Spis Stron RPG Regulamin Wieści POMOC Kalendarz
Wróć   lastinn > RPG - play by forum > Sesje RPG - DnD > Archiwum sesji z działu DnD
Zarejestruj się Użytkownicy

Archiwum sesji z działu DnD Wszystkie zakończone bądź zamknięte sesje w systemie DnD (wraz z komentarzami)


 
 
Narzędzia wątku Wygląd
Stary 02-05-2009, 21:57   #1
 
Nefarius's Avatar
 
Wojenna Ścieżka (3.5ed. FR) Sesja

Wojenna ścieżka

Rozdział pierwszy


-Czasami, kiedy przechadzam się uliczkami Silvermoon, wracają wspomnienia z tamtych złych i mrocznych dni. Pamiętam jak bardzo Jaśnie oświecona pani Alustriel, przeżywała każdą wieść o śmierci jej poddanych, o stratach w liczbie wojsk, czy o kolejnej napaści goblinoidów. Nikt nie wiedział, nawet jej syn, tylko ja miałem świadomość, że ona siedzi samotnie w swojej komnacie i płacze wieczorami. Płacze za duszami poległych żołnierzy i niewinnych mieszkańców Srebrnych Marchii. Tak bardzo było mi jej żal, lecz nic nie mogłem poradzić. Co można było zrobić już zrobiliśmy. Wiedzieliśmy, że oblegana twierdza Adbar i Mithrilowa Hala nie udzielą nam pomocy, bo sami jej potrzebują. Fellbar obawiał się ruszyć swoje wojska zza murów miasta, bo w każdej chwili i ich mogli zaatakować orkowie.
Rozmawialiśmy z każdym kto mógłby pomóc. Każdy znamienity mag z Silvermoon, wielu gości z Eveermeet, oraz Evereski, a nawet Czarnokit, brał udział w debatach nad jakimkolwiek planem działa, który mógłby nas uratować. Orkowie działali, niczym świetnie zorganizowana armia, prowadzona przez jednego wodza, któremu oddaliby wszystko. Nikt z nas nie miał pojęcia jak to się stało, lecz jedno było jasne. Musieliśmy coś zrobić by zwyciężyć w tej wojnie. W końcu doszliśmy udało nam się dojść do wspólnego zdania…
-
Taern Ostroróg




Późny okres roku 1372, mroźne śniegi zasypują większość ziem mroźnej Północy. Życie toczyło się tutaj jak zawsze. Ludzie żyli z handlu, upraw oraz przeróżnych wypraw. Pewnego dnia bohater z Neverwinter zabił Oboulda Wiele Strzał. Cywilizowani mieszkańcy północy odetchnęli z ulgą na tę wieść. Wszyscy byli przekonani że z tym zdarzeniem wiąże się koniec ataków oraz najazdów orków. Wszyscy byli przekonani, że to właśnie zdarzenie wprowadzi ogromny chaos wśród zielonoskórych. Minęły jednak dwa miesiące a orkowie znów zaczęli najeżdżać, pomniejsze wioski Północy. Wszyscy zastanawiali się, kto teraz dowodzi armią zielonoskórych. Mało tego ataki były dużo bardziej zorganizowane niż za życia Oboulda. Orkowie posuwali się coraz to dalej, ich ataki były „boleśniejsze” dla ludów Srebrnych Marchii. Największe miasta Północy połączone sojuszem Ligi Srebrnych Marchii zebrały się w Silvermoon. Jedynie Adbar i Mithrillowa Hala nie uczestniczyły w rozmowach, gdyż oblegane przez orków same potrzebowały pomocy. Niewielka armia połączonych sojuszem miast, na niewiele się zdała. Gdyż z każdą wygraną Orków jakby ciągle przybywało.

