Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 12-12-2008, 16:29   #1
 
deMaus's Avatar
 
[DnD - Eberron] Liga Kolekcjonerów

Kiedy rano wstałeś, na nocnej szafce przy Twoim łóżku leżała biała koperta. Złoty mieniący się napis głosił Liga Kolekcjonerów, poza tym na kopercie nie było nic, ani adresata, ani nawet godła tajemniczego nadawcy. Nagle uświadomiłeś sobie, że ktoś to musiał przynieść, drzwi wyglądają na zamknięte, tak samo okno, co dziwniejsze, nie słyszałeś nic w nocy. Cóż, nic nie przyjdzie z jałowych rozmyślań, trzeba otworzyć kopertę. W środku znajdowała się jedna kartka papieru.
"Witaj,
Zapewne zastanawiasz się kim jestem i czemu przesyłam wiadomość w tak nietypowy sposób. Nazywam się Vayanes Varro, jestem członkiem organizacji zwanej Liga Kolekcjonerów, nie dziw się, że nigdy o niej nie słyszałeś, nieliczni słyszeli. Cóż przejdę do rzeczy, co pięć lat wraz z grupą przyjaciół organizujemy pewnego rodzaju zawody, każdy z nas typuje grupę wybranych przez siebie istot i wystawia jako swoją drużynę, czyja drużyna wygra, ten dostaje puchar i zostaje mistrzem Ligi na kolejne pięć lat. Chciałbym abyś w tych zawodach wystartował jako członek mojej drużyny, zapytasz co z tego będziesz miał. 10000 sztuk złota. Niezależnie od wyniku, a jeśli dla mnie wygracie z całą pewnością będę bardziej hojny. Jeśli akceptujesz moje warunki, załóż na palec pierścień, jest to znak dla innych członków Ligi oraz dla mojego kamerdynera, aby zabrał Cię na miejsce spotkania.
Z wyrazami szacunku
Vayanes Varro



ps. Kamerdyner czaka za drzwiami."
Gdy czytałeś list, uświadomiłeś sobie, że 10000 sztuk złota by się przydało, bo twoje oszczędności zmalały ostatnio, a w końcu to płaca gwarantowana, gdy przeczytałeś słowo pierścień na szafce w miejscu gdzie poprzednio leżała koperta był teraz srebrny pierścień, dziwne, byłbyś gotów przysiąc, że nic tam nie było.
Oferta wyglądała dobrze, założyłeś więc pierścień i natychmiast wydarzyły się dwie rzeczy, ta normalna, rozległo się pukanie do drzwi, ta bardziej niezwykła to czarny kamień w sygnecie zmienił kolor, a na środku pojawiło się oko.
Po otwarciu drzwi ukazał Ci się raczej niski człowiek, ubrany był w czarny garnitur, nie nosił żadnej widocznej broni. Zbadał Cię wzrokiem, przyjrzał się pierścieniowi, na twym palcu, po czym sięgnął do kieszeni i wyjął malutkie urządzenie.


- Tak, to właściwa pora - powiedział patrząc na owo urządzenie, był to zegarek kieszonkowy, jeden z ostatnich wynalazków gnomów, bardzo kosztowny, według tego co ludzie mówili mierzył czas i najważniejsze działał bez magii. - Sądząc z tego, że ma Pan sygnet na palcu rozumiem, że akceptuje Pan propozycję Pana Varro. Proszę pozwolić zabrać mi bagaż, musimy ruszać, statek czeka tylko na nas. - Zabrał bagaż i ruszył do wyjścia. Poprowadził Cię do wieży lotniczej, gdzie czekał najbardziej luksusowy statek powietrzny jaki widziałeś. Smukła linia mogła by z niego czynić idealny pojazd wojskowy, na pewno jest piekielnie szybki, kojarzysz, że takie statki jeszcze pięć lat temu służyły na wojnie najwyższym rangą oficerom, do szybkiego przemieszczania się.

Kamerdyner nie zwalniając nawet na chwilę kroczył już po rampie załadunkowej, nikt z straży nie zapytał o bilety, gdy znaleźliście się na pokładzie strażnicy odczepili trap, dokładnie w tym momencie statek ruszył, już pędził jak najszybszy koń, a ciągle przyspieszał. Stałeś zafascynowany prędkością, szokowało Cię że już opuściliście miasto, musicie lecieć bardzo szybko, a nie czuć żadnych podmuchów wiatru.
- Proszę za mną, wskażę Panu kajutę, czas na zwiedzanie będzie potem, podróż potrwa około dwóch dni. - przerwał ci zadumę kamerdyner i ruszył pod pokład.

Twoja kajuta okazała się dość przestronnym pokojem, jak na warunki statku, miała około siedem na pięć metrów. Wyposażona, luksusowo, choć nie przytłaczająco. Wygodne duże łóżko, pięknie zdobione drewniane biurko, nad nim półka z książkami na temat technologi statków powietrznych i zasad bezpieczeństwa, była tam także szafa oraz kufer, zdobione w tym samym stylu co biurko. Wielkie okno pozwalało Ci obserwować okolicę. Jedynie po ruchu ziemi pod wami dało się wyczuć, że się poruszacie.

Posiłki były niezwykle wytworne, choć ktoś dobrze wiedział co lubisz, bo na stole zawsze znalazło się przynajmniej jedno z twoich ulubionych dań.

