Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02-12-2007, 15:01   #1
 
Gettor's Avatar
 
[D&D] Sekret czarodzieja.

Część pierwsza: Poznanie.

Obudziłeś się. Leżałeś na podłodze jakiegoś pomieszczenia. Głowa straszliwie cię bolała. Usiadłeś. Pokój przypominał sypialnię w jakiejś karczmie: dwa łóżka przy ścianie, kominek w którym wesoło trzeszczał ogień i szafa. Nic specjalnego. Po ponownym rozejrzeniu się zobaczyłeś inne osoby, które najwyraźniej też się budziły. Dostrzegłeś też kobietę, która siedziała na jednym z łóżek.
- Ach, obudziliście się. - powiedziała pięknym, melodycznym głosem. Miała bujne, kasztanowe loki, a ubrana była w szkarłatną szatę z czarnymi paskami, która podkreślała piękne kształty jej ciała. - Nareszcie.

Wstała z łóżka. W tym czasie dostrzegłeś, że nie jesteś sam w pokoju. Były tam jeszcze cztery inne osoby (nie licząc kobiety). Wszyscy już wstawaliście na nogi oczekując wyjaśnień od... no właśnie, kim była ta kobieta?

- Alishia Kingstone, do usług - powiedziała z uśmiechem kobieta. - Pewnie zastanawiacie się po co tu jesteście? To może się wydawać trochę dziwne, ale... uprowadziłam was.

Wszyscy się wzdrygnęliście na te słowa i zaczęliście rozglądać. Nigdzie nie było widać żadnej straży, ani nic co by wam uniemożliwiało po prostu opuszczenie tego pokoju. Chyba tylko ciekawość powstrzymywała was przed wyjściem.

- Od czego by tu zacząć... - zastanawiała się na głos Alishia zupełnie nie przejmując się faktem że możecie w każdej chwili wyjść, czy rzucić się na nią za uprowadzenie. - Hmm... A więc jesteście w Dolinie Lodowego Wichru, dość daleko od Calimportu, czy innych miast, choć najbliżej jest wielkie portowe miasto Luskan. Sądzę też że chcielibyście wiedzieć co was tu trzyma. - uśmiechnęła się. - Jeżeli tak, to zobaczcie co macie na szyjach.

Wszyscy zgodnie sięgnęliście ku szyjom i stwierdziliście, że macie zawieszone na srebrnym łańcuszku małe, także srebrne serduszko. Biła od niego dziwna i silna magia, lecz kiedy o nim nie myśleliście (czy może nie wiedzieliście) to nic nie wyczuwaliście.

- To nie jest po prostu ozdoba. - kontynuowała Alishia. - Te ozdoby są potężnymi magicznymi przedmiotami przechowującymi znaczne ilości energii, które na mój rozkaz mogą was zabić. - znów się uśmiechnęła, najwyraźniej na myśl o waszej śmierci. - Ale spokojnie, na razie nie mam żadnych powodów by was zabić. Od razu wam powiem, że sporo czasu spędzicie ze sobą, więc przedstawię wam sobie.

Po tych słowach kobieta podeszła do najbliższej osoby, czyli do krzepkiego krasnoluda.
- Przedstawiam wam Khelgara, mężnego wojownika i bohatera bitwy o Mithrilową Halę. Kiedy był młody, Khelgar wraz z rodziną został wygnany z rodzinnej wioski za haniebny czyn... - urwała nagle przypomniawszy sobie coś. - Przepraszam. Zapomniałam że nie wolno o tym mówić.

Teraz z kolei podeszła do wysokiego i szczupłego elfa, który wyglądał na maga.
- Teraz z kolei przedstawiam wam Berianda, księżycowego elfa. Jako zaklinacz wyraźnie miał ciężkie życie. Najpierw był szkolony przez ojca, potem dostał się do Akademii Magii. Jednak inni zazdrościli mu tego talentu magicznego, tej niezwykłej cechy zaklinaczy, tak bardzo że został nie tak dawno wydalony z owej szkoły.