Wielka rada Srebrnych Marchii zebrała grupę najlepszych strategów jakich tylko dało się sprowadzić. Po kilkudniowych obradach zarządzili oni o wprowadzeniu w życie pewnego planu. Armie Północy miały tworzyć kilku osobowe grupki żołnierzy, którzy będą mogli przedrzeć się przez linie obrony orków i niszczyć ich od środka, pozostając niezauważonymi. Z początku obawiano się że słono opłacane grupy nie wypalą lecz ich sprawna walka i sumienne wykonywanie rozkazów połączone z odwagą i patriotycznym powołaniem zaowocowało przechylaniem szali zwycięstwa w tym konflikcie na stronę Srebrnych Marchii. Takie grupki liczące około dziesięciu osób miały za zadanie przede wszystkim dostać się na teren gdzie stacjonują oddziały wrogiej armii. Następnie drużyny musiały robić wszystko by zniszczyć wrogów od środka. Projekt był bardzo kosztowny, lecz opłacalny. Widząc poświęcenie chętnych, w mieszkańcach Północy odzywały się patriotyczne uczucia, podsycane dodatkowo poematami bardów. O dzielnych bohaterach powstawały pieśni i legendy.

Na Północ przybywało coraz więcej chętnych do walki i zdobycia sławy. Mimo takich obaw, w Silvermoon nie dochodziło do żadnego kryzysu. Handel toczył się nadal, lecz już nie między miastami Srebrnych Marchii. Miasto oferowało za każdą orczą głowę sztukę złota więc i zwykli ludzie, którym na niczym nie zależało ruszyli do walki. Pierwsze grupki maruderów powróciły do Silvermoon by meldować o siłach orków. Jedynie nieliczni byli informowani na ten temat. Wśród tych drużyn panowała zasada „Chcesz zarobić? To rób, co Ci każą i o nic nie pytaj”. I to skutkowało. Żądza pieniądza przysłaniała oczy co raz to nowym bohaterom. A tych w Silvermoon z każdym dniem przybywało. Brukowanymi uliczkami maszerowali dzielni wojacy rodem z legend, śmiertelnie precyzyjni łucznicy i kusznicy, opancerzeni rycerze na swych wiernych wierzchowcach. Mimo ciężkiej sytuacji pieniężnej miasta, to poszukiwacze przygód i ich sakwy stali się ratunkiem dla nadszarpniętego skarbca Silvermoon.

Ci, którzy choć raz przysłuchiwali się trubadurskim opowieścią mogli rozpoznać na ulicach miasta takie persony jak Gunlak, syn Dunina. Krasnolud, zarażony likantropią, znany z tego, że potrafi kontrolować swoją chorobę i przemianę. Ten spokojny u milczący mąż, wędrując po traktach nie raz bronił przypadkiem napotkanych wędrowców przed bestiami Północy. Arvelia „szepcący wiatr” to strażniczka przyrody, stacjonująca na obrzeżach Wysokiego Lasu. Był także i Alfred Mortimer Vostren rycerz i wojak w służbie lady Obarskyr. W mieście roiło się od różnorakich awanturników i niezwyczajnych zjadaczy chleba.

***

Późnym wieczorem, dzień przed zapisem na listy do „Wybranych” –bo tak nazywano członków grup specjalnych- poszukiwacze przygód trwonili czas i pieniądze, oraz resztki swobody w szynku Złoty kwiat, prowadzonym przez elfiego kapłana Hutanei. To właśnie ta gospoda stała się miejscem harców i zabawy przyszłych bohaterów, ze względu na swoje położenie. Znajdowała się ona bowiem przy południowej bramie, przy której kilka dekadni temu powstały koszary i organizowały się wojska Silvermoon. Zabawa była przednia, a gospodarz korzystał jak mógł z faktu, że awanturnicy ostatni dzień spędzają w mieście i jeszcze płacą. –Zdrowie nas! Bohaterów tych żywych i martwych! Ha!- krzyknął pijany człowiek o zarośniętej twarzy w szarych łachmanach. Mężczyzna wychylił napój z kufla, podobnie jak wielu towarzyszy w piciu, którzy zareagowali na toast. Mieli ostatnie chwile by się zabawić.

