Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 01-02-2007, 17:22   #1
 
Dakkon's Avatar
 
Z mroku...

start
Zaczne od zasad, śa bardzo proste:
- nie bójcie się lekko przeklinac, to swiat planescape, oczywiście bez przesady, ale wyzwiska typu "ty trepie", czy przemyslenia "cholera" "aaa widział go kto, ledwie go matka na świat wypchła a już sie rządzi" sa jak najbardzie3j na miejscu
- piszemy jak najczęściej, nie rzadziej jednak niż 1 na 2 dni ;]
- łatnie i szczegółowy opisujemy czynności np rozbrajanie pułapki, walk, czy cokolwiek innego
- dobrze sie bawimy
- nie boimy się napisac do MG, że niema racji i to zy tamto powinno byc inaczej, lubie krytyke :P byle nie wulgarna

no to zaczynamy
w prologu i akcie pierwszym bedzie liniowe bo chce zobaczyc jak piszecie, jak sie zachowujecie i jak gracie

PROLOG

gdzieś na pustyni, kilka miesięcy temu
grupa najemników siedzi w okół ogniska, wieczór, zmierzch już zapadł. W śród nich są:
Kapłanka Sathi, Czarodziejka Iywlii, dwóch bardów Ilaweyron i Arumuss Delaro Val Soocorie zwany Aru, dziwny barbarzyńca Dir Odro oraz zupełnie już dziwna postac Swetlana Delacroix

Spac jeszcze się niechce, a siedziec przy ognisku nudno, więc, znany ze swej gadatliwości i kiczowatych przedstawień, Aru umyślił sobie umilic wam czas opowieścia
- Pamiętam ją dobrze, lecz miejsca, w którym ją usłyszałem juz nie pamiętam, pewnie mi trunek do głowy już nieźle zaczął uderzac - dodał troche ciszej - nic to jednak, posłuchajcie, wszak historia ciekawa będzie - i zaczął opowiadac, troche nudno, troche bez zastanowienia a już napewno bez wprawy, opowiadał wam o o żyjącym setki lat temu czarodzieju, imie jego Chyv Imrin było, chodź nie na pewno bo sam bard ją sie zastanawiac nad tym, w każdym bądź razie czarodziej ów odkrył portal wiodący wprost z jego małego lokum w sigil do świata zwanego Neirston. Wiedział on iż przyniesie to nielada korzyści, świat ów wypełniony był magicznymi esencjami, wartymi sporo, nietrwało długo gdy odkrył mały szczegół, który urusł do rozmiarów dośc dużego problemu, kluczem do portalu była uroda, wewnętrzne piękno. Każdy mógł przejśc przez portal, lecz jego piękno w procesie tym zostało mu odbierane i to sprawiało że osoba lub przedmiot przekraczające portal zostawały bez piękna. Piękne kamienie szlachetne traciły swój urok i połysk, nie cieszyły juz oka, prace artystów, stawały się zwykłymi malunkami, niezwracającymi niczyjej uwagi, a ludzie stawali się pospolici. Nietracili jednak niczego z wygładu, poprostu tracili jakąś wartośc i przestawali byc w jakikolwiek sposób atrakcyjni. Chyv niechciał podzielic ich losu więc wymyślił magiczny przedmiot, "złodzieja uroku" tak począł go nazywac, przedmiot był prosty zwykła magiczna różdżka z przyczepionym na końcu słojem lub flakonem (te ostatnie były wymienialne) każda istota na której właściciel użył złodzieja uroku traciła piękno, które wędrowało do przyczepionego naczynia. Tak oto Chyv zaczął kraśc i przechowywac piękno, przedmiotów i istot by móc przechodzic przez portal. Jednak miał dalej z tym kłopoty, piękno złapane w naczynie znikało po kilku dniach, więc polowac musiał dośc często by zapenic sobie ten nieoceniony materiał. Zaczął również prowadzic badania nad pięknem, okazało się, że skradzione piekno można dac komuś lub czemuś innemu, dzieki temu stawało się bardziej atrakcyjne. Chyv był jednak zwykłym śmiertelnikiem, wraz z upływem czasu umarł a o portalu zapomniano, jednak przedmiot jego twórczego umysłu zaginął gdzieś, niewiadomo gdzie. Bard zakończył opowieśc, nie była ona najwyższych lotów ale wystarczyła by znużyc was i poprowadzic na spoczynek...