Następnie Alishia podeszła do drobnej osoby będącej diablęciem.
- Drodzy państwo, przedstawiam wam pannę Loonę Kross. Jako dziecko nie miała łatwego życia, bowiem nikt nie lubi diabląt. Jej sytuacja bardzo się pogorszyła po śmierci matki, bowiem Loonę wygnano z wioski jako tą, która sprowadza gniew bogów na nich.

Następnie kobieta podeszła do rosłego mężczyzny noszącego lekką zbroję i z drągiem w rękach.
- Przedstawiam wam także Karrisa Quinta, kapłana Mystry. Można by powiedzieć że Karris jest egzorcystą. Za cel objął sobie likwidowanie wszelkiego zła, które wkracza na... "nasz" plan materialny. Miecz, magia, charyzma i boska pomoc - to jego bronie. Jak dotąd odnosił same sukcesy, lecz pierwsza porażka może być jego ostatnią.

W końcu Alishia zaczęła mówić o bardzo wysokim i bardzo umięśnionym mężczyźnie o ciemnej karnacji, ostatnim w pokoju:
- Wreszcie przedstawiam wam Tribiana. Tribian wiele przeszedł w swoim życiu. Najpierw był szkolony na profesjonalnego myśliwego, tropiciela. Jednak po tym jak orkowie spustoszyli jego wioskę Tribian nie miał się gdzie podziać. Błąkał się po świecie trafiając przypadkiem do wioski barbarzyńców. Oni nauczyli go być prawdziwym wojownikiem i po wielu latach Tribian opuścił ją szukając zemsty na tych, których nienawidził najbardziej - orkach.

Po skończonej przemowie kobieta wzięła głęboki oddech, a po nim drugi. Znów usiadła na łóżku.
- Oczywiście mam dla was zadanie, a jakże. Lecz może ono zaczekać powiedzmy do jutra. - uśmiechnęła się. - Jutro w południe przyjdźcie do tego pokoju i powiem wam co, jak i dlaczego. Wszyscy macie wynajęte pokoje w tej karczmie. - po tych słowach ruszyła do drzwi pokoju zamierzając wyjść. - Aha, jeśli ktoś się nie zjawi, będę zmuszona użyć jego naszyjnika.
 

Ostatnio edytowane przez Gettor : 02-03-2008 o 00:14.
Gettor jest offline  
Stary 02-12-2007, 16:27   #2
 
Loona's Avatar
 
W momencie obudzenia się przez głowe przegiegają myśli:'umałam?' upiłam się?' 'może śnię?' 'boli mnie głowa...' gdzie ja jestem?', po czym siada i słucha kobiety w szkarłatnej szacie. Z każdym jej słowem co raz mocniej buzuje w niej wściekłośc. W momencie kiedy kobieta wspomina o porwaniu, jest bliska ataku, lecz powstrzymuje sie i zaczyna sie przygladac towarzyszom. Dowiadując się o naszyjniku, zaczyna nerwowo zaciskac na nim palce, z nadzieja, ze pęknie. Zwraca się w myślach do Kossutha, proszac o pomoc, co raz cięzej jest jej sluchac Alishii, lecz probuje sie skupic. Kiedy Alishia zmierza do wyjscia zastepuje jej drogę i pyta: 'nie rozumiem. Porwalas nas, bo masz dla nas zadanie? i grozisz mi smiercia, jesli go nie wykonamy?Dlaczego my? I dlaczego nie moglas poproscic o pomoc? Jestem pewna, ze wiekszosc by Ci udzielila pomocy! To jest nie pojęte!-sciagasz nas tu silą, bylam bliska rozwiazania zagadki mojego przyjaciela... on moze zginac...jak dlugo bedzie trawlo to twoje 'zadanie'? i co jesli je wykonamy? tak po prostu puscisz nas wolno?' -z jej ust leje sie coraz szybciej lawina pytan, bez odpowiedzi, podczas gdy mowi, jej czerone oczy coraz bardziej wydaja sie płonąc, pod dlugim czarnym plaszczem widac nerwowe ruchy rak, czarna cera, zaczyna sie rumienic i dlugie, sztywno postawione do gory i zaczesane do tylu wlosy, zdaja sie skrecac ze wscieklosci. Nagle staje w bez ruchu,uspokaja się, opuszcza głowe i slychac tylko cichy pomrók: 'odpowiedz, co jesli on zginie, przez twoje glupie zadanie?'
 