Po dwóch dniach, do twojej kajuty ponownie zapukał kamerdyner, który zniknął ze statku na czas podróży w jakiś magiczny sposób.
- Za pół godziny przybijemy do wieży w Sharn, to cel naszej podróży. Pozwoli Pan, że pomogę spakować rzeczy i zabiorę je, będziemy musieli jeszcze przebyć kawałek drogi w Sharn do teatru, gdzie będzie Pan miał przyjemność poznać Pana Varro. - kiedy byłeś spakowany, statek przybił do wieży, ktoś z obsługi wieży przerzucił trap i kamerdyner ruszył naprzód, na dole czekał już otwarty powóz, kamerdyner otworzył Ci drzwi, położył twoje rzeczy na miejscu naprzeciw Ciebie, a sam usiadł na koźle obok woźnicy.
Jechaliście spokojnym tempem przez blisko godzinę, aż dojechaliście do ciągu kamienic, w pewnym momencie ciąg ten się urwał aby zrobić miejsce przepięknej budowli górującej nad pozostałymi, na schodach stało kilkunastu strażników w lśniących zbrojach, a obok wejścia na stelażach stały dwa wielkie afisze.

Na bordowym tle widniał napis.



"Licytacja

Licytacja dział sztuki z prywatnej kolekcji
Pana Nannithon"


Poniżej napisu, znajdowały się zdjęcia kilku obrazów i rzeźb.

Kamerdyner zsiadł z kozła, otworzył Ci drzwi i ruszył przed siebie. Przed wejściem skinął bileterowi i dowódcy strażników, a następnie ruszył do wnętrza teatru. Poprowadził Cię na górę do loży ponad główną salą, gdzie na scenie odbywała się licytacja. W pomieszczeniu była już jedna osoba, po chwili kamerdyner wprowadził jeszcze inne, wszystkie tak samo zdziwione jak Ty.

W głównej sali odbywała się licytacja, o dziwo słychać było tylko głos prowadzącego, jakby inne były magicznie wytłumione.
-Figura przedstawiająca hrabinę Valentino naturalnej wielkości, cena wywoławcza 10 000sz
-10 000 od pana Varro
-11 000 od pana Magni
-15 000 Pan Nannithon pragnę tylko Panu przypomnieć, że to Pan sprzedaje tę figurkę Panie Nannithon ale oczywiście ma Pan prawą ja licytować.
-20 000 od Pana Magni
-22 000 od Pana Magni
-30 000 od Pana Magni po raz pierwszy... po raz drugi... sprzedana

Sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka razy, do licytacji włączali się także inni kupujący, a przynajmniej tak mówił prowadzący, jednak kiedy tylko do licytacji włączało się którekolwiek z nazwisk Varro, Hoddonei, Magni, Nannithon, Neaves reszta już nie licytowała. Oni zaś traktowali licytacje jak zabawę, przebijali siebie chyba tylko dla zasady.

Zaglądając w dół ujrzeliście około setki dobrze ubranych ludzi, paru elfów i nawet był tam jeden warforged, ewidentnie szlachta i znaczący kupcy. W pierwszym rzędzie siedziała piątka o nieco egzotycznym wyglądzie. Rozglądając się ujrzeliście, że w innych lożach siedzą drużyny podobne do was, taka sama liczba, takie samo wrażenie, że jest się nie na miejscu. Były jeszcze cztery takie drużyny jak wasza.

Po 15 minutach od wprowadzenia ostatniego człowieka do waszej loży, kamerdyner wprowadził do loży niewysoki stolik na kółkach, na nim butelka dobrego wina i puchary dla każdego, a po jakichś dwóch godzinach licytacja na dole dobiegła końca. Kupcy i szlachta wychodzili, natomiast owa piątka, ruszyła do bocznego wyjścia.

Drzwi do waszej loży otworzyły się i wszedł przez wysoki mężczyzna, około metra dziewięćdziesięciu, dobrze zbudowany, o bardzo ciemnej karnacji, gdyby ktokolwiek z was miał zgadywać, powiedział by, że ten człowiek musi pochodzić z okolic stepów Talenta. Włosy miał długie i czarne, lekko kręcone opadające luźno na ramiona. Na oko miał dwadzieścia pięć, może kilka lat więcej. Szatę koloru żywego złota, niezwykle luźną, rozpiętą do połowu torsu, pod nią nosił podobną lecz białą. Tuż za nim kroczyła czarna pantera.


- Witajcie, jak zapewne się domyśliliście jestem Vayanes Varro - skłonił lekko głowę w waszą stronę - ale widzę, że moi przyjaciele już zabrali swoje drużyny na rozmowy - i faktycznie pozostałe loże były już puste - proszę nie rozmawiajmy w tak niegodnych warunkach. - Zamknął drzwi, by po chwili otworzyć je ponownie, jednak nie było tam już korytarza, a olbrzymia pustynia, niedaleko widać było małą oazę a pośrodku niej wielki czarny głaz. Pantera natychmiast przeskoczyła na piasek i pognała w stronę oazy, Varro także przekroczył próg, jednak zatrzymał się metr za drzwiami i gestem zaprosił was abyście do niego dołączyli.








