii brzegowej Andoran i Cheliax, przez cieśninę Corentyn i dalej na północ przez Hermea aż do Kalsgardu, by dalej ruszyć wgłąb lądu aż do miejsca docelowego. - Tak, czy inaczej, zapowiada się na kilka wspólnych miesięcy.


Retrieve item na klucz

 
psionik jest offline  
Stary 10-07-2020, 09:00   #5
 
Obca's Avatar
 
Lauga dopiero co wróciła do miasta. Pokryta warstwą kurzu z drogi, głodna, spragniona i naprawdę gotowa rzucić się na siennik i przespać tydzień. Niemniej obowiązek najpierw. Ledwo co zgłosi swoją obecność a już dostała pismo wzywające na spotkanie. Gdyby nie dyscyplina jaką półelfka sobie narzucała to zgniotła by ten papier i wyrzuciła.

No cóż mogła zrobić została już na miejscu to tylko parę godzin doje resztki prowiantu dopije resztki wody z bukłaku i trochę odpocznie. Nie trwało długo zanim inni zaczęli się schodzić. Toteż skończyło się podpieranie ściany z zamkniętymi oczyma, trza się wziąć do roboty.
Jej oczy w odcieniu złotego miodu patrzyły na ten zbiór wysokich towarzyszy. Wydawało jej się że ona jest wysoka ale wojowniczka o aparycji przypominającym górski lodowiec przewyższała ją prawie o głowę. Patykowaty elf był jeszcze wyższy.
No i był jeszcze... mag? Zaklinacz? Człowiek z sokołem. Wszyscy musieli być w mieście już od dłuższego czasu. W przeciwieństwie do Laugi byli czyści, bez bagażu, ledwo uzbrojeni. Choć można by powiedzieć, że magowie zawsze byli uzbrojeni. I wyglądali na wypoczętych.

- Lauga…- Powiedziała kiedy jej nowi towarzysze zaczęli się przedstawiać. Myślałą by zostawić na imieniu, bo o ile rudych półelfek w stowarzyszeniu było trochę, tylko jedna miała oczy w kolorze miodu i chodziła ubrana w napierśnik, uzbrojona w wielkim dwuręczny miecz i poruszała się ze sztywną wojskową manierą. dodała jednak swój tytuł pochodzenia na wszelki wypadek.
-
...z Czerwonej Doliny.

***


Na spotkaniu czekała cierpliwie na koniec by zadać pytania.
- Czy wiecie o czymś, o kimś na co powinniśmy uważać bardziej? - Dodała pytanie jakie ją interesowało. Reszta pytań zadanych przez towarzyszy uzupełniła jej ciekawość co do misji.
 
Obca jest offline  
Stary 10-07-2020, 11:01   #6
 
Ayoze's Avatar
 
Rictor zaczął po kolei odpowiadać na pytania.
- Możecie spodziewać się wszystkiego - odparł Huldrze. - Co prawda informacje o tej misji posiada bardzo wąski krąg ludzi, może zdarzyć się, że ktoś zechce przejąć skrzynię w czasie podróży. Dla wielu te dokumenty mogą być przydatne przy planowaniu ruchów politycznych w Krainach Linnormów. Skagni jako Pathfinder utrzymuje kontakty tylko z tymi, którzy są dla niego zaufani. Są ludzie, którzy go tam szanują, ale jak każde z nas, ma też zapewne swoich wrogów.

Pomocnik Drenga przeniósł wzrok na Tiriana.
- Wypłyniecie dzisiaj o zmierzchu na pokładzie "Dumy Absolomu" - powiedział. - Kapitan Ervin Mattox był na tyle odważny, by zabrać na pokład ładunek, który może być celem potencjalnego ataku i jedynym, który chciał płynąć na północ. Wasza podróż w jedną stronę jest opłacona, nie musicie się więc tym przejmować. Co do Skagniego, jest dobrze zbudowanym mężczyzną pod pięćdziesiątkę o długiej, brązowej brodzie poprzetykanej siwizną i takich samych włosach. Gdy będziecie wychodzić, dostaniecie od Lydy adres ulicy, na której mieszka. Nie będziecie mieć problemu, żeby go odnaleźć.