Ostatnio edytowane przez Loona : 02-12-2007 o 16:33.
Loona jest offline  
Stary 02-12-2007, 16:38   #3
 
dreamwalker's Avatar
 
Karris Quint
~Zginiemy. Wszyscy zostaliśmy wydani w ręce tej ... kobiety. Mimo wszystko jest ona jednak kobietą, nie diabłem ni demonem, których unicestwianiu poświęciłem me życie. Jaki jest jej cel? Skąd ja się tu do cholery wziąłem~

Karris miał złe przeczucia, spojrzał po sobie i ekwipunku - wszystko było na swoim miejscu, włącznie z talizmanem Mystry (~Niech będą dzięki!~), wniosek nasuwa się jeden - ten kto ich schwytał dysponuje na tyle potężną mocą aby ignorować magię śmiertelników. Wywodzi się zatem z innego planu, albo korzysta z przedmiotów wynalezionych w plugawych laboratoriach piekieł lub otchłani.

Krew gotowała sie w Karrisie na myśl o tym że dał się zwieść i schwytać złu. Ale czy jest to na pewno zło? Czego chce od nich kobieta? Może jest ona tylko wyrazicielką woli Mystry? Karris zmówił długi pacierz ignorując to co się wkoło niego dzieje, nie wiedząc która jest godzina poprosił boginię o czary, a końcówkę swojej modlitwy poświęcił, co było niezwykłe, Tymorze. Ale i sytuacja jest beznadziejna. Szczęście na równi z umiejętnościami potrzebne będzie aby się z tego wykaraskać.

Karris popatrzył po pozostałych. Jego wygląd mógł rodzić różne skojarzenia. Wieśniak, to słowo, które najtrafniej opisywało wygląd kapłana. Tyle że wieśniak ubrany w bogate kapłańskie szaty, ze zdobionym kosturem z ciemnodrzewu w ręce. Ze srebrnym symbolem Mystry - znakiem wysokiego statusu w kościele. Tak absurdalna mieszanka musiała rodzić różne skojarzenia. Dopiero gdy przemówił obserwatorzy przestali zwracać uwagę na jego wygląd. W jego słowach czuć było siłę i determinację. Jeśli ktoś takim głosem opowiada o tym, że jest on w stanie zamrozić Dziewięć PIekieł Baator nie patrzy się na niego jak na idiotę, ale wierzy. Karris nie był głupi, nie musiał się powoływać na takie argumenty, wiedział że każdy autorytet kiedys się skończy, więc ostrożnie gospodarował swoim aby starczył na jak najdłużej. Wstał z klęczek, otrzepał się i popatrzył po twarzach towarzyszy niedoli.

- Kimkolwiek ona jest nie jest wszechpotężna. Kimkolwiek nie są jej protektorzy, nie są wszechpotężni. - słowa kapłana, jego głęboki basowy głos brzmiały poważnie, za poważnie - Dopóki będziemy się trzymać razem możemy myśleć o wyjściu z tego cało. Dlatego proponuję Wam rozejm, nie mam z resztą żadnych powodów, aby uważać Was za swych wrogów. - wzrok kapłana zatrzymał się na diablęciu, ale Karris tylko przyjaźnie się uśmiechnął - Czy jest wśród nas ktoś kto może rzucić nieco więcej światła na naszą sytuację?
Wiedział, że było to bezcelowe, wszyscy byli tak samo zdezorientowani. Ale mimo to czekał.
Czekając wymówił formułkę zaklęcia, a w jego dłoni uformowała się srebrna kula o średnicy około ćwierć metra, patrz.ąc przez nią Karris badał magię zawartą w tym pomieszczeniu. Przynajmniej próbował.
Ku jego uciesze, czar zadziałał i już wkrótce przed oczami Karrisa zatańczyły kolorowe sfery oddziaływań magicznych. ~Taak~
Magia fascynowała Karrisa od dziecka, a czar wykrycia magii zawsze przywracał mu dobry humor. Echh, te kolorowe sfery, świat od razu stawał się piękniejszy, choć w większości przypadków kapłan używał tego czaru aby sprawdzić czy nie ma w pobliżu jakiegoś zagrożenia.