Po przejściu odkryliście, że piasek jest wyjątkowo ciepły, zupełnie jakby słońce nigdy to nie gasło, jednak samo słońce nie oślepia, a nawet nie czujecie jego żaru, dookoła was jest przyjemnie ciepło, a delikatny wiatr chłodny wiatr co chwila przynosi orzeźwienie. Varro zamknął za wami drzwi i poprowadził wprost do czarnej skały na środku tego przedziwnego ogrodu, idąc za waszym nowym zleceniodawcą zauważaliście coraz to nowe szczegóły, cały ogród był otoczony wysokim murem, miał najprawdopodobniej plan kwadratu, w środku każdej ze ścian były drewniane drzwi, takie jakimi weszliście, a z każdego rogu płynął strumień do skalnej maczugi, a może płynął od niej. Macuga owa okazała się wysoką na około trzy metry idealnie gładką skałą, wykonaną jakby z marmuru, woda wypływała z jej czubka i spływała idealnie w dół, gdzie tworzyła małe jezioro o promieniu może pięciu metrów, a potem rozchodziła się w owe cztery strumyki.
Obok jeziora, znajdowały się bogato tkane dywany, a na nich mnóstwo poduszek, Varro usiadł, a może lepszym słowem było by położył się, zaprosił was abyście wykonali to samo, potem skinął i zza skały wyszedł dobrze wam znany kamerdyner z taca na której spoczywała dzban z winem oraz puchary, kamerdynerowi towarzyszył tym razem, niski chłopak, w luźnych białych szatach niosąc dwie ogromne tace z owocami.
Po rozlaniu wina i podaniu go wam oraz na końcu samemu Varro, kamerdyner i chłopak zniknęli za skałą.

Varro wzniósł puchar w waszą stronę, w geście pomyślności i wypił, wino było słabe ale wydawało się niezwykle mocno otrzeźwiać umysł. Po tym ceremoniale ostawił kielich i przemówił.
- Zastanawiacie się za pewnie po co was tu wezwałem. Odpowiedz jest prosta. Chcę abyście wzięli udział w pewnych zawadach jako moja drużyna, w teatrze mieliście okazje zobaczyć waszych konkurentów, co pięć lat urządzamy z przyjaciółmi „Wyścig szczurów”, wyścig polega na tym że każdy z nas wystawia drużynę, w określonej liczbie członków, która ma za zadanie przebrnąć przez szereg zagadek i zadań oraz jako pierwsza dotrzeć do głównego celu. Każda zagadka prowadzi do kolejnej. Niema limitu czasowego, a zwycięzca zostaje Członek Ligi którego drużyna jako pierwsza dostarczyła puchar do niego. I teraz pewnie to co was interesuje. Wasza nagroda. - czarna pantera, którą widzieliście wcześniej nadbiegła bezszelestnie zaa waszychg pleców, przebiegła pomiędzy wami i ułorzyła się po lewej strnie Varro - Cóż tak jak pisałem w liście jest to 10000sz, niezależnie od wyniki, wypłacane po zakończeniu wyściu, a jeśli dla mnie wygracie obiecuje podwoić tę sumę albo podarować wam jakiś magiczny przedmiot z mojej kolekcji. Jesli wydacie coś w trakcie wyścigu zwracam to. Oczywiście nie zwrócę wam za zakupiony w trakcie wyścigu dom. Ale koszty podroży lub noclegu jak najbardziej, zresztą jak się sami przekonacie wiele z tych rzeczy dostanie dużo taniej lub nawet za darmo dzięki sygnetom kolekcjonerów. Domy rodu Lyrander, zawsze chętnie gościły członków Ligi Kolekcjonerów, a także ludzi noszacych sygnety Ligi.
Jesli macie jakieś pytania, postaram się na nie odpowiedzieć, teraz jest na to czas, jeśli nie, Gusto odprowadzi was do wyjścia i wręczy pierwsza zagadkę.
 
deMaus jest offline  
Stary 12-12-2008, 23:10   #2
 
lukech's Avatar
 
Kiedy tylko Mekassar przekroczył próg, jego ciało opanowała błoga rozkosz. Olbrzymia pustynia, wszechobecne słońce i odpowiedni klimat - to właśnie stanowi odpowiednią domenę dla jego bóstwa.
Żar Kossutha jest niezwykle mocny w tym miejscu... Oby tak dalej - pomyślał Sin i ruszył za Vayanesem.
Gdy szedł, uważnie przyjrzał się też swoim przyszłym towarzyszom, zmierzył ich sceptycznym spojrzeniem, po czym jego wzrok trafił na ociekającą wodą oazę.
Tylko tego tu brakowało... Nie jest to jednak tak piękne miejsce jak mi się na początku wydawało - stwierdził w duchu.
Po dotarciu na miejsce i wysłuchaniu przemowy Varro, Sin skłonił się nieznacznie swemu pracodawcy i przemówił:
- 10000 sztuk złota to niemała kwota... Zapewne zadania, jakie przed nami stoją nie są proste. Czy mógłbyś więc chociaż w przybliżeniu powiedzieć, co może nas czekać? Ogólnikowe stwierdzenie to troszkę za mało. Poza tym zastanawia mnie jedno... Zagadki, które będziemy musieli rozwikłać, znajdują swoje rozwiązania w rzeczywistym świecie, prawda? Wobec tego, co kogo będą obchodzić nasze sygnety? - uśmiechnął się zagadkowo - Chyba, że Ty i twoi znajomi posiadacie moc, której nie jestem w stanie sobie wyobrazić... - skłonił się ponownie - Pieniądze, które wydamy zwracał nam będziesz po zakończeniu misji, czy też na bieżąco? Więcej pytań nie mam, ważne jedynie by Kossuth pobłogosławił naszą wyprawę - zwrócił oczy ku słońcu i wymamrotał po cichu kilka nieokreślonych bliżej słów. Na koniec siadł na wyznaczonym miejscu i czekał cierpliwie na rozwój wydarzeń, przyglądając się z zaciekawieniem panterze.
 