Akt I

Tu i teraz
Kolejne zadanie waszej drużyny zakończone, karawana z ważnymi medykaliami dla Sigil została cało dostarczona do miasta i chwała wam za to, wynagrodzono was sowicie, każdy otrzymał po 200 sztuk złota, jako że droga była długa i męcząca udaliście się do jednaj z lepszych tawern w mieście, gdzie macie zamiar odpocząc, zjeśc i rozluźnic sie przed kolejnym zadaniem. Karczma niczym szczególnym sie nie wyróżniała, pełno śmiałków takich jak wy, jedzenie dobre, ceny wysokie trunku pod dostatkiem, siedzicie przy stole gdy nagle z zewnątrz słychac krzyk, w Ulu takie sceny zdarzają się na codzień i niema się co przejmowac, że ktoś krzyczy, lecz krzyk nie ustawał, był drażniący a wy jako śmiałkowie chyba nie zostawicie tak tego ?!

(tak oto zaczyna się wasza przygoda)
PS wiekszosc chciała sie przedstawic sama więc w pierwszym poście proponuje sie opisac
 
__________________
"Z zawodu jestem rzeźnikiem, ale bycie poszukiwaczem przygód niewiele się od tego różni. Poprostu mięso, które teraz siekam tasakiem, trochę mocniej wierzga"
Dakkon jest offline  
Stary 01-02-2007, 21:45   #2
 
Markus's Avatar
 
Sigli nie było zwykłym miastem. To miejsce zmieniało każdego kto do niego trafił. Z początku intrygowało, wzbudzało fascynacje. Każdy lubi odkrywać nieznane, a Miasto Drzwi było jedną wielką niewiadomą. Jednak prędzej, czy później każdy odkrywał prawdziwą naturę tego miejsca.

Sathi przybyła tu niedawno, ale nawet ten krótki okres pobytu tutaj wiele ją nauczył. Młoda kapłanka szybko dowiedziała się jak mało jest wartę życie. Płomyki radości, które dawniej tańczyły w jej oczach, niczym światło na powierzchni jeziora, teraz zgasły skute lodem obojętności. Zimne spojrzenie lazurowych oczu, z ukrytym smutkiem, obserwowało wydarzenia dziejące się w Mieście Drzwi.

Kapłanka już od dawna nosiła maskę pozorów. Lodową maskę. Uśmiech kiedyś często goszczący na twarzy młodej genasi znikł bezpowrotnie. Błękitna skóra, delikatna podobnie jak elfickie rysy twarzy, wyraźnie świadczyły o jej pochodzeniu, ale tu w Sigli niewielki miało to znaczenie. Genasi wszelkiej maści, podobnie jak inni planokrwiści, spokojnie chodzili ulicami Miasta Drzwi, traktowani zupełnie jak pozostali mieszkańcy.

Długie, błękitne włosy, ciągle falowały, targane niewidzialnymi falami. Sathi już dawno przyzwyczaiła się do tych nietypowych, samoistnych ruchów. Za każdym razem, gdy patrzyła w lustro, ich widok przypominał jej dom. Dom, który znalazła w pośród morskich elfów, w zimnych odmętach morza. Dawne wspomnienia wciąż żyły. Pamiętała godziny jakie spędzała razem z elfami, na podwodnych wyścigach. Tęskniła za tym.

Dzięki latom spędzonym w wodzie, ciało Sathi było wysmukłe i świetnie zbudowane. Wiele osób mogłoby jej tego zazdrościć, ale młoda kapłanka nie widziała w tym nic szczególnego. Nigdy nie oceniała po wyglądzie i liczyła na to samo ze strony osób, które spotykała. Tak było dawniej, ale teraz wszystko było inne.

Spokojna i rozsądna dziewczyna, na której twarzy zawsze gościł uśmiech, zmieniła się nie do poznania. Radość znikła z jej życia, zastąpiona przez chłód i obojętność. Dawniej chciała wszystkim pomagać. Nieść pomoc i ukojenie. Była naiwna i myślała, ze zdoła zmienić świat. Teraz... teraz dojrzała i w końcu zrozumiała, że nic nie zmieni. Emocje zaczęła tłumić głęboko w sobie, światu pokazując tylko chłodną, wyrachowaną logikę i rozsądek. Jednak ta dawna Sathi nie znikła całkowicie. Wciąż płomyk dobroci rozgrzewa zamarznięte serce kapłanki. Niewielka część tego czym dawniej była, wciąż w niej tkwi, czekając tylko na okazję. Okazję by na nowo urosnąć.