Rictor spojrzał na Eladamriego.
- Misja z pewnością należy do delikatnych, nie rozpowiadałbym wszem i wobec, że przewożę ze sobą skrzynię pełną ważnych dokumentów - rzucił. - Nie rozgadujcie się z obcymi na ten temat, na pytania o zawartość skrzyni na pewno coś sami wymyślicie. Skagni jest zasłużonym dla Organizacji Pathfinderem oraz historykiem badającym dzieje Krain Linnorm. Posiada bardzo dużą wiedzę i dlatego jest dla nas niezmiernie ważny. Co do trasy rejsu, nie mylisz się, Eladamri - za kilka tygodni, jeśli wszystko będzie sprzyjać, powinniście znaleźć się w porcie Kalsgardu. Stamtąd będziecie musieli dostać się do Trollheim na własną rękę, dlatego macie w sakiewce sto pięćdziesiąt sztuk złota.

Odpowiedział też Laudze.
- Tak, jak mówiłem, wąskie grono wie o tym zadaniu i skrzyni, ale nie możemy mieć pewności, że ktoś nie będzie chciał jej wykraść. Zwracajcie uwagę na każdego, kto się wokół was kręci, a na miejscu, w Kalsgardzie i Trollheim miejcie oczy dookoła głowy. Skrzynia musi trafić do Skagniego w takim stanie, w jakim stąd wypłynie i nie spuszczajcie jej z oczu nawet na moment. Potraktujcie ją jak najdroższy wam przedmiot, któremu nic nie może się stać w czasie długiej podróży. - Zakończył, uśmiechając się cierpko.

Gdy wszystko zostało wyjaśnione, opuściliście biuro Drenga, by przygotować się do podróży. Niektórzy musieli uzupełnić ekwipunek, więc stanęło na tym, że spotkacie się wieczorem w porcie i wspólnie wejdziecie na pokład "Dumy Absalomu". Przed wyjściem Eladamri sprawdził jeszcze ciężar skrzyni, łapiąc za jeden z uchwytów. Mogła ważyć lekko ponad dziesięć kilogramów, choć ciężar i znaczenie znajdujących się w środku dokumentów były zdecydowanie większe. W recepcji otrzymaliście od Lydy adres zamieszkania Skagniego i mogliście zająć się swoimi sprawami.




"Duma Absalomu", którą Dreng dla was wynajął, okazała się trzymasztową pinasą, co oznaczało, że Organizacja stawiała na szybkość podróży, gdyż statki te odznaczały się świetną prędkością i zwrotnością a i posiadały uzbrojenie, dzięki któremu mogły się obronić przed potencjalnym atakiem. Okrętem i zbieraniną marynarzy pochodzących ze wszystkich chyba rejonów Wewnętrznego Morza dowodził siwy kapitan o haczykowatym nosie i twarzy mordercy - Ervin Mattox.

Mimo, iż wszystko było dogadane, kapitan zdawał się być nieco zdenerwowany czekającą was podróżą. O ile początek zapowiadał się na spokojny, bliżej Północy mogło zrobić się nieciekawie - zapuszczanie się takim statkiem w tamte rejony przy zbliżającej się jesieni, nie wróżyło dobrze. Mogliście się spodziewać co najmniej sztormów, ulfeńskich grabieżców, potworów morskich czy pływających gór lodowych.

Skrzynia czekała na was w jednej z prostych, niewielkich kajut, którą zajęła Huldra, pozostali mieli swoje pokoje obok niej. Oprócz was do Kalsgardu płynął również ulfeński szlachcic ze swoją obstawą składającą się z czterech ponurych wojów. Gdy już opuściliście port Absalomu, to właśnie on, przy wspólnej wieczerzy, zagadnął was z uśmiechem.

- Nazywam się Solberg Gustavsson, pochodzę ze szlachetnego rodu Gustavssonów z Kalsgardu - przedstawił się. Miał głęboki, męski głos. - Wybieracie się drodzy państwo do stolicy? Dość nietypowy kierunek jak na tę porę roku; jesień i zima w krainach, które są moim domem nie jest zbyt łaskawa dla ludzi z Południa. - Upił łyk jakiegoś płynu z kubka. - No, pomijając tę damę, która widać, że pochodzi z Północy. - Uśmiechnął się do Huldry. - Coś konkretnego gna was w tamte strony? Nie odbierzcie mego pytanie źle, nie jestem wścibski, po prostu nie lubię jeść w ciszy, a skoro mamy spędzić najbliższy czas razem, dobrze by było się chyba poznać, prawda? - Wyszczerzył się do was. Siedząca przy stoliku obok obstawa szlachcica łypała na was ponuro wzrokiem znad talerzy.