__________________
];->
lukech jest offline  
Stary 13-12-2008, 13:40   #3
 
Chester90's Avatar
 
Magia - pomyślał Serin, patrząc na miejsce do którego zaprosił go gospodarz. Cała oaza zdawała się wręcz pulsować magiczną energią. Serin skrzywił się obserwując okolicę, idąc za jego przyszłym pracodawcą. Jak dla niego miejsce było zbyt jaskrawe, wszędzie piasek, słońce, strumyki wody wypływające z tego dziwnego kamienia pośrodku, to nie to co cenił sobie wprawny złodziej pracujący zazwyczaj w przytulnych mrokach nocy. No, ale 10000 sztuk złota jest wystarczającą motywacją, aby odejść trochę od standardów pracy złodzieja.

Kiedy doszli na miejsce Serin z zadowoleniem stwierdził, że czeka już na nich kamerdyner z winem. Wziął więc kielich i usiadł wygodnie na poduszkach słuchając przemowy gospodarza i pytań jednego z towarzyszy, który jak Serin stwierdził, musiał być mnichem bądź kapłanem Kossutha.

- Tak opieka bóstw niewątpliwie nam się przyda w wypełnianiu naszej misji i wygraniu tego jak to określił Pan Varro wyścigu szczurów – powiedział Serin, odgarniając swoje szare włosy za spiczasto zakończone ucho. Co do mnie to chyba wszystko jest jasne dostajemy zagadkę, rozwiązujemy ją, ona doprowadza nas do kolejnej, aż w końcu docieramy do pucharu i wracamy z nim do naszego dobrodzieja(Tu elf uniósł kielich w stronę Varro). Mam tylko pytanie o koszty, bo myślę, że lepiej by Pan Varro udostępnił nam trochę funduszy na początek, bo ja osobiście cierpię na chwilowy brak pieniędzy, a przecież karczmy darmowe nie są. Tym stwierdzeniem Serin zakończył swoją mowę przyglądając się i oceniając swoich przyszłych towarzyszy podróży.
 
__________________
Mogę kameleona barwami prześcignąć,
kształty stosownie zmieniać jak Proteusz,
Machiavela, łotra, uczyć w szkole.
Chester90 jest offline  
Stary 14-12-2008, 10:00   #4
 
Dalaran's Avatar
 
Drembar idąc po piasku schylił się, wziął kilka ziaren w prawą dłoń lewą zaś zdjął kaptur zielono-niebieskiego płaszcza, który niezamierzenie znalazł się na jego głowie zasłaniając lekko bladą twarz. - Ciekawe.- Pomyślał mężczyzna z przymkniętą prawą powieką zrzucając przyjemnie ciepły piasek z ręki. Był gotowy na to, że będzie mu zaraz gorąco przez jego czarną, prostą koszulę, lecz słońce nie paliło wcale, mimo to, że wyglądało jakby ogrzewało wszystko na tym terenie.- Ciekawa iluzja.- Uznał w myślach. Przez swoje rozmyślania towarzysze zdążyli mu odejść dość daleko. Lśnistooki wstał, otrzepał brązowe spodnie i przyspieszył kroku. Po chwili znalazł się przy towarzyszach. Badawczo rozglądał się jednym okiem po oazie.- Może ta woda wcale nie jest mokra?- Chciał to sprawdzić ale Varro poprosił ich, aby usiedli. Drembar usiadł wygodnie, przyjął podane wino. Poczekał, aż każdy dostanie swoją porcję tego cudownego napoju i wziął pierwszy łyk.- Słabe, ale stawia na nogi.- Uśmiechnął się w duchu. Z uwagą wysłuchał słów swojego pracodawcy. Podrapał się po głowie chcąc zadać wiele pytań dotyczących tego miejsca, a nie całej wyprawy. Uznał jednak że to nie na miejscu.

- 10000 sztuk złota to niemała kwota... Zapewne zadania, jakie przed nami stoją nie są proste. Czy mógłbyś więc chociaż w przybliżeniu powiedzieć, co może nas czekać? Ogólnikowe stwierdzenie to troszkę za mało. Poza tym zastanawia mnie jedno... Zagadki, które będziemy musieli rozwikłać, znajdują swoje rozwiązania w rzeczywistym świecie, prawda? Wobec tego, co kogo będą obchodzić nasze sygnety?- Mekassar zadawał pytania, które najprawdopodobniej zadałby jednooki człowiek.

-Ile będzie zagadek i zadań łącznie?- Dołączył się do potoku pytań.-Chciałbym aby nie było ich zbyt wiele chyba, że będą niezwykle interesujące.- Dokończył w myślach.- Wisder tylko wie. Napewno wie, Władca Wiedzy zna każdy szczegół tych zagadek.- Drembar był wyznawcą Wisdera- bóstwa wiedzy. Podobno bóstwo Drembara nazwo każdą rzecz na świecie. Mówi się, że Władca Wiedzy decyduje o tym, czy dany pomysł zakończy się sukcesem czy też fiaskiem. Lśnistooki rozejrzał się jeszcze wokół i jego wyczekujące odpowiedzi spojrzenie spoczęło na Varro.
 