Sathi usłyszała krzyk, zapewne tak samo jak wszyscy obecni w gospodzie. Jednak tu w Sigli takie krzyki nie były niczym niezwyczajnym. To miasto było pełne hałasów. Wrzaski kupców wykłócających się o towar, mieszały się z kłótniami przechodniów i wrzaskami ludzi ginących gdzieś w mrocznych uliczkach. Tu w Sigli to była codzienność. Jeśli jesteś za słaby by walczyć o swoje, to nie czeka cię nic poza sztyletem wbitym w plecy. W tym mieście musiałeś być gotowy na wszystko, nawet na zdradę najbliższych i najbardziej zaufanych osób. „Nie wiesz na kogo liczyć? Licz na siebie” tak właśnie brzmiały jedne z pierwszych słów jakie usłyszała Sathi, gdy tu trafiła. Mimo to ten krzyk nie dawał jej spokoju. Dłoń odruchowo zacisnęła się w pieść. Kapłanka wiedziała, ze jeśli pozostanie obojętna na cierpienia innych to mimowolnie stanie się jedną z tych osób, które tam teraz przelewają krew. Byłoby to jednoznaczne z ostatecznym poddaniem, a Sathi nie mogła sobie na to pozwolić. Zimne, lazurowe oczy spojrzały na towarzyszy. Znała ich, ale mimo to nie wiedziała jak się zachowają, wiec czekała aż ktoś zrobi pierwszy ruch. Miała szczerą nadziej, że ten pierwszy krok będzie skierowany w kierunku wyjścia z gospody.
 
Markus jest offline  
Stary 01-02-2007, 22:24   #3
 
merill's Avatar
 
Krzyk, długi i pełen cierpienia doszedł do uszu Ilaveyrona. On tez tak kiedyś krzyczał, wył bezsilnie leżąc na brudnej posadzce ilithidzkiego lochu. Wtedy obiecał sobie że gdy wydostanie się z tej piekielnej czeluści nigdy nie będzie obojętny na takie wezwanie o pomoc. Chociaż współczucie nigdy nie było kojarzone z mrocznymi elfami, ale on był inny, przeszedł w swoim życiu wiele i obiecał sobie że nie będzie taki jak jego rodacy z Podmroku.Wiele teraz podróżował po Planach, w takich miejscach jak Sigil jego wygląd nie robił na nikim złego wrażenia, na jego widok nadgorliwi kapłani nie wołali że trzeba rozpalać stos, a zbrojni nie rychtowali kusz.
Wstał od stoły w karczmie.Poprawił futerał z harfą i fletem jakie otrzymał od swojego mentora, sprawdził czy miecze są na swoim miejscu w pochwach na plecach, upewnił się że skórzana kurta jest rozpięta - aby w razie potrzeby mógł szybko wyjąc któryś ze śmiercionośnych sztyletów ukrytych przed niepożądanymi obserwatorami.Takie środki ostrożności nie raz ratowały mu życie.W jego fioletowych oczach zapłonęły dziwne blaski, kolejny rozdzierający krzyk sprawił że jego białe, krótkie włosy zjeżyły mu się na głowie.Spojrzał na towarzyszy z drużyny, Sathi chyba podzielała jego zamiary bo jej wzrok był skierowany w stronę drzwi karczmy. Powoli ruszył na zewnątrz...
 
__________________
Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu, morderco krwawy tłumu naszych braci, Czekamy ciebie, nie żeby zapłacić, lecz chlebem witać na rodzinnym progu. Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco, jakiej ci śmierci życzymy w podzięce i jak bezsilnie zaciskamy ręce pomocy prosząc, podstępny oprawco. GG:11844451
merill jest offline  
Stary 01-02-2007, 22:46   #4
Konto usunięte
 
Mira's Avatar
 
Aru przeciągnął się na swym krześle, ziewając przy tym lekko.

