Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 25-02-2008, 16:13   #1
 
Kud*aty's Avatar
 
[D&D] Nowe Życie

Karczma „Pod Rogatym Bykiem” jak zwykle wypełniała się po brzegi w porze wieczornej. Strudzeni całodzienną pracą ludzie przychodzili do gospody by napić się chłodnego piwa, porozmawiać z przyjaciółmi czy posłuchać opowiadań bajarzy. Dziś jeden z nich miał opowiedzieć ciekawą historię.
- Lejcie koledzy miodu, lejcie! Związany mam języka a tylko dobry trunek może go rozwiązać! – krzyczał starszy mężczyzna o krótkich siwych włosach. Jego twarz pokryta licznymi zmarszczkami pozbawiona była jednego oka. Ponadto duży czerwony nos oraz zarumienione policzki wskazywały w czym ten człowiek lubował. Był dość dobrze zbudowany jak na osobę w tym wieku. Ubrany był w zwykłe chłopskie ubranie koloru zboża podczas żniw. Na jego głowie znajdował się słomiany kapelusz. Po chwili jednym haustem opróżnił gliniany pojemnik w który nalano mu alkoholu. Następnie wszedł na stół i ustawił się tak by widziała go cała karczma. Wkrótce przemówił:
- Panie i Panowie! Na gorące prośby moich ziomków pragnę przekazać wam pewną historię – mówił z uśmiechem na twarzy. W karczmie zrobiło się zupełnie cicho. Wszyscy znali tu Delausa i wiedzieli, że po odpowiedniej dawce trunku można spodziewać się od niego czegoś naprawdę ciekawego.
- 247 lat temu – zaczął niskim, gburowatym głosem – po świecie chodził chory psychicznie, aczkolwiek nieznany mag imieniem Bornulus. Czarodziej przesiąknięty złem, pychą oraz pogardą do wszystkiego co żywe. Podobnie jak my wszyscy chciał żyć wiecznie dlatego ukrył się w Górach Smoczego Grzbietu, gdzie stworzył swoje tajne laboratorium. Po wielu miesiącach ciężkiej pracy doszedł do wniosku, iż najlepiej będzie czerpać energię życiową z innych istot żywych. Gdy wszystkie badania dobiegły końca mag zabrał się do tworzenia przedmiotu, który by taką energię pozyskiwał. Chciał by ów przedmiot wyglądał dostojnie i by symbolizował jego władzę nad śmiercią więc postanowił zakląć berło. Całymi dniami siedział przy pracy by w końcowym efekcie stworzyć „Berło Śmierci”. Chodzą plotki, iż sam stał się ofiarą swojego berła, które poszukiwało bardziej potężnego i rozważnego właściciela…

***


Ciemny tunel, wielka komnata, jakiś przedmiot znajdujący się na podeście, twarz kobiety trzymającej ten przedmiot kilka sekund później, krzyk i ciemność…


***

Słońce odbijało się w kropelkach rosy osiadłych tam po porannej mgle. Na dziedziniec wbiegł dorodny jeleń by pochwali zniknąć w leśnej gęstwinie po drugiej stronie spłoszony szumem, za który odpowiadała przejeżdżająca właśnie tędy karawana kupiecka. Przed nią na jakieś 20-30m jechało dwóch zakapturzonych ludzi uważnie się rozglądając. Następnie ciągnęły wozy z towarem rozdzielone tylko dwoma pięknymi farbowanymi na błękit karetami. Cały orszak okrążony był przez dobrze uzbrojonych zbrojnych dosiadających koni. Gdzieś na jednym z wozów woźnica oraz młody chłopiec przygrywający na lutni śpiewali wesołą piosenkę, gdzie indziej strażnik podrywał ładną kobietę w prostych szatach świadczących od jej zniewoleniu.
Rzekłbyś normalna karawana, jednak w jej końcu coś wyraźnie przykuwało uwagę ludzi. Na dwóch wyłożonych sianem wozach leżała piątka dziwnych postaci. Na jednym z nich leżał elf, niziołek i gnom, natomiast na drugim człowiek oraz bardzo dziwna humanoidalna postać o oliwkowo-zielonej koloru sosnowych igieł skórze wyglądającej na drewnianą. Loki na głowie przypominały kawałki odpadającej młodej kory, można się było w niej dopatrzeć jakiegoś podobieństwa do człowieka.

