Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 18-08-2008, 17:22   #1
 
maciek.bz's Avatar
 
[Dnd 3.5] Księga i krew

Bliżej nieokreślona lokacja


Mężczyzna ubrany w długie, czarne szaty poruszał się szybkim krokiem. Magiczne pochodnie zawieszone na ścianach oświetlały korytarz, którym szedł. Tuż za nim dreptały dwa niskie humanoidalne stworzenia. Były podobne do niziołków, ale równocześnie.. inne. Kły powszczepiane w nos i uszy, długie, poskręcane włosy, umięśnione ciało. Jakaś dziwna odmiana niziołków. W korytarzu wszędzie wokół pełno było kurzu i odpadków, znalazły by się nawet czaszki. Nie była to przyjemna okolica. Szli w kierunku grubych, starych, zdobionych drzwi. Mężczyzna mruknął coś pod nosem i z jego rąk wyleciała srebrzysta nić, która po kontakcie z zamkiem otwarła drzwi. Za nimi znajdowało się pomieszczenie. Panowała tu zupełna ciemność, ale kula światła przywołana przez mężczyznę rozproszyła ją natychmiast. Była to mała komnata, której umeblowanie nie odbiegało od tych standardowych w Krainach- łóżko, szafka i ... biblioteczka, która jakby tu nie pasowała. Biblioteczki posiadają raczej bogaci ludzie, a była ona w zwykłym pokoju w podziemiach. Mężczyzna uśmiechnął się i podszedł do niej. „Niziołki” zostały posłusznie przy drzwiach. Po kolei brał każdą książkę osobno do ręki, czytał tytuł i odkładał. Zrezygnowany poszedł w kierunku szafki, ale tam również nie znalazł nic, co by go interesowało. Spojrzał na łóżko. Znajdował się tam szkielet, do którego kości przylegały jeszcze pojedyncze fałdy skóry. W ręce natomiast szkielet ściskał księgę. Księga oprawiona w farbowaną na czarno skórę i z rubinem pośrodku okładki przezentowała się naprawdę świetnie, gdyby nie to, że wokół niej była jakaś złowroga aura. Księga cuchnęła złem. Mężczyzna powoli wyciągnął drżącą rękę w jej stronę...



* * *


Wioska Skyend


Księżyc już dawno świecił na niebie, pośród gwiazd. Drzewa szumiały na delikatnym wietrze, a leśne stworzenia budziły się do życia. Coran, osiemnastoletni chłopak o widocznym już zaroście biegł ścieżyną przez las. Jego ojcem był Roar, myśliwy wioski. Kilka godzin temu Coran poważnie pokłócił się z ojcem i wyleciał jak strzała z domu nic nie mówiąc. A poszło, jak już nie pierwszy raz o przygodę. Coran pragnął być poszukiwaczem przygód, chciał ratować piękne księżniczki, walczyć ze smokami i znajdować wspaniałe skarby. Teraz jednak biegł. Nagle poczuł, że coś krępuje jego nogę i runął jak długi.
-Pieprzony krzak. - mruknął pod nosem i zabrał się do rozplątywania.
Nagle przestał jednak, bo usłyszał jakiś dźwięk, pochodzący gdzieś z głębi lasu.
Przestraszony, ale też równocześnie zaciekawiony wyjął swój własnoręcznie zrobiony łuk i strzałę i zaczął się skradać w kierunku, z którego dochodził dźwięk. Skradał się tak przez jakiś czas, aż w końcu dostrzegł swój cel.
Na środku polany paliło się wielkie ognisko. Dookoła niego w dzikim tańcu humanoidalne istoty. Z początku można je było wziąć za gobliny, ale to były niziołki. Niziołki, ale odziane tylko w przepaski na biodra i naszyjniki z jakiś kłów tańczyły śpiewając jakąś pieśń. Nagle Coran dostrzegł coś jeszcze. Na drugim końcu polany mężczyzna ubrany w czarne szaty, trzymający w ręku jakąś księgę patrzył się... wprost na niego. Coran dostrzegł tylko błysk światła, później stracił przytomność...



* * *


"Złamane Ostrze", Nashkel

Gospoda "Złamane Ostrze" to największy tego typu przybytek w Nashkel. Jest to piętrowy budynek zbudowany z kamienia i pokryty drewnem. Przy drzwiach dumnie zwisa szyld, na którym widnieje dość pokracznie namalowany złamany miecz. Wnętrze prezentuje się całkiem nieźle. Drewniana podłoga, kilka stolików, bar, schody na górę, kuchnia i pokój spotkań stanowią typowe wyposażenie karczm w Krainach. Właścicielem przybytku jest Milo- wiecznie uśmiechnięty niziołek, który posiada przepaskę na oku, podobno to efekt jego burzliwej przeszłości, ale to tylko plotki. W kuchni wspaniałe potrawy przygotowują, jego żona, Lisa i trzech innych niziołków. Kelnerami są za to dwie ludzkie dziewczyny, całkiem ładne. Za porządek odpowiada półork o wdzięcznym imieniu Groght. W gospodzie można dostać wszelakie jadła i napitki, słynie ona jednak z piwa, które sam wytwarza Milo. Na piętrze znajduje się sześć pokoi gościnnych.