Ostatnio edytowane przez Dalaran : 21-12-2008 o 20:25. Powód: Błąd w imieniu
Dalaran jest offline  
Stary 17-12-2008, 22:44   #5
 
deMaus's Avatar
 
[Dremba]

Kiedy zagarnąłeś piasek w dłoń, dostrzegłeś coś czego nie spodziewałbyś się znaleźć, odsłoniłeś pojedynczą złotą monetę i dokładnie w momencie, w którym chciałeś ją podnieść usłyszałeś w głowie głos Varro - Nie kop głębiej i nie zdradzaj sekretu, a zyskasz więcej niż jedną monetę. - po tym zdaniu głos umilkł, a ty zorientowałeś się, że reszta doszła już do oazy przy źródle.


[Wszyscy]
Po wysłuchaniu waszych pytań, Varro upił wina i powiedział.
- Założenia wyścigu są takie iż Kolekcjonerzy nie pomagają swoim drużynom, a nie przeszkadzają innym, ty chodzi o współzawodnictwo, o umiejętność szukanie talentów, tych, którzy mają w sobie ogień bogów. Dlatego jedyne co mogę wam powiedzieć o czekających zagadkach to to, że jest ich mniej niż pięć i zostały tak pomyślane, aby sprawdzić wasze męstwo, umiejętność logicznego myślenia, kojarzenia faktów, wytrwałości, zimnej krwi i wreszcie lojalności. Mówiąc lojalność nie mam na myśli lojalności wobec Ligi, bo takiej dotąd mieć nie mogliście sobie wyrobić, mówię o lojalności wobec ideałów, przyjaciół, bogów. Co do zwrotu pieniędzy, ustalmy iż udzielę wam kredytu na powiedzmy cztery tysiące, po tysiącu dla każdego, a po zakończeniu zadania, zwrócę resztę lub odejmę to co nie było potrzebne od wynagrodzenia. A co do sygnetów, to są one jak najbardziej z rzeczywistego świata, Liga ma wiele kontaktów, bardzo wiele. Ród Lyrander jak i Ród Ghallanda należą do przyjaciół Ligi, jeśli w którymkolwiek środku transportu rodziny Lyrander lub hotelu domu Ghallanda pokarzecie sygnety możecie liczyć na spore zniżki, choć Liga lubi działać w ukryciu, dlatego jeśli uda wam się uniknąć rozgłosu na temat Ligi to tak zróbcie. Jestem także pewny, iż nikt wam o Lidze Kolekcjonerów nic nie powie więc wypytywanie o naszą organizacje nie przyniesie nic dobrego. Co do samej Ligi, powiem wam tylko tyle, i to czynię aby zaoszczędzić wam niepotrzebnych pytań. To czym zajmuje się Liga nie jest jawne, być może w trakcie wyścigu, niektórzy z was zadziwią nas na tyle, że pozna prawdę o Lidze.
 
deMaus jest offline  
Stary 18-12-2008, 18:00   #6
 
lukech's Avatar
 
- Założenia wyścigu są takie iż Kolekcjonerzy nie pomagają swoim drużynom, a nie przeszkadzają innym, ty chodzi o współzawodnictwo, o umiejętność szukanie talentów, tych, którzy mają w sobie ogień bogów. Dlatego jedyne co mogę wam powiedzieć o czekających zagadkach to to, że jest ich mniej niż pięć i zostały tak pomyślane, aby sprawdzić wasze męstwo, umiejętność logicznego myślenia, kojarzenia faktów, wytrwałości, zimnej krwi i wreszcie lojalności. Mówiąc lojalność nie mam na myśli lojalności wobec Ligi, bo takiej dotąd mieć nie mogliście sobie wyrobić, mówię o lojalności wobec ideałów, przyjaciół, bogów.

Ha, zapowiada się łatwy zarobek... ku chwale Kossutha! - pomyślał Mekassar. Nigdy nie był szczególnie pracowitym człowiekiem, więc wizja nietrudnego zdobycia pieniędzy bardzo dobrze wpłynęła na jego samopoczucie. Co ciekawe, Sin uważał, że złoto jest jedną z naturalnych manifestacji świętego ognia, toteż kapłanowi szybko przychodziło uzasadnianie swoich poczynań, zmierzających do zgromadzenia dużych ilości tego cennego kruszcu. Z lojalnością było już gorzej, ze względu na wrodzoną tchórzliwość przy jednoczesnym przeświadczeniu o własnej wielkości, ale Mekassar nie zamierzał się teraz nad tym zastanawiać.

Po wysłuchaniu całej wypowiedzi Vayanesa Varro, Mekassar wstał leniwie i niewinnym obrotem ciała rozejrzał się wokoło, odwracając się nieznacznie od towarzyszy. Kiedy uznał, że nikt raczej nie jest w stanie wyczytać z ruchu warg tego, co powie, szepnął bezgłośnie słowo rozkazu: Izoneus.
Nagle po jego ciele zaczęły rozpływać się wyglądające na delikatne płomyki, które momentalnie przybrały kształt ściśle dopasowanego, pełnego pancerza. Ta piękna zbroja pokryła noszoną przez Sina kunsztowną, szlachecką bieliznę i ładnie wkomponowała się w ogólny wygląd kapłana. Błyszcząca łysina, przystojna twarz, piwne oczy, dosyć ciemna karnacja, wysoki wzrost i pomarańczowa, magiczna tarcza na plecach dopełniały wizerunku Mekassara.

Kleryk, upewniwszy się, że skupił na sobie uwagę choć jednej osoby, poprawił trzymany za pasem buzdygan, po czym przemówił chełpliwym głosem:
- Jestem Mekassar Sin, sługa Wiecznego Ognia. Myślę, że warto, byście znali mnie i moją moc.