Każde z was budzi się na wyłożonym sianem wozie. Wokół widzicie tylko las, część karawany oraz kilku ludzi przyglądającym się wam uważnie. Bardzo dokucza wam ból głowy oraz innych części ciała. Jesteście cali poobijani. W niektórych miejscach macie pozakładane opatrunki. Wasze ubrania są w bardzo kiepskim stanie (całe poobdzierane, ukorzone i w wielu miejscach dziurawe). Nie pamiętacie dosłownie nic odkąd się obudziliście. Nie macie nawet świadomości kim jesteście. Gdy dostrzeżono waszą pobudkę jeden z mężczyzn pośpieszył konia i po chwili znalazł się przy jednej z karet jadących po środku orszaku…
 
__________________
Nie-Kud*aty, ale ciągle z metalu...
Kud*aty jest offline  
Stary 25-02-2008, 18:32   #2
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Szczupły blondyn otworzył oczy. Usiłował się podnieść... I opadł na siano z cichym jękiem. Dopiero gdy oparł się o leżący obok niego pień zdołał usiąść. W głowie mu wirowało i dopiero po chwili zorientował się, że to, o co się opiera nie jest pieńkiem.
- O... Prze... przepraszam - powiedział.
Rozejrzał się dokoła. Ci, którzy mu się w tej chwili przyglądali, mogli dostrzec niewielką bliznę na lewym policzku. I cień niepewności w szarych oczach.
Las, wozy, karety... Nic mu to nie mówiło. Nie miał pojęcia, co robi na tym wozie. I dokąd jedzie. Prawdę mówiąc nie całkiem pamiętał, kim jest...
czuł się cały poobijany. Podniósł z pewnym trudem rękę i potarł czoło. Pamięci to nie przywróciło.
Spojrzał na swoje dość podniszczone szaty i opatrunek na lewej ręce.
A potem podniósł głowę.
- Czy ktoś mógłby mi powiedzieć, gdzie jesteśmy? - spytał cicho.
Chwilowo wolał się nie przyznawać do większych braków pamięci.
 

Ostatnio edytowane przez Kerm : 25-02-2008 o 18:35.
Kerm jest offline  
Stary 25-02-2008, 19:47   #3
 
Qumi's Avatar
 
Głęboko we śnie, głębiej niż podświadomość, tam gdzie chowają się byłe życia, poprzednie wcielenia, historia całej rasy przekazywana z duszy do duszy, tam teraz znajdował się Volodni. Cicho i ciemno, zamknięty we śnie, którego początku nie jest wstanie sobie przypomnieć. Obrazy bitwy, obrazy wojny, obrazy śmierci i popiołu oraz obraz przeistoczenia, aktu beznadziei i aktu odwagi. Zagubiony w myślach zrodzonych w tak dawnych czasach, że nie rozumienie nawet szeptów, głosów przodków mówiących w starożytnych języku.

Tu na dnie spoczął, osłonięty przed jaskrawym światłem wspomnień, ognia pochodni w bliżej nieokreślonym miejscu oraz ogniem sypiących się iskier po niebie podczas wojny, którą już tylko pamiętają demony i historycy. W tej ciemności poczuł zapach siana, zapach uschłego życia, które bezwolnie musiało oddać się w ręce tych, którzy je zasiali. Cóż to za ironia jest dla zboża, że ci którzy o nie dbali i je zasiali są stwórcami i wykonawcami ich śmierci. A mimo, tego tli się w nim jeszcze mała iskra, lecz jeśli się roznieci, pochłonie nie tylko tych swych stwórców i katów, lecz i siebie samą.

Członek sosnowego ludu powoli otworzył swe czarne jak głębia, w której niedawno jeszcze błądził, oczy. Spojrzał przed siebie, mrużąc oczy od jasnego słońca i obijających się promieniu od zbroi strażników. Obok niego leżał, a raczej budził się człowiek. Spojrzał dalej i zobaczył karawanę, zobaczy ludzi i strażników oraz grupę innych leżących podobnie jak on na sianie. Cofnął się lekko w tył czując zagrożenie, nie pamiętał co się stało, nie pamiętał gdzie był, a nawet wciąż oszołomiony nie pamiętał kim był.