* * *



Drzwi gospody „Złamane Ostrze” otworzyły się. Wszedł do niej postawny mężczyzna w kolczudze i z wielkim mieczem na plecach. Wyglądał na około trzydziestu lat. Jego twarz zdobiły długie, idealnie równe wąsy. Rozejrzał się po zgromadzonych w sali. Grupa krasnoludów, kilku miejscowe pijaczyny, i tak, właśnie. Przy dużym stole siedziała grupa awanturników. Najwyraźniej przyszli oni w sprawie ogłoszenia, które od kilku dni widniało na drzwiach gospody.

Uwaga!

Wynajmę poszukiwaczy przygód w sprawie problemów ze wzmożoną aktywnością potworów w wiosce Skyend na zachodzie.
Więcej informacji każdego wieczora u kapitana straży miejskiej. Duża nagroda.



Johnn Rapret, kapitan straży miejskiej w Nashkel


Wąsaty kapitan straży miejskiej podszedł do grupy awanturników i rzekł tubalnym głosem:
-Witajcie! Jest mi bardzo miło, że ktokolwiek się pojawił. Prawdę mówiąc nie spodziewałem się, że ktokolwiek się zjawi. O poszukiwaczy przygód w dzisiejszych czasach naprawdę ciężko. Przechodząc do sedna sprawy, to wójt wioski Skyend na zachód stąd przez posłańca przedstawił mi ją niezbyt jasno. Wiem tylko, że znikają ludzie. Ich trupy są odnaidywane parę dni później, ale... kości są roztrzaskane lub obgryzione, wszędzie wokół ofiary czuć zło... Mieszkańcy boją się wychodzić z domów. Z tego co wiem jest na razie sześć ofiar, ale ta liczba może z każdą stroną rosnąć. Uznałem, że coś z tym trzeba zrobić, dlatego dałem to właśnie ogłoszenie. Nagroda to 500 sz, 100 płatne z góry.


* * *

Molly

Droga do Nashkel minęła bez problemu. W końcu problemem trudno nazwać starca, którego chlasnęłaś batem po twarzy za to, że ośmielił się złapać cię za łydkę prosząc o kilka monet. Samo miasteczko nie zrobiło na tobie żadnego wrażenia, chociaż od długiego czasu nie miałaś dłuższego kontaktu z cywilizacją. Przyszłaś tu właściwie tylko się rozejrzeć, lecz twoją uwagę przykuło ogłoszenie. Z czystej ciekawości udałaś się na miejsce "spotkania" w gospodzie "Złamane Ostrze". Od razu po wejściu zwróciłaś uwagę na jedną z kelnerek, była naprawdę ładna. Usiadłaś przy stoliku, po chwili dołączyło się do ciebie kilka osób. Najwyraźniej nie tylko ciebie zainteresowało ogłoszenie. Kapitan straży zwrócił twoją uwagę szczególnie wielkimi wąsami, które niezbyt ci się podobały, ale wysłuchałaś tego, co miał do powiedzenia. Brzmiało to interesująco, znikający ludzie, obgryzione kości. Uśmiechnęłaś się i oblizałaś usta jednocześnie poprawiając swój wspaniałej roboty miecz.


Vanyred

Podczas podróży zauważyłeś, że ktoś cię śledzi. Zważając na twoją przeszłość nie było by to zbyt miłe spotkanie, ale wiedziałeś, że prędzej, czy później się odbędzie. Kilka razy mignęła ci sylwetka postaci pośród drzew, ale nie zważając na to tylko przyspieszałeś kroku. Jeżeli doszło by do spotkania, lepiej by było, żeby odbyło się w miejscu, gdzie jest więcej ludzi, a może i nawet straż miejska. Miasteczko Nashkel było całkiem niedaleko. Po paru godzinach drogi, wraz ze swoim chowańcem - wierną łasiczką Tsu-tjin stanęliście przed bramą wejściową miasteczka. Od razu swe kroki skierowałeś do gospody, a, że "Złamane Ostrze" było najbliżej, tam też się udałeś. Twoją uwagę zwróciło ogłoszenie, w którym mowa o jakiś problemach z potworami. Nie zaciekawiło cię to szczególnie, ale zawsze lepiej podróżować w kilka osób. Całe szczęście, oprócz ciebie zgłosiło się kilka osób. Twój prześladowca również wszedł do gospody. Udało ci się zobaczyć, że również był elfem. Spod fałdów jego płaszcza mignął ci blask miecza. Elf usiadł jednak przy stoliku na końcu. Cały czas jednak bacznie się na ciebie patrzył.