 
Ayoze jest offline  
Stary 10-07-2020, 19:56   #7
 
Umbree's Avatar
 
wstawki Solbergiem by MG. Dzięki :)

No... czyli zapowiadała się misja w stylu: my nie wiemy, co za wrogowie mogą was zaatakować, ale mogą was zaatakować, więc miejcie skrzynię na oku i nie rozpowiadajcie na lewo i prawo, że ją macie. Poza tym może być niemiło i niebezpiecznie. Z takim gadaniem Huldra od razu wiedziała, że bez problemów się nie obędzie. Niebezpieczeństwo lubiła, ale nie lubiła nie wiedzieć, czego się spodziewać. Może i o skrzynce niewielu ludzi wiedziało, ale przecież w tym popieprzonym świecie prawie każdemu gęba się otwierała, jak tylko zobaczył parę złotych monet. Nie zdziwiłaby się, gdyby już teraz ktoś miał ich na oku.

Więcej pytań nie miała, poza tym i tak zawsze wszystko wychodziło w trakcie. Wszystkiego nie dało się zaplanować; z jednej strony ekscytujące, z drugiej - wkruwiające.
- Skrzynia dotrze do Skagniego nienaruszona, przyrzekam na mój klan - powiedziała tylko, gdy wychodzili.
Na parterze pozwoliła innym odebrać adres historyka, pożegnała się z nimi i ruszyła do karczmy. Musiała pozbierać wszystkie swoje klamoty, poćwiczyła trochę w zaciszu pokoju, zjadła podwójną porcję obiadu, zdrzemnęła się i ruszyła do doków. Rozsadzała ją energia; zawsze lubiła, gdy coś się działo, a nie cierpiała siedzieć w jednym miejscu na dupie. Teraz co prawda będzie musiała spędzić jakiś czas na statku, ale płyną w takim kierunku, że na pewno coś ciekawego się wydarzy po drodze i nudno nie będzie.

* * *

Na pokład dotarła w pełnym rynsztunku. Oprócz toporka do rzucania i sztyletu miała przy sobie rzucający się w oczy, pięknie wykonany miecz dwuręczny, a na plecach, obok wypchanego plecaka zwisała cięzka kusza i dwa kołczany bełtów, z czego kilkanaście było przygotowanych na stwory, które nie lubiły ognia. Szeroki, magiczny pas giganciej siły również nie pozostawał obojętny na wzrok postronnego obserwatora ze względu na kunszt wykonania.

Z polecenia kapitana zajęła kajutę, do której dostarczono skrzynię i pasowało jej to. Będzie ją miała zawsze na oku, poza tym nie sądziła, by ktoś przy zdrowych zmysłach próbował wejść do zajmowanego przez nią pomieszczenia i próbować ją ukraść. Po wypłynięciu, gdy nadszedł czas kolacji, na początku chciała zostać u siebie, ale potem stwierdziła, że musi się co nieco dowiedzieć o pozostałych, skoro już mają ze sobą pracować. Dobrze wiedzieć, kto ci chroni dupsko, nie?

Wychodząc, po prostu złapała skrzynię za jeden z uchwytów i pociągnęła po podłodze, nic sobie nie robiąc z tego, że żelazne okucie zostawia rysy na deskach podpokładu. Mieli nie spuszczać oczu ze skrzyni, kropka. W jadalni rozsiadła się przy stole, do którego po chwili dołączyli pozostali. Skrzynia spoczywała za jej plecami.
- Mamy ze sobą pracować i się wspierać w tym zadaniu, to dobrze by było wiedzieć, co potraficie - powiedziała. - Zacznę od siebie. Załatwiam sprawy siłowo, ale to chyba po mnie widać. Jeśli chcecie kogoś przesłuchać, czy wydusić informacje, zostawcie to mnie. Oprócz tego jestem Zmiennokształtną, mogę zamienić się w wilkołaczycę. - Nie chwaliła się, przedstawiała suche fakty zupełnie beznamiętnym tonem. - Powiedzcie coś o sobie, bo z gęb was kojarzę, ale niewiele więcej.