Wiedział, że nie mógł uciec, choć wszystko wewnątrz niego,każdy nerw, każdy mięsień był gotów to zrobić. Tylko jego wciąż śnięte zmysły i rozum mu nie pozwalały- To pewna śmierć- mówiły głosem odległym i uporczywym, w tej chwili Volodni czuł jakby każda jego cząstka była kimś innym, zagubionym wśród wiru informacji, jakby wyzwoliły się spod panowania mózgu, nabrały samoświadomości, lecz wciąż związanie jakby przysięgą, nie mogły uciec.

Powoli stopniowo dochodził do siebie, coraz to kolejne cząstki jego osoby zlewały się w jedną istotę, w niego, kimkolwiek był. Gdy odzyskał nad sobą kontrolę i z niezadowoleniem stwierdził, że nie może rzeczywiście uciec usłyszał słowa człowiek, zadawał pytania, na które Volodni też chciał znać odpowiedź. Leżąc cicho, w pełni gotowości, jakby jego nadzorcy chcieli zrobić coś złego mu, aby uciec, choć jeśli nie to lepiej nie ryzykować, nie odezwał się słowem pozwalając aby inni, w tym człowiek zadawali pytania tak oczywiste, że wystarczy chwilę pomilczeń a odpowiedzi same zostaną nam dane.
 
Qumi jest offline  
Stary 25-02-2008, 19:48   #4
 
Bulny's Avatar
 
Potężnie zbudowany, jak na swoją rasę gnom, otworzył oczy. Gdy ujrzał przesuwające się po niebie chmury mrugnął i wstał ospale. Dopiero teraz pokazał się w całej okazałości. Muskularna sylwetka, groźne oczy, długie włosy, oraz broda wskazywałby bardziej na mieszaninę krasnoluda i gnoma, aniżeli na "czystego" przedstawiciela małej rasy.

Głowa bolała go jak po piątym kuflu krasnoludzkiego browaru, lecz nie przypominał sobie, by coś pił. Ba... Żeby tak przypominał sobie cokolwiek. Nic. Kompletna pustka w głowie, jakby ktoś wyczyścił jego myśli. Mężczyzna szybkim gestem ręki przeczesał ciemne, spływające na jego plecy włosy i rozejrzał się wokół.

Sądząc po karetach jadących środkiem pewnie wiezie nas ktoś możny. Czyżby jako sługi? Tylko cóż ja takiego potrafię, czym mógłbym go zadowolić - pomyślał. Po chwili jego wzrok zatrzymał się na wstającym blondynie. Przez chwilę patrzył na niego jakby jego mózg miał jeszcze problemy z przetworzeniem informacji, po czym mrugnął robiąc poważną minę.

- Eee... Jeśli można mnie oświecić. Gdzie, do cholery, jedziemy? I przyłączam się do pytania kolegi. - powiedział nieco zirytowanym głosem, z którego na kilometr dało się wyczuć nieuzasadnioną złość. Po chwili zapytał wstającego na drugim wozie towarzysza niedoli:
- Hej chłopcze! - rzekł - Może ty wiesz, co ja i moje nieskromne cztery litery robimy na tym wozie?
Mina chłopaka wystarczyła mu za odpowiedź. On też nic nie wiedział. No to przynajmniej gnom nie był sam. Po chwili do jego zbolałej głowy wpadł jakże genialny pomysł.

- Panie strażnik - Krzyknął do jednego z konnych. Gdy ten się odwrócił gnom dodał - Tak ty... Podjedź no, bo mam z Tobą do pogadania.
 
__________________
"Gdy Ci obcych ludzi trzech mówi że jesteś pijany to idź spać" - Stare żydowskie przysłowie ;)
Bulny jest offline  
Stary 25-02-2008, 21:10   #5
 