Xsang-Tsu

Zgodnie z ostatnim poleceniem mistrza udałeś się do Nashkel. Droga była daleka, ale po kilka dniach stanąłeś przed bramami miasta. W tak małym miasteczku nie było raczej zorganizowanej gildii zabójców, czy złodziei, ale od zielarki usłyszałeś o pewnym mnichu, a raczej byłym mnichu, bo podobno wyklętym z zakonu, który mieszka w niedalekiej wiosce Skyend. Już miałeś iść w tamtą stronę, gdy w oczy rzuciło ci się ogłoszenie. Ktoś szukał poszukiwaczy przygód, w związku z problemami... właśnie w Skyend. Zaciekawiony udałeś się do gospody "Złamane Ostrze" na miejsce spotkania. Znikali ludzie. Postanowiłeś przyłączyć się do grupy, która również odpowiedziała na ogłoszenie.


Magnus Pether

Oj ciężko o zarobek w Nashkel. Przez tydzień nie udało ci się sprzedać choćby jednego zwoju, czy eliksiru. Dodatkowo było tu strasznie nudno, a ty w końcu nie przywykłeś do nudy. Twój kruk, Melphion również zrobił się markotny. A że sakiewka stawała się coraz chudsza, postanowiłeś złapać się jakiegoś zajęcia. Nocowałeś w gospodzie "Złamane Ostrze" i tam również znalazłeś interesujące cię ogłoszenie. Niestety przy stoliku obok siedziała ta sama grupa krasnoludów, z którymi miałeś wczoraj znaczny zatarg. Krasnale uśmiechały się wrednie w twoją stronę. Jeden z nich właśnie do ciebie podchodził, gdy drzwi gospody otworzyły się i stanął w nich komendant straży miejskiej. Wyjaśnił sprawę ogłoszenia dokładniej, choć też nieco zbyt ogólnie. Sama sprawa średnio cię zainteresowała, ale coraz chudsza sakiewka i wredne uśmiechy krasnoludów pomagały podjąć decyzję.


Alvin deMaus

A więc w końcu Nashkel. Właściwie ominął byś to miasteczko, gdyby nie fakt, że wreszcie ktoś z Gildii Kolekcjonerów się z tobą skontaktował. Było by bardzo ciekawą perspektywą zostać jej członkiem. Aby to uczynić musisz oczywiście dowieść najpierw swej lojalności i pokazać, że naprawdę się do tego nadajesz. Otóż Gildię zainteresował problem znikających ludzi w wiosce Skyend, niedaleko stąd i chcieli by, aby ktoś to zbadał i zrelacjonował co też się tam dzieje. Na tym właśnie polega twoje wstępne zadanie. Ogłoszenie o problemach znalazłeś dość szybko i zgodnie z jego treścią udałeś się do "Złamanego Ostrza". O dziwo, nie tylko ty zainteresowałeś się tą sprawą, bo oprócz ciebie przyszło jeszcze kilka osób. Z tego, co usłyszałeś od komendanta straży miejskiej, zapowiadało się ciekawie...






[w pierwszym poście dobrym rozwiązaniem było by przedstawienie swoich postaci ]
 