Jedni pili, inni jedli, kolejni łączyli te dwie przyjemności. Byli i tacy, którzy nie ruszali niczego. Jedni chcieli zachować trzeźwość umysłu, innym nie odpowiadał gatunek trunków i dań. Takich jednak wielu nie było. Pojedyncze osoby tańczyły żwawo do muzyki dwójki trubadurów, grających na bębenku i fujarce. Wielkim powodzeniem cieszyły się również służki, przeciskające się między stołkami i pełnymi stołami, nosząc na ręku drewniane tace, z różnoraką zawartością. Późnym wieczorem, w sali biesiadnej nie było już zbyt wiele osób. Większość udała się na spoczynek, gdyż chętni do służby mieli stawić się na zapisy tuż po świcie następnego dnia. Tylko nieliczni, wytrwali wciąż zasiadywali przy stolikach, dopijając resztki trunków i dojadając ostatki mięsa z talerzy.

***

-Gdzie się kurwa pchacie!? Do kolejki!- krzyknął wysoki mąż o czarnej czuprynie, w białym mundurze, narzuconym na kolczugę. –Powoli kurwa! Przecież mówię!- dodał po chwili, widząc niesfornych chętnych, stojących w kolejce do wielkiego namiotu, stojącego na środku koszar pod murami miasta. W środku stało wielkie biurko, za którym siedział łysiejący wojownik w srebrnej zbroi. Mężczyzna wypisywał coś ciężkim do rozczytania pismem, na zawiniętych pergaminach. –Jeszcze jeden.- rzekł do stojącego przy wyjściu mężczyzny, który kiwnął głową i wyszedł na zewnątrz, wprowadzając do środka kolejnego z wielu chętnych. Przed obliczem łysiejącego dowódcy stała siódemka osób. –Recco d’Algo…- przeczytał dowódca, szukając wzrokiem właściciela nazwiska, które odczytał. –Menkauhor…- kontynuował –Artemis, Will, Azrael, Elvith i Viktor.- Człowiek zapisał imiona, na liście, zawijając ją w rulon i odkładając na bok.

Człowiek wstał i odszedł od biurka, podchodząc do dębowego regału, na którym leżały inne zawinięte w rulony papirusy. Mężczyzna złapał za jeden i otwarł go, zapatrując się w jego zawartość. Po chwili odwrócił się i wejrzał na zebraną grupkę –Zanim powierzymy wam odpowiedzialną robotę chcemy sprawdzić jak poradzicie sobie w boju i czy się dogadacie.- rzekł chłodno wracając do biurka. –Dwa dni drogi, na północ od miasta, nasi zwiadowcy dostrzegli niewielki oddział goblinów. Te małe skurwiele, obrały sobie stare legowisko wywern za kryjówkę. Wyruszycie tam natychmiast, dokonacie zwiadu a jeśli napotkacie jakiekolwiek gobliny na swej drodze to…- zamilknął na chwilę –Nie bierzcie jeńców.- dodał chłodno, spuszczając wzrok na blat biurka. –Wasz żołd to sztuka złota na pięć dni. Za łeb każdego goblina dostajecie pięć srebrników, za łeb każdego orka złotą monetę…- kontynuował –Ale to wiecie. Za wykonaną misję dostaniecie pięćdziesiąt złotych monet.- wyjaśnił. –Nie traćcie czasu, ruszajcie natychmiast.- dodał po chwili.
 
Nefarius jest offline  
Stary 03-05-2009, 21:03   #2
 
xeper's Avatar
 
- Cóż, wypadałoby się przedstawić, skoro mamy razem pracować – zagaił rozmowę młody mulan, przez dowódcę w namiocie nazwany Menkauhorem. Miał charakterystyczną dla swojej rasy żółtawą karnację skóry, piwne oczy i splecione w długie dredy, czarne włosy. Ubrany był w długą, luźną szarą tunikę przepasaną czerwoną szarfą. Na wierzch narzucony miał długi płócienny płaszcz z kapturem. Pod rozchylonymi połami płaszcza widać było przecinający ukośnie pierś skórzany bandolier, z wypchanymi kieszonkami i dwa równierz skórzane pasy z mosiężnymi, misternie wykonanymi sprzączkami opinające mężczyznę w pasie. Z kieszonek jednego wystawały szyjki i koreczki kilkunastu fiolek i buteleczek z różnokolorowymi cieczami; drugi pas w podłużnych kieszeniach skrywał pergaminy, starannie zrolowane i opisane prostymi symbolami. Ubrania młodego mężczyzny dopełniały znoszone, skórzane czarne spodnie i solidne, podkute żołnierskie trepy. Przez plecy przerzuconą miał wykonaną z czarnego, połyskliwego drewna kuszę, a na ramieniu trzymał wielkie, dwuręczne, zakrzywione ostrze.
-Jestem Menkauhor Nimatare, z Imperium Mulhoradu – przedstawił się wyraźnie podkreślając swoje pochodzenie. - Znam się na tym i na owym...
- A to jest Xeper – wskazał na ocierającego się o jego nogi dużego, czarnego kota. Kocur popatrzył na zgromadzonych przed namiotem najemników. Jego wielkie, zielone oczy bacznie zlustrowały każdego z nich. Na zakończenie kiwnął ogonem i miałknął przeciągle. Menkauhor pochylił się i delikatnie popieścił kota między uszami.
 