Verax's Avatar
 
<stuk>...<stuk>
Koła wozu powoli się toczyły po nierównej drodze, a w nozdrza niewielkiej istoty, jaką był niziołek, uderzył oszałamiający zapach siana, którego tak niegdyś nienawidził, teraz siano wydało mu się jak królewskie łoże. Potrząsnął głową, uświadomił sobie, że nie może sobie niczego przypomnieć.
Powoli otworzył oczy, oślepiło go światło, ale po chwili widział już normalnie, gdy leżał sobie wcześniej, słyszał jakieś głosy, ale za nic nie mógł sobie przypomnieć ich znaczenia.
Usiadł sobie, przetarł ręką swą twarz, może dlatego, by upewnić się jak wygląda, był mężczyzną, o brązowych włosach do ramion, jedne z kosmyków z przodu głowy był nieco dłuższy, widać, był niegdyś nonszalancką ozdobą twarzy, broda okalała jego usta. Teraz rozejrzał się, zmęczonymi niebieskimi oczami po okolicy, dostrzegł inne istoty jadące razem z nim:
-Ooo, witam! Nazywam się...- tak niegdyś rozpoczynał dialog, ale język stanął mu w gardle- Przepraszam, wiecie może, jak mam na imię?- Uśmiechnął się swym szerokim uśmiechem do towarzyszy podróży.
-Doprawdy, nie pamiętam skąd się tu wziąłem, prawie jak...- chciał zagaić historyjką, jak zwykle zmyśloną i mocno ubarwioną, ale na prędce nic z jego życia nie przychodziło mu do głowy, co byłoby warte opowiedzenia.
Zamilkł, bo właśnie nadjeżdżał strażnik na swym koniu, bynajmniej tak myślał, że to strażnik, nie wiedział skąd, ale poczuł obawę przed tą personą, jakby kiedyś miał z nimi do czynienia.
 

Ostatnio edytowane przez Verax : 03-04-2008 o 16:32.
Verax jest offline  
Stary 25-02-2008, 21:11   #6
 
Blady's Avatar
 
Ciemność...
Cały czas ciemność...
Nagle przebłysk zielonego światła... No i znowu ciemność...
Po chwili z bezkresnej ciemności zaczęło się wyłaniać coraz więcej zielonego światła.
Leżał tak prawie przez całą wieczność, wśród zielonych świateł.
Niespodziewanie poczuł Mocne ukłucie na policzku... Po chwili kolejne... i kolejne...
Zielone światełka w ciemności zaczęły powoli formować się w gałęzie drzew. Ujrzał kruka siedzącego mu na piersiach. Otworzył szybko szeroko oczy. Ujrzał jakiś marny wóz z gnomem i niziołkiem leżącym na sianie. Wyglądali jak by się dopiero co obudzili.
Już chciał usiąść lecz kończyny odmówiły mu posłuszeństwa.
Już chciał zadać oczywiste pytanie postacią siedzącym na sianie lecz tym razem poczuł jak gorąca krew wypływa mu z ust. Poczuł że to co pozostało mu z języka obficie krwawi.

Po chwili w swojej głowie usłyszał już znajomy skądś głos.
O panie! Wreszcie cię znalazłem!
Co ja tu w ogóle robie! - pomyślał

Nagle przed oczami zrobiło się czarno. Pojawiły się znowu zielone światła i leżące w różnych postawach zwłoki ludzi. Na każdym truchle siedział kruk skubiący mięso. Wtedy zrozumiał. W jego głowie mówił do niego kruk Vaxtor. Ponadgryzane zwłoki tych biednych ludzi to jego ofiary. Dopiero niedawno zrozumiał że nie wszyscy ludzie są tacy jak zabójcy jego rodziny lecz nadal czuł głęboką odrazę do tej rasy.

Przed oczami znów pojawił się czarny niczym smoła kruk i dwie małe postacie leżące na słomie.
Mój panie znalazłem Cię niedawno!
Tym razem całą siłę tkwiącą w jego ciele pchnął w ręce i podniósł się na nich z ogromnym bólem. Kruk pofrunął do góry i usiadł na jego ramieniu. Teraz wszyscy na około mogli zobaczyć że jest pozbawiony nosa, a z jego ust spływają stróżki krwi.
Obejrzał się w około. W drugim podobnym wozie ujrzał postać przypominającą drzewo i człowieka do którego od razu poczuł odrazę. Dopiero po kilku dostrzegł że obdarte z szat postacie z obu wozów są chronione przez uzbrojonych strażników, jak więźniowie. Strażnikami byli oczywiście ludzie. Od razu wiedział że żadna z ras uznanych za mądrzejszych od orków nie dokonała by czegoś takiego. Wezbrał w nim gniew, lecz nie pamiętał żadnej magicznej formułki która mogła by wyładować jego złość na tych którzy go więźnia.

Przypomniał sobie o więzi z Vaxtorem i wydał mu polecenie które było niezbędne do porozumiewania się z innymi żywymi istotami - Mów!

Dziób Kruka siedzącego na ramieniu powoli się otworzył i wypłyneły z niego słowa podobne do krakania:
- Mój Pan pyta się wielmożnych panów czy wiedzą co się tu dzieje?
 