Niebieskoskóry mężczyzna ubrany był w obcisłe czarne spodnie ze skóry oraz płócienną koszulę, która kiedyś może była biała, teraz zdawała się być raczej kremowa. Aru przebywając w mieście koszulę miał na ogół rozpiętą na piersi. Jednak w czasie wędrówki zakładał zazwyczaj skórzany pancerz, który osłaniał jego tułów i ramiona. Niemniej widać, iż mężczyzna nie lubi ubrań, które nie podkreślają jego młodego i umięśnionego ciała. Na biodrze Aru tkwił zaś w luźno zawieszonej pochwie wąski, lekki miecz. Nieczęsto jednak bard zwykł go używać, już prędzej można by się spodziewać, że gdy dojdzie do stracia zacznie się on zasłaniać się lutnią i błagać o litość. Teraz zresztą też wyciągnął on swój posrebrzany instrument i z błyskiem w złocistych oczach zwrócił do Sathi:
- Wyglądasz kochaniutka na zaniepokojoną. Cóż cię martwi? Ten szaleniec na dworze? Arumuss nie da się martwić swej kochanicy. Już wiem! Zaśpiewam ci coś, co cię uspokoi!
Aru zrobił minę profesjonalisty, chrząknął, zamyślił sie na chwilę, po czym rzewnym głosem zaczął śpiewać:
Truuu tru tru
Trumna sobie płynie
Truuu tru tru
Kogo zawiera ona dziś?

Może to ja?
Może to ty?
Może...
to naaaaaszeeee snyyyyyy


Niebieskoskóry zakończył swą pieśń dramatycznym szarpnięciem strun lutni. Uśmiechnął się promiennie do kapłanki, a jego długi zakończony szpiczastą strzałką ogon otarł się o jej kolano.
 
__________________
Konto zawieszone.
Mira jest offline  
Stary 01-02-2007, 23:50   #5
 
pannamaslo's Avatar
 
Siedziała sama. Jak zwykle...Nie tęskniła za towarzystwem innych, zwłaszcza tych dziwacznych istot, które zamieszkiwały to miejsce. Była człowiekiem i szczyciła się tym, a na inne rasy patrzyła jak na ciekawostkę z zoo. Jak,dla przykładu na swoich towarzyszy, drącego japę barda ( Arumusso coś tam - usiłowała sobie przypomineć jego imię), ciemnego elfa (jeszcze jeden "artysta") i coś...jakąś kapłankę, która jest nie-wiadomo-czym. ale nazywa się Sathi. Przynajmniej to łatwo wymówić....

Po raz wtóry rozpamiętywała dzień w którym tu trafiła. Gdyby tylko Kazanski wiedział co robi... Badania nad optymalizacją przepływu danych...Też coś! Przepływ danych!!! To czemu wylądowała tutaj?! A pewnie teraz głupie czerwone świnie zaśmiewają się w kułak z ich przepływu danych..."Niech to niebieskie bydle przestanie wreszcie wyć, bo wsadzę mu tę lirę prosto pod ten rozlatany ogon! należy mu się już od kilku dni! Od czasu tej chałtury o portalach i urokach..."

Siedziała tak z naburmuszoną miną.Młoda blondynka z niebieskimi oczami i wąskimi, zaciętymi wargami. Ubrana w coś, co przypomina skórzany pancerz z metalowymi wykończeniami, ale ona wie, że to lekka zbroja sił Zjednoczonej Demokracji. Na ramionach widnieją naszywki z przekreślonym symbolem kuli, na której zaciska się pięść. Taki sam symbol nosi na szyi, na tytanowym łańcuchu. "Oczywiście dal tego całego tałatajstwa będzie co najwyżej srebrny..."

Na kolanach trzymała coś, co mogło uchodzić za katanę, ale ona wie, że to miecz z krystalicznym ostrzem, ale oczywiście te dziwadła, których jedyną pomocą jest hokus-pokus, nie docenią tego cudu techniki i owocu pracy najzdolniejszych inżynierów. Kto wie? Może kiedyś jej świat wkroczy w ten syf i zaprowadzi wreszcie porządek.

Była tak zajęta sobą i układaniem planu powrotu na Ziemię, że postanowiła zignorować krzyki dochodzące z zewnątrz...A bo to pierwszy raz?
 
__________________
Abstynent - człowiek niepociągający.

Jedna czysta owca może zatruć życie całej parszywej owczarni.
pannamaslo jest offline  
Stary 02-02-2007, 02:26   #6
 
welf's Avatar
 
Dir, bo takie było jego imię, było najpopularniejszym imieniem, jakie nosiła większość mężczyzn w jego wiosce położonej w niedostępnych górach. Było ono nadawane na cześć legendarnego wojownika, największego ze znanych im bohaterów. Natomiast przydomek Odo, też po tymże wojowniku, był zarezerwowany tylko dla najsilniejszego i najdzielniejszego spośród nich. By go nosić trzeba było wykazać się nie lada męstwem w walce.