Potem, gdy żarcie zostało podane, napatoczył się do ich stolika jakiś Ulfen. Nie podobało jej się to. A jeszcze bardziej jej się nie podobało, że zaczął się za bardzo interesować nie swoimi sprawami. Gdy nazwał Huldrę "damą", ta walnęła dłonią w stół.
- Jeszcze raz nazwiesz mnie damą, a wsadzę ci ten kubek w dupsko i wyciągnę przez gardło - mruknęła, patrząc mu w oczy.
Trzech z czterech najmitów Solberga dźwignęło się z siedzisk, ale ten powstrzymał ich dłonią.
- Prawdziwa kobieta północy - odpowiedział, szczerząc się do niej. - To właśnie lubię w naszych niewiastach. Buzująca krew, pierwsze do spuszczenia manta. Taka kobieta to wyzwanie, a ja lubię wyzwania. A ta skrzynia za tobą? Twoja?
- Trzymam tam głowy tych, co lubili wyzwania - burknęła Huldra, napychając usta gulaszem. Wyszczerzyła się do ulfena tak, że jedzenie wypływało jej spomiędzy zębów. - Możesz dołączyć, jeśli chcesz.
- Kusząca propozycja, ale jednak odmówię - odparł, wyraźnie zniesmaczony jej widokiem. Odchrząknął.

Gdy Tirian przedstawił Huldrę jako swoją żonę, ta niemal zadławiła się kawałkiem kiełbasy. Odkaszlnęła głośno i upiła wina z kubka. No kurwa, ten to miał pomysły! No ale przynajmniej powód podróży, żeby zaklinacz poznał jej mamusię i tatusia zdawał się logiczny.
- Jeśli chcesz spróbować do mnie podbijać, to najpierw będziesz musiał pozbyć się mojego męża. - Uśmiechnęła się ponuro, wskazując palcem Tiriana. Spojrzała też na zaklinacza wzrokiem na zasadzie: "potem sobie o tym pogadamy". - A tak poza tym, to gówno cię obchodzi, po co płyniemy do Kalsgardu. Interesuj się, żebyś sam tam dotarł w jednym kawałku. - Zakończyła, skupiając się na posiłku i obserwacji zarówno szlachcica, jak i jego przydupasów. Coś jej tu nie pasowało.
 
__________________
She herself is a haunted house.
Umbree jest offline  
Stary 10-07-2020, 21:20   #8
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Rictor odpowiadał na pytania, a z każdym jego zdaniem Tirian miał coraz więcej wątpliwości co do tego zadania.
Transport całej góry dokumentów na drugi koniec świata? W to jeszcze można było uwierzyć, ale po co to robić z taką wielką pompą? Wszak praktyczniej by było, gdyby każdy dostał pakunek, który można schować do plecaka, a nie robić wielki cyrk. Może jeszcze powinni dostać eskortę, która ich odprowadzi na statek. Z fanfarami. Pewnie wtedy nikt by nie zwrócił na nich uwagi...

- Czy słusznie domniemywam, iż ma to być podróż w jedną stronę? - spytał Tirian, gdy okazało się, że złoto, jakie dostali, starczy jedynie na dotarcie do celu. - Tak się nam tam spodoba, że nie będziemy chcieli wrócić, czy może mamy zostać tam i wspomóc Skagniego? A może mamy wrócić ma własną rękę, za własne pieniądze? To chyba byłaby przesada.

Oczywiście mogli zostać wysłani na misję bez powrotu. Przeznaczeni ma odstrzał. Grupka skazańców, posłanych tylko po to, by zginęli. A skrzynia była tylko po to, by utrudnić im życie i dokładnie wskazać cel tym, co mieli ich dopaść.

- Po dostarczeniu skrzyni, Skagni przekaże wam kolejną sakiewkę z pieniędzmi na drogę powrotną do Absalomu. Po zakończeniu zadania i dotarciu na miejsce, zdacie raport przed kapitanem - odpowiedział Rictor.

Tirian skinął głową, po czym zgarnął sakiewkę. A nuż by się okazało, że złoto zostałoby na biurku.
Taki błąd na samym początku podróży? To by był zły omen. Czwórka głupców w podróży to o czworo za dużo.

- Spotkajmy się na wybrzeżu - zaproponował. - Wieczorem.