Rozejrzał się ponownie i ku jego zaskoczeniu zobaczył smakującego wino mężczyznę ze stale zamkniętym prawym okiem. Wydawało mu się, że od otwartego lewego natomiast odbił się dziwny refleks słoneczny. Załamania światła w pobliżu wody były rzeczą naturalną, ale Sin nie miał zamiaru brać tego pod uwagę.
W tym momencie Mekassar stracił już wątpliwości - człowiek, który tam siedział został naznaczony ognistą próbą Kossutha - wszechmocny Bóg wypalił mu oko na znak wierności, a drugie, które przetrwało tę straszliwą mękę, lśni teraz, aby ukazać Sinowi prawdę o bożym wybrańcu.
Bez zbędnego postoju kapłan uznał, że będzie musiał zainteresować się tą sprawą bardziej, gdyż Kossuth najwyraźniej jest wśród nas.
On jest wszędzie! Wszędzie! - myśli kotłowały się w głowie Mekassara.

Otrząsnął się z transu i z obojętnym wyrazem twarzy powiedział:
Szlachetny Vayanesie Varro, jestem gotowy, by ruszyć w drogę.
Sprawdził, czy tarcza trzyma się dobrze na plechach i można ją szybko zdjąć, oraz czy ekwipunek leży wygodnie w plecaku, a następnie ruszył powoli w kierunku wyjścia, które, jak miał nadzieję, wskaże mu zaraz kamerdyner pana Varro.
 
__________________
];->
lukech jest offline  
Stary 18-12-2008, 19:13   #7
 
Chester90's Avatar
 
- Założenia wyścigu są takie iż Kolekcjonerzy nie pomagają swoim drużynom, a nie przeszkadzają innym, tu chodzi o współzawodnictwo, o umiejętność szukanie talentów, tych, którzy mają w sobie ogień bogów. Dlatego jedyne co mogę wam powiedzieć o czekających zagadkach to to, że jest ich mniej niż pięć i zostały tak pomyślane, aby sprawdzić wasze męstwo, umiejętność logicznego myślenia, kojarzenia faktów, wytrwałości, zimnej krwi i wreszcie lojalności. Mówiąc lojalność nie mam na myśli lojalności wobec Ligi, bo takiej dotąd mieć nie mogliście sobie wyrobić, mówię o lojalności wobec ideałów, przyjaciół, bogów. Co do zwrotu pieniędzy, ustalmy iż udzielę wam kredytu na powiedzmy cztery tysiące, po tysiącu dla każdego, a po zakończeniu zadania, zwrócę resztę lub odejmę to co nie było potrzebne od wynagrodzenia. A co do sygnetów, to są one jak najbardziej z rzeczywistego świata, Liga ma wiele kontaktów, bardzo wiele. Ród Lyrander jak i Ród Ghallanda należą do przyjaciół Ligi, jeśli w którymkolwiek środku transportu rodziny Lyrander lub hotelu domu Ghallanda pokarzecie sygnety możecie liczyć na spore zniżki, choć Liga lubi działać w ukryciu, dlatego jeśli uda wam się uniknąć rozgłosu na temat Ligi to tak zróbcie. Jestem także pewny, iż nikt wam o Lidze Kolekcjonerów nic nie powie więc wypytywanie o naszą organizacje nie przyniesie nic dobrego. Co do samej Ligi, powiem wam tylko tyle, i to czynię aby zaoszczędzić wam niepotrzebnych pytań. To czym zajmuje się Liga nie jest jawne, być może w trakcie wyścigu, niektórzy z was zadziwią nas na tyle, że pozna prawdę o Lidze.

-Ha! A więc nie dość, że ten człowiek chce zapłacić nam co najmniej 10000 sztuk złota to jeszcze dorzuci 1000 na drobne wydatki. – pomyślał z zadowoleniem Serin. Elf nigdy jakoś nie miał zamiłowania do ciężkiej pracy, więc taki sposób zdobycia sporej sumy pieniędzy bardzo mu odpowiadał. Zresztą dlatego też został złodziejem. Dla łatwych pieniędzy podróżujących po ulicy w sakiewkach szlachetnie urodzonych, a jakże mało spostrzegawczych ludzi.

Elf spojrzał na podnoszącego się właśnie jednego z ludzi, tego który jak już wcześniej stwierdził Serin, musiał być sługą Władcy Płomieni - boga, którego ludzie zwali Kossuthem.
Człowiek ten wymruczał jakieś słowo, którego elf nie był w stanie usłyszeć i nagle całe jego ciało pokryło się dobrze wykonaną zbroją, z buzdyganem u pasa i sporą tarczą na plecach. Serin skrzywił się na tak jawny pokaz magii, której człowiekowi udzielił jago bóg. Sam, jeśli już by potrafił władać magią, nigdy nie użyłby jej w tak demonstracyjny sposób. -No, ale każdy wszak jest inny i trzeba być tolerancyjnym… - elf stwierdził w duchu. Kiedy człowiek przedstawił się i zaczął oglądać się za wyjściem Serin także wstał. Dokładnie otrzepał swoje czrne spodnie wpuszczone w wysoki niemal do kolan wykonane ze skóry buty i poprawił czarno-srebrną koszulę. Następnie poprawił włożone za pas rękawice i sprawdził czy sztylet przyczepiony do pasa da się w razie problemów szybko wyjąć. Zadowolony ze stanu ubrania przeciągnął się, znów odrzucił swoje szare włosy za spiczaste ucho odsłaniając stalowoszare oczy i zarzucił na ramię plecak ze swoim skromnym ekwipunkiem.