xeper jest offline  
Stary 04-05-2009, 15:03   #3
 
deMaus's Avatar
 
Recco przyjrzał się uważnie zebranym. Cóż więc, z takimi teraz będzie pracował, niespecjalnie obchodziły go takie banały jak rasa, czy pochodzenia. Nauczył się, że o wiele ważniejsze są umiejętności, a poza tym nie był rasistą. Sam po wyjściu z namiotu dowództwa odszedł kawałek za resztą jego nowej kompani. Zastanawiał się, czy by się nie przebrać, ale uznał, że strój jaki ma na sobie jest odpowiedni. Recco nosił, ze sobą wiele strojów, a teraz miał na sobie bardzo praktyczny strój podróżnika. Skórzane spodnie i kurtkę z kapturem, oba barwione na odcienie ciemnej zieleni, praktycznie czarnej, kolory najlepsze do ukrywania się w cieniach, tylko amatorzy sądzili, że czysta czerń jest najlepsza. Czerń pozostawiała w cieniu czarną dziurę w kształcie postaci, co dla dobrego obserwatora było aż nazbyt oczywiste. Na nogach nosił, skórzane buty o miękkiej podeszwie, miał także plecak, również w odcieniach zieleni. Spod kurtki wystawała mu koszula, o dziwo luźno rozpięta i biała, idealnie zgrywająca się z jego włosami. Przy boku nosił zaś rapier, wyglądem przypominał te noszone przez szlacheckich fircyków, ci jednak, którzy go widzieli w całości dochodzili do wniosku, że to porządne, proste ostrze, rękojeść niebyła zdobiona, ale cala czarna, nawet garda taka była, w jakiś sposób, została zaczerniona tak jak i klinga.


Nagle usłyszał jak jeden z mężczyzn mówi.
- Cóż, wypadałoby się przedstawić, skoro mamy razem pracować – Zrobił pauzę dla efektu i dodał. -
-Jestem Menkauhor Nimatare, z Imperium Mulhoradu – przedstawił się wyraźnie podkreślając swoje pochodzenie. - Znam się na tym i na owym...
- A to jest Xeper – dodał wskazując na kota u swych stóp.

Recco nie zamierzał się wyśmiewać z człowieka, który pierwszy zaczął, ale jednak nie mógł puścić tego bez komentarza, wszak od tego zależało jego życie.
- Za mało konkretnie panie Nimatare. Na tym i na owym i przekupki z targowiska i dziwki z portu się znają. Jak mamy powierzać nawzajem sobie nasze życia to wolałbym wiedzieć, co znaczy to i owo. Patrząc na ciebie powiedziałbym, żeś albo zaklinacz co i od miecza nie stroni. Albo rycerz jakiś, co go mikstur nauczyli używać. Powiedz coś o sobie więcej. Was też się to tyczy - wskazał głową na pozostałych. A widząc wzrok oburzenia dodał - Spokojnie, nie pozostanę wam dłużny, a nawet więcej. Sam zacznę. Nazywam się Recco d'Aglo, szlachcic z pochodzenia, żeglarz i artysta z wyboru - zaśmiał się - A dla was szpieg i zwiadowca, jak trzeba to nieźle kłamię, i szukam informacji. Jak wam kiedyś zniknę z oczu, to znaczy, że jestem za plecami waszego wroga. Pamiętajcie o tym, bo pewnie nieraz wam ocali to życie. - Dodał już głosem całkowicie innym od tego na początku, teraz mówił chłodniej i konkretniej, a głos brzmiał, jakby wydawanie rozkazów było codziennością. Mało tego, głos brzmiał, jakby te rozkazy były wykonywane natychmiast. Spojrzał po nich, i doszedł do wniosku, że znowu zraża do siebie ludzie, ale do cholery z tym, lepiej niech go nie lubią, ale wszyscy żyją.
 