maciek.bz jest offline  
Stary 20-08-2008, 17:46   #2
 
Wissereth's Avatar
 
Vanyred

~Poluja na nas bracie.~ przesłana przez jego towarzyszkę myśl potwierdziła obawy elfa.
~ Wiem siostrzyczko, czy wyczułaś ilu ich jest? Ja znalazłem tylko jednego.~ łasiczka zmieniła pozycje przemieszczając się z jego ramienia na zawinięty na plecaku śpiwór układając się na płask jak na gałęzi, sprawiając wrażenie zainteresowanej tylko wygrzewaniem się na słońcu
~Nie, tylko jeden zapach, ale on jest z twojego rodzaju bracie, może inni idą za nim?~ ~Możliwe, cóż gdyby chciał nas zabić wystarczyłaby kusza i zatruty bełt posłany znienacka.~ Oczywiście lepiej będzie jeśli znajdziemy się gdzieś gdzie będzie mu trudniej wprowadzić w życie swoje plany jakiekolwiek by nie były, pomyślał mag przyspieszając kroku.
Po dojściu do miasta Vanyred skierował sie w stronę gospody, kontem oka zauważył nazwę „Złamane ostrze”. W środku zamówił wino i posiłek oraz kawałek mięsa dla Tsu tjin swego chowańca. Wybrał wolne miejsce przy stole, nieopodal grupa krasnoludów najwyraźniej radowała się po dniu pracy przy kuflach. Zauważył że śledzący go osobnik wybrał miejsce oddalone od niego jednak cały czas miał go na oku.
~Albo ma zwrócić moją uwagę na siebie żebym nie zauważył napastnika, albo jest koszmarnie niedoszkolony... Równie dobrze może być tylko posłańcem albo pomylił mnie z kimś innym. No cóż jeżeli będzie się tylko gapił to nie ma powodu do obaw a jeśli spróbuje czegoś niemiłego to zobaczy jak niemiły ja potrafię być.~ Młody mag nie miał zamiaru przejmować się śledzącym go elfem gdyż wiedział że w każdym momencie mógł go zgubić. Jego uwagę zwróciło ogłoszenie kapitana straży miejskiej nie potrzebował może złota ale miło było czuć odrobinę większy ciężar w sakiewce. A poza tym najprawdopodobniej w grę wchodziły gobliny lub jakaś większa bestia atakująca stada. Takie myśli przeleciały przez głowę magowi gdy czytał treść ogłoszenia.
Jedząc spokojnie gulasz i polecając śledzącego go elfa uwadze bardzo objedzonej łasicy, Vanyred zauważył że przy wybranym przez niego stoliku zbiera się grupa najwyraźniej również udająca się do Skyend.
~Czyżby karczmarz ich tu kierował? A może wyglądam na obcego i dlatego się tu przysiedli?~ pomyślał elf, w tym momencie do karczmy wszedł mężczyzna jak się okazało kapitan tutejszej straży który wyjaśnił im mniej więcej jakie czeka ich zadanie.
~No świetnie, najwyraźniej coś paskudnego zagnieździło się kolo wioski, ale czemu atakuje ludzi, chyba łatwiej byłoby napadać na zwierzęta gospodarcze?~Ta myśl uruchomiła lawinę domysłów w głowie maga, możliwe że w grę wchodził jakiś rodzaj nieumarłych np. Ghul, albo jakieś wynaturzone stworzenie... zostawała jeszcze opcja plugawych rytuałów w wykonaniu kogoś ze społeczności wioski albo okolicznych humanoidów.
-Czy możesz nam panie opowiedzieć o tej wiosce i otaczających ją terenach? Jakieś plemiona humanoidów, ruiny, stare krypty lub nekropolie?-zapytał cichym głosem elf.
-Ach proszę o wybaczenie, jestem mag Vanyred N`althis podróżowałem do Athakli z Berdusk szlakiem Uldoona i zauważyłem że potrzeba wam kogoś do wyjaśnienia kłopotów w Skyend. Przyznaje, że sytuacja mnie ciekawi a ponieważ i tak szukałem pracy mogę się podjąć tego zadania. Jeżeli więc można pragnąłbym dowiedzieć się więcej o tej wiosce.-To rzekłszy elf zamilkł słuchając co powiedzą inni siedzący przy stole.
 
Wissereth jest offline  
Stary 20-08-2008, 22:35   #3
 
Pamelson's Avatar
 
Była pochmurna noc, drogą podążał samotny mężczyzna, miał on długie blond włosy związane w warkocz sięgający do pasa a w świetle księżyca coś w nich mieniło się metalicznie, były to metalowe ostre koraliki powplątywane we włosy. Człowiek ten był wysoki i szczupły ale dobrze zbudowany, jego mięśnie było widać przez białą koszule zapiętą do połowy. Miał też na sobie ciemnozielone spodnie, skórzane sandały i plecak a obok niego zawieszony podłużny pakunek. Po trzech godzinach marszu dotarł do bram Nashkel. Była późna noc a mimo to ulice nie były opustoszałe, Xsang-Tsu skręcił do pierwszej otwartej chaty jaką zobaczył. Znalazł się w niewielkim dusznym pomieszczeniu, na przeciw niego znajdowała się drewniana lada a za nią kobieta o zaokrąglonych kształtach, podszedł bliżej i ujrzał, iż kobieta ta jest gnomem który stoi na stołku. "Witam, nazywam się Rozmarynka, czym mogę służyć? odezwała się sprzedawczyni. Xsang-Tsu spuścił głowę tak aby patrzeć się na gnomę "Szukam człowieka. Zabójcy." Odpowiedział cicho. "Wyjdź natychmiast, bo zawołam straż. Nie zadaje się z kryminalistami." Wrzasnęła zielarka. "Spokojnie, źle mnie zrozumiałaś, nie chcę go wynająć, prawdopodobnie jest to mnich. Wiesz coś o tym?" Uspokoił ją mnich. Rozmarynka uspokoiła się i poluźniła rękę na drewnianej pałce którą trzymała pod ladą, po zaczęła mówić: W mieście nie ma zabójców a tym bardziej zabójców-mnichów, ale w Skyend jest podobno jakiś upadły mnich który zhańbił klasztor. Kiedy wyjdziesz z miasta skręć w prawo." Xsang-Tsu obrócił się i wyszedł, słysząc za sobą wykrzykującą jakieś obelgi sprzedawczyni. Już miał wychodzić z miasta gdy w oczy rzuciło mu się ogłoszenie a w nim napis "Skyend" podszedł więc i przeczytał go dokładniej, chodziło o jakieś potwory porywające ludzi i takie tam, innymi słowy nic dla niego nadzwyczajnego, ale pomyślał jednak, że dodatkowe fundusze mogły by się przydać, a przy okazji poszuka zabójcy mistrza. Wstąpił więc do karczmy "Złamane ostrze" w którym można było dowiedzieć się więcej na ten temat. W środku było pełno ludzi, krasnoludów, gnomów i innych którzy raczyli się trunkami po ciężkim dniu, podszedł do baru i zamówił piwo pytając się o ogłoszenie. Barman nalał mu piwa i wskazując na samotnego elfa jedzącego zupę powiedział "Czekaj razem z nim." Xsang-Tsu przysiadł się do elfa na którego ramieniu wylegiwała się łasica, patrząc się na nią w milczeniu pił piwo. Po chwili do ich stolika dosiadali się inni, a na końcu wszedł mężczyzna, przedstawiając się jako kapitan straży.
 