- Cóż ja nazywam się Serin i jestem sługą tego, który aktualnie najlepiej płaci. A tym kimś jest w tej chwili Pan Varro. – stwierdził elf z lekkim uśmieszkiem na twarzy kłaniając się swobodnie ich pracodawcy i także ruszył powoli w stronę wyjścia, by odebrać pierwszą z serii zagadek mających sprawić, że elf będzie bogatszy o 10000 sztuk złota.
 
__________________
Mogę kameleona barwami prześcignąć,
kształty stosownie zmieniać jak Proteusz,
Machiavela, łotra, uczyć w szkole.
Chester90 jest offline  
Stary 18-12-2008, 21:41   #8
 
Dalaran's Avatar
 
Lśnistooki nie zamierzał zdradzać sekretu Varro, ale też nie zamierzał go jakoś szczególnie ukrywać.- Co raz bardziej mi się tu podoba.- Chwilowy uśmiech pojawił się na twarzy jednookiego.- Ciekawe dlaczego mu na tym tak zależy?- Rozmyślania przerwała mu odpowiedź pracodawcy. Chciał zadać pytanie dotyczące Ligi, lecz wstrzymał się.- Później przyjdzie czas na dociekanie prawdy.- Człowiek ten był aż zanadto ciekawski.
Popatrzył z lekkim ździwieniem na Mekassara, gdy ten był cały w płomykach.- Co to jest?- Poprawił pierścień na palcu.- Lepiej nie.- Zganił się w myślach. Dobrze, że nie próbował szukać odpowiedzi w głowie wyznawcy Kossutha, gdyż po chwili stał on w pełnej zbroii płytowej.- Drembar.- Urwał na chwilę próbując sobie coś przypomnieć.- Drembar zwany Lśnistookim wyznawca Władcy Wiedzy.- Widocznie miał na głowie ważniejsze sprawy niż pamiętanie swojego przydomku, a mianowicie rozglądał się poszukując czegoś wartego uwagi. Nigdy nie chciał się nazywać sługą, poprostu to nie było w jego stylu.
Jego współpracownicy zaczeli się szykować, a on rozglądał się dalej za czymś ciekawym. Dopiero jak tknęło go coś, że zaraz znów zostanie w tyle wstał i poprawił plecak. Otrzepał końcówkę płaszcza, który spoczywał na piasku. Pokręcił głową widząc jak entuzjastycznie podchodzą do tego Mekassar i Serin. Zastanawiał się przez chwilę, czy ten entuzjazm nie opuści ich, gdy się dowiedzą, że tak naprawdę to nie będzie takie proste. Przynajmniej tak sądził Drembar, wnioskując to z tego, iż ta cała tajemnicza Liga Kolekcjonerów szuka osób z talentami, które są rozwinięte do wysokiego poziomu.- Dlaczego akurat nas wybrali? Nie innaczej, dlaczego mnie wybrali? Przecież jestem typem człowieka, który lubi spędzać czas przed książkami.- Nie przeszkadzało mu to, lecz wolał wiedzieć. Postanowił, że zapyta o to po skończonej robocie.- I znów odkładam wszystko na później.- Rzeczy mniej ważne trzeba było zostawić na potem. Lśnistooki bardzo dobrze o tym wiedział. Odkładanie czegoś nie sprawiało mu przyjemności przez, co na usta wykrzywiły mu się mimowolnie w grymasie niezadowolenia. Westchnął lekko.-I po co się tak śpieszyć?- Znając go mógłby przegadać pół dnia o rzeczach mało ważnych.
-Do zobaczenia panie Varro.- Uśmiechnął się i ruszył w ślad za swoimi towarzyszami.
 

Ostatnio edytowane przez Dalaran : 21-12-2008 o 20:26. Powód: Błąd w imieniu
Dalaran jest offline  
Stary 18-12-2008, 22:41   #9
 
Noraku's Avatar
 
Xhapion z zainteresowaniem przyjrzał się drzwiom. Postanowił je przekroczyć jako ostatni. Z natury należał do ludzi podejrzliwych i nie ufał nikomu, nawet samemu sobie. Przechodząc przez próg doznał dreszczyku na karku. Nie był to jednak dreszcz strachu, a ekscytacji połączonej z chęcią dogłebnego poznania swojego pracodawcy. Ktoś tak bogaty i wpływowy musiał posiadać to, czego on pożądał. Wiedzy. Ksiąg. Jego jedynym celem było zwiększanie własnej potęgi. Nic więcej go nie obchodziło. Gdy znalazł się w oazie, przykrył oczy dłonią i westchnął: "Może posiadanie kaptura to nie jest taka zła rzecz? Nie, to jest takie niegustowne". Usiadł nieopodal przyszłych towarzyszy i przysłuchiwał się temu co mieli do powiedzenia.

Xhapion był dość młody, albo raczej wyglądał na młodego gdyż tak naprawdę miał koło 40 lat. Miał długie, blond włosy które opadały na jego łopatki. Grzywkę rozczesywał na boki i czesto musiał poprawiać pojedyńcze kosmyki, które wchodziły mu do oczu. Na nosie miał parę okularów przez które widać było jego błękitne oczy. Postawę miał słuszną. Nie był chuderlakiem, ale na jakoś specjalnie silnego także nie wyglądał. Nosił na sobie płócienne spodnie i lnianą koszulę wiązaną na klatce piersiowej. Na palcach miał, łącznie z sygnetem Ligi, trzy pierścienie. Jego twarz zawsze zdobił uśmiech, nie był to jednak pogodny uśmiech jakim obdarzała cię matka, przyjaciel, czy kurtyzana po pokazaniu jej sakiewki. Miał on w sobie coś przerażającego, co często odrzucało do Xhapiona osoby o słabszej woli i nerwach. Wielu jego znajomych mówiło, że skoro to jest ta miła strona, to nie chcieli by widzieć tej złej.