Dir Odo był zafascynowany miastem i jego przepychem. Bo musiało ono wywrzeć taki wpływ na każdym, kto przybywał tu po raz pierwszy a większość życia spędził w swojej wiosce wysoko w górach. Do tego tu tak jak kiedyś w jego wiosce nikt nie zwracał uwagi na to, kim jest. A nie wszędzie półork mógł liczyć na taki komfort.

Wstał i podszedł do baru. Mimo tłoku karczmarz bardzo szybko podszedł do niego. Dir Był mężczyzną potężnie zbudowanym, poznaczony wieloma bliznami, a wielki topór zawieszony na plecach świadczył o jego sile i profesji. Karczmarz chciał go jag najszybciej obsłużyć by uniknąć rozróby w karczmie. Dir tego nie rozumiał, był barbarzyńcą i walka była jego żywiołem, ale nigdy nie używał siły, jeżeli nie była ona potrzebna. Po co zabijać karczmarza skoro można kupić wino.

Wskazał na beczkę stojącą przy wejściu na zaplecze. –Dawaj Wino, całą beczkę.-
Widząc wahanie w oczach karczmarza rzucił brzęczące monety na stół. Tryb życia barbarzyńcy nie był zbyt kosztowny, a do tego pieniądze, które otrzymał ze sprzedaży kosztowności, które wyniósł z twierdzy maga sprawiły, że nie musiał się o nie martwić. Karczmarz skinął na dwóch pomocników, aby przyturlali beczkę.

Smak wina poznał niedawno i bardzo przypadł mu on do gustu. W jego stronach pito raczej różne odmiany wódki. Klimat był zbyt surowy by wytwarzać wino a kupcy rzadko tak daleko się zapędzali.

Dwóch pomocników przyturlało sporych rozmiarów beczkę. Dir otworzył zamykające ją wieko, złapał beczkę w obie ręce i uniósł ją wysoko ponad głowę wlewając w potężne usta, z których wystawały dwa kły, sporą ilość trunku, którego część wylewając się z pyska dira rozlała się po podłodze karczmy. Przetarł twarz umięśnioną ręką, na której można było dojrzeć ślady poważnego oparzenia. Jednego z wielu śladów, jakie na jego ciele zostawiła magia potężnego maga z twierdzy.

Złapał beczkę pod ramię i poszedł zpowrotem do swoich kompanów. Przechodząc koło Swetlanej na cały głos beknął. Znak, że wino ma bardzo dobry wpływ na jego system trawienny. Usiadł niedaleko Swetlanej Delacroix. Szkoda, że ona go tak nie lubiła i darzyła go taką pogardą. A przecież ona chyba jako jedyna nie korzystała z magii tak jak i on. Serdecznie się do niej uśmiechnął odsłaniając żółte zęby, z których kilku brakowało. Podsuwając beczkę bliżej niej odezwał się –pij-


Wino przeważnie wprawiało go w dobry nastrój, czasem jednak przywoływało obrazy, o których chciałby zapomnieć. Tak i niestety było tym razem. Znów zobaczył twarz maga. Arcymaga władającego czarną magią. Któremu oni pomogli i zaufali, a który ich wykorzystał. Uwięził całą wioskę w swej Twierdzy wykutej w litej skale. Gdzie poddawał ich perfidnym torturą i magicznym doświadczeniom. Znów ślady po oparzeniach na jego ramieniu i barku zaczęły piec na samo wspomnienie tamtych dni. Lecz nie ból fizyczny był najgorszy, to potrafił wytrzymać. Najgorsze było to, iż mag potrafił utrzymywać nad ich umysłami całkowitą kontrolę. Zmuszał, by najwięksi przyjaciele walczyli przeciw sobie. Dir zaś nieraz brał udział w napadach na inne wioski dostarczając mu nowych niewolników. Jak to mawiał świeżego mięsa. I mimo iż przez większość czasu nie byli skuci kajdanami nikt nie był w stanie uciec. Nawet, gdy po długich 8 latach niewoli przyszła chwila oswobodzenia, wszyscy walczyli w obronie maga do samego końca. Zginęli właściwie wszyscy. Dopiero, gdy arcymag zginął więź pękła, ale tych, co przeżyli cudem była zaledwie garstka.

Wtedy to postanowił całkowicie odrzucić magie i zaczął ją zwalczać. Przystąpił do tych, którzy zabili arcymaga, a zwali się oni Gardzącymi Magią. Odrzucali całkowicie magię. Wyrzekali się wszystkich korzyści z niej płynących. W śród nich szkolił się i uczył jak za pomocą siły fizycznej zwalczać magię, i tam zdobył potrzebne doświadczenie.