Ostatnio edytowane przez deMaus : 04-05-2009 o 15:09.
deMaus jest offline  
Stary 04-05-2009, 16:44   #4
 
xeper's Avatar
 
-Dobrze zgadujesz, Panie d'Aglo. Jestem zaklinaczem, ale i na machaniu tym oto ostrzem znam się troszkę -Menkauhor spode łba spojrzał na szlachcica i dla podkreślenia prawdziwości swoich słów machnął kilka efektownych lecz niezbyt groźnych młynków wielkim bułatem.
-Ładnieś się nam przedstawił, Panie d'Aglo. Raczej ode mnie się nie spodziewajcie, że piorunami wrogów powalał będę, bo to nie w moim stylu. Mego daru w inny sposób używam, a mianowicie swoją siłę wzmacniam aby być w bezpośrednim starciu skuteczniejszym i zaklęć do stworzenia magicznej zbroi używam, gdyż jak pewnie wiecie ludziom mej profesji nie jest wskazane normalnych, nawet najlżejszych pancerzy używać. Dodam jeszcze, że ten oto zwierzak też czasami przydać się może... To powinno wystarczyć, myślę.
Umilkł i popatrzył po pozostałych towarzyszach, czekając aż się przedstawią.
 
xeper jest offline  
Stary 04-05-2009, 17:58   #5
 
Chester90's Avatar
 
~Ach ludzie i to ich przywiązanie do szlacheckiego pochodzenia. Kiedy wreszcie zrozumieją, że prawdziwe szlachectwo wypływa z czynów, a nie z urodzenia?- pomyślał młody przedstawiciel rasy elfów, którego komendant w namiocie nazwał Elvithem. Oczywiście swojego pochodzenia nie mógł w żaden sposób ukryć. Skóra w kolorze jasnego brązu, oczy i włosy w kolorze czerwono-fioletowym oraz charakterystyczna szczupłość niezawodnie zdradzały przynależność do tej rzadziej spotykanej rasy elfów, jakimi były elfy słoneczne.

~No, ale trzeba być tolerancyjnym i nie potępiać zbytnio przedstawicieli innych ras.
Jednak Elvith jeszcze nie do końca wyzbył się pewnej dozy wyższości, z którą odnosił się do przedstawicieli wszystkich ras poza elfami. Miał nadzieję, że dłuższy pobyt na Kontynencie zmieni jego nastawienie. Wspólna praca także powinna go zbliżyć do ludzi. Poprawił, więc swoje ubranie, sprawdził położenie rapiera z jednej i lekkiej kuszy z drugiej strony oraz skorygował położenie lutni przewieszonej przez plecy. Lutnia, owa istne cudo, była jego chlubą i dumą. Wykonana z białego drzewa o gryfie rzeźbionym w kształt smoka i o posrebrzanych strunach była prawdziwym arcydziełem.

- Jestem Elvith, po prostu Elvith bez żadnych niepotrzebnych tytułów i pochodzę z wyspy Evermeet. Pewnie słyszeliście o wyspie i jej mieszkańcach? Widzę, że nazwa nie jest wam obca. Jestem jak pewnie już się domyśliliście bardem, a jeśli uważacie, że jakiś śmieszny grajek się wam nie przyda to jesteście w błędzie. Posiadam bowiem wiele umiejętności. Potrafię, podobnie jak Recco, uzyskać potrzebne mi informację i jeśli trzeba odwrócić uwagę nieprzychylnych mi osób. Całkiem nieźle macham też rapierem i strzelam z kuszy. Jednak prawdziwa moja siła leży w pieśniach, bowiem są one nie mniej magiczne od twoich czarów drogi Menkauhorze. Mogę wzmocnić ruszających do boju wojowników, zmylić wrogów, a nawet uleczyć rannych. Z pewnością, więc będę przydatnym członkiem drużyny. – zakończył z wesołym uśmiechem.