Karris przyglądał się przez chwilę efektom czaru po czym usatysfakcjonowany złożył dłoń w pięść i kula natychmiast rozprysła się na kawałki, które zniknęły nim dotknęły podłogi. Umiejętność rzucania tej specjalnej wersji wykrycia magii (zwykłe polega na tym że z oczu rzucającego wychodzą promienie wykrywające magię) Karris zawdzięcza pewnej książce, którą czytał u swojego mistrza. Znalazł tam alternatywne wersje paru innych czarów. Na przykład czarów leczenia, które w jego wykonaniu wyglądały na prawdę imponująco.
 

Ostatnio edytowane przez dreamwalker : 02-12-2007 o 21:24.
dreamwalker jest offline  
Stary 02-12-2007, 16:43   #4
 
Beriand's Avatar
 
Beriand niepomiernie się zdziwił porwaniem.... Gdy kobieta mówił, myślał:
Po co nas porwała? Na zbyt potężnych nie wyglądamy.... skąd ona o nas tyle wie? No ale trzeba przyznać że wyglądamy na wprost idealną grupę odrzuconych przez los... dlaczego my?Potem wysłuchał Loony.
-Dlaczego my? Co się stanie jeśli spróbuję zerwać naszyjnik? jesli pójde do potężnego maga? jeśli spróbuję cie zabić? Skro nas tu przytargałaś to jak sądze zadanie jest delikatne.... tak byś najęła byle kogo. Ale tu powraca pytanie- dlaczego my? Chyba zbyt silni nie jesteśmy. Osobiście, jeśli zapewnisz mi odpowiednie korzyści, to mogę dla ciebie pracować, ale nie są potrzebne takie... zabawki. Nie lepiej ci było w nocy założyć to jakimś gwardzistom? Lepszym od nas? I jeżeli mogłaś nas uprowadzić to chyba masz kogoś na usługach... zadałaś sobie tyle trudu aby sprowadzić tutaj.... taką grupę?-z trudem powstrzymał sie od powiedzenia: "nieudaczników". Mówił powoli i spokojnie. W myślach już układał plan... ale coś jeszcze przysżło mu do głowy- A czy ty widzisz przez te cudeńka co my robimy? Nie sadze...
 
Beriand jest offline  
Stary 02-12-2007, 18:43   #5
 
shadowdancer's Avatar
 
Obudził się. Straszliwie bolała go głowa.
-Co się stało? Gdzie jestem?
Rozejrzał się wokoło. Zobaczył wiele osób, a jakaś "miła" kobieta w szkarłatnej szacie przedstawiła ich sobie i powiedziała, że ich uprowadziła.
-Trochę to bez sensu, ale pomińmy ten fakt - rzekł z właściwym sobie ekscentrycznym stylem wypowiedzi - Tak w ogóle, Loono, to możesz chyba przepuścić panią. Usiądź, bo pewnie jeszcze się nie pozbierałaś po tym wszystkim. Jak pewnie każdy z nas... - ciągnął - Jak już zauważył Beriand, nie sądzę, żebyśmy byli specjalnie potężni, a przecież znacznie łatwiej byłoby kogoś nająć - nawet nas, skoro już musisz - ale nająć, nie porwać i zmusić do pracy. Założę się, że znalazłby się jakiś potężniejszy czarodziej, który zdjąłby to z nas, i cały twój trud na nic. To znaczy, że chyba ma być to ultimatum - albo albo. Nie mylę się? - po tych słowach wbił pytający wzrok w kobietę.
 