Miał do załatwienia parę spraw - pożegnać się z paroma osobami (z jedną nieco czulej), zrezygnować z pokoju, zabrać bagaż, kupić parę drobiazgów, które mogły być przydatne wśród lodów i mrozu Północy, zdobyć jakąś lekturę na podróż. Towarzystwo z jakim miał podróżować zdało mu się interesujące, ale mieli być w podróży dość długo. Na tyle długo, że gapienie się stale na te same twarze mogło stać się męczące.

* * *

Jak na niemarynarskie oko Tiriana "Duma Absalomu" była stateczkiem, któremu niewiele można było zarzucić.
Kajuty, choć nieduże, wyglądały całkiem nieźle, a Tirian sypiał już w gorszych warunkach. I w znacznie gorszych też. Na dodatek kajuty mieli obok siebie, no a Huldra wyglądała na osobę, która potrafi zadbać o swój dobytek.
- Zajmuję się trochę magią - powiedział, gdy Zmiennokształtna zapragnęła zdobyć garść wiedzy o swych towarzyszach podróży. - Znam parę zaklęć, mogących nam ułatwić życie podczas podróży.


Niestety nie podróżowali sami, a zbyt przyjacielski i nader ciekawski szlachetka przyczepił się do nich jak rzep.
- Tirian Zahn - przedstawił się zaklinacz. - Mój ród pochodzi Ipeq. To miasto w Osirion - dodał. - A na Północ płyniemy w sprawach rodzinnych. Żona - wskazał na Huldrę - chciałaby, bym poznał jej rodzinę. Wcześniej nie mieliśmy okazji. - Uśmiechnął się do dziewczyny, która omal się nie udławiła na wieść, że właśnie została szczęśliwą małżonką.
Na szczęście nie zaprzeczyła, wymianę poglądów odkładając na później.

- To też w tobie kocham, skarbie. - Tirian ponownie się uśmiechnął, gdy Huldra powiedziała Ulfenowi, co myśli o jego ciekawości. - Tę szczerość aż do bólu.

O wrażeniu, jakie taka synowa wywarłaby na jego szlachetnie urodzonych rodzicach, wolał nie wspominać.
 
Kerm jest teraz online  
Stary 10-07-2020, 23:51   #9
 
psionik's Avatar
 
Rictor był jednak idiotą. Eladamri słuchał odpowiedzi i gdyby był człowiekiem i nie kontrolował się, to przecierałby oczy ze zdziwienia. Był jednak elfem, do tego sprawnym dyplomatą, toteż spoglądał tylko w charakterystyczny dla elfów sposób, którego nie lubiły inne rasy.
- Może wyraziłem się nieprecyzyjnie, nie pytałem czy mamy się rozgłaszać, bo tylko skończony idiota mógłby o tym pomyśleć. Pytałem jak bardzo ta misja jest tajna wśród was, ale twoja odpowiedź wiele wyjaśnia. - odezwał się protekcjonalnie. Nie obchodziło go, czy mężczyzna poczuje szpilę, czy też nie zrozumie aluzji. Zadali jeszcze kilka pytań i wyczerpawszy możliwości oracyjne Rictora postanowili przygotować się do podróży. Eladamri nie rozumiał skąd ten pośpiech? Czemu ludzie się tak śpieszą, że mają raptem klika godzin na stawienie się na statku? Nie miał zamiaru negocjować terminu, nie było sensu, ale oznaczało to, że miał niewiele czasu. Sprawdził jeszcze wagę skrzyni, po czym rzucił kolejne zaklęcie, tym razem obierając za cel samą skrzynie. Ponownie nie było żadnych spektakularnych efektów, jednak efekciarstwo nie było nigdy cechą charakteryzującą Kelendila.
- Podzielmy pieniądze pomiędzy siebie lub wrzućmy je do skrzyni. - odezwał się do sięgającego po mieszek Tiriana.
Spojrzał jeszcze raz swoim przeszywającym zimnym spojrzeniem Rictora zanim pożegnał się i wyszli.

Spotkanie się w późniejszym terminie bardzo mu pasowało, miał bowiem jeszcze wiele rzeczy do załatwienia. Nie bał się zimy, jednak nie mógł polegać na magii, musiał nabyć pewne dodatkowe rzeczy. Przez chwilę zastanawiał się nad możliwością wykupienia dodatkowych zaklęć, które mogły przydać się podczas podróży morskiej, jednak nie miał wystarczająco dużo czasu by zakupić wszystko to, co mogło być potrzebne.
Wziął adres od Lydy i pożegnawszy się z innymi ruszył na miasto.