- Myślę też, że nie ma sensu tak tu tkwić i czekać aż nas inni ubiegną w naszym zadaniu. Ruszajmy na północ wykonać powierzoną nam misję. – to powiedziawszy ruszył wolnym krokiem czekając na pozostałych. – Przedstawić się i pogadać zawsze zdążymy w drodze.
 
__________________
Mogę kameleona barwami prześcignąć,
kształty stosownie zmieniać jak Proteusz,
Machiavela, łotra, uczyć w szkole.
Chester90 jest offline  
Stary 04-05-2009, 23:18   #6
 
mamra22's Avatar
 
Prawie dwumetrowa postać o skórze czarnej niczym heban słuchała, choć tak naprawdę nie przywiązywała żadnej wagi do słów które brzęczały wokoło. Nie lustrowała też postaci znajdujących się wokół niej jak zapewne uczyniło by wiele na jej miejscu. Jedynym świadectwem że nie jest posągiem był wykonywany od czasu do czasu powolny gest przejeżdżania ręką po łysej niczym kolano czaszce.

Wreszcie, stojący do tej pory bez słowa, muskularnie zbudowany mężczyzna odezwał się spokojnym głosem.
- Azrael, tropiciel do wynajęcia. Tropie orki a następnie zbieram dokładne informacje o ich ostatnim posiłku, wypruwając im flaki. Myślę że to wszystko na co zasługują ta przeklęta rasa.
Na podkreślenie swoich słów jedna ręka spoczęła na korbaczu a druga na pochwie z mieczem, przymocowanej do pasa. Gdyby posiadał drugą parę rąk, prawdopodobnie jedna wylądowała by na łuku przewieszonym przez ramię, a druga na bliźniaczej pochwie umocowanej po drugiej stronie ciała.
-Czy wyraziłem się wystarczającą konkretnie abyś mógł powierzyć mi swoje życie, szlachetny panie szlachcicu? Zawsze sądziłem że ważniejsze jest to co i jak się robi, a nie jak się o tym mówi. Jak myślisz co jest lepsze, pies który szczeka, czy taki który gryzie?
Wykonał przesadnie głęboki ukłon w stronę Recco, a kiedy się podniósł na jego przystojnej, pociągłej twarzy pojawił się półuśmiech, a przynajmniej tak można było odebrać uniesienie jednego z kącika ust ku górze i odsłonienie kilku spiczastych i ostro zakończonych zębów. To właśnie one, razem z krwistoczerwonymi oczami zdradzały jego diabelskie pochodzenie.

Tak naprawdę nie oczekiwał odpowiedzi więc założył tylko ręce, uwydatniając swoje okazałe muskuły oraz symbol białej czaszki bez żuchwy, na tle filetowego rozbłysku widniejącej na prawym ramieniu, by następnie ruszyć za elfem, wyrażając tym samym niemą zgodę na jego ostatnie zdanie. Choć daleko mu było do dystyngowanego chodu leśnego ludu, i tak poruszał się z niebywałą, jak na jego rozmiary, gracją i sprężystością, daleką od topornego chodu zwykłych ludzi.
 
mamra22 jest offline  
Stary 05-05-2009, 02:20   #7
 
deMaus's Avatar
 
- Nie przepadam za psami, choć odpowiednie szczeknięcie, może czasem zdziałać więcej niż kąsanie. Ale tak, to wystarcza by z wami ruszyć. Co do powierzania życia, to czy sam nie czujesz się lepiej wiedząc, choć trochę na co możesz liczyć od pozostałych? - Sam także ruszył za elfem, zastanawiając się nad czymś. -
- Tak z ciekawości, wiecie gdzie idziemy, czy ruszamy poprostu dwa dni drogi na oko i zaczynamy się bładkać, szukając zielonych. Bo chyba lepiej było by wziąć jakąś mapę niech nam zaznaczą gdzie ostatnio widziano ten oddział i w która stronę zmierzał. No chyba, że już macie te informacje.Na tropieniu się niezam, ale logicznie myśląc, to dwa dni drogi, z informacja tu nasze dwa dni drogi tam, możemy ich już niezastać. -
 