shadowdancer jest offline  
Stary 02-12-2007, 21:54   #6
 
Hawaii's Avatar
 
Przebudził się... Chwycił za głowę... Szybko rozejrzał... Wstał, zdecydowanym ruchem chwycił za rękojeść topora uwieszonego przy pasie, jednak nie wyciągnął broni, drugą skierował w stronę pleców gdzie uwieszona była duża, okrągła, drewniana tarcza z dwoma niewielkimi wycięciami naprzeciw siebie w kształcie liter U, idealne by bez problemy zasłaniając się tarczą móc atakować włócznią. Słuchając słów kobiety ostrożnie rozejrzał się po osobach uwięziony wraz z nim w tej niedoli. Słuchał w skupieniu nie przerywając, po czym pomyślał dlaczego ja? gdzie jestem? czyżby coś mi uciekła? Zabić? Poczekam... Wycofał ręce, poprawił łuk przewieszony przez ramie i ruszył...

Zbliżył się do Karrisa widząc magiczne sztuczki, które tak zręcznie mu wychodziły. Ucieszył się że ktoś poniekąd podziela jego zdanie, jednak szybko odpowiedział w jego kierunku:
- Nie znasz potęgi pięknych kobiet mówiąc takie dyrdymały - po czym uśmiechnął się przyjacielsko na znak drobnego żartu - Podzielam twoje zdanie, trzymajmy się razem, ale żadnych nakazów, nie na darmo nosze ten topór.
 
Hawaii jest offline  
Stary 02-12-2007, 22:25   #7
 
Gettor's Avatar
 
Kiedy wszyscy już otrząsnęli się z szoku, a Karris odkrył potężną magię otaczającą kobietę, i zalali Alishię lawiną pytań, ta uśmiechnęła się szeroko i zwróciła się do diablęcia.
- Co zrobię, pytasz? - nonszalancko odgarnęła swe włosy. - Obetnę mu jego zimną, martwą głowę i powieszę nad kominkiem wiedząc że ktoś go kochał. Może być?
Uwieńczeniem tej wypowiedzi był przenikliwy i wyzywający śmiech, który wyszedł z jej ust. Loona musiała się mocno powstrzymywać przed rzuceniem się na kobietę ([Rzut w Kostnicy: 1]), lecz jej się to nie udało.

Wrzeszcząc wniebogłosy mniszka rzuciła się na Alishię, lecz odkryła że nie może jej nawet drasnąć, bowiem jakieś pół metra od kobiety zatrzymało ją nieznane jej pole siłowe.

Na desperackie próby ataku Alishia jeszcze bardziej się roześmiała i zbliżyła swoją twarz do twarzy Loony i szepnęła jej do ucha:
- Jeśli mnie zawiedziesz sama zabiję tego twojego chłopaka. Co ty na to?
Nie czekając na odpowiedź odsunęła twarz i spojrzała na resztę, a raczej na Berianda.
- Nie tobie dane jest wiedzieć czy widzę co robicie, czy nie. Żyj w niepewności, bowiem jest ona najlepszym narzędziem do kontrolowania poddanych. No, może poza strachem.

Teraz Alishia zwróciła się do was wszystkich:
- Pozwólcie że sama zdecyduję ile jest w tym sensu, a jest go niemało. Być może jutro, kiedy wam wszystko dokładnie wyjaśnię, przyznacie mi rację. - mrugnęła do kapłana. - Jak na razie Karris wydaje się z was najbardziej rozsądny.

Uśmiechnęła się promiennie i wyszła z pokoju pozostawiając was samych ze swoimi wątpliwościami, spostrzeżeniami i ogniem w kominku trzeszczącym wesoło.
 