Kiedy wszyscy zbierali się już do wyjścia, Xhapion wybudził się ze swojego zamyślenia. Rozmyślał o swoim mistrzu i przeszłości. " Dlaczego zostałem wybrany? Czyżbym był już na tyle sławny by zwrócić na siebie uwagę? A może to był przypadek?"
Rozejrzał się po towarzyszach. Kazdy musiał posiadać jakieś nadzwyczajne zdolności. Jakiś kapłan, otoczony płomienistą zbroją (" w sumie ciekawe zjawisko. Zastanawiam się, czy to czar kapłański czy inny"), jegomość z ciągle przymkniętym prawym okiem, który zdawał się nie mówić wszystkiego co myśli i elf (" trzeba się go bedzie wypytać o elfią magię. Od dawna mnie ona fascynuje").
" Ciekawa zbieranina, nie ma co"
Xhapion podniosł się i zamierzał ruszyć za grupą.
- Ostatnie pytania. Czy zadania będę nam podawane w takiej kolejności w jakiej wyliczyłeś? Czy zdarzało się wcześniej, że nie wszyscy uczestnicy wyprawy wracali? I w końcu, czy istnieje jakiekolwiek zagrożenie ze strony innych grup? Mogą one nas próbowac eliminować, czy jest to złamaniem reguł?
 
__________________
you will never walk alone
Noraku jest offline  
Stary 19-12-2008, 00:27   #10
 
deMaus's Avatar
 
Kiedy wypowiadaliście swoje imiona, Kolekcjoner pochylał delikatnie głowę w stronę tego, który się przedstawiał.
Po usłyszeniu pytań Xhapiona przyjrzał mu się badawczo.
- Nie, zadania mają sprawić abyście zawiedli w tym co wymieniłem, aby wykonać zadanie musicie wykazać się tymi cechami na odpowiednim poziomie, ale to którą cechę zadanie sprawdzi, czy sprawdzi kilka, a może wszystkie zostanie tajemnica do końca zadania. Oczywiście, że zdarzyło się, iż nie wszyscy powracali, choć nie jest intencją Ligi wasza śmierć, po pierwsze dlatego, że dla kolekcjonerów jest to rodzaj zabawy, zakładu, więc eliminowanie graczy byłoby co najmniej nielogiczne. Jeśli zaś chodzi o inne grupy, cóż zawody nie mają określonej czasu trwania, więc jeśli, któraś drużyna wyeliminuje pozostałe to ma zdecydowanie więcej czasu na rozmyślania. Oczywiście jeśli wyścig zostanie wygrany przez jakąkolwiek drużynę zostaniecie o tym natychmiast powiadomieni. Jednak ani wy ani inne drużyny nie znają nawzajem swoich tożsamości, więc raczej nie będzie mieli wiele możliwości do wzajemnej eliminacji, każda drużyna posiada własny zestaw zagadek, wspólna jest jest dopiero ostatnia, która to kończy wyścig. Jestem pewny, że wygracie, organizujemy wyścig co pięć lat jak do tej pory nie przegrałem żadnego i nie zamierzam, dlatego wybrałem was - Przerwał na jakieś trzydzieści sekund i wpatrywał się w pustkę, delikatnie gładząc swój pierścień Kolekcjonera, [Xhapion], kiedy zabrał palec i spojrzał na ponownie na ciebie dostrzegłeś, że na twoim sygnecie oko jest na błękitnym tle, za to u Varro oko ma kulisto tęczowe tło, były na nim wszystkie niemal barwy, jednak mogłeś się przyjrzeć, ponieważ Varro przemówił - Prawdopodobnie dołączy do was jeszcze jeden gracz, Lassarhoff Magni właśnie poinformował mnie, że ustali z o tym iż uczestników wyścigu powinno być pięciu. Jak tylko znajdę odpowiedniego kandydata natychmiast go do was przyślę. Gusto otworzy dla was drzwi, o wręczy zagadkę jak i pieniądze na wydatki. Życzę powodzenia.

Za czarnego kamienia, wyłonił się Gusto, niosący nieduży woreczek, poprowadził was nie do drzwi którymi weszliście, ale tych prawo od wejścia, poczekał aż wszyscy się zgromadzicie, po czym otworzył drzwi, które wychodziły na zieloną polanę, delikatnie obniżającą się w stronę miasteczka oddalonego o kilka kilometrów. Kiedy przechodziliście sięgał do woreczka i wyjmował z niego po sakwie z pieniędzmi i wręczał każdemu. Zatrzymał gestem Drembara, i oprócz sakiewki wręczył mu białą kopertę, kiedy wszyscy przeszliście, powiedział.
- Powodzenia, każdej drużynie udzielam takiej rady więc i wam jej udzielę, poznajcie nawzajem swoje możliwości i słabości, to klucz do sukcesu. -
I zanik ktokolwiek z was zdarzył coś powiedzieć, zamknął drzwi pozostawiając was na pustej polanie. mniej więcej dwadzieścia metrów na prawo zobaczyliście ubity trakt, prowadzący łukiem do miasta. Było około 9 rano, a dzień zapowiadał się przyjemniej ciepły.
 
deMaus jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 18:33.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168