Ostatnio edytowane przez deMaus : 05-05-2009 o 11:08.
deMaus jest offline  
Stary 05-05-2009, 11:00   #8
 
Jeremiasz16's Avatar
 
Spod czarnej zmechaconej peleryny sięgającej za kolana było widać ciemno granatowe spodnie i takiego samego koloru koszule z grubego materiału.
To wszystko było przepasane w tali pasem o sznurkowa tym wyglądzie.
Czarne niczym otchłań oczy rozglądały się bacznie po namiocie gdy dowódca
kompletował drużynę śmiałków. Gdy skończył nowy rekruci za czeli gadać między sobą. Prawie zaczęli się przekrzykiwać kto z kąt i z jakim tytułem.
-Co za miernoty - burkną pod nosem i szybko odwrócił głowę w drugą stronę. Po krótkiej chwili zreflektował się. Wziął plecak leżący u jego stup i wyszedł z namiotu.
Gdy mijał swoich nowych towarzyszy powiedział stanowczo i donośnie:
-Chodzimy, jak mamy iść.
 

Ostatnio edytowane przez Jeremiasz16 : 05-05-2009 o 11:23.
Jeremiasz16 jest offline  
Stary 08-05-2009, 09:38   #9
 
Nefarius's Avatar
 
-Mówcie mi Artemis, lub po prostu Arto.- odezwał się kolejny z grupy. Wysoki człowiek o ciemnej karnacji i kruczoczarnych włosach stał wyprostowany, niczym prawdziwy żołnierz. U pasa, spoczywał przewieszony korbacz, którego łańcuch z każdym przebytym krokiem pobrzękiwał złowieszczo. Do prawego nagolennika, przytwierdzona była z kolei pochwa, z krótkim mieczem. Na plecach, zaś wisiała, zaczepiona na skórzanym pasie, ciężka kusza, oraz zasobnik na kilkanaście bełtów. Jego ciało chroniła i zarazem zdobiła wypolerowana zbroja płytowa, błyszcząca po niedawnym jak widać czyszczeniu. Na piersi człeka widniał symbol Wiecznie Czujnego Helma, boga strażników i wielu rycerzy. –Jestem mentorem młodych giermków, nie zasypiającym na służbie wartownikiem i zagorzałym wrogiem zła wszelakiego.- dodał po chwili.

-Jam jest William, ale wszyscy mówią mi Will.- odezwał się już ostatni z kilku członków grupy łysy człek, na kształt barbarzyńcy jakiego, którego pierś chroniły jedynie czarne kędziory, rozsiane po ogromnej powierzchni klatki. Jego dość kaprawe spojrzenie lustrowało kompanów, niczym mistrzowsko wybełkotany czar z szkoły Poznania. Muskularny prostak miał odrąbaną prawicę, dlatego jego długi miecz, spoczywał z prawego boku. Twarz jego zdobiona była wieloma bliznami, których nie sposób było zliczyć na palcach jednej, czy nawet dwóch rąk. –Tam się trochę na dzikich terenach znam i nie boję się pierdolnąć orkowi klingą moją w zakuty łeb.- wyjaśnił entuzjastycznie.

-Początki zawsze są najtrudniejsze.- wtrącił na chwilę rycerz. –Ej Wy tam!- uwagę grupki zwrócił człowiek, który stał w środku namiotu polowego, wpuszczając do środka chętnych awanturników. –Tak do Was mówię!- krzyknął, widząc niepewne miny osobników. Nie czekając jednak na ich reakcję sam wyszedł z obrębu obszernego stożka płótna i skóry i podszedł do grupki. –Czekajcie. Wraz z porucznikiem Grimsem, doszliśmy do wniosku, że zadanie jest dość trudno i możecie potrzebować pomocy, dlatego przydzielamy wam jeszcze trójkę ochotników, z którymi będziecie pracować.- rzekł –Znają rozkazy i wiedzą, co mają robić.- dodał a po chwili wsadził palce do ust i gwizdnął.