Blady jest offline  
Stary 27-02-2008, 21:10   #7
 
Kud*aty's Avatar
 
Stukot końskich kopyt oraz dźwięk wydawany przez poruszające się wozy powoli wzmagał ból waszych głów. Ciężko było się wam podnieść z siana, które dla waszego wymęczonego ciała było niczym rajskie łoże. Strażnicy wokoło przyglądali wam się uważnie jednak nie wykonywali żadnych działań mających was od czegoś powstrzymać. Gdy wasze umysły otrzeźwiały jeden z konnych zaczął odpowiadać na wasze pytania:

- Co wy tu robicie? No... mieliście lekki wypadek, nie? Lepiej dziękujcie Bogom za to że stary Ben znajdował się w pobliżu, a raczej że mówiono mu o was Blaukfurt. Gdyby nie to pewnie już byłbym w domu, ale czego się nie zrobi, aby spotkać tak sławne w tych regionach osobistości - tu uśmiechnął się do was i ściszając głos rzekł - Chodzą słuchy, że przed wyruszeniem tutaj pokonaliście dwa czerwone smoki w okolicach Smoczego Wybrzeża. Czy to prawda?

Człowiek pewnie dalej gadałby bez umiaru lecz na widok zbrojnego powracającego właśnie od karet zamilkł zupełnie i wyprostował się. Po chwili przybysz znajdował się już przy waszych wozach. Przez ramię przerzuconą miał pokaźną torbę. Przybrawszy poważną minę powiedział:

- Witam Panów. sir Benthed Tigkilor pragnie za waszym pozwoleństwem rozmawiać z waszmościami. Za około pięć minut dobrniemy do małego jeziorka i tam zrobimy postój podczas którego Panowie zażyjecie kąpieli oraz zmienicie przyodziewek. Tutaj - wskazał na torbę którą właśnie kładł na jednym z waszych wozów - znajdziecie ubranie oraz środki higieniczne. Wasze rany zostały już opatrzone niemniej jednak trzeba będzie to zrobić ponownie, ale to już po kąpieli. Przyjdzie do was lekarz zrobi co będzie trzeba i zaprowadzi na obiad, który spożyjecie razem z sir Tigkilor. A teraz Panowie wybaczą, mam jeszcze dużo obowiązków, które muszę wykonać.

Zbrojny odjechał w nienagannej pozycji wydając rozkazy poszczególnym strażom. Konny który wcześniej z wami rozmawiał przemówił ponownie:

- Wam to dobrze, przynajmniej zjecie coś dobrego.

Istotnie po paru minutach dojechaliście do małego jeziorka otoczonego z jednej strony gęstwiną krzaków a z drugiej już drzewami wszechobecnego lasu. Słońce zaczęło wam doskwierać. Wiadomość o waszym rozbudzeniu rozeszła się po całej karawanie i ku waszemu zdziwieniu wywołała lekkie poruszenie. Ludzie z wozów przed i za wychylali głowy, aby się wam lepiej przyjrzeć. Karawana stanęła. Ludzie poczęli zsiadać z koni, wozów i zbijać sie w małe grupki śmiejąc się i sycąc. Konny ponownie do was zagadał:

- Tu chyba nie ma ręczników... Przynieść wam? - mówiąc to cały czas się uśmiechał
 
__________________
Nie-Kud*aty, ale ciągle z metalu...

Ostatnio edytowane przez Kud*aty : 27-02-2008 o 21:11. Powód: Mały błąd
Kud*aty jest offline  
Stary 27-02-2008, 21:33   #8
 