Gettor jest offline  
Stary 02-12-2007, 22:39   #8
 
dreamwalker's Avatar
 
Karris Quint

Karris popatrzył na nieokrzesanego Tribiana. ~Będą z nim kłopoty, chyba nie bardzo umie pohamować swojego gniewu. Ale nie szkodzi, i tacy są przydatni przy odpowiednim podejściu.~

Kobieta odeszła i zostali sami, Karris mając w pamięci krótki, acz węzłowaty, wywód Tribiana podszedł do tropiciela i wyciągnął prawicę. Prawicę nie podobna do kapłańskiej, rękę chłopa, której właściciel ciężko pracował żeby przeżyć, tak ciężko że nawet lata spędzone nad księgami nie zmazały tego piętna.
- Pozwól zatem, Tribianie, że zostaniemy przyjaciółmi. - twarz Karrisa wyrażała szczerość i otwartość, nikt nie mógł wątpić w to, że propozycja człowieka płynie ze szczerego serca. I tak w istocie było. Karris wolał mieć przyjaciół niż zastraszonych kompanów, brzydził się zastraszaniem, wolał spokojną dyskusję.
- Mam nadzieję, że razem dokonamy wielu wielkich czynów, tam gdzie pójdzie Twój topór, pójdę i ja aby nieść pomoc w Twojej walce. - i znów nieodparta szczerość. Kapłan przemawiał w prostych słowach aby zjednać sobie względy Tribiana. Widać było że zna się na ludziach.
 
__________________
Światło dzieli od ciemności
Czasem tylko mały krok -
Wskazać można tych z jasności,
Innych nadal skrywa mrok.

Ostatnio edytowane przez dreamwalker : 02-12-2007 o 22:41.
dreamwalker jest offline  
Stary 02-12-2007, 23:18   #9
 
Loona's Avatar
 
Po opuszczeniu pokju przez kobietę, opada na kolana w gescie totalnej rezygnacji. Widac, ze sie zalamala. Przez glowe przebiega jej tyle mysli, ze nawet ona nie mogla ich zrozumiec. Jedyna jasna myśl to bylo wspomnienie smiechu kobiety i ironicznego rechotu jej ojca, wzdrygnela sie na samą myśl o nim. Po czym rozejrzal sie po pomieszczeniu. Zdjęła bandaż ze swojej prawej dłoni i zawiązała na nadgrastku, po czym odezwała się tyli słowami:
-przepraszam, za swoj wybuch, jestem Loona Kross wojowniczka Kossuth'a. Zrozumcie mnie, z kazdym dnie moj przyjaciel jest coraz blizszy smierci i nie na rekę mi takieprzygody. Mam nadzieje, ze nie bedzie wam przeszkadzalo to iz jestem diableciem, mogę was zapewnic, ze nie mam zlych zamiarow. Chcialabym w was miec przyjaciól, a przynajmniej zaufanych towarzyszy. Gdybym nie musiala to uwierzcie mi-nie narzucalabym sie.
Po czym podnosi sie z ziemi zaklada kaptur, zasaniajac cala twarz i czeka jak zareaguja towarzysze. Po chwili jednak z uwagą obserwuje Karris'a.
 
Loona jest offline  
Stary 03-12-2007, 18:06   #10
 
Hawaii's Avatar
 
Tribian spokojnie popatrzył na kapłana i z uwagą słuchał jego słów. Bez oporów wyciągnął dłoń i na znak przyjaźni uścisnął mocno prawice Karrisa i odpowiedział:
- Może i nie jestem obyty w ludziach i waszych zwyczajach, ale szczerą mowa poznam wszędzie. Zatem ramie w ramie - poluzował uścisk i wycofał rękę, po czym spojrzał w stronę Diablęcia:
- Uspokój się... - powiedział powoli i delikatnie - Rozumiem cię, martwisz się o niego i masz powody... A twój wybuch gniewu aż mi się spodobał - uśmiechnął się - Jeszcze będzie czas i dorwiemy ją... jeszcze będzie czas...
 
Hawaii jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 19:49.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168