Ponownie uniósł beczkę wina do ust i pociągnął łyk wina, które rozlało się po okrywającej jego tors kolczej koszuli. Rozejrzał się po towarzyszach. Teraz już przyzwyczaili się do siebie i nauczyli się razem ze sobą przebywać. Oni ze swoją magią i on walczący z nią. Lecz początki nie były łatwe i trochę krwi się polało. Teraz już wiedzą, że w stosunku do niego nie wolno stosować żadnej magii. Nawet tej jak oni to nazywają dobrej. Złośliwie się uśmiechnął. Przypomniało się mu jak Sathi próbowała go uleczyć, gdy odniósł niewielką ranę, mało nie skończyło się to poważniejszymi obrażeniami. Dobrze, że ich wtedy pozostali rozdzielili. Przywykli też by pilnować swoich cenniejszych magicznych przedmiotów, bo dir mógł je w każdej chwili zniszczyć. Oczywiście dla ich dobra. Tak oni się nauczyli, ale i on wiele się nauczył. Zrozumiał, że towarzysz posługujący się magią, przydaje się pod warunkiem, że służy to zniszczeniu większej magii, zwłaszcza czarnej. Zresztą takie otrzymał zadanie. Zabić potężnego maga, lub zniszczyć cenny artefakt. Ale nie samotnie, bo siły i odwagi nie musiał udowadniać. Musiał tego dokonać przy pomocy innych, którzy magią się parali, by udowodnić siłę swojej psychiki przynajmniej tak mu mówiono, bo on sam tego zbyt nie rozumiał. Ale zniszczyć potężny artefakt i jeszcze wykorzystać do tego maga. Tak to było prawdziwe wyzwanie, które udowodniłoby, że nie jest zwykłym barbarzyńcą, lecz zasługuje na miano, które nosi – Gardzący Magią.

Jego rozmyślania przerwał krzyk, dochodzący z ulicy. Wiedział, co teraz się stanie, pewnie Sathi i Ilaveyron zaraz wstaną by sprawdzić co się dzieje no a on ich oczywiście nie zostawi samych i pójdzie z nimi. Spojrzał smętnie na beczkę, w której jeszcze został sporo wina. Nie lubił się mieszać w takie sprawy. Nie żeby się bał, czy nie chciał pomóc. Nie w tym rzecz. Po prostu nigdy nie wiedział, który jest ten dobry a który ten zły. No bo jak to poznać, na twarzy tego nie mają wypisane i skąd tu wiedzieć, którego zabić? No chyba, że jednym z nich był mag to wtedy wiedział. Przeważnie jednak pod tym względem zdawał się na swoich kompanów a zwłaszcza Sathi.

Widząc jak wstają z miejsc Dir wstaje również. Zdejmuje Swój topór z pleców i wychodzi za nimi.
 
welf jest offline  
Stary 02-02-2007, 09:22   #7
 
pannamaslo's Avatar
 
"O nie....To ten cuchnący, brzydki półork?" Jedyne z czym jej sięto do niedawna kojarzyło, to oranie pola. A tu proszę...Skrzywiła się, gdy ten obrzydliwie beknął. Ukryła twarz w dłoniach "Za jakie grzechy?". Ku jej przerażeniu, zielony smierdziel usiadł niebiezpiecznie blisko. - Nie dziękuję - odparła na zaproponowne wino. - Jeden gram alkoholu niszczy blisko 40 000 neuronów... - dodała po chwili z okrutnym usmiechem. - Uważaj...To u Ciebie połowa mózgu. - Wstała, nie czekając nawet na reakcję Diro. I tak nie rozumiał połowy z tego, co do niego mówiła. Podeszła do kontuaru, w dalszym ciągu ignorując krzyk. - Daj mi czegoś mocnego! - zawołała do karczmarza. "Tylko nie tych szczyn, które nazywasz winem..." dodała w myślach.
 