Pamelson jest offline  
Stary 21-08-2008, 09:29   #4
 
deMaus's Avatar
 
Nashkel, cholera, co za dziura - Pomyślał, szybko jednak ruszył jednak do karczmy, odnalazł ją dość szybko, przeczytał na drzwiach ogłoszenie i wszedł do środka. Po rzuceniu okiem na bywalców karczmy rozpoznał bez trudu miejscowych i podróżnych, właściwie to wiedział gdzie usiąść, ale podszedł wpierw do baru.
- Karczmarzu, podobno macie tu słynne piwo, jeden z moich przyjaciół odwiedził kiedyś to miejsce i zachwalał, nalejcie i mi jeden kufel, to sam ocenie, może i wspomnę o Złamanym Ostrzu i jego słynnym piwie w jednej z moich ballad, bo jeśli prawdą co Eolisan śpiewał to warto choćby po to z drogi zjechać. - po otrzymaniu piwa, zapłacił i zapytał karczmarza już mniej jowialnym głosem - Powiedz mi, dobry karczmarzu. To ogłoszenie co na drzwiach wisi, to aktualne jeszcze? - i nieczekając na odpowiedz dodał - Ci co tam siedzą to w jego sprawie? O której zazwyczaj przybywa kapitan straży? -
W tym momencie drzwi karczmy otworzyły się. wszedł kapitan, Alvin więc zabrał piwo i ruszył do stolika przy którym czekali ochotnicy.
Po przemowie kapitana głos zabrał elf.
-Czy możesz nam panie opowiedzieć o tej wiosce i otaczających ją terenach? Jakieś plemiona humanoidów, ruiny, stare krypty lub nekropolie?
Ach proszę o wybaczenie, jestem mag Vanyred N`althis podróżowałem do Athakli z Berdusk szlakiem Uldoona i zauważyłem że potrzeba wam kogoś do wyjaśnienia kłopotów w Skyend. Przyznaje, że sytuacja mnie ciekawi a ponieważ i tak szukałem pracy mogę się podjąć tego zadania. Jeżeli więc można pragnąłbym dowiedzieć się więcej o tej wiosce.-
-Moje imię to Alvin, a nazwisko to de'Maus, być może słyszeliście je już. Powiedziałeś kapitanie, że czuć zło, co miałeś na myśli? Badał to jakiś mag? czy ludzie gadają, że to złe moce? - zapytał patrząc na kapitana, choć kątem oka starał się obserwować innych poszukiwaczy złota, bo przygód według niego niewielu tak naprawdę szukało, gdy to pomyślał uśmiechną się nieznacznie, ale szybko zmazał ten uśmiech z twarzy.
 

Ostatnio edytowane przez deMaus : 25-08-2008 o 15:47.
deMaus jest offline  
Stary 21-08-2008, 18:22   #5
 