Kilka godzin później Eladamri zawitał w portowej karczmie z całkiem pokaźnym tobołkiem lewitującym za nim. Był elfim magiem, dobrze ubranym, z unoszącymi się wokół kamieniami ioun i złotym diademem w gęstych włosach. Wszystko w nim mówiło, że nie pasował do tego miejsca, ale też postawa maga miała na celu zastraszyć każdego, kto chciałby spróbować potraktować go czymś mocniejszym niż spojrzenie spode łba.

Gdy wszyscy zebrali się na miejscu, zgodnie z planem ruszyli na pokład. Statek wyglądał na szybki. Zwinny, niezbyt ładowny, mógł pozwolić im zyskać przewagę na wodach, szczególnie przy sprzyjających wiatrach. Czy przegoni piratów? Miał szanse, ale również zdradzało to wiele o ewentualnościach na jakie był przygotowany ich mocodawca. Co prawda nazwa z miejsca niczym latarnia w ciemną noc wskaże wszem i wobec ich pochodzenie, a przez to skupi się na nich niepotrzebny wzrok. Oczywiście nazwa mogła być fałszywa i zmieniona w trakcie, ale nie uprzedzajmy faktów. Przywitał się z kapitanem i zajął swoją kajutę. Ulokował większość rzeczy w bezpiecznych w przypadku sztormu miejscach i ruszył na obchód statku. Na tyle na ile się znał, wszystko wyglądało w porządku, toteż wrócił do towarzyszy i udali się na wspólną wieczerzę.

- Jak już wspomniałem, jestem magiem i naturalnie służę wsparciem magicznym. - ponownie przedstawił się na prośbę Huldy. - Co mi przypomina, chodzenie ze skrzynią wszędzie może przykuć wścibskie spojrzenia. Założę dodatkowe zabezpieczenie na skrzynię, na wypadek, gdyby ktoś próbował włamać się do środka bez użycia klucza. Zdolnego łotrzyka nie pokona, ale większość miernot obejdzie się smakiem. Jestem też uczonym, nie tylko w dziedzinach magii i sprawnym negocjatorem. - spojrzał na córę wilków uśmiechając się serdecznie - Gdyby zastraszanie nie wchodziło w grę zajmę się bardziej pokojowymi rozwiązaniami.

Tirian, który do tej pory praktycznie nie interesował elfa w ogóle przykuł jego uwagę wzmianką o "zajmowaniu się trochę magią". Nie podobało mu się takie określenie, sugerowało nonszalancje, działanie na pół gwizdka, a to w przypadku magii było równie groźne co pycha. Zatrzymał nieco dłużej swoje świdrujące spojrzenie na szlachcicu, jednak postanowił nie komentować, ani nie oceniać z góry tego co słyszy. W końcu ludzie mieli wiele powodów by ukrywać swoje prawdziwe ja. Zawstydzenie, brak wiary, wstydliwa przeszłość, ale też ostrożność czy skromność. Wszystko to można było spotkać wśród ludzi i Kelendil postanowił wstrzymać się z wszelką oceną. Wysłuchał jeszcze rudowłosej wpół krwi człowieka zanim ich towarzystwo rozrosło się o kolejnych podróżnych.
Naprędce wymyślona historyjka nie była udana. Elf spojrzał na dwoje "zakochanych" zastanawiając się czy będą w stanie grać w tę grę przez cały kilkutygodniowy rejs? Przecież to się nie uda. Nawet kajuty mają oddzielne.
Wytarł usta serwetką skrywając za nią drobny grymas.
- Eladamri Kelendil z poselstwem do wielkiego Sveinna Krawawego Orła - odpowiedział na pytanie Solberga. Najlepsze kłamstwa zawierają ziarno prawdy. Najlepsze, zawierały ziarno kłamstwa. - mam nadzieję, że twoja ciekawość nie sprowadzi na ciebie konsekwencji naruszenia immunitetu poselskiego? - spytał retorycznie. Jeśli rozmówca był z rodu Gustavssonów, zapewne doskonale zrozumiał ukrytą groźbę.
Misdirection na skrzynię (jeszcze w siedzibie Drenga), arcane lock może być wieczorem, jak będziemy się kłaść spać, lub tuż przed rozmową ze szlachcicem, zależnie od tego ile mamy czasu.
Sense motive na szlachcica - sprawdzam czy jego zainteresowanie wydaje się być autentyczne.