__________________
Abstynent - człowiek niepociągający.

Jedna czysta owca może zatruć życie całej parszywej owczarni.
pannamaslo jest offline  
Stary 02-02-2007, 12:37   #8
 
g_o_l_d's Avatar
 
Blask kominka okalał smukłą sylwetkę Iywlii siedzącej w bezruchu bokiem do tańczonych płomienia. Jej bose nogi oparte były o krawędź drewnianego stołu. Powoli wyciągnęła dłoń w stronę ogniska, cicho, pieszczotliwe szepcząc do płomienia. Wtem jeden z języków ognia wyrwał się z uścisków kamiennego kominka i wskoczył na dłoń genasi. Zaczął przeplatać się miedzy jej palcami, wić się niczym waż wokół jej nadgarstka i przeskakiwać z jednej dłoni na drugą. Iskra uśmiechnęła się nieznacznie, jej duże czarne oczy wciąż wpatrywały się w przyjemny blask płomienia. Jej karnacja zlewała się z cieniami tańcującymi po ścianie. W dotyku jej skóra była gładka niczym jedwab. Przez długie lata pieszczona słonecznym żarem i ziarenkami piasku. Jej włosy opadały swobodnie na podłogę. Były lekko pofalowane, jaśniały bielą przy głowie, potem stopniowo przechodziły w kolor zachodzącego słońca, aby na końcu już ledwo tlić się blaskiem dopalonych węgli. Jej rysu złudnie przypominały elfie. Niektóre mogły zdradzać braterstwo krwi z Sathi. Podmuch ciepła wprawiały w ruch skąpą, zwiewne szatę, utkaną z delikatnego jedwabiu jaki można dostać tylko w Calimshanie.

Przez czas, który spędziła w tym towarzystwie wszyscy mogli dostrzec, że ją i Sathi coś łączy ale jeszcze więcej dzieli. Ich zachowania są diametralnie różne niczym woda i ogień. Czują do siebie wzajemną niechęć, która często przeradzają się zacięte spory i kłótnie.

Iywlii rzadko zabiera głos ale mimo to jest zdecydowana w swoich działaniach i zawsze wie czego chce. Jej ciało mówi zwykle za nią, jej ruchy, wzrok od razu zdradzają jej myśli. Tylko lekkomyślni głupcy lekceważą te znaki. Jej wybuchowa natura nie jednemu dała się we znaki. W gruncie rzeczy jest nieobliczalna. Kocha płomień w każdej jego formie. Jego piękno pochłania cała jej uwagę. Potrafi się wpatrywać i sycić go godzinami, nawet jeżeli trawi ciała małych dzieci. Mało co ją obchodzi czyjaś skóra, mimo to stara się trzymać grupy, wie, że tak jest bezpieczniej. I dla niej i dla innych.

Z zamyślenia wyrywał ją krzyk. Płomień w kominku zafalował niczym poruszony wiatrem. Ognik którym się bawiła upadł na drewnianą podłogę. Głowa genasi odwróciła się powoli w stronę drzwi. Czarna sylwetka drowa, podniosła się z siedziska. Iywlii spotkała na sobie zimne spojrzenie Sathi. Od razu wyczytała z jej oczu zamiar. Wzięła głęboki oddech, delikatnym ruchem podniosła z podłogi płomień, który począł trawić deski posadzki. Zmierzyła wzrokiem twarze towarzyszy. Poczym znowu zwróciła w stronę ogniska. Czuła na sobie zimny wzrok siostry, lecz nie odwróciła się. W tle dało się usłyszeć szuranie odsuwanych krzeseł i skrzypienie otwieranych drzwi.
 
__________________
Nie wierzę w cuda, ja na nie liczę...

Dreamfall by Markus & g_o_l_d
g_o_l_d jest offline  
Stary 02-02-2007, 14:13   #9
 
Markus's Avatar
 
Sathi szybkim ruchem podniosła się ze stołka, równocześnie łapiąc swój plecak i odrzucając, ocierający się ojej kolano ogon. Zmierzyła zimny spojrzeniem Aru. Sama nie wiedziała, czy bard chciał zabawić się jej kosztem, czy może chodziło mu o coś innego. W zasadzie gdyby nie aktualna sytuacja jego piosenka rozbawiłaby ją, ale nie teraz kiedy miała ważniejsze sprawy na głowie. W czasie tej krótkiej znajomości nawet polubiła tego dziwnego, wesołego mężczyznę. Wydawał się dodawać odrobiny humoru wszystkim i wszystkiemu, co znajdowało się w jego otoczeniu. Kiedy podróżowało się u jego boku szary świat nabierał kolorów.