RyldArgith's Avatar
 
Ach, jak przyjemnie słyszeć ten dźwięk. Tak kojący, niczym najpiękniejsza melodia barda. Coś wspaniałego.- Molly spojrzała jedynie jak starzec zatacza się i ląduje w przydrożnym rowie, wijąc się i skomląc, jak pies. Którym dla niej był.
Zwinęła z powrotem bat i ruszyła w dalszą drogę. Kiedy wyszła z lasu ujrzała małe miasteczko, Nashkel. Cywilizacja, w końcu. Na słupie zauważyła ogłoszenie, chodziło o jakieś kłopoty, nic wartego uwagi. Chyba że jako forma rozrywki- uśmiechnęła się.- Dawno nie miałam porządnego treningu. Gospoda „Pod Złamanym Ostrzem”. Idę.
Przechodząc przez wioskę zauważyła że ludzie się na nią gapią. W normalnych warunkach postąpiłaby inaczej, ale teraz nie miała ochoty, więc udała się wprost do gospody. Gdy uchyliła drzwi jej oczy ujrzały dość przyjemne wnętrze, jednak pozbawione fantazji i polotu. Ot proste wyposażenie, bez żadnych dodatkowych elementów. Zaraz też jedna osoba przykuła jej uwagę. Jedna z kelnerek. Patrzyła się na nią, z zaciekawieniem, zresztą nie tylko ona. Każda osoba musiała ją zauważyć. Nieczęsto można zaobserwować kobietę, noszącą się tak jak ona. Czerwona zbroja, zrobiona na zamówienie, idealnie przylegająca do ciała i uwydatniająca jej kształty. Do tego miecz z rękojeścią w kształcie głowy smoka, oraz dwa, wyraźnie wyróżniające się elementy wyposażenia. Na prawym boku miał przypięty bicz, ale bardziej niesamowity był łańcuch, przewieszony przez pierś. Całe wyposażenie było dobrze widoczne, mimo płaszcza, który lekko skrywał jej uzbrojenie. Zupełnie jakby chciała by wszyscy się temu przyjrzeli, by wiedzieli aby nie podchodzić bliżej. Kaptur skrywał twarz w cieniu, tak że widać było tylko jej oczy oraz blond warkocz opadający na kształtną pierś. Spojrzała na kelnerkę, była całkiem ładna, szybko jednak spuściła głowę , rumieniąc się i odwracając. Machnęła ręką na tę oczywistą dla niej zniewagę. Przy jednym ze stolików zbierała się grupa osób, całkiem do siebie nie pasujących, niedaleko zaś grupa krasnoludów, przy akompaniamencie swoich piosenek, zadowalała się kuflami piwa. Jedno krzesło przy stole, gdzie zebrało się różno rasowe towarzystwo zostało wolne, wiec nie pytając o pozwolenie zasiadła. Po chwili wszedł i jakiś mężczyzna, który po szybkim rozejrzeniu się podszedł do nich i zaczął coś mówić o ogłoszeniu. Więc dobrze trafiłam.
- Witajcie! Jest mi bardzo miło, że ktokolwiek się pojawił. Prawdę mówiąc nie spodziewałem się, że ktokolwiek się zjawi. O poszukiwaczy przygód w dzisiejszych czasach naprawdę ciężko. Przechodząc do sedna sprawy, to wójt wioski Skyend na zachód stąd przez posłańca przedstawił mi ją niezbyt jasno. Wiem tylko, że znikają ludzie. Ich trupy są odnajdywane parę dni później, ale... kości są roztrzaskane lub obgryzione, wszędzie wokół ofiary czuć zło... Mieszkańcy boją się wychodzić z domów. Z tego co wiem jest na razie sześć ofiar, ale ta liczba może z każdą stroną rosnąć. Uznałem, że coś z tym trzeba zrobić, dlatego dałem to właśnie ogłoszenie. Nagroda to 500 sz., 100 płatne z góry.
Po chwili dwie osoby przedstawiły się, jeden zwał siebie Vanyred N`althis, elf i jak twierdził mag. Drugi zaś to Alvin de'Maus. W dodatku spytał czy o nim nie słyszeliśmy. Co za bezczelny typ. No wypada też się przedstawić.
Cały czas mając spuszczoną głowę odparła:
- Molly. I to powinno wystarczyć.
 

Ostatnio edytowane przez RyldArgith : 21-08-2008 o 18:24.
RyldArgith jest offline  
Stary 25-08-2008, 13:05   #6
 
Beriand's Avatar
 
W Nashkel nikt nie chciał kupować ani zwojów, ani mikstur. No cóż, nie pierwszy raz. Ale żadnych zadać dla "poszukiwaczy przygód", "magów", czy "umiejących zachować dyskrecję" też nie było. No dobra, też nie pierwszy raz. Nie zmienia to jednak faktu okropnej nudy. Przez trzy pierwsze dni Magnus tworzył różne przedmioty, ale w końcu skończyły mu się składniki. A żeby je zakupić, musiałby coś sprzedać. Tak więc czarodziej już chciał się spakować i ruszać dalej, gdy wreszcie pojawiło się upragnione ogłoszenie. 500 sztuk złota... do podziału... na początek nieźle. Mag z miejsca ruszył do kapitana straży, który jednak zbyt wiele nie wiedział. Czasu też nie miał. Magnus nic z tej wizyty nie wyniósł. Po powrocie do gospody zamówił wino i porządną kolację. Ale nie dane było mu zjeść w spokoju- przypałętała się grupka krasnoludów. To że te pokurcze umieją tylko wykonać kończynami ruch tylko w górę i w dół, umiejąc użyć tylko młota i topora, oznacza że będą się czepiać każdego, kto wygląda na maga lub ma zdolności pozwalające na więcej niż pełzanie po ciasnych jamach. Chwilę rozmawiali z pozornym spokojem, potem krasnoludy rzuciły kilka prostackich obelg. Pierwszy nie wytrzymał poczciwy kruk Melphion, chowaniec. Kilka słów o żłopiącym najgorsze piwo nie ogolonym od lat konusie sprawiło, że trzeba było się dość szybko wycofać do pokoju.