 

Ostatnio edytowane przez psionik : 11-07-2020 o 00:14.
psionik jest offline  
Stary 11-07-2020, 13:19   #10
 
Obca's Avatar
 
Lauga po spotkaniu uznała że nie ma co szukać tawerny. Od razu udała się do najbliższej łaźni publicznej i spędziła tam prawie cały czas doprowadzając się do porządku. “Dolina jezior”, tak nazywał się przybytek, oferowała szeroki wachlarz udogodnień. Lauga wpierwszej kolejności wymoczyła się i zmyła z siebie kurz i brud. Jej ubrania w tym czasie miały w tym czasie być wyprane i wysuszone. Wojowniczki nie obchodziło jak zrobia by się wyrobili zanim wyjdzie.

Łaźnia była miejscem gdzie można było spędzić cały dzień. Umyć się, spędzić czas w saunie, wypocząć i zjeść co w małym ogródku z oczkami wodnymi w których pływały kolorowe rybki.
“Ładne” Skomentowała półelfka w myślach idąc owinięta w tkaninę w stronę sali gdzie powiedziano jej że może skorzystać z dodatkowych usług. Czyli czas spędziła leniwie. Wypoczywając. Nawet udało jej się zdrzemnąć Prosto z łaźni udała się do portu.

Miała na sobie czyste świeże ubranie, niebieską tunikę przepasaną pasem giganciej siły, na tunikę założyła ciemno brązową kamizelkę z jakiejś skóry. Z tego samego materiału musiały być wykonane spodnie jakie nosiła gdyż kolorystycznie pasowały do ubioru. Jaj umyta twarz wyglądała teraz nie na brudną ale na opaloną i wysypaną piegami na nosie i policzkach. Włosy miała upięte ale wydawały się jeszcze bardziej czerwone niż w korytarzu podczas pierwszego spotkania. Zamocowana żelazną klamrą w kształcie okręgu szara trochę znoszona peleryna wznosiła się kiedy Lauga raźnie i szybko szła po ulicach miasta. Typowo wojskowe buty podowodały echo uderzając obcasami po ulicach i pokładzie statku. Oprócz tego posiadała jeszcze dwie rzeczy. Torbę magiczną gdzie pewnie znajdowała się pewnie reszta jej majątku. I wielki dwuręczny miecz, który powinien chyba należeć do jakiegoś wielkiego barbarzyńcy a nie półelfki.


Zostawiając swoje manatki w kajucie wzięła to co miała na sobie i poszła do messy. Zajęta jedzeniem nie wcinała się w wypowiedzi innych. Zapytana odpowiedziała zwięźle.
- Mam miecz i umiem nim machać. Czasem nawet trafiam w przeciwnika. - Po chwili uznała że być może jest to za mało i dodała - Byłam w wojsku teraz walczę dla siebie.

Ciąganie skrzyni za sobą uznała za przesadę która była bardziej podejrzana i zwracająca uwagę. Na komentarz o “małżonce” o mało nie przewróciła oczyma. Ile razy ten tekst był używany by uratować “damę” z opresji? Lauga uważała, że jest to tak stereotypowe że wszechświat powinien pochłaniać osoby używającej tego sposobu. Naprawdę mogli wymyślić coś o wiele bardziej abstrakcyjnego. Ba gdyby jej ktoś spytał co zimno oka wojowniczka trzyma w kufrze odpowiedziały “Koronkową bieliznę”. Byłoby to przynajmniej na tyle abstrakcyjne i na tyle osobiste ze zamykało by usta wszystkim.


Dojadła podaną im potrawę do końca i wstała by odnieść naczynie do kucharza. Wróciła bez i powoli dobijała trunek jaki był im podany. “Parę tygodni rejsu … Fantastycznie” Pomyślała ironicznie. Miała nadzieje, że zamieszanie narzeczonych i elf przejmą na siebie uwagę ale po przestawieniu nastąpiła cisza a oczy niektórych zwrócone były na nią.
- Lauga. - Powiedziała nie udzielając już odpowiedzi po chuj jedzie na północ. Jej zdaniem nikt nie kupi że nie jadą razem a wciskanie kitu było zbyt dużym zachodem.
 
Obca jest offline  
 


Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 00:02.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168