Wstając odwróciła się w kierunku kominka i rzuciła jeszcze jedno spojrzenie na siostrę. Odnalazła ją już dawno temu, a mimo to wciąż nie potrafiła jej zrozumieć. Wydawała się jej tak obca, nawet pomimo tego, że w ich żyłach płynęła wspólna krew. Zadziwiające zrządzenie losu, połączyło dwa zupełne przeciwieństwa. Ogień i wódę. Za każdym razem, gdy Sathi patrzyła na Iskrę widziała w niej swoje odbicie. Zniekształcone, ale wciąż rozpoznawalne. Już otwierała usta by się odezwać i spróbować przekonać siostrę, żeby poszła z nimi, ale w ostatnim momencie zrezygnowała. Odwróciła się tylko i ruszyła w kierunku drzwi. Idąc szybkim krokiem dogoniła drowa, który stał już przy wyjściu.

Nie trudno było zauważyć, że Ilaveyron odróżnia się od swoich pobratymców. Sathi zastanawiało, co wpłynęło na drowa, tak bardzo go zmieniając, ale brakowało jej odwagi, żeby oto zapytać. A może to nie odwagi jej brakowało? Może obawiała się, ze Ilaveyron zada jej to samo pytanie? Sathi doskonale wiedziała, że każdy ma swoje tajemnicę, a odkrywanie ich na siłę nie jest najlepszym pomysłem. Jeżeli Ilaveyron będzie chciał żeby wiedzieli, to sam im powie. Podeszła do niego i cicho wyszeptała jedno słowo:

-Dziękuje.- mówiąc to słowo spodziewała się, że Ilaveyron nie zrozumie. W końcu nie mógł wiedzieć jaka walka trwa w duszy kapłanki, a może... może jednak domyślał się. W końcu był bardem, osobą szkoloną właśnie po to, żeby rozumieć innych i opowiadać im historie, które chcą usłyszeć. Może przejrzał maskę obojętności, którą nosiła Sathi i wiedział jak wiele znaczy dla młodej kapłanki pomoc innym.

Genasi zatrzymała się z ręką opartą o drzwi. Spojrzała przez ramię i jej lazurowe oczy zatrzymały się na postaci Dira. Początki ich znajomości nie były najlepsze. Sathi dobrze pamiętała sytuację, gdy półork omal nie poczęstował ją swoim toporem tylko za to, że chciała mu pomóc. Wtedy tego nie rozumiała i teraz też nie, ale pomimo, to akceptowała jego nienawiść do magii tak samo jak on przyzwyczaił się do jej zdolności. Od tego czasu żyli ze sobą w zgodzie, a być może nawet w przyjaźni... Przyzwyczaiła się do tego prostego półorka, choć jego maniery pozostawiały wiele do życzenia, ale przecież nie istniały istoty idealne.

Ostatnio osobą na której spoczął wzrok kapłanki była Swetlana. To właśnie ta osoba pozostawała dla Sathi największą zagadką. Młoda kapłanka nie wiedziała, co ma myśleć o tej kobiecie. Za mało ją znała żeby ocenić, czy wyrobić sobie jakiś konkretny punkt widzenia na jej temat. Właściwie nie wiedziała o niej zupełnie nic.

Sathi pchnęła drzwi i przekroczyła próg gospody. Teraz już miała pewność kto się ruszy, a kto zostanie. Mimo, że nie pokazała tego po sobie, to była szczęśliwa, że mogła podróżować właśnie w takim towarzystwie.

Zmrużyła lekko oczy i wytężyła słuch starając się zlokalizować miejsce skąd dochodził krzyk. Wiedziała, że mają mało czasu i że dość już go zmarnowali. Teraz pora na działanie.
 
Markus jest offline  
Stary 02-02-2007, 14:33   #10
Konto usunięte
 
Mira's Avatar
 
Aru zerknął ze smutkiem na Sathi. Czyżby nie podobała jej się jego pieśń? Z ciężkim westchnieniem godnym starca-reumatyka mężczyzna wstał ze swojego miejsca. Nie zważając na gromy, które w niego biły podszedł do Swetlany.
- Chodź malutka, czas zrobić dobry uczynek. Oj, nie spozieraj tak na mnie tymi niebieskimi oczętami. Masz przecież wybór albo wstaniesz i ruszymy temu nieszczęśnikowi na pomoc, albo zostanę tu z tobą śpiewając ci o lodowym sercu.
Diabelstwo uśmiechnęło sie radośnie, trącając przy tym palcami struny swej lutenki.
Aru odwrócił sie do Iywlii.
- Ciebie to też dotyczy moja gorąca kobitko. - rzekł słodko, puszczając zalotnie oczko.
 
__________________
Konto zawieszone.
Mira jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:51.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168