Z braku innych zajęć pozostał sen. Tak więc czarodziej wstał późno, a potem jeszcze kilkadziesiąt minut studiował księgę zaklęć. Potem zamówił jedzenie do pokoju, mając nadzieję że te durnowate krasnoludy po zjedzeniu tony wołowych wnętrzności o poranku wyjadą. Kiedy zjadł, zszedł na dół z krukiem na ramieniu, opierając się na kunsztownie wykonanej lasce. Niestety- od razu zauważył grupkę chlejących karłów. Jeden z nich nawet wstał i uśmiechając się wrednie, podszedł do Magnusa. Niestety nie zdołał usłyszeć, że troll to w porównaniu z nim elfickie dzieło sztuki, bo do gospody wszedł kapitan straży. Mag tylko uśmiechnął się kpiąco do krasnoluda i ruszył w stronę zleceniodawcy. Ten podszedł do trzyosobowej grupy, siedzącej przy stole po drugiej stronie karczmy. Magnus pozwolił wypowiedzieć się wszystkim- najbardziej spodobał mu się elfi czarodziej, zadał większość pytań jakie chciał wypowiedzieć Magnus, a reszta to jakieś dziwaki- po czym wtrącił swoje:
-Gdzie znajdowane są ofiary? Nie było przy nich żadnych śladów? Poza tym, jestem Magnus Pether, czarodziej.
 

Ostatnio edytowane przez Beriand : 25-08-2008 o 13:09.
Beriand jest offline  
Stary 27-08-2008, 10:29   #7
 
maciek.bz's Avatar
 
Molly

Po twoim krótkim przywitaniu przyszedł jeszcze jeden mężczyzna z krukiem na ramieniu. Facet wyglądał na maga, ale pewności nie miałaś. W każdym razie grupka krasnoludów uśmiechała się wrednie, patrząc w jego stronę. Chyba miał kłopoty. Nie widziałaś sensu w pomocy komukolwiek, ale, gdy wchodziłaś do gospody, jeden z krasnoludów gwizdnął za tobą. Wcześniej nie zwróciłaś na to uwagi, ale teraz ci się to przypomniało. Cóż, chyba należała mu się kara.

Vanyred

-Czy możesz nam panie opowiedzieć o tej wiosce i otaczających ją terenach? Jakieś plemiona humanoidów, ruiny, stare krypty lub nekropolie?-zapytałeś.

Hmmm... - kapitan straży zasępił się. Nie powiem, że jestem szczególnym znawcą tamtych terenów, ale było się tam kilka razy jako zwiadowca, zanim dostałem awans. Sama wioska nie różni się od innych w Krainach. Jest tam gospoda "Pod Modrym Oczkiem", gdzie co wieczór przesiadują chłopi, jest dom łowcy i kilka domów mieszkalnych. Wójtem jest Otto, strasznie gadatliwy człowiek. Wokół wioski, oprócz drogi do Nashkel, jest las, który otacza ją z każdej strony. Dawniej to była osada drwali, którzy dostarczali drewno do Nashkel, a stamtąd do innych miast w Krainach, ale obecnie drewna się nie dostarcza, nie wiem w sumie dlaczego. Pytasz mnie o jakieś ruiny? Nie znajdziesz ich w tamtych okolicach. Chociaż jest kilka jaskiń, to większość z nich jest mała i służą dzikim zwierzętom za schronienie. To chyba tyle, więcej nie wiem.

Sam też nie mogłeś sobie przypomnieć więcej o wiosce. Kapitan udzielił jeszcze wyjaśnień innym, po czym wyszedł. Elf, który wszedł za tobą momentalnie wstał od stołu. Najwyraźniej szedł w twoim kierunku.

Xang-Tsu

Nie odezwałeś się ani słowem, w milczeniu słuchając wszystkich. Nie przedstawiłeś się też jako jedyny, więc zaraz kilka spojrzeń było utkwionych w tobie.

Magnus Pether

-Gdzie znajdowane są ofiary? Nie było przy nich żadnych śladów?