Verax's Avatar
 
-Ja, Cię! Gadający kruk! A to ci, heca!- Spojrzał na właściciela kruka- Domyślam się, że Ty jesteś tym "Panem", no to, wiesz postawiłeś dobre pytanie, sam chciałbym na nie znać odpowiedź.- Roześmiał się, ale gdy tylko to zrobił ból w całym ciele dał o sobie znać, zasyczał z bólu.
Wtem na ich pytania zaczął spokojnie, wręcz z satysfakcją odpowiadać woźnica:
- Witaj, mówisz, że mieliśmy upadek... taaaa i pokonaliśmy dwa czerwone smoki?!- Już chciał wyśmiać nadawcę słów, ale przypomniał sobie o skutkach tego czynu i pomyślał Hmmm w sumie, skoro jesteśmy tu bohaterami to można się nieźle zabawić Szczery uśmiech pojawił się na twarzy niziołka Mam nadzieję, że moi towarzysze pomyślą to co Ja
Eeee, no jasne, że pokonaliśmy te maszkary, prawda drużyno?- Spojrzał wymownie na towarzyszy przewózki - No i dzięki Ben za pomoc naprawdę jesteś nieoceniony.
W tym momencie podjechał strażnik, niekontrolowany niepokój ścisnął żółądek niziołka, lecz wysłuchał słów strażnika starając się zachowywać jak na bohatera przystało:
-Witaj, chętnie pomówimy z tym sir... Tigikilorem, a z kąpieli chętnie skorzystamy. Gdy mówił o lekarzu, niziołek spojrzał na swoje ciało, które nie było w najlepszej formie Rzeczywiście, lekarz to się przyda... pomyślał.
Ludzie z karawany zaczęli od tego momentu przypatrywać się przybyszom siedzącym na wozie:
- Nie czujecie się trochę skrępowani? Nie lubię, gdy tylu ludzi patrzy na mnie, to mnie w pewien sposób ogranicza... W tym momencie spojrzał na jakiegoś parobka, który bezczelnie się na niego gapił, niziołek przybrał taki wyraz twarzy, by odpędzić wzrok ciekawskiego, lecz z czasem okazało się, to daremnym trudem, bo coraz więcej osób, skupiało na nich swoją uwagę
- No to jesteśmy, w końcu kąpiel i jadło. Aaaaa o tym marzyłem, no to zeskakujemy Niziołek w miarę możliwości się podniósł i zszedł z wozu, by zażyć upragnionej kąpieli.
 

Ostatnio edytowane przez Verax : 03-04-2008 o 16:32.
Verax jest offline  
Stary 27-02-2008, 21:49   #9
 
Blady's Avatar
 
Drax bez rządnego ruchu siedział na wozie. Każdy obserwujący tą dziwną postać mógł pomyśleć że to nie żywy elf lecz kamienny, mistrzowsko wykonany posąg. Wyglądał tak, jak by całkowicie wyłączył nie tylko swoje ciało ale i umysł. Czarny kruk cały czas siedział obok niego.

Gdy karawana się zatrzymała Drax powoli podniósł się na nogi i powoli z Vaxtorem na ramieniu poszedł się umyć w jeziorze, przedtem wybierając sobie czarne szaty z torby. Wszedł do jeziora od strony zarośli i tam też się ubrał.
Po odzianiu się w nowe szaty, podszedł do medyka aby opatrzył mu rany a potem samotnie poszedł na obiad.
 
Blady jest offline  
Stary 27-02-2008, 22:12   #10
Administrator
 
Kerm's Avatar
 
Z niedowierzaniem spojrzał na konnego.
Czerwone smoki?
Miał niejasne pojęcie, sam nie wiedział skąd, jak wygląda czerwony smok, ale...
Chyba bym coś takiego pamiętał - przemknęło mu przez głowę.
Wolał się nie odzywać, by nie palnąć czegoś niemądrego. Dopóki nie przypomni sobie wszystkiego wolał mówić jak najmniej. Miał wrażenie, ze inaczej będą traktować bohaterów, a inaczej bezimiennych włóczęgów.
Zanim zdążył cokolwiek wymyślić nadjechał zbrojny z pozdrowieniami.
- Podziękuj, proszę, sir Benthedowi w naszym imieniu - zdawało mu się, że tak powinna wyglądać kulturalna odpowiedź.
Ciągle nie wiedział, czemu są traktowani jak ważne persony. Równie dobrze sir Benthed mógł chcieć ich wykorzystać do swoich celów, ale jakich? Nie miał pojęcia...
Wśród przyniesionych rzeczy znalazł przypominające te, które miał na sobie. Zostawił sobie jedynie pas z ładną klamrą, dziwnie cały w porównaniu z resztą rzeczy.
Podobnie jak inni zabrał rzeczy i poszedł w stronę jeziorka.
Nie zwracając uwagi na gapiów umył się, skorzystał z ręcznika, przyniesionego przez usłużnego konnego, a potem przebrał w czyste rzeczy.
- Gdzie jest ten lekarz - spytał, a potem poszedł we wskazanym kierunku.
 
Kerm jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:37.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168