Z namiotu wyłoniła się urodziwa elfka z słonecznej odmiany. Kobieta o rudej czuprynie towarzyszył krasnolud. Również rudy, choć ten miał na łbie znacznie więcej włosów, wliczając w nie oczywiście brodę, wąsy i bokobrody, łączące się nad uchem z pozostałymi włosami. Brodacz zakuty w napierśnik poruszał się dość niezgrabnie, choć wyglądał na dobrego zawodnika w boju, którego nie chciałoby się mieć za wroga. Lewą ręką trzymał stalową tarczę, w kształcie koła, która przedstawiała symbol młota, ciśniętego przez właściciela. W prawic dzierżył on błyszczący magią topór. –To jest Esiyanne, a to jest jest Orrick.- przedstawił ich oficer –Jest jeszcze jeden, ale wysłaliśmy go za gońca, dogoni Was.- dodał człowiek.

-Właśnie!- odezwał się Artemis –Byłoby nam dużo łatwiej znaleźć cel, znając dokładne położenie, miejsca do którego mamy się udać.- rzekł do oficera. Ten podrapał się po łbie i zamilknął na chwilę. –Dobra, czekajcie.- rzucił i spieszno udał się do namiotu, z którego niedługo potem znów wyszedł, trzymając w dłoni zwinięty w rulon, kawałek pożółkłego pergaminu. –To jest mapa. Nie zgubcie jej.- dodał. Kiedy wszystko było jasne, mężczyzna odwrócił się i wrócił do namiotu, wpuszczając kolejną szóstkę ochotników. Kompani zaś musieli ustalić szczegóły ich planu działania. Do celu prościej było iść prosto z koszar, pod murami miasta, idąc przez Silvermoon, straciliby tylko czas…
 
Nefarius jest offline  
Stary 08-05-2009, 12:22   #10
 
Jeremiasz16's Avatar
 
Mnich wyszedł z namiotu, chwile czekał na towarzyszy jednak zaraz za nimi wyszedł porucznik i przydzielił kolejnych awanturników.
~Kolejni nieudacznicy spragnieni złota~- Pomyślał człowiek gdy tam ci się przedstawiali. Między czasie dowódca poszedł do namiotu i po chwili wrócił z pergaminem, mówiąc że to mapa jest. Viktor szybkim krokiem podszedł do żołnierza i szybkim ruchem ręki wizą mapę. Rozwiną i chwile ją studiował.
Kiedy skończył zwiną mapę i schował za pas. Rozglądną się po kamratach przenikliwym wzrokiem, po czym stwierdził:
-Ruszamy na północ.
I opuścił koszary udając się do bram miasta. Skorzystał z rady i nie zagłębiał się w miasto, tylko trzymał się blisko murów miejskich.
 
Jeremiasz16 jest offline  
 



Zasady Pisania Postów
Nie Możesz wysyłać nowe wątki
Nie Możesz wysyłać odpowiedzi
Nie Możesz wysyłać załączniki
Nie Możesz edytować swoje posty

vB code jest Wł.
UśmieszkiWł.
kod [IMG] jest Wł.
kod HTML jest Wył.
Trackbacks jest Wył.
PingbacksWł.
Refbacks are Wył.


Czasy w strefie GMT +2. Teraz jest 15:02.



Powered by: vBulletin Version 3.6.5
Copyright ©2000 - 2021, Jelsoft Enterprises Ltd.
Search Engine Optimization by vBSEO 3.1.0
Pozycjonowanie stron | polecanki
Free online flash Mario Bros -Mario games site

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35 36 37 38 39 40 41 42 43 44 45 46 47 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57 58 59 60 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 71 72 73 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85 86 87 88 89 90 91 92 93 94 95 96 97 98 99 100 101 102 103 104 105 106 107 108 109 110 111 112 113 114 115 116 117 118 119 120 121 122 123 124 125 126 127 128 129 130 131 132 133 134 135 136 137 138 139 140 141 142 143 144 145 146 147 148 149 150 151 152 153 154 155 156 157 158 159 160 161 162 163 164 165 166 167 168