-Ofiary znajdowano najczęściej w lesie. Ślady może i były, ale ja o nich nie słyszałem. Posłaniec sam niewiele wiedział. Wioska Skyend jest niedaleko, możecie w każdej chwili wyruszyć.

Mężczyzna wyjął pięć sakiewek i wręczył po jednej każdemu z was, po czym wyszedł.

Tylko na to czekały krasnoludy. Całą czwórką podeszły w twoją stronę. Są całkiem nieźle uzbrojone, każdy z nich ma na sobie zbroję łuskową, a w ręce dzierży topór bitewny. Ich przywódca, który ma czarną brodę, wysunął się przed szereg i rzekł:

Nie podobałeś się nam od początku. My tu nie lubimy magików. - uśmiechnął się szeroko. Ha! Myślałeś, że nie wiemy, żeś magik? Ja wiem, że każdy magik ma zwierza, który mu towarzyszy. Tamtym. - wskazał na Vanyreda- zajmiemy się zaraz po tobie. Chcesz mieć spokój? Dawaj tą sakwę, którą przed chwilą dostałeś.

Alvin deMaus

Powiedziałeś kapitanie, że czuć zło, co miałeś na myśli? Badał to jakiś mag? czy ludzie gadają, że to złe moce?

- Tak powiedział ten posłanieć. W wiosce nie ma żadnego maga, więc kto to mógł badać. - rzucił kapitan wychodząc.

Z tego co zauważyłeś, szykowała się bitka, krasnoludy przystawiały się do Magnusa. Nie wiedziałeś, co o tym sądzić.
 
maciek.bz jest offline  
Stary 27-08-2008, 12:19   #8
 
Pamelson's Avatar
 
Po tym jak kapitan straży wyszedł Xang-Tsu poczuł na sobie wzrok innych poszukiwaczy przygód, spokojnie zmierzył wzrokiem każdego po kolei po czym zdjął z pleców pakunek i rozpakowując go spokojnie powiedział: "Jestem Xang-Tsu, ale starczy tych uprzejmości." Rozwinoł pakunek z którego rozeszło się intensywne światło "Czas obić parę zapitych mord" Powiedział z wyraźną satysfakcją i lekko odsunął krzesło.
 
Pamelson jest offline  
Stary 27-08-2008, 13:56   #9
 
deMaus's Avatar
 
Po krótkiej przemowie Xang-Tsu także wstał, czując się odpowiedzialnym za drużynę, poza tym wiedział, że w Lidze wysoko cenią poświęcenie dla przyjaciół i lojalność - Panowie - zwrócił się do krasnoludów - Mag ten jest od teraz moim towarzyszem, więc i ja staję - powiedział wstając od stołu i dobywając rapiera - chyba, że wolicie abym wam postawił po piwie i rozejdziemy się w pokoju, bo szczerze dziś nie mam ochoty nikogo zabijać.
 
deMaus jest offline  
Stary 27-08-2008, 21:33   #10
 
Wissereth's Avatar
 
Vanyred

~Ciekawe, albo ludzie w wiosce mają bujną fantazję rozbudzoną strachem, albo to co zabija tamtejszych mieszkańców jest tak plugawym stworem że jego zepsucie mogą wyczuć i zwykli ludzie... Raczej to pierwsze, ale niczego nie można wykluczać.~
Pomyślał elf. ~Bracie, nasza zdobycz się ruszyła.~usłyszał myśl Tsu. ~Tak, najwyraźniej nie tylko on się ruszył.~Przekazał szybko mag ~Łap ten woreczek i ukryj się Siostrzyczko, te krasnoludy chyba chcą nam zabrać łup.~ Zerkając na krasnoludy podchodzące do ich stolika i elfa podchodzącego z drugiej strony Elf wyciągnął z plecaka mały puklerz i zapiął go na lewym przedramieniu po czym z sakiewki na składniki czarów wyciągnął kawałek korzenia lukrecji. Jego łasiczka w tym czasie zręcznie wdrapała się na półkę ponad jego głową gdzie niscy przeciwnicy mieliby duże problemy z jej dosięgnięciem.
– Nie mam z wami zwady brodacze, ale ostrzegam, któryś z was może zginąć, czy uważacie że warto umierać za 20 sztuk złota? Z wypalonymi oczami czując smród własnego spalonego ciała?
Może jednak napijemy się po jednym i każdy pójdzie w swoją stronę? Mag szczerze nie cierpiał takich sytuacji, jasne mógłby posłać brodaczom kulę ognia ale to mogłoby się skończyć śmiercią któregoś z nich, podpaleniem gospody albo obydwoma a nie chciał zabijać ani uciekać przed prawem. Jeśli jednak ci idioci nie schowają toporów to oberwą i to paskudnie
 
Wissereth jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 23:47.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168